Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Idą gnomy...
Ja zaczynam
Jak prawdziwa primabalerina
Owszem moja to dziedzina,
Więc się wspinam i naginam jej zasady
I na to nie ma rady
W HIP-HOPowe wody wypływam na zwiady
Pokłady mej galery, pchają wiatry cztery
Czterdzieści ich się mieści w żagiel
Niosą z sobą wieści z polskiej Wieży Babel
Poliglotyczna styczna, magiczna i kicz
A jeśli, trulululu trilili tralala
To twoja dziedzina
To moja mina, wygina się w rogala
Sztucznych MC puszczam z dala
Ślicznych jak ta lala
Groźnych jak trądzik i misie koala
Szukam Graala, po to ta wyprawa
Gdy znajdę już jego
Poszukam potem, arki Noego
I miejsca mego
Na szczycie listy, zdobywców świata odkrytego
I widząc błąd na błędzie, jestem tu z orędziem,
By krzewić kulturę jak fizyczną
Respektofoniczną, w dupy z gołosłowiem
Więcej nic nie powiem
Wpadnę z gratulacją, gdy się tylko dowiem,
Że twa też

Żebyś wiedział ,
Że to moja dziedzina
HIP-HOP,
Że to moja dziedzina
Że to moja dziedzina
Że to moja dziedzina
HIP-HOP to moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina

Ja zaczynam
Oto moja dziedzina, prima
Hiroszima, to nie moja wina - hej
Dalej było to nie moja sprawa
HIP-HOP jak kawa, na nogi mnie stawia
Nikt, nie pozna lewa, kiedy nie zna prawa
Jak zabawa o charakterze pasji
Hej stary, undergrund JOKA zna z autopsji
Z geografii wie za to gdzie leży Warszawa
Ja się bawię, ja powagi ja nie trawię
I ja wiem na czym gra ta polega
I mam brata DAB'a, więcej niż kolega
MAGIK w te klocki się też bawi i dławi go canabis
Hi hi, ha ha! To moja taktyka
Tak brzmi odpowiedź na pana Fryderyka
Nie łykam, nie dotykam, nie uznaje
Nie chcę, nie lubię bo zgubię niebawem
Matematyka to nie ma technika
Moja tematyka matematyki nie dotyka
Przełykam tylko to co strawię
Strawy niestrawnej strawić nie potrafię
I się bawię i się śmieję, a studyjni złodzieje
Poważni, ważni, prawdziwi twardziele
Drażni ich wszystko co tutaj się dzieje
Ja sie zaśmieję bo:

HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
I to moja dziedzina, tak, to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
I to moja dziedzina, tak, to moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej
HIP-HOP, HIP-HOP hej

Ja zaczynam i oto moja dziedzina
Jestem tu dla ciebie, lecz nie jak lampa Alladyna
Mam asa w kolorze serca i nie z rękawa
Bo to na kpinę zakrawa
Tak to ja MAG, czy przez G?, Czy przez K?
Dla mnie najważniejsze, gdy dusza i idea gra
To pra, pra, prazasada która trwa i KRA, KRA
Nie chcę krakać jak inne wrony
Ja jestem wolny a nie uciemiężony
Bo Magik Pierwszy czarnej magii używa do zupy
Gdy inny chce nią władać, okazuje się do dupy
Szczebel za nisko, a może za wysoko?
Uważaj żeby szczebel nie ukuł w oko
Hi, Hi, spoko ja szczerych MC nie dzielę
Prawdziwi MC to moi przyjaciele
Póki słowo otwarte, (evviva l'arte!)
Ta dziedzina to muzyka, choć nie jestem Mozartem
To nie jest pop ja reprezentuję HIP-HOP
Odłóż teleskop! Wyrzuć mikroskop!
Ja siebie nie zmieniam jak kalejdoskop
Choć teleportowałem się z czasów średniowiecza
Miecza i tarczy - wystarczy!
Nie zapomnę o tych rzeczach!
Nie ukrywam
Zapamiętaj jak się nazywam
MAG MAGIK PIERWSZY
HIP-HOPu raj dzisiaj zdobywam!

HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
To moja dziedzina, to moja dziedzina, to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina
To moja dziedzina, to moja dziedzina, to moja dziedzina
HIP-HOP , HIP-HOP hej [powtarzać]
Ref.:
Szczęście, świat bez trzęsień ziemi,
Ciężej jest gdy częściej zmienia się,
Ziemia kręci się - dynamizm
Wczoraj nie byliśmy tacy sami

[Pan Duże P]
To niekiedy chwyta mnie za kark, gdy zasypiam
Sen taki, że aż przechodzą ciarki zazwyczaj
W niewielkim biurze zakopany w kartki obliczam
Jak długo jeszcze pozostanę martwy za życia
Zamykam wieko takiej egzystencji trumny
Rodzice nie mają pretensji, są ze mnie dumni,
Że tłumy durnych natchnień uśnie na zawsze
Praca co dzień od ósmej do osiemnastej
Głaszczę klientów tego, chodzę na rzęsach gdy
Sprzedaję smutek pod przykrywką szczęścia
Pensja wystarcza mi by szastać forsą
Podziwiać mojego miasta gwiazd aktorstwo
Gdy amatorsko grają rano mą ukochaną
Zanim oboje wyruszymy w życia amok
Słuchaj, pomarnowano już za wiele dusz, tak (joł)
Taka harmonia to pustka

Ref.:
Szczęście, świat bez trzęsień ziemi,
Ciężej jest gdy częściej zmienia się,
Ziemia kręci się - dynamizm
Wczoraj nie byliśmy tacy sami

[Pan Duże P]
Czuję jak z każdym dniem się zaciera
Granica między tym snem a "tu i teraz"
Kariera coś jak głodny, chłodny strumień
Zabiera Cię na Twoje miejsce w modnym tłumie
Musisz zrozumieć nie obrażam się na kasę
Ani sukces, oby to i to przyszło z czasem,
Ale nasze normy chcą by iść po ścieżce
Rodem złych obaw, a tego nie chcę

[Mezo]
Wyszedłem z lochu aby obalić dogmat,
Wszedłem do jednej z komnat, była ogromna
Reakcja obronna - chciałem uciec,
Otoczyli mnie zewsząd nieznani mi ludzie
Nie rozumiałem ich, przemawiali w innym czasie,
W innym wymiarze, gdzie nie sięgał mój zasięg
Zrozumiem ich za kilka lat może,
Może nigdy, nie rozwikłam tej enigmy

Ref.:
Szczęście, świat bez trzęsień ziemi,
Ciężej jest gdy częściej zmienia się,
Ziemia kręci się - dynamizm
Wczoraj nie byliśmy tacy sami

[Mezo]
Zatrzymaj się proszę, nie pędź tak,
Ledwo na nogach się trzymam, a ten szlak
Jest tak nieskończenie długi, nieskończenie ciężki,
Ścieżki wiją się tu w nieskończoność
Nie wytrzymam, nie dotrzymam kroku boskim krokom,
Połóżmy się, dajmy odpocząć naszym oczom
Złapmy chwilę, w której nic nas nie trapi,
Uchwyćmy ten moment jak na fotografii
Tam wszystko stoi, nic mnie nie niepokoi,
Tam jestem opanowany jak stoik
Harmonia, która ukoi, zniszczy nieład
Piękna jak słońce na tle zachodzącego nieba
Chciałbym żeby to wszystko wyglądało prościej,
Czarno-biało, a tu odkrywam kolejny odcień
Obłęd, starej prawdy obrzęk i pogrzeb,
Obrzęd wynikający z naszych potrzeb
Często tracę pewność, gdy zmieniam częstotliwość,
Stagnacja, ewolucja, rewolucja,
Życia żywioł, wczoraj nie byliśmy tacy sami,
Zmiana, powalona ściana naszych granic

Ref.:
Szczęście, świat bez trzęsień ziemi,
Ciężej jest gdy częściej zmienia się,
Ziemia kręci się - dynamizm
Wczoraj nie byliśmy tacy sami
Lilu:
O o o o o o
O o o o o o
Wiem, że kiedyś tam dotrzemy,
tam skąd widać świat po horyzont.
Wiem, że kiedyś przyjdzie wszystko
to co dotąd zdążyliśmy sobie przysiąc.
Szansa jedna, jedno życie
trzeba je do końca wykorzystać.
Uwierz mi ja wiem, że kiedyś nam się uda,
uda się nam wszystko

Skąd wiem, że to nie jest dobry początek
to co zwykłam już nazywać końcem
trzeba nadal stawiać krok za krokiem,
żeby dokąś dotrzeć.
Nic nie przychodzi nikomu od ręki
zapamiętaj, że wystarczy wierzyć czego żadne ręce nie dosięgły dostaniesz Ty...

ref.
Wierze że będzie jeszcze taki dzień kiedyś,
kiedy życie spłaci zaufania kredyt
bo prawdziwy wojownik nie unika mocnych wrażeń
i siłę czerpie nie z sukcesów a z porażek /x3

Dizkret:
Ej Dizkret yo Lilu 2005
Ej co jest Lilu nawet jak masz tony stylu
to musisz coś więcej mieć i to jest przymus.
Masz rymów tonę i ćwiczysz całe noce,
miej głowę na karku wciąż i twarde łokcie
i pociesz się tym, że nie jesteś sama,
i docenianych graczy kilku, ta rap gra ma
a tak w ramach przypominania wam co to
Dizkret powtórzy jeszcze raz jak masz kłopot.
Dizkret Dis i to trzeba pamiętać
to do Hejterów zawsze się uśmiecham na zdjęciach.
Nie mogę znieść tego to show jak Jay Leno
najpierw wyluzuj trochę jak gadać chcesz ze mną.
Bardziej ufam bębnom niż waszym trendom.
Są tacy za którymi wciąż pędzą dzieciaki,
ja nie jestem taki, choć długo gram rap,.
nie ma fanów, mam ludzi którzy czują jak ja aha...

oo oo oo...

Wiem, że kiedyś tam dotrzemy,
tam skąd widać świat po horyzont.
Wiem, że kiedyś przyjdzie wszystko
to co dotąd zdążyliśmy sobie przysiąc.
Szansa jedna, jedno życie
trzeba je do końca wykorzystać
uwierz mi ja wiem, że kiedyś nam się uda,
uda się nam wszystko...

o o o o ...
Podnosisz gardę, zaciskasz pięści
Zaciskasz zęby, jesteś zawzięty
Wiesz co cię kręci i wiesz co napędza
Kochasz, gdy czujesz tą krew na swych zębach
Przeciwnik pęka, niszczysz go wzrokiem
Przez całe życie tu, pod jednym blokiem
Czujesz to w sobie i wiesz co potrafisz
Poszedłbyś w ogień dziś za swoich braci
Trud ciężkiej pracy, lata treningu
Wszystko to po to, by stanąć na ringu
Mnóstwo wysiłku i setki wyrzeczeń
Wiosna czy zima, czy lato, czy jesień
Wiesz co Cię niesie i co płynie w żyłach
To już nie krew, to adrenalina
Gong i zaczynasz, i wybuchła wojna
Pytanie tylko, czy dotrwasz do końca? Ej.

Nieważne gdzie, nawet gdy będziesz sam
Trzymaj gardę wysoko i po prostu walcz, walcz, walcz
Nawet, gdy czujesz strach, albo już nie masz sił
Musisz dotrwać do końca, choćbyś miał tu paść na ryj. x2

Nie masz już sił, serce Ci stuka
Masz na otuchę te słowa od Z.B.U.K'a
Dla mnie to sztuka te słowa na bicie
Mówię to głośno, rap to me życie
Dla Ciebie życie to walka, treningi
Spocone sale i błyszczące ringi
Dla mnie linijki, to studio, mikrofon
Kiedy nagrywam to czuję się sobą
Nie zawsze spoko, czasem się nie chce
Albo na trening, albo na sesję
Czujesz i wiesz, że warto to robić
Po to żeś w końcu się chyba urodził
Przeciwnik schodzi, hejter odpada
Od razu nokaut, nie ma co gadać
Taka jest sprawa hardcore bez lipy
Livio the fighter talent z ulicy

Nieważne gdzie, nawet gdy będziesz sam
Trzymaj gardę wysoko i po prostu walcz, walcz, walcz
Nawet, gdy czujesz strach, albo już nie masz sił
Musisz dotrwać do końca, choćbyś miał tu paść na ryj. x4
Stary, kiedyś wstałem rano spocony jak bawół w dżungli,
Ty, powiedz Tarzanom, że mają chujowych kumpli,
Energii mało - jak w kuchni u cyganów z wioski,
Jak by tu biegało stado fanów Skłodowskiej.

Dobra, idę się wykąpię, dziś na kompie pierwsza zmiana,
Rozpinam rozporek - Ej stary, chyba nalałem na szatana.
Co Ty gadasz ziom, ej, nie przesadzaj, frustrat,
Co? Kurwa, chyba gadam do lustra.

I może bym ogarnął akcje, gdyby nie to krzesło,
Zerkające na mnie bacznie niczym te kasjerki w Tesco,
Dobra, bez sensu jest to, nie no, granice przekraczam,
Pierdolę to - serio - dzwonię do Skacza. (halo)

Oni mówią mi - Skacz, cześć, polecam tabletki
Apap to lajt, fakt, lepiej klepie Strepsils,
Jak nie wiesz co ci jest, gdy jebie ci do reszty,
To zajeb sobie LSD i połóż się na jezdni.

Ref.:
Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!

Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!

Co ja mam robić jak ta komoda chce mnie pobić? (jak to?)
Nie wierzę w Boga - no to co on tutaj robi? (fuck, no)
Nie wierzę nowym faktom i nie wierzę też tobie (ziom)
Jesteś więcej niż jeden, czy w jednej osobie? (yyy)

Nie wiem co ja tu robię, przecież miałem być w pracy
Do tego gratulacje, znów nie mam kasy na akcje - telefon,
Apropo metro - nie wiem czy ją poznajesz,
Ale to cipsko wróciło, żeby nie sprzedać mi fajek!

Chyba mi odbiło, jak wirażce w barze po świni,
I może świnię urażę w tej chwili, ale poważnie,
Mam fazę na zaprzęg do klinik, jak finisz na zawsze - kminisz?
Jak tak, to fakt, zapowiada nam porażkę.

Oni mówią mi - Skacz, cześć, nie przejmuj się tym,
Weź zapal trawkę i zajeb cztery sety,
Zamorduj dwie kobiety i powiedz - niestety,
Albo udawaj koleś i wkręcaj, że to nie Ty.

Ref.:
Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!

Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!

Miejsce - psychiatryk, akcja - korytarz.
Gościu był jak nieudana terapia Frankensteina na hobbitach,
I zapytał się mnie, nie, czy mienie me muzyka,
Ja odbijam, nie menie, nie będę w ściemę wnikał,

I tak witam się po trochu, z każdym na przypał,
W rogu typ dostaje zastrzyk, na typa z boku patrzy,
Biovital łyka, chyba chwyta go czkawka,
Drugi typ się porzygał, bo myślał, że goni go kaftan.

Ekstrema jak w Alpach, wczówka,
Typy na kroplówkach jak na lianach,
Kurwa, gdyby nie ta pielęgniarka durna,
Gdyby mnie na barana wzięła, na barana
Albert, nie teraz, cholera, spadaj - dociera?
Odpadaj, dawaj materac, rozbieraj, badaj skurwiela.

Czasami tam wpadam - siema, pokój 003.

Ref.:
Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!

Oh my Darling - chyba czeka mnie psychiatryk,
Łykanie lekarstw i stare pielęgniarki,
Urwane klamki, zawiązane kaftany,
Pokój 003 - zapraszamy!
1. A na ulicy tak się zdarzało
przechodzień krzyczy: Leży martwe ciało!
Że serce bije, nie wierzy nikt,
lecz Stefan żyje i rusza się wciąż - pomóżcie mu!
Wszyscy krzyczą razem: Stefan! Stefan! Stefan!

Stefan znów nie ma na chleb,
nie zaspokoił swych potrzeb,
Stefan znów nie ma, Stefan znów nie ma!
Pomóż mu, Panie był miał na śniadanie,

czy jakoś tak...

2. Śmierdzieć zaczęło, Syf się roznosi
Przechodnia Zgięło, wszystkich wykosił
Leżoł nocami i Leżoł za dnia
Bo to jest ballada o tym jak ciało Stefana, sie rozkładaa!
Wszyscy krzyczą razem: Stefan! Stefan! Stefan!

Stefan znów nie ma na chleb,
nie zaspokoił swych potrzeb,
Stefan nie żyje, o! i se gnije
Dziś nie ma mocnych,

Oj co za pech
Że w ten sposób zdechł...
Jeśli chcesz tam zabiorę Cię ,
W nieznany czas, w nieznany rejs
Tam gdzie nikt nie uczy się (zabiorę Cię)
Tam spotkamy się (spotkamy się) x2

Rejs szósty rok 2006 (tak, tak)
Melodia słodka, tu możesz nas spotkać
Zapraszam na pokład, zapraszam do środka
Kilka chwil takich jak teraz, relaks
Jak niedziela , statek zapierdziela
Mocne emocje wybierz te opcje
Dzisiaj sprowadzamy ludzi na manowce
Ruszamy liniowcem
Co ludzkie nie jest nam obce
Zaczynamy życie nocne
Absolutna laba, dobrze się składa
Mezo, Kasia Wilk na podkładach Tabba
Wpadaj, wpadaj, i zapomnij o wszystkim
Tylko muzyka, whisky i grono bliskich (aha, aha, tylko muzyka, whisky…)

Jeśli chcesz tam zabiorę Cię ,
W nieznany czas, w nieznany rejs
Tam gdzie nikt nie uczy się (zabiorę Cię)
Tam spotkamy się (spotkamy się)
Czuje, że przyszedł czas żeby z tymi
Co czują jak ja, oderwać się od ziemi
Wsiąść byle z tymi, którzy zawsze blisko byli mnie
I popłynąć kolejny raz
Byle teraz, byle dalej z tymi którzy płyną dalej

Rejs szósty, bit tłusty
Nasze panny wypinają biusty
Bo mają w głowach sztormy
Porzuciły styl klasztorny
W rzuciły styl wolny
Chłopaki uśmiechnięte mordy na luzaku
W rytmie rapu, koszule, łańcuchy z kwiatów
Pokażmy światu prawdziwą fiestę
Późna pora a nikt nie ma dosyć jeszcze
Pokażmy światu prawdziwy kluzing
Lajner i na pokładzie masa moich ludzi
I nie ma opcji by statek zatonął
Wiadomo, będziemy płynąć w nieskończoność
Wiadomo, będziemy płynąć w nieskończoność x3

Jeśli chcesz tam zabiorę Cię ,
W nieznany czas, w nieznany rejs
Tam gdzie nikt nie uczy się (zabiorę Cię)
Tam spotkamy się (spotkamy się)
Owal:
Przepraszam za to że słucham rapu
Za dziewczynę którą kocham
Ty możesz marzyć ja dotykać i całować
Przepraszam za to że nie ćpam
Za otwarte serce w tekstach
Za to że nie mam leksa
Przepraszam że wierze w Boga
Za to że nagrywam z 52 Owal/Emcedwa
Za to że życie to bieżnia
Przepraszam że ta muzyka modna
Jara jak pochodnia a dziwki chcą autograf
Przepraszam za pożyczone auto
Nie Mazda 323 i wydech sparco
Że nie znam tylu karków
Przepraszam że się kształcę
Że pierdole waszą jazde (echo)
Tańce narkotykowe transe
Przepraszam że zrozumieć trudno
To rap a nie gorące gówno
Że jade z tobą równo
Przepraszam za to że jestem
I że wkurwiam cie tym tekstem (echo)

Deep:
A i choćby wystawili przeciw wielką armadę
Ty się nie ugniesz nawet sam przecież dasz radę
Zazdrosnych mnóstwo gdy patrzą w lustro
Nie mogą znieść obrazu mają dość że są be wyrazu
Przepraszam że widzicie we mnie kogoś kim nie jestem
Że kłuję w oczy denerwuje każdym drobnym gestem
Z miną hardą gadacie z pogardą o Hip Hopie
Chłopie zamilcz zanim cię zakopie
Przepraszam nie chodzę na solarę nie palę
Nie robie disco i że mam dobry wyskok
Że talent dał mi Bóg że czasem zwalam z nóg
Że mimo prób wróg musiał leżeć u mych stóp
Przepraszam że jestem z Poznania
Że nie obniżam głosu
Że swe nagrania robię na swój sposób
Przepraszam że nie jestem czarny
Nie wtrącam Yo (echo) by być fajny
I nie udaję chłopaków z ferajny
Przepraszam że mówię wprost wszystkim i w głos
Nie rzadko paląc most nieustannie kuszę los
Przepraszam za wszystkie moje błędy proszę nalej
Będę bierny pójdę dalej

Hans:
Sława jest słaba bez słowa z żelaza można ją złamać
Chowasz za mało więc zdejmę twoją twarz z ołtarza
Obraża mnie ten obraz próżności
Pokaz mody a nie możliwości
Przystrojeni jak lalki kalekie kalki
Jak ci z rozkładówki sursa jak suka z Hustlera
Rapowy króliczek z pleja
Teraz robisz się na czarnego chłopaka
A on kiedy baka gada se dowcipy o Polakach
Jesteś jak taki czarnuch co prostował kłaki
A czasami jak japończyk po solarce z dredami
Jesteś sup o Mc białym murzynem
A ja zwykłym złym polskim z Urszuli synem
Siła płynie z krwią duma razem z nią
Dębiec Dębiec jestem właśnie stąd
I po co to złoto sygnety cioto
Zdejmij tą skarpetę z głowy idioto
Modnie ładnie aż spadnie szczeka w bagnie
Na dnie tam cię dopadnę chcesz to sprawdź mnie
Mamona mnie nie mami jak tych wszystkich tanich drani
Półmetrowy dla nich i dla tych co nie są z nami
52 po raz pierwszy po raz drugi nie sprzedali
I damy po kant muzykę którą gramy tak
Słowami wyciągamy prawdę z otchłani
Więc słuchaj mądrości od gości pełnych złości
Nie dość ci to pomyśl o godności
Kiedy spojrzysz w lustro i sam przeprosisz
I lepiej proś bo ktoś ci w przypływie złości
Połamie kości by przypomnieć o lojalności
52 nie pozostawia żadnych wątpliwości
I w każdego frajera mogę teraz chuja wbijać
Jak Ken i Barbie na imprezę wypadli
W ciuchy za trzy moje wypłaty poubierani, odjebani
Ken zostawił na parkingu nowe Audi
Ma już trzy tygodnie, mówisz, że jest stare
No i troche dużo pali,
W poniedziałek kupi sobie Porshe białe,
Tuningowane tak, że będzie rwało asfalt
Zobaczycie Kena w zajebistym cacku w centrum miasta
Jak kręci blachary, nie oprze się mu żadna laska
"Jazda!" w kółko będzie krzyczeć chłop z manieczek?
Nagrany na kompakt obowiązkowo musi lecieć
W aucie gdzie się wozi ziom, co mu tata wybudował
trzypiętrowy dom
Wyszukany, niedostępny jakby jakiś schron
Są na imprezie Ken i Barbie
Barbie co stawia jak Viagra,
Ken za ojca hajs się bawi.
Oszukani myślą, że są elitą
On jest zwykłym dupkiem, ona pospolita dziwką

Chłopcy wysmarowani samoopalaczem,
Banelowa subkultura pod pieprzonym krawatem
Nastoletnie kurwy wytapetowane, wycackane
Wracające na czworaka z dyskoteki nad ranem 2x

Plastikowa rura, maska na pysku, nie pyskuj
Masz tu stówę idz w pizdu Barbie
Jesteś zajebista laska, ale trochę za często ustami mlaskasz
Siedzisz chłopakom w oku
Tak jak w palcu drzazga. Racja mała
To co mówią na dzielnicy, że masz ładną
Buźkę i podszycie spódnicy
Cycki silikonowe ugniecione tak, że już opadły na podłogę
Musisz nosić specjalne staniki usztywnione
To na głowie naturalny blond, utleniony głąb
Poskręcane loki.
Poruszasz się tak pięknie tylko za szeroko Stawiasz kroki. Co ty? Jakbys
prostowała beczki Taki motyw wkręcasz na obroty
Nie rozmawiasz z normalnymi kolesiami
Całe życie z bogatymi frajerami
Na tylnym siedzeniu wożąc dupsko sportowymi samochodami
Szczyt ambicji, ty i twoje pojebane podobizny
Głupie pizdy

Chłopcy wysmarowani samoopalaczem,
Banelowa subkultura pod pieprzonym krawatem
Nastoletnie kurwy wytapetowane, wycackane
Wracające na czworaka z dyskoteki nad ranem x2
Tadek [solo]
Honor i ojczyzna czy znacie te pojęcia ?
chyba nie bo patrzycie tylko co tu jest do wzięcia,
a nie o wasze zyski powinno tutaj chodzić
a tym krajem powinni rządzić patrioci (x2)

Prawda jest jedna, a mnie łapie zaduma
o tym, że media kłamią jak jebana komuna
pomyśl ilu niewinnie w pudle siedzi złodziei
pomyśl o tych ludziach co za Polskę ginęli
zamiast uczciwych ludzi stołki bierze w chuj śmierdzieli
co za sprzedaż ojczyzny by parę złotych wzięli
wielki światowy biznes rządzi w naszym kraju
zamiast patriotów w rządzie mamy zdrajców i lokajów
mięli obniżyć podatki, a po cichu chcą je zwiększyć
inny organ wyśle szpiegów żeby miedzy ludzi węszyć
i patrze jak się prężą te śmiecie w błyskach fleszy
może kilka słów prawdy ich na chwile speszy
media są w ich rękach wiec niech dotrze to do rzeszy
gdy samotne matki płaczą władza na górze się cieszy
system to zdradziecka mafia ma psów i agentów wojsko
Tadek z firmy się martwi co będzie z tobą Polsko ?

Honor i ojczyzna czy znacie te pojęcia ?
chyba nie bo patrzycie tylko co tu jest do wzięcia
a nie o wasze zyski powinno tutaj chodzić
a tym krajem powinni rządzić patrioci (x2)

Władza trzyma z tymi co trzymają media
Gdy w połowie polskich rodzin jest zwykła tragedia
ich grube interesy schowane w medialnych bredniach
nie widzi tego wcale polska klasa średnia
rząd tłumaczy się z wszystkiego stekiem śmiesznych banałów
w miedzy czasie ktoś zawalczy o wolność dla pedałów
pod ścianą was zostawić za samą zdradę
jednak kto by miał to zrobić jak stoicie ponad prawem
z każdej kolejnej afery wyjść dacie radę
nigdy nie istniała grupa trzymająca władzę
nigdy nie było komuny, SB i WSI
okradacie swą ojczyznę czy wam kurwy nie jest wstyd ?
nie słyszycie płaczu dzieci które z głodu cicho łkają
nie słyszycie płaczu rodzin kiedy wyroki padają
Tadek z firmy od władzy czuje ziomek gruby smród
i nie rzuci nigdy ziemi skąd jest nasz polski ród

Honor i ojczyzna czy znacie te pojęcia ?
chyba nie bo patrzycie tylko co tu jest do wzięcia
a nie o wasze zyski powinno tutaj chodzić
a tym krajem powinni rządzić patrioci (x2)

Każda zagraniczna szycha może polaków obrazić
żaden z was się nie odezwie, bo boicie się narazić
mieliście zdrajcy służyć nie im tylko nam
niech rozliczą was na wejściu do piekielnych bram
w waszych sercach lewizna nie honor i ojczyzna
chociaż żaden z was do tego nigdy się nie przyzna
sprzedajecie polski biznes po cichu i po trochu
żeby była sprawiedliwość ludzie siedzą za gram prochu
a prawdziwe zło w limuzynach i pałacach
doją własny kraj bez moralnego kaca
dług polski na świecie rośnie, a dochód się kurczy
daliśmy się oszukać rozumiecie to już czy
po ich praniu mózgu wielu z was dalej błądzi
straszyli kaczorem by mógł donald nami rządzić
gdy słyszę jak kłamiecie w szkiełku wy jebane szuje
mam szczęście w nieszczęściu bo tego nie kupuje.

Honor i ojczyzna czy znacie te pojęcia ?
chyba nie bo patrzycie tylko co tu jest do wzięcia
a nie o wasze zyski powinno tutaj chodzić
a tym krajem powinni rządzić patrioci (x2)
To jest ten Towar dzieciak,Białystok Białystok

To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
Dalej podaj

Siedzi w Tobie jak dusza,na glebie zgłusza
Co Cię do tego zmusza?Miejska susza
Ziomka rap tak jak betom wsiąka wode
Już nie jesteś powodem
Nie ma ratunku
Dawka rapu,jak wpuszczenie w gre troche tunku
Uzależnia,teraz startuj to Twoja bierznia
Dzielnica,wycieka z niej muzyka jak z drzewa żywica
Jak krew z serca,jak abserca
Stuletnia bomba,z klasą merca
W obiegu bez noclegu,bez regół jak taran
z wiatrem jak tata-mara nad nami fala
Bitów,rymów,skreczy pusza w obieg - działa
Funkcje leczy,nie znam innych rzeczy
Jest to procent w krwi,bierz to
podaj dalej,przegra ten kto śpi

To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
Dalej podaj

Siema fryciarze,spuścicie nosy na kwinte
czarnuchom,rap wyrwę z korzeniami puść to sprintem
W obieg na jednej nóżce jak Kunta-Kinte
Wyrucham wez bez żalu całkiem sam jak Eweline Flinte
Niespodzianka kinder
Inter inter predium dycha
zabieram chleb dla konika na biegunach
zdechnie z głodu,nie wróci jak komuna
z drogi śledzie,jedzie Tuna
Zrobie blow
Mam ze sobą super skuna
Na bramce,rap poprzeczke rozpierdole na kanguna
Jeden zero DWA stuna
Wyrwę dzieci nawet z czołga,powróciła czarna wołga
Panie kupła cegłe,ja jestem motorolka
Flip,wybiłem trochę szyb
Teraz wciskasz kit,koniec wielkich płyt
Bloki zgniotę jak flipsy,
MC spuszczę z dynki na komiksy
Diamentowy kolczyk,zabieraj swoje klipsy
To nie rap,dla siksy spod pixy
Z Twoich 16stek to robi się remixy
Mój rym nie znają,biegnie kanio wyrzucić sofiksy

To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
Dalej podaj

To nie dla dzieci ani kobiet w ciąży jest rap
w obiegu jak lód 4 8 6
Mikrofonu test,raz dwa - Ty tego nie chcesz
Te słowa niosą bóle mocniej rozdzierają serce
Ty mi tu nie pierdol ej masz nawijkę marną
Twój strach przed czystą kartką większy niż przed kalką
Mam przestań nawijać,przestać ranić
Powinieneś wiedzieć,strzelam żeby zabić
Nigdy ramie w ramie,Ty i awantury - luzuj
W dupie Ci się popoporzewracało tchurzu
Mój rap w obiegu,teraz słuchaj mistrzu
Na codzień jesteś ten na czyjejś tylko w teledysku
Twój przydupas,nie wyprowadzaj go z błędu
on się łudzi że mnie kąsa
A,nie ma zębów szczerból
Wykręca mu dłoń,broń przykładam do skroni
Nie kozacz,powiedz popilowi to co mi mówiłeś o nim
Niezła się z was zrobiła parka chomo
Płacz spędzi jak łódź na łeb,dla kanarka zoko
Rap w obiegu,Twoje płuca znów zdechną
Każdy mój lot pe jest w krwi jak dziecko
Nie Twój język,awaryjnych wyjść,niedomówień
A do Z to co myślę,mówię
Rap w obiegu w biegu moje myśli zryte masz
Odłącz od ust dzieciak zajeb tą płytę

To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
To jest to,z pierwszego sortu towar wieeem
Chcesz nas wypróbować - dalej podaj
Dalej podaj
Nikt ode mnie nie wymaga, żebym uprawiał bragga.
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam.
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam.
A szajsu nie poskładam nawet gdybyś o to błagał.

Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło.
Umiem zjebać wszystko i na zgliszczach od początku.
Zbudować nowy dom, to kilka nowych wątków.
W muzyce być w porządku, nigdy nie zawiodłem ziomków.
Za dobry powiedziałem, dedykowane
Mym ludziom ten balet, ja się wcale nie chwalę.
Co miałem oddałem od siebie to ten szmalec.
To twórczo się wpisuje, na stałe w te kabałę.
Oto nowy joyek jak i w Sun Lloret.
Na najwyższym poziomie to rapowy gnojek powie.
Warsztat unikat. Dlaczego? nie wnikaj.
Masz syf w głośnikach, z parkietu nie znikaj.
Nie lubisz mnie, zdychaj, z tej impry się zawiń.
Lub naładuj karabin, jeśli koniecznie chcesz mnie zabić.
Ten co nie dał się zwabić w pułapkę, to mój atut.
Narobić hałasu i utrzymać gwiazdy status.
Tylu kutasów by chciało mieć to co ja.
Być jak ja, grać jak ja, żyć jak ja, ha ha!
Rychu będzie grał to nadal, journalista będzie badał.
A jak zawistniak gadał, tylko ten co mi zazdrościł.
Świat bez litości szybko, pozbawił mnie złudzeń.
Wybrać cierpienie czy nudę? Proste, że to pierwsze.
Operuję wierszem, tego tracku nie spieprzę.
Masz tu człowieku całkiem hardcore'ową wersję.

Nikt ode mnie nie wymaga, żebym uprawiał bragga.
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam.
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam.
A szajsu nie poskładam nawet, gdybyś o to błagał.

Ten pot, te łzy, ta krew, ta jedna miłość.
Oto z mic'em zażyłość, co odbiera mi zmysły.
Wizerunek artysty, to człowiek z krwi i kości.
Przy mic'u nie pości, w gronie znakomitości.
Jak ten przyblokowy chwast na pełnym oficjalu.
Jak ten zadymiarski chlast na toksycznym nielegalu.
Prowadzę się powoli, a niektórych bardzo boli.
Fakt, że sobie radzę i co na to poradzę?
Środkowy palec raczej, tak czy inaczej.
Jestem w grze i zaznaczę - nigdzie się nie wybieram.
Przy mic'u, adapterach, to Rycha gadka szczera.
Ryja wydzieram, aż po zapalenie krtani.
Potrafię ranić i sprawić, że się spalisz.
Z nami zabawisz, odlecisz, nie dać się zabić.
Mistrzowskie życie, jestem jego projektantem.
Nie będę palantem, który nie ma planów marzeń.
Jak moje tatuaże, kolejny w życiu przełom
Odnotuję to, jak na skórze nowe dzieło.
A ty będziesz się przyglądał, jak milczący świadek w cieniu.
Wyjdź naprzeciw zdarzeniom, na światło dzienne tlenu.
Tańcz, miej się, kasuj zawczasu, pierdol brednie.
Czy bardzo dobry rap, ma oznaczać życie biedne?
Gdzie tak napisano, że za rap nie płacą siano?
Ważne by utrzymać wymarzoną posiadłość.
Chcesz ogłosić upadłość? Proszę bardzo, beze mnie.
Jeszcze raz ci powtórzyć? Powtarzam - pierdol brednie.
Wracaj pod trzepak, tam na ciebie nikt nie czeka.
Prócz nieudacznika, zabij w sobie człowieka.
A ja tak nie chcę, nie zwlekam żyć na stówę.
Apetyt mam wilczy na życie, uwierz.

Nikt ode mnie nie wymaga, żebym uprawiał bragga.
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam.
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam.
A szajsu nie poskładam nawet, gdybyś o to błagał.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo