Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ja pamiętam to jak dziś, młody Ryś, nie Richie Rich
ten Ryś, co nie miał nic, prócz muzyki która dziś
rozbrzmiewa w całym kraju, bo na hip-hopowym haju
dzieciaki wyrastają, na koncercie nas wspierają
Tu gdzie Kid Rock i Climmo był ci obcy w dawnych czasach
większość z was robiła w nocnik, albo chill w innych klimatach
a hip-hopowy tata chłonął muzę na piratach
i zapragnął to robić i tak powstał Slums Attack
W poszukiwaniu stylu i w doskonaleniu skillów
zleciało kilka lat, które wspominam miło
pieniędzy z gry nie było, za to była wielka wiara
przekonanie o słuszności tych działań, gra gitara
Ta cała nasza wiara J do E dzielnica cała
nas wspierała i do dzisiaj docenia te starania
Wkład w tę kulturę, powiem śmiało - ja to hip-hop
inaczej na to patrzy ten, co mu nie wyszło
*****ę towarzystwo z cyklu branżowe niuanse
wolę tutaj dograć nową, dobrą szesnastkę
wiem co to szacunek, bo go mam, *****ę łaskę
Bo tu u siebie w mieście jestem kimś, chcesz to zaprzecz

[x4]
Wiem ile to już lat (ta)
Wiem ile to już lat (piętnastak)

Te foty, te wałki, identyfikatory
Wszystkie klipy, hiciory, klimat koncertów chory
W tekstach cały życiorys, zbiór przeżyć wewnętrznych
Rap atak zręczny, to hip-hop nie Manieczki
Ciągłe wycieczki, polskie miasta mniejsze większe
dziury zabite dechami w których bywało śmiesznie
Ryje pocieszne co wspierają na koncertach
tu mowa o *****ielach i o pięknych kobietach
A kolejny etap, to opcja zagranica
Praga, Londyn, Dublin i hip-hopu stolica
Nowy Jork co zachwyca, w którym jest dla nas miejsce
pozdrowienia dla ludzi, których spotkam na koncercie
Znów będzie nieŹle cofnij się o cztery lata
gdy arena w rytmie hitów w szwach cała pękała
zrób *****ony hałas bo ten sequel jest naprawdę
pieprzone lat piętnaście trzymam pion, choć to nie łatwe
Bywało różnie gra za zwroty marne śrubki
myśleli, że półgłówki zechcą wyżyć z tej jałmużny
i gdybym był próżny, bym nawinął, że to wszystko
tymczasem to początek, sprawdŹ ludzi którym wyszło
Niejedne wydawnictwo, te kontrakty i wytwórnie
na płyty patrzę dumnie, a na nich tylko splunę
Pieprzę fortunę którą wy myślicie, że mam
bogactwo liczę w trackach, których śmieć nazywa ściemą
Od pieprzonego demo po następną płytę przełom
spróbuj tak zrobić, żeby ci się działo dzieło
by całego cię pogięło, byś przeżył to naprawdę
to stara szkoła rapu rymy, bity, życie - sprawdŹ mnie

[x2]
Ile to już bracie lat?
okrągłe lat piętnaście
Ile to już siostro lat
piętnastak, sprawdŹ to właśnie

Przez płyty do tekstów, z winylami na dekach
'97 Eskulap - każdy z was na to czekał
Wcześniej '95 Molo Sopot wszystko si
gram, że w rapie jest siła, a wraz ze mną Ice-T
Warto żyć dla tych chwil kiedy Run i DMC
Przy starciu Jay'M'Jay'a robią gnój rest in peace
dużo by wymieniać, że poznałem w tych klimatach
niejednego brata, który kuma temat HH
Niejedna draka, beefy, ploty, legendy
zła sława, która kręci tych z ulicy odpowiednich
I wuchta kawalin by frajerów rozwalić
tym stażem się chwalić, tak jak alfons *****mi
Pieprzyć to, co o nas mówią, jesteśmy ludŹmi z pasją
nie ma takiej opcji, żeby zapał nasz miał zgasnąć
nieprzychylni nam będą wciąż dołki kopać
nie czas się tym przejmować, więc nie przejmuj się tym chłopak
Ogrom pracy uszanować zdołał tu niejeden ziomek
i każdy z nich powie, Rych to od hip-hopu człowiek
Reszta to bzdury, głupoty niepraw*****
jak to, że Popek z Firmy mi za*****ł w łeb w Londynie
To ja i moi ludzie, dziwny jest ten świat
mamy swoją misję, na następnych parę lat
Adziu, Decks, Glon i Gandi, pozdrowienia dla tej bandy
To SLU Gang styl i kolejny rok piętnasty
Pozdro dla tych wszystkich którzy byli z nami wraz z tym
Pozdro dla tych wszystkich którzy byli z nami wraz z tym

Dziękujemy wam wszystkim za to wszystko
za co można Wam podziękować, respect, respect
Zakochałem się w słowach i dźwiękach
Nie we fleszach i show-biznesie
Grałem w Mortal Kombat całe dnie ale jednak
Nie nauczył mnie mordować w interesie
Jak zacząłem to nagrywać dla siebie
Tak nagrywam to dla siebie do dziś
Choćbym nie chciał mieć, kurwa, mam sumienie
I to coś jest ważniejsze niż kwit
Mówią mi żebym zmienił podejście
Skurwiele z precyzją chirurga
Przeliczający swoje wiersze i wenę
Na CD którą od nich weźmie ogólniak
Pieprzę to! Nie założy mi knebla na gębę
Label, robiąc ze mnie durnia
Wiecie to! Jakie to ma znaczenie
Która mi to wyda wytwórnia?

[REFREN]

Liczy się: muzyka, miłość, przyjaźń
Życie jest chwilą i mija w trymiga
Zanim się kapniesz bracie
Będzie już czas się zawijać
Wybija bit mi rytm i widzę, gdzie wszyscy biegną
Nie potrzeba willi mi
Bym był szczęśliwy
Serio!

Nasłuchałem się o prawdziwości
Potem paru tych gości zobaczyłem na żywo
Wnioski? Wiesz co tym rządzi?
Pozory. Podaż i popyt i chciwość
Ci najlepsi są często najgorsi
A dzieciaki w nich widzą świętych
Gołębnik pełen jest gołębi pokoju
A do żarcia lecą tylko sępy
Kocham eksperymenty w muzyce
Ale nie jestem doktor Mengele
Kieruję mną to co czuję i nie patrzę na resztę
Co wiecznie chce mówić mi co powinienem
To menele są nie artyści
W tekstach są pewni siebie i zasad
Ale paraliżuje ich już sama myśl
O ocenie jaką spotka ich prasa

[REFREN]

Liczy się: muzyka, miłość, przyjaźń
Życie jest chwilą i mija w trymiga
Zanim się kapniesz bracie
Będzie już czas się zawijać
Wybija bit mi rytm i widzę, gdzie wszyscy biegną
Nie potrzeba willi mi
Bym był szczęśliwy
Serio!

Jest różnica między Tobą a mną
I to co nas różni nosi nazwę ,,lojalność"
Chcieli bardzo bym zmienił front
Poprawiałem ich gdy mylili nazwę z ,,Embargo"
Stałem twardo za marką, stąd
Gdy mówili mi: marnujesz się chłopak
Robiłem wszystko by to logo wypchnąć na front
W zamian dostałem kopa
Kiedy traciłem grunt pod nogami
To był tylko jeden cios więcej
Przeżyłem rozpad związku, operację mamy
Emigrację i chyba depresję
Te parę tysięcy złotych...
Dla mnie to jest tylko symbol
Czegoś co można zrobić patrząc prosto w oczy
Ciach! Robię grubą linią!

[REFREN]

Liczy się: muzyka, miłość, przyjaźń
Życie jest chwilą i mija w trymiga
Zanim się kapniesz bracie
Będzie już czas się zawijać
Wybija bit mi, rytm i widzę gdzie wszyscy biegną
Nie potrzeba willi mi
Bym był szczęśliwy
Serio!
Popatrz jak czas szybko ich zmienił
Dzisiaj sa juz nie do poznania
Troche highlife'u fartem lizneli
Zapomnieli Semper Fidelis
Pytasz skad są? Tez nie pamietam
Znow wyrzekaja sie wlasnych słow
Za nimi jakos mi serce nie krawwi
Popatrz mi w oczy mnie czas zostawił

1. Tam Białystok do konca jestem z nim nadal
To jest niezmienne jak 10 przykazań
Jak w banku pewne od zapowiedzi do czynu
Mozesz trzymać mnie za słowo Ty z kurwy (ty) synu
Lojalnosc szczerosc w sercu prawda w oczach
Lzy jak radosc nigdy na pokaz
Nadal nie chillout surowy klimat
Nie znajdziesz ciepla tam gdzie panuje zima
Syn marnotrawny wraca buduje burze
Nie wystepuje w milczącym chórze
Zbieram burze przetrwam mam charakter brat
Z diabłem pakt nie dmucham pod wiatr
Jestem twoim wrogiem złym przeciwieństwem
Ukrytym wzorem nadal te wersy są chore
Tak poza tym tylko miedzy nami
W kilka życiorysów wpisałem się trzema szóstkami

Ref:
Popatrz jak czas szybko ich zmienił
Dzisiaj sa juz nie do poznania
Troche highlife'u fartem lizneli
Zapomnieli Semper Fidelis
Pytasz skad są? Tez nie pamietam
Znow wyrzekaja sie wlasnych słow
Za nimi jakos mi serce nie krawwi
Popatrz mi w oczy mnie czas zostawił


2. Nadal pierwszy fart nic nie jest wart
Nadal słaby fundament źle wrózy po dach
Na siebie licze ulice znam na tyle
Symbolem podstepu tu nadal jest sztylet
Nadal szukam nocy jak kompas północy
Nadal chcą utopić mnie w łyżce wody
Kazdy z nich na zdrowy rozsądek chory
Nadal ryba psuje się od głowy
Demony przeszłosci nocą przychodzą do mnie
Nadal pamietam o tym żeby zapomnieć
Nadal głosniej zbieram w gardle zew
Chłopaczyna z osiedla nie salonowy lew
Mizogonizm szowinizm w słowach jak blizny
Nadal mozesz zarzucić mi taizmy
Nadal dla judasz liczy sie tylko flota
Garota daj spokój nie na dziwki z Bangkoku
Nadal na bloku szczerze usmiechniety
Slyszałes co wbijam w czyjes resentymenty
Nadal u kresu sił dodaje nurt gniewu
Nadal przy mnie wiatr umiera z braku tlenu

Ref:Popatrz jak czas szybko ich zmienił
Dzisiaj sa juz nie do poznania
Troche highlife'u fartem lizneli
Zapomnieli Semper Fidelis
Pytasz skad są? Tez nie pamietam
Znow wyrzekaja sie wlasnych słow
Za nimi jakos mi serce nie krawwi
Popatrz mi w oczy mnie czas zostawił

3 .Kazda blizna przypomina Mars jest ojczyzna
Nadal krzywdze ludzi gdy ludzie mnie krzywdza
Daleką droge mam jakie to ma znaczenie
Ze w moich butach stopy kaleczą kamienie
Nadal złe nastawienie proste porazka
Zeby trafić do serc wystarczy pióro i kartka
Nadal przyszłosć niepewna ale własna
Nadal na miasta eterze inwazja
Do odpowiedniej tresci odpowiednia forma
Nie przemawiaja do mnie cyrkonie i tombak
Wysokie obroty łapie każdą chwile
Bo zanim umre chce wiedziec po co żyłem
Jestem głosem w ciemnosci pomogly ci słowa?
Dla mnie to dzieciak najwieksza nagroda
Oni pną sie na szczyt mają 5 minut lansu
Ich zadufanie najkrótszą drogą do upadku
Znam swoje miejsce nadal skromnie
Ich żywicieli w dyby na mastaktomnie
Koło wykonało pełny obrót jestem nadal
Nie odwracam sie plecami gdy mój ziomek w opałach

Popatrz jak czas szybko ich zmienił
Dzisiaj sa juz nie do poznania
Troche highlife'u fartem lizneli
Zapomnieli Semper Fidelis
Pytasz skad są? Tez nie pamietam
Znow wyrzekaja sie wlasnych słow
Za nimi jakos mi serce nie krawwi
Popatrz mi w oczy mnie czas zostawił
Nikt z nas, nikt nikt nie jest doskonały
Chada, PiH 1z2 Rozumiesz?

Nie w imię Boga nie w imię prawa
W imię sumienia bo go namawia
Być sobą przez
życie iść z uniesioną głową
Nieść słowo nie jestem bez skaz a co z tobą
To dotyczy każdego z nas więc zdobądŹ się
Powiedz kolejny raz co na sercu ci leży
Wynaturzony świat też widzisz
Czy jest coś w co wierzysz ufasz czy szydzisz
Za co ludzi wzrokiem mierzysz
Wiesz opinię masz zanim się dowiesz śmiesz powiedzieć
Ty nie oceniasz tego świata na lepsze nie zmieniasz
To niemożliwe i nieuczciwe wobec samego siebie
Powiedz zrozumiesz bo to do ciebie
Czy uczucia w tobie zubożały
Miej serce patrz w serce mimo że nikt nie jest doskonały
Każdy liczy na szczęścia
łut
Chce ciut więcej coś uciułać mieć w życiu miejsce
Przestać się tułać samotnym nikt być nie chce
To ludzka dola i niedola
Przeznaczenie versus wolna wola
To o ludziach podobnych do mnie
Co ma wartość nie wolno nam nigdy zapomnieć

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji
Odszukaj w sobie okruchy ambicji
Los to nie żarty los bywa twardy
Nie spuszczaj karty bądŹ wytrwały
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
Rozumiesz nikt nie jest doskonały
Posłuchaj tego nikt nie jest doskonały

Życie nie jest bajką więc przestań się łudzić
Czekasz na fart aż on się obudzi?
Popatrz na ludzi ich los nie rozpieszcza
Tylko od ciebie zależy cała reszta
Ja tutaj mieszkam wśród nietolerancji
Tu wielu przyjaciół jest niewolnikiem sankcji
Życie jest celem te słowa są szczere
C H A D A powiązany z Procederem
Warszawski styl
ja zmierzam tędy
Każdemu przyjdzie zapłacić za błędy
Codziennych potyczek nie liczę ale czuję
Chada i PiH to ciebie przekonuje
Sam się oszukujesz spójrz prawdzie w oczy
To nasza prawda która was jednoczy
To nasza prawda słuchaj to fakty
Tak jak ty nie stoję na polu chwały
Nikt nie jest doskonały Chada i PiH
I znowu dzień
i znów życia łyk
Nie zgiń w tłumie i zawsze żyj dumnie
Pokaż że umiesz choć wróg się zemścił
Unieś w górę zaciśnięte pięści
Unieś w górę zaciśnięte pięści

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji
Odszukaj w sobie okruchy ambicji
Los to nie żarty los bywa twardy
Nie spuszczaj karty bądź wytrwały
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
Rozumiesz nikt nie jest doskonały
Posłuchaj tego nikt nie jest doskonały

Gardzą nami nawet wtedy kiedy zdobywamy wykształcenie
I zdziwienie
Czemu my w gniewie ?
Choć słowa mówią niewiele czas przerwać milczenie
Czekając na ciosy ściągniesz je na siebie
Z każdej sytuacji rysuje się wyjście
Nie nauczy cię tego żadna szkoła a życie
Bierzesz udział w codziennym pochodzie
Obok wielu tych którzy znaleźli się na lodzie
Chcą żeby ten dzień był naszym ostatnim
Wyrywasz się z uścisku do muru przyparty
Połam im ręce więcej niech nie krępują
A jak dla nas niech sami się nim trują
To dla wszystkich żyjących gdzieś w bloku
Podobne losy okryte płaszczem mroku
Nie ryzykujesz nie masz
Manna z nieba
Dość czekania na zbawcę życia na łasce i niełasce
to nie dla nas im może pasować
do góry głowa
i ani słowa
i tym sposobem do sprawy sedna
prawda jest z nami prawda jest jedna
oni to nikt a my to my
wrodzony spryt ta sama grupa krwi
posłuchaj rady wiesz tak między nami
nikt nie jest doskonały
oni są słabi

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji
Odszukaj w sobie okruchy ambicji
Los to nie żarty los bywa twardy
Nie spuszczaj karty bądź wytrwały
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
Rozumiesz nikt nie jest doskonały
Posłuchaj tego nikt nie jest doskonały
Wszystko przemija, odchodzi w zapomnienie
Możliwe, że te rymy stracą też sens i znaczenie
Czas szybko ucieka i nasz się pewnie skończy
Więc próbuje opowiedzieć o tym co nas wszystkich łączy
Sekundy, minuty, godziny i dni
Bezpowrotnie spod kontroli spierdalają mi
Nie można nic zrobić by ten czas jakoś odzyskać
Nie mogę przestać myśleć, że wskazówka się przemieszcza
Oddala, nie cofa tylko szybko rwie do przodu
Nie mogę się pogodzić z tym uczuciem zawodu
Jakiego? - pytasz, przecież nic się nie dzieje
Czas kradnie nam życie, a ty masz jeszcze nadzieje
Na zdobycie czegokolwiek, na dotarcie do końca
W tak bardzo krótkim czasie jedna chwila cię wyniosła
I to na razie wszystko, tylko żeby to nie prysło
Nie pękło, nie jebło na pół jak ziarenko
Które szybko zasadziłeś i czekasz na profity
Bity są dobre i myśli swobodne
Szybko przelatują, jak ten czas ulatują
Kłują w oczy, do złudzenia są podobne
Jak marzenia, jak pragnienia jak spotkania przygodne
Łagodne jest zjawisko które się właśnie zrodziło
Bez jednego strzału z nikąd wszystkie chmury przepędziło
Ale czas nadal ucieka, kradnie chwile upragnione
Spełnione zostało to co docenione
Ostatecznie jednak nie zostało wyniesione
Pozostało w podziemiu, podzieliło w oka mgnieniu
Na wrogów, sympatyków, sceptyków, zwolenników
Mógłbym tu wyliczać odbiorców bez liku
Lecz na to nie pora i nieodpowiedni czas
Choć chcę wciąż być na topie i nie mówić nigdy pas
To właśnie teraz, w tej odpowiedniej chwili
Zarzucam szybko refren kochani moi mili

Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila
Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila

Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila
Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila

Na moim narożniku się nadal nic nie zmienia
Choć nie ma mnie tutaj nie ma tu już mego cienia
Czas zapierdala, ale tu jakby się zatrzymał
Choć zniszczona okolica to zachował się klimat
Który jest nie do zniesienia, który nas tu wszystkich trzyma
Nie puszcza, nie pociesza, nie rozpieszcza i nie wzrusza
Nie śmieszy, nie cieszy, nie pomaga nic ulepszyć
Robię co chcę, a że ciebie nie stać nie
To weź to zaakceptuj i puść do przodu mnie
Nie blokuj, nie toruj, nie rozpuszczaj brzydkich plotów
Gotów jestem wszystkiemu stawić czoła
Zapobiec wszystkim sporom narastającym dookoła
To i tak nie powstrzymam nadchodzących zmian
Bo ten czas szybko przemija, coraz mniej już życia mam
I wierzcie mi ludzie nie wytrzymam tego dłużej
Ze straconą każdą chwilą czuję się jeszcze gorzej
I nie mogę nic powiedzieć i nie mogę się dowiedzieć
Czy osiągnę to co chcę, czy może zrobię coś źle
Wypadnę z obiegu i wykończę się
Bo żyję chwilą, nie poddaję się schematom
Katuję wciąż mikrofon, nie zadaje się ze szmatą
I dla was dziś właśnie prezentuję swój styl
Szybko, w pośpiechu, by nie stracić cennych chwil
I nawet jeśli teraz niczego nie dokonam
To wiem, że próbowałem i spokojnie sobie skonam
Więc wychodzę na ulicę, by obwieścić tajemnicę
By przybić z wami piątkę, by wspomóc okolicę
Dzielnicę hmm...ukochaną mą ulicę
Na której się wciąż chowam, którą na co dzień widzę
Pustka dookoła, szarzyzna jebana
Ludzka masa alkoholem wspomagana
Popękane mury, czasu odciśnięte piętno
Piękno, tutaj to pojęcie abstrakcyjne
Tutaj wszystko dookoła jest jakieś kurwa dziwne
Pokręcone, pokrzywione, czarno-białe i matowe
Nie można powiedzieć żeby było to cudowne
Jest jak jest, ale tu się nic nie zmienia
Te same ryje w bramach, takie same wspomnienia
Uniesienia, przeżycia, sytuacje i libacje
Naprawdę mówię prawdę każdy przyzna mi tu rację
Chociaż czas nam ucieka, chociaż czas nam ulatuje
Tutaj nic się nie zmienia, każdy życie swe marnuje

Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila
Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila

Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila
Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila
Chcesz ode mnie wszystko? Umiesz tylko liczyć, ale jak dam Ci wszystko, sam zostanę z niczym
Chcesz: Jeep’y Porche Mercedesy Land Rovery, chcesz willi basenów i terenów zieleni
To się nie zmieni, będziesz chciała jeszcze więcej, ciuchy torebki buty biżuterię
Codziennie coś innego, inne lądowanie, Londyn Paryż kolacja w Mediolanie
Tak już zostanie, będę od spełniania zachcianek, od zbierania zażaleń
Podwożenia Twoich koleżanek nad ranem, dopóki nie znudzisz się spaniem
Znowu zakupy, kup to i to proszę kochanie, zrób to i to proszę kochanie
Ale zapomnij o tym wszystkim przed startem, to czego chcesz jest nic nie warte
Bo tak naprawdę to ja wiem czego pragniesz

(I know what to give you)
Wiem co Ci dać czego Ci potrzeba
Ty myślisz ja odpowiadam
nim spytasz…
Je c'est qu'est-ce que toi vous
(I know what to give you)
( x 2)

Wiem co Ci dać czego Ci potrzeba, wiem po co nagram ten numer, w sumie
Nie pierwsze o tym ale umiem zrobić to tak by nie sprzedać Ci kawałka nieba
Takie komplementa subtelne jak pal z drewna, nie dają wrażeń, to stal nierdzewna
Nie Swarzędz, jesteś tu by pomarzyć mógł taki jak ja o takiej jak Ty
Mam szyje jak Magda Mołek i styl a jak Ty, pije, sram na szkołę i słynę z prawdy
Więc teoretycznie to inne planety, ale prawda że prawda boli to też fetysz
Ja nie przypadkiem wiem co dać Ci to cos o czym nie powiesz babci!
Nie możesz zwietrzyć ten dramat mama, temat tabu tych dragów wiesz sama aaaa
Ja odbijam od tematu przestępstw,znam Tony’ego może on se pójdzie kreske
Szkoda, znam Cie od kilku piw już, nie mam teraz ale „I know what to give you”

(I know what to give you)
Wiem co Ci dać czego Ci potrzeba
Ty myślisz ja odpowiadam
nim spytasz…
Je c'est qu'est-ce que toi vous
(I know what to give you)
( x 2)

Otrzyj łzy proszę, zapomnij o tym byłym, chodź ze mną, pomogę jeśli nie masz siły
Ukoję nerwy, chcesz śmiać się, cieszyć życiem, blask Twoich oczu będzie dla mnie zaszczytem
Co jest za szczytem góry Twoich marzeń, pragniesz czułości bezpieczeństwa i wrażeń
Albo kilku mądrych słów dziś nad ranem, jesteś sama? Ja też widzę w nas pare
Być blisko ja i Ty, tego szybko chce tak, masz chłopaka? To teraz masz faceta
Chcesz mnie ocenić? poznaj mnie z mamą, matki moich ex też nadal mnie chwalą
Wciąż ufają, znają każdą zaletę i słabość, choć słyszały córki jęczące ohh Karol
Pius to potrafi, jestem Twoją drugą duszą, w jednym Romeo, Bruce Willis i Too $hort.

(I know what to give you)
Wiem co Ci dać czego Ci potrzeba
Ty myślisz ja odpowiadam
nim spytasz…
Je c'est qu'est-ce que toi vous
(I know what to give you)
( x 2)

Tak, Kochanie to specjalnie dla Ciebie
Ja wiem czego pragniesz
Czuję jak dym z papierosa szczypie mnie w oczy
A żar się jeszcze tli żeby zamienić się w popiół
Przypominam sobie sny o pięknej przyszłości,
do której wszystkie drzwi są zamknięte już bezpowrotnie
Lód w mojej krwi rani moje żyły
i czuję chłód kolejnych dni, które pewnie jeszcze przeżyję.
Znów tylko ból zaciska mi pętle na szyi
I nie rozumiem słów, którymi mówią do mnie inni.
Ich pragnień, ich gestów, ich wyrazów ich twarzy
Ich prawdy, ich szczęścia i chyba nawet ich marzeń.
Weź mnie za rękę i zaprowadź na krawędź
I stój tam ze mną, aż się zmęczę i spadnę
Prowadź gdzie chcesz jestem gotów na cokolwiek
Możesz mnie mieć więc mnie weź nie martw się o mnie
Za darmo możesz mnie zachować lub zapomnieć
Bierz co chcesz z czymkolwiek będzie Ci wygodnie.
Wypluwam krew otwartą raną w moim sercu
Nie chce umierać a samotność jest mordercą
Chce się tanio sprzedać i móc utkwić w Twoim szczęściu
Nic mi nie potrzeba zabierz mnie wszystko jedno gdzie

Ref.
Chciałbym z Tobą pójść lecz nie umiem stawiać kroków
Nie pamiętam już jak mam czytać z Twoich oczu
Nie potrafię wypowiadać słów i w milczeniu
odgaduje co mógł znaczyć ruch Twoich źrenic
Chciałbym z Tobą pójść lecz nie umiem stawiać kroków
Nie pamiętam już jak mam czytać z Twoich oczu
Nie potrafię wypowiadać słów i na pewno
Nie odgadnę czy chcesz ze mną pójść przez szaleństwo

Całkiem ciemno, a na ścianie tańczą cienie
Jest mi wszystko jedno a stoimy tak blisko siebie
I gdy tańczysz ze mną Odnoszę złudne wrażenie,
Że koszmary gdzieś odejdą, nie dasz mi zejść na ziemie.
Sam nie wiem jak nisko już upadłem
Nie zadaje pytań, lubię kiedy patrzysz na mnie
Milczę, jakby ktoś trzymał zimny nóż na moim gardle
I choć chłód mnie przenika, to wszystko jest nieważne
Nic nie słyszę chociaż mówią do mnie
Moja dusza krzyczy próbując sobie przypomnieć
Kiedy czułem tak jak oni i mogłem czuć się z tym dobrze
I czy naprawdę czułem i czy faktycznie mogłem
Już nie wiem co jest dla mnie dobre i czy jestem sobą
Moje myśli są chore tylu ludzi nie jest obok
Pójdę gdzie chcesz byle jaka drogą wiesz
Zabierz mnie gdzieś gdzie jest zawsze ciepło i błogo.

Nie ma we mnie strachu jestem spokojny
bo nie mogę nic stracić i niczego udowodnić
spadam w dół, lecę i czuje że jestem wolny
To nic nie kosztuje zabierz mnie wszystko jedno gdzie.
Ty zabij mnie za teksty ,
ty zabij mnie za wygląd
ty zabij mnie za prawdę.
ty zabij mnie za miłość.

w bloku ukryty wita ponownie, solo .

tak to wygląda .

2010

wbu nie żyje , [ta]
wbu sie sprzedał. [ej]
wbu to pedał. [tej]

pisz , gadaj o mnie co chcesz ,
pies cie jebał wiesz? ja mam to głęboko
i niech cie to wkurza a tak między nami
wale to ze ci się nie podoba moja twarz , buty i bluza
odkąd pamiętam zawsze miałem opinie łobuza
i nigdy nie bawiła mnie dyskotekowa muza
jak większość znajomych bawiła na
techna balu .
ja byłem wtedy zazdrość , zaufany bref metalu .
a dziś tak między nami nie oddam nikomu rapu.
nie zejdę z tej sceny prędko na co ty liczysz ?
ej , wypierdalaj ode mnie jak mi źle życzysz !

ref ;
możesz mnie prowokować mieć mnie w chuju nie cenić
ale mnie innego rapu nie uda tobie sie zmienić . x 2

urodziłem się w poznaniu tak i jestem z tego dumny.
będę spacerował po tym mieście aż do trumny
i choć nigdy nie poczuje się tutaj jak na hawajach
to nie powód żebym powiesił się tu na jajach .
a to ze zakończyłem na etapie podstawówki ,
to ma mieć czynić gorszym o tego po maturze nie sądzę.
wiem ze nie zawsze tutaj postępowałem mądrze ,
i choć mam to za sobą to nie chce o tym zapomnieć wiesz?
to by było głupie , ty mówisz ja nie lubię ciebie i twojego rapu ,
spoko ja nie szukam tu fanów i przyjaciół wystarczy tych co mam wiesz?
tu o szacunek chodzi wszystkiego najlepszego
dla was i dla waszych rodzin , a ciebie nikt nie lubi?
chuj ci w dupę nie żal mi cie , ja dbam tu dziecko , rodzinne , szacunek , życie.
i chce być jak najdłużej , jak najbliżej tego co mam ,
i to co dla mnie najważniejsze , zabij mnie nie oddam !.

ref ;
możesz mnie prowokować mieć mnie w chuju nie cenić
ale mnie innego rapu nie uda tobie sie zmienić x2.

mój hip - hop to prawda , od początku opisuje ,
zakrwawione miasta , zalane łzami potem i byłem.
możesz nazwać mnie żulem ale nie idę do ni kąt ,
jestem sobą nie byłem pajacem z groźną miną
a te bramy zamieniłem na spacery z córką i dziewczyną
lecz nie zapomniałem twarzy , imion ludzi którzy me
odczyta rzadko widzą , ja żyje mam się dobrze ,
kocham życie , rodzinne , robię ten hip - hop
tutaj ciągle , i wiesz co nie zamienił bym tu tego,
nigdy za nic a nie jeden z was pewnie gdyby miał,
okazje a w bloku ukryty chce robić rap i zwiedzić Azje ,
i nigdy nie zapomnieć o tym co jest dla mnie ważne .

ref ;
możesz mnie prowokować mieć mnie w chuju nie cenić
ale mnie innego rapu nie uda tobie sie zmienić x4.
Gdzie te barany, co twierdzą, że mówię o tym samym?
Chuje, miód macie w uszach jak te w dupie banany
Chłam i tandeta w bani, czy ta scena jest chora?
(Ty pozwól mi ją zabić) jej już nie ma od wczoraj
(Nic tu po nas) nasz (nasz) jest (jest) rap (rap)
Mam ja, chcesz ten czas na te słowa
I bit, co łamie kark, ziomek, zobacz
Mówią, że jestem brzydki, a żonie się podobam
(Gdybym zaufał ludziom) z niczym bym nie został
Ja robię to dla siebie, z tych przyczyn mam flow, brat

Czy to Polska czy amerykański sen?
(Motherfuck you, man) tylko akcent nie ten
Ej 50 Cent, jesteś gangster? daj ognia
Póki cię nie zawoła z okna siostra na obiad
(Jaka prawda jest podła) nie ma dla bloków króla
A te pięćdziesiąt centów lata nam wokół chuja
Jak gouda i dzięgi, ja wolę trzymać duży format jak AZ
Po moich oczach widać jointa i ten styl
Zoki, mój rap i masz lot na sam Księżyc
Możesz zostać tu, wierz mi

Nigdy nie powiem ci, że jestem najlepszy
Wolę to udowadniać z każdym wersem na pętli
Jeśli twierdzisz, że tak znaczy, że coś jest w tym
Choć wiedzę określa tutaj, co beton myśli
Pochodzę z Bałut, bracie, miejsca, gdzie
Wszyscy znają stres, bo to na cyfrach krew
Nie chcemy żyć jak leszcz, ja wolę być, nie mieć
Nie jestem rzeczą, by tu przybyć, ziomek, z Chin po cash
Znów pada dziś ten deszcz, choć to nie Dublin
To boży gniew czy droga prosto do prawdy?
Potrzebny ponton czy pampersy dla gwiazdy?
Nieistotne, jeśli kurwa chce sławy sobie zmoknie
To tylko farsa, wiem, że przez te ciawy branża pęknie
Prawdziwy hip-hop dla nich niczym szarża we mgle
Brat, życzę odwagi jak chcesz sam tak pierdzieć
Ja mam rap jak serce
Honor, duma, szacunek - kodeks znasz ten
Czy to miasto jest tobą czy ty jesteś tym miastem?
To zbyt piękne by bać się, nasze szczęście lekarstwem
Próżny, chciwy, zawistny - tego wiem, że nie znajdziesz
Tak, to ja skradłem to czego pragną wszyscy
Milionom MCs nagle pozamykało pyski
Thomass się zachował jak przebiegły lis
Odebrał sprytnie jak dumę odbiera dobry diss
Flow tych pięciu MCs, co zniewala jak kobiety
O dużych biustach, a volume na full ustaw,
W ŁDZ sprawa jest jasna
My władamy tym biznesem jak chińska Ming dynastia
Grupa championów, królowie mikrofonów
Styl własny a nie według prostego szablonu

Obóz!
Yo frajerzy tu Spinache, trzecie oko
Zajebałem wam hip-hop, wciągnijcie za to koko
Chuje muje każdy z was rymuje
Ja swym flowem sprawiam, że każda niunia szczytuje
Mój każdy bit producentów rujnuje
Jestem rough, jestem soft, jestem joł - czujesz
Jest DeDoTe, O.S.T.R. i Oxy
Thomass i ja, rapowy kick-boxing
Wchodzę na podium i każdy fake leży
Na zawsze to mamy - Eudezet pionierzy

Kto to ma, kto z tym zwiał - Eudezet pionierzy,
Wprowadzamy wrogów w szał - Eudezet pionierzy,
Czyja fruwa tu forsa - Eudezet Allstars (Eudezet Allstars)
Kto to ma, kto z tym zwiał - Eudezet pionierzy,
Wprowadzamy wrogów w szał - Eudezet pionierzy,
Czyja fruwa tu forsa - Eudezet Allstars (Eudezet Allstars)

Kradnę hip-hop po to by wszystkim pokazać zyski
Fake MCs zamknąć pyski, zimny prysznic
Koniec bliski masz rapu eskortę
Pały ślepną na mój widok tak jak Stevie Wonder
Trzymaj formę, rozcinając bólu bliznę
Miało iść w biznes a poszło w pizdę
Czas zapłaty, gdy po każdym koncercie
Pot z jaj mi zlizują małolaty
Więc kotku daj mi tą rozkosz, o więcej poproś
Pierdolę ziemskich MC, mój styl to kosmos
Ustaw ostrość, to smak stylu esencji
Dla mnie hardkor, DwarazyWu to jest seventy
No co jest panienki? Jak chcecie mnie pokonać,
Gdy zamiast mikrofonów trzymacie fiuty w dłoniach?
Świata ironia mówisz Ostry kiedyś pęknie
Prędzej klękniesz realizując preferencje

Kto to ma, kto z tym zwiał - Eudezet pionierzy,
Wprowadzamy wrogów w szał - Eudezet pionierzy,
Czyja fruwa tu forsa - Eudezet Allstars (Eudezet Allstars)
Kto to ma, kto z tym zwiał - Eudezet pionierzy,
Wprowadzamy wrogów w szał - Eudezet pionierzy,
Czyja fruwa tu forsa - Eudezet Allstars (Eudezet Allstars)

Jeśli ukradniemy coś to tylko w wielkim stylu
Stara szkoła z ŁDZ wreszcie na winylu
Słuchasz łódzkiego creme de la creme wodzirejów wszystkich scen
Zgarnęliśmy wam sprzed nosa hiphopowy patent
Konsternacja w środowisku, brak z muzyki wiktu
Ale co was mocniej rusza, brak wam tego poczucia
To jak rządzić całą noc na hiphopowym balu
To jak pieprzyć się z dziewczyną na milionie dolarów
Eudezet Allstars laski, bounce, gramofon start
Czy czujesz ten vibe?

Wszyscy wstali oniemiali bo DeDoTe pojawił się na sali
Nic was nie ocali i dobrze o tym wiecie
Bo jestem tu z powrotem jak Jordan na parkiecie
Witaj w świecie rymów, dymu i ginu
Rap gry, rap stylu, podkładów z winylu
To imprezowe fazki, wszyscy w górę łapy,
Trzęsą tyłkiem laski, na znak Dużego Taty
Płoną baty bo na majku rymów docent
Manhattan w domu, hip-hopu sto procent
Jeśli wiesz, o co chodzi i joint Twój płonie
To podnieś w górę swoje dłonie

Kto to ma, kto z tym zwiał - Eudezet pionierzy,
Wprowadzamy wrogów w szał - Eudezet pionierzy,
Czyja fruwa tu forsa - Eudezet Allstars (Eudezet Allstars)
Kto to ma, kto z tym zwiał - Eudezet pionierzy,
Wprowadzamy wrogów w szał - Eudezet pionierzy,
Czyja fruwa tu forsa - Eudezet Allstars (Eudezet Allstars)
[VNM]
Oh, z papierosa dym szarobury,
majaczy w świetle lampy obok klawiatury
plączą się, wyginają wypłowiałe chmury,
chcą mi coś powiedzieć ale nie wiem co, kalambury
Ta, na starym M3, znam to dobrze,
powiedziałabyś mi, żebym stał przy oknie
kiedy palę, inaczej dym nas tu połknie,
chyba że obojgu było tak nam wygodniej.
Ta, ale w M2 dzisiaj trzeźwieje,
pamiętam UK i teraz wcale nie mniej chleje,
śmieszne to nie, nie jest
i bezceremonialnie przez wiele miesięcy się nie śmieję,
Oh, sama mieszkasz gdzie indziej już,
prędzej czy później wszystko przykryje kurz
Zostawiłaś u mnie spinkę do włosów,
patrzę na nią i wypuszczam dym z papierosów, ta

[Ref: Marysia Starosta]
Kiedy wypuszczam z papierosa dym
chcę poczuć to znów,
Bo nie wiem gdzie teraz jesteś Ty,
a chciałbym chyba byś była tu.

[VNM]
Oh, słodka jak cukierki Wedla,
wieszałaś mi się na szyi pytałaś czemu nie dla
Ciebie piszę teksty, a dziś gdy lepię ten
dla Ciebie na szyi mi wisi tylko kolejny Deadline,
Ta, albo dupy których nie znam,
których imion jak skruchy nie pamiętam,
przez to że gonię po miejscach
kiedy normalnie to mnie nie wkręca,
ale znowu sie najebałem,
Ta, cały VN M znowu fajki palę
ten śnieg, weź tego, daj mi, nalej
dalej samokontroli lub brak mi stale,
jak wtedy kiedy widzimy się nagle, walę to wszystko,
połączenie naszej chemii chore
widzę nas przed telewizorem i wóde i cole
a sam siedzę, tu, przed monitorem,
znów papierosa biorę w dłonie, płonie.

[Ref: Marysia Starosta]
Kiedy wypuszczam z papierosa dym
chcę poczuć to znów,
Bo nie wiem gdzie teraz jesteś Ty,
a chciałbym chyba byś była tu.

[VNM]
Oh, zaatakowała szyby ciemność
chciało nam sie zapalić ale nie wyjść na zewnątrz
zimno, noc osiedle przykryła ledwo
paliliśmy go przy oknie jakby znowu była ze mną,
ta, obserwowałem metropolie
nie myślałem że mnie tak to ścierwo pojmie
niespokojnie zerkałem na Ciebie
i chciałem wierzyć że z tego o czym myślisz część jest o mnie,
ta, i nie oceniaj nas to nie liczy się
to niesprawiedliwe tą opaskę Temidy weź,
zapomnij bo Twoja twarz rumieni się też
pięknie jak widzę na niej blask i nie widzę łez,
ta, nawet jak nikt nie zrozumie nas,
Co z tego? Żaden z nas nie musi grać,
W M2 wyłączam lampe nim wstanie rosa
idę do okna i zapalam papierosa, ta.

[Ref: Marysia Starosta]
Kiedy wypuszczam z papierosa dym
chcę poczuć to znów,
Bo nie wiem gdzie teraz jesteś Ty,
a chciałbym chyba byś była tu.
C.Z.Ł.O.W.I.E.K.U.
Patrz na nie, bo jak pierdolnie
Nie przejdzie bokiem - uderzy centralnie

C.Z.Ł.O.W.I.E.K.U.
Patrz na nie, bo jak pierdolnie
Z ulicy prosto
To jest biały dom, przyjmij to do wiadomości

Myślałem, że hip-hop zginął, z bluntami się spalił
Choć jestem jedynakiem dla mnie bratem był tu Ali
Bo nie ma takiej skali ziombel
Co nie pozwoli mi poruszać się tu na fali swobodnie
Wiesz myślę jak Zeus i jak Zeus mieszkam
Gdzie pies cię nie ochroni a zrobi to koleżka
Gdzie zarobić nie wiesz jak
Ja też nie wiem, wybacz
Chciałbym przy pracy powtarzać, że jestem jej pewien a nie chyba
To nie hajs koka cadillac Puff Daddy czy Lil Kim
Czy konkurs kto komu większe przyklei cycki
Lepiej pokaż silikon a zaśpiewa ktoś inny
Ten świat tak stworzony żeby każdy mógł w nim być
Mieć miejsce, to przez ten system
Parafinę mam jak Heltah Skeltah i żyć chcę
Mi powiedz lepiej, wychowany na Artifax
Musi słuchać, że Justin to najlepszy rap
K jego mać, ja nie dam wiary ziomek
Bo na mnie nie działają żadne czary w Pomatonie
Brat uwierzyć w koniec to marzenie czy pomysł
I tak w końcu pierdolnie prosto w Ziemię meteoryt

C.Z.Ł.O.W.I.E.K.U.
Patrz na nie, bo jak pierdolnie
Nie przejdzie bokiem - uderzy centralnie


C.Z.Ł.O.W.I.E.K.U.
Patrz na nie, bo jak pierdolnie
Z ulicy prosto
To jest biały dom, przyjmij to do wiadomości

Ten deszczach warszawski spada na miasta
Z ŁDZ to ZDN ziomuś sprawdzaj
z zielonego miasta konkret jazda
na Kodex peryferii jak K.A.S.T.A.
Słowa prawdy jak spowiedŹ
tu jest ten moment wykorzystam go po maksach
płynąc na bicie White House jak na lab Cabin, farsa
Żaden fall start, rap z serducha jak Hemp Gru
dla kurew co ukradły hip-hop brak sentymentu
poezja dŹwięku, Projektanci, O.S.T.R.
Nie ma miejsca, jak dom dla moich ludzi tu jestem
te światła miast dla nas świecą najjaśniej
jej blask co ogarnie wszystkie dzielnie w tym państwie
Nikt tu bezkarnie nie przewiezie się przez rejon
szukaj mnie na projektach, w klubach z pełną platerą
pełne lebero prezentuje ta ekipa
Jak BC damy klasyka, podkręć bas na głośnikach
Na legalu jak Peja, cuty Twistera
nawinąć konkretnie nie potrzeba bengera
to jak Zipera druga strona medalu
To historie z sąsiedztwa, które znasz od lat paru
rap po części dla szmalu po pierwsze z pasji
i nikt mi nie nawinie, że woli finansowy zastrzyk
hipokryzję tłamsi dając realny obraz
maksymalnie czysty towar, kielony pod dna

C.Z.Ł.O.W.I.E.K.U.
Patrz na nie, bo jak pierdolnie
Nie przejdzie bokiem - uderzy centralnie

C.Z.Ł.O.W.I.E.K.U.
Patrz na nie, bo jak pierdolnie
Z ulicy prosto
White House i wszystko jest jasne
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo