Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Docieram swój sprzęt, by docierać do ludzi.
A twój hating mam gdzieś, spróbuj wejść w moje buty.
Albo stul pysk, Ja przytulę swój cash za to.
Moja elektronika działa jak paralizator.
Gdy rzucam zwroty na bit, staję się innym typem.
Bo na oczach mam klapy, mimo to trafiam w dychę.
Powołuję rymów składy, by mój skład był mistrzem.
Biegnę długo po rekord, chodź nie jestem kenijczykiem
Szukam w prostych oczach klasy, co obdarzą mnie siłą.
W tych oczach pełnych pasji, stalował bym miłość.
Nawet żyjąc bez kasy, nie zabiorę Ci nic.
Bo stracić przy mnie to możesz jedynie dziewictwo.
Niby jest głośno, a cicho słyszę pogłos gdy idę.
Widzę kosmos, idąc wciąż w domu chodząc non stop ciszej.
Nasycam chwile po ty by rozwijać to czym żyję.
Podnoszę poprzeczkę wyżej, jakbym skakał o tyczce.

REF:

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

END REF

Każdy fakt z mojej płyty, jest jak płat mej psychiki.
Niszczę fałsz, a ty myślisz, że mam skarb gdzieś w piwnicy.
Gdybym miał, to bym płyty co kwartał słał w Empiki.
To mój stan, oficjalnie jak hajs za pierwsze bity.
Chcesz kupić ten album, dorób sobie półkę wyżej.
Bo ten Rap tu nie jest z tego poziomu co inne.
Te tracki to talie Asów, totalna miazga łachów.
Bo przechodzę jak Tajfun i mam miecz jak Artur.
To batalia, ale mam dar, widzę przody i tyły.
Chce pokolorować wasz świat, jak farba po sufity.
Nie zawracam, napierdalam, patrz ja jestem w niej ukryty.
Mania gotuje mi krew tak że, aż parzą mnie żyły.
Mam w sobie gniew i radość, panuję nad sytuacją.
Ale jest jeszcze ten co chce by wszystko upadło.
To hater czy stres? Poderżną bym im gardło.
Każdy z nas ma dwie twarze, tą białą i tą czarną.

REF:

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

END REF

Nie wiem co myśleć, gdy patrzę jak żyjesz i narzekasz.
U mnie też się nie przelewa, szczęścia mam po szyję.
Nie obijam w bawełnę to dlatego mam tą siłę.
A ty widzę, że ciągle coś kręcisz jak Spielberg.
Vixen proste wchodzę, w drodze nowy mixtape.
Wrosłem w ten rap i zakręciłem nim jak twister.
Progres mój słychać bo żyję rapem i mięśnie
tu ciągle jak w formę wbijać jak koks igłę
Jadę na trzeźwo, piorę jak "Perwol" te wszystkie brudy.
I masz pewność, że jestem perłą tu gdzie podróby.
Schodzą często lepiej niż piękno, nie rusza ludzi.
Twoja szczerość, to weź ich pierdol, ich nie obudzisz.

(Wiesz... Jak nie rusza ludzi... Twoja szczerość... to weź ich pierdol.)

(Yo, ich nie obudzisz.)

(Właśnie taak)

REF:

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

Jeszcze mnie nie znasz... TY... Najwyższa pora.
Lecz to dopiero przedsmak tego co mam w dłoniach.
Sprawdź i nie pierdol, że Cię to nie łapię.
Jestem Vixen... Łapiesz... Czas zwiększyć zasięg.

END REF

By DUKE
Owal:
Przepraszam za to że słucham rapu
Za dziewczynę którą kocham
Ty możesz marzyć ja dotykać i całować
Przepraszam za to że nie ćpam
Za otwarte serce w tekstach
Za to że nie mam leksa
Przepraszam że wierze w Boga
Za to że nagrywam z 52 Owal/Emcedwa
Za to że życie to bieżnia
Przepraszam że ta muzyka modna
Jara jak pochodnia a dziwki chcą autograf
Przepraszam za pożyczone auto
Nie Mazda 323 i wydech sparco
Że nie znam tylu karków
Przepraszam że się kształcę
Że pierdole waszą jazde (echo)
Tańce narkotykowe transe
Przepraszam że zrozumieć trudno
To rap a nie gorące gówno
Że jade z tobą równo
Przepraszam za to że jestem
I że wkurwiam cie tym tekstem (echo)

Deep:
A i choćby wystawili przeciw wielką armadę
Ty się nie ugniesz nawet sam przecież dasz radę
Zazdrosnych mnóstwo gdy patrzą w lustro
Nie mogą znieść obrazu mają dość że są be wyrazu
Przepraszam że widzicie we mnie kogoś kim nie jestem
Że kłuję w oczy denerwuje każdym drobnym gestem
Z miną hardą gadacie z pogardą o Hip Hopie
Chłopie zamilcz zanim cię zakopie
Przepraszam nie chodzę na solarę nie palę
Nie robie disco i że mam dobry wyskok
Że talent dał mi Bóg że czasem zwalam z nóg
Że mimo prób wróg musiał leżeć u mych stóp
Przepraszam że jestem z Poznania
Że nie obniżam głosu
Że swe nagrania robię na swój sposób
Przepraszam że nie jestem czarny
Nie wtrącam Yo (echo) by być fajny
I nie udaję chłopaków z ferajny
Przepraszam że mówię wprost wszystkim i w głos
Nie rzadko paląc most nieustannie kuszę los
Przepraszam za wszystkie moje błędy proszę nalej
Będę bierny pójdę dalej

Hans:
Sława jest słaba bez słowa z żelaza można ją złamać
Chowasz za mało więc zdejmę twoją twarz z ołtarza
Obraża mnie ten obraz próżności
Pokaz mody a nie możliwości
Przystrojeni jak lalki kalekie kalki
Jak ci z rozkładówki sursa jak suka z Hustlera
Rapowy króliczek z pleja
Teraz robisz się na czarnego chłopaka
A on kiedy baka gada se dowcipy o Polakach
Jesteś jak taki czarnuch co prostował kłaki
A czasami jak japończyk po solarce z dredami
Jesteś sup o Mc białym murzynem
A ja zwykłym złym polskim z Urszuli synem
Siła płynie z krwią duma razem z nią
Dębiec Dębiec jestem właśnie stąd
I po co to złoto sygnety cioto
Zdejmij tą skarpetę z głowy idioto
Modnie ładnie aż spadnie szczeka w bagnie
Na dnie tam cię dopadnę chcesz to sprawdź mnie
Mamona mnie nie mami jak tych wszystkich tanich drani
Półmetrowy dla nich i dla tych co nie są z nami
52 po raz pierwszy po raz drugi nie sprzedali
I damy po kant muzykę którą gramy tak
Słowami wyciągamy prawdę z otchłani
Więc słuchaj mądrości od gości pełnych złości
Nie dość ci to pomyśl o godności
Kiedy spojrzysz w lustro i sam przeprosisz
I lepiej proś bo ktoś ci w przypływie złości
Połamie kości by przypomnieć o lojalności
52 nie pozostawia żadnych wątpliwości
I w każdego frajera mogę teraz chuja wbijać
-Ty, to jakby coś, to wiesz gdzie Cię można łapać?
-Najlepiej to za ucho
-Czego Ty pękasz?
-Po co się pytasz?
-Wiesz, bo mam coś na oku
-Tak? Idź do okulisty

Dzwonię po zioma, już wiem jakie to miejsce
Muszę się schować, jest na razie bezpiecznie
Czas pokaże co będzie, daj mi 30 minut
A w tyle się przemieszczę z Anglii na Teofilów
Nie kombinuj - to nie Wielka Brytania
Jak na razie tylko cmentarz, smutnej pętla i zakład
Ktoś tu kabzy się nakradł, sądząc po inwestycjach
Tylko oczy te same co błądzą po budynkach
Wszystko się zmienia choć w naszym położeniu
Bywa tak, że zmiany są tu bez znaczenia
Oddech zamiera, pycha zjada nam mózg
To przez ten wirus i powietrze, bo w nim sadza i gruz
Tak osiada w nas kurz, nie dając myśleć rozważnie
Dlatego muszę bać się zanim zniknę na zawsze
Może wyślesz mi paczkę? Kierunek Brazylia
Wizerunek religia, a biednych ziom traktują tam gorzej od bydła
Złość wciąż narasta
Najchętniej to bym zasnął by nie ruszając się z miasta
Faktów namiastka, grubej rangi śmiem twierdzić
Od wczoraj to szukają mnie dwa gangi i mendy

[x2]
Jeśli dla ludzi warty jesteś żywy lub martwy
Zanim uwierzysz w gwiazdy, los się nad nimi pastwił
Jak najdalej od strat by złota ludziom dostarczyć
Jak najdalej od prawdy, jak nie kupią to brać ich

Co dałbym by być inny, już w domu miałem piekło
Jedno to kradzieże, nie chciałem być mordercą
Moje życie jest klęską, większość wymażę z pamięci
Tobie gorączkę złota los wykaże po rtęci
W pełnym wymiarze, wierz mi, nie chcę powtórki zdarzeń
Tego unikaj jak ognia czy od kurwy zakażeń
Chcesz być w dżungli tej panem? Brawo za aspiracje
Debilu, Twój cel to żyć ze sławą, bo kradniesz?
Na swoje ręce patrzę, zbyt wiele na nich krwi
Przez typów w garniturach, ja wiem to dla nich cyrk
Łatwo kpić jak się nie jest samemu w tym gównie
Przed plazmą to głowa od problemów nie puchnie
Ty nic nie mów, pokrótce Ci wyjaśnię ten wątek
Nie ma co głupoty zwalać zawsze na klątwę
Lepiej błaźnie stul mordę, sumienie podpowiada
Z każdą sekundą rośnie przez ciśnienie bałagan
Mam się w terenie skradać? No gdzie ten ziom z autem?
Ty kurwa gdzie jesteś? Ziom jestem w trakcie
Jak będziesz bliżej brat, ten, nie pierdol, masz namiar
Czekam już tyle czasu a psy węszą po bramach
(Ty kurwa, że już nie mogę teraz, a je dawaj, ej
Nie, nie, nie, nie, nie mogę teraz, dawaj zadzwoń później, pozdro)
Tak można liczyć na pomoc ziomek, wierz mi
Kiedyś zwrócą się do mnie, wtedy Boże strzeż ich
Tu zbyt tłoczno na jezdni, przeczekam lipę
Mam płytę, papiery i na powiekach życie
Od zwycięstw po dno, niech to sumienie zaśnie
Pozwól zapomnieć wszystkie płomienie w walce
W terenie zawsze ucieczka to ryzyko
Bo czas tu doradcą dla ludzi incognito

[x2]
Jeśli dla ludzi warty jesteś żywy lub martwy
Zanim uwierzysz w gwiazdy, los się nad nimi pastwił
Jak najdalej od strat by złota ludziom dostarczyć
Jak najdalej od prawdy, jak nie kupią to brać ich

(Wystawiony do wiatru Nikodem R. zaczyna popełniać błędy, nie odwracając się za siebie rozpoczyna pieszą ucieczkę, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji tej decyzji, będą miały one bowiem wpływ na późniejszy tok zdarzeń, wiadomość o ucieczce podejrzanego już dawno obiegła wszystkie służby porządkowe, a w poszukiwania zbiega zaangażowane już było całe miasto, jedyne co zostało Nikodemowi to nie odwracaj się, zbyt daleko to zaszło)
Mamy prawo do swobody, wypowiedzi w tekstach
Tak jak do decyzji z kim gramy na projektach
W kwesti prawdy w wersach mam ją chodź mogłbym kłamać
Każdy w tym kraju co chce może gadać
Mógłbym grać w reklamach chodź raczej odpuszczę
nie chce na barana z rana patrzeć w lustrze
Mam prawo pojutrze nie ruszyć się z wyra bo
dzisiaj jest piątek a jutro sie na kiram
Mam prawo przeginać gdy coś mnie wkurwia
dostawać palmy gdy ktoś ze mnie robi durnia
Mam prawo odpuszczać kiedy mam czegoś dosyć
dotyczy to spraw których nie chcę mi się znosić
Mam prawo nie prosić, nie dziękować, nie przepraszać
robie to bo klasa, to ludzi trafia
A gdy ktoś będzie życiu moich najbliższym zagrażał
pociągne za spust chodź nie mam do tego prawa.

Ref.x2
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Spokojnie czekam na kres twoich dni
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Wiem, że każdy mój sukces ból zadaję Ci

Mam prawo żyć jak chcę i nie możesz zabulić
Mam prawo wziąść ten towar i z zyskiem go pogonić
Mam opcję by zarobić to nie odpula szansy
Mam prawo robić rap streszyć się i zatańczyć
Czy to nasz czy nie to (...)to kwit we mnie jest street
Mój świat mój flirt moja kobieta i bit
Głowami mi i nikt nas nie zlekcewarzy
PMM projektanci stylu wiem że kojarzysz
To 10 lat baraży, walki o finał
Kto chciał to odbijał nie będe dzisiaj rozkminiał
W sferze znów na rewirach mamy prawo się wiesz
Pięść w pięść wers w wers toast zdąży na cześć
Mam prawo mieć gest eeej mam prawo marzyć
Nie pozbawisz mnie tego skurwysynu się nie odważysz
Kwaterą będziemy razić te tracki płoną jak haszysz
Mamy prawo do błędu w dłoni nikt nie jest bez kasy
Wyczytasz to z tatuaży co kurwa znaczy honor
Szacunek, Lojalność, Duma to wszystko kojarz z głową
Zawszę z pomocną dłonią bo mam prawo ją dać
Szanujemy ludzi i niech ludzie szanują nas

Ref.x2
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Spokojnie czekam na kres twoich dni
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Wiem, że każdy mój sukces ból zadaję Ci
Dobrowolnie się stało, bez żadnych skrupułów,
przyparci do muru, bez życiowego guru
Życiowa fabułą jak tragik i komedia
Ma swój konflikt jak nowiny w mediach
Sztuka walki jak capoeira
Równowaga rozumu absolutnie napiera
Taniec z diabłem niebezpieczny jest
Rozluźnij pięść, oszczędź tych palców pięć
By policzyć błędy, nauczyć się na nich
Łatwo jest jednym ruchem inne życie zwalić
Zranić siebie drogą na skróty
nie będzie, nic nie wyjdzie
jak stoisz w jednym rzędzie
z pasją by zabić, odebrać tchnienie
Jeszcze go nie słyszysz, a już wiesz kto, co, jak, gdzie
Nie masz pojęcia, tak naprawdę milczysz
Bo wiesz, że te flirty upadną jak mity
Jak Troja, jak hity, jak prorok zabity,
Jak ci co się modlą, a wierzą na niby
Taki śmieszny paradoks, że jedni nie chcą,
A ci co chcą nie mają, nie wiedzą czy to los,
Czy Bóg, czy po prostu biologia
odpowiedzialna jest za to, że człowiek to towar
przewiń od nowa, zło w rozum chowasz
lepiej to co stworzysz porządnie wychowaj.

Ref. Patrzysz w senny świat, on jest tylko pełen wad
A śmiechu pełno z wszystkich ludzi klaunów tu. (2x)

2. Populacja pożera mnie od środka
Tak sobie złote myśli, Epikur niby śmierci nie ma
Nie ma słów nie ma ich wolności, zamknięte cenzurą,
a ja sobie puszczam oddech z nim siebie
ciepło przechowuje sobie swoje miejsce w niebie
bez promocji Bóg nie znajdzie tylu mocnych
co by o własnych siłach dotarli do tych stopni nieba
jest otwarte dla wszystkich, zamknięte dla ludzi
Średniowiecze, renesans, to kłamstwo nie wróci
Jakoś słabo się robi jak się o tym myśli
To nie pasja, to nie sen, realne zmysły ćwiczy
Taki nowy system, kapitalizm duszy,
ekonomia myśli i inne myśli uczy
czekasz, czekam, w złości tupię
w tej kolejce stałem z nadzieją, że kupię szczęście
ale Bóg je dał mi za darmo
chyba zasłużyłem sobie, ale nie wiem czym
Wybacz, wybacz, wybacz …
Ja to wiem, bo jestem prorokiem tego syfu
Zrobię popłoch słowem,
z każdym rokiem mego bytu
weź to skrytykuj, odwróć się plecami
lecz nie ja, innie wbiją ci sztylet z truciznami.
Amen, amen, …
To co zrobisz teraz, nie zostanie na później,
Bo potem to będzie już tylko trudniej
Ja ci mówię, ty i tak nie słuchasz,
A z tego wychodzą tylko kłótnie.

Ref. Patrzysz w senny świat, on jest tylko pełen wad
A śmiechu pełno z wszystkich ludzi klaunów tu. (2x)
Życie pisze różne scenariusze
Różne sytuacje o których mówić muszę
Czyny godne uwagi, warte opisania
Tyle w nich odwagi, tyle w nich oddania
Jakiś czas temu w górniczej rodzinie
Ból po tej stracie nigdy nie przeminie
Dzielny mężczyzna gdy waliła się ściana
Nie zostawił kolegów, ta ofiarność podziwiana
Lecz opuścił rodzinę, trojkę dzieci osierocił
Żona zrozpaczona, niejeden Boga prosił
Aby wrócił tu, a jednak jego domem będzie dół
Na wielu takich jak on pomnik bezimienny
Odebrane życie, dar, który jest bezcenny
Kolejna historia, kolejne fakty
Kolejny człowiek, prawie taki jak ty
Ten, który teraz w kajdanach jest skuty
Przez społeczeństwo odrzucony i opluty
Przez wielu teraz za odwagę podziwiany
Nie dał plamy, najważniejsze sam przez siebie szanowany
Odpokutował za drugiego jego czyny
Zrobił to choć całkowicie był bez winy
A ten drugi? jebać go i szmacić
Że dobry chłopak tak wiele musiał stracić
Nie pisały gazety a jednak coś wielkiego
Nowy dzień niesie bohatera następnego

Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie
[tylko tekstyhh.pl]
Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie

To, że nie jesteś kimś nie znaczy, że jesteś nikim
To nie żadne wstrzyki tu Mara z Bombatyki
Bezimiennych takich jak my stoi niewielu
Mimo to wiele talentów zaniuchanych w kleju
Na boicho za blokiem luknę czasem okiem
Chłopak niezły piłkarz a wieczorem z jabolem
Pod monopolem łyka z kubka swoją dolę
Każde hasło polej za zdobyte gole
Dla niego bezcenne te chwile na meczach
Gdy dokopali chłopcom z innego osiedla
Być bezimiennym nie znaczy być zerem
Każdy swoim sterem, wiara buduje nadzieję
Jednej akcji bohaterem w życiu jest niejeden
Lecz o tym się nie mówi, o tym nie piszą w gazecie
Ile dzikich talentów nie wypływa na wierzch
A jebane beztalencie wozi się w S klasie
Ile dzieci w swoim tacie widzi bohatera
A od rana szef nim w pracy poniewiera
On wypłatę odbiera wiodąc życie żywiciela
Gorzkie żniwo zbiera
Los wszystkich w życiu
Uczciwie nie wybiera
Bo tak od teraz życie swoje zmieniać
Niema co oceniać po grubości portfela
Po statusie społecznym, to, co siedzi w środku
Czyni cię bezcennym, taa, bohaterem bezimiennym

Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie

Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie

Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie

Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie
Te kilka słów o muzyce, utworzenia diagnostyce
Kilka zdań o tematyce prostej, nie logice nad tym
Dlaczego dzieje się tak a nie inaczej, jeden uśmiech na mordzie
Drugi nad swym losem płacze
Czemu trudno śmierdząco obłudno i brudno
Wokół ciągle pieniądze wszystkie pierdolone rządzę
Tylko jedno hej masz się z czego śmiać to śmiej
Jak nie to wiej bo nie mam czasu już ojej
Kontakty konszachty z diabłem podpisane pakty
W sumie bym ci pomógł ale pozostają fakty
Nie znasz nikogo jesteś w grobie jedną nogą
I chuj że coś wiesz potrafisz bardzo chcesz
Dzień dobry panu chciałbym znaleźć jakąś pracę
No coś tam mam ale nie za dużo płacę
Tyle baranie to się daje na tacę
Następny poniedziałek ja znów nadziei nie tracę
Odpłacę się słowem wszystkim pięknym za nadobne
Pamiętam sytuacje takie i podobne
Nie będę jednak jak wy czynem słowu przeczył
Na pokaz egzystencja czemu los was tak skaleczył

Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
Ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Amerykański styl życia po dwa fakultety
Złote kiety solarium nie pomogą niestety bo berety
i tak będziecie kim byliście a my (acha...) koncerty zielone liście.
Tak więc Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
I ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze

Jak dym z papierosa oddalam się odpływam
Nadużyć chcę chwili, w której rozkoszy zażywam
Obrywam w momencie kiedy dotykam ziemi
Spisuję to co widzę i nic tego nie zmieni
Magistry studenci absolwenci
Most important jest tytuł a mnie jakoś to nie kręci
Chęci wolę cały schemat pierdolę
Szczerość wolę czy nauczą tego w szkole
Wszakże no jakże pięknie brzmiące słowa
Bodajże zmienia ciebie czysta polska mowa
Bez H K P S J to tylko w wojsku albo na ulicy lot
Wyłapałeś znów tysiące słów
Głów od myślenia z których żadna nic nie zmienia
Papier w kieszeniach faktur plik za przemyślenia
Czyste sumienia wymagania stan ekstrema
Nie do zapomnienia obraz więc powtarzam
Odpłacę się kiedyś a na razie się obrażam
I Zrażam słowem z całą swoją niechęcią
Stawiam czoła wszystkim waszym podpięciom

Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
Ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Amerykański styl życia po dwa fakultety
Złote kiety solarium nie pomogą niestety bo berety
i tak będziecie kim byliście a my (acha...) koncerty zielone liście.
Tak więc Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
I ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze

Znowu wkręcam się w to otoczenie musze wtopić się w to
wszystko podejściem swoim zmienię
dotlenie umysł by rozróżnić to co ważne
od rzeczy mniej istotnych choć traktuje je poważnie
rozważnie jest widzieć co przynosi życie
pełna piersią chwytać chwile popatrzcie zobaczycie
jak wszystko szybko traci na znaczeniu
ty wciąż krótka migawka ja to fakt we wspomnieniu
bo być kimś więcej to chcieć wciąż więcej
i mieć cos więcej zacierać ręce w podzięce
widzieć więcej słyszeć więcej
i cuć coś więcej omijać krzywe audiencje
dlatego robię to co lubię, lubię robić to co kocham
wbijam w to że mówią ten to robi bo to, bo kocham
myślę godzinami słowem czuje słowem szlocham
masz to sprawdź to, to co kocham
powodzenia nie dziękuje bo nie musze
ja mam to co chce patrz jak wypełnia moja dusze
amerykański styl życia na chuj mi wasze fety
na co wasze sukcesy wszystkie tandetne gadżety

Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
Ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Amerykański styl życia po dwa fakultety
Złote kiety solaria nie pomogą niestety bo berety
i tak będziecie kim byliście a my (...acha) koncerty zielone liście.
Tak więc Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
I ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Łyk berbeluchy z osiedlowym opatrunkiem,
Wczorajsza resztka piwa na popite duszkiem,
Kęs czerstwej bułki, ostatni ćmik w paczce,
Takie me życie niezależnie jak patrzeć,
Codziennie rano czekając na mannę z nieba
U pośrednika szukając pracy i chleba,
To co jest teraz przecież nie ma znaczenia
To wegetacja w oczekiwaniu zbawienia

Co dzień czuje się gorzej, miasto wita ranne zorze
Tramwaje trzeszczą, już dzwony biją o tej porze
Poranny stres na krydze ściska obrożę
Tylko tą wiarę tutaj i teraz daj mi Boże
Mieszkanie śmierdzi biedą, życiorys pachnie trupem
To nie dom, tylko melina, rodzinę zmiotłem pod butem
I miałem tupet, pluć w twarz jej na kac
Krzykiem bronić sensu już zatraconego czasu
Sąsiad spuszcza wodę, jak co dzień, spływa smród z odchodem
Pionem z dwunastego piętra, do piekła
By żyć następną dobę na głodzie, przebudzony nałogiem
Piję setę, by mi sen z powiek zwlekła
Nadzieje odmierzane dnem łyżeczki, po matce
Oblepione fusami wyschły na filiżance
Tak ciężko żyć, kiedy niema kto pomóc w walce
Po latach trosk człowiek to tylko nazwisko na kartce
Zepsuty domofon, wydrapany numer na drzwiach
Ten licznik, patrz jak ja na śladach po libacjach
Na ścianach zapisane gniewem wściekłej młodości
I nudą, życia podporą każdy znak miał trudom
Teraz to bez znaczenia, trudno nie wierzyć w nic
Chociaż nic nie dotyka, wiary tutaj niema
Rodzina bliżej nieba, krąg od lat w rynsztoku
W tym syfie śpię niby, wiatr sypie śniegiem w szybę
Huczy już konglomerat, nie mam siły, aby wstać
Umyć twarz i rzucić się znów w ten kierat
Sąsiad toczy wózek w dół z dwunastego piętra
Codzienna pętla do czesnego piekła

Łyk berbeluchy z osiedlowym opatrunkiem,
Wczorajsza resztka piwa na popite duszkiem,
Kęs czerstwej bułki, ostatni ćmik w paczce,
Takie me życie niezależnie jak patrzeć,
Codziennie rano czekając na mannę z nieba
U pośrednika szukając pracy i chleba,
To co jest teraz przecież nie ma znaczenia
To wegetacja w oczekiwaniu zbawienia

Poranek w konglomeracie, podrapał się po jajach
Po papie zsunął na dupę wczorajsze gacie
Aby odmówić obowiązkowo poranny pacierz
W imię ojca, syna, wszystko to sąsiada wina
Ukaż gada, skurwysyna, niech opuści go rodzina
Aniele stróżu mój, w kolejce za mnie stój
W nocy i za dnia, i gdy czasem trzeba kraść
Życie mnie boli docześnie
Nie trzeba o nie dbać, bo czeka życie wieczne
Na szczęście bierzcie krzyż i nieście
Prorok mówi wierzcie, po to tutaj jestem
Zróbcie dla mnie miejsce, oddajcie cześć rzeźbom
Budynkom i miejscom, pokłońcie się krzyżom
Figurkom, relikwiom, klęknijcie przede mną, kiedy skinę ręką
Łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne
Niż bogatemu wejść w królestwo niebieskie
Tradycja tak każe, pismo potwierdza
Że jest za dobrze, to nie zaznasz szczęścia
Więc bierzcie, jedzcie i nic więcej
Czekajcie chwili, gdy pan was wezwie
A mi dajcie resztę, więcej mi przynieście
Dawajcie mi mili ofiary pieniężne
Bieda materialna, to bogactwo duchowe
Tak iluzjoniści wybrali tobie głowę
Idź pogrzesz więcej, każdy tak robi
Kiedy tam wrócisz, on znów zarobi

Łyk, berbeluchy z osiedlowym opatrunkiem
Wczorajsza resztka piwa na popite duszkiem
Kęs czerstwej bułki, ostatni ćwik w paczce
Takie me życie, nie zależnie jak patrzeć
Codziennie rano czekając na mannę z nieba
U pośredniaka szukając pracy i chleba
To co jest teraz przecież nie ma znaczenia
To wegetacja w oczekiwaniu zbawienia
Dupa blada jaka taka joł
gdzie ta moja faja joŁ? fajajoo
a skurwiele mają ją wypalalają !
Gdy wychylylyją
padasz to nara ziom .
Badaja grunt pod nogami
chadzają własnymi drogami
i gadają ,że chuj z wami
wszystkimi !
Jak beduini na pustyni
co szukaja wody
maja wlasne sposoby
człowieku
może to szumi ale nic nie rozumiesz
ten co pił palił ćpal śmial się znieczuli
ubił, jak dziki zza knoxville
mówil że ma swój skill
ponieśli wilka i chuj z nim
jak true skill robie
lahalahalahalaha bum i znikam !
Głodny zapodaje numer 0 700 dalej nie umie , muszee stary muszee browarowałem i zapomniałem , jest mam to wykręcam ponownie siadam wygodnie rozpinam spodnie no zgłoś się mała bo komin mi dymiii głód niema wody na pustyni , nie mogę nie mogę doczekać się na ciebie a przede wszystkim na "wule wokół szawek mgła"

Ref. 0 700 party line ( x5 )

Halo mówi Zosia jestem z pod znaku Łosia nie pije nie pale i lubię konie szukam chłopaka dlatego dzwonie o o o oto mi chodziło lubi konie powinno być miło , lubię "Piasek" i lubię "Just5" lubię chłopaków z 'disko polo live" . Słuchasz "mirry" ale to nie zutóje na jeden numer ją potrzebuje , zaryzykuje zaproponuje sprubóje jak smakuje .

Ref. 0 700 party line ( x5 ) 0 700 (x X)

trzy godziny jak cztery dni ale mnie skręca komin dymi , dzwonek do drzwi yes yes yes browaru łyk już już lukam w Judasza troche pasztet lekka pasza otwieram wchodzi iii stary niedowiary szczena na ziemie opadła mi tranzwestyta z kosci i krwi poczułem niesmak ale mnie mdli białej gorączni osiągnołem szczyt asta lawista Zosia chomoseksualista 0700 juz nie skorzystam nigdy

Ref. 0 700 party line ( x5 ) 0 700 (x X)
Panie i panowie, królowe i królowie
Boginie i bogowie, przesłanie w moim słowie
W każdej głowie nienawiść jak Bośniacy i Serbowie
To nie koniec, musisz tego dowieść, żyć w betonie
Rzeczywistość szara, kroczę drogą samuraja
Betonem nas Bóg pokarał, marząc o ciepłych krajach
O Jaguarach, domach wielkich jak fara
Paląc blala w ganji oparach, spasionych balach
Posiadłość na hektarach, urlop w Himalajach
Zimą Sahara, siana jak Plan Marshalla
W sejfie szmaragd 24 karat,
drogie driny w drogich barach,
Wakacje na Hawajach
Wokół ciebie dziana wiara
szybki on, że opada kopara
Don Perinion nawala
Fiesta Americana
O kubańskich cygarach, dobrych trunków czarach
Pełnych przepychu salach i czarnym impala
W jakuzi bara-bara, z najwyższej półki marant
Wszystko jasne jak Siara, nie popadaj w marazm
Zostań w marach, gadka stara, dalej garaż
Sayonara, chcesz stąd uciekać, teraz i zaraz?
To nara, raport Gurala, Gural nie szarak
Kamarat, co napierdala jak Che Guevara
Chyba pamiętasz podziemny haracz
Na drugiej płycie, na ciężkim bicie
Nie życie jak w Madrycie
Nie wierzycie? Palicie by zapomnieć
Nie słyszeć wspomnień
Myśl przytomnie, a coś zostanie po mnie

Tylko ja i arena świata
Ja i lunapark
Miasta scena, nocny amfiteatr
Ja i zdarzeń opera
Tu i teraz spektakl się zaczyna
W nocy w górę kurtyna
Ja i arena świata
Ja i lunapark
Miasta scena, nocny amfiteatr
Ja i zdarzeń opera
Tu i teraz spektakl się zaczyna
W nocy w górę kurtyna

Wolno marzyć, choć skurwysyny nie kumają bazy
Uliczne obrazy, o tym napierdalają Killazy
Tyle razy, bez skazy, ludzie silni jak głazy
Uciekają jak od zarazy, buntu wyrazy
Analizy, chcesz zażyć cannabis, skręcić czy nabić?
Może się zdarzyć, że psy dumę chcą ci zabić
Musisz zdradzić, zarazić chcą cię kolabowirusem
Chcą byś był kapusiem, bo wiedzą, musisz musieć
Lecz ludzie to nie strusie, nie schowają w piasek głów
To kilkaset słów z centralnego GRU i G do U, R do A do L
Killaz Group, prawdziwych graczy crew
Gural miotacz słów synu
A coś zostanie po mnie

Tylko ja i arena świata
Ja i lunapark
Miasta scena, nocny amfiteatr
Ja i zdarzeń opera
Tu i teraz spektakl się zaczyna
W nocy w górę kurtyna
Ja i arena świata
Ja i lunapark
Miasta scena, nocny amfiteatr
Ja i zdarzeń opera
Tu i teraz spektakl się zaczyna
W nocy w górę kurtyna

Tylko ja i arena świata
Ja i lunapark
Miasta scena, nocny amfiteatr
Ja i zdarzeń opera
Tu i teraz spektakl się zaczyna
W nocy w górę kurtyna
Ja i arena świata
Ja i lunapark
Miasta scena, nocny amfiteatr
Ja i zdarzeń opera
Tu i teraz spektakl się zaczyna
W nocy w górę kurtyna
Miuosh:
Cały Śląsk, ja palę chłam, łamię werble.
Stul pizdę ziom, mamy misję nie przerwę.
Od miasta do miasta choć niektórych to boli.
Biedny i wkurwiony rapujący alkoholik.

Ref.:
Znam swe miejsce i mam swoją hordę,
Trzymamy cały region za mordę.
Możesz się starać i tak idzie ci to wolniej.
Jeśli Coś Działasz To tylko Post Mortem. /2x

Miuosh:
Katowice Ducha, piję, śpię, piszę, słucham.
Z dala od wen bo już tych nie muszę szukać..
Raz zagrałem Rap, postanowiłem będę go grał,
Teraz trzymam go za pysk, byle kurwom go nie oddać!
Ponoć lot mam, jebać to! Daj mi bit.
To nie mleko i miód, tylko krew, pot i łzy.
To nie, miasto ze snów tylko miejski syf.
Wdzierają nocą się przez okna by ci zbrudzić sny.
A rap z tych stron. (ziom). Ponoć kiedyś był wielki,
Bo był wielki teraz nim rządzą cyferki
I te tanie gierki, na które pluję.
Nie jestem niewdzięcznym chujem.
Ja tego nie szanuje.
Te parę lat pokazało kto co tutaj czuję.
Ja znam swe miejsce i to miejsce mi rokuję.
Mam te osiem liter i moc scalania słowa z bitem,
A na dodatek jakoś się w tym odnajduję.

Ref.:
Znam swe miejsce i mam swoją hordę,
Trzymamy cały region za mordę.
Możesz się starać i tak idzie ci to wolniej.
Jeśli Coś Działasz To tylko Post Mortem. /2x

Siwydym:
Siemianowice, Fabud, miasto mnie mobilizuje.
Ziomom zbijam pięć, wrogom pod nogi pluję.
Wzdłuż swej drogi sunę by móc zdobyć ten szacunek,
A gdy nagrywam zwrotkę sprawdzam tą siwą chmurę.
Wieki buch, broda do góry,
Obalamy mury, stereotypów naszej kultury,
To ta gra w reguły, które ustala zdrowy rozsądek,
Nie jeden się zamulił i zgubił ten główny wątek.
Kurwa! Co jest grane tu? Mam wiarę plus talent w chuj.
Spalę klub za te parę stów, ja wiem czego chcę i po to zmierzam.
Ja wybrałem mikrofon tylko jemu chcę się zwierzać.
Hałas morda! Dawaj bro, dawaj jointa,
Biorę moją grupę i wchodzimy tu posprzątać.
Pozostań w cieniu albo się po kątach krzątaj.
Bo jak wejdziesz na scenę to czeka cię z nami wojna!

Ref.:
Znam swe miejsce i mam swoją hordę,
Trzymamy cały region za mordę.
Możesz się starać i tak idzie ci to wolniej.
Jeśli Coś Działasz To tylko Post Mortem. /2x

Miuosh:
Cały Śląsk, ja palę chłam, łamię werble.
Stul pizdę ziom, mamy misję nie przerwę.
Od miasta do miasta choć niektórych to boli.
Biedny i wkurwiony rapujący alkoholik.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo