Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Wyyydłuuuż Dooobęęę,
Wydłuż Dobę jakimś sposobem
P. R. O. S. Z. E. C. I. E.
proszę cię sklonuj mnie
x2
[FO]

Od rana na biegu, uwaga na każdy ważny szczegół,
Ej, mam niepoważnych kolegów, wiesz
każdy z nich chcesz czy nie chcesz pomaga,
jeszcze raz błagam, nie pomieszczę tych zadań,
chwila moment - oddech niech ochłonę ziomek,
pośpiech, zamęt, nawet za mikrofonem,
obłęd, obłąkany układ planet,
zamęt - zwany huraganem, [płonę!]
cyklon, tajfun, „weź wylajtuj” mówię sobie,
poukładaj wszystkie fobie w głowie,
od poniedziałku puszczam to w obieg w jednym kawałku,
Człowiek sam powiedz, zawodowiec na majku [aj!]
skumaj, wczoraj umarł - dzisiaj obaj do fight’u
doba jak guma, zobacz po monsunach,
pogoda u nas, suma gigabajtów,
Więc weź im to wytłumacz, że jedna miłość
plus jakby to było gdyby dwóch nas było ?
[Fokus z ust mi to wyjął jak ustnik ]
Miło się piło ale na kartkach pustki...

x2
Wyyydłuuuż Dooobęęę,
Wydłuż Dobę jakimś sposobem
P. R. O. S. Z. E. C. I. E.
proszę cię sklonuj mnie

[RAH]

Ej, przyjrzyj się uważnie walorom,
odpowiadającym swym pierwowzorom,
nadaj im formę, kształt oraz kolor,
Powstanie drugi Rahimolog-us
cóż - dwoje [dwoje] troje [troje]
może czworo [może czworo] lub też pięcioro [pięcioro],
trza mnie skoro spraw sporo,
każdą porą, piździ czy gorąc,
przyjmę z pokorą, nie ma zlituj się [horror!],
Biorąc pod uwagę terminarz,
który przez www.pokahontaz.com otrzymasz,
gdy ty kimasz - ja tonę w czynach,
gdy ja kimam - ty swój dzień zaczynasz,
Wymarsz po tym gdy dzień dobry dniu powiem,
spod kołdry fru zrobię, spędzę sen z powiek,
Choć grymas na buzi bo czas się obudzić,
nie ma co się łudzić, znów trza się trudzić,
Wraz z poniedziałkiem wycięty i spięty jak śmiałkiem,
pochłonięty całkiem [całkiem]
czas na podziałkę spraw na solidne oraz miałkie
[mam do tego smykałkę]
Nawet ma lejdi, mówi ‘sklonuj się bejbi’,
byś mógł być tam, a tu drugi taki sam,
Zdeterminowany w grze jak McGrady,
już slim jak Shady, dobra tyle weź to save’nij,

[bardzo dobrze, dla mnie bomba]
x2

Wyyydłuuuż Dooobęęę,
Wydłuż Dobę jakimś sposobem
P. R. O. S. Z. E. C. I. E.
proszę cię sklonuj mnie
Raz się jest na dnie raz się jest na szczycie
Oto całe nasze popierdolone życie

Pytania odpowiedzi odpowiedzi znów pytania
Kolejny dzień już schodzi może kupić coś do chlania
Życie nie jest proste ciągle kopie cię po tyłku
Chciałbyś złapać oddech pożyć trochę bez wysiłku
Pytania odpowiedzi odpowiedzi znów pytania
Lęk o własne życie prawie wszystko ci przesłania
Człowiek się zmienia świat się szybko zmienia
Coraz młodsi palą piją i trafiają do więzienia
Z młodocianym alkoholikiem możesz napić się wódki
A potem skorzystać z usług starszej prostytutki
Trochę starszej bo przeszło trzynaście lat
Naprawdę już zwariował ten popierdolony świat
Pytania odpowiedzi odpowiedzi znów pytania
Wkurwiasz się w barze kiedy obserwujesz drania
Który właśnie się porzygał i okropnie śmierdzi
Nie masz nawet pojęcia jak ten skurwiel się męczy
Bo ty jesteś na szczycie a on jest na dnie
Ale role mogą szybko szybko odwrócić się
Więc nigdy się nie śmiej z zasrańca przegrańca
Bo gdy ciebie to spotka i obudzisz się z rańca
W jakiś pierdolonych krzakach w dodatku bez portfela
Wtedy sobie przypomnisz barowego menela

Raz się jest na dnie raz się jest na szczycie
Oto całe nasze popierdolone życie x2

Jeśli zbyt często palisz i zaglądasz do butelki
Jesteś zwykły skurwielu wkrótce robisz się zbyt miękki
Pijaństwo alkoholizm nazywaj to jak chcesz
To nic innego jak ucieczka sam dobrze wiesz
Ucieczka do świata brudnego zepsutego
Właśnie tak o tym mówią ci ze świata lepszego
Odrzucamy normy odrzucamy wartości
Świat na wielkiej fazie świat wielkiej szczęśliwości

Gdybyś tylko mógł ulepszyć nasz świat
Jednak twe ograniczenie pozwala widzieć świat zza krat
Sam je zbudowałeś nakreśliłeś gruby mur
Nie chcesz kontaktu zachowujesz się jak gbur
Twój świat się różni jest inny od tego
W którym żyją tacy ludzie którzy cały dzień chleją
Bieda ubóstwo to nieciekawy temat
Poranne picie wina taki już codzienny schemat
Żyjesz z tymi ludźmi mieszkają obok ciebie
Widzisz ich na co dzień i naprawdę cię to jebie
Jak już wspomniałem raz się jest na szczycie
Bo potem spadasz w dół i pierdolisz sobie życie

Raz się jest na dnie raz się jest na szczycie
Oto całe nasze popierdolone życie x2

Nie chcę byś patrzył na mnie tak jak teraz
Zdarza mi się wypić wpierdolić w kawałę nieraz
Lecz wszystko to gówno jakoś zawsze się kończy
Nie jestem taki groźny żeby słać za mną list gończy
Jestem podatny na różne używki
Na wódę likiery i zagraniczne trunki
Ile to razy mi się zdarzyło żeby zamiast iść do kina
Zupełnie bez kontroli urżnąłem się jak świnia
Zdarzyło się także że zupełnie bez celu
Chodziłem napizgany jak tych meneli wielu
Więc nie można powiedzieć że nie skończę tak ja oni
Przecież też byli na szczycie a teraz jest już po nich

Raz się jest na dnie raz się jest na szczycie
Oto całe nasze popierdolone życie x2
[VNM]
Oh, z papierosa dym szarobury,
majaczy w świetle lampy obok klawiatury
plączą się, wyginają wypłowiałe chmury,
chcą mi coś powiedzieć ale nie wiem co, kalambury
Ta, na starym M3, znam to dobrze,
powiedziałabyś mi, żebym stał przy oknie
kiedy palę, inaczej dym nas tu połknie,
chyba że obojgu było tak nam wygodniej.
Ta, ale w M2 dzisiaj trzeźwieje,
pamiętam UK i teraz wcale nie mniej chleje,
śmieszne to nie, nie jest
i bezceremonialnie przez wiele miesięcy się nie śmieję,
Oh, sama mieszkasz gdzie indziej już,
prędzej czy później wszystko przykryje kurz
Zostawiłaś u mnie spinkę do włosów,
patrzę na nią i wypuszczam dym z papierosów, ta

[Ref: Marysia Starosta]
Kiedy wypuszczam z papierosa dym
chcę poczuć to znów,
Bo nie wiem gdzie teraz jesteś Ty,
a chciałbym chyba byś była tu.

[VNM]
Oh, słodka jak cukierki Wedla,
wieszałaś mi się na szyi pytałaś czemu nie dla
Ciebie piszę teksty, a dziś gdy lepię ten
dla Ciebie na szyi mi wisi tylko kolejny Deadline,
Ta, albo dupy których nie znam,
których imion jak skruchy nie pamiętam,
przez to że gonię po miejscach
kiedy normalnie to mnie nie wkręca,
ale znowu sie najebałem,
Ta, cały VN M znowu fajki palę
ten śnieg, weź tego, daj mi, nalej
dalej samokontroli lub brak mi stale,
jak wtedy kiedy widzimy się nagle, walę to wszystko,
połączenie naszej chemii chore
widzę nas przed telewizorem i wóde i cole
a sam siedzę, tu, przed monitorem,
znów papierosa biorę w dłonie, płonie.

[Ref: Marysia Starosta]
Kiedy wypuszczam z papierosa dym
chcę poczuć to znów,
Bo nie wiem gdzie teraz jesteś Ty,
a chciałbym chyba byś była tu.

[VNM]
Oh, zaatakowała szyby ciemność
chciało nam sie zapalić ale nie wyjść na zewnątrz
zimno, noc osiedle przykryła ledwo
paliliśmy go przy oknie jakby znowu była ze mną,
ta, obserwowałem metropolie
nie myślałem że mnie tak to ścierwo pojmie
niespokojnie zerkałem na Ciebie
i chciałem wierzyć że z tego o czym myślisz część jest o mnie,
ta, i nie oceniaj nas to nie liczy się
to niesprawiedliwe tą opaskę Temidy weź,
zapomnij bo Twoja twarz rumieni się też
pięknie jak widzę na niej blask i nie widzę łez,
ta, nawet jak nikt nie zrozumie nas,
Co z tego? Żaden z nas nie musi grać,
W M2 wyłączam lampe nim wstanie rosa
idę do okna i zapalam papierosa, ta.

[Ref: Marysia Starosta]
Kiedy wypuszczam z papierosa dym
chcę poczuć to znów,
Bo nie wiem gdzie teraz jesteś Ty,
a chciałbym chyba byś była tu.
Czuję jak dym z papierosa szczypie mnie w oczy
A żar się jeszcze tli żeby zamienić się w popiół
Przypominam sobie sny o pięknej przyszłości,
do której wszystkie drzwi są zamknięte już bezpowrotnie
Lód w mojej krwi rani moje żyły
i czuję chłód kolejnych dni, które pewnie jeszcze przeżyję.
Znów tylko ból zaciska mi pętle na szyi
I nie rozumiem słów, którymi mówią do mnie inni.
Ich pragnień, ich gestów, ich wyrazów ich twarzy
Ich prawdy, ich szczęścia i chyba nawet ich marzeń.
Weź mnie za rękę i zaprowadź na krawędź
I stój tam ze mną, aż się zmęczę i spadnę
Prowadź gdzie chcesz jestem gotów na cokolwiek
Możesz mnie mieć więc mnie weź nie martw się o mnie
Za darmo możesz mnie zachować lub zapomnieć
Bierz co chcesz z czymkolwiek będzie Ci wygodnie.
Wypluwam krew otwartą raną w moim sercu
Nie chce umierać a samotność jest mordercą
Chce się tanio sprzedać i móc utkwić w Twoim szczęściu
Nic mi nie potrzeba zabierz mnie wszystko jedno gdzie

Ref.
Chciałbym z Tobą pójść lecz nie umiem stawiać kroków
Nie pamiętam już jak mam czytać z Twoich oczu
Nie potrafię wypowiadać słów i w milczeniu
odgaduje co mógł znaczyć ruch Twoich źrenic
Chciałbym z Tobą pójść lecz nie umiem stawiać kroków
Nie pamiętam już jak mam czytać z Twoich oczu
Nie potrafię wypowiadać słów i na pewno
Nie odgadnę czy chcesz ze mną pójść przez szaleństwo

Całkiem ciemno, a na ścianie tańczą cienie
Jest mi wszystko jedno a stoimy tak blisko siebie
I gdy tańczysz ze mną Odnoszę złudne wrażenie,
Że koszmary gdzieś odejdą, nie dasz mi zejść na ziemie.
Sam nie wiem jak nisko już upadłem
Nie zadaje pytań, lubię kiedy patrzysz na mnie
Milczę, jakby ktoś trzymał zimny nóż na moim gardle
I choć chłód mnie przenika, to wszystko jest nieważne
Nic nie słyszę chociaż mówią do mnie
Moja dusza krzyczy próbując sobie przypomnieć
Kiedy czułem tak jak oni i mogłem czuć się z tym dobrze
I czy naprawdę czułem i czy faktycznie mogłem
Już nie wiem co jest dla mnie dobre i czy jestem sobą
Moje myśli są chore tylu ludzi nie jest obok
Pójdę gdzie chcesz byle jaka drogą wiesz
Zabierz mnie gdzieś gdzie jest zawsze ciepło i błogo.

Nie ma we mnie strachu jestem spokojny
bo nie mogę nic stracić i niczego udowodnić
spadam w dół, lecę i czuje że jestem wolny
To nic nie kosztuje zabierz mnie wszystko jedno gdzie.
Ilu pochłoniętych złem pieniądza?
Dla ilu jesteś tylko odbiciem słońca?
Cieniem na chodniku w tej kuli, w tłumie ludzi
Gdzie co drugi pozbawiony ludzkich odruchów jak zwierzę
Gdzie brak sumienia i wyrzutów, zimna krew, puste serce, milczenie
To czasy, gdzie człowiek przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie

Ja się śmieję, teraz bawię, a w tej chwili gdzieś daleko
Komuś kruszy się dobytek, umiera dziecko
Choć mnie to nie dotyczy, ale dotyka
Bo nie jestem obojętny na cierpienie świata życia
Umiem wczuć się w sytuację człowieka bez wyjścia
Cały czas bawi nas to co zakazane
Zło dziś jest piękne i kusi jak oszlifowany diament
Lecz mając serce i sumienie powiedz czemu czasem zamieniamy je w milczenie
Co? skąd w nas tyle złości i samouwielbienia?
Przymykamy oczy na nie nasze sprawy
Dopóki nam się krzywda nie dzieje to bez obawy
Trwa entuzjazm zabawy, entuzjazm zabawy
Zapatrzeni w te wystawy ręką dotykamy szyby
Chcielibyśmy wszystko w zamian nic nie dając innym
Czemu dziś bycie wrażliwym oznacza bycie słabym?
Nieszanowanym, człowiek przyjął to myślenie
Nie zastanawiając się w ogóle nad tym
Bo chce być ponad tym tak jak cała reszta
Nie doszukując się sensu i prawdy tak jak w tekstach
Ja nie należę do tych co o nic się nie martwią
Nie mam tak jak oni w dupie tego co jest za mną
Zawsze kiedy mijam bezdomnego pod ścianą
Ten widok widzi serce, budzi się smutek we mnie
Też wkurwienie jak patrzę na przechodnia co przechodzi
Obojętnie obok tego, bo to nie tyka jego
Jeszcze uśmiech na twarzy jakby, kurwa, było z czego
Dlaczego ludzie dziś są jak te zwierzęta
Nie zauważając jak ktoś obok nich klęka
Wszyscy biegną przed siebie w poszukiwaniu szczęścia
Depcząc innym po rękach aby tylko mieć dla siebie
A reszcie dać resztki tak jak psu w michę
To już stało się normalne w tych chorych czasach
Gdzie walka o swe czyste dłonie stała się jedną z głównych zasad
Aby lepiej żyć, aby przetrwać

Ilu pochłoniętych złem pieniądza?
Dla ilu jesteś tylko odbiciem słońca?
Cieniem na chodniku w tej kuli, w tłumie ludzi
Gdzie co drugi pozbawiony ludzkich odruchów jak zwierzę
Gdzie brak sumienia i wyrzutów, zimna krew, puste serce, milczenie
To czasy, gdzie człowiek przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie

Ludzka obojętność na skraju wyczerpania
Tak jak ci ludzie w krajach trzeciego świata
Elita znaczy władza, ludzie przestali wierzyć
W te polityczne kłamstwa, w te polityczne hasła
W tą polityczną mafię, już nie ma litości
W pogoni za chlebem ludzie zepsuci są do szpiku kości
I to nie tylko ludzie, którzy od małego nie są nauczeni wrażliwości
I basta, tu z biedy nikt nie wyrasta, zobacz, bunt narasta
Kręci się moneta na ulicach miasta
Światła nocą pokazują obraz, którego nie ma za dnia
To obraz przepełniony śmiechem diabła
Widać coraz więcej znieczulicy, wielcy mi katolicy
Jeden drugiego tu najchętniej trzymałby na smyczy
Obok swego tronu, tronu
Dziś ryzykiem stało się nawet wyjście z własnego domu
Co się dziś się liczy, to co się dzisiaj liczy
Tego się nie zatrzyma, chyba, że tu ura-tu-je cud nas
Umarł autorytet, nie ma już go wśród nas, to Jan Paweł II
Który potrafił wybaczyć niedoszłemu zabójcy
A my nie potrafimy nawet leżącemu na ziemi podać tej ręki
Niestety

[x2]
Ilu pochłoniętych złem pieniądza?
Dla ilu jesteś tylko odbiciem słońca?
Cieniem na chodniku w tej kuli, w tłumie ludzi
Gdzie co drugi pozbawiony ludzkich odruchów jak zwierzę
Gdzie brak sumienia i wyrzutów, zimna krew, puste serce, milczenie
To czasy, gdzie człowiek przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie
Ludzie pozbawieni marzeń już poszli
Kto ich teraz w swych kątach zagości
Nie wiem, nie będę wiedział co z tym
Choć mówię o tym i nagrywam na nośnik

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna złączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył

Ale idę dalej, widzę samych swoich
Oświetlone głowy, modlitwa ich koi
Zrozumieli w końcu o co tutaj chodzi
Poskładali myśli, co się tu robi

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna łączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył
Kit z tym, że jestem samotny
Że podatny, otwarty, ulotny
Widząc świat, widzę wszystko odwrotnie
Otwórz oczy, to samo ponownie

Staram się walczyć głową i ciałem
Żeby to tu zniknęło na stałe
Ciężko to przełknąć, ciężko się najeść
Dobrym słowem i boskim darem
Wierz co, wiesz, bierz co chcesz
Daj coś od siebie, daj to też
Niech zabrzmi to ten śpiew to wiesz
Ej będzie nas więcej, już więcej nas jest

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna łączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył
Kit z tym, że jestem samotny
Że podatny, otwarty, ulotny
Widząc świat, widzę wszystko odwrotnie
Otwórz oczy, to samo ponownie

Teraz mam pustkę, już nie wiem co mówić
Uwiń się szybciej, ktoś mi tu mówi
Kończę nie kończąc, początku nie zgubisz
Zawsze kontroluj, to co lubisz

Już wiem za to, jak to się skończy
Bóg zło kiedyś w końcu wykończy
Uwierz w to, bo sam tak skończysz
Wiara wszystkich powinna łączyć
Po to są, nie byś je sączył
Po to jest to, byś to zaczął, a nie kończył
Kit z tym, że jestem samotny
Że podatny, otwarty, ulotny
Widząc świat, widzę wszystko odwrotnie
Otwórz oczy, to samo ponownie

-A ty nie było by lepiej jakby było bez kitu niżej? Bo by było bardziej tak zgrane z tym z tym, z tym co tam leci z tyłu i w ogóle
-To spróbujemy
-Ykhm
-Aha ty chcesz...
-Ale ja nie słyszę jak ja śpiewam
-Oooo
-Dobra już wiem po jakich słowach mam to ten. Jak to było?
-Tak o?
-No
Jeden jest kraj, jeden raj, jeden azyl,
niemożliwy do zdobycia, jak to, by przebiec Paryż w godzinę,
Nie wiem stary czy przepłyniesz Atlantyk, na tratwie,
mając trawkę, zapalże te blanty, za ten hajs,
co straciły napadnięte banki,
niepotrzebnie patrzysz w przeszłość,
zajrzyj w wewnątrz, nas tu pełno,
wystarczy milion euro, by rozpętać piekło,
milion ekstra, pierdnąć nie zdążysz,
chodzisz na głosowania i chuj,
kogo co sądzi taki jak Ty,
chcesz ten milion, walczyć zacznij,
masz ich w garści, ziom, jest na odwrót,
za milion, jaki milion? - stawkę podwój,
jak chcesz świata podbój, masz zapłatę, w końcu,
od kata do obrońców ideałów, których brakło,
milion euro, milion powodów by być kłamcą,
milion przyczyn po to się trafia tylko raz, ziom,
milion euro, milion na wejście, by grać w to,
[milion, milion...]

Ref.x2
Jeden Milion[Ej!] to dziś szczęśliwy numer
Jeden Milion[Chcę!] czy tego nie rozumiesz,
Jeden Milion[Ej!] jeden milion euro,
pomyśl, ile kosztuje ta przyjemność

Jaki wytwór wyobraźni nazwałbyś z nieba miastem?
Miejsce, gdzie za milion niejeden sprzeda matkę,
bieda tak chce jeśli nie ma chleba w gardle,
nie ma przebacz, diable, teraz era hajsem zaszczuta,
w tym teatrze, gdzie los fałszuje bluesa,
nikt nie klaszcze, tutaj każdy czeka na milion,
chcesz prawdy ziomek ej, nie ma jak żyć z nią,
w hipokryzji, w której to ludzie sami siebie krzywdzą,
marzenia - to billboard, S klasa, willa, basen,
realia to zjazd windą do Fiata z kilohaszem,
by mieć milion i chuj, że co tydzień inny patent,
by mieć swoją miłość, co liże, ale kasę,
co kocha, ale papier (tatku, zobacz co potrafię),
z takim masztem na chacie,
lexus kreśli tu przyszłość kasy z jachtem nie macie,
bucu nie z tych to wyjdź stąd, taką chciałbyś?,
przecież jest taka jak Ty, odstawmy zło ziomek,
od rana tylko daj mi i daj mi i daj mi i daj mi,
to tylko milion, tylko milion, jednak milion,
za który nie jeden milion przegrał...

Ref.x4
Jeden Milion[Ej!] to dziś szczęśliwy numer
Jeden Milion[Chcę!] czy tego nie rozumiesz,
Jeden Milion[Ej!] jeden milion euro,
pomyśl, ile kosztuje ta przyjemność
Popatrz jak czas szybko ich zmienił
Dzisiaj sa juz nie do poznania
Troche highlife'u fartem lizneli
Zapomnieli Semper Fidelis
Pytasz skad są? Tez nie pamietam
Znow wyrzekaja sie wlasnych słow
Za nimi jakos mi serce nie krawwi
Popatrz mi w oczy mnie czas zostawił

1. Tam Białystok do konca jestem z nim nadal
To jest niezmienne jak 10 przykazań
Jak w banku pewne od zapowiedzi do czynu
Mozesz trzymać mnie za słowo Ty z kurwy (ty) synu
Lojalnosc szczerosc w sercu prawda w oczach
Lzy jak radosc nigdy na pokaz
Nadal nie chillout surowy klimat
Nie znajdziesz ciepla tam gdzie panuje zima
Syn marnotrawny wraca buduje burze
Nie wystepuje w milczącym chórze
Zbieram burze przetrwam mam charakter brat
Z diabłem pakt nie dmucham pod wiatr
Jestem twoim wrogiem złym przeciwieństwem
Ukrytym wzorem nadal te wersy są chore
Tak poza tym tylko miedzy nami
W kilka życiorysów wpisałem się trzema szóstkami

Ref:
Popatrz jak czas szybko ich zmienił
Dzisiaj sa juz nie do poznania
Troche highlife'u fartem lizneli
Zapomnieli Semper Fidelis
Pytasz skad są? Tez nie pamietam
Znow wyrzekaja sie wlasnych słow
Za nimi jakos mi serce nie krawwi
Popatrz mi w oczy mnie czas zostawił


2. Nadal pierwszy fart nic nie jest wart
Nadal słaby fundament źle wrózy po dach
Na siebie licze ulice znam na tyle
Symbolem podstepu tu nadal jest sztylet
Nadal szukam nocy jak kompas północy
Nadal chcą utopić mnie w łyżce wody
Kazdy z nich na zdrowy rozsądek chory
Nadal ryba psuje się od głowy
Demony przeszłosci nocą przychodzą do mnie
Nadal pamietam o tym żeby zapomnieć
Nadal głosniej zbieram w gardle zew
Chłopaczyna z osiedla nie salonowy lew
Mizogonizm szowinizm w słowach jak blizny
Nadal mozesz zarzucić mi taizmy
Nadal dla judasz liczy sie tylko flota
Garota daj spokój nie na dziwki z Bangkoku
Nadal na bloku szczerze usmiechniety
Slyszałes co wbijam w czyjes resentymenty
Nadal u kresu sił dodaje nurt gniewu
Nadal przy mnie wiatr umiera z braku tlenu

Ref:Popatrz jak czas szybko ich zmienił
Dzisiaj sa juz nie do poznania
Troche highlife'u fartem lizneli
Zapomnieli Semper Fidelis
Pytasz skad są? Tez nie pamietam
Znow wyrzekaja sie wlasnych słow
Za nimi jakos mi serce nie krawwi
Popatrz mi w oczy mnie czas zostawił

3 .Kazda blizna przypomina Mars jest ojczyzna
Nadal krzywdze ludzi gdy ludzie mnie krzywdza
Daleką droge mam jakie to ma znaczenie
Ze w moich butach stopy kaleczą kamienie
Nadal złe nastawienie proste porazka
Zeby trafić do serc wystarczy pióro i kartka
Nadal przyszłosć niepewna ale własna
Nadal na miasta eterze inwazja
Do odpowiedniej tresci odpowiednia forma
Nie przemawiaja do mnie cyrkonie i tombak
Wysokie obroty łapie każdą chwile
Bo zanim umre chce wiedziec po co żyłem
Jestem głosem w ciemnosci pomogly ci słowa?
Dla mnie to dzieciak najwieksza nagroda
Oni pną sie na szczyt mają 5 minut lansu
Ich zadufanie najkrótszą drogą do upadku
Znam swoje miejsce nadal skromnie
Ich żywicieli w dyby na mastaktomnie
Koło wykonało pełny obrót jestem nadal
Nie odwracam sie plecami gdy mój ziomek w opałach

Popatrz jak czas szybko ich zmienił
Dzisiaj sa juz nie do poznania
Troche highlife'u fartem lizneli
Zapomnieli Semper Fidelis
Pytasz skad są? Tez nie pamietam
Znow wyrzekaja sie wlasnych słow
Za nimi jakos mi serce nie krawwi
Popatrz mi w oczy mnie czas zostawił
Tak ten rap to zbiór prawd o życiu
Lecz nie aż tak żebym był spryciuch
Po odkryciu ich sam żyję tak bym
Dostosował się do własnych maksym
Wielkie prawdy? z tymi to nie problem
Szczerość - bez pogardy mówię gdy niedobre
Większość lubi jechać po kimś tak jak w siodle
Zmienność - przez to nowy ktoś obrywa ciągle
Oczy, by widziały muszą być otwarte
To czy ty dostrzeżesz mała prawdę zgadnę
Kroczy Dab przez miasto z sobą ma ferajnę
Tłoczy płyty tak jak ludzi po zieloną kartę
Tak jak Star Trek wróci po czasie
Myśl, co gubi się jak komórka zasięg
Byś rozpoznał ten styl po hałasie
Abra D.A.B. drugie solo będzie w trasie
K-44 ten skład mych kolesi
On nie rozpadł się tak jak Sowieci
I choć nie wszystko złotem jest co się świeci
My szlifujemy flow, bo szykujemy show yo

Tak ten rap to subiektywna prawda
Bez dyrektyw na obiektywny wariant
Efektywna dotychczasowa karma
Nie do korekty gdy dyktuję standard

Tak ten rap to mój na prawdy klaser
Fakt, że rzadsze są dla mnie rarytasem
Te odważne mają styl jak Hunderwasser
Lipy nie ma, bo Dab jak BM-a trzyma klasę
Maniak - robię ten rap naście wiosen
Cwaniak mógłby myśleć, że gonię za ciosem
Postęp zrobię tylko gdy pójdę za ciosem
Zapierdalam, a jak, bo mam szybki procek
To co wniosę to mój własny kierat
Niezależnie do kogo on dociera
Ja bezsprzecznie unaocznię to teraz
Jestem świeży jakbym właśnie wyszedł od fryzjera
Bo to jest muzyki i techniki tandem
Łeb pełen idei mam jak dachy anten
Czep się nadziei, że po kolei mam
Ten rap robi sceny jakby pisał je sam Dante

Tak ten rap to subiektywna prawda
Bez dyrektyw na obiektywny wariant
Efektywna dotychczasowa karma
Nie do korekty gdy dyktuje standard

Tak ten rap to subiektywna prawda
Bez dyrektyw na obiektywny wariant
Efektywna dotychczasowa karma
Nie do korekty gdy dyktuje standard

Tak ten rap on traktuje wciąż o tym, że
Reprezentuje mnie jak mój totem
I wiesz kto połapie się w gąszczu mych ocen
Ten miał to na mapie jakby był huncwotem
Potem swym to ja pracy nie okraszam
Tak koniecznym gdy harujesz u Augiasza
I choć dla mnie rym to jak dla zwierzęcia pasza
To zwierzęcym rzadko bywać mi się zdarza
I ja się powtarzam lepiej dwoić się, a nie spać
Będą przychodzić jeszcze prosić bym przestał
Kto chce biadolić nie ma szans bym go nie zlał
Rap trzeba robić, a pierdolić piedestał
I tapczan on to dobry jest, ale dla psa
Kiedy brzuch se napcha i suce daje klapsa
Ja mam czas, nic nie dusi mnie jak astma
I nie zmusi mnie żebym skrócił to co wzrasta
Raz, dwa, raz, dwa po raz piąty czaisz?
Trzy wspólne jointy i drugi solo palisz
Czy to strawisz? atakuję Polskę jak Stalin
Abra D.A.B., zapisz - Emisja Spalin
Słońce krwawe zachodzi, z nim reszta nadziei

Ile to już lat płynie taka filozofia ?
Dotyk anioła złoty taka anegdota.
Uczę się na błędach i czasem łapie kota
ile jeszcze razy dostanę od życia kopa ?
Biegnę dalej, czuję wolność jak antylopa chłopak.
Ja też czasem zrobię tak, coś na opak.
Niejedna wtopa w życiu, ale szukam spokoju
w dobrym nastroju wstając rano myśląc pozytywnie.
lecz czasem nie dam rady złapać za tą dźwignię
również pragnę, uwierz żeby było dobrze
choć nie zawsze to wychodzi chcę myśleć mądrze
nie muszą się niczym przejmować, cudować, rezygnować z czegoś
poświęcić to dla idei tym brakujące ogniwa gdym je zakleił
czasem jestem jak ten pociąg który się wykoleił ,
lecz po upadku wstaje powierzę lepsze jutro. Człowieku.

Zawsze jest nadzieja w nas bo jedno życie, przecież znasz to.
Kochaj wiesz że warto.
Bądź swego serca sumieniem, twojej duszy ukojeniem.
Graj w to ! Wiesz że warto

Pierwsza się rodzisz i ostatnia umierasz
co dzień do działa skrzydła rozpościerasz
wciąż przecierasz szlaki tak od draki do draki
podboje i upadki (nie poddawaj się bez walki)
słyszę w sercu szept i znów wstaję w szramki
anielskich huwców ty wyciągasz mnie z pułapki
wojny samobójców, nie zawsze szczera
pełna złudzeń matko głupców (nawet wyliczysz)
głuk nie zgiełk, zwątpienia wszystkich mówców
z tobą wypiję za wszystkie moje błędy
tobie jestem wdzięczny za wszystkie happy end'y
jesteś ze mną (wiem, wiem) jestem z tobą
dziś niosę twoje światło z twą osobą
słowa jak promienie, beznadziejni poskromieniem
sam wiesz FUshi jak to się dzieje
tylko człowiek, człowiekowi może dać nadzieje.

Zawsze jest nadzieja w nas bo jedno życie, przecież znasz to.
Kochaj wiesz że warto.
Bądź swego serca sumieniem, twojej duszy ukojeniem.
Graj w to ! Wiesz że warto

Ile to już lat Felipe dajemy radę
z małym, średnim, większym życiowym nakładem
z porażkami, sukcesami, ze wszystkim razem
z problemami małego i dużego formatu
korzystaj z życia, to był nasz atut
ile razy słysząc słowo 'mordo poratuj'
choć już się ma z tamtych lat kumpli, wariatów
każdy przecież poszedł swoją życiową drogą
niektórzy dali sobie rade niemal z nikogo
zaczynali od zera, ruszając w pogoń za dobrym życiem
z prostując tym wymogą, które życie nam serwuje
od początku żyjąc gdzieś w jakimś zakątku świata
gdzie los nam wszystko sprawiedliwie spłaca
układając sobie życie ze swoją kobietą
budując ważny fundament twardy jak beton.

Zawsze jest nadzieja w nas bo jedno życie, przecież znasz to.
Kochaj wiesz że warto.
Bądź swego serca sumieniem, twojej duszy ukojeniem.
Graj w to ! Wiesz że warto
Młody eM, sprawdź.
Ten świat nie zachwyca, patrz po ulicach, nie ma miłości - łzy na policzkach, co? warto było spierdolić tyle jedną chwilą? Słuchaj, nigdy nie miałem złych intencji, ale ranią mnie, i ja muszę też ich. A bagaż coraz cięższy, mam mdłości od tej rekty, ludzie lubią patrzeć na ręce, chcą myśleć, żyć za Ciebie, wielu w to brnie nie orientując się co tu się dzieje, możecie żyć i nic nie przeżyć, albo zginąć dla tych przeżyć, to wszystko od nas zależy, nie bój się mocno uderzyć, nienawiść, ludzką zawiść, chcą Cię zgnoić i zostawić, nie ma lekko widzę piekło, Panie dodaj mi odwagi, jedna setka, druga setka świat przyśpiesza mi go w rękach, nie ma lekko widzę piekło, Panie nie możemy przestać!

Nam nie dał nikt nic, zaufaj mi! Musimy być silni, ze wszystkich sił, wokół nie przychylni, jeden ruch zły wystarczy im, wystarczy im!

Nam nie dał nikt nic, zaufaj mi! Musimy być silni, ze wszystkich sił, wokół nie przychylni, jeden ruch zły wystarczy im, wystarczy im!

Nie dadzą nam rady, nigdy, jedyne co mam to łzy i blizny, kolejne dni wciąż nie mam nic, zaciskam pysk, sram to, mam coś co każe iść mi, choć byśmy mieli paść, to idźmy, dobrze wiesz że się nie cofnę, dobrze wiesz, że gram aż skończę. Gdyby nawet przyszedł wielki krach, gdyby nie było co jeść, gdzie spać, gdyby przyszedł czas na płacz, pamiętaj musisz trwać, ja błądzę ciągle ziombel, pamiętam chwile gorzkie, pamiętam chwile dobre, te wszystkie panny słodkie, taa te wszystkie panny słodkie i w ogóle nie jedną historię, te złe i dobre ziombel. Patrzę dziś na to z perspektywy, nie dziwi mnie to co widzisz, złośliwi nie dają realizować ambicji!

Nam nie dał nikt nic, zaufaj mi! Musimy być silni, ze wszystkich sił, wokół nie przychylni, jeden ruch zły wystarczy im, wystarczy im!

Nam nie dał nikt nic, zaufaj mi! Musimy być silni, ze wszystkich sił, wokół nie przychylni, jeden ruch zły wystarczy im, wystarczy im!
Patrz!
Wraca mój ziom,
człowiek mixtape za światów.
Podpięty majk pod mikser
mam w kurwę tematów,
pcham, trumnę dla łaków.
Ty sam nie dasz rady
wołaj swoich chłopaków,
albo pakuj graty.
Ładuj, gnaty na blat,
dawaj fanty i hajs,
albo pal narty
my spalimy scenę
i tak, tak.
Cenę i twarz mamy jak cement,
który to spaja,
a wersy kleimy tak, że mają jaja.
Ty, zobacz, że wjeżdża mixtape jak merc,
jest tu w pizdę rymów,
które trafią do serc.
Trafią do głów,
albo uderzą o stół.
Robię to tak od lat dla sportu,
i choć myślisz, że bym chciał
sram na podium.
Mam pewien plan,
system to antychłam
insert na bletki staff
to wszystkie cele
to wizję,
te które znam
mam w tym precyzję i misję
jak czerwony krzyż
to dla uciemiężonych.
Dziś zaczynam emisję
nagrywam mixtape !

Możesz wierzyć w projekty,
albo puszczać je z dymem. ( ja wiem )
Wszystko swoim rytmem. / x2

Jeśli masz problem,
a wiem, że masz prawdopodobnie
nie licz, że któryś z nas go rozwiąże,
bo jeśli sam
nie weźmiesz się w garść
nic nie zmieni tego co możesz mieć
lub masz.
To level wyżej
niż szczebel, który znasz
bądź pewien.
Nie chodzi tu o blaski, błysk
ani oklaski tych,
co są podatni na wpływ
to nielegalny syf
ze stajni tych, co są wydatni
w tym co zmieni stan ich ksyw
podnosząc je do rangi tych,
co jak bumerangi wrócą.
To czysty hip - hop,
który nie pluje jadem
tak funkcjonuje tiadem,
wokali z podkładem.
Ty mów co chcesz,
ja jadę dalej, dalej.

Nowy joint na ulicach.
Jestem stąd to słychać.
Ten sam wkręt,
ten sam skręt.
( Między prawdą, a betonem. )
To ten sam Diox.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo