Popularne piosenki. Polski Hip Hop

( beef na Duże Pe )

Rozumiesz ziomuś o co chodzi?Jestem mu potrzebny
Jestem mu potrzebny,żeby mógł się wybielić
Żeby mógł pokazać palcem na mnie i powiedzieć
"On jest zły!"

Ołłłłiiiooo oooooo,Pe Ty Kurwoooo x 2

Kiedy przyjdę pod twoje drzwi ty po telefon pobiegniesz
zadzwonisz a) na psy czy b) na psy skreśl nie potrzebne
już słyszę twoje histeryczne halo
besztam cię jak kurwę masz tu drugie guantanamo pało
odłóż słuchawkę przemyśl ten ruch
zmień rajty masz sadzawkę z ryja zdrap dziewczęcy puch
w sobie masz domieszkę jej dziś jesteś smutny
cieszył cię mezolians miałeś uśmiech prostytutki
wystudiowane ruchy na kołnierzyku łupież
wyglądałeś w klipie (cipoooo) jak mucha w zupie
skomlałeś jak chow - chow do nogi leszczu
razem z tym drugim skończysz w czołgu jak ceau-sescu
dla mnie od ziomków 21 salw
dla ciebie klownie od twoich chór pedalskich braw
spójrz prawdzie w oczy kto dziś jest z tobą
dj piczowąs twój osobisty bobo
reprezentujesz fast food liryczne zero
fakt nie grozi wam bessa jak burdelom
te tiry zbiry jesteś kawał gnoja
taki z ciebie polak jak z pedała żigolak
5 kolumna nie masz tu domu
brakuje ci ikry testosteronu
christmas rappin twoje waterloo pamiętna noc
byłeś uległy jak wykastrowany kot
napuściłeś łachów ja wyszedłem cało
ty uciekałeś biegłeś jak po życie pało
huju do szczania psia końcówo
cały hajs jaki masz z płyty wciągam w godzinę stówą
to czysta prawda fakty nie ma co gdybać
grasz koncert raz do roku - umc robi festiwal
złapię cię za wszarz jak kawał szmaty
sinusem igsa wpierdoliłeś w tarapaty

ref.
To jest wojna w której poniżam jeńców
pe z umc żebrak wśród zarobieńców
czuć sól twoich łez słychać płacz
jak go dzieciak spotkasz pluj tej kurwie prosto w twarz

Na spokojnie bez uniesień
WBW przegrałeś kartki parzyły cię w kieszeń
pogo cię odjebał memento mori
2005 ten rok zaboli
to nie wiatr wyciska ci łzy z oczu
ultradrastyczny rap zrozum to poczuj
będą opluwały cię dzieciaki z całej polski
strachu na wróble masz syndrom sztokholmski
mama twoja rozpoczęła procedurę represji
zamiast ciebie tato żłopał z jej piersi
karmiony miękkim chujem swojego miejsca szukasz
jak to jest być gównem na piha butach
chcesz być jak common chcesz być jak afu-ra
a jesteś zwykły kondom na miarę swojego chuja
pastuchu much egipska plago kurwa
twoja płyta to życie w odbycie pamiętnik gówna
defekacja to dla ciebie synonim rozkoszy
opary męczą spuść wodę mamy dosyć
daję rap muzykę to twoje to szanty
masz żąłobę na pazurach ja na palcach brylanty
na rynku kilka tekstów duchów ty fusów
wykastrowanych z uszu wyjałowionych z uczuć
nie jesteś mężczyzną nie miałeś nigdy kobiety
przy twojej udałbym orgazm splunął jej na plecy

Ref.
To jest wojna ...

3.Teraz 16 ostatnich wersów tyle mi wystarczy
żeby złapać cię zamordować na grobie zatańczyć
pamiętasz nikt o tym nie wie
u igsa zamiast gutka chciałeś być w moim refrenie
chcę widzieć twoją twarz tu teraz nie ma przebacz
powiedziałeś też potrafię śpiewać
przysłaniałeś usta jak rozmawiałeś ze mną
czkałeś jak szmata odbijało ci się spermą

Eee?I co teraz powiesz na swoich fanów?Chciałeś być kurwa w kawałku
O narkotykach kurwa o dupach,ejj to taki jesteś ułożony?!

Osiedle cię wypluło ulica drwi z ciebie
w twoim głosie konfidencjonalne podniecenie
słyszałem historię prosto z bemo
dostałeś wpierdol udawałeś martwego
załóż mi sprawę o psychiczne molestowanie
ja wsadzę w to mrowisko kij
piję herbatę z prądem na bemo z ziomblem
mela na twój sfetowany szczurzy ryj
Wychował go stutysięcznik,w takich znasz każdy krawężnik,
władze pchają sumy w teczki, ludzie tną voodoo laleczki.
Jedni czują się bezpieczni, drudzy kręgosłupy lędźwi.
Życie jest jak brudny ręcznik, z takich czujesz głód ucieczki,
jeśli nie masz wiele. On nie miał wiele, biegł po życie,
gotów zapłacić każdą cenę, zbudził się o świcie.
Ostatni raz tak spojrzał na kochaną okolicę,
a blask wczesnego słońca związał go w obietnicę.
I po raz pierwszy spojrzał wyżej i dojrzał bliżej.
I stał tak mając w uszach łzy, a w oczach ciszę.
Zrozumiał, że nie przyszedł tu po ostrza igieł, po stal łyżek.
Że stoi tu, gdzie pogranicze, topniał styczeń.
On odgadł tajemnicę, twarz wodą oblał, wyszedł.
Widocznie musiał tutaj dojść, żeby w nim dojrzał rycerz.
Że coś się rodzi, coś umiera, ktoś odchodzi, by ktoś przyszedł
i póki słońce wschodzi, stać go na nowe życie.

Zerwij łańcuchy, sznury i kajdan,
co ci pętają szyję jak kajman,
to nie je bajka, to walka.
A wokół szumi betonowa tajga,
jedna zapałka wystarczy w rękach śmiałka x2

Znalazł podziemny klub walki, on stał się jego domem.
Zamienił codzienny cug w martwy ciąg i ciężki worek.
To pierwsza z rund w starciu, by głód zmienić w nienawiść.
Wiedział, że tylko bóg i ból mogą go zbawić.
Tylko pot, krew i łzy czyściły jego organizm.
Potem nocleg, gdzie sny dręczyły jak omamy.
Życie nocne i syf wciągały swymi szponami,
lecz on sportem już żył, wiedział, że zda egzamin.
W końcu poczuł prestiż, to był prestiż na sali,
gdy jego pięści ze stali wygrały pierwszy sparing.
Czuł się jak Gagarin, a ring był częścią jego księżyca.
Sztuka walki i nokauty powietrzem, którym oddychał.
Nie zszedł więc z obranej ścieżki, życie chcąc do reszty zmienić,
koszmary odeszły w niebyt, przestał wiać złowieszczy zenit.
Pracował jak ciężki przemysł, bez żadnej domieszki chemii,
bo talent to 10 procent, reszta to morderczy trening.

Zerwij łańcuchy, sznury i kajdan,
co ci pętają szyję jak kajman,
to nie je bajka, to walka.
A wokół szumi betonowa tajga,
jedna zapałka wystarczy w rękach śmiałka x2

Ten typ typowany był typowym przegranym,
od stereotypu wyrwany, jedzie po tytuł swej chwały.
Znał cenę, miał charakter jak trener, znał teren,
miał cele,chciał zostać punczerem.
Mógł brać herę, zrównać się z parterem,
trzymać się barierek, gdy wiatr wieje,
lecz nie mógł patrzeć jak w oczach marnieje,
bo miał nadzieję przenieść z ulicy karierę.
Od lat znał szlak na arenę.
Jedzie autobusem, zna swą duszę,
szykuje talk przed walką, a nie karton puszek.
Zdołał stamtąd uciec, gdzie ponad połowa nie dała rady
stamtąd uciec, bo poszła w tango z cugiem.
Dziś siedzi przed nim uczeń i dziękuje za te klucze,
lecz to ilość stoczonych walk pokaże czy zda próbę.
Wybrał drogę cenną w życiu, patrzy na to z zewnątrz i tu,
wyciąga rękę tobie, abyś także sięgnął szczytu.

Zerwij łańcuchy, sznury i kajdan,
co ci pętają szyję jak kajman,
to nie je bajka, to walka.
A wokół szumi betonowa tajga,
jedna zapałka wystarczy w rękach śmiałka x4
ref. [Bezczel, Sage]
Temperatura wysoka, niebo bez chmur, popatrz
Plaża, lokal, czy gruba biba na blokach
Otwórz browar, odpal blunta z ziomem
Zbij pionę to nie grzech daj się ponieść 2x

[Bezczel]
Yo, to będą grać w klubach, w tych w których ja będę chlać
Będę miał ubaw, będzie gruba rozruba to będzie fruwać
Po całym mieście całej Polsce, proszę Bezczel
Wejście ostre, zagramy koncert, tak zarabiamy mońce tu
Czterdzieści procent, wóda jedną z moich zboczeń
Ty doceń ten rap owocem pracy na codzień doceń to ziom
Jest najs tu, nastuk nas tu kilkunastu znawców
Stu piętnastu toastów, nastrój zwiastun baunsów
Mała baunsuj z nami, tequilla lansuj,
Skosztuj bruderszaftu z nami, he heej
Co złego to nie my, zawijasz z nami czy zostajesz z kolegą swym
To nie dla niego flm, dziewczęta ! temat gorący jak fiesta
Spijam z nich nektar w tekstach sprawdź tu jest tak
One, są jak zwrotki jedna, druga, następna
Ja pomiędzy nimi jak refren i chcę tak
Wyluzowany na leżaku w Miami
Oblewać nagie dziewczyny drogimi alkoholami
Z ziomami palić blunty, rapować grać w to i tańczyć
Spijać z gołych cyców słodki sok z pomarańczy
Słońce praży jak na plaży w Portsmouth
Uśmiech na twarzy, kojażysz pełen komfort
Walizki z forsą, osobisty sponsor
A w klipie lepsze dziwki niż (?)

ref. [Bezczel, Sage]
Temperatura wysoka, niebo bez chmur, popatrz
Plaża, lokal, czy gruba biba na blokach
Otwórz browar, odpal blunta z ziomem
Zbij pionę to nie grzech daj się ponieść 2x

[Sage]
Temperatura wzrasta, skurwysynu sprawdzaj
Wyjeżdżam dziś z miasta, jestem na wakacjach
Letni czas nastał, dupy pokazują ciałka
Typy się prężą, ale to nie moja działka
Ja prężę się do majka
Moje studio to moja treningowa salka
Jutro rozpoczynam dzień od browarka zimnego
Bo na dworze sauna kolego, ze mną ziomów cała banda
Dlaczego ten tego, nie wziąłem fullcapa
Napierdlala tak słońcem że aż dymi mi czacha
Nie ma co tutaj płakać, zimą dopiero jest chujnia
Więc zawijam sześciopaka i wypierdalam ze studia
Gdybyś ziomuś się wkurwiał jaki tu mamy dziś chill
Ja mogę razem z Fabułą zaśmiać ci się prosto w ryj
E!
Tak!
Skurwysynuu blaaauu

ref. [Bezczel, Sage]
Temperatura wysoka, niebo bez chmur, popatrz
Plaża, lokal, czy gruba biba na blokach
Otwórz browar, odpal blunta z ziomem
Zbij pionę to nie grzech daj się ponieść 2x
Wszystko stanęło na głowie, w 30 sekund,
na przekór return o mocy zawartej w deck'u.
Powywracane konta na muszce Colta,
wydarci spod immunitetów powstał szatan w dewotkach.
Wszystko na przekór się-e nie interesuj,
miliardy złotych w rękach ulicznego marginesu cud.
Poznaj smak tych słodkich trzech liter,
gdy oszuści pustosłowiem budują autorytet.
Zamiast pustych tytek to chcą wiadra octów na wznak,
do stu, raz, dwa, trzy, odlicz fachowców dziś.
Twój jest nijak na dzień dobry, mylę się to sprostuj.
Refundacja, los miasta, odwyk od ruin.
Choć nie mam czarów jak druid i maniur jak lunis,
wybrałem czysty umysł jak reszta.
Trzydzieści stopni na termometrach,
każdy nadziany niczym Bundestag.
Będziemy królami jak Ali, sławę utraci Aldair.
Na rzecz rapu ellani, singlem tylko dla samic.
Potęgą stanie się Zair nad Kongo,
skurczy się Long Don na rzecz Jacka Ziobro.
Wiesz, nie obchodzi mnie referendum
o wejściu Unii do słowiańskiego kręgu.
Tu pokój rządzi, w miejscu stoi data,
Odkąd Stany się stały krajem trzeciego świata .

Trzydzieści sekund - pół minuty,
jak judo i Putin tak się świat odwrócił.
Trzydzieści sekund i nic dłużej,
Ci co byli na dole nagle stanęli na górze. x2

Świata wywrotka, Gates zbankrutował na Family Frost'ach,
odkąd za lody wzięła się Janina Ochojska.
Czysty kontakt ot tak, od początku biali i czarni,
kolorem na odwrót, mówisz za dużo sortu.
Skosztuj swonku skunka od stóp do głów ganja powrót,
do dróg waiba old-school słowny styl.
Saga Obudo z brunetką, blondynką, szatynką i rudą,
z mulatką latino i chinką na grubo u nas to dziewczyno,
to winko i bluebox dla wszystkich u-bot.
Hajs bidę rusza jak homoseksualizm Husajna i Busha.
Utarg olej, chodzi o olej, olej, olej to nie uOrkiestra Golec.
Czy Maryla i O.N.A., nam ropę za darmo rozdaje Orlen,
a życie płynie wolniej z kolejnym jointem.
Czas napycha portfel i to wszystko w Polsce,
wierzę i trosce rap za pieniądze.
Trzydzieści sekund nie dla melepetów,
sejmowych speców dziś wszystko na przekór.

Trzydzieści sekund - pół minuty,
Jak judo i Putin tak się świat odwrócił.
Trzydzieści sekund i nic dłużej,
Ci co byli na dole nagle stanęli na górze. x2
To dla tych wszystkich kobiet, które są tylko chuja warte

Na samochód robi, kieszeń wypchana po rogi
To nic dziwnego, że może mieć same dobre sztuki
Tak zwane puste suki, zwykłe szmaty na raty
Piękne dziewczyny, dopiero rozkwitające kwiaty
Gorące jak łyk gorącej herbaty
Kręcą w swoich stringach dupcią, odwracają uwagę
Zwracają uwagę na siebie, przyciągają wzrok
Dyskoteka to miejsce gdzie pełno takich czeka
Na takich gości od finansowej miłości
Taka śliczna tandeta, młoda, szybka jak rakieta
Rozgląda się, ujrzy cię, to przejdzie
Specjalnie obok ciebie, byś ją zauważył
Ona dobrze wie, że będziesz się na nią smażył
Dlaczego, bo kurwa jak magnes przyciąga
Solarium, makijaż ostry, ubrana skąpo
Krótka bluzeczka, mi aż widoczna cipeczka
Zajebista laseczka jak z lustereczka na ciebie zerka
Bo podejrzewa cię, o to, że masz to czego chce
O pustoszeniu funta, wypchany portfel, cztery kółka
Zawołasz ją, ona nie przyjdzie bokiem
Podejdzie znów z kocim krokiem, już z mokrym krokiem
Szybko coś zagadasz, chwile pogadasz i się spyta
Podwieziesz mnie kochanie do domu swoim autem
Chętnie bym cię odwiózł, sorry, ale nie mam
Jeszcze chwile pościemniać i wkurwiona odejdzie
A już miała zamiar wziąć gdzie trzeba twe narzędzie
Odpowiesz nie ma sprawy, to się chamsko spyta
A jaka to marka, Fiat 126P
Zdziwiona trochę, widać kurwa wybredna
Chciałaby coś lepszego, młoda jebana menda
Odpowiesz BM'a siódemka, ona z podniecenia stęka
Zobaczy jeszcze pełen twój portfel i pęka
I już się z tobą nosi, do tańca cię prosi
Ma fajny głosik, oczka, zajebisty profil
Super fryzura, ostra seksowna figura
Szkoda, że to tylko naćpana rura
Ty odwieziesz ją do chaty, na drugi dzień już umówiony
Ty zadowolony, jak głupi nią zauroczony
Ledwie znasz ją godzin parę i już mówi, że cię kocha
Że tworzycie zgraną parę i takie tam pierdoły
Ty jej ufasz, przecież to prima aprilis, nie widzisz
Stary ona nie chce ciebie, ona jest z tobą dla sianka
Twoich pieniędzy fanka, w zamian za to jebanka
Chłopak po co się oszukujesz z taką czas, pieniądz marnujesz
Czy ty nie widzisz tego, że ona korzysta z ciebie
Że twoje zauroczenie nią totalnie ją jebie
Więc nie mów mi, że to twoja wymarzona kobieta
Bo to tania, ale droga dziwka w stylu laweta
Ubierałeś, stawiałeś, wuchtę w nią zainwestowałeś
Jeździłeś, się bawiłeś, kumplom się chwaliłeś
Jaki towar wyhaczyłeś miesiąc temu na imprezkach
Ale już się jej znudziłeś i ją straciłeś
To zwykła suka, teraz znowu kogoś szuka
Na imprezkach luka, szybko znajdzie Lucky Lucka
Bo co to za problem, dla niej żaden, zero przeszkód
Przecież jest młoda, piękna jak rybka złota
Tylko w głowie zamiast mózgu sto kilo błota
Wykorzystywanie gości to jej robota
To zwykła szczota, patrzy gdzie pieniądz w gablotach
Na dwie dychy wygląda, piętnastolatka już nie cnota
Biżuteria ze złota od poprzednich kolesi
Dziś z innym w cabrio na pokaz, za tydzień z innym będzie jeździć
Widać kocha dobre fury szybkie i szybkie monety
Dyskoteki, sex za blety, dla niej to to na podniety
Dupcia, cycki jej zalety, taki styl życia
Taki styl życia co drugiej przyszłej kobiety
Ty w nią inwestujesz, ona za to musi dać siebie
Nogi na boki, róbmy to jak dzikie koty
Tydzień z jednym, tydzień z drugim, TZW dziwkarskie loty
Układy babskiej hołoty nie dla mnie, no bo co ty
Nie mam nawet pięciu złotych, a jak mam to nie dla szczoty
Tylko dla porządnej kotki, rozumiecie mnie idiotki
To nie dla ciebie, październikowe wyjątki
2001 N.W. o tobie dla ciebie
Czy pamiętasz ja nie wiem
I dalej trzymam mic'a, ten tekst to nie bajka
Że młodych lasek fajnych na hajs jest szajka
Porządne dziewczyny na palcach ręki policzę
Tych tylko na hajsy zliczę, choć świecą jak znicze
Więc nie daj się omamić ładnej buzi-dupci i bzdurą
Które ci pierdolą te wszystkie młode dziwki
Niby złote rybki, porządne, mądre
A gówno prawda, tylko chuja warte
One patrzą na samochód, pod full bankomatową kartę
Przez dwa miesiące z pięcioma frajerami
Przecież musi być pokazówka przed koleżankami
I taka sobie sama plakietkę przypina
Na osiedlach to kurwa, nie dziewczyna
Co zdziwiona mina, to twoja własna wina
Że taka o tobie na osiedlu krąży opinia
Niech każda laleczka teraz posłucha mnie
Nie o każdej płci pięknej tak myślę źle
Tylko naprawdę już kurwa wytrzymać nie mogę
Kiedy widzę trzynastkę, udającą dziewiętnastkę
Już po dyskotekach, do tego na twardych lekach
I co z niej wyrośnie, zwykła szmata na bata
Pilnuj siostry cały czas, to dla brata
Ja nie bokser damski, dla kobiet wporzo, nie chamski
Choć liryka chamska, ale powiedziana prawda
Porządnych dziewczyn w tym tekście nie obrażam
Tylko blaszki, których nie poważam
Co mówię to uważam, tych słów nie cofnę
Nie powiem przepraszam, rozumiecie mnie szmaty
A może nie muszę, może chwyta was duma
I ten utwór was podnieca jak Rois-Rois ćpuna
Acha, jeszcze raz powtarzam
Podkreślam w nawiasie
Kocham kobiety, ale nie kurwy na monety
Znając cie kurwo już szykujesz część drugą
Zatem kończe z tobą szybko bo nie potrwa to długo
rap gwiazdy podrubo życie twe kiepska rozrywka
jesteś jak ta tania dziwka, dając dupy coś żeś zyskał?
darmowe fele, darmową biżuterie i garniaki darmowe, telefony
to jest kiepskie w żadnym razie niezłe
jak darmowa wódka, bo za darmo nie smakuje,
jak za szamal się zgwiazdo udław
nie ilość a jakość decyduje o wartości
nie wysłał nawet kopii bym mógł odpowiedzieć (odbij)
musiał byś być pihem bym się bał zmierzyć w tym beefie
a jesteś pseudo Vipem któremu oklepie michę
kiepski raperze jeszcze gorszy prezenterze
w nic ci nie uwierze mówiąc szczerze jesteś pedziem
przyjął drażniącą maniere wokalną i tak nawija
drze się jak rżnięta świnia, którą ja kijem dobijam
z takim wokalem to zdobył byś fuche w dubbingu
w gejowskich produkcjach które nie zdobędą rynku
dorosły facet a spowiada się matce, że jest ból na koncertach
tak tłumaczy mam wpadkę. Słowo Harcerza jest święty maminsynek
ingerując w moje życie cie skromi od rozkminek
nie mając pojęcia że gdy już uderzy księcia
nie wytrzyma napięcia które skupie na nim (wiesz jak)
twoje życie to Singo który grywasz mi przykro
że ty też robisz hip-hop mówiąc o mych ludziach bydło

Powiedz do kąd zaprowadzi cie ten beef?
Powiedz mi co po nocach tobie się śni?
Powiedz,nie wstydź się,czy wystarczy ci sił?
Powiedz jakie to uczucie dostać ponownie w ryj x2

Nie masz gości na swej płycie
bo nikt nie chciał z tobą nagrać
a po akcjiach z cienkim dissem
jeszcze większa wpadka,kumaj lecą latka
robisz za łowcę talentów
zatrudniając na albumy sezonowych producentów
harujących za pół darmo
ja pracuje z najlepszymi
ile White House mają z płyty?
spytaj to się kurwa zdziwisz
tak to szczera prawda, że dziś do rana piszę
na palcu mam odcisk po nie jednym długopisie
opłaci mi się,hej ty pluszowy misiek,
piszę kolejne wersy żeby zniszczyć twoje życie
nic się nie zmieniło ty myślałeś żeś powrócił?
jeden chujek co poróżnił,znaczy całą scene zkłucił
to twój udział w owej scenie tyś ją kurwo w pył obrócił
bo nie była taka mocna by się przeciw tobie wzrucić
przyniósł wstyd swemu miastu a skurwysyn jeszcze sapie
wróciłeś z tych wakacji no to do zoba w warszawie
był na wczasach po sezonie,panie gwiazda jak ci nie wstyd?
gdzie ten przepych jest?gdzie ten styl?słaby malec w tej Tunezji
tak bardzo cie wkurwia że zarabiam szmal z muzyki?
bo sam nieudacznik musi chałturzyć w TV

Powiedz dokąd zaprowadzi cie ten beef?
Powiedz mi co po nocach tobie się śni?
Powiedz,nie wstydź się,czy wystarczy ci sił?
Powiedz jakie to uczucie dostać ponownie w ryj x2
Z każdym obrotem ziemi wokół słońca
Widzę to wyraźnie świat już zbliża się do końca
Coraz mniej ludzkich uczuć w nas pozostaje
Coraz więcej zła do młodych umysłów się przedostaje
Brutalność połączona najczęściej z bezmyślnością
Owocuje bezsensowną złością, a moralnością
Zamiast serca kamień wypatrzone sumienie
Opisuję tylko nie liczę na to, że coś zmienię
Presja otoczenia musisz, musisz czy chcesz
Być jak oni, wierzysz tak jak oni, tak jak oni żyjesz
Z dnia na dzień, narkotyczny sen
Budzisz się na następny dzień, to nie był sen
Tak jest dzień w dzień, to rzeczywistość, jawa
Tonami wypalana trawa, wszystko jest ok
Niewinna zabawa, lecz ktoś na stół wyłożył zupełnie inne karty
Teraz twarde zabawki są w użyciu, a to już nie są żarty
Od wschodu do wschodu, jazda za kółkiem białego, sportowego samochodu
Kiedyś nazywany - Buli, teraz chudszy od miejscowych żuli
Nocą wyruszasz na podbój świata, a za dnia pijesz jak szmata
Właśnie tak, gnijesz, mimo że nadal żyjesz
Balansujesz na krawędzi, z której łatwo możesz spaść w dół
Módl się, żeby nowej zabawki nowej nie położyli na twój stół

Świat umiera, razem z naszym sumieniem
Z ostatnim promieniem słońca, ostatnim spojrzeniem

Świat umiera, razem z naszym sumieniem
Z ostatnim promieniem słońca, ostatnim spojrzeniem

Dzień po dniu niekończąca się opowieść, słuchać strzały
Syreny, płacz, rozpaczliwe krzyki, obdrapane kamienice
Baraki wypełniają mą dzielnicę. Małe dzieci chowane przez ulicę
Gdzieś w melinie najebani ich rodzice, brat w więzieniu
Siostra dawno zwiała z bogatym fagasem
W brzuchu burczy nieustanna walka z czasem, od pierwszego do pierwszego
Pusta kieszeń i lodówka, w środku ciemnego pokoju migająca jarzeniówka
A tuż pod nią czterolatek, w ubraniu zszytym z szmatek
Stoi i spogląda wielkimi oczami, grzebie w buzi brudnymi palcami
W ciszy słychać jego oddech ciężki jak ze stali
Zmęczony i samotny bez ciepła i miłości
Uwięziony w kręgu przytłaczającej ciemności
Jego matka chciała uciec od ciężkiego życia
Lecz alkohol to nie miejsce do ukrycia (to nie miejsce do ukrycia)
Co mam myśleć patrząc na takie obrazy
Tak przejrzyste niczym wyjęte z koszmaru
Jednak bardzo rzeczywiste i co zrobić, kiedy widzę
Dziecko tonące w krzyku lub znajduję noworodka na śmietniku
Jak mam nazwać kogoś, kto katuje własne dziecko bez powodu
Nie daje mu niczego oprócz cierpienia i głodu
Szukasz usprawiedliwienia, mówisz mi, że nic się nie zmienia
Sam miałeś takie dzieciństwo, teraz powtarzasz to samo świństwo
Pytasz mnie jak człowiek przegrany na starcie, może znaleźć życiowe oparcie
Kiedyś wierzyłem, że może, ale teraz już nie wierzę
Bo kiedy ty mi mówisz człowiek, ja słyszę zwierzę
I jak rzeczywiście nic na lepsze się nie zmienia
To w XXI wieku wszyscy zapomną o człowieku

Świat umiera, razem z naszym sumieniem
Z ostatnim promieniem słońca, ostatnim spojrzeniem

Świat umiera, razem z naszym sumieniem
Z ostatnim promieniem słońca, ostatnim spojrzeniem

Co wieczór kładę się na plecach i patrzę jak kręci się świat
Na brudnych interesach chłodzi boki metalowych krat
Tu ginie wróg, tam ginie brat spoglądam na błękitną planetę
Tak jak po przegranej bitwie patrzy na pobojowisko zwykły człowiek
A to co widzę sprawia ,że nie mogę zamknąć powiek
Tyle złych doświadczeń, tyle tragedii za nami a tu nadal dramat
Rozgrywa się nam przed oczami nadal wojny trawią niewinne istnienie
Bo ktoś tam na górze realizuje swoje założenie siedząc z dala od ognia
I świstających kul mówi nam co dobre ,a co złe co jest zgodne z prawem,a co nie
Wciąż stawiamy mury zabijamy za odmienną wiarę, inny kolor skóry
Depczemy wszystkie ideały by dojść do świętości plujemy na najwyższe wartości
Nazywasz pieniądz bogiem, a Boga swoim wrogiem
Robisz wszystko byle tylko jak najwięcej mieć
Niszczysz naszą matkę powiedz gdzie pójdziemy kiedy jej zabraknie
Co się z nami stanie co z nas pozostanie gdy spłonie nam dom
Odchodzi matka Ziemia, a wraz z nią wszystkie dzieci
Już coraz słabiej z nieba słońce świeci,
Już coraz ciszej bije serce świata, a nadal brat zabija brata

Świat umiera, razem z naszym sumieniem
Z ostatnim promieniem słońca, ostatnim spojrzeniem

Świat umiera, razem z naszym sumieniem
Z ostatnim promieniem słońca, ostatnim spojrzeniem

Szanuj bliźniego Twego jak siebie samego jak to się odnosi do życia twojego?
Być ,albo nie być o to jest pytanie zdepnij jak robaka każdego kto na twojej drodze stanie
Rozpychając się łokciami podążaj po trupach do celu
Inaczej nie osiągniesz nic mój przyjacielu tak sądzi wielu co najgorsze oni mają racje
Ja inwestuje w siebie to są moje obligacje liczy się to czego się nauczę w szkole
Życie i tak przydzieli mi wybraną rolę póki co mam nie wiele lat otworem stoi dla mnie świat
Jest ze mną rodzina siostra i brat sam spróbuje wykuwać swój los w tym chorym świecie
Przemocy sami dobrze o tym wiecie czasem zastanawiam się nad sensem
Tego wszystkiego uczysz się chcesz być kimś i co przyjdzie ci z tego?
Trafiasz w nieodpowiednie miejsce w złą godzinę zastrzelony przez swych braci
Opuszczasz na zawszę swą rodzinę
Skąd bierze się w nas tyle nienawiści
Skąd tyle złości, zazdrości, uczucia nie pewności
Odpowiedź czeka o 150mln km ponad naszymi głowami
Uniesiesz się tam kiedyś i spotkasz ze swoimi braćmi i siostrami,których nie ma tu już z nami
Pamiętaj Ty i słońce to jedność cała ,krystalicznie czysta bezwzględnie doskonała
Stała niezmienna od milionów lat dzięki niej istniejesz Ty i istnieje świat

Świat umiera, razem z naszym sumieniem
C.Z.Ł.O.W.I.E.K.U.
Patrz na nie, bo jak pierdolnie
Nie przejdzie bokiem - uderzy centralnie

C.Z.Ł.O.W.I.E.K.U.
Patrz na nie, bo jak pierdolnie
Z ulicy prosto
To jest biały dom, przyjmij to do wiadomości

Myślałem, że hip-hop zginął, z bluntami się spalił
Choć jestem jedynakiem dla mnie bratem był tu Ali
Bo nie ma takiej skali ziombel
Co nie pozwoli mi poruszać się tu na fali swobodnie
Wiesz myślę jak Zeus i jak Zeus mieszkam
Gdzie pies cię nie ochroni a zrobi to koleżka
Gdzie zarobić nie wiesz jak
Ja też nie wiem, wybacz
Chciałbym przy pracy powtarzać, że jestem jej pewien a nie chyba
To nie hajs koka cadillac Puff Daddy czy Lil Kim
Czy konkurs kto komu większe przyklei cycki
Lepiej pokaż silikon a zaśpiewa ktoś inny
Ten świat tak stworzony żeby każdy mógł w nim być
Mieć miejsce, to przez ten system
Parafinę mam jak Heltah Skeltah i żyć chcę
Mi powiedz lepiej, wychowany na Artifax
Musi słuchać, że Justin to najlepszy rap
K jego mać, ja nie dam wiary ziomek
Bo na mnie nie działają żadne czary w Pomatonie
Brat uwierzyć w koniec to marzenie czy pomysł
I tak w końcu pierdolnie prosto w Ziemię meteoryt

C.Z.Ł.O.W.I.E.K.U.
Patrz na nie, bo jak pierdolnie
Nie przejdzie bokiem - uderzy centralnie

C.Z.Ł.O.W.I.E.K.U.
Patrz na nie, bo jak pierdolnie
Z ulicy prosto
To jest biały dom, przyjmij to do wiadomości

Ten deszczach warszawski spada na miasta
Z ŁDZ to ZDN ziomuś sprawdzaj
z zielonego miasta konkret jazda
na Kodex peryferii jak K.A.S.T.A.
Słowa prawdy jak spowiedŹ
tu jest ten moment wykorzystam go po maksach
płynąc na bicie White House jak na lab Cabin, farsa
Żaden fall start, rap z serducha jak Hemp Gru
dla kurew co ukradły hip-hop brak sentymentu
poezja dŹwięku, Projektanci, O.S.T.R.
Nie ma miejsca, jak dom dla moich ludzi tu jestem
te światła miast dla nas świecą najjaśniej
jej blask co ogarnie wszystkie dzielnie w tym państwie
Nikt tu bezkarnie nie przewiezie się przez rejon
szukaj mnie na projektach, w klubach z pełną platerą
pełne lebero prezentuje ta ekipa
Jak BC damy klasyka, podkręć bas na głośnikach
Na legalu jak Peja, cuty Twistera
nawinąć konkretnie nie potrzeba bengera
to jak Zipera druga strona medalu
To historie z sąsiedztwa, które znasz od lat paru
rap po części dla szmalu po pierwsze z pasji
i nikt mi nie nawinie, że woli finansowy zastrzyk
hipokryzję tłamsi dając realny obraz
maksymalnie czysty towar, kielony pod dna

C.Z.Ł.O.W.I.E.K.U.
Patrz na nie, bo jak pierdolnie
Nie przejdzie bokiem - uderzy centralnie

C.Z.Ł.O.W.I.E.K.U.
Patrz na nie, bo jak pierdolnie
Z ulicy prosto
White House i wszystko jest jasne
FU
Nie chce słyszeć jak wypowiadasz się na codzień
Jak nie wiesz o co chodzi to weź się kurwa dowiedz
Chce słyszeć słowo "tak" a utrudniasz to właśnie Ty
W życiu zawsze coś za coś nie zaprzeczysz mi
Wysypać się na gałęzi, na której siedzisz
Ty w morde kopane stale non stop bredzisz
Te słowo często słysze w życiu na trzy litery
Nie chce do starości żyć tym słowem jak emeryt
Nie ze mną te numery brat, mnie to nie bierze
Człowieku zły słyszysz? Ja w siebie wierze
Gdy słysze słowo nie odwracam się ide dalej
Czekam tylko przez chwilę jak usłyszę nalej (polej!)
Czasami idę ulicą załatwić pare spraw
A ktoś mówi mi nie, coś już jest nie tak
Czasem mam chytry plan wiesz co jest grane
Gdy usłysze słowo nie masz pozamiatane

REFREN
Chcę usłyszeć słowo tak
A nie słyszeć słowo nie
Ty już wiesz dlaczego taki jestem przez cały dzień
Wiesz, jak słowo "nie" zmienia nasze nastroje
Więcej pokory ludzie róbmy dalej swoje X2

CHADA
Nie próbuj mi zaprzeczyć
Poddawać podwątpliwość
Tej nawijki z którą już 15 lat ide na żywioł
Te wasze wersy brzmią jakoś trefnie
Nie powiększy się grono aniołów kiedy wkońcu zdechniesz
Ja mam się dobrze, nic się nie zmienia
To jakby sekret waszego niepowodzenia
Nikogo nie zgrywam pisząc to dla ulicy
To nie kurwa absurdy wyjęte spod spódnicy
Damskie tu się nie liczy łańcuch wieszam na drzewie
Twoje słońce, o kurwa ale ona ma przebieg
My robimy ten rap co ma największy zasięg
Gdy to słyszysz, to czujesz jakbyś kąpał się w kwasie
Pewnie chciałbyś coś ugrać ale nie masz perspektyw
Wręczam komplet napoi do rosyjskiej ruletki
Ja bez pustych obietnic tutaj jak mało który
Ide ziomuś odporny na te życia tortury

REFREN
Chcę usłyszeć słowo tak
A nie słyszeć słowo nie
Ty już wiesz dlaczego taki jestem przez cały dzień
Wiesz, jak słowo "nie" zmienia nasze nastroje
Więcej pokory ludzie róbmy dalej swoje X2

FU
Chodzę po tym jak po szkle gołymi stopami
Spotkałem kumpla był z jakimiś typami
To towarzystwo drani w ząbek czesani, przybujani
Żampoł Gotie koszuli na Armani
Szybko mówią nawąchani bo był niezły bar i
To hipokryzji świat gdzie każdy w chuja wali
Na każdym kroku ktoś ma problem i głupa pali
Ja na luzie se rapuje ziom to siedzi w bani
To nie dociera do mnie jak Hannibalizm
To epicentrum WWA i jego realizm
Tu nie jeden gamoń nie jeden numer odwalił
Ma zryty berecik zakręcony jak rogalik
Nie zaprzeczysz typie bo wiem jedno
Jak wystrzelony pocisk trafiam w samo sedno, napewno
I wyłącznie jest to twoją zasługą
Bo chciałeś mnie wykiwać kurwo jedna z drugą!

BRAHU
Nie mów że nie da rady
Odbijam takie rady
I pierdol tą butelke nie wyskoczy z niej Alladyn
Omijaj barykady nie ulegaj presji jak Nielsen Leslie
Weź to na miękko bo to nie Wrestling
Podcinają skrzydła Ci co nie widzą nieba
Zapatrzeni w dół tylko by się tylko nie wyjebać
Żaden nie dostrzega szans, które w okół los kitra
Łątwiej ponarzekać i opierdolić litra
Wiem jak jest dawno stawiłem kres
I nastawiłem się na pas mocy daje sens
Tobie radzę też nie stać, do przodu biec
Wiesz jak to zrobić więc wiedz że to uda się
Świat jest Twój, więc na co kurwa czekasz
Przestań narzekać otwórz czachę na przekaz
Nie ma co zwlekać Czas jak leszcz ucieka
czas jak leszcz ucieka, czas jak leszcz ucieka

REFREN
Chcę usłyszeć słowo tak
A nie słyszeć słowo nie
Ty już wiesz dlaczego taki jestem przez cały dzień
Wiesz, jak słowo "nie" zmienia nasze nastroje
Więcej pokory ludzie róbmy dalej swoje X2

Nie zaprzeczysz mi bo wiem jedno
Jak wystrzelony pocisk trafiam w samo sedno X4
przyjedź do krakowa to squna zajaramy
codzień w oparach trawy plany układamy
teraz weź posłuchaj jak my tu nawijamy
jebać konfidentów i ścigania organy x4

squna w ręce mam i zjarać go mam plan
i siadłbym sobie wreszcie ale łypie jakiś cham
a ja na siebie uważam
przypału nie stwarzam
że jestem nietylkalny sobie nie wyobrażam

patrze w każdą strone, ty tez tak rób ziomek
by na własne życzenie, nie zjechać na dołek
kto tego nie rozumie musi głupi być, jak ołen
ale każdy chyba woli jak zakończenia są wesołe

przyjedź do krakowa..... x2

na hardkorze, nielegalu cały czas działamy
jak większość do tej pory my się nie zesramy
normalni kolesie a nie żadne banany
jebią konfidentów i ścigania organy
w to co robimy trud wielki wkładamy
na żaden cud od losu wcale nie czekamy
odczuwam głód gdy ten rap nie jest grany
ulica to nie brud tylko squad szanowany

o rany
czasami jak jaramy aż na nogach się słaniamy
w oparach gany gramy rapowany nie dla grammi
dla tych co są z nami, nie dla systemowych drani
wiec ile sił w krtani krzycz:
jebać konfidentów i ściagania organy
niech się przeciw nim zjednoczą ekipy i plany
ich squad zjebany przez nas nietolerowany
bo przez nich nie jeden chłopak represjonowany

przyjedź do krakowa .... x2

w krakowie wielu wporzadku ludzi znam
których z tego miejsca teraz pozdrawiam
wielu dobrych chłopaków ma NOWA HUTA
serdecznie ich wszytkich pozdrawiam tutaj
a policja w zad buta ma sample na ostruta niech ciągnie druta
traktować ich z buta

jesteś wporządku to git fasola
słyszysz ten bit to na nową firme pora
znasz Boskiego, Kaliego, Tadka, Popa, Pomidora
cały czas do przodu
taki tu jest morał

już jakiś społeczniak, krzyczy pomocy
po spotkaniu z nami już pewnie ma dosyć
odmulony, cały czas otwarte mam oczy
firma działa w krakowie w dzien oraz w nocy

przybywaj tu, przybywaj tu (no raczej)
bo w krakowie jest kozacki squn
maniur w brud
imprezy zwiedzaj, lecz pamietaj psów unikaj
a więc, do krk przybywaaaaaaaj
a więc, do krk przybywaaaaaaaj

przyjedź do krakowa to squna zajaramy
codzień w oparach trawy plany układamy
teraz weź posłuchaj jak my tu nawijamy
a jebać konfidentów i ścigania organy

więc przyjedź do krakowa to squna zajaramy
codzień w oparach trawy plany układamy
teraz weź posłuchaj jak my tu nawijamy
a jebać konfidentów i ścigania organy
Armagedon jest blisko
Przyjdź do nas na boisko
Tu hardcore nie disko
Jak Tede nie upadlem nisko
Moja druzyna zapowiada koniec swiata
Na ktorego wydanie czekalismy swe lata
Po pierwsze nie dla slawy
Kto po to robi hip hop
Temu nie podam graby
Chodz nie mam wprawy
Jestem amatorem, nastukanym konstruktorem
Cannabis jest dla mnie napedowym motorem
Uwaga, czesto unosze sie honorem
Mam prosta liryke dla prostych ludzi
Prostota nie snobstwo szacunek budzi
Mocno boleje nad tym co sie dzieje
Moi ludzie szaleja a diabel sie smieje
Czekam az wiatr przywieje
Dobre czasy pierwszej klasy
Szczesliwe, jak w pokerze cztery asy
Armagedon to szybka zaglada
Kto wpada nie wychodzi, taka jest zasada
Bogaty, biedny, zdrowy i chory
Razem po kolei do gazowej komory
Ukarani przez siebie bo stworzyli te stwory
Armagedon z ludzkiej nienawisci i glupoty
Dopiero teraz zaczynaja sie klopoty
Bo nikt nie przewidzial ruchow tej istoty
Jesli Toba bedzie rzadzic wodka
Twoja sekwencja zyciowa okaze sie krotka
Utoniesz w niej tak jak w oceanie łódka
Moich ludzi kocham
I dlatego szlocham
Jak z dobrego chlopaka robi sie cham
Czy wiesz o czym nawijam?
Bo mowie tu w Molesta imieniu
Po glebokim przemysleniu, ciezkim upaleniu
Warszawskie imprezy hip hopowe
Ostatnio staja sie bardzo wybuchowe
Nikt nie chce sie bawic, wszyscy chca sie bic
Nie jestem po to by to zmienic
Lecz racjonalnie ocenic
Bo honor mam w duszy a sile w dloni
Za bratem pojde w ogien jak klima mnie osloni
My jestesmy na tym co realne, szczegolnie co legalne
To nie sa akcje wizualne
Jestem jak chinski znak rownowagi
Troche glupoty tyle samo rozwagi
Czesto ryzykuje, tak zycie pojmuje
Ale wszystko kontroluje
Sprawdz jak sie czuje ten kto molestuje
Ten kto jest wkurwiony
Bo sens zycia odnaleziony lecz nie spelniony
Caly czas opozniony
Armagedon to szybka zaglada
Kto wpada nie wychodzi taka jest zasada
Bogaty, biedny, zdrowy i chory
razem po kolei do gazowej komory
Ukarani przez siebie bo stworzyli te stwory
Armagedon ludzkiej nienawisci i glupoty
Dopiero teraz zaczynaja sie klopoty
Bo nikt nie przewidzial ruchow tej istoty
Obok zaczyna rzadzic heroina
Pali ja nawet w ciazy dziewczyna
A cpunem staje sie dobry chlopaczyna
Wkurwiac mnie to zaczyna
Zastanawiasz sie jaka jest tego przyczyna
Brak pieniedzy, perspektyw, stres
Z reszta sam wiesz jak jest
Ja mam zajecie i na nie obstawiam
Swoja rzeczywistosc w rymy oprawiam
I czasem sie zastanawiam
Czy kto tak jak ja to widzi
Mam racje to pewnie sie wstydzi
Weź to na luz, po co się spinasz?
Taki jest świat i to nie twoja wina,
Opadły ręce, brakuje słów,
Usta to strzelby, ktoś strzelił znów.

A ty weź to na luz, spróbuj coś zmienić,
Stalowe nerwy, zacznij się cenić,
Zapomnij o tym, że masz kłopoty,
Spokój jest lekiem, niech to będzie twój narkotyk,

W czasach w których rządzi pieniądz zwykle jest tak,
Że nie warto już się ścigać, bo nie ma jak,
Jeden ma tu aż za dużo, drugi ma nic,
Nie narzekaj więcej, tylko naucz się żyć.

Dystans, zachowaj go.
Dystans, utrzymuj go.
Dystans, tylko on cię uratuje.
Dystans, dystans ooo

Ref.
Wielkim autem przez miasto toczymy się,
Za plecami zostawiamy wszystko to co złe.
Niech dzieje się co chce,
nieważne bo nic nie zatrzyma nas.
Do przodu wciąż, nowy dzień pełen szans.
Już czeka tam...
Znów czeka nas...

Weź to na luz, to nie jest finał,
Uwierz, że dzisiaj wszystko się zaczyna,
Masz w sobie siłę,zasyp ten dół,
Przed tobą droga gładka jak stół.

Weź to na luz, zanim zwarjujesz,
Nie rób jak karzą, rób tak jak czujesz,
Swoje obawy zastąp nadzieją,
Wygrani ci co na końcu się śmieją.

Do przodu idź, niech prowadzi cię serce,
Co było złe, już nie zdarzy się więcej,
Przed siebie tak, zacznij spełniać marzenia,
I wrzuć na luz, zbyt wiele masz do stracenia.

Ref.
Wielkim autem przez miasto toczymy się,
Za plecami zostawiamy wszystko to co złe.
Niech dzieje się co chce,
nieważne bo nic nie zatrzyma nas.
Do przodu wciąż, nowy dzień pełen szans
Już czeka tam...
Znów czeka nas...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo