Popularne piosenki. Polski Hip Hop

9 milimetrów przystawione do twarzy
Nervosol zażyj, robota brudna jak Harry
U nas, kieszenie w perfumach, to się nazywa juma,
Gdzie, fart i diabeł tańczy na tych samych strunach
Siemasz matka natura, to przemyślenia ćpuna
Gangsterskie opowieści powstałe w halunach
Rap mym narkotykiem, handel zjadł już ulice
Przez przepaloną grdykę, płyną wersy chodnikiem
Masz szczęścia matryce, myślisz, że czas na postój
Ja cię nie zabije, raczej tego świata opium
Schodzisz stopień po stopniu, w ogniu u władzy mefisto
Z szeregu wystąp, za grzechy odstrzał, to wszystko
Kto dotrwał i tak zginie, takie jest życie
Klon goni klon, masz szansę na replikę
Nie znam się na genetyce, wiem co to skurimpex
Wiem kogo ubić chce, doktor śmierć, znasz tą ksywkę
strach pomyśleć jak zło ciśnie
Zastąp ich, niech ktoś odbezpieczy spust
Ech, gdybym mógł, nie sam to zrób, nadal chcesz być twardy
Przecież jestem inny chociaż jestem taki jak ty

Ref.
To gangsterskie opowieści, prawda czy kompleksy
Bez pretensji, świat i tak tonie w agresji
Gangsterskie opowieści, sam w nich uczestniczysz
Widzisz je co dnia, na każdej ulicy... x2

Robię rap, rap ale czy jestem w tym dobry?! Wiesz,
Nikt mi przecież nie postrzelił mordy, więc
Jestem niemodny, e sprawą umiejętności, gdzie podstawą wizaż
Postrzelisz mnie w ryj, da się to fajnie opisać,
Jeśli dorzucimy gadkę o twardych narkotykach
Sukces w kolejnych dziennikach, bawi się Ameryka
Sztuczny bandyta, image, mina nieufna
Ksywka złotówka, nie!, półzłotówka
Wyrób krajówka, by trafić w wasze gusta
50 groszy, niewiarygodne, wydane w faktach
Morderstwo ponosi, te niewygodne, spisane w aktach
Podejrzliwych jak Makabi, Tel Awiw, patrz
Kraina fikcji, gangsterskich opowieści
O dogadywaniu korzyści, tych zabukowanych w misji
Idea to czyścić, po, po, czyścić
... nalany, namalowany świat, instynkt, żyć z tym
Nie ma nic na poważnie ziom, już po wszystkim

Ref.
To gangsterskie opowieści, prawda czy kompleksy
Bez pretensji, świat i tak tonie w agresji
Gangsterskie opowieści, sam w nich uczestniczysz
Widzisz je co dnia, na każdej ulicy... x2
To twoja luba Motorolla, lubicie se pogadać
Jak jest bluba i koniak trzyma nam się kondoma
Chociaż gruba to w dłoniach zawsze leży po wcięciu
Łatwiej palcem w nią wcelować, jak nie wierzysz to stestuj
Czy to twój kumpel iPhone? rozpierdolę go o ścianę
Jeśli ziomek go dostanę na sekundę, sprawdź to

Jesteś słuchawką czy ta słuchawka jest tobą?
Kurwa weź do ręki jabłko i se zrób na czole logo
Twoja dziewczyna Nokia? oddałbym ją do burdelu
Nic tu nie mów, od numeru ta przyczyna w kosztach
Skośnooka, wiotka, masz rasową kurwę
Choć satysfakcja mija tutaj ponoć z rachunkiem

I've got a call
Why I wanna do that?
Leave me the fuck alone
Phone-call please
Stop doing that
I crush, kill, destroy

A ten ziomal Ericsson?
Jebany wpierdala dziennie na stare to milion
Wyjmę ci baterię, kartę za karę ty pizdo
Nie wiesz, to podpowiem, twoim zamiarem jest zniknąć
Twój przyjaciel Siemens? rozpierdoliłbym go o kafelki
Resztę, wierz mi, wyrzuciłbym bracie w kibel
Ja cię widzę jak się trzęsiesz, cześć
-Cześć, oddzwonię, ale streść się, ty, bo moneta idzie
Ty nie pierdziel, twoja kochanka Prada?
Co można ją ładować na przystankach w tramwajach
W kiosku, na bazarach, to po prostu blachara
Się starać brat nie trzeba, chcesz z nią porozmawiać?
Pięć dych poszło się jebać

I've got a call
Why I wanna do that?
Leave me the fuck alone
Phone-call please
Stop doing that
I crush, kill, destroy
[tylko tekstyhh.pl]
Czy to twój kompan Mio? zapierdolę w ryj mu
Tylko jak go spotkam [?] bym mu na łeb zrzucił kilof
To mój żywioł, zniszczyć, zdeptać, rozkurwić
Cicha wojna, mój but kontra ekran komórki
To twój ziom Blackberry? zawiesza się w kółko
Jak nad komórką niemy czy nad powtórką debil
Czy na kurwie emeryt, sam wykręca numery
Wyjebe go przez balkon za ten hardcore od Ery
To twoja rura LG? niby figura sexi
Ponoć hula po głębszym, buja się przy mp3
Chociaż chuja nie pieści, to pieprzy na amen
Brat wolę mic'a, a ty płać abonament

I've got a call
Why I wanna do that?
Leave me the fuck alone
Phone-call please
Stop doing that
I crush, kill, destroy

[x2]
Dla jebanych iPhone'ów, jesteśmy żądni krwi
Dla Sony Ericsson'ów, jesteśmy żądni krwi
Dla Nokii, Siemensów, Blackberry, LG
Jesteśmy żądni krwi, jesteśmy żądni krwi
(Hukos)
Miasto nawet daltonistów uczy patrzeć na kolory
Uciekać przed niebieskim i gonić za zielonym
W mieście JP na murach wcale nie znaczy Jan Paweł
Od kiedy HWDP już dawno zapomniane
Ludzie igrają z losem , próbują salto mortale
Spinki do mankietów dobrane pod kolor kajdanek
Nawet nocą mrużysz oczy od wielkomiejskich świateł
Bladopurpurowy blask dają czerwone latarnie
Białostocki red light district, białoruskie dziwki
Na pustyni uczuć to oaza ludzkiej krzywdy
Nad ranem trapi bloki syndrom godziny szóstej
Prawo nie puka dwa razy, drzwi otwiera butem
Szum klozetowej wody, ostatnia poszlaka
Po majątkach dilerów spływających w ubikacjach
Zarób albo giń próbując się nachapać,
Raport z miejsa zbrodni, ta miastomania .

Ref.: (Jarecki)
Chce być przekonany święcie
Że ghetto nie jest miejscem
To stan umysłu, nic wiecej
To miasto zabiera tlen
Ja kocham i przeklinam je . [2x]

(Poszwixxx Fabuła)
Szyby maluje mróz, pierwowzory
Topią pierwsze słońca promienie, bez których umiera miasta koloryt
Zapach pleśni, wilgoć murów, fabryk, starych budynków
Niekiedy nie starcza sił, by wspiąć się na szczyt Olimpu
Gwar miasta, jak stare nagrania
Mijam białostockie ghetto, sporo się zmieniło od czasu powstania
Echo ulic, nierówny rytm koniunktury
Niektóre obrazy, które maluje życie są w stanie znieczulić
O tym, że ludzie odchodzą na zawsze
Przypomina co jakiś czas klepsydra na schodowej klatce
Miasto krezusów za dnia tętni tym rapem
Zasypia czasem, jak małe dziecko w mieście świateł
Świt odkrywa na trawie szron
Na skrzyżowaniu mruga żółte światło ze wszystkich czterech stron
Znów nie mogę zmrużyć oka wsłuchując się w stare nagrania
Od kilku lat jak Ras, zżera mnie miastomania .

Ref.: (Jarecki)
Chce być przekonany święcie
Że getto nie jest miejscem
To stan umysłu, nic wiecej
To miasto zabiera tlen
Ja kocham i przeklinam je . [2x]

3. (Cira FF)
Granatowe płótno oplata horyzonty zmierzchem
Chore powietrze oprowadza mnie po mieście
Dwudziesta trzecia dziesięć, idę z kapturem na myślach
Świat się pod nim chowa, parkowa ławka - przystań
Jasna zieleń, buch, odległa chmura
Słuch skupiony na dźwiękach, znów dosięgam do pióra
Tu raz poczerniał stary i znikł na szarym końcu
Trzydziestoletni synek usypia w maminym kojcu
Drugi wmawia ojcu: „Nie wiem nic o narkomanii”
W rzeczywistości płynie w białym pyle miastomanii
Na nich dwóch przypadł trzeci, prawdziwy złoty dzieciak
Wrażliwy, ale silny, pamiętam co mi powiedział:
„Twórz, bądź jak ten, co narysuje serce,
Łzę w oceanie, cud, obiecane miejsce”
Ja chcę go słuchać, bo kres nas dogania
2 0 11, sprawdź mnie - miastomania .

(Aha .Taa, kolory mienią się w swoich ledwo uchwytnych odcieniach. Przeobrażają się, tlą i umykają, jednak nie jesteśmy tu po to, żeby je złapać. Na bicie, płótnie, ścianie czy kartce . Nawet głos ma swoją barwe . Ta barwa odmalowała tobie te wersy . Łap to ! Tak !)

Ref.: (Jarecki)
Chce być przekonany święcie
Że ghetto nie jest miejscem
To stan umysłu, nic wiecej
To miasto zabiera tlen
Ja kocham i przeklinam je . [2x]
Brat im światła zgasną
My wierzymy w rap
Puki sił nam starcza
Gra wciąż żyje w nas

Im światła zgasną
My wierzymy w rap
Puki sił nam starcza
Gra wciąż żyje w nas

(Wężu)
Nie mam fanów w necie na internetowych forach,
Mam ziomów przy browarach i jointach w domach,
Mam fanki w klubach lód, soki kurant,
Mam atmosferę którą sale rozbuja,
Mam fant od życia to fart zazwyczaj,
Wbrew temu co ktoś pisał sympatie na dzielnicach,
Znam fant w głośnikach masz dowód bez zaprzeczeń,
Swobodnie lecę to petarda dziesięć,
Niech ????? cię niesie pierdolnięty taj talib
Życie mogę oddać w myśl zasad zgrai,
Tu patentami znów zasypujemy miasto,
Kolejna płyta pozwoli mi spokojnie zasnąć,
Pierdole zazdrość ja nie patrze na innych,
Odpowiedzialność ponoszę za nagrane hymny,
Znów jestem winny temu że masz to na uszach,
Trzecia płyta w drodze człowieku ty słuchaj.

Brat im światła zgasną
My wierzymy w rap
Puki sił nam starcza
Gra wciąż żyje w nas

Im światła zgasną
My wierzymy w rap
Puki sił nam starcza
Gra wciąż żyje w nas

(Głowa)
Jaki fach taki fant tak od lat gram va bank,
Ile zysków i strat kto dał kan a kto wpadł,
Kto miał plan a kto zbladł nie podołał wymogom,
To PMM logo wrzucam blokom i spoko,
Mierze wysoko z Wężem na przeciw nobom
Chcesz zarabiać skurwysynu za rogiem weź zrób te logo,
Gdy wszystkie środki zawiodą plan mam nowy na biegu,
Kto nie określił reguł niech tu nie szuka kolegów,
Jadę dalej huj kładę na żale szmal będzie szmalem,
I albo masz dystans albo ci środkowy palec,
Się wbijam na balet tu za pomne o problemach,
Od jebany jak za milion dolców mówię siema,
Dla frajerów migrena nie mogą znieść dżentelmena,
Bo mam klasę i styl i ????? której potrzebuje scena,
I nie pierdol mi dzieciak że nie wiesz o czym nawijam,
To moja czwarta płyta jak nie słyszałeś to wyjazd.!
[Pono]
Najmniejszy gest jest pozornie bez znaczenia
Chcesz zrozumieć sens czegoś, co sensu nie ma?
Z doświadczenia wiem (wiem)
Każdy próbuje się wzbogacić
Sensem staje się tylko to co może się opłacić
Możesz stracić i to dużo, słyszysz ciszę przed burzą?
Czy to co ci wróżą głosy z nikąd
Mówią, że brniesz ku wynikom
Nie wiesz, że sam się stać możesz zdobyczą
Na to liczą ci co ci źle życzą
To ludzie co krzyczą, że jest źle
Nikt nic nie robi by było lepiej
A w tle kolejny głodny biedę klepie
Przecież przedtem był kimś
Dziś przed sklepem siedzi prosząc
Byś kopsnął trochę miedzi (widzisz)
Ciebie też to może spotkać
Myślisz, że tu sens słyszysz?
To rozpacz ludzi, których wieczny głód budzi
By sprostać - grasz
Nie znasz reguł? odpadasz w przedbiegu
Każdy szczegół jest istotny
Wie to każdy rozsądny chłopaczyna
To nie nowina, życie jak lina
Kończy się to co się zaczyna

To wszystko jest bez sensu, lecz nic bez znaczenia
Chcesz zrozumieć sens czegoś, co sensu nie ma?
Jebać urojenia, nie wszystko jest do zrozumienia
Jak wrażenia?

[Pono]
Lepiej jedno słowo przed niż dwa po
Bo bankowo to (to) znaczy z reguły przegrane
Najcięższą ranę możesz zadać najlżejszy dotyk
Zawsze pomagać na kłopoty będzie polski złoty
To jak narkotyk, wymioty są to skutki uboczne
Całe życie do roboty aż pod ziemią spoczniesz
Coś widocznie jest nie tak, bo tu sensu brak (brak)
Fakt, zarobisz na obiad to będziesz jadł
Dlaczego kradł? bo był głodny
Jak ma zarobić dzieciak, który jest bezdomny?
Tak wygląda bezsensowny świat
Do obrony zmuszony bezbronny
Ma knockout, to istotny punkt
Bo odpadł podczas pierwszych rund
I to za dług, którego nikt nie mógł spłacić
Według doświadczenia, to co tracisz doceniasz
Bo tak naprawdę nie masz wyjścia
Los rolę wciąż odmienia
Pozostają tylko w myślach wspomnienia
Jak wrażenia? nie wszystko jest do zrozumienia
Nie raz mowa milczenia ocenia to według znaczenia
Nie do wybaczenia jest ciszy przerwanie
Gdy najlepsze słowo to to niewypowiedziane
[tylko tekstyhh.pl]
To wszystko jest bez sensu, lecz nic bez znaczenia
Chcesz zrozumieć sens czegoś, co sensu nie ma?
Jebać urojenia, nie wszystko jest do zrozumienia
Jak wrażenia?

[Wilku]
(HG, WDZ, ZIP, Pono)
Ważne co jest teraz, bo ono trwa wiecznie
Życie na krawędzi bywa niebezpieczne
Lecz nie zapominaj nigdy o co walczysz
Wiesz swoje, lecz to nie wystarczy
Los karci zagubionych tych, co nie potrafią
Wziąć się w garść, oni się bawią by na mordę paść
Co? nie chcesz wstać czy nie możesz się podnieść?
Musisz klęskę odnieść, by wzbudzić drzemiące siły
Dzieciak, dzieciak, nie zawsze będę miły a prawdziwy
Zajawką czynienia dobrej woli pókim żywy, to nie zgrywy
Nie leję wody jak fałszywi i jak oni nie rzucam słów na wiatr
Bo jak mój brat nie liczę godzin i lat, zysków i strat
Wiem gdzie start, tylko Bóg wie gdzie meta
Hemp Gru, mentalność getta, schyl się po zeta
Kto się wywyższa ten nie lepszy od peta
Mówisz - e tam? nie widzisz? czy udajesz kreta
Co ma zrobić kobieta z dzieckiem od męża oddalona
W imię prawa osamotniona, na pastwę rzucona losu
Nie słyszysz? czy nie masz serca głosu?
Idziesz na dno, bezradność z beznadzieją chodzą w parze
Kto temu winien? nikt palcem nie wskaże
Oni wiedzą, dla nich i tak już się smażę
A ja pozostanę niewolnikiem marzeń aż do końca

To wszystko jest bez sensu, lecz nic bez znaczenia
Chcesz zrozumieć sens czegoś, co sensu nie ma?
Jebać urojenia, nie wszystko jest do zrozumienia
Jak wrażenia? (HG, WDZ, ZIP, Pono)
ref.
To coś więcej niż rap
Ta saga trwa
Od tylu lat
Łamie ci kark
Więcej niż rap
Wiesz o tym brat
Jak religia
To Peiha

Psy strzelają na ulicy, politycy skorumpowani
Bunt w tych wersach płonie, podprogowo pali
Każde słowo waży, wyciskane jest z pogardą
Tak jakbym rzucał brukiem przed policji szarżą
To moja inkantacja, dla pokoleń testament
Chcesz wiedzieć więcej? Usta błyskawiczny zamek
To czasem splendor, czasem niezła kapusta
To coś więcej niż rap, żadne śluby ubóstwa
Słuchają bloki, słuchają tego ziomki
Suko nie wypluwaj, tylko to połknij
Niosę prawdę, za mną stoi cała Polska
Nie zamknie mi ust żaden lewak czy Wyborcza
Dziś pisze ten tekst, jutro wbijam na majka
Nie spalisz tego w 451 Fahrenheita
TVN sonda - mela w obiektyw
Bierzemy co los da, gdy życie bez perspektyw
Uliczna promocja, nie żadna kurwa nędza
Jak Kora Jackowska, niby macana przez księdza
Nic nowego pod słońcem
Seks, polityka, rap i pieniądze
Nos płaski od szyby, tak żyjesz chłopcze
Gdyby nie net myślałbyś, że pizdy rosną w poprzek
Blokom w hołdzie, pieprzę biały kołnierzyk
Chociaż przyznam szczerze wszystko dobrze na mnie leży

Wiesz od czego zależy jaką idziesz za dnia drogą
Miałem świetny seks z żoną, z łóżka wstałem trzecią nogą
Jadę przez miasto, dużo się zmieniło popatrz
Białystok znany z Frankowskiego, Piha, Zamenhofa
Co sapiesz leszczu? Z kurwami nigdy po imieniu
Jesteś z tych wytartych na kolanach yesmanów
Idź się podrasuj opalenizną w spreyu
Moje słowo przeciwko twojemu
Wielu raperów tłumaczy się urwanym filmem
Swój zasrany honor pucują szarym mydłem
I to jest ich pieprzony kierat
Przesiąknięci ściekiem, jak w burdelu materac
Jestem ze swoimi - to często ludzie prości
Szoruję ci dziś z nimi mordę w szambie codzienności
Ta linijka to jedna krótka piłka
Wilka możesz wygnać z lasu, lasu nie wygonisz z wilka

Hip-hop łączy? Co oni znów kurwa pierdolą
Niech zalizują swoje dupy pod jemiołą
Styl prosty, zero fałszu, palę mosty
Farbowane lisy - zdradzają ich odrosty
To jest jak wojsko, nie poddawaj się -- zabij!
Z nalewaka lejesz czy trzymasz karabin?
Wzdłuż i wszerz, z góry w dół, ten kraj przemierzam
Moja żona czeka na mnie w domu jak żona żołnierza
Tu ciągłe wkurwienie i brak pokory
Budują nasz codzienny biorytm
Ulice, podwórka, kochane mordy
Tu gdzie mieszkamy kim jest kurwa jakiś Hołdys?
Prawdziwy głos Polski, żaden Der Spiegel
Jebać Nergala, fagota z kucykiem
Pih będzie Pihem, w czasach cenzury
Ciągle podkładam tą trutkę na szczury
dachy, bloki, klatki
ławki, murki, parki
włamy, burdy, bójki
szychy, koksy, szczurki
buchy, kreski, gramy
mamy *****i, damy
grupy, szajki, gangi
pięści, kosy, klamki

wyroki, sądy, kraty
swoi, obcy, *****y
mikrofony, płyty, rapy
skrecze, tagi, grafy
prewencja i tajniaki
kajdanki i odznaki
pościgi i ucieczki
młodzi, szybcy, wściekli
piraki, okta, skargi
szybkie akcje, wpadki
boiska i podwórka
dwie wieże, wizytówka
monitoring i patrole
przeszukania i kontrole
nagrywki i melanże
przegrane i rewanże
codziennie na to patrzę
tekst i fakty idą w parze
to co dzieje się wokół mnie
w tym tekście pokażę
w tej grupie nikt się nie wywyższa
tutaj każdy równy
robię rap z moimi ludŹmi
i z tego jestem dumny

[x2]
To jest wokół mnie
to osiedle moje
znam to dobrze już
tego się nie boję
Możesz tutaj przyjść
lecz nie podnoś głosu
zamiast prężyć się
lepiej się dostosuj

Gural i Paluch
ziomalu pomału
wszyscy do szalup
wchodzę na saloon
pomału, więc zróbcie salut
PDG naród *****ielu
nie lubisz nie lub
wiesz, że jest nas tutaj paru
kilku nas tu, jest nas wielu
w*****lam się na bit
weŹ nabij cannabis, zapij, zawiń
gniew w sobie zabij
witaj na terapii w Abudżabi
nad Piątkowem chmury ganji
monitoring tym nie gardzi
w telewizji płoną auta znów we Francji
My robimy to tak
robimy to tak długo
a my robimy to tak
robimy to tak grubo
my robimy to tak
mamy te grube przeloty
korzenny dotyk
ciężki motyw
PDG ludzie koty
tu ławki, bramy, bloki, krzyki
kroki, skręty, sprzęty, szepty
słów potoki, znów obłoki
płyną, płyną zwrotki
z Nokii dŹwięki
stuki, puki, brzdęki
sztuki, jęki
każdy to gówno kupi od ręki
biba póki pękli

[x2]
To jest wokół mnie
to osiedle moje
znam to dobrze już
tego się nie boję
Możesz tutaj przyjść
lecz nie podnoś głosu
zamiast prężyć się
lepiej się dostosuj
Jeśli chcesz tam zabiorę Cię ,
W nieznany czas, w nieznany rejs
Tam gdzie nikt nie uczy się (zabiorę Cię)
Tam spotkamy się (spotkamy się) x2

Rejs szósty rok 2006 (tak, tak)
Melodia słodka, tu możesz nas spotkać
Zapraszam na pokład, zapraszam do środka
Kilka chwil takich jak teraz, relaks
Jak niedziela , statek zapierdziela
Mocne emocje wybierz te opcje
Dzisiaj sprowadzamy ludzi na manowce
Ruszamy liniowcem
Co ludzkie nie jest nam obce
Zaczynamy życie nocne
Absolutna laba, dobrze się składa
Mezo, Kasia Wilk na podkładach Tabba
Wpadaj, wpadaj, i zapomnij o wszystkim
Tylko muzyka, whisky i grono bliskich (aha, aha, tylko muzyka, whisky…)

Jeśli chcesz tam zabiorę Cię ,
W nieznany czas, w nieznany rejs
Tam gdzie nikt nie uczy się (zabiorę Cię)
Tam spotkamy się (spotkamy się)
Czuje, że przyszedł czas żeby z tymi
Co czują jak ja, oderwać się od ziemi
Wsiąść byle z tymi, którzy zawsze blisko byli mnie
I popłynąć kolejny raz
Byle teraz, byle dalej z tymi którzy płyną dalej

Rejs szósty, bit tłusty
Nasze panny wypinają biusty
Bo mają w głowach sztormy
Porzuciły styl klasztorny
W rzuciły styl wolny
Chłopaki uśmiechnięte mordy na luzaku
W rytmie rapu, koszule, łańcuchy z kwiatów
Pokażmy światu prawdziwą fiestę
Późna pora a nikt nie ma dosyć jeszcze
Pokażmy światu prawdziwy kluzing
Lajner i na pokładzie masa moich ludzi
I nie ma opcji by statek zatonął
Wiadomo, będziemy płynąć w nieskończoność
Wiadomo, będziemy płynąć w nieskończoność x3

Jeśli chcesz tam zabiorę Cię ,
W nieznany czas, w nieznany rejs
Tam gdzie nikt nie uczy się (zabiorę Cię)
Tam spotkamy się (spotkamy się)
Nie ma mnie dla nikogo...
Nie ma mnie dla nikogo...
Znasz to, nie?

Ogólnie dostępne na bieżąco
Istne życie na gorąco
Załatwiam sprawę pieklącą
Jak zwykle nowe się wtrącą
Mą głowę zmącą
Często z równowagi wytrącą
Z czasem
Wpływa to na mnie męcząco
Niepokojąco
Z natłokiem spraw stresująco
Wiesz, w ciągłym pędzie, biegu,
Szarych ludzi szeregu,
Czasem w błędzie, szczegół...
Pośród twardych reguł
I na śniegu ślady
Ludzkiej defilady
Ściemniane obiady
Zajob do przesady
Praca, laska, dom, wykłady,
Kumple i skład ponad składy
Super podkłady, wywiady, kolejne estrady
Całe miriady tych kwestii
Nie dałbym rady bez autosugestii
Załatwić tych z tych leżących w mej gestii
Wtłoczony w szablon monotonii
Jak w Diablo
Wyrwany z agonii
W matni problemowej toni
W nieustannej pogoni za spokojem
Czasem spędzanym we dwoje
Gdy nastroje tworzą sentymentalne przeboje
Kiedy wiem na czym stoję
Swoje
Smutki na partnerki ramieniu koję
Całe roje spraw zostawiam poza pokojem
Poję energię na kolejne boje
Gnoję wewnętrzną paranoję
I w kierat wkraczam
Wpierw się dwoję
Cele wyznaczam
Potem troję
Z drogi nie zbaczam
Poza terytorium działań nie wykraczam
Nie wykraczam...
Przytaczam sens mej nieobecności
Z konieczności odcięcia od rzeczywistości
Bo smak wolności szkicuje
Szkielet życia abstrahującego od skłonności
Do zawiłości
Do duchowej starości
Ogłaszam wszem i wobec
Nie ma mnie dla ludzkości

Chcę mieć spokój
W stresowych sytuacji
Natłoku
Jestem jak statek zadokowany
W doku
Od półtora roku
Nikogo na widoku
Tylko dźwięki hip-hopu
Na dziewiątym piętrze w bloku
Tak między nami
Sam na sam z płytami
Nikt mi nie da tego
Co to właśnie da mi
Badam grunt pod stopami
Gdzie mi kurwa z butami?!
To jak Koontza "Szepty"
Słyszane za uszami
Wciąż sami jak palec
Co dobrze nie wróży
Obcy jak ósmy pasażer podróży
Milionami
Na przestrzeni Ziemi rozsiani
Obcują tu obcy wyobcowani
Ludzie
Co to ma być?
Pytam
Co to ma znaczyć?
Tego wrogom nie można wybaczyć
Niestety
Wszystko ma swe priorytety
Vis a vis z drzwiami
Od pokoju do planety
Panie i panowie
Są tacy co stają na głowie
Tak, jakby wszyscy byli w zmowie
Do czasu aż sobie jeden z drugim uzmysłowi
Jacy oni wszyscy są małostkowi
Aż rzygać się chce
Ten kto to wie, kurwa
Życie upstrzone jak gołębim gównem
Bulwar
Zrobi tak jak ja
Pójdzie własną drogą
Prócz cienia
Nie ma ze mną nikogo

W powietrzu czuć Heinekenem
Gdy żegnam się z problemem
Pokój dla tych co w pokoju są
Sam na sam z tym sound systemem
Wiem, że czasem trudno być Supermanem
Gdy wtłaczany pod ciśnieniem
Stres jest działań terenem
Znam jak Ty te noce nieprzespane
By nad ranem
Zawikłane kwestie podjąć z nowym
Planem jak z taranem
Dokładnie znam to
Mam te same
Myśli skołatane
Znam to, jest mi znane uczucie z tym związane
Co jest grane?
Marzenia niewypowiadane
Zapominane bo nie doczekałem się na zmianę
Przekonanie,
Że po którymś ciosie się nie wstanie
Co jest grane?
Czasem głupie pytanie, nie?
Bakanie, popadanie w manię
Życie diametralnie inne niż to na ekranie
Walka o przetrwanie
I kombinowanie
Wprowadza mnie w stan gdzie zdecydowanie
Za dużo sytuacji, które szybko nużą
Za dużo ruchów, które niczemu nie służą
Dużo za dużo akcji, które wszystko burzą,
Które źle wróżą
Tak jak cisza przed burzą
I łżą jak psy
Pierdoląc trzy po trzy
Ej, ej, ej Ty
Trzeba było myśleć gdy
Po fakcie łzy zalały Ci oczy
I tak przez siedem dni
Dzień w dzień ten sen się śni
Witam Cię dniu z poziomu fotela
Z wnętrzy M3
Witam Cię, dniu niewdzięczny
Tu po tej drugiej złej stronie tęczy
Witam bez kwiatów naręczy
Bez zastrzeżeń
Dzień, który przede mną piętrzy
Jeszcze większy
Cień nad światem wewnętrznym
Witam, choć z dnia na dzień coraz bardziej niezręczny
Jestem tenże gest nikt mnie nie wyręczy
Wiesz jak męczy
Myślenie o stanie rzeczy
Wiesz jak jest, gdy czyjś czyn czyimś słowom przeczy
Wiesz jak to leczyć
Lecz to kaleczy
Race THC
Jak dwa ostrza mieczy
Na razie walczę
I na jaranie warczę
Chcesz też uwierz, ja
Dostarczę Ci tarczę
Może nie wystarczę
Ale będę tuż obok
Prócz Ciebie nie ma mnie dla nikogo

Nie ma mnie dla nikogo...
Nie ma mnie dla nikogo..
Nie ma mnie dla nikogo...
Nie ma mnie dla nikogo..
Łapy kładą na mojej kasie,
a żaden z nich na Hip-Hopie nie zna się 4x

Zimno kurwa deszcz , śnieg pada.
Telefon sprawdź jak w temacie rada.
Dzwoni! - Wyświetla się, że to anonim.
-Halo! - dwóch wariatów nową furą goni.
Szczypie w oczy... Co? Zmęczone oczy?
Wpadajcie do mnie, bo już druga w nocy.
Oblężenie, trwa telewizyjny obłęd.
Transmisję przerywa sen...
Rano budzi nas rodzinne grono,
przypierdala się do rapu na nowo
Do pracy, weź pogódź się z żoną.
Wiedzą, że wczoraj nie jeden joint spłonął.
Przeprowadzam z nimi rozmowy ostre.
Chcą żebym z góry zawołał co za ostre
On schodzi na dół i już pyta, nie pada.
-co jest?
-Wie pan co? Jest problem... - trawa

Łapy kładą na mojej kasie,
a żaden z nich na Hip-Hopie nie zna się 4x

Zimno kurwa deszcz , śnieg pada.
Drugi dzień , zatłoczona autostrada.
Tak.. potwierdza twa zdrada.
Znieczulam się rządami od sąsiada.
Bo w rodzinie Ja, to czarna owca
Mówią , niezłe zioło wyrosło z tego chłopca.
Niezłe zioło jak na raposta.
Co chciał do dostał, od życia chłosta.
Jeden joint, drugi joint spalam,
to moje życie i ja to ustalam.
Wkurwienia mojego podnosi się skala,
Pamiętaj o tym ,rap utrwala.

Łapy kładą na mojej kasie,
a żaden z nich na Hip-Hopie nie zna się 4x
Zamykam oczy, jak bym nagle zobaczył coś ohydnego
Mimo wszytko życie toczy się, obojętne dlaczego
Złe chwile tylko zapadają mi w pamięci
A te dobre jak sen, umykają gdy wchodzi cień
Nie pytaj mnie kim są ludzie w garniturach
Poco żyć, skoro i tak kiedyś zamknie się trumna?
Płoną znicze, ludzie płoną dusze w urnach
Zamykam oczy i wiem, że świat się nie skończy tutaj
Żyjemy w grupach, mimo wszystko idziemy po trupach
A że żywot własną walkę toczy, by w końcu upaść
Poco nam to? Reguły, zasady, prawa?
Bagnet na broń, zabijmy się w imię stada
Każdy powtarza te same błędy
W człowieku jest kasa, jak w taniej odzieży
Boimy się narażać, droga nie tędy
Czas nadać kierunek, by móc życie przeżyć

REF.
Zamknij oczy, kilkunastu nas
Obrało cele, prace[?], apostolski trans
Wiem, wiem
To wszystko masz przez ten hajs
I za ten hajs, ha, gdzie go masz? x2

Mam na imię Milioner, ana nazwisko [?[ludzi[?]
Umieram by się odrodzić, żeby w końcu stąd uciec
Jestem jak nowo narodzony głupiec
Na ziemie sprowadzony, bo się połapał w oszustwie
Kim są ludzie? I czy ziemia jest jedynym rajem?
Gdzie jest bóg, który wie że mu zginął Abel?
Kiedy zrobią z uczuć walutę, i ktoś straci palec?
Każdy symbol ma skruchę, tylko trzeba ją znaleźć
Ta, kiedyś myślałem że gdy umrę to skończy się świat
Dziś rozumiem, że nie do końca jest tak
Każdy ma drogę, którą biegnie
I tak w sumie, mogę przeciwstawić się tym faktom
Co jeśli dusze znikają z czasem?
I wkrótce nic nie zostanie z naszych marzeń?
Każdy z nas umrze, lecz nie wszyscy razem
Bo bóg jest, i ma na życie patent

REF.
Zamknij oczy, kilkunastu nas
Obrało cele, prace[?], apostolski trans
Wiem, wiem
To wszystko masz przez ten hajs
I za ten hajs, ha, gdzie go masz? x2
Mam wiele powodów żeby ciągle iść do przodu
trzy z nich witam od progu gdy wracam do domu i
uwierz mi ziomuś nie mogę spuszczać z tonu bo
przyzwyczajone do pewnego poziomu są
Jesteś mą energią ją biorę na serio wciąż
doskonaląc wraz z nią swą umiejętność
artykulacji myśli przy mikrofonach jestem w domach
nie na salonach widzisz ziomal
kiedy rap to me dziedzictwo ja z nim związałem przyszłość i
idę przez życie mając go za wytyczną wierz mi
Że gdybym mógł cofnąć czas jakąś metodą
poszedłbym drugi raz tą samą drogą
a mówią że w życiu chodzi o nią właśnie nie
aby złapać tylko gonić coś jest ważne i
jeśli pragniesz to w końcu będziesz miał to
jak zwał to idę swą drogą teraz sprawdź to!

Ref:
Nie urodziłem się by przeżyć swe dni w blokach
Ja chcę mieć lokal jak cała Europa
Dają mi kopa że płacę tym co kocham popatrz
My mamy królów na banknotach x2

Minął już czas gdy raperzy mieli kompleks ja sądzę wiele pomogły im w tym pieniądze ja sam mam problem gdy pytają mnie o zawód
jestem artystą żyjącym z rapu i swego czasu
był popularny wśród dzieciaków przyniosła chorych
po paru latach media ogłosiły koniec mody
to nie tragedia ale naturalna kolej rzeczy
dla mnie ten POP tylko HIP HOP kaleczył
to środowisko hermetyczne jest i już
chcesz robić disco jesteś pizdą lepiej wrzuć na luz
choć promowany jest szacunek tolerancja
nie będziesz szanowany gdy sam utniesz sobie jajca
a jakby co chętnie to za ciebie zrobią
pojadą Cię na forum, anonimowo
bronią jest słowo gdy czas na konfrontacje i Abradab 2010 sprawdź mnie!

Ref:
Nie urodziłem się by przeżyć swe dni w blokach
Ja chcę mieć lokal jak cała Europa
Dają mi kopa że płacę tym co kocham popatrz
My mamy królów na banknotach x2

To jest kultura która żyje na murach
u nas co chwila awantura bo taka jest natura
masz swoją klikę i jesteś zawodnikiem
cóż naucz się lepiej przyjmować krytykę tu
nienawiść jest niejednemu w oku solą
zamiast się bawić rapem pierdolić wolą
machnęło ręką wielu, wielu odpadło
a kilku wariatów chętnie odda za to gardło
to nie są Stany to nie Bronx czy Brooklyn
tutaj do kłótni nie wyciągamy spluw i
tu nie mamy niewolników wśród swoich przodków
lecz robimy rap tak jak oni od początku
wiesz tu gramofony a z czasem i serato
włącz mikrofony ziomy pochodzą z Kato
co powiesz na to czy rap dla Ciebie stał się
jak zwał cię ja jestem MC teraz sprawdź mnie.

Ref:
Nie urodziłem się by przeżyć swe dni w blokach
Ja chcę mieć lokal jak cała Europa
Dają mi kopa że płacę tym co kocham popatrz
My mamy królów na banknotach x4
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo