Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Daję ci coś czego nie zapomnisz
emocji więcej i prędzej niż sądzisz
uważaj, bo możesz popełnić błąd
to towar stąd, pierwszy sort, północny front
czujesz jak wzrasta tętno
nie ma odwrotu cóż to już pękło
wita cię piekło, masz z diabłem romans
twój umysł już należy do nas
zażyłeś raz zaskoczyłeś na dobre
nie możesz się uwolnić już i jest problem
chcesz tego więcej, masz myśli czarne
to jakbyś pieprzył Naomi Campbell
teraz już nigdy nie będzie jak przedtem
teraz już jest to twoim powietrzem
dusisz się, czujesz brak, a jak
zrozum, to działa właśnie tak

[x2]
Raz, spróbujesz tylko raz i koniec
masz bilet do piekła w jedną stronę
strach opętał cię i zrozumiałeś
to najmocniejszy towar jaki brałeś

Pulsuje w żyłach, wypieprza Źrenie
pompuje krew szybciej, masz ciśnienie
kontroli brak, wiesz co się dzieje
zagrasz raz jak się grasz nasz teren
okłamiesz się, to nie uzależnienie
nie złamiesz się, znowu wybierzesz chemię
słyszysz ten bełkot, co? pierdolenie
serce wybija tempo, ty się tępo śmiejesz
aha, ode mnie działka dla ciebie
friko kurwa walnij ją w kanał lecz do nikąd
wróć i ściemniaj ludziom jak Bill Clinton
skóry tylko dotknąłeś igłą
jesteś niewinny, to ona jest winną
każdy inny to samo by im wcisnął
norma, standard, proste, ty, ty
wracaj po więcej, wracaj po mocniej, zły

[x2]
Raz, spróbujesz tylko raz i koniec
masz bilet do piekła w jedną stronę
strach opętał cię i zrozumiałeś
to najmocniejszy towar jaki brałeś

Żeby brać ten towar wynosisz z domu fanty
pieprzyć miękkie zacząłeś od twardych
i chociaż drapiesz od spodu wieko trumny
kolejny sztos, z którego jesteś dumny
przywiązuje do pompy mózg twój
każdy zwój działa jak muskuł
ostatnie tango Paryż deszcz
w tym kasynie do gry zasiada śmierć
nie zmierzysz tego, odbij z tą wagą
chcesz uciec na detox, pieprzyć metador
ona spragniona kolejnej działki
chce jedną ścieżkę Ars'a Mundi
biało na czarnym daj kredytową kartę
mała nie wyskakuj z majtek
speedball z PiH'em znasz tą muzykę
bez bólu, to jest jak kula do burzenia murów

[x2]
Raz, spróbujesz tylko raz i koniec
masz bilet do piekła w jedną stronę
strach opętał cię i zrozumiałeś
to najmocniejszy towar jaki brałeś
Myślisz, że ktoś chce oszukać cię
I czeka, aż szansę mu dasz
Bo nie raz dobre chęci cechuje obłuda
Wrażliwość dla człowieka jest jak Judasz
Przyjdzie czas, a nie zechce więcej nas nawet paskuda
Ludzie z natury nie chcą źle, ale chcą za nic
Myślę, że to nie skłania mnie do życia dla nich
Co po niektórych mógłbym nazwać złodziejami
A i tak nie dadzą rady puścić mnie z torbami
Stoję na scenie tej już blisko dekadę
Razem ze składem który ciągle daje radę
Gdy dziś muzykę trudniej sprzedać jest niż trawę
Ja w tej dziedzinie szkolę się jak w kaligrafii grawer
Czasem i wielkim przyda się zimny prysznic
Bo to pomaga swe plany w końcu ziścić
Mi nie potrzeba wielu słów, by kogoś zniszczyć
Lecz od siebie wymagam więcej niż od innych
I mój wzrok musi sięgać dalej niż do jutra
Gdyby nie to w tym rozdaniu niewiele bym ugrał
Muzyka pęka w szwach i staje się nudna
Typy pierdolą tak, że ich rap to Kamasutra
A to nie mnie opisywać cudzą pracę
Lecz wątpliwości co do jakości raczej
To nie minie kiedy zamkniesz usta bracie
Smród ciągnie się powiedzą ci to palacze

Biorę się za to i nie pozwolę na fiasko
Stroję na pasmo, mikrofon to hasło
Poniekąd wolę brać nad tym kontrolę
Póki znam password, to mój czas yo, yo, yo

Biorę się za to i nie pozwolę na fiasko
Stroję na pasmo, bo mikrofon to hasło
Poniekąd wolę brać nad tym kontrolę
Póki znam password, to mój czas yo, yo, yo

Wiesz o co chodzi i kiedy wieje tu tandetą
Nie dobrze gdy muzyka staje się zrzutu strefą
A gdy pompuję to co czuję jak przez welfron
I nie zanika nazwij, to dobrą monetą
Fundament buduje, zalewa jak beton
Prace dla akustyka dając przez telefon
Mankament odczuję, bo nie jest zaletą
Że płyty produkuję, a sprzedaję co dwudziestą
Gdy mówisz - wali mnie to - to wiedz, że ja cię walę
Są rzeczy ważniejsze i dla nich robię dalej to
Wiedz, że za friko to tylko w mordę leją
Bo powiem ci jak Jajo, chcesz szacunek? lepiej daj tu go
Koniec pouczeń, bo słuchać to nie uczeń zechce
I tak zamknie się i wyrzuci klucze
Ja zrobię swoje, zarejestruję na Kruczej
Będzie dobry projekt wiesz, mam takie przeczucie

Biorę się za to i nie pozwolę na fiasko
Stroję na pasmo, mikrofon to hasło
Poniekąd wolę brać nad tym kontrolę
Póki znam password, to mój czas yo, yo, yo

Biorę się za to i nie pozwolę na fiasko
Stroję na pasmo, bo mikrofon to hasło
Poniekąd wolę brać nad tym kontrolę
Póki znam password, to mój czas yo, yo, yo

Taa, Wit i Jajo nagrane w IGS yo
Wielkie pięć, baku baku to jest skład

Biorę się za to i nie pozwolę na fiasko
Stroję na pasmo, mikrofon to hasło
Poniekąd wolę brać nad tym kontrolę
Póki znam password, to mój czas yo, yo, yo

Biorę się za to i nie pozwolę na fiasko
Stroję na pasmo, bo mikrofon to hasło
Poniekąd wolę brać nad tym kontrolę
Póki znam password, to mój czas yo, yo, yo
Ref. x2
Są chwile które czują ból
Bez wartości pewnych spraw
Ja jestem tu zostaję tu aaaa
Ja tu zostaję

Zostaję tutaj gdzie miejsce moje jest od zawsze
Wspominki, dzieje starsze, nikogo życie tu nie głaszcze
Zostaję tu gdzie po raz pierwszy rozbiłem głowę
I poczułem smak pięści wierz mi
Zostaję tu bo tu najlepiej czuję
Tutaj wszystko smakuje mi lepiej niż zwykle
Wiem o tym ciągle myślę rozpatrując warianty
To jest mój dom, trwam w tym podziały kontrabandy
Zostaję tu bo tutaj najlepiej rozkminiam
Ludzi których mijam
Tu najlepiej się rozwijam
Moja wina zostaje tu, zostaje bo tak chcę
Mogę usiąść na ławce
I cieszyć się chwilą, miłości sto procent, szacunku kilo
A tym którzy to widzą dedykuję to wszystko
Do każdego mam blisko, sąsiedztwo rzecz jasna
Kolory mego miasta a na nich nasza warstwa
Ulice mej dzielnicy traktuj jak księstwo
To jak VETO zwycięstwo, Agro skład bezpieczeństwo
To miejsce do którego wracam z pokorą
A inni jak wolą ja tu zostaję

Ref. x2
Są chwile które czują ból
Bez wartości pewnych spraw
Ja jestem tu zostaję tu aaaa
Ja tu zostaję

Zostaję tutaj bo tu mam poparcie bliskich
Dziękuję za to wsparcie wszystkim, ja tu zostaję
Zostaję w miejscu, w którym nieraz jest ciężko
Nieraz jest lekko
To miejsce dla nas jest Mekką
Ci co zdradzili chleba z nami nie zjedzą
Dobrze o tym wiedzą, niech siedzą w ukryciu
A my po przebyciu tych chwil dobrze wiemy
Na kogo można liczyć i na ile nas stać
Zostaję tutaj, tu wychowuje nas rap
Tutaj mamy swój własny świat
Jest po co wracać
Ja tu zostaję wszystkie długi pospłacam
Bo tu gdzie się obracam wszystko widzę jak na dłoni
Wszystkie zakamarki, docieram do nich
I niech kropla szczerości zmyje wszystkie brudy
Los ciężki gruby wystawia nas na próby
Zostaję tutaj bo tu stoi mój dom
Powiedzmy to, powiedzmy sobie szczerze
Nawijamy o tym co na sercu leży
Kwiat polskiej młodzieży to jest to co powtarzam
A inni jak wolą się nie obrażam

Ref. x2
Są chwile które czują ból
Bez wartości pewnych spraw
Ja jestem tu zostaję tu aaaa
Ja tu zostaję
Czcigodny Mikrofonie! Mój Wielki Spowiedniku!
Zawsze miałeś dla mnie czas.
Zawsze wysłuchałeś mnie nawet w trudnej chwili.
Chciałbym wyznać Ci swoje przewinienia,
a w zasadzie jedno przewinienie,
które dobrze znasz i które skazuje mnie
na żywot heretyka, żywot w odosobnieniu od hip-hopowego stada
Wyznaje: zdradzałem wielokrotnie hip-hop
flirtowałem bezczelnie z popem,
a co najgorsze wcale tego nie żałuję,
nie obiecuje poprawy i nie oczekuje rozgrzeszenia.
Wiesz dobrze, że gdyby nie to wszystko
nie byłbym dziś tu i nie byłbym tym kim jestem.
Wiedz jednak, że nigdy choćby nie wiem co
nie stracę tego co we mnie zaszczepiłeś tak dawno.
Nigdy nie stracę pasji rapowania i przyrzekam,
zawsze będę twoim wiernym sługą
Mikrofonie Mój! Amen!

Jedni mówią: ten album poprzedni był przedni.
Jedni mówią: ten album poprzedni był średni.
Jedni mówią jebnij to, jedni mówią biegnij bo,
Tylko ty robisz w sposób odpowiedni to!
Skoro sporo ludzi myśli tak, mówią wyślij znak
Chyba muszę wyjść na szlak, dać nowy rap.
Nowy track, mocne bębny, prosty podkład,
Mezostan, Poznań – powrót do podstaw!
Raz, raz, raz, syn Alka Pono, [elo],
Grube Jointy, 2010, [właśnie tak], oda do natury

Ludzi ciągnie do natury [ta], to naturalne [ta],
niektórym może wydawać się to banalne [ta],
to naturalne, człowiek chce odreagować,
a natura, natura pomaga się zrelaksować,
ludzie chcą ją pielęgnować [ta], tymczasem zobacz,
jak się ludzi próbuje od natury odizolować,
próbuje się zastępować naturę syntetykami,
zamiast ratować, ludzi, trują chemikaliami,
między nami [ta] panuje takie przeświadczenie [ta]:
nie dotykaj - brudne - upadło na ziemię [ta],
ziemia jest brudna, ziemi się nie dotyka,
czy kiedyś pomyślał ktoś z czego to wszystko wynika?
pytam: gdzie tu logika? gdzie tu miejsce dla natury?
wymyka się z pod kontroli to jak ozonowe dziury,
kondensacyjne chmury, chlor w wodzie prosto z kranu,
to ma być naturalne? [ta], weź się zastanów.

Ref: x2
To jest normalne, ludzie chcą żyć naturalnie,
niemoralne jest to, że to jest karalne,
nielegalne jest leczenie ludzi ziółkiem,
a więc weź pigułkę, weź pigułkę.

Ludziom zabrania się siania, zbierania i uprawiania,
zabrania się spożywania, brania zabrania, posiadania,
to jak mania zabraniania, tego co naturalne,
czy ktoś się zastanawiał czemu to jest nielegalne?
w zamian wmawia nam się bzdury na temat natury,
z których człowiek wniosek wydobywa [ta] - natura jest szkodliwa,
wpycha nam się apteki, leki są wszędzie dziś widoczne,
lecz zamiast wyleczyć ludzi, tworzą skutki uboczne,
a natura [ta] pozwala się zregenerować [ta],
pozwala zrozumieć i ewoluować [ta],
można stosować ją na różne sposoby
i wyeliminować w ten sposób wszystkie choroby,
każdy sam wie co chce robić [ta] i o to chodzi
i farmaceutyczne lobby w końcu się z tym pogodzi,
ludzi ciągnie do przyrody i to nieodwracalne,
ludzie chcą swobodę i to jest naturalne.

Ref: x2
to jest normalne, ludzie chcą żyć naturalnie
niemoralne jest to, że to jest karalne
nielegalne jest leczenie ludzi ziółkiem
a więc weź pigułkę, weź pigułkę

Weź, we, we, weź, weź, weź pigułkę
Weź pigułkę [taaaa]
To jest Szpadyzor Crew
Robię manewry tu
Te kilogramy słów walę stale
Przez panoramę głów
Jak stado karibu z przodu faluje tłum ale wale
Jest tu Szpadyzor pode mną jest las rąk
Dziki jak Ekwador Poznań, Poznań
Tnę rymy jak sekator
Z mocą stu mega ton
Łatwo ten megafon poznać, poznać
Te miasto nie śpi w ogóle
Walę przez całą dobę
Na nosie nosze gogle czarne, czarne
Taka obrałem drogę
Nic poradzić nie mogę
Realizuję swoją karmę, karmę
Hektolitry Finlandii, (Dżinbim?) i Bakardi
Staff prosto z Holandii dymi, dymi
Tak jak krokodyl dandi
W rap kręgach legendarni
Po prostu z rymu wylęgarni, dyni
Jedzie Dziadzia mobilem
Co wlepia wilczy bilet
Nie kumają debile rap gry, rap gry
Tniemy łaków jak Gillette
Widziałeś ósmą mile
Dziś wygłaszamy chwile prawdy, prawdy

To jest Szpadyzor Crew
Robię manewry tu
Te kilogramy słów walę stale
Przez panoramę głów
Jak stado karibu z przodu faluje tłum ale wale x2

Ja jestem Szpadyzor pode mną jest las rąk
Dziki jak Ekwador Poznań, Poznań x3

Ja rade sobie dam
Hejterów w chuju mam
Realizuje plan co dnia, co dnia
Jestem sam sobie pan
Podpisano jak dzban
Mam rymów gun
W szerokich spodniach, spodniach
Ogłaszam rap maraton
Mój DJ gra w (Serando?)
Jestem rap tatą i gram Rock and Rolla
Mówimy wszystkim wariatom w ??? i ???
To nasza dola, dola

To jest Szpadyzor Crew
Robię manewry tu
Te kilogramy słów walę stale
Przez panoramę głów
Jak stado karibu z przodu faluje tłum ale wale x2

Synku jestem w budynku
Na innym lewelu...
Mówią mi, jaki styl powinienem mieć
by zadowolić ich, wzbudzić ich podziw
Mówią mi o tym, jaka musi być według nich
każda z płyt, co ode mnie wychodzi
Mówią zawsze. Ja słucham i patrzę
chociaż nie ma tu się nad czym rozwodzić
Chuj mnie to obchodzi

Nie jestem taki jak wszyscy, bo nie chcę być
Nigdy nie będę tak ambitny jak w ESCE hit
Bo komercję w tym widzą te tępe muły
Bo się nie mieszczę w konwencje i pieprzę reguły
Wolę ten trudny szlak, który wybiera garstka
I to nie proste, lecz z tym dobrze mi
Słuchając ludzi miałbym smutny klip do "Serca miasta"
Na samą myśl o tym mnie mdli
Nie robię czego chcą i kładę styl nad ksero
A łby z tego nic a nic nie rozumieją
I jest ok, ziom, nie jestem zły
Ja stoję znów na sceną, gdzie jesteś ty?
Za wielu tu ma przelot, a nie skrzydła
Wielu gra tu za zero, a chce drinka
Licz się co? Mieć dystans, szczęście, hajs
Robić co każe serce. Na resztę srać

Mówią mi, jaki styl powinienem mieć
by zadowolić ich, wzbudzić ich podziw
Mówią mi o tym, jaka musi być według nich
każda z płyt, co ode mnie wychodzi
Mówią zawsze. Ja słucham i patrzę
chociaż nie ma tu się nad czym rozwodzić
Chuj mnie to obchodzi

To nie wigilia, a słyszę to co mówi bydło
Moja muzyka traci, bo mam niedopasowany wygląd?
Ci niedopracowani znawcy hip-hopu
Cieszą się, kiedy schematami wali wszystko tu
Mój styl to "Miejski luz", twój to "Wiejski żul"
Aty nie jesteś, kurwa, biedny, ty masz biedny gust
Bo masz niewielki mózg i to twój wielki problem
Mówią o tobie tylko kiedy GUS mierzy patologię
Mam się wzorować na tobie, tak łebku?
Schować się w sobie, jak żołądź w napletku?
Zaadaptować się do czerni wokół?
Podciągnąć dresy, by mieć skarpetki na oku?
Nie, dzięki, znam te kwestie i nie chcę ich
Możecie być wiecznie źli.
Pieprzę syf, marzą mi się lepsze dni.
Lepiej ty zmień ten dres, nim ci pójdą szwy

Mówią mi, jaki styl powinienem mieć
by zadowolić ich, wzbudzić ich podziw
Mówią mi o tym, jaka musi być według nich
każda z płyt, co ode mnie wychodzi
Mówią zawsze. Ja słucham i patrzę
chociaż nie ma tu się nad czym rozwodzić
Chuj mnie to obchodzi

Odkąd pamiętam, robię rap jak chcę, to się nie zmienia.
A teraz co dzień ktoś ma jakieś życzenia
Jak się wkręcasz w tok myślenia, że
Masz jakąś "moc wpłynięcia" na moje LP
To musisz nie znać mnie, ziomie
Mam gest, ale przestań mi jebać, bo to nie w fuck fest
Weź wyhamuj zanim pięty zobaczysz
Bo ja wcześniej, niż fanów miałem wściekłych słuchaczy
Znienawidź mnie lub mnie za to szanuj
Kompakty te robią chaos z planów
Trzymam się od schematów z daleka
I nie zdradziłem nigdy ideałów za zeta
Jeżeli chcesz, czekaj na te nagrania
I bierz to, jakie jest albo... Nara!
Podbijaj śmiało jak masz jakieś pytania
Ale życzenia.. to na święta ślij, do Mikołaja

Mówią mi, jaki styl powinienem mieć
by zadowolić ich, wzbudzić ich podziw
Mówią mi o tym, jaka musi być według nich
każda z płyt, co ode mnie wychodzi
Mówią zawsze. Ja słucham i patrzę
chociaż nie ma tu się nad czym rozwodzić
Chuj mnie to obchodzi
[Koras]
Była pierwszą, która mnie uwiodła zaglądała w moje okna,
wychodziłem do niej co dnia,
W tyle przez nią zostawiłem edukację,
ona uczyła mnie zasad nie przestrzegając ich wcale.
Dzięki niej trudne tematy stały się łatwe,
jest faktem, że kształtowała mój charakter,
pomysły grzechów warte, miała mocnych wrazeń głodna...
była bez sumienia i wiedziała co to zbrodnia.
Karmiła na bogato i dobrze ubrała,
ale nigdy od tak, ryzyko brała w zamian ,
fakt, to był niebezpieczny związek,
doświadczona suka i dzieciak w bałaganie potrzeb.
Czy brakuje mi jej? skądze, dziś mam czyste dłonie,
ona wciąż kusi dzieci wychowane na rejonie,
i choć widujemy się, wciąż codziennie,
to co było między nami, poszło w zapomnienie.

Ref.
2x
Moja pierwsza dziewczyna, zazdrośnica...
Dziś uwodzi małolatów, których sobą zachwyca
Moja pierwsza dziewczyna to nie była dziewica...
Moja pierwsza dziewczyna zimna suka - ulica...

[Chada]
To pierwszej jedynej której nigdy mi dosyć,
zawróciła mi w głowie, uwikłała w te sztosy,
nauczyła zarabiać dłonie smarując klejem,
pokazała fach który w rękach mają złodzieje.
Dała mi ten alkohol, narkotyki i seks,
cały czas jej oddany nikt nie nazwie nas eks,
możesz śmiać się z nas dwoje bo nie jeden już drwił,
która z rzędu z nią randka i poznałem smak krwi.
Cały czas ramię w ramię wpadając na problemy,
chociaż wielu swych byłych posłała wprost do ziemi,
wiem to toksyczny związek ale mam do niej słabość,
raz przynosi mi ból innymi razy radość.
Powinieniem z nią zerwać i na zawsze już odbić,
ale sam ziomuś wiesz jak to ciężko przychodzi,
nauczony jak przetrwać chyba rozumiesz brat,
nie żałuję że kiedyś powiedziałem jej tak.

Ref.
2x
Moja pierwsza dziewczyna, zazdrośnica...
Dziś uwodzi małolatów, których sobą zachwyca
Moja pierwsza dziewczyna to nie była dziewica...
Moja pierwsza dziewczyna zimna suka - ulica...

[Juras]
Moja pierwsza dziewczyna lubiła opowiadać o zasadach,
mówiła co to charakterność, a co zdrada,
gdy zobaczyłem jak okrada swoich przyjaciół,
zrozumiałem że gada i nic poza tym.
Zerwałem z nią dziś wiem, że to nie był błąd,
bo sporo jej byłych zaliczyło zgon,
najbardziej wierni jej wyznawcy,
stracili młode życie podczas osiedlowych akcji.
Inni jej byli spierdolili za granicę,
bo tu za dawne grzechy mieli przejebane życie,
ona rozkochała w sobie mnóstwo chłopaków,
którzy zamiast na wolności siedzą w baraku.
Za kratą nie warto oddawać jej serce,
bo wciąga kochanków w bagno, na dno i puścić nie chce,
dzisiaj jest wspomnieniem EX-Jurka,
mam blizny na całym ciele po jej pocałunkach.
Weź tak nie stój tylko testuj styl co jest mój, nie protestuj
Jest tu Deep Skrypt, bit zły, skrypty to już tryptyk
I znak mój traktuj, tak jak stój, nie pertraktuj
Bo w rytm traktu bez kontraktu zdepnę cię z początkiem aktu
Tak tu hipokryto zrobię ci to i finito
Całe łary zawodniktów kładę jak huragan żyto
Incognito jak kto pyta czy to ty to, mówię skądże
Deep to mit co mówi mądrze, wlazł na szczyt i ja tam dążę
Odłóż ten mikrofon bracie, weź się naciesz póki gracie
Za ten syf Deep ma cię za łba szczającego w gacie
Weź tak nie stój tylko testuj styl co jest mój, nie protestuj
Jest tu Deep Skrypt, bit zły, skrypty to już tryptyk
I znak mój traktuj, tak jak stój, nie pertraktuj
Bo w rytm traktu bez kontraktu zdepnę cię z początkiem aktu
Tak tu hipokryto zrobię ci to i finito
Całe łary zawodniktów kładę jak huragan żyto
Incognito jak kto pyta czy to ty to, mówię skądże
Deep to mit co mówi mądrze, wlazł na szczyt i ja tam dążę
Odłóż ten mikrofon bracie, weź się naciesz póki gracie
Za ten syf Deep ma cię za łba szczającego w gacie
Weź zmów pacierz, łapiesz, jak ty MC to ja papież
Jak to jest rap to kto jest rad, hajs liczący gad to bezwład
To jest kryzys co ma pysk jak wyzysk i w błysk łamie
On zna mnie, zna me znamię i nigdy mnie nie dostanie
On zna mnie, zna me znamię i nigdy mnie nie dostanie
On zna mnie, zna me znamię, tak

[x2]
Dziś kolego każdy z tego chce mieć biznes
Bo szacunkiem się nie najesz, rap to biznes
Lata płyną, a ty goły na łatwiznę
Idziesz w biznes, biznes, biznes

Tego czego twoje oczy pragną - biznes
Droga
w której zdobyć łatwo siano - biznes
Dzisiaj zjada napędzany przez alfonsów rapu
Ściana płaczu wspiera całe rzesze wacków
Miejski zaduch skrępowany ciągnie graczy na dół
Tak od razu bez wahania wchodzą w sidła brudnych czasów
Bez przekazu nie masz czego tutaj szukać
Papier błyszczy, niewolniku powiedz to co myślisz
Biznes mnie już kurwa całkiem zniszczył, kurwa

Ojej, co ja wygaduję
Co to wszystko ma znaczyć?

Przestarzała bajka wielkich domów
to legenda
Zejdź na ziemię jeśli marzysz o błękitnych perłach
Zakręcony rynek puszcza tą muzykę z dymem
Dźwięk z winylowych igieł zapomniany ginie
Więc patrz na to, biznes u nas pod stopami
Patrz na to, taki twardy był i ranił
Patrz na to, przy nas przestaje oddychać
Deep, Bobik kontra w pół nieżywy rywal

[x2]
Dziś kolego każdy z tego chce mieć biznes
Bo szacunkiem się nie najesz, rap to biznes
Lata płyną, a ty goły na łatwiznę
Idziesz w biznes, biznes, biznes

Te wersety wśród tandety, której nie wyczuwa kretyn
To ma spowiedź, to wiedz, mogę pisać o tym powieść
Mogę nieść tą pieśń póki nie dotrze ta wieść
Do waszych głów, parszywych słów
Moc ma nawiedzać was co noc
Rap jak crack mnie złapał, serce spala mi jak napalm
W [?] tkwi ukryty szatan, pewnie nucisz sobie a tam
Lecz jest tak, w gestach triumfu wchodzę na piedestał
Niejeden wolał by bym nie stał, kurwa, chciałby żebym przestał
Rap to ja, ta muza jest moja i tętnem bije we mnie
Więc podstępem mnie nie zdejmiesz, to twój podstęp sam cię zdejmie
Stop

And the winner is...

Pęka cisza przy mnie na pół, tak się boi mego rapu
Rap to kapo, rym trzyma za ryj, kicz jak gestapo
Dziś z jednakową papą licz który to już raport
Mistrz lata za debatą, pokazuje kto amator
Rap to rap, ty nie zgaduj, kłam, że kochasz go na zabój
Dam ci gram, dam ci wszystko to co mam w gramach
Wiem, że łykniesz, znikniesz, potem wrócisz na kolanach
W snach wróżąc na mnie zamach, ach jestem jak sól w ranach
Jak Mesjasz Deep, twarz, której tak naprawdę nie znasz
Więc przestań pluć, truć, chodź i zacznij czuć
Śmieję się z tych co szydzą, bo tylko niekochani nienawidzą

[x3]
Dziś kolego każdy z tego chce mieć biznes
Bo szacunkiem się nie najesz, rap to biznes
Lata płyną, a ty goły na łatwiznę
Idziesz w biznes, biznes, biznes
[Harry]
Harry, Cienias Wiele chce wielu nie chce sprawdź to
Wbu, Green Team Tak, tak to idzie

[Harry]
Ej ty wsłuchaj się w głos za szyby
wiele chce, wiele nie chce rap przyjacielu szczęście
choć czasem myślę, po co stop to czym prędzej
odsuwam rękę, od klamki nie wchodzę
nastrojów burza raz lepiej raz gorzej
twardy to zgryzienia orzech
proszę, może jutro będzie jak wczoraj
i z zawartym tchem będę pisał nowy tekst no bo hip hop piąt the Best
kasa, kasa w sumie chce lecz z umiarem
nie za dużo bo sufit spadnie mi na głowę
i to co kolorowe nagle stanie się szare
przyszłość czarno biały film waluta cwaniak styl
nie chce tak żyć, nie chce wokół tych
co na szmal lecą patrzą, a jak jest to pójdą
robią minę idą w długą, wbijam zawijam do nich nie podbijam
nie chce widzieć ich, jak łez smutku na twarzy, to mi się marzy
nie chce słuchać ludzi mówiących młodzi gniewni R.A.P huliganie
środkowy palec dla was za fane że wandale, bandyci
jedna wielka patologia to my ci którzy w betonie
tworzą historie jebać tą teorie
nie chce i chce wiele rzeczy robić w życiu
zależy jaki humor prawdziwość górą

[WBU]
Nie śpię jak co nie którzy mam oczy otwarte
nie jestem typem co patrzy tylko na siebie
wiele chce nie chce chłopak w dużym mieście
przetrwam nie przegram do przodu biegnę
chce jak najdłużej tak niech to nie pęknie
chce aby twoje życie też lepsze było
żeby każdemu każde marzenie się spełniło
żeby to co złe dobrem nie było
żeby bieda która tak wielu dotyka
przestała dotykać nie tylko tych co znam
chce z moją przyszłą połową być do końca
chce widzieć na twarzach wszystkich promień słońca
nawet jak deszcz pada chmurzy się na dworze chlapa
chce aby przyjaźń która już trwa lata
nie rozpuściła się jak z cukru wata
chce by nikomu świata nie zasłaniała krata
uważajcie na siebie to dla wszystkich na zawiasach
nie chce jak mydlana bańka pęknąć
odejść ta z tego świata w zapomnienie
nie chce słyszeć jesteś wart tyle co twe wykształcenie
nie chce powiedzieć kiedy zmarnowałem życie
modląc się do boga w którego nie do końca wierzyłem
nie chce zapomnieć o błędach które popełniłem które popełniłem tyle
Ref.
Dumny jak paw, długo na to pracował.
Więcej szczerych braw niż samochodów i złota.
Bój o mistrzowski pas,
Reszta przyjdzie z czasem lub nie.
Musi być cierpliwy,
Musi być zawsze krok przed. x2

Mes:
Jest tak świeżo jakbym właśnie wyskoczył z basenu,
Choć to nie basen, to wanna niewiele większa od zlewu.
Czuję jakby, satynowy szlafrok, wachlarz i dotyk gejszy,
Ale to tylko otwarte okno i bawełniany ręcznik.
Wciskam play i jest jakbym był w studiu z Dr. DRE,
A to moja wieża technicsa, co ma 14 lat lecz nie gra źle.
I nagle jakbym połknął piorun kulisty i
I popił lawą choć to tabletka z witamin
Przepłukana niesmaczną kawą.To nic.
Jestem tak świeży, że zawstydzam w wc kaczkę (?)
A kiedy biorę do ręki starą monetę,
Ta po chwili błyszczy jak w mennicy.
Chodzę po starej klepce, łaskawie na nią patrze.
Stąpam lekko, jakby po dywanie ze wszystkich
Wianków które skradłem a jakże.
Wrażenie które mam, trudno wycenić.
Bo moich przyjaciół nie kupisz,
Mojej muzyki nie zmienisz.
Mojego stylu nie ulepisz z ranzu(?) na trójcę jurorów,
Jestem tak świeży jakby moja mama
Usłyszała właśnie "Oooo bedzie poród".

Ref.
Dumny jak paw,długo na to pracował.
Więcej szczerych braw niż samochodów i złota.
Bój o mistrzowski pas,
Reszta przyjdzie z czasem lub nie.
Musi być cierpliwy,
Musi być zawsze krok przed.

VNM:
Jeżeli to wyścig:
V nie potrzeba tu mi tych braw,
N nie potrzeba żółwi na start
M ten co nie wierzy mi,
Że będę robił na nim duble nie wykurwi na szczaw.
Zabiorę do trumny ten vibe,
Kiedy nadejdzie mój na to czas.
Ale moje flow nowe, ich starsze, w chuj zmarszczek.
Pytają się o nie katakumby co dnia
Wypijmy za najlepsze rymy i flow
Chodź ziomek na jednego.
Kto nie wypije frajer z niego,
Bo synu te flow to ogień fajer fuego
Spotkała kapusta go,
Dumny jak paw puszczam to.
Jedyne co wspólnego ma duma z pawiem,
U ciebie to jej brak jak puszczasz go.
Pracowałem na to długo w chuj,
Hejty teraz japę tu, tu.
Mój rap spirytus 100%
Ich gdzieś 40, dlatego zapierdala wódą tu.
Fresh jak prince of bel air, przemierzam ulice,
Które unoszą mnie jak aerodynamiczne tunele na melanż.
Nie ważne boisko, chata, bristol, plener.
Nie ważny obiad, pasztet z wazą, kura czy gulasz i kawior.
Ważne, że kiedy po show schodzę ze sceny,
Miasto żwawo klaszcze brawo.
Ważne, że to jebie w łeb
Jak sprite z kodeiną i prometazyna w tabletkach.
VNM weź przestań, niech te litery tu rozwiną na piętrach

Ref.
Dumny jak paw,długo na to pracował.
Więcej szczerych braw niż samochodów i złota.
Bój o mistrzowski pas,
Reszta przyjdzie z czasem lub nie.
Musi być cierpliwy,
Musi być zawsze krok przed.

Mes:
Dumny jak paw, wtedy na opak bo mam negatyw jego bogactwa,
On mojego talentu na stopach i werblach.
Zawsze przed hejterem jak jego pierwszy wpierdol,
Nie zasługują na wersy, na befsztyk ze mną, na serio.
12 lat mój rap dojrzewa jak whisky w beczce.
Oni chcą być jak sok Marwit, jeden dzień strawni, ja tak nie chcę.
I choć mój pałac to blok, a tron to stary fotel koleszki,
Dyliżans to bus lub najtańsze taxi w stołecznym mieście.
Mam powierzchni hektary w sercach fanów,
I to cenniejsze niż apartament pusty w miasteczku Wilanów.
Tu, kamera nie śledzi dokąd i z kim śmigam.
Tu moi sąsiedzi nie panikują, nie dzwonią na psy gdy ktoś rzyga.
Jest tak rześko jak w fontannie, w upalny letni dzień.
Gdybym zobaczył tam piątkę na dnie, wziąłbym ją? Kto wie!
I chuj. Jestem tak dumny, że paw jest przy mnie skromny,
Bo ja mogę odlecieć, odlecieć hen za rozsądek.
Obóz TA, skurwysyny, OeSTeRooo...
Masz to jak w banku... Asfalt Recording...
Made in eŁDeZet, Polska

Zagubiony w sferze faktów.
Gubiąc sens dobrego taktu.
Startując z marszu.
Unikam zbędnych kontaktów z otoczeniem.
Niby to proste jak pierdzenie,
Lecz kolejne stwierdzenie poprzedniemu zaprzecza.
Próbując coś zmienić, jak na ulicznych wiecach.
Osób niezadowolonych, osób zbuntowanych,
Bo każdy patrzy na świat w platynę ubrany.
Mówią, że to tani trik, pic na wodę.
Lecz zamiast pracować, lepiej czekać na gotowe.
Ma być gotowe, będzie.
Bez kompromisu, bo na psy zszedłby trud przyłożony do zapisu,
Obserwacji, relacji.
Jak los bywa niesmaczny,
A świat, cóż, zawsze miał tajemnice.
Konsekwentnie krzywiąc w oczach własne odbicie.
Już na nic nie liczę, gdy problem sięga zenitu.
Gdy upadek, nadaje kompozycji tytuł.
Kiedy konsekwencje zgrzytów odbijają się w uczuciach.
Jedno co wiem, nikt nie ma wtedy wyczucia.
Idąc do celu po trupach, ludzie nie zrobią przystanku,
By za Tobą się obejrzeć.
Masz to jak w banku

Na nic brudna krytyka słów przez habilitantów.
Bo mówię jak jest... Masz to jak w banku.
Na nic ściemniony uśmiech kasy amantów.
Bo wkładam w rap serce... Masz to jak w banku.
Na nic brudna krytyka słów przez habilitantów.
Bo mówię jak jest... Masz to jak w banku.
Na nic ściemniony uśmiech kasy amantów.
Bo wkładam w rap serce... Masz to jak w banku.

A tyle tych skandali,
Ktoś świat chce obalić.
Przecież źle jest na świecie, jak cholera.
Co rusz tu co innego w tyłek uwiera.
Sprawą dla reportera zaczyna być każda sprawa.
Jednym smutek na twarzy gra,
Drugim karnawał, kto tak nas zespawał?
Mamy tyle niedociągnięć.
Choćby po upadku trudno nam się podnieść,
By przyjąć godnie pozycję osoby wygranej.
Zamiast się użalać, pisząc sobie testament.
Nieraz dałem plamę, myśląc że robię słusznie.
Okrążony problemami, jak ruiny bluszczem.
Wokół, westchnienia sztuczne żebym dał sobie spokój.
Wokół, rozmowy w toku, coraz łatwiej się pogubić.
Ale świat da się polubić.
I chcę o tym mówić, nerwy ostudzić.
I wzbudzić zaufanie, w oczach samego siebie.
Mieć przed sobą zadanie do realizacji.
Będąc w centrum konfrontacji.
W obronie monumentu, przykładam pieczę,
By pokazać wszystkim co leży w moim interesie.
I po co pnę się, idąc na szczyt bez szwanku.
Jedna miłość dla ciebie... Masz to jak banku.
Ręka dla tych co w potrzebie... Masz to jak banku.
Jedna miłość dla ciebie... Masz to jak banku.
Ręka dla tych co w potrzebie... Masz to jak banku.

Na nic brudna krytyka słów przez habilitantów.
Bo mówię jak jest... Masz to jak w banku.
Na nic ściemniony uśmiech kasy amantów.
Bo wkładam w rap serce... Masz to jak w banku.
Na nic brudna krytyka słów przez habilitantów.
Bo mówię jak jest... Masz to jak w banku.
Na nic ściemniony uśmiech kasy amantów.
Bo wkładam w rap serce... Masz to jak w banku.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo