Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1.W przeciwieństwie do syfu zakompleksionych raperów
Wjeżdżam pewnie na bit i płynę po nim bez problemu
Stoję sam na brzegu morza rapowego ścierwa
Robię czystki jak ostatnia zdrowa nerka
Jestem z osiedla, czystej krwi reprezentant
Zasady tego miejsca mam wpisane w genach
Więc nie mów o korzeniach, bo jestem jednym z nich
Nawadniam je słowami jak pierdolony Nil
Plan wykonany, zapewniam ciągłość rodu
Oddany bezgranicznie do samego grobu
Uważaj na ruchy, bo życie ludzi zmienia
Mogę być niebezpieczny w sytuacjach zagrożenia
Bo moja rodzina numer jeden ponad wszystko
A czarne serca ja eliminuję szybko
Stałeś się jednym z nich, przykro, że tak wyszło
Rozliczaj swoje gówno, ja z nadzieją patrzę w przyszłość

Ref; Dobrych ludzi w moim życiu mniej z każdym dniem
Czarnym sercom na mej drodze odcinam tlen
Jedna miłość leży w gruzach, tak, to pewne
Kiedy spytasz czy pamiętam cię, odpowiem "nie"
Dobrych ludzi w moim życiu mniej z każdym dniem
Czarnym sercom na mej drodze odcinam tlen
Jedna miłość leży w gruzach, tak, to pewne
Kiedy spytasz czy pamiętam cię, odpowiem "nie"

2.Niezmiennie do pewnych spraw podchodzę jednakowo
Dzisiaj mogę powiedzieć, że sytuację mam klarowną
Wiem kto jest ze mną, a który stoi obok
I trzyma kciuki żebym gdzieś się kurwa potknął
To nie jest tak, że nie rozumiem twych poczynań
Pewnie, można się wkurwić, gdy całe życie przegrywasz
Ja nie życzę tobie źle, nie życzę dobrze
Dzisiaj znaczysz dla mnie tyle co wczoraj spłukany klocek
Zmieniłem podejście, zmienili je ludzie
Niektóre zachowania wywołują we mnie furię
Nie jestem durniem i w porę wyhamuję
A ty nie sprawdzaj tego kiedy nerwy wyładuję

Ref; Dobrych ludzi w moim życiu mniej z każdym dniem
Czarnym sercom na mej drodze odcinam tlen
Jedna miłość leży w gruzach, tak, to pewne
Kiedy spytasz czy pamiętam cię, odpowiem "nie"
Dobrych ludzi w moim życiu mniej z każdym dniem
Czarnym sercom na mej drodze odcinam tlen
Jedna miłość leży w gruzach, tak, to pewne
Kiedy spytasz czy pamiętam cię, odpowiem "nie"

3.Jeśli nie ma o czym gadać, to nie szukam tematu
Szczerze bez uśmiechu i bez pucy chłopaku
Może przypadkiem gdzieś kiedyś pogadamy
Mam numer do ciebie wpisany jako nieznany
I wyprzedzę twoje myśli, nie wpadam w paranoję
Piszę to na luzie i psychicznie mocno stoję
Odrzucam egoistów i przyjaźnie dla korzyści
Życie to nie biznes, a koledzy to nie dziwki

To czarne serca, które żyją wśród nas
Czerpią przyjemność z tego, że robią kwas
Wychodzę im naprzeciw nie dając szans
To czarne serca, które żyją wśród nas

Ref; Dobrych ludzi w moim życiu mniej z każdym dniem
Czarnym sercom na mej drodze odcinam tlen
Jedna miłość leży w gruzach, tak, to pewne
Kiedy spytasz czy pamiętam cię, odpowiem "nie"
Dobrych ludzi w moim życiu mniej z każdym dniem
Czarnym sercom na mej drodze odcinam tlen
Jedna miłość leży w gruzach, tak, to pewne
Kiedy spytasz czy pamiętam cię, odpowiem "nie"
1.(Miuosh)
Znowu godzinę przed wschodem, jakoś godzinę od domu
Z dala od moich rodzin, wśród ziejących alko ziomów
Podaję, bier gdzie haj jest wśród rąk i mikrofonów
Z garścią pogiętych banknotów i brudnych żetonów
Bez gardła, bez głosu z awersją do niskich tonów
To larma pogłosu no i organizatorów
Śmierdzący, spocony, zniszczony, styrany
Po trzech dniach lipnego żarcia, grania i bani
Mam dość, jestem wyczerpany już do granic
A złość jak dreszcz opływa mnie falami
Pod dom choć coraz bliżej z kilometrami
To naprawdę chyba wciąż się mijamy

Ref. (Bob One)
Daleko od domu, jestem sam
Choć wokół ludzie, których znam, ej
Wśród drinów i ziomów
Czekam na to gdy znów jutro będę tam, ja wiem, ja wiem
Daleko od domu, jestem sam
Choć wokół ludzie, których znam, ej
Wśród drinów i ziomów
Czekam na to gdy znów jutro będę tam, tak jest

2.(Miuosh)
Znowu zasypiam w hotelach, a rano budzę się w piekle
Nie chcę witać dnia, który wieczorem znowu przeklnę
Kiedyś zmierzałem do szczęścia dziś nie wiem sam gdzie biegnę
Bo niebo jest już chyba zbyt odległe
Nie raz już chciałem tym pierdolnąć choć wiem, że nie da rady
Choć wiem, że mi nie wolno chciałbym z tego się ograbić
Złapać to coś w środku, to coś w sobie zabić
Bo ile razy w końcu można powietrzem się dławić
Na wskroś przeszywają mnie zmęczenia dreszcze
Ten ktoś nie wiem ile czekać będzie jeszcze
Bo choć kolorowe staje się powietrze
To zwiększa się pomiędzy nami przestrzeń

Ref. (Bob One)
Daleko od domu, jestem sam
Choć wokół ludzie, których znam, ej
Wśród drinów i ziomów
Czekam na to gdy znów jutro będę tam, ja wiem, ja wiem
Daleko od domu, jestem sam
Choć wokół ludzie, których znam, ej
Wśród drinów i ziomów
Czekam na to gdy znów jutro będę tam, tak jest
Wszystko przemija, odchodzi w zapomnienie
Możliwe, że te rymy stracą też sens i znaczenie
Czas szybko ucieka i nasz się pewnie skończy
Więc próbuje opowiedzieć o tym co nas wszystkich łączy
Sekundy, minuty, godziny i dni
Bezpowrotnie spod kontroli spierdalają mi
Nie można nic zrobić by ten czas jakoś odzyskać
Nie mogę przestać myśleć, że wskazówka się przemieszcza
Oddala, nie cofa tylko szybko rwie do przodu
Nie mogę się pogodzić z tym uczuciem zawodu
Jakiego? - pytasz, przecież nic się nie dzieje
Czas kradnie nam życie, a ty masz jeszcze nadzieje
Na zdobycie czegokolwiek, na dotarcie do końca
W tak bardzo krótkim czasie jedna chwila cię wyniosła
I to na razie wszystko, tylko żeby to nie prysło
Nie pękło, nie jebło na pół jak ziarenko
Które szybko zasadziłeś i czekasz na profity
Bity są dobre i myśli swobodne
Szybko przelatują, jak ten czas ulatują
Kłują w oczy, do złudzenia są podobne
Jak marzenia, jak pragnienia jak spotkania przygodne
Łagodne jest zjawisko które się właśnie zrodziło
Bez jednego strzału z nikąd wszystkie chmury przepędziło
Ale czas nadal ucieka, kradnie chwile upragnione
Spełnione zostało to co docenione
Ostatecznie jednak nie zostało wyniesione
Pozostało w podziemiu, podzieliło w oka mgnieniu
Na wrogów, sympatyków, sceptyków, zwolenników
Mógłbym tu wyliczać odbiorców bez liku
Lecz na to nie pora i nieodpowiedni czas
Choć chcę wciąż być na topie i nie mówić nigdy pas
To właśnie teraz, w tej odpowiedniej chwili
Zarzucam szybko refren kochani moi mili

Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila
Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila

Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila
Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila

Na moim narożniku się nadal nic nie zmienia
Choć nie ma mnie tutaj nie ma tu już mego cienia
Czas zapierdala, ale tu jakby się zatrzymał
Choć zniszczona okolica to zachował się klimat
Który jest nie do zniesienia, który nas tu wszystkich trzyma
Nie puszcza, nie pociesza, nie rozpieszcza i nie wzrusza
Nie śmieszy, nie cieszy, nie pomaga nic ulepszyć
Robię co chcę, a że ciebie nie stać nie
To weź to zaakceptuj i puść do przodu mnie
Nie blokuj, nie toruj, nie rozpuszczaj brzydkich plotów
Gotów jestem wszystkiemu stawić czoła
Zapobiec wszystkim sporom narastającym dookoła
To i tak nie powstrzymam nadchodzących zmian
Bo ten czas szybko przemija, coraz mniej już życia mam
I wierzcie mi ludzie nie wytrzymam tego dłużej
Ze straconą każdą chwilą czuję się jeszcze gorzej
I nie mogę nic powiedzieć i nie mogę się dowiedzieć
Czy osiągnę to co chcę, czy może zrobię coś źle
Wypadnę z obiegu i wykończę się
Bo żyję chwilą, nie poddaję się schematom
Katuję wciąż mikrofon, nie zadaje się ze szmatą
I dla was dziś właśnie prezentuję swój styl
Szybko, w pośpiechu, by nie stracić cennych chwil
I nawet jeśli teraz niczego nie dokonam
To wiem, że próbowałem i spokojnie sobie skonam
Więc wychodzę na ulicę, by obwieścić tajemnicę
By przybić z wami piątkę, by wspomóc okolicę
Dzielnicę hmm...ukochaną mą ulicę
Na której się wciąż chowam, którą na co dzień widzę
Pustka dookoła, szarzyzna jebana
Ludzka masa alkoholem wspomagana
Popękane mury, czasu odciśnięte piętno
Piękno, tutaj to pojęcie abstrakcyjne
Tutaj wszystko dookoła jest jakieś kurwa dziwne
Pokręcone, pokrzywione, czarno-białe i matowe
Nie można powiedzieć żeby było to cudowne
Jest jak jest, ale tu się nic nie zmienia
Te same ryje w bramach, takie same wspomnienia
Uniesienia, przeżycia, sytuacje i libacje
Naprawdę mówię prawdę każdy przyzna mi tu rację
Chociaż czas nam ucieka, chociaż czas nam ulatuje
Tutaj nic się nie zmienia, każdy życie swe marnuje

Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila
Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila

Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila
Czas przemija, czas przemija
Odchodzi w zapomnienie każda upragniona chwila
Rasko:
Oto Ra.s.k.o.
resztę to już znacie
na majku gestapo
wszyscy hende ho
a ostro
elita prosto
kciuki do nieba jak autostop non stop
łoł! my jesteśmy tutaj
i robimy to jak babcia na drutach
ja wciąż skaczę po nutach
wciąż stawiam kroki siedem mil w swoich butach
yo! wciąż topię się w smutach
wciąż błagam MC's żeby zeszli mi z fiuta (aa)
wciąż przez oceany
Space Cadets i PFK Kompany
(tak) przez Polskę i Stany
nietykalna koalicja dojebanych
i atak na chłam jak nalot na Bagdad
na faktach oparty na bicie nakład
teraz RAH i wysoka stawka
(CO?) to jasne jak płonąca nafta

Ref. x4
dalej uam men ten chuam
będąc tu czy będąc tam…

Rahim:
wejków ful
czas zamiany ról
na traku bez faków
więc mordę stul
ogon skul
pionki z pól
nikną szybko jeśli fikną
i jest cool
pragnę
zaanonsuj mnie w Illinois
wpadnę
gnoi flo swoim pokroić
badnę
co i jak nabroić
wkradnę się zakres podboji podwoić
no i zdjąć paskudztwo
objąć dowództwo na majku
daj tu do fajtu tych majtków
mówię plajtuj!
gdy jak tajfun
wymiotę Cię tam skąd przybyłeś z powrotem


Ref. x4
dalej uam men ten chuam
będąc tu czy będąc tam…

Fokus:
If you wanna fight on mic
I "just do it" like Nike
if you wanna fly so high
you must try like I try
you have green light
aight
in the Windy City*
tonight slide like Bonie & Clyde
rewind
I'm the fluid like Sprite
and again in Windy City explode dynamite
fine (fine)
I'm going insane and excite
what you say (what! what! what!)
you you can't hide
like i say
if i can
you can too like Rayuken
push this thing forward
wait a second
are you chicken tekken or are
you street fighter like "Fight club" or Wu-Tang

Ref. x4
Słońce krwawe zachodzi, z nim reszta nadziei

Ile to już lat płynie taka filozofia ?
Dotyk anioła złoty taka anegdota.
Uczę się na błędach i czasem łapie kota
ile jeszcze razy dostanę od życia kopa ?
Biegnę dalej, czuję wolność jak antylopa chłopak.
Ja też czasem zrobię tak, coś na opak.
Niejedna wtopa w życiu, ale szukam spokoju
w dobrym nastroju wstając rano myśląc pozytywnie.
lecz czasem nie dam rady złapać za tą dźwignię
również pragnę, uwierz żeby było dobrze
choć nie zawsze to wychodzi chcę myśleć mądrze
nie muszą się niczym przejmować, cudować, rezygnować z czegoś
poświęcić to dla idei tym brakujące ogniwa gdym je zakleił
czasem jestem jak ten pociąg który się wykoleił ,
lecz po upadku wstaje powierzę lepsze jutro. Człowieku.

Zawsze jest nadzieja w nas bo jedno życie, przecież znasz to.
Kochaj wiesz że warto.
Bądź swego serca sumieniem, twojej duszy ukojeniem.
Graj w to ! Wiesz że warto

Pierwsza się rodzisz i ostatnia umierasz
co dzień do działa skrzydła rozpościerasz
wciąż przecierasz szlaki tak od draki do draki
podboje i upadki (nie poddawaj się bez walki)
słyszę w sercu szept i znów wstaję w szramki
anielskich huwców ty wyciągasz mnie z pułapki
wojny samobójców, nie zawsze szczera
pełna złudzeń matko głupców (nawet wyliczysz)
głuk nie zgiełk, zwątpienia wszystkich mówców
z tobą wypiję za wszystkie moje błędy
tobie jestem wdzięczny za wszystkie happy end'y
jesteś ze mną (wiem, wiem) jestem z tobą
dziś niosę twoje światło z twą osobą
słowa jak promienie, beznadziejni poskromieniem
sam wiesz FUshi jak to się dzieje
tylko człowiek, człowiekowi może dać nadzieje.

Zawsze jest nadzieja w nas bo jedno życie, przecież znasz to.
Kochaj wiesz że warto.
Bądź swego serca sumieniem, twojej duszy ukojeniem.
Graj w to ! Wiesz że warto

Ile to już lat Felipe dajemy radę
z małym, średnim, większym życiowym nakładem
z porażkami, sukcesami, ze wszystkim razem
z problemami małego i dużego formatu
korzystaj z życia, to był nasz atut
ile razy słysząc słowo 'mordo poratuj'
choć już się ma z tamtych lat kumpli, wariatów
każdy przecież poszedł swoją życiową drogą
niektórzy dali sobie rade niemal z nikogo
zaczynali od zera, ruszając w pogoń za dobrym życiem
z prostując tym wymogą, które życie nam serwuje
od początku żyjąc gdzieś w jakimś zakątku świata
gdzie los nam wszystko sprawiedliwie spłaca
układając sobie życie ze swoją kobietą
budując ważny fundament twardy jak beton.

Zawsze jest nadzieja w nas bo jedno życie, przecież znasz to.
Kochaj wiesz że warto.
Bądź swego serca sumieniem, twojej duszy ukojeniem.
Graj w to ! Wiesz że warto
Powiedz jak tu się nie wkurwić kiedy tylu chuji wkoło
Kiedy władza tego kraju przypomina zoo
Jak tu się nie wkurwić kiedy syf jest na ulicy
Kiedy do mych drzwi pukają komornicy
Powiedz jak walczyć mam ze swoim gniewem
Nie wiem, kiedy rąk w kieszeniach mam 2007
Jak tu się nie wkurwić kiedy Tepsa leci w chuja
I znowu buja, buja, ludzi buja
Powiedz jak nie stracić panowania, kiedy tyle wkoło biedy
Kiedy trąbi wciąż za ciebie z tyłu jakiś kretyn
Kiedy masz załatwić znowu coś w urzędzie
Kiedy słyszysz w telewizji - lata znów nie będzie
Będzie padać i będzie chujnia
Jak tu się nie wkurwić kiedy w domu znowu kłótnia
Powiedz jak mam się nie wkurwić kiedy znów rachunków 2001
Może ty wiesz, bo ja nie wiem

Jak tu się nie wkurwić mam kiedy widzę to wkoło
Jak tu się nie wkurwić mam kiedy widzę to wkoło
Jak tu się nie wkurwić mam kiedy widzę to wkoło
Jak tu się nie wkurwić mam kiedy widzę to wkoło

Jak tu się nie wkurwić kiedy znowu tracę pracę
Kiedy znowu muszę spać na schodowej klatce
Kiedy zdradza cię przyjaciel twój najlepszy
Kiedy słuchasz wkoło leszczy, każdy z nich pierdoły pieprzy
Kiedy kasy znowu nie ma, kiedy w telewizji ściema
Kiedy gdzieś spierdala wena
Jak tu się nie wkurwić kiedy dzieci zabiją dzieci
Kiedy radio Maryja znowu bredzi
Jak nie reagować mam kiedy życie jest na kredyt
Kiedy musisz zapierdalać na trzy zmiany
Żeby go spłacić i żeby nie stracić domu w jednej chwili
Jak tu się nie wkurwić mam kiedy jestem znowu sam
Kiedy opłat w tym tygodniu znowu setki mam łooł
I powiedz jak tu się nie wkurwiać ciągle
Próbuje to zmienić, ale jakoś nie mogę
Zakochałem się w słowach i dźwiękach
Nie we fleszach i show-biznesie
Grałem w Mortal Kombat całe dnie ale jednak
Nie nauczył mnie mordować w interesie
Jak zacząłem to nagrywać dla siebie
Tak nagrywam to dla siebie do dziś
Choćbym nie chciał mieć, kurwa, mam sumienie
I to coś jest ważniejsze niż kwit
Mówią mi żebym zmienił podejście
Skurwiele z precyzją chirurga
Przeliczający swoje wiersze i wenę
Na CD którą od nich weźmie ogólniak
Pieprzę to! Nie założy mi knebla na gębę
Label, robiąc ze mnie durnia
Wiecie to! Jakie to ma znaczenie
Która mi to wyda wytwórnia?

[REFREN]

Liczy się: muzyka, miłość, przyjaźń
Życie jest chwilą i mija w trymiga
Zanim się kapniesz bracie
Będzie już czas się zawijać
Wybija bit mi rytm i widzę, gdzie wszyscy biegną
Nie potrzeba willi mi
Bym był szczęśliwy
Serio!

Nasłuchałem się o prawdziwości
Potem paru tych gości zobaczyłem na żywo
Wnioski? Wiesz co tym rządzi?
Pozory. Podaż i popyt i chciwość
Ci najlepsi są często najgorsi
A dzieciaki w nich widzą świętych
Gołębnik pełen jest gołębi pokoju
A do żarcia lecą tylko sępy
Kocham eksperymenty w muzyce
Ale nie jestem doktor Mengele
Kieruję mną to co czuję i nie patrzę na resztę
Co wiecznie chce mówić mi co powinienem
To menele są nie artyści
W tekstach są pewni siebie i zasad
Ale paraliżuje ich już sama myśl
O ocenie jaką spotka ich prasa

[REFREN]

Liczy się: muzyka, miłość, przyjaźń
Życie jest chwilą i mija w trymiga
Zanim się kapniesz bracie
Będzie już czas się zawijać
Wybija bit mi rytm i widzę, gdzie wszyscy biegną
Nie potrzeba willi mi
Bym był szczęśliwy
Serio!

Jest różnica między Tobą a mną
I to co nas różni nosi nazwę ,,lojalność"
Chcieli bardzo bym zmienił front
Poprawiałem ich gdy mylili nazwę z ,,Embargo"
Stałem twardo za marką, stąd
Gdy mówili mi: marnujesz się chłopak
Robiłem wszystko by to logo wypchnąć na front
W zamian dostałem kopa
Kiedy traciłem grunt pod nogami
To był tylko jeden cios więcej
Przeżyłem rozpad związku, operację mamy
Emigrację i chyba depresję
Te parę tysięcy złotych...
Dla mnie to jest tylko symbol
Czegoś co można zrobić patrząc prosto w oczy
Ciach! Robię grubą linią!

[REFREN]

Liczy się: muzyka, miłość, przyjaźń
Życie jest chwilą i mija w trymiga
Zanim się kapniesz bracie
Będzie już czas się zawijać
Wybija bit mi, rytm i widzę gdzie wszyscy biegną
Nie potrzeba willi mi
Bym był szczęśliwy
Serio!
Idą gnomy...
Ja zaczynam
Jak prawdziwa primabalerina
Owszem moja to dziedzina,
Więc się wspinam i naginam jej zasady
I na to nie ma rady
W HIP-HOPowe wody wypływam na zwiady
Pokłady mej galery, pchają wiatry cztery
Czterdzieści ich się mieści w żagiel
Niosą z sobą wieści z polskiej Wieży Babel
Poliglotyczna styczna, magiczna i kicz
A jeśli, trulululu trilili tralala
To twoja dziedzina
To moja mina, wygina się w rogala
Sztucznych MC puszczam z dala
Ślicznych jak ta lala
Groźnych jak trądzik i misie koala
Szukam Graala, po to ta wyprawa
Gdy znajdę już jego
Poszukam potem, arki Noego
I miejsca mego
Na szczycie listy, zdobywców świata odkrytego
I widząc błąd na błędzie, jestem tu z orędziem,
By krzewić kulturę jak fizyczną
Respektofoniczną, w dupy z gołosłowiem
Więcej nic nie powiem
Wpadnę z gratulacją, gdy się tylko dowiem,
Że twa też

Żebyś wiedział ,
Że to moja dziedzina
HIP-HOP,
Że to moja dziedzina
Że to moja dziedzina
Że to moja dziedzina
HIP-HOP to moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina

Ja zaczynam
Oto moja dziedzina, prima
Hiroszima, to nie moja wina - hej
Dalej było to nie moja sprawa
HIP-HOP jak kawa, na nogi mnie stawia
Nikt, nie pozna lewa, kiedy nie zna prawa
Jak zabawa o charakterze pasji
Hej stary, undergrund JOKA zna z autopsji
Z geografii wie za to gdzie leży Warszawa
Ja się bawię, ja powagi ja nie trawię
I ja wiem na czym gra ta polega
I mam brata DAB'a, więcej niż kolega
MAGIK w te klocki się też bawi i dławi go canabis
Hi hi, ha ha! To moja taktyka
Tak brzmi odpowiedź na pana Fryderyka
Nie łykam, nie dotykam, nie uznaje
Nie chcę, nie lubię bo zgubię niebawem
Matematyka to nie ma technika
Moja tematyka matematyki nie dotyka
Przełykam tylko to co strawię
Strawy niestrawnej strawić nie potrafię
I się bawię i się śmieję, a studyjni złodzieje
Poważni, ważni, prawdziwi twardziele
Drażni ich wszystko co tutaj się dzieje
Ja sie zaśmieję bo:

HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
I to moja dziedzina, tak, to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
I to moja dziedzina, tak, to moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej

Ja zaczynam i oto moja dziedzina
Jestem tu dla ciebie, lecz nie jak lampa Alladyna
Mam asa w kolorze serca i nie z rękawa
Bo to na kpinę zakrawa
Tak to ja MAG, czy przez G?, Czy przez K?
Dla mnie najważniejsze, gdy dusza i idea gra
To pra, pra, prazasada która trwa i KRA, KRA
Nie chcę krakać jak inne wrony
Ja jestem wolny a nie uciemiężony
Bo Magik Pierwszy czarnej magii używa do zupy
Gdy inny chce nią władać, okazuje się do dupy
Szczebel za nisko, a może za wysoko?
Uważaj żeby szczebel nie ukuł w oko
Hi, Hi, spoko ja szczerych MC nie dzielę
Prawdziwi MC to moi przyjaciele
Póki słowo otwarte, (evviva l'arte!)
Ta dziedzina to muzyka, choć nie jestem Mozartem
To nie jest pop ja reprezentuję HIP-HOP
Odłóż teleskop! Wyrzuć mikroskop!
Ja siebie nie zmieniam jak kalejdoskop
Choć teleportowałem się z czasów średniowiecza
Miecza i tarczy - wystarczy!
Nie zapomnę o tych rzeczach!
Nie ukrywam
Zapamiętaj jak się nazywam
MAG MAGIK PIERWSZY
HIP-HOPu raj dzisiaj zdobywam!

HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
To moja dziedzina, to moja dziedzina, to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
To moja dziedzina, to moja dziedzina, to moja dziedzina
HIP-HOP , HIP-HOP hej [powtarzać]
Nikt z nas, nikt nikt nie jest doskonały
Chada, PiH 1z2 Rozumiesz?

Nie w imię Boga nie w imię prawa
W imię sumienia bo go namawia
Być sobą przez
życie iść z uniesioną głową
Nieść słowo nie jestem bez skaz a co z tobą
To dotyczy każdego z nas więc zdobądŹ się
Powiedz kolejny raz co na sercu ci leży
Wynaturzony świat też widzisz
Czy jest coś w co wierzysz ufasz czy szydzisz
Za co ludzi wzrokiem mierzysz
Wiesz opinię masz zanim się dowiesz śmiesz powiedzieć
Ty nie oceniasz tego świata na lepsze nie zmieniasz
To niemożliwe i nieuczciwe wobec samego siebie
Powiedz zrozumiesz bo to do ciebie
Czy uczucia w tobie zubożały
Miej serce patrz w serce mimo że nikt nie jest doskonały
Każdy liczy na szczęścia
łut
Chce ciut więcej coś uciułać mieć w życiu miejsce
Przestać się tułać samotnym nikt być nie chce
To ludzka dola i niedola
Przeznaczenie versus wolna wola
To o ludziach podobnych do mnie
Co ma wartość nie wolno nam nigdy zapomnieć

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji
Odszukaj w sobie okruchy ambicji
Los to nie żarty los bywa twardy
Nie spuszczaj karty bądŹ wytrwały
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
Rozumiesz nikt nie jest doskonały
Posłuchaj tego nikt nie jest doskonały

Życie nie jest bajką więc przestań się łudzić
Czekasz na fart aż on się obudzi?
Popatrz na ludzi ich los nie rozpieszcza
Tylko od ciebie zależy cała reszta
Ja tutaj mieszkam wśród nietolerancji
Tu wielu przyjaciół jest niewolnikiem sankcji
Życie jest celem te słowa są szczere
C H A D A powiązany z Procederem
Warszawski styl
ja zmierzam tędy
Każdemu przyjdzie zapłacić za błędy
Codziennych potyczek nie liczę ale czuję
Chada i PiH to ciebie przekonuje
Sam się oszukujesz spójrz prawdzie w oczy
To nasza prawda która was jednoczy
To nasza prawda słuchaj to fakty
Tak jak ty nie stoję na polu chwały
Nikt nie jest doskonały Chada i PiH
I znowu dzień
i znów życia łyk
Nie zgiń w tłumie i zawsze żyj dumnie
Pokaż że umiesz choć wróg się zemścił
Unieś w górę zaciśnięte pięści
Unieś w górę zaciśnięte pięści

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji
Odszukaj w sobie okruchy ambicji
Los to nie żarty los bywa twardy
Nie spuszczaj karty bądź wytrwały
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
Rozumiesz nikt nie jest doskonały
Posłuchaj tego nikt nie jest doskonały

Gardzą nami nawet wtedy kiedy zdobywamy wykształcenie
I zdziwienie
Czemu my w gniewie ?
Choć słowa mówią niewiele czas przerwać milczenie
Czekając na ciosy ściągniesz je na siebie
Z każdej sytuacji rysuje się wyjście
Nie nauczy cię tego żadna szkoła a życie
Bierzesz udział w codziennym pochodzie
Obok wielu tych którzy znaleźli się na lodzie
Chcą żeby ten dzień był naszym ostatnim
Wyrywasz się z uścisku do muru przyparty
Połam im ręce więcej niech nie krępują
A jak dla nas niech sami się nim trują
To dla wszystkich żyjących gdzieś w bloku
Podobne losy okryte płaszczem mroku
Nie ryzykujesz nie masz
Manna z nieba
Dość czekania na zbawcę życia na łasce i niełasce
to nie dla nas im może pasować
do góry głowa
i ani słowa
i tym sposobem do sprawy sedna
prawda jest z nami prawda jest jedna
oni to nikt a my to my
wrodzony spryt ta sama grupa krwi
posłuchaj rady wiesz tak między nami
nikt nie jest doskonały
oni są słabi

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji
Odszukaj w sobie okruchy ambicji
Los to nie żarty los bywa twardy
Nie spuszczaj karty bądź wytrwały
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
Rozumiesz nikt nie jest doskonały
Posłuchaj tego nikt nie jest doskonały
Rozpalić możesz jedną iskrą ogień
Ale nie zagasisz jedną kroplą wody tego ognia
Hołd dla tych wszystkich co odeszli
Niech pali się pochodnia

W życiu jak na ringu, jak na wojnie są dwie opcje
Wygrasz albo przegrasz, odejdź godnie
Lecz gdy wygrasz nie unoś się zbyt wysoko honorem
Wielu dzisiaj myli komedię z horrorem
Dziś wzorem jest ten co jest większym potworem
Ej słuchaj co ci powiem w tym świecie chorym
Nie sztuką dziś być złym, sztuką dziś jest być dobrym
Wiem, że nie jest łatwo i tu bez żadnego ale
Wielu w kryminale siedzi dobrych ludzi
Wcale nie z ich winy tylko z winy systemu
Ty ich skreślasz pajacu, wrzucasz na margines, czemu?
Znasz ich sytuację jaką mieli na wolności?
Nie znasz, nie wiesz, no więc przestań pierdolić
Skuci w kajdany wszyscy żyjemy z dnia na dzień
Chociaż rzadziej, ale cały czas siedzę na ławce
Pamiętasz? czy tacy jak my mają jakąś szansę?
Spójrz moimi oczami, umiem wczuć się w ból innych
Ty się śmiejesz z tego, ej, a ja to pieprzę
Przez rap moje życie stało się lepsze
Nauczyłem się dostrzegać i cenić rzeczy ważniejsze
Niż pieniądz, który nam poniekąd daje szczęście...

Aby wiedzieć to wszystko nie wystarczy patrzeć z okna
Bić się z losem co dnia, odbić się od dna
Patrzeć, żyjąc jak się da, pełną garścią życia brać
Lubiąc to co się ma, lubiąc to co się ma (x2)

Przejdą obojętnie, ludzie patrzą, a nie widzą
Słucha, a nie słyszy, obca ręka przed nikim nie klęka
Podniesiona brew, skroń zalewa łza
Bród społeczeństwa, życia symbol
Dobre intencje więcej jeszcze głodu, biedy wylej za kołnierz
Przykład Irak, ginie kolejny polski żołnierz
Rozpacz matek, rodzin, krzyk dziecka Biesłan
parapety okien, wieczór zapalona świeczka
Ludzki dramat biblia, Nostradamus człowiek pisał
Autodestrukcja, apogeum, gdzie instrukcja?
Fuzja, cofnięty wstecz, żywioł nieodparty
Hardy ten co z domu bogaty, ten co zaliczył straty
Ziemny chodnik, ziemia, bruk, dług, kraty, cacy
Oczy widzą, oczy patrzą, oczy płaczą
Rozwój, upośledzony umysł, potrafimy się rozwijać
Z jedną wadą, gatunek ludzki zawiść ma
Nam konsekwencją czynu kara, mądre słowa, w głowach moda
Mowa, mnie to nie dotyka, słuchaj zegar tyka
Chwyta każdego czy biednego, bogatego styka
Kup gazetę, zobacz wiadomości, statystyka...

Aby wiedzieć to wszystko nie wystarczy patrzeć z okna
Bić się z losem co dnia, odbić się od dna
Patrzeć, żyjąc jak się da, pełną garścią życia brać
Lubiąc to co się ma, lubiąc to co się ma (x2)

Spójrz na to wszystko moimi oczami
Nieraz wszystko pierdolnie jakby wybuchł dynamit
Nawet ludzie ze stali płaczą tutaj nieraz
Wszystkich ogarnia bieda jak średniowiecze i cholera
Gdy już wszystko sprzedasz, bo inaczej się nie da
Zastanów się co zrobisz gdy w domu nie ma chleba
Gdy podstawowa potrzeba stanowi wielki problem
Zaczynasz toczyć z każdym dniem wojnę
Ktoś stawia nad i kropkę, twierdzi żeś degenerat
Wjeżdża w wasze środowisko wśród zwierząt kamera
Bez pardonu określa, przegrywacie według niego
A alkohol już nie leczy lecz daje wiele złego
Tak żyję kolego, weź wejdź w moje buty
Stare sprane spodnie i rozciągnięte bluzy
Policz na głowie guzy i blizny na dłoniach
To zło ma różną postać, raz Dawid a raz Goliat
Ręcznie napisano odpaść, chociaż czar dawno prysnął
Popatrz moim okiem, a zobaczysz to wszystko
Bijąc się z własną myślą możesz popatrzeć jak ja
Poprzez ile zła niesie ze sobą bieda
Ulica i beta w zimną świąteczną noc
Niech dotrze to do ciebie, uderzy jak sztos
Chcesz zamknąć oczy, nie podoba się to, wstrząs
Wiem, boli mój wzrok, bo fakt jeden to
Ty masz nazbyt lekko, pytasz gdzie tkwi różnica
A ciebie wychował pieniądz, mnie matka i ulica...

Aby wiedzieć to wszystko nie wystarczy patrzeć z okna
Bić się z losem co dnia, odbić się od dna
Patrzeć, żyjąc jak się da, pełną garścią życia brać
Lubiąc to co się ma, lubiąc to co się ma (x2)
Ty zabij mnie za teksty ,
ty zabij mnie za wygląd
ty zabij mnie za prawdę.
ty zabij mnie za miłość.

w bloku ukryty wita ponownie, solo .

tak to wygląda .

2010

wbu nie żyje , [ta]
wbu sie sprzedał. [ej]
wbu to pedał. [tej]

pisz , gadaj o mnie co chcesz ,
pies cie jebał wiesz? ja mam to głęboko
i niech cie to wkurza a tak między nami
wale to ze ci się nie podoba moja twarz , buty i bluza
odkąd pamiętam zawsze miałem opinie łobuza
i nigdy nie bawiła mnie dyskotekowa muza
jak większość znajomych bawiła na
techna balu .
ja byłem wtedy zazdrość , zaufany bref metalu .
a dziś tak między nami nie oddam nikomu rapu.
nie zejdę z tej sceny prędko na co ty liczysz ?
ej , wypierdalaj ode mnie jak mi źle życzysz !

ref ;
możesz mnie prowokować mieć mnie w chuju nie cenić
ale mnie innego rapu nie uda tobie sie zmienić . x 2

urodziłem się w poznaniu tak i jestem z tego dumny.
będę spacerował po tym mieście aż do trumny
i choć nigdy nie poczuje się tutaj jak na hawajach
to nie powód żebym powiesił się tu na jajach .
a to ze zakończyłem na etapie podstawówki ,
to ma mieć czynić gorszym o tego po maturze nie sądzę.
wiem ze nie zawsze tutaj postępowałem mądrze ,
i choć mam to za sobą to nie chce o tym zapomnieć wiesz?
to by było głupie , ty mówisz ja nie lubię ciebie i twojego rapu ,
spoko ja nie szukam tu fanów i przyjaciół wystarczy tych co mam wiesz?
tu o szacunek chodzi wszystkiego najlepszego
dla was i dla waszych rodzin , a ciebie nikt nie lubi?
chuj ci w dupę nie żal mi cie , ja dbam tu dziecko , rodzinne , szacunek , życie.
i chce być jak najdłużej , jak najbliżej tego co mam ,
i to co dla mnie najważniejsze , zabij mnie nie oddam !.

ref ;
możesz mnie prowokować mieć mnie w chuju nie cenić
ale mnie innego rapu nie uda tobie sie zmienić x2.

mój hip - hop to prawda , od początku opisuje ,
zakrwawione miasta , zalane łzami potem i byłem.
możesz nazwać mnie żulem ale nie idę do ni kąt ,
jestem sobą nie byłem pajacem z groźną miną
a te bramy zamieniłem na spacery z córką i dziewczyną
lecz nie zapomniałem twarzy , imion ludzi którzy me
odczyta rzadko widzą , ja żyje mam się dobrze ,
kocham życie , rodzinne , robię ten hip - hop
tutaj ciągle , i wiesz co nie zamienił bym tu tego,
nigdy za nic a nie jeden z was pewnie gdyby miał,
okazje a w bloku ukryty chce robić rap i zwiedzić Azje ,
i nigdy nie zapomnieć o tym co jest dla mnie ważne .

ref ;
możesz mnie prowokować mieć mnie w chuju nie cenić
ale mnie innego rapu nie uda tobie sie zmienić x4.
Jeszcze raz, jeszcze raz...
Wchodzę do ogrodu aby zebrać plony
Codzienne kombinacje ciągły brak kabony
Jestem stracony nie raczej wykręcony
Nie bądź zdziwiony reakcja trzy sześć zero
Jak atak do obrony elo elo zaskoczony
Zjedz skręta w potrzebie się zakręcam
Przechodzę ludzkie pojęcia zapamiętaj
Że nielegal to styl mego życia
Również uliczny syf nigdy tego nie zrozumiesz
Czy umiesz być sprytny ja spryty być muszę
Mieć otwarte oczy i jak kryształ czystą dusze
Bezpośrednio do celu jak ruskie katusze
Podnieś dupę rusz się z miejsca
Pieniądz to morderca
Jak lód zimne serca sędziów on wyrok potwierdza
Szyderca skazuje nie mrużąc oka
Gdy wybije godzina zmięknie marsowa mina
Robiąc zło tylko do zła przyczynia się
Zrozum to matko która traci syna że
Łzy twe idą dziś na marne
Myśli czarne owocują złym ziarnem
Nie zawsze fajnie jest lecz czy trzeba
Jak kawałek chleba wystarczy dobre słowo
Wilku dla leszczy znaczy bardzo surowo
Pan Bóg dotyka wszystkich jednakowo
Nowe słońce Hemp Gru zakazany owoc
Próbują mój syf i mówią że jest wporzo(wporzo)
WDZ nadaje następny poziom elo

Ref.
Masz uszy lecz nie słyszysz
Masz oczy lecz nie widzisz
Ja mówię lecz Ty prawdy się wstydzisz
Bliźnich się brzydzisz
Z Świętości wciąż szydzisz
Nie posiądziesz zrozumienia bo go nienawidzisz
Słowo wiedza ziarno które nigdy nie umiera
W naszych umysłach klucz który wszystkie drzwi otwiera
Dziś(dziś) na rozstaju dróg znów wybierasz
Rozumiesz to czy do Ciebie to nie dociera

Chwytaj dzień bo piękne chwile szybko giną
Przyjrzyj się manekinom co nieświadomie zło czynią
Którzy zwykłych ludzi obarczają winą swą
Prawdziwa miłość nie jest grą zrozum to(zrozum to)
I zapamiętaj te dźwięki
Poznanie jest w zasięgu ręki
Mój rap Ci w tym pomaga
Więc uwaga bracia i siostry
Ulica to me miejsce więc rachunek jest prosty
WDZ ziom jak brzytwa ostry
Syf bez litości jak czas zap*****la
Jeszcze nic nie rozumiesz
To wyp******aj To wyp******aj To wyp******aj

Ref. Masz uszy lecz nie słyszysz...

Elo ziom zbudujmy naszym dzieciom lepszy dom
Bezpieczniejszy niż schron
Wyrwać się z bestii szpon
Otwórz umysł jak dłoń i zrozum to
Zrozum to dziewczyno zanim zostaniesz matką
To nie serial tu nie jest tak łatwo
Gdy życie jest zagadką każdy dzień jest pułapką
Dzieciaku Ty znasz to i mimo woli grasz w to
Pod nogi patrz bo wróg chce twej zguby
Świat jest chory choć cierpieć nikt nie lubi
Ja znoszę jego próby z podniesionym czołem
Ulica da Ci prawdziwą życia szkołę
Ocknij się przestań tkwić w błędnym kole
Nie ważne kogo grasz Bóg zna twą twarz i role
Każdy ma swoją dole i dole swoją klepie
Wole się nastukać Rubens wie najlepiej
Nie znajdziesz tego w sklepie tego nigdzie nie kupisz
To zdrowy rozum system chce Cię ogłupić
Kłamstwem upić skazić jak świat
Potem wyrzucić
Przestań smucić nie bądź ślepy jak kret
NS Ewenement HG
Obudź się, ee

Ref.
Masz uszy lecz nie słyszysz
Masz oczy lecz nie widzisz
Ja mówię lecz Ty prawdy się wstydzisz
Bliźnich się brzydzisz
Z Świętości wciąż szydzisz
Nie posiądziesz zrozumienia bo go nienawidzisz
Słowo wiedza ziarno które nigdy nie umiera
W naszych umysłach klucz który wszystkie drzwi otwiera
Dziś(dziś) na rozstaju dróg znów wybierasz
Rozumiesz to czy do Ciebie to nie dociera
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo