Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[Pezet]
Wycieczka po nocnych klubach, stoi sztuka z koleżanką
Letni upał, niezły ubaw, śmigam z pełną coli szklanką
Dalej druga z mocną Warką, obok jeszcze cały karton
Chce wyjść z gadką, ale słucham patrz na tamtych mają auto
Poszła duba, nie warto, gruba małolata bluzga
Zajebiście, kurwa, niezły towar, przydał by się jeszcze browar
Z mózgu woda, chowam się, po co czas marnować, chyba śnię
Tuż obok na schodach słyszę słodki śmiech
Miła osoba, spoko biust, ma seksi usta, trafia w gusta
Bez obaw podbijam, ładna buźka, spox makijaż, mija moment patrzę
Kończę cole zacznę zaraz, twarz jej roześmiana
Wypijemy za nas mała, mam hajs akurat
Umili nas czas Black Curant, spadaj proszę
Dla mnie dzisiaj będzie proszek lub gruda
Chwila, chwila, kumam, spoko mała już mnie nie ma
Ilu miało ją tego wieczoru długo by wymieniać

Ref.:

[Mes]
Ej laleczko czemu to tak miało by być
Że czuła byś wstyd gdybym chciał cię...
Ja robię to tylko po to, bo znam się na klientkach
I lubię na ciebie patrzeć jak jesteś uśmiechnięta x2

[Pezet]
Tydzień później ten sam scenariusz, na posadzce marmur
Fury, cipki, w akwarium rybki
Po kilku chwilach znam już wszystkich i mam tu cycki
To działa na mnie jak valium, jak trzy dni w parku rozrywki
W barku Cin-Cin, Blue Bols, jeden szybki ubot w kuchni
Jedna laska mówi mam dziś urodziny, świeczki zdmuchnij
Barek jest już pusty, ja chciał bym być trzeźwy
Chce dojść do werandy, trochę się rozluźnić i orzeźwić
Przy sangri czuje guczi enwi, to mała z przed tygodnia
Mówi do mnie strzała, fajnie dziś wyglądasz
O co comon zaraz, w tle gdzieś leci Letniak
Skąd ta zmiana, jej podoba się mój dres i metka
Śmierdzi mięta, wiesz jak by tego było mało
Kurwa ma 14 lat, mógłbym kręcić z jej mamą

Ref.

[Mes]
Pole 5-10-15, a 15-20
Różnice 6 lat, nie mogę tego znieść jak
Polują te siksy, klęska jak peksy, Sajgon i Bagdad
Aśka, Zuza, Kaśka, Karolina, Magda
Lubię twoją młodość i ten wczesny seks baby
Lubię twój głos i twój krzyk jak West Krawen
Zejdę na ziemię choć mówiłem tyle razy (co?)
Problemem jest twój wiek, nie to że jesteś byle bazyl
Azyl, jeden wieczór, dwa i dobranoc
Jesteś za młoda jak córka Tonego Soprano
Disco dance, piguły w klubach z koleżanką (co?)
Takie są jak plankton, nie widzisz mnie, widzisz banknot
Siedzę u ciebie, mówię zapnij bluzkę, popraw włosy
Twój stary wcześniej wrócił z pracy
Ej dobra dosyć, rzygasz po jednym piwie
Łatwo cię upić, nie należysz do dziwek
To raczej słaby cień grupis
Wiem lubisz dużą prędkość jak konkord (jak co?)
I lubisz dużo gadać jak słonko jak Max Kolonko
Piętrowe łóżko, twoja siostra śpi na górze
Nie śpię dziś na dole, sprawdzę jakość tych łóżek

Ej laleczko czemu to tak miało by być
Ej laleczko, zmiana
Ej laleczko czemu to tak miało by być
Ej laleczko
Ej laleczko czemu to tak miało by być
Ej laleczko, zmiana
Mój życiowy projekt moja wersja
Moja sugestia rozwścieczona bestia
Kwintesencja full pomysłów na minutę chwycę
Następny kompakt dysk wyprodukowany w fabryce
Tak to widzę
Nagle słyszę moją płytę w przejeżdżającej bryce
Tym się szczycę
Nie wpierdalaj mi się w moje plany
Teraz wiem na siebie jestem zdany
Następny projekt zaawansowany skonstruowany
Wystawiony na sprzedaż
To jest dla ciebie egzemplarz
Który posłuchasz i zapamiętasz
Normalnie narodzony pod ziemią
Wystawiony na świat legalnie
Przypieczętowany za mnie
Dla mnie to banalnie proste
Te kawałki zawsze będą ostre
Jak byłem mały zawsze myślałem
Jak podrosnę że zrobię coś
Co będzie dla mnie wszystkim
Stworzę dzieło dla wszystkich
Tych nieznanych i tych bliskich
Choć udział w zysku zawsze będzie niski
Lecz tym żyć potrafię
Z tego co mam jestem zadowolony
Do skromnego życia przyzwyczajony
Przez matkę zaczyny
Nigdy nie jest tak źle jakby mogło być
I tak dalej jestem szczęśliwy
I chcę dalej żyć chcę dalej śnić
Chcę dalej być
Wiec posłuchaj dla siebie samego
Właśnie z tego powodu elo dla Zip Składu

Ref.
Chcę tak żyć chcę to robić
Chcę tak żyć chcę to robić
Chcę tak żyć chcę to robić
Więc zejdź mi z drogi

Mój projekt w tej sprawie Sokół nie ustąpi
Takie czasy dziś ludzie uczuciowo skąpi
Ważniejsze dla nich ilu do działy
Świat coraz bardziej mały
Jesteś obserwowany mimo woli
Zobacz ile przykitranych kamer na ulicach stoi
Przyjaciele i ja mamy swoje miejsce
To jest najważniejsze nie boję się o resztę
Powiedz ile jeszcze smutku
Tony naiwniaków zamienionych w wyrzutków
Dąż dąż idź aż do skutku
Jak ja mój świat mój projekt moje życie
Myślę nagrywam a wy słyszycie
Ja nie próbuję wysterować was na mukę
Sam uczę się i przekazuję tę naukę
Być coraz mniej materią coraz bardziej duchem
Tylko przed Bogiem i bliskimi okazuję skruchę
Nie chcę przekreślić swego życia głupim ruchem
Zejdź mi z drogi i zejdź z drogi Fu
W wyjątkowych okolicznościach tu
Jeśli nasze drogi się przetną pamiętaj jedno
Ja i ty dążymy do celu
A wojny mogą nas opóźnić przyjacielu
Dopłyniesz a może cel swój ominiesz
Bo zapomnisz po drodze po jaki chuj to robiłeś

Ref. x2
Chcę tak żyć chcę to robić
Chcę tak żyć chcę to robić
Chcę tak żyć chcę to robić
Więc zejdź mi z drogi

Myślę sobie tak że to już daleko zaszło
I nie zgasło wiecznie palącego się znicza hasło
Pasmo porażek niepowodzeń
Widzę że nadszedł czas krzywych spojrzeć
Na co dzień liczy się dla wszystkich zysk
Jak dysk lata i przemiata zamiata w kąt
Twarze chciwe twarze fałszywe twarze nieuczciwe
To świadczy o złośliwości do nieprzytomności
To świadczy o słabej psychice odporności
Lecz to mnie nie przeraża
Chuj w dupę temu co mnie obraża
On mnie nie zagraża
Mówisz że jestem wzniosły lub wstrętny
Że mój styl jest niepojętny
To jest moja poezja Futurum piszę teksty
Tworzę jak
Sprawię że się jeszcze prawdy dowiesz
Z mojego punktu widzenia ciężką jazdę
To zamieniam się w słuch
W tym momencie podjąłeś odpowiedni ruch
Więc twoje zdrowie ziomuś znów
Niech dobra czysta zaleje twój brzuch
I niech duch odpowiedni tobie sprzyja
Bez opierdalania projekt który czas zabija
Wypuść swój stres przez słuchanie muzyki
Nie wyładowywuj go pięścią przez uliczne bijatyki
Pierdol złe nawyki
Dobre rady na życie jego odpowiedniki
Hiphop na zawsze bo w to wierzę
Jestem kadetem jestem żołnierzem
W swojej idei konstrukcji
Budowanej przez lata funkcji
Którą sobie powierzyłem
I teraz tak naprawdę wszystko doceniłem

Ref.
Chcę tak żyć chcę to robić
Chcę tak żyć chcę to robić
Chcę tak żyć chcę to robić
Więc zejdź mi z drogi
Wszystkie osiedla, ja gram dla was tu
To nowa płyta, zróbcie hałas tu
Flacha na stół za nowe WBU
To dla wszystkich koneserów dobrego rapu

Wszystkie osiedla, ja gram dla was tu
To nowa płyta, zróbcie hałas tu
Flacha na stół za nowe WBU
To dla wszystkich koneserów polskiego rapu

To trzecia płyta nabita dobrym rapem
Zrobiona tak jak dwie poprzednie, nie pod papier
Zrobiona po swojemu z wielkim zaangażowaniem
Piętnaście kawałków plus intro, outro z przekazem
Masz tu dobry hip-hop z poznańskiej dzielnicy Grunwald
Od człowieka, który kocha tą muzykę *****
Nie zrobię kaszany z rapu i wstydu dla miasta
Nie zawiodę tych podwórek, które biją brawa
Prawie sto koncertów zagranych przez te lata
Zdobyty szacunek nie tylko w swoim mieście
I nie tylko za muzykę, a za to jaki jestem
Słyszysz? a za to jaki jestem
Ty tej spadaj jeśli nie wiesz o czym gadam
W Bloku Ukryty nie wydarty z uczuć jak Saddam
WeŹ tą płytę w ręce, zobacz o czym opowiadam
Co ci powiem, w przeciwieństwie do ciebie
Posiadam wykształconą zdolność pokazywania życia słowem
WBU to nie tanie rapy więc w górę łapy
To o życiu prawda więc niech *****y milczą
Fajnie wiedzieć, że są ludzie, którzy znają mnie też za granicą
Pytasz gdy wchodzę na scenę czy zżera mnie trema?
Nie, dzięki, jej nie ma
Cały czas szacunek i wsparcie dla podziemia
Rzadko mnie opuszcza wena, piszę non-stoper
Uzdolniony WBU ze szkoły 88
Obserwator życia mający swą własną ideologię
Na muzyce u Białyńskiej ledwo miałem mierny
A gdyby dziś wiedziała, że piszę i gram koncerty
Chwyciłaby się za mordę
Może bym dostał to stare pianino w nagrodę
W Bloku Ukryty rapem spity, masz tu dowód
Za tą trzecią płytę dziś z kumplami wódka u mnie na hawirze
2007 Powiem ci, że...

Wszystkie osiedla, ja gram dla was tu
To nowa płyta, zróbcie hałas tu
Flacha na stół za nowe WBU
To dla wszystkich koneserów polskiego rapu

Wszystkie osiedla, ja gram dla was tu
To nowa płyta, zróbcie hałas tu
Flacha na stół za nowe WBU
To dla wszystkich koneserów polskiego rapu
To nałóg, to pasja, ma racja, styl, akcja
Syf jak prowokacja niech odbije od nas, basta
Z mego miasta dla tych ludzi towar, który się nie nudzi
Więc przestań się łudzić, że już o mnie nie usłyszysz
To rap z siłą przebicia nie do pobicia
W rapie tym mam kibica to ulica, to klub
Zawistnym knebel w dziób, za mych ludzi wielki buch
Lufa wytrawnego trunku co rozgrzeje twój brzuch
I kto jest tu? tę odpowiedź znasz od dawna
W chuj rap petarda z SLU gangu wariat
I rzeczywistość twarda, w tekstach te suche relacje
Które wiernego słuchacza wprowadzą dzisiaj w akcję
Rap moją religią, na jej tle wojny nie będzie
To jednak uprzedzam przypierdolę swoją kwestię
Ryja wydrę na tracku aż się posra
Ten co na freestyle'u nie potrafi mi sprostać

To mój rap skurwysynu, rap jest moją kokainą
Niech wszyscy to rozkminią, za ten rap wciąż nas winią
Koniak nie tanie wino, tak to idzie, to ulice
Wszyscy nas słyszycie i znów z rapem na szczycie

P do N i kreska, oto biznes i domieszka
Właśnie tutaj mieszkam, grać rap to dla mnie pestka
Po siedemnastej mamy transfer za miastem
Bagaż nielegalny? to dla mnie bułka z masłem
Czuję się z tym dobrze i żebym tylko mógł
Rozpierdolić wszystkich kiepskich jak solowo Big Shoot
Jak gorąco, wszystkie cioty sie marszczą
Czy żal mi skurwysynów? człowieku nie bardzo
Dobrym stylem wciąż gardzą więc pierdolę ich, proste
Z rapem wyrosłem, lecz z rapu nie wyrosnę
Rap narkotykiem, ja od tego nie odwykłem
Ćpaj to zanim zniknę i zanim ty znikniesz
Miasto huczy od plotek, a ja nie dementuję
Bo życia nie żałuję, na drzewo spadać szuje

To mój rap skurwysynu, rap jest moją kokainą
Niech wszyscy to rozkminią, za ten rap wciąż nas winią
Koniak nie tanie wino, tak to idzie, to ulice
Wszyscy nas słyszycie i znów z rapem na szczycie

Trzecia szesnastka na szesnastkach nie flaszka
Chromowane felgi, to zwycięstwo nie porażka
Daj, daj mi to, jak Branigan The Carlito
Mam swe zasady, na trackach zasad ślady
Proste układy znane nam od wielu lat
Mam swój świat pełen wad, pełen zalet i strat
Rapowy fach, z którym wjeżdżam na piedestał
Ty żebyś się nie zesrał masz połamane krzesła
I nie jest wszystko jebnąć azjatycką piękność
Hip-hop honeys z nimi cierpieć na bezsenność
To daje pewność, rap, poczucie bezpieczeństwa
Nawet, gdy na trackach tych skurwieli wszystkich besztam
Rap z nim od dziecka, a komercja zdradziecka
Niech z mej ulicy spieprza, ty nie znajdziesz tu szczęścia
Bieda nieciekawa? wegetacja? ja znam to
Rozpierdolę wszystkich kiepskich jak Tim Dog rozjebał Compton

[x2]
To mój rap skurwysynu, rap jest moją kokainą
Niech wszyscy to rozkminią, za ten rap wciąż nas winią
Koniak nie tanie wino, tak to idzie, to ulice
Wszyscy nas słyszycie i znów z rapem na szczycie
Wszystko co mam dał mi hip hop, wszystko
Wszystko to wraca jak ping pong, jest tip top...

"Stój, bo strzelam kurwa "

Wszystko co mam dał mi hip hop, wszystko
wszystko to wraca jak ping pong, jest tip top
Co nie znaczy, że Hilton to standard
To Bóg dał nam możliwości jak świat ogarniać
Czysta poezja, nic o nas bez nas
Plus morda na klucz, zwłaszcza w trakcie zeznań
To podróż jak Werna po nocnych tawernach,
Z których nie jedna, zmusza by się przeżegnać
Od szczęścia zależy wiele, o nie zapytaj Monice Seles
Tu nie chodzi szelest, że jest tak jak jest, a nie inaczej
To rap dał mi szansę, z niej biorąc podatek,
Rozumiesz?! Nie ma miliardu w rozumie,
Nie wnikam w formułe, kto jak się edukuje
Lecz umiem wybrać między tym co nie jasne
A prawdą co sroga jak SARS jest, no właśnie

Wszystko co mam...
Wszystko co mam dał mi hip hop
Wszystko co mam dał mi hip hop

Ref.
Wszystko co mam dał mi hip hop, wszystko
wszystko to wraca jak ping pong, jest tip top
Wszystko co mam dał mi hip hop

Dostałem szansę w mieście, gdzie życie jest chrzestem
A ponad wszystko liczą się koneksje,
Instynkt nie serce, kieruje życiem
Aż po samą stype, idąc do piachu z typem
Wytęż słuch, mówili mi, a usłyszysz
Wytęż wzrok, mówili mi, a zobaczysz
Przyczyn zło, ej rodacy, wyczyn to
Pójść do pracy i zarobić na dom
Domem moim studio, tu tworzę plan na jutro
Myśl to mój pędzel, bit to moje płótno
Bez fochów jak Houston, powracam niczym Żusko
W ocenie tracków , flow płynie czółno
To dał mi hip hop, czyli wszystko co mam
Bo za hip hop żyje i za hip hop skonam

Wszystko co mam dał mi hip hop, wszystko
wszystko to wraca jak ping pong, jest tip top...
Kto by pomyślał, że to mnie spotka na dziesiątkach
Marzeń cząstka odbita niczym pieczątka
Jak jazz w piątkach, tak sieć w zwrotkach
Pcha sens co dnia, intuicyjnie lotem wznoszę się pod wiatr
To objaw topograficznego spojrzenia w dół
Tylko ziemia, pieniądz i chemia w zgodzie na pół
Od chłodzenia głów do wrzenia słów zmysły skradam
Ale to mój cyrk, moje małpy, moja sprawa, yo
Same shit diffrent day, ja tylko chcę zobaczyć wolność
co znaczy pomoc, ponoć to płacić słono lecz miej w garści honor
gdy to co Cię zaczęło, dziś Cię trawi jak kronos
to przez dupy, dragi, Polmos wielu mych braci traci kontrol
więc gdyby tak odpłacić kontrom i złapać dystans
powstać z martwych, wziąć się w garść by w końcu być ponad tym

Piszę kolejny list z miasta sferalnych schiz
gdzie spliff kłamstwa przenika łzy nie dając nic w zastaw
została nas dziś garstka, my nie wierzymy w styl
widząc ten syf, który na codzień nas w pysk chlasta
gdzieś tam z kimś jadka jak psy w klatkach,
telefon (dryń) sąsiadka daje cynk, wpadają psy - wpadka
Mylą dzwi i w słuchawkach, towar, wsiadka
wypadasz z gry, dostajesz pieprzone 3 latka
czas się otknąć brat w tym syfie, znaleźć diagnozę
Jak Dr. House mocno stać, wbity w podłogę
choćbyś non stop ćpał, ostro chlał, miał paranoje
pełne okno krat, rozpoznaj i zwalcz chorobe
zrozum tych co nie rozumieją, że mogą zrozumieć
bądź ponad tym, żyj z nadzieją, nieś ją w tłumie
to jak miałbyś wejść na najwyższy gzyms
i krzyknąć "świat jest mój" i chuj w pamięć

ref:
Nie musisz być wśród tych, w syf co wpadli
do przodu musisz iść, wić Nić Ariadny
by w labiryncie żyć, być ponad tym
masz nad horyzont wzbić swój krzyk, nad Andy /x2

W kraju z historią, która dumnie patrzy na świat
jak przez oczy diabła na własny kwadrat
gdzie każdy wariant na tych potęgowanych klatkach
jest przygotowany do starcia bo w reakcji tkwi prawda
nadzieja zgasła, kamera akcja, reżyser zasłabł
ja piszę z miasta co mi dało życię na start
nie dało skrzydeł, pędu ponad tym jak garstka tych
dla których dni to z marzeń snów realia
ja ponad tym jak rasta być mogę jedynie
iść w drogę gdy asfalt wypowie moje imię
ramię w ramię skillem nanieść plagę stylem
odpalam turbinę, powieś flagę na rewirze
gdzieś ponad, wyżej, gdzie schowam winę za kurtynę
później jak z ręki Boga zginę
znienawidzę imię tych, którzy we mnie nie wierzyli
bo dziś ja jestem wyżej, jestem ponad nimi

Spójrz na las jak się roztacza bez miary
masz kolejny silhouette czy sky tower
najwyżej, najdalej, wszystko dziś jest za małe
nie mów, że się naćpałem, krupier rozdał - zagrałem
nad ranem, świat się rozlał nadmiarem
a to źródło tak nagle zmieniło się w Niagarę
dasz wiarę? Ty! Gdzie jest książka zażaleń?
możesz grać dalej lub spierdalać jak masz ale stąd
większość powie "ależ skąd", potwierdzajc tu mi to wiedz
ilu zechce znaleźć, podpowiedz, podpowiedź
kilku nawet jest pod koniec, chcą dobiec
Ja, ja jestem wyżej jak śmigłowiec
postawić los na jedną kartę to jedyna droga
a nie wykorzystać szansy
to jakby przeklinać Boga
powiedz to w mieście, chcą mieć to szczęście
wojny o pierśceń, ja, a ja go wcale nie chcę

ref:
Nie musisz być wśród tych, w syf co wpadli
do przodu musisz iść, wić Nić Ariadny
by w labiryncie żyć, być ponad tym
masz nad horyzont wzbić swój krzyk, nad Andy /x2
wieży tekst yo,sprawdź to,możesz sprawdzić,w ziemi może leżyć
właśnie tak ha-ha-ha-hawajskie ko-ko-ko-koszule
sprawdź mnie,zobacz teraz

1.Krew,pot i łzy dziś zostawiam na potem,
mam flote i woże się jak jakiś Globetrotter
świnie już w stringach lecz ja wole je z sottem
weź poczuj mój hawajski rap kotek
branża aż kluczy od plotek,daj spokój
rap z tych zwrotek to kurwa lans pokór
nie bądź w szoku,że to tyle pokus
Twoja sztuka gdy nas słucha ma już mokro w kroku
debiut roku mam w kieszeni,proste
chcesz to zmienić to masz problem chłopcze
prosze otwórz do mnie ogień jak do piha
ja robie rap Ty spierdalaj na dichard
dzisiaj w hawajskiej lecz wciąż na blokach
sukom zostawiam moją spermę na lokach
weź zdejmij ten obcisły podkoszulek chłopak
wyglądasz w nim jak Staszek Sojka w rajstopach
Pyskaty ja Cię kocham,tak jasne
dupy kleją się do tych koszul jak kastet
nie ważne czy lans czy bronks na ławce
w hawajskiej koszuli dziś śmigam zawsze,kurewko

Ile dałbym aby mieć ze dwie
jedną w pasy drugą w palmy tego chce
nie myśleć o tym już
robić gruby hajs i mieć kilka stów tak już
poprostu zapamiętaj
ile sztuk dziś przed nami klęka wiesz
też tego chcesz
weź synek włóż hawajską koszule

2.Nie stoisz jak drzazga suchy czy jak wieprz gruby
wiesz że najlepiej Ci w hawajskiej koszuli
przeszła,nie jedna jak my,nie rock jest w modzie
dla chłopaczyn z miasta,wyłącznie odzież
w Twoim samochodzie (acha)nasza muzyka
czujesz flow na bitach,dzieciak nie masz pytań
gi-digit-digit-gitara witam WWa i Pe do Es do Te do O do Ka tak czytaj
masz po nas w roku,lepiej w to uwierz
zaczep trzymaj w kroku,z oczu otrzep łupież
i nie mów mi tłuku,że podobną masz w szafie
bo masz tu krzywe nogi kiedy sięgasz po papier
hawajkę zrzucam - każda już wymięka
Co też szesunie - co nosisz mnie na rękach
Twój Skarb od dzisiaj do mnie mówi Skarbie
nogi na kwadransach ma przed Tobą wiąże na kokarde
nie masz stylu jak my,nas kochają małolaty
żeby lepiej wyglądać zakładasz siostry push-up'y
gacie po tacie,relaksy na raty
na starcie były macie,pyskat(y)

Ile dałbym aby mieć ze dwie
jedną w pasy drugą w palmy tego chce
nie myśleć o tym już
robić gruby hajs i mieć kilka stów tak już
poprostu zapamiętaj
ile sztuk dziś przed nami klęka wiesz
też tego chcesz
weź synek włóż hawajską koszule

3.Synek,nie ma opcji żebyś wbił się na nasz balet
mówiłem nie pożyczaj podkoszulek od starej
hawajski T-Shirt,drugi guzik-opcja
Twoja sztuka chce mężczyznę nie chłopca
Ona mdleeeeeje,kiedy wie,że ma mnie spotkać
Jak mnie widzi pada jak wygrana w toto-lotka
do ziooooomka,w hawajskiej koszuli woli się przytulić
później wraca,żeby to powtórzy
marzysz by wbić się w hawajkę i kajdan
pod blokiem beta a nie fiat panda patrz na lans
nasze fifty i stół przy palmach
chcesz być jak doktor chyba doktor Alba
Hawajska koszula - w końcu drewniana
wnuk się zapyta zgredzie kim jest mój tato
w tym samym czasie Ty założysz swoje palto
a młoda nam miło odpowie : "było fajne lato"

Ile dałbym aby mieć ze dwie
jedną w pasy drugą w palmy tego chce
nie myśleć o tym już
robić gruby hajs i mieć kilka stów tak już
poprostu zapamiętaj
ile sztuk dziś przed nami klęka wiesz
też tego chcesz
weź synek włóż hawajską koszule
[Kiedyś w przyszłości, a może się trafi jeszcze coś innego?]
[Kiedyś w przyszłości, może się trafi coś lepszego, a może nie koniecznie?]
[Kiedyś w przyszłości, a może się trafi jeszcze coś innego?]
[Kiedyś w przyszłości, może się trafi coś lepszego?]

Szkoda, że nie potrafię śpiewać,
a szarpać nerwy.
Wybacz Ci nie pokażę nieba jak tarcza z Nebry,
nie znam algebry, nie liczę tu fanów,
nie zmienię swego ja niczym Albert Camus.
Tu zawsze po śniadaniu świeże loopowanie bębnów,
nie znam się na perkusji, lecz zaufałem sercu,
nie należę do mędrców, nie posiadam charyzmy,
tak i by gadać w tym miejscu i okradać naiwnych.
Z dala od willi drzwi pod blokiem otwieram,
choć jeszcze nie mam okien z widokiem na ocean.
Nie chcę umierać, z tą świadomością, że jedyne co widziałem to ten blok ziom
Nie ufam fachowcom, choć też się nie znam panie
nie ufam im, bo mówią mi to zbyt skomplikowanie,
to kit z oparkowaniem, zamiast wiedzy talentu,
ciągłe spekulowanie,
kosztem ziemi i sprzętu.
Nie chcę mieć władzy chamskiej popularności,
choć wszystko może się wydarzyć, nie znam się na promocji,
nie potrafię skakać,
nie potrafię leczyć,
nie potrafię tańczyć,
a cieszę się z małych rzeczy.

Ref:
Chciałbym powiedzieć, że nie wierzę w proroctwa,
franki, dolary, funty, euro na kontach,
to nie Armani, a retro po kosztach,
nie zabronię Ci marzyć,
bo ja tu tylko sprzątam!

[Kiedyś w przyszłości, a może się trafi jeszcze coś innego?]
[Kiedyś w przyszłości, może się trafi coś lepszego, a może nie koniecznie?]

Wybacz Ostry to nie ten, co kocha szkołę
też nie jestem piękny, niczym Sophia Loren,
ej zobacz ziomek! To Rap od biedy, bo nie stać mnie nawet na Dodę,
czy majtki Celine Dion, zresztą Dody bym nie chciał,
po co mi pierdolnięta głupia jak z buta podeszwa,
przestań,
moje życie prywatne, to nie biznes i forsa,
nie to co mieć wydziabane na piździe "Radosław".
Nie jestem gwiazdą jak Brodka "Brodawa" nie jęczę jak ta baba,
nie przestrzegam przepisów na autostradach,
nie chcę udawać, że śmiesznie nad kubkiem,
w odróżnieniu od Wojewódzkiego ja nie jestem dupkiem!
Nie mam zamiaru kłamać gnido jak ty,
nie chcę by MTV zrobiło mój klip co lansi.
Nie chodzę na party,
W Rap nie jestem trendy, nie lubię gwiazd,
i pieprzę złote zęby!
To nie domek na prerii, a Bałuty i Polska,
jesteś niepewny tu możesz w jape dostać,
chuj mnie Piotrowska te puby i knajpy,
nie chodzę po klubach nie mam zabawy jak Ty,
nie chcę się skarżyć, czy innym przeczyć,
nie jestem fajny, a cieszę się z małych rzeczy.

[Kiedyś w przyszłości, a może się trafi jeszcze coś innego?]

Ref:
Chciałbym powiedzieć, że nie wierzę w proroctwa,
franki, dolary, funty, euro na kontach,
to nie Armani, a retro po kosztach,
nie zabronię Ci marzyć,
bo ja tu tylko sprzątam!

[Kiedyś w przyszłości, a może się trafi jeszcze coś innego?]
[Kiedyś w przyszłości, może się trafi coś lepszego, a może nie koniecznie?]
[Kiedyś w przyszłości, a może się trafi jeszcze coś innego?]
[Kiedyś w przyszłości, może się trafi coś lepszego, a może nie koniecznie?]
Tu gdzie jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
sport, koleżeństwo i boiskowy terror.
Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
Rugby Posnania, bez ściemy kolego. (x2)

Znów rusza nowy sezon, to wydarzenie zacne,
podziwiać każdą akcję, na boisku przy Słowiańskiej
2 razy po 40 bez ściemy na maxa,
w gre nie wchodzi remis, a tym bardziej porażka.
Niesie się doping z okupowanych ławek,
w przerwie możesz wyskoczyć na gientom lub po browarek.
Tu wspierają Posnanie ludzie związani z tą grą,
Rugby z Poznania trzyma poziom, wiemy to!
Zwalczyć ten stres, co zapiera dech w piersiach,
ja obstawiam, że to pewniak, pamiętaj chcemy zwycięstwa!
Spisali się na medal, rok po roku, dwa brązy,
każdy do upragnionego złota w tej drużynie dąży.
Chłopaki mają serce do gry, zapał ogromny!
Ofiarna szarża, nie wypada być skromnym.
Zgrana ekipa, na boisku i poza nim,
Rygbiści Posnani na mieście znani.
Wkładają serce w tą grę, to najważniejsze,
jak to by kibiców na meczach było więcej.

Tu gdzie jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
sport, koleżeństwo i boiskowy terror.
Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
Rugby Posnania, bez ściemy kolego.(x2)

Poprawić formę, by ponad normę wykonać plan,
bez sponsora, związkowej kasy ten chłopak gra.
On zwycięstwa ten smak zna, porażki tez poznał,
dla niego to smak życia, który ma słodko-gorzki posmak.
Tak jest zmiennie od lat, w walce o ligowy prymat,
trener w nowym sezonie musi, zespół w ryzach utrzymać.
Jeden za wszystkich, tak każdy mecz się zaczyna,
gdy naraz cała drużyna powtarza słowa Domina,
który gdy kończył karierę, miał imponujący bilans
i przekazał kapitańską opaskę Pawłowi, trzymaj!
Z wami drużyna wytrzyma pieprzoną presję,
każde potknięcie potraktujcie jak lekcję.
Na nic pretensję do sekcji, mieliśmy szczęście,
śledzić co raz częściej dokonania zwycięskie.
Wiele uznania Posnania z Poznania grania,
z jajowatą piłą, co wariuje tak często,
wbita między dwa słupki wysoko ponad poprzeczką,
Kolejny kop drop gol no i zwycięstwo.

Tu gdzie jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
sport, koleżeństwo i boiskowy terror.
Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
Rugby Posnania, bez ściemy kolego.(x2)

I choć nie ma z tego forsy, nie zabrakło ambicji,
by po pracy zapierdalać na treningu, oni wszyscy
nie stracili motywacji potrafili dalej grać,
Nawet gdyby na play offy nie mieli już żadnych szans.
Rugby męska gra, kontuzyjny sport, przestań!
Prowadzi do kalectwa, tak twierdzisz znaczy wymiękasz.
Atmosfera napięta, przed spotkaniem sam zgadnij,
jak kapitan motywuje zespół nim wyjdą z szatni.
Znów będzie ostra jazda, nie zabraknie dramaturgii,
Spięcie na murawie, nie obejdzie się bez bójki.
Takie są skutki, gdy stronniczy sędzia przegnie,
byś nie tracił chłopaku tego co najcenniejsze!
Wygra duch walki, to najważniejsze,
zaciśnij zęby, pokaż ze stać go na więcej.
Jestem średnim kibicem, lecz patrzę i co widzę?
To mój ziom Dj Decks dziś gra też w ekstralidze!

Tu gdzie jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
sport, koleżeństwo i boiskowy terror.
Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
Rugby Posnania, bez ściemy kolego.(x2)
Nikt ode mnie nie wymaga, żebym uprawiał bragga.
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam.
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam.
A szajsu nie poskładam nawet gdybyś o to błagał.

Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło.
Umiem zjebać wszystko i na zgliszczach od początku.
Zbudować nowy dom, to kilka nowych wątków.
W muzyce być w porządku, nigdy nie zawiodłem ziomków.
Za dobry powiedziałem, dedykowane
Mym ludziom ten balet, ja się wcale nie chwalę.
Co miałem oddałem od siebie to ten szmalec.
To twórczo się wpisuje, na stałe w te kabałę.
Oto nowy joyek jak i w Sun Lloret.
Na najwyższym poziomie to rapowy gnojek powie.
Warsztat unikat. Dlaczego? nie wnikaj.
Masz syf w głośnikach, z parkietu nie znikaj.
Nie lubisz mnie, zdychaj, z tej impry się zawiń.
Lub naładuj karabin, jeśli koniecznie chcesz mnie zabić.
Ten co nie dał się zwabić w pułapkę, to mój atut.
Narobić hałasu i utrzymać gwiazdy status.
Tylu kutasów by chciało mieć to co ja.
Być jak ja, grać jak ja, żyć jak ja, ha ha!
Rychu będzie grał to nadal, journalista będzie badał.
A jak zawistniak gadał, tylko ten co mi zazdrościł.
Świat bez litości szybko, pozbawił mnie złudzeń.
Wybrać cierpienie czy nudę? Proste, że to pierwsze.
Operuję wierszem, tego tracku nie spieprzę.
Masz tu człowieku całkiem hardcore'ową wersję.

Nikt ode mnie nie wymaga, żebym uprawiał bragga.
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam.
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam.
A szajsu nie poskładam nawet, gdybyś o to błagał.

Ten pot, te łzy, ta krew, ta jedna miłość.
Oto z mic'em zażyłość, co odbiera mi zmysły.
Wizerunek artysty, to człowiek z krwi i kości.
Przy mic'u nie pości, w gronie znakomitości.
Jak ten przyblokowy chwast na pełnym oficjalu.
Jak ten zadymiarski chlast na toksycznym nielegalu.
Prowadzę się powoli, a niektórych bardzo boli.
Fakt, że sobie radzę i co na to poradzę?
Środkowy palec raczej, tak czy inaczej.
Jestem w grze i zaznaczę - nigdzie się nie wybieram.
Przy mic'u, adapterach, to Rycha gadka szczera.
Ryja wydzieram, aż po zapalenie krtani.
Potrafię ranić i sprawić, że się spalisz.
Z nami zabawisz, odlecisz, nie dać się zabić.
Mistrzowskie życie, jestem jego projektantem.
Nie będę palantem, który nie ma planów marzeń.
Jak moje tatuaże, kolejny w życiu przełom
Odnotuję to, jak na skórze nowe dzieło.
A ty będziesz się przyglądał, jak milczący świadek w cieniu.
Wyjdź naprzeciw zdarzeniom, na światło dzienne tlenu.
Tańcz, miej się, kasuj zawczasu, pierdol brednie.
Czy bardzo dobry rap, ma oznaczać życie biedne?
Gdzie tak napisano, że za rap nie płacą siano?
Ważne by utrzymać wymarzoną posiadłość.
Chcesz ogłosić upadłość? Proszę bardzo, beze mnie.
Jeszcze raz ci powtórzyć? Powtarzam - pierdol brednie.
Wracaj pod trzepak, tam na ciebie nikt nie czeka.
Prócz nieudacznika, zabij w sobie człowieka.
A ja tak nie chcę, nie zwlekam żyć na stówę.
Apetyt mam wilczy na życie, uwierz.

Nikt ode mnie nie wymaga, żebym uprawiał bragga.
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam.
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam.
A szajsu nie poskładam nawet, gdybyś o to błagał.
1. Hukos
Ci, Ci, Cira to cygan, dawaj kasety ty oszuście
Kradzy to krydzą, a Hukos to pulpet
Będziemy panoramą, tylko kilka lat później
Teraz wino i skateboarding, pawilony my to kumple
W bramce idoli ulic Van Basten, Rijkaard i Gullit
Każdy kochał się w Baśce, nie przypominała suki
Teraz wiedzą najlepiej ile w klubach rucham dziewczyn
Ile wczoraj wypiłem, od nich dowiesz się pierwszy
Mój rzekomy alkoholizm rozkładają na pierwiastki
Obcinają zza winkla, zaglądają do szklanki
Po osiedlu chodzą plotki, nadstaw ucho, będziesz mądry
Gadają, że do teraz sprzedaję jointy
Ej wyrosłem z tego, jointy chowałem na windzie
Jeszcze raz zadzwoń po grama a chuja na czoło ci wyjmę
I nie gadaj o mnie, jak nie gadasz ze mną
Tak nas wychowano w czasach Pegasus, Nintendo

Ref. x2
Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili
Nie czekaj ani chwili, pokaż, że się mylili
Jeśli zbyt pochopnie cię ocenili, pokaż, że się mylili
Oni z nami nie byli

2. Młody M
Blaski i cienie, porażki i sukcesy
Wszystkie dobre chwile i wszystkie złe momenty
Eleganckie zachowania i nie eleganckie błędy
Wszystko przeżyłem, nie było ciebie wtedy
Ta nie gadam bez potrzeby, taki mam zwyczaj
Chcesz coś o mnie wiedzieć to weź się kurwa spytaj
Gra Hip Hop na ulicach, ja piję drinka
Myślisz, że bez tej butli jesteś większy Erudyta
Nie próbuj mi wytykać, co żeś tak zmądrzał?
Chcesz wiedzieć o przedmieściach, wrócę stawiać dom tam
Pusto na kontach, kurwa dureń jakiś
Nie chcesz z tego hajsu do końca którejś klasy
Ja stoję murem za tym, ale nie gram za darmo
Masz z tym dzieciak problem, płać rachunki zajawką
Wchodzimy w bagno, pewnie, że można sprawniej
Jestem tylko ciekaw jakbyś to rozegrał za mnie

3. Chada
Hukos, Młody i Chada, teraz kurwa się ratuj
To jak czarna procesja, to jak powrót zza światów
Ciebie z nami nie było, a więc teraz odszczekasz
Zanim ucichnie marsz, nim opadnie powieka
Wszystko to co pieprzyłeś za naszymi plecami
Każdą rację wypada poprzeć argumentami
Prawda rani, a fakty przemawiają za nami
Gramy RAP, ty zostajesz za zamkniętymi drzwiami
Ciebie wtedy nie było, całowałeś się z kurwą
Zamiast wziąć i w ten czas pooswajać się z trumną
(Haha Co?) I przychodzisz nie w porę
Czeka na ciebie sen na marmurowym stole
Przecież nie masz pojęcia co się wtedy zdarzyło
Jak masz mieć, skoro wtedy ciebie z nami nie było
Gdzieś ty był? Z chujem rozmawiałeś na migi?
Kiedy my lata wstecz płakaliśmy za Biggim

Ref. x2
Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili
Nie czekaj ani chwili, pokaż, że się mylili
Jeśli zbyt pochopnie cię ocenili, pokaż, że się mylili
Oni z nami nie byli

4. Hukos
Byłem w telewizji wieszać psy na mnie zaczęli
A za pół tego fejmu gotowi sami się postrzelić
Jeden typ zaczął być zbyt rozmowny na policji
Za to na Wielkanoc na oknach dostał graffiti
Ulice milczą, a internet mówi
Wobec podziemia już spłaciłem swoje długi
Czemu ich nie było wtedy z nami? Za herkami
Gdy Marco zatańczył ostatnie tango z mordercami
Mnie też nie było, mam wrócić, wcześniej nie być pijany
Do teraz żałuję, choć płaczę tylko rymami
Biedrona wykradł ptakom sekret działania piór
Pojął sztukę latania, najtrudniejszą ze sztuk
Znicze zdmuchnie wiatr, słońce osuszy męskie łzy
Oni oszukali czas, na zawsze młodzi jak James Dean
Nie oceniaj mnie, inne kamienie ranią nam stopy
I nie znamy linii papilarnych naszych dłoni

Ref. x2
Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili
Nie czekaj ani chwili, pokaż, że się mylili
Jeśli zbyt pochopnie cię ocenili, pokaż, że się mylili
Oni z nami nie byli
(Nowator)
Chciałbym zabrać Cię gdzieś, z dala od problemów
Chciałbym zabrać Cię gdzieś, tylko już nic nie mów
Zatęsknisz jeszcze raz, gdzie dotknąć można gwiazd
Kraina szczęścia w nas, tylko Ty i ja.

(Mezo)
Poznałem Cię gdy byłem chyba jeszcze w undergrandzie
I chciałem udowodnić Ci jaki jestem twardziel
I jechałem 100% po bandzie
I byłem Twój tak że już nie można było bardziej
I chciałbym podziękować Ci za te wszystkie lata
Choć czasem zachowywałem się jak psychopata
I choć obiecywałem Ci codzienny Manhattan
To żyliśmy niemal w barakach
Na moich barkach jest Twoje szczęście, dam radę
Choć często tracę nerwy taką mam wadę
To nigdy nie odpuszczę taką mam zasadę
I daj mi jeszcze rok będę miał posadę
I zabiorę Cię stąd z dala od problemów
I zabiorę Cię stąd z dala od systemu
I będzie znów tak jak kilka lat temu
Tylko zaufaj mi i już nic mów.

(Nowator)
Chciałbym zabrać Cię gdzieś, z dala od problemów
Chciałbym zabrać Cię gdzieś, tylko już nic nie mów
Zatęsknisz jeszcze raz, gdzie dotknąć można gwiazd
Kraina szczęścia w nas, tylko Ty i ja.

(Mezo)
Kochałem Ciebie, lecz kochałem tez wolność
I przekraczałem granice, których przekroczyć nie wolno
I mieliśmy problemy, których inni nie pojmą
I zawsze kończyło się to między nami wojną
Mam dość kłótni nasz żywot jest zbyt krótki
Dość kłótni, przestańmy być już smutni
Dość kłótni, byliśmy dla siebie okrutni
I wiem jak złe potrafią być tego skutki
To wszystko tak długo zbierało się we mnie
I teraz wierzę że każdy z nas przez to przebrnie
Tyle rzeczy stało się niepotrzebnie
Dlatego dziś patrzymy na siebie niepewnie
Przebacz mi biorę wszystko na siebie
Zacznijmy na nowo, przestańmy żyć gniewem
Czy nam się uda tego nie jestem pewien
Ale od dziś stawiam już tylko na Ciebie.

(Nowator)
Chciałbym zabrać Cię gdzieś, z dala od problemów
Chciałbym zabrać Cię gdzieś, tylko już nic nie mów
Zatęsknisz jeszcze raz, gdzie dotknąć można gwiazd
Kraina szczęścia w nas, tylko Ty i ja.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo