Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref. x2
Chłopak, nie łam się
Bo wszystko może być ukryte właśnie w tej jednej szansie
Więc żyć pełnią życia, albo na dystansie
Młody jestem, szarość życia tłamszę

1.
Czekam na swoją szansę
A życie różnie się układa tak jak karty w pasjansie
Dlatego na baczności mam się
Młody jestem, szarość życia tłamszę
Rozkminiam co jest prawdą a co fałszem
Intuicja prowadzi, radzi z czego mam korzystać
Kiedy sobie odpuścić, ryzykiem nie zawsze zyskam
Po prostu racjonalista, wiem kto jest ile dla mnie wart
Życie zapierdala szybciej niż hart
Mogę mówić, że mam fart, rodzinę swoją, niezły start
Nie dla wszystkich niestety sprzyjający układ kart
Chłopak, nie łam się
Bo wszystko może być ukryte właśnie w tej jednej szansie
Całe życie na dystansie
Od bogactwa i luksusu na ujemnym bilansie
Trwając w prawdzie, a nie w kłamstwie sam kowalem swego losu
Staram się jak mogę by unikać kłopotów
By w końcu dojść do głosu, udowodnić wartość Feno (Tak!)
Wierze w chłopaków, bo może oni świat zmienią na lepsze
Cel to wykorzystać szanse, resztę pieprzę
Iść do przodu, lecz w podziemiu tak jak w metrze
Gdy sukcesy wietrzę, a będę trwał przy swoim
Nie jeden chłopak żyje i w cierpliwość się zbroi
Potrzebny chwyt jak w troi i życiowy fortel
Wykorzystać szansę i osiągnąć swój cel
Wykorzystać szansę i osiągnąć swój cel

Ref.
Chłopak, nie łam się
Bo wszystko może być ukryte właśnie w tej jednej szansie
Więc żyć pełnią życia, albo na dystansie
Młody jestem, szarość życia tłamszę

2.
Ciągle ciężko z pieniądzem, tak to życie się toczy
To wielki problem, spójrz prawdzie w oczy
Widzisz, nie da się go przeskoczyć
Co pozostaje z dachu bloku skoczyć (Nie!)
Kto się poddaje ten przegrywa
Dlatego łapię każdą szansę
Żeby całe życie nie zapierdalać dyliżansem
Każdy krok do przodu jest dla mnie awansem
Na typów z pod monopolu patrzę z dystansem
Czerwonoskórzy, którzy nie mają przyszłości
Póki mam możliwości to się łapię
Kiedy tylko jest opcja hajsu się nachapię
Żeby mieć go w ręku trzeba głową pokręcić
Bo na szóstę w lotka do usranej śmierci można czekać
Kto tak robi żal mi tego człowieka
I choć czas ciągle ucieka to Stefci nie zwleka
A dla tych, którzy myślą tak samo jak ja piona epeka

Ref.
Chłopak, nie łam się
Bo wszystko może być ukryte właśnie w tej jednej szansie
Więc żyć pełnią życia, albo na dystansie
Młody jestem, szarość życia tłamszę

3.
Słyszysz, to fenomenowy numer w miasto śle
Mam dosyć gadania, że i tak nie jest źle
Bo wiem, że mogę wszystko na lepsze zmienić
I wiem, że są ludzie co potrafią to docenić
Doświadczeniem z nimi chcę się podzielić
Co dzień z zajebistą sztuką tarzać się w pościeli
Nie którzy już pojęli, że życie stwarza szanse
Więc żyć pełnią życia albo na dystansie
Podejmowania decyzji bez przemyślenia
Czasem są przeliczenia, to banda życia znana tej
Ale tak żyje od małolata, moje miejsce to cień tego świata
Nie którzy mają mnie za wariata
Ale nie opadła krata, mam szansę, chcę ją wykorzystać
Bo wiem, że mogę zyskać i mogę też stracić
Ale chyba warto w doświadczenie się wzbogacić
Zarabiają tylko kumaci lub przewidują ruchy
Gówno prawda, życie sieka z partyzanta tak jak duchy
Jesteś głuchy jeśli o tym nie słyszałeś
O czym myślałeś ?
Kiedy szansę miałeś na to żeby uchronić się przed aluminiową kratą
Brązowa, zawaliłeś swoje życie
Teraz będzie tylko gorzej, a ty toniesz w zachwycie
Nie słyszałeś podziękowań, to usłyszysz je na płycie
Bo jestem sobą, nie ważne co o mnie myślicie
Za swoją rodzinę oddał bym swoje życie
A ten kawałek dedykuje jak to komu micie

Ref.
Chłopak, nie łam się
Bo wszystko może być ukryte właśnie w tej jednej szansie
Więc żyć pełnią życia, albo na dystansie
Młody jestem, szarość życia tłamszę
Wozzo

Jeżeli chcesz dziś oceniać mnie,
i uświadamiać mnie, że robię coś źle
Ty lepiej zobacz jak jest,
kiedy od swoich snów, sam odwracasz się
A my co?! oooo!
My idziemy przez to miasto,
i wiemy o tym, że te światła nie zgasną, oooo!
I choć świat będzie w brew grał,
pędem nie śmiał będę się,
choćbym miał zostać sam


VNM

Co zrobię mając sześć zero na karku, nie dbam o to
Będę jeszcze żył, pił, będę na barku ten alkohol,
I przyjebię combo, polecę lobo, hen wysoko
Stamtąd już pewnie demony mnie do piekieł wloką!
Piotr mi nie otwiera, dla mnie tam miejsca nie ma,
bo nie wierzę w to, jak w te pierdolenie o przeznaczeniach
Społeczeństwa te przeświadczenia, że kto nie popiera ich toku myślenia, w oku mgnienia to degenerat.
Niektórzy rówieśnicy,
nie uwierzą, że spełniam marzenia, bo swoje powiesili na szubienicy,
I pytają czy mam dom, żonę czy mam dzieci
Mówią kredyt trzeba tu wziąć ziomie, bo czas leci
Kiwają przy tym głową, patronują mnie,
są mojego wzrostu, ale widzą z góry mnie
Ale gdy patrzę im w oczy i pytam, czy nic w życiu by nie zmienili, ich reakcja fascynuje mnie
Unoszą w górę brwi, czoło się marszczy w fale,
mówią: nie, ale w oczach nie ma blasku wcale
Uśmiecham się i mówię: niech ci się farci dalej
W duchu mówię sobie: tak myślałem, ta!


Wozzo

Jeżeli chcesz dziś oceniać mnie,
i uświadamiać mnie, że robię coś źle
Ty lepiej zobacz jak jest,
kiedy od swoich snów, sam odwracasz się
A my co?! oooo!
My idziemy przez to miasto,
i wiemy o tym, że te światła nie zgasną, oooo!
I choć świat będzie w brew grał,
pędem nie śmiał będę się,
choćbym miał zostać sam


VNM

Mój życiorys w Hollywood by wybrali na fabularny film,
cały czas wygrywam jak DJ KHALED i Charlie Sheen
Niunie chcą mnie, bo nie mogą mnie mieć
Najwyżej na jedną noc, ale więcej? Co to, to nie
Moje serce zimne, erytrocyty głodne,
tych promili, aż w moich oczach zobaczyłbyś obłęd
Robię swoje i pierdole co w tej chwili modne,
nawet jeśli ci dookoła mają z tym problem
Show-biznes pozwolił mi wyjść z bloków,
zostały mi po nim blizny na dłoniach od twist offów
I nadal lubię tu pić w opór, przystopuj,
znajomi mi mówią, ale nie widzę tu pit stopu
Z boku dotykam non stop pokus, spotykam noc po mroku
Wpadłem do Sokoła raz, Marysia była mocno w szoku
Jak inni gdy mnie widzą nie mogę pozbierać się
Mój hajs ma niezłe libido, często idzie jebać się
Mówisz: Życie masz chujowe Tomek, z Bogiem!
Niezłe jaja kurwa, zrób sobie kogel mogel
Moje życie omiń ziomek, bez serca,
jak po walce z Khanem, ale do teraz cena wolności ziomek
Dla wielu idę tu pod prąd, mi z tym dobrze,
bo nie obchodzi mnie czy przyjdzie ktoś na mój pogrzeb
Liczy się to co teraz, dlatego takie tracki gram
Spotkasz mnie w klubie czy na ulicy jestem taki sam
Nie udaję nikogo, by komuś opchnąć coś,
tacy co tak robią, to mogą w pompę mnie cmoknąć, ziom
V N M, pierdolnę to markerem
Napiszcie mi na granicie: był wolny i znał cenę!


Wozzo

Jeżeli chcesz dziś oceniać mnie,
i uświadamiać mnie, że robię coś źle
Ty lepiej zobacz jak jest,
kiedy od swoich snów, sam odwracasz się
A my co?! oooo!
My idziemy przez to miasto,
i wiemy o tym, że te światła nie zgasną, oooo!
I choć świat będzie w brew grał,
pędem nie śmiał będę się,
choćbym miał zostać sam
| x2
[Pezet]
Wycieczka po nocnych klubach, stoi sztuka z koleżanką
Letni upał, niezły ubaw, śmigam z pełną coli szklanką
Dalej druga z mocną Warką, obok jeszcze cały karton
Chce wyjść z gadką, ale słucham patrz na tamtych mają auto
Poszła duba, nie warto, gruba małolata bluzga
Zajebiście, kurwa, niezły towar, przydał by się jeszcze browar
Z mózgu woda, chowam się, po co czas marnować, chyba śnię
Tuż obok na schodach słyszę słodki śmiech
Miła osoba, spoko biust, ma seksi usta, trafia w gusta
Bez obaw podbijam, ładna buźka, spox makijaż, mija moment patrzę
Kończę cole zacznę zaraz, twarz jej roześmiana
Wypijemy za nas mała, mam hajs akurat
Umili nas czas Black Curant, spadaj proszę
Dla mnie dzisiaj będzie proszek lub gruda
Chwila, chwila, kumam, spoko mała już mnie nie ma
Ilu miało ją tego wieczoru długo by wymieniać

Ref.:

[Mes]
Ej laleczko czemu to tak miało by być
Że czuła byś wstyd gdybym chciał cię...
Ja robię to tylko po to, bo znam się na klientkach
I lubię na ciebie patrzeć jak jesteś uśmiechnięta x2

[Pezet]
Tydzień później ten sam scenariusz, na posadzce marmur
Fury, cipki, w akwarium rybki
Po kilku chwilach znam już wszystkich i mam tu cycki
To działa na mnie jak valium, jak trzy dni w parku rozrywki
W barku Cin-Cin, Blue Bols, jeden szybki ubot w kuchni
Jedna laska mówi mam dziś urodziny, świeczki zdmuchnij
Barek jest już pusty, ja chciał bym być trzeźwy
Chce dojść do werandy, trochę się rozluźnić i orzeźwić
Przy sangri czuje guczi enwi, to mała z przed tygodnia
Mówi do mnie strzała, fajnie dziś wyglądasz
O co comon zaraz, w tle gdzieś leci Letniak
Skąd ta zmiana, jej podoba się mój dres i metka
Śmierdzi mięta, wiesz jak by tego było mało
Kurwa ma 14 lat, mógłbym kręcić z jej mamą

Ref.

[Mes]
Pole 5-10-15, a 15-20
Różnice 6 lat, nie mogę tego znieść jak
Polują te siksy, klęska jak peksy, Sajgon i Bagdad
Aśka, Zuza, Kaśka, Karolina, Magda
Lubię twoją młodość i ten wczesny seks baby
Lubię twój głos i twój krzyk jak West Krawen
Zejdę na ziemię choć mówiłem tyle razy (co?)
Problemem jest twój wiek, nie to że jesteś byle bazyl
Azyl, jeden wieczór, dwa i dobranoc
Jesteś za młoda jak córka Tonego Soprano
Disco dance, piguły w klubach z koleżanką (co?)
Takie są jak plankton, nie widzisz mnie, widzisz banknot
Siedzę u ciebie, mówię zapnij bluzkę, popraw włosy
Twój stary wcześniej wrócił z pracy
Ej dobra dosyć, rzygasz po jednym piwie
Łatwo cię upić, nie należysz do dziwek
To raczej słaby cień grupis
Wiem lubisz dużą prędkość jak konkord (jak co?)
I lubisz dużo gadać jak słonko jak Max Kolonko
Piętrowe łóżko, twoja siostra śpi na górze
Nie śpię dziś na dole, sprawdzę jakość tych łóżek

Ej laleczko czemu to tak miało by być
Ej laleczko, zmiana
Ej laleczko czemu to tak miało by być
Ej laleczko
Ej laleczko czemu to tak miało by być
Ej laleczko, zmiana
Jeszcze raz, jeszcze raz...
Wchodzę do ogrodu aby zebrać plony
Codzienne kombinacje ciągły brak kabony
Jestem stracony nie raczej wykręcony
Nie bądź zdziwiony reakcja trzy sześć zero
Jak atak do obrony elo elo zaskoczony
Zjedz skręta w potrzebie się zakręcam
Przechodzę ludzkie pojęcia zapamiętaj
Że nielegal to styl mego życia
Również uliczny syf nigdy tego nie zrozumiesz
Czy umiesz być sprytny ja spryty być muszę
Mieć otwarte oczy i jak kryształ czystą dusze
Bezpośrednio do celu jak ruskie katusze
Podnieś dupę rusz się z miejsca
Pieniądz to morderca
Jak lód zimne serca sędziów on wyrok potwierdza
Szyderca skazuje nie mrużąc oka
Gdy wybije godzina zmięknie marsowa mina
Robiąc zło tylko do zła przyczynia się
Zrozum to matko która traci syna że
Łzy twe idą dziś na marne
Myśli czarne owocują złym ziarnem
Nie zawsze fajnie jest lecz czy trzeba
Jak kawałek chleba wystarczy dobre słowo
Wilku dla leszczy znaczy bardzo surowo
Pan Bóg dotyka wszystkich jednakowo
Nowe słońce Hemp Gru zakazany owoc
Próbują mój syf i mówią że jest wporzo(wporzo)
WDZ nadaje następny poziom elo

Ref.
Masz uszy lecz nie słyszysz
Masz oczy lecz nie widzisz
Ja mówię lecz Ty prawdy się wstydzisz
Bliźnich się brzydzisz
Z Świętości wciąż szydzisz
Nie posiądziesz zrozumienia bo go nienawidzisz
Słowo wiedza ziarno które nigdy nie umiera
W naszych umysłach klucz który wszystkie drzwi otwiera
Dziś(dziś) na rozstaju dróg znów wybierasz
Rozumiesz to czy do Ciebie to nie dociera

Chwytaj dzień bo piękne chwile szybko giną
Przyjrzyj się manekinom co nieświadomie zło czynią
Którzy zwykłych ludzi obarczają winą swą
Prawdziwa miłość nie jest grą zrozum to(zrozum to)
I zapamiętaj te dźwięki
Poznanie jest w zasięgu ręki
Mój rap Ci w tym pomaga
Więc uwaga bracia i siostry
Ulica to me miejsce więc rachunek jest prosty
WDZ ziom jak brzytwa ostry
Syf bez litości jak czas zap*****la
Jeszcze nic nie rozumiesz
To wyp******aj To wyp******aj To wyp******aj

Ref. Masz uszy lecz nie słyszysz...

Elo ziom zbudujmy naszym dzieciom lepszy dom
Bezpieczniejszy niż schron
Wyrwać się z bestii szpon
Otwórz umysł jak dłoń i zrozum to
Zrozum to dziewczyno zanim zostaniesz matką
To nie serial tu nie jest tak łatwo
Gdy życie jest zagadką każdy dzień jest pułapką
Dzieciaku Ty znasz to i mimo woli grasz w to
Pod nogi patrz bo wróg chce twej zguby
Świat jest chory choć cierpieć nikt nie lubi
Ja znoszę jego próby z podniesionym czołem
Ulica da Ci prawdziwą życia szkołę
Ocknij się przestań tkwić w błędnym kole
Nie ważne kogo grasz Bóg zna twą twarz i role
Każdy ma swoją dole i dole swoją klepie
Wole się nastukać Rubens wie najlepiej
Nie znajdziesz tego w sklepie tego nigdzie nie kupisz
To zdrowy rozum system chce Cię ogłupić
Kłamstwem upić skazić jak świat
Potem wyrzucić
Przestań smucić nie bądź ślepy jak kret
NS Ewenement HG
Obudź się, ee

Ref.
Masz uszy lecz nie słyszysz
Masz oczy lecz nie widzisz
Ja mówię lecz Ty prawdy się wstydzisz
Bliźnich się brzydzisz
Z Świętości wciąż szydzisz
Nie posiądziesz zrozumienia bo go nienawidzisz
Słowo wiedza ziarno które nigdy nie umiera
W naszych umysłach klucz który wszystkie drzwi otwiera
Dziś(dziś) na rozstaju dróg znów wybierasz
Rozumiesz to czy do Ciebie to nie dociera
Idą gnomy...
Ja zaczynam
Jak prawdziwa primabalerina
Owszem moja to dziedzina,
Więc się wspinam i naginam jej zasady
I na to nie ma rady
W HIP-HOPowe wody wypływam na zwiady
Pokłady mej galery, pchają wiatry cztery
Czterdzieści ich się mieści w żagiel
Niosą z sobą wieści z polskiej Wieży Babel
Poliglotyczna styczna, magiczna i kicz
A jeśli, trulululu trilili tralala
To twoja dziedzina
To moja mina, wygina się w rogala
Sztucznych MC puszczam z dala
Ślicznych jak ta lala
Groźnych jak trądzik i misie koala
Szukam Graala, po to ta wyprawa
Gdy znajdę już jego
Poszukam potem, arki Noego
I miejsca mego
Na szczycie listy, zdobywców świata odkrytego
I widząc błąd na błędzie, jestem tu z orędziem,
By krzewić kulturę jak fizyczną
Respektofoniczną, w dupy z gołosłowiem
Więcej nic nie powiem
Wpadnę z gratulacją, gdy się tylko dowiem,
Że twa też

Żebyś wiedział ,
Że to moja dziedzina
HIP-HOP,
Że to moja dziedzina
Że to moja dziedzina
Że to moja dziedzina
HIP-HOP to moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina

Ja zaczynam
Oto moja dziedzina, prima
Hiroszima, to nie moja wina - hej
Dalej było to nie moja sprawa
HIP-HOP jak kawa, na nogi mnie stawia
Nikt, nie pozna lewa, kiedy nie zna prawa
Jak zabawa o charakterze pasji
Hej stary, undergrund JOKA zna z autopsji
Z geografii wie za to gdzie leży Warszawa
Ja się bawię, ja powagi ja nie trawię
I ja wiem na czym gra ta polega
I mam brata DAB'a, więcej niż kolega
MAGIK w te klocki się też bawi i dławi go canabis
Hi hi, ha ha! To moja taktyka
Tak brzmi odpowiedź na pana Fryderyka
Nie łykam, nie dotykam, nie uznaje
Nie chcę, nie lubię bo zgubię niebawem
Matematyka to nie ma technika
Moja tematyka matematyki nie dotyka
Przełykam tylko to co strawię
Strawy niestrawnej strawić nie potrafię
I się bawię i się śmieję, a studyjni złodzieje
Poważni, ważni, prawdziwi twardziele
Drażni ich wszystko co tutaj się dzieje
Ja sie zaśmieję bo:

HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
I to moja dziedzina, tak, to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
I to moja dziedzina, tak, to moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej

Ja zaczynam i oto moja dziedzina
Jestem tu dla ciebie, lecz nie jak lampa Alladyna
Mam asa w kolorze serca i nie z rękawa
Bo to na kpinę zakrawa
Tak to ja MAG, czy przez G?, Czy przez K?
Dla mnie najważniejsze, gdy dusza i idea gra
To pra, pra, prazasada która trwa i KRA, KRA
Nie chcę krakać jak inne wrony
Ja jestem wolny a nie uciemiężony
Bo Magik Pierwszy czarnej magii używa do zupy
Gdy inny chce nią władać, okazuje się do dupy
Szczebel za nisko, a może za wysoko?
Uważaj żeby szczebel nie ukuł w oko
Hi, Hi, spoko ja szczerych MC nie dzielę
Prawdziwi MC to moi przyjaciele
Póki słowo otwarte, (evviva l'arte!)
Ta dziedzina to muzyka, choć nie jestem Mozartem
To nie jest pop ja reprezentuję HIP-HOP
Odłóż teleskop! Wyrzuć mikroskop!
Ja siebie nie zmieniam jak kalejdoskop
Choć teleportowałem się z czasów średniowiecza
Miecza i tarczy - wystarczy!
Nie zapomnę o tych rzeczach!
Nie ukrywam
Zapamiętaj jak się nazywam
MAG MAGIK PIERWSZY
HIP-HOPu raj dzisiaj zdobywam!

HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
To moja dziedzina, to moja dziedzina, to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
To moja dziedzina, to moja dziedzina, to moja dziedzina
HIP-HOP , HIP-HOP hej [powtarzać]
Nikt z nas, nikt nikt nie jest doskonały
Chada, PiH 1z2 Rozumiesz?

Nie w imię Boga nie w imię prawa
W imię sumienia bo go namawia
Być sobą przez
życie iść z uniesioną głową
Nieść słowo nie jestem bez skaz a co z tobą
To dotyczy każdego z nas więc zdobądŹ się
Powiedz kolejny raz co na sercu ci leży
Wynaturzony świat też widzisz
Czy jest coś w co wierzysz ufasz czy szydzisz
Za co ludzi wzrokiem mierzysz
Wiesz opinię masz zanim się dowiesz śmiesz powiedzieć
Ty nie oceniasz tego świata na lepsze nie zmieniasz
To niemożliwe i nieuczciwe wobec samego siebie
Powiedz zrozumiesz bo to do ciebie
Czy uczucia w tobie zubożały
Miej serce patrz w serce mimo że nikt nie jest doskonały
Każdy liczy na szczęścia
łut
Chce ciut więcej coś uciułać mieć w życiu miejsce
Przestać się tułać samotnym nikt być nie chce
To ludzka dola i niedola
Przeznaczenie versus wolna wola
To o ludziach podobnych do mnie
Co ma wartość nie wolno nam nigdy zapomnieć

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji
Odszukaj w sobie okruchy ambicji
Los to nie żarty los bywa twardy
Nie spuszczaj karty bądŹ wytrwały
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
Rozumiesz nikt nie jest doskonały
Posłuchaj tego nikt nie jest doskonały

Życie nie jest bajką więc przestań się łudzić
Czekasz na fart aż on się obudzi?
Popatrz na ludzi ich los nie rozpieszcza
Tylko od ciebie zależy cała reszta
Ja tutaj mieszkam wśród nietolerancji
Tu wielu przyjaciół jest niewolnikiem sankcji
Życie jest celem te słowa są szczere
C H A D A powiązany z Procederem
Warszawski styl
ja zmierzam tędy
Każdemu przyjdzie zapłacić za błędy
Codziennych potyczek nie liczę ale czuję
Chada i PiH to ciebie przekonuje
Sam się oszukujesz spójrz prawdzie w oczy
To nasza prawda która was jednoczy
To nasza prawda słuchaj to fakty
Tak jak ty nie stoję na polu chwały
Nikt nie jest doskonały Chada i PiH
I znowu dzień
i znów życia łyk
Nie zgiń w tłumie i zawsze żyj dumnie
Pokaż że umiesz choć wróg się zemścił
Unieś w górę zaciśnięte pięści
Unieś w górę zaciśnięte pięści

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji
Odszukaj w sobie okruchy ambicji
Los to nie żarty los bywa twardy
Nie spuszczaj karty bądź wytrwały
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
Rozumiesz nikt nie jest doskonały
Posłuchaj tego nikt nie jest doskonały

Gardzą nami nawet wtedy kiedy zdobywamy wykształcenie
I zdziwienie
Czemu my w gniewie ?
Choć słowa mówią niewiele czas przerwać milczenie
Czekając na ciosy ściągniesz je na siebie
Z każdej sytuacji rysuje się wyjście
Nie nauczy cię tego żadna szkoła a życie
Bierzesz udział w codziennym pochodzie
Obok wielu tych którzy znaleźli się na lodzie
Chcą żeby ten dzień był naszym ostatnim
Wyrywasz się z uścisku do muru przyparty
Połam im ręce więcej niech nie krępują
A jak dla nas niech sami się nim trują
To dla wszystkich żyjących gdzieś w bloku
Podobne losy okryte płaszczem mroku
Nie ryzykujesz nie masz
Manna z nieba
Dość czekania na zbawcę życia na łasce i niełasce
to nie dla nas im może pasować
do góry głowa
i ani słowa
i tym sposobem do sprawy sedna
prawda jest z nami prawda jest jedna
oni to nikt a my to my
wrodzony spryt ta sama grupa krwi
posłuchaj rady wiesz tak między nami
nikt nie jest doskonały
oni są słabi

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji
Odszukaj w sobie okruchy ambicji
Los to nie żarty los bywa twardy
Nie spuszczaj karty bądź wytrwały
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
Rozumiesz nikt nie jest doskonały
Posłuchaj tego nikt nie jest doskonały
(Mez Mez...Mez do bitu dobitnie, mezokracja…Mez Mez…Mezo Mezo…Mez do bitu dobitnie. Czas rozpocząć nowy sezon… Mez do bitu dobitnie, mezokracja…Mez Mez…Mezo Mezo…Mez do bitu dobitnie. Czas rozpocząć nowy sezon…)

1. Zapraszam na okręt, to jak jazda na oklep. Słabi odpadają szybko, popadają w obłęd. Kto tu stanowi porządek, daję rymy porządne? Kto atakuje lirycznym żądłem? Mezokracja – głos, który dociera do Twych uszu. Mezokracja – władza, która nie zna przymusu. Mezo- ezoteryczny przekaz pełen energii. Daję Tobie (co?) ogień dział artylerii. Z grodu Przemysława krwawa wyprawa. Dla dobra rap narodu, łak MC’es exodus. Stylem, rymem ostrym jak sztylet. Nie byle jakim, łaki, wypruję z was flaki jak laleczka Chucky. Radykał, jak Chuck Digi, publiczny wróg. Wrzucę Was do paki jak braci Dalton, Lucky Look. Nie potrafisz to się wycisz, oponentom daję wycisk, Veni, Vidi, Vinci.

Ref: Mezokracja! Ja tu tworze ustrój, cały świat mam u stóp.
Mezokracja! Siłę mózgu przeciwstawiam sile muskuł. /x2

(Mezo Mezo, czas rozpocząć nowy sezon…)

2. Wstań! Masz dziś wiele do zrobienia. Chcę przekazać Ci tą energię, której nie masz. To, czego nie kupisz za złotówki czy euro. To, co stanowy najdroższy klejnot. Wokół pełno energii. Rymy, które leczą. Zjawiska, które wszelkim prawą przeczą. Przemów własnym głosem. Kieruj własnym losem. (Ej!) Odkryj w sobie ukryte moce. Rzeczywistość jak ocet, potrafi dopiec. Ja trzymam kurs, aby nie zatonąć jak Kursk. Od lat pod jedną banderą Lajner, Eros, Herkules, Mez, skuteczny jak Patrick Klaivert. Punchlinem niszczony każdy outsider. Każdy looser, słowem dopasowanym jak puzel. Szerząc Mezo Styl i mierząc coraz wyżej, i będąc coraz bliżej, coraz więcej widzę.

Ref: Mezokracja! Ja tu tworze ustrój, cały świat mam u stóp.
Mezokracja! Siłę mózgu przeciwstawiam sile muskuł. /x2

(Mez do bitu dobitnie…)

3. Mez tu jest i już wiesz, co jest grane. Nie zamkniesz tego w schemat, to obraz bez ramek. To nie ma być nudne, jak mecz bez bramek. To ma pobudzać i wśród kiepskich siać zamęt. Tych naprędce klonowanych MC, których jak słucham, to myślę o drzemce. Bawicie mnie do łez, jak Louis de Funès. Dziś się okaże, kto tak naprawdę jest fitnes. Zobacz jak Mez to robi, liryczny aerobik. Hip-hop’owe rodeo, chwytam byka za rogi. Gimnastyka języka, ekwilibrystyka. (Flo!) Skuteczność Tore Andre Flo. Piona z undergorundem, rap-handel, jestem ponad tym. Pracuje przepona, rymowy automat. To nie truschool, to mój ustrój Mezokracja. Mój styl, mój azyl, moja pasja. Gracias!

Ref: Mezokracja! Ja tu tworze ustrój, cały świat mam u stóp.
Mezokracja! Siłę mózgu przeciwstawiam sile muskuł. /x4
ref.
Łyk, łyk ginu, lodu i cin cinu
Buch, buch dymu, skurwysynu
Od Ka do Gie, PDG stylu... PDG stylu... PDG stylu... Synu x2

Piję Finlandię
Reprezentuję Pyrlandię
Wjeżdżam na imprezę, to jest fajnie
Patrzcie na mnie
Pytasz mnie o jointy?
Wiesz, że mam je
Ciągle turlam je
I mam ich tyle, że je trzymam w wannie
Nie mów nic swojej pannie
Bo się posika
Trzęsiesz się jak osika
Gdy rap w głośnikach
Ding-dong
Otwórz drzwi dla hydraulika
Wchodzę, naprawiam, znikam

ref.
Łyk, łyk ginu, lodu i cin cinu
Buch, buch dymu, skurwysynu
Od Ka do Gie, PDG stylu... PDG stylu... PDG stylu... Synu x2

Mówi swój chłopak -
Gural - Mistrz poruty
Daj mi czteropak
Opróżnię go w 4 minuty
Mam więcej żaru niż Huty
Zgarniam wojenne łupy
Na 4 nogi kuty
Mam te korzenne ?nuty?
Bujam kluby i hale, gdy robię balet
Jak idę
Jak Korzeniowski zgarniam medale
Może się chwalę, ale...
Mam rymów pęki
Jak byłem w Norwegii
Fiordy jadły mi z ręki
Nie jestem miękki
Lubią ten rap panienki
Te tłuste dźwięki
Tnę jak Edward Nożycoręki
I jak białoręki Gibon gibam się
Mówi Gural z PDG
To już wiesz

ref.
Łyk, łyk ginu, lodu i cin cinu
Buch, buch dymu, skurwysynu
Od Ka do Gie, PDG stylu... PDG stylu... PDG stylu... Synu x2
Joł
Gram w to dziesięć lat, zarobiłem chuj, nie pieniądz.
Wiem, że jestem wart więcej niż pieprzone tysiąc euro.
Odkopuję skarb, który zakopałem jako dziecko,
gdy wierzyłem w świat, dziś zaczynam wierzyć w rodzicielstwo.
Czasem boli przeszłość, dzisiaj pierdoli mnie to.
Nie jestem jej marionetką, wiem, że jestem wolny przez to.
Dochodzę do formy, zaczynam rozumieć człowieczeństwo,
naprzeciw widowni, która weryfikuje we mnie pewność.
Pamiętam jak kupiłem pierwszą płytę, pierwszy raz
Wchodziłem na budę psa i nawijałem teksty tak.
Sam bym pewnie śmiał się z siebie, gdybym teraz cofnął czas,
bo ten mały gówniarz czuł się jak na scenie tam,
a nawijał do psa, skumaj, jakby opuścił go Bóg,
gdyby zobaczył to ktoś z podwórka byłby wstyd jak chuj.
Ta pierwsza płyta stoi dzisiaj obok moich dwóch.
Ta pierwsza płyta to poprzednik "G`N.O.J.I” SLU.

Dziś brak mi słów, by opisać szczęście, które dzieje się
Bo robię swój najlepszy album, RPS wydaje mnie.
Dotarłem do skarbu, prawie dalej go tak bardzo chcę.
Nie ma tu przypadków, jak masz określony jasno cel.
Nadal mam marzenie, dla mnie to jak olimpijski szczyt,
Choć młode pokolenie nie robi podobno złotych płyt
Ja w dupie mam, co powiedzą ci, którzy nie zrobili nic
Musze być od tego z daleka, jak mam tak wchodzić na bit

To, co kiedyś było nierealne, dziś trzymam w dłoni
Oby to nie zniszczyło mnie
Ciągle jeszcze mam tą szansę, by wygrać finał i zdobyć
To, czego najbardziej chcę
Tworzymy swoje legendy! (ta)
Tworzymy je, ziom! Bo my tworzymy swoje legendy!

Uh
Tylko rozwój daje mi poczucie szczęścia, chce się rozwijać
Lubię ten klimat, gdy się napędzam i wchodzę w ten inny wymiar
Stale odkrywam tam nową prawdę, widzę, choć słów nie używam
w górę kurtyna, bo czasem życie to pieprzona pantomima
Poświęciłem życie temu, rap utrzyma mą rodzinę
Jedyne co słyszę: "Trenuj, tak byś ciągle rosnął w siłę!"
Nie słucham hejterów i nie wierzę we wszystko, co widzę
To ja mówię przeznaczeniu, jaką chcę wypełnić misję
Dziewięć płyt na koncie, w portfelu pusto, mam kilku fanów
Jadę w Polskę zagrać koncert, ukłon dla tych kilku fanów
Zarobimy drobne, które dostaniemy, ziom, do podziału
Jak myślisz, że zwątpię, jesteś w chuj daleko od oryginału
Bo miałem tu tyle porażek i dołków, że niejeden z was by rzucił to dawno
Jak będę na końcu to pokażę ojcu, jak radziłem sobie z jebaną porażką
Dziś dziękuję za każdą z nich, ci co się poddają nie mają nic,
Ale prawdziwi zwycięzcy zawsze wstają
Wiem, gdzie zmierzam, jak Mojżesz idę po pustyni
Wśród zwątpienia innych, dążę do tej obietnicy
dwadzieścia trzy lata płacę zdrowiem, czasem brak mi siły,
bo rekompensata jest jak obiecane domy z szyby
nasz wkład nie zawsze wraca, tak szybko jakbyśmy chcieli
idę po tych piaskach, giną za mną ludzie bez nadziei
ja nigdy nie tracę jej, w tym raczej mnie już świat nie zmieni
dookoła piasek, a przed oczami raj na ziemi.

To, co kiedyś było nierealne, dziś trzymam w dłoni
Oby to nie zniszczyło mnie
Ciągle jeszcze mam tą szansę, by wygrać finał i zdobyć
To, czego najbardziej chcę
Tworzymy swoje legendy! (ta)
Tworzymy je, ziom! Bo my tworzymy swoje legendy!

To, co kiedyś było nierealne, dziś trzymam w dłoni
Oby to nie zniszczyło mnie
Ciągle jeszcze mam tą szansę, by wygrać finał i zdobyć
To, czego najbardziej chcę
Tworzymy swoje legendy! (ta)
Tworzymy je, ziom! Bo my tworzymy swoje legendy!
Ref.:

[Pezet]
Głęboko związany ze swym podwórkiem rap robię
Bym nie musiał w życiu dbać o inną furtkę
Spraw Boże proszę, tak często zdarza mi się bluźnić
Tak często próżny lecz w rapie serce
Grammatik, Małolat, Pezet, to w nas najszczersze

[Małolat]
Ja wśród tych ludzi i tych miejscówek
Ten świat jak wielu dzieciaków tak go rozumiem
Szybki hajs na boku, to wciąga mnie jak opium uwierz
Tu paru ziomków, słodkie niunie i spokój to mój amulet (ta)
Tu gdzie tysiące bloków, chodniki, boiska
Szukam spokoju jak Hobbici
Tu w tych nagrywkach, tu gdzie koncerty i płyty
Chłopaki i splifi, chwile chwytam w ulicy rytmach
Tu oddycham tym powietrzem tu wiele spraw to sekret
Tu w tych snach o Rolexie
Tu gdzie smak seksu i przestępstw
Ja żyję tu z tym osiedlem w tym mieście

(Juzek)

Ref.

[Pezet]
To dla dzieciaków, którzy dorastają w tym sąsiedztwie
Goniąc za hajsem, szybkim seksem, życie to przykry przekręt
Ich szansę to sekret, awansem są koneksje
Na zawsze osiedle w rapu kolebce, w walce o siebie
W osiedlowych miłościach i niuniach słodkich jak karmel
Tu chcemy zostać, choć czasem myśli czarne jak Harlem
Rymów wodospad, tysiące impez, pieniądze i stres
Nie jeden koncert pod gołym niebem i hip-hop w Polsce
Jebać już brudną forse dzisiaj, smak chmielu z ziomkiem
I kawałki na long playu, browar, chłopaki z jointem
Mikrofon kartki, osiedle to życie którym żyję
I gorące fanki wszędzie to ulotne chwile

[Eldo]
Każdy z nas żyję rapem
Inspiruje chwilami, choć niektórzy na gapę
My w życie z biletami, ze sposobem by zająć czymś głowę
Weź mi powiedź czy jest coś lepszego niż zarabianie słowem
Ej, miasto daje wytchnienie, te mury choć czasami jak więzienie
Częściej ukojenie gdy zbytni grzmi sumienie
Nie wiem czy znajdziesz wene blisce obok blok niski
I tylko kartka by nie myśleć o tym wszystkim
Jest ktoś obok by wspierać, by szczęście znaleźć
By z jakąś słabością nie przegrać, tańczyć dalej życia balet
Są loopy pętle, już kiedyś mówiłem to jest piękne
W tym rytmie biorę oddech i tak biję to serce
Siadam spokojnie jest miękki, ciepły fotel
Ekskluzywne dźwięki, to jest jak Pretta Porter
Ze złotych ust ludzi zwykłych te słowa błyszczą
Mamy swój skarb piratów, on nazywa się hip-hop
Scratche, bity, wersy, talenty z klubu na podwórku
Jedni robią głupotę, a my robimy true school

Ref. (2x)
Ciągle ktoś miesza. Odpierdala ściemy.
Ktoś przeszkadza robić duże PLNY.
Politycy, urzędy, psy kominiarze DO PIEKŁA!
O tym kurwa marzę.
Jedna działka i leżysz na trzy lata.
Konfident Cię sprzedał pierdolona szmata.
Przyjmij rolę kata. Odbezpiecz gnata.
ZABIJ KURWE. ZABIJ W IMIĘ ZASAD!
W interesy frajer się wpierdala. Jego strata.
Zanim Cię wyrucha daj mu poznać siłę ganta.
DO PIACHU. DO PIACHU FRAJERZE. Nigdy nie wygrasz z ulicy żołnierzem!
Twoją laskę chce przełożyć jakiś kutas. Zajebista dupa tylko ty ją możesz stukać.
Zero litości. Wyrok śmierci. DO PIACHU MATKOJEBCY!

Ref. Zabij wszystkich co na twojej drodze stary. Niech nie unikną kary. Zabij każdą kurwę konfidenta. W imię zasad do piekła.

Ktoś publicznie miesza z gównem twoje imię.
DO PIACHU DO PIACHU! Giń skurwysynie w imię zasad.
Witaj na Powązkach ze światem żywych czas się kurwo rozstać!
DO PIEKŁA wszyscy matkojebcy. Oto słodka chwila pierdolonej zemsty krucjata. Kto przeciwko niech zginie.
Zacznij się modlić pierdolony skurwysynie.
W imię zasad piekło oczekuje. Na mej drodze ciągle same kurwy i chuje.
W mordy im pluje.
Nikomu nie daruje.
Zginie ten kto kurwa zasługuje.
By osiągnąć swój cel musisz zniszczyć wroga. Każdy frajer to twoja przeszkoda.
Zero litości, stary odbezpiecz gnata.
DO PIACHU DO PIACHU!
Do piekła w imię zasad !!

Ref. x2

Zabij. (zabij kurwe w imię zasad)
Droga droga do celu jest.
Ja wierzę, że dojdę, dojdę tam gdzie chcę,
że przejdę mgłę, pokonam to co złe.
Wierze, że uda to mi się i Tobie też. [x2]

Zapisane stosy kartek, nie przespanych nocy.
Kupa czasu, poświęcenia, żeby wszystko było dobrze,
wyszło tak jak się marzyło, żeby wypaliło,
żeby wszystko na ostatni guzik dopięte było.
Ja wiem, chciałoby się, żeby wszystko ładnie szybko wyszło,
lecz nikomu niestety na łatwiznę żyć nie przyszło.
Do celu droga droga, uważaj jak idziesz.
To przestroga ode mnie teraz, nie od wroga.
Życzę Ci jak najlepiej, wszystkiego najlepszego,
żeby Ci się powiodło, tak jak dumę dało godło.
Żebyś zapracował sobie na miękkie siodło.
Lecz do tego potrzebne jest pierwsze, jak do łódki wiosło.
Ty to co robisz, mówisz jesteś z tego dumny,
lecz nie możesz liczyć na to, że cały świat wsadzi
Cię do złotej trumny, że będą szalały tłumy.
Los bywa złudny, uświadamiam ci to.
Dojście do celu to nie woda przez sito.
Dźwigam ciężar życia, no bo los dał mi to.
Lepiej jest za wczasu targać pod górę kamień,
niż go później byś miał targać życie całe.
Zobacz wielu bez celu żyje. Perspektyw zero mają.
Nie widzą szans dla siebie żadnych.
Wpadnie w trans chcąc zapomnieć o problemach choć
na kwadrans i tak w kółko jak zegar, od samego rana.
Wciąż przed oczami ich fatamorgana, to dramat.
Powiększająca się ta karawana.
Z winy losu? Z winy siebie, że tak żyją?
Ja nie wiem. Jednego jestem pewien.
To nie dla Ciebie miejsce, to nie dla Ciebie miejsce...

Droga droga do celu jest.
Ja wierzę, że dojdę, dojdę tam gdzie chcę,
że przejdę mgłę, pokonam to co złe.
Wierze, że uda to mi się i Tobie też. [x2]

Wszystko kosztuje w życiu, nic za friko.
Nawet hajs na dziko zdobyć nie łatwo.
Tylko słaby gasi światło, wpada w paszcze diabła.
Nie chęć do życia go zjadła, zdmuchła jak z drzewa liść.
Silny chce iść, coś osiągnąć, być kimś.
Raz dla siebie, dwa dla kogoś - to dla Ciebie.
Musisz mieć świadomość, że nie raz się możesz potknąć,
ognia dotknąć, lecz nie przerywaj drogi, bo do
celu droga jest droga i zazwyczaj długa.
Coraz bliżej poddanej to każda następna luka.
W cierpliwość uzbrojony musisz być,
wierzyć w siebie. Raz coś nie wyjdzie,
nie można się załamać, to moja zasada,
w życiu mój zakaz i dla Ciebie ten przekaz.
Cienias to liryczny lekarz.
Ci co nie słyszą to ty im to przekaż, że jak raz coś nie wyjdzie,
nie można na tym poprzestać, tylko próbować wciąż,
Do celu dąż, bo przecież nie ma ograniczonych ruchów,
tak jak nie ma duchów w nocy które straszą.
Ty myślisz że na otwór mi dwie A4 starczą,
w tym jedna na brudno? Gówno!
Trzydzieści, to jest za mało dla mnie dla Ciebie za dużo
o dwadzieścia osiem. Bardziej sie przyłóż,
pomyśl, a zobaczysz postęp,a zobaczysz postęp,
bo na wszystko trzeba czasu. Twardej chęci,
szczerej pracy, bo nic nie przyjdzie samo,
nikt nie przyniesie na tacy. I powiem na koniec tekstu,
no bo już starczy. To jest twoje życie i jak
chcesz to tak nim steruj, lecz wiedz jedno,
droga droga jest do celu, droga droga jest do celu...

Droga droga do celu jest.
Ja wierzę, że dojdę, dojdę tam gdzie chcę,
że przejdę mgłę, pokonam to co złe.
Wierze, że uda to mi się i Tobie też. [x3]
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo