Popularne piosenki. Polski Hip Hop

To jest historia dla wszystkich tych, co przesadzają z marihuaną, co
znają powiedzenie
"wiesz, w grobie czegoś za dużo". Pamiętaj że hańbą jest być biednym, ale,
kurwa, ale leniwym?
Nie ważne, język się plącze, a więc to jest taka historia z rozkminką.
Pozdrowienia dla
wszystkich tych prawdziwych, ej.

Wstaję - 8:15, od razu kaszlę
Póki ćmika nie zaćmie
Chuj że mam astmę
Dnia nie zacznę, podchodzę do lustra
Szczotka w usta
Znów poniedziałek - jak mnie to wkurwia!
Dresy na siebie, spieszy mi się więc
Tne przez podwórka, spieprzyła mi dwójka
Za osiem minut powtórka
Osiem, znaczy zostań w domu do jutra
Bo po co komu dzień ten?
Znów ta myśl o relaksie, olewać chcę
Ty - pojadę autem
Odpalam Aleksandrowską, śmiga, chwila prawdy
Wiesz czemu ziom? - bo nie mam prawo jazdy
Pieprzę eMO, ręka klakson, miasto nie pęka
Czas depcze mi po piętach, fureksa rozpędzam
Przez pieszych przejścia do celu dojeżdżam
Ryzyko - wersja tylko dla dorosłych
Z podporządkowanej wyjechał mi Moskwicz
Przyjebał by bok i ... - całe szczęście
Anioł Stróż swój popis dał tu
Teraz już wiesz, czemu ziom, nie lubię poniedziałków.

Ref.
A gdyby tak ominąć ten dzień?
Nie lubię poniedziałków
Lecz we wtorek...
Nie lubię poniedziałków
O dwunastej, człowieku
Nie lubię poniedziałków
I relaks cały tydzień
Nie lubię poniedziałków.

Dziś popołudnię tnę, co nie pójdę pech
To nie trudne
Weź głęboki wdech bo się wkurwię
Jest koło szóstej
Już puste półki na wystawach
Co sklep to alarm, lub security avans
W niepublicznych sprawach, nagłych jak spawacz
Tego nie zmieni, szaman ani zasrana ustawa
E, pewnie - siedzę na pękniętej dermie
Naprzeciw babka alergię kieruje we mnie
Z oddechem jak Vader co nie przestaje śmierdzieć
Uuu - dzięwiętnasta, patrzę jak korek się zrasta
Oczy na zapałkach, wzrok szuka oparcia jak astronauta
Ej kurwa, olej, polec dziś to porażka
Dom tu - dochodzi już północ
Dwunasta - ziomków osłania noc znów
Wolna złodziejka radia i lusterka
Plus dobra felga - e, cwaniak sierżant
Nie jest tak? - yabadaba
Nie ma co udawać, świat w czerni tonie
Nie wiesz co to? - to zasrany wtorek.

I koszmar powraca.

Wstaję - 8:15, od razu kaszlę
Póki ćmika nie zaćmie
Chuj że mam astmę
Dnia nie zacznę, podchodzę do lustra
Szczotka w usta
Znów panie wtorek - jak mnie to wkurwia!
Dresy na siebie, spieszy mi się więc
tne przez podwórka, tu niedaleko skrót znam
Skumam do Tuby, skurczybyk nie chciał się ubić
To żem go zgubił, znów się spóźniam
W discmanie Dred Squad, tekst ład, stres padł
Dla micka international - lalala
Ragga od dwóch dni - i jak tu się nie wkurwić?!
Pobluźnię to mi ulży
Idę prosto przed siebie - tak mijają tygodnie
Mogę być biedny byle bym tylko luz miał koło mnie
Poznaj historię którą zrozumieć nie łatwo
Kurwa, gdzie wczoraj zostawiłem auto?!
Napisany tekst w minutę, jeszcze godziny upłyną
Zanim się poruszę, jeśli chcesz nauczę ciebie
Wiem, nie muszę ale dźwięk tu kluczem, a nie wdzięk
Nie kupię tego w dzień, czy w klubie czy przez net
Rozumiesz to, czy nie? co smakuje i gdzie
Ten hamulec to lęk, czy zamulę to stres
Czy w ogóle masz gest? ze skunem czyli bez
Bibułek to bym zdechł
Weź półkulę na wdech tu znieczulę tym krew
Czy reflektujesz śmiech? czy ciśnienie już wrze

To na ratunek hemp, cały szacunek w zen
Mamy naturę, cień się odnajduję w niej
Czy to twój human race? czy brat umiem tak biec?
Bez rządów USA, bo głąbów tu nie mniej
Tu żałuje ten sęp albo też chujem jest
Dobra starczy tych przemyśleń
Częstuję, bucha chcesz?

[x2]
Brat mi nie potrzebne zyski czy profity
Bo kiedy palę myślę o wszystkim i o niczym
Brat, nawet ja nie chcę, jeśli ma biec to szybciej
Wolę usiąść, zapalić, bez ciśnień pomyśleć

A gdybym mógł tak stać przez całe życie z mikrofonem
To nasz ogień mamy człowiek na Bałutach funk
Nie wierzę w cud i raj, ja kocham życie po sam koniec
Damy tobie ziomek słowie dwutakt i bank
Czy przemielę ten kraj ze wschodu na zachód?
Damy światu cały zasób czyli styl, ziele i rap
Chodź niewiele mam to do przodu brachu
Mamy w baku mały zakup, czym niszczy ten siebie da?
Ja nie zmienię w hajs relaksu jak i czasu
Który z laku braku brachu batów w ziemię wcieli w hash
Nim się przeleje nasz
Czy zdołamy odnaleźć glebę z niebem
Co swym chlebem ziomek tu wyżywi nas
Czy mam się tego bać? się zastanawiam stale
Jeden gniewem broni mnie, nie, nie wiem, wolę bity, rap
Lecz czy to ważne brat?
Dosyć tych przemyśleń, bo w końcu zgaśnie bat
Bo to życie....pęd powietrza zachwyca....Bo to życie....pęd powietrza zachwyca....
Ziomek biegnij już słychac sygnał miej to w pamięci ???
serce oddycha wygrasz tak dotyka Biblia tu Bóg jest z tobą
więc biegnij ile sił w róg jesli wiadomo
znów prześlij wiadmomosć Kozakiewicza gestem
bo dzis nie da sie żyć bez ryzyka w mieście
strzeż się uciekaj posłano list gończy
co rano zwiadowcy nie wiesz za co ci łowcy?
masz głowe na karku Cię nie złapią więc rozkmiń
kto pod kim wykopki akcje, zasadzki klakier klaszcze
gdy tańczysz dla atrakcji
biegnij to przymus
a znajdziesz swój azymut
z tyłu przeciwników zostaw ich jest więcej
ty jeden miasto wielkie to prosta
reguła miasto to twój znieczulacz
pułap nerwów w cieniu projektów pościg
tylko by nie zawiódł intelektu nośnik
Bóg tu pomoże - taryfa
i w biegu mów mu na dworzec
kierunek stolica ,lotnisko
typy w kominiarkach już obstawiły wszystko
jest bilet miejsce koło okna blisko
jakby co to wyskocz
wolność jest tu modlitwą
Bieeegnij... Bo to życie...biegnij....pęd powietrza zachwyca....ziomek biegnij...
Ziomek biegnij bo co najlepsi sie patrzą
na centralny w podziemiach co 3 metry patrol
a szkic twojej mordy stawia ludzi na baczność
biegnij ziom bo cię zgubi to miasto
biegnij masz jedyną szansę
schodami gdzie raźniej
tam złapiesz takse
sraj korporacje weź z dworca anonim
gaz do końca i w nogi
tu pan zwolnij znajomy widok
dla kieszonkowców żywot
samo zycie końca na przemycie
i bogatych co na tym budują dzielnice
orient jest plan i ustalony w przebieg głowie
przez uzbrojony szereg ziom byś nie przebiegł
ale jestes jeden a na lotnisku setki
tych co to jak ty okupują kolejki
bieeegnij ci ludzie maja nakaz
na kazdej ścianie z twoją podobizną plakat
mogą z łatwizną złapać cie
bądź mądrzejszy
od myslenia jest głowa a od wykonania pięści
znasz ten tekst ty?
Niebiescy wokół
bądź inteligętny znajdź wewnętrzny spokój
zza rogu wychodzi gość twój
ten od biletów i lewych paszportów
nie sortuj weź w kieszeń
i w stronę transportu ziom jesteś na mecie prawie
daj paszport niech sprawdzą co masz do ocenia i gnaj po rekawie
by zając siedzenia 3..2..1 start
tak wam mój hip-hop sprzed nosa odleciał
Nie zabije w sobie złości, póki jej nie rozwinę
Nie zabije namiętności, ona daje mi siłe
Chce by każde moje słowo, miało w sobie ikre
Bo objawem dojrzałości jest zrozumieć życie
Zrozumieć misje, by odkryć po co tu jesteś
Najlepiej nawet będąc the best, nie czuć się liderem
Ale czuć się pewnie, by słyszeć samego siebie
Wtedy każde twoje słowo będzie czyste i szczere

To coś więcej, niż kilka panczy plus instrumental
Coś więcej, niż opisanie życia w problemach
Jestem otwarty, do tego stopnia że czujesz me serce
Nie wiem jak ty, ale ja rozumiem po co tu jestem

Mam swoją ideologie, według ciebie mam błędy
Ale zadając złe pytania, słyszysz złe odpowiedzi
Może jestem zbyt młody jeszcze, by być rozsądnym
Ale muszę się rozwijać, by czuć sie wartościowym

Ref
Nie mam nic ziom prawie, bo mam to co każdy
Kocham hip hop bo sprawił że jestem otwarty
Mam coś co jest cenne bo tego nie zabierzesz
Mam czyste sumienie mam miłość mam serce !

Nie mam nic ziom prawie, bo mam to co każdy
Kocham hip hop bo sprawił że jestem otwarty
Mam coś co jest cenne bo tego nie zabierzesz
Mam czyste sumienie mam miłość mam serce !


Myślałem że się nie zmienie, chciałem być tym kim byłem
Jestem tą samą osobą, choć dziś już inaczej myślę
Wbrew pozorom, mam doświadczenie po piątej płytce
Bo zmieniając nastawienie, zmieniasz pogląd na życie

Daj mi rękę, dam ci serce, bo nie mam nic poza tym
Wiesz Jestem kim jestem, mam zalety i wady
Mam w sobie miłość do rapu i nie ważne są straty
Bo gdy coś kochasz, to hajs to ostatnie na co patrzysz

Daje tchnienie w tą scene, bo nie mam nic więcej
Znam siebie, znam cene, choć mam pustą kieszeń
Ja raczej nie spełnie marzeń o czarnym mercedesie
Tak czystym że można by się było w nim przejżeć
To o czym myśle, masz jak na dłoni, choć nic nie muszę
Znam swe wartości, i mówię o tym co czuje
Czuje że żyje, czuje radość, częściej smutek
Ale Mam jedno życie, jedno ciało jedną duszę

Ref
Nie mam nic ziom prawie, bo mam to co każdy
Kocham hip hop bo sprawił że jestem otwarty
Mam coś co jest cenne bo tego nie zabierzesz
Mam czyste sumienie mam miłość mam serce !

Nie mam nic ziom prawie, bo mam to co każdy
Kocham hip hop bo sprawił że jestem otwarty
Mam coś co jest cenne bo tego nie zabierzesz
Mam czyste sumienie mam miłość mam serce !
Sprawdź to dzieciak, Ejoooo
Myniemy, PiH, Szycha na bicie Raz dwa Yo Specyfik Sound studio Chłonę ból, zieję rymem Oblewam piwem,
pluję dymem W Twoją twarz, walczę o honor Bo mam jeden jak [?]
Uderzam szybko gnasz ze strachu spierdalasz (ta)
To ogień, ulicy której znasz
Nie wiesz, to dla Ciebie walczę To za Ciebie biję, za Twoje zdrowie piję
żeby trzymać się razem, chociaż źle się dzieje czasem
Nam Minister Kultury może lachę nam robić
Bo nie wie co to awantury - aha I obrona konieczna,
widzisz ostrze Noc się staje niebezpieczna Krew, Pot i Łzy
wchodzisz do gry jestem tam gdzie zmierzam tam gdzie dni odmierzam
jestem chłodny i czuje tam gdzie ziom mnie potrzebuje
Pierworodny grzech gdzie ciepła lepka słodka krew się gotuje,
kolejny lolek się roluje Psy w pogoni gubią buty,
dobrze My wszyscy razem, żaden skuty ehe Razem święta kolęda
upływają minuty Upływają godziny Upływają dni, tygodnie, miesiące
To tu, gdzie jest gorąco choć nie świeci słońce
To tu, gdzie giną ludzie, łamią się kości BMW WWA miasto bez litości
Ludzie z osiedla - bawcie się tu Dla,
dla moich ludzi w klubie - bawcie się tu Chuj,
bananowcy też - bawcie się tu
PiH Myniemy
Gotuje się w żyłach, krew ciepła lepka zaczyna się życie,
kończy obrona konieczna Tu gdzie miłość,
nienawiść i pierworodny grzech tutaj ja, paru ziomków i rozlana krew Pot i łzy,
adrenaliny przesyt cierpię życia na styk,
ile mogę by być słyszę krzyk ofiar domowych tragedii,
widzę ból ludzi ze strachu biernych, w sercu ogień a na zewnątrz lód
miliona ludzi spojrzeń chłód to orzeźwia
jak buch Syreny policyjnej - obłęd cisza konspiracja,
wtedy Cię nie dorwie Mówię Ci, dopóki starczy nam sił
Dopóki starczy nam uwagi
WWA miasto gdzie musisz sobie radzić razem z Tobą,
ja tak jak Ty Słoneczny stok Bemowo Pih Myniemy Ludzie z osiedla -
bawcie się tu Dla, dla moich ludzi w klubie - bawcie się tu Chuj,
bananowcy też - bawcie się tu PiH Myniemy
Na żywo stąd, to nie żadna atrakcja
Nie ma klapsa, kamery, światła, akcja przekaz pierwszej linii frontu,
siedzisz wygodnie w fotelu my wychodzimy z okopu SS i Bemo,
psy są wszędzie Chujem cuchną,
podobne podwórka to samo gówno pracy tu nie ma,
a żeby przeżyć dzisiaj biegasz dzieciak a jutro może leżysz
biegnij dzieciak, biegnij biegnij jak mustang mimo że Ci ścina krew,
wysusza usta To Twoje życie, nikt nie będzie żył za Ciebie
Bądź gwiazdą w piekle a nie niewolnikiem w niebie
Każdy prawem dla siebie swój swego rozpozna
Pizda jest pizdą, tu pijemy do dna Interesy,
dobrze się mają Piękne kobiety, nas kochają
Nikt nie jest lepszy, nie wstyd podejść do lustra
Krew i łzy strumieniem spływają na usta
Mnie nie zapewniaj, bo między nami nie licytuje się swoimi problemami
odchodzi ktoś bliski, łączy się w bólu przyciąłeś na hajs,
to po chuju kolejkę opuściłeś walisz dzieciak karniak
PiH Myniemy 04’ Wariat Ludzie z osiedla -
bawcie się tu Dla, dla moich ludzi w klubie - bawcie się tu Chuj,
bananowcy też - bawcie się tu PiH Myniemy
Historia chłopaczyny, który udowodnił coś
Blokowe rutyny nie wciągnęły go na dno
Za to życie dało w kość, aby mieć lepszy dres
Musiał robić to, za czym idzie gruby stres
Jego mama sama musiała dać sobie radę
Więc on, by nie być pusty, latał z tematem
Nastukany batem, zajarany rapem, przecinął ulicę z fartem
Pierdolił twarde zawsze, tyko na handel i nic więcej
Będziesz ćpał swój towar, to Ci uschną ręcę
On zarabiał pięknie, ale to nie perspektywa
Za ten hajs ustawił siebie, dzisiaj to widać
Gdyby nie ryzyko, stałby dalej w miejscu
Gdyby nie muzyka, co mu grała w sercu
Dziś robi co kocha, i ma wyjebane
Dobry chłopak, zagwarantował sobie taką zmiane
Sam, w stu procentach wykonany plan
On pamięta, ile życie zadało mu ran
Ile było zmian, ile wątków
Kiedyś znów, trzeba zacząć od początku

[Arczi]
I tak, od małolata, swoją ściężką latał
Powoli, rozważnie, by za wcześnie nie zejść z tego świata
Słów brata słuchał, wiedział że nie będzie łatwo
Widział jak banknot, szybko spycha ludzi na dno
Być kimś zapragnął, po za to bagno uciec
Jednak przeżył hardcore, na codzień masz to w Hucie
Kombinacji start, tu gdzie kurwy, oraz dobrzy ludzie
Masz fart, to do pracy pójdziesz tyrać w brudzie
On inną ścieżkę obrał, znana metoda
Ruszamy w teren, dobra, dawaj - szybka robota
Hajs wpadał od tak, jagiełło na banknotach
To było lepsze życie, nie myślał o kłopotach
Nagle poślizg, kapota, trzeba się wycofać
Nowe realia, na wszystko trza pracować
Wkońcu zszedł na ziemię, oddał się rapu rytmom
Reprezentuje podziemię i nawijkę uliczną
Kiedyś wyjechał, teraz wraca w pełni sił
Szajka, RPK razem w drodze na ten szczyt
Liczy się spryt, i podjęte decyzje
Te liczne zmiany, których widać dzisiaj wpływ jest
To kusi mnie nawet teraz,
Od czubka głowy do stóp.
Czuję dreszcze.
Ciśnie, wywiera ciśnienie, pragnienie.
Wróg cicho szepcze.
Czarna pantera,
Kusi mnie jej koci chód
Wybiera drogi mych nóg.
Chcę tego jeszcze. (Chcę tego jeszcze.) Chcę tego teraz!

Żar cicho wzbiera,
Pożera wykalkulowany chłód.
Czar topi lód jak w gejzerach
Lub piecach hut,
Choć opieram się tańcu jej ud,
W końcu "Que sera sera"
Kłamię jak z nut,
Chcę tego jeszcze. (Chcę tego jeszcze.) Chcę tego teraz!

Kusi wciąż jak biblijny wąż,
Zakazany owoc - skosztuj!
Wszystkie myśli jak jeden mąż,
Wołają "chodź z nami gościu"

Kusi wciąż jak biblijny wąż,
Zakazany owoc - skosztuj!
Wszystkie myśli jak jeden mąż,
Wołają "chodź z nami gościu"

Zapukał ognisty anioł.
Ciekawe czego szukał?
Pewnie tą panią,
Oblukał stwierdził, że sztuka
Jest tą wybraną,
Może i duka, ale odpowiada planom,
Dobrze się stuka, będzie ukaraną, suka...
Oszukał go, omamił jeszcze szybciej
Nawet spec od istot wybawień
Z popielatego tła w oprawie
Pozwól się poprawię,
Dał początek tej sprawie
Jest coraz ciekawiej,
A wąż tai się w trawie.

Ona rzuca na niego swój urok,
To spojrzenie powoduje, że jest górą
Jeden kontakt wzrokowy i ku chmurom
Kres hamulcom, granicom, kres murom
Z każdą turą coraz bliżej, coraz mocniej
Koniunkturą na owocne akcje nocne,
Świadome konsekwencji za tą opcję,
Wybyły na manowce czarne owce.

Wiem wiem, tego nie było w planie.
Niewinne z losem igranie,
Uwieńczony ciosem szturchaniec.
Nim się ocknąłem usłyszałem wyznanie:
"Kędyś bywał szatanie? Zwodziłem świat mój panie"

Kusi wciąż jak biblijny wąż,
Zakazany owoc - skosztuj!
Wszystkie myśli jak jeden mąż,
Wołają "chodź z nami gościu"

Kusi wciąż jak biblijny wąż,
Zakazany owoc - skosztuj!
Wszystkie myśli jak jeden mąż,
Wołają "chodź z nami gościu"

Chcę tego prędzej,
Chcę tego bardziej,
Chcę tego więcej niż najbardziej,
Niczego nie chce tak jak teraz,
Będzie jak będzie,
Nieodparcie chcę cię.
Otwarcie i skrycie,
Jak śmierć i życie.
I tajemnicę w omercie.
Coś na otarcie łez,
Odparcie tez, że nie mogę być na szczycie.
Krzyczycie: Patrz kim jest,
to czart i bies na Tarota karcie!
Czy tego tak na prawdę chcesz?
Tak, chcę uparcie!
Tak, źle mi wróżycie?
Gdzie wasze wsparcie?
Drwijcie bardziej, kpijcie bardziej,
Pierdolicie!
Boicie się o picie i żarcie
A ja zażarcie chcę kochać życie!

Kusi wciąż jak biblijny wąż,
Zakazany owoc - skosztuj!
Wszystkie myśli jak jeden mąż,
Wołają "chodź z nami gościu"

Kusi wciąż jak biblijny wąż,
Zakazany owoc - skosztuj!
Wszystkie myśli jak jeden mąż,
Wołają "chodź z nami gościu"
Chociaż bym nigdy więcej miał nie widzieć
I pokutować przez ten czyn całe życie
To każdej ceny warte te emocje
Bo chcę otworzyć oczy i zobaczyć jak wygląda słońce

Jedyny sens podczas dnia, który wydaje się trwać wiecznie
To dźwiękiem wypełnić przestrzeń
Bez tych drgań fal dźwięku życie puste jak słoik
Z którego ktoś wyjadł cały smakołyk
Wiesz? chciałbym umieć pisać o miłości jak Neruda
Umieć ciepło opisywać ludzi jak Hrabal
Ja wolę pisząc jednak grzebać się w brudach
Ten styl, wiem, że będę robił to nadal
Niekompletny świat, trochę się boję
Że mój plan może się skończyć fiaskiem
A ktoś powstrzyma ten wulkan
Erupcja miała zmienić realia
Miała zmienić wszystko
Czekałem na cud, a on był tak blisko
Szukałem swojego miejsca w tym cyrku
Myślami, zapisywałem kartki w notatniku
Noc po nocy chciałem pisać, zostawić coś
Póki jest we mnie jeszcze trochę życia, trochę sensu
Reszta miłości, resztę schowałem przed światem
Chcę by emocje wybuchały na kartce
Mam swój sens, wiem czego od życia, już wiem
Umiem tylko pisać i żyję z dnia na dzień
Żyję w pięknym miejscu, żyję z dziurą w sercu
Wylałem je na papier, fragment mnie w każdym z wersów

Chciałbym napisać parę ciepłych słów
Chciałbym móc pisać tak by odnaleźć alfabet straconych fraz
Dzisiaj chciałbym pisać by przegonić strach
Chciałbym pisać by spowolnić czas i go zatrzymać
Chciałbym pisać słowa, które w was drzemią
Chciałbym być nadzieją, kierunkować, ale i unieść ponad ziemią
Chciałbym stanowić nieśmiertelną część prawdy
Chciałbym znaleźć gdzieś słowa i zbudować z nich więź
Chciałbym znaleźć odpowiednią treść dla każdej z myśli
Chciałbym nieść światło dziś i zawsze
Chciałbym pisać z między marzeń a utopii
Chciałbym opisywać dobro jak i topić upiory
Chciałbym płowić utwory
Chciałbym pisać o miłości, pisać tak pięknie
Żeby rzucić zaklęcie i znowu stać się wolnym
Chciałbym mieć gdzie zawsze położyć zmęczoną głowę
Chciałbym znaleźć też i miejsce obok by położyć twoją
Chciałbym wiedzieć zawsze, że największe dobro to szczęście
Które ze mną będziesz dzielić tak nieobojętnie
Chciałbym żeby po nas nie pozostał tylko obraz z dźwiękiem
I ten romans opisany w prostych słowach trwał wiecznie
Ref.: Czuję to, czuję to, czuję, że mogę
czuję to i wiem, że to zrobię
człowiek dosyć niespełnionych postanowień
dzisiaj możesz wreszcie zaufać sobie. (x2)

Nie wszystko w życiu zależy od nas,
choć jestem ostatnim, co by się poddał
nie codziennie aura jest pogodna
a przed nami nie rozciąga się krajobraz dobra
to nie powód, by się załamać (a a)
to nie powód, by się zakłamać (a a)
to nie powód, by dać się złamać
nigdy nie pozwól, by zapał w tobie zamarł
człowiek musisz zaufać sobie
powiedz dziś postanowię a jutro to zrobię
i nie przejmuj się głosami z zewnątrz
jeśli żyjesz tym co robisz wygrasz na pewno.

Ref. (x2)

Ja wierzę w człowieka nawet jeśli to złudzenia
będę to powtarzał do znudzenia pozdrowienia
dla wszystkich, którzy nie boją się myślenia
nie stoją tylko dążą do przemian
bo każdy dzień jest dobry na zmianę
i nie mów mi, że natrafiłeś na ścianę
raz lepiej jest raz gorzej na zmianę
zrób tak, by było dobrze na stałe
zrób to na skalę nie znaną dotąd
wyślij kreatywnych myśli potok
opanuj negatywnych myśli potop
i stań ze szczęściem oko w oko ok?

Ref.

wierze w człowieka, choć medialny przekaz
pokazuje codziennie upadek człowieka
wierze w człowieka nawet jeśli to utopia
nawet jeśli za te poglądy sprzedam album w 3 kopiach
i tak będę kochał co robię,
bo ciągły rozwój uznałem za swą ideologię
nie wznoszę błagań i rąk do nieba
wierzę w doskonałość choć wiem,
że wierzę w coś, czego nie ma
ale to daje mi siłę, by się nie bać
to daje siłę, by się nie dać
więc zaczynam od dania sobie zaufania
bo każdy z nas ma siły których sobie nie uświadamia

Ref.
Ref.
Mezopotamia, między Eufratem i Tygrysem,
Mezo styl, między kartką i długopisem,
Mezo styl, między formą i treścią,
Może Ty też wiesz coś na ten temat..

1. Świat pełen pokus, świat, który wabi,
Znaleźć złoty środek, kodeks, jak Hammurabi.
Uczysz się być twardy, popychany przez rzeczywistość,
Człowiek - najdramatyczniejsza spośród istot.
Wiesz jak masz postępować, znasz dekalog,
W tej sekundzie tysiące osób go złamało,
By mieć władzę jak faraon, by podwyższyć społeczny status.
Gotowi jesteśmy zmienić każdy statut.
Szukasz doskonałości, wspinasz się po Wieży Babel,
Ze świadomością, że czeka Cię upadek.
Utracony rajski ogród, przeszłość owiana tajemnicą,
Znaki zapytania, myśli wpadające w nicość.
Grzechu wirus, wiedza o świecie, polityczne wiece,
Papirus zapisany przez lata masą recept.
Łyk eliksiru pozwalającego dojść do celu,
Wypośrodkować, znaleźć panaceum.
Pójdziesz na skróty, czy wybierzesz drogę przez mękę,
Aby dopiąć swego i osiągnąć swoją mekkę.
Życie - tutaj łatwych odpowiedzi nie ma.
Zapytaj siebie, może też coś wiesz na ten temat.

Ref.
Mezopotamia, między Eufratem i Tygrysem,
Mezo styl, między kartką i długopisem,
Mezo styl, między formą i treścią,
Może Ty też wiesz coś na ten temat..

Mezopotamia, między Eufratem i Tygrysem,
Mezo styl, między kartką i długopisem,
Mezo między ideałem a rzeczywistością,
Może Ty też wiesz coś na ten temat..

2. Wysoko mierząc, szukam na świecie swego mezo,
Wierząc w siebie, stosując technikę ala ezop,
Czerpiąc wiedzę z treści zawartych w przypowieściach,
Wiem, że moje życie jest w moich rękach. (Tylko moich)
Przeciwko złemu losowi szukam obrony w swoim męstwie,
Słowo zamieniam w ciało, by osiągnąć szczęście.
Między rzeczywistością a jej ideałem znajduję swoje miejsce i idę dalej.
Idę, kontemplując radości chwile,
Idę, opłakując niepewności chwile,
Ile czasu będę w stanie się z tym zmagać,
Tyle dni będę robić to nadal, doświadczeń bagaż.
Od wiedzy starożytnych cywilizacji,
Do codziennego życia w miejskiej aglomeracji.
Między altruizmem a chęcią zdobycia siana,
Między egoizmem a potrzebą dawania.
Mój wybór, Twój wybór, rachunek zysków i strat,
Chwila zastanowienia, decyzja, wybuch i start.
Życie - tutaj łatwych odpowiedzi nie ma.
Zapytaj siebie, może też coś wiesz na ten temat.

Ref.
Mezopotamia, między Eufratem i Tygrysem,
Mezo styl, między kartką i długopisem,
Mezo styl, między formą i treścią,
Może Ty też wiesz coś na ten temat..

Mezopotamia, między Eufratem i Tygrysem,
Mezo styl, między kartką i długopisem,
Mezo między ideałem a rzeczywistością,
Może Ty też wiesz coś na ten temat..
Mówią, że była panienka,
co miała na imię Ina.
Gdy chciała powiedzieć: "kocham",
mówiła: "kokaina".

Miała niebieską wstążkę
i niebieskiego kota.
Kot wąchał "kokainę",
a Ina wąchała kota".

A był jeszcze jeden poeta,
co chodził na koturnach;
jak się urżnął, to zwykle mówił:
- Moja muza jest górna i chmurna.

Panienka ma oczy zielone,
jak najzieleńsza trawa.
Poeta cierpi na nerki
i nosi czarny krawat.

Kochał poeta panienkę,
panienkę imieniem Ina;
mówił: - Powiedz mi: "kocham",
a ona: - Kokaina.

Wieszcz mówił: - Jako łódź złota,
ciągniona przez gołębie,
jesteś. A potem w nocy
długo trąbił alembik.

I raz, a było wieczorem,
rzekł pisarz: - Nie bądź westalką,
a zresztą do twarzy ci będzie
na czarnym katafalku.

I zabił poeta panienkę
w zachodu amarantach,
i zabił ogromnym nożem
na tle obrazu Rembrandta.

Krajały niebo pioruny,
jak okrwawione noże.
Poeta uciął głowę
i wbił na długi rożen;

i smażył głowę panienki,
i zrobił twarz goryla.
Och, to było straszne!
coś, niby nekrofilia.

(Kondukty kotów niebieskich
szły w średniowieczny tan.
A potem był świt bolesny
koloru bleu mourant.)
1. TADEK
Na ulicy tak wiele się słyszy o zasadach
jednak z chęci zysku wszędzie w okół czai się zdrada
mózg wyprany pusty portfel i zaczyna się szukanie
komu zabrać lub nie oddać o kim można mieć złe zdanie,
rzeczywistość część tu traci przez samo jaranie
co za dużo to nie zdrowo mówi to opowiadanie
odpuść sobie trochę melanż bo ci w końcu w gardle stanie
odbij z dala od kurestwa bo się ockniesz z ręką w dzbanie
tu konfitur wokół pełno jednak od nich się nie dowiesz,
w CBS-ie ich przyjmują za opłatą jak na spowiedź,
gdzie indziej w oczach młodych rozjebunda nic nie traci,
tym bardziej jak im samym pomaga się wzbogacić
wielu tu o sobie myśli ze jest wielki dobry chłopak
jednak słów tych znaczenie chyba rozumie na opak
to myślenie o tym wszystkim sen mu z powiek jeszcze spędzi
tutaj często nie ma zasad ani nawet prawa pięści
i dlatego małolaci giną od ostrych narzędzi
później jeden leży w grobie drugi w pudle ćwiarę siedzi
kiedy myślę o ulicy często czuje strach
że psuje się od środka jak w najgorszych snach

Ref. BOSSKI
Ulica w kurestwie tonie,ulica
kurestwem płonie
brak zasad kasa na tronie walcz aby zniszczyć tutaj ten syf
Ulica w kurestwie tonie
ulica kurestwem płonie
brak zasad kasa na tronie wkrótce nie zostanie już nic

Ref. TADEK
Tu pieniądze konfidentów chronią,
ćpuny nie swój hajs trwonią
te słowa są naszą bronią, jak jesteś z nami to krzycz
, zasady w tym bagnie toną
za którą ty jesteś stroną
zastanów się nad swą rolą
jak nie wiesz co mówisz to milcz

2. BOSSKI
Ja nie stoję na ambonie ale stoję tu na scenie
aby zwrócić wam uwagę pierdolcie wynaturzenie
, odpierdalać bracie bóstwo by zarobić marne grosze
by potem wydać to na trawę i krótko trwałą mieć radochę
trochę to jak M jak miłość ciągnie do odcinku bez kresu
chcesz być człowiekiem sukcesu albo brnąć do marginesu
szata nie zdobi człowieka serce i charakter za to
ktoś nosi koszulkę JP choć mentalnie sam jest szmatą
inny bezczelnie pomyka chodź zagonił kilku brac
i wali głupa w otoczeniu ale wkrótce się zeszmaci
inny czas swój cenny traci by szkalować logo JP
tak kreuje się parszywy cwaniak takie szuje podłe
aby poczuć jaja aby czuć się kozakami
muszą noże wziąć do ręki słabi wolą z maczetami
bez nich niepewności więcej bez nich nie te same jaja
i wozi się grozi krzywdzi dalej nie wyżyta zgraja

Ref. TADEK
Tu pieniądze konfidentów chronią,
ćpuny nie swój hajs trwonią
te słowa są naszą bronią
jak jesteś z nami krzycz.
Zasady w tym bagnie toną,
za ktorą ty jesteś stroną,
zastanów się nad swą rolą
jak nie wiem co mówisz to milcz

Ref. BOSSKI ROMAN
Ulica w kurestwie tonie
ulica kurestwem płonie
brak zasad kasa na tronie walcz aby zniszczyć tutaj ten syf
Ulica w kurestwie tonie, ulica kurestwem płonie
brak zasad kasa na tronie wkrótce nie zostanie u nic
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo