Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1. Oczy patrzą na to, czego nie chce widzieć dusza,
Uszy chłoną dźwięki, ciało bezwolnie się porusza
Usta powtarzają od dawna słowa bez znaczenia,
Chciałbyś czegoś więcej, to nie istotne pragnienia
Nie musi tak być wiesz sam decydujesz,
Robisz to co chcesz, robisz tak jak to czujesz,
Zmysłami znowu chwytasz wszystkie brednie o życiu,
Postępujesz jak karzą nawet w lustrzanym odbiciu,
Nie widzisz swojej twarzy tylko skrzywień tysiące
Nakazy, zakaz, bariery wciąż rosnące,
Pytam jak to jest być trybem tej maszyny,
Ciągle bać się o to żeby nie stać się innym.
Tak winny czujesz się , że nie pasujesz,
Że jesteś odmienny bo masz serce i czujesz.
Na ile jest możliwe kreują twą prawdziwość,
ludzkie priorytety zawiść, zazdrość i chciwość.

Ref.: Życie daje ci szansę ty nie możesz jej zmarnować,
Obierz właściwy tor, na tym torze musisz zostać.
Wiele lat się czeka żeby znaleźć swoje miejsce,
Wiele lat się szuka miejsca, które da ci to szczęście .x2

2. Płyta nie musi być hitem
Ja nie muszę być Vipem
Rap mój nie będzie mitem
Nie z każdym zgrzeje wite
Niektóre piątki bite
Z szacunkiem, z zaszczytem
Moja płyta jest na półce
mówię o tym z zachwytem
Chciałem, pracowałem, sen się spełnia
nie wszystko się udaje
nie każda noc to pełnia
nie każdy dzień przepełnia optymizmem na przyszłość
twoje życie, twoja sprawa sam kreujesz rzeczywistość
nic nie dzieje się na próżno
każdy ma swoja misje
tylko ty twoja droga
omiń przeciwności wszystkie
tak pokieruj ta machiną
by nie skończyć z pierwszym gwizdkiem
dla tych z dwulicowym pyskiem
byś nie został pośmiewiskiem
nie daj złapać się na napis
ze cos dają tu gratis
zapisujesz swoją kartę
tez mam osobisty zapis
z tego co widzę
co się dzieje dookoła
całkiem inny niż oni
całkiem inna życia szkoła

Ref.: Życie daje ci szansę ty nie możesz jej zmarnować ,
Obierz właściwy tor , na tym torze musisz zostać .
Wiele lat się czeka żeby znaleźć swoje miejsce ,
Wiele lat się szuka miejsca , które da ci to szczęście .x2

3. otoczony zgraja ludzi która wytyka cię palcem
starasz się by nie ponieść klęski w walce
myślisz ze tak to jest i nie zmieni się
pytam czemu nie?
ciągle próbować sens tego życia
odkryć cos w sobie choć nie taki tutaj zwyczaj
zazwyczaj mówią kim być należy
jakie mieć wartości czy tez w co masz uwierzyć
jak przeżyć pytasz zachowując twarz swa
jak wygrać pytasz nie powodzeń całe pasmo
jasno mówię odetnij się od tego
zapomnij na chwile ze jeden błąd i nic z tego
dlaczego masz być taki jak inni
skazany za schemat
wyrok zapadł winny
musisz myśleć trzeźwo wiedzieć swoje na pewno
musisz podchodzić z rezerwa
mięć taktykę pewną

Ref.: Życie dało nam szansę nie mogliśmy jej zmarnować ,
Obraliśmy ten tor , na tym torze chcemy zostać .
Wiele lat czekaliśmy żeby znaleźć swoje miejsce ,
To jest właśnie to miejsce, ono daje nam szczęście x2
Nikt ode mnie nie wymaga, żebym uprawiał bragga.
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam.
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam.
A szajsu nie poskładam nawet gdybyś o to błagał.

Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło.
Umiem zjebać wszystko i na zgliszczach od początku.
Zbudować nowy dom, to kilka nowych wątków.
W muzyce być w porządku, nigdy nie zawiodłem ziomków.
Za dobry powiedziałem, dedykowane
Mym ludziom ten balet, ja się wcale nie chwalę.
Co miałem oddałem od siebie to ten szmalec.
To twórczo się wpisuje, na stałe w te kabałę.
Oto nowy joyek jak i w Sun Lloret.
Na najwyższym poziomie to rapowy gnojek powie.
Warsztat unikat. Dlaczego? nie wnikaj.
Masz syf w głośnikach, z parkietu nie znikaj.
Nie lubisz mnie, zdychaj, z tej impry się zawiń.
Lub naładuj karabin, jeśli koniecznie chcesz mnie zabić.
Ten co nie dał się zwabić w pułapkę, to mój atut.
Narobić hałasu i utrzymać gwiazdy status.
Tylu kutasów by chciało mieć to co ja.
Być jak ja, grać jak ja, żyć jak ja, ha ha!
Rychu będzie grał to nadal, journalista będzie badał.
A jak zawistniak gadał, tylko ten co mi zazdrościł.
Świat bez litości szybko, pozbawił mnie złudzeń.
Wybrać cierpienie czy nudę? Proste, że to pierwsze.
Operuję wierszem, tego tracku nie spieprzę.
Masz tu człowieku całkiem hardcore'ową wersję.

Nikt ode mnie nie wymaga, żebym uprawiał bragga.
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam.
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam.
A szajsu nie poskładam nawet, gdybyś o to błagał.

Ten pot, te łzy, ta krew, ta jedna miłość.
Oto z mic'em zażyłość, co odbiera mi zmysły.
Wizerunek artysty, to człowiek z krwi i kości.
Przy mic'u nie pości, w gronie znakomitości.
Jak ten przyblokowy chwast na pełnym oficjalu.
Jak ten zadymiarski chlast na toksycznym nielegalu.
Prowadzę się powoli, a niektórych bardzo boli.
Fakt, że sobie radzę i co na to poradzę?
Środkowy palec raczej, tak czy inaczej.
Jestem w grze i zaznaczę - nigdzie się nie wybieram.
Przy mic'u, adapterach, to Rycha gadka szczera.
Ryja wydzieram, aż po zapalenie krtani.
Potrafię ranić i sprawić, że się spalisz.
Z nami zabawisz, odlecisz, nie dać się zabić.
Mistrzowskie życie, jestem jego projektantem.
Nie będę palantem, który nie ma planów marzeń.
Jak moje tatuaże, kolejny w życiu przełom
Odnotuję to, jak na skórze nowe dzieło.
A ty będziesz się przyglądał, jak milczący świadek w cieniu.
Wyjdź naprzeciw zdarzeniom, na światło dzienne tlenu.
Tańcz, miej się, kasuj zawczasu, pierdol brednie.
Czy bardzo dobry rap, ma oznaczać życie biedne?
Gdzie tak napisano, że za rap nie płacą siano?
Ważne by utrzymać wymarzoną posiadłość.
Chcesz ogłosić upadłość? Proszę bardzo, beze mnie.
Jeszcze raz ci powtórzyć? Powtarzam - pierdol brednie.
Wracaj pod trzepak, tam na ciebie nikt nie czeka.
Prócz nieudacznika, zabij w sobie człowieka.
A ja tak nie chcę, nie zwlekam żyć na stówę.
Apetyt mam wilczy na życie, uwierz.

Nikt ode mnie nie wymaga, żebym uprawiał bragga.
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam.
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam.
A szajsu nie poskładam nawet, gdybyś o to błagał.
E, brat nie damy się tym pierdolonym kłamstwom
Wolę nie myśleć na co talibowi banknot
Kurwy na baczność, nie ten rząd, nie ta misja
Jeden błąd - spotkam cię, skończysz jak pod okiem pizda
Ziemię tu gryź, bać się będziesz, bo dziś płacz nie zejdzie z tej krwi
I tak nie przejdzie twój krzyk za grube ściany
Dla twoich kompanów pijanych jesteś zerem
gwoździem, końcówy zelówy, wbijanym w aferę
Masz wielkie szczęście, że w mieście, że się nie meczę
Bo bym zlikwidował tu ciebie i gdybym był mafią
Sprawy zakapior, średnia krajowa
Dlatego nie dam się za chuja pensa zmanipulować
To twoja trumna zobacz czarny kolor
Ja widzę w nocy jak przy polowaniu sowa, odbierz wiadomość
Pierdolony jak ZOMO, nie uczyli rodzice
co mówić jak żyć by widzieć wszystko i słyszeć

Ty lepiej się zastanów jaką dali ci ochronę
Siwy bez prawo jazdy, ale ma pistolet
Ja za to mogę polec, bo wierzę w wolność słowa
Nic ci nie zrobię, chociaż mógłbym, bo wierzę w Boga

[x2]
Mam wielu wrogów jak i niejednego zioma
Kieruję się sercem, brat, bo wierzę w Boga
Kilka słów o nas dla naszych zachowań
Kieruję się sercem, brat, bo wierzę w Boga

Mendo wyluzuj, po co chodzić cały w nerwach
Wyglądasz jakbyś tak z Cymańskim w szachy przegrał
Chciałbym do piekła posłać ciebie lecz mam honor
Za konfidentów sztuki żeś ich zesłał ziomom
Ponoć prawda leży zawsze koło gówna
Ponoć sam jarałeś to gówno na studiach z załogą
Mamy świadków, nielubiany, blady, w brylach, mały wynalazku
Wiem dla ciebie za okrutny świat mój
Sprayem wywalę ci w pysk, puchę wbije w udo
Ty odpierdol się od małolatów, póki życie lubią
Bo czas ich podróżą z nudów wpadną na ten patent
By cię porwać za hajs albo obrobić ci chatę
CBA zapomnij, nie drażnię prowokacji
Bo z kwiatami się pojawią cwele, błazny i amanci
Nie wiem jak ty, ale brat mi nie pasuje nic tu
Te kontakty nie dla masty, ej zabiłbym ministrów

Ty lepiej się zastanów jaką dali ci ochronę
Siwy bez prawo jazdy, ale ma pistolet
Ja za to mogę polec, bo wierzę w wolność słowa
Nic ci nie zrobię, chociaż mógłbym, bo wierzę w Boga
Biegne do Ciebie deszczem co,
Moczy włosy tym co przeklinają noc.
Kulko, kulko droga ma,
szczypto cukru co sie klei dna.

Ja biegne,
Do Ciebie,
Z deszczem w butach.

Mój głos odbija sie od pustych ścian,
A to jest miejsce gdzie zasypiam sam.
W łóżku wielkim jak supermarkety.
Biegne
Do Ciebie
Z Deszczem
W Butach

Błagam na kolanach wpuść mnie wpuść,
Do jezyka,
Do roztwartych ust.
Wpuść mnie... na wieki...
Pod powieki Twoje...
Zamiast internetu,
Zamiast telewizji,
Pod powieki twoje.

Biegne...
Do Ciebie...
Z deszczem
W Butach
Nie mam siły, by wstać,
nie mam siły, by iść.
Nie mam siły, by grać,
nie mam siły, by żyć.
Eksploduje mój mózg,
atakuje mnie chłód.
Zasypuje rój gróz,
to rujnuje mnie znów,
ale nagle w żagle łapię ciepły wiatr,
znów pragnę, naprawdę widzę piękny świat.
Kiedy na rękach mam córkę IVE i Pauli,
wtedy wiem, że to Pan szczęście prawdziwe dał mi.
Pamiętam chwile, kiedy dopadał głód,
kiedy łapał za but, wtedy szlochał ten czub.
Tylko Juras podał dłoń, bracie, kocham Cię!
Dawid eksplodował, bo za długo szlochał, wiesz?

Ref.
Tyle chwil, które w nas są - one rodzą ból,
Te dni, które czas wziął, nie powrócą już.

Po każdej, największej burzy, ten promień musi wyjść.
On mówi nam "w stronę słońca idź", "w stronę słońca idź".

Juras zdjął mi kaganiec, Sokół spuścił ze smyczy.
Aura flow, super samiec nie wypuści zdobyczy, słyszysz?
To ten ćpun, jego bunt opanował Was
zanim tłum, zanim bum wylądował w snach.
Tulę mamę, mama dumna, płynie łza.
Wychowała dama chama, mama siłę ma.
Upadam, żeby powstać, wstaję, żeby biec.
Biegnę, żeby wygrać, Ty też!
Siostrzyczko, ciężko wychowywać samej córkę.
Mała księżniczko, wujek kocha Maję pszczółkę.
Kobiety zostawiały, one zdradzały mnie,
niestety rujnowały i się chowały w cień.

Ref.
Tyle chwil, które w nas są - one rodzą ból,
Te dni, które czas wziął, nie powrócą już.

Po każdej, największej burzy, ten promień musi wyjść.
On mówi nam "w stronę słońca idź", "w stronę słońca idź".

3. Kilka lat wstecz, nawet na mnie byś nie splunął.
Byłem nikim, szedłem, oczywiście z dumą,
bo czułem, że mam w głowie, w sobie, to coś,
bo poczułem, że ja zrobię Tobie kłopot.
Zraniony, skreślony, pokazał wam jaja,
odrodzony, uwolniony, pokonał Van Damme’a.
Wierzyliśmy w siebie, razem ze mną Eska,
zmieniliśmy scenę, jadę w ciemno gdzieś tam.
Dokąd? Nie wiem, ale wierzę przyjacielu,
że ten pociąg, ten jeden, nas zawiezie do celu.
To dla braci i sióstr sercem z wami,
niech nas prowadzi Bóg, nasze serce krwawi.

Ref.
Tyle chwil, które w nas są - one rodzą ból,
Te dni, które czas wziął, nie powrócą już.

Po każdej, największej burzy, ten promień musi wyjść.
On mówi nam "w stronę słońca idź", "w stronę słońca idź".
Wszystkie osiedla, ja gram dla was tu
To nowa płyta, zróbcie hałas tu
Flacha na stół za nowe WBU
To dla wszystkich koneserów dobrego rapu

Wszystkie osiedla, ja gram dla was tu
To nowa płyta, zróbcie hałas tu
Flacha na stół za nowe WBU
To dla wszystkich koneserów polskiego rapu

To trzecia płyta nabita dobrym rapem
Zrobiona tak jak dwie poprzednie, nie pod papier
Zrobiona po swojemu z wielkim zaangażowaniem
Piętnaście kawałków plus intro, outro z przekazem
Masz tu dobry hip-hop z poznańskiej dzielnicy Grunwald
Od człowieka, który kocha tą muzykę *****
Nie zrobię kaszany z rapu i wstydu dla miasta
Nie zawiodę tych podwórek, które biją brawa
Prawie sto koncertów zagranych przez te lata
Zdobyty szacunek nie tylko w swoim mieście
I nie tylko za muzykę, a za to jaki jestem
Słyszysz? a za to jaki jestem
Ty tej spadaj jeśli nie wiesz o czym gadam
W Bloku Ukryty nie wydarty z uczuć jak Saddam
WeŹ tą płytę w ręce, zobacz o czym opowiadam
Co ci powiem, w przeciwieństwie do ciebie
Posiadam wykształconą zdolność pokazywania życia słowem
WBU to nie tanie rapy więc w górę łapy
To o życiu prawda więc niech *****y milczą
Fajnie wiedzieć, że są ludzie, którzy znają mnie też za granicą
Pytasz gdy wchodzę na scenę czy zżera mnie trema?
Nie, dzięki, jej nie ma
Cały czas szacunek i wsparcie dla podziemia
Rzadko mnie opuszcza wena, piszę non-stoper
Uzdolniony WBU ze szkoły 88
Obserwator życia mający swą własną ideologię
Na muzyce u Białyńskiej ledwo miałem mierny
A gdyby dziś wiedziała, że piszę i gram koncerty
Chwyciłaby się za mordę
Może bym dostał to stare pianino w nagrodę
W Bloku Ukryty rapem spity, masz tu dowód
Za tą trzecią płytę dziś z kumplami wódka u mnie na hawirze
2007 Powiem ci, że...

Wszystkie osiedla, ja gram dla was tu
To nowa płyta, zróbcie hałas tu
Flacha na stół za nowe WBU
To dla wszystkich koneserów polskiego rapu

Wszystkie osiedla, ja gram dla was tu
To nowa płyta, zróbcie hałas tu
Flacha na stół za nowe WBU
To dla wszystkich koneserów polskiego rapu
To gdzie się rodzisz dzieciaku nie wybierasz
Urodziłeś się w rodzinie która swoich pożera ?
Czas nie przysypie tego pyłem zapomnienia
To o skradzionych pięknych chwilach i wspomnieniach
W życiu brak miejsca osobistym sentymentom
Wszystko trzeba traktować z rezerwą
Jest jednak kilka momentów gdy zabija ci dusze
Odczuwasz je jak żadne na własnej skórze
To wtedy kiedy hajs jest dla bliskich jak rzecz świeta
Gdy z rodziną wychodzisz najlepiej tylko na zdjęciach
Kiedy ktoś komu ufasz skrupułów nie ma
Jedna ręką daje nic drugą bezcenne odbiera
Nie jesteś pewny tego przypuszczasz a czas leci
W końcu rzeczywistość wychodzi ci naprzeciw
Spoglądasz na ich dłonie a na nich plamy
Pieniądze nie śmierdzą odór gromadzi sie nas samych

Czasem zbieg zdarzeń jest zbyt szybki
Nie widzisz jak ktoś bliski
Zabija cię dla cyfry
Nikt nie powiedział że w życiu będzie lekko
Ale na ziemi ocierać się o piekło x2

Operacje plastyczne nie zmienią niczyjej metryki
Tak jak rykoszety nie złamią praw balistyki
Mimo że to świat w którym szczerość więdnie
Prawda jest najcenniejsza używa się jej oszczędnie
Ci co są najzdrowsi najgłośniej jęczą
Ale niweżłopy mówią że ich ręce leczą
Jego rozpoznać bo te chwile nadal żywe są
Żaden sen nie zakrył tego obrazu mgłą
Pamiętasz wychowywali cię jego rodzice
Pytałeś się gdzie jest wyjechał za granice
Normalka
W domu gdzie się nigdy nie przelewało
Pieniędzy łatwą ręką nie wyrzucało
Gdzie każdy dzień to od życia musztra
A miłość mimo tego i tak nie wyprana z uczucia
Zamykasz oczy wszystko sobie przypominasz
Nie pomoże ci morfeusz tylko morfina
Płacz i łzy jego mamy
Każdy grosz oszczędzany odkładany
Babciu dla kogo są te z jedzeniem paczki
Czemu listonosz przynosi złe listy do naszej klatki
Czemu czemu jeszcze raz czemu
Mineło kilka lat pare jej wylewów
Pukanie do drzwi powrót do życia z celi
Jego przeszłość dla rodziny tłem
Nieposzlakowana biel

Dla pieniędzy chcesz zabić dla pieniędzy chcesz zabić

Każdemu musi być dana druga szansa to oczywiste
Wkrótce splot wydarzeń obalił prawdy wieczyste
Idziesz do niego skąpany w deszczu
Przed drzwami czujesz aure zła w powietrzu
Pierwsze kroki pod butami pękają krwiszcze
By w biele prześcieradła owinięty leży kona
Oczom nie wierzysz twarz splamiona szkarłatem
Agonia drżące ręce spojrzenie martwe
Ulatuje jak para z zimnych ust
Przeżyje da rade wyczuwalny puls
Telefon karetka on prosi o papierosa
W myślach modli się żeby między wami pozostał
Wylizał się sądziłeś wszystko będzie dobrze
Nie każdy to wytrzymał wkrótce pierwszy pogrzeb
Kochasz go nadal ale miłość się spacza
Od niego pierwszego słyszysz że przestępstwo popłaca
Nienawidzi tych od których ma wsparcie pomoc
W ciągłej pogardzie nie jedna z awanturą noc
Brzemię można nosić gdy na ciebie spada
Ale nie można znieść tego gdy najbliższych się okrada
To gorsze niż zdrada wstyd z czasem nie przejdzie
Zasypiając tego problemu się nie pozbędziesz
Z bliska to zobaczyłeś było ponad twoją siłę
Stratę ból brud życia jednym haustem spiłeś

Czasem zbieg zdarzeń jest zbyt szybki
Nie widzisz jak ktoś bliski
Zabija cię dla cyfry
Nikt nie powiedział że w życiu będzie lekko
Ale na ziemi ocierać się o piekło x2

Wiesz że tak myśleć to ciężki grzech
Wyprułby żyły by nie płynęła w nich ta sama krew
Nie możesz oddychać tym samym co on powietrzem
Krzywdy nie pójdą w zapomnienie będą wieczne
Póki bije serce nic tego nie zmieni
Nie wyprzesz się korzeni nie usuniesz skazy
Jednego jesteś pewien nie musisz o tym marzyć
Ta historia po raz kolejny się nie wydarzy
Rok 2002 minął czasu szmat
Łzy pozostawiły po sobie słony ślad
Skurwysyn nabity przez los na życia pal
Czy ci go żal [nie] bo się nadział za szmal
Chodzą są słuchy że poważnie się stoczył
Wczoraj trzymał się ciebie jak cień
Więc mówić nie ma o czym
Pamiętasz jak wiatr biednym wieje w oczy
A takich jak ona ziemia nie zabiera
Nosi

Czasem zbieg zdarzeń jest zbyt szybki
Nie widzisz jak ktoś bliski
Zabija cię dla cyfry
Nikt nie powiedział że w życiu będzie lekko
Ale na ziemi ocierać się o piekło x2
Co będzie z naszym krajem wie tylko jeden Bóg...

Wszędzie gdzie nie spojrzę, widzę pierdolony wyzysk
pod tym samym sklepem, ta sama brygada kryzys.
Ofiary PRL'u, jak tu żyć w kapitaliźmie,
który nie daje szans ludziom cierpiącym za ojczyznę ?
Nie ma tu równości, klasa oparta na krzywdzie,
tu gdzie każdy jest nędzarzem, a polityk ma to w piździe.
Szczerze nie wierzę w drugą Irlandię premierze
bo wybrałem na zasadzie mniejszego zła przecież.
Ci ludzie których mijam na chodnikach, spotykam
grzebiących po śmietnikach, czy to już ta Ameryka?
Czasu wielkiego kryzysu łatwo skarżyć was rządzących,
ile jeszcze będę słuchał o wysiłkach bezowocnych?
Zasiłkach śmierć wzbudzających, rozpaczy samotnych matek
cierpiących niedostatek, dzieciak przenika w półświatek
Zapierdala skrótem, bo nie wierzy w cuda panie
bo jeśli nie ukradnie to niczego nie dostanie.
I na próżne wychowanie że nie godzi się tak robić
dzieciak z pokolenia X nie ma szans dzisiaj zarobić
Narasta frustracja, przestępczość wzrasta
potem wina spada na nas, za prawdę o tych miastach.
Mój komentarz rzecz jasna, to zapalnik pod tę bombę
Którą ty razem z rządem formowałeś panie pośle.
Nic sie nie zmieniło, powiedz na co mamy czekać ?
Wiesz czym jest drakońska dieta - spytaj bezdomnego człeka.
Znów podwyżki na lekach, student pracy dziś nie znajdzie
chłopak jedzie na zmywak, a dziewczyna gna po bandzie
obciągając ci w hotelu, opłaconych złych podatków
już mam dosyć tego gówna, patrzeć na tę Polskę bratku.

Ref:
Komuna, kapitalizm - wiemy nie ma co się żalić
ile żeśmy zbudowali, ile z tego nam zabrali
ile sprzedali, sprzeniewierzyli,
w imię własnych wartości naszym kosztem syfilis
Panie widzisz i nie grzmisz, gdzie zapomoga ?
Brak szans na przeżycie dla dzieci gorszego Boga
Nie o taką Polskę każdy z nas walczył - zobacz
Nikogo nie obchodzi twój los, czas wegetować

Zapalam świecę, łapie odpowiedni nastrój
by napisać ten track po to byś miał dobry nastuk
lata wstecz przy ogarku, Rychu tworzy w hołdzie miastu
bez prądu, akustycznie gotów świat zdobywać masztu.
Reminescencyjny klimat, nie wyolbrzymiam
nic nie ubarwiam, rap nie padlina
którą wtedy żem się żywił, gotów na śmierć jak Biggy
przeżyłem to cie dziwi? Nie miałem nic do tracenia
było mi wszystko jedno, nie to co teraz
osiągnąłem znacznie więcej niż chciałem dziś mam dylemat
czy należy mi się życie o jakim mogłem śnić,
ja powracam do tych dni w których nie znaczyłem nic.
Zupełnie nic dla takich gostków jak ty,
teraz zajeżdzają witę bo nie wiedzą czym jest wstyd
Miałem beznadziejny byt, lecz ma wiara nie ustała,
za dzieciaka mnie ratował jeszcze krasnal Hałabała.
Chwilę później była chała, złego życia pochwała
bez szans na lepsze jutro, nie ustawałem w działaniach
bójki pod sklepem, tu każdy klepał biedę
dzieliśmy się ochłapem a nie rzadko też kotletem.
Czech umiał metę i eda, była bieda
lecz klimat tego życia do dziś został w naszych sercach
dziś stać mnie na merca, chcesz nazywaj komercja
Wciąż reprezentuje biedę a ty dupku się nie zesraj

Ref:
Komuna, kapitalizm - wiemy nie ma co się żalić
ile żeśmy zbudowali, ile z tego nam zabrali
ile sprzedali, sprzeniewierzyli,
w imię własnych wartości naszym kosztem syfilis
Panie widzisz i nie grzmisz, gdzie zapomoga ?
Brak szans na przeżycie dla dzieci gorszego Boga
Nie o taką Polskę każdy z nas walczył - zobacz
Nikogo nie obchodzi twój los, czas wegetować
Ref. To nie film, to jak miałbyś być sługą i bogiem
nie poradzisz sobie z tym jak z temperatura kobiet
przeszedłem długą drogę, choć wciąż polują mogę
znów ruszyć znów furą w obieg, znów dobierać drogę

PORK:
Kolejny wiraż, potrzebny mi jest rap jak ludziom ogień
czuje to jak enduro, powiew i jak zły urok w tobie
gdzie mam marzenia? dawno za siódmą górą człowiek
powiedz co będzie jak nie zdążysz dobiec w porę?
najpierw pozwoliłeś odejść, nie zawsze jest się górą snobie
leżysz na dnie w rowie, nieco inni z kulą w głowie
ukradłeś studniom wodę, więc masz ponurą spowiedź
miałeś kumpla, lepiej powiedz z którą pobiegł
nie mi, murom powiedz, ja mówię Shure'om co wiem
świat to pod lupą kopiec, mieć trzeba nad dupą głowę
ludzką naturą fobie i nawet jeśli kruszą kopie
mów bowiem nawet lód strawi kiedyś ogień

Ref. To nie film, to jak miałbyś być sługą i bogiem
nie poradzisz sobie z tym jak z temperatura kobiet
przeszedłem długą drogę,choć wciąż polują mogę
znów ruszyć znów furą w obieg, znów dobierać drogę

SZAD:
Chcą szukać dobra tu a to jak szukać Boga w Rio
tu dni jak woda płynął, tańczy na wietrze nylon
to Babilon stoi pokryty formaliną
wkrótce pod lawiną fałszu runie z całą tą drabiną
Dzielę błąkaniną druga z mą kompaniją
Głęboka miłość dla oddzielonych na tych blokach linią.
Na blokach żyją i na blokach miną
Jak te historie napisane dla tych imion
Ja jestem jednym z miłośników tych nośników, buntowników
Co z chodników do głośników niosą deszcz meteorytów
Niszcząc blef stereotypów opisują brud chodników.
Chłód chodników, szum chodników dając wielu grunt w dotyku
W świecie gum, plastiku ekstra figur, ekstaz pigul
Liczy się perfekcja bytu tez masz wybór reszta przygód
W Twoich rękach sam decyduj jaki ten koniec ma tytuł.
Czy wybierasz miejsca trybun czy unosisz ekskalibur.

Ref. To nie film, to jak miałbyś być sługa i Bogiem,
Nie poradzisz sobie z tym jak z temperaturą kobiet,
Przeszedłem długą drogę choć wciąż polują
Mogę ruszyć furą w obieg, znów dobierać drogę.

NULLO:
Możesz grób kopać, prosić o cud Boga wciąż błądząc,
Jest tyle dróg popatrz znów chłopak wybrałeś tą złą,
Jutro brat Twoje problemy się nie skończą,
Jeżeli Ty każdego dnia będziesz odkładać je na konto,
W tej dżungli brak czystych rąk, brat wszyscy chcą brać,
Od nas, w zamian oddadzą zwykły tombak
Moj kumpel nie mial rodzicow czy mial sie poddac?
Ma teraz własną rodzine zdobyl własny MOUNT BLANC
Znałem też typa, wypadek zabrał mu sens dni.
Wierz mi o nic nie pytał gdy pisał list do śmierci.
Dziś to szczęśliwy człowiek bez pretensji,
W głowie wybaczył sobie gdy stał już jedną nogą w grobie.
To nie film z Fondą, to egzamin stąd to życie rani
A my czasami sami sobie wbijamy żądło,
Tu każdy z Nas powinien być Ghost Dog
nie patrzeć na świat brat przez zamknięte okno.
[Kiedyś w przyszłości, a może się trafi jeszcze coś innego?]
[Kiedyś w przyszłości, może się trafi coś lepszego, a może nie koniecznie?]
[Kiedyś w przyszłości, a może się trafi jeszcze coś innego?]
[Kiedyś w przyszłości, może się trafi coś lepszego?]

Szkoda, że nie potrafię śpiewać,
a szarpać nerwy.
Wybacz Ci nie pokażę nieba jak tarcza z Nebry,
nie znam algebry, nie liczę tu fanów,
nie zmienię swego ja niczym Albert Camus.
Tu zawsze po śniadaniu świeże loopowanie bębnów,
nie znam się na perkusji, lecz zaufałem sercu,
nie należę do mędrców, nie posiadam charyzmy,
tak i by gadać w tym miejscu i okradać naiwnych.
Z dala od willi drzwi pod blokiem otwieram,
choć jeszcze nie mam okien z widokiem na ocean.
Nie chcę umierać, z tą świadomością, że jedyne co widziałem to ten blok ziom
Nie ufam fachowcom, choć też się nie znam panie
nie ufam im, bo mówią mi to zbyt skomplikowanie,
to kit z oparkowaniem, zamiast wiedzy talentu,
ciągłe spekulowanie,
kosztem ziemi i sprzętu.
Nie chcę mieć władzy chamskiej popularności,
choć wszystko może się wydarzyć, nie znam się na promocji,
nie potrafię skakać,
nie potrafię leczyć,
nie potrafię tańczyć,
a cieszę się z małych rzeczy.

Ref:
Chciałbym powiedzieć, że nie wierzę w proroctwa,
franki, dolary, funty, euro na kontach,
to nie Armani, a retro po kosztach,
nie zabronię Ci marzyć,
bo ja tu tylko sprzątam!

[Kiedyś w przyszłości, a może się trafi jeszcze coś innego?]
[Kiedyś w przyszłości, może się trafi coś lepszego, a może nie koniecznie?]

Wybacz Ostry to nie ten, co kocha szkołę
też nie jestem piękny, niczym Sophia Loren,
ej zobacz ziomek! To Rap od biedy, bo nie stać mnie nawet na Dodę,
czy majtki Celine Dion, zresztą Dody bym nie chciał,
po co mi pierdolnięta głupia jak z buta podeszwa,
przestań,
moje życie prywatne, to nie biznes i forsa,
nie to co mieć wydziabane na piździe "Radosław".
Nie jestem gwiazdą jak Brodka "Brodawa" nie jęczę jak ta baba,
nie przestrzegam przepisów na autostradach,
nie chcę udawać, że śmiesznie nad kubkiem,
w odróżnieniu od Wojewódzkiego ja nie jestem dupkiem!
Nie mam zamiaru kłamać gnido jak ty,
nie chcę by MTV zrobiło mój klip co lansi.
Nie chodzę na party,
W Rap nie jestem trendy, nie lubię gwiazd,
i pieprzę złote zęby!
To nie domek na prerii, a Bałuty i Polska,
jesteś niepewny tu możesz w jape dostać,
chuj mnie Piotrowska te puby i knajpy,
nie chodzę po klubach nie mam zabawy jak Ty,
nie chcę się skarżyć, czy innym przeczyć,
nie jestem fajny, a cieszę się z małych rzeczy.

[Kiedyś w przyszłości, a może się trafi jeszcze coś innego?]

Ref:
Chciałbym powiedzieć, że nie wierzę w proroctwa,
franki, dolary, funty, euro na kontach,
to nie Armani, a retro po kosztach,
nie zabronię Ci marzyć,
bo ja tu tylko sprzątam!

[Kiedyś w przyszłości, a może się trafi jeszcze coś innego?]
[Kiedyś w przyszłości, może się trafi coś lepszego, a może nie koniecznie?]
[Kiedyś w przyszłości, a może się trafi jeszcze coś innego?]
[Kiedyś w przyszłości, może się trafi coś lepszego, a może nie koniecznie?]
Tu gdzie jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
sport, koleżeństwo i boiskowy terror.
Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
Rugby Posnania, bez ściemy kolego. (x2)

Znów rusza nowy sezon, to wydarzenie zacne,
podziwiać każdą akcję, na boisku przy Słowiańskiej
2 razy po 40 bez ściemy na maxa,
w gre nie wchodzi remis, a tym bardziej porażka.
Niesie się doping z okupowanych ławek,
w przerwie możesz wyskoczyć na gientom lub po browarek.
Tu wspierają Posnanie ludzie związani z tą grą,
Rugby z Poznania trzyma poziom, wiemy to!
Zwalczyć ten stres, co zapiera dech w piersiach,
ja obstawiam, że to pewniak, pamiętaj chcemy zwycięstwa!
Spisali się na medal, rok po roku, dwa brązy,
każdy do upragnionego złota w tej drużynie dąży.
Chłopaki mają serce do gry, zapał ogromny!
Ofiarna szarża, nie wypada być skromnym.
Zgrana ekipa, na boisku i poza nim,
Rygbiści Posnani na mieście znani.
Wkładają serce w tą grę, to najważniejsze,
jak to by kibiców na meczach było więcej.

Tu gdzie jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
sport, koleżeństwo i boiskowy terror.
Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
Rugby Posnania, bez ściemy kolego.(x2)

Poprawić formę, by ponad normę wykonać plan,
bez sponsora, związkowej kasy ten chłopak gra.
On zwycięstwa ten smak zna, porażki tez poznał,
dla niego to smak życia, który ma słodko-gorzki posmak.
Tak jest zmiennie od lat, w walce o ligowy prymat,
trener w nowym sezonie musi, zespół w ryzach utrzymać.
Jeden za wszystkich, tak każdy mecz się zaczyna,
gdy naraz cała drużyna powtarza słowa Domina,
który gdy kończył karierę, miał imponujący bilans
i przekazał kapitańską opaskę Pawłowi, trzymaj!
Z wami drużyna wytrzyma pieprzoną presję,
każde potknięcie potraktujcie jak lekcję.
Na nic pretensję do sekcji, mieliśmy szczęście,
śledzić co raz częściej dokonania zwycięskie.
Wiele uznania Posnania z Poznania grania,
z jajowatą piłą, co wariuje tak często,
wbita między dwa słupki wysoko ponad poprzeczką,
Kolejny kop drop gol no i zwycięstwo.

Tu gdzie jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
sport, koleżeństwo i boiskowy terror.
Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
Rugby Posnania, bez ściemy kolego.(x2)

I choć nie ma z tego forsy, nie zabrakło ambicji,
by po pracy zapierdalać na treningu, oni wszyscy
nie stracili motywacji potrafili dalej grać,
Nawet gdyby na play offy nie mieli już żadnych szans.
Rugby męska gra, kontuzyjny sport, przestań!
Prowadzi do kalectwa, tak twierdzisz znaczy wymiękasz.
Atmosfera napięta, przed spotkaniem sam zgadnij,
jak kapitan motywuje zespół nim wyjdą z szatni.
Znów będzie ostra jazda, nie zabraknie dramaturgii,
Spięcie na murawie, nie obejdzie się bez bójki.
Takie są skutki, gdy stronniczy sędzia przegnie,
byś nie tracił chłopaku tego co najcenniejsze!
Wygra duch walki, to najważniejsze,
zaciśnij zęby, pokaż ze stać go na więcej.
Jestem średnim kibicem, lecz patrzę i co widzę?
To mój ziom Dj Decks dziś gra też w ekstralidze!

Tu gdzie jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
sport, koleżeństwo i boiskowy terror.
Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego,
Rugby Posnania, bez ściemy kolego.(x2)
Jestem dziki, przemykam po lesie lekkim chodem
Mimochodem znaczę swój teren smrodem
Targam brodę, kiedy ruchy planuję
Bardziej czuję niż rozumuję
Kamufluję się w trudno dostępnych chaszczach
To są moje ostępy, zawłaszcza
Kiedy mam brzuch pełny
Nie potrzebuje płaszcza z wełny
Nocami strzelam oczami, strzygę uszami
Wciągam świat czujnymi nozdrzami
Jak pies, jak dzik, jak koń i jak sarna
Wspólna jaźń interplanetarna
Wszystko wiem, wszędzie jestem, nic nie wiem
W amoku pędzę przed siebie, bwoy
Ślad na glebie, ptak na drzewie, znak na niebie

Jestem dziki, jestem dziki
To jest straszne, że jestem dziki
Jestem dziki, jestem dziki
To jest straszne, że jestem dziki

Jestem dziki, budzę szacunek nie postrach
Nienawidzę waszych miast i autostrad
Księżyc - moja siostra, słońce - brat
Wytężam gębowy aparat
Nie potrzebuję dobrych rad ni złych porad
W rosie poranka czuję już chłód wieczora
Słyszysz? Trzaska gałąź, spada kora
Bezpieczna jest tylko moja nora
Mam czujne uszy, mam wzrok penetrujący
Sieję wokół ten flow niepokojący
Skradający się flow - wow!
Skąd on się tutaj wziął?
A przecież... mamy kamery na strzeżonych osiedlach
Mury i płoty, bzdury i głupoty
Pamiętaj, każdy płot ma dziurę, mur ma wyrwę
Zanim się dowiesz, że wszedłem to wyjdę

Jestem dziki, jestem dziki
To jest straszne, że jestem dziki
Jestem dziki, jestem dziki
To jest straszne, że jestem dziki

Jestem dziki, zawsze miałem z tym problem
Ostatnio gadałem o tym z moim ziomblem
Nie odnajduję się specjalnie w tym świecie
W mieście, w czterech ścianach, na planecie
Na parapecie stoi Budda z kamienia
Spokojny, mi wali serce i dudni ziemia
Z jakiego jesteś plemienia?
Ha, nie znasz mnie, nie znasz mojego imienia
Jestem dziki, jestem dzikusem
Przemieszczam się jednym susem... szu!
Biegnę kłusem, galopem i cwałem
Z pierwszym wiosennym szkwałem

Jestem dziki, jestem dziki
To jest straszne, że jestem dziki
Jestem dziki, jestem dziki
To jest straszne, że jestem dziki
Jestem dziki, jestem dziki
To jest straszne, że jestem dziki
Jestem dziki, jestem dziki
To jest straszne, że jestem dziki

Jestem dziki!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo