Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[Diox]
To muzyka podwórek, nie jebanych salonów
Ty jak pragniesz salonów nie dotykaj mikrofonu
Ty, pragniesz złota? nie bądź taki Salomon
Wyglądasz jak Filemon, a Twoja gadka to kondom
My zrywamy skalp jednym ruchem pióra
Daj mi tylko beatbox możesz nie włączać szura
Od lat gramy hip-hop, chuj nas koniunktura
To muzyka podwórek, którą słychać dziś w klubach
Muzyka małolackich snów i spełnienia
Muzyka przemyślanych słów wtedy i teraz
I nawet kiedy nagrywamy hit to na lata
To nie hit tego lata, Ty weź wypierdalaj
To lata w bramach, na audio, mp3
Bo dzieciaki nie mają siana na audio 'cedeczki'
Nie mają siana, ale styka im na teczki
To logika gry, czytaj logika osiedli

ref.
To muzyka podwórek, klubów, bram
Dla dobrych i złych dzieciaków jak Ty i ja
Muzyka dla ziomów, pięknych pań
To muzyka podwórek ta muzyka to rap! 2x

[Pezet]
Rzadko mnie widzisz w świetle fleszy,
Ale wciąż rap mnie cieszy,
Nawet gry robię mainsteam to nie jestem backstreet boy
Bity i teksty stąd, skąd są najlepsi
Nasz rap jak rock&roll, my jak beatelsi
To rap z podwórek, my gwiazdy osiedli
I chuj w pop kulturę, tu masz miejskie legendy
I nawet kiedy w moim rapie słyszysz nowe trendy
To tylko nowe brzmienia i patenty na wersy
Moje podwórko, miasto, whisky burbon
Tak spędzam weekendy trasa, impry, studio
Zawsze pójdę tędy choć ta droga nie jest krótką
Ale wolę mówić prawdę zamiast robić z gęby gówno
To nie ważne, że zaliczysz w łóżku trójkąt
Bo jak nie reprezentujesz możesz sobie robić chuj-hop
To muzyka dla podwórek, jak nie czujesz jej to zdejmij garniturek i podnieś ręce w górę!

To muzyka podwórek, klubów, bram
Dla dobrych i złych dzieciaków jak Ty i ja
Muzyka dla ziomów, pięknych pań
To muzyka podwórek ta muzyka to rap! 2x

[Diox]
To nie bum talala z wiejskiej dyskoteki
bum bam napierdala, bum bum tak to leci
Osiedle, czy klub kumasz masz to albo nie masz
Jak masz cash to kup bilet siemasz jest melanż
Na ławkę nie trzeba, bierz flaszkę na trzepak
Masz szanse, weź sok tam jest niezła impreza
Nie spełnisz marzenia na ławce, pamiętaj
Pamiętaj o melanżu, melanż rzecz święta
Piątek, sobota imieniny kota
Wczoraj była środa melanż jest niedziela
Szybko mija czas to logika gry w bramach
Ta muzyka to dowód, że nie damy się złamać
Od marzeń z podwórek, kaset na magnecie
Do klubów gdzie tłum prawie nas na scenie gniecie
Bez względu na cenę, showbiz i koniunkturę
To marzenia, to sny, to muzyka z podwórek!

To muzyka podwórek, klubów, bram
Dla dobrych i złych dzieciaków jak Ty i ja
Muzyka dla ziomów, pięknych pań
To muzyka podwórek ta muzyka to rap! 2x
SLU, Aspiratio Crew aha, Całkiem Nowe Oblicze Giganci na bicie ta

Peja:
Gdy dorwie cię debil z nożem, to proszę oddaj mu portfel,
bo on za siebie nie może, zrobi krzywdę na głodzie.
Wzrasta wśród przemocy młodzież w szkole i na podwórku,
w domu masz kata tatusia i wujków wporzo, ratunku!
Patol próbował do skutku, by wybić ci dziecko z głowy,
i człowieczeństwo odbierze, ma plan na ciebie gotowy.
Ty złowrogi gest robisz, spojrzenie zły które karci,
ty się znów martwisz bo pałę wystawi ci pani z matmy.
Idziesz do szatni z frustracji, tniesz nożem kieszenie w kurtkach,
zabierasz kasę dzieciakom z tego lepszego podwórka.
Nowa komórka się przyda, jebać to wypad i chyba,
znów będziesz rzygał tak bywa, życie kurewskie jak Rycha!
I ciężko wzdychasz, zaciskasz zębiska, by łez nie ronić,
ze złości cały czerwony, sam nie wiesz co żeś narobił.
Jesteś gotowy do wyjścia, choćby za 10 minut,
pakujesz mandżur i witasz, ten gigant to wolność synu !

Ref:
Jeśli pragniesz odnieść sukces, powiem wszystko w twoich rękach,
chociaż wczoraj na gigancie z kacem gorszym niż morderca.
My dziś wychodzimy z getta jako ludzie sukcesu,
o tym jak spełniać marzenia, wejść na stałe do biznesu.
To gigant, gigant - stara, nowa generacja,
a więc wiwat, wiwat - SLW, RPS, sprawdź nas!
Gigant, gigant to zabójcza kombinacja,
stary wyga, wyga oraz młody wilk na majkach!

Peja:
Jak nowojorskie giganty, masz szansę stać się kimś wielkim,
jak młodzi gracze na giełdzie, co kiedyś wkładali szelki.
Jak Gordon Gekko na Wall Street, chcesz mieć królestwo,
pamiętam, że w 2 części miał kiepsko, ziomeczkom nie skąp,
masz gest, to postaw ten obiad, wypad nad morze lub balet,
masz ze 40 par butów, jedne niech weźmie Marek,
Jak w karnawale się toczy twe życie, los się odwrócił,
bo odszedł z ulicy Franek, a pan Kimono powrócił!
Będę się smucił, gdy ludzi z mojej ekipy los ogra,
zamiast sukcesów, pieniądza, na kontach, da im zasiłek.
Będą po kosztach ogarniać tematy po życia schyłek,
zatrudnieni jak Syzyf, tyrają, na nic wysiłek.
I nieźle zryłem ci beret, czy chcesz być berek,
i gonić za szczęściem, które o krok, wciąż wyprzedza, by dobić.
Jesteś zmęczony i straty chciałbyś odrobić od ręki,
i toczysz tę grę o wszystko, za wsparcie dzięki ziomeczki!
Czekałem wieki na chwile podobną do tej, odżyłem,
sukcesów głodny jak biedak, co chory przyjmuje kire.
Gigant obrasta w siłę, o której nawet nie śniłeś,
pamiętaj możesz być mocny, nie tylko w gębie i tyle!

Ref:
Jeśli pragniesz odnieść sukces, powiem wszystko w twoich rękach,
chociaż wczoraj na gigancie z kacem gorszym niż morderca.
My dziś wychodzimy z getta jako ludzie sukcesu,
o tym jak spełniać marzenia, wejść na stałe do biznesu.
To gigant, gigant - stara, nowa generacja,
a więc wiwat, wiwat - SLW, RPS, sprawdź nas!
Gigant, gigant to zabójcza kombinacja,
stary wyga, wyga oraz młody wilk na majkach!

Śliwa:
To miał być ostatni kielon, a było jeszcze ich kilka,
nazajutrz łeb kwadratowy, klinujesz ból, sącząc drinka.
Wstajesz z wyra na raty, odczuwasz straty w kieszeniach,
4 dzień przegięcia pały, mówiłeś że to pozmieniasz.
Wciąż do chwały daleko. nie będziesz gigantem chłopcze,
znam te stany, gdy mocniej pikawa bombie po goudzie.
A kariera w tym sporcie to samobójcza wyprawa,
Ja ogarnąłem się w porę, w powietrzu nie jedna łapa.
Dziś mikrofon, nie flacha, choć do drugiego też ciągnie,
znacznie wolę być gigantem, niż do wypicia ziomkiem.
Znów nad kartką usiądę i udowodnię wam wszystkim,
że stać mnie na wiele więcej, niż na butelkę tej whisky!
Za mną gigantyczne kace, wyruszam na trasę,
wiem czekają słuchacze, ponownie do dechy laczek.
Aspiratio Crew, SLU, giganci na bicie,
w życiu jak i w muzyce, to Całkiem Nowe Oblicze!

Ref:
Jeśli pragniesz odnieść sukces, powiem wszystko w twoich rękach,
chociaż wczoraj na gigancie z kacem gorszym niż morderca.
My dziś wychodzimy z getta jako ludzie sukcesu,
o tym jak spełniać marzenia, wejść na stałe do biznesu.
To gigant, gigant - stara, nowa generacja,
a więc wiwat, wiwat - SLW, RPS, sprawdź nas!
Gigant, gigant to zabójcza kombinacja,
stary wyga, wyga oraz młody wilk na majkach!
To nałóg, to pasja, ma racja, styl, akcja
Syf jak prowokacja niech odbije od nas, basta
Z mego miasta dla tych ludzi towar, który się nie nudzi
Więc przestań się łudzić, że już o mnie nie usłyszysz
To rap z siłą przebicia nie do pobicia
W rapie tym mam kibica to ulica, to klub
Zawistnym knebel w dziób, za mych ludzi wielki buch
Lufa wytrawnego trunku co rozgrzeje twój brzuch
I kto jest tu? tę odpowiedź znasz od dawna
W chuj rap petarda z SLU gangu wariat
I rzeczywistość twarda, w tekstach te suche relacje
Które wiernego słuchacza wprowadzą dzisiaj w akcję
Rap moją religią, na jej tle wojny nie będzie
To jednak uprzedzam przypierdolę swoją kwestię
Ryja wydrę na tracku aż się posra
Ten co na freestyle'u nie potrafi mi sprostać

To mój rap skurwysynu, rap jest moją kokainą
Niech wszyscy to rozkminią, za ten rap wciąż nas winią
Koniak nie tanie wino, tak to idzie, to ulice
Wszyscy nas słyszycie i znów z rapem na szczycie

P do N i kreska, oto biznes i domieszka
Właśnie tutaj mieszkam, grać rap to dla mnie pestka
Po siedemnastej mamy transfer za miastem
Bagaż nielegalny? to dla mnie bułka z masłem
Czuję się z tym dobrze i żebym tylko mógł
Rozpierdolić wszystkich kiepskich jak solowo Big Shoot
Jak gorąco, wszystkie cioty sie marszczą
Czy żal mi skurwysynów? człowieku nie bardzo
Dobrym stylem wciąż gardzą więc pierdolę ich, proste
Z rapem wyrosłem, lecz z rapu nie wyrosnę
Rap narkotykiem, ja od tego nie odwykłem
Ćpaj to zanim zniknę i zanim ty znikniesz
Miasto huczy od plotek, a ja nie dementuję
Bo życia nie żałuję, na drzewo spadać szuje

To mój rap skurwysynu, rap jest moją kokainą
Niech wszyscy to rozkminią, za ten rap wciąż nas winią
Koniak nie tanie wino, tak to idzie, to ulice
Wszyscy nas słyszycie i znów z rapem na szczycie

Trzecia szesnastka na szesnastkach nie flaszka
Chromowane felgi, to zwycięstwo nie porażka
Daj, daj mi to, jak Branigan The Carlito
Mam swe zasady, na trackach zasad ślady
Proste układy znane nam od wielu lat
Mam swój świat pełen wad, pełen zalet i strat
Rapowy fach, z którym wjeżdżam na piedestał
Ty żebyś się nie zesrał masz połamane krzesła
I nie jest wszystko jebnąć azjatycką piękność
Hip-hop honeys z nimi cierpieć na bezsenność
To daje pewność, rap, poczucie bezpieczeństwa
Nawet, gdy na trackach tych skurwieli wszystkich besztam
Rap z nim od dziecka, a komercja zdradziecka
Niech z mej ulicy spieprza, ty nie znajdziesz tu szczęścia
Bieda nieciekawa? wegetacja? ja znam to
Rozpierdolę wszystkich kiepskich jak Tim Dog rozjebał Compton

[x2]
To mój rap skurwysynu, rap jest moją kokainą
Niech wszyscy to rozkminią, za ten rap wciąż nas winią
Koniak nie tanie wino, tak to idzie, to ulice
Wszyscy nas słyszycie i znów z rapem na szczycie
W mordę jeża,
Gdzie on jest yo,
Gdzie one są,(taś,taś,taś,taś)
Yo, gdzie one są powiedz mi!
Daj mi pióro, ołówek, długopis.

[PORES]
Ej Saluto weź się utop,
w ten utopijny ukrop,
potrzebne jest mi dłuto,
by wyrzeźbić to na jutro.
Potrzebny mi długopis,
niczym narzędzie zbrodni.
Niebieski a nie złoty,
szukam wszędzie jak lotnik.
Znalazłem zwłoki,
Pierwszy umarł, się wykrwawił,
Niebieskim tuszem
wyzionął duszę pod półkami.
Drugi pod meblami, rozjebany,
Umarł pod stopami kompanii,
Co w bani miała więcej alko niż ropy jest w Sudanie.
Długopisowanie trwa, trwa poszukiwanie
Już mam nawkurwiane,
mam przeoszkloną banię, jak nie znajdę
Chyba się sam nawalę,
Mam ten stan stale,
Kiedy gubię coś, ale ale, żadne ale
Leży w chwale na dywanie
Jak waleń przez falę wyrzucony
Podchodzę ospale
I dalej chwytam długopis w szpony
Jest koniec walki, piszę tekst,
I lecę gdzieś z kumplami
Przykładam go do kartki,
kurwa jest wypisany...

[Ref]x2
Te długo, te długo, te te długopisy
Te takie cienko, te takie grubo
Ale nieważne, chuj w opisy!
Bo niedługo, niedługo tu będę niedługo łysy
Ci z worda to chujozwisy, a my to Ci co brudnopisy.

[SZAD]
To był zwykły dzień,
Ale w nocy miałem dziwny sen,
Śnił mi się olbrzymi pokój
Pełen dziwnych skrzyni, wnęk,
Nad drzwiami widniał napis, że być tam to przywilej,
Obok niego krzywił się i
Gapił na mnie świński łeb!
Myślę Shimmy Shimmy yah, Shimmer yam, Shimmer yay
Nie widzisz ryja świni tam,
Na chuj to z nimi wypiłeś,
Jestem cywilem i preferuję inny sprzęt
A darłem mordę trzy mile i z winy tej,
Leży tu zimny szejk,
Ale nie dam odciąć ręki, że
W śnie nie wstawałem z łóżka
Wcześniej wspominane wnęki,
W pizdu pełnych, jedna pusta,
jakby brakowało puzzla,
Broń, gadżety, wszędzie lustra,
Kilka znajomych kostiumów
W pustej napis "ty masz usta"
Mamy kryzys, jest gdzieś wróżka
Do dogłębnej analizy,
W innych osprzęt zza granicy,
A w mojej ściana, przycisk
Może kiedy wcisnę "myślę" choć
Herosów mamy wysyp,
ryzyk fizyk, i po chwili
Wszystko jasne długopisy!

[Ref]x2
Te długo, te długo, te te długopisy
Te takie cienko, te takie grubo
Ale nieważne, chuj w opisy!
Bo niedługo, niedługo tu będę niedługo łysy
Ci z worda to chujozwisy, a my to Ci co brudnopisy.

[NULLO]
Czuję dzisiaj że mam wenę
Jakbym był Mikołajem Rejem
To skończy się esejem,
Albo skleję epopeję,
Zaleję kartkę jak Wezuwiusz Pompeje,
Spompuję flow, aby wspiąć się nad Pireneje,
Mów mi Jacek Cygan nie dygam jak nigga
W zeszycie mam wykaz cytatów,
Większy od Asnyka
Przywitaj na bitach mistrza słów,
I choć nie gram jak orkiestra z nut,
Gadam zdrów jak Katarynka lub Bolesław Prus,
Rozkmiń kto tu kurwa jest Pan Kochanowski,
Jadę pod beat flow śni,
Jakby pisał to Stefan Żeromski,
W te hocki-klocki, jestem ostry,
Aż do szpiku kości,
Weź się ocknij,
Bo mogę zagościć na Twoim języku polskim,
Panie Kaszpirowski, czy jestem grubo zryty,
Siedzę jak Długosz w ciszy,
Już znalazłem źródło pychy,
Już nie chcę być Leśmianem
Nie chcę dawać ludziom niszy
Chcę być kurwa Mickiewiczem,
Więc oddajcie długopisy!

Hahah! Kurwa, czemu tu jest tak biało? Mówiłem żeby pomalować ściany na czarno, tak?
A garnitur ma za długie rękawy. Kurwa. Kto mi to zamknął do chuja? Ja mam misję, misję mam, wizję też mam!
[W tle: "Litwo, ojczyzno moja... ty jesteś jak zdrowie]
[x2]
Jedziemy, galopujemy tak przez życie całe
Idziemy po swoje, dla nas bloki są za małe
Taką drogę wybrałem, choć tego nie planowałem
Ślę przekaz specjalnym kanałem, słyszałeś?

Po tylu latach, nawija gazda z betonem miasta
Co mi ten rap dał? na ścianie plazma, na płucach astma
Na koncertach jazda, furgon przez las gna
Cały czas brat, prawda spisana w gwiazdach
Hasła na murach miasta, ksywy na paskach
K.A.S.T.A. na osiemnastkach, rap na szesnastkach
Jedziemy, sunie Pirelli na dziewiętnastkach
Piszczą jak Farinelli - ostatni kastrat

Kafel do kafla, hastluję, jak sęp na kafla
Hastluję przy silnych wiatrach, powiedz, kto hajs ma?
Rym majsta, młodych kotów protoplasta
Rap-tata, Dziadzia, rymów dynastia

[x2]
Jedziemy, galopujemy tak przez życie całe
Idziemy po swoje, dla nas bloki są za małe
Taką drogę wybrałem, choć tego nie planowałem
Ślę przekaz specjalnym kanałem, słyszałeś?

Poczekaj chwilę, wjeżdża Dziadzia-mobile
To mój przywilej, wiem, co, gdzie, jak i za ile
Mam skille, dlatego ludzie kupują bilet na koncert
Niekończące się homilie
A te brużdżące szczyle, jątrzące dyle?
Spokojnie, wieczorem są kojące promile
Mam rym-sztylet, szerokie spodnie, w kieszeni kotlet
Okupuję rap-hotel, gotuję w kotle
Ból, widzę świat w innym świetle, błyszczy i moknie
Kilometr za kilometrem w mym oknie
Tworzymy modę, taksujesz świat trzecim okiem
Robimy trzodę - Bacardi z lodem, Finlandia z sokiem
Swoje wiem i wiem, gdzie jest zarzewie
Siedem wcieleń temu byłem małpą na drzewie
Na co dzień spokojnie, jakbym wiózł pannę Daisy
Czasami crazy, robię rozpimpy, jak Cyklon Tracy

[x2]
Jedziemy, galopujemy tak przez życie całe
Idziemy po swoje, dla nas bloki są za małe
Taką drogę wybrałem, choć tego nie planowałem
Ślę przekaz specjalnym kanałem, słyszałeś?

[x2]
To opowieść o kolesiach co zasiedlają te bloki
To opowieść o kolesiach co zasiedlają te bloki
To opowieść o kolesiach co zasiedlają te bloki (te bloki, te bloki)

To jest proste, mam bity polskie, mam rymy swojskie
Jak DJ rządzi woskiem, Gural rządzi tym co jest szorstkie
Mam bity polskie, mam rymy swojskie
Jak DJ rządzi woskiem, Gural rządzi tym co jest szorstkie
My rzucamy słowami tak jak szamani kotwami
Plus zawija chwili a po rige nim bumerangami
Kilkanaście lat z przerwami, pauzami sami przeciw wam
I z wami młodości błędami w sercu z nadziejami wciąż
Przejdziemy dużymi dupami, małymi dupami
Odrapanymi blokami salonami całymi miastami
Głośno grali krzyczeli ścianami i samochodami
Dniami i nocami wali w bani
To jest proste mam bity polskie, mam rymy swojskie
Jak DJ rządzi woskiem, Gural rządzi tym co jest szorstkie
Mam bity polskie, mam rymy swojskie
Jak DJ rządzi woskiem, Gural rządzi tym co jest szorstkie
DJ rządzi woskiem, hip-hop robi postęp, to proste
Gural rządzi tym co jest szorstkie
Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam ja
Z tą różnicą że jest mało takich jak ty
Spójrz naprawdę to fakty

Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam ja
Z tą różnicą że jest mało takich jak ty
Spójrz naprawdę to fakty

Sportowe buty i bausowe nuty Kielce
Mam to wszystko plus whisky w butelce
Na joint zostawiam tu jeszcze miejsce
Mówiąc siemasz powiem ci czego nie masz
Nie masz L.P.C. w wersji trzy tysiące XL
Masz tylko swój stary ***** mixer
Podbij do mnie dam ci od Mariana mixtape
Posłuchasz sobie co to brzmienie czyste
Mam wydawcę, a nawet ich czterech
Każdy z nich jest lepszym od ciebie raperem
I tak naprawdę to ty masz problem
Ty jesteś Redman a twój kumpel to Method Man

Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam ja
Z tą różnicą że jest mało takich jak ty
Spójrz naprawdę to fakty

Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam ja
Z tą różnicą że jest mało takich jak ty
Spójrz naprawdę to fakty

Słuchaj!
Jak przybijasz że jestem biały murzyn
To ****** cię mój kuzyn
Jest naprawdę bardzo duży
I nosi siedem XL bluzy
Poczekam jak zagrasz w Kielcach koncert
Bo w tamtym mieście to nieźle szponce
Będziesz szedł po ulicy potem
To przejadę cię moim samochodem
A to co pije do wódka z lodem
I Kielce które są moim godłem
Słyszałem że coś gadałeś na PIH-a
To ****** za to cię pojadą po ******
Jak siedziałeś sobie na ławeczce
To ja jeździłem z wariatami w beczce
Niezły z ciebie ***** bezczel
To ty lamusie jesteś leszczem

Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam ja
Z tą różnicą że jest mało takich jak ty
Spójrz naprawdę to fakty

Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam ja
Z tą różnicą że jest mało takich jak ty
Spójrz naprawdę to fakty

Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam
Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam
Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam
Ja mam to czego nie masz ty
Masz to czego nie mam jaaa
Ludzie pozbawieni marzeń już poszli
Kto ich teraz w swych kątach zagości
Nie wiem, nie będę wiedział co z tym
Choć mówię o tym i nagrywam na nośnik

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna złączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył

Ale idę dalej, widzę samych swoich
Oświetlone głowy, modlitwa ich koi
Zrozumieli w końcu o co tutaj chodzi
Poskładali myśli, co się tu robi

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna łączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył
Kit z tym, że jestem samotny
Że podatny, otwarty, ulotny
Widząc świat, widzę wszystko odwrotnie
Otwórz oczy, to samo ponownie

Staram się walczyć głową i ciałem
Żeby to tu zniknęło na stałe
Ciężko to przełknąć, ciężko się najeść
Dobrym słowem i boskim darem
Wierz co, wiesz, bierz co chcesz
Daj coś od siebie, daj to też
Niech zabrzmi to ten śpiew to wiesz
Ej będzie nas więcej, już więcej nas jest

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna łączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył
Kit z tym, że jestem samotny
Że podatny, otwarty, ulotny
Widząc świat, widzę wszystko odwrotnie
Otwórz oczy, to samo ponownie

Teraz mam pustkę, już nie wiem co mówić
Uwiń się szybciej, ktoś mi tu mówi
Kończę nie kończąc, początku nie zgubisz
Zawsze kontroluj, to co lubisz

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna łączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył
Kit z tym, że jestem samotny
Że podatny, otwarty, ulotny
Widząc świat, widzę wszystko odwrotnie
Otwórz oczy, to samo ponownie

-A ty nie było by lepiej jakby było bez kitu niżej? Bo by było bardziej tak zgrane z tym z tym, z tym co tam leci z tyłu i w ogóle
-To spróbujemy
-Ykhm
-Aha ty chcesz...
-Ale ja nie słyszę jak ja śpiewam
-Oooo
-Dobra już wiem po jakich słowach mam to ten. Jak to było?
-Tak o?
-No
Ej, jeden - pomyśl o hajsie, drugi - dodaj tam bit
Potem posłuchaj, to mój skurwiały hit
Nie liczę dni, nie liczę godzin zawartych w nim
Patrzę tylko na ludzi zgadując kto jest kim
B-BRX, 2-0-0-6, startuj
Moja nowa płyta to koniec pieprzonych żartów
Znowu sobie pomieszam tym pieprzonym bajzlem
I poodpicowywuję nowe zwrotki na handel
Komercja? ja jestem komercją komercji
A ty jesteś underground? czy kurwa chuj wie kim
Ja jestem sobą, mam swoje zdanie na ten temat
Lepiej widocznie, widocznie lepiej, lepiej się mam
Dobra, koniec pierdolenia o tych brudach
Jaramy towar, mamy tu niezły ubaw
Zjaramy wszystko na tą okoliczność i cześć
BRX, witam w 2006
Po chuj wam stare czasy? ja sram na stare czasy
Ja chcę mieć więcej kasy, pieprzone nowe hajsy
Ja chcę mieć w chuj topów i w chuj drinów [?]
Fabrykę do robienia tego gówna, pokój
Kolejna sprawa dotyczy się wrogów wreszcie
Powiem krótko - pieprzcie się
Mnie interesują wykazy kont
Ja skręcam skręta i wypalam go ziom...
JJK, pocałuj nas w pierścień...
Trzeba się oszczędzać, nie masz pojęcia
Ile mam do stracenia i ile do wyjęcia
To nie piosenka w stylu tych z reklam
Rzuć w to pilotem albo kopnij w ekran
Kopsnij 5 zeta, zbieram na Lexa
I 5g roślin lubie się rozerwać
Polej Jacka z colą, butla pękła
Miałem oszczędzać a szperam w skarpetkach.

Pieniądze, problemy, czegoś tu mam za mało
Tylko chce sie utrzymać, a nie lecieć na całość
Myślisz, że to dużo? Ja myślę, że nie
Weź opłać te rachunki, żeby zostało co jeść
Pieniądze, problemy, ja też je mam
Dlatego pisze teksty, potem je gram
Jak gram, narazie gram niewiele
Więc wyobraź sobie ziomek moje zadłużenie

Trzeba oszczędzać, trzeba, trzeba, trzeba x4

Ciężko o siano co dopiero je oszczędzać
Zadłużenie rośnie, hajs topnieje w rękach
Człowiek by się napił, weź przestań
Robota jest, nie chca placic, klapa w miecha
Ciężko o siano, gdy na zwrot podatku czekasz
I szukasz pochowanych drobnych po skarpetach
Człowiek by się napił, weź przestań
Socjal jest słaby, bo to Polska nie Szwecja
Daj browara

Nie noszę węża w kieszeni zapomnij
Kupiłbym album Dilli, ale nie stać mnie na pączki
Pieniądze, pieniążki, rosnące możliwości
Wolę te grube, bo nie lubię nosić drobnych
Oddawaj swoje oszczędności
Robię projekt z Rakiem, potrzebujemy grubej forsy
Lepiej bądź hojny, pakuj nesseser
Bo Had Hades lubi mieć pełną kieszeń

Trzeba oszczędzać, trzeba, trzeba, trzeba x4

Nie chcę, nie muszę, za to chętnie pokruszę
Żyj oszczędnie to może pożyjesz dłużej
No nieźle, Raczej bez zakłóceń
Had też bezbłędnie super, weź się uczesz
Jak jesteś grzeczny uczeń, znasz algebrę
To przelicz mój budżet i ile mam na rękę
Smutne, bo z rapu nie ma dużo więcej
A sukces to nie przejebać pensji bo koncercie

Ziomek, skarbówka do mnie stęka
Że PIT 36 nie zgadza się w papierkach
Plus woda, plus prąd, plus moja lekka ręka
Znów wychodzi minus, moje kurwa RH
A krew się pompuje, powietrzem sie oddycha
Jak za darmo tu jest, to chyba tylko lipa
Jak czegoś potrzebujesz, to ziomek zając kica
Też sie o to martwię, taka matematyka.

Trzeba oszczędzać, trzeba, trzeba, trzeba
Ej rozkręćmy aferę mam kamerę i dziwkę…
Jeden telefon do gazet-nie trzeba za wiele myśleć…
Minister plus dziwka, można to ładnie ubrać,
Choć przy dziwce minister też wygląda jak kurwa!
Tu nie doczekasz jutra! A czemu człowiek jest tak?...
Bo co dzień ziomek tu lądują Talikowie w plewkach.
Skurwysyni przestań! Mam to brać na poważnie?!
Wole usiąść w fotelu, obmyśleć plan jak kaszle
To nie jest trudne…
Chcesz ruchać? Na wiejskiej otworzyli przecież burdel!
E kumpel plus kumpel. Nie chcę zostać lumpem!
Mam kredyt na głowie! On nie zniknie w sekundę!
Dzisiaj jutro, pojutrze…
Nie mów mi kto ma serce. Po 7 płytach…
To od życia jest ten jebany Forster, za który bank odlicza mi co miesiąc pensję, bo dużo jeżdżę, bo mam obsesję i podróżować chcę bezpiecznie…
Tu w imię twoje wytykają panie krzywdę!
Już co innego znaczy tu tankowanie na łyżwę.
Przez telewizję wariat to ja nie wiem sam!
Czy dobrze mieć ten plan na lewe DNA?!
Ref.
Ty powiedz czy mnie znasz?
Czy żyjesz tak jak ja?
Kredyty,drugi rap…
Afery kosztem nas…
Nie ważne jaki fuck wynajdzie potem czas!
Chcemy żyć tak jak w snach!
Afery kosztem nas!
2x
Tu nasze miasto znów,
Tu nasze państwo, oszuście!
Wiesz nie mam zdolności,by czytać kłamstwo z oczu!
Wierząc tu tylko Bogu, trzymając biblię…
Wiem, że w złym celu interpretują religię.
Dziś dzień za istnienie tych, cierpienie, łaskę…
Dostaniesz w Mc Donaldzie pod jedzeniem czapkę,
Plus platynową kartę- zbawcę konsumenta….
Konsument czyli ty, czyli my… zwierzęta…
Prezydent ziemniak i ciemniak łatwy w futrze…
Co nie wie jak to można zgwałcić prostytutkę…..
Taki los, choć kobiety lubią brąz….
To nie chciałbym poznawać tych tu,co z nim śpią
Lepiej to podbij ziom!
Oko mu podbij, bo…
Nie trzeba kończyć szkoły, by
Wiedzieć, że to głąb….
Ej razi prąd, ta złość idzie ze slumsów!
Tu nie potrzebny nam Herfield i rodzina Adamsów!
(Ten syf to kurwa świat mój)
W tej galaktyce… My mamy w sercu Polskę!
Wy macie tu swastykę!
Jak na coś liczę, to liczę na siebie,
Bo w tym pojebanym państwie to się nic nie da dowiedzieć!!!
Ref. Ty powiedz czy mnie znasz….
2x
Tu nawet nie musimy być w tym samym lokum, by wywołać na twarzy blady, trwały niepokój ty! Mamy na oku cel swój! Mózg! Siła zapalna czyli epidemii centrum. Luz! Nie muszę wychodzić z projektu tu. Nie pojmie tego intelektu wróg, do manifestu skrót. My mamy siłę! Mogę ci zdemolować mózg, nawet zalany Ginem. Wystarczy opcja play, bo ten play kusi jak chłopca klejnot. Przy muzyce tej dostał niejeden po japie gej! Bo nie musze ruszać się z pokoju, by tam dostać wpierdol. Banał. Mogę być banach , bo w Stanach bana Bacha ma z wieczora z rana, tam gdzie jara się lolki i pije szampana. Nie ważna data, miejsce, gdzie nie usłyszą ziomek, patrzysz w ulicy stronę… może top Kabriolet, ten luz na oponie. Koniec. To tylko cień mój, który przestał ogólnie z projektu, gdziekolwiek jesteś Bałtyk reprezentuj! Moja muzyka, twój cień ziomek. Nie ważne czy w tirze w domu czy w samochodzie … to ja czasem złodziej. Zawsze gdzie ty,brat twój zostawiasz cień swój nie ruszając się z miejsca!!!!!
Ja pamiętam to jak dziś, młody Ryś, nie Richie Rich
ten Ryś, co nie miał nic, prócz muzyki która dziś
rozbrzmiewa w całym kraju, bo na hip-hopowym haju
dzieciaki wyrastają, na koncercie nas wspierają
Tu gdzie Kid Rock i Climmo był ci obcy w dawnych czasach
większość z was robiła w nocnik, albo chill w innych klimatach
a hip-hopowy tata chłonął muzę na piratach
i zapragnął to robić i tak powstał Slums Attack
W poszukiwaniu stylu i w doskonaleniu skillów
zleciało kilka lat, które wspominam miło
pieniędzy z gry nie było, za to była wielka wiara
przekonanie o słuszności tych działań, gra gitara
Ta cała nasza wiara J do E dzielnica cała
nas wspierała i do dzisiaj docenia te starania
Wkład w tę kulturę, powiem śmiało - ja to hip-hop
inaczej na to patrzy ten, co mu nie wyszło
*****ę towarzystwo z cyklu branżowe niuanse
wolę tutaj dograć nową, dobrą szesnastkę
wiem co to szacunek, bo go mam, *****ę łaskę
Bo tu u siebie w mieście jestem kimś, chcesz to zaprzecz

[x4]
Wiem ile to już lat (ta)
Wiem ile to już lat (piętnastak)

Te foty, te wałki, identyfikatory
Wszystkie klipy, hiciory, klimat koncertów chory
W tekstach cały życiorys, zbiór przeżyć wewnętrznych
Rap atak zręczny, to hip-hop nie Manieczki
Ciągłe wycieczki, polskie miasta mniejsze większe
dziury zabite dechami w których bywało śmiesznie
Ryje pocieszne co wspierają na koncertach
tu mowa o *****ielach i o pięknych kobietach
A kolejny etap, to opcja zagranica
Praga, Londyn, Dublin i hip-hopu stolica
Nowy Jork co zachwyca, w którym jest dla nas miejsce
pozdrowienia dla ludzi, których spotkam na koncercie
Znów będzie nieŹle cofnij się o cztery lata
gdy arena w rytmie hitów w szwach cała pękała
zrób *****ony hałas bo ten sequel jest naprawdę
pieprzone lat piętnaście trzymam pion, choć to nie łatwe
Bywało różnie gra za zwroty marne śrubki
myśleli, że półgłówki zechcą wyżyć z tej jałmużny
i gdybym był próżny, bym nawinął, że to wszystko
tymczasem to początek, sprawdŹ ludzi którym wyszło
Niejedne wydawnictwo, te kontrakty i wytwórnie
na płyty patrzę dumnie, a na nich tylko splunę
Pieprzę fortunę którą wy myślicie, że mam
bogactwo liczę w trackach, których śmieć nazywa ściemą
Od pieprzonego demo po następną płytę przełom
spróbuj tak zrobić, żeby ci się działo dzieło
by całego cię pogięło, byś przeżył to naprawdę
to stara szkoła rapu rymy, bity, życie - sprawdŹ mnie

[x2]
Ile to już bracie lat?
okrągłe lat piętnaście
Ile to już siostro lat
piętnastak, sprawdŹ to właśnie

Przez płyty do tekstów, z winylami na dekach
'97 Eskulap - każdy z was na to czekał
Wcześniej '95 Molo Sopot wszystko si
gram, że w rapie jest siła, a wraz ze mną Ice-T
Warto żyć dla tych chwil kiedy Run i DMC
Przy starciu Jay'M'Jay'a robią gnój rest in peace
dużo by wymieniać, że poznałem w tych klimatach
niejednego brata, który kuma temat HH
Niejedna draka, beefy, ploty, legendy
zła sława, która kręci tych z ulicy odpowiednich
I wuchta kawalin by frajerów rozwalić
tym stażem się chwalić, tak jak alfons *****mi
Pieprzyć to, co o nas mówią, jesteśmy ludŹmi z pasją
nie ma takiej opcji, żeby zapał nasz miał zgasnąć
nieprzychylni nam będą wciąż dołki kopać
nie czas się tym przejmować, więc nie przejmuj się tym chłopak
Ogrom pracy uszanować zdołał tu niejeden ziomek
i każdy z nich powie, Rych to od hip-hopu człowiek
Reszta to bzdury, głupoty niepraw*****
jak to, że Popek z Firmy mi za*****ł w łeb w Londynie
To ja i moi ludzie, dziwny jest ten świat
mamy swoją misję, na następnych parę lat
Adziu, Decks, Glon i Gandi, pozdrowienia dla tej bandy
To SLU Gang styl i kolejny rok piętnasty
Pozdro dla tych wszystkich którzy byli z nami wraz z tym
Pozdro dla tych wszystkich którzy byli z nami wraz z tym

Dziękujemy wam wszystkim za to wszystko
za co można Wam podziękować, respect, respect
Rozpalić możesz jedną iskrą ogień
Ale nie zagasisz jedną kroplą wody tego ognia
Hołd dla tych wszystkich co odeszli
Niech pali się pochodnia

W życiu jak na ringu, jak na wojnie są dwie opcje
Wygrasz albo przegrasz, odejdź godnie
Lecz gdy wygrasz nie unoś się zbyt wysoko honorem
Wielu dzisiaj myli komedię z horrorem
Dziś wzorem jest ten co jest większym potworem
Ej słuchaj co ci powiem w tym świecie chorym
Nie sztuką dziś być złym, sztuką dziś jest być dobrym
Wiem, że nie jest łatwo i tu bez żadnego ale
Wielu w kryminale siedzi dobrych ludzi
Wcale nie z ich winy tylko z winy systemu
Ty ich skreślasz pajacu, wrzucasz na margines, czemu?
Znasz ich sytuację jaką mieli na wolności?
Nie znasz, nie wiesz, no więc przestań pierdolić
Skuci w kajdany wszyscy żyjemy z dnia na dzień
Chociaż rzadziej, ale cały czas siedzę na ławce
Pamiętasz? czy tacy jak my mają jakąś szansę?
Spójrz moimi oczami, umiem wczuć się w ból innych
Ty się śmiejesz z tego, ej, a ja to pieprzę
Przez rap moje życie stało się lepsze
Nauczyłem się dostrzegać i cenić rzeczy ważniejsze
Niż pieniądz, który nam poniekąd daje szczęście...

Aby wiedzieć to wszystko nie wystarczy patrzeć z okna
Bić się z losem co dnia, odbić się od dna
Patrzeć, żyjąc jak się da, pełną garścią życia brać
Lubiąc to co się ma, lubiąc to co się ma (x2)

Przejdą obojętnie, ludzie patrzą, a nie widzą
Słucha, a nie słyszy, obca ręka przed nikim nie klęka
Podniesiona brew, skroń zalewa łza
Bród społeczeństwa, życia symbol
Dobre intencje więcej jeszcze głodu, biedy wylej za kołnierz
Przykład Irak, ginie kolejny polski żołnierz
Rozpacz matek, rodzin, krzyk dziecka Biesłan
parapety okien, wieczór zapalona świeczka
Ludzki dramat biblia, Nostradamus człowiek pisał
Autodestrukcja, apogeum, gdzie instrukcja?
Fuzja, cofnięty wstecz, żywioł nieodparty
Hardy ten co z domu bogaty, ten co zaliczył straty
Ziemny chodnik, ziemia, bruk, dług, kraty, cacy
Oczy widzą, oczy patrzą, oczy płaczą
Rozwój, upośledzony umysł, potrafimy się rozwijać
Z jedną wadą, gatunek ludzki zawiść ma
Nam konsekwencją czynu kara, mądre słowa, w głowach moda
Mowa, mnie to nie dotyka, słuchaj zegar tyka
Chwyta każdego czy biednego, bogatego styka
Kup gazetę, zobacz wiadomości, statystyka...

Aby wiedzieć to wszystko nie wystarczy patrzeć z okna
Bić się z losem co dnia, odbić się od dna
Patrzeć, żyjąc jak się da, pełną garścią życia brać
Lubiąc to co się ma, lubiąc to co się ma (x2)

Spójrz na to wszystko moimi oczami
Nieraz wszystko pierdolnie jakby wybuchł dynamit
Nawet ludzie ze stali płaczą tutaj nieraz
Wszystkich ogarnia bieda jak średniowiecze i cholera
Gdy już wszystko sprzedasz, bo inaczej się nie da
Zastanów się co zrobisz gdy w domu nie ma chleba
Gdy podstawowa potrzeba stanowi wielki problem
Zaczynasz toczyć z każdym dniem wojnę
Ktoś stawia nad i kropkę, twierdzi żeś degenerat
Wjeżdża w wasze środowisko wśród zwierząt kamera
Bez pardonu określa, przegrywacie według niego
A alkohol już nie leczy lecz daje wiele złego
Tak żyję kolego, weź wejdź w moje buty
Stare sprane spodnie i rozciągnięte bluzy
Policz na głowie guzy i blizny na dłoniach
To zło ma różną postać, raz Dawid a raz Goliat
Ręcznie napisano odpaść, chociaż czar dawno prysnął
Popatrz moim okiem, a zobaczysz to wszystko
Bijąc się z własną myślą możesz popatrzeć jak ja
Poprzez ile zła niesie ze sobą bieda
Ulica i beta w zimną świąteczną noc
Niech dotrze to do ciebie, uderzy jak sztos
Chcesz zamknąć oczy, nie podoba się to, wstrząs
Wiem, boli mój wzrok, bo fakt jeden to
Ty masz nazbyt lekko, pytasz gdzie tkwi różnica
A ciebie wychował pieniądz, mnie matka i ulica...

Aby wiedzieć to wszystko nie wystarczy patrzeć z okna
Bić się z losem co dnia, odbić się od dna
Patrzeć, żyjąc jak się da, pełną garścią życia brać
Lubiąc to co się ma, lubiąc to co się ma (x2)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo