Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Euro 2-0-1-2
Zróbmy dzisiaj z całym Poznaniem
Mam do was jedno pytanie

Czy jesteście gotowi na EURO?!
Cały Poznań gotowy na EURO!
Cała Polska gotowa na EURO!
Czy jesteście gotowi na pewno?

Emocje - serce bije mocniej
Na ulicach coraz tłoczniej
Ludzie idą przez miasto na stadion
dopingować na całe gardło
Polska nareszcie na swoim miejscu
Poznań nareszcie w Europy sercu
Dumne, wesołe twarze, razem
Każdy z nas jest gospodarzem
Wizytówką więc wypijmy zdrówko
To coś więcej niż pogoń za futbolówką
Wspólna idea, wspólna pasja
Rywalizacja, wielka okazja
By pokazać światu polski charakter
A wielki sukces stanie się faktem
Zaczynamy futbolowe święto!

Czy jesteście gotowi na EURO?
Czy jesteście gotowi na EURO?!
Cały Poznań gotowy na EURO!
Cała Polska gotowa na EURO!
Czy jesteście gotowi na pewno?

Czy jesteście gotowi na EURO?!
Cały Poznań gotowy na EURO!
Cała Polska gotowa na EURO!
Czy jesteście gotowi na pewno?

Poznańska szkoła - liczy się konkret
Mamy zadanie - to nasz obowiązek
Dla naszych piłkarzy to skrypt
Grać mądrze, pokazać spryt
Nie jesteśmy w stanie grać jak Hiszpanie
Szalony z piłką taniec
Nieważny drybling, jeden, drugi, trzeci
Ważne co wleci do sieci
Bo wygrać każdy mecz będzie arcy-trudno
Niech mówią, że gramy anty-futbol
Niech mówią, że mamy zero stylu
Ważne, że gramy na zero z tyłu
Z meczu na mecz coraz lepsi
Z wiarą w sercach, z orłem na piersi
Poznań - wiemy jak to zrobić!
Podnieście ręce, jesteśmy gotowi!

Czy jesteście gotowi na EURO?!
Cały Poznań gotowy na EURO!
Cała Polska gotowa na EURO!
Czy jesteście gotowi na pewno?

Czy jesteście gotowi na EURO?!
Cały Poznań gotowy na EURO!
Cała Polska gotowa na EURO!
Czy jesteście gotowi na pewno?

Czy jesteście gotowi na EURO?!
Cały Poznań gotowy na EURO!
Cała Polska gotowa na EURO!
Czy jesteście gotowi na pewno?

Czy jesteście gotowi na EURO?!
Cały Poznań gotowy na EURO!
Cała Polska gotowa na EURO!
Czy jesteście gotowi na pewno?
Raz się jest na dnie raz się jest na szczycie
Oto całe nasze popierdolone życie

Pytania odpowiedzi odpowiedzi znów pytania
Kolejny dzień już schodzi może kupić coś do chlania
Życie nie jest proste ciągle kopie cię po tyłku
Chciałbyś złapać oddech pożyć trochę bez wysiłku
Pytania odpowiedzi odpowiedzi znów pytania
Lęk o własne życie prawie wszystko ci przesłania
Człowiek się zmienia świat się szybko zmienia
Coraz młodsi palą piją i trafiają do więzienia
Z młodocianym alkoholikiem możesz napić się wódki
A potem skorzystać z usług starszej prostytutki
Trochę starszej bo przeszło trzynaście lat
Naprawdę już zwariował ten popierdolony świat
Pytania odpowiedzi odpowiedzi znów pytania
Wkurwiasz się w barze kiedy obserwujesz drania
Który właśnie się porzygał i okropnie śmierdzi
Nie masz nawet pojęcia jak ten skurwiel się męczy
Bo ty jesteś na szczycie a on jest na dnie
Ale role mogą szybko szybko odwrócić się
Więc nigdy się nie śmiej z zasrańca przegrańca
Bo gdy ciebie to spotka i obudzisz się z rańca
W jakiś pierdolonych krzakach w dodatku bez portfela
Wtedy sobie przypomnisz barowego menela

Raz się jest na dnie raz się jest na szczycie
Oto całe nasze popierdolone życie x2

Jeśli zbyt często palisz i zaglądasz do butelki
Jesteś zwykły skurwielu wkrótce robisz się zbyt miękki
Pijaństwo alkoholizm nazywaj to jak chcesz
To nic innego jak ucieczka sam dobrze wiesz
Ucieczka do świata brudnego zepsutego
Właśnie tak o tym mówią ci ze świata lepszego
Odrzucamy normy odrzucamy wartości
Świat na wielkiej fazie świat wielkiej szczęśliwości

Gdybyś tylko mógł ulepszyć nasz świat
Jednak twe ograniczenie pozwala widzieć świat zza krat
Sam je zbudowałeś nakreśliłeś gruby mur
Nie chcesz kontaktu zachowujesz się jak gbur
Twój świat się różni jest inny od tego
W którym żyją tacy ludzie którzy cały dzień chleją
Bieda ubóstwo to nieciekawy temat
Poranne picie wina taki już codzienny schemat
Żyjesz z tymi ludźmi mieszkają obok ciebie
Widzisz ich na co dzień i naprawdę cię to jebie
Jak już wspomniałem raz się jest na szczycie
Bo potem spadasz w dół i pierdolisz sobie życie

Raz się jest na dnie raz się jest na szczycie
Oto całe nasze popierdolone życie x2

Nie chcę byś patrzył na mnie tak jak teraz
Zdarza mi się wypić wpierdolić w kawałę nieraz
Lecz wszystko to gówno jakoś zawsze się kończy
Nie jestem taki groźny żeby słać za mną list gończy
Jestem podatny na różne używki
Na wódę likiery i zagraniczne trunki
Ile to razy mi się zdarzyło żeby zamiast iść do kina
Zupełnie bez kontroli urżnąłem się jak świnia
Zdarzyło się także że zupełnie bez celu
Chodziłem napizgany jak tych meneli wielu
Więc nie można powiedzieć że nie skończę tak ja oni
Przecież też byli na szczycie a teraz jest już po nich

Raz się jest na dnie raz się jest na szczycie
Oto całe nasze popierdolone życie x2
Żyjesz tak...

Od dwóch miechów cztery kąty, brudny dywan i kartony
Dwa fotele, piec kaflowy, komp, głośniki, mikrofony
Nie rozpakowany jeszcze, nowe lokum, stare miejsce
Znowu jestem bezrobotny, stare śmieci, Dębiec, odwyk
Od tych wspomnień, zamknąć stare, zacząć nowe
Wskrzesić wiarę w prawdę, słowem tak, jak w powiem
Zmienić zdanie w magię, robić co najlepiej robię
Znowu nie mam nic, jak przed P-ń VI
Od nowa zacząć żyć by mieć znów to co chcę
Więc piszę, rap zabija ciszę i wypełnia puste miejsce
Liczę, że magiczne wersy zmienią się w zaklęcie
Kiedy trwoga do muzyki wracam jak robak do Boga
Tylko ona jak Whisky moja żona jest najlepszą z dam
Tam gdzie droga rozwidlona ona powie pójdziesz tam
Wokół tylu ludzi, nadal czujemy się sami
Wpatrujesz się w telefon czy ktoś ciebie dzisiaj zbawi
Gdzie jesteście przyjaciele moi? odpłynęli w sinej mgle
Niewielu ich tu stoi, ilu pozostanie kiedy znowu będzie źle?
Moje demony powracają do mnie, majaczą mi w głowie coraz głośniej
Opętanie jest tak słodkie i tak niebezpiecznie proste
Żyć normalnie z nimi nie mogę ale bez nich nic nie stworzę
Rozerwany jak z tali wyrwany Joker
Jestem kotem więc zostało mi żyć osiem
Jestem psem bez pana więc nie nauczysz mnie siadać
Wilkiem bez stada, który się nie zawaha
I gdy wpadnie w sidła w tych betonowych lasach
Ogryzie co zniewala aby wrócić na trzech łapach

Żyjesz tak...

Łap oddech, daj spokój, wiesz, każdego ten świat rani
I nic tu nie da te codzienne zmawianie litanii
Składanie dłoni, kiedy boli w tej niedoli, wbrew twej woli
nie załamuj rąk, to nie da tobie nic
bo tak stworzono świat, życie przecieka przez palce
choćbyś chwytał je garściami zranionymi w walce
nawet Bóg stworzył cud w legendarne siedem dni
zobacz co mu wyszło, gdy to widzi teraz grzmi
poplątane losy, każdy z nas czasem ma dosyć
dosyć tych ciągłych upadków i wzlotów, dosyć
dosyć już nerwów rozstrojonych niczym struna
niejeden przez nagonkę za pieniądzem młodo umarł
żyjesz tak, od świtu do nocy tyra
monotonia cię dobija, nie masz siły by wstać z wyra
cztery cale od nałogu, który usiadł już na progu
aby wpuścić go do środka każdy z nas ma sto powodów
tysiąc złotych na opłaty, drugi tysiąc wkładasz w raty
potem miesiąc zapierdalasz i życie się kończy na tym
lata wstawania o brzasku, dwa tygodnie plaży, piasku
jest sześć miliardów nas tu, ćwierć ma co położyć na stół
żyjesz tak, jak Bóg chciałby, żebyś żył
czasem usiadłbyś z butelką, nic nie robił tylko pił
ostatecznie, niekoniecznie to jest dobre rozwiązanie
chuj z tym, bo i tak nikt nie wie co się stanie

Żyjesz tak...
Mówią, że raperzy upadną (że upadną),
A nie mają racji, nigdy do tego nie dojdzie,
Te słowa nie są prawdą.
Wątpliwości odeszły już dawno (już dawno),
Bo mówią, że raperzy upadną (że upadną).
Drużyna A
Te słowa nie są prawdą,
Wątpliwości odeszły już dawno,
Choć już dawno nie powinno nas tu być,
WLKP !!!

[Kris]
To miasto małe przez życie całe poznawałem
Tym powietrzem oddychałem
Czy kiedyś powiem, że właśnie przez to przegrałem
Bez wsparcia z zewnątrz, opuszcza mnie pewność
Bo zamiast mi pomóc wytykają mą odmienność
Patrzą z dystansem, nie mogą pojąć, że mam jedyną szansę
Wielkie intelekty, patrzcie w obiektyw
Zobaczcie tą młodzież bez żadnych perspektyw
Wieczna tułaczka z całym otoczeniem
Jest moja stara paczka w której się obracam
Powiesz, że się zatracam i plecami sie odwracasz
Tak może każdy, sam stawiam maszty
Robienie hip-hopu to dla mnie duży zaszczyt
Nie znajdziemy płaszczyzn
Dopóki chcesz wrzucić nas do paszczy
Tak, widzisz w nas chwasty
Chciałbyś pstryknąć, ale ja nie mogę zniknąć

Ref.:
Mówią, że raperzy upadną (że upadną)
My jednak wiemy, te słowa nie są prawdą (te słowa nie są prawdą)
Wątpliwości odeszły już dawno (już dawno)
Choć już dawno nie powinno nas tu być (nas tu być) x2

[Doniu]
Pamiętam jak trza wiosenne popołudnie
Mały dzieciak podłamany okrutnie
Oceną młodych wierszy wydanął przez siostre
Wtedy je spaliłem, teraz gdy podrosłem
Wiem doskonale, że nie warto rezygnować
Spalisz marzenia, trudno odbudować je
Masz co pielęgnować to zacznij od teraz
Nie produkuj wymówek, bo się nie pozbierasz
Co mam powiedzieć, co?
Hip-hop stop bo małe miasto prowincja to nie to
A gdzie najbardziej zatwardziałe ekipy
Senne ulice i nie moralne chwyty
Dlatego to robię wbrew twardym konwenansom
Olewam schemat i z najwyższą klasą
Pociągam za sznurki z Liberem i Krisem, kapujesz?
Dzięki siostrze nadal pisze

Ref.:

[Liber]
Wyrzutek odchylony od normy
Daje sobie rade, jest do tego zdolny
Rap z poza miasta uderza, nabiera własnej formy (formy)
Co najważniesze jest wolny
Pozwalam mu jako jego treser
Prezentować możliwości pod każdym adresem
Wszędzie, gdzie jest koneser, który czeka
Na nowe produkcje jak na deser (jak na deser)
Ukojenia szuka w solidnym rapie
Liczy się dla mnie to co przelewam na papier
Nie pozycja na mapie, jesteśmy na kolejnym etapie
Choć w zasadzie powinno nas tu nie być
Jednak każdy z nasz chce być (chce być)
Biegniemy, wyłaniamy się z podziemi
Może z nieco innych korzeni, lecz myślami z wami połączeni
Pogrążeni w muzyce, w której obce są wszelkie granice
Nowe oblicze, mikropolia

Ref.:
Mówią, że raperzy upadną (że upadną)
Że raperzy upadną, te słowa nie są prawdą
Wątpliwości odeszły już dawno (już dawno)
My chcemy to robić i zawsze będziemy to robić (nas tu być)
Bo mówią, że raperzy upadną (że upadną)
Mieszkamy tam gdzie mieszkamy
Te słowa nie są prawdą
Wątpliwości odeszły już dawno
Choć już dawno nie powinno nas tu być (nas tu być)
Tamte wspomnienia nadal w mojej głowie goszczą
Czemu dziś tu, a kiedyś tam?
Nie chce zapomnieć o tym, jakie mam korzenie
Nie wstyd mi, wręcz szczycę się (szczycę się, wiesz)
To przecież przeszłość, a nadal we mnie drzemie
Lecz to jest tylko wspomnienie
Zamykam oczy i widzę szare cienie
Chce by były tu naprawdę to me marzenie

Jest jedna rzecz, która lamusów smuci – to, że rap trzeba mieć, nie można się go nauczyć
Niektórzy poszli za nim, musieli wrócić, rzeczywistość musiała ich budzić, realia cucić
A Ja 15 lat temu na starych śmieciach, wychowywałem się przy innych dzieciach
I matka kupiła mi mój pierwszy plecak, potem w chuj lat musiałem nosić go na plecach
Małolat nie wiedział wtedy, co to jest rap, byłem inny, miałem marzenia, mój kumpel miał wigry.
Ja miałem podwórko, odgrodzoną od domu furtką, to stare czasy, nie ważne było jutro.
Wypijmy szczerze za każdą na boisku imprezę, za tanie odzieże, za wszystkie mury w srebrze, za ulice, po których jeżdżę, przeciwko tym, których pieprze, za czasy lepsze, już swoje po ziemi drepcze, za mordy coraz cwańsze, za kieszenie w hajsie, dedykacje dla przyjaciół za szczere akcje, z mordą marną, nie ma miejsca jak to[?], teraz całą bandą chłopaki stoją za mną.

Tamte wspomnienia nadal w mojej głowie goszczą
Czemu dziś tu, a kiedyś tam?
Nie chce zapomnieć o tym, jakie mam korzenie
Nie wstyd mi, wręcz szczycę się (szczycę się, wiesz)
To przecież przeszłość, a nadal we mnie drzemie
Lecz to jest tylko wspomnienie
Zamykam oczy i widzę szare cienie
Chce by były tu naprawdę to me marzenie
Dziś wieczorem nie ma niuni w domu,
taa, a ziomek będzie sam na chacie.
Pomysł mu do głowy wpadł, żeby zjarać japę.
Taa, pusty portfel, więc składa łapy w pacierz,
żeby jeszcze parę blach było w bankomacie.
Ściana płaczu, synu ten lęk znam,
bo stan konta po chuju, nie wuju jak M-bank.
Taa, dwie stówy do końca tygodnia,
chuj zęby w ścianę ale dziś sobie zajaram jointa.
Myśli.. śpiesz się pomału.
Dzwoni do typa, był tak sciśnieniowany, że poczekał 10 sygnałów.
Nie odebrał, daje mu kolejny minus,
bo do innego będzie tłukł się 50 minut.
Ale dzwoni, ten mówi, że sprzęt jest,
ostatnia piona, ale skurwi go pięknie.
Ziomek za godzinę będę, a kiedy wpada ten ziom
daje mu info jakby liścia mu zawinął w gębę.
Przed chwilą wpadł ziomek jemu wisiałem pionę,
a zapomniałem (kurwa), zawinął ją i mamy problem,
ale podjedziemy furą parę ulic, wezmę więcej dziś,
nie tylko ty chciałbyś japę zmulić.

Ref :
Nigdy nie wiesz kto poratuje cię w potrzebie,
ziom z bloku, szkoły czy może ziomek na imprezie.
Nigdy nie wiesz kto też to jara,
ziom z biura, sąsiad, a może nawet jego stara.
Nigdy nie wiesz, nigdy nie wiesz
nigdy nie wiesz są do okoła ciebie.
Może być ich paru, gdy zerkniesz tu za siebie
i wielu w promieniu kilometra, możesz być pewien.

Podjechali, na zioło nie czuł już takiego dawno głodu (taa)
Jego ziomek odszedł kawałek od samochodu,
stał chwilę by hajsy komuś dać
i kolo który tam podszedł miał znajomą twarz.
Z samochodu ciął go, nim coś go w dynię tknęło.
Widzi go co drugi dzień, w biurze przy maszynie ksero (co)
o jebany, świat jest mały.
Gdyby go widział, pewnie by się bał, że podjebie go na pały.
Ziom wraca do fury, ma pięć dyszek.
Ten bierze od niego pionę, mówi „joint marzy mi się”.
Jest z kolegą, odwozi go na chatę furą
Zatrzymają się po drodze dać dym jakimś dupom.
Ziom zobaczył na ekranie telefonu, że te dupy chcą dwójkę,
akurat są tu gdzieś na rogu (taa)
podjechali, te dupy to jego niunia, jej koleżanki.
Był z nią miesiąc, nie wiedział, że kopci blanty.
W furze schował japę, żeby nie widziała go,
miała iść dziś do koleżanki, uczyć się do rana z nią,
świat jest mały (taa) po raz drugi.
Ziom odwiózł go na chatę,
zaraz skręci dżoja, będzie długi.
W bloku do windy zapierdala żwawo (taa)
wjeżdża, na jego piętrze zapierdala trawą (co)
tam są tylko dwa mieszkania
ej zaraz, sąsiad ma 50 lat mieszka sam i też jara

Ref :
Nigdy nie wiesz kto poratuje cię w potrzebie,
ziom z bloku, szkoły czy może ziomek na imprezie.
Nigdy nie wiesz kto też to jara,
ziom z biura, sąsiad, a może nawet jego stara.
Nigdy nie wiesz, nigdy nie wiesz
nigdy nie wiesz są do okoła ciebie.
Może być ich paru, gdy zerkniesz tu za siebie
i wielu w promieniu kilometra, możesz być pewien.
Siema! Jestem artysta-obieżyświat
znów na walizkach, witam kolejną przystań
godziny na dworcach i lotniskach
tysiące kilometrów gdy gaz wciskach
Chcę wykorzystać życie w pełni
Zanim się moja ziemska misja wypełni
Możesz nie lubić tego jak żyje
Jestem podróżnikiem, włóczęgą, włóczykijem
I wszędzie mi dobrze, nadmorski kurort
Czy hotel w Radomsku śmierdzący komuną
Wszystko ma swój urok, melanż po robocie
Zajazd na bezdrożu, śniadanie w Marriocie
Sala kongresowa -- dziś tu jest granie
Jutro gdzieś na zadupiu na wschodniej ścianie
Nowy rok, nowy port, Nowy Jork, Chicago
Polonia bije nam brawo!

Ref.
Znów gdzieś gramy! Znów gdzieś gnamy
Bo ten świat wciąż jest nieznany
Koleje losu - zmienne, noce - bezsenne
wspomnienia - bezcenne

Lata lecą -- zakola świecą
Niektórzy myślą że o życiu wszystko już wiedzą
I siedzą w chacie i wpierdalają tłuste żarcie
Nie! Takie życie nie dla mnie!
Nie ma mowy, wsiadam do PKP choć w WC nie ma wody
Nie jestem tu dla wygody
Zaczyna się akcja gdy wchodzi sprzedawca
Z zapałką w gębie, z gębą jak oprawca
Piwko pyszne mam na sprzedaż
Jesteś bez serca jeśli zarobić mu nie dasz
Czas przyśpiesza, czy ja dobrze widzę
To już Gliwice, a za chwile dworzec Katowice
Gdzie nie brakuje smutnych obrazków
I nigdy nie działa tablica odjazdów
Takie uroki podróży w Polsce
Jesteśmy -- gramy tu koncert

Nie inaczej jest kiedy mamy urlop
Doba w samolocie, Bangkok - wita nas ukrop
Tranzyt, nie ma czasu - na sen
Już za godzinę jesteśmy w Phnom-Pen
Kolejny rok, płyniemy jeszcze bardziej
Safari w Kenii, safari w Ugandzie
Tropimy goryle i nie dość nam wrażeń
Lecimy na plaże na Zanzibarze
Zdobywamy Kili w Tanzanii
Za rok pogonimy diabła w Tasmanii
Być wszędzie o tym marzył młody Mejger
Lato w zimie, Australian Open w Melbourne
Kubańskie cygaro, karaibskie brzegi
Dominikana, Grecja, Turcja i Egipt
Nie wiem co przyniesie jutro - spokojnie
Nikt mi nie zabierze tych wspomnień
Kamil to taka cicha woda.
Tylko baby rwać.
Wierzymy w Ciebie.
Zawiodłeś mnie.
Dzięki za wszystko co robisz.
Przecież pan nie ma żadnych kwalifikacji.
Nie podobam Ci się?
Wczoraj byłam pijana, nic z tego nie bedzie.
Jesteś niesamowity.
Powinieneś się leczyć.
Ja pierdole, ale Ty schudłeś.
Co za obleśny grubas.
Jesteś całym moim światem.
Coś się zepsuło między nami.
Jesteś wyjatkowy.
Jesteś nikim!
Bóg cię kocha.
Bóg cię ukarze,zobaczysz.
Dzięki, jesteś słodki.
Ale z ciebie pierdolony dupek.
Nigdy się nie zmieniaj, ziom.
Kamil, musisz wreszcie dorosnąć.
Ze mną się nie napijesz?
Jak chcesz, ale załatwię ci to, koleś nigdy nie wyda płyty.
Stary, musisz to zobaczyć.
Co ty, kurwa, czytasz?
Nie rozumiesz głupi gnoju, że mi na tobie zależy?
Tak cię załatwimy, że na maturę to ty będziesz już na sankach.
Co ci się stało, ziom?
Skurwysyn wyskoczył z dziewiątego piętra, na dole zahaczył o wejście do klatki, czujesz?
Kocham cię.
Nienawidzę cię.
Fajny koncert, w którym hotelu śpicie?
Opierdalaj go, nie daj mu wstać, kurwa.
Kamil kocha Aśkę, Kamil kocha Aśkę.
Chłopie, te małolaty ciągną lepiej niż tirówki.
Teofilów raj dla świrów.
Spierdalaj stąd.

Kim jesteś?
Przyjacielem.
Ja już mam przyjaciół.
Wiem, że masz. I wiem, że oni bardzo za tobą tęsknią.
Dlaczego mieliby za mną tęsknić? Przecież wszyscy są tutaj.
Ilu pochłoniętych złem pieniądza?
Dla ilu jesteś tylko odbiciem słońca?
Cieniem na chodniku w tej kuli, w tłumie ludzi
Gdzie co drugi pozbawiony ludzkich odruchów jak zwierzę
Gdzie brak sumienia i wyrzutów, zimna krew, puste serce, milczenie
To czasy, gdzie człowiek przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie

Ja się śmieję, teraz bawię, a w tej chwili gdzieś daleko
Komuś kruszy się dobytek, umiera dziecko
Choć mnie to nie dotyczy, ale dotyka
Bo nie jestem obojętny na cierpienie świata życia
Umiem wczuć się w sytuację człowieka bez wyjścia
Cały czas bawi nas to co zakazane
Zło dziś jest piękne i kusi jak oszlifowany diament
Lecz mając serce i sumienie powiedz czemu czasem zamieniamy je w milczenie
Co? skąd w nas tyle złości i samouwielbienia?
Przymykamy oczy na nie nasze sprawy
Dopóki nam się krzywda nie dzieje to bez obawy
Trwa entuzjazm zabawy, entuzjazm zabawy
Zapatrzeni w te wystawy ręką dotykamy szyby
Chcielibyśmy wszystko w zamian nic nie dając innym
Czemu dziś bycie wrażliwym oznacza bycie słabym?
Nieszanowanym, człowiek przyjął to myślenie
Nie zastanawiając się w ogóle nad tym
Bo chce być ponad tym tak jak cała reszta
Nie doszukując się sensu i prawdy tak jak w tekstach
Ja nie należę do tych co o nic się nie martwią
Nie mam tak jak oni w dupie tego co jest za mną
Zawsze kiedy mijam bezdomnego pod ścianą
Ten widok widzi serce, budzi się smutek we mnie
Też wkurwienie jak patrzę na przechodnia co przechodzi
Obojętnie obok tego, bo to nie tyka jego
Jeszcze uśmiech na twarzy jakby, kurwa, było z czego
Dlaczego ludzie dziś są jak te zwierzęta
Nie zauważając jak ktoś obok nich klęka
Wszyscy biegną przed siebie w poszukiwaniu szczęścia
Depcząc innym po rękach aby tylko mieć dla siebie
A reszcie dać resztki tak jak psu w michę
To już stało się normalne w tych chorych czasach
Gdzie walka o swe czyste dłonie stała się jedną z głównych zasad
Aby lepiej żyć, aby przetrwać

Ilu pochłoniętych złem pieniądza?
Dla ilu jesteś tylko odbiciem słońca?
Cieniem na chodniku w tej kuli, w tłumie ludzi
Gdzie co drugi pozbawiony ludzkich odruchów jak zwierzę
Gdzie brak sumienia i wyrzutów, zimna krew, puste serce, milczenie
To czasy, gdzie człowiek przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie

Ludzka obojętność na skraju wyczerpania
Tak jak ci ludzie w krajach trzeciego świata
Elita znaczy władza, ludzie przestali wierzyć
W te polityczne kłamstwa, w te polityczne hasła
W tą polityczną mafię, już nie ma litości
W pogoni za chlebem ludzie zepsuci są do szpiku kości
I to nie tylko ludzie, którzy od małego nie są nauczeni wrażliwości
I basta, tu z biedy nikt nie wyrasta, zobacz, bunt narasta
Kręci się moneta na ulicach miasta
Światła nocą pokazują obraz, którego nie ma za dnia
To obraz przepełniony śmiechem diabła
Widać coraz więcej znieczulicy, wielcy mi katolicy
Jeden drugiego tu najchętniej trzymałby na smyczy
Obok swego tronu, tronu
Dziś ryzykiem stało się nawet wyjście z własnego domu
Co się dziś się liczy, to co się dzisiaj liczy
Tego się nie zatrzyma, chyba, że tu ura-tu-je cud nas
Umarł autorytet, nie ma już go wśród nas, to Jan Paweł II
Który potrafił wybaczyć niedoszłemu zabójcy
A my nie potrafimy nawet leżącemu na ziemi podać tej ręki
Niestety

[x2]
Ilu pochłoniętych złem pieniądza?
Dla ilu jesteś tylko odbiciem słońca?
Cieniem na chodniku w tej kuli, w tłumie ludzi
Gdzie co drugi pozbawiony ludzkich odruchów jak zwierzę
Gdzie brak sumienia i wyrzutów, zimna krew, puste serce, milczenie
To czasy, gdzie człowiek przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie
[Eldo]
Grammatik - Reaktywacja
Moje życie to długie noce krótkie dni
Mało snu, mikrofony i głośniki
DJ, adapter, studnio, przedziały dusznych pociągów
300 dni w trasie, 65 dni w domu
Sprawdź to, reaktywuje pierwsze studyjne prace
Od 3 lat, gdy po światłach ruszyliśmy w trasę
Świat się zmienił - my dojrzeliśmy
Świat się rozpędził - my zwolniliśmy
Reaktywacja, 3 lata marzeń gdzie sny stawały się życiem
3 lata, które przeleciały jak w godzinę
3 lata, Bemowo, wciąż ten sam blok
Biały blok, mały ten sam
Kolejna rap trylogia w częściach
Pośród zwyczajnych dni, pośród tych ludzi
Ej, wszyscy na sali ręce do góry
Tyle dni, a wciąż nam mało
Tyle snów, tyle marzeń się spełniało
Tyle godzin w oknie zostawiając tory w tyle
Tak dużo za nami, a jeszcze przed nami tyle

Ref:
To powtórka z rozrywki
Dziwisz się ?
Nowe nagranie
To kolejna próba
Choć myślałem, że to koniec
Ale tak myślą ci co nie widzą nas wcale
Grammatik i przyjaciele
Przed siebie wytrwale

[Juzek]
Samotnie po stromych schodach ku przeznaczeniu
Grammatik reaktywacja, my w nowym wcieleniu
Znowu dla was wytrwałych w pozytywnym rapie
3 lata ciszy, powraca blask Miasta Świateł
Zapomniany, jednak w sercach pielęgnowany
Dzisiaj słuchasz tych dwóch głosów pełnych wiary
Dziś to stały fundament, powrót do naszych korzeni
Miłość do muzyki w nas, nikt tego nie zmieni
Pamiętasz dzień Eldo, w którym trafiliśmy w sedno
A szczeniackie marzenia stawały się rzeczą piękną
Jak podkręciliśmy tępo i od razu z marszu w Polskę
Tak było kiedyś, tak będzie teraz, to chyba proste
Sam musiałem się odnaleźć przez te długie 3 lata
Dziś znów w małym, pustym pokoju, gdzie rozbrzmiewa rap gra
Nasz oddech za światów do sampla z bitem
Znów widzę nas w pociągu gapiących się w szybę

Ref.:
To setki godzin w pociągach gapiąc się w szybę
To było wczoraj, pamiętam
Tak myślałem, że to koniec
Ale tak myślą ci co nie widzą nas wcale
Grammatik i przyjaciele
Przed siebie wytrwale

[Eldo i Juzek]
Nie jeden krok by się znaleźć tu i teraz
Nie jedna noc, setki ludzi na koncertach
Tyle miejsc, tyle błędów, tyle doświadczeń
Kontynuując prace wytrwale walcząc z czasem
Tyle kartek, kilometrów, torów, tyle trasy
Patrzymy w przyszłość - początek reaktywacji
Nie przyszedłem tu, żeby twoja niunia chciała wyjść za mnie,
chyba, że lubi ssać, jak nie ma Cię, to git dla mnie.
Idziemy po koncercie na hotel i Gin w saunie,
potem po kopercie, po nosie na film w wannie.
Nie przyszedłem też po to by tu śnić tajnie,
ale ten sen zamieniam w dzień, brzmi fajnie.
Nagrywam za Stanami, z Niemcami, Słowakami,
Czechami, Polakami, powiedz, czy to brzmi fajnie?

Nie przyszedłem tu by robiły mi beat klauny,
ale SoDrumatic i Kanye West, albo T-Minus.
Też nie po to, żeby chciały ze mną beef downy,
dziś mogą sok kokosowy tu pić z palmy, ta.
Bo przyszedłem to po NSPC, Niuskul Mixtape, DNB i E:DKT,
wielu to wie, VNM flow scenę tą je.
Masz tu w każdym kurwa tracku, jestem tu dla rapu.

Dzwoni Ewelina, mówi: "V, ej, Wyskocz do tego!!!"
i to wszystko, nagram coś na szybko nowego.
I nawinę to w Berlinie z moim ziomkiem Winim ze Stopro,
kiedy w Polsce z E:DKT robimy tu popłoch.
Gramy te show cały dzień, na bicie SoDrumatic,
na micu flow VNM, typy te są na fali. [Co?]
Jaka fala? To nie sezon tak jak Mezo synu,
ale ciężka przeprawa jak Adama, Sonety z Krymu.
To komplety rymów, z budki lecą kłęby dymu,
na skille tu chętnych tylu, nie podjebią mendy stylu. [Nie]

Mają pomysłów pełne głowy, chyba mózgi zdarte,
opróżniam je, jak cukiernie pies w Tłusty Czwartek.
Na trakcu zjadłem więcej cipek niż zna ginekolog
i z żadną z nich nigdy nie nawinę, kolo.
Jadę w trasę, to po bibie te flaki mnie bolą,
jak nie umiesz pić, to cię zawiną chłopaki na OIOM.
To Showbiznes, pochłonie cię jak trochę tu tego ziom
liźniesz. Na razie dawaj te flow w pizdę.
Bo za te flow, niejeden pustak chce mnie, więc
zamiast w dłonie od razu bierze w usta M&M's.
Zaraz tu zrobię ziomek flotę,
o jakiej mogłem marzyć mając tu w korpo robotę.
Jestem pierdolonym kotem, ale to już wiesz,
inne koty, bo już też, niejeden pies
co psioczył na mnie, chciałby teraz sojusz mieć.

O, ale teraz łapy zabieraj,
twoje rapy to Guantanamera,
Oldschool jak Rap Pakamera.
Na twoje skille synu weź tu buraków nabieraj,
albo obieraj ziemniaki. Czeka nas Saxa(?) kariera,
Ale ziom nie na micu. Jaki main? ze swoim bogactwem stylu,
weź synu lepiej w podziemiach splajtuj.

VNM jedzie na K2,
niczym innym dla niego ta gra,
nie ma na koncie żadnego faux pas,
czy dociera do ciebie człowieku to, tak?

Jak do mnie ten eastcoast flow,
nie czujesz rytmu, synu skąd, żeś się pizdo wziął?
Lepiej weź w ogóle idź stąd ziom,
wyglądasz śmiesznie, jakby od linijki twój stary cię miską ściął

PROSTO zaufało mi, że te mikrofony rwę w atomy
i teraz jak popierdolony zbieram plony.
V im obiecał, a waży moje słowo tony,
zapytaj prezesa czy jest ze mnie zadowolony.
Te rymy mam na dyskach, życie na walizkach,
Cała Polska zna mnie jako V, nie zna z nazwiska.
I rozśmiesza mnie, jak innym w łeb ta sława pizga,
z ludzi zmieniają się w roboty, więc Hasta la Vista.
Nie znasz mnie, to wpadaj na Facebooka,
myślisz, że nie prowadzę go sam? To zjedz druta.
Zobacz jakiej muzyki w ten dzień słucham
i pogadaj ze mną o niej, kocham ją, wyzionę dla niej ducha.

Chyba, że będę za friko te driny pił,
dzisiaj do klubu wchodzę, coraz częściej na mój krzywy ryj.
Chyba, że za dużo wódy wleje Wini mi
i nie wrócę z Berlina, Szczecina jak gdyby nigdy nic.
Ta. I nie będzie mojego minimi,
za żonę wziąłem G. nie jestem jej kochankiem Billie Jean [Ouu]
Kumasz? Mógłbym siedzieć na Sycylii. Ty,
nawet lokalny dom nie odmówił kurwa by skilli mi.
To co robią to jest sztampa ta w ciemno,
powiem ci, co drugi jest w tej branży ofermą.
Nie chcą stawać ze mną w szranki na pewno,
nie wyskakuj do tego synu bez jumpa jak LeBron.
Chwasty pielę je, wciąż mało, to mielę je,
leję na fame lame’ów, to kosztowało niewiele mnie.
Pisałem to w parę godzin synu, bo czas nas naglił,
pomyśl co by stało się gdybym posiedział nad tym dwa dni.
Ta, dobrze wiesz co by działo się,
bez browara w wannie zawołałbyś: „co się stało się?”
He, i nie masz blisko do tego VNM, Prosto Label, ej Wyskocz do tego,
ta, 84
Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?

Pieprzę beef, dla mnie to jest chore, ludzie
Gdy dziś, każdy bawi się w ten syf, przy debiucie
Połowa z tych wyjątkowych MC's
Nie istniała by dziś bez konkurencji
Piszesz teksty, w nich niszczysz gnioty
OK, ale tylko pizdy piszą tylko o tym
Ciśniesz cioty? boli cię słowo gej
Czemu tak cię obchodzi jak żyją oni? ej?
Boisz się? ziomy też żyją w strachu?

Nie słyszałem jeszcze tu homo*****ualnego rapu
Chyba, że twój, jesteś mistrzem obłudy
To u ciebie, co wers, się przewijają fiuty
Musisz je lubić, choć się boisz przyznać
To, co robisz, to jest twoja wizja
Ja się nie wcinam w cudze życia, żyj szczęśliwie
Tylko nie wmawiaj mi, co tu jest praw*****

Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?

9-8 to był dobry rok
Zwłaszcza w polskim hip-hopie, liczyło się to
Jaki jesteś, co myślisz, liczyła się prawda
Nawet, jak wywoływała skandal
Dziś dzieciaki oceniają po punchline'ach tekst
Nieważne, jaki to ma sens
Jak ma jeden trafny wers, jarasz się, się jaraj
Zostaw mnie, s*****laj
Dziś co drugi frajer gada w punchach, na EP'ce
O tym, jaka z niego gwiazda, ja nie chcę
To jest cienkie i dobre dla cienkich
Codziennie piszesz o sobie takie piosenki?
Chcesz się poczuć męski, co?
Dzięki, wciskam stop
Póki rap to nie pop, myślę jak w 9-8
Robię to, moje flow niesie myśli na osie

Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?

Ty wiesz, że miałem wydać album rok temu
Ktoś nie mógł, zrobiłem to po swojemu
I zaliczyłem debiut roku po dekadzie
Wciąż jesteś w podziemiu? dam ci radę
Bierz poprawkę na wszystko, wszystkich, zawsze
To cholernie ważne
Inaczej, możesz mieć tu taką akcję
Zrobisz bit i nie będzie o tym nic we wkładce
Ja wkułem te zasady na blachę
Nie chowam już urazy, nawet po czasie
Tylko ci mówię prawdę, bo ty możesz być
Tam, gdzie ja, ja - tam gdzie ten typ
Dziś, nie wiem co mi jutro odbije
Lecz póki myślę, tak, jak dziś i żyję
Tak jak dziś to ci powiem jedno
Ufaj sobie, całą resztę *****

Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo