Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Jeden, jeden, jeden

Żyj tak jak by to miał być, twój ostatni dzień
Bo wystarczy jedno słowo, ruch czy gest
I nagle wszystko skończy się
Żyj tak jak by to miał być, twój ostatni dzień
Bo wystarczy jedno słowo, ruch czy gest

Kiedy po raz ostatni widziałem się z bratem, tego roku
Szacunek, dzień pierwszy wrześniową datę, ostatnie pożegnanie
Impreza na gliwickiej, wokół osoby przyszły dalsze i bliskie
Myślę w tym momencie ile razy mogło się coś zdarzyć
Teraz o chłopaku można już tylko pomarzyć
Niedziela siedemnasta, Kokot, Mały, Laska, Gorol, akcja
Tania libacja, dzień pierwszy po wakacjach
Trzy dwieście ***** trakcja po fakcie racja
Kolejna lekcja, nie jest tak jakby wylał gencjał
Chwilę za dużo, nie sprawdzam co gwiazdy wróżą
Spadł deszczyk aj, my tu mamy fight z burzą

I nagle wszystko skończy się

Popatrz, biegnie młody człowiek
Znika w czarnej bramie i nie wraca
Pochłania go chwila, chce żyć jak rówieśnicy
Udowodnić, że potrafi i, że czasu nie traci, że się nie zagapi
Mija miesiąc już za póŹno, cierpią bliscy
Zgasło światło, nie oślepi pewnych swego
Zadumanych kasą wypchanych
Którzy z góry oceniali ile wart jest człowiek
Który ulicą się syci
Oni chcieli i wiedzieli, że cię czarna ręka chwyci
Często pozostawiasz samą osobę kochaną
Wlewasz w gardło procentowe zboże
A czas twoją delikatność i uczucia orze
Gdzie nie włożę ręki tam zobaczę
Zdjęcie szczęśliwej osoby, związek piękny
A co teraz? krzyki, lęki, ukrywasz swoją twarz
Chowasz w bramach miasta, unikasz wrogów
Modlisz się, by żaden z nich nie przekroczył twoich progów
Masa spłat, jesteś wartościowym człowiekiem
Lecz człowiekiem który nie rozdaje kart

Żyj tak jak by to miał być, twój ostatni dzień
Bo wystarczy jedno słowo, ruch czy gest
I nagle wszystko skończy się
Żyj tak jak by to miał być, twój ostatni dzień
Bo wystarczy jedno słowo, ruch czy gest

Za sukces stówka, główka na karku
Mała wskazówka nie ta w zegarku
Cele znane, detale zamazane pod maską, wraz z porażką brane
Do serca z precyzją strzelca, wyborowego trafia, akcje rozkręca
Do ostatniego walcz tchu, zmierz tempo pulsu, znajdŹ wytyczne kursu
Świadome stawki, zna sens charówki
Wie, co do poprawki, a co do lufki z kim i gdzie
A z kim nie, tak trzymaj się, znajdzie się haczyk
Uważajcie na cichych słuchaczy, sprzedawaczyk
Mam na myśli, to się sprawdzi, co się przyśni
Jeden zły ruch i budzisz się na dnie
To nie serial jak w telewizyjnym szkle

Co jest? umarł równy koleś w mieście
Jeszcze wczoraj go widziałem na kasie
Liczył dochody, odszedł czy miał szanse?
Wszyscy się łudzili, ale nie każdy z groszem żyć potrafi
Rzuca linki, oczy mruży w jednej chwili
W taki sposób odpowiada, już nie czuje, już nie będzie męczył głód
Jeden z wielu nie zobaczy jaki słońca piękny będzie wschód

Hej ty tam z drugiej strony dam dami dami
Myślisz, że masz wszystko kontrole między nogami
Twój malowany obraz może zostać nie dokończony
Przyjdzie na świat dziecko i co?
Patologii zasmakuje z pierwszym spojrzeniem nieświadome, zmaganie
Zastanów się młoda matko, nie bij
Spokojnie odpowiedz na błaganie
Prośba dziecka to żądanie
niespokojnie spoglądam w kalendarz
Ręce wkładam w puste kieszenie
Czekam uważnie, śledzę ruchy
Wiem, że rynek nie ma skruchy
Błąd mój i po wszystkim
Nie spłacę długów, nie pomogę bliskim
Oczy matki zapełnią się łzami
Nasza przyszłość w Polskę wraz z płytami
Nie osiągnę celu znajdę się za kratami
Czasem myślę co będzie z tymi którzy wierzyli
Którzy oddali kilka lat dla moich słów dla limitowanej chwili
Od 92 do 2002 w podziemiu
Czas się wynurzyć, uświadomić młodemu pokoleniu
Życie to jeden wielki test

Żyj tak jak by to miał być, twój ostatni dzień
Bo wystarczy jedno słowo, ruch czy gest
I nagle wszystko skończy się
Żyj tak jak by to miał być, twój ostatni dzień
Bo wystarczy jedno słowo, ruch czy gest
Dwóch nas tu, i trzeci rap od lat kilkunastu
A czwarty to ty, wychowany pośród chwastów
I czart z tym, czy dajesz pięć jak może jeden na stu
Czy chciałbyś byśmy zdechli jak całe morze fantastów
Nas dwóch tu, i piąte 5-2, jego pięść pięć ma
A część z was pamięta rap na który teraz chęć ma
Ten głód rósł aż opuchł, teraz smakiem złocistym
Bo wilków nie nakarmisz przeżutą papką z top listy
To 5-2, dwóch na pięć, czyli dwoje na piątkę
Choć nie którzy schowali już instancję na pamiątkę
I teraz jestem pewien, nie jeden kozak tu pękł
Co chodził i się chwalił, że już miażdźy jak Wu Tang
Kto pięć da, w mieście napiłcia, po tym jak UMC
Wydało "Poznań VI", refleksje bez cięcia
To 5-2, musisz to mieć, ja będę to grać
DEEP i HANS, zabieramy wszystko to co jest do wzięcia

Komedia w mediach, o to co mówisz nikt tu nie dba
Trzeba dotrzeć do umysłów, nie dać zamknąć się w cudzysłów
Rap musi mówić, musi walczyć, musi zmusić
Byś pomyślał co on mówi, i nie musisz go polubić
Ja podciągam spodnie, by w walce mieć wygodniej
Rap z Polski zachodniej, płomień, nie sztuczne ognie
Płonie, ściskam dłonie, na mikrofonie gnoje
To jest dopiero projekt 5-2 Dębiec spierdolimy wam nastroje
Bo 5-2 jest lepsze, jako pierwsze nawija na sucho
Takie wiersze jakie inni po trzeciej kopercie
Bo 5-2 to 5-2, drugiego takiego niema, i nie będzie
Bo to prawie relikt na tym świecie
Nie spotykani, jak handlarze używanymi trumnami
Nie ma takich, jak tych dwóch, ani jednego więc sprawdź ich
Wdech tlen, i wydech słowami na was respekt
Bo idzie materiał zaraz najświeższe, a jednak smak jakby sprzed lat
Więc bierzcie póki czas, to nas dwóch
Was na podmuch, nas na podsłuch głośno
Odkręć okno w swoim auto, by to mocno w miasto poszło
Nas dwóch tu, głos buntu, nie pokoju, słychać z klubu
Nas tu dwóch, to znów tu ci co idą pod prąd tłumów
Dwóch tu nas, Bóg czuwa, duch nas nie opuszcza
Muza, tu dwóch nas, puszczaj to gdzie ci się uda
Chłopaki w górę pięści, dziewczyny pokażcie piersi
Wracamy do gry, zapraszamy na koncerty

W dziewięćdziesiątych na ulicach było pełno wiary
Starzy pili, a dzieciaki krzyczały pobite gary,
Dziś, mają koszmary, choć namiary biorą na nich dupy
Rosną rozmiary gdy idziesz życiem na skróty
Napruty, długim szarym korytarzem
Chory, niejednemu łeb porył, taki algorytm
Lecą wieczory,
Zabawa, gwar pełne kluby
Ryczą motory, znów jazda
Banknoty, bluby
Trans dupy, bauns gruby
Wszystko bez sensu
Czułem się jakbym stał wciąż w tym samym miejscu
Wyścig do szelestu
Po chuj mi to wszystko?
Ja to ja, a nie imię i nazwisko
Mam kilka lat, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Ci szybcy nie nadążają, mądrzy nie czają
Ci syci nie dojadają, głodni nie jedzą
Choć pokój wciąż ogłaszają, wojna za miedzą
Szedłem sobie po śniadanie i podbija do mnie Janek
chwile ściemnił - jak tam zdrowie? - gadkę znam już na pamięć
Zaraz powie - pożycz mnie dwóch stów - i narzekanie
że już mama mu nie daje, mówię - Janek, daj już spokój mamie
Pożycz mnie dwóch stów - nie daje za wygraną szkodnik
Nigdy w życiu nie oddajesz kanałami chodzisz
załatwione już z Robertem nie ma żalu - mówi przekręt
a z Bogdanem i Kamilem pytam, on mamrocze chwilę, lipa
(pożycz mnie dwóch stów, mam świetny pomysł)
ja mu mówię znam go - konie, bingo i kupony
Ogarnij się, mama ci nie daje, bo masz lat trzydzieści trzy
weź się do roboty, bo już trochę wstyd
(Mam już coś na oku, co ty Sokół ciągnę furę z Rotterdamu
i pogonię drożej z tym kulawym z baru)
Jaką furę, przestań łgać, ściągniesz spodnie twoja mać a nie furę
pożycz mnie dwóch stów - nie ustępuje

Jak nie widziałeś dziś pożycza
to bankowo on zalega ci coś
Janek o ksywce - Pożycz
przezroczysty, jeśli krewi sos

Pożycz mnie dwóch stów - ja mówię nie ma mowy
spieprzaj ziomuś, pluje i bratuje aż brakuje mu powietrza
Zmiana - papierosa masz? - nagle wyjeżdża
Można nabrać się, jeśli Janka Pożycza ktoś nie zna
Nagle mówi mi - do jutra - ja wciąż idąc coś zjeść
myślałem, że się żegna i mu mówię - spadaj, cześć
a on na to - pożycz mnie dwóch stów, do jutra, wiesz
wiem, ale to, że już nie spotkam ciebie wtedy
więc nie ma gadki, przezroczysty staniesz się jak zwykle
nawet z klatki jak wychodzisz cię wtedy nie przytnę
a on - pożycz mnie dwóch stów - już mnie wkurwia
jestem głodny i mam dość tego natrętnego trutnia
pożycz mnie dwóch... - stop, masz tu pięć dych
zajebiście - i zawijaj się, niech cię nie widzę więcej
Za te pięć dych kupiłem sobie spokój
od upierdliwych wkrętek i teatrzyku z bloków

Jak nie widziałeś dziś pożycza
to bankowo on zalega ci coś
Janek o ksywce - Pożycz
przezroczysty, jeśli krewi sos

Mam go z głowy już - Sokół no weź się
Mam go z głowy już
Mam go z głowy już
Mam go z głowy już - no jak z głowy?

Idąc wzdłuż ulicy w planie miałem zjeść śniadanie
Lecz gdy Janek Pożycz znów na drodze mi staje
Daję nogę w drugą stronę, bo już wiem, co Janek powie
pożycz mnie dwóch stów - weź daruj sobie Janek
Marzę o tym żeby móc na widok policjanta
odetchnąć z ulgą i pomyśleć że jestem bezpieczny.

997 ten numer to kłopoty
Gdy wydarzy się incydent to pojawia się konfident
Dzwoni 997 i wszystkich sprzedaje
Przyjeżdżają kurwy, mendy, jebane suki,
śmiecie, psy, pierdolone kupy gówna
Wygarnąć do nich z gana, to moje marzenie
Pierdole konsekwencje, areszty i więzienie
Jak siedzieć to kurwa za coś konkretnego,
Sprzątnęłeś psa, nie pierdolisz się kolego
Lądujesz w areszcie, masz ich wszystkich w dupie
Pierdolimy policję i trzymamy się w kupie
To jest nasza siła, potęga, moc i chwała
Każdy ze Slums Attack nienawiścią do nich pała
Kurwa w mundurze to nasz największy wróg
Nienawidzę ich jak mogę i pluję im w mordę
ściągają cię z ulicy, oskarżają o zbrodnie
Popychają cię pod ścianę, obszukuję kurtkę, spodnie
Słuchasz ich uważnie, wysłuchujesz te plugastwa
Każdy taki pies to jebany pederasta.

Policja, policja nam dokucza.

Bo policja to skurwiele i jebane pedały,
Nigdzie się ruszą kurwa bez policyjnej pały
Uwielbiają napierdalać, poniżać, torturować
Nigdzie przed tym gównem, ścierwem nie możesz się schować
Nadużycie władzy i poczucie siły
czy nikt nie powstrzyma tej policyjnej kiły,

Policja, policja nam dokucza.

Być stróżem prawa to jest pomysł durny,
pierdolmy wszyscy razem policyjne kurwy. / 5x

Policja, policja nam dokucza.
Jak się od nas nie odczepią zaczniemy ich zabijać.

Myślą sobie kurwy, my wszystko możemy
Jak ci coś nie pasi to cię zaraz obijemy
Dostajesz po ryju i bardzo cię boli
Lecz trzeba być twardym i nie można się pierdolić
Gdy policja, to kurestwo nadużywa swych praw
Nie można stać bezczynnie, nie można się też bać
Stróże porządku i praworządności,
od ich poświęcenia bolą kurwa tylko kości
napierdalać oni lubią, pałka to ich atut
odpowiedzą za to kurwy, odpowiedzą za to.
Dlaczego ja? Dlaczego ty?
Za co nas biją jebane kurwa psy
Czy jestem złym człowiekiem? Czy nie mogę nic powiedzieć?
Mam to tolerować nic nie mówić, cicho siedzieć?
Zastraszyć się nie dam, nie dla mnie jest milczenie
Jest to zwykła zgraja kurew, im należy się więzienie
niczym się nie różnią od zwykłego złoczyńcy
chyba tylko zasadami, bo bandyci mają honor
i swój pieprzony styl.

Już mam dość tych gliniarzy. / x2

A dziewczyny w mundurach, to gówno ci dołoży
Więc uważaj na nich bardzo, bo będzie jeszcze gorzej
Bo to jedna wielka banda, są panami twego miasta
W starciach z policją, ucierpi twoja kasta
Bo do twego życia nie wnoszą nic nowego,
chyba że masz ochotę na sińce kolego.

Policja, policja nam dokucza.
Jak się od nas nie odczepią zaczniemy ich zabijać.

Być stróżem prawa to jest pomysł durny,
pierdolmy wszyscy razem policyjne kurwy. / x5

Policja, policja nam dokucza.
Jak się od nas nie odczepią zaczniemy ich zabijać.

Aresztowanie jest dramatem, więc opuszczasz swoją chatę
Pociągasz za spust, widzisz rozjebany mózg
To twoja decyzja, ten wybór jest twój
Zabijasz gliniarzy, robisz naprawdę niezły gnój
Kryminał jest miejscem do którego nas zapędzają
pieprzę skurwieli, niech w kiciu sami zdychają
Twój ziomek, towarzysz, kumpel z podwórka
Chciał więcej od życia, lecz zapomniał że dwururka
jest w jego rękach przedmiotem niebezpiecznym
Wyjebał z niej dwa razy, powtórzył to ponownie
Gliniarz się wywrócił, kurwa zasrał całe spodnie
nie było co zbierać, pierdolona afera.

Policja, policja nam dokucza.

Jeśli chcesz uzyskać pomoc, jeśli czujesz się gorzej
ja mówię ci człowieku, pies ci w niczym nie pomoże
Czujesz zagrożenie, potrzebujesz ochrony
Kup sobie dziewiątkę i naciągnij zasłony
Posiedź trochę w chacie i czasem do nich nie dzwoń
Oni nie są ci potrzebni, to twoje interesy
Próbują oskarżyć często ludzi niewinnych
zwalają winę nie pytając o przyczynę
mają wszystko w dupie, byle zaszumieć
Każdy glina tylko w łapę brać umie,
Opłacają drogie kurwy, wynajmują limuzyny
To za nasze pieniądze bawią się te skurwysyny

Policja, policja nam dokucza.
Jak się od nas nie odczepią zaczniemy ich zabijać.

Zamiast pomagać ludziom w potrzebie,
wolą zbijać kasę i czekać aż wymięknę
Lecz ja nie puszczam farby, wcale nie mam zamiaru
nigdy się nie przyznam nie przypucuję do towaru.
Gówno na mnie macie, gówno o mnie wiecie.
Sami przecież ćpacie, sami przecież handlujecie
Jesteście wpływowi ustalacie własne prawa
Porządek publiczny to przecież wasza sprawa
Was interesuje jak by dorwać się do kasy
Chcecie zabrać jak najwięcej od szarej ludzkiej masy
złodziejstwo i chciwość zakodowane macie w genach
korupcja, korupcja nic się kurwa nie zmienia
Wasza instytucja to choroba weneryczna
Powstaje nagle, niebezpieczna, spontaniczna
Epidemia nam zagraża, jestem tego świadomy
Więc trzeba wam płacić bo inaczej namierzony
Uziemnicie mnie, czeka mnie więzienie
Chyba że zapłacę bo wy macie swoją cenę
Potraficie być mili, uprzejmi, ułożeni
Jak tylko dostaniecie mały zwitek do kieszeni
Wtedy wszystko gra, świat się staje kolorowy
Władza za pieniądze jak towar w monopolowym
Bo nie ma z nich pożytku ale trzeba ich opłacać
Bo wiedzą gdzie uderzyć jak po dupie cię pomacać
Mają swoje wtyki, szeregi konfidentów,
taki wywiad na dzielnicy, siatka tajnych agentów
Założysz z nimi spółę albo puszczą cie z torbami
Wszystkim dysponują z pieprzonymi rejestrami,
A jeśli któryś z nich jeszcze raz się przypierdoli
Obiecuję kurwa wszystkim że pozabijam gnoi

...Że pozabijam gnoi
W końcu trzymasz mój materiał w dłoni i masz w nim życie.
Będziesz pamięciówy wystrzelał po nim tak jak po byłej.
Mam 21 wiosen, Jopel, a w sercu zimę.
W żyłach płynie breja z błotem, bo krew spiły ulice.
Za Jagiełłę na banknocie i 3 cyfry nad krzyżem.
Choć nie jeżdżę samochodem to i tak tankuję sporo.
Pizgam bro jak wersy co dzień, wieczorem jest wódka z colą.
Tak jak alkoholik solo walę highter z koniakówek.
Moja eks pizneła focha, bo traktuję ją jak kurwę.
Była nawet fajna foka, ale wisiał jej hamburger.
Dała zmacać się dla chłopa, dzisiaj chce mieć ze mną przyjaźń.
Wolę pionę zbić dla wroga niż czesać to co zabiła.
W rymach, całą prawdę kiram, bo mam dar władania słowem.
Choć nie zawsze się opyla, to i tak to kurwa zrobię.
Nie wiem na co czekasz ziomek, puść ten syf w swoim iPodzie.
Próbujesz w tym prawdy dociec? Ja też jestem na głodzie.

Będę pisał o miłości jak będę zakochany.
Będę pisał o wierności jak nie będę zdradzany.
Będę rzucał kurwami dopóki mnie to wkurwia.
Prawda przede wszystkim, tylko prawda kurwa.
Więc nie rób z siebie durnia, nie szukaj w tym Trueskul'u.
Wsadzam Ci chuja w usta rapem szczerym do bólu.
Nie mam skrupułów, więc nie próbuj mnie odchamić.
Podążaj za tą prawdą za mną w ten ląd nieznany...

W miejscu gdzie mieszkałem dawniej, bloki jak katakumby.
Patrzę na schody na klatce i co? I jestem dumny.
Choć z tych schodów zrzucał matkę ojciec mój jak robił burdy.
Skrzynka na listy w dziurki pod spisem lokatorów.
Co pamięta czasy Gierka, prośby składane Bogu.
Mam od serca kilku ziomów, reszta chce się pucować.
Bo nasz rap wciąż zwiększa zasięg jeśli fejmem jest nagroda.
To za słowa wolę papier bo co mi z takiego fejmu?
Szukasz mnie na naszej klasie, szmul zmiętoli chuja w ręku.
Nie zaskarbisz sobie skarbie miejsca w sercu samą cipką.
Wkurwiasz mnie gdy na poważnie pytasz mnie czy śpiewam hip hop.
Jestem tym artystą, który wkłada w to serce.
Jestem tym artystą, nie chcę być nikim więcej.
I mam w sobie tą werwę, do Verby mi daleko.
Choć o uczuciach kreślę rap poniekąd...

Będę pisał o miłości jak będę zakochany.
Będę pisał o wierności jak nie będę zdradzany.
Będę rzucał kurwami dopóki mnie to wkurwia.
Prawda przede wszystkim, tylko prawda kurwa.
Więc nie rób z siebie durnia, nie szukaj w tym Trueskul'u.
Wsadzam Ci chuja w usta rapem szczerym do bólu.
Nie mam skrupułów, więc nie próbuj mnie odchamić.
Podążaj za tą prawdą za mną w ten ląd nieznany...
Te postawy wynikają z intensywnego stylu życia
To konsekwentne odtwarzanie tego, co się w życiu zdarza
Bez komentarza! Tak po prostu bywa
Że pusta jest lodówka to przestało mnie przerażać
Umiemy żyć z dnia na dzień, to co, że się narażam
Nigdy nie upokarzam, problemy wciąż nowe
Że to przeszkadza, wciąż mówisz uważaj
A ja śmierć mam i uważam za pewną wartość
Gdy brakuje człowieka, zauważasz stratę bardzo
Niespełnione obietnice, przyprawiają o wyrzuty
99 jest rocznicą nie tylko w hip hopie
Nuty odrzuć w kąt, samplingu tu narracja
Moja dominacja, smutny to nie moja działka
Jak operą fascynacja, wole jazz improwizacja
Albo Spidera Herbiego Madman zawsze przyzna racja
Dwa światy, jeden cel, Stretch Armstrong dał pierwszą lekcje
My też mamy w chuj sekcje, lute nie dętą orkiestrę
Całkiem nowe nie zapomnę, Chicago lat 30’
Jazz światło na hip hop przełoży, a Ty tego nie poznasz
Bo nie wyszło legalnie, nie kupisz tego w sklepie
Brudne rzeczy nie przeszły przez pralnie
Tempo 75, ja wolę 90, rym szybko jak tempo bolero
Słucham cię meczysz cholero i smucisz, więc się lepiej ucisz
Czy ?bakszad? muli jak by był struty
To dźwięki Poznania, nie dźwięki Kalkuty
Mamy swoją stylistykę, swój język, może to slang
Sprawna gadka outsider’ów SLU gang
Steży, kto wierzy, proceder się szerzy
Marzenia na wieży i spadek z wieżowca
To przemawiał Syki Kid sędzimir czarna owca

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Ty nic na to nie poradzisz, jeśli nie znasz, nie obcujesz
Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Nie obchodzi mnie, że trujesz, nie poczujesz, jeśli blefujesz

I siedzę, fotel wciąż ten sam stary
Prezent po dziadku Alojzym, doskonały
Trzy pokolenia praktyki, nie ważne wszystkie odwyki
Nie zamkniesz mnie nigdzie, zawsze zjebie Ci jazdę
Mówię poważnie, prowokujący styl, prawdziwy jak ja sam
Zawsze w chuja gram, na to zawsze znajdę czas
Na wolnym zawodników pokaż, chętnie się zmierzę
Nie konieczne przymierze, co dobre docenię
Co prawdziwe jak płomienie nie zagaszę
Wyrażam siebie, ciebie to jebie, solopejka uderzenie
Mocne jak ziemi trzęsienie ale zbędne agrożenie
Choć odstaje od reszty nikt nie może grzecznić
Jestem wredny, nie tandetny Inżynier dźwięku DJ, MC
I producent w jednym, konkretny, przestałem się wahać,
Wykładam całą gamę dźwięku, asortymentu pełen wachlarz,
Jaką drogę przebyłem, ty przy tym nie byłeś
Gdy ja gangsterzyłem, ty słuchałeś, pewnie się śmiałeś
Ciekawe co sam odpierdalałeś, [nagrywałeś?] pewnie nic!
Czekasz na debiut u grubego, więc ćwicz potem kasę licz
Wielkopolska nie no limits z ulic ucieczki
Nie uchwycisz, nie zarejestrujesz w kadrze,
Jak to drzewo co uschło pod bramą ja uschnę także
To ważne, każde słowo, jak przepiękne dźwięki złożone na nowo
Premier cudotwórcą, jeszcze paru innych mogą nie raz uratować życie
Choć to nie pierwszy krok na scenę, jak słyszę arenę
Czuję się tylko ich cieniem, jak bezbronne dziecko
Dam się poprowadzić lekko do przodu, żeby sprawdzić się znowu
By nie sprawić zawodu, nie ma problem co do zwodu
Seksoholik pokroju bohaterów obu Kolgejta i Luka
Bawić się w seks jest luta, mój cel jest tutaj

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Ty nic na to nie poradzisz, jeśli nie znasz, nie obcujesz
Jak przekupy na targu, nie targuję się o cenę towaru
Pytasz co ty? Zdziwiony, że gramy za zwroty
Trzeba być człowiekiem pomóc drugiemu w potrzebie
Nigdy nie odmówię, o tym Malik mówił w rymach
Teraz się śmiejesz ze 10 osób to kpina
Ja szanuje pierwszą piątkę i przybijam stale piątkę,
PTUSBejowi święty skład na bez ludną wyspę zabiorę,
Zawsze poważnie, produkcja, skrecze,
Crazy pomógł, gdy ja jeszcze kaleczeniem się zajmowałem
Na czarnych mało pojmowałem, teraz poziom się podniósł
Jestem DJ znaczy chłopak od puszczania płyt
Jeszcze nie turtejblista ale to przecież nie wstyd
I to mnie jara, undergroundowy biały lejbel
Muzy nie ma chyba lepszej, tak jak ekipy konkretniejszej
Wiesz gnojki od nabojki, od rozrachunku kości
I wdepnięcia w chodnik, w potrzebie odkręcający drogie głowy
Szacunek nie jest strachem wymuszonym
Każdy dobry w tym co robi, umiem przypierdolić
Ale lepiej z mikrofonem się obchodzić
Więc to pierwsze zostawiam rutynowanym ekspertom
Nie odpierdalam pucki, jeśli lubią to mnie zechcą w swojej ekipie,
Oznacza to jedno, albo jesteś swój i tu trafiłem w samo sedno,
Nie mogę zboczyć z toru, z życiowego wyboru
Nie można się wycofać tak jak nie można stracić honoru
Trzeba trzymać się według planu, kumple wyłamek nie uznają
W jedności siła, dlatego piszą o nas w zinach
Tego nie dowiesz się z kina, bohaterowie ukrytych kamer
Psi zapis z operacji mamy za frajer, skie pieskie posunięcie
Zawsze zawalczę, nie raz jeszcze się sparzę
Ale zawsze swoje pokażę, przed psami nie ma fobii
To mówi swój człowiek, gdy zawiną cię na dołek
Będziesz miał świadomość, że spędzasz kurwom sen z powiek
I niech każdy się dowie, że nie przegrałeś
To tylko konsekwencja potyczki, nie wielkiej wojny
Ode mnie szacunek za każdą bitwę z psim wrogiem znienawidzonym!

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Ty nic na to nie poradzisz, jeśli nie znasz, nie obcujesz
Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Nie obchodzi mnie, że trujesz, nie poczujesz, jeśli blefujesz

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
I chuj mnie obchodzi, że lepszy się czujesz
Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Takie postawy, 99 to są moje postawy
I zawsze takie były, tu nie ma nic na niby
Nara
Ten dzień za dniem, ten rok za rokiem
Od dnia narodzin po przeznaczenia śladach
Ciągle biegne nie wstając, ciągle za czymś latam
Padam prawie na twarz, a tu już dzień po nocce wraca
Więc trzeba wstać, gonić muszę sensu szukać
Ufać ludziom jak wdychać swoje płuca
Znowu nudy, znowu płacz, znowu ludzi pełno
Znowu trudy, znowu radź sobie sam na pewno
Mi wszystko jedno, czy to niebo czy to piekło
Pękło coś , więc noszę zło i lekką ręką
Dla mnie piękno, dobroć tą złość szpecą
Dla nich słów potok, dla mnie to ich bełkot
Teraz mam chyba więcej pokory w sobie
Już nie tak bardzo denerwuje mnie człowiek
A mój dystans do ludzi chyba powoli się skraca
To moje życie i czas do niego wracać

Jestem kim jestem, nie zmienię się nie chcę
Chodź już rozumiem dziś coraz więcej
Uczę się żyć tak by dać sobie szczęście
By widząc całe zło tu czuć się bezpiecznie

Marzenia rosną w siłę, w nadzieję trzeba wierzyć
Dać z siebie wszystko, trzeba spłacić każdy kredyt
Żeby nikt mi nie mówił, że on dostał wszystko wtedy
Kiedy w kolejce stałem po swój talent
Między tymi co się burzom i tymi co tak walczą
Tańczą, smucą się i całą tą szarańczą
Nie przegram jak inni, nie czuję się winny
Bo jak byłbym inny przecież byłbym naiwny
Wszyscy są bierni, wszyscy są tacy sami
Bez cienia współczucia, bez jakiejkolwiek wiary
Ciągle pędzą do przodu by tę gwiazdę złapać
Ciągle pieniądz rządzi, każdy w stronę świata
A ja się nie zmienię, chcę być inny niż wszyscy
Nie chcę naprawiać tego co inni niszczą
Jestem sobą, może mądry, a może trochę bystry
Ale nie tak głupi by być taki jak wszyscy

Jestem kim jestem, nie zmienię się nie chcę
Chodź już rozumiem dziś coraz więcej
Uczę się żyć tak by dać sobie szczęście
By widząc całe zło tu czuć się bezpiecznie
Ref. [x2]
Jeszcze jedno dilowanie rąk nie brudzi
Dzięki wszystkim za towar który nigdy się nie nudzi

Jeszcze jedno dilowanie rąk nie brudzi
Jest wśród ludzi, taki który ma swoje zajęcie
Są tacy którzy chcieliby mu zrobić zdjęcie
Skazać na zamknięcie uważaj myślą o przynęcie
Podstawią pionka, który cię sprzeda
Z tarapatów wyjść się nie da
Pójdziesz w zapomnienie, a dla niego medal
To pierwsza rada skromnego MC
Który z dilerami w zgodzie żyć chce
Całkowicie, popiera ich pracę
świeci przykładem jak na meczu race
Natomiast druga sugestia to już całkiem inna kwestia
W tym momencie głos mam ja raz dwa sprawdź Włoda
Nie sprzedawaj gramów ostro ściemnionych
Na bywcach zobacz, ludzi spragnionych
Czasem u ciebie nieźle zadłużonych
Co z tą prawilnością nie bądź pomylony

Ref. [x2]

Czasem flota jest a czasem floty nie ma
Wtedy wchodzi w grę opodatkowana ściema
Bierzesz a jak nie to pij strzałę siema
Wśród moich ludzi jest takie słowo elo
Ten kawałek dedykuję wszystkim moim przyjacielom i dilerom
Którzy znają się na rzeczy
Jesteś chory zdołowany diler zawsze cię podleczy
Nikt nie zaprzeczy że trzeba go szanować
Bo to on w ciężkiej chwili zawsze może poratować
Co z tego że trzeba pecelować
Na zajebisty siuwaks nie ma co żałować
Włodi i Tomi dwa nastukane asy
Gęby nam się śmieją bo wpadło trochę kasy
Pierwsze co zrobię uzupełnię zapasy
Oraza dziś nie było ale Fiolet się pokazał
Skręciłem zapaliłem tak jak Pan Bóg przykazał
Potem słowa do ziomka, w oparach ze skrętów by uważał
Na co - na wszystkich konfidentów
Na kurewską rasę przyczajonych agentów
Pozdrawiam wszystkich zielonych konsumentów

Ref. [x2]

Trzecia rada dla tych co kupują towar
Na podwórku piją browar tych co dostali dar
Układania wykręconych słów w chmar
Ich zajawki są z podwórkowej ławki
I zakupionej od dilera trawki
Pamiętaj zawsze jest warto poczęstować
No bo po co jest towar po kiermanach chować
Takie zachowanie może spowodować
Złe wibracje ogólną frustrację
Zawsze musisz dbać o własną reputację
Więc, nabij fifkę i puść ją w obieg
Niech zapali każdy człowiek
Poczuje ciężar swoich powiek
Potem odwróci się to w twoją stronę
Wszystkie nabitki zostaną zwrócone
Kiedy psy będą pytać czyj to jest koleżka
Jak się nazywa i gdzie mieszka
To jest pestka skłamać mówiąc nie wiem o co chodzi
Za takš postawę diler cię wynagrodzi
Bo jak go zamkną to komu to zaszkodzi
Diler też człowiek tak jak każdy inny
Na sali sądowej padnie winny lub niewinny
Bierny i czynny w tym co dla nas robi
Swoją ciężką pracą warszawski hip-hop zdobi
Na tym zarobi po to jest w interesie
Co niektóry jest tylko w społecznym marginesie
Żyjąc w ciągłym stresie posłuchaj tych słów
Za twoje zdrowie jeszcze jeden wielki buch
Jeszcze jeden wielki buch wielki buch
Jeszcze jeden buch jeszcze jeden buch

Ref. [x9].
Już pora wstać, wyruszyć z domu
Przyjaciela spotkać znów
Miły, puchaty, okrągły, bo to mój jest

Kubuś Puchatek, Kubuś
Wśród roju pszczół
Jak to niedźwiadków ród
Kubuś, włazi bez trudu
Ramboli, bamboli
Na dąb łasować miód

Zabawa stały gość
A przygód nigdy dość
To jest raz na jakiś czas
A gdy jesteś sam
W domu wśród czterech ścian
Gdy coś Ci doskwiera
To masz przyjaciela

Kubuś Puchatek, Kubuś
Gdziekolwiek byś szedł
Hej! Pójdę tam i ja
Kubuś i nie ma cudów
I jutro i dziś
I ja i mój puchaty miś
Wszystko przyjdzie z czasem. Zdobędziemy to co powinno być nasze.

1. Zdobędziemy to co nasze.
Wszystko przyjdzie z czasem,
Choć często pragnienia gaszę bo nie zawsze idą z cierpliwością w parze.
A w życiu bardzo bolą niespełnione nadzieje.
Gdy coś masz a czas z przed nosa Ci to zwieje.
Nic się nie dzieje bez powodu
Na co dzień w to wierzę
to Napędza do życia jak w płucach powietrze
chwile ciężże chwile lżejsze a wszystkie trzeba przetrwać
a w końcu przyjdą lepsze dni by te gorsze przegnać.
Adaś brat pamiętał jak myślałem o tym żeby Ci się ułożyło
Bóg wysłuchał te prośby
z Czasem wszystko poukładał i odnalazłeś szczęście
Możesz zawsze na mnie liczyć do końca tak będzie
Dziś co dzień myślę o rodzinie którą mam daleko
Znów czekam na to szczęście które miałem jako dziecko
Nasza czwórka w komplecie i nasz specyficzny klimat
Głos mamy, śmiech taty, żarty z siostrą
Szczęście jak na filmach
Kochani rodzice żyjcie tam spokojnie w górach (w górach)
Niech krzyż na Giewoncie zawsze nad wami czuwa.
Dla siostry dużo serca miej wiele radości z Kajtka
Kochaj go tak mocno jak nas kocha mama
Pozdrów też Bogdana niech sie waszej trójce wiedzie
i Choć dziś nie gadamy często o was myślę wiecie?
Wszystkim dobrym ludziom życzę także dużo szczęścia
Choćby nie wiadomo co każda droga jest do przejścia (dokładnie)
Na razie się żegnam idę w swoją stronę
Wszystko przyjdzie z czasem na tym
na tym zwrotki koniec

Ref.
Wszystko przyjdzie z czasem. Zdobędziemy to co powinno być nasze.

2. Z czasem osiągnąłem to co założyłem
Mam dzisiaj to o co walczyłem
chodź nie przyszło łatwo trochę zdrowia kosztowało
Czas pokazał widocznie tak być miało
Zdobyłem zawód, skończyłem studia
Robie to co kocham - rap sport każdego dnia
Po dzień dzisiejszy w moim sercu gra muzyka
Często teoria inna niż praktyka
Samo nie przyszło tak z reguły bywa
Kto sumiennie pracuje w końcu wygrywa
Wiesz chłopak wszystko przyjdzie z czasem
Lecz przez ten czas zdarzeń jeszcze masę
Pieniądz potrzebny żeby żyć godnie
Wielu nie potrafi o tym mówić swobodnie
Jeszcze go zdobędę i będę żył jak trzeba
Tyle do zdobycia zanim pochłonie nas gleba
Dziesięciu przesłucha a jeden zrozumie
Bezimienni nie rozpoznawalni w tłumie
Uważaj byś za swoje błędy nie musiał płacić
Bo to co masz dziś w jednej chwili możesz stracić (a jak)

Ref.
Wszystko przyjdzie z czasem. Zdobędziemy to co powinno być nasze.
x2
Dziś okolica jest szczególnie smutna,
w bezruchu stoją podwórka
na psy sprzedała Cię sss...
kolejny patrol, ulice bez jutra

Chociaż nie mieszkamy vis a vis , drzwi w drzwi
dziś więc rzucasz im wyzwanie, zabij lub daj żyć
świat wyciera o Ciebie, brudne ręce
czujesz zbliża się najgorsze, chociaż liczysz na najlepsze
obłudne gęby z ekranów, się uśmiechają
twoje nerwy, one konta nie powiększają
dzieci płacą za zbrodnie rodziców
nie ma wiary tam gdzie nie ma dobrego uczynku bez kary
owrzodzone blokami, osiedla ulice
gdzie masz 7 grzechów głównych i 8 życie
tu partia szachów wychodzisz królem prosto
stawiasz wszystko, bo nie masz nic, poza wolnością
jesteś jak przypływ zabierzesz zamek
nie mów jesteś tylko falą, która kona na brzegu
zrywasz 7 pieczęć, twój początek nieszczęść
krew rozsadza serce, puls Ci tętni w uszach
po ulicy krąży pech, spuszczony z łańcucha
jak szczute zwierze, wpadasz w sidła muka
jesteś topielcem, niesionym nurtem rzeki
gdy zakładają Ci na ręce, bransoletki
chciałbyś móc światu w twarz dmuchnąć ten puder
ale chociaż jesteś ciałem to już nieobecny duchem
ulica patrzy, czujesz wzrok który Cię śledzi
nie kołysz łodzią , na której siedzisz !

Ref.
Dziś okolica jest szczególnie smutna,
w bezruchu stoją podwórka
na psy sprzedała Cię jakaś kurwa,
kolejny patrol, ulice bez jutra
między blokami wiatr cicho jęczy
te echo czasów gdy byliśmy dziećmi
tu kwiaty zła mają początek i koniec,
chwast nie zakwitnie na betonie

Jeden naród, dwóch różnych bogów
przed sobą mamy przeszłość, jutro spoczywa w pokoju
piekło nie zamarznie, kiedy ty zamkniesz oczy
tu nowobogadzcy i nowoubodzy
tu nie zgrzyt noży, świst policyjnej kuli
tu głos ludzi vox populi, kruszy mury
z ojczyzny ruin, krainy beznadziei kantów
gdzie głosuje się nogami, produkuje emigrantów
nie opędzisz czarnych myśli,przedzierając dłonią czoło
dziś pędzlujesz w Tesco mięso na zdrowy kolor
nasi rodzice - czy tego dla nas chcieli?
nałogowych graczy lotto, bez szczęśliwej niedzieli
być w służbie ojczyzny, narzędziem w walce bez celu
by w końcu oślepnąć, od światła w tunelu
plastikowe czarne worki, bo życie to chwila
idą na kraj i idą na Irak !

Ref:
Dziś okolica jest szczególnie smutna,
w bezruchu stoją podwórka
na psy sprzedała Cię jakaś kurwa,
kolejny patrol, ulice bez jutra
między blokami wiatr cicho jęczy
te echo czasów gdy byliśmy dziećmi
tu kwiaty zła mają początek i koniec,
chwast nie zakwitnie na betonie

Patrzysz na nas z pogardą, żer dla much
na który czeka chłodny prosektoryjny stół
to moje pokolenie, pogrzebane za żywota
które twarze rządzących, znosi tylko na banknotach
moje pokolenie, porzucone bez rady
dziś płodzi zmarłych, i rozdmuchuje nienawiść
unikasz ludzi bez twarzy, szarych przechodniów
których zalewa krew 7 razy w tygodniu
na naszych oczach, polityka zakłamanie
odbywają rytuał, swój godowy taniec
jak folią owijają, kłamstwem każde podwórko
i okładają do śmierci,ludzkie głowy gaz rurką
ulice bez jutra,tu rosną zła kwiaty
uczciwość i czystość, wstydliwe stygmaty
stygmaty trondu i jak bez pracy osiedla
to sprawa bezdenna, nie dostrzeżesz sedna !

Ref:
Dziś okolica jest szczególnie smutna,
w bezruchu stoją podwórka
na psy sprzedała Cię jakaś kurwa,
kolejny patrol, ulice bez jutra
między blokami wiatr cicho jęczy
te echo czasów gdy byliśmy dziećmi
tu kwiaty zła mają początek i koniec,
chwast nie zakwitnie na betonie
Pierdolony zero piąty
Pierdolony zero piąty

Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Styczeń - ja już piszę, to początek - ledwo dyszę
Nasz klip przerywa ciszę, na dobre przyjęcie liczę
Singiel to różnice przedstawione przez krytykę
Ja dopijam likier, chuj w tę i w politykę
Jakie życie taki rap, a to życie jest kurewskie
W Będzinie dziewiątego wspieram Wielką Orkiestrę
Znów przester nie przestój, z płytą N'te przesunięcie
A to już piętnasty i w Poznaniu pierdolnięcie
Jakoś będzie jak ten backstage na zamku po koncercie
I nagle tak zły news, że aż w gardle staje serce
Bo Junikowski cmentarz, to nie jest fajne miejsce
Brak mi słów Grucha, może tam ci lepiej będzie
Luty - mroźny [?] a nam tu nieznana nuda
Czy zakupić coś się uda, jeden chuj dostał z buta
Pierdolony, tu raz z pabialginą, to nie Luta
Chuj nie diler, zwykły brudas, wita cię berliński kuda
Że nic nie stało się udam? nie ma takiej możliwości
Wracam z odrapanym ryjem i sporym zapasem złości
Marzec - siedemnasty - urodziny mego brata
Moja ex kontra next, a ja jestem w tarapatach
Co zrobić? melanż - innego nie mam pomysłu
Od tych wspólnych ich spotkań łapię pomieszanie zmysłów
Kwiecień - zaczynamy trasę, coraz lepiej idzie z czasem
Maj - jest wypasem, choć klip raczej nie wypał
Reprezentuje biedę, ja znam się na tych klipach
Płyta, broni się sama jakbyś o to człowiek pytał
Dalej w kraj jedziemy, jest Tarnów wcześniej Przemyśl
Takich imprez jak najwięcej, dla tych miast respekcik szczery
Czerwiec - kilka imprez, tych do rana ja nie zliczę
Hajs nadal koszę, hajs nadal liczę
W koszalińskim klubie pustki, za to Śląsk wita nas mocno
Burza, która kończy koncert - za to sorry Jaworzno
Aż tak źle to nie jest, w pub'ie każdy dziś się śmieje
Gruby melanż z DJ'em, zapytasz co się dzieje?
To medal dla Posnani stał się faktem mam nadzieję
Że w sezonie '06 to nie kpina, będzie finał

Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył
[tylko teksty.tk]
Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Lipiec - to Heineken, niezła luta, koncert Snoopa
W.Y.P. 3 Filip, bywam i loopa
Na kwadrat rano z buta, o suchym ryju wracam
Ten kawałek [?] w oczekiwaniu na kaca
Bang-bang w przedpokoju, poprawienie nastroju
Potem browar, Mazury, koncert, chwila spokoju
I znów Jastrzębia Góra, low rider, rap, skóra
Weno, tej akurat Zbychu nas odwiedza - hurra
Sierpień - wakacje, bo roboty nie ma żadnej
Ja zaczynam go melanżem i tak skończę go, poważnie
Nikomu z nas do śmiechu, tu znów dramat, afera
Frajer w tirze nam zabiera młodego i MacGyver'a
I co teraz? przecież jutro miał być melanż pod Palmą
A ta kurwa co ich walnął zbiegł z miejsca wypadku
Wrzesień - mym miesiącem, kilka scenicznych szarży
Jeden z długo pamiętanych londyńskich melanży
Wcześniej siedemnasty, kończę jebane 29
Melanż kameralny, coś jak ziemi trzęsienie
I znów te chore media, chcą zajrzeć w mój życiorys
Przysrał się o "Głuchą noc" niejaki Stan Borys
W październiku - rozpusta, gala EMA, pulsar
Znów najebka tłusta, na nogach nie mogę ustać
Już wykończony prawie przez after, DJ w pub'ie
Wstaję z wyciągu, by przywitać się z Komarem
W chuj czarnuch na powietrzu, więc napijmy się wódki
Znów czas jest na zabawę i pierdolić wszystkie smutki
Czas wejść do studia, druga strefa drugim domem
Kilkanaście tracków, każdy z nich będzie przebojem
Listopad - ruszam z kopa, podbój, rap, pizga stopa
Nową płytę czas obwąchać, spodoba ci się chłopak
Czasem zastanawiam się, czy to kiedyś się zmieni
I nie wierzę ci Pudyś, że jesteśmy skończeni
Jedna czwarta coś tam gada, chciała pogrążyć gnoja
Zwykła pizda Latkowska na rozkładówce Playboy'a
Grudzień - świąt nie lubię, a sylwester to jak wyrok
Bez balu na te święta, by się jakoś obyło
Najgłośniej na Jesiennej, bardzo gruby był balecik
Kolędy, koks i wóda, jeszcze nieraz tak odleci
Czas to gówno przepić w Nowy Rok wchodzę na bani
'06 skurwysynu spróbuj nastrój mi poprawić

Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo