Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Nie przyszedłem tu, żeby twoja niunia chciała wyjść za mnie,
chyba, że lubi ssać, jak nie ma Cię, to git dla mnie.
Idziemy po koncercie na hotel i Gin w saunie,
potem po kopercie, po nosie na film w wannie.
Nie przyszedłem też po to by tu śnić tajnie,
ale ten sen zamieniam w dzień, brzmi fajnie.
Nagrywam za Stanami, z Niemcami, Słowakami,
Czechami, Polakami, powiedz, czy to brzmi fajnie?

Nie przyszedłem tu by robiły mi beat klauny,
ale SoDrumatic i Kanye West, albo T-Minus.
Też nie po to, żeby chciały ze mną beef downy,
dziś mogą sok kokosowy tu pić z palmy, ta.
Bo przyszedłem to po NSPC, Niuskul Mixtape, DNB i E:DKT,
wielu to wie, VNM flow scenę tą je.
Masz tu w każdym kurwa tracku, jestem tu dla rapu.

Dzwoni Ewelina, mówi: "V, ej, Wyskocz do tego!!!"
i to wszystko, nagram coś na szybko nowego.
I nawinę to w Berlinie z moim ziomkiem Winim ze Stopro,
kiedy w Polsce z E:DKT robimy tu popłoch.
Gramy te show cały dzień, na bicie SoDrumatic,
na micu flow VNM, typy te są na fali. [Co?]
Jaka fala? To nie sezon tak jak Mezo synu,
ale ciężka przeprawa jak Adama, Sonety z Krymu.
To komplety rymów, z budki lecą kłęby dymu,
na skille tu chętnych tylu, nie podjebią mendy stylu. [Nie]

Mają pomysłów pełne głowy, chyba mózgi zdarte,
opróżniam je, jak cukiernie pies w Tłusty Czwartek.
Na trakcu zjadłem więcej cipek niż zna ginekolog
i z żadną z nich nigdy nie nawinę, kolo.
Jadę w trasę, to po bibie te flaki mnie bolą,
jak nie umiesz pić, to cię zawiną chłopaki na OIOM.
To Showbiznes, pochłonie cię jak trochę tu tego ziom
liźniesz. Na razie dawaj te flow w pizdę.
Bo za te flow, niejeden pustak chce mnie, więc
zamiast w dłonie od razu bierze w usta M&M's.
Zaraz tu zrobię ziomek flotę,
o jakiej mogłem marzyć mając tu w korpo robotę.
Jestem pierdolonym kotem, ale to już wiesz,
inne koty, bo już też, niejeden pies
co psioczył na mnie, chciałby teraz sojusz mieć.

O, ale teraz łapy zabieraj,
twoje rapy to Guantanamera,
Oldschool jak Rap Pakamera.
Na twoje skille synu weź tu buraków nabieraj,
albo obieraj ziemniaki. Czeka nas Saxa(?) kariera,
Ale ziom nie na micu. Jaki main? ze swoim bogactwem stylu,
weź synu lepiej w podziemiach splajtuj.

VNM jedzie na K2,
niczym innym dla niego ta gra,
nie ma na koncie żadnego faux pas,
czy dociera do ciebie człowieku to, tak?

Jak do mnie ten eastcoast flow,
nie czujesz rytmu, synu skąd, żeś się pizdo wziął?
Lepiej weź w ogóle idź stąd ziom,
wyglądasz śmiesznie, jakby od linijki twój stary cię miską ściął

PROSTO zaufało mi, że te mikrofony rwę w atomy
i teraz jak popierdolony zbieram plony.
V im obiecał, a waży moje słowo tony,
zapytaj prezesa czy jest ze mnie zadowolony.
Te rymy mam na dyskach, życie na walizkach,
Cała Polska zna mnie jako V, nie zna z nazwiska.
I rozśmiesza mnie, jak innym w łeb ta sława pizga,
z ludzi zmieniają się w roboty, więc Hasta la Vista.
Nie znasz mnie, to wpadaj na Facebooka,
myślisz, że nie prowadzę go sam? To zjedz druta.
Zobacz jakiej muzyki w ten dzień słucham
i pogadaj ze mną o niej, kocham ją, wyzionę dla niej ducha.

Chyba, że będę za friko te driny pił,
dzisiaj do klubu wchodzę, coraz częściej na mój krzywy ryj.
Chyba, że za dużo wódy wleje Wini mi
i nie wrócę z Berlina, Szczecina jak gdyby nigdy nic.
Ta. I nie będzie mojego minimi,
za żonę wziąłem G. nie jestem jej kochankiem Billie Jean [Ouu]
Kumasz? Mógłbym siedzieć na Sycylii. Ty,
nawet lokalny dom nie odmówił kurwa by skilli mi.
To co robią to jest sztampa ta w ciemno,
powiem ci, co drugi jest w tej branży ofermą.
Nie chcą stawać ze mną w szranki na pewno,
nie wyskakuj do tego synu bez jumpa jak LeBron.
Chwasty pielę je, wciąż mało, to mielę je,
leję na fame lame’ów, to kosztowało niewiele mnie.
Pisałem to w parę godzin synu, bo czas nas naglił,
pomyśl co by stało się gdybym posiedział nad tym dwa dni.
Ta, dobrze wiesz co by działo się,
bez browara w wannie zawołałbyś: „co się stało się?”
He, i nie masz blisko do tego VNM, Prosto Label, ej Wyskocz do tego,
ta, 84
Młody eM, sprawdź.
Ten świat nie zachwyca, patrz po ulicach, nie ma miłości - łzy na policzkach, co? warto było spierdolić tyle jedną chwilą? Słuchaj, nigdy nie miałem złych intencji, ale ranią mnie, i ja muszę też ich. A bagaż coraz cięższy, mam mdłości od tej rekty, ludzie lubią patrzeć na ręce, chcą myśleć, żyć za Ciebie, wielu w to brnie nie orientując się co tu się dzieje, możecie żyć i nic nie przeżyć, albo zginąć dla tych przeżyć, to wszystko od nas zależy, nie bój się mocno uderzyć, nienawiść, ludzką zawiść, chcą Cię zgnoić i zostawić, nie ma lekko widzę piekło, Panie dodaj mi odwagi, jedna setka, druga setka świat przyśpiesza mi go w rękach, nie ma lekko widzę piekło, Panie nie możemy przestać!

Nam nie dał nikt nic, zaufaj mi! Musimy być silni, ze wszystkich sił, wokół nie przychylni, jeden ruch zły wystarczy im, wystarczy im!

Nam nie dał nikt nic, zaufaj mi! Musimy być silni, ze wszystkich sił, wokół nie przychylni, jeden ruch zły wystarczy im, wystarczy im!

Nie dadzą nam rady, nigdy, jedyne co mam to łzy i blizny, kolejne dni wciąż nie mam nic, zaciskam pysk, sram to, mam coś co każe iść mi, choć byśmy mieli paść, to idźmy, dobrze wiesz że się nie cofnę, dobrze wiesz, że gram aż skończę. Gdyby nawet przyszedł wielki krach, gdyby nie było co jeść, gdzie spać, gdyby przyszedł czas na płacz, pamiętaj musisz trwać, ja błądzę ciągle ziombel, pamiętam chwile gorzkie, pamiętam chwile dobre, te wszystkie panny słodkie, taa te wszystkie panny słodkie i w ogóle nie jedną historię, te złe i dobre ziombel. Patrzę dziś na to z perspektywy, nie dziwi mnie to co widzisz, złośliwi nie dają realizować ambicji!

Nam nie dał nikt nic, zaufaj mi! Musimy być silni, ze wszystkich sił, wokół nie przychylni, jeden ruch zły wystarczy im, wystarczy im!

Nam nie dał nikt nic, zaufaj mi! Musimy być silni, ze wszystkich sił, wokół nie przychylni, jeden ruch zły wystarczy im, wystarczy im!
W mordę jeża,
Gdzie on jest yo,
Gdzie one są,(taś,taś,taś,taś)
Yo, gdzie one są powiedz mi!
Daj mi pióro, ołówek, długopis.

[PORES]
Ej Saluto weź się utop,
w ten utopijny ukrop,
potrzebne jest mi dłuto,
by wyrzeźbić to na jutro.
Potrzebny mi długopis,
niczym narzędzie zbrodni.
Niebieski a nie złoty,
szukam wszędzie jak lotnik.
Znalazłem zwłoki,
Pierwszy umarł, się wykrwawił,
Niebieskim tuszem
wyzionął duszę pod półkami.
Drugi pod meblami, rozjebany,
Umarł pod stopami kompanii,
Co w bani miała więcej alko niż ropy jest w Sudanie.
Długopisowanie trwa, trwa poszukiwanie
Już mam nawkurwiane,
mam przeoszkloną banię, jak nie znajdę
Chyba się sam nawalę,
Mam ten stan stale,
Kiedy gubię coś, ale ale, żadne ale
Leży w chwale na dywanie
Jak waleń przez falę wyrzucony
Podchodzę ospale
I dalej chwytam długopis w szpony
Jest koniec walki, piszę tekst,
I lecę gdzieś z kumplami
Przykładam go do kartki,
kurwa jest wypisany...

[Ref]x2
Te długo, te długo, te te długopisy
Te takie cienko, te takie grubo
Ale nieważne, chuj w opisy!
Bo niedługo, niedługo tu będę niedługo łysy
Ci z worda to chujozwisy, a my to Ci co brudnopisy.

[SZAD]
To był zwykły dzień,
Ale w nocy miałem dziwny sen,
Śnił mi się olbrzymi pokój
Pełen dziwnych skrzyni, wnęk,
Nad drzwiami widniał napis, że być tam to przywilej,
Obok niego krzywił się i
Gapił na mnie świński łeb!
Myślę Shimmy Shimmy yah, Shimmer yam, Shimmer yay
Nie widzisz ryja świni tam,
Na chuj to z nimi wypiłeś,
Jestem cywilem i preferuję inny sprzęt
A darłem mordę trzy mile i z winy tej,
Leży tu zimny szejk,
Ale nie dam odciąć ręki, że
W śnie nie wstawałem z łóżka
Wcześniej wspominane wnęki,
W pizdu pełnych, jedna pusta,
jakby brakowało puzzla,
Broń, gadżety, wszędzie lustra,
Kilka znajomych kostiumów
W pustej napis "ty masz usta"
Mamy kryzys, jest gdzieś wróżka
Do dogłębnej analizy,
W innych osprzęt zza granicy,
A w mojej ściana, przycisk
Może kiedy wcisnę "myślę" choć
Herosów mamy wysyp,
ryzyk fizyk, i po chwili
Wszystko jasne długopisy!

[Ref]x2
Te długo, te długo, te te długopisy
Te takie cienko, te takie grubo
Ale nieważne, chuj w opisy!
Bo niedługo, niedługo tu będę niedługo łysy
Ci z worda to chujozwisy, a my to Ci co brudnopisy.

[NULLO]
Czuję dzisiaj że mam wenę
Jakbym był Mikołajem Rejem
To skończy się esejem,
Albo skleję epopeję,
Zaleję kartkę jak Wezuwiusz Pompeje,
Spompuję flow, aby wspiąć się nad Pireneje,
Mów mi Jacek Cygan nie dygam jak nigga
W zeszycie mam wykaz cytatów,
Większy od Asnyka
Przywitaj na bitach mistrza słów,
I choć nie gram jak orkiestra z nut,
Gadam zdrów jak Katarynka lub Bolesław Prus,
Rozkmiń kto tu kurwa jest Pan Kochanowski,
Jadę pod beat flow śni,
Jakby pisał to Stefan Żeromski,
W te hocki-klocki, jestem ostry,
Aż do szpiku kości,
Weź się ocknij,
Bo mogę zagościć na Twoim języku polskim,
Panie Kaszpirowski, czy jestem grubo zryty,
Siedzę jak Długosz w ciszy,
Już znalazłem źródło pychy,
Już nie chcę być Leśmianem
Nie chcę dawać ludziom niszy
Chcę być kurwa Mickiewiczem,
Więc oddajcie długopisy!

Hahah! Kurwa, czemu tu jest tak biało? Mówiłem żeby pomalować ściany na czarno, tak?
A garnitur ma za długie rękawy. Kurwa. Kto mi to zamknął do chuja? Ja mam misję, misję mam, wizję też mam!
[W tle: "Litwo, ojczyzno moja... ty jesteś jak zdrowie]
Ludzie pozbawieni marzeń już poszli
Kto ich teraz w swych kątach zagości
Nie wiem, nie będę wiedział co z tym
Choć mówię o tym i nagrywam na nośnik

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna złączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył

Ale idę dalej, widzę samych swoich
Oświetlone głowy, modlitwa ich koi
Zrozumieli w końcu o co tutaj chodzi
Poskładali myśli, co się tu robi

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna łączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył
Kit z tym, że jestem samotny
Że podatny, otwarty, ulotny
Widząc świat, widzę wszystko odwrotnie
Otwórz oczy, to samo ponownie

Staram się walczyć głową i ciałem
Żeby to tu zniknęło na stałe
Ciężko to przełknąć, ciężko się najeść
Dobrym słowem i boskim darem
Wierz co, wiesz, bierz co chcesz
Daj coś od siebie, daj to też
Niech zabrzmi to ten śpiew to wiesz
Ej będzie nas więcej, już więcej nas jest

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna łączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył
Kit z tym, że jestem samotny
Że podatny, otwarty, ulotny
Widząc świat, widzę wszystko odwrotnie
Otwórz oczy, to samo ponownie

Teraz mam pustkę, już nie wiem co mówić
Uwiń się szybciej, ktoś mi tu mówi
Kończę nie kończąc, początku nie zgubisz
Zawsze kontroluj, to co lubisz

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna łączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył
Kit z tym, że jestem samotny
Że podatny, otwarty, ulotny
Widząc świat, widzę wszystko odwrotnie
Otwórz oczy, to samo ponownie

-A ty nie było by lepiej jakby było bez kitu niżej? Bo by było bardziej tak zgrane z tym z tym, z tym co tam leci z tyłu i w ogóle
-To spróbujemy
-Ykhm
-Aha ty chcesz...
-Ale ja nie słyszę jak ja śpiewam
-Oooo
-Dobra już wiem po jakich słowach mam to ten. Jak to było?
-Tak o?
-No
Ej rozkręćmy aferę mam kamerę i dziwkę…
Jeden telefon do gazet-nie trzeba za wiele myśleć…
Minister plus dziwka, można to ładnie ubrać,
Choć przy dziwce minister też wygląda jak kurwa!
Tu nie doczekasz jutra! A czemu człowiek jest tak?...
Bo co dzień ziomek tu lądują Talikowie w plewkach.
Skurwysyni przestań! Mam to brać na poważnie?!
Wole usiąść w fotelu, obmyśleć plan jak kaszle
To nie jest trudne…
Chcesz ruchać? Na wiejskiej otworzyli przecież burdel!
E kumpel plus kumpel. Nie chcę zostać lumpem!
Mam kredyt na głowie! On nie zniknie w sekundę!
Dzisiaj jutro, pojutrze…
Nie mów mi kto ma serce. Po 7 płytach…
To od życia jest ten jebany Forster, za który bank odlicza mi co miesiąc pensję, bo dużo jeżdżę, bo mam obsesję i podróżować chcę bezpiecznie…
Tu w imię twoje wytykają panie krzywdę!
Już co innego znaczy tu tankowanie na łyżwę.
Przez telewizję wariat to ja nie wiem sam!
Czy dobrze mieć ten plan na lewe DNA?!
Ref.
Ty powiedz czy mnie znasz?
Czy żyjesz tak jak ja?
Kredyty,drugi rap…
Afery kosztem nas…
Nie ważne jaki fuck wynajdzie potem czas!
Chcemy żyć tak jak w snach!
Afery kosztem nas!
2x
Tu nasze miasto znów,
Tu nasze państwo, oszuście!
Wiesz nie mam zdolności,by czytać kłamstwo z oczu!
Wierząc tu tylko Bogu, trzymając biblię…
Wiem, że w złym celu interpretują religię.
Dziś dzień za istnienie tych, cierpienie, łaskę…
Dostaniesz w Mc Donaldzie pod jedzeniem czapkę,
Plus platynową kartę- zbawcę konsumenta….
Konsument czyli ty, czyli my… zwierzęta…
Prezydent ziemniak i ciemniak łatwy w futrze…
Co nie wie jak to można zgwałcić prostytutkę…..
Taki los, choć kobiety lubią brąz….
To nie chciałbym poznawać tych tu,co z nim śpią
Lepiej to podbij ziom!
Oko mu podbij, bo…
Nie trzeba kończyć szkoły, by
Wiedzieć, że to głąb….
Ej razi prąd, ta złość idzie ze slumsów!
Tu nie potrzebny nam Herfield i rodzina Adamsów!
(Ten syf to kurwa świat mój)
W tej galaktyce… My mamy w sercu Polskę!
Wy macie tu swastykę!
Jak na coś liczę, to liczę na siebie,
Bo w tym pojebanym państwie to się nic nie da dowiedzieć!!!
Ref. Ty powiedz czy mnie znasz….
2x
Tu nawet nie musimy być w tym samym lokum, by wywołać na twarzy blady, trwały niepokój ty! Mamy na oku cel swój! Mózg! Siła zapalna czyli epidemii centrum. Luz! Nie muszę wychodzić z projektu tu. Nie pojmie tego intelektu wróg, do manifestu skrót. My mamy siłę! Mogę ci zdemolować mózg, nawet zalany Ginem. Wystarczy opcja play, bo ten play kusi jak chłopca klejnot. Przy muzyce tej dostał niejeden po japie gej! Bo nie musze ruszać się z pokoju, by tam dostać wpierdol. Banał. Mogę być banach , bo w Stanach bana Bacha ma z wieczora z rana, tam gdzie jara się lolki i pije szampana. Nie ważna data, miejsce, gdzie nie usłyszą ziomek, patrzysz w ulicy stronę… może top Kabriolet, ten luz na oponie. Koniec. To tylko cień mój, który przestał ogólnie z projektu, gdziekolwiek jesteś Bałtyk reprezentuj! Moja muzyka, twój cień ziomek. Nie ważne czy w tirze w domu czy w samochodzie … to ja czasem złodziej. Zawsze gdzie ty,brat twój zostawiasz cień swój nie ruszając się z miejsca!!!!!
Ej u mnie wszystko wporzo
mam swoich ludzi oni są tu obok
kiedy w studio robimy kolejną płytę
dumny patrzę na dziarę z 16 liter
teraz mam luz, własny kwadrat
ale zawsze mam czas żeby wpaść na
SŁŻ tam gdzie znają Pawła
dzieciaki tam pytają kiedy o nich coś nagram
mama miała rację, zgadła
kumple odchodzą, zostaje pusta ławka
pieprzyć to, ja mam o co zadbać
rap, rodzina, tego nie dam sobie zabrać
wiem po co żyję i jadę w trasę
lecę do Stanów ale nie zrywać azbest
kocham ten chleb, kocham tą pracę
płacę rachunki i czuję się jak facet
znasz ten styl, wiesz jak wyglądam
spodnie nisko a na bluzie bomba
dziękuję Bogu za każdy sprzedany kompakt
południowy wschód pokazuje mój kompas

To jest tu mą definicją
wszystko ok tak dopóki tu są
me gramofony, mikrofony tego tu chcą
moi ludzie są obok manifestują
[tylko tekstyhh.pl]
To jest tu mą definicją
wszystko będzie dobrze bo dopóki tu są
gramofony, mikrofony tego tu chcą
niemy krzyk do nikogo podaje wam dłoń

[x2]
wszystko dobrze, wszystko dobrze

U nas wszystko dobrze człowiek
jesteś ze mną piję twoje zdrowie
ci co skreślili nas nie tak dawno
dziś wiedzą, że te akcje nigdy nie spadną
byliśmy, jesteśmy, będziemy
dla nas to coś więcej niż przemysł
choć często ktoś chce mój NIP i PESEL
to nie zmieniłem pasji na krawat i neseser
po staremu styl warszawskich podwórek
Nike bluza respekt z kapturem
i choć gramy koncerty płyty znikają z półek
wciąż nam szamę robi Chińczyk lub Turek
odnalazłem swoją drogę
gdy przestałem myśleć, że świat jest moim wrogiem
zrobiłem sukces z gówniarskiej zajawki
ale pamiętam gdzie są stare ławki
ludzie, którym ufam są jak rodzina
ulice pozdrawiają nas, mówią tak trzymać
ulice są w nas, będą zawsze
choć na pewne sprawy dziś inaczej już patrzę

[x2]
I choć nie zawsze było tak jak dziś
wiem, że codziennie spełniam swoje sny
patrz na ulicy wciąż stoję obok
do końca dni będę z tobą

[x2]
wszystko dobrze, wszystko dobrze
Ref. Życie to nie towar, to są ludzie, którzy chcą Cię kupić,
to nie towar, jesteś warty więcej i nie musisz się chować,
ani być w TV by być kimś. Prowadź, Boże prowadź

Życie to nie towar, to są ludzie, którzy chcą Cię kupić,
to nie towar, jesteś warty więcej i nie musisz się chować,
ani być w TV by być kimś. Prowadź, Boże prowadź

Nie oglądam wiadomości, to nie jest życie dla nas,
moje życie to me zwrotki, a nie wszechobecny dramat,
a widzę wciąż jak ziomki te, zmieniają jak dama zdania,
stając się jak pionki, wierzą w to co im dałaś.
Spójrz człowiekowi w oczy i poczuj co mówi dusza,
patrzę w kineskopy, choć nic mnie tam już nie rusza,
przestałem szukać na zewnątrz złego wirusa,
znalazłem wejście do wewnątrz i dzisiaj jestem tutaj.
Zabiłaś we mnie wrażliwość- płaciłem za to cenę,
pokazałaś mi wszystko, czego robić nie powinienem.
Miałem się bać tego? Ciało i tak zgnije.
Wznoszę się nad ego, wbijam im łeb w szyję.
Wpijam im krew nagle, jak wampir mam siłę.
Cofam się bardziej, międzyplanetarny mam bilet,
łapie wiatr w żagle, jestem górą jak abstynent,
staję się tu dinozaurem, pterodaktylem.
Latam po kanałach mentalnym tunelem- czuję to!
Zaczynam swój świat naprawiać, nadzieję mam, że zbuduję go,
nie patrzę w szklany kineskop, ale ten pod powiekami, ziom
bo to jedyne co, może nas z cudzych wybawić rąk!

Ref. Życie to nie towar, to są ludzie, którzy chcą Cię kupić,
to nie towar, jesteś warty więcej i nie musisz się chować,
ani być w TV by być kimś. Prowadź, Boże prowadź

Życie to nie towar, to są ludzie, którzy chcą Cię kupić,
to nie towar, jesteś warty więcej i nie musisz się chować,
ani być w TV by być kimś. Prowadź, Boże prowadź

Nie jestem tu dla nich, dla nikogo, piszę sam program,
który chcę oglądać oczami tuż obok was co dnia,
żadna z ich prawd morda nie powie jak mam to grać,
bo co jakiś czas mam znak z nieba jak piktogram.
Nie mam pilota w ręce, jestem nim sam dla siebie,
nie chcę oglądać wiecznie życia, a nie żyć wcale,
tak cudzy świat bezbłędnie, gdy nas przykryły cienie,
mój świat jest fundamentem, reszta na dalszym planie,
tylko gdy czuję miłość w sobie mogę dać ją innym,
a Ty zabijasz ten płomień, który i tak ledwo iskrzy,
zapominasz o tym, co dobre, kiedy widzisz zyski,
pytasz jak żyć prościej, nie pytaj telewizji,
popatrz na ptaki chwilę, ziemię, góry, niebo,
te owady na roślinie, wiatr, strumyk, drzewo.
Nikt oprócz ludzi nie pyta płacząc po co istnieją,
jak można żyjąc szukać życia, gubić radość z niego?!
Choć jesteś jego częścią, sam dokonujesz zmian.
Choć mówisz, że jest ciężko, nie mów, że myślisz tak.
I może myślisz, że myśląc tak problem będzie trwać,
ale widzisz to co chcesz widzieć i tak odbierze świat.
Wyłączam TV teraz i idę pocieszyć się tym,
że jestem tu i teraz, robię to co chce robić dziś,
gdy wena jak atmosfera zmienia mnie na maszynopis,
gdzie nie jeden marzy o tym, spróbuj rozważyć to

Ref. Życie to nie towar, to są ludzie, którzy chcą Cię kupić,
to nie towar, jesteś warty więcej i nie musisz się chować,
ani być w TV by być kimś. Prowadź, Boże prowadź

Życie to nie towar, to są ludzie, którzy chcą Cię kupić,
to nie towar, jesteś warty więcej i nie musisz się chować,
ani być w TV by być kimś. Prowadź, Boże prowadź
Prawda, życie to dżungla
Punkt dla tych, którzy nie toną w rachunkach
Skun dla tych, którzy wiedzą co to twórnia
Szczyt marzeń jak Annapurna kurna
W swej bajce każdy jedzie na bogato
Więcej chcę, ale ciągle nie ma za co
Prosty cel ma już chyba byle matoł
El-Dorado, a nie chlej Dorato
O to, o to podchwyci ten kto mózg ma
Oczywista rzecz człowiekowi robić mus
A nie wystarczy chcieć ani mieć złote usta
Trzeba się zwlec gdy wybija rano ósma
Czekaj jeszcze tylko chwilkę
O tej porze świat człowiekowi wilkiem
Nie pomoże tobie liczyć na pomyłkę
Dobry Boże, a mi płacą za nawijkę
A to przecież takie proste
Słowo rym, słowo kurwa rym i odstęp
Byle szczyl zrobi rap z byle osłem
Byle szczyn, a niesie treści podniosłe
Jeśli tak lepiej złap się za pióro
Miej ten gest, połóż kres naszym bzdurom
Jesteś pies podaj pięć obszczymurom
Rap bez spięć i bez cięć będzie górą

To jest jak dżungla czasem
Zastanawiam się czemu ciągle idę lasem
Może straszny wilk wybrał sobie inną trasę
Tylko strachliwi krzyczą - siostro basen
Siostro basen chłopcze
Zaproś mnie na twej ambicji pogrzeb
Jedna myśl niech ci łezkę otrze
Nie jest tak źle by nie mogło być

Nie przemawia do mnie rap w którym typy jeżdżą bejcą
Ale oni jeżdżą, a złamasy tylko jęczą
Jeśli mam być szczery te bajery są dla dziewcząt
Co do kasy takie czasy są, były i będą
Popatrz lepiej na siebie jeden i drugi
Co masz? co dajesz od siebie, że marudzisz?
Lubić, masz tą muzykę i nie bzykej tu do ludzi chopie
Życie to dżungla i są w niej papugi
Póki mocy mi starczy będę śmiał się z nierobów
Tych co to w życiu wszystko zawdzięczają Bogu
Bo to on ich stworzył i to koniec był na ogół
Bo by zrobić coś ze sobą nie znaleźli już powodu
A powód to jedno czy każdy wie na pewno
Ile trzeba pracy żeby znaczyć coś i wiedz to
Nie są żarty, bo ja żyję tym na serio
I muszę kształcić się, bo życie jest loterią

I jest jak dżungla czasem
Zastanawiam się czemu ciągle idę lasem
Może straszny wilk wybrał sobie inną trasę
Tylko strachliwi krzyczą - siostro basen
Siostro basen chłopcze
Zaproś mnie na twej ambicji pogrzeb
Jedna myśl niech ci łezkę otrze
Nie jest tak źle by nie mogło być dobrze
To nie jest ważne w którą idziesz stronę
bo twoje dni i tak są policzone
raz jest zielone, a raz czerwone światło
szkoda dzieciaku, że ciebie zabrakło
nie miałeś łatwo wiem, to wiem
lecz czemu nadszedł tragiczny dzień
głowa na pień odchodzisz w cień
i tak i tak śmierć ludzi gładzi
nic nie poradzisz życie jest krótkie
dziś cały grochów pogrążony smutkiem
dobry chłopak był, teraz go nie ma
w moich wspomnieniach er a pe es
choć twojej drogi nadszedł już kres
to mam nadzieję, że lepiej ci tam jest

czuje smak łez
w moich wspomnieniach
trzeba pogodzić się z nieuchronnością losu
wizerunek, który został tylko we wspomnieniach
szczęśliwej drogi już czas

to nie jest ważne jak to się stało
los jest bezwzględny, tak być musiało
dać ujście żalom, wylać je do dna
nad nami wszystkimi ciąży straszna klątwa
wesoły chłopaczyna obok z bloku
dziś dla niego jedynie słowo pokój
oczy bliskich od płaczu bolą
nie ma już się kołuj, śmiechu na klatce nekrolog
cale życie przed nim tymczasem wieniec
nikt nie zdążył z ostatnim namaszczeniem
odszedłeś przed czasem, ktoś powie trudno
to tak wygląda jakby Bóg się na nas uwziął
wiem, że się spotkamy, nadejdzie taka chwila
póki co toasty za ciebie beton spija
niemy krzyk ulicy nikt go nie usłyszy
uczcijmy pamięć wszystkich chwilą ciszy

w moich wspomnieniach
trzeba pogodzić się z nieuchronnością losu
wizerunek, który został tylko we wspomnieniach
szczęśliwej drogi już czas
[Małolat]
Otwieram butelkę i puszczam stare klasyki
Coś mi przypomina o niej i o tym jak zostałem z niczym
Piję drinka, dziś już wiem, że zabiłem w sobie tamto uczucie
I wiem, że nie nauczyłem jej niczego więcej niż bycia suką
Znów nucę pod nosem coś co niedawno leciało w radiu
W taksówce myślę o niej i chyba już jej nie pragnę
Chyba znam ten klub, byliśmy tu razem, nie pamiętam kiedy
Chyba znam ten klub i znam te twarze, ale chyba już nic nie wiem
Ona mogła by tu ze mną być i szaleć do upadłego
I mogłaby stąd ze mną wyjść i zawsze na mnie polegać
Lecz tak mogło być kiedyś, teraz chyba już nic nie czuję
Skoro nie widzę w tym nic złego jak z innym się tu przytula
I choć jestem sam i piję i znów gdzieś tam Cię mijam
I nie wiem już jak masz na imię i nie wiem czy ze mną byłaś
I jestem ponad tym, w tym szaleństwie dopiero czuję, że żyję
Mimo, że właśnie tracę hajs, równowagę i siłę

Dziś nie ma jej,
nie ma nas
nie ma nas,
Nie ma w nas, nie ma nic
nie wiem, sam nie wiem,
już nie wiem, nie wiem już gdzie mam iść
i chyba jest ciemno
i chyba mała tu ze mną być
i nie wiem sam,
ale teraz jestem tu.

[Pezet]
Układam włosy i prasuję swoje jeansy
I palę papierosa, chyba chciałbym wypić drinka
Zaczepiam wzrok na chwilę na starych płytach
I czekam wciąż na coś co było wciąż się myląc
I ciągle coś mnie ciągnie i kręci tam i chyba nie wiem sam już
I patrzę w lustro i zakładam płaszcz zadając pytania
I kiedy wciskam gaz i puszczam głośniej stare numery
I myślę o niej jeszcze raz, świat znika szybciej w odbiciu lusterek
Znam ten klub, ten bar i puste wyrazy twarzy
Mijam ludzi, odbijam się od ich ciał i chciałbym
Chociaż by unieść ręce lub wypić więcej
I wiedzieć na pewno, że gdzieś tu jesteś
I wiesz, że wiesz to i chyba wyjdziesz ze mną
I jestem sam, jestem sam, jestem sam, jestem sam i
Mijam ludzi, odbijam się od ich ciał i
Moje ciało odbija się od tych ścian i
Sam już nie wiem jak dobrze znam to,
I który raz jestem sam na sam z tym

Dziś nie ma jej,
nie ma nas
nie ma nas,
Nie ma w nas, nie ma nic
nie wiem, sam nie wiem,
już nie wiem, nie wiem już gdzie mam iść
i chyba jest ciemno
i chyba mała tu ze mną być
i nie wiem sam,
ale teraz jestem tu.
Są wakacje kochani, bez spiny luźno
bawcie się z nami, zanim będzie za późno
to lato z parchami, w górach, nad wodą, w lesie
bawcie się z nami, zanim przyjdzie jesień.
Wakacje kochani, ciepło, bębny dudnią
zacieszajcie z nami, zanim będzie za późno
to lato z parchami, muzyka się niesie
bawcie się z nami, zanim przyjdzie jesień

1. Praży słońce, pot na czole
czas jechać nad wodę
nie zapomnij wziąć krótkich ggagalot
starzy, brzdące, autem cugiem czy na kole
letniskowe pokoje albo pod nanamiot
jak kto woli, co kto lubi,
byle się nie nudził, czubił, rozumu nie zgubił
wszyscy razem tu dziś, górale, hanysy czy kaszubi
psy do budy, nocne kluby, czas na plener gruby
głośnik dudni, chłodzi się wódka w studni
jeden nie pił od stu dni, drugi pije od dwóch dni
wszędzie pełno wrażeń, kolejki przy lolbarze
kawały, komentarze planów i marzeń
miłość i muzyka idą w parze
rano odgłosy natury - wstali gospodarze
potem muzyka z fury i mnóstwo wydarzeń
a wieczorem bal przy ognisku i gitarze

2. Długi rozbieg i wysoki skok
jak zobaczysz taki lot, nie musisz pytać się kto (to)
3oda czapki, ręczniki i klapki
czilujemy nad wodą, jak chcesz to chodź się z nami napić
piwo i grill wiem też to lubi, za te ciepłe dni oddałbym ostatnią stówę
i gdy przyjdzie zima to nie przejmuj się nic
szybko wrócisz do tych chwil, obalając ten bit
wiem, ty też chcesz poczuć ten temat
to lepiej się śpiesz, bo czasu już nie masz
kończy się lato, do zobaczenia za rok
szukaj nas na koncertach, tam odnajdziesz tą moc
szkoda, że lato mamy tylko trzy miesiące,
ale dzięki temu te trzy miesiące są tak gorące
tam gdzie słońce, tam odnajdziesz 3odę, brat
kończy się sezon, lecz nie kończy się świat.

Są wakacje kochani, bez spiny luźno
bawcie się z nami, zanim będzie za późno
to lato z parchami, w górach, nad wodą, w lesie
bawcie się z nami, zanim przyjdzie jesień
wakacje kochani, ciepło, bębny dudnią
zacieszajcie z nami, zanim będzie za późno
to lato z parchami, muzyka się niesie
bawcie się z nami, zanim przyjdzie jesień

3. I'm so fucking happy
przygotowany ręcznik
już Jot przyssany do butelki pierwszy
to cieszy, bo przynajmniej ucichły jego śmiechy
przepych parchów nie zmęczył zanim jeszcze wsiedli
ale jesteśmy
jeszcze się kąpać, bo coś tu śmierdzi
mówiłem nie bierzmy dziewczyn
uu punch pędzi ze sto czterdzieści
i to na wstecznym, cóż
dzień jest na prawdę piękny, it's biutiful
kocham ten luz, we trzech z tyłu
Jot, Metrowy, w środku Bu,
Gruby, Brzuch z przodu, cziluj.

4. Pozwól wskrzeszę urok przerwy remontowej
reset górą urlop o długości rekordowej
cofniecie fest october przy płynności finansowej
jak trzydniowe rapowe święto w Hradec Kralove
choć trzy tygodnie w karcie
weekend za petardę
uchodzi bowiem stanowi unikalną mieszankę.
chwalę namowę i rozkminie
znajdź wypoczynek, gdzie rafy koralowe
to koncerty, no synek
chytom chwile ulotne jak czasy motorynek
mową, czynem parcha, chociał pelerynę(?)
co na żywo w telebimie
oto wesołe miasteczko, ka i parking(?)
razi energiączy jasno, czy ciemno
choć po większość trzeba stać,
czasem się nie da spać, wspominam góry, morze
zapie.dalając nad staw
żadne biuro podróży nie ma w ofercie wakacji
z muzyką prawie za friko, tej mocy integracji.

Są wakacje kochani, bez spiny luźno
bawcie się z nami, zanim będzie za późno
to lato z parchami, w górach, nad wodą, w lesie
bawcie się z nami, zanim przyjdzie jesień
wakacje kochani, ciepło, bębny dudnią
zacieszajcie z nami, zanim będzie za późno
to lato z parchami, muzyka się niesie
bawcie się z nami, zanim przyjdzie jesień

są wakacje, w dodatku parchate
[x4]
Miasto, miasto nocą

Jeden coś mów, a dwa nie mów nic
Milcz jeśli dostałeś ten sam cynk
Za oknem szklana pogoda, na śmierć się zaklubować
Ziomki ze mną tora, tora, tora
Opuszczam łez padół
Jadę tam gdzie jest w ***** laskojadów
Nasze twarze loco baby
Za to bez pedalstwa, sztucznej biżuterii
W klubach na melanżach widzisz nieraz
Dumny pewny krok Johhnego Walkera

Siema witam wszystkie kluby
Dzisiaj w nocy brudne miejskie muki
CBŚ podszyci niepokojem
Puści w pysk hajsu nie wydałem Robert
Cipki rozpalone jak na suficie sto watt
Kocham to ziomek na śmierć się zaklubować

Pierwsza nad ranem pełen klub
Do szóstej nad ranem pełen klub
Kilku ziomów ze mną, parę fajnych sztuk
Lerua refren wrzuć

[x2]
Miasto, miasto nocą

Klub gorący blaszany dach
Kobiety, w ich oczach miłość, strach
Alkohol ziomek proszę ochłoń
Kolumbia do rana Tony Montana
Lans zawsze mamy we krwi
Hajs, nie masz to prześpij
Tańcz, nikt nie jest trzeźwy
Nie ma tu miejsca dla żadnej lesby
Zaklubować się na śmierć
Powtórz to na śmierć aż zgaśniesz, czujesz to?
Ja MyNieMy co złego nie my
Dziś wyjątkowo największe zło
Będziesz mi jadła z ręki
Usta jak dwie wisienki
Ej masz tu przełknij
Zamykamy budzik, zapnij pasy, słyszysz?
To dla rajdowców Mitsubishi

[x4]
Miasto, miasto nocą

Wiesz dziewczyno, że przyszedłem tu sam
Wykorzystaj chwilę i przede mną tańcz
Nie stój, nie stój, *****u, *****u
Bez słów, bez słów dasz mi dziś
Jak on nie odejdzie ciśnienie nie przejdzie
Jak z oczu nie zejdzie na twarz spadnie mu liść

Acha, rozumiesz?
PiH, Białystok
Szycha, Lerua
Dzieciak nie jest lajtowo
Zaklubować się na śmierć

[x2]
Miasto, miasto nocą
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo