Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Już zdążyłeś dobrze poznać biedy i wkurwienia posmak,
Jeżycki dramat, czy potrafisz temu sprostać?
Smutne ludzkie twarze życie wypijają do dna,
Na rejonie brudna wojna, młodym zbyt często się nudzi,
I kolejna nowa plomba, w której gnieżdżą się intruzi,
A tubylcy chcą ich zmusić do odwrotu, wytruć ludzi,
Którzy tak samo jak my, chcą na tej ziemi służyć,
A ja muszę się pokusić o kolejny opis gostek,
Szamarzewo, Polna - rynsztok, a Staszica - jeszcze gorsze,
I tak witam Cię na Bronxie, to penerzy z Jeżyc ojciec,
To kolejny wątek o tym, że tu spokojnie nie kojfniesz,
Statystycznie ostry katar i dzieciaki na gigancie,
Nie chcą trafić do poprawy, pogotowia, jebać karcer,
Co podoba Ci się bajzel? Jestem kronikarzem dzielni,
Który żyje pośród tych, co wciąż robią tu pierdzielnik,
Tu gdzie chodnik przyzdobiony szkłem tłuczonym - mieszkam tutaj,
Tu mam swe korzenie, J do E to moja luta,
Dla was grana nuta, degenery, dzieci ulic,
Dla tych, którzy w Admirale rozpierdalają fortuny,
Dla tych co kołują fury, latają z baką, sprawdź to,
Dla tych co znają to bagno, jesteś bagna tego sprawcą?
Unieś w górę pięść szubrawcom na znak przynależności,
Do ekipy pominiętej przez system, kipiąc ze złości.

Witamy w syfie, oto jeżycka elita,
Codzienna lipa, ale żyć tu trzeba, witaj,
To dzieciaki bez przyszłości, wegetacja na dzielnicach,
W całym kraju takich miejsc są tysiące, nie mam pytań,
Staszica Story pięć ziomuś, przybij piąteczkę,
Życie jest piękne, życie kurewskie,
Ludzie chcieli bym ten utwór puścił w miasto, a więc bierzcie,
Witamy w syfie, respekt, jest niebezpiecznie.

Tu gdzie psiarnia to pedały, zwykła banda chuja, kumasz?
Ja tu żyję i pod nogi pluję tym łapsom akurat,
Tu gdzie każda procedura, proceder jest standardem,
Młodociane gangi się nie boją, każdy fighter,
Bo tu nawet mały kajtek wie co oznacza skrót JP,
Ojciec go nauczył, czy w zdrowy rozsądek pojmiesz?
Uliczny obrządek zwany często inicjacją,
I tak wcześnie poznał hardcore, sieje terror, idzie w miasto,
Oto uliczna mentalność, reprezentuj jak potrafisz,
Jeśli tak, jak Rychu czaisz, kiedyś wkleją Cię na afisz,
Dobrze to zanotuj, zapisz, chociaż życie nie rozpieszcza,
Wiedz, że kiedy zaczniesz działać, będziesz jak po ścierwie w dreszczach,
Odrapane kamienice, zarzygane bramy - streszczam,
Życie na takich osiedlach, jak Jeżyce, bo tu mieszkam,
Rap, komunikacja, niesmak w celu polepszenia formy,
Standard życia w tych enklawach nadal podły, potworny,
Oni zaliczani w poczet społeczeństwa sporadycznie,
Gdy polityk ściemę ciśnie chcąc zdobyć wyborcze głosy,
Nie odwiedzi osobiście tych, o których posłuch prosi,
Gdy wygra, nie pomyśli o Was, nic go nie obchodzisz,
A fałszywcy ślą donosy, a dzieciaki ostrzą noże,
Bo wiedzą, że będzie gorzej, ona głodna, on na głodzie,
Ona kurwa a on złodziej, tak na straty idzie młodzież,
Witamy w syfie bracie i na dzisiaj to już koniec.

Witamy w syfie, oto jeżycka elita,
Codzienna lipa, ale żyć tu trzeba, witaj,
To dzieciaki bez przyszłości, wegetacja na dzielnicach,
W całym kraju takich miejsc są tysiące, nie mam pytań,
Staszica Story pięć ziomuś, przybij piąteczkę,
Życie jest piękne, życie kurewskie,
Ludzie chcieli bym ten utwór puścił w miasto, a więc bierzcie,
Witamy w syfie, respekt, jest niebezpiecznie.
Ref.
Ostrzeżenie jedno drugie trzecie
Zrozumiecie je albo zignorujecie
Co się wtedy stanie jaki będzie finał
Kto za to odpowie wy odpowiecie

Wyskoczył za winkla samochodem taty
Jakimś lepszym wózkiem przecież stary jest bogaty
Zobacz zobacz co odpierdalają małolaty
Nie myślał po za tym co może ryzykować
Zawinął dwie piętnastolatki chciał się przylansować
Zbyt duża prędkość nie zdążył zahamować
Ściął słup wypadek w środku miasta
Ocknął się uciekł zapomniał o laskach
Na tylnym siedzeniu połamane w oczach strach
Zszokowane potrzebne cięcie blach
Podobno przeżyły dla nich to życiowy fart
To prawdziwa historia z dawką adrenaliny
Głupota i hajc starych dwie główne przyczyny
Zachowania zepsutej małolaciny
Kiedyś książki komputer a teraz bujanie
Sponsorowanych starych baniek wydawanie
Ciągłe narzekanie na zbyt małe kieszonkowe
Matka z ojcem kopsnie by mieć spokojną głowę
Dla nich najważniejsze są interesy nowe
Wychowują złotówkami a nie słowem

Ref. x2
Ostrzeżenie jedno drugie trzecie
Zrozumiecie je albo zignorujecie
Co się wtedy stanie jaki będzie finał
Kto za to odpowie wy odpowiecie

Myślisz że co co że wszystko się ułoży
Że cały czas wokół ciebie będą sponsorzy
Że matka ci z ojcem na ziemi raj przysporzy
Zapewni ci wszystko na konto odłoży
To nie ta strona życia gdzie wszystko jest proste
To ta bardziej kręta zakręty są ostre
Nieraz upadałeś ale się podniosłeś
Nie każdemu czas beztrosko leci
Nie dla wszystkich słońce już tak jasno świeci
Niektórzy przez bliskich odrzuceni jak śmieci
Zobacz przecież to są jeszcze dzieci
Widzisz jak szybko z dzieciństwa rezygnują
Jak łatwo podejmują pochopne decyzje
Pakują się w problemy jadą na ostro
Nie patrzą na rzeczy które ich przerosną
W zbyt szybkim tempie chyba chcą dorosnąć
Weź lepiej ochłoń taa ostrzeżenie
A małolaty poprawiają krążenie
Pierwsze dziury w głowie weź się ocknij
Bo niedawno byłeś na etapie dobranocki

Ref. x2
Ostrzeżenie jedno drugie trzecie
Zrozumiecie je albo zignorujecie
Co się wtedy stanie jaki będzie finał
Kto za to odpowie wy odpowiecie
Mówią na mnie MT co w źródle tych wen dorastał
Po środku tętniącego BPEnem miasta
W centrum regionu z którego miazga
Często w innych traktowana jest jako falstart
Niczym młody-miejski rasta
Szwędając się po miejscach, gdzie temperatura wzrasta
A ludzie dają zaufanie w zastaw
Ja niosę treści a Ty podnieś pięści na przekazie miasta
Daj na maxa, sound blaster za pół z wypłaty, basta
niech to po blokach trzaska
Daj na full ten swój zestaw i z miejsca
Daj mi powód bym robić tego nie przestał
To ten styl, tych ze stron, tych co mówią won
mi stąd, pokazując na klubu kąty
Masz jakieś ale, masz jakieś wąty
Co? be,be,be zmień poglądy !

Ref.
Kurwy chcą trzaskać hajs na track'ach sprzed lat czterech
Wystawiają dupy, tworzą kurestwa szereg
Kombinują jak tu opchnąć kombinację literek
A Ja zastanawiam się, kto im to wpierdolił w czerep
Mnie to jebie, ja dalej swoje robię
Mam coraz więcej tracków, choć coraz gorsze zdrowie
Zapełniam bity i kartki, słowo po słowie
I nie muszę dawać news'ów bo i tak ktoś Ci to powie

Mówią na mnie Miuosh choć wiem, że często mówią niemiło
Pewnie przez to co przez ostatni rok się wydarzyło, że
dla nich przez miłość mogłem trafić do gleby
Teraz posuwam tę miłość żeby spłacić potrzeby
Oni dali mi kredyt żeby trzaskać po sprzętach
Trzaskać na koncertach, na tych patentach
Dali mi miejsce na bitach producenta
W systemach audio i jebaną szanse ich przejęcia
Więc bez spięcia rusz słuch, bo znów układam
I władam i masz jedne, bo się pnę a nie składam
jakbyś se zrobił Sadam a zamiast gazu dał werble
A Kurdul pomylił nas, ziomów i Twoją bejbe
To ten sam maniak z Prt co kładzie na wszystko chuj
Jak kładzie wokal na werble
Łap za track a z trackiem za słów stertę
Łap za rap i rób larmo kiedy przerwe

Ref.
Kurwy chcą trzaskać hajs na track'ach sprzed lat czterech
Wystawiają dupy, tworzą kurestwa szereg
Kombinują jak tu opchnąć kombinację literek
A Ja zastanawiam się, kto im to wpierdolił w czerep
Mnie to jebie, ja dalej swoje robię
Mam coraz więcej tracków, choć coraz gorsze zdrowie
Zapełniam bity i kartki, słowo po słowie
I nie muszę dawać news'ów bo i tak ktoś Ci to powie.
To jest Szpadyzor Crew
Robię manewry tu
Te kilogramy słów walę stale
Przez panoramę głów
Jak stado karibu z przodu faluje tłum ale wale
Jest tu Szpadyzor pode mną jest las rąk
Dziki jak Ekwador Poznań, Poznań
Tnę rymy jak sekator
Z mocą stu mega ton
Łatwo ten megafon poznać, poznać
Te miasto nie śpi w ogóle
Walę przez całą dobę
Na nosie nosze gogle czarne, czarne
Taka obrałem drogę
Nic poradzić nie mogę
Realizuję swoją karmę, karmę
Hektolitry Finlandii, (Dżinbim?) i Bakardi
Staff prosto z Holandii dymi, dymi
Tak jak krokodyl dandi
W rap kręgach legendarni
Po prostu z rymu wylęgarni, dyni
Jedzie Dziadzia mobilem
Co wlepia wilczy bilet
Nie kumają debile rap gry, rap gry
Tniemy łaków jak Gillette
Widziałeś ósmą mile
Dziś wygłaszamy chwile prawdy, prawdy

To jest Szpadyzor Crew
Robię manewry tu
Te kilogramy słów walę stale
Przez panoramę głów
Jak stado karibu z przodu faluje tłum ale wale x2

Ja jestem Szpadyzor pode mną jest las rąk
Dziki jak Ekwador Poznań, Poznań x3

Ja rade sobie dam
Hejterów w chuju mam
Realizuje plan co dnia, co dnia
Jestem sam sobie pan
Podpisano jak dzban
Mam rymów gun
W szerokich spodniach, spodniach
Ogłaszam rap maraton
Mój DJ gra w (Serando?)
Jestem rap tatą i gram Rock and Rolla
Mówimy wszystkim wariatom w ??? i ???
To nasza dola, dola

To jest Szpadyzor Crew
Robię manewry tu
Te kilogramy słów walę stale
Przez panoramę głów
Jak stado karibu z przodu faluje tłum ale wale x2

Synku jestem w budynku
Na innym lewelu...
Rychu Peja SoLUfka, LA, White House, Na Powierzchni, tak...

Stary wyga rapu wciąż się param tym rzemiosłem,
nadal Charlie Charlie jak u Ani Dąbrowskiej.
Nadal jest postęp, bo ja sam odczuwam progres -
nowy rok i nadzieje na najlepszy w życiu okres.
Siedzę wygodnie i planuję swoją przyszłość,
piszę tekst o tym jak będzie, a nie o tym jak było.
Grzeszne życie się skończyło, teraz Ricci na powierzchni -
z dala od bezsensu życia codziennego, wierz mi,
że się odechciewa bytu, który pozbawia godności,
z dala od złości, próżności i samotności.
Ja spragniony tej miłości, bo tak bardzo jej pragnąłem
w hektolitrach goudy utopione tak płynąłem.
I sam nie wiem skąd wziąłem tę siłę by się zatrzymać,
widocznie w tym wrażliwcu drzemie nie spożyta siła.
Chcę żyć, bo kocham życie chociaż chciałem je zrujnować
to wychodzę na powierzchnię z boską pomocą, zobacz.

Ref. I wychodzę na powierzchnię,
bo na dnie nie było nieźle.
Chcesz to w syfie grzęźnij, ja Ci powiem, nie ugrzęznę.
Zwykły śmiertelnik, który błądził,
dziś to pewne że wychodzę na powierzchnię
i czuję się z tym świetnie.

I utrzymam się na wierzchu, chociaż ciężko być na szczycie -
kariera jest jak stryczek dla tych nie stabilnych życiem.
Bo me życie coś więcej niż nagrywki i koncerty,
moje dupy, moje kace moje traumy - jestem dzielny.
'06 Duchowo Mocny, za pożycie wielkie dzięki.
Nie wiem komu podziękować, że nie wleciał nóż do ręki.
Ten co w rapie zdobył wszystko, walczy o swe człowieczeństwo,
Czarny pijar to przekleństwo, moje życie - szaleństwo
Teren to Poznańskie Księstwo, gdzie na jego zapleczach rujnowałem sobie życie,
Ten co z bólu wył, ryczał, nie chciał żyć, mówiąc "Nic dobrego mnie nie spotka",
myślał na poważnie o pobycie w ośrodkach.
Poczułem tam od środka, że już gasnę, że odejdę -
potrzebowałem wsparcia, gdy tak sam cierpiałem, babe...

Ref. I wychodzę na powierzchnię,
bo na dnie nie było nieźle.
Chcesz to w syfie grzęźnij, ja Ci powiem, nie ugrzęznę.
Zwykły śmiertelnik, który błądził,
dziś to pewne że wychodzę na powierzchnię
i czuję się z tym świetnie.

Pijąc sok żurawinowy, bez wódki, odganiam smutki,
życie na powierzchni temat piękny to choć trudny.
Szaleć na trzeźwo, trzeźwym okiem się przyglądać,
znam radość życia, nadchodzę, pełen spontan.
Mroczne czasy na osiedlu, gdzie robiłem z siebie śmiecia -
w moim domu wiało chłodem, ja wolałem biuro Miecia.
Plotkowali, że odleciał, ja odpowiem - wylądował,
w mojej sytuacji każdy by się rozchorował.
I pewnie bym żałował, brnął w to bagno tak bez końca,
bez nadziei na ratunek - tak człowieka zgnoić można.
Szczęśliwy człowiek co w imię miłości doznał tyle bólu, upokorzeń,
że chciał umrzeć, rozpoznaj. Uroniła byś choć łzę,
Stojąc dziś przy mojej trumnie?
Często w to wątpiłem, więc wybiera życie skurwiel.
Wśród bliskich, na powierzchni, nie masz o tym pojęcia,
Sama nie wiesz co tracisz, już nie mówię bądź przeklęta.

Ref. I wychodzę na powierzchnię,
bo na dnie nie było nieźle.
Chcesz to w syfie grzęźnij, ja Ci powiem, nie ugrzęznę.
Zwykły śmiertelnik, który błądził,
dziś to pewne że wychodzę na powierzchnię
i czuję się z tym świetnie.

(scratching)
Toksyczny syf, który moje życie zepsuł, toksyczny syf.
To nie dla mnie, wolę prościej -
napisać i złożyć, napisać i złożyć całą prawdę!
Zobacz jakie się bujają laski,
w twoim ulubionym klubie,
nogi długie,
stary myślisz,to właśnie lubie
walisz dużo lodowatą wóde
obcinka,selekcja naturalna,
patrzysz która będzie idealna,
ta choroba nie jest uleczalna,o nie
hehe.
Skóra gładka,długie czarne włosy,
słodkie usta i duże oczy,
towar pełen rozkoszy,będzie twoja stary jeszcze tej nocy,
robisz podjazd,czego się napijesz,
jak się bawisz i jak Ci na imię,
dobre wrażenie robi na niej twoja kasa,
twoja fura i twoja własna chata.

Ref.
Jaka kochanie twoja cena,wolisz w dolarach czy wolisz w PLNach,
cena za miłość,dom i rodzinę,powiedz nim wpakuję się na mine.
Jaka kochanie twoja cena,mówisz że kochasz,a ja czuje że to ściema,gdybym nie miał tego co posiadam,to niechciała byś nawet ze mną gadać.

Matka mówi,a ojciec potwierdza,
od uczucia ważniejsza jego pęga,
twoje serce gówno ma do tego
masz mieć faceta ostro zarobionego,
z własnym kwadratem,furą i biznesem,
jeśligo niekochasz to pokochaj jego kieszeń,
bo miłość to bzdura,istnieje w filmach i tanich lekturach,
kilka spodkań,
intymne sytuacje,
wpadasz stary w miłosną pułapkę,
rok może dwa,i poznajesz prawde,
brzydkie staje się to co było ładne,
puszcza cię w kanał,sędzia dzieli kase na pół,
zaliczasz dół,
wyciągasz gnata,sześć złotych kul,
tak stary zmieniasz sie w kata,

Ref.
Jaka kochanie twoja cena,wolisz w dolarach czy wolisz w PLNach,
cena za miłość,dom i rodzinę,powiedz nim wpakuję się na mine.
Jaka kochanie twoja cena,mówisz że kochasz,a ja czuje że to ściema,gdybym nie miał tego co posiadam,to niechciała byś nawet ze mną gadać. (x2)
(Eldo)
W spadku od życia dostałem puste serce i zepsute płuca,
które mówią nie coraz częsciej,
jest OK w gruncie rzeczy rozum ponad materią,
to tylko oddech może go nie być jest niebo,
tysiące namiętności zmysły mam nadwrażliwe,
tysiące niedoskonałości lecz wciąż uśmiech nigdy na siłe,
takie życie zdaża sie napisałby Kurt Fau, 25 na karku
u mnie ok co tam u was?
wytwórnia się wkurza bo nie sprzedaje milionów,
żaden ze mnie Kanye West ze Środkowego Zachodu,
wejść z sercem jak bym miał coś powiedzieć o sobie,
jestem ołowkiem który pot cierpliwie ostrzy ciągle,
lubie basket, go Detroit trzymam kciuki,
kiedyś chciałem być gwiazdą piłki skończyłem odgarniając groupies
zachłysnąłem sie sobą na chwile... zderzyłem z murem,
już jest OK ten wyścig tylko utwardził mi skórę,
nie jeden Al Bundy chciałby bym zniknął... niejeden
cholerny Bundy chciałby zamiast mnie widzieć siebie,
nagrałem pięć płyt sprzedałem pięć dych wciąż M1,
te pięć płyt jestem dumny gdy patrze za siebie,
byłem w miejscach które znałem z widokówek,
grałem przed tymi których muzykę od zawsze lubię,
niewolnik namiętności zmysły w świecie maszyn,
Bóg dał mi uśmiech, sen nadzieję której nie umiem stracić,
dwa by po brystolu trzecia w nocy bez bitów,
spowity mgłą pokój w głośniku odcienie błękitu,
troche prawdy o nas wiesz...o nim i o mnie,
Grammatik "3" usiądź wygodnie...

(Jotuze)
Czas szybko płynie a ja wciąż na jego falach,
znowu rozbrzmiewa ten znajomy głos na membranach,
kilka miesięcy po premierze Reaktywacji,
dziś znów stoje przed wami z wzmożonym zapałem do pracy,
tych kilka miesięcy o których nigdy nie zapomne,
to ten okres prób którym byłem poddawany ciągle,
miałem radosne chwile i taki kiedy chce się płakać,
ale co tam... dalej powiększam swój życiowy bagaż,
kilka historii które może kogoś poruszą,
2004 dwa on dla mnie ciągle jest nauką,
wielu z was chciało by wiedzieć kim ja jestem na prawdę,
tym typem z tv? Czy chłopcem który bawi się rapem,
czy mam jakiś patent na to że wciąż sprzedaje płyty,
pisze i nagrywam świat obserwuje zza szyby,
takie życie wybrałem innego nie biorę do głowy,
kiedyś zamknięty w biurze przez pieprzone osiem godzin,
dziś wolny jak ptak próbuje nowy numer stworzyć,
i pilnuje się bardziej by talentu nie roztrwonić,
choć są tacy którzy widzieli by mnie już martwego,
prawie odwiedziłem niebo gdy mnie ciągneło do złego,
w tym krytycznym stanie nie wiedziałem czy podołam dalej,
lecz w ostatnim momencie ze śmiercią wygrałem tę walkę,
pierwsze zdjęcia w rejestrze kojaż to z okładką Mobb Deep,
to nie amerykański koszmar tylko mój polski motyw,
los rzucał mnie czasem na wyżyny człowieczeństwa,
jak u każdego u mnie też nieraz w życiu brakowało szczęścia,
powinienem sie martwić i z pokorą przyjąć fakty,
to nie dla mnie jestem tylko w doświadczenia bogatszy,
na papierze coraz starszy lecz w sercu ciągle młody,
teraz wracam z nową płytą nie podatny na wpływ mody,
to było troche o mnie o reszcie mówił już Eldo,
nasze nowe story na tej płycie z cyfrą trzecią.
1. Widziałem ją na mieście, pewnie szła coś kupić,
Co sobotę odwiedzała ten ekskluzywny butik.
W powietrzu unosił się tylko zapach jej perfum,
Chodziła majestatycznie, delikatnym krokiem elfów.
Gładka arystokratka, stop klatka na jej ciele,
Kto ujrzał ją raz, stawał się jej wielbicielem
Miss gracja, ciemna karnacja, seksowny ubiór,
Każdy wbijał w nią wzrok, gdy wchodziła do klubu.
Nie żadna dziewka z ludu ala Jagna,
Raczej panna Izebella, zimna i gładka jak lodowa tafla,
Wyglądała dojrzale jak na
Swoje 19 wiosen, zawsze z lusterkiem i papierosem.
Była pragnieniem milionów jak Cindy Crawford
Była marzeniem i kultem jak Brigitte Bardot,
Zwykły szarak mógłby starać się nie wiem jak bardzo,
Klucza do jej serca chroniło elitarne embargo.

Ref. Gładka arystokratka /x4

2. Nazywała się Klara, jeśli mnie nie myli pamięć,
Grała na fortepianie, kochała taniec.
Szczególnie, gdy miała wokół siebie publiczność,
Liczną gwardię adoratorów podziwiających jej śliczność.
Nigdy nie splamiła się pracą fizyczną,
Czas jej mijał na dbaniu o perfekcyjny makijaż.
Prowadziła bujne życie towarzyskie,
Uwielbiała, gdy wszystkie chłopaki zaczynali się na nią gapić.


Królowa parkietu, dostojna dama, serio,
Trzeba było liczyć się z każdą jej fanaberią.
Kolczyki ze Stanów, dolarów kilkaset,
Gdy spodoba jej się taki drogi drobiazg nie chodzi o kasę.
Tato zapłaci za to! No problem,
Wszak jest wysoko postawionym dyplomatą, to dla niego drobne.
Klara jest oczkiem w głowie, jedynaczka no, więc,
Jeśli większe ma potrzeby, wyższe będzie kieszonkowe.

Ref. Gładka arystokratka /x4

3. Gładka arystokratka - oto jej portret,
Aby wkraść się w jej łaski trzeba mieć gruby portfel.
Laski takie jak ona: rozpieszczone,
Rozpuszczone księżniczki w złotej koronie.
Kuszące łasice, często groźne jak rekiny,
Dziewczyny z gładkim licem, sztuczne jak manekiny.
Słodkie jak cukierki, blondynki-landrynki, kobietki-kokietki,
Kukiełki, krótkie sukienki, smukłe sylwetki.
Bujające w obłokach wystawowe lalki na pokaz,
Poklask - to ich jedyna troska.
Kręć tyłkiem ile chcesz, dla mnie jesteś obca,
Mam gdzieś twą kształtną pierś i wysoki obcas.
Jesteś smutną historią, arystokratko,
Pod maską ukazującą gładkość skrywasz swoje bagno.
Na koniec, wykorzystując ten muzyczny nośnik,
Pozdrawiam wszystkie panny z krwi i kości

Ref. Gładka arystokratka /x4
Mam telewizor podobnie jak Blabla,
Pieprzony przyrząd na końcu pieprzonego kabla,
Pieprzony pilot i ja też nie lepszy,
Bo sam go włączam i oglądam i głupieję do reszty.
Popadam w niemoc i rośnie garb mi,
Bo tam tylko krew, przemoc i Pospieszalski
Zaś wiadomości każe mi włączyć instynkt,
Bo znów mi przypomną o tych wszystkich Kaczyńskich.
Nie dziwi mnie, że młodzież napadł kryzys,
Skoro własną TV ma już nawet papa Rydzyk,
Toteż regularnie daję z siebie robić idiotę,
Który ma coraz mniej siły na protest.
Bo przecież mógłbym choćby przez przypadek,
Albo niechcący jeszcze dziś to ustrojstwo wyłączyć,
I tylko jest mi jakoś niewymownie smutno,
Bo zapewne włączę je ponownie już jutro.

Mam telewizor, a że dzisiaj jest sobota
I dziennik właśnie minął, więc zobaczę, co jest potem,
Bo ten telewizor to taka chytra istota,
Co z najmądrzejszego może zrobić idiotę.
Głodny zapodaje numer 0 700 dalej nie umie , muszee stary muszee browarowałem i zapomniałem , jest mam to wykręcam ponownie siadam wygodnie rozpinam spodnie no zgłoś się mała bo komin mi dymiii głód niema wody na pustyni , nie mogę nie mogę doczekać się na ciebie a przede wszystkim na "wule wokół szawek mgła"

Ref. 0 700 party line ( x5 )

Halo mówi Zosia jestem z pod znaku Łosia nie pije nie pale i lubię konie szukam chłopaka dlatego dzwonie o o o oto mi chodziło lubi konie powinno być miło , lubię "Piasek" i lubię "Just5" lubię chłopaków z 'disko polo live" . Słuchasz "mirry" ale to nie zutóje na jeden numer ją potrzebuje , zaryzykuje zaproponuje sprubóje jak smakuje .

Ref. 0 700 party line ( x5 ) 0 700 (x X)

trzy godziny jak cztery dni ale mnie skręca komin dymi , dzwonek do drzwi yes yes yes browaru łyk już już lukam w Judasza troche pasztet lekka pasza otwieram wchodzi iii stary niedowiary szczena na ziemie opadła mi tranzwestyta z kosci i krwi poczułem niesmak ale mnie mdli białej gorączni osiągnołem szczyt asta lawista Zosia chomoseksualista 0700 juz nie skorzystam nigdy

Ref. 0 700 party line ( x5 ) 0 700 (x X)
Jakoś nie byłem nigdy typem, który miał wokół
Tłumy sztuk i wolałem raczej stać z boku
Bo choć nie znałem nigdy zaklęć na śluz w kroku
Kilka z nich leciało na jakiś kurwa błysk w oku
Czy bzdury, o których piszą w rubrykach
Mądre głowy w jakiś kobiecych miesięcznikach
Ja jak już czytam o miłości, to w podręcznikach
Od Kamasutry, czy innych takich periodykach
Chcesz romantyka? Dla ciebie będę chuj wie kim
Jutro wieczorem, jeśli znów mi się nie urwie film
Będę rycerzem, jeśli wcześniej się nie wkurwię i
Nie wyląduję gdzieś na mieście w jakimś klubie z kimś
Kto również lubi pić, wiem ten świat jest dziwny
Chwała przemija, dziewczyny mają w dupie blizny
Dlatego wciąż myślę chujem, tak każe mi mój instynkt
Ale dziś częściej ratuje mnie mój urok osobisty

Kiedyś jak chciałem wyciągnąć laskę na piwo
Robiłem wszystko, stawałem na głowie jak B-Boy
Jak chciałem mieć buty Reebok, to lałem paliwo
A w międzyczasie zagrałem kilka imprez na żywo
Nie byłem najtwardszy w klasie jak co drugi twardziel
Co jarał szlugi, a dziś spłaca długi za gandzie
I nadal myślisz, że jest geniuszem jak Doogie Howser
Ale to ja wiem co jego dupa lubi najbardziej
I to mnie zgubi, bo gardzę wciąż typami co w palce
Biorą długopis, potem zostawiają gówno na kartce
Wiem, że na bitwę nie jest za późno, więc walczę
I rozpalam w was ogień, jeśli tylko mam szansę
Chcę tobie mówić o rapie i wracać co chwilę
Nie tylko po to, żeby znów móc Cię łapać za tyłek
Bo wiem, że w końcu poderwę latem dziewczynę
Co lubi oldschool, na równi stawia lateks z winylem
Ref.
Widzisz sens pokryty baśnią,
To jest życie między Bogiem a prawdą,
Ludzie się palą i potem gasną,
Idą w cieniach choć długo walczą.

Ja biegne ze zniczem który Bóg mi podał,
Z mądrością w słowa ucze jak się zachować,
Wiem że wielu nie rozumie tej historii,
Nawet nie wiesz jak to wszystko mnie boli,
Te wiersze ratują co niektórym gwiazdy nad głową,
Mają więcej lat przed sobą, dziękują mi,
To dzięki nim te teksty się rodzą,
Inni za to koroną cierniową,
Dopiero teraz rozumię co Bóg mi zesłał,
Zmysł pełny liter rozwijał się przez czas,
Ale warto czekać było te lata,
By to wszystko na papier przelać w ratach,
Ja na prawdę mam uczucie dla ludzi,
Ci co widzą już dawno je poczuli,
To główny powód dlaczego jestem inny,
Jestem winny tego co nazywacie - wieczne blizny,
Po słowach, po tej filozofii aby kochać,
Tego co nie wiedzą jak zacząć życie od nowa

Ref.
Widzisz sens pokryty baśnią,
To jest życie między Bogiem a prawdą,
Ludzie się palą i potem gasną,
Idą w cieniach choć długo walczą. (x2)

Lecą dźwięki, mówisz to nie jest rap, jesteś nikim,
Ma mnie boleć to że każdy utwór jest piękny?,
Sam się unosi w przestrzeń jak przymkniesz powieki,
Leki na choroby przez DKA apteki,
Patrz wisi mi to, nie jestem jak Bandoto,
Nie mam bansu, stritu i finito,
Za to duma co nostalgią się wzrusza,
Rydla boli co (se sam dróg??) w Polsce poszukał,
Na zawsze będę dumny z tego co z głośnika bucha,
Tak przyjemne dla ucha że nie posłucha,
Przecież wiesz że aniołowie to też fani,
Oprócz nich znajdziesz jeszcze nie jednego ducha,
To jest dźwięk, to jest nuta, to jest wiersz,
To jest rytuał, to jest chłopak, to jest DKA,
To jest rap, tak to on więc tego słuchaj (więc tego słuchaj),

Ref.
Widzisz sens pokryty baśnią,
To jest życie między Bogiem a prawdą,
Ludzie się palą i potem gasną,
Idą w cieniach choć długo walczą. (x2)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo