Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Czysta wódka, cały stół w ogórkach, browar i gorzka żołądkowa.
Ja zostaję tu do jutra.
To tradycja narodowa jak pieprzony karp i kutia.
Smirnof, Bols i Lodowa w naszej krwi jak Kuruniowska.
Zupa w nim.
W naszych starych, w których ten ustrój żył.
I wolnośc naszych twarzy, kiedy ten ustrój gnił.
Wolność młodych twarzy nie zdających sobie sprawy,
Co mimo wszystko ten ustrój w nich zostawił.
Ustrój znikł, lecz zostawił ślad w dzielnicach Warszawy.
W tych nawykach, które siedzą w nas jak szósty zmysł.
Czaisz? Żaden z mych ziomów nie ustawia się na szachy.
Wiesz, ta sama tradycja - trochę inne czasy.
Nic prócz demokracji, nic nowego, nic.
Co bym robił, gdyby nie ta wolność słowa dziś?
Mógłbym palić i pić, mógłbym tak ja wszyscy tutaj.
Pijesz browar, wódkę, inne etykiety.
W lepszych ciuchach my. W lepszych butach.
Może trochę inne cele to pierwsze wolne pokolenie.
Skarzone PRL-em.

Ref:
To siedzi w nas jak szósty zmysł.
Nic z tym nie zrobisz.
Wiesz, musiałbyś się chyba gdzie indziej urodzić.
To jest jak szósty zmysł.
Masz go we krwi, masz go na codzień.
To jest ten szósty zmysł, który masz w sobie.2X

W tym kraju pijesz, gdy się cieszysz.
Pijesz, gdy jesteś smutny.
Ludzie zmienili miłośc do życia w miłość do wódki.
Zmienili tylko kiedy? Historia nie pamięta.
Szczęście na nieszczęściach, majątki na przekrętach.
Im większy interes tym większa butelka.
I tak wielu z nas zniewala wolność, którą mamy w rękach.
Wolność? Nowobogackim z nią jest lepiej.
Nie zmienili nic tylko Żytnią na Belweder
I Królewskie na Heineken, bo są wreszcie w sklepie.
Wreszcie. Choć wcale nie pamiętam, że nie było wcześniej.
Choć wcale nie pamiętam, lubię melanż-opór.
Dostałem tą inklinację w prezencie od przodków.
Dostałem ją jako sposób spędzania czasu.
Pezet-Noon: codzienne realia z życia Polaków.

Ref: 4X
To jest projekt O.S.T.R., Emade 2005 Polska
Tak smakują realia, aha
ŁDZ-Bałuty-WWA

Jesteśmy sami sobie winni, zawsze sto procent
Wałki na innych i te nieprzespane noce
Nawet moc manifestów i ambitnych projektów
Nie jest w stanie ogarnąć szarych co widzą na czarno
Kolejne pokolenia karmiąc uczuciem zemsty
Że ktoś kiedyś ich życie spieprzył bezpowrotnie
Zamiast się podnieść gubią w sobie proporcje
Nastawieni na kontrę w każdym zdaniu
Nie mów o zaufaniu do świata z TV ekranu
Picu dla szpanu, zaściankowych chamów wojna

Po nozdrzach można poznać który to lepszy Oskar
Nie lubisz? zostaw, lecz głupota pcha na przypał
Łza na ślipiach, nie przerwie niczego i tak 24/7
Nad czaszkami groźby, być złym czy dobrym?
Zero pytań, wątpisz? strach tonie w liczbach
One odbite w źrenicach, a świat upadły w mitach
Zamiast powstać w krytykach czynów
Kreuje co dnia lepszych *****ysynów
Od siebie minimum by z dumą się nie rozstać
2005 realia made in Polska

[x2]
Smutek, nerwy, stres, obłuda, gniew
I nadzieja we krwi, 2005
W tym ja i świat ludzkich spięć
I miliony *****ysynów, zaciśnięte pięści

Co jest kastrat? pod butem gaz mam
Nie licz na falstart, czas dał po hantlach wantla
Ganda Fanta Santa Maria
Skandal dam wam
Patrz jak ubywa energii wybujałym od koksu
Zabierz ich, to nie opera Verdi na zielono jak Kermit
Wiem że dotrzymam tempu tętnic
Sensimila sens i chwila we krwi
Przeklnij wrogów, wróg znaczy powód
By posłać Bogu serce cięte jak shogun
Sprawy kuriozum jak wakacyjny strój Tajki
Gdzie główny sponsor to ***** a nie Nike
Masz swój, mam szaszłyk okrzyknięty niebem
Jak i tak ziom skończymy z tym samym chlewie
Z sąsiadem szpiegiem nie szukaj logiki
Nie tutaj kamyki nie ruszaj się
Mity żyją wiecznie, przy tym bezszelestnie
Niszczą umysłów wnętrze jak w bloku burdel na piętrze
Obrotów im nie zwiększę, nie stać mnie proste
Wiesz jak jest ziombel, ważny jest progres
Znasz to, pozostaje wierny temu co wyjrzał w miasto
Dla wrogów beczka, frajerzy na baczność

[x2]
Smutek, nerwy, stres, obłuda, gniew
I nadzieja we krwi, 2005
W tym ja i świat ludzkich spięć
I miliony *****ysynów, zaciśnięte pięści
REF.
Nie chcę stać z boku,
Chce się śmiać i nie zwalniać kroku
Ty też możesz być w szoku
Gdy się dowiesz ile siły, ile siedzi w Tobie!

Nie chcę stać z boku,
Chce się śmiać i nie zwalniać kroku
Ty też możesz być w szoku
Powiedz sobie, dziś to zrobię!

Chcę się śmiać, nie chcę bać się życia
Chcę Ci dać coś co masz już dzisiaj
Masz w sobie tylko boisz się pokazać światu
Myśląc że wisi nad tobą jakieś fatum
Wstawaj, to ważne, to jest jak sacrum,
Owszem: możesz wziąć pół litra i się napruć
Po co? Kto ci kazał być przegrańcem?
Ktoś ci to wmówił chyba ale wciąż masz szanse.
Jestem twoim kibicem, to tkwi w twojej psychice,
Porzuć to myślenie niewolnicze.
Każdy z nas musi walczyć o przetrwanie
Ja wstaje rano i mam milion rzeczy w planie
Mój entuzjazm to nie przebranie
Po prostu nie lubię się czuć jak przegraniec
I zamiast pakować działkę w przedramię
Kupuję działkę pod Poznaniem.

REF.
Nie chcę stać z boku,
Chce się śmiać i nie zwalniać kroku
Ty też możesz być w szoku
Gdy się dowiesz ile siły, ile siedzi w Tobie!

Nie chcę stać z boku,
Chce się śmiać i nie zwalniać kroku
Ty też możesz być
Powiedz sobie, dziś to zrobię!

Przestań zrzędzić, zacznij pędzić do przodu
Czarne myśli mogą Cię wpędzić do grobu
Halo ziemia, życie nie na przemiał
To droga na skróty, ale to nie chemia
To nie poza, szczęścia nie da Ci prozak
Twoje myśli – one działają jak hipnoza
Wiec nocą napełnij mocą swoje myśli
A potem ten sygnał do świata wyślij
I dawaj, dawaj ile fabryka dała
Pomyśl czego chcesz, zacznij działać!
Odrzuć marazm, zrzuć ten balast!
I jeszcze jedno: zacznij od zaraz!
-Ty, to jakby coś, to wiesz gdzie Cię można łapać?
-Najlepiej to za ucho
-Czego Ty pękasz?
-Po co się pytasz?
-Wiesz, bo mam coś na oku
-Tak? Idź do okulisty

Dzwonię po zioma, już wiem jakie to miejsce
Muszę się schować, jest na razie bezpiecznie
Czas pokaże co będzie, daj mi 30 minut
A w tyle się przemieszczę z Anglii na Teofilów
Nie kombinuj - to nie Wielka Brytania
Jak na razie tylko cmentarz, smutnej pętla i zakład
Ktoś tu kabzy się nakradł, sądząc po inwestycjach
Tylko oczy te same co błądzą po budynkach
Wszystko się zmienia choć w naszym położeniu
Bywa tak, że zmiany są tu bez znaczenia
Oddech zamiera, pycha zjada nam mózg
To przez ten wirus i powietrze, bo w nim sadza i gruz
Tak osiada w nas kurz, nie dając myśleć rozważnie
Dlatego muszę bać się zanim zniknę na zawsze
Może wyślesz mi paczkę? Kierunek Brazylia
Wizerunek religia, a biednych ziom traktują tam gorzej od bydła
Złość wciąż narasta
Najchętniej to bym zasnął by nie ruszając się z miasta
Faktów namiastka, grubej rangi śmiem twierdzić
Od wczoraj to szukają mnie dwa gangi i mendy

[x2]
Jeśli dla ludzi warty jesteś żywy lub martwy
Zanim uwierzysz w gwiazdy, los się nad nimi pastwił
Jak najdalej od strat by złota ludziom dostarczyć
Jak najdalej od prawdy, jak nie kupią to brać ich

Co dałbym by być inny, już w domu miałem piekło
Jedno to kradzieże, nie chciałem być mordercą
Moje życie jest klęską, większość wymażę z pamięci
Tobie gorączkę złota los wykaże po rtęci
W pełnym wymiarze, wierz mi, nie chcę powtórki zdarzeń
Tego unikaj jak ognia czy od kurwy zakażeń
Chcesz być w dżungli tej panem? Brawo za aspiracje
Debilu, Twój cel to żyć ze sławą, bo kradniesz?
Na swoje ręce patrzę, zbyt wiele na nich krwi
Przez typów w garniturach, ja wiem to dla nich cyrk
Łatwo kpić jak się nie jest samemu w tym gównie
Przed plazmą to głowa od problemów nie puchnie
Ty nic nie mów, pokrótce Ci wyjaśnię ten wątek
Nie ma co głupoty zwalać zawsze na klątwę
Lepiej błaźnie stul mordę, sumienie podpowiada
Z każdą sekundą rośnie przez ciśnienie bałagan
Mam się w terenie skradać? No gdzie ten ziom z autem?
Ty kurwa gdzie jesteś? Ziom jestem w trakcie
Jak będziesz bliżej brat, ten, nie pierdol, masz namiar
Czekam już tyle czasu a psy węszą po bramach
(Ty kurwa, że już nie mogę teraz, a je dawaj, ej
Nie, nie, nie, nie, nie mogę teraz, dawaj zadzwoń później, pozdro)
Tak można liczyć na pomoc ziomek, wierz mi
Kiedyś zwrócą się do mnie, wtedy Boże strzeż ich
Tu zbyt tłoczno na jezdni, przeczekam lipę
Mam płytę, papiery i na powiekach życie
Od zwycięstw po dno, niech to sumienie zaśnie
Pozwól zapomnieć wszystkie płomienie w walce
W terenie zawsze ucieczka to ryzyko
Bo czas tu doradcą dla ludzi incognito

[x2]
Jeśli dla ludzi warty jesteś żywy lub martwy
Zanim uwierzysz w gwiazdy, los się nad nimi pastwił
Jak najdalej od strat by złota ludziom dostarczyć
Jak najdalej od prawdy, jak nie kupią to brać ich

(Wystawiony do wiatru Nikodem R. zaczyna popełniać błędy, nie odwracając się za siebie rozpoczyna pieszą ucieczkę, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji tej decyzji, będą miały one bowiem wpływ na późniejszy tok zdarzeń, wiadomość o ucieczce podejrzanego już dawno obiegła wszystkie służby porządkowe, a w poszukiwania zbiega zaangażowane już było całe miasto, jedyne co zostało Nikodemowi to nie odwracaj się, zbyt daleko to zaszło)
Cira, Nikon, tak!
Nie dyskutuj, to styl co wypierdala Cię z butów
Jak na porno portalach, 24 h mańkutów, pokutuj
Tu jest rap który nienawidzi czekać
Wyprzedza takt, wpływa i wyrywa mini jack'a
Moja maczeta to spowiednik zaś i ten
Odpowiedni skład, plan, szereg liter
Cztery bite, godziny zbite, hipnozy automatik
W trzech głosach, prognoza, polecą baty
Na nie kumatych, encyklopedycznych emce
To jest encyklika o tym jak nie klikać więcej
Na forum, grono bachorów, ma chorób masę
Z marszu ich karze, nie rozszyfrują niszy naszej
Nie kleisz tego szybko jak słaby spód na wlepach
Lub łapiesz to z zapałem jak gałę Zubizarreta
Nietakt, nie, to raczej po bitwie pejzaż
Takich jak Ty, my rozpierdalamy z miejsca

Z marszu naprzód fałszem zaszczuć nie dam
Rapsów pseudo znawców dla nich bieda x4

Witam, dżezi dziwki
Wasze skillsy opadają tak jak cycki Lil' Kim
Ten styl to old school jak "King T.I"
Gadam po polsku jak Wyprztyk
Nie jestem nieudacznik tak jak Johnny English
Schowaj Lego kolego i mleko spod nosa wytrzyj
Teraz posłuchaj mężczyzny bo teraz Hukos i Cirnik
Tak Jay-Z z Linkin Park
A kiedy gram zagarniam pierwszy plan
Nie jak Fredro Starr w "Sunset Park"
Tak, sprawdź
Ja to faraon Tutenhamon, po śmierci okryty chwałą
Chcesz to zostań ofiarą twój świat to kurnik pagano
A każdy gamoń skończy w moim Guantanamo
Huk bandito z bandaną, El Comandante dyktator
Władam Podlasiem nie Hawaną
Hukos nie demostenes, z mordy wypluwam kamienie
Po moim themie na scenie zobaczy wrzenie
To 400 stopni jak u Juvenile'a, kto to jest?
Nie powiedzą ci na juwenaliach
??? nazwa poety ???
To tytuł płyty, a tytuł przekmiń
A tu te typy, robią wjazd na głośniki
Wasze walkmany, iPody, od tego krwawi wasz trądzik
Hukos i Cirnik nadchodzi
Jestem emce numer jeden powiedziałem kłamałem
Nie bierz do siebie, ja to emce numer jeden
Dwa trzy cztery pięć sześć no i siedem
Parafraza KRS'a jeśli jeszcze nie wiesz
[Liber]
Mogłem szukać ambicji
Dążyć tylko do pozycji
Brać więcej korepetycji
Były przede mną rozmaite drogi
Zaklejone koperty
Otworzyłem jedną z całej sterty
Szkoła, ha, no cóż były proste i zakręty
Raz na luzie, raz spięty
Wierz, byle dalej do przodu na poślizgu
Długopis przy moim nazwisku
Nieprzyjemne emocje
Wredna stara prukwa wyczuwa mój strach
Wie, że idę znów na fuksa
Bierze zamach (ciach)
Pierwsza liczba po zerze jest wpisana
W mej rubryce nie zostanie sama
Będzie miała sąsiadki
Wypełniały się kolejne kratki
Może nie potrzebne wpadki
Ale to właśnie ja zbuntowany i pokorny jak mnisi
W tej materii wykazałem spryt lisi
Może przegrałem wyścig ze szczurami (ha)
Jednak nie żałuję, że jeszcze raz w dupie mam ich
Życie to jest maraton
Nie tylko pogoń za wypłatą
Jestem kim jestem, nic już nie poradzę na to

Ref.: I co jeszcze
I co jeszcze mogłem zrobić,
Były rozmaite drogi
Co innego mogłem zrobić myślę oglądając się w tył
I kim bym dzisiaj był x2

[Liber]
Przystanek MPK i ona w walce z jesiennym chłodem
Kolejny raz mogłem podejść
Ale sam wiesz, przecież łatwiej było odejść (odejść)
Wziąć nogi za pas, o wszystkim zapomnieć
Ten uśmiech miał mi pomóc, on jednak ściął mnie
Na swym koncie mam wiele takich wspomnień
Nieudanych prób
I zamiaru wymówienia słów
Które mogły być kluczem do spełnienia moich snów
Nigdy nie umiałem ściemniać
Wiele szans przez to pochłonęła ziemia
Po co ta szczerość, no po co
Ona nie chce być szczerą
Teraz dopiero wiem to
Ściema jest najlepszą przynętą
Bo prawda jest drogą często krętą
Nie powiem tego wszystkim dziewczętom
Bo są niektóre zdrowe z zewnątrz i od środka
Może już taką spotkałem (kto wie)
Może ją dopiero spotkam

Ref.

[Liber]
Całe dnie w pogoni za piłką
Albo z wędką i żyłką
Nie żałuje, bo nie było to pomyłką
Dzieciństwo jest tylko małą chwilką
Młody dzieciak co najlepsze z niego brał
Skóra za którą gnał wyszła dziś na aut
Inne pasje pozostały tylko zmieniły kształt
Pamiętam Commodore, śnieży skuter
Uważaj to są sanki nie komputer
Pierwsze ślady, naiwne przejawy
Jednak od tandetnej zabawy
To na dobre już wlazło mi w nawyk
Dawno pożegnałem obawy
Jeśli chodzi o Ascetoholix
Jak alkoholik z winem
Ja jestem odtwórcą swojej roli
Jakem Liber to kocham i będę się w tym szkolił
To jest mój fach
(nim cię przysypie piach)
I wszechmogący stanie w moich drzwiach

Ref.
To jest ten Towar dzieciak,Białystok Białystok

To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
Dalej podaj

Siedzi w Tobie jak dusza,na glebie zgłusza
Co Cię do tego zmusza?Miejska susza
Ziomka rap tak jak betom wsiąka wode
Już nie jesteś powodem
Nie ma ratunku
Dawka rapu,jak wpuszczenie w gre troche tunku
Uzależnia,teraz startuj to Twoja bierznia
Dzielnica,wycieka z niej muzyka jak z drzewa żywica
Jak krew z serca,jak abserca
Stuletnia bomba,z klasą merca
W obiegu bez noclegu,bez regół jak taran
z wiatrem jak tata-mara nad nami fala
Bitów,rymów,skreczy pusza w obieg - działa
Funkcje leczy,nie znam innych rzeczy
Jest to procent w krwi,bierz to
podaj dalej,przegra ten kto śpi

To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
Dalej podaj

Siema fryciarze,spuścicie nosy na kwinte
czarnuchom,rap wyrwę z korzeniami puść to sprintem
W obieg na jednej nóżce jak Kunta-Kinte
Wyrucham wez bez żalu całkiem sam jak Eweline Flinte
Niespodzianka kinder
Inter inter predium dycha
zabieram chleb dla konika na biegunach
zdechnie z głodu,nie wróci jak komuna
z drogi śledzie,jedzie Tuna
Zrobie blow
Mam ze sobą super skuna
Na bramce,rap poprzeczke rozpierdole na kanguna
Jeden zero DWA stuna
Wyrwę dzieci nawet z czołga,powróciła czarna wołga
Panie kupła cegłe,ja jestem motorolka
Flip,wybiłem trochę szyb
Teraz wciskasz kit,koniec wielkich płyt
Bloki zgniotę jak flipsy,
MC spuszczę z dynki na komiksy
Diamentowy kolczyk,zabieraj swoje klipsy
To nie rap,dla siksy spod pixy
Z Twoich 16stek to robi się remixy
Mój rym nie znają,biegnie kanio wyrzucić sofiksy

To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
Dalej podaj

To nie dla dzieci ani kobiet w ciąży jest rap
w obiegu jak lód 4 8 6
Mikrofonu test,raz dwa - Ty tego nie chcesz
Te słowa niosą bóle mocniej rozdzierają serce
Ty mi tu nie pierdol ej masz nawijkę marną
Twój strach przed czystą kartką większy niż przed kalką
Mam przestań nawijać,przestać ranić
Powinieneś wiedzieć,strzelam żeby zabić
Nigdy ramie w ramie,Ty i awantury - luzuj
W dupie Ci się popoporzewracało tchurzu
Mój rap w obiegu,teraz słuchaj mistrzu
Na codzień jesteś ten na czyjejś tylko w teledysku
Twój przydupas,nie wyprowadzaj go z błędu
on się łudzi że mnie kąsa
A,nie ma zębów szczerból
Wykręca mu dłoń,broń przykładam do skroni
Nie kozacz,powiedz popilowi to co mi mówiłeś o nim
Niezła się z was zrobiła parka chomo
Płacz spędzi jak łódź na łeb,dla kanarka zoko
Rap w obiegu,Twoje płuca znów zdechną
Każdy mój lot pe jest w krwi jak dziecko
Nie Twój język,awaryjnych wyjść,niedomówień
A do Z to co myślę,mówię
Rap w obiegu w biegu moje myśli zryte masz
Odłącz od ust dzieciak zajeb tą płytę

To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
Dalej podaj
Dziś wieczorem nie ma niuni w domu,
taa, a ziomek będzie sam na chacie.
Pomysł mu do głowy wpadł, żeby zjarać japę.
Taa, pusty portfel, więc składa łapy w pacierz,
żeby jeszcze parę blach było w bankomacie.
Ściana płaczu, synu ten lęk znam,
bo stan konta po chuju, nie wuju jak M-bank.
Taa, dwie stówy do końca tygodnia,
chuj zęby w ścianę ale dziś sobie zajaram jointa.
Myśli.. śpiesz się pomału.
Dzwoni do typa, był tak sciśnieniowany, że poczekał 10 sygnałów.
Nie odebrał, daje mu kolejny minus,
bo do innego będzie tłukł się 50 minut.
Ale dzwoni, ten mówi, że sprzęt jest,
ostatnia piona, ale skurwi go pięknie.
Ziomek za godzinę będę, a kiedy wpada ten ziom
daje mu info jakby liścia mu zawinął w gębę.
Przed chwilą wpadł ziomek jemu wisiałem pionę,
a zapomniałem (kurwa), zawinął ją i mamy problem,
ale podjedziemy furą parę ulic, wezmę więcej dziś,
nie tylko ty chciałbyś japę zmulić.

Ref :
Nigdy nie wiesz kto poratuje cię w potrzebie,
ziom z bloku, szkoły czy może ziomek na imprezie.
Nigdy nie wiesz kto też to jara,
ziom z biura, sąsiad, a może nawet jego stara.
Nigdy nie wiesz, nigdy nie wiesz
nigdy nie wiesz są do okoła ciebie.
Może być ich paru, gdy zerkniesz tu za siebie
i wielu w promieniu kilometra, możesz być pewien.

Podjechali, na zioło nie czuł już takiego dawno głodu (taa)
Jego ziomek odszedł kawałek od samochodu,
stał chwilę by hajsy komuś dać
i kolo który tam podszedł miał znajomą twarz.
Z samochodu ciął go, nim coś go w dynię tknęło.
Widzi go co drugi dzień, w biurze przy maszynie ksero (co)
o jebany, świat jest mały.
Gdyby go widział, pewnie by się bał, że podjebie go na pały.
Ziom wraca do fury, ma pięć dyszek.
Ten bierze od niego pionę, mówi „joint marzy mi się”.
Jest z kolegą, odwozi go na chatę furą
Zatrzymają się po drodze dać dym jakimś dupom.
Ziom zobaczył na ekranie telefonu, że te dupy chcą dwójkę,
akurat są tu gdzieś na rogu (taa)
podjechali, te dupy to jego niunia, jej koleżanki.
Był z nią miesiąc, nie wiedział, że kopci blanty.
W furze schował japę, żeby nie widziała go,
miała iść dziś do koleżanki, uczyć się do rana z nią,
świat jest mały (taa) po raz drugi.
Ziom odwiózł go na chatę,
zaraz skręci dżoja, będzie długi.
W bloku do windy zapierdala żwawo (taa)
wjeżdża, na jego piętrze zapierdala trawą (co)
tam są tylko dwa mieszkania
ej zaraz, sąsiad ma 50 lat mieszka sam i też jara

Ref :
Nigdy nie wiesz kto poratuje cię w potrzebie,
ziom z bloku, szkoły czy może ziomek na imprezie.
Nigdy nie wiesz kto też to jara,
ziom z biura, sąsiad, a może nawet jego stara.
Nigdy nie wiesz, nigdy nie wiesz
nigdy nie wiesz są do okoła ciebie.
Może być ich paru, gdy zerkniesz tu za siebie
i wielu w promieniu kilometra, możesz być pewien.
Jestem tak daleko, że już nie mogę zawrócić
patrz rap pochłonął mnie jak nastolatków jointy w gimnazjach
rap? dla nich to szansa na lans, dla nas to pasja i start
Ty chcesz bym zawrócił, cofnął coś co robiłem tyle lat
patrz żeby zatrzymać mnie musiałbyś zatrzymać świat
Moi ludzie, nie znasz ich tak naprawdę
nie oceniaj, łapiesz? to nie są tylko setki twarzy z ławek
to nie są tylko jointy, wóda, browarek
wiesz co, przyjdŹ, pogadaj, poznaj prawdę

Chłopaki z ławek, wiem oni są nikim dla was
chcesz nas oceniać, ok, spoko lepiej przyjdŹ pogadaj
wielu z tych co są na stałe tu
pierdoli prace i te legalne parę stów
łapiesz? marzysz o wyspach oni też
Ty masz wakacje na wyspach oni muszą gonić
wiesz odbij od nich albo przyjdŹ usiądŹ
poświęć im chwile na tej ławce, przyjdŹ
pogadaj chwile z tymi ludŹmi
możesz być pewny, że poznasz prawdę

Jointy? nie patrz tak na nas, zdejmij z oczu klapki
jointów nikt nie hoduje z nas i nie handluje tym z pod ławki
nie rozumiesz spraw tych, nie chcesz ich pojąć teraz
nie popieram legalizacji ale wkurwia mnie wasza niewiedza
nasza jest teraz jedyna szansa by to zmienić
gniew na twarzach rozpuszczonej młodzieży też mnie już martwi
ale nie wszyscy z nas to część narkomani
wpisani w to błędne koło jako hip-hop musimy tam tkwić
ok, jestem ćpunem, alkoholikiem, pedofilem i złodziejem
oceniasz nas choć nic o nas nie wiesz
wystawiasz noty, przyczepiasz metki
Ty, mówię o tobie, otwórz oczy i przestań pieprzyć
nikt z nas nie urodził się złym człowiekiem
nie bronię świata, jest wiele tragedii jeszcze na starcie
Ty możesz to zmienić jeszcze dziś
lecz tylko gdy dasz nam szansę
przyjdŹ, możemy gadać o wszystkim na tej ławce
otwórz oczy, spójrz jak wielu z nich ma potencjał
wielu z nich nie ma szczęścia
ja wierzę w nich choć to i tak nic nie zmienia
Wchodzę do gry ziomek, nie musisz mówić nic
Wchodzę do gry ziomek, spal to, poznaj mój styl
Wchodzę do gry ziomek, sprawdŹ kto kontroluje ten syf
Ludzie pytają się kto to jest, ludzie pytają się kto to jest (Brahu brat)

Wchodzę jak szatański werset, więc zróbcie przejście
plakaty na mieście sygnalizują nadejście
ziomki mówią nareszcie nowa
płyta
rozumie się samo przez się, że na kozackich bitach

moja ekipa znowu wita ze sceny
dalej rym nawiniemy, zapalimy, wypijemy
oo, który to już melanż, który to już rok
wjeżdżam na tą scenę, razem ze mną ludzi tłok
długo czekałeś na to, dealer na weekend

żeby przyciąć starych waletów znów na scenie z migiem
sprość tą lirykę, niech rozbuja cię bit
głowa w górę ziomal, wszystko będzie git

Wchodzę do gry ziomek, nie musisz mówić nic
Wchodzę do gry ziomek, spal to, poznaj mój styl
Wchodzę do gry ziomek, sprawdŹ kto kontroluje ten syf
Ludzie pytają się skąd on jest, ludzie pytają się skąd on jest (G.D.A.)
Nie byłem jedynym, który się Tobą zachłysnął
kto miał Ciebie, miał wszystko, miał przyszłość.
Zafascynowany poznawałem Cię blizej
kazałaś mi się wszystkiego innego wyżec
mówiłaś - będziesz wyżej niż reszta,
gdy miałem dylemat szeptałaś - przestań
mój drogi nie ma innej drogi
zostaw ten świat on jest Tobie wrogi
i rozpłyń się we mnie spełnię wszystko
jestem jedyną receptą na przyszłość.
Tak wyszło i nie trwało to długo jak
stałem się Twoim pokornym wiernym sługą.
Otwieram wino z Tiną, piję do dna
byłaś jakdogmat, byłaś w tym dobra,
tego chciałem, obcować z Twoim ciałem
dawałaś rozkosz, której wcześniej nie znałem.

Jestem tu pokaże Ci kilka miejsc,
w których rozpłyniesz się ciepłem ust
pokażę Ci cały świat mój świat mój. x2

Wiedziałem że mi jej zazdroszczą
to było z moimi bliskimi niezgody kością.
Mówili to wredna suka nie chciałem słuchać,
Mówili jesteś z nią nie przychodź więcej tutaj!
To nie ich wina nie będę ich przeklinać,
nie znali jej, nie wiedzieli kim jest Tina,
Żyli w innym świecie a ja przcież
chciałem jakieś zgody, mówiła co pleciesz,
nie szukaj kompromisów to był Tiny nakaz
po chwili zniewolił mnie jej smak i zapach.
Nie miałem alternatywy oni - ona
po chwili rozpływałem się już w jej ramionach,
czułem że rosnę w siłę z nią razem,
noce pełne wrażeń spełnieniem marzeń
Twoje ciało działało na mnie jak eliksir
W jedną chwilę zapominałem o wszystkim.

Jestem tu pokaże Ci kilka miejsc
w których rozpłyniesz się ciepłem ust
pokażę Ci cały świat mój świat mój x2

Mieliśmy coraz więcej wrogów
ogół chyba przekreślił nas
nasz obóz to tylko ja i Tina spaliliśmy mosty
chciałem być z nią nie zwarzając już na koszty
byłem zazdrosny Tina była piękna
musiałem jej pilnować Tina była miękka
wiedziałem już teraz że nie mogę przegrać,
że zatrzymam każdego kto chciałby ją odebrać.
Musiałem to dobrze rozegrać stałem się gorzki
stałem się szorstki, łykałem proszki,
przestałem interesować się lepszym światem
stałem się niewolnikiem Tiny i własnym katem
tylko po to, aby zaznać rozkoszy nocy,
tylko po to, by zajrzeć jej głęboko w oczy ,
a potem wtulić się w jej włosy
i z błogą miną zginąć.
Nie było innej drogi Tino...

Teraz wiem że z wspomnieniem możesz przestać
nie, nie możesz jeśli chcesz przetrwać
wiem że z wspomnieniem możesz przegrać. x2
Docieram swój sprzęt, by docierać do ludzi.
A twój hating mam gdzieś, spróbuj wejść w moje buty.
Albo stul pysk, Ja przytulę swój cash za to.
Moja elektronika działa jak paralizator.
Gdy rzucam zwroty na bit, staję się innym typem.
Bo na oczach mam klapy, mimo to trafiam w dychę.
Powołuję rymów składy, by mój skład był mistrzem.
Biegnę długo po rekord, chodź nie jestem kenijczykiem
Szukam w prostych oczach klasy, co obdarzą mnie siłą.
W tych oczach pełnych pasji, stalował bym miłość.
Nawet żyjąc bez kasy, nie zabiorę Ci nic.
Bo stracić przy mnie to możesz jedynie dziewictwo.
Niby jest głośno, a cicho słyszę pogłos gdy idę.
Widzę kosmos, idąc wciąż w domu chodząc non stop ciszej.
Nasycam chwile po ty by rozwijać to czym żyję.
Podnoszę poprzeczkę wyżej, jakbym skakał o tyczce.

REF:

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

END REF

Każdy fakt z mojej płyty, jest jak płat mej psychiki.
Niszczę fałsz, a ty myślisz, że mam skarb gdzieś w piwnicy.
Gdybym miał, to bym płyty co kwartał słał w Empiki.
To mój stan, oficjalnie jak hajs za pierwsze bity.
Chcesz kupić ten album, dorób sobie półkę wyżej.
Bo ten Rap tu nie jest z tego poziomu co inne.
Te tracki to talie Asów, totalna miazga łachów.
Bo przechodzę jak Tajfun i mam miecz jak Artur.
To batalia, ale mam dar, widzę przody i tyły.
Chce pokolorować wasz świat, jak farba po sufity.
Nie zawracam, napierdalam, patrz ja jestem w niej ukryty.
Mania gotuje mi krew tak że, aż parzą mnie żyły.
Mam w sobie gniew i radość, panuję nad sytuacją.
Ale jest jeszcze ten co chce by wszystko upadło.
To hater czy stres? Poderżną bym im gardło.
Każdy z nas ma dwie twarze, tą białą i tą czarną.

REF:

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

END REF

Nie wiem co myśleć, gdy patrzę jak żyjesz i narzekasz.
U mnie też się nie przelewa, szczęścia mam po szyję.
Nie obijam w bawełnę to dlatego mam tą siłę.
A ty widzę, że ciągle coś kręcisz jak Spielberg.
Vixen proste wchodzę, w drodze nowy mixtape.
Wrosłem w ten rap i zakręciłem nim jak twister.
Progres mój słychać bo żyję rapem i mięśnie
tu ciągle jak w formę wbijać jak koks igłę
Jadę na trzeźwo, piorę jak "Perwol" te wszystkie brudy.
I masz pewność, że jestem perłą tu gdzie podróby.
Schodzą często lepiej niż piękno, nie rusza ludzi.
Twoja szczerość, to weź ich pierdol, ich nie obudzisz.

(Wiesz... Jak nie rusza ludzi... Twoja szczerość... to weź ich pierdol.)

(Yo, ich nie obudzisz.)

(Właśnie taak)

REF:

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

END REF

By DUKE
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo