Popularne piosenki. Polski Hip Hop

SLU, Aspiratio Crew aha, Całkiem Nowe Oblicze Giganci na bicie ta

Peja:
Gdy dorwie cię debil z nożem, to proszę oddaj mu portfel,
bo on za siebie nie może, zrobi krzywdę na głodzie.
Wzrasta wśród przemocy młodzież w szkole i na podwórku,
w domu masz kata tatusia i wujków wporzo, ratunku!
Patol próbował do skutku, by wybić ci dziecko z głowy,
i człowieczeństwo odbierze, ma plan na ciebie gotowy.
Ty złowrogi gest robisz, spojrzenie zły które karci,
ty się znów martwisz bo pałę wystawi ci pani z matmy.
Idziesz do szatni z frustracji, tniesz nożem kieszenie w kurtkach,
zabierasz kasę dzieciakom z tego lepszego podwórka.
Nowa komórka się przyda, jebać to wypad i chyba,
znów będziesz rzygał tak bywa, życie kurewskie jak Rycha!
I ciężko wzdychasz, zaciskasz zębiska, by łez nie ronić,
ze złości cały czerwony, sam nie wiesz co żeś narobił.
Jesteś gotowy do wyjścia, choćby za 10 minut,
pakujesz mandżur i witasz, ten gigant to wolność synu !

Ref:
Jeśli pragniesz odnieść sukces, powiem wszystko w twoich rękach,
chociaż wczoraj na gigancie z kacem gorszym niż morderca.
My dziś wychodzimy z getta jako ludzie sukcesu,
o tym jak spełniać marzenia, wejść na stałe do biznesu.
To gigant, gigant - stara, nowa generacja,
a więc wiwat, wiwat - SLW, RPS, sprawdź nas!
Gigant, gigant to zabójcza kombinacja,
stary wyga, wyga oraz młody wilk na majkach!

Peja:
Jak nowojorskie giganty, masz szansę stać się kimś wielkim,
jak młodzi gracze na giełdzie, co kiedyś wkładali szelki.
Jak Gordon Gekko na Wall Street, chcesz mieć królestwo,
pamiętam, że w 2 części miał kiepsko, ziomeczkom nie skąp,
masz gest, to postaw ten obiad, wypad nad morze lub balet,
masz ze 40 par butów, jedne niech weźmie Marek,
Jak w karnawale się toczy twe życie, los się odwrócił,
bo odszedł z ulicy Franek, a pan Kimono powrócił!
Będę się smucił, gdy ludzi z mojej ekipy los ogra,
zamiast sukcesów, pieniądza, na kontach, da im zasiłek.
Będą po kosztach ogarniać tematy po życia schyłek,
zatrudnieni jak Syzyf, tyrają, na nic wysiłek.
I nieźle zryłem ci beret, czy chcesz być berek,
i gonić za szczęściem, które o krok, wciąż wyprzedza, by dobić.
Jesteś zmęczony i straty chciałbyś odrobić od ręki,
i toczysz tę grę o wszystko, za wsparcie dzięki ziomeczki!
Czekałem wieki na chwile podobną do tej, odżyłem,
sukcesów głodny jak biedak, co chory przyjmuje kire.
Gigant obrasta w siłę, o której nawet nie śniłeś,
pamiętaj możesz być mocny, nie tylko w gębie i tyle!

Ref:
Jeśli pragniesz odnieść sukces, powiem wszystko w twoich rękach,
chociaż wczoraj na gigancie z kacem gorszym niż morderca.
My dziś wychodzimy z getta jako ludzie sukcesu,
o tym jak spełniać marzenia, wejść na stałe do biznesu.
To gigant, gigant - stara, nowa generacja,
a więc wiwat, wiwat - SLW, RPS, sprawdź nas!
Gigant, gigant to zabójcza kombinacja,
stary wyga, wyga oraz młody wilk na majkach!

Śliwa:
To miał być ostatni kielon, a było jeszcze ich kilka,
nazajutrz łeb kwadratowy, klinujesz ból, sącząc drinka.
Wstajesz z wyra na raty, odczuwasz straty w kieszeniach,
4 dzień przegięcia pały, mówiłeś że to pozmieniasz.
Wciąż do chwały daleko. nie będziesz gigantem chłopcze,
znam te stany, gdy mocniej pikawa bombie po goudzie.
A kariera w tym sporcie to samobójcza wyprawa,
Ja ogarnąłem się w porę, w powietrzu nie jedna łapa.
Dziś mikrofon, nie flacha, choć do drugiego też ciągnie,
znacznie wolę być gigantem, niż do wypicia ziomkiem.
Znów nad kartką usiądę i udowodnię wam wszystkim,
że stać mnie na wiele więcej, niż na butelkę tej whisky!
Za mną gigantyczne kace, wyruszam na trasę,
wiem czekają słuchacze, ponownie do dechy laczek.
Aspiratio Crew, SLU, giganci na bicie,
w życiu jak i w muzyce, to Całkiem Nowe Oblicze!

Ref:
Jeśli pragniesz odnieść sukces, powiem wszystko w twoich rękach,
chociaż wczoraj na gigancie z kacem gorszym niż morderca.
My dziś wychodzimy z getta jako ludzie sukcesu,
o tym jak spełniać marzenia, wejść na stałe do biznesu.
To gigant, gigant - stara, nowa generacja,
a więc wiwat, wiwat - SLW, RPS, sprawdź nas!
Gigant, gigant to zabójcza kombinacja,
stary wyga, wyga oraz młody wilk na majkach!
Stary, kiedyś wstałem rano spocony jak bawół w dżungli,
Ty, powiedz Tarzanom, że mają chujowych kumpli,
Energii mało - jak w kuchni u cyganów z wioski,
Jak by tu biegało stado fanów Skłodowskiej.

Dobra, idę się wykąpię, dziś na kompie pierwsza zmiana,
Rozpinam rozporek - Ej stary, chyba nalałem na szatana.
Co Ty gadasz ziom, ej, nie przesadzaj, frustrat,
Co? Kurwa, chyba gadam do lustra.

I może bym ogarnął akcje, gdyby nie to krzesło,
Zerkające na mnie bacznie niczym te kasjerki w Tesco,
Dobra, bez sensu jest to, nie no, granice przekraczam,
Pierdolę to - serio - dzwonię do Skacza. (halo)

Oni mówią mi - Skacz, cześć, polecam tabletki
Apap to lajt, fakt, lepiej klepie Strepsils,
Jak nie wiesz co ci jest, gdy jebie ci do reszty,
To zajeb sobie LSD i połóż się na jezdni.

Ref.:
Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!

Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!

Co ja mam robić jak ta komoda chce mnie pobić? (jak to?)
Nie wierzę w Boga - no to co on tutaj robi? (fuck, no)
Nie wierzę nowym faktom i nie wierzę też tobie (ziom)
Jesteś więcej niż jeden, czy w jednej osobie? (yyy)

Nie wiem co ja tu robię, przecież miałem być w pracy
Do tego gratulacje, znów nie mam kasy na akcje - telefon,
Apropo metro - nie wiem czy ją poznajesz,
Ale to cipsko wróciło, żeby nie sprzedać mi fajek!

Chyba mi odbiło, jak wirażce w barze po świni,
I może świnię urażę w tej chwili, ale poważnie,
Mam fazę na zaprzęg do klinik, jak finisz na zawsze - kminisz?
Jak tak, to fakt, zapowiada nam porażkę.

Oni mówią mi - Skacz, cześć, nie przejmuj się tym,
Weź zapal trawkę i zajeb cztery sety,
Zamorduj dwie kobiety i powiedz - niestety,
Albo udawaj koleś i wkręcaj, że to nie Ty.

Ref.:
Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!

Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!

Miejsce - psychiatryk, akcja - korytarz.
Gościu był jak nieudana terapia Frankensteina na hobbitach,
I zapytał się mnie, nie, czy mienie me muzyka,
Ja odbijam, nie menie, nie będę w ściemę wnikał,

I tak witam się po trochu, z każdym na przypał,
W rogu typ dostaje zastrzyk, na typa z boku patrzy,
Biovital łyka, chyba chwyta go czkawka,
Drugi typ się porzygał, bo myślał, że goni go kaftan.

Ekstrema jak w Alpach, wczówka,
Typy na kroplówkach jak na lianach,
Kurwa, gdyby nie ta pielęgniarka durna,
Gdyby mnie na barana wzięła, na barana
Albert, nie teraz, cholera, spadaj - dociera?
Odpadaj, dawaj materac, rozbieraj, badaj skurwiela.

Czasami tam wpadam - siema, pokój 003.

Ref.:
Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!

Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!
Rasko:
Oto Ra.s.k.o.
resztę to już znacie
na majku gestapo
wszyscy hende ho
a ostro
elita prosto
kciuki do nieba jak autostop non stop
łoł! my jesteśmy tutaj
i robimy to jak babcia na drutach
ja wciąż skaczę po nutach
wciąż stawiam kroki siedem mil w swoich butach
yo! wciąż topię się w smutach
wciąż błagam MC's żeby zeszli mi z fiuta (aa)
wciąż przez oceany
Space Cadets i PFK Kompany
(tak) przez Polskę i Stany
nietykalna koalicja dojebanych
i atak na chłam jak nalot na Bagdad
na faktach oparty na bicie nakład
teraz RAH i wysoka stawka
(CO?) to jasne jak płonąca nafta

Ref. x4
dalej uam men ten chuam
będąc tu czy będąc tam…

Rahim:
wejków ful
czas zamiany ról
na traku bez faków
więc mordę stul
ogon skul
pionki z pól
nikną szybko jeśli fikną
i jest cool
pragnę
zaanonsuj mnie w Illinois
wpadnę
gnoi flo swoim pokroić
badnę
co i jak nabroić
wkradnę się zakres podboji podwoić
no i zdjąć paskudztwo
objąć dowództwo na majku
daj tu do fajtu tych majtków
mówię plajtuj!
gdy jak tajfun
wymiotę Cię tam skąd przybyłeś z powrotem


Ref. x4
dalej uam men ten chuam
będąc tu czy będąc tam…

Fokus:
If you wanna fight on mic
I "just do it" like Nike
if you wanna fly so high
you must try like I try
you have green light
aight
in the Windy City*
tonight slide like Bonie & Clyde
rewind
I'm the fluid like Sprite
and again in Windy City explode dynamite
fine (fine)
I'm going insane and excite
what you say (what! what! what!)
you you can't hide
like i say
if i can
you can too like Rayuken
push this thing forward
wait a second
are you chicken tekken or are
you street fighter like "Fight club" or Wu-Tang

Ref. x4
Droga mamo, powiem ci jedno
Mieszkam w pięknym kraju tu wszyscy się kochają wzajemnie
Daremnie tu szukać czegoś bardzo złego
Nie ma tu rozbojów, zepsucia moralnego
Ludzie są życzliwi, kochają się wzajemnie
Nikt tu nie klnie, nie wyśmiewa się ze mnie
Są tolerancyjni, są wspaniałomyślni, bardzo delikatni i żyją bez zawiści

Ref.: Chcesz opowiem ci bajeczkę x3
Bajka będzie krótka, posłuchaj...

Nie ma tu znieczulicy, tu każdy ci pomoże
W tym kraju jest wspaniale, a w telewizorze brak przemocy
Tylko country muzyka, muzyka klasyczna oraz gimnastyka

Przyjaciół masz wielu - samych prawdziwych
Zawsze oddanych i zawsze uczciwych
Tak jak politycy są tu czyści jak łza
Nie ma bezrobocia i brak tu krat

Ref.

Tu nie ważne jest zupełnie jak ty chodzisz ubrany
Jak uczesany i jak wyuzdany
Bo wszystko jest tu normą, wszystko jest O.K.
Możesz chodzić bezpiecznie po ulicy swej
I nie ważne czy to noc jest czy to za dnia
Nikt cię nie napadnie, nie ma tu zła
Tu ludzie wierzą w Boga, a nie tylko w instytucje
Nie robią sobie świństw, tu nie ma prostytucji
Przemoc nie istnieje, szanuje się dzieci
Słucha się co mówią i kocha bez pamięci
Nie zabija się tu zwierząt, brak zanieczyszczeń
Nie ma tu kłamstwa, nie istnieją także pryszcze i AIDS
Jednym słowem raj na ziemi, brak też innych chorób, brak epidemii
Nie ma segregacji rasowej, seksualnej
Z dnia na dzień jest lepiej i wspanialej

Ref.

Tu nie ma handlu bronią, problemu narkomanii
Alkoholizmu, gangów i mafii
Nie istnieją także (strzał)........
Sprzedałeś wszystko co kocham kurwo, sprzedałeś wszystko
Oddałeś taniec, graffiti, rap, kulturę Hip-Hop
To mówię ja, Kafar, 37, Dixon
Nigdy nie pozwolę, byś robił z nas pośmiewisko
Nie chcę promocji dissami, bo nie o to tu chodziło
Gdy jako małolat oddawałem rapu miłość
Ty chcesz hitów, platyny, świata na kolanach?
Ja chcę być, szyć nici, jak równy z nim rozmawiać
Nowa płyta WWO? Już nie mogę się doczekać
Lansy, baunsy, dyliżansy znów zamienisz na osiedla?
Powiedz jakie hajsy robią rzecz z człowieka
Powiedz głośno jedną rzecz, która cię rozgrzesza
Tysiące zatrutych głów przez tysiące słów
Przez stek twoich kłamstw i bez pokrycia bzdur
W moim ręku klamka, ty idziesz pod mur
Bania pęka w pół, ale gdzie się podział mózg?

Zamiast robić rap znów nam piorą mózgi
Tłumaczą swą zdradę, my i tak widzimy skutki
Facebook'owe dissy i marne podpruwki
Tylko żeby pchać dzieciakom bluzy i koszulki
Bawełna to tylko jest dodatek
Jeśli kochasz rap, jesteś przesiąknięty rapem
Rejon za rejonem i miasto za miastem
Wiesz jak dalej idzie państwo za państwem
Idole gimnazjum ostro dzisiaj w modzie
Wiesz, że twój przyjaciel przewraca się w grobie
Po tym jak oddałeś swoje wersy Dodzie
Po tym jak sprzedałeś rap nic ci już nie powiem
Wersy, te zwroty to dla młodej Polski
Bombing, graffiti, piszcie nowe zwrotki
Tańczcie na matach i cuting winyli
Od teraz dla rapu do ostatniej chwili
1. Parzel
Gdzieś uciekł ten świat, kiedy przestałem być dzieckiem.
Wraz z wiekiem, rzeczywistość ciaśniej wiąże ręce.
Nie powiem ci jak żyć, nie czas i miejsce.
Nie powiem ci jak żyć, niewiadomych coraz więcej.
Naważyliśmy sobie piwa, przyjdzie nam to wypić.
Ulice miasta mogą zachwycić lub niszczyć.
Stworzone dla nas, na nowo powstało ze zgliszczy.
Środowisko, w którym musisz liczyć, wciąż liczyć.

Szaleńczy ten bieg, dokąd zmierza ten gatunek?
Dwa bieguny, kiedy zerwiemy ostatnią skórę.
Wszechświat, nigdy nie ogarniesz go rozumem,
Jesteśmy jego częścią, jest w nas, czy to czujesz?
To jest ten czas! Lecz nie powiem ci jak żyć,
Jak media co instalują ci w głowie swoje sny.
To pierdolone opium dla ludu, gonisz za tym,
Z czasem wszyscy się w tym gubią.
Wypełniamy przestrzeń w mieście, jak puste brzuchy
Czy z mace kapuchy, przyjdzie nam się obudzić.
Ignorując wszystko, ludzkość brnie w to dalej.
Ludzkość wciąż mówi przyrodzie "spierdalaj"
A marzy nam się spokój ducha i równowaga.
Niewielu obchodzi kim jesteś, lecz co posiadasz.
Wciskam STOP i zatrzymuje się na moment,
By odnaleźć to co dawno już zostało utracone.

Gdzieś uciekł ten świat, kiedy przestałem być dzieckiem.
Wraz z wiekiem, rzeczywistość ciaśniej wiąże ręce.
Nie powiem ci jak żyć, nie czas i miejsce.
Nie powiem ci jak żyć, niewiadomych coraz więcej.
Naważyliśmy sobie piwa, przyjdzie nam to wypić.
Ulice miasta mogą zachwycić lub niszczyć.
Stworzone dla nas, na nowo powstało ze zgliszczy.
Środowisko, w którym musisz liczyć, wciąż liczyć.

2. Sokół
Dzisiaj wiem, że w tyle głupich słów kiedyś wierzyłem,
"Nigdy więcej", "Na zawsze", jak debile.
Nie jestem mędrcem, to przekleństwo, nie przywilej.
I nie jestem wzorem, więc nie naśladuj mnie i tyle.
Nie otarłem się nawet w życiu o idylle.
Kocham prawdę, czasem boli, jak już coś to przez chwile.
Na każdą chujową akcję spuszczam gilotynę,
Odchodzę w trakcie i nie patrzę, jak ginie.
Nie mszczę się, bo za szybko czas minie,
I za szybko mknie, by marnować go na świnie.
Nie mam recepty na nie, pierdolę garść banałów.
Pewnego dnia odstawię mimowolnie życia nałóg.
Umieram z wami tu każdego dnia, w każdym calu,
Bo nie mam magicznej wiedzy i nie patrzę z piedestału.
Rzadko zawracam, ale przyznaję się do błędów.
Nie jestem zły, ale nie wróżę happy endu.
Stałość szczęścia składa się tylko z momentów,
Nie mam swojego miejsca i nie znam celu okrętu.
Płynę, chujowo śpię, jak nie ma jej obok,
Na szczęście jest i dotyka mnie nogą.
Nie cierpię tych co się wożą a chuj mogą,
Nie jestem tym co osądzi ich srogo.
Nie powiem ci, jak żyć, bo nie jestem mądrą głową,
Nie zawsze spoko, ale w stu procentach sobą.
tu każdy czegoś pragnie
wizji bycia, życia panem, póki niemoc Cię dopadnie
na przełom i na zbawcę nikt nie czeka w tym mieście,
częściej widać po ludziach przekaz w podtekście.
każdy coś w życiu ukradł,
jak nie ręce, to myśli wędrowały po półkach
zawsze od jutra zmieniamy się na co dzień,
z tych postanowień chuj prysły plany za rogiem.
afera Nikodem - tu masz klucz do zagadki, szyfr
co zainicjował skrót tej relacji, błysk.
w oczach zdradzi tępych, pazerność,
chodź każdy uwierzy, że jest święty za Euro.
od zlecenia by ukraść papier z sejfu i płytę,
przez morderstwo co zesłał bez pretekstu Lucyfer.
łopatę i stypę w cichą noc w Łagiewnikach,
po strzelaninie w hali gdzie już nikt nie oddychał.
jak myślisz, znając chwilę szaleństwa?
postrzelony w bark też byś miał tyle szczęścia.
w imię błogosławieństwa, jeśli znikniesz z powierzchni,
nie możesz raczej liczyć, że się wyrwiesz z rąk śmierci.
a nawet jeśli złapany ponownie,
nie ma szans by ktoś mógł o Twojej twarzy zapomnieć.
przeobrazić ten korner to zbyt trudne tu,
nawet mordy sensacje głodne, chcą powtórki z wydarzeń.
też bym się pozbył dowodów a Ty?
przecież sam byś zamienił ten korowód na zysk.
do przodu dla cyfr, od próśb pożądania,
jeszcze chwila, a gróźb by anioł stróż nie zabraniał.
awantura, dysk, dokumenty co na nich?
jeśli chciały tego nawet prominentnych organy,
dzisiaj poszukiwany - jutro wysrany z gazetą,
sami się okradamy, okładamy maczetą.

Gdybym chciał ukryć płytę lepiej bym nie zrobił,
niż znalezienie miejsca w jednej z sieci handlowych.
setki masz tego w Łodzi, gówno jebane ma zasięg,
by Cię skusić bananem abyś wypierdolił kasę.
najprostszy patent jak liczyć się ze stresem -
wystarczyć dołożyć płytę do płyty w markecie.
ktoś kupi ją przecież w niewiedzy, bez podejrzeń,
i tak może ta płyta trafiła w Twoje ręce

apel do państwa: jeśli przez przypadek weszliście w posiadanie płyty i dokumentów, które porzucił Nikodem R, prosimy o niezwłoczny kontakt pod numer telefonu znajdujący się na płycie. to wszystko na dziś, dziękuje za uwagę.
1) Kiedyś zapomniał o nas Bóg-niedopatrzenie
minął rok minął tak
dziś już nic nie zmienię
kiedyś Ty kiedyś ja
jedna całość, jeden świat
w jeden oddech cisza zamieniała nasze dwa
nagle czas zatrzymał się by los mógł nam ukraść
wieczność przyrzeczoną nie było jutra
umarły plany, wszystko to co było piękne
umarła miłość w jednej chwili niepojęte
zniknęło szczęście a może nigdy go nie było
być może mnie i Ciebie nigdy nic nie łączyło
nie wiem nie ważne dziś już nie pamiętam
albo udaje tylko twardy chłopak co nie pęka
i nowym dźwiękiem, wersem to oddalam
znów robię swoje
przeszłość zagłuszam lekiem hałas
z dala od wspomnień
to recepta by zapomnieć
czas raz na zawsze zdusił między nami płomień

Ref.) Wierzyłem tak, wierzyłem że znalazłem szczęście
lecz tylko w snach tuliłem Cię w nich nasze miejsce
na zawsze już obudzę się nie zasnę więcej
nigdy wiem nie zdarzyła się miłość nam

2) W tamtych oczach widziałem smutek, anielski spokój
głucha cisza wokół mnie i tylko ona pusty pokój
tylko ona, setki rozsypanych zdjęć
Dwie postacie, miłość tylko to liczyło się
wtedy wierzyła bardzo, myślała to jest napisane
obłędna miłość jak sen na jawie
przyszłość, która pozostała planem
zły podmuch losu zniszczył wszystko rozsypane
uciekły gdzieś, nie wróci już nigdy
pamięta jak odchodzi, wszystkie marzenia prysły
modliła się by to był tylko sen
gdy otworzy oczy wszystko ułoży się
lecz los nie miał ich w swoich planach
setki zdjęć wokół niej, ona pozostała sama
pozostały marzenia, tysiące wspomnień
cudowne chwile o których dziś musi zapomnieć

Ref.) Wierzyłem tak, wierzyłem że znalazłem szczęście
lecz tylko w snach tuliłem Cię w nich nasze miejsce
na zawsze już obudzę się nie zasnę więcej
nigdy wiem nie zdarzyła się miłość nam

3) Czas mnie zmienił wiara w miłość mi obrzydła
sam na ziemi przykre ale muszę przyznać
czas mnie zmienił w jednej chwili podciął skrzydła
kradnąc jutro przekuł serce niczym igła
wiem, rozumiem, kocham proszę dumnie
wracaj, tęsknię, żyć bez Ciebie już nie umiem
Ty na zawsze dobrze wiesz przecież znasz mnie
Nic nie ważne bo ramionach Twoich zasnę
zgasło wszystko, blady świt odebrał przyszłość
jednym ruchem fikcję zmienił w rzeczywistość
zabrał wszystko z naszych marzeń nic nie wyszło
bez pamięci na tym świecie żyć mi przyszło
lepiej tak na żadną już tak nie popatrzę
dobrze wiem raz obudzony już nie zasnę
tylko sen w nim pozostaniesz już na zawszę
pierwszy dzień dzisiaj na nowo wszystko zacznę

Ref.) Wierzyłem tak, wierzyłem że znalazłem szczęście
lecz tylko w snach tuliłem Cię w nich nasze miejsce
na zawsze już obudzę się nie zasnę więcej
nigdy wiem nie zdarzyła się miłość nam
Rozpalić możesz jedną iskrą ogień
Ale nie zagasisz jedną kroplą wody tego ognia
Hołd dla tych wszystkich co odeszli
Niech pali się pochodnia

W życiu jak na ringu, jak na wojnie są dwie opcje
Wygrasz albo przegrasz, odejdź godnie
Lecz gdy wygrasz nie unoś się zbyt wysoko honorem
Wielu dzisiaj myli komedię z horrorem
Dziś wzorem jest ten co jest większym potworem
Ej słuchaj co ci powiem w tym świecie chorym
Nie sztuką dziś być złym, sztuką dziś jest być dobrym
Wiem, że nie jest łatwo i tu bez żadnego ale
Wielu w kryminale siedzi dobrych ludzi
Wcale nie z ich winy tylko z winy systemu
Ty ich skreślasz pajacu, wrzucasz na margines, czemu?
Znasz ich sytuację jaką mieli na wolności?
Nie znasz, nie wiesz, no więc przestań pierdolić
Skuci w kajdany wszyscy żyjemy z dnia na dzień
Chociaż rzadziej, ale cały czas siedzę na ławce
Pamiętasz? czy tacy jak my mają jakąś szansę?
Spójrz moimi oczami, umiem wczuć się w ból innych
Ty się śmiejesz z tego, ej, a ja to pieprzę
Przez rap moje życie stało się lepsze
Nauczyłem się dostrzegać i cenić rzeczy ważniejsze
Niż pieniądz, który nam poniekąd daje szczęście...

Aby wiedzieć to wszystko nie wystarczy patrzeć z okna
Bić się z losem co dnia, odbić się od dna
Patrzeć, żyjąc jak się da, pełną garścią życia brać
Lubiąc to co się ma, lubiąc to co się ma (x2)

Przejdą obojętnie, ludzie patrzą, a nie widzą
Słucha, a nie słyszy, obca ręka przed nikim nie klęka
Podniesiona brew, skroń zalewa łza
Bród społeczeństwa, życia symbol
Dobre intencje więcej jeszcze głodu, biedy wylej za kołnierz
Przykład Irak, ginie kolejny polski żołnierz
Rozpacz matek, rodzin, krzyk dziecka Biesłan
parapety okien, wieczór zapalona świeczka
Ludzki dramat biblia, Nostradamus człowiek pisał
Autodestrukcja, apogeum, gdzie instrukcja?
Fuzja, cofnięty wstecz, żywioł nieodparty
Hardy ten co z domu bogaty, ten co zaliczył straty
Ziemny chodnik, ziemia, bruk, dług, kraty, cacy
Oczy widzą, oczy patrzą, oczy płaczą
Rozwój, upośledzony umysł, potrafimy się rozwijać
Z jedną wadą, gatunek ludzki zawiść ma
Nam konsekwencją czynu kara, mądre słowa, w głowach moda
Mowa, mnie to nie dotyka, słuchaj zegar tyka
Chwyta każdego czy biednego, bogatego styka
Kup gazetę, zobacz wiadomości, statystyka...

Aby wiedzieć to wszystko nie wystarczy patrzeć z okna
Bić się z losem co dnia, odbić się od dna
Patrzeć, żyjąc jak się da, pełną garścią życia brać
Lubiąc to co się ma, lubiąc to co się ma (x2)

Spójrz na to wszystko moimi oczami
Nieraz wszystko pierdolnie jakby wybuchł dynamit
Nawet ludzie ze stali płaczą tutaj nieraz
Wszystkich ogarnia bieda jak średniowiecze i cholera
Gdy już wszystko sprzedasz, bo inaczej się nie da
Zastanów się co zrobisz gdy w domu nie ma chleba
Gdy podstawowa potrzeba stanowi wielki problem
Zaczynasz toczyć z każdym dniem wojnę
Ktoś stawia nad i kropkę, twierdzi żeś degenerat
Wjeżdża w wasze środowisko wśród zwierząt kamera
Bez pardonu określa, przegrywacie według niego
A alkohol już nie leczy lecz daje wiele złego
Tak żyję kolego, weź wejdź w moje buty
Stare sprane spodnie i rozciągnięte bluzy
Policz na głowie guzy i blizny na dłoniach
To zło ma różną postać, raz Dawid a raz Goliat
Ręcznie napisano odpaść, chociaż czar dawno prysnął
Popatrz moim okiem, a zobaczysz to wszystko
Bijąc się z własną myślą możesz popatrzeć jak ja
Poprzez ile zła niesie ze sobą bieda
Ulica i beta w zimną świąteczną noc
Niech dotrze to do ciebie, uderzy jak sztos
Chcesz zamknąć oczy, nie podoba się to, wstrząs
Wiem, boli mój wzrok, bo fakt jeden to
Ty masz nazbyt lekko, pytasz gdzie tkwi różnica
A ciebie wychował pieniądz, mnie matka i ulica...

Aby wiedzieć to wszystko nie wystarczy patrzeć z okna
Bić się z losem co dnia, odbić się od dna
Patrzeć, żyjąc jak się da, pełną garścią życia brać
Lubiąc to co się ma, lubiąc to co się ma (x2)
Tak ten rap to zbiór prawd o życiu
Lecz nie aż tak żebym był spryciuch
Po odkryciu ich sam żyję tak bym
Dostosował się do własnych maksym
Wielkie prawdy? z tymi to nie problem
Szczerość - bez pogardy mówię gdy niedobre
Większość lubi jechać po kimś tak jak w siodle
Zmienność - przez to nowy ktoś obrywa ciągle
Oczy, by widziały muszą być otwarte
To czy ty dostrzeżesz mała prawdę zgadnę
Kroczy Dab przez miasto z sobą ma ferajnę
Tłoczy płyty tak jak ludzi po zieloną kartę
Tak jak Star Trek wróci po czasie
Myśl, co gubi się jak komórka zasięg
Byś rozpoznał ten styl po hałasie
Abra D.A.B. drugie solo będzie w trasie
K-44 ten skład mych kolesi
On nie rozpadł się tak jak Sowieci
I choć nie wszystko złotem jest co się świeci
My szlifujemy flow, bo szykujemy show yo

Tak ten rap to subiektywna prawda
Bez dyrektyw na obiektywny wariant
Efektywna dotychczasowa karma
Nie do korekty gdy dyktuję standard

Tak ten rap to mój na prawdy klaser
Fakt, że rzadsze są dla mnie rarytasem
Te odważne mają styl jak Hunderwasser
Lipy nie ma, bo Dab jak BM-a trzyma klasę
Maniak - robię ten rap naście wiosen
Cwaniak mógłby myśleć, że gonię za ciosem
Postęp zrobię tylko gdy pójdę za ciosem
Zapierdalam, a jak, bo mam szybki procek
To co wniosę to mój własny kierat
Niezależnie do kogo on dociera
Ja bezsprzecznie unaocznię to teraz
Jestem świeży jakbym właśnie wyszedł od fryzjera
Bo to jest muzyki i techniki tandem
Łeb pełen idei mam jak dachy anten
Czep się nadziei, że po kolei mam
Ten rap robi sceny jakby pisał je sam Dante

Tak ten rap to subiektywna prawda
Bez dyrektyw na obiektywny wariant
Efektywna dotychczasowa karma
Nie do korekty gdy dyktuje standard

Tak ten rap to subiektywna prawda
Bez dyrektyw na obiektywny wariant
Efektywna dotychczasowa karma
Nie do korekty gdy dyktuje standard

Tak ten rap on traktuje wciąż o tym, że
Reprezentuje mnie jak mój totem
I wiesz kto połapie się w gąszczu mych ocen
Ten miał to na mapie jakby był huncwotem
Potem swym to ja pracy nie okraszam
Tak koniecznym gdy harujesz u Augiasza
I choć dla mnie rym to jak dla zwierzęcia pasza
To zwierzęcym rzadko bywać mi się zdarza
I ja się powtarzam lepiej dwoić się, a nie spać
Będą przychodzić jeszcze prosić bym przestał
Kto chce biadolić nie ma szans bym go nie zlał
Rap trzeba robić, a pierdolić piedestał
I tapczan on to dobry jest, ale dla psa
Kiedy brzuch se napcha i suce daje klapsa
Ja mam czas, nic nie dusi mnie jak astma
I nie zmusi mnie żebym skrócił to co wzrasta
Raz, dwa, raz, dwa po raz piąty czaisz?
Trzy wspólne jointy i drugi solo palisz
Czy to strawisz? atakuję Polskę jak Stalin
Abra D.A.B., zapisz - Emisja Spalin
Krajobraz miasta, pejzaż osiedli spod trzepaka
To od chłopaka, muzyka miasta dla dzieciaka
Tempo podwórka i głosy dochodzące z mieszkania
Port 2005 z miejsca, w którym mieszkam
To o koleżkach to o tym, co widzisz naprawdę
To dla małolatów, by znaleźli swoja jazdę
Nie każde nagrania będą dla nich lekiem
Uważaj człowiek jest tylko człowiekiem
Nie raz usłyszysz o tym miejscu sonet
To jest hołd dla miejsca, które jest drugim domem
(To jest hołd dla miejsca, które jest drugim domem)

Prosto z szarych podwórek, gdzie nic nie było proste
Gdzie szansa pójścia w Polskę równa spalonym mostem
Od szczeniaka patrzę na te twarze tak bliskie
Właśnie dla tych wszystkich lecę z kolejnym zapiskiem
Poprzez Polski miasta wszystkie ręce w górze na koncertach
Tylko i wyłącznie dla was wkładam w to 100% serca
Wiara medykamentem, memento przypomina
Nie zapominam - w sercu na zawsze rodzina

To miejsce, ludzie, których nie zapomnę
To miejsce, to 100% moich wspomnień
Drogi, w których od rana tonę
To miejsce nazywamy domem

To miejsce, ludzie, których nie zapomnę
To miejsce, to 100% moich wspomnień
Drogi, w których od rana tonę
To miejsce nazywamy domem

Widocznie miałem stać w miejscu, w którym stoję
Widocznie z miejsca tego miałem toczyć swoje boje
Nowym haustem kolejny dzień witać szczerze
Na okolice patrzeć, w którą od zawsze wierzę
Na ludzi twarze tych goniących za przyszłością
Bo teraźniejszość tyran nie raczy ich radością
Wcale nie powinno być tak oczywiście
Zbyt wielu wierzy, że to miejsce to ich czyściec
(Zbyt wielu wierzy, że to miejsce to ich czyściec)

To, co tu przeżyłem jest moje na zawsze
Dzięki momentom tamtym na życie patrzę
Tak właśnie wam wrzasnę, kiedy się zacznie
Pytania skąd to biorę i czy się teraz boję
To nigdy nie zgaśnie, ma swą historie
Spisaną w pamięci, podaną niczym teorie
Do rak twoich właśnie prywatne baśnie
Na temat szczerych ludzi, z których wielu mi przyklaśnie!

To miejsce, ludzie, których nie zapomnę
To miejsce, to 100% moich wspomnień
Drogi, w których od rana tonę
To miejsce nazywamy domem

To miejsce, ludzie, których nie zapomnę
To miejsce, to 100% moich wspomnień
Drogi, w których od rana tonę
To miejsce nazywamy domem

100% relacja to samo miejsce akcji
To o przyjaźniach, o miejscu tym, na które patrzysz
Prosto z podwórka muzyka przez nieszczelne okna
Słuchawki w uszach, powstaje nowa zwrotka
To o tym, co widze jestem w stanie wyłapać
Muszę stąd wyjechać - mamo nie ma co płakać
Wspominam tych, co byli, uciekli, dokąd?
Najpiękniejszy widok lotników nocą
(Najpiękniejszy widok lotników nocą)

Mam zamiar tu zostać osiąść na stałe
Mam swoja wyspę, małe enklawę
Chroni mnie zawsze no i vice versa
Moje osiedle to moja twierdza
Co musi się stać, że uciekają inni?
Pozostawiając ukochany dom rodzinny
Szad
Mały zodiakalny Wodnik
Od małolata pod nim dziurawy chodnik
Czego nie robił żeby zabić szare tło dni
Pamiętam ciągłe przeprowadzki
I szczeniacki honor
Godziny bezczynności, suche bity w głośnik mono
Ojciec zadawał setki pytań
A ja ściema całkowita niczym szuler - obcykany numer
Co miałem mówić? - tato?
Ja i kumple przemierzaliśmy dżunglę jak bezdomne kundle
Pamiętam sklepowe kradzieże
Strach lub obciach, ciach i po paznokciach
I co z tego że w oczy piach?
Skoro na niego głuchy ja
Jak Jan Sebastian Bach
Setki spraw nieważnych jak dla ślepego na murze graf
Pamiętam - akcja kryminał, ciuchy oryginał
Sprzedaż prosto z bagażnika, tranzakcja i finał
Nowy kapitał kieszeń witał
Pytał ojciec, pytała matka
A ja na klatkach, otrzymam świadka nastolatka
O przypadkach opowiadanie
Talent - licencja na liryczne zabijanie.

Ref.
Licencja na zabijanie
Zabijanie
Licencja na zabijanie
Licencja na zabijanie
Zabijanie
Licencja na zabijanie.

(Pork)
Jesienią wczesną urodzony pod presją - ZSRR agresją
Minęło dzieciństwo, ty lat 15
Slalomem po za domem nie zawsze w pionie
Święcąc przed starymi oczyma jak supernova
Po czym znikałem jak holenderski towar
Mawiali że młodość przemija jak Atlantyda
Że króla najłatwiej pieniądz zabija
Jak srebne kule wampira
Pytali - synu skąd ta tequila
Mija w milczeniu chwila
Skończysz za kratą
Błąd tato - Pork jako amator
Nadal mam to, znikam jak fantom
I z gracją plan
To jak kantor
Zmienia się cena jak data
Zmienia się sposób myślenia
Następne lata a w tam doświadczenia
Lodowate jak lodowce Antarktydy
Wydobywałem z nich korzyści jak Saudyjskie szyby ropę
I tym tropem potem poznałem młodego Sobotę
Od niego pierwsze podkłady złote
A teraz stoję jak totem
Na bazie własnych preferencji
Urodzeni mordercy na licencji, na licencji.

Ref.
Licencja na zabijanie
Zabijanie
Licencja na zabijanie
Licencja na zabijanie
Zabijanie
Licencja na zabijanie
Licencja na zabijanie
Zabijanie
Licencja na zabijanie
Zabijanie
Licencja na zabijanie
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo