Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Chciałbyś mieć swój najlepszy song,
Żeby przy nim ruszać w takt głową, bujać tak nią
Chciałbyś mieć swój najlepszy hit, który zabrzmi tobie w uszach,
Kiedy nastanie świt
Na raz ( raz, dwa, trzy), na trzy (raz, dwa, trzy )
Wyobraź sobie, że zamawiasz każdy wers,
To nie są sny
Wyobraź sobie że wybierasz to co chcesz

Na zamówienie od dziś, dla ciebie czy też dla niej
I to nie żaden kit
Nie to nie żaden kit
Nie!
Nie ważne brzmienie i rytm
W fabryce hitów znajdziesz...
Swój własny hit

Zapraszam wszystkich miłośników dobrej nuty,
Masz próbkę na nośniku czystej, wielkopolskiej luty
Odbierzesz to jak chcesz, lecz nie przejdziesz obojętnie
Moc jak bili dance sprawia, że dupa ci zmięknie
Władca głośników od dzisiaj rozdaje karty
Jestem z fabryki hitów i wiem ile jestem warty
Wciąż rozdarty pomiędzy światem rzeczywistym,
A tym co tworzą dźwięki, co powstają w mojej wizji
manufaktura przebojowych kawałków lirycznych bądź instrumentalnych
Jesteśmy elastyczni, tudzież wokalny, spokojnych albo dynamicznych,
Proces eksperymentalny, wszystko to co ci się przyśni.
Chcesz by twój kawałek jutro stał się przebojem,
Wykręć numer i masz załatwione
Umów się z przedstawicielem - masz tu bezpośredni kontakt
Więcej już ci nie podpowiem ja tu tylko... sprzątam

Na zamówienie od dziś, dla ciebie czy też dla niej
I to nie żaden kit
Nie to nie żaden kit
Nie!
Nie ważne brzmienie i rytm
W fabryce hitów znajdziesz...
Swój własny hit

Jestem prezesem w biznesie, to moja fabryka hitów
Liczę zyski, puszczam zaliczki
Nie znoszę kitów, żadnych gniotów i katów
Dziś sprawdzam tych muzykantów
Przesłuchamy twoje demo, stosy pendrive'ów, kompaktów
Dzisiaj bez żartów lecimy z nadgodzinami - z tego RPS zanany
Sumienny zapracowany
By ten rynek mógł być zdominowany przez muze rap
Robimy to cały czas z chłopakami, a jak?
Właśnie tak tu działamy, nowe bity, 16-nastki
Kroolik śpiewa, rapuje piszczą laski, są oklaski
Hejt powie, że dla kaski on singlem
No bo ziomal,
Dla tej muzy zostawiła go własna narzeczona
Gwarancją sukcesu dobra zabawa bez stresu
Gramy tak by nie dokładać do interesu, koleś
Oblewamy produkcje, dobre promo załatwione
To radiowy power play i lecimy w trasę, koniec!
(I lecimy w trasę, koniec!)
(I lecimy w trasę, koniec!)

Na zamówienie od dziś, dla ciebie czy też dla niej
I to nie żaden kit
Nie to nie żaden kit
Nie!
Nie ważne brzmienie i rytm
W fabryce hitów znajdziesz....
Swój własny hit (x2)
[Lilu]
Jeśli będziesz wiedział, jak mnie rozpuszczać,
To rozpuszczę Ci się w dłoni i w ustach.
Jedna noc, której Ty nigdy nie zapomnisz, bo
To będzie nasza noc...

[Reno]
Piątek przed klubem, na żywo Maxim, no bo
Kończyłem bro, kiedy wysiadłaś z taxy obok.
W oku błysk fascynacji Tobą,
Zanim weszłaś, 10 centymetrów ponad chodnikami,
Aha...
I wystarczy chwilka, żebym wiedział,
Że umiesz nie tylko tańczyć w szpilkach.
Patrzę, jak się ruszasz
I nie dziwię się, że mało mówisz-
Nie musisz. Słyszę, jak Twoje ciało mówi.

[Lilu] / refren
To ma być ten one night stand?
Przecież wiesz, że wiem, że chcesz...
Więcej nie zobaczysz mnie-
To ma być ten one night stand.
To ma być ten one night stand?
Przecież wiesz, że wiem, że chcesz...
Więcej nie zobaczysz mnie-
To ma być ten one night stand.

[Lilu]
Ty za mną wodzisz wzrokiem, ja tych typów spławiam-
Każdy słodzi, Ty nie dajesz gadek w stylu `Ja stawiam`.
Nie pytaj o nic, no bo po co się przedstawiać?
Ty będziesz tonic, ja gin, już się czuję zmieszana.
To jest tych pierwszych spojrzeń fascynacja, ejj...
Dzisiaj się między nami zdarzy magia, wiem,
Teraz łap chwilę, potem zabij czas, jak chcesz...
Żeby ten raz więcej nie nastał dzień [?]

[Reno]
Nie wiesz czego chcę? Popatrz na lustro.
Nie wyglądam, jak bramkarz,
Ale chcę zobaczyć, co masz pod bluzką.
Bądźmy szczerzy- chyba nie chcemy być obłudni,
Masz takie cycki, że raczej nie będziemy przyjaciółmi.
Jestem na topie, a top jeszcze na Tobie
I kto jeszcze nam powie, że to zło?
Moja najlepsza przyjaciółka mówi `Konrad, nara!`
Twoja najlepsza przyjaciółka to Donna Karan
Bo tylko my i ona, zaraz sami z sobą.
Jesteś gorąca, zdejmij te ciuchy, zanim spłoną.
Ta jedna noc, a latem są gorące przecież,
A ja mam nadzieję, że słońce nie wzejdzie.

[Lilu] / refren
To ma być ten one night stand?
Przecież wiesz, że wiem, że chcesz...
Więcej nie zobaczysz mnie-
To ma być ten one night stand.
To ma być ten one night stand?
Przecież wiesz, że wiem, że chcesz...
Więcej nie zobaczysz mnie-
To ma być ten one night stand.
Dalej chłopcy, użyjcie sobie
Nie żałujcie sobie x2
A teraz zbij

[Liber]
(pora wstać)
Kogut już dawno skończył piać
Zrozum mnie waść
Jestem sarmacka mać
I jak większość z miast
Po co chce mi się spać
Mam sen, który chcą mi skraść
Ruszam się z niechęcią
Przecieram oczy pięścią
Robie to z wdziękiem właściwym mości księciom
I tak jak oni nie odmawiam przyjęciom
Wygramolić się z łóżka będzie ciężko
Muszę nabrać siły (siły)
Niespodziewanie wczoraj procenty mnie trafiły
(omal go nie zabiły)
Oczy chciały jeszcze i lubieżnie patrzyły
I wtedy się stało to był moment
Wtedy rome poczułem, że tone
Potem czułem, że płone
Fachowo to nazywa się zgonem
I do tego jeszcze niestrawności
Taki los tych ludzi co nie lubią pościć

[Kris]
Oj, tak to jest z nami
A czy kiedyś siedziałeś przy stole z sarmatami?
Opowiem ci o tym niezwykłym doświadczeniu
Troche w przybliżeniu
A więc każdy skupia swą wagę na jedzeniu
Cichną rozmów toki
Zjechały się wszystkie rodzinne żarłoki
Czekają na hasło i ruszają bez zwłoki
Z mięsiw spływają soki
Jeszcze krótka gaducha
(brzucha się nie oszuka)
I czas się nasycić, mój ojciec czaił się na kurczaka
Ale ja pierwszy zdołałem go chwycić
On z dzikem się starł
Całego go zżarł
Przy tym mocno się zgrzał
Obok wuja z golonką też do przodu parł
Spoglądam po półmiskach
Dziwne świecą jak pasy na lotniskach
Prowiant się kurczy
A mi w brzuchu burczy
Myślę o żarciu, tylko czy go wystarczy
Sarmaci w natarciu, to właściciel na tarczy
(a jak kręcą wąska)
To znaczy, że potrzebna jest zakąska
Piękna, sarmacka Polska
Gdzie każdy z waszmościów beka i mlaska
A przejedzienie mierzy na dziurkach od paska
To było by na tyle
A jeszcze pozdrawam każdego grubaska w naszej tłustej krainie
Dbajcie o linie

[Doniu]
O linie dbajcie
Już od urodzenia dobrze znam (znam) te sarmackie zasady
Ej, jesteś tam, weź nie przysypiaj
Ej, no dodaj troche tempa
Ta mała na sofie, patrz jaka chętna
Akcja błysk plus dwa drini z lodem
O niebo lepsze, niż bujanka samochodem
Mówię ci prosto w oczka mimochodem czaruj
Tylko nie doprowadź do pożaru
Bo cały tydzień będziesz miał przesrany
Przez jej SMS-y non stop molestowany
Wypiłeś i piłeś, to dobrze się bawiłeś
Te elementy cztery kuszą nas co chwile
Alkohol, żarcie, palenie i gramy
Spanie jak o piątej niestety wymagany
W butelkach pusto po zabawie z bakusem
(co jest sarmaci?) forma spotkania z Morfeuszem

Dalej chłopcy, urzyjcie sobie
Nie żałujcie sobie x2

Tak pozdrowienia dla całej mojej rodzinki
Dla wszystkich sarmatów
Lubicie zjeść i wypić to jesteście z nami
Jedzcie i pijcie, dla Decksa, dla całej ekipy z Poznania, dla Owala, dla całej sceny
- jesteście sarmatami...
[Vienio]
Po prostu perfekt.
Patrzyłem na nią długo i namiętnie,
mówi, że chętnie ze mną się spotka.
Zwyczajna zwrotka o niezwyczajnej aurze.
Uśmiecha się gdy na nią patrzę.
Mnożyliśmy myśli słysząc piękne dźwięki,
czując, że szczęście jest w zasięgu ręki.
Raz mówiąc o niej, a raz mówiąc o mnie,
sącząc temat przez pryzmat wspomnień.
Tak, ona teraz widzi mnie przecież,
czułem, że podobam się tej kobiecie.
Tworzymy jedność w odbicia lustrze,
oboje marząc o wspólnym jutrze.
Przepiękne dzieło naszego Stwórcy,
wokół nas chaos teraz się kurczy.
Obrazobójczy beton zarosły róże,
to jak w układance ostatni puzzel.

[ref. Socha, Pelson]
To było dla mnie perfekt, wiem.
to było perfekt,
po prostu perfekt.(Naprawdę tak myślisz?)
To było dla mnie perfekt, wiem.

[Pelson]
Dziś, najbardziej cenię jej ciepłe spojrzenie,
choć, na dzień dzisiejszy jest tylko wspomnieniem.
Smirnoff z grejpfrutem i usuwam z niego kurz,
boli, bo to jak wbijać w świeżą ranę nóż.
Ona rozpaliła w moim sercu ogień, wiesz?
Uświadomiła, że czas naszym wrogiem,
a jeśli chcę latać to najpierw muszę chodzić,
zrozumieć to, jeszcze raz się urodzić.
Mnie nauczyły życia szare ulice,
ona nauczyła mnie kochać to życie, wiesz?
Tak jak szacunku do ludzi pokory
pokazała, że proste namiętności to kolory.
Przy niej przybyło wiary we własne siły,
w intymnej zadumie pokazała smak chwili,
dziś, żyję by cieszyć się każdym drobiazgiem,
to było perfekt w niej, to było ważne.

[ref. Socha, Pelson]
To było dla mnie perfekt, wiem.
to było perfekt,
po prostu perfekt.(Naprawdę tak myślisz?)
To było dla mnie perfekt, wiem.

[Wilku]
To miał być dzień zwyczajny jak każdy,
do końca życia nie zapomnę tej jazdy,
nie zapomnę tych oczu, tej buźki.
Wszystko jak za dotknięciem magicznej rożczki,
spotkałem dziewczynę tę wymarzoną,
wiedziałem, że ona zostanie moją żoną.
Ta kobieta będzie matką moich dzieci,
dobra dziewucha, z którą warto gniazdko skręcić.
Tak, ona wie, że jestem z ulicy
i w potrzebie zawsze mogę na nią liczyć.
Jest jak na niebie gwiazda, przy niej każda jest niczym,
ma swą połówkę Wilku, szczęścia ci życzy.
Ta chwila trwa już ładnych parę lat,
miłości smak, po prostu perfekt, tak?
Tylko ty i ja, przed nami wspólny szlak.
Dziś u stóp mamy cały świat, kotku.

[ref. Socha, Pelson]x2
To było dla mnie perfekt, wiem.
to było perfekt,
po prostu perfekt.
To było dla mnie perfekt, wiem.
o 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, uniescie pierwsi
To 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, unieście pierwsi

Dwóch nas tu, i trzeci rap od lat kilkunastu
A czwarty to ty, wychowany pośród chwastów
I czart z tym, czy dajesz pięć jak może jeden na stu
Czy chciałbyś być niestety jak całe morze fantastów
Nas dwóch tu, i piąte 5-2, jego pięść pięć ma
A część z was pamięta rap na który teraz chęć mam
Ten głód rósł aż opuchł, teraz smakiem złocistym
Bo wilków nie nakarmisz przez to stłpa prosto z pizdy
To 5-2, dwóch na pięć, czyli dwoje na piątkę
Choć nie którzy schowali już instancję na pamiątkę
I teraz jestem pewien, nie jeden kozak tu pękł
Co chodził i się chwalił, że już miażdźy jak Wu Tang
Kto pięć da, w mieście napiłcia, po tym jak UMC
Wydało "Poznań VI", refleksje bez ciłcia
To 5-2, musisz to mieć, ja będę to grać
Ich bin Hans, zabieramy wszystko to co jest do wzięcia

To 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, uniescie pierwsi
To 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, unieście pierwsi

Komedia w mediach, o to co mówisz nikt tu nie dba
Trzeba dotrzeć do umysłów, nie dać zamknąć się w cudzysłów
Rap musi mówić, musi walczyć, musi zmusić
Byś pomyslał co on mówi, i nie musisz go polubić
Ja podciągam spodnie, by w walce mieć wygodniej
Rap z Polski zachodniej, płomienie, sztuczne ognie
Płonie, ściskam dłonie, na mikrofonie gnoje
To jest dopiero projekt 5-2 Dębiec spierdolimy wam nastroje
Bo 5-2 jest lepsze, jako pierwsze nawija na sucho
Takie wiersze jakie inni po trzeciej kopercie
Bo 5-2 to 5-2, drugiego takiego niema, i nie będzie
Bo to prawie relikt na tym świecie
Nie spotykani, jak handlarze używanymi trumnami
Nie ma takich, jak tych dwóch, ani jednego więc sprawdź ich
Wdech tlen, i wydech słowami na was respekt
Bo idzie materiał zarała?ć nieźle, jednak smak jakby sprzed lat
Więc bierzcie póki czas, to nas dwóch
Was na podmuch, nas na podsłuch głośno
Odkręć okno w swoim auto, by to mocno w miasto poszło
Nas dwóch tu, głos buntu, nie pokoju, słychać z klubu
Nas tu dwóch, to znów tu ci co idą pod prąd tłumów
Dwóch tu nas, Bóg czuwa, duch nas nie opuszcza
Muza, tu dwóch nas, puszczaj to gdzie ci się uda
Chłopaki w górę pięści, dziewczyny pokażcie piersi
Wracamy do gry, zapraszamy na koncerty

To 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, uniescie pierwsi
To 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, unieście pierwsi
To 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, uniescie pierwsi
To 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, unieście pierwsi
Ja w rapie nie mam dziwnej misji ani chorej wizji
Ale ta zwroteczka leci dla wszystkich
Którzy preferują umizgi, zostawiają odciski
Na śladach zbrodni, ty weź się kopnij, wyjdź z tym
Z czymś co nawet ciężko zakwalifikować
Wsadzam to w dział gówno, mogę zaryzykować
Mogę zadedykować to dla tych bez skillsów
Chciałbym zmodyfikować je ale nie mam chipów
Ty wybierasz smak chipsów, ja wybieram bitmakerów
Biorę bity, które czyszczą ci kamień z międzyzębów
Wsłuchaj się w treść, sens jest między wersami
Czujesz dreszcz, nieświeży oddech, żołądek cię pali
Weź Manti jeśli lubisz miętę i francuskie filmy
Ja nie czuję mięty, jestem obojętny sukinsyn
Zdaję sobie sprawę, że kolejny ruch musi być lepszy
A po posłuchaniu ciebie zawsze muszę przewietrzyć

Jakoś dziwnie mamroczesz i masz ziemistą cerę
Jak cię słucham to mam wrażenie jakby nawijał Gierek
W kółko obywatelki, obywatele
Chciałbym żebyś się odświeżył jak ci wszyscy DJ'e
Którzy wczoraj byli nigdzie, wczoraj byli nikim
A dzisiaj chcą grać koncerty i kręcić klipy
Znam paru, nie muszą do raperów o propsy stękać
Bo jak grają to po prostu parkiet pęka
Dwie czarne płyty kręcą się jak układ słoneczny
Chcesz być niewypałem czy granatem bez zawleczki
Musisz walczyć, się starać, się spocić
Jest zbrodnia i kara i łatwo się tu stoczyć
I gdy czujesz coś nie tak, odświeżyć się koleżko
I pisać coraz lepsze teksty
Tak ciężko wcale nie jest, trzeba chcieć, bo może być za późno
Będziesz tak śmierdział, że w oczy nie spojrzysz ludziom
Jedno życie, tylko jedno życie.
Mamy tylko jedno życie i nic więcej
tylko jedno życie, pamiętaj o tym...

Mamy jedną młodość jedną starość
mówi się starość nie radość
lecz póki w sercu gra muzyka nie pozwól jej zasnąć, zgasnąć
nawet na chwile, niech gra jak najdłużej zanim na wieki zamilknie
bo kiedyś ten czas przyjdzie po każdego z nas tu
nie ma ze jedenastu tu przetrwa tą bitwę
nawet gdybyś całe życie poświęcił modlitwie
to i tak nadejdzie ten czas, ten czas
w którym życie w nas, w nas ucieknie
minuta ciszy, lampka wina za Twe imię
prawdziwe życie, na ulicach a nie w filmie
bo tutaj wielu ginie przypadkowo i bez sensu
z rąk ludzie nienawiści bo ktoś wymyślił pieniądz,
który kocha przemoc, cmentarze pełne ludzi
którym życie nie dało szansy aby żyć dalej
jeden Twój uśmiech daje mi tu motywacje
i niech gadają ludzie co chcą, jesteśmy razem
niech się śmieją, niech obgadują, niech plują na nas
mówię o tym głośno nawet gdybym z bólu, padał na kolana
w miłości jak i przed śmiercią nie ma kozaka
nikt się nie chce przyznać a każdy choć raz płakał
człowiek dziś tak rzadko się tu nad tym zastanawia
że kiedyś go nie będzie, na zawsze odejdzie, na zawsze odejdzie..

Ref
Jesteśmy teraz tu, a kiedyś nas nie będzie,
kiedyś byliśmy razem a dzisiaj osobno
odejdziemy stąd na zawsze, oczy zamknięte.
Zasypani piachem na tablicy wyryte nasze imię
niech nie umiera pamięć o nas, pamięć o nas, pamięć o nas.
Jesteśmy teraz tu, a kiedyś nas zabraknie,
sens za życia okaże się faktem..

Jesteśmy młodzi, jesteśmy zdrowi, jesteśmy nowi, jesteśmy silni
lecz czasem nawet zbyt często w nas siła więdnie
często chcemy za wiele i tracimy to co cenne
często podchodzimy do wielu spraw obojętnie
nie zastanawiając się tu co tak naprawdę jest najważniejsze
często budzą się w nas złe intencje, pieprzymy konsekwencje
chcemy żyć tutaj luźno,
niektóre rzeczy zauważa się wtedy gdy już jest za późno
i często żyjemy jakbyśmy żyli tu dwa razy
i często na pytania o te śmierci, ludzie zachowują się jak dzieci
póki zdrowi, zarobieni mówią mam to gdzieś, tak?
a przypomnij sobie chwile, bo na pewno taką miałeś
czułeś się jak ten bezbronny pies, bity, mający kaganiec
strach o swe życie, adrenalina, różaniec
co zapomniałeś? widzę że nie uszanujesz tego co jest jedno
dopóki Cię nie dotknie chwila w której ujrzysz koniec życia
przed oczami obraz cały we mgle, obok osoba trzymająca rękę
ostatni oddech, ostatnie słowo, ostatnie spojrzenie,
ostatnia chwila na tym świecie i piach
przez błędy, doświadczenie nabrałem szacunku tutaj do wielu spraw
a zwłaszcza tych nagminnych, bo nie chce za swe błędy, swoje życie szukać winnych
są ludzie którzy poświęcają swoje życie, w imię zasad, w imię wiary, w imię innych
to jest piękne, choć z jednej strony chore
bo wielu musi cierpieć, bez sensu jak te dzieci w kontenerze
przykład 01 dwie płonące wierze
pamiętasz to było piekło, więc szanuj życie bo jest tylko jedno...

ref
jesteśmy teraz tu...2x
Nieudacznicy nie przytula dzisiaj sosu
Idź zarób, skołuj, nie bądź ofiarą losu
Nie daj się wkręcić w tych przegranych *****enie
Że lepiej pływać w długach niż w prywatnym basenie
Spójrz kto zostanie już na zawsze pod tym sklepem
A kto idzie konsekwentnie tam gdzie będzie lepiej
Nie wierzę w tych co wolą tramwaj od BM'ki
Zamiast zarabiać oni skomlą jak panienki
Prawdziwy mężczyzna musi zadbać o swych bliskich
A nie wciąż powtarzać że pieniądze nie są wszystkim

To oczywiste, to truizmy ludzkości
Hajs jest zamiennikiem a sam nie ma wartości
Sos potrzebny jest nam żeby się rozwijać
Zapewnić lepszą przyszłość i działać nie przemijać
Klatka, ławka znam ten standard, bar mleczny
Tylko szaleńcy mogą niech cieć go polepszyć, otwórz oczy

Ty dobrze wiesz, że nie jestem rekinem finansjery
Ale za to mam własny pogląd na ten przemysł
Na nie nie licz, do ciebie same nie przyjdą
Gdzieś z boku stoją hieny co wyczyszczą cię jak mydło
Uważaj z betonowymi [?] to łakomy kąsek
Zobacz sobie tylko gdy przyjmujesz porcję
Koniec diety z koksem i słonce ładnie świeci
Pojawia się progres i już nie jest źle ci
Ja sam nigdy za wiele w kieszeni ich nie miałem
Ale inwestycje były dobrym rozwiązaniem
Maniek kupił tu za pięć, za dychę sprzedał gram
Wystarczyło tylko chcieć tak napełnił miodem dzban
Kochasz go to masz romans z martwym królem
Więc prędzej czy później nawinie cię na szpule
Wiem, że każdy chciałby przytulić ładną sumę
Ona mi nie zrobi krzywdy, bo to nie jest mój amulet

Za skrajnych radykałów złamanego grosza nie dam
Bo albo wielka bieda albo wszystko na sprzedaż
Po pierwsze nie dla sławy, po drugie nie dla pieniędzy
Niektórym, którzy to mówili mógłby uschnąć język
Hajs jest niezbędny lecz nie żyje się dla niego
Kto nie umie się utrzymać jest zwykłym lebiegą
I *****iłeś coś, że za droga Prosto bluza
Nie kupuj jej, ona nie jest dla lamusa
Wciąż masowa jest tu mentalność komunisty
Kto się tu wybija ten porządek *****om niszczy
Zamiast pomyśleć fajnie, też chcę mieć więcej
On żeby stracił dał by se odrąbać rękę
Próbował już mówić raz całej Polsce PiS
Stalinowską psychozę, że mieć pieniądze to wstyd
Pieniądze zarabiam tu nie dla pieniędzy
Tylko po to żeby być w 100% niezależny

Ja zamiast śmierdzieć groszem, wolałbym pachnieć milionami
Tak między nami nie chcę mieć beefu z banknotami
Są ze mną jest super, gdy ich nie ma jestem w dupie
Bo choćbym miał wielkie plany za marzenia nic nie kupię
Muszę dbać o rodzinę, umiem dbać o słuchacza
Gdy robię z kimś dill to klient do mnie wraca
I to mi się opłaca, wiem co dla mnie dobre
Mierzę wyżej niż NASA, widzę cel, wiem, że tam dotrę
Jest tak, dyszka do dyszki i brzęczą kieliszki
Jak nie macie dyszki to wszyscy macie suche pyski
Ja wolę zyski i *****ę straty
Dla Polski prognoza pogoda wciąż dla bogatych
To jest proste jak drut chcąc zawsze się przyda
Grunt żeby się nie zachłysnąć żeby nie skończyć jak Midas
Póki co mi to nie grozi, wiem którędy mam iść
Zamiast nic nie robić szukam tego hajsu dziś
[PEJA]
Czy masz ochote na mala przejazdzke
jesli tylko chcesz to ja szybko ci pokaze
te zajebista okolice w ktorej mieszkam
tu sie urodzilem, tu na codzien sie przemieszczam
wiec jednak chcesz, jestes ciekawy
nie mozesz przepuscic tak wspanialej zabawy
no to wsiadaj, kumpel nas powozi w kolko
obejrzymy stary sklep, te ulice i podworko
niby nic, a cos w tym jednak jest
niby kurwa nic, lecz wystarczy tylko chciec
nie trzeba stad uciekac, trzeba umiec tutaj zyc
tylko trzeba uwazac by nie tkwic w rynsztoku
tak sie juz przyjelo w tej wspanialej okolicy
ze wszyscy uciekaja stad jak by bali sie wszawicy
wyrzutki spoleczenstwa, psychopaci i menele
nie powiedza ci nic, albo niezbyt wiele
bieda, brud, smrod i ubustwo
dzisiaj na ulicy jest chlodno, ciemno, pusto
tylko niekiedy slychac brzek tluczonego szkla
ktos na caly ryj sie tu nagle wydziera
ku ku ru ku ku i te podobne sprawy
pijane wycieruchy takie maja tu zabawy
spiewy na sferach i ponura atmosfera
to tutaj wizytowke na nowicjusza i frajera
dla takich nie ma miejsca na dzielnicy Jezyce
tacy sa przegrani, gdy zwiedzaja okolice
ludzie podobni do woskowych figur
tylko nieraz cos powiedza, taki juz pieprzony wytwor
pierdolone fantazje tez czasem miewaja
tutaj jest jak w raju tylko troche podupadlym
ludzie sie kochaja i ja rowniez kochac chcialbym
wszyscy wegetuja na kwitkach z opieki
na pijackich rentach, na sprzedazy trefnych rzeczy

Ciagle tylko widac policyjne samochody
policyjne patrole robiace obchody
nie wiem jak tu zyc bedzie sie za kilka lat
jak ten caly nasz margines oposci jerzycki swiat
narodzi sie nowy bedzie dalej tworzyl mit
aby calemu miastu tylko kurwa przynies wstyd
przeciez jest to znaczna czesc naszego spoleczenstwa
ktora zyje razem z nami, ktora obok nas mieszka
zaniedbane dzieciaki w poszukiwaniu draki
pszeszukuja ulice, zasyfiale kamienice
takie dziecinsto nie jest najlepsze
lecz one o tym wiedza ze nie bedzie juz piekniejsze

Staszica story, staszica story 2 jerzycki swiat !! ( x2 )

Akty przemocy i sprawa uzaleznien
ja nie bede o tym mowil bo tu jest u nas zbyt wczesnie
wiec nie smiej sie frajerze, ze ktos nie wie co za dzien
wiec nie smiej sie gdy ktos lezy i ma sen
bo tutaj bracie to naprawde nic nowego
zyje na ulicy, na ktorej sie kopie lezacego
zasrane opowiesci o ulicy Staszica
sa znane kazdemu nie tylko na Jerzycach
caly ten gnoj, penery z Jerzyc
gazety opisuja, ze tu nie da sie przezyc
a przeciez ja tu zyje, mam 21 lat
jestem wciaz tutaj, ze mna jest jerzycki swiat
staszica story i nocne zmory
nie wszystkie skurwiele to zwykle potwory
nie wszystkie dziwki do konca sa zdegenerowane
wkoncu jest tez cos dobrego z krajobrazu jerzyckiego
nieraz film tu nakrecili
nieraz morde ci obili
nawet nieraz jest tu spokoj wiec skurwielu se zanotuj
smutne zycie, ulotne chwile szczesliwosci
moga nieraz rozpalac, do bialosci
tak jak wszedzie zycie toczy sie dalej
a tu ci nikt nie powie, moje zycie jest koszmarem

Staszica story, staszica story 2 jerzycki swiat !! ( x2 )

[WIŚNIOWY]
Ja niestety opuscilem Staszica ulice
tam gdzie teraz mieszkam nigdy sie nia nie zachwyce
tak wiec ciagle wolnych chwilach wpadam na Jerzyce
tu sie wychowalem, tu mieszkaja moi rodzice
lubie patrzec na te stare odrapane kamienice
lecz niestety jak mowilem oposcilem ta ulice
zalozylem rodzine, dziecko w drodze, mam tez zone
moje fanki zaskoczone, moze troche obrazone
pozdrawiam was wszystkie i nie bedzcie przerazone
do widzenia, do uslyszenia coz napewno sie pozmienia
Parę dobitnych słów
Parę dobitnych słów
Parę dobitnych słów
Do bitu

Ref.x2
Nie bać się
Nie dać się
I zwyciężyć
Pod obręczą
Nad obręczą
I na obręczy
Nie bać się
Nie dać się

Nie bać się
Nie dać się
Z gównem nie jebać się
Każdy dzień przeżywać jakby był tym ostatnim
Pogrążeni w matni, chcąc być ponad tym
Czas nagli jak diabli, ja i kartki
Miałem w życiu trochę niewygód
Zaliczyłem trochę, hardkorowych przygód
Wyciągnąłem wnioski, bo nie jestem przygłup
Kolejny powód powoduje szczery wywód
Emocji wybuch. Wbij cybuch
I daj mi buch
Ten trak nie jest słodki jak drin z malibu
Kadry z filmu w pamięci trzymam. Nie zapominam.
Za mną nie jedna mina
Przede mną nieuchronny finał
Jak ślimak sam sobie nosze dom
Przydomek Don. Płynę jak prom pod prąd
Pierdole berło i tron
Mam stilo z zachodnich stron
I mikrofon, co razi słowem jak trąd
Zataczam okrąg, otwieram okno
Betonowe lasy ciągle mokną, (bo pada deszcz)
A ja spadam, z każdą kroplą
Spadam po stokroć
Okolice pozostawiam mokra (wiesz)

Spadam z każdą kroplą
Spadam
Bo pada deszcz
Spadam
Nie bać się nie bać się
I zwyciężyć
Nie bać się
Idę w świat, nie myślę, co poza nim
Wśród ludzi, którzy sami mają siebie za wybranych
Już sam nie wiem ile granic łamanych na zębach
Dziś za szczerość wpierdol, bo pewnie ból zapamiętasz
Po zaciśniętych pętlach, za punkt widzenia własny
To świat zmienia pułapki na bohaterów z nazwy
Macie te wasze gwiazdy z przypadku i z kondoma
To świat dla nastolatków, gdzie nie liczą się słowa
I chuj, jaki masz nastrój, nas tu nikt nie wytępi
Wolę grać bez oklasków niż do w pizdę piosenki
Nie jestem piękny, by pieprzyć o miłości
Mam tą jedyną, gdy inni do jednej niedorośli
Powiedz ktoś ty? gdzie twój kraj? ziom, sekunda
Mój kraj to mnie zmusił, żebym znów ogarniał funta
Ja chcę lepszego jutra, gdy skończę studia, praca
Nie księdza z limuzyny, co wpierdala wypłaty
Pakuj graty, wysiadka, idziemy dalej w świat
Bo, bo jeśli nie tu, to gdzieś musi być warto żyć
Nie myślę, że będzie łatwo ty
Bo nic nie ma za darmo dziś
Europo matko

[x2]
Zdobywać wiedze doświadczenie
Palcami złapać szczęście
Więcej nie chcę
Tylko daj mi pracę w moim mieście

Nie ma jak czternaście lat dla pompowanych lalek
W kraju kokainy, fety i kradzionych słuchawek
Osiedlowe lump-mendy, ich kartoteki syfu
Z przebiegiem większym niż tirówka z przemytu
Mi tu nie mów, że to raj, tylko sky zakrywa skórę
Bo ten raj, to jest kraj, ale obszczanych podwórek
A w nim robię co lubię, śpię do po południa
Pracy nie ma, bo po to kończę studia
By jak analfabeta, tylko siedzieć i się wkurwiać
To dla lepszego jutra, ukończysz ten fakultet
A w kraju takim jak ten to zrobią z ciebie pulpet
Życie zbyt krótkie by płakać nad sobą
Mówi to ksiądz proboszcz i jest klasę obok
E, czujesz wrogość, następna będzie przemoc
A jeśli nie dasz księdzu, to nie pójdziesz do niebios
Głośniej ziom nie marudź, życie jest zbyt krótkie
Mam super ofertę do niebios za złotówkę
Zamknij tą budkę z hamburgerami, odjedź
Dla was najlepszy biznes to radio i pogrzeb
Idę w świat, nie chcę znać tej bandy partaczy
Co nie jest w stanie zapewnić mi w mieście pracy

Tak sobie przypuszczam... aha
Wiesz mam wolny zawód, utrzymujemy hip-hop
Ziom nie chcę pucharów, nim ugruntuje przyszłość
Nie chcę mieć pięciu minut, chcę zdobyć całe życie
A jak tu widzę kaczki, czuję ból, fale na psychice
Nie szalej, bo ulice mają 30, uważaj
Nie ważne kto cię uczył, tu zysk poznasz po twarzach
Los się powtarza, woźna czy tragarz
Cztery stówy na miesiąc, ziom to nie pomaga
W moim ręku ciupaga, czas rozpierdolić burdel
Polityk to na stażu to ma alkohol i kurwę
Co jest durnie, bezrobocie spada głąby
Bo wszyscy młodzi dawno skumali, gdzie jest Londyn
Mam swoje poglądy, które ogarnąć nie łatwo
Zabrać to państwo tym skłóconym dziadkom
Nie chcę słuchać Beger, to wasz kolejny patent?
Zamiast uleczyć państwo wyleczcie se prostatę
Mam dwadzieścia sześć lat, dwadzieścia sześć was widzę
Tydzień w tydzień i jakoś chujowo wam idzie
Poznaj dewizę, tu smak władzy przekleństwem
Chuj mi z twojej gaży, ty daj mi pracę w moim mieście
[Diox - refren]
powiedz o co grasz, powiedz dokąd zmierzasz
powiedz co to strach i czy boisz się umierać
powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali
powiedz gdzie twoje dzieci, gdzie twoje Ferrari

[Diox]
gram o zwycięstwo jak każdy prawdziwy facet
celebrując każdy wdech, inwestując czas w pracę
zmierzam za horyzont do złączenia ziemi z niebem
upadam, wstaję, niezmiennie idę przed siebie
nie boję się porażek, strach to stan równowagi
wsiadam, świat zapierdala jak Ferrari
jeszcze będzie czas - cannabis, whisky, ananasy
na razie żyję by grać, co tu gadać, takie czasy
ułożyłem plan A, plan B nie istnieje
cokolwiek ma się wydarzyć, że nie wypali, nie wierzę
zbyt wiele poświęciłem, od lat grałem szczerze
dwa pięć mam na karku, jeden zero na papierze
dzieci brak, na razie czekam na monetę
fortuna toczy się kołem, dlatego stoję w cypherze
nie zjeżdżam do pit stopu, depczę gaz w dechę
lepszy niż samochód roku, bezpiecznie wjeżdżam na metę

[Diox - refren]
powiedz o co grasz, powiedz dokąd zmierzasz
powiedz co to strach i czy boisz się umierać
powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali
powiedz gdzie twoje dzieci, gdzie twoje Ferrari

[W.E.N.A.]
powiem ci o co gram, powiem ci dokąd zmierzam
ten pan, który przedarł się z podziemia na legal
to ja, strach to iluzja, nie mam na nią czasu
będzie dzień, w którym zostawię przyjaciół
plan na to życie mam na bank skuteczny
jak nie wypali wyciągnę z zawleczki bezpiecznik
ty przewijasz moje dzieci, tato wersy
chodź, pokażę ci jak w 4,8 dojść do setki
przekroczyć limit, grać o radość dalej
być zawsze krok przed nimi, bo czas nigdy nie staje
nie mówię bracie, że nigdy się nie bałem
kiedy umrę, nawet nie zatrzymuj się nad moim ciałem
plan to upajać się każdą obecną chwilą
wypala częściej niż ja papierosów kilo
znasz moje dzieci, napiszę ich milion
i wsiądę do Ferrari, aby przywitać Marymont

[Diox - refren]
powiedz o co grasz, powiedz dokąd zmierzasz
powiedz co to strach i czy boisz się umierać
powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali
powiedz gdzie twoje dzieci, gdzie twoje Ferrari

[Hades]
zawsze grałem żeby być numer jeden, a nie dwa
kształtowałem swój styl pierdolone dziesięć lat
dalej w tą stronę idę, pod prąd płynę odkąd
wysiłek okazał się tą jedyną możliwością
podobno strach ma wielkie oczy, nie wiem wiele o strachu
gdy przechodzi obok mnie, patrzy w ziemię jak lamus
nie mam zamiaru umierać, nie przestaję oddychać
nie boję się śmierci, bo nie boję się życia
nie przeliczam go na hajs, to nie w moim stylu
przyjdzie sam, bo mój plan to świadomy wybór
jednym słowem mam przy sobie plecak trotylu
Had terrorysta z WWA bez szans na niewybuch
bo dobry ojciec musi bronić potomstwo
płodzę szesnastu synów z każdą kolejną zwrotką
nowe Ferrari, wolę stare dobre Volvo
lepsze to niż się żalić i być czyjąś własnością

[Diox - refren]
powiedz o co grasz, powiedz dokąd zmierzasz
powiedz co to strach i czy boisz się umierać
powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali
powiedz gdzie twoje dzieci, gdzie twoje Ferrari

[Małpa]
jak H do I do F do I gram dla sportu
wiesz dokąd zmierzam? znów zostawiam ci ślad na krążku
wciąż żyje w związku z rapem - to konkubinat
bo choć nie łączy nas papier co dzień chce mnie wydymać
wiem czym jest strach, ale będę trzymał gębę na kłódkę
przez jakiś czas, a z wątpliwości obetrę was wkrótce
żyje się raz, wiem lepiej niż kto inny
że gdy przychodzi śmierć człowiek jest bezsilny
jestem naiwny, bystry, szczery nad wyraz
zamknę pyski wszystkim, pizdy w pień powycinam
to mój plan, to mój instynkt każe zabijać
pytasz co gdy nie wypali, przecież słyszysz jak nawijam
nie mam Ferrari, za to zbierałem na Zondę
lecz Clio tyle mi pali, że ostatnio mam z tym problem
dzieci? wiesz jak jest, wciąż nie mam pewności
ty też pewnie nie pamiętasz kilku imprez z młodości

[Diox - refren]
powiedz o co grasz, powiedz dokąd zmierzasz
powiedz co to strach i czy boisz się umierać
powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali
powiedz gdzie twoje dzieci, gdzie twoje Ferrari
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo