Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Usłysz mój głos człowieku!
1996 rok i minęło pół wieku
Lecz jesteśmy tu, to nasz wysiłek nam pomógł
To jest Kaliber, już w domu nasza pierwsza
Pierdolona płyta
Uderza w Twój mózg (bum, bum) jak błyskawica
I już jesteś chory, Twój ojciec chce wyleczyć Cię
On jest popierdolony , nie daj się, mówię Ci
On nie wie
Ile znaczy ta muzyka dla Ciebie
Bo ta muzyka jest nieuleczalna
Bo ta muzyka to ułamek tarcia!
Między naszym, ziemskim wymiarem
A czymś więcej, a czymś dalej!
Między naszym, ziemskim wymiarem
A czymś więcej, a czymś dalej!
1996 rok, usłysz mój głos (hej!) aa, człowieku!
1996 rok, usłysz mój głos (hej!) aa, człowieku!
1996 rok, usłysz mój głos (hej!) aa, człowieku!
1996 rok, usłysz mój głos (hej!) aa, człowieku!
1994 rok, 1995 rok, 1996 rok...
Ref.
Wiele możliwości masz
korzystaj z wolności patrz
ile daje nam ten świat.
Ja nie mam wątpliwości, tak
im dłużej gram tym więcej oddaje Wam. / x2

Każdy nowy dzień nam nasuwa spostrzeżenia
nowe możliwości, nowe doświadczenia,
nowe umiejętności i świeże przemyślenia
mamy, tyle radości ile wkurwienia.
Znowu, trzęsie się Ziemia kiedy wypowiadam słowa
rozprzestrzeniając je tak, jak marbetki Ebola (zobacz)
Możesz czytać Biblię lub Koran,
możesz próbować, możesz niszczyć i budować.
Możesz stosować się do zasad, czy je pierdolić
i tak to Twoja sprawa, sam wybierzesz co wolisz,
Twoja decyzja, masz szansę nie zmarnuj jej,
tylko ją wykorzystaj jakbyś miał ten jeden dzień.
Jeden cel, jedna wiara pośród wielu prawd,
Tu z każdym dniem bliżej nam do ziemi, niż do gwiazd,
więc, weź się wreszcie za siebie
zmień podejście,
albo spierdalaj stąd, żeby zrobić nam miejsce.

Ref.
Wiele możliwości masz
korzystaj z wolności patrz
ile daje nam ten świat.
Ja nie mam wątpliwości, tak
im dłużej gram tym więcej oddaje Wam. / x2

(Nowy dzień)
Nowy dzień Hades, Diox, BDZ
dj Kebs, Hi-Fi
to nowy dzień,
gramy w farty
gramy w statki
z życiem gramy w karty
mamy plany na zdobycie Twoich łajb
i tych z TV łajf
jak Ty, jak Ty
mamy plany, ale nic kosztem przyjaźni
nic kosztem tych, których na tej płycie sprawdzisz.
Ja nie mam pędu po fejm
bez względu na fejm,
obok mnie możesz sprawdzić ich trzech.
Nowy dzień, nowa nadzieja,
nowy sens, nowe teraz,
stary plan, nowy dzień
obok mnie widzisz trzech
i mój cień.
BDZ, nowy dzień,
zaczął tydzień temu lecieć z flaszką,
jak ten bit, czytaj po staremu.
Dj Kebs wziął to w garść,
ogarnął nas lepiej, niż każdy z nas,
lepiej, niż ja siebie sam.
Wierzę w Was,
tak samo, jak w siebie sam.
Dzięki Wam mam nowy sens,
mam nowy plan na nowy dzień.

Ref.
Wiele możliwości masz
korzystaj z wolności patrz
ile daje nam ten świat.
Ja nie mam wątpliwości, tak
im dłużej gram tym więcej oddaje Wam. / x2
Te słowa są prawdą, jak chcesz to bierz je
Nadszedł czas by poruszyć tą kwestię
Mój cały skład to wściekłe bestie
LWWL od tego odpieprz się
Jeden zero dla chłopaków od nas
Cieszy się teraz w furze nie jedna morda
To nie jest finał i koniec nagrywek
Z kolejną płytą rośniemy w siłę
Z dumą otwieram nową dekadę
Zbieram bity i dogrywam wokale
Kocham ten rap i robię go dalej
Dla wszystkich zawistnych środkowy palec
Zacieram ręce dzieciak z myślą
Że nowy Borixon nie jest fikcją
Nie jest też fikcją, że lubię hajsy
Pozdro sto pro podkręcam basy

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół
Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Jak nowe koncerty i wyjścia na scenę
Po tylu latach już jestem pewien
Że mogę liczyć, ale tylko na siebie
Swoje mądrości wygłasza podziemie
A gdzie oni byli jak ja byłem podziemiem
Robię rap dzieciaku jestem pewien
Osiągnąłem to, co było moim celem
Dwa zero zero sześć wypuszczam legal
Pierwsza liga wie o co biega
Teraz wszyscy chcą się dobrze sprzedać
Więc zamknij japę i się nie sadź
Też mam kumpli więc nie przesadź
Nie są duzi, ale lubią się czesać
Teraz daje mi relaks mój skórzany fotel
Japa śledziu, milczenie jest złotem

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół
[tylko teksty.tk]
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Ale tak jak każdy znam swoją cenę
Żeby go zrobić muszę mieć wenę
A przed dobrym koncertem lubię mieć tremę
Lepiej widoczni kochana
To jest nowy Borixon i Hamas
Faktem jest, że jest więcej osób
Ale cała reszta nie szuka rozgłosu
Mój hip-hop to twój hip-hop
Możesz go brać, jak nie to wyjdź stąd
Te szesnastki ogarniam szybko
Piszę je, bo to jest moje środowisko
A teraz moja suma sumarum
Leci szybko jak twoje Subaru
Dziesiąty krążek mojego towaru
Ściągniesz i wypalisz na nielegalu

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół

Nowy Borixon, dziesiąty krążek mojego towaru
Nowy Borixon, robię rap, kocham ten rap
Zacieram ręce, dwa zero zero sześć, LWWL
Zacieram ręce, zacieram ręce
Zacieram ręce, te słowa są prawdą

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół

Nowe szesnastki są dla mnie tlenem
Robię rap, nie jestem biznesmenem
Jestem sobą, mam hajsy z rapu
A prawda leży po środku pół na pół
Gdy wypluwam z siebie słowa znika bon ton
Kali F.I.R.M.A. a nie Sean Paul
Zapnij pasy bo latam wyżej niż Concorde
Dla prawdziwych wita , dla łaków homonto
By odnaleźć mnie człowieku zbędny Tom Tom
Jak nie łapiesz tego rytmu to się ciąg Son
To uliczna partykuła, spod wkurwionego pióra
Szanuje mnie ulica, gardzi tym prokuratura
Kolejna chmura, wznoszę się na wyższy pułap
Kolejny postulat, z myślą nie o tronie króla
Gruba pula w gula temu co mu to nie hula
Nie jednego ura bura krocze zdobi się kula
Taki nie zakuma słów które na tych bitach turlam
Pasuje tu jak ulał jak do Bradzkiej Turnau.

Ref.
Kali, Kali, Kali, Kali, Kali, Kali
Tak ten co na non stopie pali, pali
Nie prowadzę po pijaku płynę na dymu fali
Lolek się tli
Kali, Kali, Kali, Kali, Kali, Kali
Tak ten co nie poda ręki policji
Nie ma, nie ma, nie ma, nie ma takiej siły
Do końca mych dni

Ja nie robię tej muzyki dla kiwki
Nie dla hajsu, sławy i głupiej dziwki
Palę lolki, nie wodorosty z fifki
I mam wyjebane na podejrzane używki.
Jadę na relaksie bez przypinki
Ale tam gdzie gram płoną budynki
Moje słowa w furach, na ustach i na murach
Jestem tutaj będę bratku nie zamulam
Masz tu rap co wygina kraty w murach
Dobrych chłopaków leczy a kreatury uczula
Nie do zatrzymania kula dla tego ciula
Co mu matula nie wytłumaczyła że na honor się nie lula
Kumasz ten przekaz nie dla wszystkich
Styl unikalny jak mych palców odciski

Ref.
Kali, Kali, Kali, Kali, Kali, Kali
Tak ten co na non stopie pali, pali
Nie prowadzę po pijaku płynę na dymu fali
Lolek się tli
Kali, Kali, Kali, Kali, Kali, Kali
Tak ten co nie poda ręki policji
Nie ma, nie ma, nie ma, nie ma takiej siły
Do końca mych dni
Mroczny pasażer ze mną jedzie
Siedzi, obok choć tyle pustych siedzeń
Zagubiony jak słowa w eterze
Jeśli nie widzisz spróbuj spojrzeć szerzej

Przetrwasz, i ani mi nie mów, że
nie mam takich problemów, bo to bajeczka dla dziecka,
to jest tak, mamy po 30 lat,
wartości młodości zdmuchnął wiatr,
więc koleś spadł, każdego poranka i wieczoru,
sprawca hardcore'u, od 10-ciu lat,
wie co jest jak,
rodzina nie ma wzoru, dla syna to jest fakt,
bydlak spadł,
z siłą meteoru,
finał to nie brak wyboru,
to był brak honoru, w czynach,
to nie tak, że był sam,
bo to był brat, był jak rodzina,
to był skład, który jak lawina,
pokonywał mury, został ślad,
na kartach kultury, jest mi zioma brak,
to był znak, każdy samemu go odczytał.
Dzisiaj wiem, jak by nie było, to pochytam cały świat,
witam, na bitach, jak titanica, ten czas, który masz,
pozostał ci do życia, znikam, a ty...

15 lutego 1999 - miałem 19 lat i rap zginął z Big L'em
te słowa nie opiszą, to życia sztuki broń
gdzie byłby flow gdyby nie "Put in On"
oddałbym wszystkie wersy za jeden Magika
dla życia, za życia by tym mógł rap oddychać
26 grudnia bro 2000 rok i dlatego nienawidzę drugiego dnia świąt
30 października 2002 wiem nie wierzymy w nic co nie dotyka nas
byle iść po swój skarb, znaczy tlen oddałbym tu
swój rap by mógł uczyć dalej Jam Master Jay
17 stycznia 2004 płakałem ja jak i ten pierdolony przemysł
miałem swój sen o Łodzi jak sen o Warszawie oddałbym każdy pomysł
by ożywić tu pamięć
10 luty 2006 byłeś przy tym - by wrócić życie JD oddałbym wszystkie bity
ile znasz przyczyn, by trwać w tym na zawsze, jedna miłość, jedno życie
dedykowane prawdzie.

Ciągnie się ta podróż w nieznane
Wraz z tym nierozłącznym kompanem
Wirują słowa niewypowiedziane
A uznane za zaakceptowane
Prosty manewr tak wiele załatwia
Natręctwa wtłoczone w galimatias
Zamknięte szczelnie jak w Alcatraz
Myśli uwalnia psychoterapia
Żyjący w matni spraw prywatnych
Pod okupacją antypatii
W kierunku do spraw ludziom bratnich
Choć nie koniecznie dodatnich, matrix
Strach swym odbytem sra przed niebytem
Co lite staje się mitem
Moment to woła memento Mori
A nie never ending story, sorry
Diox
Miłość za hajs to nie miłość, Solex to nie słońce
dobry czas to nie rolex, ale chwile co są wolne
tylko początek nie jest końcem, reszta gna w jedną stronę
Ty jak pionek, wszystko jest ustawione ale to nie gra
Ja tak jak ty znam porażki i sukcesy
umiem upaść, wstać, umiem płakać i grzeszyć
wiem czym jest słońce,
gdy wstaje i zachodzi koniec staje się początkiem
nowej drogi, nadzieja żyje w sercach jak Rap
i nie chce odejść, jak tag z betonem
na twojej klatce, przy domofonie
odpal lonta na ławce pod blokiem
puść w słuchawce track o trawce z erosem
nagraj Rap, pierdol wydawce rób swoje
tak jak ja
nagraj Rap, puść projekt, nie licz na zyski nazbyt
bo błyski gasną a ludzie mają różne jazdy

Hades
Przecież wiesz brat, prawdy nie zbudujesz na kłamstwach
co najwyżej fart, pozwoli Ci wyssać ją z palca
na twarzy maska, nie ukrywa strachu w oczach
chociaż strach bywa motorem odwagi, popatrz
to my, Hi-Fi wychowani na kontrastach,
religia złota nie doprowadzi nas do bogactwa,
to zła droga
tutaj każdy wierzy w Boga, ale krzyż pod skóra
wcale nie oznacza że ktoś chodzi do kościoła
co tam, prędzej może opierdolić dobry towar
w dobrej cenie pod warunkiem, że to twój dobry ziomal
każdy z nas żyje w swoim świecie
przecież przez to nie ma szans, by na tej planecie było lepiej
co raz więcej spostrzeżeń w was, co raz mniej siebie
co ? dziś trzeba to nazwać przyzwyczajeniem
prawda, tam gdzie korzenie pozostanie Hi-Fi
tam gdzie podziemie, tego nam nie zdołacie zabrać

Jędker
Przepych bogactwa kontra oblicza biedy
Zip styl mi najbliższy, ziomek od kiedy
od kliszy, po cyfrowe czasy
od niszy, po trasy, promocje, wywiady
nie żyłbym muzyką, nie dałbym rady
na bank - a te słowa, na fart dla was
to tylko kolejny stopień, iskra moich oczu
co przeradza się w ogień
globalna wojna, ufo i bankowy krach
nie dać się ponosić nerwom taki fach
kwach, nie wchodzi w rachubę
zrozum, zrozum Z-I-P
Bibułka
Skrócić
Filterek
Tytoń
Starczy
Stan? - Stabilny
Ciśnienie? - Rośnie
Inhalator w pogotowiu - już przygotowany
Tracimy go - może bongo
Podwójna dawka thc, zaaplikować szybko
Ogień
W porządku
Wraca
Mamy go - wrócił
Mamy go - mamy go
Trwało to właściwie nie wiem ile ułamek sekundy
Nie wiem co by było gdyby trwało to godzinę
To był taki moment w którym w nic nie wierzyłem
Nie mam pojęcia czemu to zrobiłem
Na chwilę zwątpiłem w ziomków w siebie Ciebie
W rodzinę we wszystko
W to że stać mnie będzie jutro na zupkę chińską
Widziałem koniec blisko
Siebie niżej niż nisko
Pomyślałem szybko NIE /nie nie/
I wyszło to był moment
Elo ziomek
Powinienem o tym mówić
Żeby inni w takich chwilach nie dali się zgubić
Słuchaj kurwa jego mać życia się nie kupi
Za to sprzedać łatwo
Masz i pomyśl pytasz jak to
Grunt zaufanie porządku zachowanie
Pierdolić załamanie chociaż pusto w kiermanie
Ile razy w takim stanie podreperowanie daje wiara
Trzeba się starać dopilnować sprawy
Kto nie umie kara więc niech to będzie nawyk
Pod uwagę trzeba brać obawy
Bez tego lipa też tu jest pogrzebany pies
Masz w co wierzyć wierz
Wiesz co się liczy setki skutków miliony przyczyn
Dużo goryczy i multum najlepszych chwil Zip styl
Bez matrycy w pamięci mojej nieskończona ilość kliszy
Części życia jak film
Kto policzy zero strat w porównaniu do zdobyczy
Te przeciwnicy prawdziwym śmiechem się ostatni śmieje
Fortunne zdarzenia spełnione nadzieje
Jeszcze będzie czas siła w nas
Wierzysz w to czy saperka i kopiesz
Ale wtedy jeśli wyjdzie dobrze ty już o tym się nie dowiesz
A jeśli nawet nie chcesz tryumfować w grobie
Nie pisz czarnych scenariuszy i idź z Bogiem
Wszystko w twoich rękach możesz budować możesz burzyć
Życie uczy nowe mury stare gruzy
Pierdolić zwątpienie nie pisz czarnych scenariuszy
/Nie nie pisz czarnych scenariuszy/ x2
Witryny jak ZipEra element zip składu
Hip hop wszystko nie tylko zakazane rzeczy
Jak ta ... przede wszystkim sto procent własnych wspomnień
Wydarzeń czasem jaśniejszych
Dostrzegam więcej istotniejszych kwestii
Pozdrówki całej polskiej hipon sekcji
Dzieciaki nie odbiorą tego jak lekcji
A czy tłum się poruszy nie piszmy czarnych scenariuszy
Bawmy się bo po to jest muzyka
Nie obchodzi Zipa krytyka
Wiecie tak naprawdę wszystko w naszych rękach
Zależy od nas samych
Sami sobie świat stwarzamy dlatego ja i Sokół o tym przypominamy
Z Bogiem i jeszcze raz co ma w głowie nie pisze czarnych scenariuszy samemu sobie
To proste
Mówią w tekstach Ten Typ to ekstrawertyk
Analizuje przyszłość pierdolnięty
Trywializuje przyszłość, a talenty
Trwoni jak hajs za którym wcale nie goni
Ta, biorę pod uwagę wiele wariantów
Odkąd w moim życiu nie ma awantur
To chociaż wcale nie muszę
Przewiduję autobiograficzne scenariusze
Za 3 lata w grze jestem co najmniej laufrem
Ale finansowo, no cóż nie całkiem
Finansowo bardziej pionkiem
I mam zrobić kawałek, który cały jest dzwonkiem
Z początku odmawiam, ale czyja to wina
Mam dwie córki, w drodze syna
Robię ten numer, dogaduję się z Nokią
Proponują mi wyjazd do Tokio, spoko
Lecę tam by płacić alimenty
W końcu moje dzieci mają kilku ojców
Ale dwie matki wykonały jeden manewr
Opłaciły sędziego na spółę, mam przejebane
W Japonii jara mnie uległość niewiast
Gejsze umieją zabrać mnie do nieba
Gram do kotleta polonijny old-school
Mówią hey MC, zarapuj coś po polsku

Żyję z dnia na dzień, wszystko jest wielką loterią
Na moim grobie napiszą - żył pół żartem/pił serio

Słyszałem, mogę kupić lepsze jutro
Ale nie traktuję jutra jakby było kurwą
Więc bezdzietnie żyję, nagrywam
Piję, obsrywam ten wyścig, jest świetnie
Pewnego dnia trafiam na bazar porażek
Tam gdzie nie chadzam, a jednak ważę
Za i przeciw i choć nikt mi nie kazał
Zaczynam wkręcać się w hazard
Wygrywam raz, drugi i chcę jeszcze
Drinki i typy osłabiają percepcję
I mówię wszystkim, że to moje hobby
Przyjaciele doradzają idź na odwyk
I popadam w długi, choć nigdy ich nie miałem
Rzeczywistość coraz cięższa się staje
I kiedy jestem już tak bliski upadku
Rozbijam jednego dnia 5 banków
Patrzę w górę, mówię Boże za co
Mają mnie za oszusta, ale i tak mi płacą
Wznoszę ręce do nieba, modlę się w podzięce
Nagle słyszę z dołu - chcesz więcej?

Żyję z dnia na dzień, wszystko jest wielką loterią
Na moim grobie napiszą - żył pół żartem/pił serio

Alternatywa jeszcze jedna
Moja płynność finansowa jest dość pewna
Mam to w dupie podobnie jak dziś
I nagle słyszę dzwonek do drzwi
"Znam twoje wersy na pamięć"
Jak na początek dziwne zdanie
Zdjęła okulary i nie mówi nic
Mam kaca, ale, o kurwa to Charlize
4 lata szlifowała moją mowę ojczystą
Bała się, że nie uwierzę, powiem "wyjdź stąd"
Przyleciała tu wczoraj, przecieram oczy
"Wiedziałam, że to może cię zaskoczyć"
Wchodzi i zostaje na noc
Leży obok mnie, to nie był sen myślę rano
Przenosimy się do wielkiej willi pod miastem
Jesteśmy razem, kochałem ją zawsze
Po dwóch latach dalej nie myślę o zdradzie
Często odwiedza nas mój stary przyjaciel
Często jeszcze widzę nasze zdjęcia w prasie
"Charlize Theron i Mes wciąż razem"
Nie sądziłem, że ma schizofrenię
Kiedy nagrałem ich razem u mnie w basenie
Mój człowiek wyłapał cios, upadł na beton
Ja wyjdę z końcem 2033

Żyłem z dnia na dzień, to wszystko było wielką loterią
Wygrawerowali mi w marmurze - żył pół żartem/pił serio
Przetrwasz, zamknij się, słuchaj masz
Siłę ducha, styl, który wybucha, patrz
To otucha, milcz, kiedy nie ma tarcz.
Ktoś do ucha mówi Ci, że nie ma tego złego, walcz. /x2

Czasem tak bywa, nie każdy wygrywa.
Czasem bywa tak, że coś ważnego się urywa,
zostaje ślad, nie można tego nie przeżywać.
Można ukrywać fakt, ale w snach to przypływa.
Człowiek jest skonstruowany tak by się dostosowywać.
I jeśli Bóg miał swój plan, to Ty mu wybacz,
to Ty też musisz mieć swój i się nie odzywać.
Nie możesz okłamywać się, że nikt cię nie wykiwa.
Nieznośna lekkość bytu słodko-gorzki smak ma.
Jak magma ze szczytu, prawda na nas opadła.
Ty zaryzykuj skoro nic do stracenia nie masz.
Życie to magia, użyj swojego płomienia do podpalenia
swojej latarni marzenia, do zobaczenia światła i cienia
w zwierciadłach.
Od dawna nie ma w nas zwątpienia.
Dlaczego teraz miałbyś umierać?
Tego wszystkiego nie zaznać?

Przetrwasz, zamknij się, słuchaj masz
Siłę ducha, styl, który wybucha, patrz
To otucha, milcz, kiedy nie ma tarcz.
Ktoś do ucha mówi Ci, że nie ma tego złego, walcz. /x2

Przetrwasz i ani mi nie mów, że
nie mam takich problemów, bo to bajeczka dla dziecka.
To jest tak, mamy po 30 lat,
wartości młodości zdmuchnął wiatr,
więc koleś spadł.
Każdego poranka i wieczoru,
sprawca hardcore'u od 10-ciu lat.
Wie, co jest, jak.
Rodzina nie ma wzoru dla syna, to jest fakt.
Bydlak spadł z siłą meteoru, finał.
To nie brak wyboru,
to był brak honoru w czynach.
To nie tak, że był sam,
bo to był brat, był jak rodzina.
To był skład, który jak lawina pokonywał mury.
Został ślad na kartach kultury, jest mi zioma brak.
To był znak, każdy samemu go odczytał.
Dzisiaj wiem, jak by nie było, to pochytam cały świat,
witam, na bitach, jak titanica.
Ten czas, który masz pozostał ci do życia, znikam, a Ty...

Przetrwasz, zamknij się, słuchaj masz
Siłę ducha, styl, który wybucha, patrz
To otucha, milcz, kiedy nie ma tarcz.
Ktoś do ucha mówi Ci, że nie ma tego złego, walcz. /x2

Ja wolę być ostatni, zamiast zostać na przedzie,
przynajmniej nie muszę się wciąż oglądać za siebie.
Blisko słońca na niebie, według własnej elipsy
podróżują moje plany, słowa, sample i myśli.
Codziennie rano, patrząc w przeznaczenia lustro
sam siebie oszukuję, widząc w marzeniach cud ziom.
Tak zamieram krótko, kocham stać tak bez ruchu, myślę jak
ludzie dodają tyle kłamstwa do uczuć?
Nie chcę współczuć nikomu, jak i nie chcę współczucia.
Wierzę, że sam wybieram w jakich drepczę tu butach.
Ja wolę być ostatni, ale mieć luz i jaja,
utrzymać mózg na fali, jak mróz w himalajach.
Nie myślę o problemach, nie ma tego złego, jeśli nawet
nie ma przebacz..
Nie ma tego złego, czego nie ogarnie wiedza,
nie kradnę, a zabieram twój czas bezpowrotnie.
Z każdą płytą chcę dać ci ironie, brat
łatwiej zapomnieć, trzymać nastrój na co dzień.
Co by się nie działo, wiarę zawsze mam tu ziomek.

Przetrwasz, zamknij się, słuchaj masz
Siłę ducha, styl, który wybucha, patrz
To otucha, milcz, kiedy nie ma tarcz.
Ktoś do ucha mówi Ci, że nie ma tego złego, walcz. /x2
Pod plebanie bernardyna
podjechała limuzyna
z limuzyny ktoś wysiada i tak ksiedzu sie spowiada

Prosze ksiedza Bernardyna
całowałem sie z dziewczyną
''Ależ chłopcze to wesoło
całowałeś dziewcze w czoło''

Troszke niżej troche nizej
prosze ksiedza Bernardyna
"ależ chłopcze to rozpusta
całowałeś dziewcze w usta''

Troszke niżej troche nizej
prosze ksiedza Bernardyna
''ależ chłopcze nie przeżyje
całowałeś dziewcze w szyje''

Troszke niżej troche nizej
prosze ksiedza Bernardyna
''ależ chłopcze ty masz gust
całowałeś dziewcze w biust ''

Troszke niżej troche nizej
prosze ksiedza Bernardyna
''ależ chłopcze to występek
całowałeś dziewczę w pepek''

Troszke niżej troche nizej
prosze ksiedza Bernardyna
''ależ chłopcze to obłuda
całowałes dziewcze w uda''

Troszke wyżej troche wyzej
prosze ksiedza Bernardyna
''ależ chłopcze ty masz tupet
całowałes dziewcze w ... pupe "

Nie z tej strony nie z tej strony
prosze ksiedza Bernardyna
''ależ chłopcze ja cie gwizdne
całowałeś dziewcze w ...... pępek? szyje?

lalalalallaalalalalalalalalalalalalalalalalalala
ależ mnie jezor boli
lalalalalalala
1. Miuosh
Kiedy skończy się dzień, znowu staniemy pod klatką.
Miej chłopców w opiece, Najświętsza Boska Matko
Tutaj, gdzie upaść łatwo, choć progi nie wysokie
Jedyne co daje światło, to blask plazm zza okien
Znowu staniemy pod blokiem i będziemy przeklinać
Będą omijać nas bokiem, żeby z nami nie zaczynać.
My to ci z marginesu, których praca się nie ima
Będą na nas wieszać chuje, jak ciuchy na manekinach
W końcu przychodzi zima, wiatr coraz mocniej pizga
Ciągle przeklinamy system i walimy te piwska
Przyszłość miała być szansą, a przyszła jaka przyszła
Wszystko zdaje się być piękne, chyba, że widzisz to z bliska
Każdy z nas gaśnie z czasem tak jak iskra.
Choć większość ma maturę, co drugi ma magistra
Ławka to nasza przystań, z daleka od obietnic
A ponoć to my jesteśmy niebezpieczni.

Refren x2
Ja będę tam stać, płonąć i patrzeć na świat
Ze mną mój Bóg, moja wiara, całe miasta
Chociaż kłamstwem nas karmią, wiemy jaka jest prawda
Nawet z betonu czasem róża wyrasta

2. Diox
Nie wiem czy pamiętasz mój nielegal na kasetach
Bo możliwe, że bawiłeś się wtedy na dyskotekach
Chodziłem po ulicach i zbierałem doświadczenia
Na słuchawkach, na głośnikach, rap na taśmach, na kasetach.
Zebrałem wiele ziaren, które przy pomyślnym wietrze
Wyrzucę razem z pięściami, dziś z moim bratem w powietrze.
Lecą w różne miejsca, by przynieść mi kiedyś plon
I uwierz, gdziekolwiek spadną tam mogę stawiać mój dom.
Nie czuję żadnej presji pomimo miliona spojrzeń
A chuje bez konsekwencji mogą marzyć, by tu dotrzeć.
Skurwysyny będą pluć, nie mogą mi nic zrobić
Bo niewątpliwie mój jest ten kawałek podłogi
Sto tysięcy godzin, które spędziłem na ławkach
Dało sto tysięcy myśli, które sprawdzisz na słuchawkach.
Sto tysięcy kroków, z betonu róża wyrasta,
Sto tysięcy kolców, to tylko jedna jest prawda.

Miuosh:
Ja będę tam stać, płonąć i patrzeć na świat
Ze mną mój Bóg, moja wiara, całe miasta
Chociaż kłamstwem nas karmią, wiemy jaka jest prawda
Nawet z betonu czasem róża wyrasta. /2x

3. Hades
A, cały świat mi leży u stóp, jeden krok wstecz, dwa w przód
Jeden cel, ale wiele dróg, za krótki dzień i za mało snu
Łapię wdech z okien bicie serc słyszę bum, bum, bum
Tylko tu, tylko ty, tylko ja, hip hop to my, więcej nic
Ta muzyka przecież nie ma ram
Za to wymaga dyscypliny, trzeba nam
Wie pan, że bez gliny nie ulepi nic, ni chuja
Co dzień słyszę cichy krzyk znów ktoś spadł
Nawet nie wszedł na szczyt, pękło serce ze szkła
Daj coś od siebie, potem zacznij brać
To działa w jedną stronę, więc nie płyń pod prąd pontonem brat
To nie tak, świat jest bardziej złożony
Jeśli już coś wiesz o tym, to przekaż ziomkowi
I zejdź z drogi, bo depczemy przeszkody
HiFi klika, Fandango z WWa do Katowic.

Ref. x2
Ja będę tam stać, płonąć i patrzeć na świat
Ze mną mój Bóg, moja wiara, całe miasta
Chociaż kłamstwem nas karmią, wiemy jaka jest prawda
Nawet z betonu czasem róża wyrasta
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo