Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Bo to ten świat tak cię boli i wkurwia.
Meta amfetamina daje dożyć do jutra.
Chcę być młody bym mógł czas dogonić.
Daj Bóg żeby zabić ten syf.
Co gnojom ciągle zakleja usta.
Nie wierzę w cuda.
Swoje siły ponad wszystkim.
Nie wciąga mnie haszysz,
Żyły brat to mam czyste.
Czy to szpan jest zjawiskiem.
Wciąż jaram w beztrosce.
Jestem chudy wiecznie głodny,
Cukier wpierdalam ciągle.
Wszystko mogę zapomnieć.
Przez ten cannabinol w myślach,
Może kiedyś przestanę,
Nerwy powoli odzyskam.
Od szkoły do dziś,
Mam stale problem z koncentracją,
Ale wiem, że tylko frajer odda forsę za Mars ziom.
Niby świat jest pułapką,
Z wszelką wiedzą bez granic.
Ci ludzie tacy mądrzy,
A bredzą jak pijani.
To raj dla zakochanych,
Tutaj poznasz ten slogan.
Choć mieszkam tu,
To nie wiem kogo spotkam na schodach.
Witaj w Polsce, tu PRL masz w żyłach,
Czyli krew plus dodatki - ADIS i heroina,
Pusty śmiech, czyli kpina o przyszłości i celach,
Niby tacy sami, jednak inni już od urodzenia.
[x2]
Brat, wiem, że masz siłę, ten ukryty zmysł.
By kochać to życie i po swoje iść.
Jak nie ty, to kto ma mieć w sercu dobro?
Za bliskich, rodzinę, za słowo i wolność.

[zwrotka angielska]

[x2]
Brat, wiem, że masz siłę, ten ukryty zmysł
By kochać to życie i po swoje iść
Jak nie ty, to kto ma mieć w sercu dobro?
Za bliskich, rodzinę, za słowo i wolność
Nie wierz nigdy tym, co sieją uni w oczach
Miasto snów HollyŁódź, tu się nie mówi o kwotach
Stara prawda, tak nauczyła matka mnie
I te awantury w blokach uszy zatkać chce
Bałuty znasz całe i jak sprawiedliwością dzielą
Dopóty nie natkniesz się w noc na kogoś z siekierą
Niemoc w pełni, energia znika wierz mi
Jak oni cię nie złapią za nic złapią ciebie mendy
W ramach dygresji dla siebie te nowiny zachowaj
Jeśli znasz procedury, gdy psy podrzuciły towar
Morda w kubeł, nic nie umiem, nie wiem, nie chcę
Cztery osiem wpierdol, ziomek pierdol agresję
Jesteś wolny, zdolny by oszukać bestię, wyczaj
Ważne, że nikt cię nie widział i nie ma cię na kliszach
Jasne, że nie dzisiaj i nie jutro, ziomek nigdy
Tak kręci się bałucki film ty uczestniczysz w nim
By mnożyć zyski, bo hajs czuwa nad wszystkim
Wygrywa ten, co zasuwa po walizki
Za chuja tej gry byś ziom nie pojął
Trzeba żyć tu by wiedzieć, co dosłownie jest co noc
Gdy samochody płoną, latarnie gasną
Los przypadkowych pieszych łapie za gardło
Ten świat jest pułapką, tu nawet z nieba wrócę
Ten świat to Bałuty, stąd nie da się uciec

[x2]
Czy warto grać va banque życie swoje stawiać zamiast kłamać
Ochłoń, sława znana, top to tylko chwila
Póki krew płynie w żyłach
Tylko jedna jest szansa jak i jeden jej finał

[x2]
Czy warto? czy warto?
Marzenia, jakie marzenia? ufaj wiecznie słowu
Marzeniem jest tu by dojść bezpiecznie do domu
Bezsprzecznie demonów tu nie spotkasz
Jak chcesz się bać wiecznie
Felietonów szukaj w kioskach
Tu Mołotowa koktajl, S-klasa, pisk opon
Jak się dochowasz kozła w tych czasach zysk stopią
Kijem w pysk po to byś płacił dziś licz becyluj
Ja tam gdzie Teofilów liczę ile w życiu mi zostało minut
Jak chcesz to kombinuj
Ziom dla myku to atrybut nie dla mnie
Jak nie konkurencja to pies cię dopadnie
Pod blokiem przy aucie
Ej zobacz po sąsiadach
Znów cztery osiem plus
Wielki dół w kosztach spada
Cztery osiem plus
Bo jakiś chuj cię rozpoznał
Kara to kwestia czasu
Przelicz ten czas, co umilą ci cztery ściany celi
Klawiszów bym odstrzelił
Się nie afiszuj
By przeżyć trzeba myśleć
Bez długopisu nie byłbym tym, kim chcę
Ziom przelicz, co jest zyskiem
Za wszystkie jak i przeciw
I zrób to jak nie dla siebie to dla swoich dzieci

[x2]
Czy warto grać va banque życie swoje stawiać zamiast kłamać
Ochłoń, sława znana, top to tylko chwila
Póki krew płynie w żyłach
Tylko jedna jest szansa jak i jeden jej finał

Czy warto?

Jeszcze wiele może się zdarzyć
Jeszcze wiele może się zdarzyć
Jeszcze wiele może się zdarzyć
Jeszcze wiele może się zdarzyć
Tu dziś...
Ref.: Czuję to, czuję to, czuję, że mogę
czuję to i wiem, że to zrobię
człowiek dosyć niespełnionych postanowień
dzisiaj możesz wreszcie zaufać sobie. (x2)

Nie wszystko w życiu zależy od nas,
choć jestem ostatnim, co by się poddał
nie codziennie aura jest pogodna
a przed nami nie rozciąga się krajobraz dobra
to nie powód, by się załamać (a a)
to nie powód, by się zakłamać (a a)
to nie powód, by dać się złamać
nigdy nie pozwól, by zapał w tobie zamarł
człowiek musisz zaufać sobie
powiedz dziś postanowię a jutro to zrobię
i nie przejmuj się głosami z zewnątrz
jeśli żyjesz tym co robisz wygrasz na pewno.

Ref. (x2)

Ja wierzę w człowieka nawet jeśli to złudzenia
będę to powtarzał do znudzenia pozdrowienia
dla wszystkich, którzy nie boją się myślenia
nie stoją tylko dążą do przemian
bo każdy dzień jest dobry na zmianę
i nie mów mi, że natrafiłeś na ścianę
raz lepiej jest raz gorzej na zmianę
zrób tak, by było dobrze na stałe
zrób to na skalę nie znaną dotąd
wyślij kreatywnych myśli potok
opanuj negatywnych myśli potop
i stań ze szczęściem oko w oko ok?

Ref.

wierze w człowieka, choć medialny przekaz
pokazuje codziennie upadek człowieka
wierze w człowieka nawet jeśli to utopia
nawet jeśli za te poglądy sprzedam album w 3 kopiach
i tak będę kochał co robię,
bo ciągły rozwój uznałem za swą ideologię
nie wznoszę błagań i rąk do nieba
wierzę w doskonałość choć wiem,
że wierzę w coś, czego nie ma
ale to daje mi siłę, by się nie bać
to daje siłę, by się nie dać
więc zaczynam od dania sobie zaufania
bo każdy z nas ma siły których sobie nie uświadamia

Ref.
Ref:
Czyja wina że pozory gubią mnie
Nie nie nie nie nie nie poddam sie
Gdy przecież wszystko może zdarzyć sie
Na pozór konwekcja pierwsza lekcja (x2)

Pozór to operowa maska ta
Pozór na ogół to przykrywka ta
Pozór na ogół zła oprawka ta
Pozór jak brud brudna strzykawka
Pozór jak brudna ławka
Akrobaty dawka stawka większa
Niż pragnienie głodu
Staram się zaznać jeszcze więcej spokoju
Na ogół
W tym nie ma reguł tylko własny szczegół
Dobra rada fanfanorada
Próżność nie wada bada
Przejście mi zagradza przesiąknięta bardzo władza
Mi przeszkadza bo to brudny hip-hop jak brudna sadza
Więc zawsze dłonie tip top jest coś jak coś się zgadza
Fu Szu odradza słowem wynagradza rymem przysadza nie zawadza
Uważaj pozory mylą to cię kurwa zdradza
Uważaj pozory mylą to cię kurwa zdradza

Czyja wina że pozory gubią mnie
Nie nie nie nie nie nie poddam sie
Gdy przecież wszystko może zdarzyć sie
Na pozór konwekcja pierwsza lekcja (x2)

Przyjaciel czy wróg
Iluzja czy cud
Łatwizna czy trud
Głód doświadczenia w życiu
W obliczu dylematu
Setki desperatów
Panikuje
Nie wie kto oszukuje
A kto szczerym bratem
Przecież na pozór nawet nieuczciwy człowiek
Może być postrzegany i nazywany bogiem
Maska judaszka kłamstwa przysłoni
Rozsądni znają jako najsilniejszą z broni
Naucz się rozróżniać co jest tylko pozorem
Pomału każda kłótnia zmieni sie w harmonie
Roztropnie z każdym krokiem doświadczać
Jak odnieść zwycięstwo i czym jest dobra walka
Salwa moich słów to część ludziom pokoju
Ja nie dam się zwieść pozorom mnie nie nakłonią
Zaaferowani swoją wojna o mnie zapomną
Byle by to nie był pozór bo przypłacę go słono

Czyja wina że pozory gubią mnie
Nie nie nie nie nie nie poddam sie
Gdy przecież wszystko może zdążyć sie
Na pozór konwekcja pierwsza lekcja (x2)

Prokurator człowiek dewastator
Na ogół okazuje się zwykłą szmatą
Na pozór ładna i piękna kobieta
Ułożona dyskretna młoda studentka
Złotem obwieszona może przyrządzić ci hot doga
Lecz uważaj bo jest bardzo droga
To przestroga
I tu jest pstryczek
Zostaniesz następna parą rękawiczek
Suka szuka sponsora
Na wakacje szuka
Lecz nie okłamiesz nigdy starego kruka
Jak chcesz dupę tulić
To musisz zabulić
Nie daj się zamulić
Na pozór
Rozważ swój własny dozór
A pozory wprowadzają cię w ślepą uliczkę
Zakładają jak psu na szyje smyczkę
Ogólne zamieszanie wprowadzają
Wyhodowane suki rozpieszczone sie stają

Czyja wina że pozory gubią mnie
Nie nie nie nie nie nie poddam sie
Gdy przecież wszystko może zdążyć sie
Na pozór konwekcja pierwsza lekcja (x2)

A ludzie jak to ludzie przesadzać kochają
Nawzajem się zjadają bo świra mają
Bananowe rodzinki biedy nie znają
A dzieci jak to dzieci wydatki swoje mają
Tatuś zapłacił i wcale się nie zdziwił
Synek właśnie strzelił gola
Wszyscy są szczęśliwi
Synkowi dom kupili
Oni bliscy sobie byli
I pięknie było do pewnego czasu
Bo synka w bagażniku ktoś wywiózł do lasu
Tatuś znów zapłacił
Rozumu nie stracił
Więc nie mów mi dziwko
Że pieniądze to nie wszystko
Więcej nie mów nie
Pozory mylą

Czyja wina że pozory gubią mnie
Nie nie nie nie nie nie poddam sie
Gdy przecież wszystko może zdążyć sie
Na pozór konwekcja pierwsza lekcja (x2)

Pozory mylą
Pozory my ylą
Pozory mylą
Pozory my ylą
Położyła spać się, gdy łza obmyła twarz jej.
Kolejny raz zwątpiła w nas i w cały świat i w prawdę.
Gdy cały świat im kradł marzenia, świat zabił uczucia.
On już nie był tym kim wcześniej - usłyszał, zamilkł, usiadł.
Zranić musiał jakoś, prawdy szuka światło.
Zanim miasto poszło spać, on płacił łzami na głos.
Jej oczy, oddech dawał mu natchnienie.
Zamiast snu miał drżenie rąk, wrażenie upadł we mgle.
Ta.. serce nie sługa przecież
I nie chce słuchać przekleństw,
I nie chce widzieć łez i nie bądź smutna więcej.
Ich setki słów na wietrze, ich gesty, ból, to piękne,
bunt przeciwko światu i całej reszcie.
Poznał jej wnętrze już u boku stanął razem przygód
nie ... nawet jeżeli ich pozbawią marzeń,
"Za swoją prawdę mógłbym zabić" - mówił,
"Za swoją damę mógłbym walczyć do ostatniej krwi kropli".
Wziął klucz, trzasnął drzwiami, wyszedł zabić swój krzyk,
zabić ból, wstyd.
A ty śpij, odpocznij.

Czuł, że ma skrzydła, może latać i nikt nie zdoła mu ich podciąć
I pierdolił ból, który jednak szczęście tłumił non stop.
Razem mury burzył, on z nią
I wkurwił mocno jej stopy,
wie gdzie weszła, świat w oparach wódki głos - zgiął się.
Zobaczył, że dla niego świat ten nie ma granic
ale ona nie da rady wciąż tak walczyć z wiatrakami.
I coś pękło między nami, coś jak mięśni zanik,
Nie pozwala dojść do siebie, kwiaty zeschły,
A my - wśród łez sami.
On idzie pustą ulicą zegar wybił północ,
Gdy coś kazało wybiec w przyszłość.
Wybiec myślą na przeciw, jak dziwką na szczecin.
Stał na moście myślał ''czas pierdolić wszystko jak leci''.
Widział ciało, nagle ją w czerni, jego nie ma obok,
"dziś już jego nie ma z tobą" - mówił, któryś z kumpli.
Zrozumiał musi wrócić, walczyć teraz o nią,
Obiecał, że nie będzie łez już nigdy, szczęście wróci znów im!
[To nie prawda, że raperzy umieją grać na skrzypcach]

Choć nie ma, że nie ma, że nie ma to nie ma
Już dawno, że nie ma tego co tu pragnął za darmo
Lekarstwo to wolałbym zabrać
E czego tu nie ma to nieba na własność, ziom
Fruwam czy latam to tylko debata przy batach
A ja mam flow, blubę i macha
To rap ten wykracza tu poza ten atak
To kolejny cios
Nie ma, że boli to progres
Sylaby sklejane w słowa to działa jak prozak
Gdy gada Zagłoba Soplica po Bolsie
Czego spodziewać się możesz
Prawdziwy hip-hop ponad fałsz ten
Ze złego ramienia zarobek
Ej powiedz mi lepiej czego ty pragniesz
Nie czekaj do jutra, pokażę tobie tu styl
Tylko powietrze poruszy rytm
Daję ci flow tyle ile wyrazów na świecie pomieści bit
Dekada w breaku i winyli skreczu daje mi to co tu ma sens
Co na zapleczu się nie interesuj
Wzbogacam tracki nie mafię
Te szlaki na mapie, ej, żyję tym rapem
Tych wyzyskiwaczy to dość
Tu na tym etapie to tak jak potrafię
Oddaje ten patent i flow poprzez prąd
Z podwórek, bloków na oś
Prawdziwy hip-hop więc sprawdź to
Tak między nami odpowiedź jest prosta
Na to kto tutaj ma flow

Wielu mówiło mi - masz dar
Kieruj się chwilą to łaska
Nie wiem jak myśleć
Bo nikt przecież nie wie gdzie tutaj leży ta prawda
Idę przed siebie na samplach
Ta klawiatura daje mi wiarę
Bo dziś ile co daje styl w jednym wyrazie
To tylko flow pobudza rytm
Brat, nie ogarniesz tu tego tak na raz
To wirus co spaja, energię wyzwala
Nie starczy aparat
Kamera podwaja tu tempo mówienia
To szatan w detalach
To świata nie zmienia, że życie przegadam
A swoje marzenia i wiem co posiadam
To też bez wątpienia, jak możesz to nadaj
Kto tu ma flow, to płynie jak saga
E, nieważne jak wolne czy szybkie flow
Wiesz ja mam czas
O! lepiej orientuj co może się tutaj wydarzyć
eS! styl co wyjawi ci prawdę
Jeśli tej prawdy ty tylko chcesz zażyć
Te! to nie talary a tytani pracy
To dla bogatych skąd fortunę wziąć
eR! jak robota brat wiesz ja to kocham
Bit który pobudza flow
Nieważne jak, nieważne gdzie
Technika daje ten efekt
Bo kiedy tak mówię
To czuję, że z majkiem to mógłbym tu ziomek odlecieć

[Niezidentyfikowane... to nie UFO! to nie UFO! Nie pojazdy księżycowe... hej!]
Nieudacznicy nie przytula dzisiaj sosu
Idź zarób, skołuj, nie bądź ofiarą losu
Nie daj się wkręcić w tych przegranych *****enie
Że lepiej pływać w długach niż w prywatnym basenie
Spójrz kto zostanie już na zawsze pod tym sklepem
A kto idzie konsekwentnie tam gdzie będzie lepiej
Nie wierzę w tych co wolą tramwaj od BM'ki
Zamiast zarabiać oni skomlą jak panienki
Prawdziwy mężczyzna musi zadbać o swych bliskich
A nie wciąż powtarzać że pieniądze nie są wszystkim

To oczywiste, to truizmy ludzkości
Hajs jest zamiennikiem a sam nie ma wartości
Sos potrzebny jest nam żeby się rozwijać
Zapewnić lepszą przyszłość i działać nie przemijać
Klatka, ławka znam ten standard, bar mleczny
Tylko szaleńcy mogą niech cieć go polepszyć, otwórz oczy

Ty dobrze wiesz, że nie jestem rekinem finansjery
Ale za to mam własny pogląd na ten przemysł
Na nie nie licz, do ciebie same nie przyjdą
Gdzieś z boku stoją hieny co wyczyszczą cię jak mydło
Uważaj z betonowymi [?] to łakomy kąsek
Zobacz sobie tylko gdy przyjmujesz porcję
Koniec diety z koksem i słonce ładnie świeci
Pojawia się progres i już nie jest źle ci
Ja sam nigdy za wiele w kieszeni ich nie miałem
Ale inwestycje były dobrym rozwiązaniem
Maniek kupił tu za pięć, za dychę sprzedał gram
Wystarczyło tylko chcieć tak napełnił miodem dzban
Kochasz go to masz romans z martwym królem
Więc prędzej czy później nawinie cię na szpule
Wiem, że każdy chciałby przytulić ładną sumę
Ona mi nie zrobi krzywdy, bo to nie jest mój amulet

Za skrajnych radykałów złamanego grosza nie dam
Bo albo wielka bieda albo wszystko na sprzedaż
Po pierwsze nie dla sławy, po drugie nie dla pieniędzy
Niektórym, którzy to mówili mógłby uschnąć język
Hajs jest niezbędny lecz nie żyje się dla niego
Kto nie umie się utrzymać jest zwykłym lebiegą
I *****iłeś coś, że za droga Prosto bluza
Nie kupuj jej, ona nie jest dla lamusa
Wciąż masowa jest tu mentalność komunisty
Kto się tu wybija ten porządek *****om niszczy
Zamiast pomyśleć fajnie, też chcę mieć więcej
On żeby stracił dał by se odrąbać rękę
Próbował już mówić raz całej Polsce PiS
Stalinowską psychozę, że mieć pieniądze to wstyd
Pieniądze zarabiam tu nie dla pieniędzy
Tylko po to żeby być w 100% niezależny

Ja zamiast śmierdzieć groszem, wolałbym pachnieć milionami
Tak między nami nie chcę mieć beefu z banknotami
Są ze mną jest super, gdy ich nie ma jestem w dupie
Bo choćbym miał wielkie plany za marzenia nic nie kupię
Muszę dbać o rodzinę, umiem dbać o słuchacza
Gdy robię z kimś dill to klient do mnie wraca
I to mi się opłaca, wiem co dla mnie dobre
Mierzę wyżej niż NASA, widzę cel, wiem, że tam dotrę
Jest tak, dyszka do dyszki i brzęczą kieliszki
Jak nie macie dyszki to wszyscy macie suche pyski
Ja wolę zyski i *****ę straty
Dla Polski prognoza pogoda wciąż dla bogatych
To jest proste jak drut chcąc zawsze się przyda
Grunt żeby się nie zachłysnąć żeby nie skończyć jak Midas
Póki co mi to nie grozi, wiem którędy mam iść
Zamiast nic nie robić szukam tego hajsu dziś
Mam dość poczucia winy, chce być sobą
Nie mam siły ciągle myśleć o innych
I wzroku jednej z planet gdzieś wysoko
Panie pozwól mi odzyskać wiarę w swoją wyjątkowość
Bo lecę jak liść, żywioł zna cel
Byle jak, byle gdzie, byle żyć jednym tchem
Lęk, ogarniający smutek
Brzemię szybkiego życia o nim zapomnieć w minutę
Noce z Belzebubem, dzień przynosi ulgę
Czuję rękę pana chociaż marny ze mnie uczeń
Noce są tak grube jakby to malował Rubens
Ale jesteś panem życia póki jeszcze kontrolujesz
Raz już mogłem umrzeć, nie czuję w tym przypadku
Jestem człowiekiem pióra, ekscentrykiem po szczeniaczku
A dziś chciałbyś to zignorować
Ale nie przekreślisz ludzi, którzy znają moje słowa

Moje myśli są wolne, moje sny intensywne,
Nawet jak żyję skromnie, moje serce jest czyste
Moje usta nie kłamią, moja duma jest wieczna
Moje słowa są prawdą, moja wolność - rzecz święta
/x2

Mam dość dość dość poczucia winy
Mój wzrok wzrok wzrok gdzieś wysoko
Choć wciąż chcą bym robił to co inni
Nie pójdę razem z nimi, bo mam własny trop
/x2

Mam własny trop, nie jestem filantropem
Zaprzepaszczę go to będę zdychał w błocie
Każda chwila złotem, cisza krąży w wodzie
Temu pływam z prądem, życia dożywocie
Choć u pokus wiodę lotem swoim mogę pokazać tym
Że nawet nie mając nic, możesz wciąż drapać szczyt
Możesz coś dawać i odpowiadać na pytania tych
Którym potrzebna wiara co jest drogowskazami
Wolność ma skrapla sny w stronę ziemi #stalagmit
Zakaz mam latania dziś, zdobywam księżyc #Gagarin
Saddam, lecę szybciej od światła w stronę domu
Bez wysiłków i starania, po mojej drodze bez demonów
W towarzystwie światła, które rozumie mnie i wybacza
Czuję ten zapach jak niemowlę, które tuli tata
Rozumie emocje, mimo, że nie mówi, umie płakać
Najpierw są słowa wolne, potem empatia i telepatia
Nie chce zamykać koła i za zło złem płacić,
Bo miłość do wroga to najlepszy sprzeciw wobec zła
Jesteśmy wolni by grać symfonię dobrych fal
Tworzymy harmonię miłości, fałsz to akordy zła

Mam dość dość dość poczucia winy
Mój wzrok wzrok wzrok gdzieś wysoko
Choć wciąż chcą bym robił to co inni
Nie pójdę razem z nimi, bo mam własny trop
/x2

Numerowani jak bydło żyjemy w świecie
W którym masz NIP i pesel by mogli zajrzeć ci w kieszeń
Chciałbym jak ptak odlecieć i nasrać na wszystko z góry
Bo chociaż nie gardzę chlebem to pieprzę same okruchy
Nie doszukuj się skruchy w chłodnych spojrzeniach
Tu gdzie wyrzuty sumienia są warte tyle co mela
Nie podążam za tłumem, wiesz to nie dla mnie
I mamy inną naturę, choć człowiek to zwierze stadne
Każdy dzień jak sampel, zapętlony wycięty
Pierdolę aranżację i skupiam się na treści
Muzyka jest jak zwierzchnik moich uczuć i wiary
W to, że nie będę kolejnym wchłoniętym przez kapitalizm
Metody, sterowani ci co chcieli sterować
Spróbuj mi dać popalić to mogę cię za hipować
To nie jest twoja sprawa, którą drogą podążam
Nie jesteś moją matką, nie przypominasz mi ojca

Mam dość dość dość poczucia winy
Mój wzrok wzrok wzrok gdzieś wysoko
Choć wciąż chcą bym robił to co inni
Nie pójdę razem z nimi, bo mam własny trop
/x2
Tytułem wstępu powtarzam cały czas
Białystok reprezentuj!
Jestem głodny
I nie chodzi o jesiotry na talerzy
Od zawsze cash mój chcę ()
Zamiast CD dzieciaki nagrywać
Chcą zapach Holandii
() Young już nie jest taki młody
Od kiedy ()
Zobacz ile zła wyrządza jedne pistolet
Gdzie jeste Tupac Amaru?
Gdzie jest Christopher Wallace?

Długo nie wiedziałem co napisać
No bo rzadko bywam głodny
Byś wjebał tyle zwrotek
Byś się brat porzygał od nich
Znam ludzi z całej Polski
Każdy wiesz, dobry zawodnik
Stawiam na nich w ciemno
Piję wódkę, zbijam piątki
Robimy ucztę kiedy wbijam do nich w gości
A jak się porobimy wtedy wjebać ()
Bo nie zostaje nic lecą krzesła, stoły, zwrotki
Tak tłuste, że jak pusze je to: lekarz, dieta, proszki

Obrałem odpowiedni kurs
Na scenie z mikrofonem
W studio nad kartką
Obrałem odpowiedni kurs
Idziemy w zaparte
Za to możemy zdychać

Jesteśmy głodni z natury
Teraz ręce do góry
Dla nas
W Alpy i mury
Dla nas
Waty, figury
Dla nas
Skrecze, rubryny, zeszyt, długopisy
Przez to robimy
Dla Was!
Hip hop nie zginie!
/2x

Apetyt ma ten typ na sukces
Znów produkcje
Ostrze tu swoje kły
Nawet, gdy pełno w lodówce
Kuchni szef dziś ma pecha
Jestem łasuch numer jeden
Jem za trzech, potem bekam do czasu
Gaszę pragnienie
Mam lekką niedowagę, choć połykam każdy bit
Chcesz tu hit, dam ci rade, podaj mi szybko menu
Głód zwycięstwa wkurwia tasiemca
Ten żeruje na sercu
Dokarmia go poezja i życie na tym osiedlu

Zmów budzę ogień
Rośnie tempo
Gram na szpicy, ziom
Potrawie robić rap i jak Bernie made of liczyć
I chuj
()
Nie odchodzę od stołu
Słabym nie zostawiam resztek
Wchodzę, jak wejście, albo nie wchodzę w ogóle
Świat spogląda spode łba, gdy z kuzynem pnę się w górę
()
Na tym kulam jakiś hajs
I nie szukam na tym afer jak ta baba zza firanki

Siadam w furę, skręcam skręta
Wbijam do fifki sprzęt, w radio raczej
() niż 50 Cent
Dziś jara mnie niż wódka
Split za splitem
()
Gastro wjeżdża, czuje podniecenie
Jestem głodny z natury, francuskie podniebienie
Mam wilczy apetyt i wpierdalam za dwóch
Sram na chujowych mc’s, mówię wufff!

Obrałem odpowiedni kurs
Na scenie z mikrofonem
W studio nad kartką
Obrałem odpowiedni kurs
Idziemy w zaparte
Za to możemy zdychać

Jesteśmy głodni z natury
Teraz ręce do góry
Dla nas
W Alpy i mury
Dla nas
Waty, figury
Dla nas
Skrecze, rubryny, zeszyt, długopisy
Przez to robimy
Dla Was!
Hip hop nie zginie!
/2x
Otwieramy nowy sezon, dla mnie to kolejny przełom
Stawiam krok, kolejny rok przynosi dla was nowe dzieło
Dal mych braci, dla mych sióstr, kolejny ruch, następny buch w płucach
Się nie narzucam, jestem by ten rap nie upadł
Spakowałem plecak, przez to życie z bagażem doświadczeń
To ten sam wkurwiony dzieciak, nasze twarze pełne zmartwień
Zmęczony wędrowiec szuka prawdy na masowym grobie
To jest sztuka przekazana dla pokoleń
Czasami myślę, że z całym światem się tylko zmagam
Że jestem sam w ciemnościach, gorzki posmak, którego nie strawiam
Bo boję się porażki, nie chcę być jak jeden z wielu
Na dnie systemu czuć się jak jebany helup, nie chcę
Żadnych resztek, a nimi świat nas karmi
Jesteś jebanym Pazerą to tym gównem się udławisz
Codziennie dziękuję stwórcy, anioł stróż nade mną czuwa
Nie odstąpił nigdy kroku, proszę cię nadal czuwaj

ref.
Dzień WW wita mnie
Panie proszę o dostatni byt
Chcę spokojny sen
Znam zasady tej brutalnej gry
Miej w opiece nas
Stawiamy kolejny tutaj krok
Wiele mamy szans
Potrafimy wyprowadzić cios

Znów przed sobą klękam, tak to znów robię znak krzyża
Nowe karty odkrywam, nowy dzień jest jak survival
Dla Dawida, dla jego bliskich, dla twoich dzieci
Niech nigdy nie będzie mroku, tylko niech będzie słońce świecić zawsze
Prowadzi pasterz to zagubione stado
Mieliśmy znaleźć Avalon, nie mosty za sobą palą
Bramą piekieł stała się dla nas Ziemia, zawsze nią była
Widocznie po upadku nie wyszliśmy z cienia
Popatrz, za dużo pytań, mało odpowiedzi na nie
Odejdziemy zapomnieni czy zostanie po nas dla mnie
Mały ślad, mały świat cały jest do dyspozycji
Nie brak mi jest ambicji, słuchaj dalej tej audycji
Jestem w dobrej kondycji, ta płyta tego dowodem
Jeśli hip-hop jest we mnie to ja jestem hip-hopem
Jeśli hip-hop jest w tobie to też nim chłopaku jesteś
Stawiam kolejny krok żeby być na wyższym podeście

ref.
Dzień WW wita mnie
Panie proszę o dostatni byt
Chcę spokojny sen
Znam zasady tej brutalnej gry
Miej w opiece nas
Stawiamy kolejny tutaj krok
Wiele mamy szans
Potrafimy wyprowadzić cios
Ref.
Mezopotamia, między Eufratem i Tygrysem,
Mezo styl, między kartką i długopisem,
Mezo styl, między formą i treścią,
Może Ty też wiesz coś na ten temat..

1. Świat pełen pokus, świat, który wabi,
Znaleźć złoty środek, kodeks, jak Hammurabi.
Uczysz się być twardy, popychany przez rzeczywistość,
Człowiek - najdramatyczniejsza spośród istot.
Wiesz jak masz postępować, znasz dekalog,
W tej sekundzie tysiące osób go złamało,
By mieć władzę jak faraon, by podwyższyć społeczny status.
Gotowi jesteśmy zmienić każdy statut.
Szukasz doskonałości, wspinasz się po Wieży Babel,
Ze świadomością, że czeka Cię upadek.
Utracony rajski ogród, przeszłość owiana tajemnicą,
Znaki zapytania, myśli wpadające w nicość.
Grzechu wirus, wiedza o świecie, polityczne wiece,
Papirus zapisany przez lata masą recept.
Łyk eliksiru pozwalającego dojść do celu,
Wypośrodkować, znaleźć panaceum.
Pójdziesz na skróty, czy wybierzesz drogę przez mękę,
Aby dopiąć swego i osiągnąć swoją mekkę.
Życie - tutaj łatwych odpowiedzi nie ma.
Zapytaj siebie, może też coś wiesz na ten temat.

Ref.
Mezopotamia, między Eufratem i Tygrysem,
Mezo styl, między kartką i długopisem,
Mezo styl, między formą i treścią,
Może Ty też wiesz coś na ten temat..

Mezopotamia, między Eufratem i Tygrysem,
Mezo styl, między kartką i długopisem,
Mezo między ideałem a rzeczywistością,
Może Ty też wiesz coś na ten temat..

2. Wysoko mierząc, szukam na świecie swego mezo,
Wierząc w siebie, stosując technikę ala ezop,
Czerpiąc wiedzę z treści zawartych w przypowieściach,
Wiem, że moje życie jest w moich rękach. (Tylko moich)
Przeciwko złemu losowi szukam obrony w swoim męstwie,
Słowo zamieniam w ciało, by osiągnąć szczęście.
Między rzeczywistością a jej ideałem znajduję swoje miejsce i idę dalej.
Idę, kontemplując radości chwile,
Idę, opłakując niepewności chwile,
Ile czasu będę w stanie się z tym zmagać,
Tyle dni będę robić to nadal, doświadczeń bagaż.
Od wiedzy starożytnych cywilizacji,
Do codziennego życia w miejskiej aglomeracji.
Między altruizmem a chęcią zdobycia siana,
Między egoizmem a potrzebą dawania.
Mój wybór, Twój wybór, rachunek zysków i strat,
Chwila zastanowienia, decyzja, wybuch i start.
Życie - tutaj łatwych odpowiedzi nie ma.
Zapytaj siebie, może też coś wiesz na ten temat.

Ref.
Mezopotamia, między Eufratem i Tygrysem,
Mezo styl, między kartką i długopisem,
Mezo styl, między formą i treścią,
Może Ty też wiesz coś na ten temat..

Mezopotamia, między Eufratem i Tygrysem,
Mezo styl, między kartką i długopisem,
Mezo między ideałem a rzeczywistością,
Może Ty też wiesz coś na ten temat..
To jest bracie moje solo, zapomnij o przegranej.
Wszystko co ma być, zostanie powiedziane,
wraz ze mną ludzie, z którymi trzymam sztamę,
uliczny styl i wściekły temperament,
jebane psy wciąż zastawiają sidła,
Chada nie z tych co oczy Ci zamydla,
jak nie masz hajsu to zajeb to z Empiku,
ja nie wymagam, byś płacił za ten tytuł,
zapalam światło w pokoju pełnym mroku,
lecz Ty i tak odczuwasz niepokój,
ja, tak jak Ty na życie mam tu patent,
bez dedykacji dla leszczy pod krawatem,
nagrywam rap związany z marną forsą,
ja jestem dawcą, a Ty moim odbiorcą,
to czysty układ, ja ze swoją bandą,
i brudny rap pod niczyje dyktando.

(To jest Chada, Chada proceder, 2009,
prawdziwy głos ulicy, masz to!)

Ref:
By tu być i godnie żyć trzeba mieć ikrę,
współzawodnictwo, już do tego przywykłem,
ej, kolo, Chada puszcza w miasto solo,
możesz powoli już zamawiać nekrolog. /x2

Kolejny wers, z którego zrywam cenę,
ręce do góry i zapraszam pod scenę,
nie zapominaj, że jestem tu z wyboru,
daje esencje czystego hardcore'u,
wciąż trzymam gardę i bronię się przed ciosem,
na przekór tym, co nie godzą się z losem,
gdy byłem głodny, to wziąłem i ukradłem,
i odtańczyłem swój taniec śmierci z diabłem,
jeśli tu żyjesz, to nerwy masz ze stali,
szacunek tym, co gościnnie się dograli,
ciągle na fali - klarownie i bez zmiennie,
dzieciak, nie warto brać przykładu ze mnie,
to moje solo jak wyrok winowajcy,
nigdy już nie uwierzę w zapewnienia zdrajcy,
kocham to życie, ryzyko i ulice,
gdzie czarne myśli mają odbicie w praktyce.

(To jest Chada, Chada proceder, 2009,
prawdziwy głos ulicy, masz to!)

Ref:
By tu być i godnie żyć trzeba mieć ikrę,
współzawodnictwo, już do tego przywykłem,
ej, kolo, Chada puszcza w miasto solo,
możesz powoli już zamawiać nekrolog. /x2

Koniec zawieszenia broni, ruszam do ataku,
są płyty przez które wstyd mi, że słucham rapu,
co? taka z Ciebie figura?
wszystko załatwiam jednym pociągnięciem pióra,
jedną linijką niszczę Twoje plany,
wyrok już został podpisany,
to moje solo gwarantuje, że zginiesz,
nie wiesz skurwielu co Ci jutro może przynieść,
wysoko latasz, uważaj żebyś nie spadł,
serwuję prawdę, choć ta bywa bolesna,
(Ciiii) obejdzie się bez pytań,
w moich żyłach już od lat krąży ta muzyka,
pierdolę, nie chcę Twojej forsy,
to nie polowanie polityka na krzyżyk wyborcy,
muszę być wilkiem, gdy wkoło są wilki,
jesteś przeciwko, to na wieki zamilknij.

(To jest CHADA!)

Ref:
By tu być i godnie żyć trzeba mieć ikrę,
współzawodnictwo, już do tego przywykłem,
ej, kolo, Chada puszcza w miasto solo,
możesz powoli już zamawiać nekrolog. /x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo