Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[Pono]
Najmniejszy gest jest pozornie bez znaczenia
Chcesz zrozumieć sens czegoś, co sensu nie ma?
Z doświadczenia wiem (wiem)
Każdy próbuje się wzbogacić
Sensem staje się tylko to co może się opłacić
Możesz stracić i to dużo, słyszysz ciszę przed burzą?
Czy to co ci wróżą głosy z nikąd
Mówią, że brniesz ku wynikom
Nie wiesz, że sam się stać możesz zdobyczą
Na to liczą ci co ci źle życzą
To ludzie co krzyczą, że jest źle
Nikt nic nie robi by było lepiej
A w tle kolejny głodny biedę klepie
Przecież przedtem był kimś
Dziś przed sklepem siedzi prosząc
Byś kopsnął trochę miedzi (widzisz)
Ciebie też to może spotkać
Myślisz, że tu sens słyszysz?
To rozpacz ludzi, których wieczny głód budzi
By sprostać - grasz
Nie znasz reguł? odpadasz w przedbiegu
Każdy szczegół jest istotny
Wie to każdy rozsądny chłopaczyna
To nie nowina, życie jak lina
Kończy się to co się zaczyna

To wszystko jest bez sensu, lecz nic bez znaczenia
Chcesz zrozumieć sens czegoś, co sensu nie ma?
Jebać urojenia, nie wszystko jest do zrozumienia
Jak wrażenia?

[Pono]
Lepiej jedno słowo przed niż dwa po
Bo bankowo to (to) znaczy z reguły przegrane
Najcięższą ranę możesz zadać najlżejszy dotyk
Zawsze pomagać na kłopoty będzie polski złoty
To jak narkotyk, wymioty są to skutki uboczne
Całe życie do roboty aż pod ziemią spoczniesz
Coś widocznie jest nie tak, bo tu sensu brak (brak)
Fakt, zarobisz na obiad to będziesz jadł
Dlaczego kradł? bo był głodny
Jak ma zarobić dzieciak, który jest bezdomny?
Tak wygląda bezsensowny świat
Do obrony zmuszony bezbronny
Ma knockout, to istotny punkt
Bo odpadł podczas pierwszych rund
I to za dług, którego nikt nie mógł spłacić
Według doświadczenia, to co tracisz doceniasz
Bo tak naprawdę nie masz wyjścia
Los rolę wciąż odmienia
Pozostają tylko w myślach wspomnienia
Jak wrażenia? nie wszystko jest do zrozumienia
Nie raz mowa milczenia ocenia to według znaczenia
Nie do wybaczenia jest ciszy przerwanie
Gdy najlepsze słowo to to niewypowiedziane
[tylko tekstyhh.pl]
To wszystko jest bez sensu, lecz nic bez znaczenia
Chcesz zrozumieć sens czegoś, co sensu nie ma?
Jebać urojenia, nie wszystko jest do zrozumienia
Jak wrażenia?

[Wilku]
(HG, WDZ, ZIP, Pono)
Ważne co jest teraz, bo ono trwa wiecznie
Życie na krawędzi bywa niebezpieczne
Lecz nie zapominaj nigdy o co walczysz
Wiesz swoje, lecz to nie wystarczy
Los karci zagubionych tych, co nie potrafią
Wziąć się w garść, oni się bawią by na mordę paść
Co? nie chcesz wstać czy nie możesz się podnieść?
Musisz klęskę odnieść, by wzbudzić drzemiące siły
Dzieciak, dzieciak, nie zawsze będę miły a prawdziwy
Zajawką czynienia dobrej woli pókim żywy, to nie zgrywy
Nie leję wody jak fałszywi i jak oni nie rzucam słów na wiatr
Bo jak mój brat nie liczę godzin i lat, zysków i strat
Wiem gdzie start, tylko Bóg wie gdzie meta
Hemp Gru, mentalność getta, schyl się po zeta
Kto się wywyższa ten nie lepszy od peta
Mówisz - e tam? nie widzisz? czy udajesz kreta
Co ma zrobić kobieta z dzieckiem od męża oddalona
W imię prawa osamotniona, na pastwę rzucona losu
Nie słyszysz? czy nie masz serca głosu?
Idziesz na dno, bezradność z beznadzieją chodzą w parze
Kto temu winien? nikt palcem nie wskaże
Oni wiedzą, dla nich i tak już się smażę
A ja pozostanę niewolnikiem marzeń aż do końca

To wszystko jest bez sensu, lecz nic bez znaczenia
Chcesz zrozumieć sens czegoś, co sensu nie ma?
Jebać urojenia, nie wszystko jest do zrozumienia
Jak wrażenia? (HG, WDZ, ZIP, Pono)
Gural

(Szpady, szpady bejbe, Donatan, Gural, HEHEHE, 2011)

Mówi Mr. Wiesz Kto
Doktor Chuj z nibylandii
Gdzie na blokach palą więcej niż Hummvee
Od lat gra, ten rap gram, ciągle trwam w nim
w prawdach się gmatwam jak Mahatma Gandhi
podążam z nim, gram z nim, napierdalam
co to jest że wszystkich na kolana powala
co to jest że wszystkich powala na łopatki
drżą szyby, dudnią schodowe klatki
nowe łapki?, zdrap, zerwij etykietkę
nadzieje, bywają wielkie, życie nie jest lekkie
czasy kalekie, muzyka lekiem, rap tlenem
świat goni pekiel, nie bądź człowiekiem
rap pener, robię swój własny rap
swój kosmiczny rap
mocno techniczny rap
specyficzny rap
robię uliczny rap
polityczny rap
liryczny rap
kosmopolityczny rap (co)

Give me one shoot [...]

Pih
Mówi Mr. Wiesz Kto
P.I.H, czarny kruk,
majk w dłoni jak nóż
czuję w żołądku ten głód
woła Ciebie chłód tej czarnej ziemi
dziwko, obie Twoje piersi są dziś w moim menu
kiedy morduję, mam zawsze łzy w oczach
bo tak nienawidzę was i zarazem kocham
to te nawijki z bloków, to te liryki
nie dla typów, co się kłócą z dupami o kosmetyki
wersów grube zeszyty (co), werbalne chwyty (co),
dla tych co piją (co) i tych co są zaszyci
z północy na południe, ze wschodu na zachód
ustanawiam nowe standardy brutal rapu
nie w zasięgu rąk, ponad głowami
Airbus, Boeing ziom, ponad chmurami
wolałbyś stać w deszczu, wiem o tym leszczu
bierzesz zimny prysznic, w strugach tych wersów
To gdzie się rodzisz dzieciaku nie wybierasz
Urodziłeś się w rodzinie która swoich pożera ?
Czas nie przysypie tego pyłem zapomnienia
To o skradzionych pięknych chwilach i wspomnieniach
W życiu brak miejsca osobistym sentymentom
Wszystko trzeba traktować z rezerwą
Jest jednak kilka momentów gdy zabija ci dusze
Odczuwasz je jak żadne na własnej skórze
To wtedy kiedy hajs jest dla bliskich jak rzecz świeta
Gdy z rodziną wychodzisz najlepiej tylko na zdjęciach
Kiedy ktoś komu ufasz skrupułów nie ma
Jedna ręką daje nic drugą bezcenne odbiera
Nie jesteś pewny tego przypuszczasz a czas leci
W końcu rzeczywistość wychodzi ci naprzeciw
Spoglądasz na ich dłonie a na nich plamy
Pieniądze nie śmierdzą odór gromadzi sie nas samych

Czasem zbieg zdarzeń jest zbyt szybki
Nie widzisz jak ktoś bliski
Zabija cię dla cyfry
Nikt nie powiedział że w życiu będzie lekko
Ale na ziemi ocierać się o piekło x2

Operacje plastyczne nie zmienią niczyjej metryki
Tak jak rykoszety nie złamią praw balistyki
Mimo że to świat w którym szczerość więdnie
Prawda jest najcenniejsza używa się jej oszczędnie
Ci co są najzdrowsi najgłośniej jęczą
Ale niweżłopy mówią że ich ręce leczą
Jego rozpoznać bo te chwile nadal żywe są
Żaden sen nie zakrył tego obrazu mgłą
Pamiętasz wychowywali cię jego rodzice
Pytałeś się gdzie jest wyjechał za granice
Normalka
W domu gdzie się nigdy nie przelewało
Pieniędzy łatwą ręką nie wyrzucało
Gdzie każdy dzień to od życia musztra
A miłość mimo tego i tak nie wyprana z uczucia
Zamykasz oczy wszystko sobie przypominasz
Nie pomoże ci morfeusz tylko morfina
Płacz i łzy jego mamy
Każdy grosz oszczędzany odkładany
Babciu dla kogo są te z jedzeniem paczki
Czemu listonosz przynosi złe listy do naszej klatki
Czemu czemu jeszcze raz czemu
Mineło kilka lat pare jej wylewów
Pukanie do drzwi powrót do życia z celi
Jego przeszłość dla rodziny tłem
Nieposzlakowana biel

Dla pieniędzy chcesz zabić dla pieniędzy chcesz zabić

Każdemu musi być dana druga szansa to oczywiste
Wkrótce splot wydarzeń obalił prawdy wieczyste
Idziesz do niego skąpany w deszczu
Przed drzwami czujesz aure zła w powietrzu
Pierwsze kroki pod butami pękają krwiszcze
By w biele prześcieradła owinięty leży kona
Oczom nie wierzysz twarz splamiona szkarłatem
Agonia drżące ręce spojrzenie martwe
Ulatuje jak para z zimnych ust
Przeżyje da rade wyczuwalny puls
Telefon karetka on prosi o papierosa
W myślach modli się żeby między wami pozostał
Wylizał się sądziłeś wszystko będzie dobrze
Nie każdy to wytrzymał wkrótce pierwszy pogrzeb
Kochasz go nadal ale miłość się spacza
Od niego pierwszego słyszysz że przestępstwo popłaca
Nienawidzi tych od których ma wsparcie pomoc
W ciągłej pogardzie nie jedna z awanturą noc
Brzemię można nosić gdy na ciebie spada
Ale nie można znieść tego gdy najbliższych się okrada
To gorsze niż zdrada wstyd z czasem nie przejdzie
Zasypiając tego problemu się nie pozbędziesz
Z bliska to zobaczyłeś było ponad twoją siłę
Stratę ból brud życia jednym haustem spiłeś

Czasem zbieg zdarzeń jest zbyt szybki
Nie widzisz jak ktoś bliski
Zabija cię dla cyfry
Nikt nie powiedział że w życiu będzie lekko
Ale na ziemi ocierać się o piekło x2

Wiesz że tak myśleć to ciężki grzech
Wyprułby żyły by nie płynęła w nich ta sama krew
Nie możesz oddychać tym samym co on powietrzem
Krzywdy nie pójdą w zapomnienie będą wieczne
Póki bije serce nic tego nie zmieni
Nie wyprzesz się korzeni nie usuniesz skazy
Jednego jesteś pewien nie musisz o tym marzyć
Ta historia po raz kolejny się nie wydarzy
Rok 2002 minął czasu szmat
Łzy pozostawiły po sobie słony ślad
Skurwysyn nabity przez los na życia pal
Czy ci go żal [nie] bo się nadział za szmal
Chodzą są słuchy że poważnie się stoczył
Wczoraj trzymał się ciebie jak cień
Więc mówić nie ma o czym
Pamiętasz jak wiatr biednym wieje w oczy
A takich jak ona ziemia nie zabiera
Nosi

Czasem zbieg zdarzeń jest zbyt szybki
Nie widzisz jak ktoś bliski
Zabija cię dla cyfry
Nikt nie powiedział że w życiu będzie lekko
Ale na ziemi ocierać się o piekło x2
To mój mikrofon dla lewych MC zadra
Ostry i rap niczym gem, set i Sampras
Co jest kiepskie to prawda o produktach
typu lalki dmuchanej, co niby bierze w usta
Sorry nie wierzę w bóstwa, nie chcę cię kurwa
poszukiwać w chuj jak w reklamie pospólstwa
Gdzie jest wiatrówka? rozpierdolę kineskop
Nie będzie mi chuj mówił w czym piorę i co jem
To co wiem spoko jest brat na tyle
by sięgać do lodówki co godzinę
Wolę ser od pieprzonej parówki z Morlinek
Warzywa Bonduelle śmierdzą jak z dupy kibel
Na chuj mi nieprawdziwe jak mam świeże
Wiesz mieszkam w Łodzi lecz znam Peruvian
To nie wie co ma pod uprawę teren
pomidory i szklarnię, potas
czyli to co lubią ziomy najbardziej
3, 2, 1 sprawdź mnie, brat, życzę zdrowia
Tu serce mi nie zgaśnie, bo to ta droga mimów
że mam kurwa przebierać w hot-dogach z CPN-u
Nie chcę mieć na sumieniu debaty szczerości
Z żołądkiem na muszli od daty ważności
Dorośnij w tym syfie, jak masz to pij mleko
Będziesz wielki jak ciągnik IVECO z naczepą
Może nie zagrasz z Nalepą dla ekipy od Grammy
ale lepiej pić mleko niż te siki z reklamy

[x8]
Pij mleko, pij mleko, pij mleko, pij mleko

Choć jestem raperem baby nie dam ci klapsa
to nie ja w ciebie wejdę, a mleka szklanka
Chcesz trochę wapna, weź żółte Łaciate
Patent tu wlej do garnka i połącz z tematem
Bracie przypilnuj wrzenia, co stanie się za chwilę
Zachowasz we wspomnieniach, czysta odnowa lenia
Zmienia bez zmrużenia powiek świat przed oczami
i nie pierdol mi stary, że znasz tą prawdę z reklamy
Najlepsze jedzenie jest polskie - bigos, kluski śląskie
Najmniej tłuszczy na łące
Jak chcesz gnij w Biedronce i tak do dupy jest to
Mówiąc - żyje się zdrowo robiąc zakupy w Tesco
Zatruci przez zło z zaszklonego oka
Wiesz może ten świat na upartego pokochasz
Ej nie pierdol, że najlepsze bułki piecze Selgross
nimi się nie najem brat [?] za gęsto
Na market mogę z cegłą, niech drżą wszystkie szyby
Szukam świeżości, a nie dat ważności fałszywych
Tu nic nie ma na niby, czysta prawda człowieku
bo nie byłoby hip-hopu tu bez wapna w mleku, ziom

[x8]
Pij mleko, pij mleko, pij mleko, pij mleko
Ja nie muszę iść dopóki mogę biec przed siebie
Nie goni mnie nikt, to się po prostu sprawdza w terenie
Nie mów że nie wiesz, bo na pewno też to znasz dobrze
Chcesz to masz, wiesz brat, nie chodzi o pieniądze
Jednak ich brak i nadmiar, potrafi ograniczać, spoko
Gram od dawna, ty lepiej się przyzwyczaj
Nie możesz mnie stąd zabrać, nie możesz mnie ściszać
Nie muszę udowadniać nic i tak to słychać
Chcesz to zacznij pisać to co myślisz
Albo przemyśl dwa razy i ogarnij korzyści
Bo to hardkor, nie warto przeliczać na liczby
Skurwysyny chcą grać twardo, a to miękkie pizdy
Mogę być inny, więc jestem jak Diamond District
Reprezentuję podziemie i własne myśli
Chuj mnie czy Ci się to podoba czy nie
Nie wiem jak inni, u mnie sprawdza się że móc to chcieć
Już to wiesz, więc bierz się za siebie, lecz nie zapomnij, że
Jeśli czegoś chcesz, musisz być pewien

ref.:
Nie muszę nic, za to mogę wszystko
Mogę stać lub iść, musisz przywyknąć
Nie muszę nic, za to mogę wszystko
Mogę dać Ci słowo, tu chodzi o hip-hop

Ja nie muszę słuchać wciąż tego ich pierdolenia
O złocie i sukach, bo to nic nie zmienia
Nikt nie docenia dziś tego co jest istotne
Styl i smak, nie wiem jak mogłeś o tym zapomnieć
Ja mam to co dobre, Ty masz cokolwiek
Rzucam granat, który rozpierdala wieżowce
Osiedla, ulice, na przedmieściach domy
Brudne dworce, piwnice, klatki i samochody, stój
Popatrz, słuchaj i weź nad tym pomyśl
Swój chłopak z WWA wie jak to zrobić
Nie muszę nikogo gonić i tym się różnimy
Nie zapomnij, ja mam rymy, Ty ten swój chujowy image
Trzymam z tymi co są fair wobec mnie
(jesteś w porządku, nie ma co się trząść)
Podnieś pięść jeśli też tu jesteś
Nie musimy nic, ale razem możemy o wiele więcej

ref.:
Nie muszę nic, za to mogę wszystko
Mogę stać lub iść, musisz przywyknąć
Nie muszę nic, za to mogę wszystko
Mogę dać Ci słowo, tu chodzi o hip-hop

(Nie muszę iść, nie muszę stać
Nie muszę myśleć tak jak Ty
Tak jak Ty nie musisz myśleć jak ja)
Raz, raz, raz, raz, raz.
Nie tylko ty.
raz, raz, raz, raz, raz.

To ten kolejny dzień kiedy myślę nad sensem,
Cieszę się, że jeszcze czuje coś, bo to znaczy, że jestem tu
Jak te wiersze pełne melancholii,
Nawet grób ma miejsce ja idę już milion mil.
Co to szczęście? Powiedz mi gdzie go szukać?
Chyba byłem już wszędzie. Gdzie jeszcze mam zapukać?
Tego nie da się ukraść, tego nie da się kupić,
Chce tego doznania jak zagubione pisklę dziupli.
Mam grono kumpli, najlepszy to samotność,
On dobrze mnie rozumie, rozumie za dobrze na złość,
Czuje nicość jak moneta na dnie studni,
Jak obca istota pośród gatunku trutni.
Mam kogoś kto mi mówi te dwa proste słowa,
Tylko one dają mi moc by dalej tu egzystować,
Chciałbym zdołać wypełnić nią pustki połać,
Bo razem szukamy tego tu na braku sensu polach.

Ref.
Nie tylko ty umierasz by narodzić się na nowo,
Ja też szukam sensu kroczę krętą drogą,
Nie tylko ty upadłeś i podniosłeś się na nowo,
Ja też niosę krzyż, życie ciernistą koroną.
Nie tylko ty umierasz by narodzić się na nowo,
Ja też szukam sensu kroczę krętą drogą,
Nie tylko ty to czujesz bo ja nie jestem inny,
Gdy zapada noc szukajmy słońca krainy.

To ten kolejny dzień kiedy tracę w siebie wiarę,
Znowu drążę w codzienności powoli jak kroplę skałę,
Cel do którego dążę okazał się porażką,
Czuje że przegrałem bitwę, życie bezustanną walką.
Wczoraj entuzjazm posadził mnie na szczytach,
Dzisiaj porażki żar odjął skrzydła, spadam jak Ikar,
Nie mam dłoni magika na komendę czary mary,
Nie wyjmę królika z kapelusza nie wiary.
Głowa do góry kark, ciąży niewidoczny kamień,
Czytam z ruchu warg nie dociera to litanie,
Pada pytanie jak echo odbija w czaszce,
Czy mam na tyle siły by znów wstać po porażce.
Z resztą czy to ważne czy kogoś to obchodzi,
Otchłań w której się znalazłem bez ratunkowej łodzi,
Głucho i ciemno przy mnie nadziei kłoda,
Znów poszukuję lądu na beznadziei wodach.

Ref.
Nie tylko ty umierasz by narodzić się na nowo,
Ja też szukam sensu kroczę krętą drogą,
Nie tylko ty upadłeś i podniosłeś się na nowo,
Ja też niosę krzyż, życie ciernistą koroną.
Nie tylko ty umierasz by narodzić się na nowo,
Ja też szukam sensu kroczę krętą drogą,
Nie tylko ty to czujesz bo ja nie jestem inny,
Gdy zapada noc szukajmy słońca krainy.

Nadchodzi dzień ten kiedy wszystko się prostuję,
Obudzony przez promienie słońca do systemu się loguję,
Czuję że ktoś mnie poprowadził do tego dnia,
A wczoraj podczas snu mi ulepszył DNA.
Moje zmysły łapczywie łowią piękno,
Ja ogarnięty ciszą swobodnie czuję lekkość,
Ile minęło dni, ile minęło godzin,
Abym mógł celebrować moment ponownych narodzin.
Znika zaległy kurz, widzę nowe kształty,
Rozpływa się szal cienia wynurzam się z spod płachty,
Odeszły konszachty walka dobra ze złem,
Nie pewnie stawiam kroki za długo w bezruchu grzęzłem.
Słyszysz mnie jestem, jestem tu gdzie byłem,
Sens przyszedł sam bez szukania go na siłę,
Nie tylko ty wątpisz nie tylko ja wątpię,
Dodajmy sobie wiary gdy życiorysy wiotkie.

Ref.
Nie tylko ty umierasz by narodzić się na nowo,
Ja też szukam sensu kroczę krętą drogą,
Nie tylko ty upadłeś i podniosłeś się na nowo,
Ja też niosę krzyż, życie ciernistą koroną.
Nie tylko ty umierasz by narodzić się na nowo,
Ja też szukam sensu kroczę krętą drogą,
Nie tylko ty to czujesz bo ja nie jestem inny,
Gdy zapada noc szukajmy słońca krainy.
Jak być człowiekiem w czasach mas medii kłamstew?
gdy TV swym doradztwem psuje kolorów pastel
masz papkę pop plus Warkę Strong
utarte to stop, pass fosfor i gdzie reklama
gdzie portugalski banan - to cel przesłania
rzecz wyimaginowania rzeczywistych impulsów
komercyjnego kunsztu, okazywania kultur
jak być człowiekiem?
gdy w przedziale 5-10
rządzi, seks, rock'n'roll
jak Red Hot Chili Peper
ŁDZ, kod styli w eter pcha się
płynie rap tam gdzie da się
tak jak DJ Maciek
etap po etapie
tu rządzi szkoła, papier
chyba że się nie załapiesz
co o niczym nie świadczy
świat podliczy pułapki
kto mądrzejszy okaże się jak będziemy starsi
to nie pieprzone „Wybacz mi”
jestem świadomy następstw
jak alley-oop i Basket
tak Pan Bóg i ja gdzieś w otchłani rozmów
odbywamy swoją ostatnią podróż
gdyż wiem że ten gość będąc zwykłą materią
kiedyś zrozumie że to wszystko dzieje się na serio

Jak być człowiekiem to nie strzał w totolotku
pieniądze to potwór dla nieświadomych kosztów
tego jak być człowiekiem nie kupisz w aptece
w tym nie pomoże lolek ani zimny Heineken

Jak być człowiekiem to nie strzał w totolotku
pieniądze to potwór dla nieświadomych kosztów
tego jak być człowiekiem nie kupisz w aptece
w tym nie pomoże lolek ani zimny Heineken

Komórka Sony a w niej pierdolone wrony
o tym co i jak gdzie dymią w mesach jak komin
by ich szlag dobił nie mówię o znajomych
tylko o tych co przed koncertem zwykli tylko dzwonić
składając ofertę na listę zaproszonych
szukając w człowieczeństwie praw, już zatraconych spraw
tu dla łakomych multum
to klasyk jak Trilok Kurtu
dla fanów Fruitloops’ów
jak być człowiekiem
jakim człowiekiem jestem
odczuwam tą presje
gdy w nocy nie śpię
uwięziony na krześle
słowo za słowem kreślę
jak życie ma pretensje czasem klęczę
dłonie złożone w amen
nie jestem McManaman'em
częściej popełniam błędy
częściej ręce plamię
przepraszam, mi wybacz
tylko się staram nie obrywać
jak być człowiekiem
alternatywa dziurawa jak sweter
tak los z dumą telepie
tak los z dumą telepie, (aha)
tak los z dumą telepie...
Aha, pokój dla wszystkich prawdziwych

Jak być człowiekiem to nie strzał w totolotku
pieniądze to potwór dla nieświadomych kosztów
tego jak być człowiekiem nie kupisz w aptece
w tym nie pomoże lolek ani zimny Heineken

Jak być człowiekiem to nie strzał w totolotku
pieniądze to potwór dla nieświadomych kosztów
tego jak być człowiekiem nie kupisz w aptece
w tym nie pomoże lolek ani zimny Heineken

Coś kraj ten szpetny
sępów setki więc nakładem niewielkim
nawijam jak Dell i Dj G, wiesz
jak Gustawson w rozrywce katastrof
wódzia, sok, tabasko
nie ufaj promocyjnym kapslom
reklamowym klapsom
gdzie gwiazdor to lapsior
co całe życie marszcząc wydrę
zagrał w filmie o tamponach, pizdę
dobrze myślę? - coś tu nie tak
normalność tkwi w płytotekach
istny syf jak PKP
nie tak źle jest
bywało gorzej
Wie ten, co nosił pseudo-zagraniczną odzież
będąc realistą w modzie zobaczysz
jak wspak telezarys - to koniec
i jego odczuwalną bliskość w maratonie
to nie zaszczyt być turystą amatorem
wybitnie nie jeden cham śledził
ziemi nie ni stąd ni zowąd
lojalnością wyższą niż owoc
naukowych mistrzostw - słowo
jak być człowiekiem - czas sekundy liczy
cel to być sobą i nie zostać z niczym

Dokładnie, pozdrowienia dla wszystkich tych
co chcą pracować nad własnym życiem, dla
wszystkich tych co uważają się za ludzi,
pokój, jedna miłość...
Jaman! Aha!

Ref:.
Opuszczam lasy, wyruszam w podróż na wschód
Porzucam rodzinny gród, daremny trud, Salut!
Zrozum brat, serce mówi tak, a jak
Czeka niezbadany włóczykija szlak

Ja opuszczam lasy, wyruszam w podróż na wschód
Porzucam rodzinny gród, daremny trud, Salut!
Zrozum brat, serce mówi tak, a jak
Czeka niezbadany włóczykija szlak

Normalnie stary, polepszyło się ostatnio mi
Mam DVD wpięte w HDMI, Xbox i VOD,
Wpada snop światła przez drzwi,
Patrz sam - blok jeszcze nie śpi
Ja nie śpię też dziś, a Szpadyzor nie śpi nigdy
Jebać sztuczne konflikty i z igły widły
Dawno mi zbrzydły, dziatwy, bitwy, szitfy, klątwy
Co jest sępy? Opuszczam wasz akwen mętny
Wasze tępe pląsy, nienawiści transy
Głupie dąsy nie mają żadnej szansy, brat
Jestem ponad tym, jestem na innym levelu
Chodź jest nas niewielu, życzę szczęścia przyjacielu
Tysiące dup na hotelu, na fotelu, na haju
Po świętym zielu, nie lubisz, nie lub
Jadę na wakacje, ochotę mam na pauzę teraz
Zdejmuję żółtą koszulkę lidera

Ref:.
Opuszczam lasy, wyruszam w podróż na wschód
Porzucam rodzinny gród, daremny trud, Salut!
Zrozum brat, serce mówi tak, a jak
Czeka niezbadany włóczykija szlak

Ja opuszczam lasy, wyruszam w podróż na wschód
Porzucam rodzinny gród, daremny trud, Salut!
Zrozum brat, serce mówi tak, a jak
Czeka niezbadany włóczykija szlak

Kiedyś mieli legowisko, i rykowisko
A teraz maja Facebook dziwko, i nie tylko
Teraz maja wszystko, i pewnie sobie kurwa myślą
Ze świat kłania im się nisko, po piździsko
Niewiedzą, że to gówno, pic i, ułuda
Ida po swoje, po trupach, udają Robin Hooda
To się nie uda, oliwa wypływa na wierzch
Puszą się pawie, wiem co piszczy w trawie
A piszczy nieciekawie, wnioskuj, obłudę prostuj
Piszczy w Warszawie, w Poznaniu i na Śląsku
Wszędzie piszczy, puszy się ten obywatel Piszczyk
Co może niszczy, wstaje Feniks ze zgliszczy
Jak ja nawijam, omijam łukiem szerokim tych
Żyją ludzie, którzy wierzą w złote smoki
Falują bloki, ja idę na kolacje na razie
Najwyższy czas na wakacje

Ref:.
Opuszczam lasy, wyruszam w podróż na wschód
Porzucam rodzinny gród, daremny trud, Salut!
Zrozum brat, serce mówi tak, a jak
Czeka niezbadany włóczykija szlak

Ja opuszczam lasy, wyruszam w podróż na wschód
Porzucam rodzinny gród, daremny trud, Salut!
Zrozum brat, serce mówi tak, a jak
Czeka niezbadany włóczykija szlak

Wyruszam jutro, ruszam skoro świt
Ruszam o brzasku, porzucam piaskownice i zamki z piasku
Świat czarno-białych kontrastów, samozwańczych władców
Jebany zero-jedynkowy nastrój,
Fundamentów zwiewnych jak kręgi na wodzie
Ślepego pędu na co dzień,
Jadę do gór, jadę do wód, jadę na wschód,
Jadę po cud, jadę po klucz, jadę do gór

Ref:. (x2)
Opuszczam lasy, wyruszam w podróż na wschód
Porzucam rodzinny gród, daremny trud, Salut!
Zrozum brat, serce mówi tak, a jak
Czeka niezbadany włóczykija szlak

Ja opuszczam lasy, wyruszam w podróż na wschód
Porzucam rodzinny gród, daremny trud, Salut!
Zrozum brat, serce mówi tak, a jak
Czeka niezbadany włóczykija szlak
Trochę życia na osiedlu...
Rychu P., Pe solo

1.
Ten klasyczny syf mnie nastraja pozytywnie
Dzień zaczynam fantastycznie, przy muzyce, co nie milknie
Zaczynam pisać tekst, bit jak A Tribe Called Quest
Złota era Hip-Hopu - dla nich w hołdzie ten wers
Czym Hip-Hop jest? Może tym, co robi Rychu?
Po części też, wciąż pracuję nad techniką
To jednak wciąż odpływam, kiedy słyszę ojców stylu
Na MC, na CD a najlepiej na winylu
Nie daj sobie wmówić - polski rap jest najważniejszy
Nie wierz w to, że Polski raper ma najlepsze flow i teksty
Weź zapytaj wszystkich, co reprezentują niby ten styl
99% nic nie kuma, ziomek, precz z tym!
Kolejne preteksty, by poruszyć trudny temat
Czym Hip-Hop jest? To kultura, a nie ściema
Nie mam za grosz szacunku dla człowieka, który kłamie
Że jak ja zna ten Hip-Hop - ty skłamałeś? Masz przesrane!

Na hiphopowym haju dzieciaki wyrastają
Czym dzisiaj jest, powiem śmiało - ja to Hip-Hop!
eRAPe to ja, '89, przyszedł Hip-Hop
Hip-Hop to kultura, co przy życiu nas trzyma!

Siedzę w domu, przesłuchałem wszystkie płyty
Mówię tylko o tych w tym tygodniu nabytych
Rap gra całym życiem, nie dla taniego efektu
Posiadam wiedzę, a nie wiedzy kompendium
Przepowiadam jak medium - Hip-Hop przetrwa, nie umrze!
Szczerze w to wierzę i wiem to, ty ucz się
Pracuj na sukces, uczciwie, skup się
Talent szlifuj, że będziesz w czołówce
I na nikogo nie licz, się nie łudź, nie rozkminiaj
Polski rap '09 - bardzo wredna dyscyplina
Komercyjne ściemy niszczy konkurencji świnia
Jak ciemna strona mocy Skywalkera Anakina
Masz fart, to zaczynaj, nie oglądaj się za siebie
Nagraj coś od serca, zanim je napełnisz gniewem
Zanim wyklną cię, nie wiesz? Za co? Ja też nie wiem!
Tym czasem rób co należy, jak Łuki z pizzą jedziesz!

Hip-Hop to kultura, to jeden z elementów
eRAPe to ja, powiem śmiało - ja to Hip-Hop!
Czym dzisiaj jest ten Hip-Hop, który rządził
To rap od Rycha Peji

Kolejna bezsenna noc, bezowocną ją nie nazwę
Mam długopis, kartkę, parę uszu, bit w słuchawce
Nim zacznę, jeszcze sprawdzę, czy mam dobrą motywację
Czy serce w każdym takcie wewnątrz biję na poważnie
Ten, co popada w niełaskę znacznie częściej niż Iksiński
Statystyczny Polak, który gubi się w tym wszystkim
Przekonany o słuszności swoich działań, znów wyruszam
Muzyczna podróż życia, do niczego was nie zmuszam
Siebie tym bardziej, bo taką opcją gardzę
Tu nie ma nic na siłę, więc nawijam, zanim zaśniesz
To moje miasto nocą, mój rap i bit w słuchawce
I tak psują nam to wszystko co niektóre zasrańce
Ja przejmuję się tym bardziej, że w to wierzę od dzieciaka
Żyję w kraju, gdzie dzieciaki wychowują się na łakach
I drę z takich łacha, bo nie można tu inaczej
A ja kocham ten Hip-Hop, wiem, kto wróg, a kto przyjaciel
Co to był za czas, kiedy Slick Rick grzał puszkę
Zaczynałem w to wchodzić - wódę się łoiło duszkiem
I po tylu latach już wiem, gdzie zasrana barykada
A ty - fałszywy rap! Chcesz tak gadać? Weź spierdalaj!
1. Muzyka, pełznie z głośnika leniwie jak płatna kurwa,
jak kamień śpi obyczajówka,
szprycha nie chce ciągnąć rozmowy a druta,
ej dycha posyp, wszystkich wóda,
czuje niedosyt i przesyt po życia trudach,
czekają na mnie jeszcze aniołka uda,
przyszło w bólach, to były ciężkie narodziny
sukcesu matka rozepchana jak przez sterydy,
co mam z tego? dzień cieplejszy, lżejszy,
pierwszy, ostatni, gdy nie przegram w życiu tylko na play station,
pół litra w ręku jak pada trzymam,
ziomka wesoła twarz szczera do bólu jak z pochwy wymaz,
przyznasz, uderzam w Twoją dumę,
kiedy słyszysz że jedziemy na dziewięć taksówek,
kolejarz, w sześciu dusimy kurwe jak cytrynę,
do złej gry robi dobrą mine, a dla nas cyment.

Ref.
Jest hajs lub go nie ma,
zawsze opcja skrajna,
gorzka prawda, kontrakt - Hajlajf
Idzie czy nie?
Twoja zasługa w tym jest żadna,
gorzka prawda, kontrakt - Hajlajf
Chodzisz pierdolisz,
głupoty o nas dla Ciebie frajda,
gorzka prawda, kontrakt - Hajlajf
Ty to zero,
liczy się tylko ferajna,
gorzka prawda, kontrakt - Hajlajf

2.Medytacja, przypływ myśli jak przy zen,
magia trzech liter - PLN,
siedzę relaks, spokojnie oddycham,
myślisz że mam szmalu w chuj jak Watykan?
Nie zrobisz tego, zapomni,
nie oderwiesz od stołu,
dzieciaka który nie czuł nigdy smaku kawioru,
jesteś zły że chłopaczyny takie jak my to mają?
A tacy jak Ty - nie, chuj walą,
kontruje gorzka prawda, grają smutne nuty,
anonim sapie do słuchawki,
że czekają z betonu buty,
afery, ploty, na siłę szukane kłopoty,
oko w oko mówisz - Co Ty, Co Ty, Co Ty,
nie mam ochoty zrywać Twoich pajęczyn,
Twoje kompleksy, lubisz tematy męczyć,
nie zrobisz tak, że pozostanie po mnie zero,
żyć to być dobrą życia klientelą,
piętnaście sekund do końca - wpierdalasz z nerwów valium?
Ostatnie słowo - nie dla pederastów album.

Boisz, boisz się alarmów, alarmów!

Ref.
Jest hajs lub go nie ma,
zawsze opcja skrajna,
gorzka prawda, kontra - Hajlajf
Idzie czy nie?
Twoja zasługa w tym jest żadna,
gorzka prawda, kontra - Hajlajf
Chodzisz pierdolisz,
głupoty o nas dla Ciebie frajda,
gorzka prawda, kontrakt - Hajlajf
Ty to zero,
liczy się tylko ferajna,
gorzka prawda, kontrakt - Hajlajf

I co? Myślisz że na tym poprzestał?
A dopiero zaczynała się młodych dup kolekcja,
z serwisów łezka, on potrafi rozpieszczać,
nauczył się przecież, od lat z żoną nie mieszka,
zostawił szmatę jak dorobił się trzeciego dziecka,
pięć dych na karku wrażeń sobie nie oszczędza,
ona go nakręca, on się hajsem napędza,
czasem zawiedzie potencjał, są specyfiki,
i wiesz co? Powodzenia mają takie typy,
stabilność, bezpieczeństwo nagrzewa cipy,
dosyć wyjątkowe to poczucie estetyki,
sposób dawno odkryty, to jest lans na luksus,
potem do hotelu kilka kursów, fascynatki,
myślą że taki facet z nieba spadł im,
dla niego nie wchodzi w gre opcja młodej matki,
bo to by się równało z końcem tej zajawki,
o co biega zgadnij, to wszystko proste,
ona ma walory, a on ma forsę,
ale tak już los chce że dopóty się utrzyma,
dopóki nie znajdzie takiej co go wydyma.

Po pięćdziesiątce w separacji, sympatyczny, zadbany,
lokum wynajmie zmotoryzowany,
miłość trochę seksu ponad wszystko zaufanie,
taka mała przyjaźń w romantycznej oprawie,
cel matrymonialny, tylko panna bezdzietna,
nie materialistka, osiemnastoletnia,
starą opuszcza w tej sytuacji to pestka
po chuj mu pod dachem rycząca czterdziestka,
pojawia się pierwsza za hajs z koperty dojeżdża,
hotel a potem los wystawi jej notę,
cały świat jest ich, pieprzą się na okrętkę,
nad jezioro, zabiera ją a zostawia wędkę,
widzi w nim bratnią dusze, wiele wspólnych wzruszeń,
coraz bardziej odczuwa pokusę,
nie chce go spłoszyć, bo jest na niego zdana,
wreszcie rzuca propozycje wspólnego mieszkania,
czeka co powie on - on mówi też o tym myślałem,
po co kłusować, ma zamieszkać z nim na stałe,
daje jej na ruchy ma pojechać po ciuchy,
wszystko znienacka może potrwać przeprowadzka,
mija dzień, dwa, trzy, on nie dzwoni - smutek,
zamiast opieki - kop w dupe,
tak leci też puszystka, po niej z gimnazjum miska,
a siwy staruszek na dyskotekach zdrowiem tryska,
podryw nie zawodzi w głowie głupoty,
gadżety, kasety, kabiny, sex shopy,
smak pejcza, dobrze go nakręca,
na starość dziada szatan opętał,
poszukuje jej zepsutej do szpiku kości,
pończochy, szpilki, na plecach ślad od jej paznokci,
walenie w tyłek, wyzywanie, kompletny kanał,
spijanie z jej brudnych stóp szampana,
gdy go maltretuje lepiej się czuje,
cały czas pod obcasem a migrena ustępuje,
zmanierowany bo to ona dominuje,
poniżony skomla, śiksza w twarz mu pluje.
Kajman
Chciałem znowu i dałem szansę komuś oswoić mnie.
Miałem powód, bo zaufałem zrozum, a wbił mi miecz.
Nagle rozum w trakcie drogi do domu wzburzył krew.
Gniew skoków zabija lecący strumień łez.
Jak pies na pastwę losu gdzieś porzucony,
Poczułem stres tej nocy jak Jezus zdradzony
Jestem...
Taki ból tylko przyjaciel Ci da (tylko)
Cały gnój wylany prosto na twarz.

Wiem, chuj wbijam w to, tfu, przyjaźń.
Spluwam i ślina dosięga nic nie warte wybacz.
To finał tej znajomości, zawijaj wrotki,
Znikaj z mojej świadomości.
Miłości nie ma przy nas chyba już nie...
Nie wymagam za wiele.
Fałszywi przyjaciele i skurwiele- jebać ich.
To Ci sami co w każdą niedziele w kościele na mszy
Patrzą z uśmiechem jak tu z tacy zajebać kwit.
Milcz! Kij w dupę Ci, nażryj się gównem.
Twoje słowa zatrute jak jad nosorogich żmij.
Tak, nie ma litości dla takich kurew,
Dla mnie jesteś trupem - umarłeś, w święta zapale znicz.
Czym jest szacunek? O czym mówi Kajman, Bisz?
Czemu strumieniem płyną łzy, gdy pęka cienka nić?
Ktoś powiedział mi, że przyjaźni potęga w tym,
Że kiedy masz problem ktoś z boku powie mamy go my

Bisz
Twoje historie o sobie jak cytaty z hagiografii.
Sprawdziłem Twoje słowa, oszalały wariografy.
Mimo wszystko zaufałem Ci, na przekór temu,
Bo byłeś zerem, a ja chciałem pomóc zacząć od zera zeru.
Dałem szansę Ci na rehabilitację,
Ty zwąchałeś szansę, by zarobić na mnie,
jak mysz wlazłeś w pułapkę, a dziś znajdziesz prawdę
jak film z ukrytej kamery sprawdź mnie (Mam Cię).
Taki z Ciebie Machiavelli ziomuś był,
Pod kim wykopałeś dół? Gotowy do kroku w tył?
Przeczekałem troche czasu, myśląc marnotrawny syn
wróci, gdy zrozumie błąd (oj słabo znasz ich Bisz)
Słabo robi mi się, gdy pomyśle o tym,
Jak mało duszny potrafi być człowiek.
Zabolało Cię to i na głowę sypać chcesz dziś popiół.
Śmiało, ale to za mało. Zejdź mi z oczu.

Kajman
Nie mam czasu już na Twój płacz i ból.
Słodkie kłamstwa z ust, wszystko jedno mi
Czy dziś przemykasz się jak szczur,
Miałeś czapkę z piór, umarł król,
Dobrze znasz pieśń.

Nie mam czasu na Twój ból,
Twoje kłamstwa z ust, wszystko jedno mi
Czy dziś przemykasz się jak szczur,
Miałeś czapkę z piór, miałeś czapkę z piór, ej.

Nie mam czasu już na Twój płacz i ból.
Słodkie kłamstwa z ust, wszystko jedno mi
Czy dziś przemykasz się jak szczur,
Miałeś czapkę z piór, umarł król,
Dobrze znasz pieśń.

Nie mam czasu na Twój ból,
Twoje kłamstwa z ust, wszystko jedno mi
Czy dziś przemykasz się jak szczur,
Miałeś czapkę z piór, miałeś czapkę z piór, ej.
To co było już nie wróci więcej
pozostało tylko wspomnienie i zdjęcie
z biegiem czasu chwytam za to częściej
jak każde mniej chwile za którymi tęsknie
i za którymi nie bo przecież też takie były
i jedne i drugie dały mi w życiu lekcje
pamiętasz lewy pierwsze uliczne kodeksie
pierwsze imprezki procenty skręty
wyjścia na scenę zamek było 97
" Było elegancko tego nie zapomnę przecież"
ej a pamiętasz te pierwsze nagrywki
od rana do wieczora u ciebie w piwnicy
i te nie przespane noce spędzone na ulicy
" Pamiętam Cienki za te chwile wielkie dzięki cały czas razem tylko w innym kierunku"
damy sobie rade lewy trzymaj się narazie

Emiś

Nie widzisz mnie, ani ja nie widzę ciebie
nie znasz mnie, ja też nie wiem kim jesteś
może wiele nas dzieli, może wiele nas łączy
mam pytanko? pamiętasz swoje życiowe wartości
ja pamiętam skąd jestem gdzie są moje korzenie
gdzie stawiałem pierwsze kroki
życia porażki uroki
wiem nie wszystkie rozumy są w mej głowie
ale wiem jak żyć bo pamiętam odpowiedz
jestem sobą i pamiętam o tym bo to podstawa
nie jestem aktorem, nie chce innych udawać
i pamiętam też o planach które trzeba zrealizować
konsekwentnie i ambitnie będę cały czas próbował

Ref: Nie zapomnij tego ej, nie zapomnę
Nie zapomnij tego ej, nie zapomnę
Nie zapomnij tego cienki ej, nie zapomnę
Nie zapomnij tego cienki ej, nie zapomnę
2x


Emiś

Nie zapomnę o rodzinie o kobiecie o znajomych
nie zapomnę o wartościach przed życiem mi wpojonych
nie zapomnę o miłości przyjaźni, uczciwości
poświęceniu się dla sprawy pomocy lojalności
nie zapomnę też o bólu o krzywdzie o cierpieniu
każdy uczy się na błędach w dążeniu do celu
nie zapomnę też że w życiu nie ma sprawiedliwości
rzadko idzie co po myśli wszędzie kurewstwo od gości
nie zapomnę by walczyć by się nigdy nie poddawać
taka moja postawa co ty zrobisz twoja sprawa

Cienias

Za oknem pogoda chujowa pada
wspominam dalej beztroskie lata
lata małolata co lata po podwórku
od skąd pamiętam dzieciak pełen buntu
przez młody głupi rozum i wpływ środowiska
zaniedbałem wiele wiele dzisiaj naprawiam
szybka moneta przekręty droga blacha dobra lacha
chlanie lanie w banie ta ej to mnie fascynowało takie życie się marzyło
po jakimś czasie powiedziałem to droga nie tędy
marzyły się koncerty płyty autografy
fani i fanki o to lewe balangi
nie którzy mi mówili daj sobie z tym spokój cienias
rady nie dasz szansy nie masz nawet nie marz ja się śmiałem
wiedziałem że się uda zobacz druga płyta w bloku ukryty cienki polskie wita
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo