Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Dobra, dobra. Gdzie jest moja forsa?
Wisisz mi ja stary od czterech i pół tygodnia.
To chyba obciach, bo trudno cię spotkać,
A jeszcze miecha temu chciałeś pójść na bronka,
Ty, podobno nie tylko mi leżysz,
Nie wierzy ci nikt,oddaj kwit albo stara cie nie pozna.
To wstyd taki, że aż żal dupę ściska,
Co? Twoją też yo, to nie rób jej z pyska.
Nie rób jej zdjęć z bliska i nie przyklejaj na twarz,
Taki z ciebie artysta kurwa mać.
Chyba cię stać skoro masz na wachę,
Masz pracę, masz wypłatę i jeszcze taki płacze, że niedostatek.
Przelicz papier, a nie sapiesz w słuchawkę,
Zagraj w sapera może wygrasz bańkę.
Chuj mnie strzela, ale nie to, że się gniewam,
Jak tylko cię zobaczę, wiesz czego się spodziewać,
Szykuj kasę.

(Nasłuchujesz mówisz - znam to)
(To muzyka jest językiem wszechświata)
[Cuty z numeru "Fisz - Język Wszechświata]
Efieszet, Pablo Hudini przy mikrofonie
Warszafka płonie, Warszafka płonie.
Efieszet, Pablo Hudini przy mikrofonie
Warszafka płonie, Warszafka płonie.
Efieszet, Pablo Hudini przy mikrofonie
Warszafka płonie, Warszafka płonie.

A jestem VIP-em
przyjechałam dużym czarnym jeepem, wiesz
Jestem z prawdziwym stylem typem
Dzień dobry wita się góra z górą,
szczyt ze szczytem.
Jestem znany lubiany na salonach, wiesz
Jestem nieco sztywny,
lecz jestem z klasą
Jestem typem z kasą,
śledzę wszystkie trendy
Bywam tu i tam,
tu i tam.
Znam wszystkich, których trzeba znać,
robię imprezki, Na których będą grać znane gwiazdy z telewizji, wiesz
Do wódki i zagrychy
będą śpiewać swoje kichy.
Mam wstęp mam dostęp,
do nowości ze świata.
Mam modną kurteczkę,
rozmowy o interesach
Z aktorkami z modelkami
pierwsza klasa, pierwsza klasa.

Jestem VIP-em, ważny jestem,
A salonowym typem,
każdym gestem
Ja idę tędy, którędy idą trendy.
Jestem wciągnięty, tym pochłonięty.
Uwielbiam chodzić na ekskluzywne spędy,
Trochę napięty, trochę nadęty
Jakby z krochmalu trochę wyjęty
Obładowany plakietkami, wejściówkami
Zajęty wszelkiego rodzaju gadkami.
Piję alkohol z takimi samymi jak ja typami,
A za ich plecami nazywam ich baranami.
Wyszło z worka szydło,
My jesteśmy po prostu kulturalne bydło.
Jak potrzeba mam nowości, nowinki prosto z nieba,
Mnie nie rusza bieda, kupię jak ktoś nie da.
Trochę we mnie zgreda i dostanę medal
Za to, że robię wszystko, wszystko to, co trzeba
By jak najlepiej siebie sprzedać,
By jak najlepiej siebie sprzedać.

W sobie zadufany, elegancki, arogancki
Macie mi pochlebiać, macie mi pochlebiać.

Wiesz jestem VIP-em mam to wypisane na plakietce, wiesz
Darmowe drinki, ekskluzywne minki,
Dziewczynki z wyższych półek wiesz,
Co chcesz, co się pytasz, ja Cię nie słyszę teraz,
Trudno jest mi się do Ciebie zgiąć, nagiąć jak trzeba.
Mam czarne buty na glebie, a głowa sięga nieba, wiesz
Głowa sięga nieba ...aha

Efieszet, Pablo Hudini przy mikrofonie
Warszafka płonie, Warszafka płonie.
Efieszet, Pablo Hudini przy mikrofonie
Warszafka płonie, Warszafka płonie.
Efieszet, Pablo Hudini przy mikrofonie
Warszafka płonie, Warszafka płonie.
Efieszet, Pablo Hudini
Warszafka płonie, Warszawka płonie.
Efieszet, Pablo Hudini
Warszafka płonie, Warszawka płonie.
Podjechaliśmy na światłach mój ziom
Jego astra do nas bokiem
Stanął inny opel szykuje falstart
Groźny chłopiec chłodny łokieć
Jazda sorry skręcamy akurat i typ zaraz znika
Mnie niepokoi hałas z bagażnika
Patrzę na zioma i pytam kogo tam trzyma
Mówi to mój nowy bass nowa skrzynia
Kurwa rozsadza mi nerki
Dla słabszych sprzętów to rodzaj obelgi
Ta moda to felgi spoilery naklejki
Ale mnie interesuje tylko sprzęt dziś
To na fali jest zresztą kiedyś też
Moim starym zajebali radio Safari
6 lat temu mój człowiek kupił niewiadomo skąd
Kaseciaki od tej pory mówię mu to:

Ref.
Uchyl szybę gdziekolwiek tego słuchasz
Ulecz głuchych pogłośnij szybę uchyl
Uchyl szybę zwiększ bass zmniejsz promień skrętu
Nie woź się reprezentuj
Uchyl szybę co z tego że masz klimę
Wpuść powietrze wypuść muzykę i
Uchyl szybę niech usłyszą to te dupy
Które idą obok niech zaczną kiwać głową

To nie felgi spoilery nie silnik daj spokój
To konkretny bass rap dla wszystkich wokół
To nie ofermy frajery nie rap z nikąd
To muzyka która puszczać chcesz jadąc ulicą
Lufciki szyber-dachy boczne szyby
Skrzydła okien balkonów otworzymy
Bass w samochodzie w domu play czas zacząć
Uchyl szybę wypuść bass bass to nie domator
Ciszę zakończ głośno znaczy dobrze
Niech każdy wie że już masz ten krążek
Jak mieszkasz w bloku to otwórz balkon
Niech sąsiedzi dobrze znają twoje audio
Niech znają repertuar z twego okna
I przeklinają dzień w którym mes kupił Korga
Dobra a jak masz dobre audio w strzale
To zanim odpalisz zawsze wsadzaj panel
Dalej pamiętaj na światłach wolno ruszaj
By każdy dobrze wiedział czego teraz słuchasz
Bo nieważne willa blok Maluch czy Lincoln
Ichyl szybę ziom uchyl ją szybko

Ref.
Uchyl szybę gdziekolwiek tego słuchasz
Ulecz głuchych pogłośnij szybę uchyl
Uchyl szybę zwiększ bass zmniejsz promień skrętu
Nie woź się reprezentuj

Nie znam się na furach nie że się brzydzę
Są tacy co pukać w fury chcą w wydech
Jestem innym trybem wole uchylić szybę
Byś muzyki znał więcej wymiarów niż 3D
Tak grzmi że lata szkło w oknach
Gdy pod domem stoją ci co chcą się spotkać
Sąsiedzi mają teraz czas na oddech
Wrócę uchylę szybę znowu zrobię im orgie
Masz dużo mocy nie odgradzaj się szybą
Graj wszystkim nawet w nocy tak jak bushido
Na żywo tak słuchu rzeźnia na żywo
Na żywo rap zabij tę ciszę parszywą
Masz auto rusz pół miasta z miejsc
Chrom w audio nie w felgach jak Masta Ace
Gdy zbudzi cię obelga potłuczonego rapu
Uchyl szybę pokaż światu prawdziwą linię bassu

Ref.
Uchyl szybę gdziekolwiek tego słuchasz
Ulecz głuchych pogłośnij szybę uchyl
Uchyl szybę zwiększ bass zmniejsz promień skrętu
Nie woź się reprezentuj
Uchyl szybę co z tego że masz klimę
Wpuść powietrze wypuść muzykę i
Uchyl szybę niech usłyszą to te dupy
Które idą obok niech zaczną kiwać głową

Młodzi gangsterzy w starych betach
Starzy gangsterzy w nowych Corvette'ach
W nowych eskach w emkach w x-5tkach
Niech uchylą szybę gdy ich ten hit spotka
Na trasie i wszyscy z radiem standard
Uchylcie szybę by na nerwach zagrać
Wszystkim disco-polowcom w korkach
Niech usłyszą wreszcie hardcore rap
I ci którzy w pięciu mogą teraz słuchać
Składali się po stówce na jednego malucha
Uchylcie szybę to muzyka osiedli
Dajcie ludziom trochę bassu trochę trebli
A jak słuchasz tego w domu spróbuj ciszę zabić
Otwórz okno jak w tym filmie nienawiść
Weź kolumny na parapet uchyl szybę
Krzyknij cokolwiek choćby wolny Tybet

Ref.
Uchyl szybę gdziekolwiek tego słuchasz
Ulecz głuchych pogłośnij szybę uchyl
Uchyl szybę zwiększ bass zmniejsz promień skrętu
Nie woź się reprezentuj
Uchyl szybę co z tego że masz klimę
Wpuść powietrze wypuść muzykę i
Uchyl szybę niech usłyszą to te dupy
Które idą obok niech zaczną kiwać głową

Jeśli tylko możesz uchyl szybę
Otwórz okno pokaż mi to możesz
Daj to głośniej trochę pokręć otwórz drzwi
To możesz wiem że możesz bo to właśnie my
2cztery7 mocne wejście do gry unikalny styl
Rap się zmienił, winyle, kasety, cedeki
Pieprzony internet, rapidshare, mp3
Kto się zmienił? Na pewno nie my!
Nie ulice, nie bit, który tętni
A czy pamiętasz Vansy, lenary, bluzy Startera?
Dziś Air Maxy, Nike'i, czapki New Era
Tagi i srebra, ściany w projektach
Kto z nich pamięta, tych z myspace'a, fejsa?
Kto? Kto?

I tu jest problem
Dwadzieścia osiem lat wjechało ziombel
Na kark gilotyna spada ciągle
Fart, że żyję w czasach, gdzie tylko ze szkoły znam wojnę
I skarb, że wreszcie mamy wolną Polskę,
Chociaż pod moim blokiem nie stoi Ferrari czy Porsche
Że wreszcie trochę śmierdzę groszem
Mama mówiła do mnie "ucz się dobrze, kiedyś ruszysz w Polskę"
I stało się, to było wręcz niewiarygodne
Moi ziomble śmiali się nie mogąc uwierzyć ciągle,
Że Michał to Kajman, to... to... to Kajman,
Że hotele, kasa, że z Borysem nagrał
S.M.X., rap się zmienił
Kto z dzieciaków dziś mp3 z rapidshare doceni
Oni nie wiedzą czym dla nas był hip-hop
Chcą skill, mają sierocy syndrom
A kto styl z nich ma teraz, co z tamtych lat przetrwał
I był na koncertach i refreny śpiewał
A wcześniej całe zwrotki z pamięci jechał
Ziomek to ja, ten sam Rada z P.H.
Kiedyś mówiliśmy "bracie", ruszaliśmy w trasę
Marzymy za rapem w PKP na gapę
Dzisiaj rządzi nami myspace, net ma władzę
"Hip-hop is dead", przyznaje Nas'owi rację

Czas to docenić
W 1-9-9-3 też chciałem się przebić
Dostałem mały karton z demówką moich guru
To było coś nowego, nie myśl o oldschoolu tu już
Zdzierając taśmę odkryłem wtedy dużo prawdy
Dostając parę kopów w mordę wszedłem do rap gry
Nie było jeszcze wtedy strony z hip-hop.pl
Byliśmy małą grupą, ale wielki był nasz cel
Ta, zjebałem całą edukację
Uciekłem z domu i odtąd miałem wieczne wakacje
Spałem na klatce i w kanciapie na KSM-ie
Ktoś wyjebał tam drzwi - miałem wysiedlenie
Boże, rap się zmienił, ja się nie zmienię
Mam korzenie i historię z dopierdoleniem
Za mną stoi podziemie i to nie jest farmazon
Popatrz sobie na scenę, trzymam nad nimi parasol
Trzymam, trzymam, trzymam fason po dziś dzień
Byłem w rapie jak niektórzy byli jeszcze w piździe
Pozdrowionka dla wszystkich hejtujących leszczy
To byłem ja – Tomcio, Wu- WYP3

Prawdziwy hip-hop, czy to pamiętasz?

Walkamn, słuchawki, na ścianie ten tag
Twoje terytorium, twoje miejsca
I rap, który sens dał, wielu ludziom sens dał
Masz wszystko czarne na białym
Ostatnie dwie dychy, czasy się pozmieniały
Możesz nie pamiętać... Vansy, lenary
Wełniaki, flanele z fabryki przynosił stary
Mono magnetofon, pieprzony MK
Tonął od rana tylko w najlepszych piosenkach
Nie było szlamu muzycznie w tych czasach
Choć prała nam mózgi telewizja i prasa
Bezinteresowność zawsze była w cenie
Była... teraz jest tylko wspomnieniem
Kasa zabiera nam następne pokolenie
Ludzie bez zasad, wartości, tradycji
Banda skurwieli bez żadnych ambicji
Co wszystko dostali podane na tacy
Oni nie zrozumieją, nie poczują na pewno
Co znaczy docenić owoc własnej pracy
Znów piszę, przerywam ciszę
Wywołuje niewywołane klisze
Ale idę do przodu, moje przeznaczenie
Mimo zmian, które widać, swego rapu nie zmienię

Rap się zmienił, winyle, kasety, cedeki
Pieprzony internet, rapidshare, mp3
Kto się zmienił? Na pewno nie my!
Nie ulice, nie bit, który tętni
A czy pamiętasz Vansy, lenary, bluzy Startera?
Dziś Air Maxy, Nike'i, czapki New Era
Tagi i srebra, ściany w projektach
Kto z nich pamięta, tych z myspace'a, fejsa?
Kto? Kto?
To jest rap po godzinach - chwila prawdy
Zyla dasz mi? - w stylach dar tkwi
By powstać jak ty i iść dalej
Widzisz - są tacy którzy nigdy nie przestaną szydzić
Nic na niby, bo pamiętliwy ten świat
Przyłóż palec do tętna. Ból
jakby ktoś napierdalał po piętach
Ból - zapamiętasz nie to co piękne
Bo piękno jest piekłem - przecież w nim jestem
Ty, my, wy, wy - wiesz, oni wszyscy te same miski
Nie widać nic w nich prócz pychy
Prócz nich rośnie - rostrzelać ich jak toskę?
Nie ziom - to nonsens
Bo żyć ma prawo każdy
Każdy ma prawo dotknąć pogardy własnym sumieniem
Grzech za grzech, w cenie weź, nie?
Cześć Niemen zrozumiał
Bo to hiphop wysuwa skojarzenia
A ja je tylko w wersy zamieniam
Czysty styl - witaj w krainie wilków
Co niszczą kłamstwo prosto z serca
Bóg to nasz patron, a życie w naszych rękach.

Ref.
Zabij mnie - tylko na tyle stać cię?
Mój głos i tak zostanie na taśmie
W tym państwie pełnym nienawiści
Rap po godzinach, i luz ponad wszystkim.

Rap po godzinach
Rap po godzinach
Rap po godzinach
Rap po godzinach

Tak kopie skun - nie przeciągajcie strun
Teraz moda robić bity jak Noon
Oto za mickiem ćpun, w raku organizm
Nie dam się wykiwać jak ostatni Mohikanin
Gdzie te kilogramy? - wiesz mam taką fobię
Jak kręce lolka to zużywam całą torbę
Utrzymując proporcję podkręcam system
Oldschool ortofon w odstępach rym tnie
Postój pod strofą ziomek się wytnie
Na dziś 100% jadę ambitnie
Pierdolić rozrywkę - hiphop, podziemie
To siedzi we mnie, we mnie te promienie
Dźwięku paser, narzuć CD laser
Reprezentuję masę inspirowaną watem
W formie przekazu - bit, dwie kolumny
Na całej powierzchni kraju tak to zróbmy.

Ref.
Zabij mnie - tylko na tyle stać cię?
Mój głos i tak zostanie na taśmie
W tym państwie pełnym nienawiści
Rap po godzinach, i luz ponad wszystkim. (2x)

Rap po godzinach
Rap po godzinach
Rap po godzinach
Rap po godzinach
Rap po godzinach
Rap po godzinach
Rap po godzinach
Rap po godzinach
Zrobię wszystko, abyś mógł poczuć ten klimat
O Hajsie nie nawijam, bo go nie mam prawie w sumie
Idę wcześnie z rana kimać, w nocy miałem balet w klubie
Gdy się po południu zbudzę będę pisał numer
Wiesz ze umiem, sprawić byś zobaczył więcej
Nawet przez zamknięte oczy, to tych wyobraźni piętnem.
To jest piękne, angażuje się zachłannie
Byś mógł poczuć namacalnie to co sam widziałem - Prawdę
Każdy widzi jaką chce, a nie taka jak naprawdę, cała szczera prawda jest
Ten tekst jest jak scenariusz, piesze go chwila
Której spisałem jej treść po dzien w którym nawijam
Jak słowo przyjaźń, nie przypadkowo jest w tej zwrotkę
Wiesz czemu go używam, nagrywam płytę z ziomkiem
Jak miejsce i czas, w tym też są nie odłączne
Ziemia zabierze nas, a rap do ciebie dotrze

Jak prawda jest przestępstwem, to ja jestem bandytą.
Poczujesz z każdym wersem, to co ja poczułem pisząc.
Chce być jak moje serce, byś żył moją muzyką.
Zrobię wszystko nawet więcej, byś czuł to co ja pisząc.

Gdy w autobus, w mieście. Zobaczysz deszcz za szybą
Do tego dodaj jeszcze te wersy z tą muzyką
Wtedy zobaczysz więcej, niż ja widziałem widząc
Robię wszystko nawet więcej byś czuł to co ja pisząc

Wsiądę do windy wezmę kilku chłopaków
Wraz z ostatnim piętrem stanę na jego dachu
Byś poczuła ten nastrój usiądę na krawędzi
To chwila w której będę pisał o naszej śmierci
Zanim los się rozkręci i dopadnie nas fatum
Chwili która uwydatnia zrobię spacer do parku
Widok naszych dziadków ich uśmiechy to magia
Osiądę pod fontanną byś doznała to jak ja
Byś poczuła ten wiatr jak rozwiera wątpliwość
I będę pisał o tym jaka czeka nas przyszłość
Potem wstanę, spojrzę w wodę żeby nie było
Wyciągnę prawą rękę niech moje słowa płyną
Zaraz, tuż za dziewczyna, znamy miejsce na trasę
Widząc jej smutek, łzy wiedząc czemu płacze
Tu napisze na kartce, zanim podam jej przeczytać
Ze kłamstwo jak zawsze musi wypływać
Ze każdy się tego boi, dlatego raz jeszcze wybacz
Bo niektóre ze słów, by zobaczyć trzeba unieść
Robię to wszystko po to byś mogła je zrozumieć

Jak prawda jest przestępstwem, to ja jestem bandytą.
Poczujesz z każdym wersem, to co ja poczułem pisząc.
Chce być jak moje serce, byś żył moją muzyką.
Zrobie wszystko nawet więcej, byś czuł to co ja pisząc.

Gdy w autobus, w mieście. Zobaczysz deszcz za szybą
Do tego dodaj jeszcze te wersy z tą muzyką
Wtedy zobaczysz więcej niż ja widziałem widząc
Robię wszystko nawet więcej byś czuł to co ja pisząc

Jak prawda jest przestępstwem, to ja jestem bandytą.
Poczujesz z każdym wersem, to co ja poczułem pisząc.
Chce być jak moje serce, byś żył moją muzyką.
Zrobie wszystko nawet więcej, byś czuł to co ja pisząc.

Gdy w autobus, w mieście. Zobaczysz deszcz za szybą
Do tego dodaj jeszcze te wersy z tą muzyką
Wtedy zobaczysz więcej niż ja widziałem widząc
Robię wszystko nawet więcej byś czuł to co ja pisząc
[Lilu]
Jeśli będziesz wiedział, jak mnie rozpuszczać,
To rozpuszczę Ci się w dłoni i w ustach.
Jedna noc, której Ty nigdy nie zapomnisz, bo
To będzie nasza noc...

[Reno]
Piątek przed klubem, na żywo Maxim, no bo
Kończyłem bro, kiedy wysiadłaś z taxy obok.
W oku błysk fascynacji Tobą,
Zanim weszłaś, 10 centymetrów ponad chodnikami,
Aha...
I wystarczy chwilka, żebym wiedział,
Że umiesz nie tylko tańczyć w szpilkach.
Patrzę, jak się ruszasz
I nie dziwię się, że mało mówisz-
Nie musisz. Słyszę, jak Twoje ciało mówi.

[Lilu] / refren
To ma być ten one night stand?
Przecież wiesz, że wiem, że chcesz...
Więcej nie zobaczysz mnie-
To ma być ten one night stand.
To ma być ten one night stand?
Przecież wiesz, że wiem, że chcesz...
Więcej nie zobaczysz mnie-
To ma być ten one night stand.

[Lilu]
Ty za mną wodzisz wzrokiem, ja tych typów spławiam-
Każdy słodzi, Ty nie dajesz gadek w stylu `Ja stawiam`.
Nie pytaj o nic, no bo po co się przedstawiać?
Ty będziesz tonic, ja gin, już się czuję zmieszana.
To jest tych pierwszych spojrzeń fascynacja, ejj...
Dzisiaj się między nami zdarzy magia, wiem,
Teraz łap chwilę, potem zabij czas, jak chcesz...
Żeby ten raz więcej nie nastał dzień [?]

[Reno]
Nie wiesz czego chcę? Popatrz na lustro.
Nie wyglądam, jak bramkarz,
Ale chcę zobaczyć, co masz pod bluzką.
Bądźmy szczerzy- chyba nie chcemy być obłudni,
Masz takie cycki, że raczej nie będziemy przyjaciółmi.
Jestem na topie, a top jeszcze na Tobie
I kto jeszcze nam powie, że to zło?
Moja najlepsza przyjaciółka mówi `Konrad, nara!`
Twoja najlepsza przyjaciółka to Donna Karan
Bo tylko my i ona, zaraz sami z sobą.
Jesteś gorąca, zdejmij te ciuchy, zanim spłoną.
Ta jedna noc, a latem są gorące przecież,
A ja mam nadzieję, że słońce nie wzejdzie.

[Lilu] / refren
To ma być ten one night stand?
Przecież wiesz, że wiem, że chcesz...
Więcej nie zobaczysz mnie-
To ma być ten one night stand.
To ma być ten one night stand?
Przecież wiesz, że wiem, że chcesz...
Więcej nie zobaczysz mnie-
To ma być ten one night stand.
[Verse 1: Miuosh]
Parę chwil temu miałem się stąd zwijać, nie było miejsca
Nie dałem skurwysynom chwili na zmianę podejścia
To po części ja się zmieniłem, po części ten świat
Niosę nasiona szansy w moich zaciśniętych pięściach
Zamknąłem w hertzach więcej niż widziały Twoje oczy
To coś co mam to ogień - już tyle ze mną kroczy
Nie chciałem wsparcia, nie szukałem pomocy
Przestałem sam w tej jebanej mgle paręset zimnych nocy
Uważam gdzie stawiam kroki - cienki lód
W chwilę z Tobą się utopi cały znój i trud
Zapach łatwych sztuk co klub wypełnia nozdrza
Z niewartego wspomnienia przerodziłem się w ich koszmar
Mam za sobą ćwierć wieku, przed sobą czystą kartkę
A na barkach demony, z którymi cały czas walczę
Pierdolę te szarańcze - ślepe parcie na kredyt
Nie musisz pozwolić przeżyć, dawno miało mnie tu nie być już

[Ref. x2]
Mam rozum twardszy niż pięści
Ostrzejsze wersy niż zęby
Głębsze płuca niż chęci
Możesz rozerwać mnie na części
Ja niczym krople rtęci - znowu zbiegnę w całość się

[Verse 2: Włodi]
Patrzą na mnie myśląc "skąd on się urwał?"
Gość mentalnie przecież nie wyszedł z podwórka
Szok ateistów po ostatnich serca skurczach
Kurwa, a miało go tu nie być, stwórca
Smutek i śpiewy, emocje na huśtawce
Już prawie rzygam na te Harlekiny w rap grze
Ponad trzy dychy, wciąż jestem MC
Płacę za bity, błędy i komitet rodzicielski
Mówisz - Twój rap jest niepotrzebny dłużej
Widzą tylko czapki, nową Tenby bluzę
I pytają czy u Ciebie leci Kendrick w furze
Skończ te pierdolenie bo mnie zemdli wsiórze
Nie ma mnie na niebie, a proszą o kontakt
Staję w drzwiach wytwórni - Gwiezdne Wrota
Bo kogo dziś przekona Nietzsche, Freud czy Kant
Ulice chcą bohaterów, którzy znają ich świat

[Ref.]

[Verse 3: Onar]
Skurwysyny mi mówiły rzuć to, przyjaciel walcz
A plotki, brak sukcesu, burzyły mnie jak domek z kart
Byłem wrażliwy nie na piękno, tylko na niepowodzenia
Miejsce, w którym byłem jest nie do opowiedzenia
Zatracałem się, jak ciernie słowa w głowę uwierały mnie
W gównie po szyję, opuszkami palców już byłem na dnie
Minęło kilka lat, dla mnie jak chwila
Słuchaj mnie brat, każdy z nas to filar
Tak staliśmy, stoimy i musimy stać
O każdy dzień, żeśmy walczyli i co teraz kurwa mać
Pytasz Onar co u ciebie? jak tam płyta w sklepie?
Mówisz, że widziałeś OLiS i po grzbiecie mnie poklepiesz
Chcesz się ze mną czegoś napić za zdrowie
Kiedyś mówiłeś, nikt już nie słucha, po co to robię
Ej pierdolę, stare czasy, nie mam sentymentu
Chcesz zobaczyć włącz Youtube, chcesz pogadać to Face- book
Styl warszawskich ulic reprezentuję
Styl warszawskich ulic
Reprezentuję styl warszawskich ulic
Chcesz jeszcze każdy za coś buli
Podwórka pełne żuli i narkomanów
Brudne dzieciaki kontra dzieci bananów
To nie z ekranu kolejny odcinek klanu
To rzeczywistość i ja po nastukaniu
Bit leci wolno jak joint na okrągło
Cały czas ora czaszkę mam spokojną
Bo razem z ziomkiem płynę
We dwóch zawsze raźniej
Wytęż wyobraźnię by nie być zagubionym
Następny joint skręcony ej ty na co czekasz
Daj zebrać myśli znów przyszłość ucieka
Człowiek nie zwlekaj łap każdą szansę
Robię co swoje pierdolę niuanse
Dobre imię lepsze niż pancerz
Lepkie palce i mikrofon w ręku
Dzieciaku bez lęków w XXI wieku
Wszystkie chwyty dozwolone są
Hemp Gru bez lipy zrozum to
Bilon WDZ ziom prosto z Emokah
Jeszcze jeden mach w razie co wiesz
Nie znamy się ciabach znasz ten fach
Pozdrawiam w każdym mieście
Wkurwia mnie że wszędzie są leszcze
Że zawsze znajdzie się ktoś kto będzie przeciw
Ktoś kto chce wbić ci nóż w plecy
Takie życie znasz to niestety
WDZ dobiłem do mety

BPP uniwersalny żołnierz
Warszawskich ulic styl da się lubić
Zabierz przewodnika żeby się nie zgubić
Naucz się języka by się porozumieć
Nie ważnie mieszkasz gdzie żeby to rozumieć
Świat rap rozszerza swoje macki
Jesteś bliżej rozwiązania zagadki
Są graficiarskie gangi
B-boyowe szajki wspólnoty didżejskie
Rodziny raperskie ja nawijam wierszem
Zaglądam w twoje serce nazywany wieszczem
Inaczej krawaciarzem kipi to miasto
Od politycznych afer zduszone w sosie
Wciąż niespełnionych marzeń i pustych obietnic
Przez to nie mięknie lecz swoim życiem tętni
Wojen i powstań wycierpiało męki
Przeżyło komunę oddaję mu szacunek
Czy to do ciebie trafia na czerwonym świetle
Rządowa mafia przez ulice miasta mknie
Wszyscy patrzą jakby pierwszy raz zobaczyli kurwy te
Wszyscy patrzą jakby pierwszy raz zobaczyli kurwy te

Warszawki styl emano
Ulica pozdrawia ulica leczy
Zastanawiasz się gdzie wychowują się twe dzieci
W betonowej dżungli leniwie czas leci
Ze mną kumple zawsze coś się skręci
Patrz tam psy niebieskie śmieci
Cała dzielnica od staników się świeci
Skąd to znasz do kurwy nędzy
Łatwy hajs ciągle nęci JLB aż do śmierci
Zmęczy cię syf to Mokotów stary
Nikt nie chce mieszkać już na osiedlach szarych
Nie jednych nie stać by napełnić gary
Nie będzie czary mary stoliczku nakryj się
Pieniądze to błogosławieństwo
Chcę by wypełniały kiermany me
Myślisz że jestem wygrzany
Nic podobnego to nie tylko tym
Mam władzę nad życiem swym
Strzeż się żmij prawda wal prosto w ryj
Dopiero później mów za co
Dla mnie też muzyka to narkotyk jak dla Waco
Na co by to wszystko było gdyby nie [?]
Pracą gęby nie wycieraj bo będziesz zbierał kły
Lepiej zacznij odliczać dni godziny i minuty
Na Emokah każdy kot na cztery łapy kuty
Czy dojdziemy na skróty do lepszego życia
Warszawska ulica to nasz styl bycia
Zjedz to przełknij i dopiero się zachwycaj ziom
Co jest?
Dobrze, co?
Jak tam podróż?
No jakoś dojechałem
Co kurde podwieziesz do metropolii?
Dobra ja z prawej
To wskakuj nie
Dobra
To jest Liber?
No witam
Cześć

[Doniu]
Doniu, Kris 2001 nielegal
Słuchaj nie będę wciskał ci frazesów
Lakonicznych, tempych jak u przewodnika wersów (tak)
Małe miasto z nami pokazuje, to nie rynek z widokówki
Jak nie koloryzuje tego (tego)
Co za oknem w deszczu omijamy
Ludzie, szybkie auta i stagowane bramy
Zasrane układy, których szarak nie przeskoczy
Młodzi, emeryci, ich zmęczone oczy
A moje (moje) stale otwarte na skutki
Głowa na przyczyny, kto pociąga za te sznurki (kto)
Prywatna mikropolia gdzie w łyżce wody cię utopią
Dziwi cię, że dzieciaki szaleją za konopią
Zero pracy, zero zajęcia to zachęca
Aby rodziców przekręcać
Monologie muzyka to jedyne rozwiązanie
Nie siądzie mi psychika póki mam ochotę na nie

- Owal przyjechał?
- Ładnie tutaj, tak elegancko
- Ja pierdole ty, Ja chyba znam tego gościa co tu mieszka
- No
- Zajebista chatka

[Kris]
Stary znajomy, dziś twój pracodawca
Którego uniżony jesteś bo on władca
Zmiana tej osoby spowodowana przez duże dochody
A dobrobyt to najgorsza karma
Odbiła mu palma
Dla niego twoja wartość jest żadna
Zastąpiła ją dawno wartość materialna
Posiadanych środków, kurwa wiesz to nie jest w porządku
Że siedzisz w starym obskurnym zakątku
Gdzie na ścianach jest sadza
Gdzie lokatorów się na bruk wyprowadza
Pomimo terroru ty dziękujesz Bogu, że cię jeszcze wynagradza
Ten człowiek, który żyje z twojej pracy jak Haradza
Zamieszkuje zamek pełen złotych klamek
Który widzisz przez bramę
Różnice zachowane, sfery i pospólstwo
Wielu z nich z pogardą patrzy na ludzkie ubóstwo

[Doniu]
Dziwki, balety, finansowe piruety
Aby pożywać życia premie obcinasz niestety
Nikt szacunku już ci nigdy nie okaże
Chyba koleś przy wódce
Co, brak ci wrażeń?
Rodzina niewypałem, uczucia gdzieś w muzeum
Co to za życie kiedy jedynym trofeum
Jest konto, Volvo to mogą ci zajebać
A uczuć, wspomnień nie mieli by gdzie sprzedać

...marzy mi się, żeby to był kraj spokojny i dostani
Żeby to było państwo silne i bezpieczne
Żeby to był przytulny dom
Jasny dom w którym każdy znajdzie ciepły kąt i przyjaciół
I my taki dom wspólnie zbudujemy

[Kris]
Tak, ile razy słyszałem już ten sam kłamliwy polityczny program
Znaleźć lekarstwo, uleczyć chore państwo i jego społeczeństwo
Prosta recepta, w praktyce kiepsko im to jakoś wychodzi
Bieda, bezrobocie, na to klęska powodzi
Kolejny gwóźdź do zbiorowej mogiły
To droga którą pójść mamy za ich ambicjami
Brukselskie koryto tylko dla króla z jego dobraną świtą
A reszta do parteru
Gorszy gatunek jak bydło na przerób
Wielki to kraj, a prawa jak w burdelu (a Rzeczpospolita)
Możesz ją mieć jeśli masz duży kapitał
(a koperty za ustawy) bez problemu
(i jesteśmy sobie kwita)
Tak właśnie wygląda społeczna piramida
Plusy i minusy, a minusów więcej widać
I nie ma co wybrzydzać tylko Boga prosić
By powstrzymał to na co tutaj się zanosi
Na co tutaj się zanosi x3
To dla tych wszystkich kobiet, które są tylko chuja warte

Na samochód robi, kieszeń wypchana po rogi
To nic dziwnego, że może mieć same dobre sztuki
Tak zwane puste suki, zwykłe szmaty na raty
Piękne dziewczyny, dopiero rozkwitające kwiaty
Gorące jak łyk gorącej herbaty
Kręcą w swoich stringach dupcią, odwracają uwagę
Zwracają uwagę na siebie, przyciągają wzrok
Dyskoteka to miejsce gdzie pełno takich czeka
Na takich gości od finansowej miłości
Taka śliczna tandeta, młoda, szybka jak rakieta
Rozgląda się, ujrzy cię, to przejdzie
Specjalnie obok ciebie, byś ją zauważył
Ona dobrze wie, że będziesz się na nią smażył
Dlaczego, bo kurwa jak magnes przyciąga
Solarium, makijaż ostry, ubrana skąpo
Krótka bluzeczka, mi aż widoczna cipeczka
Zajebista laseczka jak z lustereczka na ciebie zerka
Bo podejrzewa cię, o to, że masz to czego chce
O pustoszeniu funta, wypchany portfel, cztery kółka
Zawołasz ją, ona nie przyjdzie bokiem
Podejdzie znów z kocim krokiem, już z mokrym krokiem
Szybko coś zagadasz, chwile pogadasz i się spyta
Podwieziesz mnie kochanie do domu swoim autem
Chętnie bym cię odwiózł, sorry, ale nie mam
Jeszcze chwile pościemniać i wkurwiona odejdzie
A już miała zamiar wziąć gdzie trzeba twe narzędzie
Odpowiesz nie ma sprawy, to się chamsko spyta
A jaka to marka, Fiat 126P
Zdziwiona trochę, widać kurwa wybredna
Chciałaby coś lepszego, młoda jebana menda
Odpowiesz BM'a siódemka, ona z podniecenia stęka
Zobaczy jeszcze pełen twój portfel i pęka
I już się z tobą nosi, do tańca cię prosi
Ma fajny głosik, oczka, zajebisty profil
Super fryzura, ostra seksowna figura
Szkoda, że to tylko naćpana rura
Ty odwieziesz ją do chaty, na drugi dzień już umówiony
Ty zadowolony, jak głupi nią zauroczony
Ledwie znasz ją godzin parę i już mówi, że cię kocha
Że tworzycie zgraną parę i takie tam pierdoły
Ty jej ufasz, przecież to prima aprilis, nie widzisz
Stary ona nie chce ciebie, ona jest z tobą dla sianka
Twoich pieniędzy fanka, w zamian za to jebanka
Chłopak po co się oszukujesz z taką czas, pieniądz marnujesz
Czy ty nie widzisz tego, że ona korzysta z ciebie
Że twoje zauroczenie nią totalnie ją jebie
Więc nie mów mi, że to twoja wymarzona kobieta
Bo to tania, ale droga dziwka w stylu laweta
Ubierałeś, stawiałeś, wuchtę w nią zainwestowałeś
Jeździłeś, się bawiłeś, kumplom się chwaliłeś
Jaki towar wyhaczyłeś miesiąc temu na imprezkach
Ale już się jej znudziłeś i ją straciłeś
To zwykła suka, teraz znowu kogoś szuka
Na imprezkach luka, szybko znajdzie Lucky Lucka
Bo co to za problem, dla niej żaden, zero przeszkód
Przecież jest młoda, piękna jak rybka złota
Tylko w głowie zamiast mózgu sto kilo błota
Wykorzystywanie gości to jej robota
To zwykła szczota, patrzy gdzie pieniądz w gablotach
Na dwie dychy wygląda, piętnastolatka już nie cnota
Biżuteria ze złota od poprzednich kolesi
Dziś z innym w cabrio na pokaz, za tydzień z innym będzie jeździć
Widać kocha dobre fury szybkie i szybkie monety
Dyskoteki, sex za blety, dla niej to to na podniety
Dupcia, cycki jej zalety, taki styl życia
Taki styl życia co drugiej przyszłej kobiety
Ty w nią inwestujesz, ona za to musi dać siebie
Nogi na boki, róbmy to jak dzikie koty
Tydzień z jednym, tydzień z drugim, TZW dziwkarskie loty
Układy babskiej hołoty nie dla mnie, no bo co ty
Nie mam nawet pięciu złotych, a jak mam to nie dla szczoty
Tylko dla porządnej kotki, rozumiecie mnie idiotki
To nie dla ciebie, październikowe wyjątki
2001 N.W. o tobie dla ciebie
Czy pamiętasz ja nie wiem
I dalej trzymam mic'a, ten tekst to nie bajka
Że młodych lasek fajnych na hajs jest szajka
Porządne dziewczyny na palcach ręki policzę
Tych tylko na hajsy zliczę, choć świecą jak znicze
Więc nie daj się omamić ładnej buzi-dupci i bzdurą
Które ci pierdolą te wszystkie młode dziwki
Niby złote rybki, porządne, mądre
A gówno prawda, tylko chuja warte
One patrzą na samochód, pod full bankomatową kartę
Przez dwa miesiące z pięcioma frajerami
Przecież musi być pokazówka przed koleżankami
I taka sobie sama plakietkę przypina
Na osiedlach to kurwa, nie dziewczyna
Co zdziwiona mina, to twoja własna wina
Że taka o tobie na osiedlu krąży opinia
Niech każda laleczka teraz posłucha mnie
Nie o każdej płci pięknej tak myślę źle
Tylko naprawdę już kurwa wytrzymać nie mogę
Kiedy widzę trzynastkę, udającą dziewiętnastkę
Już po dyskotekach, do tego na twardych lekach
I co z niej wyrośnie, zwykła szmata na bata
Pilnuj siostry cały czas, to dla brata
Ja nie bokser damski, dla kobiet wporzo, nie chamski
Choć liryka chamska, ale powiedziana prawda
Porządnych dziewczyn w tym tekście nie obrażam
Tylko blaszki, których nie poważam
Co mówię to uważam, tych słów nie cofnę
Nie powiem przepraszam, rozumiecie mnie szmaty
A może nie muszę, może chwyta was duma
I ten utwór was podnieca jak Rois-Rois ćpuna
Acha, jeszcze raz powtarzam
Podkreślam w nawiasie
Kocham kobiety, ale nie kurwy na monety
Żyję w policyjnym państwie, gdzie wciąż pościg,
typy trą proszki, z nimi panny co żrą groszki,
mają pot gorzki, inni dużo piją,
jedni żyją chwilą, inni z losem się biją,
jak nie ma to się wiją, lub wyją, a jak rzucają to tyją
i niby się nie oszczędzają, ale jakoś żyją
jedni palą i się mulą, inni walą w rulon,
a lekarze podają pavulon [pstryk]
chuj z kulturą, tak jak handlowy pawilon ,
jedni pierdolą Babilon, inni golą bilon,
to jest polskie kasyno, dotknij - zejdzie lawiną,
wbrew karabinom, krąży hydro-cannabinol
te dania na wynos wszędzie kupisz,
ten system łupi jak Golberg,
chodź podobno jest głupi
płacisz słono, płacisz raz, płacisz drugi,
jesteś głupi - wpadasz w długi, nie masz nawet na szlugi

40 milionów serc bije tutaj,
zimny kraj, zimne flow, zimna wóda
[zresztą]
wiesz jak jest - przecież żyjesz tutaj,
zimny kraj, zimne flow, zimna wóda

To opowieść o kolesiach co zasiedlają te bloki,
jedni golą sie na łyso, inni noszą dread-loki
jedni wciągają obłoki, inni kirają alpagi,
stan równowagi w kraju gdzie król jest nagi, ha,
ja naginam, piszę list jak Rakim,
pizgam rymy jak pod koszem haki,
jak Olawujon Hakeem,
miejsce na cmentarzu mam nie wiem jakim,
bit przeżuwam, jutro przeczuwam w sposób jakiś,
wątek, ileś lat wstecz - początek,
pamiętasz? ileś lat temu rzuciłem klątwę,
teraz się spełnia ta przepowiednia jak Jeru,
tu swe kroki kieruj,
mamy więcej rymów, niż jest koki w Peru,
to DGE skurwielu, weź se to przeliteruj
mam to w portfelu, w hotelu, holu, na fotelu,
rym bez fortelu, nie ma nas wielu, ale paru
ty dalej garuj, albo idź na parkiet cuty trenuj

40 milionów serc bije tutaj,
zimny kraj, zimne flow, zimna wóda
[zresztą]
wiesz jak jest - przecież żyjesz tutaj,
zimny kraj, zimne flow, zimna wóda

To jest proste, mam bity polskie, mam rymy swojskie,
jak DJ rządzi wojskiem, Gural rządzi tym co szorstkie,
z moim wojskiem rozjebie całą twoją wioskę
zanim zdążysz szepnąć: rany boskie,
daj to głośniej, jebać oddech nędzy, chcesz od tej jędzy
czy chcesz pieniędzy?
tu średnia zarobków to pięć tysięcy
jaka szkoda, że w pięć miesięcy,
[nie dziękuję!]

40 milionów serc bije tutaj,
zimny kraj, zimne flow, zimna wóda
[zresztą]
wiesz jak jest - przecież żyjesz tutaj,
zimny kraj, zimne flow, zimna wóda
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo