Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Jeszcze raz, jeszcze raz...
Wchodzę do ogrodu aby zebrać plony
Codzienne kombinacje ciągły brak kabony
Jestem stracony nie raczej wykręcony
Nie bądź zdziwiony reakcja trzy sześć zero
Jak atak do obrony elo elo zaskoczony
Zjedz skręta w potrzebie się zakręcam
Przechodzę ludzkie pojęcia zapamiętaj
Że nielegal to styl mego życia
Również uliczny syf nigdy tego nie zrozumiesz
Czy umiesz być sprytny ja spryty być muszę
Mieć otwarte oczy i jak kryształ czystą dusze
Bezpośrednio do celu jak ruskie katusze
Podnieś dupę rusz się z miejsca
Pieniądz to morderca
Jak lód zimne serca sędziów on wyrok potwierdza
Szyderca skazuje nie mrużąc oka
Gdy wybije godzina zmięknie marsowa mina
Robiąc zło tylko do zła przyczynia się
Zrozum to matko która traci syna że
Łzy twe idą dziś na marne
Myśli czarne owocują złym ziarnem
Nie zawsze fajnie jest lecz czy trzeba
Jak kawałek chleba wystarczy dobre słowo
Wilku dla leszczy znaczy bardzo surowo
Pan Bóg dotyka wszystkich jednakowo
Nowe słońce Hemp Gru zakazany owoc
Próbują mój syf i mówią że jest wporzo(wporzo)
WDZ nadaje następny poziom elo

Ref.
Masz uszy lecz nie słyszysz
Masz oczy lecz nie widzisz
Ja mówię lecz Ty prawdy się wstydzisz
Bliźnich się brzydzisz
Z Świętości wciąż szydzisz
Nie posiądziesz zrozumienia bo go nienawidzisz
Słowo wiedza ziarno które nigdy nie umiera
W naszych umysłach klucz który wszystkie drzwi otwiera
Dziś(dziś) na rozstaju dróg znów wybierasz
Rozumiesz to czy do Ciebie to nie dociera

Chwytaj dzień bo piękne chwile szybko giną
Przyjrzyj się manekinom co nieświadomie zło czynią
Którzy zwykłych ludzi obarczają winą swą
Prawdziwa miłość nie jest grą zrozum to(zrozum to)
I zapamiętaj te dźwięki
Poznanie jest w zasięgu ręki
Mój rap Ci w tym pomaga
Więc uwaga bracia i siostry
Ulica to me miejsce więc rachunek jest prosty
WDZ ziom jak brzytwa ostry
Syf bez litości jak czas zap*****la
Jeszcze nic nie rozumiesz
To wyp******aj To wyp******aj To wyp******aj

Ref. Masz uszy lecz nie słyszysz...

Elo ziom zbudujmy naszym dzieciom lepszy dom
Bezpieczniejszy niż schron
Wyrwać się z bestii szpon
Otwórz umysł jak dłoń i zrozum to
Zrozum to dziewczyno zanim zostaniesz matką
To nie serial tu nie jest tak łatwo
Gdy życie jest zagadką każdy dzień jest pułapką
Dzieciaku Ty znasz to i mimo woli grasz w to
Pod nogi patrz bo wróg chce twej zguby
Świat jest chory choć cierpieć nikt nie lubi
Ja znoszę jego próby z podniesionym czołem
Ulica da Ci prawdziwą życia szkołę
Ocknij się przestań tkwić w błędnym kole
Nie ważne kogo grasz Bóg zna twą twarz i role
Każdy ma swoją dole i dole swoją klepie
Wole się nastukać Rubens wie najlepiej
Nie znajdziesz tego w sklepie tego nigdzie nie kupisz
To zdrowy rozum system chce Cię ogłupić
Kłamstwem upić skazić jak świat
Potem wyrzucić
Przestań smucić nie bądź ślepy jak kret
NS Ewenement HG
Obudź się, ee

Ref.
Masz uszy lecz nie słyszysz
Masz oczy lecz nie widzisz
Ja mówię lecz Ty prawdy się wstydzisz
Bliźnich się brzydzisz
Z Świętości wciąż szydzisz
Nie posiądziesz zrozumienia bo go nienawidzisz
Słowo wiedza ziarno które nigdy nie umiera
W naszych umysłach klucz który wszystkie drzwi otwiera
Dziś(dziś) na rozstaju dróg znów wybierasz
Rozumiesz to czy do Ciebie to nie dociera
ref. Bloki klatki domy ławki wszyscy grają to
Bez promocji wpompowanej kasy i tak mamy głos choć
Już nie raz się próbowali pozbyć nas
Jak plaga się rozprzestrzeniamy w każdym z miast

Każdego dnia co rano widzę to samo
słyszę to samo i myślę że mnie oszukano
kto w tym przemyśle ciśnie hajs w to szambo
na liście ocipieliście brawo
jak to możliwe gdzie jest kurwa rap
tylko debile wierzą w to że przeszła moda
bo chociaż wy wyrzuciliście to z ramówki i tak
słychać to na ulicach, w telefonach i samochodach
ktoś bawi się tu w mały sabotaż
jeżeli my jesteśmy zbyt wulgarni
dlaczego bez cenzury grasz to wszystko z USA
skoro połowa kraju była w Anglii
nie mamy dziś numerów na rotacji
i jest okej choć nie zobaczysz naszych klipów w telewizji
rozpierdalamy nakładami płyt te nowe gwiazdki w pył
wulgarni zbyt zupełnie inni niż wszyscy

Za dużo nie myśl trzymaj się ustalonych zasad
rób wszystko jak należy wiedzy nie podważaj
zawiłych kwestii nie rozkładaj na czynniki pierwsze
bądź szary i nijaki może zgarniesz pensję
czy to jest kurwa prl jeszcze sracie pod siebie leszcze
zrobię rebelie w mieście pieprz się
rozsieje te cholerę po kontynencie
rozpędzę te pieprzone śmiecie w kąty wreszcie
bo żenujecie mnie gdy widzę wciąż jak promujecie się
rzygać się chcę w telewizjach znowu widać chlew
co znaczy się wybijać, być jak reszta?
Okej rób swój shit w pampersa
Pierdole was bo na osiedlach ciągle słychać nas
Nie ważne jak się uśmiechasz ale co grasz
Bo znają moja twarz choć nie tańczę z gwiazdami
Działamy cały czas choć nie raz nas próbowali zabić

Wypierdolić ten cały pop na szrot
Czy to jest punk hop czy punk rock
Ty podnieś wzrok znad zwłok bo nie wiem kto tu leży
lecz nie hiphop choć media chcą by nie żył
zerwij postery ze ścian otwórz na oścież okna
bo prezenterzy tu są szczerzy tak że mi się cofa obiad
czas by podłożyć parę bomb w rozgłośniach
niech płonie blok chociaż to nie pierdolona bośnia
daj to dj'om niech to wrzucą na kompa
wrzucą na mikstape, na playlistę dam jej iskrę
niech to rozbłyśnie na niebie
chcę widzieć i słyszeć to że to działa na ciebie
więc na koncercie nie stój jak pion podnieś na raz dłoń
jakby rzucali banknot chcą widzieć las rąk
w hujowe radio czas wymierzyć strzał
i tak nie grają tam za detoks z nas dlatego cziki pow
Joł
Gram w to dziesięć lat, zarobiłem chuj, nie pieniądz.
Wiem, że jestem wart więcej niż pieprzone tysiąc euro.
Odkopuję skarb, który zakopałem jako dziecko,
gdy wierzyłem w świat, dziś zaczynam wierzyć w rodzicielstwo.
Czasem boli przeszłość, dzisiaj pierdoli mnie to.
Nie jestem jej marionetką, wiem, że jestem wolny przez to.
Dochodzę do formy, zaczynam rozumieć człowieczeństwo,
naprzeciw widowni, która weryfikuje we mnie pewność.
Pamiętam jak kupiłem pierwszą płytę, pierwszy raz
Wchodziłem na budę psa i nawijałem teksty tak.
Sam bym pewnie śmiał się z siebie, gdybym teraz cofnął czas,
bo ten mały gówniarz czuł się jak na scenie tam,
a nawijał do psa, skumaj, jakby opuścił go Bóg,
gdyby zobaczył to ktoś z podwórka byłby wstyd jak chuj.
Ta pierwsza płyta stoi dzisiaj obok moich dwóch.
Ta pierwsza płyta to poprzednik "G`N.O.J.I” SLU.

Dziś brak mi słów, by opisać szczęście, które dzieje się
Bo robię swój najlepszy album, RPS wydaje mnie.
Dotarłem do skarbu, prawie dalej go tak bardzo chcę.
Nie ma tu przypadków, jak masz określony jasno cel.
Nadal mam marzenie, dla mnie to jak olimpijski szczyt,
Choć młode pokolenie nie robi podobno złotych płyt
Ja w dupie mam, co powiedzą ci, którzy nie zrobili nic
Musze być od tego z daleka, jak mam tak wchodzić na bit

To, co kiedyś było nierealne, dziś trzymam w dłoni
Oby to nie zniszczyło mnie
Ciągle jeszcze mam tą szansę, by wygrać finał i zdobyć
To, czego najbardziej chcę
Tworzymy swoje legendy! (ta)
Tworzymy je, ziom! Bo my tworzymy swoje legendy!

Uh
Tylko rozwój daje mi poczucie szczęścia, chce się rozwijać
Lubię ten klimat, gdy się napędzam i wchodzę w ten inny wymiar
Stale odkrywam tam nową prawdę, widzę, choć słów nie używam
w górę kurtyna, bo czasem życie to pieprzona pantomima
Poświęciłem życie temu, rap utrzyma mą rodzinę
Jedyne co słyszę: "Trenuj, tak byś ciągle rosnął w siłę!"
Nie słucham hejterów i nie wierzę we wszystko, co widzę
To ja mówię przeznaczeniu, jaką chcę wypełnić misję
Dziewięć płyt na koncie, w portfelu pusto, mam kilku fanów
Jadę w Polskę zagrać koncert, ukłon dla tych kilku fanów
Zarobimy drobne, które dostaniemy, ziom, do podziału
Jak myślisz, że zwątpię, jesteś w chuj daleko od oryginału
Bo miałem tu tyle porażek i dołków, że niejeden z was by rzucił to dawno
Jak będę na końcu to pokażę ojcu, jak radziłem sobie z jebaną porażką
Dziś dziękuję za każdą z nich, ci co się poddają nie mają nic,
Ale prawdziwi zwycięzcy zawsze wstają
Wiem, gdzie zmierzam, jak Mojżesz idę po pustyni
Wśród zwątpienia innych, dążę do tej obietnicy
dwadzieścia trzy lata płacę zdrowiem, czasem brak mi siły,
bo rekompensata jest jak obiecane domy z szyby
nasz wkład nie zawsze wraca, tak szybko jakbyśmy chcieli
idę po tych piaskach, giną za mną ludzie bez nadziei
ja nigdy nie tracę jej, w tym raczej mnie już świat nie zmieni
dookoła piasek, a przed oczami raj na ziemi.

To, co kiedyś było nierealne, dziś trzymam w dłoni
Oby to nie zniszczyło mnie
Ciągle jeszcze mam tą szansę, by wygrać finał i zdobyć
To, czego najbardziej chcę
Tworzymy swoje legendy! (ta)
Tworzymy je, ziom! Bo my tworzymy swoje legendy!

To, co kiedyś było nierealne, dziś trzymam w dłoni
Oby to nie zniszczyło mnie
Ciągle jeszcze mam tą szansę, by wygrać finał i zdobyć
To, czego najbardziej chcę
Tworzymy swoje legendy! (ta)
Tworzymy je, ziom! Bo my tworzymy swoje legendy!
Walcz o swoje życie skurwysynu
To jakbyś przeżuwał lufę dubeltówki
Znalazłeś się między prawdą a Bogiem
Wszystkie osiedla ręce w górze uniesione

Tu przegrywa ten kto usnął, uważaj na swoją szóstą
Osiedle wie, orient ziomek
Już przy narodzinach wokół szyi pępowina
I ty to wiesz, co jest, co jest
Czyj jest czas, czyja chwila, ile warta jest przyjaźń
Miasto to wie, przyjaźń
Koleś pieprzysz, im niżej upadniesz, tym wyżej wzlecisz
Kto wie, ten wie
Wiem ja i wiesz ty, bez ciebie świat będzie lepszy
Osiedle wie
Komu biznes poszedł w pięty, komu nie podasz ręki
I ty to wiesz, nie podać ręki
Jak poważne ruchy, to tylko dla kapuchy
Miasto to wie, inaczej siema
Bywa ziomki do zera, nie czynią z ciebie milionera te zera
Kto wie, ten wie, te zera
Czasem miłość jest ślepa, femme fatale twoja kobieta
Osiedle wie, fatalnie
Życie studzi, kochasz zwierzęta, nienawidzisz ludzi
I ty to wiesz, oficjalnie
Bez zasad parę osób, jak zapałka strzela ich kręgosłup
Miasto to wie, strzela
Przeznaczenie człowiek, co ma wisieć nie utonie
Kto wie, ten wie, nie utonie teraz

Zarzut, prawdziwy do bólu
Winny, okoliczności łagodzące anuluj
Bo inny film wyświetlam ci
Niż kino,swoim zarzucanym czynom

Tak już mam, prawdziwy do bólu
Winny, okoliczności łagodzące anuluj
Bo inny film wyświetlam ci
Niż kino swoim zarzucanym czynom

Zrozum nie ma lepszych przyjaciół, gorszych wrogów
Osiedle wie, gorszych wrogów
Jesteś spłukanym leszczem nie kotem, milczenie jest złotem
I ty to wiesz, złotem
Zapamiętaj, dziś zrób to, co miałaś zrobić jutro
Miasto to wie, jutro
Strzałem w stringi głupia suko ogrzejesz się na krótko
Kto wie, ten wie
Chcą tańczyć na twoim grobie, w pięści dłonie
Osiedle wie, w pięści dłonie
Nigdy nie lej gdzie popadnie, bij dokładnie
I ty to wiesz, dokładnie ziomek
To wszystko jest jak zły sen, życia unikniesz, śmierci nie
Miasto to wie
Dramat od rana, kokaina nie jest już ta sama
Kto wie, ten wie, już nigdy ta sama
Kto był w czyjej sypialni, komu śni się, co noc sami
Osiedle wie
Miłość, pieniądz, nienawiść, historia pisana łzami
I ty to wiesz, łzami
Ci co siedzą w oknach, na bank staje im do środka
Miasto to wie
Tym bardziej, im ciszej będziesz, tym dalej zajdziesz
Kto wie, ten wie, tym dalej zajdziesz

Zarzut, prawdziwy do bólu
Winny, okoliczności łagodzące anuluj
Bo inny film wyświetlam ci
Niż kino swoim zarzucanym czynom

Tak już mam, prawdziwy do bólu
Winny, okoliczności łagodzące anuluj
Bo inny film wyświetlam ci
Niż kino swoim zarzucanym czynom

Pamiętaj zawsze, pierwszy łyk wódki jest najlepszy
Osiedle wie, jest najlepszy
Szable w dłonie, co ma wisieć nie utonie
I ty to wiesz, ziomek
Bilet w jedną stronę czujesz, los ci go kasuje
Miasto to wie
Co nie wzmocni to zabije, ręka rękę myje synek
Kto wie, ten wie, ręka rękę
W nocy płaczą matki, to pewne jak podatki
Osiedle wie, jak podatki
Kto ziomka okradł, co go spotka, czy to plotka?
I ty to wiesz
Kto przejdzie po trupie, kto miękki jak gówno w dupie
Miasto to wie
Kto jaką jeździ furą, kto górą, kto rurą
Kto wie, ten wie
Przerzut z auta do garażu w ciemnych ulic kamuflażu
Osiedle wie, dokładnie
Jaką pajdę kto wyłapał, tajne kurwy na jakich blachach
I ty to wiesz
Kto dla kogo biega, kto kogo sprzedał
Miasto to wie, zaczyna się bać
Kogo psy mają na oku, kto ma założony podsłuch
Kto wie, ten wie i chce wiać

Zarzut, prawdziwy do bólu
Winny, okoliczności łagodzące anuluj
Bo inny film wyświetlam ci
Niż kino swoim zarzucanym czynom

Tak już mam, prawdziwy do bólu
Winny, okoliczności łagodzące anuluj
Bo inny film wyświetlam ci
Niż kino swoim winny zarzucanom
Po co i dlaczego
ten tego no i tamten tamtego
no i ny ny y y nie zaspany
zamotasupłany
niesamowiarygodnie ujeupierdukurwielony
zapodawany na wynos mózg mam
bełkota gada gadam
i zajadam i nabijam i odpadam
i ha ha ha ha a o co chodzi co chodzi
kogo to obchodzi
dochodzi godzina i budzi ludzi
wodzi nas czas za nos, nie szkodzi
wchodzi... i nie wychodzi
jestem na łodzi podwodzi
nic mnie nie nudzi
budzi się we mnie ludzik
stworek obserwatorek
on odkorkowuje korek
korka wpadamy do wirek
cały cyrek
to worek z z zabawkami
bawi się nimi, tymi moimi myślami
do góry nogami a tu sami swoi
więc niczego się nie boi i broi
a smok stoi
i czeka na człowieka który ciągnie na machu
idę do Ciebie brachu...
yhy, yhy, jestem tutaj wszelakie takowy zataj
i razem ze mną lataj
pa ta ta ta ta ta taj
dzisiaj na smoku z fokusem
kłusem
otul się głosem
mierz czas papierosem
lub zimnym psim nosem
nic pod przymusem
wszystko nonsensem
razem z fokusem...
Droga droga do celu jest.
Ja wierzę, że dojdę, dojdę tam gdzie chcę,
że przejdę mgłę, pokonam to co złe.
Wierze, że uda to mi się i Tobie też. [x2]

Zapisane stosy kartek, nie przespanych nocy.
Kupa czasu, poświęcenia, żeby wszystko było dobrze,
wyszło tak jak się marzyło, żeby wypaliło,
żeby wszystko na ostatni guzik dopięte było.
Ja wiem, chciałoby się, żeby wszystko ładnie szybko wyszło,
lecz nikomu niestety na łatwiznę żyć nie przyszło.
Do celu droga droga, uważaj jak idziesz.
To przestroga ode mnie teraz, nie od wroga.
Życzę Ci jak najlepiej, wszystkiego najlepszego,
żeby Ci się powiodło, tak jak dumę dało godło.
Żebyś zapracował sobie na miękkie siodło.
Lecz do tego potrzebne jest pierwsze, jak do łódki wiosło.
Ty to co robisz, mówisz jesteś z tego dumny,
lecz nie możesz liczyć na to, że cały świat wsadzi
Cię do złotej trumny, że będą szalały tłumy.
Los bywa złudny, uświadamiam ci to.
Dojście do celu to nie woda przez sito.
Dźwigam ciężar życia, no bo los dał mi to.
Lepiej jest za wczasu targać pod górę kamień,
niż go później byś miał targać życie całe.
Zobacz wielu bez celu żyje. Perspektyw zero mają.
Nie widzą szans dla siebie żadnych.
Wpadnie w trans chcąc zapomnieć o problemach choć
na kwadrans i tak w kółko jak zegar, od samego rana.
Wciąż przed oczami ich fatamorgana, to dramat.
Powiększająca się ta karawana.
Z winy losu? Z winy siebie, że tak żyją?
Ja nie wiem. Jednego jestem pewien.
To nie dla Ciebie miejsce, to nie dla Ciebie miejsce...

Droga droga do celu jest.
Ja wierzę, że dojdę, dojdę tam gdzie chcę,
że przejdę mgłę, pokonam to co złe.
Wierze, że uda to mi się i Tobie też. [x2]

Wszystko kosztuje w życiu, nic za friko.
Nawet hajs na dziko zdobyć nie łatwo.
Tylko słaby gasi światło, wpada w paszcze diabła.
Nie chęć do życia go zjadła, zdmuchła jak z drzewa liść.
Silny chce iść, coś osiągnąć, być kimś.
Raz dla siebie, dwa dla kogoś - to dla Ciebie.
Musisz mieć świadomość, że nie raz się możesz potknąć,
ognia dotknąć, lecz nie przerywaj drogi, bo do
celu droga jest droga i zazwyczaj długa.
Coraz bliżej poddanej to każda następna luka.
W cierpliwość uzbrojony musisz być,
wierzyć w siebie. Raz coś nie wyjdzie,
nie można się załamać, to moja zasada,
w życiu mój zakaz i dla Ciebie ten przekaz.
Cienias to liryczny lekarz.
Ci co nie słyszą to ty im to przekaż, że jak raz coś nie wyjdzie,
nie można na tym poprzestać, tylko próbować wciąż,
Do celu dąż, bo przecież nie ma ograniczonych ruchów,
tak jak nie ma duchów w nocy które straszą.
Ty myślisz że na otwór mi dwie A4 starczą,
w tym jedna na brudno? Gówno!
Trzydzieści, to jest za mało dla mnie dla Ciebie za dużo
o dwadzieścia osiem. Bardziej sie przyłóż,
pomyśl, a zobaczysz postęp,a zobaczysz postęp,
bo na wszystko trzeba czasu. Twardej chęci,
szczerej pracy, bo nic nie przyjdzie samo,
nikt nie przyniesie na tacy. I powiem na koniec tekstu,
no bo już starczy. To jest twoje życie i jak
chcesz to tak nim steruj, lecz wiedz jedno,
droga droga jest do celu, droga droga jest do celu...

Droga droga do celu jest.
Ja wierzę, że dojdę, dojdę tam gdzie chcę,
że przejdę mgłę, pokonam to co złe.
Wierze, że uda to mi się i Tobie też. [x3]
Wszystkie osiedla, ja gram dla was tu
To nowa płyta, zróbcie hałas tu
Flacha na stół za nowe WBU
To dla wszystkich koneserów dobrego rapu

Wszystkie osiedla, ja gram dla was tu
To nowa płyta, zróbcie hałas tu
Flacha na stół za nowe WBU
To dla wszystkich koneserów polskiego rapu

To trzecia płyta nabita dobrym rapem
Zrobiona tak jak dwie poprzednie, nie pod papier
Zrobiona po swojemu z wielkim zaangażowaniem
Piętnaście kawałków plus intro, outro z przekazem
Masz tu dobry hip-hop z poznańskiej dzielnicy Grunwald
Od człowieka, który kocha tą muzykę *****
Nie zrobię kaszany z rapu i wstydu dla miasta
Nie zawiodę tych podwórek, które biją brawa
Prawie sto koncertów zagranych przez te lata
Zdobyty szacunek nie tylko w swoim mieście
I nie tylko za muzykę, a za to jaki jestem
Słyszysz? a za to jaki jestem
Ty tej spadaj jeśli nie wiesz o czym gadam
W Bloku Ukryty nie wydarty z uczuć jak Saddam
WeŹ tą płytę w ręce, zobacz o czym opowiadam
Co ci powiem, w przeciwieństwie do ciebie
Posiadam wykształconą zdolność pokazywania życia słowem
WBU to nie tanie rapy więc w górę łapy
To o życiu prawda więc niech *****y milczą
Fajnie wiedzieć, że są ludzie, którzy znają mnie też za granicą
Pytasz gdy wchodzę na scenę czy zżera mnie trema?
Nie, dzięki, jej nie ma
Cały czas szacunek i wsparcie dla podziemia
Rzadko mnie opuszcza wena, piszę non-stoper
Uzdolniony WBU ze szkoły 88
Obserwator życia mający swą własną ideologię
Na muzyce u Białyńskiej ledwo miałem mierny
A gdyby dziś wiedziała, że piszę i gram koncerty
Chwyciłaby się za mordę
Może bym dostał to stare pianino w nagrodę
W Bloku Ukryty rapem spity, masz tu dowód
Za tą trzecią płytę dziś z kumplami wódka u mnie na hawirze
2007 Powiem ci, że...

Wszystkie osiedla, ja gram dla was tu
To nowa płyta, zróbcie hałas tu
Flacha na stół za nowe WBU
To dla wszystkich koneserów polskiego rapu

Wszystkie osiedla, ja gram dla was tu
To nowa płyta, zróbcie hałas tu
Flacha na stół za nowe WBU
To dla wszystkich koneserów polskiego rapu
Sprzedałeś wszystko co kocham kurwo, sprzedałeś wszystko
Oddałeś taniec, graffiti, rap, kulturę Hip-Hop
To mówię ja, Kafar, 37, Dixon
Nigdy nie pozwolę, byś robił z nas pośmiewisko
Nie chcę promocji dissami, bo nie o to tu chodziło
Gdy jako małolat oddawałem rapu miłość
Ty chcesz hitów, platyny, świata na kolanach?
Ja chcę być, szyć nici, jak równy z nim rozmawiać
Nowa płyta WWO? Już nie mogę się doczekać
Lansy, baunsy, dyliżansy znów zamienisz na osiedla?
Powiedz jakie hajsy robią rzecz z człowieka
Powiedz głośno jedną rzecz, która cię rozgrzesza
Tysiące zatrutych głów przez tysiące słów
Przez stek twoich kłamstw i bez pokrycia bzdur
W moim ręku klamka, ty idziesz pod mur
Bania pęka w pół, ale gdzie się podział mózg?

Zamiast robić rap znów nam piorą mózgi
Tłumaczą swą zdradę, my i tak widzimy skutki
Facebook'owe dissy i marne podpruwki
Tylko żeby pchać dzieciakom bluzy i koszulki
Bawełna to tylko jest dodatek
Jeśli kochasz rap, jesteś przesiąknięty rapem
Rejon za rejonem i miasto za miastem
Wiesz jak dalej idzie państwo za państwem
Idole gimnazjum ostro dzisiaj w modzie
Wiesz, że twój przyjaciel przewraca się w grobie
Po tym jak oddałeś swoje wersy Dodzie
Po tym jak sprzedałeś rap nic ci już nie powiem
Wersy, te zwroty to dla młodej Polski
Bombing, graffiti, piszcie nowe zwrotki
Tańczcie na matach i cuting winyli
Od teraz dla rapu do ostatniej chwili
Niby teren prywatny, a pchają się z buciorami
Od kąd elektrycy stali się prezydentami
Każdy chce mieć tu monopol i stać na szczycie
Lecą w chuja, nie widzicie?
Nagłówki gazet krzyczą o aferach
Ministrach, magnatach, narkotykowych kartelach
Co, (może) sponsorują domy dziecka
A odpiszą je jak nowego Leksa
Billboardy, giganty na skrzyżowaniach
Ankiety, telegówna, ulotki w bramach
Kolagenowe usta telewizji tak cie porobią (synku)
Że już w nocy ci się przyśni laska z Hastlera
Wrzgórze Bentleya
I złotem od kruka
I co zrobisz teraz?
Szczęście z plastiku twoim celem
Przez tą machinę sam szykujesz sobie cele
Ten cały biznes z ciebie się śmieje
W końcu przestaniesz wierzyć swoim snom
Wu, wu, wu, myśli com
Tego adresu im nie oddawaj bo to jest teren prywatny
Bo to jest teren prywatny

Tak a propo, to jest monopol
Siedzących wysoko
Piętra ich siedzib kłaniają się obłokom
Dwoma palcami sterują tysiącami
To co dziś zapragną, jutro już należy do nich
Wielcy masoni, Sylwio Berlusconi
Politycy, mafiozi, kto im zagrozi?
Jeden umiera a dziesięciu się rodzi
Z pazernym rozumem przejąć fortunę
I przejść tajfunem po ziemi
Lecą do kieszeni
Bogactwo, tereny, korporacje, koncerny (koncerny)
Obszar działania coraz bardziej obszerny
A na nim mizerny
I stąd miliony wpadających w letarg
To jest przetarg na cały ziemski glob
Powiedz im stop, a zostaniesz intruzem
Przysypią cię gruzem twego własnego domu
Będziesz do zgonu zwykłym konsumentem
Jeden na sto szykuje sobie pętle
Z braku pieniędzy one są niezbędne
Ten świat jest płatny (czemu?)
Bo to jest teren prywatny
Bo to jest teren prywatny

Przeniesiona z tekturowej planszy
Zabawa w hotelowej branży
Tak dzieciaki się niańczy
Żeby je szybko przyzwyczaić
Żeby tańczyć na stołku
Trzeba się zaczaić
Zaczyna się zakupy od tańszych
Zgarniając obszary nie dając innym szansy
Rzuca rzutem ustawioną szóstką
Pozostali też chcą, niestety uschną
Usną mimo swoich szczerych chęci
Spójrz no, pusto już wszyscy są wycięci
Tak prosperuje monopol, proste dróżki
Przeciętniaki mogą zbierać puszki
Urodzona szlachta popycha swoje wózki
Premiery Bózki i ich uzdolnione córeczki
Aktorki, piosenkarki, modelki, każda gładka
Każda lepsza niż sąsiadka
Bo ojciec albo matka w elitarnym kręgu
Gdzie szaraki już nie mają wstępu, zasięgu
Bo tamci trzymają wszystko w ręku
Przeczytaj napis, to jest teren prywatny
To jest teren prywatny
Dlaczego dawni przyjaciele dzisiaj są tak obcy mi ?
obcy chcą mi podać rękę i składają propsy mi
myślą, że jestem mocny lecz ja też mam gorsze dni
widzisz tak samo jak Ty, też czasem wylewam łzy
noc (noc) nie daje snu i znów wracają wspomnienia
z chwil których nie ma już
życie pędzi, świat się zmienia i
wiem, że jestem puzzlem
w układance zwanej ziemia
i choć mogę zyskać w chuj
mam też wiele do stracenia (stój)
byłem zwykłym nastolatkiem
to nie było proste i łatwe
szkoła, dom i sport
i ten rap tu przyszedł raptem, nagle
zeszyty w kratkę wiesz (wiesz), pogoda w kratkę
zajawka przerosła pasję i to kurwa było faktem
z każdym kolejnym paktem, mocno wierzę w te znamiona
gdy muzyka każdej nocy tutaj bierze mnie w ramiona
rap (rap) ? stał się obsesja, więc kiedy patrzę
w przeszłość nie mów mi, że było ciężko
wiem, że jesteś zawiedziona
zostałem sam i miałem plan jak stać się lepszy
rap zamieniłem w życie a życie zamieniam w teksty
ludzie zmieniają twarze, naprawdę ziomuś wierz mi
dzisiaj wszyscy gonią gaże a uczucia gdzieś odeszły

Ref.
To życie pędzi pośród gwiazd
ucieka nam czas pokaż na co Cię stać
nie pytaj mnie co to strach
leć po swoje niczym ptak
proszę przestań się bać i zauważ ten fakt
że nosisz brat jedną twarz
pomimo wielu zmian, wielu zadanych ran
ja jestem taki sam (jestem taki sam)
dlatego kiedy gram, mam tylko jeden plan
bo jestem taki sam (jestem taki sam)

Czułem, że mam talent i pisałem stale
ktoś to usłyszał i puścił dalej
dał mi szanse i dał mi wiarę
i dziś robię to na szeroką skalę
chciałem zdobyć szczyt, w końcu wygrać
muzyka, sport musiałem wybrać
to było trudne i było złudne
ale dziś nie żałuję, wiesz muszę przyznać
dziękuje rodzicom bo byli przy mnie
dali mi wsparcie bardzo silne
i chodź są dumni, to czuję problem
bo w głębi duszy wiem, że ich zawiodłem
to mnie boli, kuję w serce
i chociaż nie chce to czuję więcej
wiem, że czas mi ucieka przez ręce
dlatego zostawiam wszystko i pędzę
wiem co to smak rozstania
wiem, że ten brak pochłania
może dlatego tylu z was się z tym utożsamia
ja nie szukam prostych słów (słów)
choć szukam prostych dróg (dróg)
i zanim spadnę na bruk
na oknach życia pozbędę się smug (smug)
nie jeden wróg kryje się tutaj
w głębi duszy, a ja nie jestem ufny
to ma chyba swoje plusy
czas pędzi na zegarkach, trochę szybciej niż normalnie
ktoś kontroluję nas tak jak czas to nie jest fajne

Ref.
To życie pędzi pośród gwiazd
ucieka nam czas pokaż na co Cię stać
nie pytaj mnie co to strach
leć po swoje niczym ptak
proszę przestań się bać i zauważ ten fakt
że nosisz brat jedną twarz
pomimo wielu zmian, wielu zadanych ran
ja jestem taki sam (jestem taki sam)
dlatego kiedy gram mam tylko jeden plan
bo jestem taki sam (jestem taki sam)

Życie pędzi, czujesz to ?
ten czas ucieka a Ty brat, potrzebujesz go
nie bądź tłem, tylko użyj znów rozumu
nie zakładaj maski tłumu, tylko pokaż swą naturę ziom
wchodzę na górę z grą, podobno jestem kimś
lecz noszę skórę tą, którą mam już nie od dziś
mówią z nadzieją pisz, pomimo wielu zmian
ja jestem ciągle taki sam, wiesz ?
taki sam
Zależny od świata wiecznej degustacji
Myśli o życiu wyrażam w formie narracji
Bez miejsca akcji, czasu okupacji
Wolny jak ptak wyciągam wnioski z obserwacji
Czy nie mam racji? a może jestem inny
Bardziej podatny na to, bardziej naiwny
Kiedy ona jest blisko, mógłbym oddać wszystko
Za tą jedną chwilę sam na sam z nią tylko
Najpierw kusi mnie słowem, potem kusi mnie gestem
To jak hipnoza, zapomniałem już gdzie jestem
Nagle kusi dotykiem - silniejszym narkotykiem
Jestem jak beczka prochu, ona jest zapalnikiem

Wiem, jutro zacznę w obcej łazience
Kolejna panna nocą skradnie serce
Tańcz, gdy klaszczę, kręć - ja patrzę
Uzależnienie jedno mam od zawsze x2

Myślałem wtedy na tej właśnie się zakończy
Na całe życie miał mnie los z nią połączyć
Ale była następna, jak poprzednia ponętna
Pomyślałem tylko to ideał piękna
I tak skruszony słowem, gestem, czułym dotykiem
Kolejna stała moim się narkotykiem
Co było dalej jest pragnień wynikiem
Znów bardzo chcę teorię zmienić w praktykę
I dobrze wiem to co się dzieje nie minie
Zobaczę wkrótce raj w kolejnej dziewczynie
Uzależniony, brak środków do obrony
Jak śliwka w kompot wpadnę znów zauroczony

Wiem, jutro zacznę w obcej łazience
Kolejna panna nocą skradnie serce
Tańcz, gdy klaszczę, kręć - ja patrzę
Uzależnienie jedno mam od zawsze x2

Podaj dłoń, pobiegnijmy w tamto miejsce
Podaj dłoń, niech to będzie nasze szczęście
Ja i ty - po prostu jedna całość
To co teraz zrobię nazywa się zuchwałość
Idę na całość, choć wiele mogę stracić
Masz ogień w oczach, spróbuję go ugasić
Będę jak wulkan największy, najgorętszy
Uważaj maleńka balansujesz na krawędzi
Ty dobrze wiesz co potrafi mnie rozkręcić
Jeden twój gest no i masz mnie na uwięzi
Chodźmy na całość i niech będzie jak w snach
Idealnie dobrani jak Bonnie i Clyde

Wiem, jutro zacznę w obcej łazience
Kolejna panna nocą skradnie serce
Tańcz, gdy klaszczę, kręć - ja patrzę
Uzależnienie jedno mam od zawsze x2
Idą gnomy...
Ja zaczynam
Jak prawdziwa primabalerina
Owszem moja to dziedzina,
Więc się wspinam i naginam jej zasady
I na to nie ma rady
W HIP-HOPowe wody wypływam na zwiady
Pokłady mej galery, pchają wiatry cztery
Czterdzieści ich się mieści w żagiel
Niosą z sobą wieści z polskiej Wieży Babel
Poliglotyczna styczna, magiczna i kicz
A jeśli, trulululu trilili tralala
To twoja dziedzina
To moja mina, wygina się w rogala
Sztucznych MC puszczam z dala
Ślicznych jak ta lala
Groźnych jak trądzik i misie koala
Szukam Graala, po to ta wyprawa
Gdy znajdę już jego
Poszukam potem, arki Noego
I miejsca mego
Na szczycie listy, zdobywców świata odkrytego
I widząc błąd na błędzie, jestem tu z orędziem,
By krzewić kulturę jak fizyczną
Respektofoniczną, w dupy z gołosłowiem
Więcej nic nie powiem
Wpadnę z gratulacją, gdy się tylko dowiem,
Że twa też

Żebyś wiedział ,
Że to moja dziedzina
HIP-HOP,
Że to moja dziedzina
Że to moja dziedzina
Że to moja dziedzina
HIP-HOP to moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina

Ja zaczynam
Oto moja dziedzina, prima
Hiroszima, to nie moja wina - hej
Dalej było to nie moja sprawa
HIP-HOP jak kawa, na nogi mnie stawia
Nikt, nie pozna lewa, kiedy nie zna prawa
Jak zabawa o charakterze pasji
Hej stary, undergrund JOKA zna z autopsji
Z geografii wie za to gdzie leży Warszawa
Ja się bawię, ja powagi ja nie trawię
I ja wiem na czym gra ta polega
I mam brata DAB'a, więcej niż kolega
MAGIK w te klocki się też bawi i dławi go canabis
Hi hi, ha ha! To moja taktyka
Tak brzmi odpowiedź na pana Fryderyka
Nie łykam, nie dotykam, nie uznaje
Nie chcę, nie lubię bo zgubię niebawem
Matematyka to nie ma technika
Moja tematyka matematyki nie dotyka
Przełykam tylko to co strawię
Strawy niestrawnej strawić nie potrafię
I się bawię i się śmieję, a studyjni złodzieje
Poważni, ważni, prawdziwi twardziele
Drażni ich wszystko co tutaj się dzieje
Ja sie zaśmieję bo:

HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
I to moja dziedzina, tak, to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
I to moja dziedzina, tak, to moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej

Ja zaczynam i oto moja dziedzina
Jestem tu dla ciebie, lecz nie jak lampa Alladyna
Mam asa w kolorze serca i nie z rękawa
Bo to na kpinę zakrawa
Tak to ja MAG, czy przez G?, Czy przez K?
Dla mnie najważniejsze, gdy dusza i idea gra
To pra, pra, prazasada która trwa i KRA, KRA
Nie chcę krakać jak inne wrony
Ja jestem wolny a nie uciemiężony
Bo Magik Pierwszy czarnej magii używa do zupy
Gdy inny chce nią władać, okazuje się do dupy
Szczebel za nisko, a może za wysoko?
Uważaj żeby szczebel nie ukuł w oko
Hi, Hi, spoko ja szczerych MC nie dzielę
Prawdziwi MC to moi przyjaciele
Póki słowo otwarte, (evviva l'arte!)
Ta dziedzina to muzyka, choć nie jestem Mozartem
To nie jest pop ja reprezentuję HIP-HOP
Odłóż teleskop! Wyrzuć mikroskop!
Ja siebie nie zmieniam jak kalejdoskop
Choć teleportowałem się z czasów średniowiecza
Miecza i tarczy - wystarczy!
Nie zapomnę o tych rzeczach!
Nie ukrywam
Zapamiętaj jak się nazywam
MAG MAGIK PIERWSZY
HIP-HOPu raj dzisiaj zdobywam!

HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
To moja dziedzina, to moja dziedzina, to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
To moja dziedzina, to moja dziedzina, to moja dziedzina
HIP-HOP , HIP-HOP hej [powtarzać]
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo