Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Mówią na mnie MT co w źródle tych wen dorastał
Po środku tętniącego BPEnem miasta
W centrum regionu z którego miazga
Często w innych traktowana jest jako falstart
Niczym młody-miejski rasta
Szwędając się po miejscach, gdzie temperatura wzrasta
A ludzie dają zaufanie w zastaw
Ja niosę treści a Ty podnieś pięści na przekazie miasta
Daj na maxa, sound blaster za pół z wypłaty, basta
niech to po blokach trzaska
Daj na full ten swój zestaw i z miejsca
Daj mi powód bym robić tego nie przestał
To ten styl, tych ze stron, tych co mówią won
mi stąd, pokazując na klubu kąty
Masz jakieś ale, masz jakieś wąty
Co? be,be,be zmień poglądy !

Ref.
Kurwy chcą trzaskać hajs na track'ach sprzed lat czterech
Wystawiają dupy, tworzą kurestwa szereg
Kombinują jak tu opchnąć kombinację literek
A Ja zastanawiam się, kto im to wpierdolił w czerep
Mnie to jebie, ja dalej swoje robię
Mam coraz więcej tracków, choć coraz gorsze zdrowie
Zapełniam bity i kartki, słowo po słowie
I nie muszę dawać news'ów bo i tak ktoś Ci to powie

Mówią na mnie Miuosh choć wiem, że często mówią niemiło
Pewnie przez to co przez ostatni rok się wydarzyło, że
dla nich przez miłość mogłem trafić do gleby
Teraz posuwam tę miłość żeby spłacić potrzeby
Oni dali mi kredyt żeby trzaskać po sprzętach
Trzaskać na koncertach, na tych patentach
Dali mi miejsce na bitach producenta
W systemach audio i jebaną szanse ich przejęcia
Więc bez spięcia rusz słuch, bo znów układam
I władam i masz jedne, bo się pnę a nie składam
jakbyś se zrobił Sadam a zamiast gazu dał werble
A Kurdul pomylił nas, ziomów i Twoją bejbe
To ten sam maniak z Prt co kładzie na wszystko chuj
Jak kładzie wokal na werble
Łap za track a z trackiem za słów stertę
Łap za rap i rób larmo kiedy przerwe

Ref.
Kurwy chcą trzaskać hajs na track'ach sprzed lat czterech
Wystawiają dupy, tworzą kurestwa szereg
Kombinują jak tu opchnąć kombinację literek
A Ja zastanawiam się, kto im to wpierdolił w czerep
Mnie to jebie, ja dalej swoje robię
Mam coraz więcej tracków, choć coraz gorsze zdrowie
Zapełniam bity i kartki, słowo po słowie
I nie muszę dawać news'ów bo i tak ktoś Ci to powie.
Nieudacznicy nie przytula dzisiaj sosu
Idź zarób, skołuj, nie bądź ofiarą losu
Nie daj się wkręcić w tych przegranych *****enie
Że lepiej pływać w długach niż w prywatnym basenie
Spójrz kto zostanie już na zawsze pod tym sklepem
A kto idzie konsekwentnie tam gdzie będzie lepiej
Nie wierzę w tych co wolą tramwaj od BM'ki
Zamiast zarabiać oni skomlą jak panienki
Prawdziwy mężczyzna musi zadbać o swych bliskich
A nie wciąż powtarzać że pieniądze nie są wszystkim

To oczywiste, to truizmy ludzkości
Hajs jest zamiennikiem a sam nie ma wartości
Sos potrzebny jest nam żeby się rozwijać
Zapewnić lepszą przyszłość i działać nie przemijać
Klatka, ławka znam ten standard, bar mleczny
Tylko szaleńcy mogą niech cieć go polepszyć, otwórz oczy

Ty dobrze wiesz, że nie jestem rekinem finansjery
Ale za to mam własny pogląd na ten przemysł
Na nie nie licz, do ciebie same nie przyjdą
Gdzieś z boku stoją hieny co wyczyszczą cię jak mydło
Uważaj z betonowymi [?] to łakomy kąsek
Zobacz sobie tylko gdy przyjmujesz porcję
Koniec diety z koksem i słonce ładnie świeci
Pojawia się progres i już nie jest źle ci
Ja sam nigdy za wiele w kieszeni ich nie miałem
Ale inwestycje były dobrym rozwiązaniem
Maniek kupił tu za pięć, za dychę sprzedał gram
Wystarczyło tylko chcieć tak napełnił miodem dzban
Kochasz go to masz romans z martwym królem
Więc prędzej czy później nawinie cię na szpule
Wiem, że każdy chciałby przytulić ładną sumę
Ona mi nie zrobi krzywdy, bo to nie jest mój amulet

Za skrajnych radykałów złamanego grosza nie dam
Bo albo wielka bieda albo wszystko na sprzedaż
Po pierwsze nie dla sławy, po drugie nie dla pieniędzy
Niektórym, którzy to mówili mógłby uschnąć język
Hajs jest niezbędny lecz nie żyje się dla niego
Kto nie umie się utrzymać jest zwykłym lebiegą
I *****iłeś coś, że za droga Prosto bluza
Nie kupuj jej, ona nie jest dla lamusa
Wciąż masowa jest tu mentalność komunisty
Kto się tu wybija ten porządek *****om niszczy
Zamiast pomyśleć fajnie, też chcę mieć więcej
On żeby stracił dał by se odrąbać rękę
Próbował już mówić raz całej Polsce PiS
Stalinowską psychozę, że mieć pieniądze to wstyd
Pieniądze zarabiam tu nie dla pieniędzy
Tylko po to żeby być w 100% niezależny

Ja zamiast śmierdzieć groszem, wolałbym pachnieć milionami
Tak między nami nie chcę mieć beefu z banknotami
Są ze mną jest super, gdy ich nie ma jestem w dupie
Bo choćbym miał wielkie plany za marzenia nic nie kupię
Muszę dbać o rodzinę, umiem dbać o słuchacza
Gdy robię z kimś dill to klient do mnie wraca
I to mi się opłaca, wiem co dla mnie dobre
Mierzę wyżej niż NASA, widzę cel, wiem, że tam dotrę
Jest tak, dyszka do dyszki i brzęczą kieliszki
Jak nie macie dyszki to wszyscy macie suche pyski
Ja wolę zyski i *****ę straty
Dla Polski prognoza pogoda wciąż dla bogatych
To jest proste jak drut chcąc zawsze się przyda
Grunt żeby się nie zachłysnąć żeby nie skończyć jak Midas
Póki co mi to nie grozi, wiem którędy mam iść
Zamiast nic nie robić szukam tego hajsu dziś
Ref:
To nie jest sen
To jest nasz dzień
Masz czas by moc
wiec posluchaj slów

1
Warto kochac
Warto zyc
Warto snic
mimo ciezkich chwil
Zwykly usmiech lub zwykly gest
Podanie reki lub zwykle czesc
Wystarczy podejsc zapytac sie
Przeciez chodzi o to by poprostu chciec
Warto isc gdzie niechce cie
Warto starac sie naprawic sens nadzieji tez
Przeciez warto zyc
Nadzieja tez pomaga marto w niej tkwic
Tak naprawde to warto isc
zaznaczyc slady przezytych dni
Po co mi dzien bez szczescia w nim
Przesiaknac pozytywnie
Odepchnac zlosc
Tak latwo sie poddaj unikaj
Wiem warto na to czekac
to jest nasz dzien

Ref:
To nie jest sen
To jest nasz dzień
Masz czas by moc
wiec posluchaj slów

2
Warto chciec pokonac strach
Warto zyc jak marzyc w snach
Nie ma barier nie ma ich
Nie daj sie gdy zycie drwi
Warto slyszec cichy szept
Zignoruj czasem glosny dzwiek
Warto dac to co masz
Warto upasc aby znowu wstac

Ref:
To nie jest sen
To jest nasz dzień x2
Masz czas by moc
wiec posluchaj slów
To po raz kolejny, a będzie to już trzeci
Więc słuchaj dzieciaku, jak to dalej leci
Mam ciężki charakter, ale mimo wszystko
Dobre moje serce, nie tylko dla tych blisko
Tym środkowy palec, dla wrogich mi raperów
Znowu zamieszanie i kontra od hejterów
To nas umacnia i daje nam tematy
Na domkach z fur, wszystkie psubraty
Znowu dobra nuta od dobrych chłopaków
Tyle dobrych bitów ile na płycie jest tracków
Bytom pozdrawia tych na spacernikach (piona)
Oraz charakternych chodzących po chodnikach
Łączy nas ulica - to hasło przewodnie
Reprezentujemy miasto jak najbardziej godnie
Modnie? ha, to nie nasz kierunek
Mamy co mamy, bo mamy ten ładunek
Wiesz co to szacunek? najpierw zapracujesz
Wykaż swój charakter wtedy go poczujesz (proste)
Nie atakuj innych, jeśli masz słabą obronę
Po raz kolejny przekaż obcym pionę

[x2]
Po raz kolejny Bezimienni wjazd
Po raz kolejny nie plejada gwiazd
Po raz kolejny rap tu jest taki
Po raz kolejny dobre chłopaki

Choć to nie pierwszy raz, to zapamiętasz go napewno
My z płytą kolejną uderzamy z pełną werwą
Śląska ekipa po raz kolejny tutaj wjeżdża
Od lat w ulicznych wierszach, jakość i klasa pierwsza
Verba Veritatis, potem Granda, teraz Walka
Ulicy niezbędna, jak na siłce sztanga
Trzy serca, jedna pasja - podpisane Bezimienni
Wobec codziennych zdarzeń nie pozostajemy bierni (nigdy)
Wciąż zasadom wierni, z kurwami na dystans
My i konfidenckie szmaty, to jak Indie i Pakistan
Tu zajawka czysta zostawia ślad jak blizna
A niejedna pizda będzie chciała ten rap spizgać
Już po raz kolejny psują sobie na nas nerwy
Nie wezmą nam werwy, ja tu piszę wers następny
I nawet jeśli kiedyś zabraknie mi tematów
To tej bandzie czereśniaków z dedykacją tych ataków (pedały)
Po raz kolejny dobrych ludzi tu pozdrawiam
Za ich zdrowie nigdy kielicha nie odmawiam
Trzymaj się brat w zdrowiu, wszystkim bliskim życzę farta
Tu po raz kolejny Bezimienni płyta Walka

[x2]
Po raz kolejny Bezimienni wjazd
Po raz kolejny nie plejada gwiazd
Po raz kolejny rap tu jest taki
Po raz kolejny dobre chłopaki
Mam telewizor podobnie jak Blabla,
Pieprzony przyrząd na końcu pieprzonego kabla,
Pieprzony pilot i ja też nie lepszy,
Bo sam go włączam i oglądam i głupieję do reszty.
Popadam w niemoc i rośnie garb mi,
Bo tam tylko krew, przemoc i Pospieszalski
Zaś wiadomości każe mi włączyć instynkt,
Bo znów mi przypomną o tych wszystkich Kaczyńskich.
Nie dziwi mnie, że młodzież napadł kryzys,
Skoro własną TV ma już nawet papa Rydzyk,
Toteż regularnie daję z siebie robić idiotę,
Który ma coraz mniej siły na protest.
Bo przecież mógłbym choćby przez przypadek,
Albo niechcący jeszcze dziś to ustrojstwo wyłączyć,
I tylko jest mi jakoś niewymownie smutno,
Bo zapewne włączę je ponownie już jutro.

Mam telewizor, a że dzisiaj jest sobota
I dziennik właśnie minął, więc zobaczę, co jest potem,
Bo ten telewizor to taka chytra istota,
Co z najmądrzejszego może zrobić idiotę.
Nim znów spadnę w dol.

Ej, co jest kurwa, co jest
Światło rozrywa powieki, nocy koniec,
Co za pojeb podniósł te rolety?
Zaraz zaraz łóżko wielkie jak Pontiac z prerii
Gdzie ja jestem? To Polska czy przedmieścia Kenii
To jakieś pierdolone ćpuńsko, na kacu arcyfilm
Wczoraj z klanem chlałem whisky tu leża karty win
Jeszcze tylko białe myszki, co jeszcze parę drzwi
Na stole tańczy drin pod czarne tłuste flow
mijam prawie puste szkło to jakiś hotel antyk
Błyszczą złote karty na stole, złote klamki i zbroje
W klopie blanty ktoś palił, a wiec idę tropem sauny
lecz zamiast kibla, wanny wchodzę do wielkiej sali
Tam ospale, sztuki za barem serwują frutti di mare
Tu każda mruczy, staje, nie daje dupy za frajer
Tu każdy Gucci i gajer się włóczy z cygarem kluczy wśród karier
By na skutki żalem wykupić tu harem
Oddam wszystko za pamięć tym bardziej szlugi i kawę
Dalej nie wiem gdzie jestem, ale zdążyłem upić Tatianę
Mijam rzuty Na ścianie prastare, starsze niż Bóg
I już znam to na pamięć, po prostu spadam w dół.

Ref.: x2
Mija minuta za minuta, powoli płyną godziny
Z nimi dni mijają w chwili
Świeci w szyby biały vinyl
I nikt żywy nie ma siły
krzywić szyny tej machiny, wstrzymać tryby
Gdybym wiedział gdzie jest inicjator winy

Kiedy patrzę na mój świat oczyma wyobraźni
Widzę rzeczywistość jakbym włączył opcje zaśnij
I choć obraz niewyraźny w powietrzu czuć jaśmin
Koszula kaszmir, słonce patrzy w twarz mi
Spragniony kropel, w dłoni Johnie Walker
Znajomy fotel, oliwny gaj widokiem z okien
Na fonii z Bogiem jak w karnawale
Przy palmach staje, goni z szlafrokiem tutejsza Salma Hayek
Barman podaje kawior, kalmar, papaje z kawą
Tatar daje amstafom, karma była łaskawa
Mam pełna szafę: Gucci, Armani, Pucci nawet
I mam raj, jeżdżę Maybachem, czasem Porsche Cayman’a
Sącze szampana Da Vinci, van Gogh, Monet na ścianach
Pachnie Dolce Gabbana, kończę kalmara
Wierze jak Mojżesz w Pana
I nim to pryśnie, czekaj włączę aparat

Ref.: x2
Mija minuta za minuta, powoli płyną godziny
Z nimi dni mijają w chwili
Świeci w szyby biały vinyl
I nikt zywy nie ma siły
krzywic szyny tej machiny, wstrzymać tryby
Gdybym wiedział gdzie jest inicjator winy

Dzisiaj jestem Banderas, oto moja banderoza
Idylla, Carrera, willa na tle morza
Wokół żagle, woda, w ustach smak Jack’a Danielsa
Sprawdzę towar, koka czeka na maestra
Do dzwieku gitar, tańczy pełna wdzięku seniorita
Robi to tylko dla mnie, bo jestem hojny jak caritas
Mam porsche, jeepa, dolce w plikach
Krzyczę dolce vita, słońce, Kostaryka
Na drugim planie jestem więźniem samotności
Kapie się w szampanie z tanią dziwka bez wartości
Pije do nieprzytomności, bo żyje na skrajności
Jestem bankrutem własnej moralności
Byłem próżny próbowałem rożnych pokus
Teraz pusty pokój, nie ma ludzi wokół mnie
Głuchy spokój, przedtem pale opium, bo wole popiół wokół zamiast łez
Nagle przebudziłem się zlany zimnym potem
Jako inny człowiek nie ma willi kobiet tez
Jest tylko jedna i tylko m2
To moja Mekka, o której nie ma dnia bym nie pamiętał

Ref.: x2
Mija minuta za minuta, powoli płyną godziny
Z nimi dni mijają w chwili
Świeci w szyby biały vinyl
I nikt zywy nie ma siły
krzywic szyny tej machiny, wstrzymać tryby
Gdybym wiedział gdzie jest inicjator winy
(Eldo)
W spadku od życia dostałem puste serce i zepsute płuca,
które mówią nie coraz częsciej,
jest OK w gruncie rzeczy rozum ponad materią,
to tylko oddech może go nie być jest niebo,
tysiące namiętności zmysły mam nadwrażliwe,
tysiące niedoskonałości lecz wciąż uśmiech nigdy na siłe,
takie życie zdaża sie napisałby Kurt Fau, 25 na karku
u mnie ok co tam u was?
wytwórnia się wkurza bo nie sprzedaje milionów,
żaden ze mnie Kanye West ze Środkowego Zachodu,
wejść z sercem jak bym miał coś powiedzieć o sobie,
jestem ołowkiem który pot cierpliwie ostrzy ciągle,
lubie basket, go Detroit trzymam kciuki,
kiedyś chciałem być gwiazdą piłki skończyłem odgarniając groupies
zachłysnąłem sie sobą na chwile... zderzyłem z murem,
już jest OK ten wyścig tylko utwardził mi skórę,
nie jeden Al Bundy chciałby bym zniknął... niejeden
cholerny Bundy chciałby zamiast mnie widzieć siebie,
nagrałem pięć płyt sprzedałem pięć dych wciąż M1,
te pięć płyt jestem dumny gdy patrze za siebie,
byłem w miejscach które znałem z widokówek,
grałem przed tymi których muzykę od zawsze lubię,
niewolnik namiętności zmysły w świecie maszyn,
Bóg dał mi uśmiech, sen nadzieję której nie umiem stracić,
dwa by po brystolu trzecia w nocy bez bitów,
spowity mgłą pokój w głośniku odcienie błękitu,
troche prawdy o nas wiesz...o nim i o mnie,
Grammatik "3" usiądź wygodnie...

(Jotuze)
Czas szybko płynie a ja wciąż na jego falach,
znowu rozbrzmiewa ten znajomy głos na membranach,
kilka miesięcy po premierze Reaktywacji,
dziś znów stoje przed wami z wzmożonym zapałem do pracy,
tych kilka miesięcy o których nigdy nie zapomne,
to ten okres prób którym byłem poddawany ciągle,
miałem radosne chwile i taki kiedy chce się płakać,
ale co tam... dalej powiększam swój życiowy bagaż,
kilka historii które może kogoś poruszą,
2004 dwa on dla mnie ciągle jest nauką,
wielu z was chciało by wiedzieć kim ja jestem na prawdę,
tym typem z tv? Czy chłopcem który bawi się rapem,
czy mam jakiś patent na to że wciąż sprzedaje płyty,
pisze i nagrywam świat obserwuje zza szyby,
takie życie wybrałem innego nie biorę do głowy,
kiedyś zamknięty w biurze przez pieprzone osiem godzin,
dziś wolny jak ptak próbuje nowy numer stworzyć,
i pilnuje się bardziej by talentu nie roztrwonić,
choć są tacy którzy widzieli by mnie już martwego,
prawie odwiedziłem niebo gdy mnie ciągneło do złego,
w tym krytycznym stanie nie wiedziałem czy podołam dalej,
lecz w ostatnim momencie ze śmiercią wygrałem tę walkę,
pierwsze zdjęcia w rejestrze kojaż to z okładką Mobb Deep,
to nie amerykański koszmar tylko mój polski motyw,
los rzucał mnie czasem na wyżyny człowieczeństwa,
jak u każdego u mnie też nieraz w życiu brakowało szczęścia,
powinienem sie martwić i z pokorą przyjąć fakty,
to nie dla mnie jestem tylko w doświadczenia bogatszy,
na papierze coraz starszy lecz w sercu ciągle młody,
teraz wracam z nową płytą nie podatny na wpływ mody,
to było troche o mnie o reszcie mówił już Eldo,
nasze nowe story na tej płycie z cyfrą trzecią.
1. Masz hajs, ale żyje się o wiele trudniej,
i humoru nie poprawi teleturniej,
W głowie chmurne niego gdy nad ranem,
musisz biec, bo ktoś tu jest twoim panem.
Tyranem twarda ręku rynku
On już jakiś czas wiedzie prym.
Tu rządzi egoizm, stoisz przy swoim
Stoisz, nawet wtedy kiedy nie przystoi
Demokracja mówi, jesteśmy równi,
rynek pokazuje, jesteśmy różni.
Ekonomia wypiera polityczną władzę,
a wobec tego obywatel czuje się jak karzeł.
Rynek dyktatorem nieomylnym
Rynek uczy cię być pilny i silny!
Jest wszechobecny i ma charyzmę
Tylko śmierdzi to talitaryzmem
Śnięci ludzie wyczekują tylko śmierci
cele realizują tylko w ćwierci
Prawo pięści wypiera więzi międzyludzkie
Taka cena za ekonomiczny sukces
Nie patrzę na to jak na zbrodnie,
ale żeby żyć zgodnie z sobą, trzeba żyć godnie
Słowo "Solidarność" pamiętasz jeszcze?
Chyba warto przypomnieć tą kwestie.

REF. Jeśli możesz to zrób to
Lepsze, lepsze, lepsze jutro
lepsze, lepsze x2

2. Kim byśmy byli bez marzeń, bez utopii
To od pierwotnych czasów daje doping.
Do przekraczania ułomnej natury barier
tworzy fundamenty kultury. Najpierw
Człowieka stwarza sytuacja, głównie fart,
zdecydował, że miałeś w życiu równy start.
Mógłbyś równie dobrze mieć dziś kłopot
Wygrałeś? To świetnie lecz są gdzieś obok
Ludzie o których nasz świat zapomniał,
ich życie to klęska, ziemska agonia.
A ich jedyną bronią jest agresja,
która ostatecznie ich przekreśla
Nie nawidzą, bo nie widzą żadnych dróg
A każdy kolejny dzień sprawia ból.
Jak się stawia pierwszy krok trzeba im pokazać
potem będą już sami chadzać
Chcą możliwości, a nie jałmużny
wiedz, że w przyszłości będą Ci za to dłużni
A ty będziesz żył w zdrowszym społeczeństwie
gdzie życie nie jest przekleństwem
Nie potzreba nam tu Che Guevary trzeba wiary
We wspólnotę, daj z siebie choć trochę
Jeśli wierzysz w nich, to zrób to jeszcze dziś
by zobaczyć lepsze jutro i szczęście " PEACE!"

REF. Jeśli możesz to zrób to...
Rychu Peja SoLUfka, LA, White House, Na Powierzchni, tak...

Stary wyga rapu wciąż się param tym rzemiosłem,
nadal Charlie Charlie jak u Ani Dąbrowskiej.
Nadal jest postęp, bo ja sam odczuwam progres -
nowy rok i nadzieje na najlepszy w życiu okres.
Siedzę wygodnie i planuję swoją przyszłość,
piszę tekst o tym jak będzie, a nie o tym jak było.
Grzeszne życie się skończyło, teraz Ricci na powierzchni -
z dala od bezsensu życia codziennego, wierz mi,
że się odechciewa bytu, który pozbawia godności,
z dala od złości, próżności i samotności.
Ja spragniony tej miłości, bo tak bardzo jej pragnąłem
w hektolitrach goudy utopione tak płynąłem.
I sam nie wiem skąd wziąłem tę siłę by się zatrzymać,
widocznie w tym wrażliwcu drzemie nie spożyta siła.
Chcę żyć, bo kocham życie chociaż chciałem je zrujnować
to wychodzę na powierzchnię z boską pomocą, zobacz.

Ref. I wychodzę na powierzchnię,
bo na dnie nie było nieźle.
Chcesz to w syfie grzęźnij, ja Ci powiem, nie ugrzęznę.
Zwykły śmiertelnik, który błądził,
dziś to pewne że wychodzę na powierzchnię
i czuję się z tym świetnie.

I utrzymam się na wierzchu, chociaż ciężko być na szczycie -
kariera jest jak stryczek dla tych nie stabilnych życiem.
Bo me życie coś więcej niż nagrywki i koncerty,
moje dupy, moje kace moje traumy - jestem dzielny.
'06 Duchowo Mocny, za pożycie wielkie dzięki.
Nie wiem komu podziękować, że nie wleciał nóż do ręki.
Ten co w rapie zdobył wszystko, walczy o swe człowieczeństwo,
Czarny pijar to przekleństwo, moje życie - szaleństwo
Teren to Poznańskie Księstwo, gdzie na jego zapleczach rujnowałem sobie życie,
Ten co z bólu wył, ryczał, nie chciał żyć, mówiąc "Nic dobrego mnie nie spotka",
myślał na poważnie o pobycie w ośrodkach.
Poczułem tam od środka, że już gasnę, że odejdę -
potrzebowałem wsparcia, gdy tak sam cierpiałem, babe...

Ref. I wychodzę na powierzchnię,
bo na dnie nie było nieźle.
Chcesz to w syfie grzęźnij, ja Ci powiem, nie ugrzęznę.
Zwykły śmiertelnik, który błądził,
dziś to pewne że wychodzę na powierzchnię
i czuję się z tym świetnie.

Pijąc sok żurawinowy, bez wódki, odganiam smutki,
życie na powierzchni temat piękny to choć trudny.
Szaleć na trzeźwo, trzeźwym okiem się przyglądać,
znam radość życia, nadchodzę, pełen spontan.
Mroczne czasy na osiedlu, gdzie robiłem z siebie śmiecia -
w moim domu wiało chłodem, ja wolałem biuro Miecia.
Plotkowali, że odleciał, ja odpowiem - wylądował,
w mojej sytuacji każdy by się rozchorował.
I pewnie bym żałował, brnął w to bagno tak bez końca,
bez nadziei na ratunek - tak człowieka zgnoić można.
Szczęśliwy człowiek co w imię miłości doznał tyle bólu, upokorzeń,
że chciał umrzeć, rozpoznaj. Uroniła byś choć łzę,
Stojąc dziś przy mojej trumnie?
Często w to wątpiłem, więc wybiera życie skurwiel.
Wśród bliskich, na powierzchni, nie masz o tym pojęcia,
Sama nie wiesz co tracisz, już nie mówię bądź przeklęta.

Ref. I wychodzę na powierzchnię,
bo na dnie nie było nieźle.
Chcesz to w syfie grzęźnij, ja Ci powiem, nie ugrzęznę.
Zwykły śmiertelnik, który błądził,
dziś to pewne że wychodzę na powierzchnię
i czuję się z tym świetnie.

(scratching)
Toksyczny syf, który moje życie zepsuł, toksyczny syf.
To nie dla mnie, wolę prościej -
napisać i złożyć, napisać i złożyć całą prawdę!
Bezinteresowna pomoc a nie bezsensowna przemoc
to nasze motto siła życiowe dzieło
zrobisz coś w końcu czy sie będziesz wiecznie bał
lepszy heroiczny czyn niż heroinowy strzał
choć prawda czasem smutna nie mniej jak Kasia Smutniak
prawda do przyjęcia trudna okrutna chuj tam
mówisz że mój rap to siedlisko wszelkich chorób
będe walczył o swoje jak ta mrówka z salwadoru
wyrządzam ludziom krzywde jeśli mam prawdziwy powód
bo przemoc nie jest rozrywką jedynie narzędziem ziomuś
ten zielonogórski proces to była zwyczajna farsa
żadna kurwa nie pokaże mi juz środkowego palca
i choć to żaden punchline wiem po czyjej stronie racja
bo powracam silniejszy niż przedtem Reedukacja
SLU gangsta wprost z jeżyckiego miasta
zapraszam sprawdź nas zresztą kto nas już nie sprawdzał

to był dobry rok tak jak cała dekada
2011 witam tak dziś się składa że
wciąż opowiadam jak lecą lata
a my wciąż w tym biznesie ta gra trwa nadal
styczeń ja już pisze -luty -marzec -kwiecień
maj -czerwiec kilka imprez -lipiec -sierpień
wrzesień mym miesiącem, w październiku do studia
listopad -grudzień

przychodze na koncerty żeby wesprzeć artyste
a ty siedź na zapleczu póki nie zabraknie czystej
jebane gwiazdy co wydały jeden mixtape
myślą że rządzą bo im dzieci liżą pizde
co to za podejście bez szacunku dla pionierów
zapomnieli sukinsyny skąd się to wszystko wzieło
przebujanych pojebańców rozpoznaje tu od razu
bo fiksują jak Jeff Goldblum w podwójnym kamuflażu
możesz tylko pomarzyć o rekordowej sprzedaży
nawet jeśli ta sprzedaż nie jest najważniejsza jarzysz
nieodporni na sławe dobra będę się streszczał
masz kompleksy to bankowo odnajdziesz siebie w tych wersach
to dla mnie oczywiste więcej niż pewne
jak to że headliner na trasie jest tylko jeden
w mordzie masz knebel bo jesteś łakiem
i dlatego na koncerty lepiej zatrudniaj klake

to był dobry rok tak jak cała dekada
2011 witam tak dziś się składa że
wciąż opowiadam jak lecą lata
a my wciąż w tym biznesie ta gra trwa nadal
styczeń ja już pisze -luty -marzec -kwiecień
maj -czerwiec kilka imprez -lipiec -sierpień
wrzesień mym miesiącem, w październiku do studia
listopad -grudzień

to był dobry rok poprzedni niczego sobie
dom zły przeszłością człowiek teraz już to wiem
choć bywało ze mną różnie ziomuś też się zdarzyło
przeżyć na scenie załamke jak ex w San Bernardino
spróbuj skumać teksty żeby brać je na poważnie
te komercyjne stacje chciały zrobić ze mnie miazge
ponoć w oczach mam szaleństwo za to oni maja zaćme
sprzedają motłochowi rozdmuchaną sensacje
znów wojne zaczne zdolny to wszystkiego złego
ten świat kocha świrów więc powracam w wielkim stylu
dosyć mam syfu synu za twarde nawijki
zdobyłem miękkie dywany i miękkie ręczniki
będąc na szczycie świata jak James Cagney całkiem szczery
tak nawijam pod bangery autorstwa Decksa, Magiery
odczuwam upływ czasu nie żebym wypruwał flaki
bo nadal układam tracki jak figury kuriaki
przekonanie jest luksusem ludzi którzy stoją z boku
ludzie żyjący w luksusie od tych dźwięków są w szoku
a życie znów dojeżdża ty wkurwiony z mocą dissu
bo życie w tym kraju zmusza do kompromisów

to był dobry rok tak jak cała dekada
2011 witam tak dziś się składa że
wciąż opowiadam jak lecą lata
a my wciąż w tym biznesie ta gra trwa nadal
styczeń ja już pisze -luty -marzec -kwiecień
maj -czerwiec kilka imprez -lipiec -sierpień
wrzesień mym miesiącem, w październiku do studia
listopad -grudzień
To ten bit ha to jest ten bit to ten bit ha joo joo

Ref.x2
To ten bit to ten bit ha(to jest)
Dziś jest piątek jest impra
A ty idź a ty idź tam
(bo to jest) to ten bit ha

Wiesz kto mówi DGE łatwo mnie poznać
Reprezentuję Poznań lirycznych doznań
diler słów lider eee jooo po
Daj tu delay a ja dalej swoją drogą idę
Bo widzę sens w tym i mam cel w tym
Mc's srają jak w papersy gdy rzucam wersy
Będę rymy gonił tak jak mic i dolary konik
Tylko kartki browary i mic na fonii
I nie do wiary oni będą wołać
Jestem stara szkoła robię rozpiździel dookoła
Kiedy gadam polski mejstrip to żenada
Błazenada większość z nich nie potrafi składać słów
Na nich chuj kładę znów ze składem
Jadę jak Blues Brothers a ty wciąż w tempo
robisz bełkot jak sęp wiem łępo bo ty też chcesz być fair
Bądź szczery w walce o rząd dusz
Nie chytry jak John Kerry i George Bush
Bo dość już wszyscy maja udawania
napinania się zakłamania zaklinania
[tylko teksty.tk]

Ref.x2
To ten bit to ten bit ha(to jest)
Dziś jest piątek jest impra
A ty idź a ty idź tam
(bo to jest) to ten bit ha

Styl pół na pół na szybko i na wolno
Styl co się ceni jak klamoty od Volvo
nie ma że nie wolno nie ma to tamto
Ja mam to gram to bierz to kręć to palto
chłopaki piją wódkę śpiewają sto lat
Z nami V600 jak ta Motorola
Lubimy mieszać palimy jointy po gwizdki
Jak Trzecia Rzesza robimy Blitzkrieg
I nikt nie wie o co czasem chodzi nam
Jaki mamy plan jaki mamy przejebany stan
stan alfa wyższy niż wieża Eifla
Bardziej przejebany niż broda Gandalfa
To jak Czarna Mamba buja jak czambałamba
Po raz kolejny jak część 4 Ramba
jak Ramona nawijam o cudach i ciekawostkach
Mam wodę w kolanach i cukier w kostkach
To jest tak gęste rymy to dla mnie pestka
Będę tak nawijał aż mi stuknie trzydziestka piątka
Niech będzie pięćdziesiątka tylko dobrze schłodzona
bo od ciepłej wódki konam
To jest wściekłej gadki szaman jooo jooo!!!

Ref.x2
To ten bit to ten bit ha(to jest)
Dziś jest piątek jest impra
A ty idź a ty idź tam
(bo to jest) to ten bit ha

joo to jest stopa werbel dwie stopy werbel
Synkopa werbel dwie stopy i
trzy stopy werbel dwie stopy werbel
Synkopa werbel dwie stopy i
stopa werbel dwie stopy werbel
Synkopa werbel dwie stopy i
trzy stopy werbel dwie stopy werbel
Synkopa werbel dwie stopy i...
Jeśli kochasz życie i Bóg nad tobą czuwa
To masz taką siłę że przeżyjesz nawet po tych paru kulach
Życie odmula tu w Warszawie
Bo jeśli ja kocham życie, jakaś kurwa czuje zawiść
Tak, nawet tam za kratami kochałem życie
Bo tak jak ty kochałbym życie nawet na stypie
Kocham życie tak jak ci co mieli piękne dziewczyny
Lecz te dziewczyny wtedy o czym innym marzyły
Te dziewczyny wolą tych cipowatych chłopaków
Co znają prawdziwe życie tylko z naszego rapu
Mam coś co jest cenne życie nie zawsze mnie kochało
To wiara zawsze była we mnie życie nie zawsze mnie kochało
Ja zawsze kochałem życie
Znam tych co tak jak my kochają życie, tak sądzę
Znam tych co im się sypie życie, tak sądzę
Znam tych co tak jak my mają wiarę tak sądzę

Trzeba umieć kochać życie, nawet jak to życie nie kocha nas X2

Pamiętasz stare czasy, jak Michael był murzynem?
Wydaje mi się że ludzie kochali bardziej życie
Pogoń za szelestem nie była wtedy celem
A ziemia kręciła się wolniej o wiele
Dzisiaj ideałów mało i miłości do życia
Zdaje się że całą swą energię ludzie zużywają na to by w ogóle się odnaleźć
Na ulicach, w domach
Życie trzeba kochać
To może szybciej cię pokocha
Beton zabija w nas co najcenniejsze
Potrzeby żeby komuś oddać nasze serce
Kurwy, delektują się cudzym nieszczęściem
Durny wzór jest reklamowany wszędzie
Mam zachowywać się jak oni, nie sądzę
Mam zginąć tu od własnej broni, nie sądzę
Mam zamknąć się i nie rozwijać, nie sądzę
Mam nienawidzieć swego życia, nie sądzę

Trzeba umieć kochać życie, nawet jak to życie nie kocha nas X2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo