Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Jeżeli ściągasz to legalnie nie chcę byś wcisnął cancel
Więc raz na jakiś czas muszę sypnąć punchem
Nie tańczę, więc damy kierują w dół kciuk
Albo mówią - przykro mi, jak Tadeusz Sznuk
Więc robię szeroki łuk, loterię ksywek
Która z tych suk naciągnie mi cięciwę
I wie, że nie przejdę z jakąś lampucerą na ty
Szukam tej, która powie mi - te quiero papi
Żadne przećpane idiotki
Kochanie przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki
Zjadłaś pigułę w kiblu potem jeszcze pół
Takiej właśnie pani pokazuję kciuk w dół
Kodex tak naturalny jak przyrost
Ale wiedz, że tym razem zapadnie już wyrok
Więc jeśli któryś przeciwko nam crew
Juliusz Cezar pokaże mu kciuk w dół
Tak, tak kciuk w dół, Juliusz Cezar pokazuje kciuk w dół
To nie ja, to Juliusz Cezar pokazuje kciuk w dół
Kciuk w dół, Juliusz Cezar pokazuje kciuk w dół
Dziewczyno głowa do góry a kciuk w dół
Pokaż mu i spraw bym to ja dobrze się czuł

Z grubsza chodzi o to mi żeby być nonkonformistą
Pyskaty i młody Typ pijąc czystą hejterom mówią idŹ stąd
2cztery7 365 jesteśmy tu
I nie mów nam, że nie wiesz, co oznacza kciuk w dół

Wpierw rano słabe nerwy, ten track to nie fortel
OdejdŹ od głośnika, bo może jebnąć ci holter
IdŹ się ogłuszyć, kilka opcji mam
Lepiej ucz się migać tak jak Foxy Brown
Wow jestem wróg publiczny jak flava
Moja kartoteka zapisana jest w wave'ach
W nerwach Mes i Pysk robią lejbach tu
Wszystkim hejterom pokazują kciuk w dół
Splendor, VIP kojarzy się z golfem
Ale zamiast moich kulek obchodzi je mój portfel
Forsę? zgarnę dopiero na rencie
i tak pytają - Pysk ile przytulasz na koncercie?
Ej, nie dziw się, że pokazuję im kciuk w ziemię
Jak typom, co liczą, że przylansują się na scenie
A w cenie jest opcja mentor, chore strasznie
Ich bagaż doświadczeń jest jak worek na kapcie
Czas się uczyć, tu kiepskich MC jest paru
To jak równać Gucci z tureckim swetrem z bazaru
WeŹ nie czaruj, to wyrok, spójrz
Julek Cezar pokazuje kciuk w dół
Kciuk w dół, Juliusz Cezar pokazuje kciuk w dół

Dziewczyno głowa do góry a kciuk w dół
Pokaż mu i spraw bym to ja dobrze się czuł
Tu się stara wbijać, wbijać sztylet
Mówiąc kontrola i pyta czy mam bilet, co?
Chodziłem wtedy do jednej ze słabszych szkół
S*****lałem pokazując jej kciuk w dół
Pies, który mnie skuł wtedy zaskoczył
Jak widać, że i Cezar musiał coś przeoczyć
Komu kciuk w dół nie wystarcza to pokaż
Palec tak środkowy jak nasza Europa
Bo kciuk najpierw przypomina minus
I nie wiesz jaki news posłaniec przyniósł
Nam kciuk w górę, reszcie na dół
Tej, która nie chce byś spieprzał dziadu
WyraŹ poparcie dla tego koncertu
Bit płynie tak jakby zrobił go Neptun
A brzmi bardziej L.A. niż N.Y.
Podyskutujmy o tym przy Cuba Libre
Albo smalec, ogórki, wódka na stół
Odpadasz koleżko? to kciuk ci w dół
Kciuk w dół, Juliusz Cezar pokazuje kciuk w dół
Kciuk w dół, to Juliusz Cezar pokazuje kciuk w dół

Z grubsza chodzi o to mi żeby być nonkonformistą
Pyskaty i młody Typ pijąc czystą hejterom mówią idŹ stąd
2cztery7 365 jesteśmy tu
I nie mów nam, że nie wiesz, co oznacza kciuk w dół
Hello Motherfuckers!
Internacjonalny kawałek na melanż, na melanż.
Nie nadaje sie do słuchania na trzeźwo.

Ludzie pytali mnie kiedy znowu będę bezczelny
Oświęcę cię, ale najpierw lufeczkę strzelmy
Ciepła i rzadka
Ale bez niej już jakoś nie klei się gadka
Przyznaj ten dzień wyróżnia się rebeliancką treścią
Kopnąłbyś szefa w żebra, chętnie nawrzucał teściom
Każdemu kto każe ci coś zaśmiał się w twarz
Mam ciężki charakter? Udowodnij i go zważ
Bo dość masz biernego patrzenia na zegarek
I czekania, aż odbicie w lustrze zastąpi twój stary
A-a-a, tak nie stanie się ze mną, zuchu
Kto pierwszy do nocnego, zażyjmy trochę ruchu

Ref.:
Odlewamy trunki do szklanek
Olewamy trudny poranek
Szukamy schludnych kochanek
Jesteśmy pytani - jak to?!
Czy aby nie czas wcisnąć stop?
Jak to, wy robicie to wszystko?
Polewamy trunki do szklanek
Olewamy trudny poranek
Szukamy schludnych kochanek
Jesteśmy pytani - jak to?!
Czy aby nie czas wcisnąć s...
Jak to, wy robicie to wszystko?

One mnie wykończą, nie, nie postawię ci drinka
Wolę sponsorować wymianę tych rajstop na parę pończoch
Inna o swoim chłopie nawija mi historie łzawą
Ja jestem tak wcięty ze lewe oko ucieka mi w prawo
Mógłbym już leżeć obok żony z kompresem na czole
Lecz tak się składa, że takie farmazony nie wolę
Sprawdzić dziś granice smaku przez spożycie
Bo jak Dr House kocham nienawidzić życie
To był tydzień nieśmiesznych żartów, różowych neonów
Wiec przekraczam linię startu i wybiegam z domu
Na jaka metę trafię? Tego nie wiem, chcesz to mi pomóż
Zamierzam dziś spuścić i na pewno nie z tonu

Ref.

Te inne syntetyczne bity zwykle grzechem są
Zagrałem taki dopiero kiedy dostałem klawisz, na którym grali Depeche Mode
Głowę miej twardą, w busie nie śpij bo cię okradną
Nie wszczynaj awantur z ochroną, raczej powiedz im „pardon”
Dwie imprezy równocześnie? Nie, to nie błąd
Tu jest jedna, druga odbywa się w moim żołądku
Pokażę ci trik - weź czarną szmatę, posprzątaj nią stoły
To nie przypasuje tym typom, którzy wokół nich siedzą
Ale szmata się wybieli na wysoki połysk
Co do mnie wciągam nosem tylko zapach kobiet
Dobra idziemy, ty czy ty? Chodźcie obie
I pół biedy, kiedy domofony pytają cię o kod, a ty nie pamiętasz
Gorzej jak mylisz blok, Willie Fogg, okrążył glob
Ja tylko chcę na niego nie upaść, ok?
Zapinam narty, śmigam na stok, gdzie mój nocny wyciąg? N36, hop hop,
Hop hop, N36 Mokotów - to już czas jechać stąd

Ref.
Gruby, czarny kot wlazł na płot i mruga
Gruby, czarny kot będzie to bajeczka nie długa

Raz, dwa, trzy, cztery !

Mag:
Więc spoglądasz w repertuar
Sprawdzasz co jest grane
A tam kot, gruby, czarny o kurwa przejebane
A na domiar złego, premiera w piątek 13-tego
Sekstyn, Marsa z Saturnem
Nabyć trumnę może urnę?
Spisać w testamentach
W imię ojca, syna, ducha, amen
Ostatnia krew, blef
Logice wbrew
Czujesz krwi zew
Kot znów czyha jak lew,
By porwać cię w tany
Choć wyimaginowany
Tańczy z gracją jak Fred Astaire
A ten taniec czy to czcza,
W którym kruszy, kosteczki na cząsteczki
Z siłą łamacza
Znów rozpaczasz, gdy tłusty cię przytłacza
Za 15 do roboty, trzeba użyć wybielacza
Lub kwitnie takowy, czarny wykwit na twarzy
Waży twą okazję, co od dawna się marzy
A żeby zdechł, pech co wygląda jak kot
W kształcie obsesji
Co powodem jest depresji !

Gruby czarny kot, on przebiegł nam drogę
A chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek x4

Dab:
Niespodziewanie
Gruby czarny kot przemyka
Od krawężnika do krawężnika i za rogiem znika
Gonić skurczybyka, bo przynosi mi chochlika (Ihahaha)
Gra nie warta świeczki
Ludzie i człowieczki, wyszukują ścieżki
Bez skrótów czarnej jak porzeczki
A laseczki, na studnióweczki
Ubierają czerwone majteczki
Choć miały cztery lata haróweczki
Piotrusie, Michałeczki, Marcusie i Basteczki
Wierzę, że nie wierzę w nic i tutaj pieska grzebią
Mości panie, nic się nam nie stanie
Przesad to głupota, dla plebsu i chłopa
Minie zima złotko, wszystko będzie spoczko
Jak nie będzie O.Ka
Gonić będziem kota bo tak

Gruby czarny kot przebiegł nam drogę
A chuj mu w dupe nawet 13-tego w piątek x4

Joka:
Co się stało?
Gruby czarny kot spróbował
I mu się udało
Przebiegł drogę i się schował
Mało brakowało
Żeby był dobry dzień
Trzy kroki w tył, jest nadziei cień
Ale ze mnie leń
Nie wiem czy to zmieni coś
Jak na złość, nie cofnę się nawet o włos
Zabobony śmieszą mnie jak Tadeusz Broś
Zabobonom mówię nie, zabobonom dość
Czuję się dobrze i jebie mnie jaka jest pogoda
Która godzina i jaki dzień tygodnia
Pech, to świnia na dodatek niewygodna
Wdech i wydech, to metoda dzisiaj modna
Każdy tu ma jazdę to jasne
Ujrzę grubego, czarnego nim zasnę
A potem w sobotę
Pożegnam się z kotem
Chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek

Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Panie proszę cie
dlaczego gorzej jest
Panie nie zniosę że
dzieci dopada głód,
oto ziemia roni łzę
to ziemia broni się
nadzieja goni mnie
do śmieci wpada płód
to nie radości łzy
to bezsilności krzyk
bo bez litości my,
niszczymy siebie sami
mijają kolejne dni
to beznadziejne sny
rodzi się we mnie wstyd
burzymy mury tamy
gdzie się podziali ludzie
co pracowali w trudzie
co budowali w brudzie
bohaterowie czasów
bo my żyjemy w obłudzie
bo my gnijemy ludzie
dokąd idziemy w tłumie
jako więźniowie strachu
jesteśmy potępieni
jesteśmy poniżeni
zostaniemy pogrążeni
z powodu naszej pychy
nie wierze że się to zmieni
będziemy rozliczeni
idziemy roztrzęsieni
do przodu w parze z nikim.

Ref:
Gdy czas zatrzyma się już
kolory niestety bledną
gdy słońca nie nadejdzie wschód
nie bój się podaj mi dłoń podążaj ze mną x2

Czuje że cały płonę
spadam ze skały tonę
bo opętały one
pozostawiły skazę
demony wyrwały szponem
bo wypuściły płomień
złowrogiej siły omen
narodziły odrazę
bo my to ludzie chciwi
w tej obłudzie fałszywi
w pokusie łapczywi
zagubieni na szlaku
nic już dzisiaj mnie nie zdziwi
liczą się tylko wpływy
kapitał szybko przybył
my zaślepieni brachu
pytam się Ciebie tato
jedyny w niebie tato
dlaczego we mnie światło
delikatnie się pali
u wielu niestety zgasło
w wielu niestety zazdrość
zabrała wtedy na dno
bezwładnie odpływając
czuje że stoję nagi
bardzo się boje plagi
ubiera zbroje Dawid
gotowy do wybuchu
gotowy by czoła stawić
gotowy by naprawić
gotowy by zostawić
niewole tych łańcuchów

Ref:
Gdy czas zatrzyma się już...

Krzyż za bardzo ciąży
mimo to twardo dąży
mimo to warto dążyć
ona w końcu zapuka
każdy z nas na szlaku błądzi
wielu dzieciaków krąży
gorycz smaku pogrąży
na końcu kostucha
duży zalega kurz
w sercu zalega gruz
dopada bieda tu załamane istoty
gdzie się podział anioł stróż
ludzie ranią cóż
ludzie wbijają nóż
te same kłopoty
ona w dłonie szlocha
bo jej syn tonie w prochach
był w jej łonie kocha go bezwarunkowo
dla niej to niestety nokaut
bardzo kobiety szkoda
ma wielkie zakręty droga
życie każe surowo
życie zamyka w dyby
to życie wita Syzyf
buntownika słyszysz
nie dam za wygraną
mogę tu pozostać z niczym
mogę nie sprostać dziczy
zostawia chłosta sznyty
pozostawia nas z raną

Ref:
Gdy czas zatrzyma się już...
Każdy przynajmniej raz w życiu ma taki sen ,
wydaje Ci się, że latasz w powietrzu jak ptak,
albo pływasz pod wodą jak ryba,
a potem musisz się obudzić
i okazuje się, że znowu ktoś Cię walnął wrogi.

Typ z domu dziecka, bez ojca i matki,
Chciał widzieć wzloty, widział tylko upadki .
Jego życie pojebane jak martrix, oczy puste jak studnia,
A portfel? Sam zgadnij..
Ona typowy scenariusz na film, w domu patologia ojciec tylko ćpał i pił,
Brat podobno umarł po porodzie,
brat niby żył, tony łez bo ojciec wciąż ubliżał i pił,
On nie miał brudnych rąk, studiował,
choć nie miał hajsu nigdy nie handlował.
Gdy jego koleżcy mieli flotę za towar,
on na kawałek chleba ciężko sam pracował.
Ona szukała szczęścia jako modelka,
częściej niż mózgu niestety używała lusterka , los..
Los ją zdeptał lecz miał coś wynagrodzić, więc jemu i jej pokrzyżował drogi, ej..

On wyszedł z uczelni, miał na kawę ochotę nie z automatu,
choć zaoszczędził by flotę polskie złote jeśli je masz jesteś fajny,
Ona akurat zaczeła pracowac w kawiarni,
On wszedł bo nie przeraził go cennik,
miał budżet jak z drewna w którym grasował termit .
Patrzy na dużą czarną mu styka więc szybkim krokiem poszedł do stolika.
Pyta o kelnerkę wtedy zjawia się ona,
ma na sobie sukienkę jest biało czerwona.
Poczuł cos czego nie czul nigdy wcześniej,
czekając na nią ledwo siedział na krześle.
Ona sama nie szukała miłości lecz,
gdy zobaczyła go nie miała wątpliwości ,
chciała tylko jego oczu i ramion on patrząc na nią chyba czuł to samo.

Jej przygody miłosne to szukanie sponsora,
dzieciństwo takie jak ona znajdziesz tylko w horrorach,
On niedawno miał dziewczynę, nie wyszło,
Mówiła, że nie ma z nim perspektyw na przyszłość.
Dobra wróćmy do historii w kawiarni.
Zamiast zamawiać zapytał czy jest księżniczką z bajki,
Ona mówi, że nie ale zna księcia, siedzi przed nią, szybko biły im serca.
Mówi może wyjdziemy teraz razem stąd,
nie wiem kim jesteś, ale chyba czujesz to.
Ona kiwnęła głową szybko zdjęła uniform,
szef krzyczał co robisz, lecz olała go.
Wybiegli ale tutaj cos wisiało w powietrzu,
zaczęli się całować zapomnieli o deszczu.
stali na pasach, to było złe miejsce,
bo na żółtym chciał zdążyć jakiś typek w BMC.

Chociaż na chwile odnaleźli szczęście, życie byłoby koszmarem, bo byli rodzeństwem.
.. kto nie widzi ten nie umie dobrze spojrzeć...
... kto nie widzi ten nie umie dobrze spojrzeć...
... rozjerzyj się... otwórz oczy...
.... rozejrzyj się...
... tyle rzeczy... można tutaj dostrzec... można tutaj...
... rozejrzyj się
to miejsce gdzie nie potrzeba kart tarota,
by przewidzieć przyszłość patrz ludziom po oczach
warszawski syf, którego nie ma w wiadomościach
warszawski raj dla przyjezdnych na dworcach.
Ja jestem stąd ty uciekaj lub zostań.
Jest kilka płaszczyzn życia jak patrzysz od środka.
Umorusane dzieci naćpanych meneli charchają pod nogi resztką nadziejii.
Na dachach budynków poławiacze promieni
na dole przyjezdni niedoszli biznesmeni
walą fete, santane i konia pod wiagre.
Stres jest pod kołdrą na ich prześcieradle
stres jest w mieście, które zmartwychwstało
kontroluj chłopino nerwy co by sie nie działo
wchodźna dach, łap promienie słońca
z tej perspektywy inaczej ziemia wygląda
ludzie jak mrówki atakują ten legoland
bierz życie - mówi Ci życia narkoman.
Ludzie koncentrują się na swoich kłopotach
ciężko im wśród nich znaleźć złoża dobra.
To nie jest wieś gdzie dzieci głaszczą krówki
tu dzieci czują syf już od podstawówki.
Biedni z zewnątrz przyjeżdżają tu do raju.
miejscowi bogaci wciąż stąd uciekają.
Im więcej Wietnamczyków tym mniej gołębi w centrum
Pod Rotundą 5 etiopskich 50centów.
Mijamy się lub żyjemu tu w symbiozie
Ty zarobisz na mnie ja na Tobie zarobie
Powiem wam, że pieniądze to nie cel
lecz to miasto zapomniało o tym kiedyś gdzieś.
Łapmy promienie zamiast eskalacji zła
Warszawa, stolica moja, WWA...

Tutaj słońce.. świeci inaczej x2

Elo, rozejrzyj się, tu słóńce... świeci inaczej

WWO, Zip Skład, PROSTO tutaj słońce.. świeci inaczej... świeci inaczej..
Generalnie…
Polskę na spontanie
Jak plaster na ranie
Założyli polanie
Jak na polanie
Polewanie wódki malowanie kłótni
Walenie w panie
Ale waleni nie jedli, za to mieli bródki
Jedni pieliemienie piekli inni wilki w chrzanie tłukli
Pili, biegali lasami zalani butni
Lubili karanie, lubili lanie skutki
Rana na ranie
Sami sobie przed oczami mieczami machali jak w Conanie
Byli okrutni lubili tanie rozwiązanie
A zatem
Szli tak jak szlak szedł i przybyli tu latem
Wstrzymali orszak wnet i wypili raptem
Przy tym co gorsza mgłę
Zobaczyli zatem
Pyszny powód także by wlać otuchę w klatę
Wtem mgły jeszcze bladsze przepili wypłatę
I tak listopad nadszedł a zima tu katem,
Zatem...
Polanie polali znów na mini (?) dogrzanie
Śniegi zaskoczyły jak mina w Afganistanie
Jak biegi w Tarpanie, jak coroczne rzek wylanie
Tak było tu wieki temu
Tak jest i tak już zostanie

Pierwsze, drugie, setne pokolenie wciąż na polanie
Pierwsze, drugie, setne pokolenie wciąż na kolanie
Pierwsze, drugie, setne pokolenie wciąż na polanie
Pierwsze, drugie, setne pokolenie wciąż na kolanie
Pierwsze, drugie, setne pokolenie wciąż na polanie
Pierwsze, drugie, setne pokolenie wciąż na kolanie

Wybudowali chatę, z odpadów zbili sanie
Popili zrobili kulig i byli mili ale nie byli w stanie
Tak przegapili narodów terytorialne polowanie

Mogliśmy mieć jedno przewiewne ubranie
Plaże, lazurowy kryształ
Palmy i Toskanię
Ale Gaje zajęli już Grecy i Rzymianie
Więc leżymy tak w korytarzu Europy na podeptanym dywanie

VIENIO:

Tkwimy tak na tym poszarpanym dzynglu
Od zawsze zwyczajnie bez wielu wygód
Ej! Ile to już smutnych przygód
W kupie taplamy władzy atrybut
Ha! Nie mamy sił? Problem jest gdzie indziej
Znowu ktoś naszczał na klatce i w windzie
Z ćwiartką czekamy aż zbawienie przyjdzie
Rozkosz czerpiemy tylko w cudzej krzywdzie
I tylko wiemy że należy czekać
Na czyją wojnę trzeba będzie jechać

W uścisku mocarstw pomóc duszy bratniej
Polak na froncie jak mięso armatnie
Tyle lat na dnie, walcz aż nie padniesz
Martyrologii cudzej flagę zatknij
I zmawiaj pacierz w furii panicznej,
Niech żyje zniewolenie ekonomiczne.

Pierwsze, drugie, setne pokolenie wciąż na polanie
Pierwsze, drugie, setne pokolenie wciąż na kolanie
Pierwsze, drugie, setne pokolenie wciąż na polanie
Pierwsze, drugie, setne pokolenie wciąż na kolanie
Pierwsze, drugie, setne pokolenie wciąż na polanie
Pierwsze, drugie, setne pokolenie wciąż na kolanie
[Buka]
Mam wyjebane w armię, mogę od tego zacząć
Bo wyrażam się wulgarnie i nie staję na baczność
Chuj ci do tego, znasz mnie? To wybacz moją skrajność
Wyjebane mam centralnie, jak nagrywam to z petardą

Ty nazywaj to hardkor, albo jak kto sobie woli
Bo spływa to po mnie gładko jak przez gardło alkoholikowi
Alko albo tony Coli, ty policz motywy
Gdyby tak to robić, nie starczyłoby adrenaliny

Mam wyjebane w dymy i dymane dziewczyny i rymy
Poskładane w minimale oddane last minute
Mam talent i walę tu harę za monet parę z godziny
Kminisz, mam harem i wyjebane na panie za driny

Mam paranormalne rozkminy, wali mnie szarość
A limit stara się wybić mi z dyni paranormalność
I widzisz, mam wyjebane na wulgarność tych nawijek
Żeby to ogarnąć musiałbyś mnie zgarnąć za promile

Na szary świat od lat od tak to fakt ja - mam wyjebane
Na słaby rap, stek tapet, fuck it, zatem - mam wyjebane
Na martwe atrapy, przetarte schematy, ej - mam wyjebane
Na marne tematy, gdzie każdy ponad kimś jest - mam wyjebane

Mam wyjebane w bombę po topie - brak draki
Masz banana na mordzie, ja mam bana na dragi
Wyłącznie, mogę się napić i uwaga na fucki
Bo skończę w tematach khaki jak Osama bin Laden i

Mam wyjebane w wannabe's i przydupasów co na mikrofonach
Chłoną kicz, nie potrafią się zachować nic
Ho no bitch, niech ochłoną no chłopaku
Holla peace, może diss zaknebluje ryj szczeniakom

Co to kurwa ma być? Daję 5 dyś na traku,
Że ten niegdyś ocnlapus zaraz stwierdzi,
Że na kozaku wersy mota prze, na chuj skwierczysz
Przytakuj wacku, weź idź, bo na trzepaku zostawiłeś teksty

Mam wyjebane w prestiż i respect od typów
Co nie mogą zdzierżyć, że to jest lepsze, bez kitu
Kto jest tu najlepszy do bitu, weź mi tu pitu pitu
Pieprzysz - wyjebane mam na to bez reszty

Na szary świat od lat od tak to fakt ja - mam wyjebane
Na słaby rap, stek tapet, fuck it, zatem - mam wyjebane
Na martwe atrapy, przetarte schematy, ej - mam wyjebane
Na marne tematy, gdzie każdy ponad kimś jest - mam wyjebane

[K2]
Hello, w dupie masz ten bezsens, że durnie tępe
Tempem nasz independence przejmują?
Choć kieszenie maja pełne fest, w domach Mercedes Benz
Złoty sedes jest też, to im mało, synek!

Nawet ci nie nawinę jak
Wypierdolone na maksa mam na tę popu machinę
Fuck! Faktem jest, że przejmujemy ten rynek
Te tantiemy, hajs i świat Superjedynek, mam...

Mam wyjebane ja na amen jak mnisi
Wisi mi co widzisz ty dziś w telewizji
I to jedno - drugą rzeczą to synu następną
Pewną będzie to, że wyjebane mam...

Wyjebane na famę i na zdanie na zdania me
W dupie na stałe całe zaistniałe zamieszanie mam
Wyjebane na chore paranoje po całości
Pierdolę co leży na dole mojej hierarchii wartości, na...

[Buka]
Na szary świat od lat od tak to fakt ja - mam wyjebane
Na słaby rap, stek tapet, fuck it, zatem - mam wyjebane
Na martwe atrapy, przetarte schematy, ej - mam wyjebane
Na marne tematy, gdzie każdy ponad kimś jest - mam wyjebane
1. Masz tu 40 wersów, każdy z nich zaboli
Najchętniej ruro widziałbym cię w ciuchach z czarnej folii
Chuj z tobą i z twoją żałosną gadką
Wiem, że za pieniądze przespałbyś się z własną matką
Mam żal do Boga, że takie ścierwo żyje
Nie bez powodu chodzisz z tym pochlastanym ryjem
Miej tą świadomość, że moja czarna lista
Zaczyna się, ty kurwo od twojego nazwiska
Los takich jak ty z reguły bywa krótki
Powinieneś pod uwagę wziąć karierę prostytutki
Kurwo, zasrańcu wiesz co się mówi w mieście?
"Słyszałem, że znów wyjebałeś swojego koleżkę"
Masz to we krwi, wiem, że się nie zmienisz
Nie zasługujesz łajzo by chodzić po tej ziemi
Ty farmazonie kłamiesz nawet gdy mówisz "dzień dobry"
Weź te pieniądze i wsadź je sobie w odbyt
(Ja jestem górą) Nie jestem już tak ślepy
Ty prowadzasz się z pedałem, który bije swe kobiety
Zostaniesz sam jak śmieć, bez swoich pseudo-kumpli
Jeszcze się spotkamy i wyrównamy rachunki

Nadejdzie czas rozliczeń to podziękuję wrogom
Tu miłość i nienawiść sypiają wciąż ze sobą
Poczekaj kurwa, jeszcze się odkuję
Mówię co czuję, niczego nie żałuję
(Poczekaj kurwa)

2. Frajerskie zagrywki wciąż idą z tobą w parze
Nie marnuj czasu, rozejrzyj się za cmentarzem
Pierdolę ciebie i te twoje szantaże
To moje wersy co podlegają karze
Obrażę cię nie raz, bo na to zasługujesz
Ty kurwo, farmazonie, robiony miękkim chujem
Frajer to frajer, więc zostaniesz frajerem
Ziomki śmieją się, że twoja żona stała pod hotelem
Ja mam nadzieję, że dotrze to do ciebie
Mam również cichą nadzieję, że cię wkrótce ktoś odjebie
Ty dla mnie jesteś pała
Twoja matka w chuj żałuje, że cię w czas nie wyskrobała
Póki nie zdechniesz, ja będę ci źle życzył
Gdy się noga podwinęła, ty mnie zostawiłeś z niczym
Mówię co czuję, niczego nie żałuję
Gdy podajesz komuś rękę, mów mu wprost, że jesteś chujem
Nie lubię szmat, lecz w temacie szmaty
Nie wiem czy wiesz, że twój szwagier to mordziaty
Puszczam to w eter, jak zawsze pewny siebie
Do zobaczenia wkrótce, u ciebie na pogrzebie !
Dziewięćdziesiąty piąty Pezet - gówniarz bez forsy
Plus determinacja by do czegoś dążyć
Rap, podwórko, jointy tutaj nie trudno wątpić
Cel nagrać najlepsze gówno z Polski
To na czym się wybiłem teraz mnie pogrąży
Wiesz to co mnie zaczęło teraz mnie wykończy
Pezet - paranoik, hipohondryk, szczerze?
Czasem mam po prostu tego kurwa dosyć
Czasem ruszamy w trasę, lecz
Nie jest już tak samo gdy słuchamy kaset
Wiesz coraz więcej chlamy razem, więcej wrażeń
Ta melanże mam z tego tylko fobie
Mam arytmię i mam astmę
Często przekrwione, podkrążone oczy
Cały dzień śpię więc pracuje w nocy
Cały dzień śpię mam depresję z braku światła
Już nie wiem czy ta płyta to jest dla mnie szansa

Mam dwadzieścia trzy lata więc życie przede mną
Siada mi gardło, żołądek, płuca, serce tak często
Że w nocy nie śpię przez to, wiesz
Wcale nie chcę przestać lecz tamto życie to przeszłość jest
Nie chcę melanży, alkoholu i szybkiego seksu
Chcę spokoju lecz w tej branży o to ciężko
W branży żyją tylko zaprawieni w bojach
Ja nie chcę być w branży ja chcę robić swoje
Często paranoje męczą mnie na maxa
Wiesz co? mam już, mam już dosyć miasta
Wydawca mówi nagraj jakąś Senioritę
Ja mówię - już nagrałem na poprzedniej płycie
Mam jedno życie, jedno zdrowie i coś z tym zrobię
Gwarantuję wam i sobie, że coś z tym zrobię
To mnie niszczy lecz to kocham, wiesz?
To da mi siłę lecz muszę zmienić to trochę
Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Oby do przodu prowadził nas rozum
Zrozum szans nie masz tylko tu na pozór
Sprawdź nastawienie, wrzucaj pierwszy bieg
Drugi bieg, właśnie teraz motywacja brnie
Trójka, widzisz że to jednak tutaj działa
Rozpędzony jednak trochę a zdobywasz nie dasz ciała
Czwórka, zapierdalasz pewnie już na swoim
Potem piątka, mkniesz z relaksem jak się już zarobisz

Nie sztuka być przy kimś gdy wszystko się układa
Nie sztuka wtedy radzić, po co wtedy rada
Sztuką być przy kimś kiedy nie ma nic
A kolejna myśl jest powodem żeby wyć
Zanim zaczniesz chłopaku truć głowy dzieciaków
Pomyśl o szlaku wybranym przed laty
By wtedy dzieciaki i pierwsze rapy
Dalej w to gramy, Dix pamiętamy

Cały czas do przodu tak działamy właśnie
Weź lepiej posłuchaj, by rosnąć na poważniej
I wytęż wyobraźnie, zanim niespokojna zaśnie
A samobójcze myśli zawładną Tobą błaźnie
Wychodzimy jak na wojnę, może być nie spokojnie
Ta armia się nie cofnie, do przodu zawsze godnie
Z podniesionym czołem, w gardę składając ręce
Z fartem i do przodu, Bóg ma nas w swojej opiece

Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry, wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Do przodu ziomeczku, jeśli nawet szansy cień
Choćby o te parę chwil, choćby o ten jeden dzień
Do przodu ziomeczku, choćby o te parę złotych
Do przodu, o te rozwiązane kłopoty
Do przodu ziomeczku, jeśli nawet szansy cień
Choćby o te parę chwil, choćby o ten jeden dzień
Do przodu ziomeczku, choćby o te parę złotych
Do przodu, o te rozwiązane kłopoty

Taki już jestem i się nie zmienię
Do przodu przed wieloma o czyste sumienie
Lata mijają ja dalej na scenie
Ja swe umacniam i nikną korzenie
Dla wielu zasady to zamuła w miejscu
Ja cisnę do przodu z zasadami w sercu
Z kilkoma przyjaciółmi i rodziną u boku
Ciągle do przodu choć niektórzy są w szoku
Tadek się nie zmieni choć kurewstwa pełno wokół
Jak myślę o tych co siedzą to łza się kręci w oku
Do przodu o honor opuszczą więzienne mury
Za lata więzienia niech zdechną konfitury

Oby do przodu, oby tak codziennie
Spokojnie bez pośpiechu niech inny biegnie
Naturalnie powoli we własnym tępię
Robię rap od tylu lat wciąż niezależnie
Oby do przodu i oby z fartem
Byś słońca wschodu nie musiał widzieć przez kratę
Byś zawsze mógł o kimś powiedzieć bracie
Szczerze bez fałszu, że to przyjaciel
Ufał na słowo bo tak to widzę
To niepisany pakt brat, na całe życie
Szczęście i zdrowie każdej dobrej ekipie
Oby do przodu tego wam życzę

Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry, wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Nie o to by być pierwszym, ważne by być lepszym od reszty
Wiesz mi to co żeśmy przeszli
Nie zawiedli mimo rozżarzonych węgli
Dobrze wydeptane ścieżki, których na 100% pewni jesteśmy
Nie klęczysz to biegnij, zwarzka którędy,
Raz dwa broń twarz i zęby
Hebel znowu gaz, bezwypatkowość dzięki Bogu
Nawet jak byś w szachu był zawsze parł do przodu

To jest fakt brat, niezaprzeczalna prawda
Kiedy idzie dobrze w życiu cieszy się twa jaźwa
Kiedy idzie trochę gorzej nie zamulaj w miejscu
Złap oddech, stanie jest bezsensu
Nie ma takiej rzeczy, której człowiek by nie sprostał
Po najgorszej zimie, zawsze przyjdzie wiosna
To jest tak jak piach w oczy wiatr
Znasz, co przeżyłeś raz nie będziesz się już bać

Siadam z ziomkami do stołu masz połówę połóż
Siema morda, siemasz ziomuś
Jak dawki czy posłucha
Nieważne żadna suka nie rozjebie bo to ważny układ
Jebać strzyki chociaż czasem przez to
Zwiększaj się rubryki pśiarskiej statystyki
Znów szybki ruch do przodu, czytaj sukces
Wiem że wkrótce, znów spotkamy się przy wódce

Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry, wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Nie zachlać nie zaćpać nie zamulić życia
Jak chce się tym życiem się najeść do syta
Nie spać bo nie pójdziesz kiedy śpisz
Ja Ci mówię ziomuś, maszeruj albo giń
Jeśli wiem gdzie mam iść to nigdy nie ugrzęznę
Z całych sił walczę, śmierć żywcem mnie nie weźmie
Stać i patrzeć chyba nie po to tu jestem
Tylko pełne zwycięstwo jest dla mnie zwycięstwem

Życie nauczyło mnie iść do przodu
Bez zbędnych dowodów, bez świadków,
Bez aktów oskarżenia, bez zszarganego imienia
Idę do przodu z dobrym towarem
Z czystym sumieniem, do końca życia, tego nie zmienię

Weź to sobie głęboko do serca
Tu na Ursynowie na pierdoline nie ma miejsca
Cały świat jest na wyciągnięcie Twojej ręki
Nie bez powodu, bo to dzięki Bogu
Od narodziny, aż do grobu
Idę do przodu, idę do przodu
Wiem liczy się zacięcie
Bez pochopnych decyzji ma oriencie
Bez pierdolenia, bez cienia wątpienia
Rap pozwolił, spełniać nam marzenia
Wiem nie jestem sam, walka z czasem
Choć dziś inaczej to wygląda
My od zawsze na zawsze idziemy razem
Do przodu z przekazem, sztuka ulicy
W świecie bez zasad, jeśli chcesz z nami do przodu iść
To zanim coś zrobisz, najpierw myśl
Niejeden gość jest dla mnie jak brat...firma

To wspomnienie dobrych akcji, spojrzenie z dystansu na przeszłe sprawy przy joincie przyjemne jak patrzenie jak moja mała siostrzyczka się bawi teraz jeszcze pakiet trawy wbrew postanoiweniom ustawy ja dbam o swoje sprawy to nie puste prawdy to odkręcone rozmyślania ale nikt nie zarzuci mi ściemniania i realnego rozkminiania pojechana ustawa bo niezależnie od tego co powiedzą politycy co ma się wydarzyć wydarzy się i tak na ulicy bez różnicy, beż różnicy

Z Krakowskiego stoku nie z góry tylko z boku eF.I.eR.eM.A
obcina wszystko i dobrze się zna ze sobą nie wolność czy bucha z podniesioną głowa idziemy przed siebie po krętych zboczach widząc u ziomków kraty w oczach każdego dnia coraz bardziej wkurwia mnie ta gra policyjna pała z tego ma satysfakcje my wieloletnią resocjalizacje pod Majką śniadania, obiady, kolacje kali sie przekonał ze to kurwa nie wakacje

Ref: Niejeden gość jest dla mnie jak brat bo jest najlepszym ziomkiem od lat zyciem jest czasem jak kat dlatego niejedn dobrych chłopak wygląda za krat Na niejednego gościa mówie brat bo jest najlepszym ziomkiem od lat zyciem jest czasem jak kat dlatego nie jeden dobry chłopak wygląda za krat

Krok po kroku Kali odpierdala kawałek wyroku nie prowokuj kurwy stoją z boku ale my się z tym liczymy jak każdy z nas szacunek na lipach krzyczymy do ziomka z ulicy co od kilku miesięcy czuje się jakby był w piwnicy groźni będą ławnicy nikt na rękach piniędzy nie liczy daj spokój nie prowokuj dzieciak wyjdzie po roku i nabawi się wyroku sędzia krzyknie mu dwa lata! wariat wyskoczy po roku będzie w niezłym amoku chociaż wolność da mu spokój będzie się obawiał następnego wyroku nie prowokuj

Bardzo się ciesze jak interes mi się kręci choć w około społeczniaki jebani konfidenci ciężkie do wytrymania bo jest cud od zajebania Przyjmijmy robie to co się opłaca ale nigdy nie oszukam brata wygrana jest po tej stronie co wielki joint płonie więc zapalmy wszyscy kierunek zajebisty

Ref: Niejeden gość jest dla mnie jak brat bo jest najlepszym ziomkiem od lat zycie jest czasem jak kat dlatego nie jeden dobry chłopak wyglada za krat
Na niejednego goscia mowie brat bo jest najlepszym ziomkiem od lat zycie jest czasem jak kat dlatego niejeden dobry chłopak wygląda za krat

Na osiedlach patrole roją sie jak mole jak karaluchy ale my dla nich jak duchy muszą miec na ruchy musza miec na zycie tak samo jak ten ktory stoi tuta przy mnie brat który jest w firmie szacunek wzbudza ta liryka technika człowieka zbrodnika w grze której trofeum jest skala ryzyka w około psubraty sprzedaja sie na raty jak punto fiaty jak mam sie czuc gdy moj brat trafia za kraty przez kraty hujowe kreacje wygody brak wolnosciowej swobody wszystkiego jest brak wracam do tyłu o kilka lat przypominam se smak pozbawienia wolnosci ja i wielu gosci do ktorych mowie brat chce ostrzec cie jak przejsc przez zycie z najmniejsza skala odjebanych lat bo zycie jest czasem jak kat nikt nie zna litosci wiec nigdy za duzo ostroznosci bo ja sie powalilem i ty mozesz sie powalic na sto mozliwosci przez chwilowy brak ostrosci widzenia chwilowewgo otumanienia chwilowego braku logicznego łapiesz przypał i dowidzenia znikaja marzenia w ułamku sekundy wszystko się zmienia taki mam punkt widzenia w przypadku nagłego sie powalenia mam do powiedzenia to trudno tak sie stało czwarty raz wyskocze powiem czy się opłacało za wszystkie wyżądząne szkody ryzykuje dla swojej wygody bo mam powody bo wkurwia mnie to ze ludzie całe zycie sie nękają całę zycie do dyrki zapierdalają na koncu miecha nic z tego nie maja nie które sprawy mi sie nie zgadzaja

Ref: Niejeden gość jest dla mnie jak brat bo jest najlepszym ziomkiem od lat zycie jest czasem jak kat dlatego nie jeden dobry chłopak wygląda za krat na nie jednego goscia mowie brat bo jest najlepszym ziomkiem od lat zycie jest czasem jak kat dlatego nie jeden dobry chłopak wygląda za krat
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo