Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[VNM]
Oh, z papierosa dym szarobury,
majaczy w świetle lampy obok klawiatury
plączą się, wyginają wypłowiałe chmury,
chcą mi coś powiedzieć ale nie wiem co, kalambury
Ta, na starym M3, znam to dobrze,
powiedziałabyś mi, żebym stał przy oknie
kiedy palę, inaczej dym nas tu połknie,
chyba że obojgu było tak nam wygodniej.
Ta, ale w M2 dzisiaj trzeźwieje,
pamiętam UK i teraz wcale nie mniej chleje,
śmieszne to nie, nie jest
i bezceremonialnie przez wiele miesięcy się nie śmieję,
Oh, sama mieszkasz gdzie indziej już,
prędzej czy później wszystko przykryje kurz
Zostawiłaś u mnie spinkę do włosów,
patrzę na nią i wypuszczam dym z papierosów, ta

[Ref: Marysia Starosta]
Kiedy wypuszczam z papierosa dym
chcę poczuć to znów,
Bo nie wiem gdzie teraz jesteś Ty,
a chciałbym chyba byś była tu.

[VNM]
Oh, słodka jak cukierki Wedla,
wieszałaś mi się na szyi pytałaś czemu nie dla
Ciebie piszę teksty, a dziś gdy lepię ten
dla Ciebie na szyi mi wisi tylko kolejny Deadline,
Ta, albo dupy których nie znam,
których imion jak skruchy nie pamiętam,
przez to że gonię po miejscach
kiedy normalnie to mnie nie wkręca,
ale znowu sie najebałem,
Ta, cały VN M znowu fajki palę
ten śnieg, weź tego, daj mi, nalej
dalej samokontroli lub brak mi stale,
jak wtedy kiedy widzimy się nagle, walę to wszystko,
połączenie naszej chemii chore
widzę nas przed telewizorem i wóde i cole
a sam siedzę, tu, przed monitorem,
znów papierosa biorę w dłonie, płonie.

[Ref: Marysia Starosta]
Kiedy wypuszczam z papierosa dym
chcę poczuć to znów,
Bo nie wiem gdzie teraz jesteś Ty,
a chciałbym chyba byś była tu.

[VNM]
Oh, zaatakowała szyby ciemność
chciało nam sie zapalić ale nie wyjść na zewnątrz
zimno, noc osiedle przykryła ledwo
paliliśmy go przy oknie jakby znowu była ze mną,
ta, obserwowałem metropolie
nie myślałem że mnie tak to ścierwo pojmie
niespokojnie zerkałem na Ciebie
i chciałem wierzyć że z tego o czym myślisz część jest o mnie,
ta, i nie oceniaj nas to nie liczy się
to niesprawiedliwe tą opaskę Temidy weź,
zapomnij bo Twoja twarz rumieni się też
pięknie jak widzę na niej blask i nie widzę łez,
ta, nawet jak nikt nie zrozumie nas,
Co z tego? Żaden z nas nie musi grać,
W M2 wyłączam lampe nim wstanie rosa
idę do okna i zapalam papierosa, ta.

[Ref: Marysia Starosta]
Kiedy wypuszczam z papierosa dym
chcę poczuć to znów,
Bo nie wiem gdzie teraz jesteś Ty,
a chciałbym chyba byś była tu.
Nikt ode mnie nie wymaga, żebym uprawiał bragga.
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam.
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam.
A szajsu nie poskładam nawet gdybyś o to błagał.

Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło.
Umiem zjebać wszystko i na zgliszczach od początku.
Zbudować nowy dom, to kilka nowych wątków.
W muzyce być w porządku, nigdy nie zawiodłem ziomków.
Za dobry powiedziałem, dedykowane
Mym ludziom ten balet, ja się wcale nie chwalę.
Co miałem oddałem od siebie to ten szmalec.
To twórczo się wpisuje, na stałe w te kabałę.
Oto nowy joyek jak i w Sun Lloret.
Na najwyższym poziomie to rapowy gnojek powie.
Warsztat unikat. Dlaczego? nie wnikaj.
Masz syf w głośnikach, z parkietu nie znikaj.
Nie lubisz mnie, zdychaj, z tej impry się zawiń.
Lub naładuj karabin, jeśli koniecznie chcesz mnie zabić.
Ten co nie dał się zwabić w pułapkę, to mój atut.
Narobić hałasu i utrzymać gwiazdy status.
Tylu kutasów by chciało mieć to co ja.
Być jak ja, grać jak ja, żyć jak ja, ha ha!
Rychu będzie grał to nadal, journalista będzie badał.
A jak zawistniak gadał, tylko ten co mi zazdrościł.
Świat bez litości szybko, pozbawił mnie złudzeń.
Wybrać cierpienie czy nudę? Proste, że to pierwsze.
Operuję wierszem, tego tracku nie spieprzę.
Masz tu człowieku całkiem hardcore'ową wersję.

Nikt ode mnie nie wymaga, żebym uprawiał bragga.
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam.
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam.
A szajsu nie poskładam nawet, gdybyś o to błagał.

Ten pot, te łzy, ta krew, ta jedna miłość.
Oto z mic'em zażyłość, co odbiera mi zmysły.
Wizerunek artysty, to człowiek z krwi i kości.
Przy mic'u nie pości, w gronie znakomitości.
Jak ten przyblokowy chwast na pełnym oficjalu.
Jak ten zadymiarski chlast na toksycznym nielegalu.
Prowadzę się powoli, a niektórych bardzo boli.
Fakt, że sobie radzę i co na to poradzę?
Środkowy palec raczej, tak czy inaczej.
Jestem w grze i zaznaczę - nigdzie się nie wybieram.
Przy mic'u, adapterach, to Rycha gadka szczera.
Ryja wydzieram, aż po zapalenie krtani.
Potrafię ranić i sprawić, że się spalisz.
Z nami zabawisz, odlecisz, nie dać się zabić.
Mistrzowskie życie, jestem jego projektantem.
Nie będę palantem, który nie ma planów marzeń.
Jak moje tatuaże, kolejny w życiu przełom
Odnotuję to, jak na skórze nowe dzieło.
A ty będziesz się przyglądał, jak milczący świadek w cieniu.
Wyjdź naprzeciw zdarzeniom, na światło dzienne tlenu.
Tańcz, miej się, kasuj zawczasu, pierdol brednie.
Czy bardzo dobry rap, ma oznaczać życie biedne?
Gdzie tak napisano, że za rap nie płacą siano?
Ważne by utrzymać wymarzoną posiadłość.
Chcesz ogłosić upadłość? Proszę bardzo, beze mnie.
Jeszcze raz ci powtórzyć? Powtarzam - pierdol brednie.
Wracaj pod trzepak, tam na ciebie nikt nie czeka.
Prócz nieudacznika, zabij w sobie człowieka.
A ja tak nie chcę, nie zwlekam żyć na stówę.
Apetyt mam wilczy na życie, uwierz.

Nikt ode mnie nie wymaga, żebym uprawiał bragga.
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam.
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam.
A szajsu nie poskładam nawet, gdybyś o to błagał.
Ref. x2
Chłopak, nie łam się
Bo wszystko może być ukryte właśnie w tej jednej szansie
Więc żyć pełnią życia, albo na dystansie
Młody jestem, szarość życia tłamszę

1.
Czekam na swoją szansę
A życie różnie się układa tak jak karty w pasjansie
Dlatego na baczności mam się
Młody jestem, szarość życia tłamszę
Rozkminiam co jest prawdą a co fałszem
Intuicja prowadzi, radzi z czego mam korzystać
Kiedy sobie odpuścić, ryzykiem nie zawsze zyskam
Po prostu racjonalista, wiem kto jest ile dla mnie wart
Życie zapierdala szybciej niż hart
Mogę mówić, że mam fart, rodzinę swoją, niezły start
Nie dla wszystkich niestety sprzyjający układ kart
Chłopak, nie łam się
Bo wszystko może być ukryte właśnie w tej jednej szansie
Całe życie na dystansie
Od bogactwa i luksusu na ujemnym bilansie
Trwając w prawdzie, a nie w kłamstwie sam kowalem swego losu
Staram się jak mogę by unikać kłopotów
By w końcu dojść do głosu, udowodnić wartość Feno (Tak!)
Wierze w chłopaków, bo może oni świat zmienią na lepsze
Cel to wykorzystać szanse, resztę pieprzę
Iść do przodu, lecz w podziemiu tak jak w metrze
Gdy sukcesy wietrzę, a będę trwał przy swoim
Nie jeden chłopak żyje i w cierpliwość się zbroi
Potrzebny chwyt jak w troi i życiowy fortel
Wykorzystać szansę i osiągnąć swój cel
Wykorzystać szansę i osiągnąć swój cel

Ref.
Chłopak, nie łam się
Bo wszystko może być ukryte właśnie w tej jednej szansie
Więc żyć pełnią życia, albo na dystansie
Młody jestem, szarość życia tłamszę

2.
Ciągle ciężko z pieniądzem, tak to życie się toczy
To wielki problem, spójrz prawdzie w oczy
Widzisz, nie da się go przeskoczyć
Co pozostaje z dachu bloku skoczyć (Nie!)
Kto się poddaje ten przegrywa
Dlatego łapię każdą szansę
Żeby całe życie nie zapierdalać dyliżansem
Każdy krok do przodu jest dla mnie awansem
Na typów z pod monopolu patrzę z dystansem
Czerwonoskórzy, którzy nie mają przyszłości
Póki mam możliwości to się łapię
Kiedy tylko jest opcja hajsu się nachapię
Żeby mieć go w ręku trzeba głową pokręcić
Bo na szóstę w lotka do usranej śmierci można czekać
Kto tak robi żal mi tego człowieka
I choć czas ciągle ucieka to Stefci nie zwleka
A dla tych, którzy myślą tak samo jak ja piona epeka

Ref.
Chłopak, nie łam się
Bo wszystko może być ukryte właśnie w tej jednej szansie
Więc żyć pełnią życia, albo na dystansie
Młody jestem, szarość życia tłamszę

3.
Słyszysz, to fenomenowy numer w miasto śle
Mam dosyć gadania, że i tak nie jest źle
Bo wiem, że mogę wszystko na lepsze zmienić
I wiem, że są ludzie co potrafią to docenić
Doświadczeniem z nimi chcę się podzielić
Co dzień z zajebistą sztuką tarzać się w pościeli
Nie którzy już pojęli, że życie stwarza szanse
Więc żyć pełnią życia albo na dystansie
Podejmowania decyzji bez przemyślenia
Czasem są przeliczenia, to banda życia znana tej
Ale tak żyje od małolata, moje miejsce to cień tego świata
Nie którzy mają mnie za wariata
Ale nie opadła krata, mam szansę, chcę ją wykorzystać
Bo wiem, że mogę zyskać i mogę też stracić
Ale chyba warto w doświadczenie się wzbogacić
Zarabiają tylko kumaci lub przewidują ruchy
Gówno prawda, życie sieka z partyzanta tak jak duchy
Jesteś głuchy jeśli o tym nie słyszałeś
O czym myślałeś ?
Kiedy szansę miałeś na to żeby uchronić się przed aluminiową kratą
Brązowa, zawaliłeś swoje życie
Teraz będzie tylko gorzej, a ty toniesz w zachwycie
Nie słyszałeś podziękowań, to usłyszysz je na płycie
Bo jestem sobą, nie ważne co o mnie myślicie
Za swoją rodzinę oddał bym swoje życie
A ten kawałek dedykuje jak to komu micie

Ref.
Chłopak, nie łam się
Bo wszystko może być ukryte właśnie w tej jednej szansie
Więc żyć pełnią życia, albo na dystansie
Młody jestem, szarość życia tłamszę
Biegne do Ciebie deszczem co,
Moczy włosy tym co przeklinają noc.
Kulko, kulko droga ma,
szczypto cukru co sie klei dna.

Ja biegne,
Do Ciebie,
Z deszczem w butach.

Mój głos odbija sie od pustych ścian,
A to jest miejsce gdzie zasypiam sam.
W łóżku wielkim jak supermarkety.
Biegne
Do Ciebie
Z Deszczem
W Butach

Błagam na kolanach wpuść mnie wpuść,
Do jezyka,
Do roztwartych ust.
Wpuść mnie... na wieki...
Pod powieki Twoje...
Zamiast internetu,
Zamiast telewizji,
Pod powieki twoje.

Biegne...
Do Ciebie...
Z deszczem
W Butach
Jak być człowiekiem w czasach mas medii kłamstew?
gdy TV swym doradztwem psuje kolorów pastel
masz papkę pop plus Warkę Strong
utarte to stop, pass fosfor i gdzie reklama
gdzie portugalski banan - to cel przesłania
rzecz wyimaginowania rzeczywistych impulsów
komercyjnego kunsztu, okazywania kultur
jak być człowiekiem?
gdy w przedziale 5-10
rządzi, seks, rock'n'roll
jak Red Hot Chili Peper
ŁDZ, kod styli w eter pcha się
płynie rap tam gdzie da się
tak jak DJ Maciek
etap po etapie
tu rządzi szkoła, papier
chyba że się nie załapiesz
co o niczym nie świadczy
świat podliczy pułapki
kto mądrzejszy okaże się jak będziemy starsi
to nie pieprzone „Wybacz mi”
jestem świadomy następstw
jak alley-oop i Basket
tak Pan Bóg i ja gdzieś w otchłani rozmów
odbywamy swoją ostatnią podróż
gdyż wiem że ten gość będąc zwykłą materią
kiedyś zrozumie że to wszystko dzieje się na serio

Jak być człowiekiem to nie strzał w totolotku
pieniądze to potwór dla nieświadomych kosztów
tego jak być człowiekiem nie kupisz w aptece
w tym nie pomoże lolek ani zimny Heineken

Jak być człowiekiem to nie strzał w totolotku
pieniądze to potwór dla nieświadomych kosztów
tego jak być człowiekiem nie kupisz w aptece
w tym nie pomoże lolek ani zimny Heineken

Komórka Sony a w niej pierdolone wrony
o tym co i jak gdzie dymią w mesach jak komin
by ich szlag dobił nie mówię o znajomych
tylko o tych co przed koncertem zwykli tylko dzwonić
składając ofertę na listę zaproszonych
szukając w człowieczeństwie praw, już zatraconych spraw
tu dla łakomych multum
to klasyk jak Trilok Kurtu
dla fanów Fruitloops’ów
jak być człowiekiem
jakim człowiekiem jestem
odczuwam tą presje
gdy w nocy nie śpię
uwięziony na krześle
słowo za słowem kreślę
jak życie ma pretensje czasem klęczę
dłonie złożone w amen
nie jestem McManaman'em
częściej popełniam błędy
częściej ręce plamię
przepraszam, mi wybacz
tylko się staram nie obrywać
jak być człowiekiem
alternatywa dziurawa jak sweter
tak los z dumą telepie
tak los z dumą telepie, (aha)
tak los z dumą telepie...
Aha, pokój dla wszystkich prawdziwych

Jak być człowiekiem to nie strzał w totolotku
pieniądze to potwór dla nieświadomych kosztów
tego jak być człowiekiem nie kupisz w aptece
w tym nie pomoże lolek ani zimny Heineken

Jak być człowiekiem to nie strzał w totolotku
pieniądze to potwór dla nieświadomych kosztów
tego jak być człowiekiem nie kupisz w aptece
w tym nie pomoże lolek ani zimny Heineken

Coś kraj ten szpetny
sępów setki więc nakładem niewielkim
nawijam jak Dell i Dj G, wiesz
jak Gustawson w rozrywce katastrof
wódzia, sok, tabasko
nie ufaj promocyjnym kapslom
reklamowym klapsom
gdzie gwiazdor to lapsior
co całe życie marszcząc wydrę
zagrał w filmie o tamponach, pizdę
dobrze myślę? - coś tu nie tak
normalność tkwi w płytotekach
istny syf jak PKP
nie tak źle jest
bywało gorzej
Wie ten, co nosił pseudo-zagraniczną odzież
będąc realistą w modzie zobaczysz
jak wspak telezarys - to koniec
i jego odczuwalną bliskość w maratonie
to nie zaszczyt być turystą amatorem
wybitnie nie jeden cham śledził
ziemi nie ni stąd ni zowąd
lojalnością wyższą niż owoc
naukowych mistrzostw - słowo
jak być człowiekiem - czas sekundy liczy
cel to być sobą i nie zostać z niczym

Dokładnie, pozdrowienia dla wszystkich tych
co chcą pracować nad własnym życiem, dla
wszystkich tych co uważają się za ludzi,
pokój, jedna miłość...
Nie wiem ile jeszcze czasu mam, ale wiem jedno na bank
damy z siebie wszystko choćbyśmy mieli napaść na bank
to nie ta gra, ale plan jest prawie takie sam,
zamiast kul mamy rap żaden z nas nie idzie sam
trzymamy razem jak kompania braci man
kiedy wchodzimy do klubu to tynk leci ze ścian
na polską scenę mamy w planie wnieść parę zmian
po koncercie będziesz musiał wsadzać głowę pod kran
Bo ta moc zmienia jasny dzień w ciemną noc
To coś więcej niż czołgi rakiety bomby czy glok
to wosk bity jak cios w nos człowieku sprawdź to!
To antidotum jest na wszelkie zło!

Wyobraź sobie, ta moc to antidotum na wszelkie zło
siła co uderza w Ciebie ze wszystkich stron
więc oddaj broń, podaj swą dłoń, przekazuj pokój
Wyobraź sobie, ta moc to antidotum na wszelkie zło
siła co uderza w Ciebie ze wszystkich stron
więc oddaj broń, podaj swą dłoń, przekazuj pokój

To nie klamka w mojej dłoni,
to siła mocniejsza niż rozpędzone stado słoni
To bass ten, mocny bit i sample
to tak jak manifest po wolność i prawdę
Hej mam to gdzieś co o nas piszą
Jesteśmy odporni na wstrząsy bardziej niż ???
Nie obchodzi nas ten plastikowy świat i moda
pamiętaj to Twój dzień i Twoja woda
My wolimy bity mocne jak dynamit
które swą siłą rażenia są w stanie skruszyć granit
(ooo) rozstępują się oceany
tu niema podziałów, tu niema granic!

Wyobraź sobie, ta moc to antidotum na wszelkie zło
siła co uderza w Ciebie ze wszystkich stron
więc oddaj broń, podaj swą dłoń, przekazuj pokój
Wyobraź sobie, ta moc to antidotum na wszelkie zło
siła co uderza w Ciebie ze wszystkich stron
więc oddaj broń, podaj swą dłoń, przekazuj pokój

Po-po-po po raz enty powiem Ci bracie
że ta muzyka to ten typ po którym będziesz miał obszczane gacie
(no raczej) że z radości nie ze strachu
dajemy Tobie niepodważalne słowo Parchów!
A-a-a akurat masz i przed sobą wprost taka kultura!
cofnij mieszankę wybuchową nie ważna postura,
gdy nie robi masakry gotuje się w żyłach krew, ura!
porywa duszę i ciało do tańca jak liście wichura
nadajemy do majka nie do różańca i hula,
cały świat z nami, a gula,
maja niektórzy bo wkładamy w to całe serce, a oni chuja
dlatego chujnie robią, a to porażkę wróży im
bura mają bo w nich miłości brak i jak kura
tylko gdakają gda, gda, gda!
Ojej-ojej, lament, wprowadza Cie w zamęt
zarażony tym chamem ale na pewno nie na amen
Oj nie bój nic, antidotum na scenie mamy
Właśnie jest Ci podawane, spójrz na membranę

Misja zakończona, wirus pokonany!!

Wyobraź sobie, ta moc to antidotum na wszelkie zło
siła co uderza w Ciebie ze wszystkich stron
więc oddaj broń, podaj swą dłoń, przekazuj pokój
Wyobraź sobie, ta moc to antidotum na wszelkie zło
siła co uderza w Ciebie ze wszystkich stron
więc oddaj broń, podaj swą dłoń, przekazuj pokój

[Wszystkie Parchy z Rybnika wiedzą jak się robi to!
Parchy z Opola wiedzą jak się robi to!
Wszyscy pozytywni ludzie w całej Polsce robią to!
Bo my mamy antidotum na wszelskie zło!]
Parchy z Opola wiedzą jak się robi to!
Parchy z Rybnika wiedzą jak się robi to!
Z Mikołowa, Tychów, Gliwic wiedzą jak się robi to,
bo mamy antidotum na wszelkie zło!
Więc nie pytaj już gdzie! (bo tutaj, to tutaj)
Nastaw uszy, skup się i posłuchaj, posłuchaj
Więc nie pytaj już gdzie! (tutaj, to tutaj)
Nastaw uszy swe! skup się i posłuchaj, posłuchaj.
Ref.:
Szczęście, świat bez trzęsień ziemi,
Ciężej jest gdy częściej zmienia się,
Ziemia kręci się - dynamizm
Wczoraj nie byliśmy tacy sami

[Pan Duże P]
To niekiedy chwyta mnie za kark, gdy zasypiam
Sen taki, że aż przechodzą ciarki zazwyczaj
W niewielkim biurze zakopany w kartki obliczam
Jak długo jeszcze pozostanę martwy za życia
Zamykam wieko takiej egzystencji trumny
Rodzice nie mają pretensji, są ze mnie dumni,
Że tłumy durnych natchnień uśnie na zawsze
Praca co dzień od ósmej do osiemnastej
Głaszczę klientów tego, chodzę na rzęsach gdy
Sprzedaję smutek pod przykrywką szczęścia
Pensja wystarcza mi by szastać forsą
Podziwiać mojego miasta gwiazd aktorstwo
Gdy amatorsko grają rano mą ukochaną
Zanim oboje wyruszymy w życia amok
Słuchaj, pomarnowano już za wiele dusz, tak (joł)
Taka harmonia to pustka

Ref.:
Szczęście, świat bez trzęsień ziemi,
Ciężej jest gdy częściej zmienia się,
Ziemia kręci się - dynamizm
Wczoraj nie byliśmy tacy sami

[Pan Duże P]
Czuję jak z każdym dniem się zaciera
Granica między tym snem a "tu i teraz"
Kariera coś jak głodny, chłodny strumień
Zabiera Cię na Twoje miejsce w modnym tłumie
Musisz zrozumieć nie obrażam się na kasę
Ani sukces, oby to i to przyszło z czasem,
Ale nasze normy chcą by iść po ścieżce
Rodem złych obaw, a tego nie chcę

[Mezo]
Wyszedłem z lochu aby obalić dogmat,
Wszedłem do jednej z komnat, była ogromna
Reakcja obronna - chciałem uciec,
Otoczyli mnie zewsząd nieznani mi ludzie
Nie rozumiałem ich, przemawiali w innym czasie,
W innym wymiarze, gdzie nie sięgał mój zasięg
Zrozumiem ich za kilka lat może,
Może nigdy, nie rozwikłam tej enigmy

Ref.:
Szczęście, świat bez trzęsień ziemi,
Ciężej jest gdy częściej zmienia się,
Ziemia kręci się - dynamizm
Wczoraj nie byliśmy tacy sami

[Mezo]
Zatrzymaj się proszę, nie pędź tak,
Ledwo na nogach się trzymam, a ten szlak
Jest tak nieskończenie długi, nieskończenie ciężki,
Ścieżki wiją się tu w nieskończoność
Nie wytrzymam, nie dotrzymam kroku boskim krokom,
Połóżmy się, dajmy odpocząć naszym oczom
Złapmy chwilę, w której nic nas nie trapi,
Uchwyćmy ten moment jak na fotografii
Tam wszystko stoi, nic mnie nie niepokoi,
Tam jestem opanowany jak stoik
Harmonia, która ukoi, zniszczy nieład
Piękna jak słońce na tle zachodzącego nieba
Chciałbym żeby to wszystko wyglądało prościej,
Czarno-biało, a tu odkrywam kolejny odcień
Obłęd, starej prawdy obrzęk i pogrzeb,
Obrzęd wynikający z naszych potrzeb
Często tracę pewność, gdy zmieniam częstotliwość,
Stagnacja, ewolucja, rewolucja,
Życia żywioł, wczoraj nie byliśmy tacy sami,
Zmiana, powalona ściana naszych granic

Ref.:
Szczęście, świat bez trzęsień ziemi,
Ciężej jest gdy częściej zmienia się,
Ziemia kręci się - dynamizm
Wczoraj nie byliśmy tacy sami
ref.
Łyk, łyk ginu, lodu i cin cinu
Buch, buch dymu, skurwysynu
Od Ka do Gie, PDG stylu... PDG stylu... PDG stylu... Synu x2

Piję Finlandię
Reprezentuję Pyrlandię
Wjeżdżam na imprezę, to jest fajnie
Patrzcie na mnie
Pytasz mnie o jointy?
Wiesz, że mam je
Ciągle turlam je
I mam ich tyle, że je trzymam w wannie
Nie mów nic swojej pannie
Bo się posika
Trzęsiesz się jak osika
Gdy rap w głośnikach
Ding-dong
Otwórz drzwi dla hydraulika
Wchodzę, naprawiam, znikam

ref.
Łyk, łyk ginu, lodu i cin cinu
Buch, buch dymu, skurwysynu
Od Ka do Gie, PDG stylu... PDG stylu... PDG stylu... Synu x2

Mówi swój chłopak -
Gural - Mistrz poruty
Daj mi czteropak
Opróżnię go w 4 minuty
Mam więcej żaru niż Huty
Zgarniam wojenne łupy
Na 4 nogi kuty
Mam te korzenne ?nuty?
Bujam kluby i hale, gdy robię balet
Jak idę
Jak Korzeniowski zgarniam medale
Może się chwalę, ale...
Mam rymów pęki
Jak byłem w Norwegii
Fiordy jadły mi z ręki
Nie jestem miękki
Lubią ten rap panienki
Te tłuste dźwięki
Tnę jak Edward Nożycoręki
I jak białoręki Gibon gibam się
Mówi Gural z PDG
To już wiesz

ref.
Łyk, łyk ginu, lodu i cin cinu
Buch, buch dymu, skurwysynu
Od Ka do Gie, PDG stylu... PDG stylu... PDG stylu... Synu x2
To gdzie się rodzisz dzieciaku nie wybierasz
Urodziłeś się w rodzinie która swoich pożera ?
Czas nie przysypie tego pyłem zapomnienia
To o skradzionych pięknych chwilach i wspomnieniach
W życiu brak miejsca osobistym sentymentom
Wszystko trzeba traktować z rezerwą
Jest jednak kilka momentów gdy zabija ci dusze
Odczuwasz je jak żadne na własnej skórze
To wtedy kiedy hajs jest dla bliskich jak rzecz świeta
Gdy z rodziną wychodzisz najlepiej tylko na zdjęciach
Kiedy ktoś komu ufasz skrupułów nie ma
Jedna ręką daje nic drugą bezcenne odbiera
Nie jesteś pewny tego przypuszczasz a czas leci
W końcu rzeczywistość wychodzi ci naprzeciw
Spoglądasz na ich dłonie a na nich plamy
Pieniądze nie śmierdzą odór gromadzi sie nas samych

Czasem zbieg zdarzeń jest zbyt szybki
Nie widzisz jak ktoś bliski
Zabija cię dla cyfry
Nikt nie powiedział że w życiu będzie lekko
Ale na ziemi ocierać się o piekło x2

Operacje plastyczne nie zmienią niczyjej metryki
Tak jak rykoszety nie złamią praw balistyki
Mimo że to świat w którym szczerość więdnie
Prawda jest najcenniejsza używa się jej oszczędnie
Ci co są najzdrowsi najgłośniej jęczą
Ale niweżłopy mówią że ich ręce leczą
Jego rozpoznać bo te chwile nadal żywe są
Żaden sen nie zakrył tego obrazu mgłą
Pamiętasz wychowywali cię jego rodzice
Pytałeś się gdzie jest wyjechał za granice
Normalka
W domu gdzie się nigdy nie przelewało
Pieniędzy łatwą ręką nie wyrzucało
Gdzie każdy dzień to od życia musztra
A miłość mimo tego i tak nie wyprana z uczucia
Zamykasz oczy wszystko sobie przypominasz
Nie pomoże ci morfeusz tylko morfina
Płacz i łzy jego mamy
Każdy grosz oszczędzany odkładany
Babciu dla kogo są te z jedzeniem paczki
Czemu listonosz przynosi złe listy do naszej klatki
Czemu czemu jeszcze raz czemu
Mineło kilka lat pare jej wylewów
Pukanie do drzwi powrót do życia z celi
Jego przeszłość dla rodziny tłem
Nieposzlakowana biel

Dla pieniędzy chcesz zabić dla pieniędzy chcesz zabić

Każdemu musi być dana druga szansa to oczywiste
Wkrótce splot wydarzeń obalił prawdy wieczyste
Idziesz do niego skąpany w deszczu
Przed drzwami czujesz aure zła w powietrzu
Pierwsze kroki pod butami pękają krwiszcze
By w biele prześcieradła owinięty leży kona
Oczom nie wierzysz twarz splamiona szkarłatem
Agonia drżące ręce spojrzenie martwe
Ulatuje jak para z zimnych ust
Przeżyje da rade wyczuwalny puls
Telefon karetka on prosi o papierosa
W myślach modli się żeby między wami pozostał
Wylizał się sądziłeś wszystko będzie dobrze
Nie każdy to wytrzymał wkrótce pierwszy pogrzeb
Kochasz go nadal ale miłość się spacza
Od niego pierwszego słyszysz że przestępstwo popłaca
Nienawidzi tych od których ma wsparcie pomoc
W ciągłej pogardzie nie jedna z awanturą noc
Brzemię można nosić gdy na ciebie spada
Ale nie można znieść tego gdy najbliższych się okrada
To gorsze niż zdrada wstyd z czasem nie przejdzie
Zasypiając tego problemu się nie pozbędziesz
Z bliska to zobaczyłeś było ponad twoją siłę
Stratę ból brud życia jednym haustem spiłeś

Czasem zbieg zdarzeń jest zbyt szybki
Nie widzisz jak ktoś bliski
Zabija cię dla cyfry
Nikt nie powiedział że w życiu będzie lekko
Ale na ziemi ocierać się o piekło x2

Wiesz że tak myśleć to ciężki grzech
Wyprułby żyły by nie płynęła w nich ta sama krew
Nie możesz oddychać tym samym co on powietrzem
Krzywdy nie pójdą w zapomnienie będą wieczne
Póki bije serce nic tego nie zmieni
Nie wyprzesz się korzeni nie usuniesz skazy
Jednego jesteś pewien nie musisz o tym marzyć
Ta historia po raz kolejny się nie wydarzy
Rok 2002 minął czasu szmat
Łzy pozostawiły po sobie słony ślad
Skurwysyn nabity przez los na życia pal
Czy ci go żal [nie] bo się nadział za szmal
Chodzą są słuchy że poważnie się stoczył
Wczoraj trzymał się ciebie jak cień
Więc mówić nie ma o czym
Pamiętasz jak wiatr biednym wieje w oczy
A takich jak ona ziemia nie zabiera
Nosi

Czasem zbieg zdarzeń jest zbyt szybki
Nie widzisz jak ktoś bliski
Zabija cię dla cyfry
Nikt nie powiedział że w życiu będzie lekko
Ale na ziemi ocierać się o piekło x2
1.W przeciwieństwie do syfu zakompleksionych raperów
Wjeżdżam pewnie na bit i płynę po nim bez problemu
Stoję sam na brzegu morza rapowego ścierwa
Robię czystki jak ostatnia zdrowa nerka
Jestem z osiedla, czystej krwi reprezentant
Zasady tego miejsca mam wpisane w genach
Więc nie mów o korzeniach, bo jestem jednym z nich
Nawadniam je słowami jak pierdolony Nil
Plan wykonany, zapewniam ciągłość rodu
Oddany bezgranicznie do samego grobu
Uważaj na ruchy, bo życie ludzi zmienia
Mogę być niebezpieczny w sytuacjach zagrożenia
Bo moja rodzina numer jeden ponad wszystko
A czarne serca ja eliminuję szybko
Stałeś się jednym z nich, przykro, że tak wyszło
Rozliczaj swoje gówno, ja z nadzieją patrzę w przyszłość

Ref; Dobrych ludzi w moim życiu mniej z każdym dniem
Czarnym sercom na mej drodze odcinam tlen
Jedna miłość leży w gruzach, tak, to pewne
Kiedy spytasz czy pamiętam cię, odpowiem "nie"
Dobrych ludzi w moim życiu mniej z każdym dniem
Czarnym sercom na mej drodze odcinam tlen
Jedna miłość leży w gruzach, tak, to pewne
Kiedy spytasz czy pamiętam cię, odpowiem "nie"

2.Niezmiennie do pewnych spraw podchodzę jednakowo
Dzisiaj mogę powiedzieć, że sytuację mam klarowną
Wiem kto jest ze mną, a który stoi obok
I trzyma kciuki żebym gdzieś się kurwa potknął
To nie jest tak, że nie rozumiem twych poczynań
Pewnie, można się wkurwić, gdy całe życie przegrywasz
Ja nie życzę tobie źle, nie życzę dobrze
Dzisiaj znaczysz dla mnie tyle co wczoraj spłukany klocek
Zmieniłem podejście, zmienili je ludzie
Niektóre zachowania wywołują we mnie furię
Nie jestem durniem i w porę wyhamuję
A ty nie sprawdzaj tego kiedy nerwy wyładuję

Ref; Dobrych ludzi w moim życiu mniej z każdym dniem
Czarnym sercom na mej drodze odcinam tlen
Jedna miłość leży w gruzach, tak, to pewne
Kiedy spytasz czy pamiętam cię, odpowiem "nie"
Dobrych ludzi w moim życiu mniej z każdym dniem
Czarnym sercom na mej drodze odcinam tlen
Jedna miłość leży w gruzach, tak, to pewne
Kiedy spytasz czy pamiętam cię, odpowiem "nie"

3.Jeśli nie ma o czym gadać, to nie szukam tematu
Szczerze bez uśmiechu i bez pucy chłopaku
Może przypadkiem gdzieś kiedyś pogadamy
Mam numer do ciebie wpisany jako nieznany
I wyprzedzę twoje myśli, nie wpadam w paranoję
Piszę to na luzie i psychicznie mocno stoję
Odrzucam egoistów i przyjaźnie dla korzyści
Życie to nie biznes, a koledzy to nie dziwki

To czarne serca, które żyją wśród nas
Czerpią przyjemność z tego, że robią kwas
Wychodzę im naprzeciw nie dając szans
To czarne serca, które żyją wśród nas

Ref; Dobrych ludzi w moim życiu mniej z każdym dniem
Czarnym sercom na mej drodze odcinam tlen
Jedna miłość leży w gruzach, tak, to pewne
Kiedy spytasz czy pamiętam cię, odpowiem "nie"
Dobrych ludzi w moim życiu mniej z każdym dniem
Czarnym sercom na mej drodze odcinam tlen
Jedna miłość leży w gruzach, tak, to pewne
Kiedy spytasz czy pamiętam cię, odpowiem "nie"
Ref.
Sy, sy, sy, sy system, system, system, system

To nie jest system stereofoniczny
Ani nawet mono całkowita jawna manipulacja mentalną stroną zarażoną
Wkraczamy w nowe milenium

A ci na górze zniewolili wszystkich rozumy
Chcesz opowiedzieć się o systemie
To proste liczysz na każde ich skinienie
I będziesz nosić to brzemię do końca swych dni
Gdzie są podziemni rewolucjoniści
To oni potrafią złamać system dnia szarego
Idącego po linii prostej do ich świata bezkresnego
Nie masz zdania ich zwłoki i słyszysz kroki to zagrożenie
Postaw się nie zapadaj pod ziemię
Na początku lat osiemdziesiątych
Poznałem pierwsze defekty systemu
Moment zwycięstwa nad nim jest w moim wspomnieniu
Pierwsza chwila wolności przyjęta jest w cierpieniu
System

Ref. x2
(...) Hem gru (...)

Wilk nie daje gówna to chyba oczywiste
Pierdolę system w tym jestem mistrzem
Dobro rodziny memu sercu najbliższe
Szczyć się tym co masz dopóki możesz
Nigdy nie jest tak źle by nie mogło być gorzej
Chroń mnie Boże przed diabłami
W mundurach o niebieskim kolorze
Nic ci nie pomoże
Chcą byś płacił drożej i drożej musisz płacić
Chcą się wzbogacić pieniądz zrówna wartość pracy
Ja i ty my nie jesteśmy tacy wcale Palę i nic w tym złego
Nie muszą się tego co wcześniej przeżują
Przeciw sobie nas szczują dzieciaku
Nie ufaj szujom bo religię interpretują do swoich potrzeb
Wiesz jaki jest sens życia to dobrze
To twój pogrzeb i przestajesz żyć
Dziś na górze jutro w dole możesz być
Bez krwi honoru i dumy
Złudne myślenie wciąż mąci twój umysł
Wielocyfrowe sumy dla nich upadasz nisko
Jesteś niczym molochy pożerają wszystko ból jest blisko ostrzegałem
Nie wychodź w nocy
Niewinne istoty ofiarami przemocy
Otwórz oczy fałszywi prorocy
Wokół fanatycy
Nazwali się prawem choć nie różnią się niczym
Nie osądzaj mnie to moja dusza krzyczy
Ziomki wiedzą co się liczy i ja też
Jestem z ulicy więc się strzeż
Jeśli chcesz być modny
Ten głodny ten bezdomny
Nie chcę być namolny lecz wolny
Jest fart

Ref. x2

Dla systemu nie pracujesz wtedy nie jesz
Po co egzystujesz tego nie wiesz
Nie znaczysz więcej niż wesz
On tego chce a ty chcesz
Jego wpływów się nie wyprzesz bo jesteś wydygany
Przerażają cię buntowników rany
Które zadają rządowe capy
Napychają kieszenie i japy
A nam wciskają lepszego życia atrapy
Ja to pierdolę a ty nie daj z siebie zrobić szmaty
Rób to co ja niszczę standardy
Zakazy puszczam w deszczu pogardy
Musisz być twardy to bądź
Jak system nigdy nie sądź
To B-ó-g może tylko
Wszystkie wyroki są wielką pomyłką
Czy ty słuchasz o czym ja nawijam
Czy system sparaliżował cię jak żmija
Ten stan nie mija tkwisz w nim jak kukła
Twoja pierdolona indywidualność jest pukła
Oddajesz mu wszystko za tajemnice i przyszłość mglistą
I stajesz się pesymistą
Bo wybrana eminencja czyści twe kieszenie
Kończy się kadencja jego fałsz chroni prewencja
U mnie rośnie do buntu tendencja
Masą pozostaje umysłowa impotencja
Życie jest walką życie jest grą
W.D.Z. sprawdź to bo system to zło
Jak szelest
Kosztem życia zdobywany znów jestem najarany
Na to nie masz rady ich układy
Broń masowej zagłady
Prywatne wojny
Mówią bądź spokojny
W co masz wierzyć kogo słuchać
Jedną miarką mierzyć aż wyzioniesz ducha
Nie pomoże skrucha już ci strzela z ucha
Nie h-w-d-p to moja jazda
Prawda nie zabiję światła
Koniec ciszy cały świat usłyszy
Że ich przepisy to iluzja
Coś w powietrzu wisi to burza
I znów się wkurzam (kurwa)
Nakazy zakazy nadużywanie władzy
Lepszy świat się marzy wszystko może się zdarzyć
Powtórzyć ze sto razy
Nie pokazywać twarzy
To ich ideologia
Przemysł kontra ekologia
Jak kameleon nokia dolar resztę dogra
Mówisz dobra i znów
Dostajesz za nic w kość
Głupota ludzka nie zna granic dość jebać to Wiedza z niewiedzy to bez wartości zdanie
Sieją ferment fałsz i zakłamanie
Masz swoje telewizje mózgu pranie
Nie z nami w chuja granie nie zaprzeczaj temu
Bezrozumne owce marionetki systemu
Politycy kłamią nie wiesz czemu
Jeśli cię omamią składając jemu cześć 666 nie daj się zwieść zaciśnij pięść
Wszystko składa się w jedną część
Może nie

Ref. x2
Ref.:
Zrozum - świat to mój plac zabaw
Coś mnie wyciąga z domu i każe go poznawać
Jednym wystarcza to, co jest, a drudzy są odkrywcami
Ja, gdy stawiam krok, czuję się czasami, jak Tony Halik

Zwrotka 1:
Teraz już jak przez mgłę
Pamiętam ,,Pieprz i wanilię"
Niedzielę przy TVP i typa, co zwiedzał Indie
Byłem szczylem i oknem na świat
Był dla mnie ten szklany ekran
Ale to wszystko, co zobaczyłem
Trwale się wbiło w mój mały wszechświat
Pamiętam te jedne wagary
Uciekłem z niemieckiego sam
Poliki mi prawie zamarzły
Stary, tego zimowego dnia
Za parę lat zrył mi łeb
Tomb Raider, a po nim GTA
Chyba już wtedy wiedziałem
Że nie chce być draniem
A szwędać się gdzie się da

Ref.:
Zrozum - świat to mój plac zabaw.
Coś mnie wyciąga z domu i każe go poznawać
Jednym wystarcza to, co jest, a drudzy są odkrywcami
Ja, gdy stawiam krok, czuję się czasami, jak Tony Halik

Zwrotka 2:
Trochę podrosłem i nie wylewałem za kołnierz nic
Jak każdy ziomek chlałem na ośce co piątek
Lecz potem musiałem gdzieś iść
W Holandii się schlałem żubrówką
Której nie znoszę, serio
I pierwszej nocy przeszedłem
Nawet nie wiedząc najgorsze getto
W Szwecji pożarłem się ciężko z dzisiejszą ex
Było piąta rano
Z godzinę po tym miałem już kilka
Zdjęć wschodu słońca nad przystanią
Tego wciąż było mi mało
Ktoś woli leżak i basen
Ja wolę dnie spędzać
Szwędając się i poznając glob
Niekoniecznie z kompasem

Ref.:
Zrozum - świat to mój plac zabaw
Coś mnie wyciąga z domu i każe go poznawać
Jednym wystarcza to, co jest, a drudzy są odkrywcami
Ja, gdy stawiam krok, czuję się czasami, jak Tony Halik

Zwrotka 3:
Dziś mi minęło niejedno
I wierz mi, że wiele - na szczęście
W tym na pewno chlanie i latanie
W tym stanie nocą, po mieście
Ale wciąż możesz spotkać mnie tu
Gdzieś ze słuchawkami w uszach
Wiesz, moja samotnia to żywe
Google Earth, tryb Zeusa
Nie rusza mnie na backstage'ach wóda
Wolę na drugi dzień uderzyć z buta
I zobaczyć, jak tutaj jest
Tutaj, gdzie słuchasz mnie
I wiem, że mam swoich ludzi
I tutaj i hen daleko od Polski
Od Norwegii przez Anglię, i Chiny, i Francję
I chcę z nimi przybić piątki

Ref.:
Zrozum - świat to mój plac zabaw
Coś mnie wyciąga z domu i każe go poznawać
Jednym wystarcza to, co jest, a drudzy są odkrywcami
Ja, gdy stawiam krok, czuję się czasami, jak Tony Halik
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo