Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Nie odwracaj się jak przeszłość cię ściga
Spokojne to możesz mieć tętno na rybach
Wiesz co nas spina i ile w nas agresji
Żyć z tym po sam finał przez brak konsekwencji
Rodzice wpajali nam wiedzę z doświadczeń
Choć ulice zdradziły już sumienie z bogactwem
Nie mam siły by krzyczeć, że zamienię ten świat w sen
Gdy troski uderzają w nas strumieniem jak w akwen
Nie odwracaj się, bo czas tak nie zrobi
Jego tempa nie przewidzi nawet w nas brat jasnowidz
Prawda boli tutaj wszystkich, to konkret
Choć z tych wszystkich to się uda tylko nielicznym zapomnieć
Problem rodzi problem, niemoc rodzi niemoc
Niejeden serce w ofierze złożył PLN'om
Przyznaj się, bo każdy toczy wojnę z sumieniem
Przez sumienie czasem strach spojrzeć za siebie

[x8]
Nie odwracaj się

Nie odwracaj się, zbyt daleko to zaszło
A ten pech dzisiaj nie da twoim powiekom zasnąć
Jedni wiedzą, że wartość charakteru to mózg
Jeśli twierdzisz inaczej to zoperuj nas tu
Wobec afer, pomówień jak na cmentarz się spieszysz
Nie odwracaj się, ale pamiętaj swe grzechy
Tylko oszczerca leczy swoje sumienie fikcją
Wybacz, że tych dróg nie odmienię tu ci
Bo każdy ma swojego diabła, wiem
I dlatego odczuwamy gdy jest prawda lęk
Ile warta więź z szatanem ty powiedz
Czy warto stać w piekle z gadem przy głowie
Nie odwracaj się, bo zastrzelę jak psa
A płaczu będzie więcej niż w kościele na mszach
Gdy problemem jest hajs, życie sprawdza, wiem
Dlatego jeszcze raz nie odwracaj się

[x8]
Nie odwracaj się

(Nikodemowi R. udało się zmienić miejsce ukrycia na pobliski park gdzie chciał przeczekać całe zamieszanie aż do nocy i wtedy chciał się przedostać do własnego mieszkania, gdzie czekała na niego żona z dziećmi, wszyscy w pełnej gotowości do szybkiego wyjazdu z kraju, plan Nikodema wydawał się rozsądny, gdyby nie brak cierpliwości podejrzanego prawdopodobnie do dziś nie dowiedzielibyśmy się o tej sprawie, Nikodem R. zamiast spokojnie wyczekiwać odpowiedniego momentu na ucieczkę podjął zbędne ryzyko, które doprowadziło go prawie do klęski)
Ref. I wanna travel around the world with the mic in my hand
I wanna live my life on stage with the best
In the studio we or night and to see the sun
I wanna live my life to lilium on the ground

Dziś Tobie nie powiedzą całej prawdy a na chuj
Mam ślepo iść przed siebie wychwalać łaski status
Mają nas za prostaków Ciebie, mnie, naszych bliskich
Brat nie każdy wierzy we własny nagi instynkt
Tak to ten brzydki mogę ręką się zasłaniać
Bo chcę byś słyszał flejwor a nie patrzył na ubrania
Rap nie potrafi kłamać masz full color w DiviX'ie
Ja wolę być z rodziną bo innych rolą błyszczeć
Czemu nikt Tobie nie powie kim ma być tutaj żona
Raczej usłyszysz o dziwkach i pękniętych kondomach
Czy wyglądam jak Borat żeby wierzyć w te kłamstwa?
Świecić oczami za te na kredyt bogactwa
Ja to widzę jak między palcami życie przelatuje w tydzień
Jak więzi z blokami ludzie nazywają wstydem
Ty pokaż ten przywilej niejednodniowy bilet
Za 5 zł to myślą że kupią Argentynę
Chcesz być skurwysynem 24 na dobę?
Od tego zależy zarobek
To ja zwykły człowiek, żadna gwiazda czy błazen
Bo nikt Tobie nie powie jeśli kłamstwa sprzedaje

Ref. I wanna travel around the world with the mic in my hand
I wanna live my life on stage with the best
In the studio we or night and to see the sun
I wanna live my life to lilium on the ground

[zwrotka po angielsku]

To styl made in łódź, Bałuty welcome to
Gdybym mógł dałbym Tobie ten hajs jak Robin Hood
Za ten głód czy 89 stów
Ty za ten podły smród i jebany Okrągły Stół
Bo nikt Tobie nie zdradzi za żaden chuj prawdy
Jakby tajemnicy miał dochować Bóg i dinozaury
Kiedyś uczyłem się jak żyć z przegrywanych kaset
A dziś każdy to gangster krwawszy od podpasek
Patrzysz na to czasem? Ja wole canal +
Zobacz jak Wit Żelazko wykłada na to chuj
Gdzie jest słowo klucz,to wyjście jakaś furtka
Ale jak mowa o słowach to PZPN kurwa
Czemu nikt Tobie nie powie gdzie oszustwa a system
Ile kasy trzeba aby siąść do biurka z Lipcem
Czyja dupa jest cyckiem?
Czyja morda jest dupą?
Jak ten chuj Cie wykorzysta kto Ci odda ten kupon
Odpal lolka i usiądź bracie dobrze Ci radzę
Od tych bzdur to na starość będziesz jak Szewardnadze
Dla wszystkich kamikaze których prawda uwiera
Nie strzelaj ja mówię o tym co tu i teraz
Możesz nie wierzyć w co mówię
Złoże energii zło psuje
Boże te nerwy mdłość
W tubie
Zdążę z rezerwy złość unieść
Ponad tych hipokrytów uniesionych w dumie
Uziemiony w strunie
Poszukuję kluczy do drzwi
Pokazuję głupim kto drwi
Ślina na majku to jad kobry
Pod wiatr ku słońcu wolny od nich
Zdolny odbić po zysk głodnych mordy
Same akordy
Nie upadnę jak Goldi
Choćbym miał być podrządnym podrządnych
Mam styl
Teofilów - rap wirus
Co nie podda się bez walki
Kurwo warknij
A zadziała zapalnik
Jeszcze nie Grammy lecz gramy
Sprzętem z gałami bez granic
Prosto z centrum Bałut
Gdzie rządzą budowlani
Forsą dzieńciu chamów nie przekupisz za nic
Od stu kilogramów ten sam zwyczaj i kodeks
Od słów wyszczekanych pęka
Klisza na brodzie
Tak myśli złodziej flow pływa po herbie
Za bliskich zdrowie ton życia swój spełnię
Dla tych co słyszą duszą
Czując sercem

Możesz wątpić
W to że wolny cię wykończy
Bo co bym miał z tego?
Na plecach list gończy
Z zaplecza istotnych
Rzeczy nie wymienię
Jest to tajemnicą
Skreczy pod ciśnieniem

Ten sam co zwykle biznes
Nieważkość płynie w bimbrze
Zostaw bo zginiesz w tym dnie
W tym filmie przy litrze
Świat już przygotował ostrą amunicję
Winny kary nie uniknie
Żyj i wiary na umyśle nigdy nie trać
Od estrad do miejsca
Zwykłych mieszkań
To podziemie
Honor instynkt w mięśniach
Pochodzenie
[?] w tym niesmak
Z narodzeniem
Gorąc wykpił ten brak
Co zmorą był jak
Zyski węgla
Kto ukradł hip hop?
Kilku raperów bym widział na okładce Peep Show
Plus bonus na CD
DVD ich głos
Wolę z BDG intro
Czy z ekipy beatbox
Nic co miałoby iść pod publiczność
Dla frajerów [Bravo!]
Tak błyszczy wasza gwiazda
Mnie nie zobaczysz w TV
Nie usłyszysz w gimnazjach
Odbiornik nastaw hip hop mą zmorą
Cóż media wypełniły lukę po disco polo
Pogoń za mamoną co omamia jak moloch
Wolę umrzeć jak żebrak pozostając sobą

Możesz wątpić
W to że wolny cię wykończy
Bo co bym miał z tego?
Na plecach list gończy
Z zaplecza istotnych
Rzeczy nie wymienię
Jest to tajemnicą
Skreczy pod ciśnieniem...
(W.E.N.A)
Do szkoły przyszedł nowy Belfer 2200 na rękę
nie miał lekko na studiach, płacił za magisterkę.
ten mały sekret zdradził narzeczonej , mieszkał z nią przy szkole
nie stać go na pierścionek.
wrócił lekcję wcześniej
minął się z innym nauczycielem z tej samej szkoły wchodząc do windy.
wszystkim uczniom w klasie wystawił pizdy,
myślał biją się gnoje każdy z nich jest winny.
znalazł czyjś kluczyk do auta
wybiegł za drzwi, wyobraźnia to głupi doradca.
schody, klatki,
tracił oddech biegnąc do pracy
poznał markę i właściciela chce go zobaczyć, teraz
mija korytarze, gimnazjum
lekcyjna cisza, od środka rozsadza go zazdrość.
tamten szedł do gabinetu dyrekcji
nowy straci pracę dziś, przed upływem tej lekcji.

...Tu każdy czegoś pragnie wizji bycia, życia Panem
Póki niemoc Cię dopadnie...

(VNM)
Ojciec smażył sojowe kotlety w woku,
a jego mały synek wraca na obiad ze szkoły
z pizdą na lewym oku.
"kto ci to zrobił?! tato uspokoi tych wariatów."
"tato nie! mogę więcej soli do ziemniaków?"
A to gnoje, zastraszyli go,
po tym jak pobili go,
zakłada buty pogina w tej chwili do
szkoły, niech się o tym dowie pan pedagog
mu wygarnie żwawo że na przemoc
tu chamy tę lachę kładą.
syn ma nie przespane noce
a wasza rola nie ogranicza się
kurwa do wystawiania ocen!
Przepraszam pana to się więcej,
nie powtórzy, dostaną za swoje te łobuzy.
I nazajutrz, "kto pobił Grzesia?"
jeżeli się nikt nie przyzna
szybka krzywda, każdy do dziennika pizda!
Milczą.. on nie odwoła wyroku
a Grzesiu wróci na obiad z drugą pizdą na prawym oku.

...Tu każdy czegoś pragnie wizji bycia, życia Panem
Póki niemoc Cię dopadnie...

(Hades)
Rzadko chodził do szkoły, srał na nauczycieli
mówił: Pierdolą pierdoły, pierdolić jebanych cweli.
tato alkoholik, mamę głowa boli
a sąsiedzi nie widzieli nic i nikt nie dzwonił.
myśleli że Krzyś się niczego nie boi
bo chodzi z głową do góry i dawno przyzwyczaił się do awantury.
się przyzwyczaił do post komuny
kumple, łobuzy i ćpuny
jeden grał za pół litra wódy.
muzyk dostał gitarę gdy kuzyn poszedł do puchy
Krzyś wyjął mu ze sklepu nówki sztuki struny
jednej brakowało w komplecie bo gnój powiesił się
na kratach w szatni po ostatnim WFie
Zdjął go Grzesiek dzieciak którego pobił wcześniej
to ten małolat co nie wjebał go chociaż mógł nieźle
on nie powiedział ani słowa, popatrz!
te rzeczy dzieją się koło nas.

...Tu każdy czegoś pragnie wizji bycia, życia Panem
Póki niemoc Cię dopadnie...

(Diox)
Ona widziała co się dzieje z nim już któryś rok z kolei
ale wciąż bała się pytać, bo bała się odpowiedzi, raz
nie wytrzymała i spytała skąd to ma?
powiedział ze ją zdradził, siniak to malinka
taa.. znam wiele historii tą prawie z autopsji
dom pełny przemocy, w dzień bracie i w nocy
zapewniał o miłości ją, ona to samo
jak Julia i Romeo tylko kurwa Krzyś z Kasią!
on wielki muzyk, kompozytor strun w szatni.
zostawił ją samą, na wietrze gasną zapałki
ja krześle stanęła, zaciągnęła sznur na łeb,
i zamiast łez z jej oczu popłynęła krew!
Oddana 100 procent, prawdziwa miłość bracie
pozostawiła brata i samotną matkę z rakiem.
Brat miał 5 lat, matka zmarła za moment
dom dziecka, szach mat! brat poznał patologię!
Chcesz wiedzieć brat, jak wygląda mój pokój?
Przed siebie mam sam bałagan w tym lokum.
Zamiana widoku dla mnie może być ale,
ubrania wokół mówią „Ten syf to zalew”.
Teksty porozwalane, podłoga pod nimi,
podłoga lecz najpierw pod nogami winyl.
To doda mi siły posprzątać bajzel,
tak sobie mówię o tym już od trzech lat, wiesz.
Jak nie, jak chcę, tak i tak, tą operację zacznę!
Mam cel, lecz pewnie zapalę i zasnę,
od kilku lat w domu nie ma, nie ma mnie.
Miewam, że znajdzie mnie chwila męki,
to patrzę na puste od piwa butelki.
Odkrywam, że w jednym metrze rosną butelki piętro po piętrze,
co to za miejsce?
Tak to mój pokój, typowego mieszkańca bloku na uboczu.
Coś o roztoczu, co żyje w płytach,
masz alergię człowiek, to tu nie oddychasz!
Jak wchodzisz od drzwi albumy po prawej,
po lewej masz biurko, a na nim nic prawie.
Mam dziś zamęt, ale metr dalej, pozwól,
królestwo owe ci przedstawię.
Na krześle skarpetki, puste pudełko od świerszczy,
Kameleon już wszystkie wpieprzył.
Siadaj brat lecz uważaj na fostex,
co sprawia, że nie może się oprzeć.
No dobrze już wiesz, ale ostrzegam po to...
-O kurwa! -Co? -Uważaj mikrofon! -Spoko!
Sprawdź pokrótce blat,
jedyny producent, co robi pod łóżkiem rap.
Ej brat, uważaj na głowę,
jak wstajesz o łóżko zajebać się możesz.
A co na stole?
Dwie MPC’tki, od coli butelki, nakrętki z fajkami,
przy pełnej kielni, dwa gramy sensi dalej.
30, ale zapakowane, no i w chuj tych od fajek...
Bletek filtry,
wiesz ja nie pale niczego bez dżinksu.
Dlatego syf tu utrzymany jest w pełni,
na ziemi preamp i mikser ten lepszy.
Obok korki station plus nord electro, akai 5000,
na pewno, na pewno...na pewno tu był,
Lex i kompot generalny mix.
Zbyt dużo płyt, pozwól się rozejrzę,
widzę, że wyłania się gdzieś tam we mgle.
To dzięki niemu szaleję na bębnie,
co powoduje, że trudno zamknąć gębę.
Z dnia na dzień przykryły go papierki po czekoladzie.
Patrz go ustawię, jestem wynalazcą,
bo cały prąd daje mi jedno gniazdo, w diabli!
Do tego mam milion kabli.
Znajdź ten właściwy, a serce ci zadrży,
który to leksykon? -Sam widzisz chciałbym...
Dobra odpalił, chodź puszczę Ci sample,
-Puść bity!
Tylko ogarnę, mam kilka nowych, tylko dysk znajdę,
-O leży, gdzieś tam w rogu!
Tam gdzie zawszę, dobra nieważne, odpalmy lolka,
Brat coś ci puszczę, a potem tu posprzątam!

Bo każdy idzie w swoją stronę,
Choć nie wiadomo jaką wybrać drogę.
Inni wyboru nie mają i przymierają głodem,
wiem dobrze wyglądam tu w swoim samochodzie.
Ale sumienie wyrzuca mi go na co dzień, moment!
Daj mi pomyśleć menciu,
nie chcę by tylko szczęście mogło zaistnieć na zdjęciu.
Wszyscy uśmiech, chluśniem nim nie uśniem!
Rozpoznasz, który śmiech trąci oszustwem.
O tym może dowiedzieć się już wkrótce.
Masz plany? Wielu je miało zanim nie zostali rozpoznani.
To nasz dekalog, a gdzie azyl?
Azyl za mało, daj mądrej głowy cenę,
urodzony w Somalii, za śmierć pod gołym niebem,
Po co mu wiedzieć, kto na mnie bluźni,
gdybym się przejął, bym był próżny.
Nic nie zrobiłem co by mogło mnie wyróżnić,
los jest okrutny, czas sławy jeszcze krótszy,
się nie oszukujmy!
Pomyśl o życiu i dużych perłach,
teraz pomyśl o Chinach i ludziach, których się wysiedla.
USA to brednia, herezja łatwowiernych,
czterotysięczniki obok kartonowych dekli.
Masz raj do ucieczki, kraj wielki, niebezpieczny,
skończysz jak Afganistan ‘51.
To plony raju, kiedyś luksusem był Maluch,
kto mógłby pomyśleć, że tak będzie nazajutrz?

Szacunek mam dla tego miejsca,
zawsze może być gorzej, co byś nie pomyślał.
Ten czar tu pryska, razem z nim wiara w cud,
daj Bóg, żeby nas nigdy nie znalazł głód!

Szacunek mam dla tego miejsca,
zawsze może być gorzej, co byś nie pomyślał.
Ten czar tu pryska, razem z nim wiara w cud,
daj Bóg, żeby nas nigdy nie znalazł głód!

To HollyŁodź!!!
Nie mogę więcej chcieć, dalej biec, żeby zniknąć
Jestem blisko, zbyt blisko by cofnąć się, zrobić krok wstecz i zostać

Ref.
Nie mogę więcej chcieć, dalej biec, żeby zniknąć
Za nami cały ten syf, oślepia nas przyszłość
Jestem blisko, zbyt blisko by cofnąć się, zrobić krok wstecz i zostać
Oddałem życie tej grze teraz muszę jej sprostać

Miuosh:
Mówią mi wciąż, że jak ten świat ja też się kończę
Na siłę nie chcę spojrzeć, choćby dalej o jeden dzień
Nie miałem żyć tutaj po cichu, miałem dotrzeć gdzieś
Tuszem na papier przelać nasze dni i naszą śmierć
Nie sam tusz wsiąkł tu w skórę, pod którą płonie ogień
Już nie wiem czy to kocham, czy już to tylko robię
Bóg pokazał mi drogę, podążam nią na ślepo
Z filozofią naszych czasów bawiąc się w głuchy telefon
Ego mam metr za metą, choć milczy starter
Oddałem duszę za tę grę, jebany barter
To na czym budowałem wiarę, miało być żartem
Nie możesz czasem więcej mieć niż tylko chcieć bardziej
Ten świat dziś gaśnie, ja ponoć jak on
Ostatni przy mnie niech wstaną i wyciągną dłoń do nieba
Uśmiechnij się za mnie, gdy będą mnie grzebać
Bo byłem tym kim chciałem być, nie kimś kim było trzeba

Ref.
Nie mogę więcej chcieć, dalej biec, żeby zniknąć
Za nami cały ten syf, oślepia nas przyszłość
Jestem blisko, zbyt blisko by cofnąć się, zrobić krok wstecz i zostać
Oddałem życie tej grze teraz muszę jej sprostać [ x2 ]

Onar:
Nie bój nic, jesteś ze mną, jesteś pod dobrymi skrzydłami
Naprawdę jesteś ze mną, to lecimy, nie ma granic
Niebo jest ciemne, nie ma światła
Krople biją w okno, grają o parapet jak Sinatra
Przenikliwy wiatr zamiata syf pod dywan
Niewygodna prawda jest prawdą tylko kiedy się przyda
Ostatnio miałem sen, który nie pozwolił mi śnić
Czarny tunel, ja i światło, i nie mogłem iść
Nogi ważyły tysiąc kilo, a przede mną tysiąc kroków
Wszystko czarne jak węgiel, czułem niepokój
Że zostanę, stracę szansę jedną na milion
Że zostanę przegrańcem, jednym na milion
Nagle ktoś przewiał chmury, zastrzyk z adrenaliny
Światło, głowa do góry i nie ma lipy
Droga kręta, sukces boli jak o matko.
Pamiętaj, ostatni gasi światło!

Ref.
Nie mogę więcej chcieć, dalej biec, żeby zniknąć
Za nami cały ten syf, oślepia nas przyszłość
Jestem blisko, zbyt blisko by cofnąć się, zrobić krok wstecz i zostać
Oddałem życie tej grze teraz muszę jej sprostać [ x2]
Jakoś nie byłem nigdy typem, który miał wokół
Tłumy sztuk i wolałem raczej stać z boku
Bo choć nie znałem nigdy zaklęć na śluz w kroku
Kilka z nich leciało na jakiś kurwa błysk w oku
Czy bzdury, o których piszą w rubrykach
Mądre głowy w jakiś kobiecych miesięcznikach
Ja jak już czytam o miłości, to w podręcznikach
Od Kamasutry, czy innych takich periodykach
Chcesz romantyka? Dla ciebie będę chuj wie kim
Jutro wieczorem, jeśli znów mi się nie urwie film
Będę rycerzem, jeśli wcześniej się nie wkurwię i
Nie wyląduję gdzieś na mieście w jakimś klubie z kimś
Kto również lubi pić, wiem ten świat jest dziwny
Chwała przemija, dziewczyny mają w dupie blizny
Dlatego wciąż myślę chujem, tak każe mi mój instynkt
Ale dziś częściej ratuje mnie mój urok osobisty

Kiedyś jak chciałem wyciągnąć laskę na piwo
Robiłem wszystko, stawałem na głowie jak B-Boy
Jak chciałem mieć buty Reebok, to lałem paliwo
A w międzyczasie zagrałem kilka imprez na żywo
Nie byłem najtwardszy w klasie jak co drugi twardziel
Co jarał szlugi, a dziś spłaca długi za gandzie
I nadal myślisz, że jest geniuszem jak Doogie Howser
Ale to ja wiem co jego dupa lubi najbardziej
I to mnie zgubi, bo gardzę wciąż typami co w palce
Biorą długopis, potem zostawiają gówno na kartce
Wiem, że na bitwę nie jest za późno, więc walczę
I rozpalam w was ogień, jeśli tylko mam szansę
Chcę tobie mówić o rapie i wracać co chwilę
Nie tylko po to, żeby znów móc Cię łapać za tyłek
Bo wiem, że w końcu poderwę latem dziewczynę
Co lubi oldschool, na równi stawia lateks z winylem
To nałóg, to pasja, ma racja, styl, akcja
Syf jak prowokacja niech odbije od nas, basta
Z mego miasta dla tych ludzi towar, który się nie nudzi
Więc przestań się łudzić, że już o mnie nie usłyszysz
To rap z siłą przebicia nie do pobicia
W rapie tym mam kibica to ulica, to klub
Zawistnym knebel w dziób, za mych ludzi wielki buch
Lufa wytrawnego trunku co rozgrzeje twój brzuch
I kto jest tu? tę odpowiedź znasz od dawna
W chuj rap petarda z SLU gangu wariat
I rzeczywistość twarda, w tekstach te suche relacje
Które wiernego słuchacza wprowadzą dzisiaj w akcję
Rap moją religią, na jej tle wojny nie będzie
To jednak uprzedzam przypierdolę swoją kwestię
Ryja wydrę na tracku aż się posra
Ten co na freestyle'u nie potrafi mi sprostać

To mój rap skurwysynu, rap jest moją kokainą
Niech wszyscy to rozkminią, za ten rap wciąż nas winią
Koniak nie tanie wino, tak to idzie, to ulice
Wszyscy nas słyszycie i znów z rapem na szczycie

P do N i kreska, oto biznes i domieszka
Właśnie tutaj mieszkam, grać rap to dla mnie pestka
Po siedemnastej mamy transfer za miastem
Bagaż nielegalny? to dla mnie bułka z masłem
Czuję się z tym dobrze i żebym tylko mógł
Rozpierdolić wszystkich kiepskich jak solowo Big Shoot
Jak gorąco, wszystkie cioty sie marszczą
Czy żal mi skurwysynów? człowieku nie bardzo
Dobrym stylem wciąż gardzą więc pierdolę ich, proste
Z rapem wyrosłem, lecz z rapu nie wyrosnę
Rap narkotykiem, ja od tego nie odwykłem
Ćpaj to zanim zniknę i zanim ty znikniesz
Miasto huczy od plotek, a ja nie dementuję
Bo życia nie żałuję, na drzewo spadać szuje

To mój rap skurwysynu, rap jest moją kokainą
Niech wszyscy to rozkminią, za ten rap wciąż nas winią
Koniak nie tanie wino, tak to idzie, to ulice
Wszyscy nas słyszycie i znów z rapem na szczycie

Trzecia szesnastka na szesnastkach nie flaszka
Chromowane felgi, to zwycięstwo nie porażka
Daj, daj mi to, jak Branigan The Carlito
Mam swe zasady, na trackach zasad ślady
Proste układy znane nam od wielu lat
Mam swój świat pełen wad, pełen zalet i strat
Rapowy fach, z którym wjeżdżam na piedestał
Ty żebyś się nie zesrał masz połamane krzesła
I nie jest wszystko jebnąć azjatycką piękność
Hip-hop honeys z nimi cierpieć na bezsenność
To daje pewność, rap, poczucie bezpieczeństwa
Nawet, gdy na trackach tych skurwieli wszystkich besztam
Rap z nim od dziecka, a komercja zdradziecka
Niech z mej ulicy spieprza, ty nie znajdziesz tu szczęścia
Bieda nieciekawa? wegetacja? ja znam to
Rozpierdolę wszystkich kiepskich jak Tim Dog rozjebał Compton

[x2]
To mój rap skurwysynu, rap jest moją kokainą
Niech wszyscy to rozkminią, za ten rap wciąż nas winią
Koniak nie tanie wino, tak to idzie, to ulice
Wszyscy nas słyszycie i znów z rapem na szczycie
[WBU]
Ty nie zasypiaj oczu, nie zamykaj, tylko
wstań, zmęczoną głowę tak jak brudne
dłonie włóż pod kran, niech zimna woda
zmyje z twego ciała chory plan, ja wiem,
znam ten stan, gdzie brak siły, cierpliwości,
my chcemy tu jednego, tylko chcemy
normalności i nie róbmy tu z powagi sytuacji
sobie jaj chyba, że każdy już ma wyjebane
na ten kraj i co ma być to będzie, ja
pieprzę, ja tak nie chcę, chcę spokoju, nie
chcę biec, chcę się cieszyć, jebać lament,
postawiony krzyżyk na tych co tu sieją
zamęt, zapraszam do naszego świata
którym tu niejeden chce zrobić to co
Lepper za te bloki w górę kielich, niech
nam będzie tutaj lepiej, ale na to się nie
łudźmy, bo nie było i nie będzie nigdy
zgody między ludźmi, egoiści tego
świata, namoknięci złem szmata nie
zobaczą w tobie brata chociażbyś
padał z głodu z wyboru zdrajcy narodu jak
na polu bitwy, wojenne pieśni, modlitwy,
aby przeżyć to chwycimy się tu wszyscy
brzytwy, co nie mam racji, chcieliśmy
demokracji, wolności, słowa tu i prawo do
wyboru władzy, a nie ma stabilizacji, tu
co drugi młody człowiek, zobacz to na ulicy
jak upada wiara w Boga, patriotyzm i
szacunek do tradycji.

[Massey]

Chciałbyś mieć lepsze życie, lecz co to
w ogóle znaczy, że nie ma na nic pieniędzy
dziecku nie wytłumaczysz, egzystencja na raty,
świat biedy i bogaczy, rodzice nie dają rady, a
dziecko na to patrzy w polityce ściemniaczy
słowa, że tu się poprawi, namawiają byś do
kraju pozytywnie się nastawił, brak
perspektyw wywołuje panikę, rujnując
dzieciakom od najmłodszych lat to życie,
nostalgia, niemoc, przemoc w patologii,
tak bardzo jak ten kraj to nikt mnie nie upodlił,
zapewnić swojej córce normalną życia przyszłość
jest tak realne jak kolejny cud nad Wisłą, znów
coś ci nie wyszło, choć się bardzo starałeś,
idziesz przez to życie sam z pustym futerałem,
ale jednak dałeś radę mimo wielu przeciwności,
a na twarzy twego dziecka piękny uśmiech
zagościł.

[Syn tej ziemi]

Nie chcę trudu jakie stawia nam życie,
nie chcę bólu jakie sprawia nam życie,
nie chcę tłumu na koncertach co nie kuma po
co w ogóle to piszę, nie chcę widzieć płaczu dzieci
walczących o bilet na życie, nie chcę
kobiet na pół gwizdka co te pół gwizdka
robi w domu za pieniądze życie jak igrzyska,
a tu te lat naście, nie chce gówniarzy z tematem
na ulicach co myślą, że są polskim ms 13,
nie chcę słyszeć "wypierdalaj z domu, gnoju
już tu nie wracaj", nie chciał tego, a
zrozumiał, gdy zwołki wyciągali spod pociągu
niestety, życie nie pisane piórem poety,
solidarność ludzi wobec oblicza bezpieki
świata kaleki, to nie mercedesy, drogie w
utrzymaniu kobiety, to zachęca tak jak mnie,
tak i ciebie, jego także uwierz, że do dzisiaj
papierosów rakiety do puszki kolego, spójrz
moimi oczami, patrz z bliska, uwierz w ducha
muzyki tworzących RAP po coś, ludzi bez
nazwiska, właśnie tak, ludzi bez nazwiska.
Zostaw to chodź!
To jest ten prototyp,
Konwenansom na złość.
Zostaw to chodź!
Fundamentem pasja,
Na niej do przyszłości lot.
Zostaw to chodź!
Zajawka od początku,
Aż po ostateczny sąd.
Zostaw to chodź!
Bas Tajpan, Bob One, Kajman,
Przemyśl to, siądź!

Podnieś słuchawkę Michał,
Ej, ty tam po drugiej stronie.
To miejsce jest podłe, wybacz.
Tak je widzisz swoim wzrokiem.
Nie mów mi jak masz na imię,
Znamy się jak łyse konie.
Jestem twoim szóstym zmysłem.
Pokaż gdzie chowasz pistolet.
Nie, nie jestem twoim wrogiem, ani bogiem,
A to dobre!
Jestem Twoją pustą duszą, skażonym, martwym honorem
Z urażona dumą.
Sumieniem pełnym złych, przykrych, wspomnień
Z godnością straconą w moment
Kac, hotel, portfel – co jest?
Ta
Widzę Cię lepiej stąd niż pretor.
Nie kolekcjonuję zwłok,
Lecz nie uciekniesz przede mną.
Nieźle co?
Życie daje lekcje wciąż.
Ja dam Ci dziś taka lekcję,
Jakiej jeszcze nie miał nikt przedtem.
Jesteś dla mnie tylko insektem, który kradnie innym powietrze,
Ale parę razy, jeśli wleję w serce
Ci energię- atom pęknie.
Póki co do tej pory nie zrobiłeś jeszcze nic.
Nie czekaj na pomnik, płyta, zdjęcie, wieniec, znicz.

Zostaw to chodź!
To jest ten prototyp
Konwenansom na złość
Zostaw to chodź!
Fundamentem pasja,
Na niej do przyszłości lot
Zostaw to chodź!
Zajawka od początku
Aż po ostateczny sąd
Zostaw to chodź!
Bas Tajpan, Bob One, Kajman
Przemyśl to, siądź!

Chcesz wbić się w ten small biznes,
Jak prawiczek w mokrą pizde.
Chciałbyś, wiem tych platyn, lecz pojadą Cię tak jak zwykle.
W cichą noc nagrać płytę,
Głęboki sen przerwany w ten.
Pada deszcz, za oknem, krąży coś- boisz się.
Wbijaj na majk Cannabis high.
To ja sprite- dawaj mi bit na słuchawki raz dwa
I rzucam jak Wini flow, a nie używki.
Kilku z Naszych przysięgli, że może to kogoś uskrzydli.
Bo ilu z nich, jak ja też o tym myśli,
Przysięgaliśmy na honor- ocalić przed blokiem wszystkich.
Szliśmy jak Bilbo Baggins przez góry, doliny,
Z ciężarem na szyi, mimo, że każdy wiedział,
Że nie wróci żywy. Nikt.
A jedyną zapłatą jest krzyk publiki,
By stanął na przeciw nich i zagrał bis, jakby nigdy nic.
Powiesz mi- daj muzykę, wstań i walcz możemy coś zmienić,
Kiedy serce zleje się z bitem.

Zostaw to chodź!
To jest ten prototyp
Konwenansom na złość
Zostaw to chodź!
Fundamentem pasja,
Na niej do przyszłości lot
Zostaw to chodź!
Zajawka od początku
Aż po ostateczny sąd
Zostaw to chodź!
Bas Tajpan, Bob One, Kajman
Przemyśl to, siądź!

Kiedyś z czystej zajawki mikrofony po piwnicach,
Płynęły, chodziły, z ręki do ręki po ulicach.
Dzisiaj studio, terminy, featuringi i cześć!
Mix Mastering, nowe paczki bitów płyną przez sieć.
Kiedyś dostęp masz trudny,
Co przegrałeś, to miałeś.
Od dechy do dechy, zdartej kasety słuchałeś.
Dzisiaj muzykę liczysz- kilka tysięcy płyt,
A jak zapytasz o co chodzi w tych kawałkach- o nic.
Kiedyś klipy z Yo Raps wypełniały VHS-y.
Na pamięć każde ujęcie, na pamięć wszystkie wersy.
Dzisiaj liczą się wejścia i komenty w youtube,
Liczba lajków i osiągnięty kolejny próg.
Wtedy tak było, dziś to już za czasów minionych.
Podejście to samo, zajawka zbiera plony.
Chociaż już tyle czasu tu minęło i tak,
My ciągle w sercach wpisane mamy postawy z tych lat.

Zostaw to chodź!
To jest ten prototyp
Konwenansom na złość
Zostaw to chodź!
Fundamentem pasja,
Na niej do przyszłości lot
Zostaw to chodź!
Zajawka od początku
Aż po ostateczny sąd
Zostaw to chodź!
Bas Tajpan, Bob One, Kajman
Przemyśl to, siądź! x3
Hades:
Lodowata krew, za oknem śnieg kryje brud ulic,
Pokój czarnych płyt, które rosną pod sufit.
Nie mam czasu zasypiać, nie mam siły się budzić.
Nie mam dosyć życia, tylko dosyć tych ludzi.
Bywam egoistą, czasem ciężko mnie lubić.
Moje ego filtruje rzeczywistość jak szlugi.
Nie muszę wiele mówić, wolę więcej rozumieć.
W tym tłumie, który się samoistnie kreuje.
Wiem, że też tu nie pasujesz tak jak ja,
a ten świat ma żołądek bez dna-chce nas pożreć.
Zimna krew, aż parzy mnie w aortę,
jak lodowata wóda z gwinta prosto w mordę.
Nasze życie bywa słodkie i bywa gorzkie
jak cycki sztuki posypane proszkiem.
Zachodzi słońce, zamarznięte jak sorbet.
Mam nadzieje, że jeszcze zobaczę wiosnę.

Hades & Kasiarzyna
Ref. :
Zimna krew w żyłach płonie, łapię wdech, wypluwam ogień,
na mikrofonie pięść, zimny pot na czole.
Wiem czego chce i wiem, że mogę, mogę... / x2

Hades:
Zima w mieście, ja znowu wstaje zbyt wcześniej.
Wiem, że jest we mnie zamarznięte serce.
Przepływa przez nie wiecznie to samo,
pompuje w żyłach krew-zimną jak ciekły azot.
Mam blade ciało, bo słońca za mało,
ale czuje się tak jakbym umarł dziś rano.
Szczątki chwil składają się w całość.
Czym jest kurwa radość gdy łzy zamarzają ?
To nie to samo gdy brakuje mi słów,
zamiast nich wylatuje tylko para z ust.
To zwala z nóg..
Jak widok zza szyby BMW-na dwóch co wali pod sklepem browara na pół.
A ja w największy mróz w obuwiu sportowym,
nie czuje nóg, za to dobrze czuje ból głowy.
Wracam do domu, muszę się położyć.
Mam dosyć.
Pora się tego pozbyć...

Hades & Kasiarzyna:
Ref. :
Zimna krew w żyłach płonie, łapię wdech, wypluwam ogień,
na mikrofonie pięść, zimny pot na czole.
Wiem czego chce i wiem, że mogę, mogę... / x2
Martwy punkt, ha
Cir solo
W bezkresie, w bezkresie, ha, ta, ta [ta]

W bezkresie kosmosu, losów naszych Pan
W sobie wiadomy sposób postanowił, że zbuduje świat
Zrobił tak: ofiarował dla istot
I ów świat wiecie we wszechświecie zawisnął
Planeta Ziemia, paleta cienia i barw
Akt zakończenia, zwieńczenia dzieła po siedmiu dniach
Właśnie tak, z biegiem lat kształt kontynentów
Tą formę miał, wtedy Pan dał jej rezydentów
Ten tu, ten tam, rozproszeni po Ziemi
Zaczęli się mnożyć, żeby w rezultacie się podzielić
Chcieli władać, dać upust chciwym chęciom
Pomijając Dekalog, na zabijaniu wieńcząc
I to piętno ciągnie się do dzisiaj
Człowiek dla człowieka celem, ja chce to spisać
Ta, ta, ja chce to spisać, raz [raz] dwa [dwa] trzy, yo!

Epoka po epoce, wiek po wieku, rok po roku
Dnie i noce lecą my zgubiliśmy pokój
Poczuj to pojednanie musi być tu gdzieś
Martwię się, stoimy w martwym punkcie!

Epoka po epoce, wiek po wieku, rok po roku
Dnie i noce lecą my zgubiliśmy pokój
Poczuj to pojednanie musi być tu gdzieś
Martwię się, stoimy w martwym punkcie!

[scratch: To Europa Wschodnia]

Była sobie Europa, opakowana w teraźniejszość
Opoka w okopach, a nie wokół Boga pachnie klęską
Wiem to, patrzę na Czeczenię, Rosję
To nieśliczna strofa, bo liczba ofiar rośnie
Coś nie tak, tylko płacz, tylko klękać
Małe dzieci, martwe dzieci wynoszone na rękach
Pęka serce, werset za ich dusze
Zapisany atramentem z krwawych strużek
Kto jest stróżem? Kto pilnuje tutaj prawa?
Hiszpania, Irlandia Północna, zbrodnia i zamach!
Zaraz, zaraz, powiesz to zbyt odległe?
Proszę, za chwilę o Polsce niepodległej!

Epoka po epoce, wiek po wieku, rok po roku
Dnie i noce lecą my zgubiliśmy pokój
Poczuj to pojednanie musi być tu gdzieś
Martwię się, stoimy w martwym punkcie!

Epoka po epoce, wiek po wieku, rok po roku
Dnie i noce lecą my zgubiliśmy pokój
Poczuj to pojednanie musi być tu gdzieś
Martwię się, stoimy w martwym punkcie!

Była sobie Rzeczpospolita, spowita z pozoru spokojem
Nie ma tylu naboi, ale w istocie roi się od wojen
Co jest? Popatrz z bliska!
Walka o byt, o szczyt, o stanowiska!
Iskra zapalna, płomień wojen w gangach
Wyścig zbrojeń, myśli wrogie? To standard!
Taka prawda, w ujęciu subkultur również
Rasizm, nazizm - Cira łazi po tym gównie!
Polska, nieboska scena ksenofobów
Cena uprzedzeń wiedzie rozumy do grobów
Gotów na walkę, kartkę mam za zbroje
Wartkie teksty to naboje, na tym nie koniec!
Ha! Na tym nie koniec, yo!
[raz, dwa, raz, ta, ta, tam, tam]

Epoka po epoce, wiek po wieku, rok po roku
Dnie i noce lecą my zgubiliśmy pokój
Poczuj to pojednanie musi być tu gdzieś
Martwię się, stoimy w martwym punkcie!

Epoka po epoce, wiek po wieku, rok po roku
Dnie i noce lecą my zgubiliśmy pokój
Poczuj to pojednanie musi być tu gdzieś
Martwię się, stoimy w martwym punkcie!

[scratch: Kochana Polsko… Do czego to doszlo?!]

Był sobie Białystok – miasto, na wschód zerkaj
Tu pomylony pęd plony też zebrał
Zerkam wstecz, styczeń jedenasty - zobacz
Pada cień, bo to dzień, gdy straciłem zioma!
Skonał, zginął z rąk dwóch zwyrodnialców
Też mi coś! Ślepa złość w małym palcu
Bój stoczony, w sumie o nie jego sprawę
Zabrał go na zawszę, jakim prawem?!

Był sobie mały, blok ulokowany na Witosa
Siedział w M4 ktoś i spisywał posag
Poza nim nie ma nic prócz arsenału krzyku
Wydawanego po to, by Twą uwagę przykuć
Piszę i proszę, by pokoju syn przybył
Z nadzieją, że martwy punkt stanie się żywy
Ha, Ha [ta]

Epoka po epoce, wiek po wieku, rok po roku
Dnie i noce lecą my zgubiliśmy pokój
Poczuj to pojednanie musi być tu gdzieś
Martwię się, stoimy w martwym punkcie!

Epoka po epoce, wiek po wieku, rok po roku
Dnie i noce lecą my zgubiliśmy pokój
Poczuj to pojednanie musi być tu gdzieś
Martwię się, stoimy w martwym punkcie!

[scratch]

Epoka po epoce [epoka]
Wiek po wieku [wiek po wieku]
Rok po roku [tak ciągle]
Gdzie jest pokój? Yo! [gdzie jest?]
Nie jestem pacyfistą kurwa!
Walczę o swoje, walczę słowami
Ta, lecz mówię, lecz mówię co?
[Mówię pokój! Mówię pokój! Mówię pokój! Mówię pokój!]
Przyjdziesz do mnie skądś z dal…*
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo