Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Dla wszystkich ludzi
Z Armii Poznań
Ascetoholix
Ascetoholix
Ascetoholix
Ascetoholix
Ascetoholix
Ascetoholix (Brawo...)
Dzięki
Raperzy nie upadnął
A teraz dedykacja dla wszystkich Obornik Wielkopolski
Brak skład
Oborniki Wielkopolskie tu są i jest Poznań oczywiście, nie
Je, Oborniki ręce do góry
Jest ich kilku, jest
Oborniki pozdrawiają Poznań
WLKP zna tą grę
Dobra, jedziemy dalej
Dlaczego dawni przyjaciele dzisiaj są tak obcy mi ?
obcy chcą mi podać rękę i składają propsy mi
myślą, że jestem mocny lecz ja też mam gorsze dni
widzisz tak samo jak Ty, też czasem wylewam łzy
noc (noc) nie daje snu i znów wracają wspomnienia
z chwil których nie ma już
życie pędzi, świat się zmienia i
wiem, że jestem puzzlem
w układance zwanej ziemia
i choć mogę zyskać w chuj
mam też wiele do stracenia (stój)
byłem zwykłym nastolatkiem
to nie było proste i łatwe
szkoła, dom i sport
i ten rap tu przyszedł raptem, nagle
zeszyty w kratkę wiesz (wiesz), pogoda w kratkę
zajawka przerosła pasję i to kurwa było faktem
z każdym kolejnym paktem, mocno wierzę w te znamiona
gdy muzyka każdej nocy tutaj bierze mnie w ramiona
rap (rap) ? stał się obsesja, więc kiedy patrzę
w przeszłość nie mów mi, że było ciężko
wiem, że jesteś zawiedziona
zostałem sam i miałem plan jak stać się lepszy
rap zamieniłem w życie a życie zamieniam w teksty
ludzie zmieniają twarze, naprawdę ziomuś wierz mi
dzisiaj wszyscy gonią gaże a uczucia gdzieś odeszły

Ref.
To życie pędzi pośród gwiazd
ucieka nam czas pokaż na co Cię stać
nie pytaj mnie co to strach
leć po swoje niczym ptak
proszę przestań się bać i zauważ ten fakt
że nosisz brat jedną twarz
pomimo wielu zmian, wielu zadanych ran
ja jestem taki sam (jestem taki sam)
dlatego kiedy gram, mam tylko jeden plan
bo jestem taki sam (jestem taki sam)

Czułem, że mam talent i pisałem stale
ktoś to usłyszał i puścił dalej
dał mi szanse i dał mi wiarę
i dziś robię to na szeroką skalę
chciałem zdobyć szczyt, w końcu wygrać
muzyka, sport musiałem wybrać
to było trudne i było złudne
ale dziś nie żałuję, wiesz muszę przyznać
dziękuje rodzicom bo byli przy mnie
dali mi wsparcie bardzo silne
i chodź są dumni, to czuję problem
bo w głębi duszy wiem, że ich zawiodłem
to mnie boli, kuję w serce
i chociaż nie chce to czuję więcej
wiem, że czas mi ucieka przez ręce
dlatego zostawiam wszystko i pędzę
wiem co to smak rozstania
wiem, że ten brak pochłania
może dlatego tylu z was się z tym utożsamia
ja nie szukam prostych słów (słów)
choć szukam prostych dróg (dróg)
i zanim spadnę na bruk
na oknach życia pozbędę się smug (smug)
nie jeden wróg kryje się tutaj
w głębi duszy, a ja nie jestem ufny
to ma chyba swoje plusy
czas pędzi na zegarkach, trochę szybciej niż normalnie
ktoś kontroluję nas tak jak czas to nie jest fajne

Ref.
To życie pędzi pośród gwiazd
ucieka nam czas pokaż na co Cię stać
nie pytaj mnie co to strach
leć po swoje niczym ptak
proszę przestań się bać i zauważ ten fakt
że nosisz brat jedną twarz
pomimo wielu zmian, wielu zadanych ran
ja jestem taki sam (jestem taki sam)
dlatego kiedy gram mam tylko jeden plan
bo jestem taki sam (jestem taki sam)

Życie pędzi, czujesz to ?
ten czas ucieka a Ty brat, potrzebujesz go
nie bądź tłem, tylko użyj znów rozumu
nie zakładaj maski tłumu, tylko pokaż swą naturę ziom
wchodzę na górę z grą, podobno jestem kimś
lecz noszę skórę tą, którą mam już nie od dziś
mówią z nadzieją pisz, pomimo wielu zmian
ja jestem ciągle taki sam, wiesz ?
taki sam
To opowieść o tym co tu dzieje się naprawdę,
stabilnie nonstop, nonstop,
opowieść o marzeniach (o marzeniach), opowieść ze świata gdzie zieleń zastąpił beton (to opowieść o tym, opowieść o tym),

Przyczepiłeś etykietkę wariaty do walki pierwsi,
dzieci mieszkań, z wielkiej płyty blokersi,
nic nie wiesz, socjologowie z tamtej ery chcą poszufladkować życie,
dając nazwy młodzieży,
czy mam jak bay co na ulicy leży bezczynnie,
czy do przodu w szkole, przecież się szkole pilnie,
stabilnie nonstop to proste, że dzieciaki z bloków książek nie chcą czytać,
bo słuchają mnie, nie wiedzą co słychać,
bo jestem z nich, a nie ze świata, który widzą w telewizji albo jak ktoś o nim mówi,
proste bo widać to po małolatach, mimo iż wciąż na ławkach,
już zaczynają pisać na kartkach, bo to lekarstwo, przed zagrożeniami się bronić,
jeden nagrywa płyty, drugi maluje wagony,
wielcy znawcy odłóżcie pióra, najwyższy czas,
bo żaden z was nie wie jak żyje każdy z nas.

To opowieść o tym co tu dzieje się naprawdę,
stabilnie nonstop, nonstop,
opowieść o marzeniach, opowieść ze świata gdzie zieleń zastąpił beton (to opowieść o tym, opowieść o tym),

Ból, bliskich realiów, życie w blokach, znów ktoś się zabił,
tu wskaźnik szaleństwa nie idzie w dół,
jak nie znajdziesz się w tej rzeczywistości tylko, przegrasz
to skończysz na śmietniku w ręku z dyktą,
dla mnie hip hop, dla innych ostra kombinatoryka,
by w końcu wygrać i już więcej nie musieć się ścigać,
uciec z trzydziestu metrów do spokoju,
nie mieć jednego ale dziesięć pokojów na własność,
to nie zazdrość, ja wiem że będę miał to swoją pracą,
mówisz, że jesteśmy przegraną generacją,
zatem nic nie mów lepiej, bo nic nie wiesz,
że najczęściej to tak się kończy, że gdzie zaczniemy tam każdy skończy,
to opowieść po prostu, po polsku,
zobaczysz to, to będzie jak cios w twarz prosto z mostu,
opowieść o marzeniach, o tych co dorosnąć nie chcą,
to opowieść ze świata, gdzie zieleń zastąpił beton.

To opowieść o tym co tu dzieje się naprawdę,
stabilnie nonstop, nonstop,
opowieść o marzeniach, opowieść ze świata gdzie zieleń zastąpił beton (to opowieść o tym, opowieść o tym)
Zakochałem się w słowach i dźwiękach
Nie we fleszach i show-biznesie
Grałem w Mortal Kombat całe dnie ale jednak
Nie nauczył mnie mordować w interesie
Jak zacząłem to nagrywać dla siebie
Tak nagrywam to dla siebie do dziś
Choćbym nie chciał mieć, kurwa, mam sumienie
I to coś jest ważniejsze niż kwit
Mówią mi żebym zmienił podejście
Skurwiele z precyzją chirurga
Przeliczający swoje wiersze i wenę
Na CD którą od nich weźmie ogólniak
Pieprzę to! Nie założy mi knebla na gębę
Label, robiąc ze mnie durnia
Wiecie to! Jakie to ma znaczenie
Która mi to wyda wytwórnia?

[REFREN]

Liczy się: muzyka, miłość, przyjaźń
Życie jest chwilą i mija w trymiga
Zanim się kapniesz bracie
Będzie już czas się zawijać
Wybija bit mi rytm i widzę, gdzie wszyscy biegną
Nie potrzeba willi mi
Bym był szczęśliwy
Serio!

Nasłuchałem się o prawdziwości
Potem paru tych gości zobaczyłem na żywo
Wnioski? Wiesz co tym rządzi?
Pozory. Podaż i popyt i chciwość
Ci najlepsi są często najgorsi
A dzieciaki w nich widzą świętych
Gołębnik pełen jest gołębi pokoju
A do żarcia lecą tylko sępy
Kocham eksperymenty w muzyce
Ale nie jestem doktor Mengele
Kieruję mną to co czuję i nie patrzę na resztę
Co wiecznie chce mówić mi co powinienem
To menele są nie artyści
W tekstach są pewni siebie i zasad
Ale paraliżuje ich już sama myśl
O ocenie jaką spotka ich prasa

[REFREN]

Liczy się: muzyka, miłość, przyjaźń
Życie jest chwilą i mija w trymiga
Zanim się kapniesz bracie
Będzie już czas się zawijać
Wybija bit mi rytm i widzę, gdzie wszyscy biegną
Nie potrzeba willi mi
Bym był szczęśliwy
Serio!

Jest różnica między Tobą a mną
I to co nas różni nosi nazwę ,,lojalność"
Chcieli bardzo bym zmienił front
Poprawiałem ich gdy mylili nazwę z ,,Embargo"
Stałem twardo za marką, stąd
Gdy mówili mi: marnujesz się chłopak
Robiłem wszystko by to logo wypchnąć na front
W zamian dostałem kopa
Kiedy traciłem grunt pod nogami
To był tylko jeden cios więcej
Przeżyłem rozpad związku, operację mamy
Emigrację i chyba depresję
Te parę tysięcy złotych...
Dla mnie to jest tylko symbol
Czegoś co można zrobić patrząc prosto w oczy
Ciach! Robię grubą linią!

[REFREN]

Liczy się: muzyka, miłość, przyjaźń
Życie jest chwilą i mija w trymiga
Zanim się kapniesz bracie
Będzie już czas się zawijać
Wybija bit mi, rytm i widzę gdzie wszyscy biegną
Nie potrzeba willi mi
Bym był szczęśliwy
Serio!
Jedziemy! Galopujemy tak przez życie całe (brrrra)
Idziemy po swoje, dla nas bloki są za małe (Ya man!)
Taką drogę wybrałem,(ha!) choć tego nie planowałem
Ślę przekaz specjalnym kanałem, (uuuu) słyszałeś?

Po tylu latach nawija gazda z P do N miasta
Co mi ten rap dał? Na ścianie plazma, na płucach astma
Na koncertach jazda, furgon przez las gna
Cały czas gra prawda, spisana w gwiazdach
Hasła na murach miasta, ksywy na paskach
Kasta na osiemnastkach, rap na szesnastkach
Jedziemy! Sunie Pirelli na dziewiętnastkach
Piszczą jak Farinelli - "Ostatni kastrat"
Kafel do kafla, hustle'uje jak Seff Tha Gaffla
Halsuje przy silnych wiatrach, powiedz kto hajs ma?
Rymmajsta, młodych kotów protoplasta
Rap tata, Dziadzia, rymów dynastia!

Ref x2
Jedziemy! Galopujemy tak przez życie całe (brrrra)
Idziemy po swoje, dla nas bloki są za małe (Ya man!)
Taką drogę wybrałem,(ha!) choć tego nie planowałem
Ślę przekaz specjalnym kanałem, (uuuu) słyszałeś?

Poczekaj chwilę (stój!), wjeżdża dziadzia mobile
To mój przywilej, wiem co gdzie jak i za ile
Mam skille, dlatego ludzie kupują bilet
Na koncert, niekończące się homilie
A te brużdżące szczyle, jątrzące tyle
Spokojnie! Wieczorem są kojące promile
Mam rym-sztylet, szerokie spodnie, w kieszeni kotlet
Okupuje rap hotel, gotuje w kotle
Widzę świat w innym świetle, błyszczy i moknie
Kilometr za kilometrem, w mym oknie
Tworzymy modę, taksuję świat trzecim okiem
Robimy trzodę, Bacardi z lodem, Finlandia z sokiem
Swoje wiem i wiem gdzie jest zarzewie
Siedem wcieleń temu byłem małpą na drzewie
Na co dzień spokojny jakbym wiózł "Pannę Daisy"
Czasami crazy, robię rozpipe jak cyklon Tracy

Ref x4
Jedziemy! Galopujemy tak przez życie całe (brrrra)
Idziemy po swoje, dla nas bloki są za małe (Ya man!)
Taką drogę wybrałem,(ha!) choć tego nie planowałem
Ślę przekaz specjalnym kanałem, (uuuu) słyszałeś?

To opowieść o kolesiach co zasiedlają te bloki
To opowieść o kolesiach co zasiedlają te bloki
To opowieść o kolesiach co zasiedlają te bloki
Te Bloki, te, te, te bloki... x2:

To jest proste, mam bity polskie, mam rymy swojskie
Jak DJ rządzi woskiem, Gural rządzi tym co jest szorstkie
Mam bity polskie, mam rymy swojskie
Jak DJ rządzi woskiem, Gural rządzi tym co jest szorstkie
My rzucamy słowami tak jak szamani kotwami
Plus zawija chwili a po rige nim bumerangami
Kilkanaście lat z przerwami, pauzami sami przeciw wam
I z wami młodości błędami w sercu z nadziejami wciąż
Przejdziemy dużymi dupami, małymi dupami
Odrapanymi blokami salonami całymi miastami
Głośno grali krzyczeli ścianami i samochodami
Dniami i nocami wali w bani
To jest proste mam bity polskie, mam rymy swojskie
Jak DJ rządzi woskiem, Gural rządzi tym co jest szorstkie
Mam bity polskie, mam rymy swojskie
Jak DJ rządzi woskiem, Gural rządzi tym co jest szorstkie
DJ rządzi woskiem, hip-hop robi postęp, to proste
Gural rządzi tym co jest szorstkie
Zamykam oczy, jak bym nagle zobaczył coś ohydnego
Mimo wszytko życie toczy się, obojętne dlaczego
Złe chwile tylko zapadają mi w pamięci
A te dobre jak sen, umykają gdy wchodzi cień
Nie pytaj mnie kim są ludzie w garniturach
Poco żyć, skoro i tak kiedyś zamknie się trumna?
Płoną znicze, ludzie płoną dusze w urnach
Zamykam oczy i wiem, że świat się nie skończy tutaj
Żyjemy w grupach, mimo wszystko idziemy po trupach
A że żywot własną walkę toczy, by w końcu upaść
Poco nam to? Reguły, zasady, prawa?
Bagnet na broń, zabijmy się w imię stada
Każdy powtarza te same błędy
W człowieku jest kasa, jak w taniej odzieży
Boimy się narażać, droga nie tędy
Czas nadać kierunek, by móc życie przeżyć

REF.
Zamknij oczy, kilkunastu nas
Obrało cele, prace[?], apostolski trans
Wiem, wiem
To wszystko masz przez ten hajs
I za ten hajs, ha, gdzie go masz? x2

Mam na imię Milioner, ana nazwisko [?[ludzi[?]
Umieram by się odrodzić, żeby w końcu stąd uciec
Jestem jak nowo narodzony głupiec
Na ziemie sprowadzony, bo się połapał w oszustwie
Kim są ludzie? I czy ziemia jest jedynym rajem?
Gdzie jest bóg, który wie że mu zginął Abel?
Kiedy zrobią z uczuć walutę, i ktoś straci palec?
Każdy symbol ma skruchę, tylko trzeba ją znaleźć
Ta, kiedyś myślałem że gdy umrę to skończy się świat
Dziś rozumiem, że nie do końca jest tak
Każdy ma drogę, którą biegnie
I tak w sumie, mogę przeciwstawić się tym faktom
Co jeśli dusze znikają z czasem?
I wkrótce nic nie zostanie z naszych marzeń?
Każdy z nas umrze, lecz nie wszyscy razem
Bo bóg jest, i ma na życie patent

REF.
Zamknij oczy, kilkunastu nas
Obrało cele, prace[?], apostolski trans
Wiem, wiem
To wszystko masz przez ten hajs
I za ten hajs, ha, gdzie go masz? x2
[Scratch]

Prawdziwy chłopaku, ja nigdy nie będę sztuczny
ci sztuczni chłopacy nigdy nie będą prawdziwi
niech cie to nie zdziwi,gdy zobaczysz ich w lodówce
niby nie chcą do tv,ale chcieliby na stówce być
to marne kity jako widz nie bądź głupcem
lepiej niech napiszą CV,skończą na przebudówce
pracy hufce dla nich wino w reklamówce
bo niby padają kilosy a zjeżdżają po lufce
pseudo prawilniacy,w ryju tylko kozacy
a jedyne co ukradli to monety księdzu z tacy
zero stylu,zero prawdy,zero klasy
przed kamerą jak kamienie poza nią pajace jak pan kracy
wszyscy tacy sami,wszyscy tak samo ubrani
nie potrafią już powiedzieć kogo stali się klonami
z marnymi rymami chcą zaświecić wielkim blaskiem
a dają tyle światła co robaczki świętojańskie

[Scratch]

Mówią ci o kryminale choć nigdy tam nie byli
będą mówić ci jak żyć chociaż nigdy tak nie żyli
już trochę wypili chwalą się o grubych ruchach
ale to są zwykłe pionki,na komendzie walą z ucha
dupa krótko ty kurwa urka burka
ulice to ty znasz chyba z własnego podwórka
ulica mówi mi,że za chuj cię nie kuma
jeśli chcesz to powiem ci co naprawdę znaczy juma
tylko po co,mam się kiwać jak małolat z procą
więcej do powiedzenia ma ten co cicho jak posąg
mogę iść boso,ale nie sprzedam prawdy
nie raz oddany pod sąd pokazałem ilem warty
oni jak harty zapierdalalają swoje gówno typu szanty
to wy żołnierze sparty ,odkrycie swojej karty jestem na was anty
jak na ich troje zawsze będę bronił swoją troję

[Scratch]

Kto powiedział że mocny MC ma mieć dres
kto powiedział że ja mam wyglądać tak jak ty tego chcesz
łysina i kaptur,to nie jedyna broń
bo prawdziwą broń ma też ten ziomek w koszuli Louis Vuitton
wasz świat nie wychodzi nad krawężnik,na tych samych tematach każdy z was się zapętlił
prawdziwy potop tej naciąganej prawdy,trochę tu pozamiatam za śmierć waszą zapalmy
jak halny miniecie sezonowcy bo to prosty schemat jak profil milczącej owcy
a prawdy łowcy widzą was lepiej ode mnie,
podrabiani hip-hopowcy właśnie toną wasze brednie
gdzie wasze korzenie,chyba tam na dyskotece
wychowani na techno,wychowani na fecie
robię z was przecier,sprzedam go na tandecie
wypierdalaj raz na zawsze nie ma cie na mej tapecie
Tak ten rap to zbiór prawd o życiu
Lecz nie aż tak żebym był spryciuch
Po odkryciu ich sam żyję tak bym
Dostosował się do własnych maksym
Wielkie prawdy? z tymi to nie problem
Szczerość - bez pogardy mówię gdy niedobre
Większość lubi jechać po kimś tak jak w siodle
Zmienność - przez to nowy ktoś obrywa ciągle
Oczy, by widziały muszą być otwarte
To czy ty dostrzeżesz mała prawdę zgadnę
Kroczy Dab przez miasto z sobą ma ferajnę
Tłoczy płyty tak jak ludzi po zieloną kartę
Tak jak Star Trek wróci po czasie
Myśl, co gubi się jak komórka zasięg
Byś rozpoznał ten styl po hałasie
Abra D.A.B. drugie solo będzie w trasie
K-44 ten skład mych kolesi
On nie rozpadł się tak jak Sowieci
I choć nie wszystko złotem jest co się świeci
My szlifujemy flow, bo szykujemy show yo

Tak ten rap to subiektywna prawda
Bez dyrektyw na obiektywny wariant
Efektywna dotychczasowa karma
Nie do korekty gdy dyktuję standard

Tak ten rap to mój na prawdy klaser
Fakt, że rzadsze są dla mnie rarytasem
Te odważne mają styl jak Hunderwasser
Lipy nie ma, bo Dab jak BM-a trzyma klasę
Maniak - robię ten rap naście wiosen
Cwaniak mógłby myśleć, że gonię za ciosem
Postęp zrobię tylko gdy pójdę za ciosem
Zapierdalam, a jak, bo mam szybki procek
To co wniosę to mój własny kierat
Niezależnie do kogo on dociera
Ja bezsprzecznie unaocznię to teraz
Jestem świeży jakbym właśnie wyszedł od fryzjera
Bo to jest muzyki i techniki tandem
Łeb pełen idei mam jak dachy anten
Czep się nadziei, że po kolei mam
Ten rap robi sceny jakby pisał je sam Dante

Tak ten rap to subiektywna prawda
Bez dyrektyw na obiektywny wariant
Efektywna dotychczasowa karma
Nie do korekty gdy dyktuje standard

Tak ten rap to subiektywna prawda
Bez dyrektyw na obiektywny wariant
Efektywna dotychczasowa karma
Nie do korekty gdy dyktuje standard

Tak ten rap on traktuje wciąż o tym, że
Reprezentuje mnie jak mój totem
I wiesz kto połapie się w gąszczu mych ocen
Ten miał to na mapie jakby był huncwotem
Potem swym to ja pracy nie okraszam
Tak koniecznym gdy harujesz u Augiasza
I choć dla mnie rym to jak dla zwierzęcia pasza
To zwierzęcym rzadko bywać mi się zdarza
I ja się powtarzam lepiej dwoić się, a nie spać
Będą przychodzić jeszcze prosić bym przestał
Kto chce biadolić nie ma szans bym go nie zlał
Rap trzeba robić, a pierdolić piedestał
I tapczan on to dobry jest, ale dla psa
Kiedy brzuch se napcha i suce daje klapsa
Ja mam czas, nic nie dusi mnie jak astma
I nie zmusi mnie żebym skrócił to co wzrasta
Raz, dwa, raz, dwa po raz piąty czaisz?
Trzy wspólne jointy i drugi solo palisz
Czy to strawisz? atakuję Polskę jak Stalin
Abra D.A.B., zapisz - Emisja Spalin
Ref.
Sy, sy, sy, sy system, system, system, system

To nie jest system stereofoniczny
Ani nawet mono całkowita jawna manipulacja mentalną stroną zarażoną
Wkraczamy w nowe milenium

A ci na górze zniewolili wszystkich rozumy
Chcesz opowiedzieć się o systemie
To proste liczysz na każde ich skinienie
I będziesz nosić to brzemię do końca swych dni
Gdzie są podziemni rewolucjoniści
To oni potrafią złamać system dnia szarego
Idącego po linii prostej do ich świata bezkresnego
Nie masz zdania ich zwłoki i słyszysz kroki to zagrożenie
Postaw się nie zapadaj pod ziemię
Na początku lat osiemdziesiątych
Poznałem pierwsze defekty systemu
Moment zwycięstwa nad nim jest w moim wspomnieniu
Pierwsza chwila wolności przyjęta jest w cierpieniu
System

Ref. x2
(...) Hem gru (...)

Wilk nie daje gówna to chyba oczywiste
Pierdolę system w tym jestem mistrzem
Dobro rodziny memu sercu najbliższe
Szczyć się tym co masz dopóki możesz
Nigdy nie jest tak źle by nie mogło być gorzej
Chroń mnie Boże przed diabłami
W mundurach o niebieskim kolorze
Nic ci nie pomoże
Chcą byś płacił drożej i drożej musisz płacić
Chcą się wzbogacić pieniądz zrówna wartość pracy
Ja i ty my nie jesteśmy tacy wcale Palę i nic w tym złego
Nie muszą się tego co wcześniej przeżują
Przeciw sobie nas szczują dzieciaku
Nie ufaj szujom bo religię interpretują do swoich potrzeb
Wiesz jaki jest sens życia to dobrze
To twój pogrzeb i przestajesz żyć
Dziś na górze jutro w dole możesz być
Bez krwi honoru i dumy
Złudne myślenie wciąż mąci twój umysł
Wielocyfrowe sumy dla nich upadasz nisko
Jesteś niczym molochy pożerają wszystko ból jest blisko ostrzegałem
Nie wychodź w nocy
Niewinne istoty ofiarami przemocy
Otwórz oczy fałszywi prorocy
Wokół fanatycy
Nazwali się prawem choć nie różnią się niczym
Nie osądzaj mnie to moja dusza krzyczy
Ziomki wiedzą co się liczy i ja też
Jestem z ulicy więc się strzeż
Jeśli chcesz być modny
Ten głodny ten bezdomny
Nie chcę być namolny lecz wolny
Jest fart

Ref. x2

Dla systemu nie pracujesz wtedy nie jesz
Po co egzystujesz tego nie wiesz
Nie znaczysz więcej niż wesz
On tego chce a ty chcesz
Jego wpływów się nie wyprzesz bo jesteś wydygany
Przerażają cię buntowników rany
Które zadają rządowe capy
Napychają kieszenie i japy
A nam wciskają lepszego życia atrapy
Ja to pierdolę a ty nie daj z siebie zrobić szmaty
Rób to co ja niszczę standardy
Zakazy puszczam w deszczu pogardy
Musisz być twardy to bądź
Jak system nigdy nie sądź
To B-ó-g może tylko
Wszystkie wyroki są wielką pomyłką
Czy ty słuchasz o czym ja nawijam
Czy system sparaliżował cię jak żmija
Ten stan nie mija tkwisz w nim jak kukła
Twoja pierdolona indywidualność jest pukła
Oddajesz mu wszystko za tajemnice i przyszłość mglistą
I stajesz się pesymistą
Bo wybrana eminencja czyści twe kieszenie
Kończy się kadencja jego fałsz chroni prewencja
U mnie rośnie do buntu tendencja
Masą pozostaje umysłowa impotencja
Życie jest walką życie jest grą
W.D.Z. sprawdź to bo system to zło
Jak szelest
Kosztem życia zdobywany znów jestem najarany
Na to nie masz rady ich układy
Broń masowej zagłady
Prywatne wojny
Mówią bądź spokojny
W co masz wierzyć kogo słuchać
Jedną miarką mierzyć aż wyzioniesz ducha
Nie pomoże skrucha już ci strzela z ucha
Nie h-w-d-p to moja jazda
Prawda nie zabiję światła
Koniec ciszy cały świat usłyszy
Że ich przepisy to iluzja
Coś w powietrzu wisi to burza
I znów się wkurzam (kurwa)
Nakazy zakazy nadużywanie władzy
Lepszy świat się marzy wszystko może się zdarzyć
Powtórzyć ze sto razy
Nie pokazywać twarzy
To ich ideologia
Przemysł kontra ekologia
Jak kameleon nokia dolar resztę dogra
Mówisz dobra i znów
Dostajesz za nic w kość
Głupota ludzka nie zna granic dość jebać to Wiedza z niewiedzy to bez wartości zdanie
Sieją ferment fałsz i zakłamanie
Masz swoje telewizje mózgu pranie
Nie z nami w chuja granie nie zaprzeczaj temu
Bezrozumne owce marionetki systemu
Politycy kłamią nie wiesz czemu
Jeśli cię omamią składając jemu cześć 666 nie daj się zwieść zaciśnij pięść
Wszystko składa się w jedną część
Może nie

Ref. x2
Kajman
Chciałem znowu i dałem szansę komuś oswoić mnie.
Miałem powód, bo zaufałem zrozum, a wbił mi miecz.
Nagle rozum w trakcie drogi do domu wzburzył krew.
Gniew skoków zabija lecący strumień łez.
Jak pies na pastwę losu gdzieś porzucony,
Poczułem stres tej nocy jak Jezus zdradzony
Jestem...
Taki ból tylko przyjaciel Ci da (tylko)
Cały gnój wylany prosto na twarz.

Wiem, chuj wbijam w to, tfu, przyjaźń.
Spluwam i ślina dosięga nic nie warte wybacz.
To finał tej znajomości, zawijaj wrotki,
Znikaj z mojej świadomości.
Miłości nie ma przy nas chyba już nie...
Nie wymagam za wiele.
Fałszywi przyjaciele i skurwiele- jebać ich.
To Ci sami co w każdą niedziele w kościele na mszy
Patrzą z uśmiechem jak tu z tacy zajebać kwit.
Milcz! Kij w dupę Ci, nażryj się gównem.
Twoje słowa zatrute jak jad nosorogich żmij.
Tak, nie ma litości dla takich kurew,
Dla mnie jesteś trupem - umarłeś, w święta zapale znicz.
Czym jest szacunek? O czym mówi Kajman, Bisz?
Czemu strumieniem płyną łzy, gdy pęka cienka nić?
Ktoś powiedział mi, że przyjaźni potęga w tym,
Że kiedy masz problem ktoś z boku powie mamy go my

Bisz
Twoje historie o sobie jak cytaty z hagiografii.
Sprawdziłem Twoje słowa, oszalały wariografy.
Mimo wszystko zaufałem Ci, na przekór temu,
Bo byłeś zerem, a ja chciałem pomóc zacząć od zera zeru.
Dałem szansę Ci na rehabilitację,
Ty zwąchałeś szansę, by zarobić na mnie,
jak mysz wlazłeś w pułapkę, a dziś znajdziesz prawdę
jak film z ukrytej kamery sprawdź mnie (Mam Cię).
Taki z Ciebie Machiavelli ziomuś był,
Pod kim wykopałeś dół? Gotowy do kroku w tył?
Przeczekałem troche czasu, myśląc marnotrawny syn
wróci, gdy zrozumie błąd (oj słabo znasz ich Bisz)
Słabo robi mi się, gdy pomyśle o tym,
Jak mało duszny potrafi być człowiek.
Zabolało Cię to i na głowę sypać chcesz dziś popiół.
Śmiało, ale to za mało. Zejdź mi z oczu.

Kajman
Nie mam czasu już na Twój płacz i ból.
Słodkie kłamstwa z ust, wszystko jedno mi
Czy dziś przemykasz się jak szczur,
Miałeś czapkę z piór, umarł król,
Dobrze znasz pieśń.

Nie mam czasu na Twój ból,
Twoje kłamstwa z ust, wszystko jedno mi
Czy dziś przemykasz się jak szczur,
Miałeś czapkę z piór, miałeś czapkę z piór, ej.

Nie mam czasu już na Twój płacz i ból.
Słodkie kłamstwa z ust, wszystko jedno mi
Czy dziś przemykasz się jak szczur,
Miałeś czapkę z piór, umarł król,
Dobrze znasz pieśń.

Nie mam czasu na Twój ból,
Twoje kłamstwa z ust, wszystko jedno mi
Czy dziś przemykasz się jak szczur,
Miałeś czapkę z piór, miałeś czapkę z piór, ej.
To nie takie łatwe, to nie takie proste
wytłumaczyć w kilku zdaniach to, co czuję.
Znasz mnie. Widzisz mnie codziennie obok siebie,
gdy spoglądasz w moją stronę, nieistotne.
Wszystko nieistotne.
Kiedy jestem tu i teraz, życie sensu nabiera.
Ja umieram, po czym rodzę się ponownie.
Jak w sylwestra sztuczne ognie, eksploduję.
Czy ty wiesz, co ja wtedy w tym momencie czuję?
Miłość, to ciekawe jak zmienia człowieka,
to jak rwąca rzeka nieustannie drąży głazy,
każdy na nią czeka, jak na stacji stoi, wypatruje,
skąd nadjedzie pociąg, który wszystko wyprostuje.
Czy ty czujesz tak jak ja, czuję to,
odpowiedz tylko na pytanie jedno:

Hello?
Is it me you're looking for?
I can see it in your eyes
I can see it in your smile
You're all I've ever wanted
And my arms are open wide
Beause you know just what to say
And you know just what to do
And I want to tell you so much
I love you.

Jak to trudno wytłumaczyć, tak trudno jest ją zdobyć,
a tak łatwo można stracić, w jednej chwili.
Ty to czujesz, przecież znasz mnie.
Widzisz mnie codziennie obok siebie, zanim zaśniesz.
Jak ja kocham to uczucie, kiedy wstaję rano,
kiedy mnie oplata twoje nagie ciało.
Kiedy moje ciało twoje ciało pieści,
jak to w kilku zdaniach można tak naprawdę streścić?
Nie mogę żyć bez ciebie, nie mogę spać bez ciebie.
Me uczucia w tym momencie to ciekawe zagadnienie.
Czy to czujesz, czy to znasz, czy to jakąś wartość ma dla ciebie?
Powiedz szczerze.
Ile słów potrzeba, by przekazać to uczucie jedno,
to przy którym inne sprawy bledną.

Hello?
Is it me you're looking for?
I can see it in your eyes
I can see it in your smile
You're all I've ever wanted
And my arms are open wide
Beause you know just what to say
And you know just what to do
And I want to tell you so much
I love you.
Pierdolony zero piąty
Pierdolony zero piąty

Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Styczeń - ja już piszę, to początek - ledwo dyszę
Nasz klip przerywa ciszę, na dobre przyjęcie liczę
Singiel to różnice przedstawione przez krytykę
Ja dopijam likier, chuj w tę i w politykę
Jakie życie taki rap, a to życie jest kurewskie
W Będzinie dziewiątego wspieram Wielką Orkiestrę
Znów przester nie przestój, z płytą N'te przesunięcie
A to już piętnasty i w Poznaniu pierdolnięcie
Jakoś będzie jak ten backstage na zamku po koncercie
I nagle tak zły news, że aż w gardle staje serce
Bo Junikowski cmentarz, to nie jest fajne miejsce
Brak mi słów Grucha, może tam ci lepiej będzie
Luty - mroźny [?] a nam tu nieznana nuda
Czy zakupić coś się uda, jeden chuj dostał z buta
Pierdolony, tu raz z pabialginą, to nie Luta
Chuj nie diler, zwykły brudas, wita cię berliński kuda
Że nic nie stało się udam? nie ma takiej możliwości
Wracam z odrapanym ryjem i sporym zapasem złości
Marzec - siedemnasty - urodziny mego brata
Moja ex kontra next, a ja jestem w tarapatach
Co zrobić? melanż - innego nie mam pomysłu
Od tych wspólnych ich spotkań łapię pomieszanie zmysłów
Kwiecień - zaczynamy trasę, coraz lepiej idzie z czasem
Maj - jest wypasem, choć klip raczej nie wypał
Reprezentuje biedę, ja znam się na tych klipach
Płyta, broni się sama jakbyś o to człowiek pytał
Dalej w kraj jedziemy, jest Tarnów wcześniej Przemyśl
Takich imprez jak najwięcej, dla tych miast respekcik szczery
Czerwiec - kilka imprez, tych do rana ja nie zliczę
Hajs nadal koszę, hajs nadal liczę
W koszalińskim klubie pustki, za to Śląsk wita nas mocno
Burza, która kończy koncert - za to sorry Jaworzno
Aż tak źle to nie jest, w pub'ie każdy dziś się śmieje
Gruby melanż z DJ'em, zapytasz co się dzieje?
To medal dla Posnani stał się faktem mam nadzieję
Że w sezonie '06 to nie kpina, będzie finał

Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył
[tylko teksty.tk]
Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Lipiec - to Heineken, niezła luta, koncert Snoopa
W.Y.P. 3 Filip, bywam i loopa
Na kwadrat rano z buta, o suchym ryju wracam
Ten kawałek [?] w oczekiwaniu na kaca
Bang-bang w przedpokoju, poprawienie nastroju
Potem browar, Mazury, koncert, chwila spokoju
I znów Jastrzębia Góra, low rider, rap, skóra
Weno, tej akurat Zbychu nas odwiedza - hurra
Sierpień - wakacje, bo roboty nie ma żadnej
Ja zaczynam go melanżem i tak skończę go, poważnie
Nikomu z nas do śmiechu, tu znów dramat, afera
Frajer w tirze nam zabiera młodego i MacGyver'a
I co teraz? przecież jutro miał być melanż pod Palmą
A ta kurwa co ich walnął zbiegł z miejsca wypadku
Wrzesień - mym miesiącem, kilka scenicznych szarży
Jeden z długo pamiętanych londyńskich melanży
Wcześniej siedemnasty, kończę jebane 29
Melanż kameralny, coś jak ziemi trzęsienie
I znów te chore media, chcą zajrzeć w mój życiorys
Przysrał się o "Głuchą noc" niejaki Stan Borys
W październiku - rozpusta, gala EMA, pulsar
Znów najebka tłusta, na nogach nie mogę ustać
Już wykończony prawie przez after, DJ w pub'ie
Wstaję z wyciągu, by przywitać się z Komarem
W chuj czarnuch na powietrzu, więc napijmy się wódki
Znów czas jest na zabawę i pierdolić wszystkie smutki
Czas wejść do studia, druga strefa drugim domem
Kilkanaście tracków, każdy z nich będzie przebojem
Listopad - ruszam z kopa, podbój, rap, pizga stopa
Nową płytę czas obwąchać, spodoba ci się chłopak
Czasem zastanawiam się, czy to kiedyś się zmieni
I nie wierzę ci Pudyś, że jesteśmy skończeni
Jedna czwarta coś tam gada, chciała pogrążyć gnoja
Zwykła pizda Latkowska na rozkładówce Playboy'a
Grudzień - świąt nie lubię, a sylwester to jak wyrok
Bez balu na te święta, by się jakoś obyło
Najgłośniej na Jesiennej, bardzo gruby był balecik
Kolędy, koks i wóda, jeszcze nieraz tak odleci
Czas to gówno przepić w Nowy Rok wchodzę na bani
'06 skurwysynu spróbuj nastrój mi poprawić

Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo