Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Te kilka słów o muzyce, utworzenia diagnostyce
Kilka zdań o tematyce prostej, nie logice nad tym
Dlaczego dzieje się tak a nie inaczej, jeden uśmiech na mordzie
Drugi nad swym losem płacze
Czemu trudno śmierdząco obłudno i brudno
Wokół ciągle pieniądze wszystkie pierdolone rządzę
Tylko jedno hej masz się z czego śmiać to śmiej
Jak nie to wiej bo nie mam czasu już ojej
Kontakty konszachty z diabłem podpisane pakty
W sumie bym ci pomógł ale pozostają fakty
Nie znasz nikogo jesteś w grobie jedną nogą
I chuj że coś wiesz potrafisz bardzo chcesz
Dzień dobry panu chciałbym znaleźć jakąś pracę
No coś tam mam ale nie za dużo płacę
Tyle baranie to się daje na tacę
Następny poniedziałek ja znów nadziei nie tracę
Odpłacę się słowem wszystkim pięknym za nadobne
Pamiętam sytuacje takie i podobne
Nie będę jednak jak wy czynem słowu przeczył
Na pokaz egzystencja czemu los was tak skaleczył

Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
Ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Amerykański styl życia po dwa fakultety
Złote kiety solarium nie pomogą niestety bo berety
i tak będziecie kim byliście a my (acha...) koncerty zielone liście.
Tak więc Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
I ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze

Jak dym z papierosa oddalam się odpływam
Nadużyć chcę chwili, w której rozkoszy zażywam
Obrywam w momencie kiedy dotykam ziemi
Spisuję to co widzę i nic tego nie zmieni
Magistry studenci absolwenci
Most important jest tytuł a mnie jakoś to nie kręci
Chęci wolę cały schemat pierdolę
Szczerość wolę czy nauczą tego w szkole
Wszakże no jakże pięknie brzmiące słowa
Bodajże zmienia ciebie czysta polska mowa
Bez H K P S J to tylko w wojsku albo na ulicy lot
Wyłapałeś znów tysiące słów
Głów od myślenia z których żadna nic nie zmienia
Papier w kieszeniach faktur plik za przemyślenia
Czyste sumienia wymagania stan ekstrema
Nie do zapomnienia obraz więc powtarzam
Odpłacę się kiedyś a na razie się obrażam
I Zrażam słowem z całą swoją niechęcią
Stawiam czoła wszystkim waszym podpięciom

Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
Ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Amerykański styl życia po dwa fakultety
Złote kiety solarium nie pomogą niestety bo berety
i tak będziecie kim byliście a my (acha...) koncerty zielone liście.
Tak więc Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
I ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze

Znowu wkręcam się w to otoczenie musze wtopić się w to
wszystko podejściem swoim zmienię
dotlenie umysł by rozróżnić to co ważne
od rzeczy mniej istotnych choć traktuje je poważnie
rozważnie jest widzieć co przynosi życie
pełna piersią chwytać chwile popatrzcie zobaczycie
jak wszystko szybko traci na znaczeniu
ty wciąż krótka migawka ja to fakt we wspomnieniu
bo być kimś więcej to chcieć wciąż więcej
i mieć cos więcej zacierać ręce w podzięce
widzieć więcej słyszeć więcej
i cuć coś więcej omijać krzywe audiencje
dlatego robię to co lubię, lubię robić to co kocham
wbijam w to że mówią ten to robi bo to, bo kocham
myślę godzinami słowem czuje słowem szlocham
masz to sprawdź to, to co kocham
powodzenia nie dziękuje bo nie musze
ja mam to co chce patrz jak wypełnia moja dusze
amerykański styl życia na chuj mi wasze fety
na co wasze sukcesy wszystkie tandetne gadżety

Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
Ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Amerykański styl życia po dwa fakultety
Złote kiety solaria nie pomogą niestety bo berety
i tak będziecie kim byliście a my (...acha) koncerty zielone liście.
Tak więc Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
I ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Nie byłem jedynym, który się Tobą zachłysnął
kto miał Ciebie, miał wszystko, miał przyszłość.
Zafascynowany poznawałem Cię blizej
kazałaś mi się wszystkiego innego wyżec
mówiłaś - będziesz wyżej niż reszta,
gdy miałem dylemat szeptałaś - przestań
mój drogi nie ma innej drogi
zostaw ten świat on jest Tobie wrogi
i rozpłyń się we mnie spełnię wszystko
jestem jedyną receptą na przyszłość.
Tak wyszło i nie trwało to długo jak
stałem się Twoim pokornym wiernym sługą.
Otwieram wino z Tiną, piję do dna
byłaś jakdogmat, byłaś w tym dobra,
tego chciałem, obcować z Twoim ciałem
dawałaś rozkosz, której wcześniej nie znałem.

Jestem tu pokaże Ci kilka miejsc,
w których rozpłyniesz się ciepłem ust
pokażę Ci cały świat mój świat mój. x2

Wiedziałem że mi jej zazdroszczą
to było z moimi bliskimi niezgody kością.
Mówili to wredna suka nie chciałem słuchać,
Mówili jesteś z nią nie przychodź więcej tutaj!
To nie ich wina nie będę ich przeklinać,
nie znali jej, nie wiedzieli kim jest Tina,
Żyli w innym świecie a ja przcież
chciałem jakieś zgody, mówiła co pleciesz,
nie szukaj kompromisów to był Tiny nakaz
po chwili zniewolił mnie jej smak i zapach.
Nie miałem alternatywy oni - ona
po chwili rozpływałem się już w jej ramionach,
czułem że rosnę w siłę z nią razem,
noce pełne wrażeń spełnieniem marzeń
Twoje ciało działało na mnie jak eliksir
W jedną chwilę zapominałem o wszystkim.

Jestem tu pokaże Ci kilka miejsc
w których rozpłyniesz się ciepłem ust
pokażę Ci cały świat mój świat mój x2

Mieliśmy coraz więcej wrogów
ogół chyba przekreślił nas
nasz obóz to tylko ja i Tina spaliliśmy mosty
chciałem być z nią nie zwarzając już na koszty
byłem zazdrosny Tina była piękna
musiałem jej pilnować Tina była miękka
wiedziałem już teraz że nie mogę przegrać,
że zatrzymam każdego kto chciałby ją odebrać.
Musiałem to dobrze rozegrać stałem się gorzki
stałem się szorstki, łykałem proszki,
przestałem interesować się lepszym światem
stałem się niewolnikiem Tiny i własnym katem
tylko po to, aby zaznać rozkoszy nocy,
tylko po to, by zajrzeć jej głęboko w oczy ,
a potem wtulić się w jej włosy
i z błogą miną zginąć.
Nie było innej drogi Tino...

Teraz wiem że z wspomnieniem możesz przestać
nie, nie możesz jeśli chcesz przetrwać
wiem że z wspomnieniem możesz przegrać. x2
(W.E.N.A)
Do szkoły przyszedł nowy Belfer 2200 na rękę
nie miał lekko na studiach, płacił za magisterkę.
ten mały sekret zdradził narzeczonej , mieszkał z nią przy szkole
nie stać go na pierścionek.
wrócił lekcję wcześniej
minął się z innym nauczycielem z tej samej szkoły wchodząc do windy.
wszystkim uczniom w klasie wystawił pizdy,
myślał biją się gnoje każdy z nich jest winny.
znalazł czyjś kluczyk do auta
wybiegł za drzwi, wyobraźnia to głupi doradca.
schody, klatki,
tracił oddech biegnąc do pracy
poznał markę i właściciela chce go zobaczyć, teraz
mija korytarze, gimnazjum
lekcyjna cisza, od środka rozsadza go zazdrość.
tamten szedł do gabinetu dyrekcji
nowy straci pracę dziś, przed upływem tej lekcji.

...Tu każdy czegoś pragnie wizji bycia, życia Panem
Póki niemoc Cię dopadnie...

(VNM)
Ojciec smażył sojowe kotlety w woku,
a jego mały synek wraca na obiad ze szkoły
z pizdą na lewym oku.
"kto ci to zrobił?! tato uspokoi tych wariatów."
"tato nie! mogę więcej soli do ziemniaków?"
A to gnoje, zastraszyli go,
po tym jak pobili go,
zakłada buty pogina w tej chwili do
szkoły, niech się o tym dowie pan pedagog
mu wygarnie żwawo że na przemoc
tu chamy tę lachę kładą.
syn ma nie przespane noce
a wasza rola nie ogranicza się
kurwa do wystawiania ocen!
Przepraszam pana to się więcej,
nie powtórzy, dostaną za swoje te łobuzy.
I nazajutrz, "kto pobił Grzesia?"
jeżeli się nikt nie przyzna
szybka krzywda, każdy do dziennika pizda!
Milczą.. on nie odwoła wyroku
a Grzesiu wróci na obiad z drugą pizdą na prawym oku.

...Tu każdy czegoś pragnie wizji bycia, życia Panem
Póki niemoc Cię dopadnie...

(Hades)
Rzadko chodził do szkoły, srał na nauczycieli
mówił: Pierdolą pierdoły, pierdolić jebanych cweli.
tato alkoholik, mamę głowa boli
a sąsiedzi nie widzieli nic i nikt nie dzwonił.
myśleli że Krzyś się niczego nie boi
bo chodzi z głową do góry i dawno przyzwyczaił się do awantury.
się przyzwyczaił do post komuny
kumple, łobuzy i ćpuny
jeden grał za pół litra wódy.
muzyk dostał gitarę gdy kuzyn poszedł do puchy
Krzyś wyjął mu ze sklepu nówki sztuki struny
jednej brakowało w komplecie bo gnój powiesił się
na kratach w szatni po ostatnim WFie
Zdjął go Grzesiek dzieciak którego pobił wcześniej
to ten małolat co nie wjebał go chociaż mógł nieźle
on nie powiedział ani słowa, popatrz!
te rzeczy dzieją się koło nas.

...Tu każdy czegoś pragnie wizji bycia, życia Panem
Póki niemoc Cię dopadnie...

(Diox)
Ona widziała co się dzieje z nim już któryś rok z kolei
ale wciąż bała się pytać, bo bała się odpowiedzi, raz
nie wytrzymała i spytała skąd to ma?
powiedział ze ją zdradził, siniak to malinka
taa.. znam wiele historii tą prawie z autopsji
dom pełny przemocy, w dzień bracie i w nocy
zapewniał o miłości ją, ona to samo
jak Julia i Romeo tylko kurwa Krzyś z Kasią!
on wielki muzyk, kompozytor strun w szatni.
zostawił ją samą, na wietrze gasną zapałki
ja krześle stanęła, zaciągnęła sznur na łeb,
i zamiast łez z jej oczu popłynęła krew!
Oddana 100 procent, prawdziwa miłość bracie
pozostawiła brata i samotną matkę z rakiem.
Brat miał 5 lat, matka zmarła za moment
dom dziecka, szach mat! brat poznał patologię!
Szybki jak Twista Syki nie przebojów lista
tylko uliczna piwniczna styli szybka błyskawiczna
ostra mocna,dynamiczna zagrywka sceniczna
teksty nie są przestarzałe,jak ciuchy które nosze
wiesz co przynoszę, o szacunek nie prosze
tyle ile mam,kumplom tyle samo dam
poważnie tak jak teraz gram,nie przegram kto z nami
to jest w przodzie wiesz że w tym zawodzie nie może być wpadek
jak problemy przy wzwodzie albo koncert pod chmurka przy chujowej pogodzie,
co w modzie to w przeszkodzie opozycja dla stereotypa kicha satelita
wzorce jebie o nic nie pytam może ręka umyta za mikrofon chwyta
wcišż kontroluje uczę się tego jak gnojek co nauki ?cisłe studiuje
dominuje w tym fachu słysze wcišż : Nie rób obciachu to kawałek
w wolnej chwili czasu poskładany,mogę byc zajarany ale nie pojebany
to nie kwestia ćwiczeń nie myl mnie
z zajawkowiczem który jebnie ten temat kiedy sparzy się
znany z doswiadczen jak schemat,bierzesz się za bluzgi
z hahaha na ulice kolejno?ć nie ta
pomylony pomy?lunek po co się tu pchasz zabierz się za psychorap
bo to nieuliczna twarz nic wyczytać z niej nie mogę
to Ty ten temat znasz o wyjebkach nawijasz
a mama Cię strofuje a Ty wcišż filozofujesz
zresztš chuj mnie to obchodzi jestem z Poznania nie z łodzi
mimo to nie przeszkodzi 48km z Fabrycznej na Poprzecznš
do Bitera szybko wpa?ć choć nie zawsze jest na podróż stac.
Peji zawsze jedzie chlać,że wštroba się trzęsie tak jak Syki
na mro?nym zakręcie stoi,ja pozdrawiam spoko gnoi dobrych zawodników
wcišz powoli poznaję co rusz nowych woirzo wybuchowych styli
nie do podrobienia jak MadMan nie do przepalenia a ja do przepicia
bo ja nie znam kaca,dupy sobie tym nie zawracam,tablety z krzyżykiem na ból głowy
O! mamy do czynienia z zawodnikiem nowym i słabym,więc naucz się wprawy
by nudno?ci ustały bšd? twardy,wytrwały wtedy w dupie wymieszaj sobie
ile możesz stary.Byle alkoholikiem,nie daj Boże się nie stan.
chociaż to nic nie zmienia, ja pozdrawiam stan alkoholowego upojenia.

Ref.:
Kontrowersja,kontrowersja zawsze znajdę trochę
miejsca,a te rymy to nie kpiny wokół blednš skurwysyny.

Może się wyróżniam ale nie jak Pacman swoim jaskrawym kolorem
że policję pierdolę to normalka
jak w tropsie gangsta skanksa i to nie żadna
układanka,logiczna wyrazów mieszanka jak wybuchowa
mikstura zawarto?ć w szklankach na imprezie
wiesz na czym jedziesz i nie przezywam wcale
że palę skuna filozofi nie dorabiam jak nie ubarwiam
nowe bębny składam ale o co chodzi o co chodzi
wszyscy wokoło młodzi komórkowcy rozjebani tylko przyjebać z bani
dres mafii niech zgadne 15latkowie ładnie poubierani
koksem rozjebani,mlodzi gniewni
dla mnie zagniewani młodociani,wszystko do bani szacunek i respekt
od Peji wiem jedno,nie nazywaj tego tekstem wyszczekany ulicznik
w samo sedno,moze odbite żebro i pobite oko podczas wyjazdu
na mecze ale jest spoko
wódka znieczula i poprawia nieco wzrok jak Stępniowi pijakowi
...komikowi Syki kilka ran miał z woli własnej,sytuacja była jasna,
stać i napierdalać nie uciekać,to kiepski pomysł zostawić kumpli
i przed siebie szybko nogami przebierać jak w sztafecie 4x4 kto szybciej
na mecie ten życie do domu dowiezie
i tak juz wyglšdajš te huligańskie ekscesy i mecze

Ref.:
Kontrowersja,kontrowersja zawsze znajdę trochę
miejsca,a te rymy to nie kpiny wokół blednš skurwysyny x2

No i jeszcze o krytyce zanim za mikrofon chwycę
upewnię wszystkich że tak tego nie widzę
może rym prowokujšcy ale szkoda wersów obcych
o ludziach obcych,nic nie kumajšcych nie ma potrzeby
zjebać możesz sam nagrać co? na sprzedaż
ja zajmuję się swoim,bo nikogo nie chce gnoić
za pienišdze to co o kim my?lę mogę powiedzieć mu sam
w cztery oczy wiem nie dam sie zaskoczyć,pienišdz ?mierci
w takiej kwesti,kiedy pan wydawca mędzi
szuka tanich sensacji i skłóca zespoły nie potrzeba
takich gnoi do hip hopu nic nie wnosi
nie,nie wnosi że okładkę Ci da,wytłoczy na legalu
grubas zajmuje sie tylko przeliczaniem szmalu
żeby dzieciom nie zabrakło balu a Ty się głupi pchasz
taa bo on Ci da,polceci z nieba kaska,wydamy nasz underground
u zezowatego grubaska,a on się ?mieje,stawia wódke i udaje kolegę
frajer szuka frajerów,jak znajdzie zabawi chwilę w undergroundzie
jak rynek się wypali wyda discopolowš andzię i inne takie rzeczy
że skurwiel jeszcze żyje to się w głowie nie mie?ci
to już koniec opowie?ci,chciałe? prawdy-masz jš
znie?ć Ci trudno i nie pomyl jej ze ?ciemš obłudnš
mówię prawdę,jak Krzysiek Kozak nie oszukuję i nie kradnę
i goryczy w tym nie ma żadnej po prostu opowiadam
jesli my?lisz to nieładnie ale przynajmniej dosadnie
i na wolno pojadę jeszcze szybciej niż Hołowczyc w swoim rajdzie
więc uważaj po tym nie będziesz miał ubawy jak po dobrym żarce
He!

Dla Sykiego od klików wieczne poparcie!!!
Zacząłem robić ten rap gdy z mapy zniknął Kuwejt
Z filmów znałem Wietnam, teraz Pustynną Burzę
Kraju po przejściach te cuda zostaw dla nas, wiesz
Nie rozumiałem wtedy co to nocna zmiana
Kilka sekund wystarczy na to aby nabić miliard
Kilka sekund wystarczy katom by zabić ministra
Ten luz, który na ośce miała załoga w dzień
Kiedy złapany został Slobodan M. tej wojny kres
To chyba był '95 i nie kumałem co to strat
Teraz mam ziomka, któremu snajper zabił ojca
Co ty wiesz o rasizmie, patrzysz w tą telewizję
Pierdzisz w stołek, nienawidzisz Żydów, czarnych, a się ciśnie
Jakbyś chciał to nie zniknę, powrócę jak koszmar
Niszcząc psychikę, mózg, uduszę jak CO2
Twoja natura jest podła i ja wiem to
Bo też bywam podły, kiedy się me wady uzewnętrznią
Mamy za duże tempo, nie sprostamy zakrętom
Dla jednych śmierć to łaska, dla nas to ostateczność
Morda mentor, ja od dawna to wiem
Że nie potrzebna nam tu żadna walka o tlen

Nie chcę tych bomb i życia w mieście we krwi
W cokolwiek wierzysz ziom ten świat się będzie kręcił
Spokój bywa zbawienny, choć nie wiem jak ty mieszkasz
To wiem, że też nas spotkać tu może 11 września
Z relacji wiem jak smakuje piekło, umysłowe kalectwo
Nie chcę się poddać tym konsekwencjom
No problema, to nie Korea czy Indie
Dzięki ci Boże, że mnie nie zesłałeś gdzie indziej
Wobec zagrożeń pozwalasz mi dalej istnieć
Tu wierzą w wojnę, wierzą w pieniądz brat, ale nie w Biblię
Wątpię w ten system jak i w przejaw tolerancji
Za ten konflikt w Zatoce, Strefie Gazy czy Falklandy
Skurwysyny nie starczy wam morfiny
Karma nie zna łaski jak i dopada tych mściwych
Wyli-wylicz zbrodnie, struna od fortepianu
Sama sunie się pod kołnierz za tą krew na wojnie
Każdy grzech, oprzytomniej, zobacz straty
Bush może być reklamą by używać prezerwatyw
Na oczach klapy, ropa bogatych, znika obraz i dźwięk
Wiesz nie potrzebna nam tu wojna o tlen
...Zadzwonił telefon...drrryt...
...Zadzwonił telefon...drrryt...
...Zadzwonił telefon...drrryt...
...Halo, halo, słucham...
...Przestań człowieku...

I Poznań, centrum miasta, piątek, czternasta
Korki, na dworze ciepło, w autobusie piekło
Ja umówiony na ten wywiad jadę, nie jest lekko
Mam kurwa sucho w gębie, dzwoni chłopak od wywiadu
Pyta kiedy będę, czy pasuje mi pod okrąglakiem
No pewnie, może kupić jakieś piwko? no kurwa pięknie
Boże przyszła eska od Berdysia - gdzie ja jestem
Czy wpadnę pod Vivo, bo ma ochotę na piwo
Wszyscy chcą częstować Cienkiego dzisiaj piwem
Chłopaki dajcie spokój, bo będę alkoholikiem
Wiem, że dzisiaj piątek i trzeba będzie polać
Nie ma tu, że nie ma, że nie mogę, jestem Polak
Ale spoko, zostało trochę czasu do wieczora
Kolejna eska, jakaś Agnieszka gratuluje płyty
Dzwoni Bobik, mam nowe bity
No kurwa wreszcie, wpadaj za chwilę
Nie mogę, jestem w mieście
Po drugiej wpadnę jutro, bo już dzisiaj mi się nie chce
Dobra no to narka, bądź u mnie tak o pierwszej
Godzina ciszy, telefon milczy
Dzwoni taki łeb czy dam wywiad do telewizji
O matko boska, gdy ja go słucham to się zastanawiam
Czy znam lepszego durnia, on już nawet nie jest śmieszny
On mnie wkurwia, mówi, że wszystko załatwi, a na nic go nie stać
Dobra wyłączam telefon, idę się przespać

...Zadzwonił telefon...drrryt...
...Zadzwonił telefon...drrryt...
...Zadzwonił telefon...drrryt...
...Halo, halo, słucham...
...Przestań człowieku...
[tylko tekstyhh.pl]
Obudziłem się, a tu trzy nieodebrane eski
Jeden telefon, pierwsza eska od Levego
Coś tam cytuje, leje się, bo to bzdety
Druga eska od Moniki czyli mej kobiety
Że dzisiaj się nie zobaczymy niestety
Trzecia eska, pisze Mucha - gdzie dziś na balety?
I czy mam załatwić dla kumpla jakieś tablety
Ten nieodebrany telefon mi nie znajomy
Mija pół godziny ja jeszcze ospana kasta
Dzwoni jakiś organizatorek z poza miasta
I się pyta czy bym nie był chętny u nich zagrać
Dobra, nie ma sprawy, ale jak tam z honorarium
Przykro mi naprawdę, nic nie będzie, bo jest miernie
Do szału mnie doprowadza gadka z tym kolesiem
On od sponsorów jakąś kaskę wymara i gitara
A ja nawet zwrotu za paliwo nie dostanę, nara
Boże co za wiara, co za wiara
Dobra muszę zadzwonić teraz do Tabba
Chodzi o tą płytę, muszę się jakoś dogadać
Dzwoni Ryba i się pyta czy przyjadę nagrać
Za dwie godziny będę u ciebie, muszę coś wszamać
Te dwie godziny minęły jak chwila, muszę spadać
Wychodzę z chałupy
Muszę zmienić telefon na Nokię, bo Ericsson jest do dupy

Nie, bez kitu jebie mi się ten telefon w chuj
[WBU]
Ty nie zasypiaj oczu, nie zamykaj, tylko
wstań, zmęczoną głowę tak jak brudne
dłonie włóż pod kran, niech zimna woda
zmyje z twego ciała chory plan, ja wiem,
znam ten stan, gdzie brak siły, cierpliwości,
my chcemy tu jednego, tylko chcemy
normalności i nie róbmy tu z powagi sytuacji
sobie jaj chyba, że każdy już ma wyjebane
na ten kraj i co ma być to będzie, ja
pieprzę, ja tak nie chcę, chcę spokoju, nie
chcę biec, chcę się cieszyć, jebać lament,
postawiony krzyżyk na tych co tu sieją
zamęt, zapraszam do naszego świata
którym tu niejeden chce zrobić to co
Lepper za te bloki w górę kielich, niech
nam będzie tutaj lepiej, ale na to się nie
łudźmy, bo nie było i nie będzie nigdy
zgody między ludźmi, egoiści tego
świata, namoknięci złem szmata nie
zobaczą w tobie brata chociażbyś
padał z głodu z wyboru zdrajcy narodu jak
na polu bitwy, wojenne pieśni, modlitwy,
aby przeżyć to chwycimy się tu wszyscy
brzytwy, co nie mam racji, chcieliśmy
demokracji, wolności, słowa tu i prawo do
wyboru władzy, a nie ma stabilizacji, tu
co drugi młody człowiek, zobacz to na ulicy
jak upada wiara w Boga, patriotyzm i
szacunek do tradycji.

[Massey]

Chciałbyś mieć lepsze życie, lecz co to
w ogóle znaczy, że nie ma na nic pieniędzy
dziecku nie wytłumaczysz, egzystencja na raty,
świat biedy i bogaczy, rodzice nie dają rady, a
dziecko na to patrzy w polityce ściemniaczy
słowa, że tu się poprawi, namawiają byś do
kraju pozytywnie się nastawił, brak
perspektyw wywołuje panikę, rujnując
dzieciakom od najmłodszych lat to życie,
nostalgia, niemoc, przemoc w patologii,
tak bardzo jak ten kraj to nikt mnie nie upodlił,
zapewnić swojej córce normalną życia przyszłość
jest tak realne jak kolejny cud nad Wisłą, znów
coś ci nie wyszło, choć się bardzo starałeś,
idziesz przez to życie sam z pustym futerałem,
ale jednak dałeś radę mimo wielu przeciwności,
a na twarzy twego dziecka piękny uśmiech
zagościł.

[Syn tej ziemi]

Nie chcę trudu jakie stawia nam życie,
nie chcę bólu jakie sprawia nam życie,
nie chcę tłumu na koncertach co nie kuma po
co w ogóle to piszę, nie chcę widzieć płaczu dzieci
walczących o bilet na życie, nie chcę
kobiet na pół gwizdka co te pół gwizdka
robi w domu za pieniądze życie jak igrzyska,
a tu te lat naście, nie chce gówniarzy z tematem
na ulicach co myślą, że są polskim ms 13,
nie chcę słyszeć "wypierdalaj z domu, gnoju
już tu nie wracaj", nie chciał tego, a
zrozumiał, gdy zwołki wyciągali spod pociągu
niestety, życie nie pisane piórem poety,
solidarność ludzi wobec oblicza bezpieki
świata kaleki, to nie mercedesy, drogie w
utrzymaniu kobiety, to zachęca tak jak mnie,
tak i ciebie, jego także uwierz, że do dzisiaj
papierosów rakiety do puszki kolego, spójrz
moimi oczami, patrz z bliska, uwierz w ducha
muzyki tworzących RAP po coś, ludzi bez
nazwiska, właśnie tak, ludzi bez nazwiska.
Nie mogę więcej chcieć, dalej biec, żeby zniknąć
Jestem blisko, zbyt blisko by cofnąć się, zrobić krok wstecz i zostać

Ref.
Nie mogę więcej chcieć, dalej biec, żeby zniknąć
Za nami cały ten syf, oślepia nas przyszłość
Jestem blisko, zbyt blisko by cofnąć się, zrobić krok wstecz i zostać
Oddałem życie tej grze teraz muszę jej sprostać

Miuosh:
Mówią mi wciąż, że jak ten świat ja też się kończę
Na siłę nie chcę spojrzeć, choćby dalej o jeden dzień
Nie miałem żyć tutaj po cichu, miałem dotrzeć gdzieś
Tuszem na papier przelać nasze dni i naszą śmierć
Nie sam tusz wsiąkł tu w skórę, pod którą płonie ogień
Już nie wiem czy to kocham, czy już to tylko robię
Bóg pokazał mi drogę, podążam nią na ślepo
Z filozofią naszych czasów bawiąc się w głuchy telefon
Ego mam metr za metą, choć milczy starter
Oddałem duszę za tę grę, jebany barter
To na czym budowałem wiarę, miało być żartem
Nie możesz czasem więcej mieć niż tylko chcieć bardziej
Ten świat dziś gaśnie, ja ponoć jak on
Ostatni przy mnie niech wstaną i wyciągną dłoń do nieba
Uśmiechnij się za mnie, gdy będą mnie grzebać
Bo byłem tym kim chciałem być, nie kimś kim było trzeba

Ref.
Nie mogę więcej chcieć, dalej biec, żeby zniknąć
Za nami cały ten syf, oślepia nas przyszłość
Jestem blisko, zbyt blisko by cofnąć się, zrobić krok wstecz i zostać
Oddałem życie tej grze teraz muszę jej sprostać [ x2 ]

Onar:
Nie bój nic, jesteś ze mną, jesteś pod dobrymi skrzydłami
Naprawdę jesteś ze mną, to lecimy, nie ma granic
Niebo jest ciemne, nie ma światła
Krople biją w okno, grają o parapet jak Sinatra
Przenikliwy wiatr zamiata syf pod dywan
Niewygodna prawda jest prawdą tylko kiedy się przyda
Ostatnio miałem sen, który nie pozwolił mi śnić
Czarny tunel, ja i światło, i nie mogłem iść
Nogi ważyły tysiąc kilo, a przede mną tysiąc kroków
Wszystko czarne jak węgiel, czułem niepokój
Że zostanę, stracę szansę jedną na milion
Że zostanę przegrańcem, jednym na milion
Nagle ktoś przewiał chmury, zastrzyk z adrenaliny
Światło, głowa do góry i nie ma lipy
Droga kręta, sukces boli jak o matko.
Pamiętaj, ostatni gasi światło!

Ref.
Nie mogę więcej chcieć, dalej biec, żeby zniknąć
Za nami cały ten syf, oślepia nas przyszłość
Jestem blisko, zbyt blisko by cofnąć się, zrobić krok wstecz i zostać
Oddałem życie tej grze teraz muszę jej sprostać [ x2]
W oparciu o prawdę
Lepiej prawdzie spójrz w oczy
A komercja niech zalewa Wasze serca
Oparciu o prawdę
A komercja, a komercja niech zalewa Wasze serca
Oparciu o prawdę, oparciu o prawdę

Kolejny stracony dzień z życia poza kontrola
Złamany schemat ekspresyjny dylemat
Wykorzystać poemat resztę czasu po zmroku
Melancholią wyskoku nadal żyję w amoku
Po trochu wszystkiego dosyć narzuconego
Nie spętasz umysłu, wypierdalaj w cudzysłów
Uszanuj artystów wtedy będę poważny
Za bardzo mnie drażni, miesza w wyobraźni
Nie infekuj, nie potrzeba frajerów
Kanon bliski zeru, pierdolić lesterów
Robię po swojemu i nie dla Ciebie a dla siebie
Non toper zacięcie. fortuny z tego nie będzie
Padaka przekręcie, nie zarobisz na talencie
Dolina dla wszystkich podstawowe podejście
(Lepiej prawdzie spójrz w oczy)
Co się teraz stanie chcesz zadać nam pytanie?
Ja mam takie samo zdanie anda anda sprawozdanie
Pierdolę melodyjki, nie kreuje mnie kablówka
Może Ciebie-półgłówka, nie mam syfu na półkach
A zabawa jest równa, Syki wie, który track
Jest dobry nieład, patent piękna-właśnie tak
Żywy sampel daje znak, niesztuczny jak Big Mac
Naturalny wydźwięk nie jest kolosalny
Ale wart wszystkich wyrzeczeń moje bity i skrecze
Nie dla mas-to już wiecie doktor Pejger w odwecie
Na gównianym gadżecie nie jedzie
(Lepiej prawdzie spójrz w oczy)
Tylko nim pomiata, jestem człowiek nie szmata
Więc komera nie lata, śmieszy mnie gadka wariata
Co chory z zazdrością mówi, że ma zdolności
A z rymami wciąż pości we mnie też jest wuchta złości
(Lepiej prawdzie spójrz w oczy)
To motor co napędza więcej negatywnych uczuć
Poznaj moc czarnego serca mówisz że to nie wkręca
Bo to niechwytliwy refren
Z życia przeboju nie zrobię w żadne gówno nie wdepnę
Z życia fakty nie brednie, ja i super-szczur wciąż biegnę
Nie w oparciu o komedie umęczona dusza blednie
Przy masowej taktyce wiem że się nie chwycę
Bo za trudne mam życie, za trudny charakter
Za trudny pogląd zatem zdecyduj się czy chcesz
Doktor Peiger Peja Wesz Trudny Dzieciak i Syku
Z jednej głowy jest mnie kilku, wuchta dobrych zawodników
Więc spodziewaj się wyników tylko w pierwotnej wersji
Nie ulegamy presji, nadal sporo agresji
Z nimi kilka zapowiedzi oto szczyt marzeń
Nie szukaj odpowiedzi, sam Ci to przekaże
Żeby winylowe płyty na technicksach odtwarzać
Żeby swoje uczucia i emocje wyrażać
Niełatwo jest to wdrażać życie problemów przysparza
Ale zrozumieć łatwiej w oparciu o prawdę
A komercja niech zalewa Wasze serca
Oparciu o prawdę
A komercja, a komercja
Lepiej prawdzie spójrz w oczy
Oparciu o prawdę, oparciu o prawdę
Lepiej prawdzie spójrz w oczy
A komercja niech zalewa Wasze serca

Z dnia na dzień nie staniesz się przecież lepszym człowiekiem
W dążeniu do celu nie zatracam co we mnie
Pamiętam kim jestem być sobą przede wszystkim
Trudno wystrzec się błędów ale trupy niepotrzebne
Materialne bogactwo przez to nie oślepnę
Pole widzenia nie blednie w zaufaniu nie wymięknę
Człowiek dla człowieka WITKA na początek, pięknie
A pojadę ze ścierwem z daleka poznam mendę
Trudno taki jestem, nie dziw się że wciąż biegnę
Życie przelatuje w klatkach, kadry zdarzeń w małych skrawkach
Chwile dobre i te mniej od których czkwaka
Wiem że niesielanka pomaga skład w szerokich wdziankach
Bo na wzajemności to nam wszystko się sprawdza
Nie zwęszę interesu tylko dlatego żes słaby
Jesteś w porządku to pomogę Ci dać radę
W miarę możliwości a te zawsze się znajdą
Wszyscy prawdziwi tu na życiu się znają
Tak ma być! Tak jest! Tak już będzie do końca
Forma samobiegająca niezależność dająca
Wiem, kiedy stop ,kiedy powiedzieć NIE
Obrazi się fałszywy a ja tym ratuję Cię
Dług wdzięczności to proste nie chcę robić za wydymanego
Serce dobre no i co mam z tego
Nie wchodź z buciorami, trza dogadać z bracholami
Podstawa, wspólna siła to nie banał
Człowieczeństwa kawał i wiele wspólnych chwil
Bez tego nie ma nic, nie masz tego to jak żyć?
Jak tu być kimś? rezygnuję z wygody na korzyść zgody
Inny wybór znaczy mniej z ulicy psie odchody

W oparciu o prawdę
Lepiej prawdzie spójrz w oczy
A komercja niech zalewa Wasze serca
Oparciu o prawdę
A komercja, a komercja niech zalewa Wasze serca
Oparciu o prawdę, oparciu o prawdę
Armagedon jest blisko
Przyjdź do nas na boisko
Tu hardcore nie disko
Jak Tede nie upadlem nisko
Moja druzyna zapowiada koniec swiata
Na ktorego wydanie czekalismy swe lata
Po pierwsze nie dla slawy
Kto po to robi hip hop
Temu nie podam graby
Chodz nie mam wprawy
Jestem amatorem, nastukanym konstruktorem
Cannabis jest dla mnie napedowym motorem
Uwaga, czesto unosze sie honorem
Mam prosta liryke dla prostych ludzi
Prostota nie snobstwo szacunek budzi
Mocno boleje nad tym co sie dzieje
Moi ludzie szaleja a diabel sie smieje
Czekam az wiatr przywieje
Dobre czasy pierwszej klasy
Szczesliwe, jak w pokerze cztery asy
Armagedon to szybka zaglada
Kto wpada nie wychodzi, taka jest zasada
Bogaty, biedny, zdrowy i chory
Razem po kolei do gazowej komory
Ukarani przez siebie bo stworzyli te stwory
Armagedon z ludzkiej nienawisci i glupoty
Dopiero teraz zaczynaja sie klopoty
Bo nikt nie przewidzial ruchow tej istoty
Jesli Toba bedzie rzadzic wodka
Twoja sekwencja zyciowa okaze sie krotka
Utoniesz w niej tak jak w oceanie łódka
Moich ludzi kocham
I dlatego szlocham
Jak z dobrego chlopaka robi sie cham
Czy wiesz o czym nawijam?
Bo mowie tu w Molesta imieniu
Po glebokim przemysleniu, ciezkim upaleniu
Warszawskie imprezy hip hopowe
Ostatnio staja sie bardzo wybuchowe
Nikt nie chce sie bawic, wszyscy chca sie bic
Nie jestem po to by to zmienic
Lecz racjonalnie ocenic
Bo honor mam w duszy a sile w dloni
Za bratem pojde w ogien jak klima mnie osloni
My jestesmy na tym co realne, szczegolnie co legalne
To nie sa akcje wizualne
Jestem jak chinski znak rownowagi
Troche glupoty tyle samo rozwagi
Czesto ryzykuje, tak zycie pojmuje
Ale wszystko kontroluje
Sprawdz jak sie czuje ten kto molestuje
Ten kto jest wkurwiony
Bo sens zycia odnaleziony lecz nie spelniony
Caly czas opozniony
Armagedon to szybka zaglada
Kto wpada nie wychodzi taka jest zasada
Bogaty, biedny, zdrowy i chory
razem po kolei do gazowej komory
Ukarani przez siebie bo stworzyli te stwory
Armagedon ludzkiej nienawisci i glupoty
Dopiero teraz zaczynaja sie klopoty
Bo nikt nie przewidzial ruchow tej istoty
Obok zaczyna rzadzic heroina
Pali ja nawet w ciazy dziewczyna
A cpunem staje sie dobry chlopaczyna
Wkurwiac mnie to zaczyna
Zastanawiasz sie jaka jest tego przyczyna
Brak pieniedzy, perspektyw, stres
Z reszta sam wiesz jak jest
Ja mam zajecie i na nie obstawiam
Swoja rzeczywistosc w rymy oprawiam
I czasem sie zastanawiam
Czy kto tak jak ja to widzi
Mam racje to pewnie sie wstydzi
Razem możemy osiągnąć tyle!
Razem mamy ogromną siłę!

1.
Witam w świecie, gdzie nie ma nic na stałe
Miłość i wartości - wszystko jest nietrwałe
Szok przyszłości, zmiana goni zmianę
Zmieniamy komórki, żony i ubranie
Wczoraj był nowością, dzisiaj już zepsuty
Jesteś taki wolny lecz chodzisz jak struty
Uśpiony, zniewolony jak skuty w łańcuchy
Na ulicach przechadzają się żywe trupy
Halo! Halo! Słyszysz te dźwięki
Halo! Czas się przebudzić z drzemki
Skrywaną miłość i energię wyzwolić do potęgi
Wszystko co rodzi przemoc potępić
Dalej! Odrzuć to napięcie i lęk
Prozac odłóż i tabletki na sen
Długo czekałeś na ten - moment -- start
Rusza nasz - pokojowy marsz!

Ref.
Kochaj albo giń -- możesz mieć wszystko albo nic
Możesz grać czysto jak my
Wierzyć, że świat nie jest tak zły x2
Kochaj albo giń x3
Na co Cię stać!

2.
Masz wolną wolę, możesz kochać lub zabić
Wybrać śmierć lub życie, miłość lub nienawiść
Wciąż mam nadzieje jak Wielebny King
„I have a dream" tak -kochaj albo giń --
Rzucamy to hasło w miasto
Maszerujemy z pasją i chyba wyrażamy się jasno
Mamy wiedzę, którą w sobie podświadomie skrywasz
Miłość wcale nie musi być słaba i ckliwa
Miłość wyzwala entuzjazm w człowieku
Nienawiść budzi tylko chęć odwetu
Miłość nie zawsze jest łatwa i słodka
Nienawidząc niszczysz też siebie od środka
Masz potencjał do czynienia dobra i zła
Ta batalia od wieków w człowieku trwa
Kochaj albo giń - to nasz pokojowy marsz
Przyłącz się do nas i pokaż co masz

Ref.
Kochaj albo giń -- możesz mieć wszystko albo nic
Możesz grać czysto jak my
Wierzyć, że świat nie jest tak zły x2
Kochaj albo giń x3
Na co Cię stać!

3.
Nie obchodzi mnie dziś, czy jesteś z PO czy z PIS
Czy jesteś z tamtych czy z tych, czy masz kasę czy nie masz dwóch dych
Wierzysz w Jezusa, Allaha, czy w nic
Jeśli rozumiesz przesłanie, możesz z nami iść
Szukamy miłości jak Black Eyed Peas
Śpiewamy o miłości jak Alicia Keys
Nie musisz być trendy, fresh czy fit
Jeśli masz dobre intencje i chęci -- jest git
Te setki chwil ziom nie ma ich tutaj już, dziś setki mil stąd możesz ich szukać znów,
niebieski front przywiał nadzieje tu, podaj mi rękę bo ja chyba spadam w dół

Pomimo że w moim życiu było słabo ostatnio
ja nagrywam płytę w pozytywnym stylu od tak ziom
pytasz mnie jak to możliwe ja ci powiem gładko mi idzie robić rap na pohybel
nie mam zamiaru płakać i dalej się ranić choć wysadziłaś moje wnetrzę jak bym połknął dynamit
dziś to wszystko za nami to prawda ale wspólne wspomnienia we mnie siedzą od dawna
znam parę fajnych dziewczyn setki pizd zakręconych jeszcze mocniej niż pepsi twist
parę takich które mogłyby startować na miss kotku zaśpiewaj dla mnie coś jak Alicia Keys
przez dupy ja głowie mam mętlik choć widać bez lupy że nie jestem miękki
potrafię kochać od ręki dziewczyny które zamiast jeansów wolą nosić sukienki

Te setki chwil ziom nie ma ich tutaj już, dziś setki mil stąd możesz ich szukać znów,
niebieski front przywiał nadzieje tu, podaj mi rękę bo ja chyba spadam w dół

Co do związków marzenia też prysły bo od początku czułem że koniec jest bliski
liści na drzewach było mało ( stój ) wszystko jak one tu śmiało poleciało w dół (hej)
to bolało choć nie chciałem się martwić ale ktoś cały ten związek oddał bez walki
dziś jest spoko bo złapałem dystans choć ona pewnie myśli B.R.O to egoista
uwierz mi że tak nie jest kochanie do dziś brakuje mi twojego zdjęcia na ścianie i
na sercu też mam znamię zostanie do końca życia jakbym zrobił tatuaż na ramie
wiem że uczucie nam pękło jak szklanka ale ciężar tych chwil ja dziś nosze na barkach
słodka jak fanta jest gorzka teraz i nie rozgrzewa jak ta gorzka którą bierzesz na melanż

Te setki chwil ziom nie ma ich tutaj już, dziś setki mil stąd możesz ich szukać znów,
niebieski front przywiał nadzieje tu, podaj mi rękę bo ja chyba spadam w dół

Ja ostatnio miałem chwile kiedy wszystko padło straciłem cała chwile przez to całe bagno
nie pytałem za ile znów zapale światło bo z czasem wszystkie bile w uzy same wpadną
przez promile stawiasz nie równe kroki a po melanżu nie raz wyglądałeś jak zwłoki
życie z nadziei tu spija znów soki i jak w filmach Barei prawda szara jak bloki
bez koki życie daje mi kopa nie muszę walić w nos żeby mieć wizje na oczach
potrafię kochać jak nikt w moje serce wrzuć żeton ćpałem miłość ale dziś chyba zaliczam detoks
jestem poetą i mam sporo uczuć ale przez to nie raz lądowałem na bruku
ja mam ten upór i wiem że to szczere niebieski front mi przyniósł nadzieję.

Te setki chwil ziom nie ma ich tutaj już, dziś setki mil stąd możesz ich szukać znów,
niebieski front przywiał nadzieje tu, podaj mi rękę bo ja chyba spadam w dół
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo