Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Życie pisze różne scenariusze
Różne sytuacje o których mówić muszę
Czyny godne uwagi, warte opisania
Tyle w nich odwagi, tyle w nich oddania
Jakiś czas temu w górniczej rodzinie
Ból po tej stracie nigdy nie przeminie
Dzielny mężczyzna gdy waliła się ściana
Nie zostawił kolegów, ta ofiarność podziwiana
Lecz opuścił rodzinę, trojkę dzieci osierocił
Żona zrozpaczona, niejeden Boga prosił
Aby wrócił tu, a jednak jego domem będzie dół
Na wielu takich jak on pomnik bezimienny
Odebrane życie, dar, który jest bezcenny
Kolejna historia, kolejne fakty
Kolejny człowiek, prawie taki jak ty
Ten, który teraz w kajdanach jest skuty
Przez społeczeństwo odrzucony i opluty
Przez wielu teraz za odwagę podziwiany
Nie dał plamy, najważniejsze sam przez siebie szanowany
Odpokutował za drugiego jego czyny
Zrobił to choć całkowicie był bez winy
A ten drugi? jebać go i szmacić
Że dobry chłopak tak wiele musiał stracić
Nie pisały gazety a jednak coś wielkiego
Nowy dzień niesie bohatera następnego

Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie
[tylko tekstyhh.pl]
Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie

To, że nie jesteś kimś nie znaczy, że jesteś nikim
To nie żadne wstrzyki tu Mara z Bombatyki
Bezimiennych takich jak my stoi niewielu
Mimo to wiele talentów zaniuchanych w kleju
Na boicho za blokiem luknę czasem okiem
Chłopak niezły piłkarz a wieczorem z jabolem
Pod monopolem łyka z kubka swoją dolę
Każde hasło polej za zdobyte gole
Dla niego bezcenne te chwile na meczach
Gdy dokopali chłopcom z innego osiedla
Być bezimiennym nie znaczy być zerem
Każdy swoim sterem, wiara buduje nadzieję
Jednej akcji bohaterem w życiu jest niejeden
Lecz o tym się nie mówi, o tym nie piszą w gazecie
Ile dzikich talentów nie wypływa na wierzch
A jebane beztalencie wozi się w S klasie
Ile dzieci w swoim tacie widzi bohatera
A od rana szef nim w pracy poniewiera
On wypłatę odbiera wiodąc życie żywiciela
Gorzkie żniwo zbiera
Los wszystkich w życiu
Uczciwie nie wybiera
Bo tak od teraz życie swoje zmieniać
Niema co oceniać po grubości portfela
Po statusie społecznym, to, co siedzi w środku
Czyni cię bezcennym, taa, bohaterem bezimiennym

Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie

Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie

Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie

Nas trzech bezimiennych a jednak dużo więcej
Gotowych ponieść straty, zdolnych do poświęceń
Tracisz coś cennego, a czasem nawet życie
Hołd bezimiennym grobom na tej płycie
Te kilka słów o muzyce, utworzenia diagnostyce
Kilka zdań o tematyce prostej, nie logice nad tym
Dlaczego dzieje się tak a nie inaczej, jeden uśmiech na mordzie
Drugi nad swym losem płacze
Czemu trudno śmierdząco obłudno i brudno
Wokół ciągle pieniądze wszystkie pierdolone rządzę
Tylko jedno hej masz się z czego śmiać to śmiej
Jak nie to wiej bo nie mam czasu już ojej
Kontakty konszachty z diabłem podpisane pakty
W sumie bym ci pomógł ale pozostają fakty
Nie znasz nikogo jesteś w grobie jedną nogą
I chuj że coś wiesz potrafisz bardzo chcesz
Dzień dobry panu chciałbym znaleźć jakąś pracę
No coś tam mam ale nie za dużo płacę
Tyle baranie to się daje na tacę
Następny poniedziałek ja znów nadziei nie tracę
Odpłacę się słowem wszystkim pięknym za nadobne
Pamiętam sytuacje takie i podobne
Nie będę jednak jak wy czynem słowu przeczył
Na pokaz egzystencja czemu los was tak skaleczył

Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
Ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Amerykański styl życia po dwa fakultety
Złote kiety solarium nie pomogą niestety bo berety
i tak będziecie kim byliście a my (acha...) koncerty zielone liście.
Tak więc Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
I ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze

Jak dym z papierosa oddalam się odpływam
Nadużyć chcę chwili, w której rozkoszy zażywam
Obrywam w momencie kiedy dotykam ziemi
Spisuję to co widzę i nic tego nie zmieni
Magistry studenci absolwenci
Most important jest tytuł a mnie jakoś to nie kręci
Chęci wolę cały schemat pierdolę
Szczerość wolę czy nauczą tego w szkole
Wszakże no jakże pięknie brzmiące słowa
Bodajże zmienia ciebie czysta polska mowa
Bez H K P S J to tylko w wojsku albo na ulicy lot
Wyłapałeś znów tysiące słów
Głów od myślenia z których żadna nic nie zmienia
Papier w kieszeniach faktur plik za przemyślenia
Czyste sumienia wymagania stan ekstrema
Nie do zapomnienia obraz więc powtarzam
Odpłacę się kiedyś a na razie się obrażam
I Zrażam słowem z całą swoją niechęcią
Stawiam czoła wszystkim waszym podpięciom

Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
Ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Amerykański styl życia po dwa fakultety
Złote kiety solarium nie pomogą niestety bo berety
i tak będziecie kim byliście a my (acha...) koncerty zielone liście.
Tak więc Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
I ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze

Znowu wkręcam się w to otoczenie musze wtopić się w to
wszystko podejściem swoim zmienię
dotlenie umysł by rozróżnić to co ważne
od rzeczy mniej istotnych choć traktuje je poważnie
rozważnie jest widzieć co przynosi życie
pełna piersią chwytać chwile popatrzcie zobaczycie
jak wszystko szybko traci na znaczeniu
ty wciąż krótka migawka ja to fakt we wspomnieniu
bo być kimś więcej to chcieć wciąż więcej
i mieć cos więcej zacierać ręce w podzięce
widzieć więcej słyszeć więcej
i cuć coś więcej omijać krzywe audiencje
dlatego robię to co lubię, lubię robić to co kocham
wbijam w to że mówią ten to robi bo to, bo kocham
myślę godzinami słowem czuje słowem szlocham
masz to sprawdź to, to co kocham
powodzenia nie dziękuje bo nie musze
ja mam to co chce patrz jak wypełnia moja dusze
amerykański styl życia na chuj mi wasze fety
na co wasze sukcesy wszystkie tandetne gadżety

Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
Ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Amerykański styl życia po dwa fakultety
Złote kiety solaria nie pomogą niestety bo berety
i tak będziecie kim byliście a my (...acha) koncerty zielone liście.
Tak więc Powodzenia nie dziękuje bo nie musze
I ja mam to co chce a rap wypełnia moją dusze
Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam ja
Z tą różnicą że jest mało takich jak ty
Spójrz naprawdę to fakty

Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam ja
Z tą różnicą że jest mało takich jak ty
Spójrz naprawdę to fakty

Sportowe buty i bausowe nuty Kielce
Mam to wszystko plus whisky w butelce
Na joint zostawiam tu jeszcze miejsce
Mówiąc siemasz powiem ci czego nie masz
Nie masz L.P.C. w wersji trzy tysiące XL
Masz tylko swój stary ***** mixer
Podbij do mnie dam ci od Mariana mixtape
Posłuchasz sobie co to brzmienie czyste
Mam wydawcę, a nawet ich czterech
Każdy z nich jest lepszym od ciebie raperem
I tak naprawdę to ty masz problem
Ty jesteś Redman a twój kumpel to Method Man

Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam ja
Z tą różnicą że jest mało takich jak ty
Spójrz naprawdę to fakty

Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam ja
Z tą różnicą że jest mało takich jak ty
Spójrz naprawdę to fakty

Słuchaj!
Jak przybijasz że jestem biały murzyn
To ****** cię mój kuzyn
Jest naprawdę bardzo duży
I nosi siedem XL bluzy
Poczekam jak zagrasz w Kielcach koncert
Bo w tamtym mieście to nieźle szponce
Będziesz szedł po ulicy potem
To przejadę cię moim samochodem
A to co pije do wódka z lodem
I Kielce które są moim godłem
Słyszałem że coś gadałeś na PIH-a
To ****** za to cię pojadą po ******
Jak siedziałeś sobie na ławeczce
To ja jeździłem z wariatami w beczce
Niezły z ciebie ***** bezczel
To ty lamusie jesteś leszczem

Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam ja
Z tą różnicą że jest mało takich jak ty
Spójrz naprawdę to fakty

Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam ja
Z tą różnicą że jest mało takich jak ty
Spójrz naprawdę to fakty

Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam
Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam
Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam
Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam jaaa
Cały czas kombinuję
Stasiak, 2cztery7, kombinuję cały czas

Siemasz, nazywam się kombinator Stasiak
Siedzę tu z Robertem, moim ziomem co lata
Rzadko się widzimy, może coś dla kurażu
Może joint, odlot z ziomem z pilotażu
Dzwonię, kombinuję, sobota wieczór
Wszyscy zaopatrzeniowcy są już w centrum
Bez sensu, sączymy króla już wcięci
A tu kolejny abonent niedostępny, oszczędny
Jest propozycja na piątkę
To tutaj sprzeciw ogłasza mój portfel
Dobrze, dzwonię dalej i jest opcja
Ale nie chce mi sią teraz jechać na golfa
No dobra, weŹmiemy to pięć i spokój
Dzwonię do ziomka, on tam parę bloków dalej mieszka
Ale na lodzie muszę zostać
Przekombinowałem, piątka przed chwilą poszła

[x2]
Kombinuję cały czas
Kombinuję non-stop

I zadaję sobie pytanie
Powiedz mi czy będzie tu kiedyś ogrzać mnie na starość
Nie wiem, dzwonię do niej, pytam jak odgrzać makaron
Na razie kombinuję z tym co ugotowała wcześniej
SMS, mam ten hajs, wejdziesz?
To inna dama, wisiała mi dzięgi
Chciałaby teraz przyjąć go jak w obcęgi
Ale kochanie kombinuję z obiadem i rapem
Potem wpada mój zespół, rano nagrywał kapeć
Wracam, puszczam coś co normuje nastrój
Szybki Szmal, Pjus i płyta Hastu
Może pojadę dziś do kina busem
Kupię ćwiartkę, sprawdzę czy naprawdę każdy z nas jest Chrystusem
Kombinuję jak wytłumaczyć ziomom w przededniu picia
By nie przyszli znowu w siedmiu typa
Wreszcie zrozumieć muszą, mam na*****ne na tym punkcie
Że jak jedzą coś to zawsze mi kruszą
Raper, dziennikarz, święty producent
Zwykle z nim się dobrze bawię kłócę go, kłócę
Kombinacja to hustlerka bez oszustw
Ej, niech ten okruch wyląduję w koszu, ***** Wojtek zbierz to

[x2]
Kombinuję cały czas
Kombinuję non-stop

Krótko śpi ten kto w nocy walczy
Więc kombinuję jak wstać po wczorajszym
Wystarczy, że obudził mnie już Piotrek
Ty weŹ tu przyjedŹ i nagrać zwrotkę
Więc kombinuję jak zmienić tę obsuwę
Wsiadać w metro, czy dzwonić po Złotówę
W progu znowu łapie mnie telefon
A ja myślę jak skończyć gadkę z tą kobietą, pa
Z inną mam zamiar dziś się bawić
Bo obiecała, że skombinuje klawisz
Pod blokiem żulom beszta fortel jak Zagłoba
Jak skombinować forsę na browar
Znam to, czasem też tak grzeszę
Tankowanie gdy pusta kieszeń
SMS'em znów Mes mnie ponagla
On kombinuje jak wyjść i się nachlać
Docieram na kwadrat w sumie o czasie
Choć cierp kombinował dłuższą trasę
Staję przed mic'em, coś po*****łem w rymach
Ty nie kombinuj tylko nagrywaj, Karol

Kombinuję
Non-stop kombinuję żeby było mi lepiej
Non-stop, non-stop
By choć zostało tak jak jest
Kombinuję
To ironia z całym, no te, lepiej
Bywa i tak, nie mogę spać
Kombinuję odtąd stale cały czas
Kombinuję cały czas
Kombinuję non-stop
2cztery7, cały czas
Kombinuję...cały czas
Co to było? hahaha
Co się śmiejesz, co się śmiejesz
My wciąż jak kat, brat, my rymami świat
godzinami kierat tyraliera skandal jak Borat
słów samokontrola ty nadeszła pora
na powrót z zaświatów imperatora rapu
chłopaku weź to uratuj gdy wieść nadejście kamaratu
treść na cześć hip-hopu kamratów
wyzwoliciel bloku przynosi spokój
a ty rokuj co chcesz i tak będę stał z boku
i tak będą w szoku ci studenci z roku
stanowię tarczę, warczę na nich w amoku
jestem odbiciem wyroku na wyznawców hip-hopu
chcesz też do tego dopuść jestem łzą w oku
społeczeństwa doprowadzam do szaleństwa
z miejsca wiem ich rap to bezeceństwa
ja wiem coś o tym jestem solą tej ziemi
Kodex na bank możemy jeszcze coś zmienić
oni chcą innych płodzić ty chcą się godzić
chcą mnożyć się tworzyć i chcą się rodzić
by się wozić nie ma dla nich miejsca w tej łodzi
i nie zaszkodzi przypomnieć im kto tu dowodzi

Niestety polski rap to Babilon
każdy cięty na bilon jak Carrington
te masy chcą dla kasy ziom objąć krwawy tron
myślą że to łatwy plon że ich słaby flow jest klasyką
nie ma z rapu kasy ziom nie te czasy nie ten front
wątpię stąd zabierz wątły flow, to zdolny śląsk
3W Kasta hordy wojsk Whitehouse mocny cios
trwa ostateczny sąd dziś upadnie Babilon
Wyrok biały dom Wrocław jutro Waszyngton
Moskwa Paryż Nowy Jork czai cały horyzont
made in Polska Kodex 3 przybiera postać
ten wyrok na was rozdał to prosta riposta od nas
ostra jak cosanostra kto tu jest prostak
wszyscy wiemy że to nie my jesteśmy jak niemy film
nie zna sceny domeny koszt weny to bezcenny dill
tniemy niemy styl w drobny pył to nie żart jak Benny Hill
słabych MC styl spłonie jak Silent Hill

[x2]
Zrywa się wiatr jak nad przylądkiem Horn
coraz mniej światła, przygotuj się na sztorm
to 3W Kasta Wyrok z Dolny Śląsk Biały dom

W ogromnym kole jak Bushido tu każdy dzień uczy go
potężny środek mam w duszy go przez życie idąc
szukam spokoju jak w American Beauty
życie sztuka wyboru gdzie wszystko możesz kupić
szukam tych torów jak Frodo drogi do Mordoru
i nie ma dnia bym nie pamiętał kim był Golum
w płucach dym znowu rzucam rym z kolumn
słucham tych wzorów co mówią jak mam żyć z telewizoru
'80 rocznik jest paru co mnie nienawidzi
bez emocji chuj na nich kładę jak Prodigy
co nie zabije to mnie wzmocni widzisz
choć mi daleko do wyroczni idę jak Zatoichi
ej brat jak leci powiedz jaki się widok święci
3 Kodex podobno Wyrok śmierci w zamici zwrotek znów śmierdzi hip-hopem
się nie dziw potem nie wszystko co się świeci złotem

Nie możesz mnie zatrzymać, bo mam zbyt wielu wrogów
a każdy z moich wrogów wierzy w zbyt wielu Bogów
łatwo stracić w biegu rozum, proste to w Polsce
problemy znamy a my zalewamy je Bolsem pamiętasz
cztery lata temu model rapu szybki trend i minął
dziś odurzeni techno jak cipki kokainą
albo idziesz powoli lub masz jak w Hollywood szczęście
cóż dziś buja się nawet Robin Hood mercem
by nie przepaść w przepaść trzeba trzepać hajs
nie ma przebacz w tej grze trzeba grzebać chłam
ty myślałeś że co wszystko tu jest w chuj proste
no bo ty liczysz na cud ja na flow tracę swój postęp
przez twój dostęp pełni się zwiastun złych snów
jeśli chodzi o MC's było piętnastu dziś stu
to jak 300 horda kontra idea
ty pytasz gdzie jest prawda ziom prawdy nie ma

[x2]
Zrywa się wiatr jak nad przylądkiem Horn
coraz mniej światła, przygotuj się na sztorm
to 3W Kasta Wyrok z Dolny Śląsk Biały dom
Mamy prawo do swobody, wypowiedzi w tekstach
Tak jak do decyzji z kim gramy na projektach
W kwesti prawdy w wersach mam ją chodź mogłbym kłamać
Każdy w tym kraju co chce może gadać
Mógłbym grać w reklamach chodź raczej odpuszczę
nie chce na barana z rana patrzeć w lustrze
Mam prawo pojutrze nie ruszyć się z wyra bo
dzisiaj jest piątek a jutro sie na kiram
Mam prawo przeginać gdy coś mnie wkurwia
dostawać palmy gdy ktoś ze mnie robi durnia
Mam prawo odpuszczać kiedy mam czegoś dosyć
dotyczy to spraw których nie chcę mi się znosić
Mam prawo nie prosić, nie dziękować, nie przepraszać
robie to bo klasa, to ludzi trafia
A gdy ktoś będzie życiu moich najbliższym zagrażał
pociągne za spust chodź nie mam do tego prawa.

Ref.x2
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Spokojnie czekam na kres twoich dni
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Wiem, że każdy mój sukces ból zadaję Ci

Mam prawo żyć jak chcę i nie możesz zabulić
Mam prawo wziąść ten towar i z zyskiem go pogonić
Mam opcję by zarobić to nie odpula szansy
Mam prawo robić rap streszyć się i zatańczyć
Czy to nasz czy nie to (...)to kwit we mnie jest street
Mój świat mój flirt moja kobieta i bit
Głowami mi i nikt nas nie zlekcewarzy
PMM projektanci stylu wiem że kojarzysz
To 10 lat baraży, walki o finał
Kto chciał to odbijał nie będe dzisiaj rozkminiał
W sferze znów na rewirach mamy prawo się wiesz
Pięść w pięść wers w wers toast zdąży na cześć
Mam prawo mieć gest eeej mam prawo marzyć
Nie pozbawisz mnie tego skurwysynu się nie odważysz
Kwaterą będziemy razić te tracki płoną jak haszysz
Mamy prawo do błędu w dłoni nikt nie jest bez kasy
Wyczytasz to z tatuaży co kurwa znaczy honor
Szacunek, Lojalność, Duma to wszystko kojarz z głową
Zawszę z pomocną dłonią bo mam prawo ją dać
Szanujemy ludzi i niech ludzie szanują nas

Ref.x2
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Spokojnie czekam na kres twoich dni
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Wiem, że każdy mój sukces ból zadaję Ci
Jest tak stoję na poczcie w ręku awizo
jest smętnie nie zanosi się na żaden epizod
zresztą jaki miałby się tu odbyć spektakl
gdy kolejka do okienka krótsza nawet niż nasza ostatka EPka
ale nim zarzucę cumę na ląd
przede mną cztery babcie każda ma rachunek za prąd
do tego trzy za czynsz jedna za Internet cała schiza w tym
że cholernie dobrze widać jak się tutaj zbliża dym
bo warto dodać by przyspieszyć tempo
że to mała poczta więc pracuje jedno okienko
przed nim dla odmiany dziadek o ladę oparty
zapłacił właśnie trzeci rachunek i wyciąga czwarty żart

Babciny kondukt trzeba to doceniać
na razie wydał tylko pomruk niezadowolenia
ale konflikt zdaje się być nieunikniony
bo dziad jak gdyby nigdy nic wyciąga jeszcze polecony
i to go gubi list działa jak iskra
babcie słusznie kombinują że skubaniec chce go wysłać
i narasta w grupie wrogość
jedna babcia syczy druga krzyczy trzecia nawet tupie nogą
czwarta dowodzi twardo jak żandarm
ile granic to przekracza i jaki to skandal
z gniewu gada a że jest postury niekiepskiej
to już się skrada żeby bić dziada torebskiem
i wybucha rzecz z gatunku rzeczy niewidzianych
nawet przez najbardziej doświadczoną kierowniczkę zmiany
wszyscy drą ryja tylko ja wypłosz myślę
Boże przecież tego można uniknąć

Babciu, co tak tego dziada tłuczesz
i co mu nie dasz uciec?
Babciu gdzie jest twój wnuczek?
Skąd te nerwy, czemu plujesz jadem
i co ty tu babciu robisz z tym rachunkiem za Neostradę.
Co tam śmigasz po sieci? Szukasz przyczyn chorób
albo śmiecisz jakieś forum by wyrazić sprzeciw?
Babciu błagam, mnie nie oszukasz,
oboje wiemy że to za Facebooka twojego wnuka,
może twój wnuczek ma problem
pogadaj z nim może jest samotny, może wpada w obłęd
może jest na fatalnej ścieżce może szura kreski
o zgrozo szura na kreskę.
Babciu ty też poczujesz gniewu zanik,
babciu zbuduj most między pokoleniami,
a przy okazji mimo chodem prośba skromna
niech twój wnuk ci założy konto w banku on-line
to jest wygodne, ba to jest prostsze
możesz płacić rachunki bez chodzenia na pocztę,
a ja gdy wpadnę kiedyś tu z awizem z boku
będę miał krótszą kolejkę i święty spokój.
Liber:
Skoki napięć wszystko złapie w rapie ..... i by się uspokoić to najmocniejsza z moich spoin zespół na kolejnym z podestów po serii crash-testów żywi nie wycięci z tektury i tekstu lektur stworzeni za pomocą sexu i uczuć (uczuć) kości i krwi i bez przymusu patrzę czy nie tracę pulsu tętna w skrócie ludzie to zwierzęta wszędzie masz konkurenta co żeruje na błędach rycerze są w legendach możni pobożni katolicy to często lanch na święta żeby nie było siedzę na tym krześle wierze jeszcze że jest nieźle że Azazel jeszcze tym razem nas nie zeżre i że to nie jest jeszcze szczytem naszym ludzkie serce bije pośród maszyn puls złapać pełen luz luzik rozbudzić zapał złapać pion by się przebudzić.

Ref.:
Zatrzymam się tu żeby sprawdzić puls żeby móc wyjść na plus
Zatrzymam się tu żeby sprawdzić puls żeby móc wyjść na plus
Zatrzymam się tu żeby sprawdzić puls żeby móc wyjść na plus
(Zatrzymam się tu)

Kris:
Dzisiaj pośpiech bezlitośnie rośnie w każdym stres i miażdży to co ważnym jest wyraźny postęp niesie często chłostę odważny zna męstwo bierze rozpęd chce pierwszeństwo chce mieć dostęp a sam stanie się tostem do zjedzenia proste założenia jeść tak by czuć się głodnym by nieść prawdy treść trzeba być rozsądnym (wiesz) godnym zaufania wzdłuż i wszerz coraz mniej miejsc do zatrzymania serc serca wers pisze w ciszy słyszę w niszy sedno i wiem jedno nie podpalą nie obalą mnie na pewno chociaż biegną jak taran „słabi legną” pęka wiara krzyczą wiejmy idzie fala! raz kolejny po raz kolejny Pan obronił Kris ocalał chwiejny krok bez spocznij i odpoczynku bez głosu wyroczni świat ten synku zginie jak ...... w dymie znajdź przystań w której czas nie płynie wykorzystaj ją na max byś zachował dobre imię.

Born:
Ksywa Borni hardcore to jedność mój puls i wyjść na plus to codzienność w miejscu w którym się wychowałem bezgraniczna wierność tylko tu regeneruje swe siły czasem trzeba odpocząć by nie trafić do mogiły za wcześnie (za wcześnie) za wcześnie z pomocą Bożą jeszcze nie jeden wers skreślę moja wiara i dusza czysta jak bezludna wyspa tu chłonę spokój choć widzę jak inni w amoku pogrążeni czy ten wers coś zmieni nie wiem się okaże mądrość i dobro niech idą razem w parze po wsze czasy niech uspokoją tętno całej ludzkiej rasy ja czuje widzę słyszę i rozumiem ale nie każdy tak umie szerzy się chaos jak w pomeczowym tłumie a ja ponad tym wszystkim siadam w loży i zabieram tam bliskich czuje dokładnie jak moje serce bije sprawdzam puls i wiem że żyje i wiem że żyje.

Ref.:
Zatrzymam się tu żeby sprawdzić puls żeby móc wyjść na plus
Zatrzymam się tu żeby sprawdzić puls żeby móc wyjść na plus
Zatrzymam się tu żeby sprawdzić puls żeby móc wyjść na plus
(Zatrzymam się tu)

Hans:
Nie chce cudów chce pośród brudu znaleźć swoje miejsce i brudząc swoje ręce wybudować swoje szczęście poczuć że to moje i tego właśnie bronie mój pot moja krew pięść rozcięta brew cały gniew ryczę jak lew to nie blef kapujesz? nie chce mieć łatwego startu chce paść na kolana i ugiąć wtedy karku wznieść ręce do pana i krzyknąć Boże jesteś?! siłę by zbudować niebo można znaleźć w piekle walczę więc jestem żyć odważnie albo nie żyć wcale słowo niewypowiedziane nie uderzy o membranę nie żałować czynu i żałować bezczynności ufać tak zrobić krok do mądrości doświadczyć zazdrości złamanej miłości dobroci i złości być sytym i pościć dotknąć zobaczyć posmakować sprawdzić dumy i pogardy podanej ręki podniesionej gardy gdy boli częściej uodparnia się więcej i uczysz się częściej brać więcej sprawdź swoje ręce ja zostaje tu bo tu czuje ból wiem że żyje czuje puls jak przez to przejdę to wyjdę na plus jak przez to przejdę to wyjdę na plus jak przez to przejdę to wyjdę na plus.

Ref.:
Zatrzymam się tu żeby sprawdzić puls żeby móc wyjść na plus
Zatrzymam się tu żeby sprawdzić puls żeby móc wyjść na plus
Zatrzymam się tu żeby sprawdzić puls żeby móc wyjść na plus
(Zatrzymam się tu)
Tamte wspomnienia nadal w mojej głowie goszczą
Czemu dziś tu, a kiedyś tam?
Nie chce zapomnieć o tym, jakie mam korzenie
Nie wstyd mi, wręcz szczycę się (szczycę się, wiesz)
To przecież przeszłość, a nadal we mnie drzemie
Lecz to jest tylko wspomnienie
Zamykam oczy i widzę szare cienie
Chce by były tu naprawdę to me marzenie

Jest jedna rzecz, która lamusów smuci – to, że rap trzeba mieć, nie można się go nauczyć
Niektórzy poszli za nim, musieli wrócić, rzeczywistość musiała ich budzić, realia cucić
A Ja 15 lat temu na starych śmieciach, wychowywałem się przy innych dzieciach
I matka kupiła mi mój pierwszy plecak, potem w chuj lat musiałem nosić go na plecach
Małolat nie wiedział wtedy, co to jest rap, byłem inny, miałem marzenia, mój kumpel miał wigry.
Ja miałem podwórko, odgrodzoną od domu furtką, to stare czasy, nie ważne było jutro.
Wypijmy szczerze za każdą na boisku imprezę, za tanie odzieże, za wszystkie mury w srebrze, za ulice, po których jeżdżę, przeciwko tym, których pieprze, za czasy lepsze, już swoje po ziemi drepcze, za mordy coraz cwańsze, za kieszenie w hajsie, dedykacje dla przyjaciół za szczere akcje, z mordą marną, nie ma miejsca jak to[?], teraz całą bandą chłopaki stoją za mną.

Tamte wspomnienia nadal w mojej głowie goszczą
Czemu dziś tu, a kiedyś tam?
Nie chce zapomnieć o tym, jakie mam korzenie
Nie wstyd mi, wręcz szczycę się (szczycę się, wiesz)
To przecież przeszłość, a nadal we mnie drzemie
Lecz to jest tylko wspomnienie
Zamykam oczy i widzę szare cienie
Chce by były tu naprawdę to me marzenie
Łyk berbeluchy z osiedlowym opatrunkiem,
Wczorajsza resztka piwa na popite duszkiem,
Kęs czerstwej bułki, ostatni ćmik w paczce,
Takie me życie niezależnie jak patrzeć,
Codziennie rano czekając na mannę z nieba
U pośrednika szukając pracy i chleba,
To co jest teraz przecież nie ma znaczenia
To wegetacja w oczekiwaniu zbawienia

Co dzień czuje się gorzej, miasto wita ranne zorze
Tramwaje trzeszczą, już dzwony biją o tej porze
Poranny stres na krydze ściska obrożę
Tylko tą wiarę tutaj i teraz daj mi Boże
Mieszkanie śmierdzi biedą, życiorys pachnie trupem
To nie dom, tylko melina, rodzinę zmiotłem pod butem
I miałem tupet, pluć w twarz jej na kac
Krzykiem bronić sensu już zatraconego czasu
Sąsiad spuszcza wodę, jak co dzień, spływa smród z odchodem
Pionem z dwunastego piętra, do piekła
By żyć następną dobę na głodzie, przebudzony nałogiem
Piję setę, by mi sen z powiek zwlekła
Nadzieje odmierzane dnem łyżeczki, po matce
Oblepione fusami wyschły na filiżance
Tak ciężko żyć, kiedy niema kto pomóc w walce
Po latach trosk człowiek to tylko nazwisko na kartce
Zepsuty domofon, wydrapany numer na drzwiach
Ten licznik, patrz jak ja na śladach po libacjach
Na ścianach zapisane gniewem wściekłej młodości
I nudą, życia podporą każdy znak miał trudom
Teraz to bez znaczenia, trudno nie wierzyć w nic
Chociaż nic nie dotyka, wiary tutaj niema
Rodzina bliżej nieba, krąg od lat w rynsztoku
W tym syfie śpię niby, wiatr sypie śniegiem w szybę
Huczy już konglomerat, nie mam siły, aby wstać
Umyć twarz i rzucić się znów w ten kierat
Sąsiad toczy wózek w dół z dwunastego piętra
Codzienna pętla do czesnego piekła

Łyk berbeluchy z osiedlowym opatrunkiem,
Wczorajsza resztka piwa na popite duszkiem,
Kęs czerstwej bułki, ostatni ćmik w paczce,
Takie me życie niezależnie jak patrzeć,
Codziennie rano czekając na mannę z nieba
U pośrednika szukając pracy i chleba,
To co jest teraz przecież nie ma znaczenia
To wegetacja w oczekiwaniu zbawienia

Poranek w konglomeracie, podrapał się po jajach
Po papie zsunął na dupę wczorajsze gacie
Aby odmówić obowiązkowo poranny pacierz
W imię ojca, syna, wszystko to sąsiada wina
Ukaż gada, skurwysyna, niech opuści go rodzina
Aniele stróżu mój, w kolejce za mnie stój
W nocy i za dnia, i gdy czasem trzeba kraść
Życie mnie boli docześnie
Nie trzeba o nie dbać, bo czeka życie wieczne
Na szczęście bierzcie krzyż i nieście
Prorok mówi wierzcie, po to tutaj jestem
Zróbcie dla mnie miejsce, oddajcie cześć rzeźbom
Budynkom i miejscom, pokłońcie się krzyżom
Figurkom, relikwiom, klęknijcie przede mną, kiedy skinę ręką
Łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne
Niż bogatemu wejść w królestwo niebieskie
Tradycja tak każe, pismo potwierdza
Że jest za dobrze, to nie zaznasz szczęścia
Więc bierzcie, jedzcie i nic więcej
Czekajcie chwili, gdy pan was wezwie
A mi dajcie resztę, więcej mi przynieście
Dawajcie mi mili ofiary pieniężne
Bieda materialna, to bogactwo duchowe
Tak iluzjoniści wybrali tobie głowę
Idź pogrzesz więcej, każdy tak robi
Kiedy tam wrócisz, on znów zarobi

Łyk, berbeluchy z osiedlowym opatrunkiem
Wczorajsza resztka piwa na popite duszkiem
Kęs czerstwej bułki, ostatni ćwik w paczce
Takie me życie, nie zależnie jak patrzeć
Codziennie rano czekając na mannę z nieba
U pośredniaka szukając pracy i chleba
To co jest teraz przecież nie ma znaczenia
To wegetacja w oczekiwaniu zbawienia
Miuosh:
Cały Śląsk, ja palę chłam, łamię werble.
Stul pizdę ziom, mamy misję nie przerwę.
Od miasta do miasta choć niektórych to boli.
Biedny i wkurwiony rapujący alkoholik.

Ref.:
Znam swe miejsce i mam swoją hordę,
Trzymamy cały region za mordę.
Możesz się starać i tak idzie ci to wolniej.
Jeśli Coś Działasz To tylko Post Mortem. /2x

Miuosh:
Katowice Ducha, piję, śpię, piszę, słucham.
Z dala od wen bo już tych nie muszę szukać..
Raz zagrałem Rap, postanowiłem będę go grał,
Teraz trzymam go za pysk, byle kurwom go nie oddać!
Ponoć lot mam, jebać to! Daj mi bit.
To nie mleko i miód, tylko krew, pot i łzy.
To nie, miasto ze snów tylko miejski syf.
Wdzierają nocą się przez okna by ci zbrudzić sny.
A rap z tych stron. (ziom). Ponoć kiedyś był wielki,
Bo był wielki teraz nim rządzą cyferki
I te tanie gierki, na które pluję.
Nie jestem niewdzięcznym chujem.
Ja tego nie szanuje.
Te parę lat pokazało kto co tutaj czuję.
Ja znam swe miejsce i to miejsce mi rokuję.
Mam te osiem liter i moc scalania słowa z bitem,
A na dodatek jakoś się w tym odnajduję.

Ref.:
Znam swe miejsce i mam swoją hordę,
Trzymamy cały region za mordę.
Możesz się starać i tak idzie ci to wolniej.
Jeśli Coś Działasz To tylko Post Mortem. /2x

Siwydym:
Siemianowice, Fabud, miasto mnie mobilizuje.
Ziomom zbijam pięć, wrogom pod nogi pluję.
Wzdłuż swej drogi sunę by móc zdobyć ten szacunek,
A gdy nagrywam zwrotkę sprawdzam tą siwą chmurę.
Wieki buch, broda do góry,
Obalamy mury, stereotypów naszej kultury,
To ta gra w reguły, które ustala zdrowy rozsądek,
Nie jeden się zamulił i zgubił ten główny wątek.
Kurwa! Co jest grane tu? Mam wiarę plus talent w chuj.
Spalę klub za te parę stów, ja wiem czego chcę i po to zmierzam.
Ja wybrałem mikrofon tylko jemu chcę się zwierzać.
Hałas morda! Dawaj bro, dawaj jointa,
Biorę moją grupę i wchodzimy tu posprzątać.
Pozostań w cieniu albo się po kątach krzątaj.
Bo jak wejdziesz na scenę to czeka cię z nami wojna!

Ref.:
Znam swe miejsce i mam swoją hordę,
Trzymamy cały region za mordę.
Możesz się starać i tak idzie ci to wolniej.
Jeśli Coś Działasz To tylko Post Mortem. /2x

Miuosh:
Cały Śląsk, ja palę chłam, łamię werble.
Stul pizdę ziom, mamy misję nie przerwę.
Od miasta do miasta choć niektórych to boli.
Biedny i wkurwiony rapujący alkoholik.
Jestem tak daleko, że już nie mogę zawrócić
patrz rap pochłonął mnie jak nastolatków jointy w gimnazjach
rap? dla nich to szansa na lans, dla nas to pasja i start
Ty chcesz bym zawrócił, cofnął coś co robiłem tyle lat
patrz żeby zatrzymać mnie musiałbyś zatrzymać świat
Moi ludzie, nie znasz ich tak naprawdę
nie oceniaj, łapiesz? to nie są tylko setki twarzy z ławek
to nie są tylko jointy, wóda, browarek
wiesz co, przyjdŹ, pogadaj, poznaj prawdę

Chłopaki z ławek, wiem oni są nikim dla was
chcesz nas oceniać, ok, spoko lepiej przyjdŹ pogadaj
wielu z tych co są na stałe tu
pierdoli prace i te legalne parę stów
łapiesz? marzysz o wyspach oni też
Ty masz wakacje na wyspach oni muszą gonić
wiesz odbij od nich albo przyjdŹ usiądŹ
poświęć im chwile na tej ławce, przyjdŹ
pogadaj chwile z tymi ludŹmi
możesz być pewny, że poznasz prawdę

Jointy? nie patrz tak na nas, zdejmij z oczu klapki
jointów nikt nie hoduje z nas i nie handluje tym z pod ławki
nie rozumiesz spraw tych, nie chcesz ich pojąć teraz
nie popieram legalizacji ale wkurwia mnie wasza niewiedza
nasza jest teraz jedyna szansa by to zmienić
gniew na twarzach rozpuszczonej młodzieży też mnie już martwi
ale nie wszyscy z nas to część narkomani
wpisani w to błędne koło jako hip-hop musimy tam tkwić
ok, jestem ćpunem, alkoholikiem, pedofilem i złodziejem
oceniasz nas choć nic o nas nie wiesz
wystawiasz noty, przyczepiasz metki
Ty, mówię o tobie, otwórz oczy i przestań pieprzyć
nikt z nas nie urodził się złym człowiekiem
nie bronię świata, jest wiele tragedii jeszcze na starcie
Ty możesz to zmienić jeszcze dziś
lecz tylko gdy dasz nam szansę
przyjdŹ, możemy gadać o wszystkim na tej ławce
otwórz oczy, spójrz jak wielu z nich ma potencjał
wielu z nich nie ma szczęścia
ja wierzę w nich choć to i tak nic nie zmienia
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo