Popularne piosenki. Polski Hip Hop

To sprawdzony materiał, nie loteria. Podwyższona
jakość, co spełnia określone kryteria.
Moja werwa, to nałóg z którym nie potrafię zerwać.
Od inwencji twórczych nie sposób się oderwać.
Niech to wjeżdża w kluby i zamiata tandetne ścierwa.
Każdego jest to w stanie na parkiet poderwać.
Na zewnątrz rezerwat, ludzie skaczą sobie do gardeł.
Ja chcę tylko raczyć się dobrym rapem.
To mój napęd, zatem forma musiała dopisać.
Czuje pismo nosem, musiałem to wykorzystać
po raz kolejny, choć chód trochę chwiejny
się nie zataczam. Biorę mikrofon w dłoń i do akcji wkraczam.
Normy przekraczam wraz z dwudziestym pierwszym wiekiem.
Przez rap, momentami staję się nadczłowiekiem.
To giga bajty w połączeniu z zajawką mega, więc
nie przegap tego, co całą Polskę już obiega.

Ref:

Dla nas normą gra dużego formatu.
Samo życie pisze treść tematu.
Mistrzostwo w sztuce rapu, to nasz atut.
Więc nie dygaj przy tym rozprostować gnatów.

Od zawsze miałem dobry styl i fazę.
Znów dziś z przekazem jak Wilk wjeżdżam na twą bazę.
"Bum!" Raz, dwa, trzy- padaka ze sceny znika,
jak cały nakład tych bezcennych płyt w Empikach.
Wigor, Juras, Ero, jot-wu-pe-ce-pe klika.
Mamy więcej rymów i lepsze hity naprędce.
Choć byś się synu rok męczył przy piosence.
Zgniatam ją jednym wersem. Pęka ci serce!
To moja gra, a twoja gra weź skojarz.
Tak to kaleczysz, że sam sobie robisz pojazd.
-Dobra Ero weź to głupki, z nimi nie gadaj.
-Proste! Kelner trzy wódki na lożę, gdzie ma brygada!
Dobra odzież, sos- wciąż świat się kręci.
My nie dzieci kwiaty lecz jak ktoś ma coś niech skręci.
Dobrzy pacjenci i ich życiowa misja.
Dla koneserów na bitach z życia transmisja.

Ref:

Kiedyś! Kilku chłopaków z pod znaku zodiaku rapu,
rapujących na wagarach, po browarach, przy trzepaku.
Dziś! Gra dużego formatu! To dla mnie ważna kwestia
przejścia do następnego etapu. Mianowicie!
Chodzi mi o grę w pierwszej lidze. Wiesz,
progres jest najważniejszy- tak to widzę!
Dlatego ćwiczę i piszę kolejne teksty.
Dlatego staram się stawać coraz lepszy.
Dlatego cóż, już moje opowieści,
mają dobry flow plus niebanalne treści.
Chcę widzieć uniesione pięści.
Na koncertach tłum, że klub nie może go pomieścić.
W mojej duszy rap gra! Co do przyszłości nie mam
żadnych wątpliwości i proszę tylko Boga
Wszechmogącego, by chronił bliskich
Jurasa, Wigora i Ero, elo!

Robimy to jak trzeba bo mamy do tego nosa.
Słyszysz ten flow, bo poznajesz nas po glosach.
Jak zawsze warszawski styl wynosimy pod niebiosa.
Masz tu Jurasa Wigora i Herosa.
Niezapomniane wrażenia to nasz jedyny posag.
Gra dużego formatu umiejętności pokaz.
Niepowtarzalny okaz, dla podróbek to dokaz.
Dla nas dobre kluby, a nie tancbudy tam gdzie mokas,
więc szacunek okaż ludziom kompetentnym.
My jesteśmy urodzeni do zwalczania tandety.
Mamy ten rozmach, finezję i renomę,
a ty jarasz się tym rapem i trzymasz jego stronę!
Widzę ręce uniesione, słyszę donośne wrzawy,
ludzie są z nami, co do tego nie ma obawy.
Prosto z Warszawy lecą te fajerwerki,
a ty sprawdź ten format bo naprawdę jest wielki!

Ref:
Życie pisze różne scenariusze
Różne sytuacje o których mówić muszę
Czyny godne uwagi, warte opisania
Tyle w nich odwagi, tyle w nich oddania
Jakiś czas temu w górniczej rodzinie
Ból po tej stracie nigdy nie przeminie
Dzielny mężczyzna gdy waliła się ściana
Nie zostawił kolegów, ta ofiarność podziwiana
Lecz opuścił rodzinę, trojkę dzieci osierocił
Żona zrozpaczona, niejeden Boga prosił
Aby wrócił tu, a jednak jego domem będzie dół
Na wielu takich jak on pomnik bezimienny
Odebrane życie, dar, który jest bezcenny
Kolejna historia, kolejne fakty
Kolejny człowiek, prawie taki jak ty
Ten, który teraz w kajdanach jest skuty
Przez społeczeństwo odrzucony i opluty
Przez wielu teraz za odwagę podziwiany
Nie dał plamy, najważniejsze sam przez siebie szanowany
Odpokutował za drugiego jego czyny
Zrobił to choć całkowicie był bez winy
A ten drugi? jebać go i szmacić
Że dobry chłopak tak wiele musiał stracić
Nie pisały gazety a jednak coś wielkiego
Nowy dzień niesie bohatera następnego

Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie
[tylko tekstyhh.pl]
Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie

To, że nie jesteś kimś nie znaczy, że jesteś nikim
To nie żadne wstrzyki tu Mara z Bombatyki
Bezimiennych takich jak my stoi niewielu
Mimo to wiele talentów zaniuchanych w kleju
Na boicho za blokiem luknę czasem okiem
Chłopak niezły piłkarz a wieczorem z jabolem
Pod monopolem łyka z kubka swoją dolę
Każde hasło polej za zdobyte gole
Dla niego bezcenne te chwile na meczach
Gdy dokopali chłopcom z innego osiedla
Być bezimiennym nie znaczy być zerem
Każdy swoim sterem, wiara buduje nadzieję
Jednej akcji bohaterem w życiu jest niejeden
Lecz o tym się nie mówi, o tym nie piszą w gazecie
Ile dzikich talentów nie wypływa na wierzch
A jebane beztalencie wozi się w S klasie
Ile dzieci w swoim tacie widzi bohatera
A od rana szef nim w pracy poniewiera
On wypłatę odbiera wiodąc życie żywiciela
Gorzkie żniwo zbiera
Los wszystkich w życiu
Uczciwie nie wybiera
Bo tak od teraz życie swoje zmieniać
Niema co oceniać po grubości portfela
Po statusie społecznym, to, co siedzi w środku
Czyni cię bezcennym, taa, bohaterem bezimiennym

Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie

Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie

Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie

Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie
[x2]
Czym oddychasz? hip-hopem
A co pijesz? hip-hop
Kogo kochasz? hip-hop
Dobra, dobra starczy, stop

Sobotnie popołudnie siedzimy sami w chacie
nuda nas zabija na pewno to uczucie znacie
Po raz setny przesłuchane wciąż i wciąż te same płyty
Mam dekiel już od tego zryty
Ochota na imprezę spada na nas tak jak wiosenna ulewa
myśl o pannach alkoholu bardzo mocno nas rozgrzewa
Lecz niestety nic się nie szykuje. Jak mnie to dołuje
Ja chcę imprezy ja imprezy potrzebuję
Nagle znienacka słychać odgłos telefonu
wzbudza w nas nadzieję, wzywa tak jak brzmienie kościelnego dzwonu
Szybciej niż Carl Luis dobiegam do słuchawki:
Halo kto mówi? to ja, odzywa się znajomy głos
Idziecie na imprezę? to pytanie nokautuje jak Tysona cios
Jasne stary spadłeś nam z nieba
to było czego nam trzeba jak głodnemu kromki chleba
Gdzie i kiedy? tu i tam
masz alkohol? mam, a masz jointy? mam
A dasz nam? jasne, że wam dam
To już wiem czemu cię znam
Już dzwonimy po taryfę będziemy lada chwila
trafiłeś w sedno sprawy jak Daewoo debila
Dwa, dwa, dwa, trzy, trzy, trzy, my wozimy płacisz ty
Pół godziny i spełnią się dzisiejsze sny

Czym oddychasz? hip-hopem
A co pijesz? hip-hop
Kogo kochasz? hip-hop
Dobra, dobra starczy, stop

Wchodzimy, kark na karku a na karku kark
Co jeden jeszcze większa łapa, większa klata jeszcze większy bark
Po drugiej stronie sali siedzą nasi ludzie
próbują tu wytrzymać w wielkim trudzie
Co za dolina jeszcze bardziej zrzedła mi mina
Wolał bym już iść do multikina. Pytam się co jest grane
to dopiero 9 godzina a towarzystwo całe najebane
Kierunek Bar kino Superstar, cztery 50-siątki ja cztery 50-siątki ty
Rozglądamy się dookoła, ruszamy do gry
Mój Boże tutaj chyba już nic nie pomoże
bieda jak na bliskim wschodzie
jak w więzieniu o chlebie i wodzie
Ale lepsze to niż grzanie dupy w domu
nie muszę tego tłumaczyć nikomu
Do stolika wracamy, wypijemy, pogadamy, zajaramy
Ekipę rozkręcić się staramy
Możemy to zrobić tylko tym co mamy a co mamy?
mikrofony, więc je wyciągamy, idziemy do DJ'a
Pieniądze do ręki, zaraz tu polecą hip-hopowe dźwięki
Podłączamy no i zaczynamy

Prosto z Poznania rewolucja nie do zatrzymania
wielka epidemia rymowania. Pojawiamy się tu z nikąd
52 w drodze na sam szczyt, jak to Hans powiedział
Tak zabłyśnie o nas w mig, uwierz, bo to żaden kit
Dajemy tłumom to czego im trzeba
rymy opadają na twą głowę tak jak manna z nieba
Dwie magiczne cyfry zaczynają świecić w mroku
zbliżamy się do celu. Krok po kroku
Tego roku zaczęliśmy i już nigdy nie skończymy
Hip-hopem przesycone wszystko co robimy
Jesteśmy właśnie tacy i już się nie zmienimy. Nie...

Leję słowami dobrymi tak jak [?]
rozświetlam opływającą całą salę mrok
Pierwszy krok już za mną, teraz prę przed siebie prostą drogą
Każdego kto a niej stanie poczęstuję nogą
trzymam swój mikrofon w garści tak jak twoją dupę grawitacja
Kopne cię tam a zobaczysz jak wygląda z bliska orbitalna stacja
Gracja, zaraz wyłaniam się z dymu, wprawiam wszystkich w osłupienie
Oniemienie pozwala mi zawładnąć tumem
który porusza się właśnie tak jak ja tego chcę
Gra według moich zasad gry, w moją grę
teraz wszyscy wyrzucacie ręce w górę i śpiewacie razem z nami chórem
Czym oddychasz?
A co pijesz?
Kogo kochasz?
Dobra, dobra starczy, stop
Hip-hopem, hip-hop, hip-hop, hip-hop, hip-hop

Yyy, czym oddychasz? hip-hopem

Kolejna relacja Zachodnia Strona Dębca
Dzisiaj w studio Doktor Wiktor Wektor
powie nam coś na temat oddychania
O dzień dobry państwu
No więc oddychanie tlenowe to biologiczne
utlenienie substratów organicznych
w celu uwolnienia i zmagazynowania ATP
zawartych w nich energii
Proces ten zachodzi w komórkach większości organizmów
Składa się z trzech etapów
W pierwszym etapiu yhhyhm przepraszam was etapie
yhyhm ten tak zwany tchyyyyyyyy chyyyyyyy
Zachodnia Strona Dębca Radio żegnamy Do usłyszenia
Jeszcze chciałem kilka słów do tych młodych ludzi którzy słuchają 52
Ludzie no przecież jak oddychać hip-hopem
No przecież to jest niemożliwe
Po prostu wciskają wam jakieś kity
W ogóle słuchacie jakichś głupi durnych piosenek, że hip-hopy
Potem się duszą ludzie na ulicach padają normalnie
jeden przy drugim pada, tu pada, tam pada
Wszyscy słuchają 52 nie wiem o co chodzi
Dalej chłopcy, użyjcie sobie
Nie żałujcie sobie x2
A teraz zbij

[Liber]
(pora wstać)
Kogut już dawno skończył piać
Zrozum mnie waść
Jestem sarmacka mać
I jak większość z miast
Po co chce mi się spać
Mam sen, który chcą mi skraść
Ruszam się z niechęcią
Przecieram oczy pięścią
Robie to z wdziękiem właściwym mości księciom
I tak jak oni nie odmawiam przyjęciom
Wygramolić się z łóżka będzie ciężko
Muszę nabrać siły (siły)
Niespodziewanie wczoraj procenty mnie trafiły
(omal go nie zabiły)
Oczy chciały jeszcze i lubieżnie patrzyły
I wtedy się stało to był moment
Wtedy rome poczułem, że tone
Potem czułem, że płone
Fachowo to nazywa się zgonem
I do tego jeszcze niestrawności
Taki los tych ludzi co nie lubią pościć

[Kris]
Oj, tak to jest z nami
A czy kiedyś siedziałeś przy stole z sarmatami?
Opowiem ci o tym niezwykłym doświadczeniu
Troche w przybliżeniu
A więc każdy skupia swą wagę na jedzeniu
Cichną rozmów toki
Zjechały się wszystkie rodzinne żarłoki
Czekają na hasło i ruszają bez zwłoki
Z mięsiw spływają soki
Jeszcze krótka gaducha
(brzucha się nie oszuka)
I czas się nasycić, mój ojciec czaił się na kurczaka
Ale ja pierwszy zdołałem go chwycić
On z dzikem się starł
Całego go zżarł
Przy tym mocno się zgrzał
Obok wuja z golonką też do przodu parł
Spoglądam po półmiskach
Dziwne świecą jak pasy na lotniskach
Prowiant się kurczy
A mi w brzuchu burczy
Myślę o żarciu, tylko czy go wystarczy
Sarmaci w natarciu, to właściciel na tarczy
(a jak kręcą wąska)
To znaczy, że potrzebna jest zakąska
Piękna, sarmacka Polska
Gdzie każdy z waszmościów beka i mlaska
A przejedzienie mierzy na dziurkach od paska
To było by na tyle
A jeszcze pozdrawam każdego grubaska w naszej tłustej krainie
Dbajcie o linie

[Doniu]
O linie dbajcie
Już od urodzenia dobrze znam (znam) te sarmackie zasady
Ej, jesteś tam, weź nie przysypiaj
Ej, no dodaj troche tempa
Ta mała na sofie, patrz jaka chętna
Akcja błysk plus dwa drini z lodem
O niebo lepsze, niż bujanka samochodem
Mówię ci prosto w oczka mimochodem czaruj
Tylko nie doprowadź do pożaru
Bo cały tydzień będziesz miał przesrany
Przez jej SMS-y non stop molestowany
Wypiłeś i piłeś, to dobrze się bawiłeś
Te elementy cztery kuszą nas co chwile
Alkohol, żarcie, palenie i gramy
Spanie jak o piątej niestety wymagany
W butelkach pusto po zabawie z bakusem
(co jest sarmaci?) forma spotkania z Morfeuszem

Dalej chłopcy, urzyjcie sobie
Nie żałujcie sobie x2

Tak pozdrowienia dla całej mojej rodzinki
Dla wszystkich sarmatów
Lubicie zjeść i wypić to jesteście z nami
Jedzcie i pijcie, dla Decksa, dla całej ekipy z Poznania, dla Owala, dla całej sceny
- jesteście sarmatami...
Czcigodny Mikrofonie! Mój Wielki Spowiedniku!
Zawsze miałeś dla mnie czas.
Zawsze wysłuchałeś mnie nawet w trudnej chwili.
Chciałbym wyznać Ci swoje przewinienia,
a w zasadzie jedno przewinienie,
które dobrze znasz i które skazuje mnie
na żywot heretyka, żywot w odosobnieniu od hip-hopowego stada
Wyznaje: zdradzałem wielokrotnie hip-hop
flirtowałem bezczelnie z popem,
a co najgorsze wcale tego nie żałuję,
nie obiecuje poprawy i nie oczekuje rozgrzeszenia.
Wiesz dobrze, że gdyby nie to wszystko
nie byłbym dziś tu i nie byłbym tym kim jestem.
Wiedz jednak, że nigdy choćby nie wiem co
nie stracę tego co we mnie zaszczepiłeś tak dawno.
Nigdy nie stracę pasji rapowania i przyrzekam,
zawsze będę twoim wiernym sługą
Mikrofonie Mój! Amen!

Jedni mówią: ten album poprzedni był przedni.
Jedni mówią: ten album poprzedni był średni.
Jedni mówią jebnij to, jedni mówią biegnij bo,
Tylko ty robisz w sposób odpowiedni to!
Skoro sporo ludzi myśli tak, mówią wyślij znak
Chyba muszę wyjść na szlak, dać nowy rap.
Nowy track, mocne bębny, prosty podkład,
Mezostan, Poznań – powrót do podstaw!
Mówią mi, jaki styl powinienem mieć
by zadowolić ich, wzbudzić ich podziw
Mówią mi o tym, jaka musi być według nich
każda z płyt, co ode mnie wychodzi
Mówią zawsze. Ja słucham i patrzę
chociaż nie ma tu się nad czym rozwodzić
Chuj mnie to obchodzi

Nie jestem taki jak wszyscy, bo nie chcę być
Nigdy nie będę tak ambitny jak w ESCE hit
Bo komercję w tym widzą te tępe muły
Bo się nie mieszczę w konwencje i pieprzę reguły
Wolę ten trudny szlak, który wybiera garstka
I to nie proste, lecz z tym dobrze mi
Słuchając ludzi miałbym smutny klip do "Serca miasta"
Na samą myśl o tym mnie mdli
Nie robię czego chcą i kładę styl nad ksero
A łby z tego nic a nic nie rozumieją
I jest ok, ziom, nie jestem zły
Ja stoję znów na sceną, gdzie jesteś ty?
Za wielu tu ma przelot, a nie skrzydła
Wielu gra tu za zero, a chce drinka
Licz się co? Mieć dystans, szczęście, hajs
Robić co każe serce. Na resztę srać

Mówią mi, jaki styl powinienem mieć
by zadowolić ich, wzbudzić ich podziw
Mówią mi o tym, jaka musi być według nich
każda z płyt, co ode mnie wychodzi
Mówią zawsze. Ja słucham i patrzę
chociaż nie ma tu się nad czym rozwodzić
Chuj mnie to obchodzi

To nie wigilia, a słyszę to co mówi bydło
Moja muzyka traci, bo mam niedopasowany wygląd?
Ci niedopracowani znawcy hip-hopu
Cieszą się, kiedy schematami wali wszystko tu
Mój styl to "Miejski luz", twój to "Wiejski żul"
Aty nie jesteś, kurwa, biedny, ty masz biedny gust
Bo masz niewielki mózg i to twój wielki problem
Mówią o tobie tylko kiedy GUS mierzy patologię
Mam się wzorować na tobie, tak łebku?
Schować się w sobie, jak żołądź w napletku?
Zaadaptować się do czerni wokół?
Podciągnąć dresy, by mieć skarpetki na oku?
Nie, dzięki, znam te kwestie i nie chcę ich
Możecie być wiecznie źli.
Pieprzę syf, marzą mi się lepsze dni.
Lepiej ty zmień ten dres, nim ci pójdą szwy

Mówią mi, jaki styl powinienem mieć
by zadowolić ich, wzbudzić ich podziw
Mówią mi o tym, jaka musi być według nich
każda z płyt, co ode mnie wychodzi
Mówią zawsze. Ja słucham i patrzę
chociaż nie ma tu się nad czym rozwodzić
Chuj mnie to obchodzi

Odkąd pamiętam, robię rap jak chcę, to się nie zmienia.
A teraz co dzień ktoś ma jakieś życzenia
Jak się wkręcasz w tok myślenia, że
Masz jakąś "moc wpłynięcia" na moje LP
To musisz nie znać mnie, ziomie
Mam gest, ale przestań mi jebać, bo to nie w fuck fest
Weź wyhamuj zanim pięty zobaczysz
Bo ja wcześniej, niż fanów miałem wściekłych słuchaczy
Znienawidź mnie lub mnie za to szanuj
Kompakty te robią chaos z planów
Trzymam się od schematów z daleka
I nie zdradziłem nigdy ideałów za zeta
Jeżeli chcesz, czekaj na te nagrania
I bierz to, jakie jest albo... Nara!
Podbijaj śmiało jak masz jakieś pytania
Ale życzenia.. to na święta ślij, do Mikołaja

Mówią mi, jaki styl powinienem mieć
by zadowolić ich, wzbudzić ich podziw
Mówią mi o tym, jaka musi być według nich
każda z płyt, co ode mnie wychodzi
Mówią zawsze. Ja słucham i patrzę
chociaż nie ma tu się nad czym rozwodzić
Chuj mnie to obchodzi
To jest historia dla wszystkich tych, co przesadzają z marihuaną, co
znają powiedzenie
"wiesz, w grobie czegoś za dużo". Pamiętaj że hańbą jest być biednym, ale,
kurwa, ale leniwym?
Nie ważne, język się plącze, a więc to jest taka historia z rozkminką.
Pozdrowienia dla
wszystkich tych prawdziwych, ej.

Wstaję - 8:15, od razu kaszlę
Póki ćmika nie zaćmie
Chuj że mam astmę
Dnia nie zacznę, podchodzę do lustra
Szczotka w usta
Znów poniedziałek - jak mnie to wkurwia!
Dresy na siebie, spieszy mi się więc
Tne przez podwórka, spieprzyła mi dwójka
Za osiem minut powtórka
Osiem, znaczy zostań w domu do jutra
Bo po co komu dzień ten?
Znów ta myśl o relaksie, olewać chcę
Ty - pojadę autem
Odpalam Aleksandrowską, śmiga, chwila prawdy
Wiesz czemu ziom? - bo nie mam prawo jazdy
Pieprzę eMO, ręka klakson, miasto nie pęka
Czas depcze mi po piętach, fureksa rozpędzam
Przez pieszych przejścia do celu dojeżdżam
Ryzyko - wersja tylko dla dorosłych
Z podporządkowanej wyjechał mi Moskwicz
Przyjebał by bok i ... - całe szczęście
Anioł Stróż swój popis dał tu
Teraz już wiesz, czemu ziom, nie lubię poniedziałków.

Ref.
A gdyby tak ominąć ten dzień?
Nie lubię poniedziałków
Lecz we wtorek...
Nie lubię poniedziałków
O dwunastej, człowieku
Nie lubię poniedziałków
I relaks cały tydzień
Nie lubię poniedziałków.

Dziś popołudnię tnę, co nie pójdę pech
To nie trudne
Weź głęboki wdech bo się wkurwię
Jest koło szóstej
Już puste półki na wystawach
Co sklep to alarm, lub security avans
W niepublicznych sprawach, nagłych jak spawacz
Tego nie zmieni, szaman ani zasrana ustawa
E, pewnie - siedzę na pękniętej dermie
Naprzeciw babka alergię kieruje we mnie
Z oddechem jak Vader co nie przestaje śmierdzieć
Uuu - dzięwiętnasta, patrzę jak korek się zrasta
Oczy na zapałkach, wzrok szuka oparcia jak astronauta
Ej kurwa, olej, polec dziś to porażka
Dom tu - dochodzi już północ
Dwunasta - ziomków osłania noc znów
Wolna złodziejka radia i lusterka
Plus dobra felga - e, cwaniak sierżant
Nie jest tak? - yabadaba
Nie ma co udawać, świat w czerni tonie
Nie wiesz co to? - to zasrany wtorek.

I koszmar powraca.

Wstaję - 8:15, od razu kaszlę
Póki ćmika nie zaćmie
Chuj że mam astmę
Dnia nie zacznę, podchodzę do lustra
Szczotka w usta
Znów panie wtorek - jak mnie to wkurwia!
Dresy na siebie, spieszy mi się więc
tne przez podwórka, tu niedaleko skrót znam
Skumam do Tuby, skurczybyk nie chciał się ubić
To żem go zgubił, znów się spóźniam
W discmanie Dred Squad, tekst ład, stres padł
Dla micka international - lalala
Ragga od dwóch dni - i jak tu się nie wkurwić?!
Pobluźnię to mi ulży
Idę prosto przed siebie - tak mijają tygodnie
Mogę być biedny byle bym tylko luz miał koło mnie
Poznaj historię którą zrozumieć nie łatwo
Kurwa, gdzie wczoraj zostawiłem auto?!
[Harry]
Harry, Cienias Wiele chce wielu nie chce sprawdź to
Wbu, Green Team Tak, tak to idzie

[Harry]
Ej ty wsłuchaj się w głos za szyby
wiele chce, wiele nie chce rap przyjacielu szczęście
choć czasem myślę, po co stop to czym prędzej
odsuwam rękę, od klamki nie wchodzę
nastrojów burza raz lepiej raz gorzej
twardy to zgryzienia orzech
proszę, może jutro będzie jak wczoraj
i z zawartym tchem będę pisał nowy tekst no bo hip hop piąt the Best
kasa, kasa w sumie chce lecz z umiarem
nie za dużo bo sufit spadnie mi na głowę
i to co kolorowe nagle stanie się szare
przyszłość czarno biały film waluta cwaniak styl
nie chce tak żyć, nie chce wokół tych
co na szmal lecą patrzą, a jak jest to pójdą
robią minę idą w długą, wbijam zawijam do nich nie podbijam
nie chce widzieć ich, jak łez smutku na twarzy, to mi się marzy
nie chce słuchać ludzi mówiących młodzi gniewni R.A.P huliganie
środkowy palec dla was za fane że wandale, bandyci
jedna wielka patologia to my ci którzy w betonie
tworzą historie jebać tą teorie
nie chce i chce wiele rzeczy robić w życiu
zależy jaki humor prawdziwość górą

[WBU]
Nie śpię jak co nie którzy mam oczy otwarte
nie jestem typem co patrzy tylko na siebie
wiele chce nie chce chłopak w dużym mieście
przetrwam nie przegram do przodu biegnę
chce jak najdłużej tak niech to nie pęknie
chce aby twoje życie też lepsze było
żeby każdemu każde marzenie się spełniło
żeby to co złe dobrem nie było
żeby bieda która tak wielu dotyka
przestała dotykać nie tylko tych co znam
chce z moją przyszłą połową być do końca
chce widzieć na twarzach wszystkich promień słońca
nawet jak deszcz pada chmurzy się na dworze chlapa
chce aby przyjaźń która już trwa lata
nie rozpuściła się jak z cukru wata
chce by nikomu świata nie zasłaniała krata
uważajcie na siebie to dla wszystkich na zawiasach
nie chce jak mydlana bańka pęknąć
odejść ta z tego świata w zapomnienie
nie chce słyszeć jesteś wart tyle co twe wykształcenie
nie chce powiedzieć kiedy zmarnowałem życie
modląc się do boga w którego nie do końca wierzyłem
nie chce zapomnieć o błędach które popełniłem które popełniłem tyle
Kiedy zaczynam to nie mogę przestać
Bo mam tę pazerność
Na muzykę która daje nieśmiertelność
Jak pomnik, a ty o mnie nie zapomnij
Do mnie bij, bo ja to twój przewodnik
Dotknij doskonałości, ocknij umysł
Będę w tym pomocą służył
Nieduży ruch, rusza maszyna
Bo nie czeka dłużej od startu
Będę twoim Paspartu w tej podróży

Oceń i doceń mój wkład
Pamiętaj jednak, że i ciebie ktoś oceni
Nie zdobień i złoceń blask
Tylko jak zostawić znak po sobie na ziemi?

Nie traktuj tego zbyt pobieżnie
Posłusznej wyznaniu, że złego nie weźmie
Bezduszny świat wyszedł właśnie z manufaktur
Ten świat gaśnie gdy ja zakładam kaptur
I znika goni go moja muzyka
Gdy prawdy chcą broni się to, co ma prawnika
Życiowy sąd znakomitych ksiąg nie czyta
Uczuciom słowa Temidy nie potrzebne ci są
I wierz w to, i szerz to w co wierzysz
A zresztą nie potrzebne jest to byś przeżył
Bo jedyne co zabija to zapomnienie
Zniknę ja, zniknie kolejne pokolenie
[tylko teksty.tk]

Oceń i doceń mój wkład
Pamiętaj jednak, że i ciebie ktoś oceni
Nie zdobień i złoceń blask
Tylko jak zostawić znak po sobie na ziemi?

Oceń i doceń mój wkład
Pamiętaj jednak, że i ciebie ktoś oceni
Nie zdobień i złoceń blask
Tylko jak zostawić ślad po sobie na ziemi?

A kiedy kończę, to nie mogę się doczekać i zaczynam znowu
Ta muzyka zbliża znacznie mnie do nałogu
Gdy odpocząć tobie zachce się lub nam obu
Ona zaraz ze mnie wyjdzie wiesz i da nam bobu
Każdej próby taki sam widzę finał
Nie będę kończył płyty, nie będę znowu zaczynał
Co jak co, ale mój flow to jest moja morfina
Gdybym go nie miał to rapowałbym w pantomimach
Daj dłoń i ochłoń, że w czas
Jeśli ty szukasz czegoś co ludzi poróżni
Rap staje się karmą mas
Często wówczas kiedy ktoś się kłóci albo bluźni

Dam ci plan, bo znam na to sposób
Jadę tak, by dobrym kierowcą być swojego losu
Muzyka którą gram trafia do milionów osób
Ogień w sobie mam, ale nie podpalę stosu
A mój głos nie będzie głosem ludu
Nie cieszę się z potknięć, nie piorę cudzych brudów
Za to nie spotka mnie sprzeciw tłumu
Bo moja moc płynie z przeciwnych biegunów
Weź się w garść i wyciągnij jakiś morał
Najwyższa pora, by zwlec dupę z przed telewizora
Kto ceni sobie czas nie potrzebuje takich porad
Rap nie dolar zobacz świat w innych kolorach

Oceń i doceń mój wkład
Pamiętaj jednak, że i ciebie ktoś oceni
Nie zdobień i złoceń blask
Tylko jak zostawić znak po sobie na ziemi?

Oceń i doceń mój wkład
Pamiętaj jednak, że i ciebie ktoś oceni
Nie zdobień i złoceń blask
Tylko jak zostawić znak po sobie na ziemi?
Mamy prawo do swobody, wypowiedzi w tekstach
Tak jak do decyzji z kim gramy na projektach
W kwesti prawdy w wersach mam ją chodź mogłbym kłamać
Każdy w tym kraju co chce może gadać
Mógłbym grać w reklamach chodź raczej odpuszczę
nie chce na barana z rana patrzeć w lustrze
Mam prawo pojutrze nie ruszyć się z wyra bo
dzisiaj jest piątek a jutro sie na kiram
Mam prawo przeginać gdy coś mnie wkurwia
dostawać palmy gdy ktoś ze mnie robi durnia
Mam prawo odpuszczać kiedy mam czegoś dosyć
dotyczy to spraw których nie chcę mi się znosić
Mam prawo nie prosić, nie dziękować, nie przepraszać
robie to bo klasa, to ludzi trafia
A gdy ktoś będzie życiu moich najbliższym zagrażał
pociągne za spust chodź nie mam do tego prawa.

Ref.x2
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Spokojnie czekam na kres twoich dni
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Wiem, że każdy mój sukces ból zadaję Ci

Mam prawo żyć jak chcę i nie możesz zabulić
Mam prawo wziąść ten towar i z zyskiem go pogonić
Mam opcję by zarobić to nie odpula szansy
Mam prawo robić rap streszyć się i zatańczyć
Czy to nasz czy nie to (...)to kwit we mnie jest street
Mój świat mój flirt moja kobieta i bit
Głowami mi i nikt nas nie zlekcewarzy
PMM projektanci stylu wiem że kojarzysz
To 10 lat baraży, walki o finał
Kto chciał to odbijał nie będe dzisiaj rozkminiał
W sferze znów na rewirach mamy prawo się wiesz
Pięść w pięść wers w wers toast zdąży na cześć
Mam prawo mieć gest eeej mam prawo marzyć
Nie pozbawisz mnie tego skurwysynu się nie odważysz
Kwaterą będziemy razić te tracki płoną jak haszysz
Mamy prawo do błędu w dłoni nikt nie jest bez kasy
Wyczytasz to z tatuaży co kurwa znaczy honor
Szacunek, Lojalność, Duma to wszystko kojarz z głową
Zawszę z pomocną dłonią bo mam prawo ją dać
Szanujemy ludzi i niech ludzie szanują nas

Ref.x2
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Spokojnie czekam na kres twoich dni
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Wiem, że każdy mój sukces ból zadaję Ci
Splot wszystkich ludzkich spraw
Wśród istotnych kłamstw i prawd

Nie zapomnieć o ludzkości
nie oszpecić swej osobowości
nie żyć bez wartości w ludzkim braku
bez skrupułów i bez smaku
jestem człowiekiem
potrzebuje ludzkich znaków żeby życie miało sens
nic co ludzkie nie zapomnieć kim się jest
nic co ludzkie nie zapomnieć kim się jest

Nic co ludzkie nie jest mi obce

Nic co ludzkie nie jest mi obce
Dziś ludzie jak owce
Dziś przemoc pieniądz pasterzem
Bestialstwo kradzieże
Wada wrodzona bo wierze
W dobro i zło
Wierze w człowieka co zachował w sobie
Choć źdźbło zachował to co najlepsze
Co czyni go jeszcze co go wyróżnia
Żyje w chaosie ale odróżnia
Tu śmiech tu płacz tu szczęście tu rozpacz
Nie patrz
Popatrz jak krew na śniegu
Czym byłby świat bez chorób bez leków ?
Człowieku słyszysz ? chmer i chichot
Szatański trik nerwowy tik
o tak jak kliknięcie klik i w mig
popsuty szyk uśmiech z twarzy ci znikł
to ludzkie goryczy łyk i ryk
a gdybyś mógł wrócić czas zawrócić
gdybyś mógł oddech przywrócić
tak gdybyś mógł
to co masz w głowie sercu
tego nikt ci nie odbierze
bo siła przebicia chęć życia
to leży w ludzkim charakterze

Nic co ludzkie nie jest mi obce

Tu jednym życie upływa jak słodki sen
Drugim dzień narodzin najgorszym dniem
Harują wypalają się jak świece
A w twarz im leje zimny deszcz wyrzeczeń
Ręcze mają dość tej breji
Ale póki życia póty nadziei
Ty chcesz to zmienić ?
Co jeszcze nie wiesz ?
Nie igraj z diabłem on się nie zmieni
A zmieni ciebie
Masz serce na którym lód nie topniał
Spadasz w otchłań
Powracasz na łzach szczęścia toniesz w emocjach
W twoim głosie czuje zło dobro widze w oku
Ludzkie odruchy wojna i pokój
Obok nas ten sam powszedni codzienny dramat
Proza życia nagroda i kara
Krzywdy po których na dawne tory powraca dzień
I te tkwiące na zawsze w sercach jak cierń
Ludzie honoru i honor wątpliwej próby
Idee dające owoce lecz trujące umysł
Wisielcza melodia żyjesz to do niej tańcz
Ludzie i ich ludzkość śmiertelnie chora na fałsz

Nic co ludzkie nie jest mi obce

Każdy kocha nienawidzi
Szanuje się brzydzi
Co bieda robi z ludzi każdy widzi
Czy jakieś zło można usprawiedliwić ?
Czy ludzkim zachowaniom można się dziwić ?
Żyć jak człowiek czuć jak człowiek
Każda radość perfekt moment
Kilka korekt ku przyszłości
Bym nie uległ bezradności
Nic co ludzkie dla ludzkości
Zaspokoić skłonność do miłości
Nic co ludzkie zależności
Ten rap odruchowo i z konieczności
Ugaszone pragnienia choć jeszcze tyle
Do urzeczywistnienia coś po raz pierwszy
I uniesienia
I te chwile z wami nie do zapomnienia
Ludzka prawidłowość myślenia
I czasem zwykła potrzeba wyciszenia
To warunki konieczne do życia
Oko za oko dobro za dobro
To ludzki zwyczaj
nie masz powodów to mi nie ubliżaj
bo chce tego samego
być człowiekiem dla bliźniego swego
nic co ludzkie dla nas
a ty uchroń mnie od zła wszelkiego…

Nic co ludzkie nie jest mi obce

Rozumiesz ?
Nic co ludzkie
Nic co ludzkie
Historia ludzkości pisana krwią słowo dorzuć
Grasz jak błyskawica na miotanym sztormem morzu
Wynaturzenie genealogicznym drzewem
Łzy ożywiają korzenie użyźniają glebę
Miłość znika raptem jak uśmiech z twarzy
Ludzka rzecz burzyć spokój tafli
Rozłączać rany
Ferować wyroki ustawiać przy ścianie
W tym samym czasie być sędzią we własnej sprawie
Szargane nerwy i wyrachowanie wojna światów
Walka na oślep kontra partia szachów
Czujesz zazdrość chciwość ?
a mimo tego wiele blizn zniesie jeden za drugiego
ferwor walki przypadki sieć pomyłek
kto mieczem wojuje od miecza ginie
nie znasz dnia ani godziny i przed tym strach
świadomość tego że wszyscy pójdziemy kiedyś w piach

Splot wszystkich ludzkich spraw
Wśród istotnych kłamstw i prawd

Nie zapomnieć o ludzkości
nie oszpecić swej osobowości
nie żyć bez wartości w ludzkim braku
bez skrupułów i bez smaku
jestem człowiekiem
potrzebuje ludzkich znaków żeby życie miało sens
nic co ludzkie nie zapomnieć kim się jest
nic co ludzkie nie zapomnieć kim się jest
Sprawdź to dzieciak, Ejoooo
Myniemy, PiH, Szycha na bicie Raz dwa Yo Specyfik Sound studio Chłonę ból, zieję rymem Oblewam piwem,
pluję dymem W Twoją twarz, walczę o honor Bo mam jeden jak [?]
Uderzam szybko gnasz ze strachu spierdalasz (ta)
To ogień, ulicy której znasz
Nie wiesz, to dla Ciebie walczę To za Ciebie biję, za Twoje zdrowie piję
żeby trzymać się razem, chociaż źle się dzieje czasem
Nam Minister Kultury może lachę nam robić
Bo nie wie co to awantury - aha I obrona konieczna,
widzisz ostrze Noc się staje niebezpieczna Krew, Pot i Łzy
wchodzisz do gry jestem tam gdzie zmierzam tam gdzie dni odmierzam
jestem chłodny i czuje tam gdzie ziom mnie potrzebuje
Pierworodny grzech gdzie ciepła lepka słodka krew się gotuje,
kolejny lolek się roluje Psy w pogoni gubią buty,
dobrze My wszyscy razem, żaden skuty ehe Razem święta kolęda
upływają minuty Upływają godziny Upływają dni, tygodnie, miesiące
To tu, gdzie jest gorąco choć nie świeci słońce
To tu, gdzie giną ludzie, łamią się kości BMW WWA miasto bez litości
Ludzie z osiedla - bawcie się tu Dla,
dla moich ludzi w klubie - bawcie się tu Chuj,
bananowcy też - bawcie się tu
PiH Myniemy
Gotuje się w żyłach, krew ciepła lepka zaczyna się życie,
kończy obrona konieczna Tu gdzie miłość,
nienawiść i pierworodny grzech tutaj ja, paru ziomków i rozlana krew Pot i łzy,
adrenaliny przesyt cierpię życia na styk,
ile mogę by być słyszę krzyk ofiar domowych tragedii,
widzę ból ludzi ze strachu biernych, w sercu ogień a na zewnątrz lód
miliona ludzi spojrzeń chłód to orzeźwia
jak buch Syreny policyjnej - obłęd cisza konspiracja,
wtedy Cię nie dorwie Mówię Ci, dopóki starczy nam sił
Dopóki starczy nam uwagi
WWA miasto gdzie musisz sobie radzić razem z Tobą,
ja tak jak Ty Słoneczny stok Bemowo Pih Myniemy Ludzie z osiedla -
bawcie się tu Dla, dla moich ludzi w klubie - bawcie się tu Chuj,
bananowcy też - bawcie się tu PiH Myniemy
Na żywo stąd, to nie żadna atrakcja
Nie ma klapsa, kamery, światła, akcja przekaz pierwszej linii frontu,
siedzisz wygodnie w fotelu my wychodzimy z okopu SS i Bemo,
psy są wszędzie Chujem cuchną,
podobne podwórka to samo gówno pracy tu nie ma,
a żeby przeżyć dzisiaj biegasz dzieciak a jutro może leżysz
biegnij dzieciak, biegnij biegnij jak mustang mimo że Ci ścina krew,
wysusza usta To Twoje życie, nikt nie będzie żył za Ciebie
Bądź gwiazdą w piekle a nie niewolnikiem w niebie
Każdy prawem dla siebie swój swego rozpozna
Pizda jest pizdą, tu pijemy do dna Interesy,
dobrze się mają Piękne kobiety, nas kochają
Nikt nie jest lepszy, nie wstyd podejść do lustra
Krew i łzy strumieniem spływają na usta
Mnie nie zapewniaj, bo między nami nie licytuje się swoimi problemami
odchodzi ktoś bliski, łączy się w bólu przyciąłeś na hajs,
to po chuju kolejkę opuściłeś walisz dzieciak karniak
PiH Myniemy 04’ Wariat Ludzie z osiedla -
bawcie się tu Dla, dla moich ludzi w klubie - bawcie się tu Chuj,
bananowcy też - bawcie się tu PiH Myniemy
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo