Popularne piosenki. Polski Hip Hop

WBU, Panda, spierdalamy na koncert

Jutro będę niewyspany, zmarnowany, bo dziś chlamy
Znów gdzieś tam gramy, znów w pociągu chamy
Kanarów kochamy, i love you, uwielbiamy
I love you, ciężko się czasem z nimi dogadać
Czasem każą nam na kolejnej stacji wysiadać
Kto ma rację, a kto nie, nie będę o tym gadać
Bo nie rozkładam tego tu na czynniki pierwsze
Ważne, że zawsze dojeżdża Cienki na miejsce
I choćby było dziesięć czy tysiąc osób na scenie
Zawsze dam, słuchaj, tyle ile mogę z siebie
Leje się wóda teraz, zawsze nie marzę nie raz
Czasami luta melanż, bo wchodzi gościu, siemasz
Kiedy nowa płyta Cienias? będzie jak wyjdzie
Lekko podpity, pobity, pyta o bity
I czy mogę mu też dołożyć tu do popity
Mówi, że tutejsze osiedlowe ekipy
Te typy co stoją w bramach szanują mą muzykę
Bo to dla nas, dla nas, tu życie plan ma na nas
Niejednego rzuci w ogień, dobra pogadamy potem
Bo walimy na hotel, trzeba zebrać hołotę
Ale jak się podobało? spoko było, spoko grało
W hotelu cud malina, znów będą kina
Właścicielka nas przeklina, już nas więcej nie przekima
O szóstej mamy banę moje mordy pijane
Wsiąść do pociągu co jedzie do Poznania
Nie dbać o bilet tylko o bagaż
Trzymając w ręku flaszkę wódeczki
Pić ją tak długo aż nie będzie deczki
Jesteśmy w Poznaniu już, koniec wycieczki

[x2]
Jedziemy na koncert, chyba będzie dobrze
WBU, Panda i zaproszeni goście
Chlanie do oporu, zajebisty klimat
Tak się bawi Poznań czyli każda pyra

Dzwoni telefon, ustawka na głównym
Albo przejazd friko albo po półtorej stówy
Bana podstawiana, wbijamy się na chama
Są z nami ci spod bloku i ci co stoją w bramach
Ładunek na przedział, cała setka balsam
Kanary się zbuntują to damy im na Warsa
Narazie jest bajka, w ryju fajka, w łapie Warka
Miejscówa stylówa, wiadomo, druga klasa
Zaraz koniec drogi, dopijam browara
To właściwa stacja moje bydło więc wysiadka
Kierunek do kultury, ruszyła się gromadka
Jest organizator, o szczegółach gadka
Jestem jeszcze trzeŹwy, nie ma opcji wpadka
Wypadło całkiem dobrze, czas rozjebać hotel
Jestem już pijany, wytrzeŹwieję potem
W pokoju rozjebunda, wybiłem dwa lustra
Z nami jest Miętówa, Absolwenty, inne gówna
Tu same wariaty więc logika same straty
Obrzygany dywan i rozbita szyba
Zwijamy się do chaty, była fajna zadyma
Powrót był chujowy, bilecik kredytowy
Leżę na peronie, bo mnie pokonały schody

[x2]
Jedziemy na koncert, chyba będzie dobrze
WBU, Panda i zaproszeni goście
Chlanie do oporu, zajebisty klimat
Tak się bawi Poznań czyli każda pyra
Patrz!
Wraca mój ziom,
człowiek mixtape za światów.
Podpięty majk pod mikser
mam w kurwę tematów,
pcham, trumnę dla łaków.
Ty sam nie dasz rady
wołaj swoich chłopaków,
albo pakuj graty.
Ładuj, gnaty na blat,
dawaj fanty i hajs,
albo pal narty
my spalimy scenę
i tak, tak.
Cenę i twarz mamy jak cement,
który to spaja,
a wersy kleimy tak, że mają jaja.
Ty, zobacz, że wjeżdża mixtape jak merc,
jest tu w pizdę rymów,
które trafią do serc.
Trafią do głów,
albo uderzą o stół.
Robię to tak od lat dla sportu,
i choć myślisz, że bym chciał
sram na podium.
Mam pewien plan,
system to antychłam
insert na bletki staff
to wszystkie cele
to wizję,
te które znam
mam w tym precyzję i misję
jak czerwony krzyż
to dla uciemiężonych.
Dziś zaczynam emisję
nagrywam mixtape !

Możesz wierzyć w projekty,
albo puszczać je z dymem. ( ja wiem )
Wszystko swoim rytmem. / x2

Jeśli masz problem,
a wiem, że masz prawdopodobnie
nie licz, że któryś z nas go rozwiąże,
bo jeśli sam
nie weźmiesz się w garść
nic nie zmieni tego co możesz mieć
lub masz.
To level wyżej
niż szczebel, który znasz
bądź pewien.
Nie chodzi tu o blaski, błysk
ani oklaski tych,
co są podatni na wpływ
to nielegalny syf
ze stajni tych, co są wydatni
w tym co zmieni stan ich ksyw
podnosząc je do rangi tych,
co jak bumerangi wrócą.
To czysty hip - hop,
który nie pluje jadem
tak funkcjonuje tiadem,
wokali z podkładem.
Ty mów co chcesz,
ja jadę dalej, dalej.

Nowy joint na ulicach.
Jestem stąd to słychać.
Ten sam wkręt,
ten sam skręt.
( Między prawdą, a betonem. )
To ten sam Diox.
-Ty, to jakby coś, to wiesz gdzie Cię można łapać?
-Najlepiej to za ucho
-Czego Ty pękasz?
-Po co się pytasz?
-Wiesz, bo mam coś na oku
-Tak? Idź do okulisty

Dzwonię po zioma, już wiem jakie to miejsce
Muszę się schować, jest na razie bezpiecznie
Czas pokaże co będzie, daj mi 30 minut
A w tyle się przemieszczę z Anglii na Teofilów
Nie kombinuj - to nie Wielka Brytania
Jak na razie tylko cmentarz, smutnej pętla i zakład
Ktoś tu kabzy się nakradł, sądząc po inwestycjach
Tylko oczy te same co błądzą po budynkach
Wszystko się zmienia choć w naszym położeniu
Bywa tak, że zmiany są tu bez znaczenia
Oddech zamiera, pycha zjada nam mózg
To przez ten wirus i powietrze, bo w nim sadza i gruz
Tak osiada w nas kurz, nie dając myśleć rozważnie
Dlatego muszę bać się zanim zniknę na zawsze
Może wyślesz mi paczkę? Kierunek Brazylia
Wizerunek religia, a biednych ziom traktują tam gorzej od bydła
Złość wciąż narasta
Najchętniej to bym zasnął by nie ruszając się z miasta
Faktów namiastka, grubej rangi śmiem twierdzić
Od wczoraj to szukają mnie dwa gangi i mendy

[x2]
Jeśli dla ludzi warty jesteś żywy lub martwy
Zanim uwierzysz w gwiazdy, los się nad nimi pastwił
Jak najdalej od strat by złota ludziom dostarczyć
Jak najdalej od prawdy, jak nie kupią to brać ich

Co dałbym by być inny, już w domu miałem piekło
Jedno to kradzieże, nie chciałem być mordercą
Moje życie jest klęską, większość wymażę z pamięci
Tobie gorączkę złota los wykaże po rtęci
W pełnym wymiarze, wierz mi, nie chcę powtórki zdarzeń
Tego unikaj jak ognia czy od kurwy zakażeń
Chcesz być w dżungli tej panem? Brawo za aspiracje
Debilu, Twój cel to żyć ze sławą, bo kradniesz?
Na swoje ręce patrzę, zbyt wiele na nich krwi
Przez typów w garniturach, ja wiem to dla nich cyrk
Łatwo kpić jak się nie jest samemu w tym gównie
Przed plazmą to głowa od problemów nie puchnie
Ty nic nie mów, pokrótce Ci wyjaśnię ten wątek
Nie ma co głupoty zwalać zawsze na klątwę
Lepiej błaźnie stul mordę, sumienie podpowiada
Z każdą sekundą rośnie przez ciśnienie bałagan
Mam się w terenie skradać? No gdzie ten ziom z autem?
Ty kurwa gdzie jesteś? Ziom jestem w trakcie
Jak będziesz bliżej brat, ten, nie pierdol, masz namiar
Czekam już tyle czasu a psy węszą po bramach
(Ty kurwa, że już nie mogę teraz, a je dawaj, ej
Nie, nie, nie, nie, nie mogę teraz, dawaj zadzwoń później, pozdro)
Tak można liczyć na pomoc ziomek, wierz mi
Kiedyś zwrócą się do mnie, wtedy Boże strzeż ich
Tu zbyt tłoczno na jezdni, przeczekam lipę
Mam płytę, papiery i na powiekach życie
Od zwycięstw po dno, niech to sumienie zaśnie
Pozwól zapomnieć wszystkie płomienie w walce
W terenie zawsze ucieczka to ryzyko
Bo czas tu doradcą dla ludzi incognito

[x2]
Jeśli dla ludzi warty jesteś żywy lub martwy
Zanim uwierzysz w gwiazdy, los się nad nimi pastwił
Jak najdalej od strat by złota ludziom dostarczyć
Jak najdalej od prawdy, jak nie kupią to brać ich

(Wystawiony do wiatru Nikodem R. zaczyna popełniać błędy, nie odwracając się za siebie rozpoczyna pieszą ucieczkę, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji tej decyzji, będą miały one bowiem wpływ na późniejszy tok zdarzeń, wiadomość o ucieczce podejrzanego już dawno obiegła wszystkie służby porządkowe, a w poszukiwania zbiega zaangażowane już było całe miasto, jedyne co zostało Nikodemowi to nie odwracaj się, zbyt daleko to zaszło)
Od A do Z toczy się świeża krew
Życie to odrobina więcej niż ten wydech-wdech
Życie to odrobina więcej niż ta woda, chleb.
Mamy marzenia, którym tylko śmierć może położyć kres
Wczorajsze dzieci jutro odejdą stąd
Naprzeciw nas w sieci kłamstw ciągła gra o tron
Kręci się koło, zleci czas nim załapiesz to
Wczoraj świat witał solą, chlebem jutro powie won
Ponad przepaścią piknik, gdzieś na skraju drogi
Trzeba mieć umysł czysty by nie dać się tu przerobić
W koszyku amunicja i pokerowa twarz
Nie czekaj na łut szczęścia, same asy w ręku masz!
Ile jest stąd do nieba? Mówią, że jeden krok
Choć tak wiele potrzeba człowiekowi by wykonać go
Wszystko jest w Twojej głowie, trzeba usłyszeć szept
Wszystko jest w Twojej głowie, wszystko od A do Z
Za dużo czasu już minęło i za dużo prób
To czas na przełom, tylko teraz mogę zrobić ruch
Odłącz aparat, bije serce, oddycham znów
Dziś urodziłem się na nowo, nowy czuję głód
Nowy świt, wstaje słońce to..
zostawiłem te dni gorsze i zapominam do nich dróg
Idę tam gdzie mój cel i dobrze wiem,
Że jeśli nie ja sam, nikt nie zatrzyma mnie!

Ref. x2
Widzę dziś ile potraciłem oczekując zmian
Tutaj nic się nie zmienia jeśli nie zmienisz się sam
Piszę list, sam do siebie, te litery to mój krzyk
Jeśli nie dam sobie szansy, to nie da mi jej nikt!

Dzisiaj próbuje ponaprawiać to
Jak dziecko co rozbiło szybę teraz siedzę i układam szkło
Już nie szukam szczęścia tam gdzie go nie ma
Choć gdy ktoś pyta jak jest, to wolę jednak zmienić temat
I siema, wracam do skorupy gdzie marzenia niemal wciąż
toczą walkę z rozumem co chcę oceniać
Pierwszy krzyk versus z tym co woli stan uśpienia
Choć podpowiada Dedal, ku słońcu ciągnie chemia
Zakrętów droga nasza pełna jest,
ze wszystkich stron syreni śpiew, to rzecz kolejna jest
Bo tylu żądzy pokus naraz nie okiełznasz, nie!
Wszystko co złe lubi co jakiś czas wypełzać wiesz
Na ulicach wnyki myśliwych od groma, dziwi Cię to
zdziwieni piszą nad kominkiem i w salonach
Dziś jestem ponad, chcesz mnie odnaleźć?
To weź teleskop, patrz po nieboskłonach

Ref. x2
Widzę dziś ile potraciłem oczekując zmian
Tutaj nic się nie zmienia jeśli nie zmienisz się sam
Piszę list, sam do siebie, te litery to mój krzyk
Jeśli nie dam sobie szansy to nie da mi jej nikt!
3,2,1,0 Sprawdź ten flecik
nie jedna dziewczyna chciałaby tak grać na flecie, wierzysz co mówię?
ejj ale ten kawałek jest o korzenia, o tym że nie należy się odcinać
ja zawszę wrócę do undergroundu, bo to jest we mnie... aha...

Możesz ściąć drzewo, ale nie zniszczysz korzeni
życie nie tenis - jeden punkt nic nie zmieni
w poszukiwaniu weny ludzie błądzą, garby rosną jak wielbłąd - co?
teraz pod zarządcą czujesz gorzko, mówisz tak:
chuj beztroskość trafił szlag
to pogoń za forsą
mieć władzę nad nią
nie po to daję w audio
by ciągnąc od ojca na auto
to za ten hajs co odcina gałęzie
tym co sami sobie budują z nich pręgierz
zamiast być świata pępkiem
wole chill grill zły styl odpada
mówisz - pieniądz to władza
wole odciski po joypad'ach
możesz ściąć drzewo ale nie zniszczysz korzeni
spośród miasta kamienic
przez które bit przenikł
ci od problemów uwolnieni
oddają hołd życiu
ideologia Bałut to ideologia sprytu
zasady ktoś wytłukł, zabił, zniszczył
ty tu nabij liść i posłuchaj jak marzenia ziścić

Melodia życia płynie jak film
choć nie wszystko jak w nim
możesz ściąć drzewo ale nie zniszczysz korzeni
przez los nauczeni jak żyć w obiecanej ziemi

Melodia życia płynie jak film
choć nie wszystko jak w nim
możesz ściąć drzewo ale nie zniszczysz korzeni
przez los nauczeni jak żyć w obiecanej ziemi

Praca u podstaw prasa już wzniosła nie jeden wałek
oddając wały tym co na naszej kabzie kładą środkowy palec
nie widzisz zalet? - ja też nie
głos przemierza powierzchnie
myślą nadając siłę wers po wersie
stres podeście niech odejdzie
dźwięk na fader, przez jack na bębnie
[?] na sprzęcie szumi
to nie zasrana reklama przepisów babuni
tylko cut cięty jak DJ Babuli świat ujawnia przekręty
w stylu Alleluii radia
ciężko zaniemówić jak na ustach pogarda
a w głowie Harward - sram na to
by nie stać się maszyną - jak Saturator
życiowy prestigitator moc ma
w sercu Matka Boska - tak mi dopomóż
nastaw odbiornik na szczerość ziomów
to nie atak klonów tylko jazz harmonii torów

[?] MPC, dwa razy [?], stareo,
wiesz przecież że te sny się spełniają...

Melodia życia płynie jak film
choć nie wszystko jak w nim
możesz ściąć drzewo ale nie zniszczysz korzeni
przez los nauczeni jak żyć w obiecanej ziemi

Melodia życia płynie jak film
choć nie wszystko jak w nim
możesz ściąć drzewo ale nie zniszczysz korzeni
przez los nauczeni jak żyć w obiecanej ziemi
Przełom 80. i 90. lat
Dostaje coś co wnet wywraca cały mój świat na lewą stronę
Szare Commodore z magnetofonem
Dziś możesz sie śmiać, lecz wtedy sam byś chciał grać ziomek
Mały śrubokręt - tym ustawiam głowicę
I widzę - press play on tape
Lecz na cuda nie liczę, sam wiesz jak jest
Za drugim, trzecim razem w końcu musi to wejść i idzie
Znów gramy we dwóch, znów ja z ciotecznym bratem
W Yie Ar Kung-Fu i International Karate
Mam cały wór kaset i walczę głównie o to
By nie musieć iść spać przed północą
Od Zorro przez Ghost'n'Goblins
Predatora, Rick'a Dangerous i Pitfall'a
Tu nikt mnie nie pokonałby, gdyby nie to
Że muszę iść spać zamiast tu grać do upadłego

[x2]
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem
Podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
Nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie
Czasem walka o pada jest jak walka o ogień

Parę lat później po tym, o czym słyszałeś przed chwilą
Stoję w kolejce po żetony, choć to nie kasyno
Jestem w wagonie z drewna
, gdzie kapitan Commando
Mama myśli, że jestem w szkole - mija się z prawdą
Pod jedną ścianą Street Fighter, Fatal Fury, Asterix
Pod drugą Flipery i ziomek
Który chętnie twoje żetony przytuli, jak spękasz
Ja bardzo chcę grać, więc nie wymiękam
Do przodu parę lat znów i na dyskietkach z Amigi
Chociaż część mam tej automatów siły
Chłopaki z ośki grają w bijatyki, w Street Fighter
W Mortal Kombat znam fatality każde
I walczę ziomek ale o kieszonkowe
By w niedziele na giełdzie za kasę nagrać rzeczy nowe
To nie jest proste i nie jest łatwe
Rodzice chcą bym uczył się, a nie grał w głupią jatkę

[x2]
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem
Podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
Nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie
Czasem walka o pada jest jak walka o ogień

Kolejne parę lat w przód, taka scena
Wydaję kasy full, by grać po ciemku w Tekkena
W podziemiu w Pakamerze bloku
Parę telewizorów, konsol, też byłbyś w szoku
W domu sie kurzy GameBoy Pocket
Ja czuję przełom, chcę mieć to ziomek, choćby na video
Na taśmie zgrane intro i walki
Bo przy wejściówce do soulagge'a przechodzą mnie ciarki
Kolejny skok w czasie, już mam tą [?]
Prawie kibluje rok w tej samej klasie, bo ciągle w to gram
Jak tylko w domu jestem, w końcu mi wchodzi faza na rap
I na tym robię bity pierwsze
Pewnie sam nie wiesz, że był program, ja szybko chcę więcej
Bo to niemożliwości kompa, nie nagra się tu wokal
I żeby mieć komputer, muszę sprzedać konsolę
I tym udowodnić, że chcę robić muzę

[x2]
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem
Podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
Nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie
Czasem walka o pada jest jak walka o ogień
Ej VNM często masz tak że chciałbyś stąd uciec?
Jasne stary zostawić to wszystko
Uciec gdzieś gdzie da się spokojnie żyć
Trzeba dbać o własne szczęście
Ta nie siedzę na dupie, za*****lam żeby było lepiej stary
Ja też nie chcę być przegrany
I *****ę hejterów, którzy mówią że mogę sobie pomarzyć
Czasami chce się uciec gdzieś daleko
Nie widzieć tego syfu, brudu, kłamstwa
Prosto Mixtape
Marysia Starosta, Sokół, VNM
Posłuchaj tego
Dokładnie tak
Prosto Mixtape 600V 2010
Marysia Starosta i Sokół i VNM
Elo, jedziemy

Nie mam paszportu Polsatu, bo sam tu nie jestem w klubie morsów
Niebieskich blach nie mam, patrz, robię to po polsku
Nie urodziłem się w czepku, nie było lekko
Nikt mnie nie ostrzegł jak się rozkęcało piekło
Nikt nie dał mi wskazówek, nie miałem wizytówek
Ludzi którzy mogą dać tu plecy i szacunek
Nie miałem szczęścia choć chcę dać je innym

Chodź do mnie, ja nie pozwolę cię skrzywdzić nigdy
Nie męcz o czasach i systemach złych
Przeżyłem dużo gorsze więc poradzę sobie w tych
Nigdy nie poddam się naciskom złych ludzi
Tych którzy nie chcą się opamiętać i zbudzić
Niech ten kawałek we mnie całe zło studzi
Ci mali niech wstaną, a dłoń im podadzą duzi
Zasnęło życie w całym mieście, jesteśmy sami wreszcie
Nie śpię jeszcze, myslę, że też chcę

Uciec gdzieś daleko gdzie da się spokojnie żyć
I nie widzieć więcej syfu, brudu, kłamstwa, zdrady, móc szczęśliwym być
Cały dzień i całą noc na przemian robić wszystko lub poprostu nic
I z tych wszystkich, którzy w pędzie za wygraną już przegrani sobie drwić

Nie uda się drugi raz życia przeżyć
Pędzący czas szybo mija i nie cofnie się
Nie powiem ci jak to jest być szczęśliwym
Czasem nie masz, a czasem poprostu mija cię
Nie umiem dać ci na nie recepty jednoznacznej
Nie wiem zupełnie jak zdobywać je
O szczęściu znam niejedną piękną bajkę
Liczę, że u mnie właśnie taka bajka spełni się

Uciec gdzieś daleko gdzie da się spokojnie żyć
I nie widzieć więcej syfu, brudu, kłamstwa, zdrady, móc szczęśliwym być
Cały dzień i całą noc na przemian robić wszystko lub poprostu nic
I z tych wszystkich, którzy w pędzie za wygraną już przegrani sobie drwić

Życie to chwila, ta, ja prędzej nie zginę, ta
Nim wycisnę z niej wszystko jakbym do szklanki miażdżył w ręce cytrynę
Nawet jeżeli mnie o centymetr szczęście nie minie
To bądź pewien nie zakręcę tej pętli na linie
Jestem beliver przynajmniej tak na to mówią w Stanach
Jak wiary ci brak dla mnie to duży dramat
Bo kto wierzy w ciebie bardziej niż ty?
W to że ty i szczęście jesteście tu sobie coraz bardziej bliscy?
I nie przejmuj się, że kpią z tego
Czym jest twoje szczęście jak dla nich to pielgrzymki do nocnego
I obojętnie co robisz to bądź tego pewien
I bądź z tego dumny i wierz w siebie
Pieniądze czy fama, rodzina, dzinsy rabana
Plaża na Kajmanach bardziej jumping na koryncki kanał
Gdy twoje szczęście wreszcie trafi do ciebie
Dostaniesz skrzydeł tak jak ptaki na niebie bądź pewien

Uciec gdzieś daleko gdzie da się spokojnie żyć
I nie widzieć więcej syfu, brudu, kłamstwa, zdrady, móc szczęśliwym być
Cały dzień i całą noc na przemian robić wszystko lub poprostu nic
I z tych wszystkich, którzy w pędzie za wygraną już przegrani sobie drwić
Chcesz wiedzieć brat, jak wygląda mój pokój?
Przed siebie mam sam bałagan w tym lokum.
Zamiana widoku dla mnie może być ale,
ubrania wokół mówią „Ten syf to zalew”.
Teksty porozwalane, podłoga pod nimi,
podłoga lecz najpierw pod nogami winyl.
To doda mi siły posprzątać bajzel,
tak sobie mówię o tym już od trzech lat, wiesz.
Jak nie, jak chcę, tak i tak, tą operację zacznę!
Mam cel, lecz pewnie zapalę i zasnę,
od kilku lat w domu nie ma, nie ma mnie.
Miewam, że znajdzie mnie chwila męki,
to patrzę na puste od piwa butelki.
Odkrywam, że w jednym metrze rosną butelki piętro po piętrze,
co to za miejsce?
Tak to mój pokój, typowego mieszkańca bloku na uboczu.
Coś o roztoczu, co żyje w płytach,
masz alergię człowiek, to tu nie oddychasz!
Jak wchodzisz od drzwi albumy po prawej,
po lewej masz biurko, a na nim nic prawie.
Mam dziś zamęt, ale metr dalej, pozwól,
królestwo owe ci przedstawię.
Na krześle skarpetki, puste pudełko od świerszczy,
Kameleon już wszystkie wpieprzył.
Siadaj brat lecz uważaj na fostex,
co sprawia, że nie może się oprzeć.
No dobrze już wiesz, ale ostrzegam po to...
-O kurwa! -Co? -Uważaj mikrofon! -Spoko!
Sprawdź pokrótce blat,
jedyny producent, co robi pod łóżkiem rap.
Ej brat, uważaj na głowę,
jak wstajesz o łóżko zajebać się możesz.
A co na stole?
Dwie MPC’tki, od coli butelki, nakrętki z fajkami,
przy pełnej kielni, dwa gramy sensi dalej.
30, ale zapakowane, no i w chuj tych od fajek...
Bletek filtry,
wiesz ja nie pale niczego bez dżinksu.
Dlatego syf tu utrzymany jest w pełni,
na ziemi preamp i mikser ten lepszy.
Obok korki station plus nord electro, akai 5000,
na pewno, na pewno...na pewno tu był,
Lex i kompot generalny mix.
Zbyt dużo płyt, pozwól się rozejrzę,
widzę, że wyłania się gdzieś tam we mgle.
To dzięki niemu szaleję na bębnie,
co powoduje, że trudno zamknąć gębę.
Z dnia na dzień przykryły go papierki po czekoladzie.
Patrz go ustawię, jestem wynalazcą,
bo cały prąd daje mi jedno gniazdo, w diabli!
Do tego mam milion kabli.
Znajdź ten właściwy, a serce ci zadrży,
który to leksykon? -Sam widzisz chciałbym...
Dobra odpalił, chodź puszczę Ci sample,
-Puść bity!
Tylko ogarnę, mam kilka nowych, tylko dysk znajdę,
-O leży, gdzieś tam w rogu!
Tam gdzie zawszę, dobra nieważne, odpalmy lolka,
Brat coś ci puszczę, a potem tu posprzątam!

Bo każdy idzie w swoją stronę,
Choć nie wiadomo jaką wybrać drogę.
Inni wyboru nie mają i przymierają głodem,
wiem dobrze wyglądam tu w swoim samochodzie.
Ale sumienie wyrzuca mi go na co dzień, moment!
Daj mi pomyśleć menciu,
nie chcę by tylko szczęście mogło zaistnieć na zdjęciu.
Wszyscy uśmiech, chluśniem nim nie uśniem!
Rozpoznasz, który śmiech trąci oszustwem.
O tym może dowiedzieć się już wkrótce.
Masz plany? Wielu je miało zanim nie zostali rozpoznani.
To nasz dekalog, a gdzie azyl?
Azyl za mało, daj mądrej głowy cenę,
urodzony w Somalii, za śmierć pod gołym niebem,
Po co mu wiedzieć, kto na mnie bluźni,
gdybym się przejął, bym był próżny.
Nic nie zrobiłem co by mogło mnie wyróżnić,
los jest okrutny, czas sławy jeszcze krótszy,
się nie oszukujmy!
Pomyśl o życiu i dużych perłach,
teraz pomyśl o Chinach i ludziach, których się wysiedla.
USA to brednia, herezja łatwowiernych,
czterotysięczniki obok kartonowych dekli.
Masz raj do ucieczki, kraj wielki, niebezpieczny,
skończysz jak Afganistan ‘51.
To plony raju, kiedyś luksusem był Maluch,
kto mógłby pomyśleć, że tak będzie nazajutrz?

Szacunek mam dla tego miejsca,
zawsze może być gorzej, co byś nie pomyślał.
Ten czar tu pryska, razem z nim wiara w cud,
daj Bóg, żeby nas nigdy nie znalazł głód!

Szacunek mam dla tego miejsca,
zawsze może być gorzej, co byś nie pomyślał.
Ten czar tu pryska, razem z nim wiara w cud,
daj Bóg, żeby nas nigdy nie znalazł głód!

To HollyŁodź!!!
Chwile ciszy dobrze nie wróżą
bo może to jest cisza przed burzą

Mówię, że szczerze kiedyś uda mi się być gdzie indziej
w lepszej jakości płynąć jak Hemingway w filmie
wierzę, że to przyjdzie tak samo łatwo
jak łatwo oceniają nasz los przez biznes
masz głos, sam proś o talent
hasło być pedałem jak Wiśniewski czy to zazdrość
to nie słoneczny patrol
czy warto dawać dupy za hajs sławę bękartom
skuty pysk za to zamiast żyć na bogato i żyć jak szmata
wolę skromnie i z klasą doceniać wartość świata
trzymać fason, mówię, że szczerze
kiedyś uda mi się spojrzeć w przeszłość
doceniając niezależność
nie dla mnie berło i władzy przyjemność
tylko tętno towarzyszące koncertom
to prosty rap dedykowany osiedlom
co czują jedność
wierzę w to, co każdy z odrobiną wyobraźni
jak mówisz do mnie to w oczy patrz mi
bo tylko ten, co kłamie miewa zaćmy
będąc sam siebie wartym, mówię o sile prawdy

[x3]
z sekundy na sekundę
z minuty na minutę
z godziny na godzinę
nie da się przed tym uciec

z sekundy na sekundę
z minuty na minutę
z godziny na godzinę
to przeznaczenie
[tylko tekstyhh.pl]
Mówię, że szczerze kiedyś uda mi się wygrać z czasem
nie proszę o basen, prosić nie śmiem
sam sobie katem ten, co marzy we śnie
że zbuduje chatę w bezpiecznym mieście
świat jest ofertą jak Ze Roberto
tylko świat zagrywa kiepsko
a Ze Roberto nieziemsko
czy mam liczyć się z klęską, owszem
przegrywa nawet obstawiany bokser
znów nieodebrany forhend
świat przelicza na drobne
na dobre zapatrzeni w siebie
lustrzany afrodyzjak
rosnąca hipokryzja
i adekwatny przebieg
ironia jak w szpilkach
gdy na ustach eden
kto ma wygrać
syf otwiera tabele
kolejny bestseller
słów fenomenologii przelew
sceno monofobii teren
nie nowe, no kopsnij zele
tu się żyć chce
choć znów wina na winie
ktoś, że znajdziesz indziej niż kabzę
ważne wspomnienie każde
choć nie każdy to hamlet
każdy liczy na łaskę
zaślepiony życiem co kreuje tą farsę (tak jest)

[x3]
Zsekundy na sekundę
z minuty na minutę
z godziny na godzinę
nie da się przed tym uciec

Z sekundy na sekundę
z minuty na minutę
z godziny na godzinę
to przeznaczenie

[x3]
Chwile ciszy dobrze nie wróżą
bo może to jest cisza przed burzą
MAG::
No nie jeden się tu głowi
Jak to się robi?
Co? A robi się to tak.. na to zawsze gotowi
No nie jeden się tu głowi
Jak to się robi?
Co? A robi się to tak.. na to zawsze gotowi

Siedzę sobie w klubie, jak prosię w nosie dłubię
Drapię się po dupie, w takt, rytm nogą tupię
Wokół tańczą ludzie, ja pogrążony w nudzie
Ona z kasy mnie oskubie, a ja sobie ją kupię
To dobry układ, jestem z tego rad, że ten drink jak swat nas swata
Tego lata, pomysłów ma tysiąc umysł co figle płata
I chyba mogę przysiąc, może się przysiąść Psychotata ?
Miło mi, cię (i cię..) przepraszam, czy macie picie (picie)
Jestem spragniony, jak tak, to znakomicie
Tu.. rymy na wolno, jak i w zeszycie
Z wami, dziewczyny, ja znajdę się na szczycie
Wątpliwości nie ulega, piękna jak Susan Vega
Od czasu do czasu wolność swą zastrzega
Papierosa wyciąga i prosi mnie o ognia
Tymczasem ja jedną zapałkę mam w spodniach, ale
Tego dnia ona płonie jak pochodnia
i ssie ze mnie kasę, jak bezdenna studnia
może tak dla ochłody, przełamiemy pierwsze lody
jestem czarujący, bo mam na to metody
i gdy, sens ukryty, cel dawno zdobyty
tu cię mam, jak dozwolone wszystkie chwyty
pyta: która godzina? Zegarek mi stanął
najpierw dobranoc, a potem będzie rano
poszedłem zapytać, kiedy wróciłem
ich nie zastałem, a inne upatrzyłem
one wyszły jakby tyłem, a mi tyłem wyszły tyły
chyba tą zwrotkę mi spierdoliły
ej.. chciałem dalej rymować, no.. hehe
chyba tą zwrotkę mi spierdoliły

TYMI::
nie jeden się tu głowi

MAG::
Jak to się robi?

TYMI::
No a robi się to tak..

MAG::
na to zawsze gotowi

TYMI::
nie jeden się tu głowi

MAG::
Jak to się robi?

TYMI::
No a robi się to tak..

MAG::
na to zawsze gotowi

TYMI::
Sprawdzony lokal, za jego drzwiami komplikacji multum
3 godziny tutaj, mam swój moment triumfu
rozmowy w toku, razem z wami wszystkimi
kasy limit, póki jest, to sączymy
klimat prawie jak latem, w parku na ławkach
zamiast browaru – tonik, pięćdziesiątka Seagrams’a
jakaś lalka jak lampas, subtelny dotyk
w powietrzu zapach jej perfum, jak narkotyk
na ręku dziara, lubi być rozpoznawana
o takich jak ona po mieście rozchodzi się fama
obcykana, znajomości płaszczyzna
sprawdzony bajer działa jak afrodyzjak
wzrok na jej cyckach, w łóżku ostra jak brzytwa
każdy chciałby dzisiaj dotrzymać jej towarzystwa
po to tu przyszła, będę miał swoją szansę
dla wszystkich fajnych dziur Tymi kończy toastem


FOKUSMOK::
nie jeden się tu głowi

TYMI::
Jak to się robi?

FOKUSMOK::
No a robi się to tak..

TYMI::
na to zawsze gotowi

FOKUSMOK::
nie jeden się tu głowi

TYMI::
Jak to się robi?

FOKUSMOK::
No a robi się to tak..

TYMI::
na to zawsze gotowi

FOKUSMOK::
Znam cię doskonale i szukam cię wzrokiem, ale
Widzę stale te, co wokale przeliczają na cale.. he
żmije.. ile jeszcze je muszę znosić?
Zmusić cię, czy prosić cię, kocie przestań się nosić
Kici-kici bądźmy nieprzyzwoici
Dziś chwile ulotne umili ci ktoś
Tylko poproś, a ustawię ostrość
Zbliżenie na całe, ślińcie się, czy odwrotność
Dość godności masz jak ja miłości
Daj sygnał, jeżeli masz na tyle mądrości
Ale dzisiaj nie kochaj się w mojej złożoności
Tylko ze mną,ostro, no bo to o to pościg
Czujesz? Atmosfera pulsuje jak głośnik
Dotyk.. i moje piorunujące zdolności
Dziewczyno.. porusz mnie, a nic mnie nie zatrzyma
I nie przestawaj, dawaj, a będzie jak lawina
Z nóg ścinał finał, znasz ten klimat
Z opowiadań koleżanek, że poranek je zatrzymał, ale
Bez obiecanek, wolisz dotyk, więc przystanek
Fokusmok - dla fanek


PIH::
nie jeden się tu głowi

FOKUSMOK::
Jak to się robi?

PIH::
No a robi się to tak..

FOKUSMOK::
na to zawsze gotowi

PIH::
nie jeden się tu głowi

FOKUSMOK::
Jak to się robi?

PIH::
No a robi się to tak..

FOKUSMOK::
na to zawsze gotowi

PIH::
Chcesz wiedzieć, jak to się robi? Lekcja numer jeden:
Traktuj je jak powietrze, nie odpędzisz ich od siebie
Nie jesteś frajerem, nie stawiaj drogich alkoholi
Niech dziurze nie uderzy woda sodowa do głowy
Pokaż klasę damie, nie gardź przy niej szmatą
Cipka polityką, ty od teraz dyplomatą
Będzie warto, nawiń na uszy makaron
Sypnij 3 komplementy nogi się rozkładają
Jest piękna, mądra, podąża tropem mody
Złamane kody, masz lody lody lody,
Żywe dowody, że te lekcje są bezcenne
Najlepsi stratedzy jak krew przelewają
S do P do E do R do M do Ę
Chcesz tego czy nie? Full kontakt, ostrą grę?
Seks jak sport, szybką piłkę, mokry kort
Wiesz jak to się robi, kiedy już zdobyty fort

STRAHO::
no nie jeden się tu głowi

PIH::
Jak to się robi?

STRAHO::
a robi się to tak..

PIH::
na to zawsze gotowi

STRAHO::
no nie jeden się tu głowi

PIH::
Jak to się robi?

STRAHO::
a robi się to tak..

PIH::
na to zawsze gotowi

STRAHO::
Panowie, lokal otwarty, oto wrota na party
Na to zawsze gotowi, no to w szeregu zwartym
Do baru, po bronki w kolejce ludzi paru
Obrót 3 6 0 dziś trzeba użyć czarów
Wampa mijam
ach jakbym ją tak z kija,
gładziutka szyja i ja haps kły jej wbijam
zerkam po ryjach, podejrzewam, że niczyja
atmosfera sprzyja, więc podbijam i nawijam
nudę zabijam, nie zaziewasz nawet, ponieważ ściemy omijam
dlatego tego nie lekceważ
w mordę jeża, piękna, ponętna nie dowierzam
inteligentna, to we mnie uderza
na parkiecie kobiecie dirty dancing pokażę
I jak Pershing tam w parze w podnietę ją wyposażę
a że zmoknie okropnie, gdy seksownymi ruchami porażę
wraz z rytmem w parze się na harce odważę
w kotka, myszkę zagramy
gdy w ustronne miejsce się udamy
zmysły postradamy i emocjom oddamy
chyba, że rady nie damy,
popadamy, skończy się gra
co się odwlecze, nigdy nie uciecze, nie..
toć i pa ! R + A + H
1 7 PFK
Ref:
To nie jest sen
To jest nasz dzień
Masz czas by moc
wiec posluchaj slów

1
Warto kochac
Warto zyc
Warto snic
mimo ciezkich chwil
Zwykly usmiech lub zwykly gest
Podanie reki lub zwykle czesc
Wystarczy podejsc zapytac sie
Przeciez chodzi o to by poprostu chciec
Warto isc gdzie niechce cie
Warto starac sie naprawic sens nadzieji tez
Przeciez warto zyc
Nadzieja tez pomaga marto w niej tkwic
Tak naprawde to warto isc
zaznaczyc slady przezytych dni
Po co mi dzien bez szczescia w nim
Przesiaknac pozytywnie
Odepchnac zlosc
Tak latwo sie poddaj unikaj
Wiem warto na to czekac
to jest nasz dzien

Ref:
To nie jest sen
To jest nasz dzień
Masz czas by moc
wiec posluchaj slów

2
Warto chciec pokonac strach
Warto zyc jak marzyc w snach
Nie ma barier nie ma ich
Nie daj sie gdy zycie drwi
Warto slyszec cichy szept
Zignoruj czasem glosny dzwiek
Warto dac to co masz
Warto upasc aby znowu wstac

Ref:
To nie jest sen
To jest nasz dzień x2
Masz czas by moc
wiec posluchaj slów
Parę dobitnych słów
Parę dobitnych słów
Parę dobitnych słów
Do bitu

Ref.x2
Nie bać się
Nie dać się
I zwyciężyć
Pod obręczą
Nad obręczą
I na obręczy
Nie bać się
Nie dać się

Nie bać się
Nie dać się
Z gównem nie jebać się
Każdy dzień przeżywać jakby był tym ostatnim
Pogrążeni w matni, chcąc być ponad tym
Czas nagli jak diabli, ja i kartki
Miałem w życiu trochę niewygód
Zaliczyłem trochę, hardkorowych przygód
Wyciągnąłem wnioski, bo nie jestem przygłup
Kolejny powód powoduje szczery wywód
Emocji wybuch. Wbij cybuch
I daj mi buch
Ten trak nie jest słodki jak drin z malibu
Kadry z filmu w pamięci trzymam. Nie zapominam.
Za mną nie jedna mina
Przede mną nieuchronny finał
Jak ślimak sam sobie nosze dom
Przydomek Don. Płynę jak prom pod prąd
Pierdole berło i tron
Mam stilo z zachodnich stron
I mikrofon, co razi słowem jak trąd
Zataczam okrąg, otwieram okno
Betonowe lasy ciągle mokną, (bo pada deszcz)
A ja spadam, z każdą kroplą
Spadam po stokroć
Okolice pozostawiam mokra (wiesz)

Spadam z każdą kroplą
Spadam
Bo pada deszcz
Spadam
Nie bać się nie bać się
I zwyciężyć
Nie bać się
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo