Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Słyszysz krzyk, gdy wypuszcza swój pierwszy oddech
Na łez padole,teraz jego czas, jego kolej
Zjeżdżasz na pobocze, za plecami masz karetkę
Czyjeś dwadzieścia kilka lat, jest już zbędne
Czas,pieprzony czas
Gdy wszystko zastyga w nas porusza się tylko czas
Czy jest jakieś miejsce, gdzie jeszcze nie dotarł?
Ci którzy go nie maja już, Bóg ich nie kocha?
Czy jest w ogóle coś starszego od Boga?
Zanim czas rozpoczął swój bieg... popatrz
Niebo, szare jak popiół, znów późna pora
Tyle fałszywych ust co dzień życzy komuś sto lat
Słońce, w 8 minut świetlnych od nas
Kurwa, dlaczego tak krótko trwa orgazm
Ej, jeszcze nie teraz,
Jeszcze nie czas, żeby umierać.

ref.
Czas,uciec daleko gdzieś
Gdzie mógłbyś spojrzeć na to wszystko wstecz
Dokąd pędzi ten świat?
Pierdolony cyferblat x2

Chcesz wróżyć mi z dłoni, masz chytry pysk suko
Wszystko idzie po swojej trajektorii
Rzadko jest za wcześnie, przeważnie za późno
Życie, zamknięta pętla czasu, historii
Zegar tyka, każdy inaczej swój czas odmierza
Jedni od śmierci Presleya, inni od papieża
Słona jego cena, bo jest nieubłagany
Czas zabijamy mimo, że goi rany
Pokolenia wiecznie tęsknią, żyją mitem
Płaczą - teraz ludzie rozmawiają nieludzkim językiem
Wspominamy przeszłość, marzymy o przyszłości
Jak igły krople deszczu niechcianej codzienności
Czas nas wszystkich kiedyś zrówna
Przypomni, mamy ten sam smak krwi, smród gówna
Czas to zapomnienie, niechciane blizny
Obsrywane przez gołębie popiersie ojców ojczyzny

ref.
Czas,uciec daleko gdzieś
Gdzie mógłbyś spojrzeć na to wszystko wstecz
Dokąd pędzi ten świat?
Pierdolony cyferblat x2

Ten sam wiatr śmierci wieje w czterech stronach świata
Coraz jakiś płomień od tego tchnienia wygasa
Gdy gwiazdy w posiadanie nieba wchodzą nocą
Nie czas by spocząć, umrzemy jak drzewa stojąc
Krótki urywany sen, współczucie dla ludzi
Którzy wyprzedzają nad ranem swój budzik
Wyrywają mnie ze snu, jak z łona matki
Sen - rozciągniętych w czasie kilka chemicznych reakcji
Sekundy, minuty, godziny, tak co dzień
Metronom, koncentryczne kręgi na wodzie
Gdy nad nami wieczność, szlak ciał astralnych
Siwe włosy, zmarszczki i godzina prawdy
Skalpel oszukuje czas, ale pytam po co?
Liposukcja, lifting, silikon, botoks
Poza czasem, dwa razy odwiedzasz te strony
Wspólnota wszystkich zmarłych i nienarodzonych

ref.
Czas,uciec daleko gdzieś
Gdzie mógłbyś spojrzeć na to wszystko wstecz
Dokąd pędzi ten świat?
Pierdolony cyferblat x2
(rozmowa na klipie)
- No, halo
- No siemanko Popek, Doktor z tej strony
- No siemano Tor
- No słuchaj no bo jest ta ekipa do rozjebania kurwa trzeba wjechać tam, ekipę zebrać
- No dobra wezmę chłopaków, wezmę wszystko

SKURWYSYNY !

Firma

Nic prostszego prosty wjazd na chatę
Wstrzymaj oddech maskuj japę
Uszanuj z tematem to znowu Ja
Ziomek dzisiaj będę jego katem właśnie ta
F I R M A brrrrrraaaaa jestem w środku
Myślę o tych typach Ile będzie z tego zarobku
Za ten zarobek trzeba dusić ofiary
chwila grozy, ten świat to dla was czary mary
Hardcorowy styl życia dla ofiary był szokiem
Właśnie poznał typów co mordują wzrokiem
Rozjebali metę w pięknym stylu pewnym krokiem
Miesiąc po miesiącu rok za rokiem skok za skokiem
To dlatego że nie domykacie okien
Tu nic nie przejdzie bokiem
O to cała jazda nóż do gardła
Z ust wychodzi całą prawda
O tak! Tego szukałem dziękuje mam to
Chcesz mnie szukać szukaj z klamką
Złodziejskie dyktando na pamięć znam to
We krwi mam to, zapamiętaj
Niema to czy tamto
Zawijam twój majątek z piskiem opon
Z pod mety zawijam lotkę i wiesz co
i na koniec nagrywam o tym zwrotkę
Firma Eeh!

Czy chcesz być bogaty na zajutrz o świcie ?
O Taaaak!
Czy ten rap przypomina Ci twe życie ?
O Taaaak!
Jesteście na dnie a chcecie być na szczycie ?
O Taaaak!
Czy jesteście źli jak nie zarobicie ?
O Taaaak!

W twoją stronę zmierzają wielkie kłopoty
Jesteś winien parę złotych
Za tę parę złotych chcą Ci złamać ręce
Czy Ty wiesz o tym
Że istnieje coś takiego jak autozwroty
Czas się kończy o dwunastej w nocy
Szukasz pomocy po znajomych i ekipach
i co pomogli ? Lipa !
To musi siadać na psychikę
Popek Z firmy własnoręcznie odpicuje Ci brykę
Pogoni MMSa i podeśle syndykę
To jest jasne jak słońce co ma wisieć nie utonie
a co ma spłonąć niech spłonie
Ciemna strona dzielnicy
Nie potrafi czytać potrafi liczyć
Gotowa na wszystko
Nawet gdy w oczach zagrożenie jest już blisko
Hardcorowa Firma zabierze wam wszystko
Wszystko wszyściuteńko aż będzie czysto
Co tak się tu kurwa patrzysz idź stad!
Firma Eeh!

Czy chcesz być bogaty nazajutrz o świcie ?
O Taaaak!
Czy ten rap przypomina Ci twe życie ?
O Taaaak!
Możesz pójść do puchy na parę ładnych lat od tak !
Mogą zabrać Ci życie i zniknie po Tobie ślad
Uważaj brat.
Ref.
Zgubiłeś furę? Szukaj jej tu!
Chcesz dobrej wódki? Szukaj jej tu!
Piękne kobiety? Mamy ich w bród!
Witam w krainie wałków i niespełnionych snów. (x2)

Jestem z Polski, dla Europy jestem ze wschodu,
krainy chłodu, najlepszej wódki bez lodu
Myślą o nas tylko wtedy, gdy szukają samochodu,
bo jakiś Przemysław zajebał im go z pod domu.
Pracowici lenie, w genach mamy melanż,
od pokoleń wiemy, że za kołnierz nie wylewać.
Tanio kupić, drogo sprzedać, nie dać się wyjebać,
a jak się dasz wyjebać to jeszcze drożej sprzedać.
Znasz ładną Niemkę? Nie wierzę w te bajki,
w Polsce jest na święta i urodziny babci,
ojciec za komuny, na rynku gonił marki,
musiał spierdalać, bo gonili go milicjanci.
Po świecie rozrzuceni, wszyscy szukali szczęścia,
amerykański sen rzadko któremu się spełniał.
Słowiański ród, wszędzie na obcych ziemiach
i choć żyjesz gdzie indziej, nie zapomnij o korzeniach.

Ref.
Zgubiłeś furę? Szukaj jej tu!
Chcesz dobrej wódki? Szukaj jej tu!
Piękne kobiety? Mamy ich w bród!
Witam w krainie wałków i niespełnionych snów. (x2)

Słowiańska Holandia, ziomek odwiedź Pragę,
tam na legalu możesz sobie jarać bake,
psychiczny luz, bez lęku przed policjantem,
w zgodzie ze stanem ducha, z zimnym browarem.
Lecimy dalej, polskie przekleństwa,
wulgaryzmy znane dobrze, we wszystkich miejscach,
"chuj","kurwa","pizda", od samego wejścia,
mistrzowie, kurwa, w rzucaniu, kurwa, mięsa.
Światowa wizytówka, Miłosz i Szymborska,
ich kocha świat, tym chwali się Polska.
Nie wymienię wszystkich, którzy dostali Nobla,
szacunek dla nich, o nich uczyłem się w szkołach.
Chcesz być wielki? Czuj z pochodzenia dumę.
Pierdol tych, co mówią, że nic nie umiesz.
W twoich żyłach płynie, młodej krwi strumień,
oprócz swojego, dbaj o kraju wizerunek, tej!

Ref.
Zgubiłeś furę? Szukaj jej tu!
Chcesz dobrej wódki? Szukaj jej tu!
Piękne kobiety? Mamy ich w bród!
Witam w krainie wałków i niespełnionych snów. (x2)

Wszyscy mamy podobnie, wschodnią mentalność,
zima trzyma do kwietnia, łatwo zamarznąć.
Przetrwamy każdą zimę i rządowe szambo,
w porównaniu do przodków, mamy naprawdę łatwo.
Lejemy w gardło, gęstego Belvedere'a,
Żubrówkę z jabłkiem, swoje firmy trzeba wspierać.
To wschodni blok, osiedle narodów,
dzielnica Europy, gorąca krew, serce z lodu.
Dwadzieścia pięć lat minęło, ile w tym rozczarowań
To te bloki i ten świat, co jest dziś mnie wychował
Odwieczny sen o schodach, co prowadzą do raju
By budzić się z nadzieją, że raj oddadzą nazajutrz
pewnie podpalą od razu, byś się nim nie nacieszył
w ramach uczczenia rocznicy święta pasażerów, pieszych
e-e-ej ziomek jak tu mieszkasz, wyczaj
choć możesz mieć problem, jeśli nie znasz Misia
ulica wolna od ręki Borewicza
czwartek dwudziesta, cały kraj te dźwięki słyszał
to jakby było dzisiaj dla prawdziwych wieżowców
na Alternatywy postój, zatrybić pozwól
to wydarzeń rozwój, czyli hip-hop w słuchawkach
jeden buch, drugi buch i znów hydro-zagadka
skrótem gdzie tramwaj, całe życie na gapę
a dla kanara - co mi zrobisz jak mnie złapiesz
błogosławiony ten, co w sobie ma sjestę
bo wszystko to może się zdarzyć na rejsie
i wiesz, że as nas uratować nie zechce
jak ja znam te komedie, i życie stało się piękne

[x2]
Jest jedna rzecz to proste pewnie
zrób hałas, jeśli kochasz polskie komedie

Dwadzieścia pięć lat ej, byś sprostał ryzykant
na helenie skończysz szybko jak kompakt w zmiennikach
bomba i znika mój z załogą lolo
bo nie raz zabił nas brunet wieczorową porą
plus 30 cali nie ma co to kolor ekstra
plus sto decybeli, że sąsiedzi wychodzą z mieszkań
lubisz dziwnych ludzi, to klauna se namaluj
mój sposób na relax to panna na wydaniu
mój świat na rozpoznaniu, leci panama z ekranu
gala na programu, ja na przeciw z batatem
chciałbym tak tu na luzie, jako czterdziestolatek
te na bluzie płacą za ten przywilej, że żyję
ratę w euro, to nic śmiesznego, dzięki za przyjemność
o, jest budka, zadzwonię, co jest grane (te rozmowy są kontrolowane)

Choć zmienił się system istnieje to samo
ludzie razem z prawdą i kłamstwem sypiają
żaden człowiek pająk nas uratować nie chce
jak ja znam te komedie, ich życie stało się piękne
Z bykaś spadł chyba brat jak Ci znika znak mój
Spytaj optyka czy Ci szykuje szkła już
Dzika we wnykach chcesz ale się wymyka
Lepsza technika potrzebna na tego dzika

Ten dzik nie jest dziki on jest cywilizowany
Żyrafy won z szafy, pawiany złazić ze ściany,
Mam skład swój od lat a on jest nieposkładany
Brat ja robię rap, a świat jest nieprzygotowany

Pytasz mnie tym strasznie poddenerwowany
Czemu znikam Ci z licznika faworyzowanych
Walnę więc werbalnie niezorientowanym
Otóż ja robię wypas niespopularyzowany

Złoszczą się, troszczą, jestem zapominany
Kłapią paszczą to głaszczą, jestem fotografowany
Chcą coś i mącą i wciąż nagabywany
Jakoś mam inną jakość, jestem niedopasowany

Zęby i język mam powyłamywany
Jestem skromny i zdolny i utalentowany
Jestem piękny i sęk w tym, że zakontraktowany
I znany, tłuku Ty niewyedukowany

Z bykaś spadł chyba brat jak Ci znika znak mój
Spytaj optyka czy Ci szykuje szkła już
Dzika we wnykach chcesz ale się wymyka
Lepsza technika potrzebna na tego dzika

[Koniu]
Każdy na ulicy chciałby znaleźć dzika
Ładnie pachnie i wygląda, szybko z wora znika
Każdy na ulicy chciałby znaleźć dzika
Marne dziesięć złotych, tylko na pety styka

Zapuszczają sidła, celem jest konina
Chcieliby mnie widzieć pieczonego z ogniska
Chcesz zajrzeć mi do pyska, ja jestem darowany
Kolejny dziki melanż i już jesteś ciekawy

Zwyrole z Kontrabandy to dzik jest ordynarny
Jeśli chcesz go dorwać musisz być naprawdę twardy
Starczy /STOP/ nie idź dalej, bo pies warczy
Ty węszysz jak pies, a to teren prywatny

Blanty, alkohol, kobiety, melanżyk
Dzik poznaje świnię, potem z nią tańczy
Na szynkę się patrzy, a niego niego schaby
Bo chcieli tą świnię na rzeźnię wziąć sami

Postraszę Was kłami, a Wy mnie ziomkami
Kilku myśliwych w polowanie się bawi
Chuj z zasadami ludzie są zwierzętami
Ten, który słaby będzie eliminowany

Z bykaś spadł chyba brat jak Ci znika znak mój
Spytaj optyka czy Ci szykuje szkła już
Dzika we wnykach chcesz ale się wymyka
Lepsza technika potrzebna na tego dzika

[Abdul]
Dzik jest dziki, dzik jest zły
Dzik ma dosyć, dzik wchodzi do gry
Rapy proste lub wysublimowane
Przeginamy pałę z tego nasze składy znane

Z północy na południe lasy przeorane
Wiemy co jest grane, mamy to w programie
Nie z gwiazdami taniec, słaby akompaniament
Dziki błotem ubabrane, lamusów cienki lament

Zbyt prawdziwie, za brudne i jest zamęt
Na salonie panie pięknie zawsze są ubrane
Spod paznokci wszystkie brudy wydłubane
Lecz chciałby zabawić się z kulturalnym Chamem

Patrzę wzrokiem po sali, dziki mają branie
Nie podoba się, że nie poukładane
W szufladkach nie zamknięte i nie opisane
Dzikie świnie mają wypas, mają wyjebane

W żadnych ramach się nie mieści, nikt nie wie co się stanie
Po maksie czy na spokojnie, jaki będzie balet
Kolejny wyjazd w Polskę czy kolejne nagranie
Pełne zamieszanie, do tego mamy talent
Zacząłem robić ten rap gdy z mapy zniknął Kuwejt
Z filmów znałem Wietnam, teraz Pustynną Burzę
Kraju po przejściach te cuda zostaw dla nas, wiesz
Nie rozumiałem wtedy co to nocna zmiana
Kilka sekund wystarczy na to aby nabić miliard
Kilka sekund wystarczy katom by zabić ministra
Ten luz, który na ośce miała załoga w dzień
Kiedy złapany został Slobodan M. tej wojny kres
To chyba był '95 i nie kumałem co to strat
Teraz mam ziomka, któremu snajper zabił ojca
Co ty wiesz o rasizmie, patrzysz w tą telewizję
Pierdzisz w stołek, nienawidzisz Żydów, czarnych, a się ciśnie
Jakbyś chciał to nie zniknę, powrócę jak koszmar
Niszcząc psychikę, mózg, uduszę jak CO2
Twoja natura jest podła i ja wiem to
Bo też bywam podły, kiedy się me wady uzewnętrznią
Mamy za duże tempo, nie sprostamy zakrętom
Dla jednych śmierć to łaska, dla nas to ostateczność
Morda mentor, ja od dawna to wiem
Że nie potrzebna nam tu żadna walka o tlen

Nie chcę tych bomb i życia w mieście we krwi
W cokolwiek wierzysz ziom ten świat się będzie kręcił
Spokój bywa zbawienny, choć nie wiem jak ty mieszkasz
To wiem, że też nas spotkać tu może 11 września
Z relacji wiem jak smakuje piekło, umysłowe kalectwo
Nie chcę się poddać tym konsekwencjom
No problema, to nie Korea czy Indie
Dzięki ci Boże, że mnie nie zesłałeś gdzie indziej
Wobec zagrożeń pozwalasz mi dalej istnieć
Tu wierzą w wojnę, wierzą w pieniądz brat, ale nie w Biblię
Wątpię w ten system jak i w przejaw tolerancji
Za ten konflikt w Zatoce, Strefie Gazy czy Falklandy
Skurwysyny nie starczy wam morfiny
Karma nie zna łaski jak i dopada tych mściwych
Wyli-wylicz zbrodnie, struna od fortepianu
Sama sunie się pod kołnierz za tą krew na wojnie
Każdy grzech, oprzytomniej, zobacz straty
Bush może być reklamą by używać prezerwatyw
Na oczach klapy, ropa bogatych, znika obraz i dźwięk
Wiesz nie potrzebna nam tu wojna o tlen
Ref.: x2
Pamiętam wszystkie te sytuacje śmieszne
Robienie rapu było śmieszne
Dla ciebie teraz patrz gdzie jestem wreszcie
Teraz drzesz się na rapowych koncertach
Teraz mnie znasz, ja teraz ciebie nie pamiętam

[Ekonom]
Ciągle pamiętam te złośliwe uśmiechy, ty raper
Wielu się śmiało gdy byliśmy na pierwszym etapie
Po podwórku krążące nagrania pierwsze
Dla siebie, nie dla publiki szerszej
Łapiesz co w rezultacie miało miejsce
Wtedy długo by o tym mówić
(Dyktafon na pufie, nas trzech)
To się dało lubić, wiesz
To dla młodych ludzi gdzieś pół roku później
Marzenie mieć wytwórnie, która wyda ten materiał wspólnie
Z nami praca poszła konkret (konkret)
Widziałem jak z dnia na dzień Feno znajdował odbiorcę
Potem był efekt, pierwsze koncerty w Polsce
A jednak to wyszło całkiem dobrze
I teraz w szoku są ci, którzy w nas nie wierzyli
Co umieli tylko wątpić, to dla was teraz
Bo to nie rap kariera tylko szczera prawda w oczy prosto
Ty gryziesz się w język, ja stoję na ziemi mocno
Ot co nadzieje rosną na to, że me słowa jeszcze
Nie są nad i kropką, usłyszycie znowu rap w mieście
Rap wreszcie, to jest rap za którym stoję
To co już osiągnąłem, a to co jeszcze będzie moje

Wiem, że to nie koniec, to nie jest "Sezon Na Leszcza"
Słyszysz teraz Fenomen, który wciąż nie może przestać

Ref. x2

[Żułf]
Nie pamiętam ciebie wtedy, pamiętam to
Załóż vansy, lenary i na imprezkę won
Rapową, hip-hopową, hahahi
Teraz widzisz klip, słyszysz typ zajarany
Mówisz mu ty z nami
Taki cwany, słyszysz gwizd tak na ciebie chuj wywalamy
Poparcie mamy mamy, taty, rap gramy a ty
Nagle taki Fenomen fanatyk, nagle taki
Zajebiste są te rapy bo co, jesteśmy w mediach
Dla ciebie to coś, ty byłeś pewniak
Że na twojej drodze leży złoto
Że z nami będzie jak z Gołotą sezon
Polski rap coraz lepszy, niektórzy wciąż nie wierzą
Niejedni pieprzą (widziałem w tym coś)
Nie rób z siebie idioty, idź stąd
Teraz być mną chciałbyś
Na moim miejscu, żeby pożyć tak jak gwiazdy
Prawdy nie znasz, nie widzisz, unikasz
Wypierdalaj na Oneta klikać
Żułf Fenomen nie omieszkasz się podpisać
Tak naprawdę to cię nie ma, znikasz

Ref. x2
Styl warszawskich ulic reprezentuję
Styl warszawskich ulic
Reprezentuję styl warszawskich ulic
Chcesz jeszcze każdy za coś buli
Podwórka pełne żuli i narkomanów
Brudne dzieciaki kontra dzieci bananów
To nie z ekranu kolejny odcinek klanu
To rzeczywistość i ja po nastukaniu
Bit leci wolno jak joint na okrągło
Cały czas ora czaszkę mam spokojną
Bo razem z ziomkiem płynę
We dwóch zawsze raźniej
Wytęż wyobraźnię by nie być zagubionym
Następny joint skręcony ej ty na co czekasz
Daj zebrać myśli znów przyszłość ucieka
Człowiek nie zwlekaj łap każdą szansę
Robię co swoje pierdolę niuanse
Dobre imię lepsze niż pancerz
Lepkie palce i mikrofon w ręku
Dzieciaku bez lęków w XXI wieku
Wszystkie chwyty dozwolone są
Hemp Gru bez lipy zrozum to
Bilon WDZ ziom prosto z Emokah
Jeszcze jeden mach w razie co wiesz
Nie znamy się ciabach znasz ten fach
Pozdrawiam w każdym mieście
Wkurwia mnie że wszędzie są leszcze
Że zawsze znajdzie się ktoś kto będzie przeciw
Ktoś kto chce wbić ci nóż w plecy
Takie życie znasz to niestety
WDZ dobiłem do mety

BPP uniwersalny żołnierz
Warszawskich ulic styl da się lubić
Zabierz przewodnika żeby się nie zgubić
Naucz się języka by się porozumieć
Nie ważnie mieszkasz gdzie żeby to rozumieć
Świat rap rozszerza swoje macki
Jesteś bliżej rozwiązania zagadki
Są graficiarskie gangi
B-boyowe szajki wspólnoty didżejskie
Rodziny raperskie ja nawijam wierszem
Zaglądam w twoje serce nazywany wieszczem
Inaczej krawaciarzem kipi to miasto
Od politycznych afer zduszone w sosie
Wciąż niespełnionych marzeń i pustych obietnic
Przez to nie mięknie lecz swoim życiem tętni
Wojen i powstań wycierpiało męki
Przeżyło komunę oddaję mu szacunek
Czy to do ciebie trafia na czerwonym świetle
Rządowa mafia przez ulice miasta mknie
Wszyscy patrzą jakby pierwszy raz zobaczyli kurwy te
Wszyscy patrzą jakby pierwszy raz zobaczyli kurwy te

Warszawki styl emano
Ulica pozdrawia ulica leczy
Zastanawiasz się gdzie wychowują się twe dzieci
W betonowej dżungli leniwie czas leci
Ze mną kumple zawsze coś się skręci
Patrz tam psy niebieskie śmieci
Cała dzielnica od staników się świeci
Skąd to znasz do kurwy nędzy
Łatwy hajs ciągle nęci JLB aż do śmierci
Zmęczy cię syf to Mokotów stary
Nikt nie chce mieszkać już na osiedlach szarych
Nie jednych nie stać by napełnić gary
Nie będzie czary mary stoliczku nakryj się
Pieniądze to błogosławieństwo
Chcę by wypełniały kiermany me
Myślisz że jestem wygrzany
Nic podobnego to nie tylko tym
Mam władzę nad życiem swym
Strzeż się żmij prawda wal prosto w ryj
Dopiero później mów za co
Dla mnie też muzyka to narkotyk jak dla Waco
Na co by to wszystko było gdyby nie [?]
Pracą gęby nie wycieraj bo będziesz zbierał kły
Lepiej zacznij odliczać dni godziny i minuty
Na Emokah każdy kot na cztery łapy kuty
Czy dojdziemy na skróty do lepszego życia
Warszawska ulica to nasz styl bycia
Zjedz to przełknij i dopiero się zachwycaj ziom
Ja i bit to jedno
Najlepiej solo
Bo chrzanić odpowiedzialność zbiorowa
Bit i słowo
Dość często na wolno
Posłuchaj Polsko robię polski hip-hop
Chociaż szczerze mam dość go
Na ostro uderzam prosto pisze
Potem nagrywam na ścieżki
Szur się gotuje znów
Aż do chwil kiwanie się głów gwarantuje
Dla ciebie to szok jak dla PKP holltrain
Bo kto jest królem
Powiedz mi choć wiem że przyjdzie ci to z trudem
Aż do bólu odczujesz konstruktorów old school'u
Obrońcy tytułu
Sprawdź aż do kości przesiąknięty
Nie ma litości hardcore
Wiem że zazdrościsz
Mam styl bo inaczej odszedłbym stad
Nie śmiej więc nawet pisnąć
Bo uderzę szybko bezlitośnie
Ta konstrukcja to moje dzieło
Ona pochłania tych co myślą o kasie zapominając o przesłaniach
Masz słaba płytę schowaj ją
Ukryj słabości
Masz słaby głos seplenisz
Lepiej pisz książki
Inaczej znów będzie trucizny injekcja
Wyrok śmierci bo tu potrzebna jest perfekcja

Ref.: [e eldoka rymów konstruktor spełniam twoje marzenia te bity e eldo solo] x2

Gwarantuje ci wrażenia
Chcesz więcej
Jasne nic się nie zmieniam
Tylko spełniam swoje marzenia
Chudy niewysoki a adrenaliny tyle jak bungee skoki
Dla twojego walkmana
Który umila życia kroki
Mam propozycję Eldo solo
Drum maszyny basy tłuste bity plus słowo
Już kiwasz głowa
Optymista życiowy
Obrońcy na karku głowy
Sznyt starej szkoły
Myślisz że lepiej budujesz
OK ale zobacz
Gdy jesteś na mikrofonach
Sprawdź co robi twoja siostra
Gdzie jest z kim
Nie pękaj
Jest w dobrych rękach
Nie dość że mam lepsze rymy
To jeszcze jest w nich masa piękna
Przed królem się klęka
Spokojnie
Czy już parujesz
Po co się gotujesz
Przecież wiesz że żartuję
Bo tylko popisuję się słowem zabawiam
Pamiętasz że hip-hop to głównie zabawa
Uśmiechnięte twarze
Już zapomniałeś więc ja znów ci to pokaże
Szlag mnie trafia
Muszę wyłączać telewizor
Bo nie chcę widzieć typów z treścią negatywna
Jakkolwiek ujęte zło zawsze jest złem
Gdziekolwiek
Ja dobro uwolnię i będzie dobrze
Lepsze jutro
E Eldoka rymów konstruktor

Ref. x2
Diox
Ty, otwórz oczy bo nie ma czasu na sen
2 3 5 5 czytaj chłopaku, że jest za pięć
Nie ma czasu na relaks, jeszcze będzie czas
Zobacz najwyższa pora brać się w garść
Nikt nie przyniesie ci szans na tacy
Choć byli juz tacy co chcieli by spadło z nieba
Pamiętam tekst niewykorzystanych okazji
Fakty, ludzie, pieniądze, wszystko się zazębia
Sam wybierasz ile wyjmiesz z głównej puli
Każda droga
lepsza od tej która cie zamuli
Wiec wstań, zrób coś z tym, podnieś głowe
Najwyższy czas, okoliczności są wyjątkowe
Między wskazówkami jak między prawdą a Bogiem
Pośród społecznej presji trwa walka o ogień
Czas pędzi po tarczach, przyszłość w naszej głowie
Niech każda decyzja ma status tej świadomej

Ref.
Coś ci powiem, rozwijaj się z dnia na dzien
Automotywacja to jedyna droga
Czas szybko mija, czyń co ci dane
Najlepiej jak potrafisz, nie ma tu chwili na sen x2

Diox
Idę spać gdy zamykają mi się oczy same
Bo wybrałem drogę pracy, którą kończę nad ranem
Pasja jest rzemiosłem więc szlifuje talent
Bo wiem że wyniosłem z tego tyle ile dałem
To realny efekt, wynik banalnych prawd
Chcesz triumfalnych braw, włóż siebie i czas
Włóż trud, najlepiej włóż w chuj trudu
Albo łeb pod poduszkę i módl się o osiem cudów
Siedem grzechów mam, przy tym szósty zmysł
Ostatnie pięć minut, by nie zamulić jak ty
Cztery okrążenia do końca, do mety
I trzech zawodników chętnych do sztafety
Żaden z nas nie prześpi nawet dwóch minut
Bo wybraliśmy pracę, nie flaszkę wśród mechaników
Obraliśmy drogę, nie śpimy idąc po cele
By zamknąć oczy kiedyś będąc numerem jeden

Ref.
Coś ci powiem, rozwijaj się z dnia na dzien
Automotywacja to jedyna droga
Czas szybko mija, czyń co ci dane
Najlepiej jak potrafisz, nie ma tu chwili na sen x2

Hades
Nie śpie, nie śpie, bo moje sny bywają niebezpieczne
Nieprzespane dni i noce bezsenne
Po to żebyś ty miał podane pod gębę
Z tym że my nie naplujemy ci w szamę jak kelner
Tip, chętnie wezmę, bo z płyt małą mam pensję
W zamian na koncercie dam więcej, niż w bit wejście
Nie odeśpie i nie zjem, ale
Dziś spalę się holendrem i będę grał dalej, bo
Konsekwentnie zużywam atrament
Wybacz, ale niepotrzebnie nie wpierdalam się w taniec, to
Had, Hades, Ha do I do eF I
Motherfucker co kreśli od deski do deski
Nie śpij, mówią mi że wyśpie się po śmierci
Tyle, że te teksty czynią mnie nieśmiertelnym
To autentyk jak płyty od Molesty
Sęk w tym, że nie ma co w gównie rzeźbić

Ref.
Coś ci powiem, rozwijaj się z dnia na dzien
Automotywacja to jedyna droga
Czas szybko mija, czyń co ci dane
Najlepiej jak potrafisz, nie ma tu chwili na sen x2

Sokół
Czasu, który masz teraz lepiej nie strać
Chyba że postanowiłeś przespać sylwestra
Opowiem o niej jakbym mówił o dziewczynie
Może wtedy się skupisz i cię nie minie,
Ta dziewczyna ma Szansa na imię
To twoja życiowa więc lepiej przedstaw ją rodzinie
Świadomość, największym z przekleństw
Więc ty chyba błogosławiony jesteś
Zero pojęcia, ni chuja orientu, menciu
Na zdjęciach twoja Szansa ma dużo wdzięku
Robi je sama swoim telefonem
Obrabia troche, a potem wrzuca na stronę
Nie śpij, bo cie z niej okradną
A jak na ciebie jest szansą wyjątkowo ładną
I dosyć łatwą, jak ją podkręcisz
Pójdzie na gruby hardcore, nie śpij
(Kimałeś? Najwyższy czas by się obudzić)
Zaraz nie będzie szans z nią na ten taniec
Ruskiego szampana wypijesz z kolegami w bramie
A mogła zatańczyć dla ciebie specjalnie
Nie w mazowszu, a na rurce, centralnie
Zawsze chciałeś mieć taką ale bałeś się
Zacząć, podejść i zagaić jakoś
A jak przyszła do ciebie i dzwoniła domofonem
Ty spałeś na zucie, najebany jak worek, my
Wciąż bierzemy każdą szansę, nie śpimy
I nie są zazdrosne o nie, nasze dziewczyny
Tu Rasputin, Ron Jeremy i będę brał cie
Ta trójka, nie przepuści dziś żadnej szansie
Po co to mówie? Teraz wróć na chodnik
Nie o dupach, ten tekst to jest tylko przewodnik
O braniu szansy nawinąłem jak o seksie
Żebyś pojął, że ja działam, a nie śpie
Rap się zmienił, winyle, kasety, cedeki
Pieprzony internet, rapidshare, mp3
Kto się zmienił? Na pewno nie my!
Nie ulice, nie bit, który tętni
A czy pamiętasz Vansy, lenary, bluzy Startera?
Dziś Air Maxy, Nike'i, czapki New Era
Tagi i srebra, ściany w projektach
Kto z nich pamięta, tych z myspace'a, fejsa?
Kto? Kto?

I tu jest problem
Dwadzieścia osiem lat wjechało ziombel
Na kark gilotyna spada ciągle
Fart, że żyję w czasach, gdzie tylko ze szkoły znam wojnę
I skarb, że wreszcie mamy wolną Polskę,
Chociaż pod moim blokiem nie stoi Ferrari czy Porsche
Że wreszcie trochę śmierdzę groszem
Mama mówiła do mnie "ucz się dobrze, kiedyś ruszysz w Polskę"
I stało się, to było wręcz niewiarygodne
Moi ziomble śmiali się nie mogąc uwierzyć ciągle,
Że Michał to Kajman, to... to... to Kajman,
Że hotele, kasa, że z Borysem nagrał
S.M.X., rap się zmienił
Kto z dzieciaków dziś mp3 z rapidshare doceni
Oni nie wiedzą czym dla nas był hip-hop
Chcą skill, mają sierocy syndrom
A kto styl z nich ma teraz, co z tamtych lat przetrwał
I był na koncertach i refreny śpiewał
A wcześniej całe zwrotki z pamięci jechał
Ziomek to ja, ten sam Rada z P.H.
Kiedyś mówiliśmy "bracie", ruszaliśmy w trasę
Marzymy za rapem w PKP na gapę
Dzisiaj rządzi nami myspace, net ma władzę
"Hip-hop is dead", przyznaje Nas'owi rację

Czas to docenić
W 1-9-9-3 też chciałem się przebić
Dostałem mały karton z demówką moich guru
To było coś nowego, nie myśl o oldschoolu tu już
Zdzierając taśmę odkryłem wtedy dużo prawdy
Dostając parę kopów w mordę wszedłem do rap gry
Nie było jeszcze wtedy strony z hip-hop.pl
Byliśmy małą grupą, ale wielki był nasz cel
Ta, zjebałem całą edukację
Uciekłem z domu i odtąd miałem wieczne wakacje
Spałem na klatce i w kanciapie na KSM-ie
Ktoś wyjebał tam drzwi - miałem wysiedlenie
Boże, rap się zmienił, ja się nie zmienię
Mam korzenie i historię z dopierdoleniem
Za mną stoi podziemie i to nie jest farmazon
Popatrz sobie na scenę, trzymam nad nimi parasol
Trzymam, trzymam, trzymam fason po dziś dzień
Byłem w rapie jak niektórzy byli jeszcze w piździe
Pozdrowionka dla wszystkich hejtujących leszczy
To byłem ja – Tomcio, Wu- WYP3

Prawdziwy hip-hop, czy to pamiętasz?

Walkamn, słuchawki, na ścianie ten tag
Twoje terytorium, twoje miejsca
I rap, który sens dał, wielu ludziom sens dał
Masz wszystko czarne na białym
Ostatnie dwie dychy, czasy się pozmieniały
Możesz nie pamiętać... Vansy, lenary
Wełniaki, flanele z fabryki przynosił stary
Mono magnetofon, pieprzony MK
Tonął od rana tylko w najlepszych piosenkach
Nie było szlamu muzycznie w tych czasach
Choć prała nam mózgi telewizja i prasa
Bezinteresowność zawsze była w cenie
Była... teraz jest tylko wspomnieniem
Kasa zabiera nam następne pokolenie
Ludzie bez zasad, wartości, tradycji
Banda skurwieli bez żadnych ambicji
Co wszystko dostali podane na tacy
Oni nie zrozumieją, nie poczują na pewno
Co znaczy docenić owoc własnej pracy
Znów piszę, przerywam ciszę
Wywołuje niewywołane klisze
Ale idę do przodu, moje przeznaczenie
Mimo zmian, które widać, swego rapu nie zmienię

Rap się zmienił, winyle, kasety, cedeki
Pieprzony internet, rapidshare, mp3
Kto się zmienił? Na pewno nie my!
Nie ulice, nie bit, który tętni
A czy pamiętasz Vansy, lenary, bluzy Startera?
Dziś Air Maxy, Nike'i, czapki New Era
Tagi i srebra, ściany w projektach
Kto z nich pamięta, tych z myspace'a, fejsa?
Kto? Kto?
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo