Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Tańcz, gdy w klubie błyszczy ultrafiolet
widać po oczach, że kochasz czasem tracić kontrolę
Nie da ci tego twój chłopak, o czym marzysz po nocach
o tych sobotach, w które chciałabyś tańczyć na stole
Patrz, zobacz we mnie granat bez zawleczki
jak zrywam z twojego ciała kabaretki
Moje dłonie na twojej szyi zamiast pętli
tracisz oddech, ale wcale nie chcesz wzywać karetki
Zliż koleżance sól z pępka i z szyi
I obejmij ustami kieliszek Tequili
Nie pomagaj sobie dłońmi, wystarczy przechylić
Zliż z jej palca kilka kropli soku z cytryny
Wiesz w tym świetle przez spódnice widać ci pośladki
Zsuń ją trochę, owiń na palcu majtki
Zapytaj mnie na ucho czy lubię niespodzianki
jeśli tak to idź do kibla i je zdejmij tam
Zapisz mi na nich swój numer swoją szminką
Dając mi je powiedz, że chcesz być moją dziwką
Nie czuj się źle, nie jesteś nią
Po prostu mówisz to wszystko, bo ja lubię jak bluźnisz

[x2]
Szukam złej dziewczynki
nie cnotki nie wydymki, prawdziwej maszynki
jeśli chcesz tego to polecisz ze mną
to polecisz ze mną, to polecisz ze mną

Znasz mnie nie od dziś wiec spójrz mi naprawdę w oczy
Wszystkie inne są dla mnie nawet nie warte nocy
Mam fetysz na twój kolczyk i na twoje stopy
pochyl się, pokaż gdzie się kończą twoje pończochy
Wiesz, wezmę do ust kostkę lodu, odsłoń trochę biust
pozwól mi zlizać twoje soki z twoich ud
Wiem, że twoje myśli są teraz tam gdzie mój fiut
a mój język na twej szyi jest szybszy niż twój puls
Czuję twój krótki oddech na moich wargach
Twoje stringi zostawiają wilgoć na moich palcach
Pokaż co umiesz, nagram to na DV'kach
zostawię ślady moich dłoni na twoich pośladkach
zakuję cię w kajdanki, zasłonię wstęgą powieki
Chce usłyszeć, że chcesz żebym cię zerżnął i nie zaprzeczyć
Przy żółtym świetle ciasnej toalety
na chłodnej posadzce rozcinam nożem twoje palmersy
Czujesz zęby na udach, moją ślinę na sutkach
Twe paznokcie kradną cześć mojego naskórka
Potem lubrykant twoje opory rozpuszcza
później ciężko oddychasz z ostatnią chwilą na ustach

[x2]
Szukam złej dziewczynki
nie cnotki niewydymki, prawdziwej maszynki
jeśli chcesz tego to polecisz ze mną
to polecisz ze mną, to polecisz ze mną
Niech zostaną tu same nimfy i seksoholiczki
perwersyjne szmule nie cichodajne romantyczki
Bo jak wpadam do klubu wiem czego tu szukam
to nie wodniste piwo, nie wpadłem się pobujać
Obcinam twoja dupę i cycki, teraz decyduj
Ja szukam tej nastawionej na kręcenie figur
Wiem, że polecisz ze mną w niebo jak petarda
lubisz smak siarki spróbuj smaku diabła
Przygodowy seks jest jak weekendowe ćpanie
mam swoje życie, ciebie nie widzę w tym planie
Ale odskoki na nocki zawsze były w cenie
pod warunkiem, że chodzi wyłącznie o pierdolenie
Zacznijmy od początku, wyglądasz całkiem ładnie
Jak dla mnie to wyglądasz nawet zajebiście fajnie
Chcesz zostać tu i frajerów dalej czesać na drinki
Czy pozwolisz maestro grać melodię twojej cipki
Przełóżmy gadkę mam ochotę na wariatkę
Lubisz te gierki, zrobię to bez fuszerki
I nie raz do rana będziesz zmolestowana
69, Y.A., będziesz dla mnie szczekać suko
Niespełnione obietnice

[Wilku]
Na ulicy słowo droższe od pieniędzy
Biznes jest biznes, każdy za czymś pędzi
Ja nie zbiednieje, lamus dużo więcej straci
Kiedyś się odbije wróci jak na tacy ziom
Kto daje plamę musi pożegnać szacunek
Było takich paru, obrali zły kierunek
Niby tacy twardzi, niby znali się na rzeczy
Dziś już nie ma ich wśród nas, nikt nie zaprzeczy

Niespełnione obietnice 2x

[Bilon]
Nie raz słyszałem kiedyś rap szczery, elo ziom
Dziś to stek bzdur, na silę lany gniot
To zwykły kmiot, jak zawieje zmienia tor
Tif to i stąd, bij strzałę poszedł won
Niestety boli niespełniona obietnica
Niełatwo jest wybaczać gdy ranne są uczucia
Farmazonów słuchać mam kolejny raz? (nie!)
Kiedyś wierzyłem w to, dzisiaj ty pędź na szczaw

niespełnione obietnice 2x

[Wilku]
Pomyśl co chcesz powiedzieć zanim zaczniesz się jąkać
Unikasz ludzi których za nic nie chcesz spotkać
Twoje gwarancje wielu brało za pewnik
Ci co oszukują samych siebie są naprawdę biedni
Nie czujesz winy gdy w żyłach syf się toczy
Myślisz, że jesteś inny? Synu otwórz oczy
Narkotyki i alkohol to codzienność, chleb powszedni
W domu chlew, w bani mętlik, a w duszy śmietnik

Niespełnione obietnice 2x

[Wilku]
Nie jeden się zarzekał, że nie sprzeda się za mało
Paru niepotrzebnie za to w ogóle się brało
Tylko kilku od początku gra w otwarte karty
A nie wielu ma to w sercu, dla was ziomy farcik
Najważniejszy portfel, wiem z czegoś żyć trzeba
W siódmym niebie zapomniałeś o korzeniach
Stop, nie ma tu miejsca dla padaki i masówki
Śmieją z Ciebie nawet dzieciaki z podstawówki

Niespełnione obietnice 2x

Lecz sam nie jestem święty, bo w życiu różnie jest
Czasami zawiodłem chociaż starałem się
Wiem, na dobrych chęciach zbudowane piekło
Nie raz na pewno skoczyło w gorę tętno
Pewne jest jedno - słowa obracać w czyn
Nie ma co obiecywać, pustym gadaniem zbyć
Wzbudzić nadzieje, a potem z tego kpić
Tak się nie robi jak z ludźmi chce się żyć, elo.
.. kto nie widzi ten nie umie dobrze spojrzeć...
... kto nie widzi ten nie umie dobrze spojrzeć...
... rozjerzyj się... otwórz oczy...
.... rozejrzyj się...
... tyle rzeczy... można tutaj dostrzec... można tutaj...
... rozejrzyj się
to miejsce gdzie nie potrzeba kart tarota,
by przewidzieć przyszłość patrz ludziom po oczach
warszawski syf, którego nie ma w wiadomościach
warszawski raj dla przyjezdnych na dworcach.
Ja jestem stąd ty uciekaj lub zostań.
Jest kilka płaszczyzn życia jak patrzysz od środka.
Umorusane dzieci naćpanych meneli charchają pod nogi resztką nadziejii.
Na dachach budynków poławiacze promieni
na dole przyjezdni niedoszli biznesmeni
walą fete, santane i konia pod wiagre.
Stres jest pod kołdrą na ich prześcieradle
stres jest w mieście, które zmartwychwstało
kontroluj chłopino nerwy co by sie nie działo
wchodźna dach, łap promienie słońca
z tej perspektywy inaczej ziemia wygląda
ludzie jak mrówki atakują ten legoland
bierz życie - mówi Ci życia narkoman.
Ludzie koncentrują się na swoich kłopotach
ciężko im wśród nich znaleźć złoża dobra.
To nie jest wieś gdzie dzieci głaszczą krówki
tu dzieci czują syf już od podstawówki.
Biedni z zewnątrz przyjeżdżają tu do raju.
miejscowi bogaci wciąż stąd uciekają.
Im więcej Wietnamczyków tym mniej gołębi w centrum
Pod Rotundą 5 etiopskich 50centów.
Mijamy się lub żyjemu tu w symbiozie
Ty zarobisz na mnie ja na Tobie zarobie
Powiem wam, że pieniądze to nie cel
lecz to miasto zapomniało o tym kiedyś gdzieś.
Łapmy promienie zamiast eskalacji zła
Warszawa, stolica moja, WWA...

Tutaj słońce.. świeci inaczej x2

Elo, rozejrzyj się, tu słóńce... świeci inaczej

WWO, Zip Skład, PROSTO tutaj słońce.. świeci inaczej... świeci inaczej..
Przepraszam za wszystkie swoje błędy,
przepraszam za wszystkie swoje słowa

Przepraszam ja pisze do was teraz ten list, przedarłem sumienia już
ważny kwit, siedziałem całą noc aż po świt, gdy coś zmieniło całe moje życie w mig to wkurwiony stan lepiej nie pytaj dlaczego mam do siebie żal, chociaż mam nie wiem od czego, jest mi głupio, bardzo źle, gdy sumienie moje dręczy mnie, patrząc na fotografie ludzi których kocham, nie wiem czy potrafię powiedzieć to jak ich spotkam, że są dla mnie najważniejsi na świecie, istnieje ja póki wy istniejecie, chrzczeni na wiarę jak Święte dziecię, każdy z nas ma swoje życie nie zaprzeczam, które Bóg strzeże wiernie i ubezpiecza, słowa piro-rap są silniejsze od miecza, te słowa są dla was płyną prosto z serca, bo przekonanie mądrze mnie to utwierdza, że rodzina to twierdza, którą musze chronić i Święty krzyż który musi mnie obronić...

Przepraszam za wszystkie swoje błędy,
przepraszam za wszystkie swoje słowa

Czasem są chwile, ze czuje się sam jak palec, wyrzutów sumienia to mój stały bywalec, to palec który przejeżdża po mojej świadomości, nerwy tożsamości, które chciałbym się pozbyć, odkryć w sobie te lepsze cechy, mięć nad nimi kontrole od dechy do dechy, Boże odpuść mi wszystkie moje grzechy, zobacz siostro bracia szybko rosną pociechy, dzieci które kochamy jak najbardziej, one dają nam powód do radości, bez nich świat byłby wielką pustką z ust to wyrwane spostrzeżenie: Bo to mamie kochanej daje uśmiech na twarzy, niech spełni się to mama to o czym marzysz, co przeżyłem jaki jestem wiesz Ty tylko jedna, niech te słowa dadzą Ci w prezencie dużo szczęścia i nie masz pojęcia jak to dobrze, że jesteś a gdy jestem daleko sercem jestem z wami, całymi dniami żyjąc wspomnieniami całymi dniami przekazując te słowa...

Przepraszam za wszystkie swoje błędy,
przepraszam za wszystkie swoje słowa
Lubisz to suko!
Let's go!

Kiedy wchodzę na ten bit w ręce mam Tyskie w puszce
W dupie mam jeszcze kilka piw a już mikrofon na muszce
Robię dla chłopaków hit Śląski shit poznasz mnie po łusce
F do O do K do U do S na wizytówce
Popuszczam to w obieg to będzie chodzić Ci po głowie
Będzie chodzić ci po głowie w domu w klubie w samochodzie
I wszędzie indziej, co dzień w windzie i na imprze
W sensie że jako dziś dzień miliony mignięć
Ej, wolę być chamem wiesz, co pochytane jest
To pochytane będzie w przyszłości zapewne też
Nieprzewidziane, chcesz wiedzieć co jest grane?
Nie wierzę w to, że to jest zapisane w ruchu planet
Gdzieś być losu panem chcesz, przestań mnie wielbić
Ja nie przestanę mieć przejebane aż do śmierci
Ja nie przestanę nieść przejebanie wielki diament
To spływa z ręki, upływa czas, ubywa z butelki atrament
Jak wchodzę na bit to jakbym miał wszystko
Za to kocham Hip-Hop
Lub kiedy wchodzę na bit to jakbym miał wszystko wysadzić
Kiedy wchodzę na bit to po to by zabić
Jestem terrorystą, yo, mam przejebane flow
I z braku laku mogę za sobą pozostawić cmentarzysko łaków
Będę się dalej piął, pływał po tracku
Dla rapu robię to tak sobie bez tematu
To tylko słowa, mogę nimi czarować
Twoja w tym głowa, burzyć i budować od nowa
Coś zaryzykować, nie chować głowy w piasek
Zachować klasę, spróbować zrobić coś przed czasem
Sprawdź to! Musi się udać!
Dziś wierzę w cuda, masz to jak w banku, stówa!
Ej, sprawdź to! Trzeba zasuwać jak Hayabusa.
Jakby się walił świat w gruzach

Lubisz to suko, lubisz to suko, lubisz to, lubisz to, lubisz to suko 2x
Kiedy wchodzę na ten bit lubisz to suko x3
Lubisz to suko, lubisz to suko
Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Oby do przodu prowadził nas rozum
Zrozum szans nie masz tylko tu na pozór
Sprawdź nastawienie, wrzucaj pierwszy bieg
Drugi bieg, właśnie teraz motywacja brnie
Trójka, widzisz że to jednak tutaj działa
Rozpędzony jednak trochę a zdobywasz nie dasz ciała
Czwórka, zapierdalasz pewnie już na swoim
Potem piątka, mkniesz z relaksem jak się już zarobisz

Nie sztuka być przy kimś gdy wszystko się układa
Nie sztuka wtedy radzić, po co wtedy rada
Sztuką być przy kimś kiedy nie ma nic
A kolejna myśl jest powodem żeby wyć
Zanim zaczniesz chłopaku truć głowy dzieciaków
Pomyśl o szlaku wybranym przed laty
By wtedy dzieciaki i pierwsze rapy
Dalej w to gramy, Dix pamiętamy

Cały czas do przodu tak działamy właśnie
Weź lepiej posłuchaj, by rosnąć na poważniej
I wytęż wyobraźnie, zanim niespokojna zaśnie
A samobójcze myśli zawładną Tobą błaźnie
Wychodzimy jak na wojnę, może być nie spokojnie
Ta armia się nie cofnie, do przodu zawsze godnie
Z podniesionym czołem, w gardę składając ręce
Z fartem i do przodu, Bóg ma nas w swojej opiece

Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry, wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Do przodu ziomeczku, jeśli nawet szansy cień
Choćby o te parę chwil, choćby o ten jeden dzień
Do przodu ziomeczku, choćby o te parę złotych
Do przodu, o te rozwiązane kłopoty
Do przodu ziomeczku, jeśli nawet szansy cień
Choćby o te parę chwil, choćby o ten jeden dzień
Do przodu ziomeczku, choćby o te parę złotych
Do przodu, o te rozwiązane kłopoty

Taki już jestem i się nie zmienię
Do przodu przed wieloma o czyste sumienie
Lata mijają ja dalej na scenie
Ja swe umacniam i nikną korzenie
Dla wielu zasady to zamuła w miejscu
Ja cisnę do przodu z zasadami w sercu
Z kilkoma przyjaciółmi i rodziną u boku
Ciągle do przodu choć niektórzy są w szoku
Tadek się nie zmieni choć kurewstwa pełno wokół
Jak myślę o tych co siedzą to łza się kręci w oku
Do przodu o honor opuszczą więzienne mury
Za lata więzienia niech zdechną konfitury

Oby do przodu, oby tak codziennie
Spokojnie bez pośpiechu niech inny biegnie
Naturalnie powoli we własnym tępię
Robię rap od tylu lat wciąż niezależnie
Oby do przodu i oby z fartem
Byś słońca wschodu nie musiał widzieć przez kratę
Byś zawsze mógł o kimś powiedzieć bracie
Szczerze bez fałszu, że to przyjaciel
Ufał na słowo bo tak to widzę
To niepisany pakt brat, na całe życie
Szczęście i zdrowie każdej dobrej ekipie
Oby do przodu tego wam życzę

Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry, wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Nie o to by być pierwszym, ważne by być lepszym od reszty
Wiesz mi to co żeśmy przeszli
Nie zawiedli mimo rozżarzonych węgli
Dobrze wydeptane ścieżki, których na 100% pewni jesteśmy
Nie klęczysz to biegnij, zwarzka którędy,
Raz dwa broń twarz i zęby
Hebel znowu gaz, bezwypatkowość dzięki Bogu
Nawet jak byś w szachu był zawsze parł do przodu

To jest fakt brat, niezaprzeczalna prawda
Kiedy idzie dobrze w życiu cieszy się twa jaźwa
Kiedy idzie trochę gorzej nie zamulaj w miejscu
Złap oddech, stanie jest bezsensu
Nie ma takiej rzeczy, której człowiek by nie sprostał
Po najgorszej zimie, zawsze przyjdzie wiosna
To jest tak jak piach w oczy wiatr
Znasz, co przeżyłeś raz nie będziesz się już bać

Siadam z ziomkami do stołu masz połówę połóż
Siema morda, siemasz ziomuś
Jak dawki czy posłucha
Nieważne żadna suka nie rozjebie bo to ważny układ
Jebać strzyki chociaż czasem przez to
Zwiększaj się rubryki pśiarskiej statystyki
Znów szybki ruch do przodu, czytaj sukces
Wiem że wkrótce, znów spotkamy się przy wódce

Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry, wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Nie zachlać nie zaćpać nie zamulić życia
Jak chce się tym życiem się najeść do syta
Nie spać bo nie pójdziesz kiedy śpisz
Ja Ci mówię ziomuś, maszeruj albo giń
Jeśli wiem gdzie mam iść to nigdy nie ugrzęznę
Z całych sił walczę, śmierć żywcem mnie nie weźmie
Stać i patrzeć chyba nie po to tu jestem
Tylko pełne zwycięstwo jest dla mnie zwycięstwem

Życie nauczyło mnie iść do przodu
Bez zbędnych dowodów, bez świadków,
Bez aktów oskarżenia, bez zszarganego imienia
Idę do przodu z dobrym towarem
Z czystym sumieniem, do końca życia, tego nie zmienię

Weź to sobie głęboko do serca
Tu na Ursynowie na pierdoline nie ma miejsca
Cały świat jest na wyciągnięcie Twojej ręki
Nie bez powodu, bo to dzięki Bogu
Od narodziny, aż do grobu
Idę do przodu, idę do przodu
Wiem liczy się zacięcie
Bez pochopnych decyzji ma oriencie
Bez pierdolenia, bez cienia wątpienia
Rap pozwolił, spełniać nam marzenia
Wiem nie jestem sam, walka z czasem
Choć dziś inaczej to wygląda
My od zawsze na zawsze idziemy razem
Do przodu z przekazem, sztuka ulicy
W świecie bez zasad, jeśli chcesz z nami do przodu iść
To zanim coś zrobisz, najpierw myśl
Feat Vienio & Pele

[Pelson]
Intro:
Nie wiem jak ty ale ja w tym będę trwał
Nie straszny mi żaden szkwał
To jest czas bym wykorzystał coś
Co sam Bóg mi dał
Ze mną Vienio, WWO i 600 V Elo!

Kiedy stoje na scenie
Czuje jak skupiasz wzrok-szok
Nie czuje presji robie następny krok
Pelson nie tylko po to
By zaciąć pyski hejtersom
Ej ty możesz ufać tym wersom
A tak w ogóle weź to głośniej zrób
Z północy na południe
Z zachodu na wschód
Kilkadziesiąt wersów
Hardcore beat i loop
Niech ten rap wypełni
Każde osiedle i klub
Tylko wtedy to ma sens Vienio
(Vienio: Proste ja wiem to)
97 tempo
Dwa razy szybsze tętno
Oto wyżyna czyste tchnienie adrenalina
Ej ty weź to spróbuj zatrzymać! Ha

Refren:
[Vienio]
To czysty hip-hop co będzie trwał wiecznie!
[Pelson]
Masz tylko moment by to poczuć więc spiesz się!
[Vienio]
Prawdziwy hip-hop co będzie trwał wiecznie!
[Pelson]
Do zobaczenia wkrótce u ciebie w mieście!

[Sokół]
To nie wieśniacka
Czerstwa gadka
Hip-hopolowa na koncertach cała sala jarzy moje słowa (Taa)
Sokół chłopak który sam się wychował
W wyjątkowych okolicznościach zobacz!

[Jędker]
Jędker,Jędker realista
Hobbitulista od fleszy dystans
Zip skład-ekipa macierzysta
Ćwiczenie czyni mistrza
A po koncertach czy ktoś słyszał...(WWO)

[Deszczu]
Szykuj się lepiej na mistrzowski melanż
Naszej ekipy nie lekceważ
Nie mów że taki dzień co dzień miewasz
To wydarzenia jakich się nie spodziewasz

[Sokół]
Szczery hardcore bez buractwa i dancingu
Na weselach nie ma grania tych beatów (Nie)
Przerabiania hitów na tło do popijawy
Jedzie pociąg z daleka z Warszawy!!

Refren:
[Vienio]
To czysty hip-hop co będzie trwał wiecznie!
[Pelson]
Masz tylko moment by to poczuć więc spiesz się!
[Vienio]
Prawdziwy hip-hop co będzie trwał wiecznie! (Dalej)
[Pelson]
Do zobaczenia wkrótce u ciebie w mieście!

[Vienio]
Do fury płyta hej kejsy i plecak
Za 300 kilometrów zobaczysz dzieciak
Projekt "Autentyk" dziś live na scenie
Wjeżdżasz na backstage mam zaproszenie (Ughrr)
To zagrożenie wszyscy są w hotelu (Dalej)
Vienio, Pele, WWO jeszcze wielu
Weź zgrzewke wody, kilka banerów
I dwie slipmaty do adapterów
Jestem pod klubem wjazd od zaplecza
To co polecam dziś się odbywa
Nasza kultura wciąż jest prawdziwa
Jak obowiązek na nas spoczywa
Więc jak co roku kreuje na nowo (na nowo!)
By wyjątkowo charakter nadać słowom (nadać słowom!)
Obowiązkowo i bardzo starannie,
To najważniejsza rzecz w życiu dla mnie

Refren:
[Vienio]
To czysty hip-hop co będzie trwał wiecznie!
[Pelson]
Masz tylko moment by to poczuć więc spiesz się!
[Vienio]
Prawdziwy hip-hop co będzie trwał wiecznie!
[Pelson]
Do zobaczenia wkrótce u ciebie w mieście!

[Jędker]
Znów do twego miasta zawita
Cała ekipa, nowa trasa, nowa płyta
Test na zipa pojawiam się i znikam
Jak nasza muzyka jej nigdy nie styka (Elo!)

[Sokół]
Na plakatach chcę zobaczyć nasze logo a nie twarz
Promuje muzyką a nie sobą (WWO!)
Dziś z Vieniem, Pelsonem i załogą
Zarabiam bo gram a nie gram by zarabiać głową!

[Deszczu]
Na backstage'u szef klubu liczy zera
Kocioł sceneria, gorąca atmosfera
Ludzie znają zwroty niosą się po sali
Klub pęka w szwach, szatniarz się żali

[Sokół]
W pierwszych rzędach turystki pokazują cycki
Nad głowami "Z-etki" 2 tysiące osób kreśli
Koleszke co ze sceny skoczył na rękach ponieśli do baru
Odsłuch padł Deszczu czyści winyle z browaru!

Refren:
[Vienio]
To czysty hip-hop co będzie trwał wiecznie!
[Pelson]
Masz tylko moment by to poczuć więc spiesz się!
[Vienio]
Prawdziwy hip-hop co będzie trwał wiecznie!
[Pelson]
Do zobaczenia wkrótce u ciebie w mieście!
L.u.c:
Homo sapiens suma sum cech
Mętlik,
4 minuty na to by odnaleźć drogi
Swej sens w czasu wszech
Pętli,
Grzech tętni tu tam harmonia lutni
Eksplozja miłości wybuch atomowych wyrzutni
Naturą piękni, okrutni, ledwie ulepieni maturą
A już niczym sputnik wysłani w życia kosmos
Skutki nie ma tu nawet dwóch dni na te tony
Pytań ozterek i wewnętrznych kłótni
Którędy? Tu przyjaciele tam mendy?
Te same błędy kłęby myśli w butli
W uszach sekund klik, ten klik
Wciąż grunt im spod nóg fik mig i znów mętlik,
Nieraz wymiękli w labiryncie opcji
Chęci i obietnic
Który bóg im oświetli
Drogę przez kolorowy śmietnik,
Tylu tu w luksusie smutnych.
Zmanipulowanych wychowaniem wędlin
Biedni nie na ten dek wsiedli
A przecież w każdym z nich ukryty skarb się tli,
Oto to to fakt tatata ba kteria na preriach dna
Ma zakodowany trak tu projektor, predyspozycji takt
Jako życiowy wektor, o którym nie powie w tivi lektor
Oto boski szmaragd, patrz kosmos to jeden wielki znak zacz
Nij szukać siebie choćby 1000 lat a potem skacz
W bezkresie swój byt spełnieniem skromnie zaznacz

Ref: życie odmienia się przez tajemne przypadki,
Krótkie spięcia, przeczucia, urwane kładki,
Życie odmienia się przez tajemne przypadki,
Symbole, znaki, wzloty, nagłe upadki,
Życie odmienia się przez tajemne przypadki,
W oceanie dróg nieświadome statki

Rahim:
Żył sobie raz pewien osobnik,
Który na przekór insomnii
Szedł po swój pomnik

Szukając pochodni wydeptał chodnik
Podeptał ogniwa nader logicznej zbrodni

Poczuł podryw ziemskich pragnień hordy
Ordynarnie wyjętych spod eskorty
Fortyfikacją swego ego na 2 fronty
Dechami zabił wgląd na nowe horyzonty

Był sobie raz pewien ludzik,
Który śnił słodko z nadzieją,
Że się nie obudzi
Choć maluczki pragnął czuć się jak ci duzi
Lecz
Nie patrzeć, nie słuchać, nie myśleć, nie mówić

I tak brnąc labiryntem wkroczył w tunel
By za winklem mroczny ujrzeć strumień
Tam generalnie zapomniał o swej dumie
Sam po omacku wyruszył piorunem

Ściany posłuzyły mu za opierunek
Cwany przed siebie obrał kierunek
Plany obrazował odręczny rysunek
Marzył by ujrzeć łunę wydaną przez lunę

Brnąc wygrywał potyczkę za potyczką
Tnąc wskazówki napawał się czystką
Nie wiem czy był zawod-niekiem czy -niczką
Niestety tunel okazał się ślepą uliczką.
Gruby, czarny kot wlazł na płot i mruga
Gruby, czarny kot będzie to bajeczka nie długa

Raz, dwa, trzy, cztery !

Mag:
Więc spoglądasz w repertuar
Sprawdzasz co jest grane
A tam kot, gruby, czarny o kurwa przejebane
A na domiar złego, premiera w piątek 13-tego
Sekstyn, Marsa z Saturnem
Nabyć trumnę może urnę?
Spisać w testamentach
W imię ojca, syna, ducha, amen
Ostatnia krew, blef
Logice wbrew
Czujesz krwi zew
Kot znów czyha jak lew,
By porwać cię w tany
Choć wyimaginowany
Tańczy z gracją jak Fred Astaire
A ten taniec czy to czcza,
W którym kruszy, kosteczki na cząsteczki
Z siłą łamacza
Znów rozpaczasz, gdy tłusty cię przytłacza
Za 15 do roboty, trzeba użyć wybielacza
Lub kwitnie takowy, czarny wykwit na twarzy
Waży twą okazję, co od dawna się marzy
A żeby zdechł, pech co wygląda jak kot
W kształcie obsesji
Co powodem jest depresji !

Gruby czarny kot, on przebiegł nam drogę
A chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek x4

Dab:
Niespodziewanie
Gruby czarny kot przemyka
Od krawężnika do krawężnika i za rogiem znika
Gonić skurczybyka, bo przynosi mi chochlika (Ihahaha)
Gra nie warta świeczki
Ludzie i człowieczki, wyszukują ścieżki
Bez skrótów czarnej jak porzeczki
A laseczki, na studnióweczki
Ubierają czerwone majteczki
Choć miały cztery lata haróweczki
Piotrusie, Michałeczki, Marcusie i Basteczki
Wierzę, że nie wierzę w nic i tutaj pieska grzebią
Mości panie, nic się nam nie stanie
Przesad to głupota, dla plebsu i chłopa
Minie zima złotko, wszystko będzie spoczko
Jak nie będzie O.Ka
Gonić będziem kota bo tak

Gruby czarny kot przebiegł nam drogę
A chuj mu w dupe nawet 13-tego w piątek x4

Joka:
Co się stało?
Gruby czarny kot spróbował
I mu się udało
Przebiegł drogę i się schował
Mało brakowało
Żeby był dobry dzień
Trzy kroki w tył, jest nadziei cień
Ale ze mnie leń
Nie wiem czy to zmieni coś
Jak na złość, nie cofnę się nawet o włos
Zabobony śmieszą mnie jak Tadeusz Broś
Zabobonom mówię nie, zabobonom dość
Czuję się dobrze i jebie mnie jaka jest pogoda
Która godzina i jaki dzień tygodnia
Pech, to świnia na dodatek niewygodna
Wdech i wydech, to metoda dzisiaj modna
Każdy tu ma jazdę to jasne
Ujrzę grubego, czarnego nim zasnę
A potem w sobotę
Pożegnam się z kotem
Chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek

Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Diox
Miłość za hajs to nie miłość, Solex to nie słońce
dobry czas to nie rolex, ale chwile co są wolne
tylko początek nie jest końcem, reszta gna w jedną stronę
Ty jak pionek, wszystko jest ustawione ale to nie gra
Ja tak jak ty znam porażki i sukcesy
umiem upaść, wstać, umiem płakać i grzeszyć
wiem czym jest słońce,
gdy wstaje i zachodzi koniec staje się początkiem
nowej drogi, nadzieja żyje w sercach jak Rap
i nie chce odejść, jak tag z betonem
na twojej klatce, przy domofonie
odpal lonta na ławce pod blokiem
puść w słuchawce track o trawce z erosem
nagraj Rap, pierdol wydawce rób swoje
tak jak ja
nagraj Rap, puść projekt, nie licz na zyski nazbyt
bo błyski gasną a ludzie mają różne jazdy

Hades
Przecież wiesz brat, prawdy nie zbudujesz na kłamstwach
co najwyżej fart, pozwoli Ci wyssać ją z palca
na twarzy maska, nie ukrywa strachu w oczach
chociaż strach bywa motorem odwagi, popatrz
to my, Hi-Fi wychowani na kontrastach,
religia złota nie doprowadzi nas do bogactwa,
to zła droga
tutaj każdy wierzy w Boga, ale krzyż pod skóra
wcale nie oznacza że ktoś chodzi do kościoła
co tam, prędzej może opierdolić dobry towar
w dobrej cenie pod warunkiem, że to twój dobry ziomal
każdy z nas żyje w swoim świecie
przecież przez to nie ma szans, by na tej planecie było lepiej
co raz więcej spostrzeżeń w was, co raz mniej siebie
co ? dziś trzeba to nazwać przyzwyczajeniem
prawda, tam gdzie korzenie pozostanie Hi-Fi
tam gdzie podziemie, tego nam nie zdołacie zabrać

Jędker
Przepych bogactwa kontra oblicza biedy
Zip styl mi najbliższy, ziomek od kiedy
od kliszy, po cyfrowe czasy
od niszy, po trasy, promocje, wywiady
nie żyłbym muzyką, nie dałbym rady
na bank - a te słowa, na fart dla was
to tylko kolejny stopień, iskra moich oczu
co przeradza się w ogień
globalna wojna, ufo i bankowy krach
nie dać się ponosić nerwom taki fach
kwach, nie wchodzi w rachubę
zrozum, zrozum Z-I-P
kokainowy song, sing along

Mes:
z początku myślisz, że ma więcej zalet niż wad
potem, chcesz ją wsypać w szalet i spuścić w świat
koko loko, ludzie przez nią tracą domy
posłuchaj, tych historii i weź pomyśl
miałem taką przysięgę, do osiemnastki nic
alkohol, poza tym bez używek, żaden spliff
żadnych piks, narkotykowo, żyłem jak mnich
browarek, w głośnikach dobry rap, na przykład Pih
wyrobiłem dowód oso i nagle zewsząd
pojawiły się całe listy dotąd mi nie znanych dziewcząt
ta biała laska w kusej sukni z folii, powiedziała
wciągnij mnie do nosa, potem poliż
byłem przygarbionym skejtem, ale zaraz
wyprostowało mnie jakbym był tym żołnierzem przed Buckingham Palace
teraz Mes to spokrewniony z bogiem kreator
potem słyszę "Wyszedł z ciebie agresywny matoł"
to tylko niewinny wstęp, jak niewinna jest ta moc
na początku, gdy z zatokami przywita się koks

Pih:
zapoznał mnie z nią Chada, pieprzona biała dama
po tym sztosie, w nosie, mógłbym ulepić bałwana
wisiała na szyi, od wieczora do rana
czułem posmak goryczy, w jej szponach jabłko Adama
za czasów 'o nas dla was', jakbym cofnął, w wstecz się przyjrzał
najlepiej pisało mi się w zeszycie po dwóch liniach
mocne jebnięcie, w stylu klasycznym
nie to co dziś ten tynk, ze środkiem dentystycznym
ten drugi z JedenSiedem miał w tym trochę sensacji,
pizdnął go prąd jakby kradł miedź z kolejowej trakcji
wszystko dla ludzi, nie ma przymusu
nie powiem dzieciak, dieta ma w sobie trochę luksusu
kokainowy song, bez górnolotnych myśli
im więcej ideałów, tym więcej hipokryzji
bez planu b, gdy ziom woła cię na stronę
a zdania na jej temat jak dupy - w pół podzielone

Mes:
stu twoich ziomów może pić, dobrze się bawić, flirtować
ty masz wkrętkę na koks, męczysz ludzi "Dzwoń po towar!"
nie wiesz kiedy doczepił ci się do najebki bezwarunkowy odruch
pijesz - a we łbie "Chciałbym proch, znów" "Ściągnijmy obrus!"
ostatni raz złamałem abstynencje w Brasil
dziwka rzekła "You wanna try lil cocaine?" i bierze mnie na tył
gruby alfons z Sao Paulo, znał się na wszystkich szwindlach
ale uczciwie, sprzedał mi prawdziwy skarb Indian
krajowe kreski, dwie doby nie śpisz że ci nie wstyd,
jak sobie mieścisz to w głowie że je wziąłeś na testy
back in the days, ty, minionych zdarzeń bieg
powraca, kiedy za oknem pada, pada śnieg
Mówią w tekstach Ten Typ to ekstrawertyk
Analizuje przyszłość pierdolnięty
Trywializuje przyszłość, a talenty
Trwoni jak hajs za którym wcale nie goni
Ta, biorę pod uwagę wiele wariantów
Odkąd w moim życiu nie ma awantur
To chociaż wcale nie muszę
Przewiduję autobiograficzne scenariusze
Za 3 lata w grze jestem co najmniej laufrem
Ale finansowo, no cóż nie całkiem
Finansowo bardziej pionkiem
I mam zrobić kawałek, który cały jest dzwonkiem
Z początku odmawiam, ale czyja to wina
Mam dwie córki, w drodze syna
Robię ten numer, dogaduję się z Nokią
Proponują mi wyjazd do Tokio, spoko
Lecę tam by płacić alimenty
W końcu moje dzieci mają kilku ojców
Ale dwie matki wykonały jeden manewr
Opłaciły sędziego na spółę, mam przejebane
W Japonii jara mnie uległość niewiast
Gejsze umieją zabrać mnie do nieba
Gram do kotleta polonijny old-school
Mówią hey MC, zarapuj coś po polsku

Żyję z dnia na dzień, wszystko jest wielką loterią
Na moim grobie napiszą - żył pół żartem/pił serio

Słyszałem, mogę kupić lepsze jutro
Ale nie traktuję jutra jakby było kurwą
Więc bezdzietnie żyję, nagrywam
Piję, obsrywam ten wyścig, jest świetnie
Pewnego dnia trafiam na bazar porażek
Tam gdzie nie chadzam, a jednak ważę
Za i przeciw i choć nikt mi nie kazał
Zaczynam wkręcać się w hazard
Wygrywam raz, drugi i chcę jeszcze
Drinki i typy osłabiają percepcję
I mówię wszystkim, że to moje hobby
Przyjaciele doradzają idź na odwyk
I popadam w długi, choć nigdy ich nie miałem
Rzeczywistość coraz cięższa się staje
I kiedy jestem już tak bliski upadku
Rozbijam jednego dnia 5 banków
Patrzę w górę, mówię Boże za co
Mają mnie za oszusta, ale i tak mi płacą
Wznoszę ręce do nieba, modlę się w podzięce
Nagle słyszę z dołu - chcesz więcej?

Żyję z dnia na dzień, wszystko jest wielką loterią
Na moim grobie napiszą - żył pół żartem/pił serio

Alternatywa jeszcze jedna
Moja płynność finansowa jest dość pewna
Mam to w dupie podobnie jak dziś
I nagle słyszę dzwonek do drzwi
"Znam twoje wersy na pamięć"
Jak na początek dziwne zdanie
Zdjęła okulary i nie mówi nic
Mam kaca, ale, o kurwa to Charlize
4 lata szlifowała moją mowę ojczystą
Bała się, że nie uwierzę, powiem "wyjdź stąd"
Przyleciała tu wczoraj, przecieram oczy
"Wiedziałam, że to może cię zaskoczyć"
Wchodzi i zostaje na noc
Leży obok mnie, to nie był sen myślę rano
Przenosimy się do wielkiej willi pod miastem
Jesteśmy razem, kochałem ją zawsze
Po dwóch latach dalej nie myślę o zdradzie
Często odwiedza nas mój stary przyjaciel
Często jeszcze widzę nasze zdjęcia w prasie
"Charlize Theron i Mes wciąż razem"
Nie sądziłem, że ma schizofrenię
Kiedy nagrałem ich razem u mnie w basenie
Mój człowiek wyłapał cios, upadł na beton
Ja wyjdę z końcem 2033

Żyłem z dnia na dzień, to wszystko było wielką loterią
Wygrawerowali mi w marmurze - żył pół żartem/pił serio
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo