Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Znowu wstałem spojrzałem na zegarek
Nie wiedziałem o tym, że jest szósta nad ranem
Szlug na śniadanie palę, wersy na kolanie
Potem na nogi Nike i czapka na banie
Wychodze z klatki na dwór, puls mi staje
Ludzie leżą na ziemi jak u The Roots, poznajesz?
Idę dalej i nie kładę się na beton
Głos podpowiada bym to zrobił, ale nic z tego
My to nie oni, ani ty to nie ja roni
Samuraj nie umiera bez broni
Wtedy czas zwolnił, przyspieszył chodnik
Prawię upadłem jednak nie straciłem przytomności
Czuję zimę, czuję zapach wiosny
Czuję w sobie siłę, czuję smak wolności
Nie idę sam po pustyni miasta
Dopóki bębny w słuchawkach i wyobraźnia
To moja mała wielka misja na Marsa
Każda energia pochodzi od światła
Doszedłem tam, gdzie wyrasta prawda
A to stare drzewno nikt do nie podlewa od dawna
Mogę o nie zadbać i zebrać ziarna mogę
Bo ja to ja to jednoosobowa armia, Boże
Daj mi czas, daj mi siłę i zdrowie
Resztę sam zrobię, to twój plan moje dłonie
Tak, od tego czasu kosmos mam w sobie
Wszędzie tam gdzie postawie nogę
Wszędzie tam gdzie chodze
Poszedłem dalej nie pytałem o drogę
Oni utknęli na stałe, więcej nie palę nad ranem to koniec.

Kosmos to rytm,
umieramy żeby żyć
Żeby być kimś i być sobą
Włącz mi bit to dam Ci styl z koroną
W pokoju czarnych płyt
kosmos to rytm

Kosmos to rytm,
umieramy żeby żyć
Żeby być kimś i być sobą
Włącz mi bit to dam Ci styl z koroną
W pokoju czarnych płyt
kosmos to rytm
SLU Reedukacja Tej x2
Peja
Nie powiem Ci zrzuć szkole i rób forsę na blokach
Tu ludzie po wyrokach goniony w ramach towar
To bardzo łatwa droga żeby los sprowokować
Jeśli masz poukładane spróbuj się w porę wycofać
Jeśli nie masz innych zajęć może czas się rozejrzeć
Bo to przejściowe zajęcie wejdzie w krew tak twierdze
To na maxa stresogenne wtedy sam po towar sięgniesz
Zaczniesz brać coraz więcej i z czasem w długi wejdziesz
Rzucasz braciom towar luzik nie zamierzam ciebie nudzić
Nie przyszedłem na ten świat by krzywdzić innych ludzi
Ty masz kłopoty z prawem kto ich tu nie ma wezwania na sprawy od prawie 2 dekad
Ani się obejrzysz jak zostaniesz gołodupcem w wydartej skórzanej kurtce z byle jakim wózkiem
Spróbuj otrzeźwieć na moment zdać sobie sprawę ze to wszystko nie warte tego co planowałeś
Lubisz tak zarabiam forsę napędzany koksem przyjmujesz z namaszczeniem od dillera swoja hostie
W szajsie za szajs każda noc każdego dnia w grę życia grasz raczej igrasz z losem tak
Ref x2
Chcesz być dilerem?
Chcesz być bandytą?
Mieć własny burdel?
Pasuje Ci to ?
Chcesz mieć kopyto?
I wrogów jak Don Vito?
Chcesz iść do puchy do piachu i na co Ci to?

Peja
Uliczny detalista zawsze zaspokoi nałóg za te coś przytnie towar rozprowadzając
Robota nie zając na ulicy znajdziesz fanów konspiracyjny życie złodziei i narkomanów
Bezsenne noce przez samotność na koce dostępność narkotyków jest powszechna sam ocen
Co do mocniejszego kopa co po tym czujesz pragniesz Zycie nocne właściwe życie zrujnuje
I nie jeden pokutuje za to ze świadomie wybrał gdy ma słabszy dzień spyta za jakie grzechy krzywa
A ty zagłuszysz swa skruchę znów wychodzisz z niego bydlak bawmy się bawmy z życia trzeba korzystać
Chcesz wiecznie brać dragi żeby pieprzyc się jak zwierze?
Mówisz ze jesteś szczęśliwy myślisz ze ci w to uwierzę?
Sam przyznam szczerze miałbym kłopoty gdybym w porę nie wyhamował ziomek życie było by hardcorem
Pielęgnować myśli chore ja szczerze to pierdole bo Zycie chce przeżyć bez podpórek tak wole
Ref x2

Chcesz być dilerem?
Chcesz być bandytą?
Mieć własny burdel?
Pasuje Ci to ?
Chcesz mieć kopyto?
I wrogów jak Don Vito?
Chcesz iść do puchy do piachu i na co Ci to?

Paluch
Wyłącz ten film który leci w twojej bani
nie jesteś Escobarem, a Poznań to nie Miami
Wiem ze łatwy hajs łatwo wyobraźnie mami
Luksus i dobrobyt twoja czujność już osłabił (suko)
Zgarniasz cala pule łatwo przy kolejnej partii
Ale tylko ty nie wiesz ze grasz znaczonymi kartami
Lepiej zmień grę bo tutaj więcej możesz stracić
Jak nie dajesz rady szukam pomocy u braci
Twoje Zycie na tacy tępym nożem ktoś pokroi
Chcesz się wycofać nikt ci na to nie pozwoli
Trzeba było w to nie wchodzić myślisz teraz w samotności(Kurwa)
Dopada cie schiza atakują mdłości błędy młodości czasem jebia cale życie
Topisz się we własnym gównie myśląc ze jesteś na szczycie
Rzeczywistość z patyzanta pizga w czoło jak kopyto
Nadal chcesz być Oł Giee powiedz, i na co Ci to ?
Ref x2

Chcesz być dilerem?
Chcesz być bandytą?
Mieć własny burdel?
Pasuje Ci to ?
Chcesz mieć kopyto?
I wrogów jak Don Vito?
Chcesz iść do puchy do piachu i na co Ci to?
1. Drodzy Towarzysze! Proszę o chwilę uwagi,
Zwracam się do was w sprawach najwyższej wagi.
Nadeszła epokowa chwila dla narodu,
Ukonstytuował się dziś nowy rządzący obóz.
Ogół obywateli niech przyjmie do wiadomości,
Że już niebawem zaświeci nad nami słońce wolności.
Jutrzenka swobody wyjrzy zza horyzontu,
Dzisiejszy dzień ogłaszam dniem zwycięstwa rapowego frontu.
To początek budowy (nowego) lepszego świata,
Krainy w której zniknie każdy zatarg.
Kraju wolności, sprawiedliwości i pokoju,
Dość podbojów, niech żyje rapowo-hiphopowy sojusz!
Historia pokaże, że mieliśmy rację,
To jedyna słuszna droga, mamy jedyną okazję.
Uroczyście proklamuje więc powstanie zupełnie nowej
Zjednoczonej Republiki Hiphopowej.

REF. To dziejowa godzina! Czas glorii!
Moment wyzwolenia! Powiew historii!
Jedyna taka Zjednoczona Republika Hiphopowa
Wodzu prowadź! Wodzu prowadź!

2. Obywatele! Obywatelki! Pozbądźcie się wszelkich
Obaw, wódź powie wam jak macie postępować.
Jako I Sekretarz i pochodnia rewolucji,
Przedstawię teraz główne założenia konstytucji.
Wszyscy zobowiązani są żyć w blokach,
Mieszkańcy willi będą od dziś gnić w lochach
Marihuana jest zalegalizowana,
A wzorowi hiphipowcy to jej hodowcy.
Wszyscy w rocznice rewolucji i inne święta,
Mają nakaz wypalenia zwycięstwa skręta.
Na cześć wodza, zesłanego Wam przez Boga w darze,
Niezrównanego stratega, inżyniera waszych marzeń.
Wszystkich niehiphopowców uważa się za klasę obcą,
A moralne jest tylko to co służy hiphopowcom.
Każdy zacofany rewizjonista w celi skona,
Kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam.

3. Likwidacji ulegnie znienawidzona policja,
Zetniemy wszystkich polityków, dość już pasożytnictwa.
Obowiązkowa jest fryzura na łyso,
Luźna odzież, czapka z daszkiem i łańcuch ze smyczą.
Rymować muszę się wszelkie konwersacje,
W szkołach fristajlu młodzież będzie rozwijać swoje pasje.
Uczyć się poprawnie kląć i robić groźne miny,
Nie Yo motherfucker`s! lecz rodzime elo skurwysyny!
Pociągi bez graffiti, nie będą dopuszczone do ruchu,
Wszystko w postępowym hiphopowym duchu.
Na weselach obowiązuje taniec break-dance,
A każdy powinien mówić rapowym slangiem biegle.
Złamanie powyższych przepisów będzie traktowane,
Za zdradę hiphopowych ideałów i karane
Śmiercią poprzez zagłuszenie odgłosami bitmaszyny,
Świat bez perfidnych wyrzutków, o tym marzymy.
Całą przeszłość wyrzucamy na śmietnik historii,
Niech w praktyce zobaczę, hiphopizm bez wypaczeń.
Tyle lat w podziemiu, tyle lat w cieniu,
Dziś poprowadzi was do chwały wódz, uniwersalny geniusz.
Niech zapanuje pokój, zakopmy wojenny topór,
Niech żyje nowy człowiek, niech żyje homo hiphopus.
[To nie prawda, że raperzy umieją grać na skrzypcach]

Choć nie ma, że nie ma, że nie ma to nie ma
Już dawno, że nie ma tego co tu pragnął za darmo
Lekarstwo to wolałbym zabrać
E czego tu nie ma to nieba na własność, ziom
Fruwam czy latam to tylko debata przy batach
A ja mam flow, blubę i macha
To rap ten wykracza tu poza ten atak
To kolejny cios
Nie ma, że boli to progres
Sylaby sklejane w słowa to działa jak prozak
Gdy gada Zagłoba Soplica po Bolsie
Czego spodziewać się możesz
Prawdziwy hip-hop ponad fałsz ten
Ze złego ramienia zarobek
Ej powiedz mi lepiej czego ty pragniesz
Nie czekaj do jutra, pokażę tobie tu styl
Tylko powietrze poruszy rytm
Daję ci flow tyle ile wyrazów na świecie pomieści bit
Dekada w breaku i winyli skreczu daje mi to co tu ma sens
Co na zapleczu się nie interesuj
Wzbogacam tracki nie mafię
Te szlaki na mapie, ej, żyję tym rapem
Tych wyzyskiwaczy to dość
Tu na tym etapie to tak jak potrafię
Oddaje ten patent i flow poprzez prąd
Z podwórek, bloków na oś
Prawdziwy hip-hop więc sprawdź to
Tak między nami odpowiedź jest prosta
Na to kto tutaj ma flow

Wielu mówiło mi - masz dar
Kieruj się chwilą to łaska
Nie wiem jak myśleć
Bo nikt przecież nie wie gdzie tutaj leży ta prawda
Idę przed siebie na samplach
Ta klawiatura daje mi wiarę
Bo dziś ile co daje styl w jednym wyrazie
To tylko flow pobudza rytm
Brat, nie ogarniesz tu tego tak na raz
To wirus co spaja, energię wyzwala
Nie starczy aparat
Kamera podwaja tu tempo mówienia
To szatan w detalach
To świata nie zmienia, że życie przegadam
A swoje marzenia i wiem co posiadam
To też bez wątpienia, jak możesz to nadaj
Kto tu ma flow, to płynie jak saga
E, nieważne jak wolne czy szybkie flow
Wiesz ja mam czas
O! lepiej orientuj co może się tutaj wydarzyć
eS! styl co wyjawi ci prawdę
Jeśli tej prawdy ty tylko chcesz zażyć
Te! to nie talary a tytani pracy
To dla bogatych skąd fortunę wziąć
eR! jak robota brat wiesz ja to kocham
Bit który pobudza flow
Nieważne jak, nieważne gdzie
Technika daje ten efekt
Bo kiedy tak mówię
To czuję, że z majkiem to mógłbym tu ziomek odlecieć

[Niezidentyfikowane... to nie UFO! to nie UFO! Nie pojazdy księżycowe... hej!]
Rap sounds - reprezentantka
Ja gram to co mam wam dam
Ragga ma rytm, ma styl ma wipe'a
Ja mam patent jak się za to zabrać

Tu chodzi o to żeby poddać się rytmom
Tu chodzi o to żeby wczuć się w ten beat bom
Uwierz co mówię bo puszczę co lubię
A tu chodzi o to by popłynąć

Mówię ci mówię ci mówię ci mówię ci mówię ci
Mówię ci mówię ci mówię ci
Mówię ci płyń bo gramy dzisiaj reagge nie hip hop
Poddaj się rytmom to taka mocna esencja jak lipton
Blisko głośników jest mistrzostwo beatów
ej wipie daj się ponieść bez kitu
Dzisiaj prawda jest taka że poza reagga nic nie liczy się
I nie ma na to bata kiedy puszczasz play
To jest atak na tracka widzę brata a on śpiewa
ooooo co słyszy on
łoooo, łooooo

Tu chodzi o to żeby poddać się rytmom
Tu chodzi o to żeby wczuć się w ten beat bom
Uwierz co mówię bo puszczę co lubię
A tu chodzi o to by popłynąć

Dawaj dawaj w przód, dawaj dawaj dalej do przodu
Raga track mam ja, mam już w swoim dorobku
Kotku, zapodawać tak żeby wipe miał ten numer
A nie ważne co nie ważne, o czym nic nie ważne mówię
Mam z tego zabawę niezłą weź to i sprawdź to
Wokal mi wchodzi w ten beat jakby nóż wchodził w masło
Patrz co się dzieje no patrzaj
Babilon upadnie a my zostaniemy na zawsze
Uuuu musisz to mieć
Uuu najlepsza rzecz
Raaga rytm
Ten beat jest mistrz

Tu chodzi o to żeby poddać się rytmom
Tu chodzi o to żeby wczuć się w ten beat bom
Uwierz co mówię bo puszczę co lubię
A tu chodzi o to by popłynąć
Tu chodzi o to żeby poddać się rytmom
Tu chodzi o to żeby wczuć się w ten beat bom
Uwierz co mówię bo puszczę co lubię
A tu chodzi o to by popłynąć
Tu chodzi o to żeby poddać się rytmom
Tu chodzi o to żeby wczuć się w ten beat b
Uwierz co mówię bo puszczę co lubię
A tu chodzi o to by popłynąć
To jest właśnie tak.. To ma słodko-gorzki smak.. To, to, to

Ref.
to jak dokument , raport z boisk podwórek,
osiedlowi poeci – choć nie wielu ma maturę,
tu odwiedzasz kolekturę, rozpoznasz konfiturę,
A mury? mury pierdolą cenzurę

I.
Zapalasz się trzęsąc zapałkę w ciemnościach,
Przed twoją twarzą największy pieprzony koszmar,
To nie jest świat gdzie prawa daje się dla gejów,
A dziecko można kupić, bezczelnie na ebay’u,
Tu na ulicy, mam swoją szajkę,
Żaden facebook, nie jest dla nas hydepark’iem,
Kurwa, ej ty pizdo smutna,
Tej historii nie znajdziesz nigdzie na swoich googlach,
Tu życie tnie marzenia, z precyzją jak chirurg,
Jeden krok do przodu, dwa kroki do tyłu,
Nocny dyżur stąd, to proste człowiek,
Dzisiaj pytanie? Masz dzisiaj odpowiedź,
Ludzie są serdeczni, jak środkowy palec,
Mijasz ich twarze, spluwasz przez lewe ramię,
Nie jedne w bloku piętro, na ziemi piekło,
Marna speluna, między życiem ,a śmiercią,
Hajsy, szmal, flota, forsa – bez niej samotny,
Jak bękart w dniu ojca, tu towar kruszysz,
Do góry uszy, masz wyrzuty? Spowiedź dobra dla duszy

Ref.
to jak dokument , raport z boisk podwórek,
osiedlowi poeci – choć nie wielu ma maturę,
tu odwiedzasz kolekturę, rozpoznasz konfiturę,
A mury? mury pierdolą cenzurę

II.
Dwóch ziomków się spotyka, siema, siema, siema,
Jeden ma dłoń pianisty, drugi jak bochen chleba,
Nie ma święta dziękczynienia tutaj, nie jesz indyka,
Tu pierdoli się policje i każdego komornika, na pokładzie Titanica,
Wszyscy zajebani jak w kościele mordy organisty,
Życie często trzyma Cię na krótkiej smyczy,
Pociąg do lepszego jutra? Na bocznicy,
Nikt tu nie mówi że pierdoli mamona,
A gdy hajsy są dzielone nie patrzy w drugą stronę,
Tu, dźwigasz żelazo i zaciskasz zęby,
Nie dusi Cię gryfa czterdziestoletni kredyt,
Stoisz na krawędzi, pod tobą ulica,
Jesteś jak świeca – gaśniesz, masz centymetr życia,
Chłopaczyny, nie dają dmuchać sobie w kaszę,
Chcą dobrze, a wychodzi jak zawsze,

Ref.
to jak dokument , raport z boisk podwórek,
osiedlowi poeci – choć nie wielu ma maturę,
tu odwiedzasz kolekturę, rozpoznasz konfiturę,
A mury? mury pierdolą cenzurę

III.
Idę przez ulicę i wiesz to jest autentyk,
Nie jedna chciałaby mi umyć plecy, dmuchnąć w wentyl,
Może być w chuj sexi, mimo tego wierz mi –
Tylko z żoną, płynę gondolą po Wenecji,
Kocham ten bruk, na którym stoję,
Wiem – ta miłość zniszczy nas oboje,
Zbrodnie spalimy i hałas tego miasta,
Znów słyszę – pisklak wypadł ze swego gniazda,
Nie jeden w kryminale, nie jeden brał na sankach,
Dla nich ten kawałek jak matczyna kołysanka,
Historia jest kobietą – kurestwo powtarza,
Przyjaciół policzysz na palcach, ręki stolarza,
Ci co rozpuszczają ozór mam dewizę – zostaw,
Niech kurwy z leszczami, kopią się po kostkach,
Życiowa prawda – jak w pysk strzelił,
Starego wróbla nie nabierzesz nigdy na plewy,

Ref.
to jak dokument , raport z boisk podwórek,
osiedlowi poeci – choć nie wielu ma maturę,
tu odwiedzasz kolekturę, rozpoznasz konfiturę,
A mury? mury pierdolą cenzurę
X2
Hip-Hop wyrasta od miasta do miasta
24 godziny na dobę dobry bit
Pieniędzmi szastam jak jest dobra passa
A potem nie mam nic, ale jest dobry bit
Matka mi mówi:

"Ty jesteś chyba głupi - kup sobie coś"

A ja wydaję tak w kit
Pieniądze są lub ich nie ma, a Hip-Hopu scena
Wyrasta z podziemia i docenia dobry bit
Nie dorobek szybki i nie złote rybki
Dookoła cipki do kłębka od nitki
Nocne życie - kiedy ja się bawię to wy śpicie
Po każdej płycie napierdala dobry bit
A mandatów nie płaconych ja mam cały plik
Przychodzi komornik

- Gdzie jest Joka,
Znikł
- Gdzie jest Joka, gdzie jest Joka
Znikł
- Gdzie jest Joka, gdzie jest Joka

A ja jestem na imprezie, dziewczyny i muzyka
Jak by ktoś pytał w dupie mam komornika
Daleko mi do typu, typu pracocholika
Joka, Joka, baku, baku używa języka
Kiedy leci dobry bit i kiedy atmosfera
Od zmierzchu po świt jest dobra jak teraz
W kieszeni trzy zera - bo nie noszę portfela
Przywitam barmana i przywitam dealera
Bo po to jest kasa, żeby żyć nie umierać
Różowe okulary jak różowa pantera
Kiedy bit naciera, wtedy kwit uwiera
Przywitałem już barmana więc przywitam kelnera
Masz albo myślisz o nich jak mam
To jest git wtedy znikam na imprezie

- Gdzie jest Joka,
Znikł
- Gdzie jest Joka, gdzie jest Joka
Znikł
- Gdzie jest Joka, gdzie jest Joka

Dawno temu jak sądze, ktoś wymyślił pieniądze
Dawno temu - jak myślę - ktoś zarobił na pomyśle
Idąc dalej dawno temu w czasach bimbru i Carmenów
Moje pierwsze cukierki za pieniądze za butelki
To jest dobra nauka, czy znajdzie ten kto szuka
Forsa - na ziemi leży jesteś ślepy że nie bierzesz
Znam to ciśnienie rozpierdala Ci kieszenie
To próżnia lecz coś Cię z tłumów mechów wciąż wyróżnia
Bo mechy pozbawione są jednej cechy
Nie przyciskają życia tak jak gaz do dechy
A kiedy je przyciśniesz sypią się talary jak dojrzałe wiśnie
To się opiera na pomyśle
Więc znasz inny sposób - może rzucenie papierosów
Za pięć lat odłożysz na samochód
Więc syp, syp, syp mi talary do portfela - to mnie rozwesela
W duszy gra jak lot trzmiela
Gdy nie ma floty zaczynają się kłopoty
Kłopotów nie kocham - wiec kocham banknoty
Zamieniam je w zielone, a zielone w siwy dym
Siwy dym w dobry humor, dobry humor w dobry rym
To mój sposób na życie
Ja to mam, mam wy o tym śnicie
Jeszcze więcej dziewcząt wokół, o każdej porze dnia i roku
Chcę mieć przy boku jak Zorro szpadę
Więc kochanie luz - dam sobie radę
To mężczyzna robi forsę, a nie forsa mężczyznę
Jeśli wiesz o czym mówię możesz zdjąć już bieliznę

Masz albo myślisz o nich aż...
Masz albo myślisz o nich aż...
Masz albo myślisz o nich aż...
Masz albo myślisz o nich aż...
Masz albo myślisz o nich aż...
Masz albo myślisz o nich aż...
Historia chłopaczyny, który udowodnił coś
Blokowe rutyny nie wciągnęły go na dno
Za to życie dało w kość, aby mieć lepszy dres
Musiał robić to, za czym idzie gruby stres
Jego mama sama musiała dać sobie radę
Więc on, by nie być pusty, latał z tematem
Nastukany batem, zajarany rapem, przecinął ulicę z fartem
Pierdolił twarde zawsze, tyko na handel i nic więcej
Będziesz ćpał swój towar, to Ci uschną ręcę
On zarabiał pięknie, ale to nie perspektywa
Za ten hajs ustawił siebie, dzisiaj to widać
Gdyby nie ryzyko, stałby dalej w miejscu
Gdyby nie muzyka, co mu grała w sercu
Dziś robi co kocha, i ma wyjebane
Dobry chłopak, zagwarantował sobie taką zmiane
Sam, w stu procentach wykonany plan
On pamięta, ile życie zadało mu ran
Ile było zmian, ile wątków
Kiedyś znów, trzeba zacząć od początku

[Arczi]
I tak, od małolata, swoją ściężką latał
Powoli, rozważnie, by za wcześnie nie zejść z tego świata
Słów brata słuchał, wiedział że nie będzie łatwo
Widział jak banknot, szybko spycha ludzi na dno
Być kimś zapragnął, po za to bagno uciec
Jednak przeżył hardcore, na codzień masz to w Hucie
Kombinacji start, tu gdzie kurwy, oraz dobrzy ludzie
Masz fart, to do pracy pójdziesz tyrać w brudzie
On inną ścieżkę obrał, znana metoda
Ruszamy w teren, dobra, dawaj - szybka robota
Hajs wpadał od tak, jagiełło na banknotach
To było lepsze życie, nie myślał o kłopotach
Nagle poślizg, kapota, trzeba się wycofać
Nowe realia, na wszystko trza pracować
Wkońcu zszedł na ziemię, oddał się rapu rytmom
Reprezentuje podziemię i nawijkę uliczną
Kiedyś wyjechał, teraz wraca w pełni sił
Szajka, RPK razem w drodze na ten szczyt
Liczy się spryt, i podjęte decyzje
Te liczne zmiany, których widać dzisiaj wpływ jest
Lawina kłopotów zbija człowieka z tropu
gdy walcząc o szczęście, sam napotykasz opór
zlani od potu, zniszczeni od ciężkiej pracy
chcemy mieć dowód, że każdy z nas o coś walczy.
Chcemy dowodów, choć jesteśmy pewni siebie
na to, że miłość jedna jest i jest od Ciebie
na to, że będzie lepiej, zależne to jest od nas,
że wspomnienia mogą wrócić i pozostać
Jak wciąż ten sam obraz, fałszywych uśmiechów
zgubiony pod maską chorób, zdrady, lęków
zostawia Cię na przekór, się przemóc mieć dowód
na to, że z pleców można wyjąć losowy topór.
I żyć dalej, jak kiedyś żyliśmy bracie
I żyć dalej jak kiedyś żyliśmy bracie
I żyć dalej jak kiedyś żyliśmy bracie
I żyć dalej choć dzisiaj żyję inaczej.

Ref.
Chcemy dowodów, że to co mamy nam wystarczy
i mamy o co walczyć, za życia nie za grobu
nie wiem czy to wystarczy do życia jako powód
oczekuje gwarancji od życia chce dowodów x2

Słowa cięte jak na kacie, w tym temacie pozostałem
chce dowodów za lat parę, że szansy nie zmarnowałem
nie raz się się zajebałem, nie raz byłem w porządku
chce dowodów, że są inni też do moich ziomków, ej
daj dowód, że nie jesteś przydupasem
daj dowód, że się jarasz moim rapem
nie dlatego,że mnie znasz ale za tą całą prawdę
którą mówię tobie w twarz gdy to leci na winampie
Daj mi dowód skarbie, że nie chodzi ci o kasę
kiedy sięgasz do mych spodni i rozpinasz dla mnie pasek
bracie udowodnij mi, że to nie brzytwa
gdy w potrzebie moja dłoń, twoją kurczowo ściska.
Pokaż, że jesteś czysta bez badań na HIV
bo potrafię czytać w myślach gdy ktoś w oczy patrzy mi
nie mówię, że jest git gdy nie mam na to gwarancji
w pieprzonym świecie udowodnij mi, że nie mam racji

Ref.
Chcemy dowodów, że to co mamy nam wystarczy
i mamy o co walczyć, za życia nie za grobu
nie wiem czy to wystarczy do życia jako powód
oczekuje gwarancji od życia chce dowodów x2

Chcemy dowodów, że nikt nikogo z nas nie skreślił
na to, że życie tutaj będzie odbiciem po śmierci
na to, że nasze dzieci tu urodzą się bez skazy
by nie bać się tej chwili w której rodzisz się dwa razy
czy to tak wiele w stosunku do naszych przeżyć?
mieć dowód na to, że ktoś potrafi się odwdzięczyć
resztki tej nadziei będą wahać mnie od skoku
daj dowód, że przy tobie ? ostatnia z moich bloków

Nie chce być w ciężkim szoku gdy się okaże w końcu,
że nie potrzebuje sosu, żeby swoich marzeń dotknąć
loterie jak lotto, tylko gdzie tu przesłanie
wygrywa jeden, stokroć idzie jak na skazanie
mam swoje zdanie, staram się go trzymać synu
wcale nie jest powiedziane, że coś nie ma na mnie wpływu
od słów do czynów, więcej emocji mniej racji
chce dowodów skurwysynu bo poznałem smak frustracji
[Ref.] 2x
Nie mamy czasu nawet myśleć, co bliskie nam
Gdzie Świat nasz i miejsce patrz
I słuchaj, tak dziś prawdę zniekształca walka
O władzę nader wszystko, więc patrz jak…

Nie mamy czasu by pomyśleć,
Panem, jest zbiór liczb na szklanym ekranie,
Ludzie raczej nie wiedzą, co jest grane;
Media muzyce od serca nałożyły kaganiec
Urodziny w programie Niny Terentiew;
Te same miny, sekwencje
Pytania, odpowiedzi – co jeszcze ?{Co ??}
Poszukiwania własnej Ziemi ?
Ja w ręce mam Ją, to miejsce nad Nią zaschło
Przez stres Tych co patrzą na krew;
Imiennych braci, zginiemy za tym
Ulicy gniew, odmieni satyr puentę
Ze skrętem, jak ??? udowodnię,
Z Bałut strony Zachodniej, Mikrofony nie kopie
Do celu dopnę, dotrę w ten czas,
Zbierając komplet na gaz
Co uruchomi Fobie – przez Hasz nerwów;
Dojdę gdzie z Pampersów
Pomknie na track, Poprzez gust
Słów setki, tysiące, miliony – nie za bletki
Pieniądze czy bony, nie dla Kiepskich
Te proste z przepony, wykrzyczane zasady;
Wymykamy się z wady, zwanej system
Bit to nasz pojazd, Rap to nasz kanister
Rym to paliwo – ono na pewno nie wyschnie;
Choć nie mamy czasu, nawet myśleć…

[Ref.] 2x
Nie mamy czasu nawet myśleć, co bliskie nam
Gdzie Świat nasz i miejsce patrz
I słuchaj, tak dziś prawdę zniekształca walka
O władzę nader wszystko, więc patrz jak…

Nie mamy czasu nawet myśleć,
O tych wysłanych na misję, śmierci w bitwie
Dziś pierdzi w system, że krew rodzi pokój;
Krew – rodzi gniew i ból niewinnych osób
Nie bić idiotów, jako świadek usterki,
Seryjny opór, poczuj topór najeźdźcy;
On też ma we krwi, to co Ty masz, uwierz mi,
To tylko chwila, jedynie formą ucieczki;
Uwiecznij to na zdjęciu, dla jednych front to scena
Kolejnych Hip Hop Camp’ów, plus Joint muzyki w sercu
Hołd dla mych koleżków, plus środkowy palec dla Euro Parlamentu;
Szatan nas kupił za wroga drobne, szata zabójcy – to toga
Fason ten, pasuje do Sprawcy, to nasi wybawcy
Znasz ich – to Ci, których stać na głos i oklaski
Nasz stos to podatki, znaczy czasu dżungla,
Zapisz Światu funta, a trafisz w zasób gówna
Taki nastrój tu w nas, że brak ideałów, pcha
Życie do przodu za hajs minerałów;
A My nie mamy nawet chwili, by odpocząć
Bo Dzień szybko mija, problemy wracają Nocą,
Zawinięte w kokon snów – budząc wrzaskiem
Bo brak ludziom czasu, by odsłonić maskę…

[Ref.] 2x
Nie mamy czasu nawet myśleć, co bliskie nam
Gdzie Świat nasz i miejsce patrz
I słuchaj, tak dziś prawdę zniekształca walka
O władzę nader wszystko, więc patrz jak…
non-stop ZIP-y kipy, sagan - tak jest jak kilka dni zaprawiam z rzędu
w głowie bałagan, oprócz paru momentów nie ogarniam wieczoru,
do oporu, alkoholu aż za dużo, już melanże mi niesłużą -niestety.
Mam telefon do kobiety, czy jest piękna-nie pamiętam
w kierman zerkam, na debecie postwiłem drin kobiecie - git.
Już nie kumam (...)same straty, kwit wydany, chujowe stany.
Grunt że znów najarany, od rana wygrzany od marichuany
wyimaginowany świat przed oczami widzę.
Wychodząc na ulicę, idąc pod dziesiątkę
spotkałem Włodka no i zrobiliśmy piątkę.
Co się stało zapomniałem bo spotkałem ziomków,
bal się zaczął od początku, głos rozsądku mi się zaciął,
znów film mi się pociął - mam na strychu kocioł, bałagan - elo-się rozpoczął.

Od zmierzchu do świtu pękło kilka kielichów
pierdyknął bym coś jeszcze, ale nie mam kwitu.
W tym nocnym już długa linia kredytu,
przychodzą do głowy głupie głupoty bez kitu.
Bałagan na strychu, nad strychem papa
coraz trudnirj się poruszać, zawodzi równowaga,
w takich momentach nie obchodzi mnie co wypada,
kilka minut później leczy mnie już tylko chata,
późnym rankiem - browar przecież nie herbata,
gdzie moja brygada - o świcie się zgubiła,
podzwonię-może ta sytuacja mnie się tylko przyśniła.
Uważaj by nie pogubiła cię wygrzewka,
znaj swój umiar by nie przeholować,
kontroluj się żeby nie żałować

Idę pod prąd(prąd) mam niezły (...) to było szkło(szkło)
kto to uprzątnie, jak balować to porządnie,
później za to w głowie niezły bałagan,
wszystko nie poukładane to nie stragan, nie hepening.
Kilka polemik-narkotyki albo trening,
wybór-życie zdrowsze, owszem
ale jak tu postępować mądrze kiedy odmóżdżone stany,
najarałem się, zmieniłem plany żeby nie dać plamy.
Melanż był udany wierzysz? nie wiem jak daleko mierzysz,
masz ciśnienie, nigdy go nie zmierzysz,
niby mam bałagan, wiem gdzie wszystko leży.

Na strychu bałagan, rano się z nim zmagam,
powiem szczerze-mój bałagan z niczego się nie bierze,
browaru wypitego mam już dosyć
czuję niedosyt - wstaję wczorajszy,
wieczoru nie pamiętam, czy coś odjebałem,
jointy, wódę z browarem wszystko pomieszałem.
Zaraz (ale co?) jednak coś sobie przypomniałem, ale co?
Bałagan w głowie ZIP opowie x2

Mam coś w zanadrzu, nazajutrz po melanżu,
mgliste wspomnienia, budżetu debet,
chwilowa amnezja, chwila, chwila jakoś sobie przypominam
z finezją impreza, bez impressario, prawie rio de janerio,
opór balanga a z rana bałagan na strychu.
Dziś dzień po cichu, nieznaczne delirium,
tylko na serce plus alkazelcer i do pracy lecę
w pracy dojdę do siebie, jeszcze energizer,
wewnętrzny equalizer i rozgardiasz ogarnę.

Umieć śmiać się z siebie to chyba nie wada,
dobrze się składa bo mam w głowie bałagan.
Czasem gardło przechlane, gały wykukane
na melanżu patrzę tylko gdzie tu zasiać zamęt.
Wpuść drania do biura to atrament wypije,
zobacz z kim życie żyjesz, do kogo pijesz, z kim lufę bijesz
elo orient - by niedopić do dna, pięknie jest o papa.
Nie patrz na czarne życia strony,
bądź zadowolony z tego jak spędzasz czas,
uważaj co ćpasz-jointy browar masz
po co łapy pchasz, tam gdzie czyha kat,
od chuja strat, nie możesz liczyć na fart
z dwojga złego wolę preparat, terror rap, preparator.

Bałagan na strychu a sprzątać mi się nie chce,
siedzę przy stoliku, piję bro z plastiku
teraz wszyscy po kielichu.
Na liczniku już parę bomb,
teraz z haszyszu joint-to był błąd - idę stąd,
męczy mnie szlugów swąd,
wreszcie na zewnątrz mogę odetchnąć, odsapnąć,
Jak to już jasno, budzi sie miasto.
Biegnę do tramwaju, wsiadam staram się nie zasnąć,
opieram łeb na szybie a pod sufitem totalny mętlik,
otwieram oczy - jestem na pętli,
teraz do domu na łeb zimny ręcznik,
do tego jeszcze wodę z cytryną, lodem
idę spać człowiek, idę spać człowiek, idę sobie
Ej VNM często masz tak że chciałbyś stąd uciec?
Jasne stary zostawić to wszystko
Uciec gdzieś gdzie da się spokojnie żyć
Trzeba dbać o własne szczęście
Ta nie siedzę na dupie, za*****lam żeby było lepiej stary
Ja też nie chcę być przegrany
I *****ę hejterów, którzy mówią że mogę sobie pomarzyć
Czasami chce się uciec gdzieś daleko
Nie widzieć tego syfu, brudu, kłamstwa
Prosto Mixtape
Marysia Starosta, Sokół, VNM
Posłuchaj tego
Dokładnie tak
Prosto Mixtape 600V 2010
Marysia Starosta i Sokół i VNM
Elo, jedziemy

Nie mam paszportu Polsatu, bo sam tu nie jestem w klubie morsów
Niebieskich blach nie mam, patrz, robię to po polsku
Nie urodziłem się w czepku, nie było lekko
Nikt mnie nie ostrzegł jak się rozkęcało piekło
Nikt nie dał mi wskazówek, nie miałem wizytówek
Ludzi którzy mogą dać tu plecy i szacunek
Nie miałem szczęścia choć chcę dać je innym

Chodź do mnie, ja nie pozwolę cię skrzywdzić nigdy
Nie męcz o czasach i systemach złych
Przeżyłem dużo gorsze więc poradzę sobie w tych
Nigdy nie poddam się naciskom złych ludzi
Tych którzy nie chcą się opamiętać i zbudzić
Niech ten kawałek we mnie całe zło studzi
Ci mali niech wstaną, a dłoń im podadzą duzi
Zasnęło życie w całym mieście, jesteśmy sami wreszcie
Nie śpię jeszcze, myslę, że też chcę

Uciec gdzieś daleko gdzie da się spokojnie żyć
I nie widzieć więcej syfu, brudu, kłamstwa, zdrady, móc szczęśliwym być
Cały dzień i całą noc na przemian robić wszystko lub poprostu nic
I z tych wszystkich, którzy w pędzie za wygraną już przegrani sobie drwić

Nie uda się drugi raz życia przeżyć
Pędzący czas szybo mija i nie cofnie się
Nie powiem ci jak to jest być szczęśliwym
Czasem nie masz, a czasem poprostu mija cię
Nie umiem dać ci na nie recepty jednoznacznej
Nie wiem zupełnie jak zdobywać je
O szczęściu znam niejedną piękną bajkę
Liczę, że u mnie właśnie taka bajka spełni się

Uciec gdzieś daleko gdzie da się spokojnie żyć
I nie widzieć więcej syfu, brudu, kłamstwa, zdrady, móc szczęśliwym być
Cały dzień i całą noc na przemian robić wszystko lub poprostu nic
I z tych wszystkich, którzy w pędzie za wygraną już przegrani sobie drwić

Życie to chwila, ta, ja prędzej nie zginę, ta
Nim wycisnę z niej wszystko jakbym do szklanki miażdżył w ręce cytrynę
Nawet jeżeli mnie o centymetr szczęście nie minie
To bądź pewien nie zakręcę tej pętli na linie
Jestem beliver przynajmniej tak na to mówią w Stanach
Jak wiary ci brak dla mnie to duży dramat
Bo kto wierzy w ciebie bardziej niż ty?
W to że ty i szczęście jesteście tu sobie coraz bardziej bliscy?
I nie przejmuj się, że kpią z tego
Czym jest twoje szczęście jak dla nich to pielgrzymki do nocnego
I obojętnie co robisz to bądź tego pewien
I bądź z tego dumny i wierz w siebie
Pieniądze czy fama, rodzina, dzinsy rabana
Plaża na Kajmanach bardziej jumping na koryncki kanał
Gdy twoje szczęście wreszcie trafi do ciebie
Dostaniesz skrzydeł tak jak ptaki na niebie bądź pewien

Uciec gdzieś daleko gdzie da się spokojnie żyć
I nie widzieć więcej syfu, brudu, kłamstwa, zdrady, móc szczęśliwym być
Cały dzień i całą noc na przemian robić wszystko lub poprostu nic
I z tych wszystkich, którzy w pędzie za wygraną już przegrani sobie drwić
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo