Popularne piosenki. Polski Hip Hop

O.S.T.R:
Jarałem dychę dziennie, wiec poszedłem na detoks,
ludzi wpędza w depresje to osiedle i beton.
Psycholog mi mówił mózg wyniszcza narkotyk,
po czym skręcając lolka mi wciskał psychotropy.
Nie raz słyszałem, że nie grozi mi dobrobyt,
że skończę tu jak każdy z zapaleniem wątroby.
Brudne powietrze nas zmienia jakby szczęście
poszło razem z intelektem na melanż czas dogonić,
chwila zgrozy, gdybyśmy mogli zabić strach,
ludzie zrobiliby z miasta jebany małpi gaj.
Łatwy szmal, możesz gnać po to z trudem,
Twoja sprawa jeśli lubisz jebać psa w chorą dupę.
Jak nie uciekałem z domu, dom uciekał ode mnie.
Poznałem kilka sportów stąd pamiętam skąd jestem.
Nie odejdę, mam szacunek do życia,
choć bywa, że nie zawsze ono smakuje jak dzisiaj.
Oddychaj, by pokonać energii destrukcję,
żaden lekarz nie wypiszę Ci recepty na sukces.
Pokrótce nawinę kwestią korzeni ten styl, duże dzieci,
poważni to będziemy po śmierci.

Hades:
Zakładam czapkę do tyłu jak 20 lat temu i nie widzę
w tym naprawdę żadnego problemu.
Odrabiam matmę, stan PLNów w portfelu nigdy
nie jest proporcjonalnie do ilości osiągniętych celów.
Zrywam się z wf-u , nie ma czasu na sport,
piłka się kurzy, zamiast do kosza rzuciłem ją w kąt.
Dzięki temu mam głos, mogę wybierać tor i jechać stąd
pod prąd bo scena to mój drugi dom.
Życie głaszcze pod włos duże dzieci, śmieszy na poważnie
jak w kasyno Joe Pesci, przepisuje zeszyt od polaka
jutro majka test w studio więc wrzucam tekst do plecaka.
Ja tak mam od dzieciaka, to ten sam małolat,
reprezentant club Underground stara szkoła what the fuck.
Had ma najczystszy towar, puszczają go na blokach,
w domach i samochodach.
Ja nie muszę się stresować ani chować po osiedlach,
robię swoje i mam spore osiągnięcia.
Kręta droga prowadzi do zwycięstwa,
moje złote medale to plakietki po koncertach!
Gdy zaczynam wątpić
Gdy nie wiem już zupełnie co zrobić
Wiem bracie, do ciebie mogę podbić
W każdym temacie, czy o świcie czy o północy
Nic nie zastąpi zjednoczonej mocy
Dixon opiera się na pewnej zasadzie
Zawsze i wszędzie w pierwszym rzędzie
Pomoc miejska prosto z serca
Za tą pomoc vice versa, to siła braterstwa
Wiesz już o co chodzi?
Nic nie zastąpi przyjaźni ludzi
Miłości i bliskości, zdrowia i wolności
Na tym to polega, to niezbędne
W rzeczywistości każdego człowieka

Elo, siemanko, krótko i na temat
Przekaz do ludzi, którzy łamią schemat
Nic ci nie zastąpi tych kilku chwil z życia
Gdy się przekonałeś co to jest ulica
Gdy się przekonałeś co to znaczy fart
Kiedy po raz pierwszy uniknąłeś krat
Nic ci nie zastąpi zdobytej tam nauki
Tych kilku lekcji, ominięcia muki
Nic ci nie zastąpi przeżyć na dzielnicy
Tam gdzie wieczny hardcore no i kolędnicy
Tam gdzie melanż trwa, gdzie żyją buntownicy
Chuligański rap prosto ze stolicy
Nic ci nie zastąpi przeżyć z młodości
Wielu różnych zdarzeń i poznanych gości
Nic ci nie zastąpi twojego doświadczenia
Bez zbędnego pierdolenia, to z ulicy punkt widzenia

[x2]
Wszyscy moi ludzie - ich nie zastąpisz
Wszystkie chwile, których nie zastąpisz
Tej muzyki też nie zastąpisz
To nasze życie, wiesz, nie zastąpisz tego, nie

Żeby wreszcie coś zarobić wszyscy wyjeżdżają stąd
Oni wrócą tu na pewno do swoich rodzinnych stron
Których nie może zastąpić Berlin ani Londyn
Ursynowskie kąty, dobrze znane lądy
Tutaj w sposób ciągły kują jak żelazo swoje rymy
Ludzie, którzy dla mnie znaczą coraz więcej
Nie zastąpię szczerej dłoni przyjacielskiej
Moich bliskich, dla nich zawsze znajdę miejsce
Chwyta mnie za serce jak myślę o przeszłości
Znaczenia tych chwil teraz nic nie zastąpi
Niepowtarzalne cząstki życiowej układanki
Albo je docenisz albo możesz wszystkie stracić

Nie zastąpisz prawdziwej kobiety zwykłą dziwką
A miłości wódą, koksem czy tez fifką
Nie zastąpisz bólu, czujesz, wiesz, że żyjesz
A gdy czuć przestajesz to po prostu giniesz
Nie zastąpisz matki gdyż masz tylko jedną
Kochaj, broń ją, szanuj, oto sprawy sedno
Nie zastąpisz ziomków, braci, jednej chwili
Bo gdy wszystko stracisz oni pomogą ci żyć
Nie zastąpisz szczęścia plikiem kilku stów
Bo dla wielu szczęście odzwierciedleniem snów
Nie zastąpisz czynów słowem, nie zastąpisz
Tyle powiem, tyle powiem

[x2]
Wszyscy moi ludzie - ich nie zastąpisz
Wszystkie chwile, których nie zastąpisz
Tej muzyki też nie zastąpisz
To nasze życie, wiesz, nie zastąpisz tego, nie

Elo dzieciak nie zastąpi nic mi w życiu
Moich braci, sióstr, kochanych rodziców
Nie zastąpi tego hajs, wóda czy koka
Takie rzeczy możesz lubić, rodzinę się kocha
Nie zastąpisz nie, nie, nie ma chuja
Pozdróweczki dla wariatów co w więziennych murach
Nie zastąpisz, bo nie oddasz im wolności
Nie zastąpisz, bo nie zwrócisz im wolności
Nie zastąpisz, nie, chłopak i nie oddasz
Tego, czym by żyli teraz z nami w blokach
Więc wolności strzeż jak w swej głowie oka
Żeby żaden pies cię nie odseparował od nas

Są rzeczy, których nie zastąpisz
Są ludzie, w których nie zwątpisz
Nie wiem czy się modlisz, czy w nic nie wierzysz
Czy czynisz dobro, czy nienawiść szerzysz
Są sytuacje, z którymi się zmierzysz
Dajesz radę czy wolałbyś nie żyć
Jesteśmy stąd, tu nasze przeznaczenie
TZWM, Dixon kilka lat wstecz się przenieś
Nie zapomnisz pierwszego smaku trawki
Spod bloku ławki, rapowania dla zajawki
Nie zastąpisz tych ludzi i tych zdarzeń
Rap to dla nas realizacja marzeń
To w nas tkwi, mamy to we krwi
Powiedz mi, pamiętasz te dni czy już zapomniałeś
To dzięki nim stałeś tym, kim się stałeś

[x2]
Wszyscy moi ludzie - ich nie zastąpisz
Wszystkie chwile, których nie zastąpisz
Tej muzyki też nie zastąpisz
To nasze życie, wiesz, nie zastąpisz tego, nie
Jeden strzał w policję
Pojmany został brat do świata zza krat
Cały magazynek wypal w gadzi zad
Nie zabijesz więzi, która trwała od lat / x2

Ulica nadała mi kierunek
Bruk wyznaczył mi tempo
Ja i paru gości z niewyparzoną gębą
Cieszą się z wolności
Jadą mendom
Od lat oświetlamy was jak przejść przez życie
Z najmniejszą skalą odjebanych lat
Od lat braterstwo, komercje[?]
Z ulicą pakt, rozumiesz
Hardcorowy rap
Czy Ci ciężko?
Od lat na ziomka mówię brat
Od lat firma wie jedno
Na szacunek musisz zapracować, nie zapłacić
Nie popierdol se w głowie
Bo możesz więcej stracić niż zyskasz
Przewalisz bratnią duszę
Chuj ci do pyska
To jest sprawa oczywista
Tematyka braterstwa niech dociera w wasze strony
Temat jest poważny jak kościelne dzwony
Wariaci!
Kocham was jak swych rodzonych braci.

Na osiedlach jeszcze więcej moli w żółtych stanikach
Jak zawsze, ja kruchy[?], ja robactwa unikam
Uważaj kiedy przypał
Stosuj zawsze uniki
Bo kozłami ofiarnymi przewidują statystyki
Mają wyniki, mają wykjrywalność
Brat się powalił
Teraz liczy na lojalność
Sala sądowa
Oskarżonych ława.
Visa-vi prokurator, magister i prawa
Na gruby wyrok sędziego namawia
Ty będziesz cierpiał
Jemu będą bić brawa
Wsparcie dla brata
I słowa otuchy
Hardcore nie przerwie sie
Jebać policyjne grupy
Ziomuś za kratami czeka na Twą pomoc
On by zrobił to dla ciebie
Przecież to wiadomo
Ryzykownie działasz
Zobacz straty, zyski
Powalają cie
Cierpisz ty i twoi bliscy
Jak znajdą twe odciski
Jaka będzie twa postawa?
Dla brata bądź bratem
Nigdy nie udawaj!

Jeden strzał w policję
Pojmany został brat do świata zza krat
Cały magazynek wypal w gadzi zad
Nie zabijesz więzi, która trwała od lat / x2

Teraz dla tych, którzy niedaleko od wolności
Tygrys, libo, pleksa, mur pare metrów wysokości
Prawdziwe kłamstwa dla wymiaru sprawiedliwości
Prawdziwa prawda niezłamana tym znawcom lojalności
Z bardzo gęstych dymu chmór
Nie pierdolimy bzdór
Przeciwko zgrai rur
Dobrych chłopaków chór
To dla tych, których mur od wolności oddziela
W takiej sytuacji mam niejednego przyjaciela
Niezbyt wygodna jest więzienna cela
Mam nadzieje, że ta nuta pokrzepia i rozwesela
Zaplanuj zarobek
A nie tylko planuj melanż
Żeby coś na dłuższą metę było z tego kotła teraz
Bo Polska jest krajem takim a nie innym
Jak psy kogoś kręcą to z góry jest winny
Siedzą w kryminale ci co nic nie zrobili
Ostatnio po 9 latach chłopaka uniewinnili
Psy nas mieją jakbyśmy kogoś zabili
Zycie jest cenne
Jednak nikt mną nie steruje
Tworze hip-hop tak jak chcę
Myślą, mową całym życie JP!!

Legnica. Kraków. Gdzie się tam spotyka 4 nasza płyta
Szacunek do ziomala nie zanika
słucha mnei hardcore publika
Wiedzą o co chodzi
Następny małolat z grubej sprawy z fajką do góry podniesioną wychodzi
Nikogo nie dał
Dla niego złoty medal
Mi to pasuje na brata i ziomka
Dalej rapuje
Firma

Jeden strzał w policję
Pojmany został brat do świata zza krat
Cały magazynek wypal w gadzi zad
Nie zabijesz więzi, która trwała od lat / x2

Pamiętam od lat
O niczym mój brat
Ja za nim jak cień
Niejeden odpadł
Pamiętam od lat mówią mi
'Małolat tanie szmaty zostaw, jak trzeba to się postaw'
Od lat niebezpieczny świat
Niepodołasz? Zostaw
Tu nie jestem. Pada
życie jest czasem jak kat
Dlatego niejeden dobry chłopakk wygląda zza krat

Brat dla brata bratem a nie katem
Ziomuś pamiętaj
Egzamin ulicy z życia konsekwentnie ziomie znaj
Brak zasad
Dokoła pojebany mamy kraj
Twardą postawą swą sytuację polepszaj
Brat bratu bratem
Tego uczyła nas ulica
Brat zawsze za bratem
A jebana policja
Szacunek i honor
Wtedy solidna twoja firma
Tak jak ty na niego liczysz musi na ciebie twój brat
Możesz nie wierzyć w co mówię
Złoże energii zło psuje
Boże te nerwy mdłość
W tubie
Zdążę z rezerwy złość unieść
Ponad tych hipokrytów uniesionych w dumie
Uziemiony w strunie
Poszukuję kluczy do drzwi
Pokazuję głupim kto drwi
Ślina na majku to jad kobry
Pod wiatr ku słońcu wolny od nich
Zdolny odbić po zysk głodnych mordy
Same akordy
Nie upadnę jak Goldi
Choćbym miał być podrządnym podrządnych
Mam styl
Teofilów - rap wirus
Co nie podda się bez walki
Kurwo warknij
A zadziała zapalnik
Jeszcze nie Grammy lecz gramy
Sprzętem z gałami bez granic
Prosto z centrum Bałut
Gdzie rządzą budowlani
Forsą dzieńciu chamów nie przekupisz za nic
Od stu kilogramów ten sam zwyczaj i kodeks
Od słów wyszczekanych pęka
Klisza na brodzie
Tak myśli złodziej flow pływa po herbie
Za bliskich zdrowie ton życia swój spełnię
Dla tych co słyszą duszą
Czując sercem

Możesz wątpić
W to że wolny cię wykończy
Bo co bym miał z tego?
Na plecach list gończy
Z zaplecza istotnych
Rzeczy nie wymienię
Jest to tajemnicą
Skreczy pod ciśnieniem

Ten sam co zwykle biznes
Nieważkość płynie w bimbrze
Zostaw bo zginiesz w tym dnie
W tym filmie przy litrze
Świat już przygotował ostrą amunicję
Winny kary nie uniknie
Żyj i wiary na umyśle nigdy nie trać
Od estrad do miejsca
Zwykłych mieszkań
To podziemie
Honor instynkt w mięśniach
Pochodzenie
[?] w tym niesmak
Z narodzeniem
Gorąc wykpił ten brak
Co zmorą był jak
Zyski węgla
Kto ukradł hip hop?
Kilku raperów bym widział na okładce Peep Show
Plus bonus na CD
DVD ich głos
Wolę z BDG intro
Czy z ekipy beatbox
Nic co miałoby iść pod publiczność
Dla frajerów [Bravo!]
Tak błyszczy wasza gwiazda
Mnie nie zobaczysz w TV
Nie usłyszysz w gimnazjach
Odbiornik nastaw hip hop mą zmorą
Cóż media wypełniły lukę po disco polo
Pogoń za mamoną co omamia jak moloch
Wolę umrzeć jak żebrak pozostając sobą

Możesz wątpić
W to że wolny cię wykończy
Bo co bym miał z tego?
Na plecach list gończy
Z zaplecza istotnych
Rzeczy nie wymienię
Jest to tajemnicą
Skreczy pod ciśnieniem...
Euro 2-0-1-2
Zróbmy dzisiaj z całym Poznaniem
Mam do was jedno pytanie

Czy jesteście gotowi na EURO?!
Cały Poznań gotowy na EURO!
Cała Polska gotowa na EURO!
Czy jesteście gotowi na pewno?

Emocje - serce bije mocniej
Na ulicach coraz tłoczniej
Ludzie idą przez miasto na stadion
dopingować na całe gardło
Polska nareszcie na swoim miejscu
Poznań nareszcie w Europy sercu
Dumne, wesołe twarze, razem
Każdy z nas jest gospodarzem
Wizytówką więc wypijmy zdrówko
To coś więcej niż pogoń za futbolówką
Wspólna idea, wspólna pasja
Rywalizacja, wielka okazja
By pokazać światu polski charakter
A wielki sukces stanie się faktem
Zaczynamy futbolowe święto!

Czy jesteście gotowi na EURO?
Czy jesteście gotowi na EURO?!
Cały Poznań gotowy na EURO!
Cała Polska gotowa na EURO!
Czy jesteście gotowi na pewno?

Czy jesteście gotowi na EURO?!
Cały Poznań gotowy na EURO!
Cała Polska gotowa na EURO!
Czy jesteście gotowi na pewno?

Poznańska szkoła - liczy się konkret
Mamy zadanie - to nasz obowiązek
Dla naszych piłkarzy to skrypt
Grać mądrze, pokazać spryt
Nie jesteśmy w stanie grać jak Hiszpanie
Szalony z piłką taniec
Nieważny drybling, jeden, drugi, trzeci
Ważne co wleci do sieci
Bo wygrać każdy mecz będzie arcy-trudno
Niech mówią, że gramy anty-futbol
Niech mówią, że mamy zero stylu
Ważne, że gramy na zero z tyłu
Z meczu na mecz coraz lepsi
Z wiarą w sercach, z orłem na piersi
Poznań - wiemy jak to zrobić!
Podnieście ręce, jesteśmy gotowi!

Czy jesteście gotowi na EURO?!
Cały Poznań gotowy na EURO!
Cała Polska gotowa na EURO!
Czy jesteście gotowi na pewno?

Czy jesteście gotowi na EURO?!
Cały Poznań gotowy na EURO!
Cała Polska gotowa na EURO!
Czy jesteście gotowi na pewno?

Czy jesteście gotowi na EURO?!
Cały Poznań gotowy na EURO!
Cała Polska gotowa na EURO!
Czy jesteście gotowi na pewno?

Czy jesteście gotowi na EURO?!
Cały Poznań gotowy na EURO!
Cała Polska gotowa na EURO!
Czy jesteście gotowi na pewno?
To nałóg, to pasja, ma racja, styl, akcja
Syf jak prowokacja niech odbije od nas, basta
Z mego miasta dla tych ludzi towar, który się nie nudzi
Więc przestań się łudzić, że już o mnie nie usłyszysz
To rap z siłą przebicia nie do pobicia
W rapie tym mam kibica to ulica, to klub
Zawistnym knebel w dziób, za mych ludzi wielki buch
Lufa wytrawnego trunku co rozgrzeje twój brzuch
I kto jest tu? tę odpowiedź znasz od dawna
W chuj rap petarda z SLU gangu wariat
I rzeczywistość twarda, w tekstach te suche relacje
Które wiernego słuchacza wprowadzą dzisiaj w akcję
Rap moją religią, na jej tle wojny nie będzie
To jednak uprzedzam przypierdolę swoją kwestię
Ryja wydrę na tracku aż się posra
Ten co na freestyle'u nie potrafi mi sprostać

To mój rap skurwysynu, rap jest moją kokainą
Niech wszyscy to rozkminią, za ten rap wciąż nas winią
Koniak nie tanie wino, tak to idzie, to ulice
Wszyscy nas słyszycie i znów z rapem na szczycie

P do N i kreska, oto biznes i domieszka
Właśnie tutaj mieszkam, grać rap to dla mnie pestka
Po siedemnastej mamy transfer za miastem
Bagaż nielegalny? to dla mnie bułka z masłem
Czuję się z tym dobrze i żebym tylko mógł
Rozpierdolić wszystkich kiepskich jak solowo Big Shoot
Jak gorąco, wszystkie cioty sie marszczą
Czy żal mi skurwysynów? człowieku nie bardzo
Dobrym stylem wciąż gardzą więc pierdolę ich, proste
Z rapem wyrosłem, lecz z rapu nie wyrosnę
Rap narkotykiem, ja od tego nie odwykłem
Ćpaj to zanim zniknę i zanim ty znikniesz
Miasto huczy od plotek, a ja nie dementuję
Bo życia nie żałuję, na drzewo spadać szuje

To mój rap skurwysynu, rap jest moją kokainą
Niech wszyscy to rozkminią, za ten rap wciąż nas winią
Koniak nie tanie wino, tak to idzie, to ulice
Wszyscy nas słyszycie i znów z rapem na szczycie

Trzecia szesnastka na szesnastkach nie flaszka
Chromowane felgi, to zwycięstwo nie porażka
Daj, daj mi to, jak Branigan The Carlito
Mam swe zasady, na trackach zasad ślady
Proste układy znane nam od wielu lat
Mam swój świat pełen wad, pełen zalet i strat
Rapowy fach, z którym wjeżdżam na piedestał
Ty żebyś się nie zesrał masz połamane krzesła
I nie jest wszystko jebnąć azjatycką piękność
Hip-hop honeys z nimi cierpieć na bezsenność
To daje pewność, rap, poczucie bezpieczeństwa
Nawet, gdy na trackach tych skurwieli wszystkich besztam
Rap z nim od dziecka, a komercja zdradziecka
Niech z mej ulicy spieprza, ty nie znajdziesz tu szczęścia
Bieda nieciekawa? wegetacja? ja znam to
Rozpierdolę wszystkich kiepskich jak Tim Dog rozjebał Compton

[x2]
To mój rap skurwysynu, rap jest moją kokainą
Niech wszyscy to rozkminią, za ten rap wciąż nas winią
Koniak nie tanie wino, tak to idzie, to ulice
Wszyscy nas słyszycie i znów z rapem na szczycie
Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?

Pieprzę beef, dla mnie to jest chore, ludzie
Gdy dziś, każdy bawi się w ten syf, przy debiucie
Połowa z tych wyjątkowych MC's
Nie istniała by dziś bez konkurencji
Piszesz teksty, w nich niszczysz gnioty
OK, ale tylko pizdy piszą tylko o tym
Ciśniesz cioty? boli cię słowo gej
Czemu tak cię obchodzi jak żyją oni? ej?
Boisz się? ziomy też żyją w strachu?

Nie słyszałem jeszcze tu homo*****ualnego rapu
Chyba, że twój, jesteś mistrzem obłudy
To u ciebie, co wers, się przewijają fiuty
Musisz je lubić, choć się boisz przyznać
To, co robisz, to jest twoja wizja
Ja się nie wcinam w cudze życia, żyj szczęśliwie
Tylko nie wmawiaj mi, co tu jest praw*****

Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?

9-8 to był dobry rok
Zwłaszcza w polskim hip-hopie, liczyło się to
Jaki jesteś, co myślisz, liczyła się prawda
Nawet, jak wywoływała skandal
Dziś dzieciaki oceniają po punchline'ach tekst
Nieważne, jaki to ma sens
Jak ma jeden trafny wers, jarasz się, się jaraj
Zostaw mnie, s*****laj
Dziś co drugi frajer gada w punchach, na EP'ce
O tym, jaka z niego gwiazda, ja nie chcę
To jest cienkie i dobre dla cienkich
Codziennie piszesz o sobie takie piosenki?
Chcesz się poczuć męski, co?
Dzięki, wciskam stop
Póki rap to nie pop, myślę jak w 9-8
Robię to, moje flow niesie myśli na osie

Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?

Ty wiesz, że miałem wydać album rok temu
Ktoś nie mógł, zrobiłem to po swojemu
I zaliczyłem debiut roku po dekadzie
Wciąż jesteś w podziemiu? dam ci radę
Bierz poprawkę na wszystko, wszystkich, zawsze
To cholernie ważne
Inaczej, możesz mieć tu taką akcję
Zrobisz bit i nie będzie o tym nic we wkładce
Ja wkułem te zasady na blachę
Nie chowam już urazy, nawet po czasie
Tylko ci mówię prawdę, bo ty możesz być
Tam, gdzie ja, ja - tam gdzie ten typ
Dziś, nie wiem co mi jutro odbije
Lecz póki myślę, tak, jak dziś i żyję
Tak jak dziś to ci powiem jedno
Ufaj sobie, całą resztę *****

Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?
Pieprzę wszystkich, ciebie, jego, ją, siebie

Walą mnie stereotypy, utarte szlaki i schematy
Walą mnie wszystkie podziały - biedny i bogaty
Czarny, biały, żółty czy czerwony
Muzułmanin, chrześcijanin czy w ogóle nie ochrzczony
Walą mnie rasiści, komuniści, jebani faszyści
Jedna wielka plaga chorobliwej nienawiści
Wali mnie niszcząca polityka, ludzie na wysokich stołkach
Z których wielu ginie w swoich własnych dołkach
Walą mnie skurwiele, którzy żyją dla pieniędzy
Patrząc jak kraj tonie w beznadziejnej nędzy
Wali mnie, że żyjesz tylko po to, żeby bakać
Potem łapiesz wielki dół i chcesz znowu z okna skakać
Wali mnie jak się ubierasz, kogo z pieniędzy odzierasz
Czego słuchasz i dlaczego właśnie tego
Wali mnie, że nienawidzisz mej muzyki
Wali mnie, że boisz się krytyki, leję z góry na zasrane narkotyki
Wali mnie jak duży masz kark i jaki twój samochód ma mark
Wali mnie ile wydajesz siana od wieczora, aż do rana
I, że podobno jak ci stanie to masz po kolana
Walą mnie z ambony wykrzykiwane bzdury
Rasistowskie hasła obijane o kościelne mury
Wali mnie twoja opinia na temat hip-hopu
Wali mnie, że słuchasz rapu, że wychodzisz do skate-shop'u
Walą mnie wszyscy nauczyciele znęcający się dla przyjemności
Gnębią ludzi bez litości stare panny, które żyły bez faceta
Teraz wiedzą tyko co to jest samo podnieta
Wali mnie, czy jesteś gejem, jeśli tylko nie wchodzisz mi w drogę
Bo gdy widzę już jakiegoś, to za siebie nie mogę i nic na to nie pomogę
Że pedały obrzydzają mnie jak widok sekcji na w pół zgniłych zwłok
Wali mnie następny rok
Mały krok, nowe wielkie tysiąclecie
Wali mnie też, co na to powiecie

Pieprzę wszystkich, ciebie, jego, ją, siebie

Mnie to wali, co na fali, wolę w oddali słuchać tego, co dawniej grali
Wali mnie twoja krytyka, która być może i mnie dotyka
Walą mnie twe dobre rady, walą mnie moje wady
Pokaż mi takiego, co ma same zalety
Komando dżiaj-dżoł, Rambo 8, zielone berety
Walą mnie wszystkie warszawskie bzdety
I ci, co w moim mieście mieszkają i tym się podniecają
Cudze chwalą, a swego nie znają, uważajcie teraz
Półmetrowy chuj wchodzi w dupę policjantom
Półmetrowy chuj wchodzi w dupę policjantom
I półmetrowy chuj wchodzi w dupę policjantom
Jest piękny, słoneczny dzień niedziela
Ulica Młyńska, a tam od dwóch dni zamknięta cela
A w niej chłopaki z dzielnicowego robią cwela
To mój proroczy sen, kiedyś tak się stanie
A na razie chuj w dupę policji za prześladowanie
Łyk spermy za każde przerwane malowanie
Za każdą przerwaną akcję na jardzie
Sikam wam do ryja głębiej i głębiej, bardziej i bardziej
Sram na klatę wszystkim konfidentom i tajniakom
Wszystkim wyżelowanym burakom
Na lato pół śmieszne mięśnie plażowe
Obowiązkowe odblaskowe slipki kąpielowe
A zimą solarka, onka ruska meta, pięć miesięcy na siłowni i wielka podnieta
Spodnie dresowe, buty sportowe
Czarna skóra, w kieszeni komóra, obok wypasiona fura
Skoksowana, bujana, inaczej mówiąc kaczy chuj
Nigdy tego nie widziałeś przyjedź, u nas jest ich w brud
I pieprzę każdego karkaoła pięść 52
Przełom 80. i 90. lat
Dostaje coś co wnet wywraca cały mój świat na lewą stronę
Szare Commodore z magnetofonem
Dziś możesz sie śmiać, lecz wtedy sam byś chciał grać ziomek
Mały śrubokręt - tym ustawiam głowicę
I widzę - press play on tape
Lecz na cuda nie liczę, sam wiesz jak jest
Za drugim, trzecim razem w końcu musi to wejść i idzie
Znów gramy we dwóch, znów ja z ciotecznym bratem
W Yie Ar Kung-Fu i International Karate
Mam cały wór kaset i walczę głównie o to
By nie musieć iść spać przed północą
Od Zorro przez Ghost'n'Goblins
Predatora, Rick'a Dangerous i Pitfall'a
Tu nikt mnie nie pokonałby, gdyby nie to
Że muszę iść spać zamiast tu grać do upadłego

[x2]
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem
Podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
Nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie
Czasem walka o pada jest jak walka o ogień

Parę lat później po tym, o czym słyszałeś przed chwilą
Stoję w kolejce po żetony, choć to nie kasyno
Jestem w wagonie z drewna
, gdzie kapitan Commando
Mama myśli, że jestem w szkole - mija się z prawdą
Pod jedną ścianą Street Fighter, Fatal Fury, Asterix
Pod drugą Flipery i ziomek
Który chętnie twoje żetony przytuli, jak spękasz
Ja bardzo chcę grać, więc nie wymiękam
Do przodu parę lat znów i na dyskietkach z Amigi
Chociaż część mam tej automatów siły
Chłopaki z ośki grają w bijatyki, w Street Fighter
W Mortal Kombat znam fatality każde
I walczę ziomek ale o kieszonkowe
By w niedziele na giełdzie za kasę nagrać rzeczy nowe
To nie jest proste i nie jest łatwe
Rodzice chcą bym uczył się, a nie grał w głupią jatkę

[x2]
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem
Podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
Nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie
Czasem walka o pada jest jak walka o ogień

Kolejne parę lat w przód, taka scena
Wydaję kasy full, by grać po ciemku w Tekkena
W podziemiu w Pakamerze bloku
Parę telewizorów, konsol, też byłbyś w szoku
W domu sie kurzy GameBoy Pocket
Ja czuję przełom, chcę mieć to ziomek, choćby na video
Na taśmie zgrane intro i walki
Bo przy wejściówce do soulagge'a przechodzą mnie ciarki
Kolejny skok w czasie, już mam tą [?]
Prawie kibluje rok w tej samej klasie, bo ciągle w to gram
Jak tylko w domu jestem, w końcu mi wchodzi faza na rap
I na tym robię bity pierwsze
Pewnie sam nie wiesz, że był program, ja szybko chcę więcej
Bo to niemożliwości kompa, nie nagra się tu wokal
I żeby mieć komputer, muszę sprzedać konsolę
I tym udowodnić, że chcę robić muzę

[x2]
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem
Podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
Nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie
Czasem walka o pada jest jak walka o ogień
Mówią, że raperzy upadną (że upadną),
A nie mają racji, nigdy do tego nie dojdzie,
Te słowa nie są prawdą.
Wątpliwości odeszły już dawno (już dawno),
Bo mówią, że raperzy upadną (że upadną).
Drużyna A
Te słowa nie są prawdą,
Wątpliwości odeszły już dawno,
Choć już dawno nie powinno nas tu być,
WLKP !!!

[Kris]
To miasto małe przez życie całe poznawałem
Tym powietrzem oddychałem
Czy kiedyś powiem, że właśnie przez to przegrałem
Bez wsparcia z zewnątrz, opuszcza mnie pewność
Bo zamiast mi pomóc wytykają mą odmienność
Patrzą z dystansem, nie mogą pojąć, że mam jedyną szansę
Wielkie intelekty, patrzcie w obiektyw
Zobaczcie tą młodzież bez żadnych perspektyw
Wieczna tułaczka z całym otoczeniem
Jest moja stara paczka w której się obracam
Powiesz, że się zatracam i plecami sie odwracasz
Tak może każdy, sam stawiam maszty
Robienie hip-hopu to dla mnie duży zaszczyt
Nie znajdziemy płaszczyzn
Dopóki chcesz wrzucić nas do paszczy
Tak, widzisz w nas chwasty
Chciałbyś pstryknąć, ale ja nie mogę zniknąć

Ref.:
Mówią, że raperzy upadną (że upadną)
My jednak wiemy, te słowa nie są prawdą (te słowa nie są prawdą)
Wątpliwości odeszły już dawno (już dawno)
Choć już dawno nie powinno nas tu być (nas tu być) x2

[Doniu]
Pamiętam jak trza wiosenne popołudnie
Mały dzieciak podłamany okrutnie
Oceną młodych wierszy wydanął przez siostre
Wtedy je spaliłem, teraz gdy podrosłem
Wiem doskonale, że nie warto rezygnować
Spalisz marzenia, trudno odbudować je
Masz co pielęgnować to zacznij od teraz
Nie produkuj wymówek, bo się nie pozbierasz
Co mam powiedzieć, co?
Hip-hop stop bo małe miasto prowincja to nie to
A gdzie najbardziej zatwardziałe ekipy
Senne ulice i nie moralne chwyty
Dlatego to robię wbrew twardym konwenansom
Olewam schemat i z najwyższą klasą
Pociągam za sznurki z Liberem i Krisem, kapujesz?
Dzięki siostrze nadal pisze

Ref.:

[Liber]
Wyrzutek odchylony od normy
Daje sobie rade, jest do tego zdolny
Rap z poza miasta uderza, nabiera własnej formy (formy)
Co najważniesze jest wolny
Pozwalam mu jako jego treser
Prezentować możliwości pod każdym adresem
Wszędzie, gdzie jest koneser, który czeka
Na nowe produkcje jak na deser (jak na deser)
Ukojenia szuka w solidnym rapie
Liczy się dla mnie to co przelewam na papier
Nie pozycja na mapie, jesteśmy na kolejnym etapie
Choć w zasadzie powinno nas tu nie być
Jednak każdy z nasz chce być (chce być)
Biegniemy, wyłaniamy się z podziemi
Może z nieco innych korzeni, lecz myślami z wami połączeni
Pogrążeni w muzyce, w której obce są wszelkie granice
Nowe oblicze, mikropolia

Ref.:
Mówią, że raperzy upadną (że upadną)
Że raperzy upadną, te słowa nie są prawdą
Wątpliwości odeszły już dawno (już dawno)
My chcemy to robić i zawsze będziemy to robić (nas tu być)
Bo mówią, że raperzy upadną (że upadną)
Mieszkamy tam gdzie mieszkamy
Te słowa nie są prawdą
Wątpliwości odeszły już dawno
Choć już dawno nie powinno nas tu być (nas tu być)
[Diox]
To muzyka podwórek, nie jebanych salonów
Ty jak pragniesz salonów nie dotykaj mikrofonu
Ty, pragniesz złota? nie bądź taki Salomon
Wyglądasz jak Filemon, a Twoja gadka to kondom
My zrywamy skalp jednym ruchem pióra
Daj mi tylko beatbox możesz nie włączać szura
Od lat gramy hip-hop, chuj nas koniunktura
To muzyka podwórek, którą słychać dziś w klubach
Muzyka małolackich snów i spełnienia
Muzyka przemyślanych słów wtedy i teraz
I nawet kiedy nagrywamy hit to na lata
To nie hit tego lata, Ty weź wypierdalaj
To lata w bramach, na audio, mp3
Bo dzieciaki nie mają siana na audio 'cedeczki'
Nie mają siana, ale styka im na teczki
To logika gry, czytaj logika osiedli

ref.
To muzyka podwórek, klubów, bram
Dla dobrych i złych dzieciaków jak Ty i ja
Muzyka dla ziomów, pięknych pań
To muzyka podwórek ta muzyka to rap! 2x

[Pezet]
Rzadko mnie widzisz w świetle fleszy,
Ale wciąż rap mnie cieszy,
Nawet gry robię mainsteam to nie jestem backstreet boy
Bity i teksty stąd, skąd są najlepsi
Nasz rap jak rock&roll, my jak beatelsi
To rap z podwórek, my gwiazdy osiedli
I chuj w pop kulturę, tu masz miejskie legendy
I nawet kiedy w moim rapie słyszysz nowe trendy
To tylko nowe brzmienia i patenty na wersy
Moje podwórko, miasto, whisky burbon
Tak spędzam weekendy trasa, impry, studio
Zawsze pójdę tędy choć ta droga nie jest krótką
Ale wolę mówić prawdę zamiast robić z gęby gówno
To nie ważne, że zaliczysz w łóżku trójkąt
Bo jak nie reprezentujesz możesz sobie robić chuj-hop
To muzyka dla podwórek, jak nie czujesz jej to zdejmij garniturek i podnieś ręce w górę!

To muzyka podwórek, klubów, bram
Dla dobrych i złych dzieciaków jak Ty i ja
Muzyka dla ziomów, pięknych pań
To muzyka podwórek ta muzyka to rap! 2x

[Diox]
To nie bum talala z wiejskiej dyskoteki
bum bam napierdala, bum bum tak to leci
Osiedle, czy klub kumasz masz to albo nie masz
Jak masz cash to kup bilet siemasz jest melanż
Na ławkę nie trzeba, bierz flaszkę na trzepak
Masz szanse, weź sok tam jest niezła impreza
Nie spełnisz marzenia na ławce, pamiętaj
Pamiętaj o melanżu, melanż rzecz święta
Piątek, sobota imieniny kota
Wczoraj była środa melanż jest niedziela
Szybko mija czas to logika gry w bramach
Ta muzyka to dowód, że nie damy się złamać
Od marzeń z podwórek, kaset na magnecie
Do klubów gdzie tłum prawie nas na scenie gniecie
Bez względu na cenę, showbiz i koniunkturę
To marzenia, to sny, to muzyka z podwórek!

To muzyka podwórek, klubów, bram
Dla dobrych i złych dzieciaków jak Ty i ja
Muzyka dla ziomów, pięknych pań
To muzyka podwórek ta muzyka to rap! 2x
Żyję w mieście gwiazd

Śródmieście budzi się z rykiem klaksonów
Drzwi i winda, przycisk domofonu
Smak smogu, wczoraj miałem sen piękny
Tak, że dzień zasłużył by odwiedzić łazienki
I miasta dźwięki w jednych rodzą fobię
A inni w chaosie odnaleźli harmonię
Szkło i beton, światła i neony
Obok lansu - syf, obok nor - salony
Szklane domy z marzeń tych co tu wpadli
Na chwilę by zarobić, zostali w tym bliżej
Gwiazd bliżej, wystarczy zwiedzić kluby
Te gdzie na barze zostawisz grube sumy
Tłumy kobiet jak ze snu, w którym jesteś księciem
Wysiadasz z nimi z fury, limitem chmury, kupują bzdury
A to co lśni niewiele jest warte z reguły
Dziwne układy, świat zazdrości
O dziwo twoje imię jest na liście gości
Pościg do marmurów w wielkim domu
Świata gwiazd nie wychodząc z salonu

Żyję w mieście gwiazd

Każdy chodnik to wybieg
Na imprezy jeździsz w limuzynie
Korzystaj, bo sława kiedyś minie
A narazie wszyscy wiedzą jak masz na imię
[tylko tekstyhh.pl]
Żyję w świecie gwiazd nie tych z rankingu
Kupili rynku na kolumbijskim dopingu
Świat jest tyglem, wielką kuźnią pomysłów
Życie mija z beaglem pośród wolnych umysłów
Gwiazdy miast to imiona na murach
Artyści, dla których kompromis to bzdura
Galerią są drzwi w brudnych Ikarusach
Poezją rap, którego podwórka chcą słuchać
To ulice po których chodziły legendy
Od Wiecha, Tyrmanda, Brychczego do Deyny
Tysiące bezimiennych wymienione później jednym tchem
Masy boisk z osiedli
Łobuziaki, które miały siłę poukładać i ogarnąć się
Gdy nowe życie się pojawia
Kobieta, która sama z wszystkim się zmaga
To zbyt zwykłe by bić dla niej brawa
Gwiazdy, nie zobaczysz ich w reklamach
Ich czerwony dywan często jest w plamach
Bez sztucznego śmiechu i udawanego płaczu
Akcja, ale bez kamery i make-up'u

Żyję w mieście gwiazd

Każdy chodnik to wybieg
Na imprezy jeździsz w limuzynie
Korzystaj, bo sława kiedyś minie
A narazie wszyscy wiedzą jak masz na imię

Żyję w mieście gwiazd
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo