Popularne piosenki. Polski Hip Hop

G.R.O.CH.Ó.W. ciężko było tu dorastać
Tak jak narodziny, śmierć może mnie tu zastać
Ziomek z tego miasta wciąż pełen nadziei
Wszystkim konfidentom HWD od złodziei
Tutaj los nie wybiera, dla frajera
Coraz ciężej jest nazwać kogoś mianem przyjaciela
To ty dzieciaku tego rapu jesteś adresatem
To *****one życie wciąż wyciska nas jak *****ę
Trzymaj sztamę z bratem, trzymaj sztamę z ziomkiem
Gdy zabraknie mu chleba, odstąp mu ostatnią kromkę

Jedni mają szczęście, inni mają farta
Czekam aż do mnie odwróci się karta
To jest ten kraj, gdzie uczciwie żyć się nie da
Jak Peja, ja również dobrze wiem co znaczy bieda
Temu co sprzedał prosto w ryj - tfu
Weź otwórz oczy, obudź się ze snu

Weź obudź się ze snu, bądź z nami bracie znów
Z pośród tysiąca dróg wybierz dobrą, bądź zdrów
Weź obudź się ze snu, to ostatni gwizdek bracie
Bo śmierć to twój wróg, a życie to przyjaciel

Ciężkie to życie, bo nastały takie czasy
Pragnienie władzy i pieniędzy - gówno znaczy
Masz tu wyjadaczy, którzy nie odpadli, biegli
Z niejednego pieca Chada Rych ten chleb jedli
Pozbądź się tej pętli co zaciska się na szyi
Nie podejmuj desperackich kroków - to dla debili
Wytrzymaj w ciężkiej chwili by nam udowodnić ziomuś
Jeśli masz charakter to nie musisz nic nikomu
Specjalnie udowadniać, to raport z tego bagna
Wyczołgać się i sprawdzać, każdy dzień to jak wyzwanie
Być trzeźwym, mieć pamięć i ogólne szanowanie
Chada, Peja pod prąd druga część nawiązanie
Jeśli chcesz to dostaniesz, bo kto szuka ten znajdzie
Życie chcesz oszukać, lepiej pogrąż się w prawdzie
Mówię poważnie, bo to wszystkich nas się tyczy
Bo można całe życie walczyć i zostać z niczym

Weź obudź się ze snu, bądź z nami bracie znów
Z pośród tysiąca dróg wybierz dobrą, bądź zdrów
Weź obudź się ze snu, to ostatni gwizdek bracie
Bo śmierć to twój wróg, a życie to przyjaciel

Czasem czynię bliźniemu to co mi nie jest miłe
Jest i było ciężko, ale się nie powaliłem
Bóg mi daje siłę, nigdy nie zwątpiłem
Choć były chwile, że na życie chęć traciłem
Patrzę na podwórko, tam kłopoty się czają
Doszło już do tego, że się kumple okradają
Miłość i nienawiść sypiają wciąż ze sobą
Nadejdzie czas rozliczeń to podziękuję wrogom
To nie jest ważne gdzie kto się wychował
Otwórz szerzej oczy, uwierz w moje słowa
Poczuj ten smak, poczuj ten dotyk
Hazard, alkohol, kobiety, prochy
Piękne prognozy, już w nie nie wierzę
Brudne pieniądze, sztosy, kradzieże
Zło i nienawiść wciąż w parze idą
C.H.A.D.A., ulica mój żywioł

Weź obudź się ze snu, bądź z nami bracie znów
Z pośród tysiąca dróg wybierz dobrą, bądź zdrów
Weź obudź się ze snu, to ostatni gwizdek bracie
Bo śmierć to twój wróg, a życie to przyjaciel

Kolejny dzień, słońce nad jeżyckim miastem
Wklejam jak paste nie kopiuję to jasne
Mam pomysły własne i zasady, człowiek sprawdź mnie
To jeden z wojowników, który się nie podda kłamstwem
Patrzę na podwórko a tu jest dozgonna przyjaźń
Trzymam się tych ludzi, którym ufam, im chcę sprzyjać
Nie skończę jak pejas wolę bić niż być pobitym
Pod prąd lecz do przodu, pieprzyć brat ściemnione kity
Wiem, że te kity, się skłaniam ku modlitwie
Wciąż pamiętam o problemach, o wyrządzonej krzywdzie
Bo na dobre nam to wyjdzie jeśli przejrzymy na oczy
Życie mnie zaskoczy swoim pięknem, ziomek dożyj
Każdej pięknej chwili, bo to wszystko jest przed tobą
Nie oglądaj się za siebie, masz ludzi co ci pomogą
ChWD wrogom, lecz na siłę ich nie szukam
A ty obudź się ziomek, stań na nogi, bądź tutaj
Głodny zapodaje numer 0 700 dalej nie umie , muszee stary muszee browarowałem i zapomniałem , jest mam to wykręcam ponownie siadam wygodnie rozpinam spodnie no zgłoś się mała bo komin mi dymiii głód niema wody na pustyni , nie mogę nie mogę doczekać się na ciebie a przede wszystkim na "wule wokół szawek mgła"

Ref. 0 700 party line ( x5 )

Halo mówi Zosia jestem z pod znaku Łosia nie pije nie pale i lubię konie szukam chłopaka dlatego dzwonie o o o oto mi chodziło lubi konie powinno być miło , lubię "Piasek" i lubię "Just5" lubię chłopaków z 'disko polo live" . Słuchasz "mirry" ale to nie zutóje na jeden numer ją potrzebuje , zaryzykuje zaproponuje sprubóje jak smakuje .

Ref. 0 700 party line ( x5 ) 0 700 (x X)

trzy godziny jak cztery dni ale mnie skręca komin dymi , dzwonek do drzwi yes yes yes browaru łyk już już lukam w Judasza troche pasztet lekka pasza otwieram wchodzi iii stary niedowiary szczena na ziemie opadła mi tranzwestyta z kosci i krwi poczułem niesmak ale mnie mdli białej gorączni osiągnołem szczyt asta lawista Zosia chomoseksualista 0700 juz nie skorzystam nigdy

Ref. 0 700 party line ( x5 ) 0 700 (x X)
Miejsce gdzie ulice i domy krwią powstańców naznaczone
Mokotów!
Ten projekt w którym ludzkie marzenia w syfie są topione
Mokotów!
Palacze numero uno JLB z jointem na relaksie
Hemp Gru Mokotów!
Mokotów na zawsze!

[Bilon]
To najbardziej naturalne przywiązanie do korzeni pochodzenia
budzi w moim sercu wraz z chwilą urodzenia
Często gdzie indziej lecz miłość się nie zmienia
I płynę dalej kierując się niepisanym prawem ulicznego mroku
Lepiej stań z boku po co błądzisz w szoku
Odnajdź swój tunel udanego lotu
Życzę wam Tobie i sobie nie stawiam do tyłu kroków
Brnę do przodu przez Mokotów zawsze gotów
Z braćmi przyjąć godnie nadchodzący poziom
Jedną łodzią jedną wiarą prawda człowiek
Te mordy się nie poddają wraz ze zgrają
Uderzam centralnie JLB palacze trzymajcie się z fartem
Elo

Miejsce gdzie ulice i domy krwią powstańców naznaczone
Mokotów!
Ten projekt w którym ludzkie marzenia w syfie są topione
Mokotów!
Palacze numero uno JLB z jointem na relaksie
Hemp Gru Mokotów!
Mokotów na zawsze!

[Wilku]
Zawsze jestem i będę tym kim byłem
Tu się urodziłem i umrzeć bym chciał tu
Emokah OTUW Hemp Gru jak ?? żul ławka na zawszę tu zostanę
Ustawka przy kamieniu Ty wiesz co jest grane ziom
Wiem leci dzień za dniem Laguna 24 na dobę
Ze mną BZDZM joint jak tlen i browarów parę na prześwicie
Kolorowsze staje się szare życie
Wieczorem i o świcie u ziomali zawsze mam pokrycie
Nikt w chuja nie wali ten pali ten pije się żyje dzieciak
I to się zgadza ?? tam była nasza baza
Chcesz grać ze mną odradzam odpada ten który zawadza
Walcz i uważaj bo miejskie bagno wciąga
WWA Emokah jak nowy smak jointa
Nie zapomnę o początkach dla braci piątka
Służeźnia Pigalak 271 teren pierwsza jazda i przyjaciele
Elo

[Żary]
Mokotowskie miejscówki przeze mnie dobrze znane
Mieszkam tutaj wiem co jest grane
Działki Jordanek park oczy nastukane
WNM ze mną tutaj są Emokah
Nasz wspólny dom
Nie jesteś stąd lepiej nie unoś głosu zmień ton
Nasza wiara nasza broń podam dłoń temu który na szacunek zasługuje
Mówię o ziomkach dla ludzi rapuję
Warszawa tu się wychowuję bez większych kłopotów dobrze się czuje
Właśnie tu stary górny Mokotów
Czas wolno upływa Hemp Gru tu odpoczywa
Teraz ja Żary taka jest ma ksywa
Ma ekipa JLB do końca życia w sercu mym
Do końca życia CHWDP
Emokah Mokotów na zawsze Emokah
Te setki chwil ziom nie ma ich tutaj już, dziś setki mil stąd możesz ich szukać znów,
niebieski front przywiał nadzieje tu, podaj mi rękę bo ja chyba spadam w dół

Pomimo że w moim życiu było słabo ostatnio
ja nagrywam płytę w pozytywnym stylu od tak ziom
pytasz mnie jak to możliwe ja ci powiem gładko mi idzie robić rap na pohybel
nie mam zamiaru płakać i dalej się ranić choć wysadziłaś moje wnetrzę jak bym połknął dynamit
dziś to wszystko za nami to prawda ale wspólne wspomnienia we mnie siedzą od dawna
znam parę fajnych dziewczyn setki pizd zakręconych jeszcze mocniej niż pepsi twist
parę takich które mogłyby startować na miss kotku zaśpiewaj dla mnie coś jak Alicia Keys
przez dupy ja głowie mam mętlik choć widać bez lupy że nie jestem miękki
potrafię kochać od ręki dziewczyny które zamiast jeansów wolą nosić sukienki

Te setki chwil ziom nie ma ich tutaj już, dziś setki mil stąd możesz ich szukać znów,
niebieski front przywiał nadzieje tu, podaj mi rękę bo ja chyba spadam w dół

Co do związków marzenia też prysły bo od początku czułem że koniec jest bliski
liści na drzewach było mało ( stój ) wszystko jak one tu śmiało poleciało w dół (hej)
to bolało choć nie chciałem się martwić ale ktoś cały ten związek oddał bez walki
dziś jest spoko bo złapałem dystans choć ona pewnie myśli B.R.O to egoista
uwierz mi że tak nie jest kochanie do dziś brakuje mi twojego zdjęcia na ścianie i
na sercu też mam znamię zostanie do końca życia jakbym zrobił tatuaż na ramie
wiem że uczucie nam pękło jak szklanka ale ciężar tych chwil ja dziś nosze na barkach
słodka jak fanta jest gorzka teraz i nie rozgrzewa jak ta gorzka którą bierzesz na melanż

Te setki chwil ziom nie ma ich tutaj już, dziś setki mil stąd możesz ich szukać znów,
niebieski front przywiał nadzieje tu, podaj mi rękę bo ja chyba spadam w dół

Ja ostatnio miałem chwile kiedy wszystko padło straciłem cała chwile przez to całe bagno
nie pytałem za ile znów zapale światło bo z czasem wszystkie bile w uzy same wpadną
przez promile stawiasz nie równe kroki a po melanżu nie raz wyglądałeś jak zwłoki
życie z nadziei tu spija znów soki i jak w filmach Barei prawda szara jak bloki
bez koki życie daje mi kopa nie muszę walić w nos żeby mieć wizje na oczach
potrafię kochać jak nikt w moje serce wrzuć żeton ćpałem miłość ale dziś chyba zaliczam detoks
jestem poetą i mam sporo uczuć ale przez to nie raz lądowałem na bruku
ja mam ten upór i wiem że to szczere niebieski front mi przyniósł nadzieję.

Te setki chwil ziom nie ma ich tutaj już, dziś setki mil stąd możesz ich szukać znów,
niebieski front przywiał nadzieje tu, podaj mi rękę bo ja chyba spadam w dół
Nie byłem jedynym, który się Tobą zachłysnął
kto miał Ciebie, miał wszystko, miał przyszłość.
Zafascynowany poznawałem Cię blizej
kazałaś mi się wszystkiego innego wyżec
mówiłaś - będziesz wyżej niż reszta,
gdy miałem dylemat szeptałaś - przestań
mój drogi nie ma innej drogi
zostaw ten świat on jest Tobie wrogi
i rozpłyń się we mnie spełnię wszystko
jestem jedyną receptą na przyszłość.
Tak wyszło i nie trwało to długo jak
stałem się Twoim pokornym wiernym sługą.
Otwieram wino z Tiną, piję do dna
byłaś jakdogmat, byłaś w tym dobra,
tego chciałem, obcować z Twoim ciałem
dawałaś rozkosz, której wcześniej nie znałem.

Jestem tu pokaże Ci kilka miejsc,
w których rozpłyniesz się ciepłem ust
pokażę Ci cały świat mój świat mój. x2

Wiedziałem że mi jej zazdroszczą
to było z moimi bliskimi niezgody kością.
Mówili to wredna suka nie chciałem słuchać,
Mówili jesteś z nią nie przychodź więcej tutaj!
To nie ich wina nie będę ich przeklinać,
nie znali jej, nie wiedzieli kim jest Tina,
Żyli w innym świecie a ja przcież
chciałem jakieś zgody, mówiła co pleciesz,
nie szukaj kompromisów to był Tiny nakaz
po chwili zniewolił mnie jej smak i zapach.
Nie miałem alternatywy oni - ona
po chwili rozpływałem się już w jej ramionach,
czułem że rosnę w siłę z nią razem,
noce pełne wrażeń spełnieniem marzeń
Twoje ciało działało na mnie jak eliksir
W jedną chwilę zapominałem o wszystkim.

Jestem tu pokaże Ci kilka miejsc
w których rozpłyniesz się ciepłem ust
pokażę Ci cały świat mój świat mój x2

Mieliśmy coraz więcej wrogów
ogół chyba przekreślił nas
nasz obóz to tylko ja i Tina spaliliśmy mosty
chciałem być z nią nie zwarzając już na koszty
byłem zazdrosny Tina była piękna
musiałem jej pilnować Tina była miękka
wiedziałem już teraz że nie mogę przegrać,
że zatrzymam każdego kto chciałby ją odebrać.
Musiałem to dobrze rozegrać stałem się gorzki
stałem się szorstki, łykałem proszki,
przestałem interesować się lepszym światem
stałem się niewolnikiem Tiny i własnym katem
tylko po to, aby zaznać rozkoszy nocy,
tylko po to, by zajrzeć jej głęboko w oczy ,
a potem wtulić się w jej włosy
i z błogą miną zginąć.
Nie było innej drogi Tino...

Teraz wiem że z wspomnieniem możesz przestać
nie, nie możesz jeśli chcesz przetrwać
wiem że z wspomnieniem możesz przegrać. x2
Przełom 80. i 90. lat
Dostaje coś co wnet wywraca cały mój świat na lewą stronę
Szare Commodore z magnetofonem
Dziś możesz sie śmiać, lecz wtedy sam byś chciał grać ziomek
Mały śrubokręt - tym ustawiam głowicę
I widzę - press play on tape
Lecz na cuda nie liczę, sam wiesz jak jest
Za drugim, trzecim razem w końcu musi to wejść i idzie
Znów gramy we dwóch, znów ja z ciotecznym bratem
W Yie Ar Kung-Fu i International Karate
Mam cały wór kaset i walczę głównie o to
By nie musieć iść spać przed północą
Od Zorro przez Ghost'n'Goblins
Predatora, Rick'a Dangerous i Pitfall'a
Tu nikt mnie nie pokonałby, gdyby nie to
Że muszę iść spać zamiast tu grać do upadłego

[x2]
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem
Podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
Nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie
Czasem walka o pada jest jak walka o ogień

Parę lat później po tym, o czym słyszałeś przed chwilą
Stoję w kolejce po żetony, choć to nie kasyno
Jestem w wagonie z drewna
, gdzie kapitan Commando
Mama myśli, że jestem w szkole - mija się z prawdą
Pod jedną ścianą Street Fighter, Fatal Fury, Asterix
Pod drugą Flipery i ziomek
Który chętnie twoje żetony przytuli, jak spękasz
Ja bardzo chcę grać, więc nie wymiękam
Do przodu parę lat znów i na dyskietkach z Amigi
Chociaż część mam tej automatów siły
Chłopaki z ośki grają w bijatyki, w Street Fighter
W Mortal Kombat znam fatality każde
I walczę ziomek ale o kieszonkowe
By w niedziele na giełdzie za kasę nagrać rzeczy nowe
To nie jest proste i nie jest łatwe
Rodzice chcą bym uczył się, a nie grał w głupią jatkę

[x2]
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem
Podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
Nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie
Czasem walka o pada jest jak walka o ogień

Kolejne parę lat w przód, taka scena
Wydaję kasy full, by grać po ciemku w Tekkena
W podziemiu w Pakamerze bloku
Parę telewizorów, konsol, też byłbyś w szoku
W domu sie kurzy GameBoy Pocket
Ja czuję przełom, chcę mieć to ziomek, choćby na video
Na taśmie zgrane intro i walki
Bo przy wejściówce do soulagge'a przechodzą mnie ciarki
Kolejny skok w czasie, już mam tą [?]
Prawie kibluje rok w tej samej klasie, bo ciągle w to gram
Jak tylko w domu jestem, w końcu mi wchodzi faza na rap
I na tym robię bity pierwsze
Pewnie sam nie wiesz, że był program, ja szybko chcę więcej
Bo to niemożliwości kompa, nie nagra się tu wokal
I żeby mieć komputer, muszę sprzedać konsolę
I tym udowodnić, że chcę robić muzę

[x2]
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem
Podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
Nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie
Czasem walka o pada jest jak walka o ogień
Ryby, które, no, zamierzamy łowić z dużej odległości od brzegu, no, nie są tak płochliwe, jak, prawda, za pomocą krótkiej wędki mo.. chcielibyśmy pozyskać je blisko brzegu...

Kilka lat temu, podczas wakacji
połknąłem ten niesamowity bakcyl.
Z mego wnętrza usłyszałem wołanie:
"Mezostanie, twe powołanie to wędkowanie!".
Od tego czasu dużą część swego wolnego czasu
poświęcam rybobraniu.
W Poznaniu często ciężko o miejsce gdzie ryba bierze,
pod tym względem idealne jest Wybrzeże.
Czasami żałuję, że nie mieszkam nad Bałtykiem,
koło morskiego brzegu, na przykład w Kołobrzegu.
Wypłynąłbym w morze i łowił godzinami,
wieczorne rybobranie, najlepiej z kumplami.
Zmierzch jest zwiastunem nadpłynięcia ryb ławicy,
wspaniałe miejsce na opuszczenie kotwicy.
Prędko haczyk przyozdób przynętą,
zobaczymy jakie dzisiaj łowy będą.

Ile dałbyś, żeby fajną rybę złowić?
Żeby ja zdobyć trzeba bardzo się nagłowić.
Rybobranie, wielkie łowy, instynkt życiowy,
dla poławiacza punkt honorowy.

Mijają sekundy, minuty, godziny,
a my wciąż z pustymi rękami siedzimy.
Spławik nieruchomy, haczyk nienaruszony,
każdy wędkarz ma prawo wtedy czuć się odrzucony.
No, dalej rybko, weź go do buzi, szybko,
połknij haczyk, będzie fajnie - zobaczysz.
Już sobie marze jak cię smarze,
okaz wspaniałości, szczyt radości - ryba bez ości.
No jest branie, wreszcie szansa na połów,
ryba się wyrywa, ciągnę wędkę od dołu.
Ależ się miota, musi to być niezły okaz,
teraz dam prawdziwy wędkarski pokaz.
Jestem tylko ja i ona, muszę ją pokonać,
by się nie opierała tylko poddała.
To pojedynek - niczym Santiago z marlinem,
zrobię wszystko, by ją złowić i się obłowić.

Ile dałbyś, żeby fajną rybę złowić?
Żeby ja zdobyć trzeba bardzo się nagłowić.
Rybobranie, wielkie łowy, instynkt życiowy,
dla poławiacza punkt honorowy.

Ryba w wodzie pływa i się wyrywa,
tylko dobry wędkarz z rybą wygrywa.
Czasami chciałbym to rzucić i przestać wędkować,
lecz jest to zbyt piękne, żeby z tego zrezygnować.
Każdy wędkarz ma to w sobie, w genach,
dla przedłużenia istnienia posiada instynkt łowienia.
Cały mechanizm świata jest na tym oparty,
wędkarzy przyciągają opływowe rybie kształty.
Ludzie banalni chodzą do smażalni,
tam się nigdy nie pokażę, sam złowię i usmażę.
Bo radość ze złowienia to uczucie boskie,
szczególnie gdy chodzi o ryby bezostne.
Mezostan łowi tam gdzie bogaty rybostan,
tam gdzie morskie lub słodkowodne ryby dorodne.
A więc na dzisiejszy wieczór co mamy w planie?
Zapraszam wszystkich na rybobranie!

Ile dałbyś, żeby fajną rybę złowić?
Żeby ja zdobyć trzeba bardzo się nagłowić.
Rybobranie, wielkie łowy, instynkt życiowy,
dla poławiacza punkt honorowy.

...no i teraz płynnym ruchem za.. yyy.. zatapiamy żyłkę w wodzie, ustawiamy na odpowiednim punkcie tam, gdzie mamy za.. zarzucone, no i oczekujemy brania, mam nadzieję, że rybki teraz dosyć intensywnie będą brały...
Łyk berbeluchy z osiedlowym opatrunkiem,
Wczorajsza resztka piwa na popite duszkiem,
Kęs czerstwej bułki, ostatni ćmik w paczce,
Takie me życie niezależnie jak patrzeć,
Codziennie rano czekając na mannę z nieba
U pośrednika szukając pracy i chleba,
To co jest teraz przecież nie ma znaczenia
To wegetacja w oczekiwaniu zbawienia

Co dzień czuje się gorzej, miasto wita ranne zorze
Tramwaje trzeszczą, już dzwony biją o tej porze
Poranny stres na krydze ściska obrożę
Tylko tą wiarę tutaj i teraz daj mi Boże
Mieszkanie śmierdzi biedą, życiorys pachnie trupem
To nie dom, tylko melina, rodzinę zmiotłem pod butem
I miałem tupet, pluć w twarz jej na kac
Krzykiem bronić sensu już zatraconego czasu
Sąsiad spuszcza wodę, jak co dzień, spływa smród z odchodem
Pionem z dwunastego piętra, do piekła
By żyć następną dobę na głodzie, przebudzony nałogiem
Piję setę, by mi sen z powiek zwlekła
Nadzieje odmierzane dnem łyżeczki, po matce
Oblepione fusami wyschły na filiżance
Tak ciężko żyć, kiedy niema kto pomóc w walce
Po latach trosk człowiek to tylko nazwisko na kartce
Zepsuty domofon, wydrapany numer na drzwiach
Ten licznik, patrz jak ja na śladach po libacjach
Na ścianach zapisane gniewem wściekłej młodości
I nudą, życia podporą każdy znak miał trudom
Teraz to bez znaczenia, trudno nie wierzyć w nic
Chociaż nic nie dotyka, wiary tutaj niema
Rodzina bliżej nieba, krąg od lat w rynsztoku
W tym syfie śpię niby, wiatr sypie śniegiem w szybę
Huczy już konglomerat, nie mam siły, aby wstać
Umyć twarz i rzucić się znów w ten kierat
Sąsiad toczy wózek w dół z dwunastego piętra
Codzienna pętla do czesnego piekła

Łyk berbeluchy z osiedlowym opatrunkiem,
Wczorajsza resztka piwa na popite duszkiem,
Kęs czerstwej bułki, ostatni ćmik w paczce,
Takie me życie niezależnie jak patrzeć,
Codziennie rano czekając na mannę z nieba
U pośrednika szukając pracy i chleba,
To co jest teraz przecież nie ma znaczenia
To wegetacja w oczekiwaniu zbawienia

Poranek w konglomeracie, podrapał się po jajach
Po papie zsunął na dupę wczorajsze gacie
Aby odmówić obowiązkowo poranny pacierz
W imię ojca, syna, wszystko to sąsiada wina
Ukaż gada, skurwysyna, niech opuści go rodzina
Aniele stróżu mój, w kolejce za mnie stój
W nocy i za dnia, i gdy czasem trzeba kraść
Życie mnie boli docześnie
Nie trzeba o nie dbać, bo czeka życie wieczne
Na szczęście bierzcie krzyż i nieście
Prorok mówi wierzcie, po to tutaj jestem
Zróbcie dla mnie miejsce, oddajcie cześć rzeźbom
Budynkom i miejscom, pokłońcie się krzyżom
Figurkom, relikwiom, klęknijcie przede mną, kiedy skinę ręką
Łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne
Niż bogatemu wejść w królestwo niebieskie
Tradycja tak każe, pismo potwierdza
Że jest za dobrze, to nie zaznasz szczęścia
Więc bierzcie, jedzcie i nic więcej
Czekajcie chwili, gdy pan was wezwie
A mi dajcie resztę, więcej mi przynieście
Dawajcie mi mili ofiary pieniężne
Bieda materialna, to bogactwo duchowe
Tak iluzjoniści wybrali tobie głowę
Idź pogrzesz więcej, każdy tak robi
Kiedy tam wrócisz, on znów zarobi

Łyk, berbeluchy z osiedlowym opatrunkiem
Wczorajsza resztka piwa na popite duszkiem
Kęs czerstwej bułki, ostatni ćwik w paczce
Takie me życie, nie zależnie jak patrzeć
Codziennie rano czekając na mannę z nieba
U pośredniaka szukając pracy i chleba
To co jest teraz przecież nie ma znaczenia
To wegetacja w oczekiwaniu zbawienia
Kiedy słońce wstaje,
ja tu wstaje,
kiedy księżyc wstaje,
ja tu żyję dalej,
piszę teksty bo praktycznie tylko to umiem.
Mówią: jedź z tym. Piszę.
Co mi zależy w sumie. Było parę kryzysów, mniejszych czy większych, czasem
się piło więcej, świat był łatwiejszy ale tylko przez chwilę nie było
to szczere. Ziom kupił bilet do raju, wpierdolił się w herę. Głupota,
chwilowa słabość, ja wierzyłem, wyszedł z tego, radość. Uczuć się nie
kryje. Każdy jest dobry tylko coś czasem dobroć tłumi, pochopne sądy
nieznajomych ludzi, skąd wiedzą jaki jestem? Patrzą mi w butelkę, mówią,
że ktoś kradnie, złapałeś go za rękę? Ten z drugiego piętra, gdzie on
szczęścia szuka? Mieszka tylko z matką a codziennie w innych ciuchach.
Tylko słucha tej muzyki, że aż podwórko słyszy, tamci sprzedają narkotyki,
weź to przycisz, córka sąsiada widziała go w teledyskach, kogo? Tego z
drugiego piętra, tego słuchają boiska, dzieciaki na nich, to właśnie dla
nich, my zostaniemy sami, wy nie dajcie się omamić.

[Onar]
To jest moja enklawa,
moje drugie piętro,
to jest moja sprawa, gdzie znajduję piękno,
kocham, nienawidzę, w moich krokach ukryte szczęście,
w blokach moje życie, na tym drugim piętrze.

[Lerek]
To właśnie na tym piętrze odnajduję tę poezję, to właśnie na tym drugim
piętrze mam swoje szczęście.
[x2]

[Onar]
Ten widok z drugiego piętra czasem przygnębia. RAP, podwórko, miłość,
melanż, tak czas spędzam, życie surowy sędzia, nie ma apelacji.
Sprawiedliwości ręka, korupcja dźwignią demokracji a ja cały czas w tym
miejscu żyjąc wokół wielkich spraw, wśród tych bloków. To jest prawdziwa,
wielka gra, mówisz: ba, on to na pewno ma pięknie a ja wkurwiam się i
ściskam drugą ręką rękę, ej, kiedy czytam te śmieszne artykuły. Moja mama
wzięła część z bloku, te papierowe bzdury. Piszą, że jestem tym, który coś
tam, gdzieś tam, to ja i mój rap. Ej, weź przestań. Cztery ściany, w
których jestem od dzieciaka, w których chce się śmiać i płakać, tutaj wisi
mój plakat. Alkohol, pierwsza draka, przecież każdy ma swój rozum, w życiu
samemu trzeba się połapać, to nie pozór, niektórym nie poszło, mają dozór,
inni żałują, inni z dnia na dzień kombinują, inni tylko mówią jakie
co dzień interesy kręcą. Od dwóch lat w tych samych jeansach, wiesz co? Tak
jak ci śmieszni hiphopowcy w tureckich swetrach, a u mnie MASS już od trzech lat na metkach, przestaw się na odbiór z mojej
okolicy. Nas już nie będzie a HIP HOP będzie żywy.

[Onar]
To jest moja enklawa, moje drugie piętro, to jest moja sprawa, gdzie
znajduję piękno, kocham, nienawidzę, w moich krokach ukryte szczęście, w
blokach moje życie, na tym drugim piętrze.

[Lerek]
To właśnie na tym piętrze odnajduję tę poezję, to właśnie na tym drugim
piętrze mam swoje szczęście.

[x2]
Te lata kiedy każda dupa chciała wyglądać jak Cher,
a typy nakładały nawet na jądra żel, znikły jak PGR,
czy to fart? Pewnie nie.
Nie chcę mieć tego na myśli jeśli to budzi gniew.
I cztery wersy wstecz, PGR zastąp hip-hop'em,
dodaj do tego ZUS i ten kredyt na procent.
Bo ten blask w tej epoce tych co obrastają złotem,
chyba ważny jest dla dziwek co w nogach mają procent,
z resztą sam oceń jak widzisz lubię szydzić,
dużo wymagam od siebie by się syn mnie nie wstydził.
Na chuj pchać się do Vivy, niczym baby na pogrzeb,
pierdole telewizję, bo to dla nich za mądre.
Jeśli w tym widzisz postęp to cię szajs błogosławił,
a więc może taką sławę jak i hajs sobie wsadzić.
Brak granic równowagi, wszędzie lateks i plastik,
i to pierdolone chamstwo naszej generacji.

Ref.
Kim ty jesteś? Lepiej prawdę mi powiedz.
Gdzie masz serce? Razem z hajsem w kondomie.
Gdzie jest sens w tej, całej modzie na kurwy?
Zamknij japę, to jest koniec destrukcji.

Pamiętasz te dziewczyny, były słodkie jak miód,
dziś to materialistki, co chcą Porsche i chuj.
Plastikowy świat pełen plastikowych Barbie,
pop-kultura dzieciaków gównem plastikowym karmi.
Pamiętasz tamte laski, trwałe wielkie jak afro
Electro, funk boogie i rap, sercem i pasją,
dziś stoją na baczność, jeśli nie ma co wciągnąć,
czy w ogóle istnieje w waszych marzeniach wolność.
Moje wrażenia non-stop odbiegają od wzorców,
a ludzie spierdalają, niczym zając od wniosków,
uciekają z rozsądku, czy głupoty, nie mój problem,
jeśli sam chcesz być taki lepiej nic nie mów, proste.
Bliźniemu oszczędź tej tandety,
bo zginiesz przez pieprzoną anoreksję
apetyt w amfetaminie, żyjąc w plastikowym kinie.
Pop-plastikowych mediów płynie
gumowa rozgrywka o dochody klientów
ubodzy z abonentu, Ty, a zyski
z reklam za ten plastik i dwa złote,
by Cię wtrącili do piekła.
Bycie trendy jest ekstra, co się spinasz i sadzisz?
Jak masz w mózgu silikon, z dupy szpinak na twarzy.

Ref.
Kim ty jesteś? Lepiej prawdę mi powiedz.
Gdzie masz serce? Razem z hajsem w kondomie.
Gdzie jest sens w tej, całej modzie na kurwy?
Zamknij japę, to jest koniec destrukcji.
Te kilka słów o muzyce, utworzenia diagnostyce
Kilka zdań o tematyce prostej, nie logice nad tym
Dlaczego dzieje się tak a nie inaczej, jeden uśmiech na mordzie
Drugi nad swym losem płacze
Czemu trudno śmierdząco obłudno i brudno
Wokół ciągle pieniądze wszystkie pierdolone rządzę
Tylko jedno hej masz się z czego śmiać to śmiej
Jak nie to wiej bo nie mam czasu już ojej
Kontakty konszachty z diabłem podpisane pakty
W sumie bym ci pomógł ale pozostają fakty
Nie znasz nikogo jesteś w grobie jedną nogą
I chuj że coś wiesz potrafisz bardzo chcesz
Dzień dobry panu chciałbym znaleźć jakąś pracę
No coś tam mam ale nie za dużo płacę
Tyle baranie to się daje na tacę
Następny poniedziałek ja znów nadziei nie tracę
Odpłacę się słowem wszystkim pięknym za nadobne
Pamiętam sytuacje takie i podobne
Nie będę jednak jak wy czynem słowu przeczył
Na pokaz egzystencja czemu los was tak skaleczył

Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
Ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Amerykański styl życia po dwa fakultety
Złote kiety solarium nie pomogą niestety bo berety
i tak będziecie kim byliście a my (acha...) koncerty zielone liście.
Tak więc Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
I ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze

Jak dym z papierosa oddalam się odpływam
Nadużyć chcę chwili, w której rozkoszy zażywam
Obrywam w momencie kiedy dotykam ziemi
Spisuję to co widzę i nic tego nie zmieni
Magistry studenci absolwenci
Most important jest tytuł a mnie jakoś to nie kręci
Chęci wolę cały schemat pierdolę
Szczerość wolę czy nauczą tego w szkole
Wszakże no jakże pięknie brzmiące słowa
Bodajże zmienia ciebie czysta polska mowa
Bez H K P S J to tylko w wojsku albo na ulicy lot
Wyłapałeś znów tysiące słów
Głów od myślenia z których żadna nic nie zmienia
Papier w kieszeniach faktur plik za przemyślenia
Czyste sumienia wymagania stan ekstrema
Nie do zapomnienia obraz więc powtarzam
Odpłacę się kiedyś a na razie się obrażam
I Zrażam słowem z całą swoją niechęcią
Stawiam czoła wszystkim waszym podpięciom

Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
Ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Amerykański styl życia po dwa fakultety
Złote kiety solarium nie pomogą niestety bo berety
i tak będziecie kim byliście a my (acha...) koncerty zielone liście.
Tak więc Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
I ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze

Znowu wkręcam się w to otoczenie musze wtopić się w to
wszystko podejściem swoim zmienię
dotlenie umysł by rozróżnić to co ważne
od rzeczy mniej istotnych choć traktuje je poważnie
rozważnie jest widzieć co przynosi życie
pełna piersią chwytać chwile popatrzcie zobaczycie
jak wszystko szybko traci na znaczeniu
ty wciąż krótka migawka ja to fakt we wspomnieniu
bo być kimś więcej to chcieć wciąż więcej
i mieć cos więcej zacierać ręce w podzięce
widzieć więcej słyszeć więcej
i cuć coś więcej omijać krzywe audiencje
dlatego robię to co lubię, lubię robić to co kocham
wbijam w to że mówią ten to robi bo to, bo kocham
myślę godzinami słowem czuje słowem szlocham
masz to sprawdź to, to co kocham
powodzenia nie dziękuje bo nie musze
ja mam to co chce patrz jak wypełnia moja dusze
amerykański styl życia na chuj mi wasze fety
na co wasze sukcesy wszystkie tandetne gadżety

Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
Ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Amerykański styl życia po dwa fakultety
Złote kiety solaria nie pomogą niestety bo berety
i tak będziecie kim byliście a my (...acha) koncerty zielone liście.
Tak więc Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
I ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?

Pieprzę beef, dla mnie to jest chore, ludzie
Gdy dziś, każdy bawi się w ten syf, przy debiucie
Połowa z tych wyjątkowych MC's
Nie istniała by dziś bez konkurencji
Piszesz teksty, w nich niszczysz gnioty
OK, ale tylko pizdy piszą tylko o tym
Ciśniesz cioty? boli cię słowo gej
Czemu tak cię obchodzi jak żyją oni? ej?
Boisz się? ziomy też żyją w strachu?

Nie słyszałem jeszcze tu homo*****ualnego rapu
Chyba, że twój, jesteś mistrzem obłudy
To u ciebie, co wers, się przewijają fiuty
Musisz je lubić, choć się boisz przyznać
To, co robisz, to jest twoja wizja
Ja się nie wcinam w cudze życia, żyj szczęśliwie
Tylko nie wmawiaj mi, co tu jest praw*****

Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?

9-8 to był dobry rok
Zwłaszcza w polskim hip-hopie, liczyło się to
Jaki jesteś, co myślisz, liczyła się prawda
Nawet, jak wywoływała skandal
Dziś dzieciaki oceniają po punchline'ach tekst
Nieważne, jaki to ma sens
Jak ma jeden trafny wers, jarasz się, się jaraj
Zostaw mnie, s*****laj
Dziś co drugi frajer gada w punchach, na EP'ce
O tym, jaka z niego gwiazda, ja nie chcę
To jest cienkie i dobre dla cienkich
Codziennie piszesz o sobie takie piosenki?
Chcesz się poczuć męski, co?
Dzięki, wciskam stop
Póki rap to nie pop, myślę jak w 9-8
Robię to, moje flow niesie myśli na osie

Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?

Ty wiesz, że miałem wydać album rok temu
Ktoś nie mógł, zrobiłem to po swojemu
I zaliczyłem debiut roku po dekadzie
Wciąż jesteś w podziemiu? dam ci radę
Bierz poprawkę na wszystko, wszystkich, zawsze
To cholernie ważne
Inaczej, możesz mieć tu taką akcję
Zrobisz bit i nie będzie o tym nic we wkładce
Ja wkułem te zasady na blachę
Nie chowam już urazy, nawet po czasie
Tylko ci mówię prawdę, bo ty możesz być
Tam, gdzie ja, ja - tam gdzie ten typ
Dziś, nie wiem co mi jutro odbije
Lecz póki myślę, tak, jak dziś i żyję
Tak jak dziś to ci powiem jedno
Ufaj sobie, całą resztę *****

Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo