Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Puk, puk!
Gęsta ręka anioła,
Puka, puk!
Spłynęła, dotknęła mego czoła
I kto tam? Pytam kto tam,
Szaleństwo, nowa radość, utracony raj i pamiętaj
Że nigdy nie mam dość tego gówna,
Mych bliskich, co czyni mnie innym od Was wszystkich!
Bo w mej głowie otworem stoją wszystkie bramy
Widzę dźwięk, przeznaczenie, wojenne tam-tamy
Moje ciało na innej płaszczyźnie pozostało
Umysłu labirynt, pragnienie mnie wessało czuć wszystko
Nawet najmniejsze gówno, ale gówna tu nie ma
To nie jest ta Ziemia, którą znałem
Schodziłem, zwiedziłem, zasrałem i sprzedałem
Ale ile kupiłem?!
Nie zrozumiesz tego
Bo w Twojej głowie nie ma miejsca na piękno
To jest właśnie moje piętno

Paść w ramiona twe...

Pod uszy sto, poduszek milion
Zapadam się powoli, nie chce wracać, bo to boli
I śnie mój sen, sen na jawie
Pozostanę w nim tak długo jak tylko potrafię
Słyszę głosy tam, gdzie Ty mówisz, że go nie ma
I widzę schody tam, moją drogę do nieba
I słyszę głosy ludzi, wszyscy mówią i bredzą
I widzę jak patrzą, ja wiem, że oni wiedzą
Bo ja biegam po polach mojej dzikiej świadomości
I wołam i krzyczę: tu nie ma nienawiści i złości!
To jest wolności miejsce, moje serce pełne jest miłości
Nic więcej
A te spojrzenia i gesty, uśmiechy, w ogóle
Skurwysyny nie wiedzą gdzie ja teraz się znajduje
Pojęcia nie mają, wytłumaczyć nie dają
Na dole widzą i tam umiejscawiają
I nikt Cie nie słyszy, bo nikt Cie nie słucha
I nikt nie widzi Twego odlatującego ducha
W kajdanach jesteś, zaszufladkowane piękno
I co zrobić, nadal to jest moje piętno

Paść w ramiona Twe...

Wybieraj, wybieraj, wybieraj co wolisz:
Prawą czy lewą rękę mam Ci upierdolić?
Odchodzisz i wracasz i wracasz by odejść
Jesteś nikim, lub tchórzem, jak wolisz
Więc zostań, mówię po raz ostatni, odlecisz...
Zamknięte drzwiczki do klatki!
I dlaczego mi to robisz i dlaczego mnie kopiesz
To moje życie, co na ten temat mi powiesz
To cześć mego istnienia jak chleb i powietrze
Nie czułeś pragnienia jak cierń ?
Jeszcze nie wiesz co to jest i tak już zostanie
Zadajesz mi ból, takie Twoje przekonanie
Że robisz dla mnie dobrze, że ja nie wiem co ja robię
Lecz to moje życie i sam za to odpowiem
Nie chce litości, kompromisu, pieprzenia
Nie możesz pojąć, więc tylko zrozumienia
I pozwól mi widzieć Twoje i wewnętrzne piękno
Nie pozwól by to było nadal moje piętno!
Przetrwasz, zamknij się, słuchaj masz
Siłę ducha, styl, który wybucha, patrz
To otucha, milcz, kiedy nie ma tarcz.
Ktoś do ucha mówi Ci, że nie ma tego złego, walcz. /x2

Czasem tak bywa, nie każdy wygrywa.
Czasem bywa tak, że coś ważnego się urywa,
zostaje ślad, nie można tego nie przeżywać.
Można ukrywać fakt, ale w snach to przypływa.
Człowiek jest skonstruowany tak by się dostosowywać.
I jeśli Bóg miał swój plan, to Ty mu wybacz,
to Ty też musisz mieć swój i się nie odzywać.
Nie możesz okłamywać się, że nikt cię nie wykiwa.
Nieznośna lekkość bytu słodko-gorzki smak ma.
Jak magma ze szczytu, prawda na nas opadła.
Ty zaryzykuj skoro nic do stracenia nie masz.
Życie to magia, użyj swojego płomienia do podpalenia
swojej latarni marzenia, do zobaczenia światła i cienia
w zwierciadłach.
Od dawna nie ma w nas zwątpienia.
Dlaczego teraz miałbyś umierać?
Tego wszystkiego nie zaznać?

Przetrwasz, zamknij się, słuchaj masz
Siłę ducha, styl, który wybucha, patrz
To otucha, milcz, kiedy nie ma tarcz.
Ktoś do ucha mówi Ci, że nie ma tego złego, walcz. /x2

Przetrwasz i ani mi nie mów, że
nie mam takich problemów, bo to bajeczka dla dziecka.
To jest tak, mamy po 30 lat,
wartości młodości zdmuchnął wiatr,
więc koleś spadł.
Każdego poranka i wieczoru,
sprawca hardcore'u od 10-ciu lat.
Wie, co jest, jak.
Rodzina nie ma wzoru dla syna, to jest fakt.
Bydlak spadł z siłą meteoru, finał.
To nie brak wyboru,
to był brak honoru w czynach.
To nie tak, że był sam,
bo to był brat, był jak rodzina.
To był skład, który jak lawina pokonywał mury.
Został ślad na kartach kultury, jest mi zioma brak.
To był znak, każdy samemu go odczytał.
Dzisiaj wiem, jak by nie było, to pochytam cały świat,
witam, na bitach, jak titanica.
Ten czas, który masz pozostał ci do życia, znikam, a Ty...

Przetrwasz, zamknij się, słuchaj masz
Siłę ducha, styl, który wybucha, patrz
To otucha, milcz, kiedy nie ma tarcz.
Ktoś do ucha mówi Ci, że nie ma tego złego, walcz. /x2

Ja wolę być ostatni, zamiast zostać na przedzie,
przynajmniej nie muszę się wciąż oglądać za siebie.
Blisko słońca na niebie, według własnej elipsy
podróżują moje plany, słowa, sample i myśli.
Codziennie rano, patrząc w przeznaczenia lustro
sam siebie oszukuję, widząc w marzeniach cud ziom.
Tak zamieram krótko, kocham stać tak bez ruchu, myślę jak
ludzie dodają tyle kłamstwa do uczuć?
Nie chcę współczuć nikomu, jak i nie chcę współczucia.
Wierzę, że sam wybieram w jakich drepczę tu butach.
Ja wolę być ostatni, ale mieć luz i jaja,
utrzymać mózg na fali, jak mróz w himalajach.
Nie myślę o problemach, nie ma tego złego, jeśli nawet
nie ma przebacz..
Nie ma tego złego, czego nie ogarnie wiedza,
nie kradnę, a zabieram twój czas bezpowrotnie.
Z każdą płytą chcę dać ci ironie, brat
łatwiej zapomnieć, trzymać nastrój na co dzień.
Co by się nie działo, wiarę zawsze mam tu ziomek.

Przetrwasz, zamknij się, słuchaj masz
Siłę ducha, styl, który wybucha, patrz
To otucha, milcz, kiedy nie ma tarcz.
Ktoś do ucha mówi Ci, że nie ma tego złego, walcz. /x2
kokainowy song, sing along

Mes:
z początku myślisz, że ma więcej zalet niż wad
potem, chcesz ją wsypać w szalet i spuścić w świat
koko loko, ludzie przez nią tracą domy
posłuchaj, tych historii i weź pomyśl
miałem taką przysięgę, do osiemnastki nic
alkohol, poza tym bez używek, żaden spliff
żadnych piks, narkotykowo, żyłem jak mnich
browarek, w głośnikach dobry rap, na przykład Pih
wyrobiłem dowód oso i nagle zewsząd
pojawiły się całe listy dotąd mi nie znanych dziewcząt
ta biała laska w kusej sukni z folii, powiedziała
wciągnij mnie do nosa, potem poliż
byłem przygarbionym skejtem, ale zaraz
wyprostowało mnie jakbym był tym żołnierzem przed Buckingham Palace
teraz Mes to spokrewniony z bogiem kreator
potem słyszę "Wyszedł z ciebie agresywny matoł"
to tylko niewinny wstęp, jak niewinna jest ta moc
na początku, gdy z zatokami przywita się koks

Pih:
zapoznał mnie z nią Chada, pieprzona biała dama
po tym sztosie, w nosie, mógłbym ulepić bałwana
wisiała na szyi, od wieczora do rana
czułem posmak goryczy, w jej szponach jabłko Adama
za czasów 'o nas dla was', jakbym cofnął, w wstecz się przyjrzał
najlepiej pisało mi się w zeszycie po dwóch liniach
mocne jebnięcie, w stylu klasycznym
nie to co dziś ten tynk, ze środkiem dentystycznym
ten drugi z JedenSiedem miał w tym trochę sensacji,
pizdnął go prąd jakby kradł miedź z kolejowej trakcji
wszystko dla ludzi, nie ma przymusu
nie powiem dzieciak, dieta ma w sobie trochę luksusu
kokainowy song, bez górnolotnych myśli
im więcej ideałów, tym więcej hipokryzji
bez planu b, gdy ziom woła cię na stronę
a zdania na jej temat jak dupy - w pół podzielone

Mes:
stu twoich ziomów może pić, dobrze się bawić, flirtować
ty masz wkrętkę na koks, męczysz ludzi "Dzwoń po towar!"
nie wiesz kiedy doczepił ci się do najebki bezwarunkowy odruch
pijesz - a we łbie "Chciałbym proch, znów" "Ściągnijmy obrus!"
ostatni raz złamałem abstynencje w Brasil
dziwka rzekła "You wanna try lil cocaine?" i bierze mnie na tył
gruby alfons z Sao Paulo, znał się na wszystkich szwindlach
ale uczciwie, sprzedał mi prawdziwy skarb Indian
krajowe kreski, dwie doby nie śpisz że ci nie wstyd,
jak sobie mieścisz to w głowie że je wziąłeś na testy
back in the days, ty, minionych zdarzeń bieg
powraca, kiedy za oknem pada, pada śnieg
Trwało to właściwie nie wiem ile ułamek sekundy
Nie wiem co by było gdyby trwało to godzinę
To był taki moment w którym w nic nie wierzyłem
Nie mam pojęcia czemu to zrobiłem
Na chwilę zwątpiłem w ziomków w siebie Ciebie
W rodzinę we wszystko
W to że stać mnie będzie jutro na zupkę chińską
Widziałem koniec blisko
Siebie niżej niż nisko
Pomyślałem szybko NIE /nie nie/
I wyszło to był moment
Elo ziomek
Powinienem o tym mówić
Żeby inni w takich chwilach nie dali się zgubić
Słuchaj kurwa jego mać życia się nie kupi
Za to sprzedać łatwo
Masz i pomyśl pytasz jak to
Grunt zaufanie porządku zachowanie
Pierdolić załamanie chociaż pusto w kiermanie
Ile razy w takim stanie podreperowanie daje wiara
Trzeba się starać dopilnować sprawy
Kto nie umie kara więc niech to będzie nawyk
Pod uwagę trzeba brać obawy
Bez tego lipa też tu jest pogrzebany pies
Masz w co wierzyć wierz
Wiesz co się liczy setki skutków miliony przyczyn
Dużo goryczy i multum najlepszych chwil Zip styl
Bez matrycy w pamięci mojej nieskończona ilość kliszy
Części życia jak film
Kto policzy zero strat w porównaniu do zdobyczy
Te przeciwnicy prawdziwym śmiechem się ostatni śmieje
Fortunne zdarzenia spełnione nadzieje
Jeszcze będzie czas siła w nas
Wierzysz w to czy saperka i kopiesz
Ale wtedy jeśli wyjdzie dobrze ty już o tym się nie dowiesz
A jeśli nawet nie chcesz tryumfować w grobie
Nie pisz czarnych scenariuszy i idź z Bogiem
Wszystko w twoich rękach możesz budować możesz burzyć
Życie uczy nowe mury stare gruzy
Pierdolić zwątpienie nie pisz czarnych scenariuszy
/Nie nie pisz czarnych scenariuszy/ x2
Witryny jak ZipEra element zip składu
Hip hop wszystko nie tylko zakazane rzeczy
Jak ta ... przede wszystkim sto procent własnych wspomnień
Wydarzeń czasem jaśniejszych
Dostrzegam więcej istotniejszych kwestii
Pozdrówki całej polskiej hipon sekcji
Dzieciaki nie odbiorą tego jak lekcji
A czy tłum się poruszy nie piszmy czarnych scenariuszy
Bawmy się bo po to jest muzyka
Nie obchodzi Zipa krytyka
Wiecie tak naprawdę wszystko w naszych rękach
Zależy od nas samych
Sami sobie świat stwarzamy dlatego ja i Sokół o tym przypominamy
Z Bogiem i jeszcze raz co ma w głowie nie pisze czarnych scenariuszy samemu sobie
To proste
1. Miuosh
Kiedy skończy się dzień, znowu staniemy pod klatką.
Miej chłopców w opiece, Najświętsza Boska Matko
Tutaj, gdzie upaść łatwo, choć progi nie wysokie
Jedyne co daje światło, to blask plazm zza okien
Znowu staniemy pod blokiem i będziemy przeklinać
Będą omijać nas bokiem, żeby z nami nie zaczynać.
My to ci z marginesu, których praca się nie ima
Będą na nas wieszać chuje, jak ciuchy na manekinach
W końcu przychodzi zima, wiatr coraz mocniej pizga
Ciągle przeklinamy system i walimy te piwska
Przyszłość miała być szansą, a przyszła jaka przyszła
Wszystko zdaje się być piękne, chyba, że widzisz to z bliska
Każdy z nas gaśnie z czasem tak jak iskra.
Choć większość ma maturę, co drugi ma magistra
Ławka to nasza przystań, z daleka od obietnic
A ponoć to my jesteśmy niebezpieczni.

Refren x2
Ja będę tam stać, płonąć i patrzeć na świat
Ze mną mój Bóg, moja wiara, całe miasta
Chociaż kłamstwem nas karmią, wiemy jaka jest prawda
Nawet z betonu czasem róża wyrasta

2. Diox
Nie wiem czy pamiętasz mój nielegal na kasetach
Bo możliwe, że bawiłeś się wtedy na dyskotekach
Chodziłem po ulicach i zbierałem doświadczenia
Na słuchawkach, na głośnikach, rap na taśmach, na kasetach.
Zebrałem wiele ziaren, które przy pomyślnym wietrze
Wyrzucę razem z pięściami, dziś z moim bratem w powietrze.
Lecą w różne miejsca, by przynieść mi kiedyś plon
I uwierz, gdziekolwiek spadną tam mogę stawiać mój dom.
Nie czuję żadnej presji pomimo miliona spojrzeń
A chuje bez konsekwencji mogą marzyć, by tu dotrzeć.
Skurwysyny będą pluć, nie mogą mi nic zrobić
Bo niewątpliwie mój jest ten kawałek podłogi
Sto tysięcy godzin, które spędziłem na ławkach
Dało sto tysięcy myśli, które sprawdzisz na słuchawkach.
Sto tysięcy kroków, z betonu róża wyrasta,
Sto tysięcy kolców, to tylko jedna jest prawda.

Miuosh:
Ja będę tam stać, płonąć i patrzeć na świat
Ze mną mój Bóg, moja wiara, całe miasta
Chociaż kłamstwem nas karmią, wiemy jaka jest prawda
Nawet z betonu czasem róża wyrasta. /2x

3. Hades
A, cały świat mi leży u stóp, jeden krok wstecz, dwa w przód
Jeden cel, ale wiele dróg, za krótki dzień i za mało snu
Łapię wdech z okien bicie serc słyszę bum, bum, bum
Tylko tu, tylko ty, tylko ja, hip hop to my, więcej nic
Ta muzyka przecież nie ma ram
Za to wymaga dyscypliny, trzeba nam
Wie pan, że bez gliny nie ulepi nic, ni chuja
Co dzień słyszę cichy krzyk znów ktoś spadł
Nawet nie wszedł na szczyt, pękło serce ze szkła
Daj coś od siebie, potem zacznij brać
To działa w jedną stronę, więc nie płyń pod prąd pontonem brat
To nie tak, świat jest bardziej złożony
Jeśli już coś wiesz o tym, to przekaż ziomkowi
I zejdź z drogi, bo depczemy przeszkody
HiFi klika, Fandango z WWa do Katowic.

Ref. x2
Ja będę tam stać, płonąć i patrzeć na świat
Ze mną mój Bóg, moja wiara, całe miasta
Chociaż kłamstwem nas karmią, wiemy jaka jest prawda
Nawet z betonu czasem róża wyrasta
Słodkie cytryny mówi się kiedy mówimy, że wolimy rzeczy, które są, nie te o których śnimy
Słodkie cytryny mówi się kiedy mówimy, że wolimy rzeczy, które są, nie te o których śnimy -przecząc.
Chyba każdy tak ma to chyba jakieś zabezpieczenie że "będzie ok" i tym się naciesz.
Na tym polega ta gra, na tym etapie to pierdolenie bo jeśli tak to gdzieś jest mój papier?
Gdzie jest mój hajs na terapie w Sharm Al Sheikh?
Na mapie jest wiele takich miejsc jak raj tam to załapiesz
Polska- co to za kraj? Kraków i papież, wioska z rapem na wysokim pułapie. Mówisz idź -droga prosta. Nie trzyma cię nic.
Widzisz trzyma mnie tu nić, słowa liryczny wodospad.
Mówisz idź droga prosta, mówię chcesz to tu zostań.
Postaw się chociaż poza zestaw postaw hiphopowca .
Mocne cytryny, słodkie cytryny w
końcu o czym my tu mówimy leniwy zaskrońcu?
Wolimy pić driny i bez winy leżeć w słońcu, bo lubimy wylegiwać się w gorącu.

Słodkie jak sny momenty,
gdy myślimy że zdążymy.
Na koniec gry zliczymy.
Zwyciężymy dziś. Słodzimy dni.
Słodkie cytryny mówi się kiedy mówimy, że wolimy rzeczy, które są, nie te o których śnimy
Słodkie cytryny mówi się kiedy mówimy, że wolimy rzeczy, które są, nie te o których śnimy -przecząc.

Chyba każdy to zna to taki patent gdy
zima trzyma myślimy jakby było latem.
Wyobrażamy sobie las i piasek plaż, gdy
dusimy się w spalinach miast, dobrze to znasz, zatem
kilka setek na barze z bratem i hasz
wyzwala w nas coś co nas rozwala miasto jest nasze
Kurczowo przy tym trwasz, czas twoim katem, jutro też będzie czas być za pan brat z całym światem.
Iść...
droga prosta, by się stąd wydostać - mistrz . Można żyć z tym co los nam rozdał, a ty twórz i niszcz.
Można iść i mieć krzyż za drogowskaz, lecz po co się chłostać.
Idź i krzycz, ta moc radosna jest w nas, idź za wiosła chwyć!
Wiesz jak żyć jak życiu sprostać, biegać po pomostach
skakać w otchłań i wypływać tam gdzie woda zniosła
Zapadam w błogostan słodze dni jak ty, jest wiosna,
słodkie dni dziś nawet słowa mają słodki posmak.

Słodkie jak sny momenty,
gdy myślimy że zdążymy.
Na koniec gry zliczymy.
Zwyciężymy dziś. Słodzimy dni.
Słodkie cytryny mówi się kiedy mówimy, że wolimy rzeczy, które są, nie te o których śnimy
Słodkie cytryny mówi się kiedy mówimy, że wolimy rzeczy, które są, nie te o których śnimy -przecząc.

Tutaj jest ta największa zachęta
gdy unoszę na dźwiękach ten czar, każdego dnia.
Wystarczy odpalić sprzęt a
już niesmak nie ma wstępu i miejsca.
Idziemy w przód bo tracę kontrolę.
Chodź do mnie tu, idę dobrym torem.
Chodź do mnie tu, idę dobrym torem.
Chodź do mnie tu, jestem hardcorem.

Słodkie jak sny momenty,
gdy myślimy że zdążymy.
Na koniec gry zliczymy.
Zwyciężymy dziś. Słodzimy dni.
Słodkie cytryny mówi się kiedy mówimy, że wolimy rzeczy, które są, nie te o których śnimy
Słodkie cytryny mówi się kiedy mówimy, że wolimy rzeczy, które są, nie te o których śnimy -przecząc.

Słodkie jak sny momenty,
gdy myślimy że zdążymy.
Na koniec gry zliczymy.
Zwyciężymy...
Słodkie cytryny mówi się kiedy mówimy, że wolimy rzeczy, które są, nie te o których śnimy
Słodkie cytryny mówi się kiedy mówimy, że wolimy rzeczy, które są, nie te o których śnimy -przecząc. x2
Ten kraj przesiąknięty absurdami
Chorymi układami, korupcją, haraczami
Bandytami, prostakami, biedakami, grubymi rybami
Przekrętami, włamaniami, wymuszeniami, pogróżkami
Chamami sterydami, skorumpowanymi psami
Aferami, kombinacjami, monopolami i limitami
Tandetami, chałami, analfabetami
Paktami kruchymi jak origami
Kobietami, które jak aksamit
Chrześcijanami i żydami, islamistami i innymi religiami
Komunistami, radykałami, maniakami, którzy jeszcze nie znani
Przegranymi perspektywami, kontrowersjami nad pierdułami
Śmierdzącymi na kilometr przetargami
Zagrożeniami i frustratami, tak

Gdzie żyje się w trudzie
Gdzie absurd na absurdzie
Gdzie idzie jak po grudzie
Pamiętliwi ludzie taki kraj, kraj

Gdzie żyje się w trudzie
Gdzie absurd na absurdzie
Gdzie idzie jak po grudzie
Pamiętliwi ludzie taki kraj, kraj

Gdzie żyje się w trudzie
Gdzie absurd na absurdzie
Gdzie idzie jak po grudzie
Pamiętliwi ludzie taki kraj, kraj

Gdzie żyje się w trudzie
Gdzie absurd na absurdzie
Gdzie idzie jak po grudzie
Pamiętliwi ludzie taki kraj, kraj
(O.S.T.R.)
15 lutego 1999,
miałem 19 lat i rap zginął z Big L'em
Te słowa nie opiszą, tu życia sztuki bro
Gdzie byłby flow, gdyby nie "Put It On"?
Oddałbym wszystkie wersy za jeden Magika
Dla życia, za życia by tym mógł rap oddychać
26 grudnia, był 2000 rok
i dlatego nienawidzę drugiego dnia Świąt
30 października 2002,
wiem nie wierzymy w nic co nie dotyka nas
Byle iść po swój skarb?, znaczy tlen oddałbym
Tu swój rap by mógł uczyć dalej Jam Master Jay
17 stycznia 2004,
płakałem ja jak i ten pierdolony przemysł
Miałem swój sen o Łodzi jak "Sen o Warszawie"
Oddałbym każdy pomysł by ożywić tu pamięć
10 luty 2006, byłeś przy tym
By wrócić życie J D, oddałbym wszystkie bity
Ile znasz przyczyn, by trwać w tym na zawsze
Jedna miłość, jedno życie, dedykowane prawdzie

Dawno temu wybrałem swoją drogę, to hip-hop
to całe moje życie na ten temat to wszystko
oddałbym za to serce, swój czas i talent
jedna miłość dla bitu, pod płynący alfabet /x2

(Peja)
Oddałbym swoją karierę, żeby zwrócić życie Guru
Oddałbym znacznie więcej, choć się nie spodziewam cudów
Prawdziwy hip-hop, przy nim ty nie umrzesz z nudów
Hip-hop nie umarł, mimo ciężkich czasów, spróbuj
Ten klimat tkwi w nas, nawet jeśli Nas zwątpił
Nagrał, "Hip-hop is dead", dla mnie nie ma takiej opcji
Tyle lat składam klocki, w logiczną całość wierzę,
że działania maja sens, pod tytułem rap gram szczerze
Nikt nam nie odbierze naszych marzeń, mówię prawdę
By nagrywać dobre krążki ten priorytet jest standardem
Zataić fakt ten - to domeną ignorantów
Pragną cię zdyskredytować w ogóle nie znając faktów
Ani tematów, na pohybel tym laikom
Którzy chcieliby muzykę na poziomie, lecz za friko
Traktują nasza twórczość jak bezwartościową rzecz
Bo ściągając nasza muzę, nic nie płacą za to lecz
Kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym większość ich zrozumie
za poświecenie pracy, oni zwrócą nam szacunek
ponoć mój wizerunek wywołuje poruszenie
tylko dlatego że nie mam wizerunku skumaj brzmienie
Skumaj znaczenie tych słów to co w nas drzemie,
jest wciąż niezrozumiałe dla tych niekumatych lebieg
Ty sprawdź wydarzeń przebieg dwie dekady w tym siedzę
ty chcesz czegoś się dowiedzieć spróbuj sprawdzić naszą wiedzę

Dawno temu wybrałem swoją drogę, to hip-hop
to całe moje życie na ten temat to wszystko
oddałbym za to serce, swój czas i talent
jedna miłość dla bitu, pod płynący alfabet /x2

(Jeru the Damaja)
Rhymes designed to make the young minds think,
As fast as you blink you find your arse back up in the clink,
We all know the cold flow is as fresh as a drink,
The cold world, I had that arse on the couch with a shrink.
Have no fear and constantly protect your harmless chains
And the chain is only as strong as its weakest link,
Sometime down the line you might run into a repeat
But just keep your mental cup filled up to the brim,
My rhymes manifested, like food ingested, but the mainstream seem to reject it,
But the realness wont be affected from Brooklyn to Poznan great minds connected.
The art coming straight from the heart and soul, systematic control says see the platinum or gold,
So check the data in my rhyme pattern, should I lep 'Pa!' glad so we wont fall.

Dawno temu wybrałem swoją drogę, to hip-hop
to całe moje życie na ten temat to wszystko
oddałbym za to serce, swój czas i talent
jedna miłość dla bitu, pod płynący alfabet /x2
I znowu piszę o niej, słyszę, mówi do mnie,
Czuję na sobie dłonie brzydzę się swoich wspomnień
Przerywa ciszę dzwony w głowie toczę znów wojnę
Myślę że to jest chore ile bym dał żeby zapomnieć
Ją i znowu budzę się z nią lecz nie za tą
nie łudzę się że to będzie to już wiem ziom
Mam swoje Californication jak David Duchovny
słyszę w oddali gdzieś swoje ego ejj
Pierdol ją zobacz jak daleko zaszedłeś
Nie daj ranić się sentymentom życie jest piękne
Wczoraj w niebie dzisiaj w piekle
Coraz częściej spać się nie chce po dobrym seksie
Nie wiem co mam jej powiedzieć niepokorny jestem
Nie dobry zegarku wyganiasz moją partnerkę
Sorry bejbe ale chyba tak jest lepiej
Wybacz lecz nie zejdę z tobą do taksówki zadzwoń jeszcze

Jestem jak bad boy bad boy bbb wiem
Jestem jak bad boy bad boy bbb ej

I znowu budzę się z nią lecz nie za tą
nie łudzę się że to będzie to już wiem ziom
Mam swoje Californication
niektóre z nich mówią na mnie bad boy

Kiedyś marzyłem o niej jak o żonie z psami i domem
Dążyłem nieuchronnie do ściany i rozbiłem mordę ok
To przykre nie wstydzę się gdy patrzę w lustro
Choć mogłem nie skurwiłem się suko dziś nie wiem co będzie jutro
Miłość trzeba wierzyć zawsze że wygra
tylko wtedy dostaje skrzydła i polecisz jak Ikar
Nie ślad Magika, wierzyć trzeba zawsze do końca
wyciągnąć dłoń do przegranych ludzi wybaczyć nie zdołasz
Czekaj spójrz jeszcze raz zacznę od nowo
ona i on kiedyś poezje wciąż recytował
Zapatrzeni w siebie jak w obraz od Salvadora
dali by się za siebie zabić znali znaczenie Słowa kocham
I znowu budzę się z nią lecz nie za tą
nie łudzę się że to będzie to już wiem ziom
Mam swoje Californication
niektóre z nich mówią na mnie bad boy

Jestem jak bad boy bad boy bbb wiem
Jestem jak bad boy bad boy bbb ej
I znowu budzę się z nią lecz nie za tą
nie łudzę się że to będzie to już wiem ziom
Mam swoje Californication
niektóre z nich mówią na mnie bad boy
Widzę tylko pasmo przegięć
Choć ty wiesz, że dzisiaj nie jest łatwo przewieźć
Staram się dbać o ciebie
A ty kpisz z tych żył które dla ciebie wypruwam
I nikczemnie wciąż odsuwasz się ode mnie
Boisz się jakbym co najmniej miał cię zamiar pić
Żądasz więcej wciąż nie dając w zamian nic
Więc tylko marazm i rozpacz czarna jak Porter
Chłostasz moje uczucia i portfel
A kiedyś, ja to całkiem nieźle pamiętam
Byłaś jakby nieco bardziej dostępna
I ten pierwszy raz, to szczęścia szczyt był
Kiedy poszły nasze pierwsze wspólne dwa litry
Upojony tobą gnałem przed siebie
A bądź co bądź dziś o ciebie coraz trudniej
Mnie coraz trudniej brnąć
Każdy kaprys spełniam mężnie
Wprawdzie budżet grzęźnie ale w końcu jestem twoim więźniem
Co z nami będzie? przyjdzie czas się rozstać
Bo z każdym dniem jesteś mi coraz droższa
Choć ja znoszę ten koszmar i mimo twoich zagrywek bezczelnych
W zasadzie pozostaję ci wierny
Nie jak ci odszczepieńcy, których zapał dawno ostygł
I porzucili cię dla twojej lotnej siostry
Ja cię leje wprawdzie, ale przemoc nic nie zmieni
Gdy ty lejesz mnie boleśniej, bo po kieszeni
I tą potwarz grubą mógłbym nawet znieść
To przy moich środkach mówiąc
Mówię, że to nie potrwa długo
Bo dziś dla ciebie ważny już tylko popyt
Wiesz co? martwisz mnie baryłko ropy
-Siemanko, Chada z tej strony.
-No siema, co tam, jak tam?
-Kurwa, u mnie to jest elegancko. Co u ciebie?
-No dobrze, jem obiad powiem ci spóźniony.
-No i?
-No i nic, kurwa i siedzę na kwadracie.
-Układa się pomyślnie?
-Dobrze, dobrze, dobrze.
-Hee, no dobra mordeczko.
-No, a u ciebie gites?

Jeszcze jakiś czas temu moje życie było klęską
wszystko dzieciaku przypominało szaleństwo
rozbite małżeństwo, kłopoty z prawem. -Ciiiiiii-
zdaj sobie z tego sprawe
psy z rana zabierały mnie z domu,
lecz nigdy nie mówiłem dla kogo, co i komu
taki przejebany etap
wałki, rozboje i kradzieże po sklepach
wszystko nie tak, coraz większe bagno
na tych ulicach, które nadzieje kradną
ja i problemy jak jedno ciało
czasem bywało, że się żyć odechciewało
byłem naiwny, wspólnik mnie przewalił
sam sobie winien, nie to żebym się żalił
grunt się palił, musiałem się ukrywać
jeśli cię zawiodłem to proszę wybacz.

To nie jeden z tych typów, którzy mówią 'A, nie mówią 'B'
jest nieźle, twierdzą, że im źle
To nie jeden z hipokrytów, co niby ma kontrole,
a czwarty dzień z rzędu dzieli kreski na stole.
To jeden z nielicznych, dla których rap
to autobiografia, zbiory prawd i wiem
ma historię z hardcorem w tle.
Tego właśnie lubię słuchać, więc Chada nawiń je

To chwila prawdy, o tym ten kawałek
przepraszam tych, których zawiodłem i oszukałem
ciężkie brudy ciężko jest pozmywać
powiesz ‘tak bywa‘, ja nic tu nie ukrywam
noce na dołku - chuj z takim życiem
mówię, co myślę teraz tu na tym bicie
te wszystkie chwile znów powracają do mnie
bywało ciężko, chciałbym o tym zapomnieć
Alkohol, w chuj narkotyków
10 miesięcy na jebanym odwyku
Pihu mi mówił 'koleżko, weź się ratuj'
grube pieniądze wydane na adwokatów
w moich oczach nie zobaczyłeś strachu
z Peją BMW rozjebane po pijaku
rodzinny dom - wciąż mnie tam nie ma
ostatnie słowa, jakie pamiętam to 'do widzenia’.

To nie jeden z tych typów, którzy mówią 'A, nie mówią 'B'
jest nieźle, twierdzą, że im źle
To nie jeden z hipokrytów, co niby ma kontrole,
a czwarty dzień z rzędu dzieli kreski na stole.
To jeden z nielicznych, dla których rap
to autobiografia, zbiory prawd i wiem
ma historię z hardcorem w tle.
Tego właśnie lubię słuchać, więc Chada nawiń je.

Teraz jest pięknie, spełniam marzenia
nie idę drogą, która prowadzi do zatracenia
człowiek się zmienia, trzeba w to wierzyć
idę po swoje, biorę, co się należy
wita mnie dom, a nie szpitalna sala
pamiętam to do dziś, to powraca w koszmarach
nie wszystko po mnie spływa
wszystkie skandale zamiatam je pod dywan
moje życie to moja sprawa
pamiętam dni, kiedy nie miałem z kim porozmawiać
dziś te chwile to wspomnienia
kiedyś trzymałem z ludźmi, z którymi nie powinienem.

To nie jeden z tych typów, którzy mówią 'A, nie mówią 'B'
jest nieźle, twierdzą, że im źle
To nie jeden z hipokrytów, co niby ma kontrole,
a czwarty dzień z rzędu dzieli kreski na stole.
To jeden z nielicznych, dla których rap
to autobiografia, zbiory prawd i wiem
ma historię z hardcorem w tle.
Tego właśnie lubię słuchać, więc Chada nawiń je.
Te słowa są prawdą, jak chcesz to bierz je
Nadszedł czas by poruszyć tą kwestię
Mój cały skład to wściekłe bestie
LWWL od tego odpieprz się
Jeden zero dla chłopaków od nas
Cieszy się teraz w furze nie jedna morda
To nie jest finał i koniec nagrywek
Z kolejną płytą rośniemy w siłę
Z dumą otwieram nową dekadę
Zbieram bity i dogrywam wokale
Kocham ten rap i robię go dalej
Dla wszystkich zawistnych środkowy palec
Zacieram ręce dzieciak z myślą
Że nowy Borixon nie jest fikcją
Nie jest też fikcją, że lubię hajsy
Pozdro sto pro podkręcam basy

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół
Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Jak nowe koncerty i wyjścia na scenę
Po tylu latach już jestem pewien
Że mogę liczyć, ale tylko na siebie
Swoje mądrości wygłasza podziemie
A gdzie oni byli jak ja byłem podziemiem
Robię rap dzieciaku jestem pewien
Osiągnąłem to, co było moim celem
Dwa zero zero sześć wypuszczam legal
Pierwsza liga wie o co biega
Teraz wszyscy chcą się dobrze sprzedać
Więc zamknij japę i się nie sadź
Też mam kumpli więc nie przesadź
Nie są duzi, ale lubią się czesać
Teraz daje mi relaks mój skórzany fotel
Japa śledziu, milczenie jest złotem

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół
[tylko teksty.tk]
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Ale tak jak każdy znam swoją cenę
Żeby go zrobić muszę mieć wenę
A przed dobrym koncertem lubię mieć tremę
Lepiej widoczni kochana
To jest nowy Borixon i Hamas
Faktem jest, że jest więcej osób
Ale cała reszta nie szuka rozgłosu
Mój hip-hop to twój hip-hop
Możesz go brać, jak nie to wyjdź stąd
Te szesnastki ogarniam szybko
Piszę je, bo to jest moje środowisko
A teraz moja suma sumarum
Leci szybko jak twoje Subaru
Dziesiąty krążek mojego towaru
Ściągniesz i wypalisz na nielegalu

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół

Nowy Borixon, dziesiąty krążek mojego towaru
Nowy Borixon, robię rap, kocham ten rap
Zacieram ręce, dwa zero zero sześć, LWWL
Zacieram ręce, zacieram ręce
Zacieram ręce, te słowa są prawdą

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo