Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref: Spokojnie, cokolwiek dziś się stanie, Kochanie...

1. Moje życie dotychczas, rozdział bez znaczenia
Napisałbym list do Ciebie, lecz nie znam Twego imienia
Tak jak ja masz w sobie najgorszego wroga
Wyrywasz się uściskom ziemi, dotknąć twarzy Boga
Potykasz sie w swoim sztucznym raju, wiem jak to jest, życie na haju
Nie potrafię Cię poprosić 'na oczy przejrzyj'
Nie jest lekko oddzielić życie od poezji.
Pieniądz kończy miłość, która trwała jeden sen
Uczucie jest pułapką, tłumaczy kolejny dzień.
Widzę Twój uśmiech, czuję, nie jest prawdziwy
Też się uśmiecham, ale nie jestem szczęśliwy
Czasami mam ochotę iść, nie patrzeć za siebie
Nie wracać, nie czuć nic i nic nie wiedzieć.
Nasz ból i smutek, ma ten sam jeden rodowód
Ludzie płaczą, życie daje im ku temu powód.

Ref: 2x

2. Gdy chłodna noc, deszcz siecze w twarz, żałobny wiatr
Gdy szklany wzrok, zimny mrok, w oczy mi patrz
Słowa się kończą mówią tylko spojrzenia
Pod Słońcem nic nowego lecz dla nas dzień się zmienia
Nasze drogi połączyły te same zdarzenia
Owoce samotności i milczenia
Wiem jak się czujesz teraz
Czułem podobnie nieraz
Gdy nie ma nic innego niebezpieczna jest nadzieja
Niezaplanowany postój, melanż już tego nie chcę
Mój dom nie tam gdzie śpię, a gdzie moje serce
Sam na sam ze sobą, dość mam tego
Mówić o zmysłach i brzmieć jak monolog głuchego
Mam nadzieję, że już mi się to nie przyśni
Nie mam ochoty zaglądać znów we własne myśli
Ciepły prysznic, zmyć z ciała brud, mgłę
Od nowa zacząć wszystko, kolejny dzień.

Ref: 2x

3. Przez szybę patrząc, za kierownicą samochodu
Siadając naprzeciwko siebie w przedziale pociągu
W klubie przy barze, na przystanku
W kolejce po gazetę, wychodząc z banku
Wracając do domu, idąc na uczelnię
Uciekając pod dach przed deszczem
Przechodząc przez przejście
Schylając się po resztę rozsypaną na chodniku
W bibliotece zamawiając ten sam tytuł
Gdzieś w biegu, w tłoku gdzieś, gdzie nie ma na to czasu
Gdzie nie spodziewałbym się tego od razu
W innym mieście patrząc w tą samą witrynę
Zderzą się odbicia spojrzeń na tą jedną chwilę
Na domówce, w restauracji w czytelni
Płacąc rachunki w tej samej spółdzielni
Idąc na spotkanie z inną, wychodząc z bramy
Wiem że kiedyś się spotkamy.

Ref: 2x
Chociaż bym nigdy więcej miał nie widzieć
I pokutować przez ten czyn całe życie
To każdej ceny warte te emocje
Bo chcę otworzyć oczy i zobaczyć jak wygląda słońce

Jedyny sens podczas dnia, który wydaje się trwać wiecznie
To dźwiękiem wypełnić przestrzeń
Bez tych drgań fal dźwięku życie puste jak słoik
Z którego ktoś wyjadł cały smakołyk
Wiesz? chciałbym umieć pisać o miłości jak Neruda
Umieć ciepło opisywać ludzi jak Hrabal
Ja wolę pisząc jednak grzebać się w brudach
Ten styl, wiem, że będę robił to nadal
Niekompletny świat, trochę się boję
Że mój plan może się skończyć fiaskiem
A ktoś powstrzyma ten wulkan
Erupcja miała zmienić realia
Miała zmienić wszystko
Czekałem na cud, a on był tak blisko
Szukałem swojego miejsca w tym cyrku
Myślami, zapisywałem kartki w notatniku
Noc po nocy chciałem pisać, zostawić coś
Póki jest we mnie jeszcze trochę życia, trochę sensu
Reszta miłości, resztę schowałem przed światem
Chcę by emocje wybuchały na kartce
Mam swój sens, wiem czego od życia, już wiem
Umiem tylko pisać i żyję z dnia na dzień
Żyję w pięknym miejscu, żyję z dziurą w sercu
Wylałem je na papier, fragment mnie w każdym z wersów

Chciałbym napisać parę ciepłych słów
Chciałbym móc pisać tak by odnaleźć alfabet straconych fraz
Dzisiaj chciałbym pisać by przegonić strach
Chciałbym pisać by spowolnić czas i go zatrzymać
Chciałbym pisać słowa, które w was drzemią
Chciałbym być nadzieją, kierunkować, ale i unieść ponad ziemią
Chciałbym stanowić nieśmiertelną część prawdy
Chciałbym znaleźć gdzieś słowa i zbudować z nich więź
Chciałbym znaleźć odpowiednią treść dla każdej z myśli
Chciałbym nieść światło dziś i zawsze
Chciałbym pisać z między marzeń a utopii
Chciałbym opisywać dobro jak i topić upiory
Chciałbym płowić utwory
Chciałbym pisać o miłości, pisać tak pięknie
Żeby rzucić zaklęcie i znowu stać się wolnym
Chciałbym mieć gdzie zawsze położyć zmęczoną głowę
Chciałbym znaleźć też i miejsce obok by położyć twoją
Chciałbym wiedzieć zawsze, że największe dobro to szczęście
Które ze mną będziesz dzielić tak nieobojętnie
Chciałbym żeby po nas nie pozostał tylko obraz z dźwiękiem
I ten romans opisany w prostych słowach trwał wiecznie
To nie takie łatwe, to nie takie proste
wytłumaczyć w kilku zdaniach to, co czuję.
Znasz mnie. Widzisz mnie codziennie obok siebie,
gdy spoglądasz w moją stronę, nieistotne.
Wszystko nieistotne.
Kiedy jestem tu i teraz, życie sensu nabiera.
Ja umieram, po czym rodzę się ponownie.
Jak w sylwestra sztuczne ognie, eksploduję.
Czy ty wiesz, co ja wtedy w tym momencie czuję?
Miłość, to ciekawe jak zmienia człowieka,
to jak rwąca rzeka nieustannie drąży głazy,
każdy na nią czeka, jak na stacji stoi, wypatruje,
skąd nadjedzie pociąg, który wszystko wyprostuje.
Czy ty czujesz tak jak ja, czuję to,
odpowiedz tylko na pytanie jedno:

Hello?
Is it me you're looking for?
I can see it in your eyes
I can see it in your smile
You're all I've ever wanted
And my arms are open wide
Beause you know just what to say
And you know just what to do
And I want to tell you so much
I love you.

Jak to trudno wytłumaczyć, tak trudno jest ją zdobyć,
a tak łatwo można stracić, w jednej chwili.
Ty to czujesz, przecież znasz mnie.
Widzisz mnie codziennie obok siebie, zanim zaśniesz.
Jak ja kocham to uczucie, kiedy wstaję rano,
kiedy mnie oplata twoje nagie ciało.
Kiedy moje ciało twoje ciało pieści,
jak to w kilku zdaniach można tak naprawdę streścić?
Nie mogę żyć bez ciebie, nie mogę spać bez ciebie.
Me uczucia w tym momencie to ciekawe zagadnienie.
Czy to czujesz, czy to znasz, czy to jakąś wartość ma dla ciebie?
Powiedz szczerze.
Ile słów potrzeba, by przekazać to uczucie jedno,
to przy którym inne sprawy bledną.

Hello?
Is it me you're looking for?
I can see it in your eyes
I can see it in your smile
You're all I've ever wanted
And my arms are open wide
Beause you know just what to say
And you know just what to do
And I want to tell you so much
I love you.
Czasem są takie dni, gdy wszyscy mówią mi, że nie jest dobrze .I są takie dni, gdy naprawdę czuję się podle .
(Hukos . Śle sos . Donatan .Yo ! )

Ref.:
To jest zła karma, w głowie huk armat
Wódka jest zimna, ej polewaj barman
Tam gdzie drzewa są zielone lecę w krainę złudzeń
Na etylowych skrzydłach z moim demonem stróżem . [2x]

(Hukos)
W życiu piękne są tylko chwile jak śpiewał Ridel
Nim znajdę swoją wyspę przepłynę morze pomyłek
Samotność - to taka straszna siła
Znowu wracam do domu i wita upiorna cisza
To smutne jak mężczyzna pije samotnie wódkę
A jego marzeniem jest być w gabinecie luster
Strach w oczach pijaka, gdy świt zastał go za stołem
Oślepia słońce zza przysłoniętych rolet
Nocne rajdy po ulicach, Hukos pijany - Kubica
Orbit w morde by nie wyczuła nic policja
Znów wypiłem na chwile, na świat patrze z wysoka
Znam Boga, politykę i fraktale Mandelbrota
Poranek jak spadanie z wysokiego konia
Nie umiem powiedzieć 'przepraszam, przyjaciel, kocham'
Relacje międzyludzkie w rodzinnym domu
Coś na kształt interakcji wolnych elektronów
Trajektorie naszych planet nie mają punktów stycznych
Okopani słabościami na bliskich, wygrywać bitwy ?

Ref.:
To jest zła karma, w głowie huk armat
Wódka jest zimna, ej polewaj barman
Tam gdzie drzewa są zielone lecę w krainę złudzeń
Na etylowych skrzydłach z moim demonem stróżem . [2x]

(Ten Typ Mes)
Ej armaty grzmią, jakiś garbaty gnom mną targa
Ej głowa mi pęka jak na ścianie stara farba
Na szyi mam szminkę, palce pachną dziwnie
Telefon nie odebrany, nie przeczytane - nie milknie
Morde mam spuchniętą jak na klipie Dwa Pięć
Lecz teraz leże sam i nikt nie robi zdjęć
W najciemniejszym kącie cienia drugiej strony medalu
Tam właśnie zdycham skulony po tęgim balu
I po nitce do kłębka, chodnikiem do sklepu
Mogę iść po klin, lecz usiłuję nie pójść
Gdy lecę łukiem muszę w końcu wyjść na prostą
Wielodniowe zakręty - z tego trzeba wyrosnąć
Moje skrzydła z etykiet, kapsli i banderol
Niosły mnie wysoko, chcę już wylądować cholera
Jestem dętką, flakiem, wrakiem, złym chłopakiem
Z obowiązkiem na bakier, świat przywitam fakiem !

Ref.:
To jest zła karma, w głowie huk armat
Wódka jest zimna, ej polewaj barman
Tam gdzie drzewa są zielone lecę w krainę złudzeń
Na etylowych skrzydłach z moim demonem stróżem . [2x]

(Hukos)
Jestem gówniarzem wbrew wszystkim, bardzo głodnym życia
Na talerz nałożę więcej niż przetrawią jelita
Chociaż nie mieszkamy vis-avi, drzwi w drzwi
Widzimy się siedem dni, znowu idziemy pić
W naszym kalendarzu - to nie pirelli, pomyśl
Wszystkie dni oznaczone są kolorem czerwonym
Raczej autodestrukcja, dziś samouwielbienie
Nawet martwe drzewo nadal posiada korzenie
Ile jeszcze Ci wyśle pocztówek zza krawędzi
Z krainy socjo-fobii, z podróży przez własne lęki
Każdy z nas mógł być diamentem z ulicy teraz
Lecz nie każdy trafił w ręce jubilera
Umiem ranić, pić wódkę, rozdrapywać rany
Jeśli uczą nas błędy to nie zdam do drugiej klasy
Ty nie będziesz mną - to kwestia genotypu
My to suma niedoskonałości naszych rodziców .

Ref.:
To jest zła karma, w głowie huk armat
Wódka jest zimna, ej polewaj barman
Tam gdzie drzewa są zielone lecę w krainę złudzeń
Na etylowych skrzydłach z moim demonem stróżem . [2x]
Otwieramy nowy sezon, dla mnie to kolejny przełom
Stawiam krok, kolejny rok przynosi dla was nowe dzieło
Dal mych braci, dla mych sióstr, kolejny ruch, następny buch w płucach
Się nie narzucam, jestem by ten rap nie upadł
Spakowałem plecak, przez to życie z bagażem doświadczeń
To ten sam wkurwiony dzieciak, nasze twarze pełne zmartwień
Zmęczony wędrowiec szuka prawdy na masowym grobie
To jest sztuka przekazana dla pokoleń
Czasami myślę, że z całym światem się tylko zmagam
Że jestem sam w ciemnościach, gorzki posmak, którego nie strawiam
Bo boję się porażki, nie chcę być jak jeden z wielu
Na dnie systemu czuć się jak jebany helup, nie chcę
Żadnych resztek, a nimi świat nas karmi
Jesteś jebanym Pazerą to tym gównem się udławisz
Codziennie dziękuję stwórcy, anioł stróż nade mną czuwa
Nie odstąpił nigdy kroku, proszę cię nadal czuwaj

ref.
Dzień WW wita mnie
Panie proszę o dostatni byt
Chcę spokojny sen
Znam zasady tej brutalnej gry
Miej w opiece nas
Stawiamy kolejny tutaj krok
Wiele mamy szans
Potrafimy wyprowadzić cios

Znów przed sobą klękam, tak to znów robię znak krzyża
Nowe karty odkrywam, nowy dzień jest jak survival
Dla Dawida, dla jego bliskich, dla twoich dzieci
Niech nigdy nie będzie mroku, tylko niech będzie słońce świecić zawsze
Prowadzi pasterz to zagubione stado
Mieliśmy znaleźć Avalon, nie mosty za sobą palą
Bramą piekieł stała się dla nas Ziemia, zawsze nią była
Widocznie po upadku nie wyszliśmy z cienia
Popatrz, za dużo pytań, mało odpowiedzi na nie
Odejdziemy zapomnieni czy zostanie po nas dla mnie
Mały ślad, mały świat cały jest do dyspozycji
Nie brak mi jest ambicji, słuchaj dalej tej audycji
Jestem w dobrej kondycji, ta płyta tego dowodem
Jeśli hip-hop jest we mnie to ja jestem hip-hopem
Jeśli hip-hop jest w tobie to też nim chłopaku jesteś
Stawiam kolejny krok żeby być na wyższym podeście

ref.
Dzień WW wita mnie
Panie proszę o dostatni byt
Chcę spokojny sen
Znam zasady tej brutalnej gry
Miej w opiece nas
Stawiamy kolejny tutaj krok
Wiele mamy szans
Potrafimy wyprowadzić cios
W zakamarkach miasta widać losu wyginane twarze
Słychać w piersi tych co ciężar na swych barkach nieśli
Co dzień cisza, co dzień zwiększana granica
Beznadziei chwila, potem znowu cisza
Losie pozwól nam oddychać, gdy na starcie chęci wielkie
Zapał w sercach gdzieś tam potem gubi miejsce
Żyć nam lepiej znaczy mieć, tą szansę dostać
Zobacz na ulicę młodych buntu cały orszak
To siedzi w tobie we mnie
W sercach płynie ból rzeczywistości
Smutek co dzień gryzie, ktoś pasuje i przerywa życie
Coraz większy nacisk wpędza ludzi w kratki
Coraz większy zaszczyt zabrania nam marzyć
Nie chcę tutaj pann i plaży
Pragnę tylko pewny krok postawić
Otworzyć jak najszerzej oczy
Spać spokojnie w nocy
Rano witać śmiechem dzień kolejny
Wierzyć w to, że będzie lepiej
Rano witać śmiechem dzień kolejny
Wierzyć w to, że będzie lepiej
Tak, my chcemy żyć lepiej
WBU, Memento, 2005, Deskrypt, 2005

Patrzę na ten plac zabaw, który kiedyś był rozrywką
Teraz widzę jak w przeciągu paru lat to się zmieniło
Dziś dzieciaków już nie interesują te huśtawki
Zbuntowani, pewni siebie, dumni siadają na ławki
Kto im drogę wskaże, kto pokaże granice
Kto przejmie kontrolę zanim zmarnują swe życie
Nie wymagamy wiele, po prostu chcemy żyć lepiej
Nie wszyscy potrafią docenić podaną rękę
To ich wina, tylko ich, nikogo więcej
Ja nie chcę utopić swego losu w beznadziei
Ja nie wiem jak można żyć bez perspektyw
Choć po części rozumiem
Bo w nie każdym domu pokazano przykład życia
Wiele wartości wyniesionych zhańbiła ulica
Ja też nie jestem święty
Wiem, że nie pochowają mego ciała w złotej trumnie
Idąc w tłumie po ulicach tego miasta dumnie
Zastanawiam się nad jednym
Czy to co tworzę Boże mi pomoże przetrwać, mi pomoże przetrwać
Dziś ciężko w presji łatwo zerwać, żyjemy w nerwach
Smutek w oczach, czasem żal ściska
Spójrz na te boiska z bliska, iskra padła na nie
Rozpaliła ogień nienawiści, który nie gaśnie, który nie gaśnie
Za grzechy i niedolę klękamy przed krzyżem
Poprzeczka życia podnoszona coraz wyżej
Coraz większe wymagania a my coraz niżej
Niejeden w moim wieku chciałby założyć rodzinę
Lecz nie pozwala na to dzisiaj sytuacja
Tu wielu aby przetrwać musi robić uniki
Uciec, ale dokąd? ja uciekłem do muzyki

[x4]
Żyć mam lepiej, mieć tą szansę
Wielu trudzi w chorym świecie chorych ludzi
Niewolników budzi w burzy niebezpieczny wojny zapał
Przez co w pustym polu siedzi cieszy szatan
Trzeba być jak patan by przeplatać
Między zaciśnięte palce świata
Nie ma co czarować, nie ma i nie będzie luźnie
Za to później jakoś damy radę razem
I nadamy nowy sens, trzeba wierzyć
Trzeba trzaskać żeby pozostała miazga
Z nich, tych złych, trzeba, trzeba uciec
Przez muzykę, która ma tej bramy klucze
Złapać zapas o uczucie narodzenia zapach
W czasie kiedy milczy w stadzie wilczym
Dać tu radę, za zasadę siłą zerwać
By ta nasza była lepsza
Aby swego na swym nie poniszczyć
Chcemy żyć lepiej, chcemy żyć lepiej
I to założony przez nas cel
Żeby nasze dzieci były ułożone w biel
I to zawsze zanim wszystko w naszych oczach nie zagaśnie
I to zawsze zanim wszystko w naszych oczach nie zagaśnie

Wojownicy, wojownicy tej krucjaty, obyt na ulicy
Wojownicy, wojownicy, wojownicy

Wojownicy tej krucjaty, obyt na ulicy
W imię jutra aby zdobyć to co kradną politycy
Wieczna bitwa o swe imię, rym jak brzytwa tu popłynie
Jeszcze Polska nie zginęła póki każdy z nas nie zginie
48 milionów nas tu, ćwierć ma tu co położyć na stół
Lata wstawania o brzasku, wysiłek co ginie w piasku
Tu wizje wielkich fantastów jeszcze nie błysną już giną
Zostaje z nich tylko ścierwo ścięte życia gilotyną
Rzeczywistość łamie, łamie wiarę i oddanie
To co z nas zostanie to tylko popiół i nasze granie
A nie, wyjrzyj przez okno aby beznadziei dotknąć
Popatrz w oczy tej co toczy jak gangrena naszą godność
Biedę co zamyka w klatce, pęta jak zwierze w kolczatce
Abyś pełzał w węzłach we łzach, poczuł co to nędza
Czujesz ten żar? on ciągle we mnie goreje
Serca ciężar co zwycięża żal i pustą beznadzieję
To czas straconych pokoleń, cichych paktów i przyzwoleń
Czas pogardy tak daleki od Idylli arty
Wojowniku bądź twardy, zimnej dumy spokój
Maszerujmy w równym kroku aby żyć lepiej, pokój

[x4]
Żyć mam lepiej, mieć tą szansę
Daję ci coś czego nie zapomnisz
emocji więcej i prędzej niż sądzisz
uważaj, bo możesz popełnić błąd
to towar stąd, pierwszy sort, północny front
czujesz jak wzrasta tętno
nie ma odwrotu cóż to już pękło
wita cię piekło, masz z diabłem romans
twój umysł już należy do nas
zażyłeś raz zaskoczyłeś na dobre
nie możesz się uwolnić już i jest problem
chcesz tego więcej, masz myśli czarne
to jakbyś pieprzył Naomi Campbell
teraz już nigdy nie będzie jak przedtem
teraz już jest to twoim powietrzem
dusisz się, czujesz brak, a jak
zrozum, to działa właśnie tak

[x2]
Raz, spróbujesz tylko raz i koniec
masz bilet do piekła w jedną stronę
strach opętał cię i zrozumiałeś
to najmocniejszy towar jaki brałeś

Pulsuje w żyłach, wypieprza Źrenie
pompuje krew szybciej, masz ciśnienie
kontroli brak, wiesz co się dzieje
zagrasz raz jak się grasz nasz teren
okłamiesz się, to nie uzależnienie
nie złamiesz się, znowu wybierzesz chemię
słyszysz ten bełkot, co? pierdolenie
serce wybija tempo, ty się tępo śmiejesz
aha, ode mnie działka dla ciebie
friko kurwa walnij ją w kanał lecz do nikąd
wróć i ściemniaj ludziom jak Bill Clinton
skóry tylko dotknąłeś igłą
jesteś niewinny, to ona jest winną
każdy inny to samo by im wcisnął
norma, standard, proste, ty, ty
wracaj po więcej, wracaj po mocniej, zły

[x2]
Raz, spróbujesz tylko raz i koniec
masz bilet do piekła w jedną stronę
strach opętał cię i zrozumiałeś
to najmocniejszy towar jaki brałeś

Żeby brać ten towar wynosisz z domu fanty
pieprzyć miękkie zacząłeś od twardych
i chociaż drapiesz od spodu wieko trumny
kolejny sztos, z którego jesteś dumny
przywiązuje do pompy mózg twój
każdy zwój działa jak muskuł
ostatnie tango Paryż deszcz
w tym kasynie do gry zasiada śmierć
nie zmierzysz tego, odbij z tą wagą
chcesz uciec na detox, pieprzyć metador
ona spragniona kolejnej działki
chce jedną ścieżkę Ars'a Mundi
biało na czarnym daj kredytową kartę
mała nie wyskakuj z majtek
speedball z PiH'em znasz tą muzykę
bez bólu, to jest jak kula do burzenia murów

[x2]
Raz, spróbujesz tylko raz i koniec
masz bilet do piekła w jedną stronę
strach opętał cię i zrozumiałeś
to najmocniejszy towar jaki brałeś
Czuję to we krwi, a i to miasto, żadne z nas nie śpi
Nie chodzi mi o to czy się ze mną prześpisz
Może też nie możesz zasnąć, proszę cię, uśmiechnij się
Może też stajesz do walki, ale upadasz na deski
Może czujesz to co ja i za czymś tęsknisz
Wszystkie myśli, uczucia, których nie masz gdzie pomieścić
I nie możesz znieść ich, masz dosyć substytutów
Może możesz iść ze mną za rękę i skończyć na bruku
Może możemy być szczęśliwi gdziekolwiek
Móc zawsze i wszędzie, móc polegać na sobie
I gdybym nie miał kilku cech o których wiem
Pewnie podszedłbym do ciebie w ten smutny szary dzień
Czułem, że czujesz to co ja, może się mylę
Czułem tak, gdy spojrzeniami spotkaliśmy się przez chwilę
I w moim innym świecie jesteśmy blisko
Ale tu bałem się, że mi pozwolisz spieprzyć wszystko

W moim innym świecie jest inna prawda
Tu ciebie nie ma, to tylko wyobraŹnia
I może dobrze, że los nie postawił na nas
W tym czego szukam nie ma nic prócz rozczarowania

ChodŹ w moim innym świecie jest inna prawda
Tu ciebie nie ma, to tylko wyobraŹnia
I nawet jeśli miałem rację to już poszłaś
I nigdy się nie dowiem, bo nigdy cię nie spotkam

W moim innych świecie możemy gadać do rana
I rozumiesz mnie bezsprzecznie i jemy wspólne śniadania
I należysz do mnie, choć to nie kwestia posiadania
I czujemy się bezpiecznie jakby cały świat był dla nas

W moim innym świecie nawet gdy jest ciężko
Tylko razem zawsze lądujemy miękko
I łączy nas namiętność, z której mogą szydzić
Lecz dopóki jesteś ze mną nie mamy się czego wstydzić

W moim świecie jesteś ze mną nawet wtedy gdy mamy kryzys
Bo pamiętasz tak jak ja, że to jest kwestią decyzji
Spotykam ciebie znów, patrzysz na mnie i widzisz, że
Czuję to co ty albo któreś z nas się myli
Palę papierosa i patrzę w twoje oczy
Myśląc, że to piekło w mojej głowie nigdy się nie skończy
W moim innym świecie planujemy przyszłość
Ale teraz nie ma cię, chyba właśnie wyszłaś
To ten bit ha to jest ten bit to ten bit ha joo joo

Ref.x2
To ten bit to ten bit ha(to jest)
Dziś jest piątek jest impra
A ty idź a ty idź tam
(bo to jest) to ten bit ha

Wiesz kto mówi DGE łatwo mnie poznać
Reprezentuję Poznań lirycznych doznań
diler słów lider eee jooo po
Daj tu delay a ja dalej swoją drogą idę
Bo widzę sens w tym i mam cel w tym
Mc's srają jak w papersy gdy rzucam wersy
Będę rymy gonił tak jak mic i dolary konik
Tylko kartki browary i mic na fonii
I nie do wiary oni będą wołać
Jestem stara szkoła robię rozpiździel dookoła
Kiedy gadam polski mejstrip to żenada
Błazenada większość z nich nie potrafi składać słów
Na nich chuj kładę znów ze składem
Jadę jak Blues Brothers a ty wciąż w tempo
robisz bełkot jak sęp wiem łępo bo ty też chcesz być fair
Bądź szczery w walce o rząd dusz
Nie chytry jak John Kerry i George Bush
Bo dość już wszyscy maja udawania
napinania się zakłamania zaklinania
[tylko teksty.tk]

Ref.x2
To ten bit to ten bit ha(to jest)
Dziś jest piątek jest impra
A ty idź a ty idź tam
(bo to jest) to ten bit ha

Styl pół na pół na szybko i na wolno
Styl co się ceni jak klamoty od Volvo
nie ma że nie wolno nie ma to tamto
Ja mam to gram to bierz to kręć to palto
chłopaki piją wódkę śpiewają sto lat
Z nami V600 jak ta Motorola
Lubimy mieszać palimy jointy po gwizdki
Jak Trzecia Rzesza robimy Blitzkrieg
I nikt nie wie o co czasem chodzi nam
Jaki mamy plan jaki mamy przejebany stan
stan alfa wyższy niż wieża Eifla
Bardziej przejebany niż broda Gandalfa
To jak Czarna Mamba buja jak czambałamba
Po raz kolejny jak część 4 Ramba
jak Ramona nawijam o cudach i ciekawostkach
Mam wodę w kolanach i cukier w kostkach
To jest tak gęste rymy to dla mnie pestka
Będę tak nawijał aż mi stuknie trzydziestka piątka
Niech będzie pięćdziesiątka tylko dobrze schłodzona
bo od ciepłej wódki konam
To jest wściekłej gadki szaman jooo jooo!!!

Ref.x2
To ten bit to ten bit ha(to jest)
Dziś jest piątek jest impra
A ty idź a ty idź tam
(bo to jest) to ten bit ha

joo to jest stopa werbel dwie stopy werbel
Synkopa werbel dwie stopy i
trzy stopy werbel dwie stopy werbel
Synkopa werbel dwie stopy i
stopa werbel dwie stopy werbel
Synkopa werbel dwie stopy i
trzy stopy werbel dwie stopy werbel
Synkopa werbel dwie stopy i...
To po raz kolejny, a będzie to już trzeci
Więc słuchaj dzieciaku, jak to dalej leci
Mam ciężki charakter, ale mimo wszystko
Dobre moje serce, nie tylko dla tych blisko
Tym środkowy palec, dla wrogich mi raperów
Znowu zamieszanie i kontra od hejterów
To nas umacnia i daje nam tematy
Na domkach z fur, wszystkie psubraty
Znowu dobra nuta od dobrych chłopaków
Tyle dobrych bitów ile na płycie jest tracków
Bytom pozdrawia tych na spacernikach (piona)
Oraz charakternych chodzących po chodnikach
Łączy nas ulica - to hasło przewodnie
Reprezentujemy miasto jak najbardziej godnie
Modnie? ha, to nie nasz kierunek
Mamy co mamy, bo mamy ten ładunek
Wiesz co to szacunek? najpierw zapracujesz
Wykaż swój charakter wtedy go poczujesz (proste)
Nie atakuj innych, jeśli masz słabą obronę
Po raz kolejny przekaż obcym pionę

[x2]
Po raz kolejny Bezimienni wjazd
Po raz kolejny nie plejada gwiazd
Po raz kolejny rap tu jest taki
Po raz kolejny dobre chłopaki

Choć to nie pierwszy raz, to zapamiętasz go napewno
My z płytą kolejną uderzamy z pełną werwą
Śląska ekipa po raz kolejny tutaj wjeżdża
Od lat w ulicznych wierszach, jakość i klasa pierwsza
Verba Veritatis, potem Granda, teraz Walka
Ulicy niezbędna, jak na siłce sztanga
Trzy serca, jedna pasja - podpisane Bezimienni
Wobec codziennych zdarzeń nie pozostajemy bierni (nigdy)
Wciąż zasadom wierni, z kurwami na dystans
My i konfidenckie szmaty, to jak Indie i Pakistan
Tu zajawka czysta zostawia ślad jak blizna
A niejedna pizda będzie chciała ten rap spizgać
Już po raz kolejny psują sobie na nas nerwy
Nie wezmą nam werwy, ja tu piszę wers następny
I nawet jeśli kiedyś zabraknie mi tematów
To tej bandzie czereśniaków z dedykacją tych ataków (pedały)
Po raz kolejny dobrych ludzi tu pozdrawiam
Za ich zdrowie nigdy kielicha nie odmawiam
Trzymaj się brat w zdrowiu, wszystkim bliskim życzę farta
Tu po raz kolejny Bezimienni płyta Walka

[x2]
Po raz kolejny Bezimienni wjazd
Po raz kolejny nie plejada gwiazd
Po raz kolejny rap tu jest taki
Po raz kolejny dobre chłopaki
Nim znów spadnę w dol.

Ej, co jest kurwa, co jest
Światło rozrywa powieki, nocy koniec,
Co za pojeb podniósł te rolety?
Zaraz zaraz łóżko wielkie jak Pontiac z prerii
Gdzie ja jestem? To Polska czy przedmieścia Kenii
To jakieś pierdolone ćpuńsko, na kacu arcyfilm
Wczoraj z klanem chlałem whisky tu leża karty win
Jeszcze tylko białe myszki, co jeszcze parę drzwi
Na stole tańczy drin pod czarne tłuste flow
mijam prawie puste szkło to jakiś hotel antyk
Błyszczą złote karty na stole, złote klamki i zbroje
W klopie blanty ktoś palił, a wiec idę tropem sauny
lecz zamiast kibla, wanny wchodzę do wielkiej sali
Tam ospale, sztuki za barem serwują frutti di mare
Tu każda mruczy, staje, nie daje dupy za frajer
Tu każdy Gucci i gajer się włóczy z cygarem kluczy wśród karier
By na skutki żalem wykupić tu harem
Oddam wszystko za pamięć tym bardziej szlugi i kawę
Dalej nie wiem gdzie jestem, ale zdążyłem upić Tatianę
Mijam rzuty Na ścianie prastare, starsze niż Bóg
I już znam to na pamięć, po prostu spadam w dół.

Ref.: x2
Mija minuta za minuta, powoli płyną godziny
Z nimi dni mijają w chwili
Świeci w szyby biały vinyl
I nikt żywy nie ma siły
krzywić szyny tej machiny, wstrzymać tryby
Gdybym wiedział gdzie jest inicjator winy

Kiedy patrzę na mój świat oczyma wyobraźni
Widzę rzeczywistość jakbym włączył opcje zaśnij
I choć obraz niewyraźny w powietrzu czuć jaśmin
Koszula kaszmir, słonce patrzy w twarz mi
Spragniony kropel, w dłoni Johnie Walker
Znajomy fotel, oliwny gaj widokiem z okien
Na fonii z Bogiem jak w karnawale
Przy palmach staje, goni z szlafrokiem tutejsza Salma Hayek
Barman podaje kawior, kalmar, papaje z kawą
Tatar daje amstafom, karma była łaskawa
Mam pełna szafę: Gucci, Armani, Pucci nawet
I mam raj, jeżdżę Maybachem, czasem Porsche Cayman’a
Sącze szampana Da Vinci, van Gogh, Monet na ścianach
Pachnie Dolce Gabbana, kończę kalmara
Wierze jak Mojżesz w Pana
I nim to pryśnie, czekaj włączę aparat

Ref.: x2
Mija minuta za minuta, powoli płyną godziny
Z nimi dni mijają w chwili
Świeci w szyby biały vinyl
I nikt zywy nie ma siły
krzywic szyny tej machiny, wstrzymać tryby
Gdybym wiedział gdzie jest inicjator winy

Dzisiaj jestem Banderas, oto moja banderoza
Idylla, Carrera, willa na tle morza
Wokół żagle, woda, w ustach smak Jack’a Danielsa
Sprawdzę towar, koka czeka na maestra
Do dzwieku gitar, tańczy pełna wdzięku seniorita
Robi to tylko dla mnie, bo jestem hojny jak caritas
Mam porsche, jeepa, dolce w plikach
Krzyczę dolce vita, słońce, Kostaryka
Na drugim planie jestem więźniem samotności
Kapie się w szampanie z tanią dziwka bez wartości
Pije do nieprzytomności, bo żyje na skrajności
Jestem bankrutem własnej moralności
Byłem próżny próbowałem rożnych pokus
Teraz pusty pokój, nie ma ludzi wokół mnie
Głuchy spokój, przedtem pale opium, bo wole popiół wokół zamiast łez
Nagle przebudziłem się zlany zimnym potem
Jako inny człowiek nie ma willi kobiet tez
Jest tylko jedna i tylko m2
To moja Mekka, o której nie ma dnia bym nie pamiętał

Ref.: x2
Mija minuta za minuta, powoli płyną godziny
Z nimi dni mijają w chwili
Świeci w szyby biały vinyl
I nikt zywy nie ma siły
krzywic szyny tej machiny, wstrzymać tryby
Gdybym wiedział gdzie jest inicjator winy
Chcę mieć marzenia, dążyć do ich spełnienia
Kwestią zrozumienia dla was są moje pragnienia
Życie nas zmienia - patrzymy na nie jak na karę
Patrzmy jak na dar, zachowajmy w sobie wiarę
Szlifujmy i odkryjmy w sobie talent
Nie planujmy za dużo, by nie zostać tylko z planem
Miejmy nadzieję, bądźmy zawsze obiektywni
Patrzmy uważnie, czasem krajobraz jest dziwny
Bądźmy lojalni wobec najbliższych nam osób
Pomagajmy sobie, miejmy na życie swój sposób
Wierzmy w Boga, chrońmy wpojone wartości
A w zgiełku beznadziei odnajdziemy nić radości
Życie to pościg, szukaj w nim trochę miłości
Pełnej poświęcenia stuprocentowej pewności
Trochę godności, samych dobrych wiadomości
Do celu, nie po trupach, w imię swojej stateczności
Podstawowe wartości - miłość, dom, rodzina, przyjaźń
O tym należy pamiętać, tego się nie zapomina
(Tego się nie zapomina, tego się nie zapomina)

Nie płacz, nie ma co płakać - trzeba być silnym
Podstawowy plan na życie mam to dom rodzinny
Ty masz swój cel - nie zabiorę ci tego
Z tego miejsca życzę wam dziś wszystkiego najlepszego

Nie płacz, nie ma co płakać - trzeba być silnym
Podstawowy plan na życie mam to dom rodzinny
Ty masz swój cel - nie zabiorę ci tego
Z tego miejsca życzę wam dziś wszystkiego najlepszego

Chcę widzieć świat samych pozytywnych wzorców
W natłoku ważnych spraw więcej wyciągniętych wniosków
Walcząc o niezależność chcę przy sobie mieć najbliższych
Mając wsparcie w ich osobach pewien, że wygram ten wyścig
W porządku ze sobą być, kochać swój spokój
Otwarty umysł, łzami nie naświetlić oczu
W życiu mieć siłę - nie zgubić tej siły po drodze
Takie jest życie, że stąpa się po kruchym lodzie
Szczęście to bodziec, ale nie za wszelką cenę
Szczere odbicie w lustrze będę nazywał spełnieniem
Chcą mi przeszkodzić, a ja pokażę im wszystkim
Mam miłość, mam szczerość, mam wiarę dla swych najbliższych
Nie chcę żałować i wspomnień za bardzo przesłodzić
Chcę być szczęśliwy i o to mi w tym życiu chodzi
Co będzie jutro nie wiem, nie chcę żyć w gniewie
Dla siebie spokój po to, by być pewnym siebie
Świadomość w kalejdoskopie myśli da mi siłę
Ważne sprawy chcę pamiętać niech to będzie mój przywilej
Niech to będzie mój przywilej, to na tyle

Nie płacz, nie ma co płakać - trzeba być silnym
Podstawowy plan na życie mam to dom rodzinny
Ty masz swój cel - nie zabiorę ci tego
Z tego miejsca życzę wam dziś wszystkiego najlepszego

Nie płacz, nie ma co płakać - trzeba być silnym
Podstawowy plan na życie mam to dom rodzinny
Ty masz swój cel - nie zabiorę ci tego
Z tego miejsca życzę wam dziś wszystkiego najlepszego
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo