Popularne piosenki. Polski Hip Hop

dla tych co wiedzą, co mają wiedzieć
f.o.k. 1-9-9-7 - 2000

definitywnie jestem smokiem
zostałem rażony dumą
tak jak gumą "Center Schock'iem"
sprawdź to, bo to nie przejdzie bokiem
bo na bok rzucam okiem
krok za krokiem zdobywam szczyty
składam materiał na płyty
rok za rokiem jestem coraz bardziej z tym obyty
i w rymy obryty
podczas gdy ty jesteś skryty
jak pies zbity z tropu
tak jak basen jest odkryty
ja jestem otwarty dla hip-hop'u
dzień dobry
w chodzę do elity już po skoku
w '96 roku na widoku
hip-hop jak kolorowa widokówka zza granicy
robi się na dzielnicy
po okolicy
łepki takie jak snują się jak lunatycy
idealiści i niepoprawni romantycy
słuchając o miecznicy ceremonii
i dają, mają, ostatecznie to coś
co kachają i z czym się utożsamiają
mają deck, wydają na sprzęt i naciskają REC
track zapełnia się w niespełna rok
na Bogucicach wykluwa się Smok
i, wypluwa słowa jak spluwa maszynowa
srawdź to, połowa '97
nowa rewelucyjna forma tekstowa z WWA
po półtora roku miasto KC odpowiada
przedtem czeka, na laurach siada
słychać w wywiadach że gada, nadchodzi era gada
F.o.k.u.s.m.o.k. skrzydła rozkłada jak karty
rymy tu to sporty extremalne jak gokarty
wierzę w siebie nie liczę na farty
robię hip-hop bo jestem uparty
bo jest tego warty
bo daje mi tyle ile daję mu ja
jest jak kobieta idealna
trwa czy nie do końca
kocha i pozwala odbić się z dna do słońca
ba, czuję się jak Ra
kiedy ta muzyka adoruje mnie z głośnika
połamię ręce temu który palce mi w to wtyka
w oczach krytyka spaczony obraz tyka fanatyka
w sercach przyjaciół czeka jeszcze luka na człowieka
oto moja przystań
i mówi "przestań bo życie ci przez dłonie przecieka"
to rzeka, żyj tak jak gdyby delta była niedaleka
brzegiem będzie ci kraina miodu i mleka
pamiętaj czas każdego biegnie do przodu nie zwleka
EKG i lekarze pokazali że F.o.k. (obecny)
nie jest nieśmiertelny, dolega
życie z mieczem Damoklesa to padaka z deka
nie uważasz? spróbuj
życie jest niezdrowe a sufity zawsze są gotowe
żeby spaść na głowę
przysłowiowe kruki kraczą
chłopaki i tak tracki znaczą
powiedz wszystkim że wszyscy zobaczą
i udowodnij to, tak jak mistrz Fo
że jesteś niepowtarzalny
tak jak każdy bo
świadome bycie unikatem to rządzenie światem
posługuj się tym atutem jak granatem
i rządź, a nie bądź rządzony
wydobądź pokłady uczucia dla każdej świata strony
uwolniony jak pocisk samonaprowadzający
zlokalizowałem cel na celujący
motyw wiodący to h-i-p-h-o-p
fenomenalne powierzchnie tnące z GOP
przecinają rymy tak jak dziewiętnasty Europę
proza każdego dnia to moja Kaliope
i modus operandi
fokus to smok z kłalajalandii
a nie Krokodyl Dundee
avanti, realia wchodzą na majqa
mają tu pierwszeństwo
tak jak miała je Łajka
w kosmosie
uczucie braci do brata
nie traci ciepła jak herbata w termosie
do czasu a czasem do granicy dzielnicy
wspolna ściema i ściemnieni zawodnicy
brzmienie podziemia i dźwięki ulicy
nabierają stężenia dzięki pracy mózgownicy
w tejże skarbnicy tak jak na smoka przystało
zbieram na dnie groty klejnoty jakich mało
to dało kolekcję
w składaniu rymów sekcję
osiągnąłem perfekcję
dlatego daję lekcję
wywołuję sensację
tak jak wirus infekcję
kontroluj akcje jeśli masz jakieś obiekcje
przeszedłem przez klasyfikację
tak jak przez mutację
oznaczam rywalizację z łóżka bitu nację
tajniki techniki czyli ataki na głośniki
triki i inne nawyki mistrza Fo z Paktofoniki
to fortyfikacje chroniące KC nację
rymy dodaję do siebie tak jak dodatnie wibracje
składam je we frakcje, gdy ty mi składasz gratulacje
znam sytuację, znam bloki i na blokach wegetację
mam dewiację, to uniwersalne wersalizacje
bez względu na lokalizację reprezentuje reprezentację
gdy zajmuję posterunek
eksploduję jak ładunek
ukazuję ci kierunek
kreuję wizerunek sceny hc miasta Katowice
przyjedź, sprawdź z bliska
blokowiska, a nie ulice
zajrzyj na Bogucice
na osiedlu Foku.s.m.o.k.
pośród stóp i werbli styków
kładzie na podkładzie
fundamenty swego łuku triumfalnego
nieuku naucz się od najlepszego
tego wszystkiego czego dotyczy rymowanie
rzucam wyzwanie i odpowiadam za nie
nastał czas na przetasowanie na scenie
a nie wodolanie
mam poprostu własne zdanie
to proste jak jebanie
nie? no te... KCE... na zawsze...
Z Tobą być, z Tobą śnić
Z Tobą być, z Tobą śnić

(Pyskaty)
To prawdziwy romans był choć stale się staram
Lecz Ty nie przemijasz z wiatrem jak Scarlet O'Hara
I gdy nawet to kara bo jestem ckliwy jak Kombii
Fiodor to przewidział nie ma kary bez zbrodni
Pomówmy o nas poznałem Cię jakiś czas temu
to był prawdziwy romans, a nie serial z TVN-u
Raczej "M jak Miłość" i mi nie mów już dzisiaj
Że życie jest jak "Klan" bo my to nie Grażynka i Rysiek
W pierwszy tydzień byliśmy niczym Bonnie i Clyde
A już wiedziałem że nie lecisz tak jak oni na hajs
Wiedziałem że nie lecisz na ten papier
Ja miałem wtedy tylko fiata uno plus odtwarzacz kaset
Miałem index lokum inne windę w bloku
A nie wille z kortem z boku i płotem wokół
W szoku bo miałem Cię na oku już przedtem
Jeszcze zanim Whitney Houston przeszła na rentę
I to nie sekret ten romans to nie flirt na pokaz
Jesteś śliczna nawet jak śmigasz w papilotach
I nawet gdy masz łzy w oczach
To jest prawdziwy romans weź olej "Kasię i Tomka" ej

Ref:
Z Tobą być, z Tobą śnić
Całe życie tylko Ja i Ty
Dzielić łzy, sprawiać by
Całe życie tylko Ja i Ty /x2

(Pih)
Straszna wydaje się być miłość dla tego, który nie kochał
Miałem życie na opak włóczyłem się po nocach
Wiesz jak to jest Ty też myślałaś że już Amen
Dwie proste równoległe na samotność skazane
Gdy Cię spotkałem wiedziałem bierz szczęście od razu nie zwlekaj
Im więcej o nim myślisz, a go nie masz tym szybciej ucieka
Pamiętasz to nie był byle jaki podryw
Jeszcze nie wiedziałem że się kłócisz o swoją część kołdry
Zrobiłem pierwszy ruch w uszy szczypał mróz
W lutym taksówka do tych Twoich ust
Otworzyliśmy drzwi przed nami życie za progiem
Prawdziwe bez gumowych twarzy z telenowel
Wiem przecież każda prawda ma swój rewers
Fakt taki że jedno z nas mówi to co drugie chce powiedzieć
I nawet kiedy wracam do domu życiem zmęczony
Mam Ciebie jesteś mostem jedynym nie spalonym
Chce poznawać Cię co dzień od nowa z góry na dół
Jesteśmy jak planety nic nie zakłóci układu
Tylko Ty się liczysz nie obchodzi mnie reszta
Jesteś przyszłą mamą mojego dziecka

Ref:
Z Tobą być, z Tobą śnić
Całe życie tylko Ja i Ty
Dzielić łzy, sprawiać by
Całe życie tylko Ja i Ty /x2

La la la la la la la
La la la la la la la
La la la la la la la
La la la la la la la
Kiedy zaczynam to nie mogę przestać
Bo mam tę pazerność
Na muzykę która daje nieśmiertelność
Jak pomnik, a ty o mnie nie zapomnij
Do mnie bij, bo ja to twój przewodnik
Dotknij doskonałości, ocknij umysł
Będę w tym pomocą służył
Nieduży ruch, rusza maszyna
Bo nie czeka dłużej od startu
Będę twoim Paspartu w tej podróży

Oceń i doceń mój wkład
Pamiętaj jednak, że i ciebie ktoś oceni
Nie zdobień i złoceń blask
Tylko jak zostawić znak po sobie na ziemi?

Nie traktuj tego zbyt pobieżnie
Posłusznej wyznaniu, że złego nie weźmie
Bezduszny świat wyszedł właśnie z manufaktur
Ten świat gaśnie gdy ja zakładam kaptur
I znika goni go moja muzyka
Gdy prawdy chcą broni się to, co ma prawnika
Życiowy sąd znakomitych ksiąg nie czyta
Uczuciom słowa Temidy nie potrzebne ci są
I wierz w to, i szerz to w co wierzysz
A zresztą nie potrzebne jest to byś przeżył
Bo jedyne co zabija to zapomnienie
Zniknę ja, zniknie kolejne pokolenie
[tylko teksty.tk]

Oceń i doceń mój wkład
Pamiętaj jednak, że i ciebie ktoś oceni
Nie zdobień i złoceń blask
Tylko jak zostawić znak po sobie na ziemi?

Oceń i doceń mój wkład
Pamiętaj jednak, że i ciebie ktoś oceni
Nie zdobień i złoceń blask
Tylko jak zostawić ślad po sobie na ziemi?

A kiedy kończę, to nie mogę się doczekać i zaczynam znowu
Ta muzyka zbliża znacznie mnie do nałogu
Gdy odpocząć tobie zachce się lub nam obu
Ona zaraz ze mnie wyjdzie wiesz i da nam bobu
Każdej próby taki sam widzę finał
Nie będę kończył płyty, nie będę znowu zaczynał
Co jak co, ale mój flow to jest moja morfina
Gdybym go nie miał to rapowałbym w pantomimach
Daj dłoń i ochłoń, że w czas
Jeśli ty szukasz czegoś co ludzi poróżni
Rap staje się karmą mas
Często wówczas kiedy ktoś się kłóci albo bluźni

Dam ci plan, bo znam na to sposób
Jadę tak, by dobrym kierowcą być swojego losu
Muzyka którą gram trafia do milionów osób
Ogień w sobie mam, ale nie podpalę stosu
A mój głos nie będzie głosem ludu
Nie cieszę się z potknięć, nie piorę cudzych brudów
Za to nie spotka mnie sprzeciw tłumu
Bo moja moc płynie z przeciwnych biegunów
Weź się w garść i wyciągnij jakiś morał
Najwyższa pora, by zwlec dupę z przed telewizora
Kto ceni sobie czas nie potrzebuje takich porad
Rap nie dolar zobacz świat w innych kolorach

Oceń i doceń mój wkład
Pamiętaj jednak, że i ciebie ktoś oceni
Nie zdobień i złoceń blask
Tylko jak zostawić znak po sobie na ziemi?

Oceń i doceń mój wkład
Pamiętaj jednak, że i ciebie ktoś oceni
Nie zdobień i złoceń blask
Tylko jak zostawić znak po sobie na ziemi?
3,2,1,0 Sprawdź ten flecik
nie jedna dziewczyna chciałaby tak grać na flecie, wierzysz co mówię?
ejj ale ten kawałek jest o korzenia, o tym że nie należy się odcinać
ja zawszę wrócę do undergroundu, bo to jest we mnie... aha...

Możesz ściąć drzewo, ale nie zniszczysz korzeni
życie nie tenis - jeden punkt nic nie zmieni
w poszukiwaniu weny ludzie błądzą, garby rosną jak wielbłąd - co?
teraz pod zarządcą czujesz gorzko, mówisz tak:
chuj beztroskość trafił szlag
to pogoń za forsą
mieć władzę nad nią
nie po to daję w audio
by ciągnąc od ojca na auto
to za ten hajs co odcina gałęzie
tym co sami sobie budują z nich pręgierz
zamiast być świata pępkiem
wole chill grill zły styl odpada
mówisz - pieniądz to władza
wole odciski po joypad'ach
możesz ściąć drzewo ale nie zniszczysz korzeni
spośród miasta kamienic
przez które bit przenikł
ci od problemów uwolnieni
oddają hołd życiu
ideologia Bałut to ideologia sprytu
zasady ktoś wytłukł, zabił, zniszczył
ty tu nabij liść i posłuchaj jak marzenia ziścić

Melodia życia płynie jak film
choć nie wszystko jak w nim
możesz ściąć drzewo ale nie zniszczysz korzeni
przez los nauczeni jak żyć w obiecanej ziemi

Melodia życia płynie jak film
choć nie wszystko jak w nim
możesz ściąć drzewo ale nie zniszczysz korzeni
przez los nauczeni jak żyć w obiecanej ziemi

Praca u podstaw prasa już wzniosła nie jeden wałek
oddając wały tym co na naszej kabzie kładą środkowy palec
nie widzisz zalet? - ja też nie
głos przemierza powierzchnie
myślą nadając siłę wers po wersie
stres podeście niech odejdzie
dźwięk na fader, przez jack na bębnie
[?] na sprzęcie szumi
to nie zasrana reklama przepisów babuni
tylko cut cięty jak DJ Babuli świat ujawnia przekręty
w stylu Alleluii radia
ciężko zaniemówić jak na ustach pogarda
a w głowie Harward - sram na to
by nie stać się maszyną - jak Saturator
życiowy prestigitator moc ma
w sercu Matka Boska - tak mi dopomóż
nastaw odbiornik na szczerość ziomów
to nie atak klonów tylko jazz harmonii torów

[?] MPC, dwa razy [?], stareo,
wiesz przecież że te sny się spełniają...

Melodia życia płynie jak film
choć nie wszystko jak w nim
możesz ściąć drzewo ale nie zniszczysz korzeni
przez los nauczeni jak żyć w obiecanej ziemi

Melodia życia płynie jak film
choć nie wszystko jak w nim
możesz ściąć drzewo ale nie zniszczysz korzeni
przez los nauczeni jak żyć w obiecanej ziemi
Wchodzę do gry ziomek, nie musisz mówić nic
Wchodzę do gry ziomek, spal to, poznaj mój styl
Wchodzę do gry ziomek, sprawdŹ kto kontroluje ten syf
Ludzie pytają się kto to jest, ludzie pytają się kto to jest (Brahu brat)

Wchodzę jak szatański werset, więc zróbcie przejście
plakaty na mieście sygnalizują nadejście
ziomki mówią nareszcie nowa
płyta
rozumie się samo przez się, że na kozackich bitach

moja ekipa znowu wita ze sceny
dalej rym nawiniemy, zapalimy, wypijemy
oo, który to już melanż, który to już rok
wjeżdżam na tą scenę, razem ze mną ludzi tłok
długo czekałeś na to, dealer na weekend

żeby przyciąć starych waletów znów na scenie z migiem
sprość tą lirykę, niech rozbuja cię bit
głowa w górę ziomal, wszystko będzie git

Wchodzę do gry ziomek, nie musisz mówić nic
Wchodzę do gry ziomek, spal to, poznaj mój styl
Wchodzę do gry ziomek, sprawdŹ kto kontroluje ten syf
Ludzie pytają się skąd on jest, ludzie pytają się skąd on jest (G.D.A.)
Ej VNM często masz tak że chciałbyś stąd uciec?
Jasne stary zostawić to wszystko
Uciec gdzieś gdzie da się spokojnie żyć
Trzeba dbać o własne szczęście
Ta nie siedzę na dupie, za*****lam żeby było lepiej stary
Ja też nie chcę być przegrany
I *****ę hejterów, którzy mówią że mogę sobie pomarzyć
Czasami chce się uciec gdzieś daleko
Nie widzieć tego syfu, brudu, kłamstwa
Prosto Mixtape
Marysia Starosta, Sokół, VNM
Posłuchaj tego
Dokładnie tak
Prosto Mixtape 600V 2010
Marysia Starosta i Sokół i VNM
Elo, jedziemy

Nie mam paszportu Polsatu, bo sam tu nie jestem w klubie morsów
Niebieskich blach nie mam, patrz, robię to po polsku
Nie urodziłem się w czepku, nie było lekko
Nikt mnie nie ostrzegł jak się rozkęcało piekło
Nikt nie dał mi wskazówek, nie miałem wizytówek
Ludzi którzy mogą dać tu plecy i szacunek
Nie miałem szczęścia choć chcę dać je innym

Chodź do mnie, ja nie pozwolę cię skrzywdzić nigdy
Nie męcz o czasach i systemach złych
Przeżyłem dużo gorsze więc poradzę sobie w tych
Nigdy nie poddam się naciskom złych ludzi
Tych którzy nie chcą się opamiętać i zbudzić
Niech ten kawałek we mnie całe zło studzi
Ci mali niech wstaną, a dłoń im podadzą duzi
Zasnęło życie w całym mieście, jesteśmy sami wreszcie
Nie śpię jeszcze, myslę, że też chcę

Uciec gdzieś daleko gdzie da się spokojnie żyć
I nie widzieć więcej syfu, brudu, kłamstwa, zdrady, móc szczęśliwym być
Cały dzień i całą noc na przemian robić wszystko lub poprostu nic
I z tych wszystkich, którzy w pędzie za wygraną już przegrani sobie drwić

Nie uda się drugi raz życia przeżyć
Pędzący czas szybo mija i nie cofnie się
Nie powiem ci jak to jest być szczęśliwym
Czasem nie masz, a czasem poprostu mija cię
Nie umiem dać ci na nie recepty jednoznacznej
Nie wiem zupełnie jak zdobywać je
O szczęściu znam niejedną piękną bajkę
Liczę, że u mnie właśnie taka bajka spełni się

Uciec gdzieś daleko gdzie da się spokojnie żyć
I nie widzieć więcej syfu, brudu, kłamstwa, zdrady, móc szczęśliwym być
Cały dzień i całą noc na przemian robić wszystko lub poprostu nic
I z tych wszystkich, którzy w pędzie za wygraną już przegrani sobie drwić

Życie to chwila, ta, ja prędzej nie zginę, ta
Nim wycisnę z niej wszystko jakbym do szklanki miażdżył w ręce cytrynę
Nawet jeżeli mnie o centymetr szczęście nie minie
To bądź pewien nie zakręcę tej pętli na linie
Jestem beliver przynajmniej tak na to mówią w Stanach
Jak wiary ci brak dla mnie to duży dramat
Bo kto wierzy w ciebie bardziej niż ty?
W to że ty i szczęście jesteście tu sobie coraz bardziej bliscy?
I nie przejmuj się, że kpią z tego
Czym jest twoje szczęście jak dla nich to pielgrzymki do nocnego
I obojętnie co robisz to bądź tego pewien
I bądź z tego dumny i wierz w siebie
Pieniądze czy fama, rodzina, dzinsy rabana
Plaża na Kajmanach bardziej jumping na koryncki kanał
Gdy twoje szczęście wreszcie trafi do ciebie
Dostaniesz skrzydeł tak jak ptaki na niebie bądź pewien

Uciec gdzieś daleko gdzie da się spokojnie żyć
I nie widzieć więcej syfu, brudu, kłamstwa, zdrady, móc szczęśliwym być
Cały dzień i całą noc na przemian robić wszystko lub poprostu nic
I z tych wszystkich, którzy w pędzie za wygraną już przegrani sobie drwić
Cira, Nikon, tak!
Nie dyskutuj, to styl co wypierdala Cię z butów
Jak na porno portalach, 24 h mańkutów, pokutuj
Tu jest rap który nienawidzi czekać
Wyprzedza takt, wpływa i wyrywa mini jack'a
Moja maczeta to spowiednik zaś i ten
Odpowiedni skład, plan, szereg liter
Cztery bite, godziny zbite, hipnozy automatik
W trzech głosach, prognoza, polecą baty
Na nie kumatych, encyklopedycznych emce
To jest encyklika o tym jak nie klikać więcej
Na forum, grono bachorów, ma chorób masę
Z marszu ich karze, nie rozszyfrują niszy naszej
Nie kleisz tego szybko jak słaby spód na wlepach
Lub łapiesz to z zapałem jak gałę Zubizarreta
Nietakt, nie, to raczej po bitwie pejzaż
Takich jak Ty, my rozpierdalamy z miejsca

Z marszu naprzód fałszem zaszczuć nie dam
Rapsów pseudo znawców dla nich bieda x4

Witam, dżezi dziwki
Wasze skillsy opadają tak jak cycki Lil' Kim
Ten styl to old school jak "King T.I"
Gadam po polsku jak Wyprztyk
Nie jestem nieudacznik tak jak Johnny English
Schowaj Lego kolego i mleko spod nosa wytrzyj
Teraz posłuchaj mężczyzny bo teraz Hukos i Cirnik
Tak Jay-Z z Linkin Park
A kiedy gram zagarniam pierwszy plan
Nie jak Fredro Starr w "Sunset Park"
Tak, sprawdź
Ja to faraon Tutenhamon, po śmierci okryty chwałą
Chcesz to zostań ofiarą twój świat to kurnik pagano
A każdy gamoń skończy w moim Guantanamo
Huk bandito z bandaną, El Comandante dyktator
Władam Podlasiem nie Hawaną
Hukos nie demostenes, z mordy wypluwam kamienie
Po moim themie na scenie zobaczy wrzenie
To 400 stopni jak u Juvenile'a, kto to jest?
Nie powiedzą ci na juwenaliach
??? nazwa poety ???
To tytuł płyty, a tytuł przekmiń
A tu te typy, robią wjazd na głośniki
Wasze walkmany, iPody, od tego krwawi wasz trądzik
Hukos i Cirnik nadchodzi
Jestem emce numer jeden powiedziałem kłamałem
Nie bierz do siebie, ja to emce numer jeden
Dwa trzy cztery pięć sześć no i siedem
Parafraza KRS'a jeśli jeszcze nie wiesz
1. Masz listę swoich wrogów – gdy na nią patrzę,
jedna ta sama kurwa tylko w innej masce,
na zawsze jestem swojego brata stróżem,
niegodnych zaufania odgradzam murem,
nikt tu nie płacze nad rozlaną wódką,
krzyż na drogę tym prostytutkom,
schowaj skrupuły, na cztery łapy kuty,
wychodząc z ich domów wycieraj buty,
sto procent serca w duszy, zero aktora,
nie jeden wentyl nie wyjdzie z wora,
tak blisko diabła, tak daleko od Boga,
uwierz – nie chcesz mieć dziś we mnie wroga,
serdeczni przyjaciele? – a chwasty w kibel,
skurwysyny, na pohybel,
zdychają powoli, bez odbioru,
i na nadgarstku sznur od telefonu.

Ref. 2x
Hajsy ponad kurwy, ponad tych leszczy,
Są ludzie za których już nigdy nie poręczysz,
Na zimno podany smak zemsty najlepszy,
Rodzina i przyjaźń – ważniejsza od pieniędzy.

2. Nie raz czułem się sam – zapomniany, opuszczony,
pod sufitem głębiły się demony,
poszedłbym za głosem serca gdybym miał serce,
dzisiaj jestem silniejszy niż kiedykolwiek przedtem,
jak Benini – życie jest piękne!
Gdy widzisz ich Fizis masz parcie na pęcherz,
lubisz ściągać kłopoty?
Epickie, bezcenne, odlać się w ich prochy,
litość znają tylko Ci co jej pragną,
to miejskie bagno, tu gubi moralność,
oszczędzaj figury, poświęcaj piony,
fałszywi przyjaciele i niby ziomy,
układasz powoli wendety scrabble,
ostatni ich oddech – wiatr w Twoje żagle,
tylko Ty i ludzi zgrany zespół,
łeb do interesów – klucz do sukcesu.

Ref. 2x
Hajsy ponad kurwy, ponad tych leszczy,
Są ludzie za których już nigdy nie poręczysz,
Na zimno podany smak zemsty najlepszy,
Rodzina i przyjaźń – ważniejsza od pieniędzy.

3. Mrok duszy i charakteru,
hebel moich myśli, witam Cię w dziewiątym kręgu,
niektórzy znają życie tylko z kolorowej prasy,
okradł Cię wspólnik – osiedlowy klasyk,
on zajebał drobne, Ty wypierdol stos,
los jest kurewski, kurewsko traktuj los,
dasz za wygraną która jest blisko,
tych leszczy niedługo wygaśnie nazwisko,
problem brata jest moim problemem,
nie jedna chorągiewa na wietrze się chwieje,
żyć w zgodzie ze sobą – masz zawsze racje,
tutaj, teraz, jutro i na zawsze,
życie to szmata na jej ustach zdrada,
mimo wszystko musi się z nią układać,
nie jeden znajd nie jest zaufania wart,
zapisz go szybko po stronie strat.

Ref. 4x
Hajsy ponad kurwy, ponad tych leszczy,
Są ludzie za których już nigdy nie poręczysz,
Na zimno podany smak zemsty najlepszy,
Rodzina i przyjaźń – ważniejsza od pieniędzy.
Ref.
Widzisz sens pokryty baśnią,
To jest życie między Bogiem a prawdą,
Ludzie się palą i potem gasną,
Idą w cieniach choć długo walczą.

Ja biegne ze zniczem który Bóg mi podał,
Z mądrością w słowa ucze jak się zachować,
Wiem że wielu nie rozumie tej historii,
Nawet nie wiesz jak to wszystko mnie boli,
Te wiersze ratują co niektórym gwiazdy nad głową,
Mają więcej lat przed sobą, dziękują mi,
To dzięki nim te teksty się rodzą,
Inni za to koroną cierniową,
Dopiero teraz rozumię co Bóg mi zesłał,
Zmysł pełny liter rozwijał się przez czas,
Ale warto czekać było te lata,
By to wszystko na papier przelać w ratach,
Ja na prawdę mam uczucie dla ludzi,
Ci co widzą już dawno je poczuli,
To główny powód dlaczego jestem inny,
Jestem winny tego co nazywacie - wieczne blizny,
Po słowach, po tej filozofii aby kochać,
Tego co nie wiedzą jak zacząć życie od nowa

Ref.
Widzisz sens pokryty baśnią,
To jest życie między Bogiem a prawdą,
Ludzie się palą i potem gasną,
Idą w cieniach choć długo walczą. (x2)

Lecą dźwięki, mówisz to nie jest rap, jesteś nikim,
Ma mnie boleć to że każdy utwór jest piękny?,
Sam się unosi w przestrzeń jak przymkniesz powieki,
Leki na choroby przez DKA apteki,
Patrz wisi mi to, nie jestem jak Bandoto,
Nie mam bansu, stritu i finito,
Za to duma co nostalgią się wzrusza,
Rydla boli co (se sam dróg??) w Polsce poszukał,
Na zawsze będę dumny z tego co z głośnika bucha,
Tak przyjemne dla ucha że nie posłucha,
Przecież wiesz że aniołowie to też fani,
Oprócz nich znajdziesz jeszcze nie jednego ducha,
To jest dźwięk, to jest nuta, to jest wiersz,
To jest rytuał, to jest chłopak, to jest DKA,
To jest rap, tak to on więc tego słuchaj (więc tego słuchaj),

Ref.
Widzisz sens pokryty baśnią,
To jest życie między Bogiem a prawdą,
Ludzie się palą i potem gasną,
Idą w cieniach choć długo walczą. (x2)
Docieram swój sprzęt, by docierać do ludzi.
A twój hating mam gdzieś, spróbuj wejść w moje buty.
Albo stul pysk, Ja przytulę swój cash za to.
Moja elektronika działa jak paralizator.
Gdy rzucam zwroty na bit, staję się innym typem.
Bo na oczach mam klapy, mimo to trafiam w dychę.
Powołuję rymów składy, by mój skład był mistrzem.
Biegnę długo po rekord, chodź nie jestem kenijczykiem
Szukam w prostych oczach klasy, co obdarzą mnie siłą.
W tych oczach pełnych pasji, stalował bym miłość.
Nawet żyjąc bez kasy, nie zabiorę Ci nic.
Bo stracić przy mnie to możesz jedynie dziewictwo.
Niby jest głośno, a cicho słyszę pogłos gdy idę.
Widzę kosmos, idąc wciąż w domu chodząc non stop ciszej.
Nasycam chwile po ty by rozwijać to czym żyję.
Podnoszę poprzeczkę wyżej, jakbym skakał o tyczce.

REF:

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

END REF

Każdy fakt z mojej płyty, jest jak płat mej psychiki.
Niszczę fałsz, a ty myślisz, że mam skarb gdzieś w piwnicy.
Gdybym miał, to bym płyty co kwartał słał w Empiki.
To mój stan, oficjalnie jak hajs za pierwsze bity.
Chcesz kupić ten album, dorób sobie półkę wyżej.
Bo ten Rap tu nie jest z tego poziomu co inne.
Te tracki to talie Asów, totalna miazga łachów.
Bo przechodzę jak Tajfun i mam miecz jak Artur.
To batalia, ale mam dar, widzę przody i tyły.
Chce pokolorować wasz świat, jak farba po sufity.
Nie zawracam, napierdalam, patrz ja jestem w niej ukryty.
Mania gotuje mi krew tak że, aż parzą mnie żyły.
Mam w sobie gniew i radość, panuję nad sytuacją.
Ale jest jeszcze ten co chce by wszystko upadło.
To hater czy stres? Poderżną bym im gardło.
Każdy z nas ma dwie twarze, tą białą i tą czarną.

REF:

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

END REF

Nie wiem co myśleć, gdy patrzę jak żyjesz i narzekasz.
U mnie też się nie przelewa, szczęścia mam po szyję.
Nie obijam w bawełnę to dlatego mam tą siłę.
A ty widzę, że ciągle coś kręcisz jak Spielberg.
Vixen proste wchodzę, w drodze nowy mixtape.
Wrosłem w ten rap i zakręciłem nim jak twister.
Progres mój słychać bo żyję rapem i mięśnie
tu ciągle jak w formę wbijać jak koks igłę
Jadę na trzeźwo, piorę jak "Perwol" te wszystkie brudy.
I masz pewność, że jestem perłą tu gdzie podróby.
Schodzą często lepiej niż piękno, nie rusza ludzi.
Twoja szczerość, to weź ich pierdol, ich nie obudzisz.

(Wiesz... Jak nie rusza ludzi... Twoja szczerość... to weź ich pierdol.)

(Yo, ich nie obudzisz.)

(Właśnie taak)

REF:

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

END REF

By DUKE
[Harry]
Harry, Cienias Wiele chce wielu nie chce sprawdź to
Wbu, Green Team Tak, tak to idzie

[Harry]
Ej ty wsłuchaj się w głos za szyby
wiele chce, wiele nie chce rap przyjacielu szczęście
choć czasem myślę, po co stop to czym prędzej
odsuwam rękę, od klamki nie wchodzę
nastrojów burza raz lepiej raz gorzej
twardy to zgryzienia orzech
proszę, może jutro będzie jak wczoraj
i z zawartym tchem będę pisał nowy tekst no bo hip hop piąt the Best
kasa, kasa w sumie chce lecz z umiarem
nie za dużo bo sufit spadnie mi na głowę
i to co kolorowe nagle stanie się szare
przyszłość czarno biały film waluta cwaniak styl
nie chce tak żyć, nie chce wokół tych
co na szmal lecą patrzą, a jak jest to pójdą
robią minę idą w długą, wbijam zawijam do nich nie podbijam
nie chce widzieć ich, jak łez smutku na twarzy, to mi się marzy
nie chce słuchać ludzi mówiących młodzi gniewni R.A.P huliganie
środkowy palec dla was za fane że wandale, bandyci
jedna wielka patologia to my ci którzy w betonie
tworzą historie jebać tą teorie
nie chce i chce wiele rzeczy robić w życiu
zależy jaki humor prawdziwość górą

[WBU]
Nie śpię jak co nie którzy mam oczy otwarte
nie jestem typem co patrzy tylko na siebie
wiele chce nie chce chłopak w dużym mieście
przetrwam nie przegram do przodu biegnę
chce jak najdłużej tak niech to nie pęknie
chce aby twoje życie też lepsze było
żeby każdemu każde marzenie się spełniło
żeby to co złe dobrem nie było
żeby bieda która tak wielu dotyka
przestała dotykać nie tylko tych co znam
chce z moją przyszłą połową być do końca
chce widzieć na twarzach wszystkich promień słońca
nawet jak deszcz pada chmurzy się na dworze chlapa
chce aby przyjaźń która już trwa lata
nie rozpuściła się jak z cukru wata
chce by nikomu świata nie zasłaniała krata
uważajcie na siebie to dla wszystkich na zawiasach
nie chce jak mydlana bańka pęknąć
odejść ta z tego świata w zapomnienie
nie chce słyszeć jesteś wart tyle co twe wykształcenie
nie chce powiedzieć kiedy zmarnowałem życie
modląc się do boga w którego nie do końca wierzyłem
nie chce zapomnieć o błędach które popełniłem które popełniłem tyle
Obóz TA, skurwysyny, OeSTeRooo...
Masz to jak w banku... Asfalt Recording...
Made in eŁDeZet, Polska

Zagubiony w sferze faktów.
Gubiąc sens dobrego taktu.
Startując z marszu.
Unikam zbędnych kontaktów z otoczeniem.
Niby to proste jak pierdzenie,
Lecz kolejne stwierdzenie poprzedniemu zaprzecza.
Próbując coś zmienić, jak na ulicznych wiecach.
Osób niezadowolonych, osób zbuntowanych,
Bo każdy patrzy na świat w platynę ubrany.
Mówią, że to tani trik, pic na wodę.
Lecz zamiast pracować, lepiej czekać na gotowe.
Ma być gotowe, będzie.
Bez kompromisu, bo na psy zszedłby trud przyłożony do zapisu,
Obserwacji, relacji.
Jak los bywa niesmaczny,
A świat, cóż, zawsze miał tajemnice.
Konsekwentnie krzywiąc w oczach własne odbicie.
Już na nic nie liczę, gdy problem sięga zenitu.
Gdy upadek, nadaje kompozycji tytuł.
Kiedy konsekwencje zgrzytów odbijają się w uczuciach.
Jedno co wiem, nikt nie ma wtedy wyczucia.
Idąc do celu po trupach, ludzie nie zrobią przystanku,
By za Tobą się obejrzeć.
Masz to jak w banku

Na nic brudna krytyka słów przez habilitantów.
Bo mówię jak jest... Masz to jak w banku.
Na nic ściemniony uśmiech kasy amantów.
Bo wkładam w rap serce... Masz to jak w banku.
Na nic brudna krytyka słów przez habilitantów.
Bo mówię jak jest... Masz to jak w banku.
Na nic ściemniony uśmiech kasy amantów.
Bo wkładam w rap serce... Masz to jak w banku.

A tyle tych skandali,
Ktoś świat chce obalić.
Przecież źle jest na świecie, jak cholera.
Co rusz tu co innego w tyłek uwiera.
Sprawą dla reportera zaczyna być każda sprawa.
Jednym smutek na twarzy gra,
Drugim karnawał, kto tak nas zespawał?
Mamy tyle niedociągnięć.
Choćby po upadku trudno nam się podnieść,
By przyjąć godnie pozycję osoby wygranej.
Zamiast się użalać, pisząc sobie testament.
Nieraz dałem plamę, myśląc że robię słusznie.
Okrążony problemami, jak ruiny bluszczem.
Wokół, westchnienia sztuczne żebym dał sobie spokój.
Wokół, rozmowy w toku, coraz łatwiej się pogubić.
Ale świat da się polubić.
I chcę o tym mówić, nerwy ostudzić.
I wzbudzić zaufanie, w oczach samego siebie.
Mieć przed sobą zadanie do realizacji.
Będąc w centrum konfrontacji.
W obronie monumentu, przykładam pieczę,
By pokazać wszystkim co leży w moim interesie.
I po co pnę się, idąc na szczyt bez szwanku.
Jedna miłość dla ciebie... Masz to jak banku.
Ręka dla tych co w potrzebie... Masz to jak banku.
Jedna miłość dla ciebie... Masz to jak banku.
Ręka dla tych co w potrzebie... Masz to jak banku.

Na nic brudna krytyka słów przez habilitantów.
Bo mówię jak jest... Masz to jak w banku.
Na nic ściemniony uśmiech kasy amantów.
Bo wkładam w rap serce... Masz to jak w banku.
Na nic brudna krytyka słów przez habilitantów.
Bo mówię jak jest... Masz to jak w banku.
Na nic ściemniony uśmiech kasy amantów.
Bo wkładam w rap serce... Masz to jak w banku.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo