Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ludzie pozbawieni marzeń już poszli
Kto ich teraz w swych kątach zagości
Nie wiem, nie będę wiedział co z tym
Choć mówię o tym i nagrywam na nośnik

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna złączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył

Ale idę dalej, widzę samych swoich
Oświetlone głowy, modlitwa ich koi
Zrozumieli w końcu o co tutaj chodzi
Poskładali myśli, co się tu robi

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna łączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył
Kit z tym, że jestem samotny
Że podatny, otwarty, ulotny
Widząc świat, widzę wszystko odwrotnie
Otwórz oczy, to samo ponownie

Staram się walczyć głową i ciałem
Żeby to tu zniknęło na stałe
Ciężko to przełknąć, ciężko się najeść
Dobrym słowem i boskim darem
Wierz co, wiesz, bierz co chcesz
Daj coś od siebie, daj to też
Niech zabrzmi to ten śpiew to wiesz
Ej będzie nas więcej, już więcej nas jest

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna łączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył
Kit z tym, że jestem samotny
Że podatny, otwarty, ulotny
Widząc świat, widzę wszystko odwrotnie
Otwórz oczy, to samo ponownie

Teraz mam pustkę, już nie wiem co mówić
Uwiń się szybciej, ktoś mi tu mówi
Kończę nie kończąc, początku nie zgubisz
Zawsze kontroluj, to co lubisz

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna łączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył
Kit z tym, że jestem samotny
Że podatny, otwarty, ulotny
Widząc świat, widzę wszystko odwrotnie
Otwórz oczy, to samo ponownie

-A ty nie było by lepiej jakby było bez kitu niżej? Bo by było bardziej tak zgrane z tym z tym, z tym co tam leci z tyłu i w ogóle
-To spróbujemy
-Ykhm
-Aha ty chcesz...
-Ale ja nie słyszę jak ja śpiewam
-Oooo
-Dobra już wiem po jakich słowach mam to ten. Jak to było?
-Tak o?
-No
Ref. Życie to nie towar, to są ludzie, którzy chcą Cię kupić,
to nie towar, jesteś warty więcej i nie musisz się chować,
ani być w TV by być kimś. Prowadź, Boże prowadź

Życie to nie towar, to są ludzie, którzy chcą Cię kupić,
to nie towar, jesteś warty więcej i nie musisz się chować,
ani być w TV by być kimś. Prowadź, Boże prowadź

Nie oglądam wiadomości, to nie jest życie dla nas,
moje życie to me zwrotki, a nie wszechobecny dramat,
a widzę wciąż jak ziomki te, zmieniają jak dama zdania,
stając się jak pionki, wierzą w to co im dałaś.
Spójrz człowiekowi w oczy i poczuj co mówi dusza,
patrzę w kineskopy, choć nic mnie tam już nie rusza,
przestałem szukać na zewnątrz złego wirusa,
znalazłem wejście do wewnątrz i dzisiaj jestem tutaj.
Zabiłaś we mnie wrażliwość- płaciłem za to cenę,
pokazałaś mi wszystko, czego robić nie powinienem.
Miałem się bać tego? Ciało i tak zgnije.
Wznoszę się nad ego, wbijam im łeb w szyję.
Wpijam im krew nagle, jak wampir mam siłę.
Cofam się bardziej, międzyplanetarny mam bilet,
łapie wiatr w żagle, jestem górą jak abstynent,
staję się tu dinozaurem, pterodaktylem.
Latam po kanałach mentalnym tunelem- czuję to!
Zaczynam swój świat naprawiać, nadzieję mam, że zbuduję go,
nie patrzę w szklany kineskop, ale ten pod powiekami, ziom
bo to jedyne co, może nas z cudzych wybawić rąk!

Ref. Życie to nie towar, to są ludzie, którzy chcą Cię kupić,
to nie towar, jesteś warty więcej i nie musisz się chować,
ani być w TV by być kimś. Prowadź, Boże prowadź

Życie to nie towar, to są ludzie, którzy chcą Cię kupić,
to nie towar, jesteś warty więcej i nie musisz się chować,
ani być w TV by być kimś. Prowadź, Boże prowadź

Nie jestem tu dla nich, dla nikogo, piszę sam program,
który chcę oglądać oczami tuż obok was co dnia,
żadna z ich prawd morda nie powie jak mam to grać,
bo co jakiś czas mam znak z nieba jak piktogram.
Nie mam pilota w ręce, jestem nim sam dla siebie,
nie chcę oglądać wiecznie życia, a nie żyć wcale,
tak cudzy świat bezbłędnie, gdy nas przykryły cienie,
mój świat jest fundamentem, reszta na dalszym planie,
tylko gdy czuję miłość w sobie mogę dać ją innym,
a Ty zabijasz ten płomień, który i tak ledwo iskrzy,
zapominasz o tym, co dobre, kiedy widzisz zyski,
pytasz jak żyć prościej, nie pytaj telewizji,
popatrz na ptaki chwilę, ziemię, góry, niebo,
te owady na roślinie, wiatr, strumyk, drzewo.
Nikt oprócz ludzi nie pyta płacząc po co istnieją,
jak można żyjąc szukać życia, gubić radość z niego?!
Choć jesteś jego częścią, sam dokonujesz zmian.
Choć mówisz, że jest ciężko, nie mów, że myślisz tak.
I może myślisz, że myśląc tak problem będzie trwać,
ale widzisz to co chcesz widzieć i tak odbierze świat.
Wyłączam TV teraz i idę pocieszyć się tym,
że jestem tu i teraz, robię to co chce robić dziś,
gdy wena jak atmosfera zmienia mnie na maszynopis,
gdzie nie jeden marzy o tym, spróbuj rozważyć to

Ref. Życie to nie towar, to są ludzie, którzy chcą Cię kupić,
to nie towar, jesteś warty więcej i nie musisz się chować,
ani być w TV by być kimś. Prowadź, Boże prowadź

Życie to nie towar, to są ludzie, którzy chcą Cię kupić,
to nie towar, jesteś warty więcej i nie musisz się chować,
ani być w TV by być kimś. Prowadź, Boże prowadź
[x4]
Miasto, miasto nocą

Jeden coś mów, a dwa nie mów nic
Milcz jeśli dostałeś ten sam cynk
Za oknem szklana pogoda, na śmierć się zaklubować
Ziomki ze mną tora, tora, tora
Opuszczam łez padół
Jadę tam gdzie jest w ***** laskojadów
Nasze twarze loco baby
Za to bez pedalstwa, sztucznej biżuterii
W klubach na melanżach widzisz nieraz
Dumny pewny krok Johhnego Walkera

Siema witam wszystkie kluby
Dzisiaj w nocy brudne miejskie muki
CBŚ podszyci niepokojem
Puści w pysk hajsu nie wydałem Robert
Cipki rozpalone jak na suficie sto watt
Kocham to ziomek na śmierć się zaklubować

Pierwsza nad ranem pełen klub
Do szóstej nad ranem pełen klub
Kilku ziomów ze mną, parę fajnych sztuk
Lerua refren wrzuć

[x2]
Miasto, miasto nocą

Klub gorący blaszany dach
Kobiety, w ich oczach miłość, strach
Alkohol ziomek proszę ochłoń
Kolumbia do rana Tony Montana
Lans zawsze mamy we krwi
Hajs, nie masz to prześpij
Tańcz, nikt nie jest trzeźwy
Nie ma tu miejsca dla żadnej lesby
Zaklubować się na śmierć
Powtórz to na śmierć aż zgaśniesz, czujesz to?
Ja MyNieMy co złego nie my
Dziś wyjątkowo największe zło
Będziesz mi jadła z ręki
Usta jak dwie wisienki
Ej masz tu przełknij
Zamykamy budzik, zapnij pasy, słyszysz?
To dla rajdowców Mitsubishi

[x4]
Miasto, miasto nocą

Wiesz dziewczyno, że przyszedłem tu sam
Wykorzystaj chwilę i przede mną tańcz
Nie stój, nie stój, *****u, *****u
Bez słów, bez słów dasz mi dziś
Jak on nie odejdzie ciśnienie nie przejdzie
Jak z oczu nie zejdzie na twarz spadnie mu liść

Acha, rozumiesz?
PiH, Białystok
Szycha, Lerua
Dzieciak nie jest lajtowo
Zaklubować się na śmierć

[x2]
Miasto, miasto nocą
Panowie Panie pozwólcie, że przedstawię
Pan ef- hrabia miód, cud unikat jak numer pesel
Szanowne Panie mówią: "zestarzałeś się jak mój domowy pecet"
A oto moje dossier
więc wiesz już skąd ten pośpiech
tak pracuje "pi ar"
Filar co biznes w garści trzyma
Wiwat wiwat pan Ef
A nie Marcinkiewicz premier
Ja to wieczne dziecko, leciutkie jak piórko, jak balon nasiąkniety helem
Pan Ef - ale nie z MARILLON
jeden na milion płonie Bastylion
Gdzieś w centruma Warszawy
Duże dziecko co taki ma nawyk
Ze strzela serią skojarzń jak karabin
Kiedyś w zerówce mały cwany łobuz
Co mówi przepraszam gdy narobi smrodu
A nioe prymusik ani synek mamusi
Nie Omnibusik co kabluje donosi
By wśród grona belferów zdobyć podziw
Dziś dzieciaki witają się w zerówce: "elo ziomek"
Chcą być raperami siedzieć non stop na ławce gdzieś przed domem
Bladzi od ekranów jak trupy
Nasiąknięci sensacją jak ekranu pupil
Non stop cała dobę jak TVN24
A tam świat elit krwawy jak merry
Świat inwektyw
Jak Rutkowski detektyw
Podupada na zdrowiu
Czy to ja nic nie rozumiem, czy oni zwariowali
Czy ja jestem dziecko , a oni tak dojrzali

Mamy granaty w ustach co mogą nam wypalić
Powiedźcie ludzie jesteście gotowi?
Zimne nerwy a serca jak prodiż?
Duże dzieciaki mali chuligani?
Granaty w ustach mogą nam wypalić?

Ogromny tornister z Piotrusiem Panem
Kluski lane
Serca z marcepanem
Mycie zębów upierdliwe jak remament
Gumy turbo to był na to patent
"halo halo" prze łoki toki
Skoki przez kozła, pierwsze kapsle
Wyścig Pokoju na wersalce
Sentymenty takie tam
Baczki z saletry odpalam sam
To ja pan wieczny dzieciak
Z plecakiem większym niż
Worek w ręku dziś
Świat duplo kidilendów
A nie pana Tiki Taka i Pewexów
Tęczowy Muzik Box to był obciach
Beastie Boys, Sonic Youth naszywki na kostkach
Kostki to plecaki
Bestselier na rynku jak polski hydraulik
Popatrz na te gadające głowy
Skowyt, lanie wody, kłody pod nogi
Ja wolę Kidilendy
Sentymenty gorące jak prodiż
Nie czytam gazet nie oglądam telewizji
Jak tam spojrze przez ramie to nie mogę się nadziwić
Czy to ja nic nie rozumiem czy oni zwariowali

W ustach mamy granaty co moga nam wypalić
Powiedźcie ludzie jesteście gotowi?
Zimne nerwy a serca jak prodiż?
Duże dzieciaki mali chuligani?
Granaty w ustach mogą nam wypalić?

Pan wieczny duży dzieciak
Z tornistrem na plecach
Dzieciaki krzyczą za mną
"ej wyrośniety ciulu co sie tak podniecasz"
Kickflipy 180, nose slajdy na ławkach
Bez prawa do koloru
Co wiązało ręce jak bezpieczeństwa kaftan
Pierwszy kolorowy telewizor Sanyo
"Zachwile dalszy ciąg programu", "Cudowne lata", "Strachy na lachy"
Z deskorolką pod pachą mały człowiek, chudy jak patyk
Proszę tu nie jeździć bo hałas jak na produkcyjnej hali
Oni maja paragrafy
A my mamy granaty w gębie, które moga nam wypalić
Szemrane typy co chcą czyścić nam morale
Znowu wmawiać, że kolorowe znacze szare
Dzielić nas jak nikt dotąd
Leczyć swe kompleksy ja mam tego potąd

Czy to ja nic nie rozumiem czy oni zwariowali
A my mamy granaty w ustach które mogą nam wypalić
Powiedźcie ludzie jesteście gotowi?
Zimne nerwy a serca jak prodiż?
Duże dzieciaki mali chuligani?
Granaty w ustach mogą nam wypalić?
Wracam na rewir na miejsca gdzie nikt mi nie krewi to życie poukładam jeszcze będzie tak jak chcemy
potrzebuję przestrzeni by móc zaczerpnąć weny potem głęboki oddech, studio, plan i jedziemy
Pamiętam te koncerty ekipa zalana w trupa melanże na chałupach każdy każdemu ufał potem
gdzieś nasz plan upadł nikt nie sięgnął po triumf za dużo nie potrzebnych słów za dużo drinów
uwierz na słowo brat ja przeżyłem swoje, gdyby nie wiara w Siebie pewnie to by był koniec, dzisiaj
na swoim stoję, daje Ci tą opowieść ty rozliczysz się przed sobą czy coś zawdzięczasz Głowie jak nie
to z bogiem ja obrałem już drogę mam kobietę która kocham za nią poszedłbym w ogień , ona dała mi
siłę bym mógł być tu z powrotem respekt dla moich ludzi mój dom jest waszym domem

Wracam dla tych chwil, wracam aby żyć,
Wracam do tych miejsc, które miały wpływ
Kim jesteśmy dziś, co działo się wczoraj
Nie zmieniłbym nic, to historia o nas
Wracam dla tych chwil, wracam aby żyć,
Wracam do tych miejsc, które mają wpływ
Kim jesteśmy dziś, co działo się wczoraj
Nie zmieniłbym nic, to historia o nas

Wracam w te wszystkie miejsca, które pamiętam od dziecka Bałtycka 1b/2 w Kamieniu co święta
Kiedyś miejska dilerka, cześć, trzymaj, dozoba, dwie klatki dalej słyszę muzykę z okna zabora
ziom sto lat i wylądowałem na ławce tej samej na której masowo goniłem trawkę, tam koło klecia zajdę
pamiętam jak teraz, pierwsze rapowe fristajle chłopaku z Kamienia . Pozmieniało się wiele bez nas
to już nie ten klimat, ale się czuje jak wtedy kiedy jak dzisiaj nawijam. Człowiek wybacz
wspomnień nie zabierze nam nikt i gdybym mógł dziś zmienić coś to nie zmieniłbym nic musze iść
Siemasz Szczecin z buta cisnę bo co warta stara hip hopu szkoła , co dobrze pamięta o nas
ONIL'a na koncert Wężu, Tony Jazzu, a z rana wylądowałem z jakimiś dupami na Pomorzanach
To była moja pierwsza chata w SZN mam sentyment, do wszystkich miejsc płynących z moich
linijek idę się przejść piszę swój hip-hop w Szczecinie z tych wszystkich miejsc do których
wracam jak żyje

Wracam dla tych Chwil, wracam aby żyć,
Wracam do tych miejsc, które miały wpływ
Kim jesteśmy dziś, co działo się wczoraj
Nie zmieniłbym nic, to historia o nas
Wracam dla tych Chwil, wracam aby żyć,
Wracam do tych miejsc, które mają wpływ
Kim jesteśmy dziś, co działo się wczoraj
Nie zmieniłbym nic, to historia o nas
[Wężu]

Z życia soundtrack, znajdziesz nas na tych samplach.

W panczlajnach esencja na taktach.

Rymu nacja jak ZiP na faktach.

***** wbij w lipę my z przepychem na kompaktach

W waszych klubach, na ławkach w waszych miastach

podążam za tym jak za zapachem gandzi rasta,

raz dwa i na odsłuchach ten rap gram,

patrz jak podążam tam gdzie rapgra.

Tak trwam w miejscach gdzie bas gra,

nie zmienię podejścia bo od lat tak gram

niczym tratwa to powrót do domu ułatwia,

muzyka ziomów klasyka Szczecin miasta.

To mistyka, głowa to chwyta jak ja dźwięk w was przenikam

i to ma motywacja.

Inspiracja w bitach gra kolejna płyta,

Ty znajdziesz nas tam gdzie gra ta muzyka.



[Ref:]

Idę tam,idę tam gdzie ta muzyka gra,

tylko tam, gdzie ta muzyka gra,

będę tam, gdzie ta muzyka gra,

znajdziesz nas...

Tylko tam, tylko tam gdzie ta muzyka gra,

idę tam gdzie ta muzyka gra,

będę tam gdzie ta muzyka gra,

znajdziesz nas...



[Głowa]

Muzyka gra, chata tętni dźwiękiem

delektuję się pięknem sampel, stopa, werbel

uzależniony jestem i to na grubo

z każdą minutą wena wpływa do bani na długo.

Melanż zakrapiam w suto,

uzależniony jestem od wersów, studia

trenuj przed każdym koncertem

niech to nie będzie brechtem dla laików co nie czają,

że ten rap to coś więcej niż hajs, flatera, amok.

Wciąż mi mało, zmieniam CD-eków zestaw

to mój prywatny Zion oryginałów kolekcja.

Tutaj, gdzie mieszkam rap jest jedyną odskocznią

by nie zwariować w kraju gdzie wszystko w biznes poszło.

Dobrze konkretnie ostro ochraniamy godło

muzykę mamy we krwi stoją z płonącą pochodnią

chcesz nas rozliczać mordo?

to iście ciężkie, puki stąpam po ziemi muzykę znajdziesz we mnie.



[Ref:]

Idę tam,idę tam gdzie ta muzyka gra,

tylko tam, gdzie ta muzyka gra,

będę tam, gdzie ta muzyka gra,

znajdziesz nas...

Tylko tam, tylko tam gdzie ta muzyka gra,

idę tam gdzie ta muzyka gra,

będę tam gdzie ta muzyka gra,

znajdziesz nas...
Jeden jest kraj, jeden raj, jeden azyl,
niemożliwy do zdobycia, jak to, by przebiec Paryż w godzinę,
Nie wiem stary czy przepłyniesz Atlantyk, na tratwie,
mając trawkę, zapalże te blanty, za ten hajs,
co straciły napadnięte banki,
niepotrzebnie patrzysz w przeszłość,
zajrzyj w wewnątrz, nas tu pełno,
wystarczy milion euro, by rozpętać piekło,
milion ekstra, pierdnąć nie zdążysz,
chodzisz na głosowania i chuj,
kogo co sądzi taki jak Ty,
chcesz ten milion, walczyć zacznij,
masz ich w garści, ziom, jest na odwrót,
za milion, jaki milion? - stawkę podwój,
jak chcesz świata podbój, masz zapłatę, w końcu,
od kata do obrońców ideałów, których brakło,
milion euro, milion powodów by być kłamcą,
milion przyczyn po to się trafia tylko raz, ziom,
milion euro, milion na wejście, by grać w to,
[milion, milion...]

Ref.x2
Jeden Milion[Ej!] to dziś szczęśliwy numer
Jeden Milion[Chcę!] czy tego nie rozumiesz,
Jeden Milion[Ej!] jeden milion euro,
pomyśl, ile kosztuje ta przyjemność

Jaki wytwór wyobraźni nazwałbyś z nieba miastem?
Miejsce, gdzie za milion niejeden sprzeda matkę,
bieda tak chce jeśli nie ma chleba w gardle,
nie ma przebacz, diable, teraz era hajsem zaszczuta,
w tym teatrze, gdzie los fałszuje bluesa,
nikt nie klaszcze, tutaj każdy czeka na milion,
chcesz prawdy ziomek ej, nie ma jak żyć z nią,
w hipokryzji, w której to ludzie sami siebie krzywdzą,
marzenia - to billboard, S klasa, willa, basen,
realia to zjazd windą do Fiata z kilohaszem,
by mieć milion i chuj, że co tydzień inny patent,
by mieć swoją miłość, co liże, ale kasę,
co kocha, ale papier (tatku, zobacz co potrafię),
z takim masztem na chacie,
lexus kreśli tu przyszłość kasy z jachtem nie macie,
bucu nie z tych to wyjdź stąd, taką chciałbyś?,
przecież jest taka jak Ty, odstawmy zło ziomek,
od rana tylko daj mi i daj mi i daj mi i daj mi,
to tylko milion, tylko milion, jednak milion,
za który nie jeden milion przegrał...

Ref.x4
Jeden Milion[Ej!] to dziś szczęśliwy numer
Jeden Milion[Chcę!] czy tego nie rozumiesz,
Jeden Milion[Ej!] jeden milion euro,
pomyśl, ile kosztuje ta przyjemność
Stary, kiedyś wstałem rano spocony jak bawół w dżungli,
Ty, powiedz Tarzanom, że mają chujowych kumpli,
Energii mało - jak w kuchni u cyganów z wioski,
Jak by tu biegało stado fanów Skłodowskiej.

Dobra, idę się wykąpię, dziś na kompie pierwsza zmiana,
Rozpinam rozporek - Ej stary, chyba nalałem na szatana.
Co Ty gadasz ziom, ej, nie przesadzaj, frustrat,
Co? Kurwa, chyba gadam do lustra.

I może bym ogarnął akcje, gdyby nie to krzesło,
Zerkające na mnie bacznie niczym te kasjerki w Tesco,
Dobra, bez sensu jest to, nie no, granice przekraczam,
Pierdolę to - serio - dzwonię do Skacza. (halo)

Oni mówią mi - Skacz, cześć, polecam tabletki
Apap to lajt, fakt, lepiej klepie Strepsils,
Jak nie wiesz co ci jest, gdy jebie ci do reszty,
To zajeb sobie LSD i połóż się na jezdni.

Ref.:
Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!

Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!

Co ja mam robić jak ta komoda chce mnie pobić? (jak to?)
Nie wierzę w Boga - no to co on tutaj robi? (fuck, no)
Nie wierzę nowym faktom i nie wierzę też tobie (ziom)
Jesteś więcej niż jeden, czy w jednej osobie? (yyy)

Nie wiem co ja tu robię, przecież miałem być w pracy
Do tego gratulacje, znów nie mam kasy na akcje - telefon,
Apropo metro - nie wiem czy ją poznajesz,
Ale to cipsko wróciło, żeby nie sprzedać mi fajek!

Chyba mi odbiło, jak wirażce w barze po świni,
I może świnię urażę w tej chwili, ale poważnie,
Mam fazę na zaprzęg do klinik, jak finisz na zawsze - kminisz?
Jak tak, to fakt, zapowiada nam porażkę.

Oni mówią mi - Skacz, cześć, nie przejmuj się tym,
Weź zapal trawkę i zajeb cztery sety,
Zamorduj dwie kobiety i powiedz - niestety,
Albo udawaj koleś i wkręcaj, że to nie Ty.

Ref.:
Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!

Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!

Miejsce - psychiatryk, akcja - korytarz.
Gościu był jak nieudana terapia Frankensteina na hobbitach,
I zapytał się mnie, nie, czy mienie me muzyka,
Ja odbijam, nie menie, nie będę w ściemę wnikał,

I tak witam się po trochu, z każdym na przypał,
W rogu typ dostaje zastrzyk, na typa z boku patrzy,
Biovital łyka, chyba chwyta go czkawka,
Drugi typ się porzygał, bo myślał, że goni go kaftan.

Ekstrema jak w Alpach, wczówka,
Typy na kroplówkach jak na lianach,
Kurwa, gdyby nie ta pielęgniarka durna,
Gdyby mnie na barana wzięła, na barana
Albert, nie teraz, cholera, spadaj - dociera?
Odpadaj, dawaj materac, rozbieraj, badaj skurwiela.

Czasami tam wpadam - siema, pokój 003.

Ref.:
Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!

Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!
Już możesz odejść
Mogę być
Może to ja
Może ty
Ktoś ma styl
Ktoś ma syf
Obojętnie czy jest git
Możesz pękać jak szyba, kiedy się pojawia rysa
Możesz stać jak tur, jak słup co typ na nim dziś zatrzymał jeepa
Mogę stracić
Mogę mieć
Możesz olać mnie lub chcieć
Ktoś ma coś, co ty masz gdzieś
Na przyjście i na wyjście "cześć"
Nie obchodzi mnie twój fart i pech
I czy znasz ten dźwięk wciąganych ściech
Mam stan jakbym przeżył sam cały świata żal
I szczęście.. jest tak obojętne
Jest jakoś tak..(obojętnie)
Wciąż jest tak..(obojętnie)
Często jest tak...(obojętnie)
Wciąż tak..(obojętnie)

Już..
Możesz umrzeć, mogę żyć
Mogę wszystko, WWO Zip
Znów modelki wyraz gęby
Jak miecz syrenki tępy
Masz wdzięki, mam względy
Tak bardzo obojętny
Ten świat jest absurdalny
Pigułki gwałtu, panny
Bez nerki w środku wanny
W lodzie je zostawił złodziej
Handel organami w modzie
To dzieje się tu na co dzień
Mam dość i niedosyt,
Mam dzień w środku nocy,
Wiem... patrzysz na mnie lecz mnie nie widzą
Te całkiem puste oczy..

Patrzysz tak.. (obojętnie)
Wciąż jest tak.. (obojętnie)
Wciąż jest tak.. (obojętnie)

Mijam cie i widzę ze ty patrzysz na mnie obojętnie...
Patrze prosto w oczy i tak jakby Cię nie było

Mijam cie i widzę ze ty patrzysz na mnie obojętnie...
Patrze prosto w oczy i tak jakby Cię nie było (obojętnie)

Mijam cie i widzę ze ty patrzysz na mnie obojętnie... (obojętnie)
Mijam cie i widzę ze ty patrzysz na mnie obojętnie... (obojętnie)
Jeszcze masz na ustach... Krew...

ref.
Wiem jak jest, ty też tak masz
Twoje drugie ja, drugie serce, druga twarz
Tam gdzie wszystko lepi się od krwi, cuchnie mordem
Rozdwojenie jaźni, autoportret

Na najwyższym z pięter piętrze
Pełnym pajęczyn czasu strychu
Jest pewne sekretne, wilgotne miejsce
Trzymam tam swój gniew zawekowany w słoiku
Powietrze przeklęte, tu wszystko co mętne
Ciężki osad pokrywa dno
Jak masz niepewne ręce to nie dotykaj
Niepewne ręce stłuką to szkło
To słodka tajemnica mojego istnienia
Niebezpieczna dla mnie i dla otoczenia
To piętno Kaina, które czuję w lewym ręku
Ślad nienarodzonego brata, fetus in fetu
Ta mroczna strona tam gdzie bicie serca
Choćby nie wiem ile jadła wiecznie czuje głód zwycięstwa
Nocny pasażer, o którym nikt nic nie wie
Poza zasięgiem wzroku, tam gdzie żyją cienie
Nieraz krew mnie zaleje, on się pojawia
Trupy wrogów jak worki piasku już leżą na wałach
Wyłazi spod łóżka, szydzi z moich modlitw
Jak pod pręgierzem wtedy nie umiem się modlić
też jest pasterzem, z drobną różnicą- wiesz
On swoje owce prowadzi na rzeź
I kiedy umrę on umrze razem ze mną
Jak bracie syjamscy ja i on to jedno

W głowie obsesje, nagie tancerki
Migreny, gorączka, śmiech hieny, lęki
Nie Słońce a Księżyc, nie dobro a zło
Pod jego obecność chaos i mrok
Podróż do zła korzeni, do wnętrza trzewi
Gdzie fala strachu jest czarna jak niebyt
Gdzie paranoja jest gęsta jak sadza
Czy też to słyszysz jak coś chodzi po ścianach
Przejmuje kontrolę i to wystarcza
Ktoś trzyma się krawędzi, ja depczę po palcach
Idę przed siebie, nie patrzę pod nogi
Przede mną panteon martwych bogów i bogiń
Na co dzień się skrywa wśród ludzi po domach
I atakuje nocą jak Łomiarz
Cokolwiek się zdarzy jesteśmy rodziną
Na zawsze związani tą pępowiną

Zapamiętaj to jak dobra i zła ręka
Jedna kogoś ratuje, druga naciska na spust
Prawa zawsze karmi, głaszcze kobiety biust
Gdy lewa wpycha w ciało po rękojeść nóż
Stoisz na rogatkach i czy już wiesz
Co w tym jest a co nie jest warte łez
Dystans między wami? Przecież nikt cię nie zmuszał
Tylko jucha szumi, szumi, szumi w uszach
Najwierniejszy z przyjaciół, który zna tą grę
Nie jest tu na dobre, jest zawsze na złe
Nazywasz to różnie i bierzesz leki
Lecz spokój nie zakrada się pod twoje powieki
Kiedy nadchodzi, już nie odpoczniesz
Bolą cię włosy, to zrywa paznokcie
Życie zjada życie, w tobie tylko pustka
To on zwilża twoją krwią swoje usta
1. Parzel
Gdzieś uciekł ten świat, kiedy przestałem być dzieckiem.
Wraz z wiekiem, rzeczywistość ciaśniej wiąże ręce.
Nie powiem ci jak żyć, nie czas i miejsce.
Nie powiem ci jak żyć, niewiadomych coraz więcej.
Naważyliśmy sobie piwa, przyjdzie nam to wypić.
Ulice miasta mogą zachwycić lub niszczyć.
Stworzone dla nas, na nowo powstało ze zgliszczy.
Środowisko, w którym musisz liczyć, wciąż liczyć.

Szaleńczy ten bieg, dokąd zmierza ten gatunek?
Dwa bieguny, kiedy zerwiemy ostatnią skórę.
Wszechświat, nigdy nie ogarniesz go rozumem,
Jesteśmy jego częścią, jest w nas, czy to czujesz?
To jest ten czas! Lecz nie powiem ci jak żyć,
Jak media co instalują ci w głowie swoje sny.
To pierdolone opium dla ludu, gonisz za tym,
Z czasem wszyscy się w tym gubią.
Wypełniamy przestrzeń w mieście, jak puste brzuchy
Czy z mace kapuchy, przyjdzie nam się obudzić.
Ignorując wszystko, ludzkość brnie w to dalej.
Ludzkość wciąż mówi przyrodzie "spierdalaj"
A marzy nam się spokój ducha i równowaga.
Niewielu obchodzi kim jesteś, lecz co posiadasz.
Wciskam STOP i zatrzymuje się na moment,
By odnaleźć to co dawno już zostało utracone.

Gdzieś uciekł ten świat, kiedy przestałem być dzieckiem.
Wraz z wiekiem, rzeczywistość ciaśniej wiąże ręce.
Nie powiem ci jak żyć, nie czas i miejsce.
Nie powiem ci jak żyć, niewiadomych coraz więcej.
Naważyliśmy sobie piwa, przyjdzie nam to wypić.
Ulice miasta mogą zachwycić lub niszczyć.
Stworzone dla nas, na nowo powstało ze zgliszczy.
Środowisko, w którym musisz liczyć, wciąż liczyć.

2. Sokół
Dzisiaj wiem, że w tyle głupich słów kiedyś wierzyłem,
"Nigdy więcej", "Na zawsze", jak debile.
Nie jestem mędrcem, to przekleństwo, nie przywilej.
I nie jestem wzorem, więc nie naśladuj mnie i tyle.
Nie otarłem się nawet w życiu o idylle.
Kocham prawdę, czasem boli, jak już coś to przez chwile.
Na każdą chujową akcję spuszczam gilotynę,
Odchodzę w trakcie i nie patrzę, jak ginie.
Nie mszczę się, bo za szybko czas minie,
I za szybko mknie, by marnować go na świnie.
Nie mam recepty na nie, pierdolę garść banałów.
Pewnego dnia odstawię mimowolnie życia nałóg.
Umieram z wami tu każdego dnia, w każdym calu,
Bo nie mam magicznej wiedzy i nie patrzę z piedestału.
Rzadko zawracam, ale przyznaję się do błędów.
Nie jestem zły, ale nie wróżę happy endu.
Stałość szczęścia składa się tylko z momentów,
Nie mam swojego miejsca i nie znam celu okrętu.
Płynę, chujowo śpię, jak nie ma jej obok,
Na szczęście jest i dotyka mnie nogą.
Nie cierpię tych co się wożą a chuj mogą,
Nie jestem tym co osądzi ich srogo.
Nie powiem ci, jak żyć, bo nie jestem mądrą głową,
Nie zawsze spoko, ale w stu procentach sobą.
(Pork)
Możesz zacząć jak DeVito, znikąd po drabinie marzeń,
a skończyć jak Carlito, wykończony wrogim strzałem.
Możesz zacząć z Afrodytą i jej córką na dywanie,
a skończyć z hermafrodytą z tryplem gdzieś w Tijuanie
Można zacząć zmieniać życie w kiblu po barbituranie,
a skończyć jako wirtuoz ringu lub przy fortepianie.
Albo mając wszystko: wpływy, hajs, rodzinę i talent,
skończyć kradnąc zete z wózków gdzieś przy Castoramie!
Można wiele, życie pisze dziennie milion scenariuszy
i powinno się ich inność piętnować i z niej uczyć!
Można wiele, lecz gdy spadasz w dół, raptem usłyszysz ciszę,
tak jak wtedy kiedy spada mydło pod prysznicem!
No bo nie ważne jak zaczynasz, ważne w jakim kończysz stylu,
zabieram cię w podróż rymów do krainy woluminów,
naszych tracków, naszych stylów, lecz na jedno nie odpowiem
Bo sam nie wiem kim będę, kiedy zagra ostatni dzwonek!

Ref.:
Czasami znając drogę nieustannie błądzisz.
Czasami dzielisz ludzi prawdą, by ich łączyć.
Nie zawsze grzech na duszy całe życie ciąży.
Nieważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz... x2

(Szad)
Liczy się nie start, ale meta! Widzicie droga jest daleka.
Można zacząć jak rakieta - dom, kareta, sława, keta...!
A skończyć jak melepeta na waleta i laweta!
Albo zacząć jak kaleka i wystrzelić jak Beretta!
Chyba, że skończysz zanim zaczniesz! Zaczęliśmy nieopatrznie!
Dobrze, że nie w trepanację, powiedziałbym reformację
Konkurencja, demonstracje zalały nas ich reklamacje
Na co my im jednoznacznie popsuliśmy dekoracje!
Kto ma rację, ten ma rację! Trenuję tu melodeklamację!
Bloku szpitalnego pacjent, co wyłącza grawitację!
Rywale, mimo że jeszcze nie kończę, mają w oczach rezygnację!
Ja mam w oczach ,,wypierdalam na wakacje'' - Laga plackiem!
A Wy róbcie nam wykresy! Łapcie babcie za protezy!
Mówi TeJeVe do drezyn - zostaną wam irokezy!
Niech prorocy CyberRzeszy głoszą swe fałszywe tezy...
Chuj w ich krzywe interesy! Jesteśmy jak Smith & Wesson!

Ref.:
Czasami znając drogę nieustannie błądzisz.
Czasami dzielisz ludzi prawdą by ich łączyć.
Nie zawsze grzech na duszy całe życie ciąży.
Nieważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz... x2

(Nullo)
Możesz przegrać wiele bitew, by na końcu wygrać wojnę.
Czasem wystarczy iskra, nie musisz igrać z ogniem.
Czasem wystarczy wytrwać, nie od razu chwytasz formę.
Pytasz skąd wiem? Skąd?! Bo na co dzień mam ten problem!
Nie jestem Jamesem Bondem, choć gdy miałem ręce wolne,
niewiarygodnie działo się miałem płci pięknej hordę.
Niewiarygodne stało się teraz życie biegnie wolniej.
Pytasz skąd wiem? Skąd?! Bo oddałem serce godnej!
Jak tu wiązać koniec z końcem w Polsce?
Życie wbija w dłonie ostre kolce, możesz wybrać opcję ,,stocz się''.
Zapijać w kropce problem browcem, aż po burzy wyjdzie słońce.
Pytasz skąd wiem? Bo nie było mi to obce!
Dlatego nie ważne jak zaczynasz ,jaki start ma twa rodzina.
Czy rap grasz na wyżynach czy czujesz się najgorszy.
Czy zabijasz czas w kantynach, czy przemawiasz jak kardynał.
Gdy nadejdzie kres poczynań liczy się jak skończysz...

Ref.:
Czasami znając drogę nieustannie błądzisz
Czasami dzielisz ludzi prawdą by ich łączyć
Nie zawsze grzech na duszy całe życie ciąży
Nieważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo