Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Rap beze mnie jest jak bez białej kuli bilard
Mam tyle stylu w rymach ile jest ryżu w Chinach
Ludzi w gminach, w multikinach to trudny bilans
Jestem jak pełen muzy Winamp
Nie lubię burzy wszczynać
Tchórzyć w rymach, suszyć ryja
Dlatego lubię kluby chill-out wbijać
Lubię gruby wiraż to bez lupy widać
Bluzy Jigga buty Fila to ciuchy zbira
Ci raperzy to drugi filar co drugi ślimak
Lepiej w wolnych chwilach
Posłuchać muzy T.Love
Trzeba zburzyć miraż

Bo nam burzy klimat szmira
Kiedy widzą hajs to im leci z buzi ślina
To dla ludzi na rewirach
Wiesz chwila prawdy
Rozkimnia *****ysyna na 25 rymach
To dla ludzi na rewirach
Wiesz chwila prawdy
Rozkimnia *****ysyna na podwójnych rymach

Leje się atrament, a my mamy sztamę
A ty, ty, ty chyba masz prze*****ne
A ja, ja, ja jestem atamanem, chamem
Lepiej weŹ pisz testament

Leje się atrament, a my mamy sztamę
A ty, ty, ty chyba masz prze*****ne
A ja, ja, ja jestem atamanem, chamem
Lepiej weŹ pisz testament

Szad składa, ty składasz, on składa
Panowie panie dzisiaj każdy gada
Że nie lada gadanie składa
Badanie odpowiada, że
Gadanie Szada na banię siada
Więc uwaga nadal jak huragan gadam bragga
A ty spadaj do stada, bo zakładam
Że ten bałagan czeka zagłada
Jak tak będzie nadal
Rada tu nie wypada nie wiedzieć
Czym się różni wróg od brata
Bóg od kata tu nie wypada głupot gadać
Lub gadasz lub odpadasz
No, bo to proste jak łopata
Akrobata zapala bata, lepiej dzwoń po adwokata
No bo to mixtape idea, instrumental Mathea
I wjeżdżamy jak w GTA w betonu ocean

Leje się atrament, a my mamy sztamę
A ty, ty, ty chyba masz prze*****ne
A ja, ja, ja jestem atamanem, chamem
Lepiej weŹ pisz testament

Leje się atrament, a my mamy sztamę
A ty, ty, ty chyba masz prze*****ne
A ja, ja, ja jestem atamanem, chamem
Lepiej weŹ pisz testament

Jeśli chodzi o te grę to nie *****ny Duke Nukem
Choć mamy ten styl co kładzie jak Cruise trupem
Czujesz głód, poznaj rymów hurt, w grupie słów hufiec
Nie pasuje mój tupet lepiej stul dupę
Skomponowanym elementem pętle
Byleby dalej ten, ten w tempie
Cool za regimentem nie moim w temperaturze napiętej pięter
Cel ten to hip-hop, produkt to mixtape
Hipnotyczny styl co napiera z piskiem wśród iskier
Słyszałeś sprawdŹ w górach meteo
Z hukiem, gwizdem w Polsce
Gural, Matheo skleił nowy mixtape
Proste to jest Porkinson aka Pork, Pores
3W, przywództwo rymów wśród dymu z Pork, Porem
Dziś zrzucam balast jest super
To żadna siara gdy chlupie
Ja lubię bragga tak, jak inni lubią batem po dupie
Lubie Canna Cannabis, a na mix lubię pić
Wóda lana, lana, dziś koniec ana-analiz

Leje się atrament, a my mamy sztamę
A ty, ty, ty chyba masz prze*****ne
A ja, ja, ja jestem atamanem, chamem
Lepiej weŹ pisz testament

Leje się atrament, a my mamy sztamę
A ty, ty, ty chyba masz prze*****ne
A ja, ja, ja jestem atamanem, chamem
Lepiej weŹ pisz testament
[Refren]
Piją i tańczą, piją, piją i tańczą.

[Zwrotka 1: Kobra]
Widzę ją z końca sali, jej tyłek mówi siema
Mówię ci jest niezła, jej tyłek mówi siema
Jej biust mówi siema, jej usta milczą
Zbukany odpuść temat, jej usta pić chcą
Ona nie chce piwka, ona koniak lubi
Chce w te modne miejsca, chce na klubing
Ona chce na klubing, chce na shopping
Chce się dobrze ubrać, chce tu popić
Chce to YSL, Burberry
[?], bambery
Ona z wioski jest, przyciąłem flepy, wierz mi
Mówi, że Wwa, nie mówi z jakiej dzielni
Ona chce cię ściemnić, potrafi kłamać
Masz jak w banku seks, ale cena dramat
Ona pije i tańczy, studentki są niegrzeczne
Z dala od mamy taty stają się grzeszne one

[Refren]

[Zwrotka 2: Kobra]
One piją i tańczą, piją, piją i tańczą
W weekendy krążą po klubach, mieszają rum z pomarańczą
Mieszają w głowach tym typom, wieszają im się na szyję
A oni kupują im złoto, wieszają im je na szyje
Jak masz na imię niczyja, mów co pijesz niczyja
Kto płaci to: czy ty czy ja, czyli czy liczę na finał
Spójrz która godzina, mów u mnie czy u ciebie
Mam hajs na hotel jak masz burdel w domu, wiem wiem,
Ona nie mieszka sama, na kawalerce we trzy
One chcą studiować i chcą się pieprzyć
One chcą mieć luksus, mają w butach słomę
Studentki są niegrzeczne daleko poza domem
Kolejna świnia w klubie, jej tyłek mówi siema
Widzę jak wdzięczy się, dziś odpuszczam temat
Nie to, że hajsu nie mam, nie mam czasu, chęci
Chcesz to podbij dziś na parę stów cię przekręci

[Refren]

[Zwrotka 3: Sobota]
Masz szmal, bierz szmal, jeśli ci go nie żal ziom
Dziel, daj, w grę graj, te akurat lubią to
Lek na zło, chuj wie co, hobby albo tylko sport
Czasem trafi się wisienka, ale styknie ci sam tort
Znajdziesz port, pierwyj sort, gdy złapiesz wiatr w żaglach
Tyle tego jest tu, oh, niektóre chcą zagrać
Nie wiem po co ta gra, może to jest ich viagra
Rozochocą się na maksa czując luz na wargach
W szklaneczce Ballantine's, "Ona Tańczy" w głośnikach
One piją i tańczą, każda by chciała do klipa
One piją i tańczą, mówiąc, że to nie ich muzyka
Dlatego piją i tańczą, z resztą co to za różnica
Dlaczego piją i tańczą, skąd są i czego pragną
Niczego nie chcesz ziom, niczego ci nie ukradną
Naturę mają układną, rzygasz hajs, bierzesz w jasyr
Chociaż kto kogo nie wiem sam, takie czasy

[Refren]
Yo, mam w sobie lajt i flow
Yo, mam w sobie lajt i flow
Yo, mam w sobie flow i lajt
Tak, yo, ok, to jest tak
Piosenka zaczyna się tak, o fiucie

Mój fiut nie jest za duży, ani za mały
Nie mam kompleksów z powodu rozmiarów pały
Nie mam kompleksów z powodu bicepsu
Za to mam katar w środku lata i w chuj tekstów
Nie znam nut, za to znam to tempo
Mam w głowie rymów w bród i ufam patentom, yo
Mam w sobie flow i tą niepojętą moc i piękno
Serce pękło, oh, yo, mam w sobie flow, oh yeah
Mam w sobie dzisiaj lajt całą noc spokojnie
Jak Tribe Could niosę w sobie lajt, bo nie hardcore
Więc daj to tutaj albo tutaj dawaj to
Mam lajt i flow, flow i lajt, yo, aight
Wściekasz się, bo gryzę cię tak jak Bitefight
Gryzę, został ogryzek z mic'a
Gryzę, bo mam w sobie lajt jak za bajtla
Mam w sobie haj jak Jamajka
Jak Ichigo Kurosaki - Bankai
Zapadła klamka a ja mam klucz do zamka
Mniej więcej taki i nie znam słów
Co mają jakiś większy sens, ej
By wyrazić to co chcę mniej więcej
Na luzaku, dzieciaku
Na luzaku, dzieciaku, posmakuj tego rapu
Jestem MC, w jednej ręce mam napój
W drugiej ręce mic na łapu-capu
I mam lajt i mam w chuj tematów
I jeszcze prędzej pędzę przez ten rajd wariatów
Nie mam w sobie funku, nie czuję bluesa
Nie jem dżemu z jazzu, więc mnie nie zmuszaj
Nie tańczę czaczy, nie lubię gitar
Mam w sobie lajt dzisiaj, tak jak zazwyczaj
Witam, aj
Ten dzień za dniem, ten rok za rokiem
Od dnia narodzin po przeznaczenia śladach
Ciągle biegne nie wstając, ciągle za czymś latam
Padam prawie na twarz, a tu już dzień po nocce wraca
Więc trzeba wstać, gonić muszę sensu szukać
Ufać ludziom jak wdychać swoje płuca
Znowu nudy, znowu płacz, znowu ludzi pełno
Znowu trudy, znowu radź sobie sam na pewno
Mi wszystko jedno, czy to niebo czy to piekło
Pękło coś , więc noszę zło i lekką ręką
Dla mnie piękno, dobroć tą złość szpecą
Dla nich słów potok, dla mnie to ich bełkot
Teraz mam chyba więcej pokory w sobie
Już nie tak bardzo denerwuje mnie człowiek
A mój dystans do ludzi chyba powoli się skraca
To moje życie i czas do niego wracać

Jestem kim jestem, nie zmienię się nie chcę
Chodź już rozumiem dziś coraz więcej
Uczę się żyć tak by dać sobie szczęście
By widząc całe zło tu czuć się bezpiecznie

Marzenia rosną w siłę, w nadzieję trzeba wierzyć
Dać z siebie wszystko, trzeba spłacić każdy kredyt
Żeby nikt mi nie mówił, że on dostał wszystko wtedy
Kiedy w kolejce stałem po swój talent
Między tymi co się burzom i tymi co tak walczą
Tańczą, smucą się i całą tą szarańczą
Nie przegram jak inni, nie czuję się winny
Bo jak byłbym inny przecież byłbym naiwny
Wszyscy są bierni, wszyscy są tacy sami
Bez cienia współczucia, bez jakiejkolwiek wiary
Ciągle pędzą do przodu by tę gwiazdę złapać
Ciągle pieniądz rządzi, każdy w stronę świata
A ja się nie zmienię, chcę być inny niż wszyscy
Nie chcę naprawiać tego co inni niszczą
Jestem sobą, może mądry, a może trochę bystry
Ale nie tak głupi by być taki jak wszyscy

Jestem kim jestem, nie zmienię się nie chcę
Chodź już rozumiem dziś coraz więcej
Uczę się żyć tak by dać sobie szczęście
By widząc całe zło tu czuć się bezpiecznie
Daj mi tą chwilę dziś
chociaż chwilę bym powstał
gdybym mógł życie bym za tą chwile oddał
muzyka od lat dziś mam ten przywilej
dostęp do bitów i najlepszych nawijek
poświęć na to chwilę nadchodzi moment
na który całe życie swe pracuje człowiek
O.S.T.R. i koniec P.M.M. i powiedz
kto jak nie my do tego doprowadził ziomek
Wężu kojarz z bokiem nagrajmy te sample
znów jestem w Łodzi nagrywam i tańczę
pro pro a jakże more flow w tej rap grze
ekipa w kadrze rap rytm i sample
daj mi ten bit daj uwierzyć w chwilę
chcę dziś usłyszeć echo braw za muzykę
zagrajmy koncert ekipa rap gry
P.M.M. O.S.T.R. poszukujemy prawdy

Jeśli w domu masz kurwę co cię zdradza
wypierdol ją za drzwi tylko ziomek doradzam
w sumie mnie nie przeszkadza
ale jak to wygląda jak miłość twego życia
wisi lapsom na jądrach
jak chcesz to zaryzykuj
ja znam jednego głąba
co partnerek szukał na zbiorniku
kiego chuja przy pliku pewnie bije Niemca
i taki z niego playboy jak ze mnie morderca
ty mi nie pierdol bo zawsze wiem co streszczam
posiadam flavour bogactwem treść w tych wierszach
choć dla nas piekło tym miastem jest od dziecka
płynie to tempo przez kratkę wprost do mieszkań
prosto z serca ci obiecuje dotrwam do końca
i jebać czy to będzie kurwa zwrotka miesiąca
nie za kontrakt czy konta palisz jointa lub browar
a w tym pojebanym świecie nawet zbrodnia to towar

Daj gorący ja L.A. zimny jak N.Y.
Pulsujący jak South Side i ze mną w to graj
podatny na high Głowa fanatyk balang
i z ostrym Ł.D.Z. zapach skuna czas zapić[?]
życie biorę na barki rap hula na hasmik [?]
scena studio hajsy mam to wszystko w garści
i niech się farci dziś jutro w ogóle
bit daj i nie mule zagram w to jak czuje
ponad tym szybujesz
wiem ze mnie zrozumiesz
ulice napędzam nowym stylem na albumie
i niech to płynie płynnie przy mnie i nie milknie
to słychać z blinkiem bo opijemy[?] single
wszystko udźwignę rap daje mi powód
deszcz meteorytów jak dziś pamiętam ziomuś
szczeciński rodowód poezja hip hopu
Ł.D.Z. Bałuty tutaj czuje się jak w domu
Moje bity, moje słowa, moje wersy i rap
moje myśli, moja droga i uśmiechy i płacz.
Przeszedłem to drugi raz byle tylko dziś znowu było tak
bo było warto iść.

Czasem się czuje jak fan albo jeden z widzów
małe mieszkanie, pradziadek, ja i dwoje rodziców
czy to był trudny start? Nie odczułem trudności
ojciec mówi, że przez prace ma z tych lat zaległości
im nauczyłem się chodzić, jak mówi mama
już siedząc bujałem się przy tym co mi puszczała
po paru latach miała dość wczuwki
kiedy na wszystkich garach jej wygrywałem solówki
najpierw był King Bruce Lee, niedługo potem
w koszulce king ja byłem królem dyskotek
szedłem pewnym krokiem przez dancefloor
w tył, moonwalkiem jak jackson
co ty w tym widzisz dziecko? skąd bierzesz energie?
nie wiem jak można przejść obojętnie
to było we mnie, na parkiecie wylewałem pot
potem się zakochałem w Jill Scott.

Moje bity, moje słowa, moje wersy i rap
moje myśli, moja droga i uśmiechy i płacz.
Przeszedłem to drugi raz byle tylko dziś znowu było tak
bo było warto iść.

Potem nastały ciężkie dni jak to mówią ludzie
i pare razy zarobiłem nawet w pysk po wódzie
bałucki dryl niewielu z was uchowa na księży
a odnowa duchowa to spirytus przez wężyk
takie balety niszczą szybko nas
przez co straciłem dwa zęby, widziałem matki płacz
niektóre rzeczy przeżyć trzeba
ważne co się w konsekwencji wybiera
i kiedy pierwszy raz mnie wezwali na świadka
wiedziałem, że coś nie jest tak, to nie moja bajka
bo to jest chora stawka, widzisz to
dziś browar, ławka jutro kratka, co?
widzisz błąd, widzisz sens
to nie głupia gadka tylko tak tu jest
paru tu chciało władać dniem - dostało noc
a ja się zakochałem w Jill Scott.

Moje bity, moje słowa, moje wersy i rap
moje myśli, moja droga i uśmiechy i płacz.
Przeszedłem to drugi raz byle tylko dziś znowu było tak
bo było warto iść

Ty możesz całe życie czekać aż ci kupią winyl
te bity ocaliły życie mi, ja nie czuje winy
nawet kiedy sampluje mp3, krytycy
pierdole was bo nawet nie słyszycie różnicy
dla mnie sie liczy jaką siłę ma rap
na moje sto bitów ty robisz jeden tag
ty gadasz sto minut o tym jak to jest świeże
to twój świat, ja w to nie wierze
mój rap się broni sam bo on ma serce i duszę
dzisiaj nie tylko ja unosze ręce ku górze
dzisiaj nie tylko ja to czuje
i żadne z waszych głupich prawd mnie nie nadzoruje
żyje tak jak lubie, mówie to co myśle
nie wiem czy mam dar czy mam bożą iskrę
chociaż nie mam skrzydeł, mam codziennie lot
czasem myślę "gdybym się nie zakochał wJill Scott".
1. (aha ej, zaklęty krąg, na uwięzi, Młody M.)
Bóg mi świadkiem, chciałbym żyć tu normalnie,
Na poważnie, ale bywa nieprzewidywalnie,
Sam nie wiem, kiedy odpali zapalnik i walnie,
Obudzi demonów armię, jak przejmą władzę,
Koszmar, nie mogę znieść jak przezemnie płaczesz, Kotku,
Ale chyba rzucę pracę w końcu, bo tylko czas tracę,
I tak nie pojadę do kurortów,
Jak sobie wytłumaczę, że słuchałem jak gadali odpuść,
Niosę ogień niech ich spali podmuch,
Scena w ogniu, masz tu legendarnych ziomków,
A moje ciało jak płótno, przyjmuje ślady destrukcji,
Lecz nie boję się o jutro, bo umiem spać bez poduszki,
Mam w sobie nomada, i ciężko mi usiedzieć,
Znowu idę, choć wracam, zaklęty krąg w jedno miejsce,
I gram jak aktor wciąż robię wrażenie,
Że mam rozsądny plan, ale mam tylko Ciebie.

Ref:
Czasem mam ochotę rzucić to i nie wracać,
Wziąć Cię za rękę i uciec na koniec świata,
I czekam na ten dzień, kiedy mi przyjdzie karta,
Choć wiem, dobrze wiem, że powinienem zarabiać.
Bardzo przepraszam Kotku, etos pisarza,
Uchyliłbym Ci nieba, ale nie mam złota w sztabach.
I wzywa mnie noc, co noc i przeobraża,
Ale nie martw się o mnie, niedługo wracam.

2. Czasem już nie mam siły i na to nie ma leków,
Gdyby nie Ty, to chyba nie wyszedłbym z zakrętu,
Dwudniówki, trzydniówki i paru kolegów,
Nie wiem czy kiedykolwiek dopłynąłbym do brzegu,
Nawet nie wiem czy chce, Onar mi mówił Młody,
Rap to nie jest zawód, rap to same zawody,
Ale idę jak wiem, jestem stały w uczuciach,
Zawzięty skurwiel, jak to mówią do trzech razy sztuka,
Nie chcę nauczać, choć słuchają dzieciaki,
Więc omijam tematy, to słowo mogłoby wypaczyć,
Tego nie wiesz też, szatan jest ze mną od lat,
Najbardziej lojalny nigdy nie pije sam,
Wolałbym nie udawać, zdjąć etykietę,
Rzucić to do diabła i nie mówić więcej szefie,
Nie puszczać korzeni, lecieć jak liść na wietrze,
I trzymam to na uwięzi chce byś czuła się bezpiecznie.

Ref:
Czasem mam ochotę rzucić to i nie wracać,
Wziąć Cię za rękę i uciec na koniec świata,
I czekam na ten dzień, kiedy mi przyjdzie karta,
Choć wiem, dobrze wiem, że powinienem zarabiać.
Bardzo przepraszam Kotku, etos pisarza,
Uchyliłbym Ci nieba, ale nie mam złota w sztabach.
I wzywa mnie noc, co noc i przeobraża,
Ale nie martw się o mnie, niedługo wracam.

3. Tyle razy upadałem albo wracałem na tarczy,
Ale Kocham Cię, i nie wiem, nie wiem czy to wystarczy,
Jesteśmy jak ying i yang, jak znak równowagi,
Daj mi trochę czasu, przecież wiem o czym marzysz.
Tyle razy upadałem albo wracałem na tarczy,
Ale Kocham Cię, Kocham, nie wiem czy to wystarczy,
Jesteśmy jak ying i yang, jak znak równowagi,
Daj mi trochę czasu, przecież wiem o czym marzysz,
Kocham Cię, Kocham, nie wiem czy to wystarczy,
Daj mi trochę czasu przecież wiem..
Marzę o tym żeby móc na widok policjanta
odetchnąć z ulgą i pomyśleć że jestem bezpieczny.

997 ten numer to kłopoty
Gdy wydarzy się incydent to pojawia się konfident
Dzwoni 997 i wszystkich sprzedaje
Przyjeżdżają kurwy, mendy, jebane suki,
śmiecie, psy, pierdolone kupy gówna
Wygarnąć do nich z gana, to moje marzenie
Pierdole konsekwencje, areszty i więzienie
Jak siedzieć to kurwa za coś konkretnego,
Sprzątnęłeś psa, nie pierdolisz się kolego
Lądujesz w areszcie, masz ich wszystkich w dupie
Pierdolimy policję i trzymamy się w kupie
To jest nasza siła, potęga, moc i chwała
Każdy ze Slums Attack nienawiścią do nich pała
Kurwa w mundurze to nasz największy wróg
Nienawidzę ich jak mogę i pluję im w mordę
ściągają cię z ulicy, oskarżają o zbrodnie
Popychają cię pod ścianę, obszukuję kurtkę, spodnie
Słuchasz ich uważnie, wysłuchujesz te plugastwa
Każdy taki pies to jebany pederasta.

Policja, policja nam dokucza.

Bo policja to skurwiele i jebane pedały,
Nigdzie się ruszą kurwa bez policyjnej pały
Uwielbiają napierdalać, poniżać, torturować
Nigdzie przed tym gównem, ścierwem nie możesz się schować
Nadużycie władzy i poczucie siły
czy nikt nie powstrzyma tej policyjnej kiły,

Policja, policja nam dokucza.

Być stróżem prawa to jest pomysł durny,
pierdolmy wszyscy razem policyjne kurwy. / 5x

Policja, policja nam dokucza.
Jak się od nas nie odczepią zaczniemy ich zabijać.

Myślą sobie kurwy, my wszystko możemy
Jak ci coś nie pasi to cię zaraz obijemy
Dostajesz po ryju i bardzo cię boli
Lecz trzeba być twardym i nie można się pierdolić
Gdy policja, to kurestwo nadużywa swych praw
Nie można stać bezczynnie, nie można się też bać
Stróże porządku i praworządności,
od ich poświęcenia bolą kurwa tylko kości
napierdalać oni lubią, pałka to ich atut
odpowiedzą za to kurwy, odpowiedzą za to.
Dlaczego ja? Dlaczego ty?
Za co nas biją jebane kurwa psy
Czy jestem złym człowiekiem? Czy nie mogę nic powiedzieć?
Mam to tolerować nic nie mówić, cicho siedzieć?
Zastraszyć się nie dam, nie dla mnie jest milczenie
Jest to zwykła zgraja kurew, im należy się więzienie
niczym się nie różnią od zwykłego złoczyńcy
chyba tylko zasadami, bo bandyci mają honor
i swój pieprzony styl.

Już mam dość tych gliniarzy. / x2

A dziewczyny w mundurach, to gówno ci dołoży
Więc uważaj na nich bardzo, bo będzie jeszcze gorzej
Bo to jedna wielka banda, są panami twego miasta
W starciach z policją, ucierpi twoja kasta
Bo do twego życia nie wnoszą nic nowego,
chyba że masz ochotę na sińce kolego.

Policja, policja nam dokucza.
Jak się od nas nie odczepią zaczniemy ich zabijać.

Być stróżem prawa to jest pomysł durny,
pierdolmy wszyscy razem policyjne kurwy. / x5

Policja, policja nam dokucza.
Jak się od nas nie odczepią zaczniemy ich zabijać.

Aresztowanie jest dramatem, więc opuszczasz swoją chatę
Pociągasz za spust, widzisz rozjebany mózg
To twoja decyzja, ten wybór jest twój
Zabijasz gliniarzy, robisz naprawdę niezły gnój
Kryminał jest miejscem do którego nas zapędzają
pieprzę skurwieli, niech w kiciu sami zdychają
Twój ziomek, towarzysz, kumpel z podwórka
Chciał więcej od życia, lecz zapomniał że dwururka
jest w jego rękach przedmiotem niebezpiecznym
Wyjebał z niej dwa razy, powtórzył to ponownie
Gliniarz się wywrócił, kurwa zasrał całe spodnie
nie było co zbierać, pierdolona afera.

Policja, policja nam dokucza.

Jeśli chcesz uzyskać pomoc, jeśli czujesz się gorzej
ja mówię ci człowieku, pies ci w niczym nie pomoże
Czujesz zagrożenie, potrzebujesz ochrony
Kup sobie dziewiątkę i naciągnij zasłony
Posiedź trochę w chacie i czasem do nich nie dzwoń
Oni nie są ci potrzebni, to twoje interesy
Próbują oskarżyć często ludzi niewinnych
zwalają winę nie pytając o przyczynę
mają wszystko w dupie, byle zaszumieć
Każdy glina tylko w łapę brać umie,
Opłacają drogie kurwy, wynajmują limuzyny
To za nasze pieniądze bawią się te skurwysyny

Policja, policja nam dokucza.
Jak się od nas nie odczepią zaczniemy ich zabijać.

Zamiast pomagać ludziom w potrzebie,
wolą zbijać kasę i czekać aż wymięknę
Lecz ja nie puszczam farby, wcale nie mam zamiaru
nigdy się nie przyznam nie przypucuję do towaru.
Gówno na mnie macie, gówno o mnie wiecie.
Sami przecież ćpacie, sami przecież handlujecie
Jesteście wpływowi ustalacie własne prawa
Porządek publiczny to przecież wasza sprawa
Was interesuje jak by dorwać się do kasy
Chcecie zabrać jak najwięcej od szarej ludzkiej masy
złodziejstwo i chciwość zakodowane macie w genach
korupcja, korupcja nic się kurwa nie zmienia
Wasza instytucja to choroba weneryczna
Powstaje nagle, niebezpieczna, spontaniczna
Epidemia nam zagraża, jestem tego świadomy
Więc trzeba wam płacić bo inaczej namierzony
Uziemnicie mnie, czeka mnie więzienie
Chyba że zapłacę bo wy macie swoją cenę
Potraficie być mili, uprzejmi, ułożeni
Jak tylko dostaniecie mały zwitek do kieszeni
Wtedy wszystko gra, świat się staje kolorowy
Władza za pieniądze jak towar w monopolowym
Bo nie ma z nich pożytku ale trzeba ich opłacać
Bo wiedzą gdzie uderzyć jak po dupie cię pomacać
Mają swoje wtyki, szeregi konfidentów,
taki wywiad na dzielnicy, siatka tajnych agentów
Założysz z nimi spółę albo puszczą cie z torbami
Wszystkim dysponują z pieprzonymi rejestrami,
A jeśli któryś z nich jeszcze raz się przypierdoli
Obiecuję kurwa wszystkim że pozabijam gnoi

...Że pozabijam gnoi
To opowieść o tym co tu dzieje się naprawdę,
stabilnie nonstop, nonstop,
opowieść o marzeniach (o marzeniach), opowieść ze świata gdzie zieleń zastąpił beton (to opowieść o tym, opowieść o tym),

Przyczepiłeś etykietkę wariaty do walki pierwsi,
dzieci mieszkań, z wielkiej płyty blokersi,
nic nie wiesz, socjologowie z tamtej ery chcą poszufladkować życie,
dając nazwy młodzieży,
czy mam jak bay co na ulicy leży bezczynnie,
czy do przodu w szkole, przecież się szkole pilnie,
stabilnie nonstop to proste, że dzieciaki z bloków książek nie chcą czytać,
bo słuchają mnie, nie wiedzą co słychać,
bo jestem z nich, a nie ze świata, który widzą w telewizji albo jak ktoś o nim mówi,
proste bo widać to po małolatach, mimo iż wciąż na ławkach,
już zaczynają pisać na kartkach, bo to lekarstwo, przed zagrożeniami się bronić,
jeden nagrywa płyty, drugi maluje wagony,
wielcy znawcy odłóżcie pióra, najwyższy czas,
bo żaden z was nie wie jak żyje każdy z nas.

To opowieść o tym co tu dzieje się naprawdę,
stabilnie nonstop, nonstop,
opowieść o marzeniach, opowieść ze świata gdzie zieleń zastąpił beton (to opowieść o tym, opowieść o tym),

Ból, bliskich realiów, życie w blokach, znów ktoś się zabił,
tu wskaźnik szaleństwa nie idzie w dół,
jak nie znajdziesz się w tej rzeczywistości tylko, przegrasz
to skończysz na śmietniku w ręku z dyktą,
dla mnie hip hop, dla innych ostra kombinatoryka,
by w końcu wygrać i już więcej nie musieć się ścigać,
uciec z trzydziestu metrów do spokoju,
nie mieć jednego ale dziesięć pokojów na własność,
to nie zazdrość, ja wiem że będę miał to swoją pracą,
mówisz, że jesteśmy przegraną generacją,
zatem nic nie mów lepiej, bo nic nie wiesz,
że najczęściej to tak się kończy, że gdzie zaczniemy tam każdy skończy,
to opowieść po prostu, po polsku,
zobaczysz to, to będzie jak cios w twarz prosto z mostu,
opowieść o marzeniach, o tych co dorosnąć nie chcą,
to opowieść ze świata, gdzie zieleń zastąpił beton.

To opowieść o tym co tu dzieje się naprawdę,
stabilnie nonstop, nonstop,
opowieść o marzeniach, opowieść ze świata gdzie zieleń zastąpił beton (to opowieść o tym, opowieść o tym)
Ta w nowy sposób załatwiasz między nami konflikty
Stare zasady to przeszłości relikty
Nigdy nie skończy się mój pościg, bo rosną moje siły
Może to zazdrość i zawiść nas poróżniły
Pozorne stosy złota cię oślepiły, trędowate twarze
Kiedyś kupowałeś kasety teraz po klatkach mażesz
Że to co robię mija się z celem, że przez muzykę widzą mnie wodzirejem
Gdzieś tam w ślepej uliczce kiedyś usłyszysz mój oddech
Chciałeś mojej klęski zdrajco obyś zdechł
Oby nie fart i pech do końca dni po twoich śladach
Podążało za tobą po życia autostradach
To nie w podkładach nie w tekstach szukasz kto jest winnym
Ty zwyczajnie po prostu chcesz być kim innym
Prowokacje, jak mogę unikam bez powodzenia
To znowu je napotykam z czego to wynika
Odpowiedź z głupoty niestety
Prowokujesz chociaż nie znasz istoty działania
To jest właśnie nasz sposób wyrażania poglądów
Na prowokatorów działa wręcz jak porażenie prądem
Prawda razi jak bardzo, nie jesteś w stanie sobie tego wyobrazić
Wytwór twojej bujnej wyobraźni to kłamstwo które najbardziej drażni
Chcesz się zbłaźnić i na co ci to
W tym momencie tylko tak mogę się wyrazić
Do tych którzy prowokują humor psują
Niechybnie na czarną listę się wpisują
Za plecami coś knują, co nie trzeba sugerują
Sami siebie oszukują co najwyżej
Od tego jak najdalej przy swoich jak najbliżej
W tej gonitwie biorę udział w bitwie zawsze w imię zasad
Gdzie każda prowokacja jest jak cios poniżej pasa
Jak przez Felipe tak i przeze mnie obrana trasa w życiu naucza
Wiadomo perypetii nie wyklucza nie prowokuj

Ref.
Więc zastanów się dwa razy nim zasiejesz ferment
Nie prowokuj 99 Mor w.a Ewenement

Wozisz się trafi kosa na kamień
Miech na rozsądek zamień swoim prowokowaniem zrobisz że
Krzywda ci się stanie zawsze masz rozwiązanie
Walka albo uciekanie
Uczucia dumy nikt ci mieć nie zabroni
Jak posiadania białej broni
Typa jak ty spotkasz, za szelestem w pogoni
Tak samo wkurwiona twarz i nerwica dłoni krzyczy
Prowokujesz walczysz albo jesteś leszczem
Pogorszysz tym jeszcze pozycję w swoim mieście
Ukrywasz się i każdy krok kolejny
Coraz bardziej chwiejny jak ten stan beznadziejny zlikwidować
Wyjść zanim będziesz prowokować
Może kolejny wpierdol da ci do myślenia
Będziesz silniejszy albo wciąż są urojenia
Na temat się wożenia być najlepszym niemożliwe
Dla takich życie jest złośliwe okrutnie mściwe
Nie mów hop zanim nie przeskoczysz
Sprawdź trop zanim z drogi zboczysz
Nie możesz się nie zmoczyć wchodząc do wody
Jakie są powody dzieciaki rzucają sobie pod nogi kłody
To wpływ mody na twardy styl bycia jest nie do ukrycia
Że najbardziej się wozi i najgłośniej grozi ten kto najmniej może zaszkodzić
Jak powiedział Skoku życie jest jak kurwa bo daje dupy
Na każdym kroku w ciągłym zdarzeń natłoku
Zawsze będzie ktoś kto jest ci solą w oku niech wie
Tłumoku nie prowokuj czasem lepiej jest mieć święty spokój
I co i nie dać się podjudzić bo po co ręce brudzić
Prowokatorzy zawsze będą skorzy
Kłopotów ci przysporzyć w ukrytym celu świnie ci podłożyć
Skurwysyny sprzedawczyki i policyjne wtyki
Przez nich kultywowane te haniebne praktyki
Postępy techniki napawające odrazą
Prędzej czy później i tak się narażą
To kwestia czasu, a czas rany leczy na własnym ostrzu się skaleczy pewne
Nieraz sprowokowany bo za bardzo najebany bądź czujny
Bo trzy czwarte społeczeństwa to Judasze i kaftany
Żaden typ szemrany nie jak jakiś dzielnicowy
Co myśli że jest cwany nie daj się wkręcić na policyjne kruczki
Będzie miał nauczkę ten kto chce nauczki

Ref. x2
Pierdolony zero piąty
Pierdolony zero piąty

Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Styczeń - ja już piszę, to początek - ledwo dyszę
Nasz klip przerywa ciszę, na dobre przyjęcie liczę
Singiel to różnice przedstawione przez krytykę
Ja dopijam likier, chuj w tę i w politykę
Jakie życie taki rap, a to życie jest kurewskie
W Będzinie dziewiątego wspieram Wielką Orkiestrę
Znów przester nie przestój, z płytą N'te przesunięcie
A to już piętnasty i w Poznaniu pierdolnięcie
Jakoś będzie jak ten backstage na zamku po koncercie
I nagle tak zły news, że aż w gardle staje serce
Bo Junikowski cmentarz, to nie jest fajne miejsce
Brak mi słów Grucha, może tam ci lepiej będzie
Luty - mroźny [?] a nam tu nieznana nuda
Czy zakupić coś się uda, jeden chuj dostał z buta
Pierdolony, tu raz z pabialginą, to nie Luta
Chuj nie diler, zwykły brudas, wita cię berliński kuda
Że nic nie stało się udam? nie ma takiej możliwości
Wracam z odrapanym ryjem i sporym zapasem złości
Marzec - siedemnasty - urodziny mego brata
Moja ex kontra next, a ja jestem w tarapatach
Co zrobić? melanż - innego nie mam pomysłu
Od tych wspólnych ich spotkań łapię pomieszanie zmysłów
Kwiecień - zaczynamy trasę, coraz lepiej idzie z czasem
Maj - jest wypasem, choć klip raczej nie wypał
Reprezentuje biedę, ja znam się na tych klipach
Płyta, broni się sama jakbyś o to człowiek pytał
Dalej w kraj jedziemy, jest Tarnów wcześniej Przemyśl
Takich imprez jak najwięcej, dla tych miast respekcik szczery
Czerwiec - kilka imprez, tych do rana ja nie zliczę
Hajs nadal koszę, hajs nadal liczę
W koszalińskim klubie pustki, za to Śląsk wita nas mocno
Burza, która kończy koncert - za to sorry Jaworzno
Aż tak źle to nie jest, w pub'ie każdy dziś się śmieje
Gruby melanż z DJ'em, zapytasz co się dzieje?
To medal dla Posnani stał się faktem mam nadzieję
Że w sezonie '06 to nie kpina, będzie finał

Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył
[tylko teksty.tk]
Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Lipiec - to Heineken, niezła luta, koncert Snoopa
W.Y.P. 3 Filip, bywam i loopa
Na kwadrat rano z buta, o suchym ryju wracam
Ten kawałek [?] w oczekiwaniu na kaca
Bang-bang w przedpokoju, poprawienie nastroju
Potem browar, Mazury, koncert, chwila spokoju
I znów Jastrzębia Góra, low rider, rap, skóra
Weno, tej akurat Zbychu nas odwiedza - hurra
Sierpień - wakacje, bo roboty nie ma żadnej
Ja zaczynam go melanżem i tak skończę go, poważnie
Nikomu z nas do śmiechu, tu znów dramat, afera
Frajer w tirze nam zabiera młodego i MacGyver'a
I co teraz? przecież jutro miał być melanż pod Palmą
A ta kurwa co ich walnął zbiegł z miejsca wypadku
Wrzesień - mym miesiącem, kilka scenicznych szarży
Jeden z długo pamiętanych londyńskich melanży
Wcześniej siedemnasty, kończę jebane 29
Melanż kameralny, coś jak ziemi trzęsienie
I znów te chore media, chcą zajrzeć w mój życiorys
Przysrał się o "Głuchą noc" niejaki Stan Borys
W październiku - rozpusta, gala EMA, pulsar
Znów najebka tłusta, na nogach nie mogę ustać
Już wykończony prawie przez after, DJ w pub'ie
Wstaję z wyciągu, by przywitać się z Komarem
W chuj czarnuch na powietrzu, więc napijmy się wódki
Znów czas jest na zabawę i pierdolić wszystkie smutki
Czas wejść do studia, druga strefa drugim domem
Kilkanaście tracków, każdy z nich będzie przebojem
Listopad - ruszam z kopa, podbój, rap, pizga stopa
Nową płytę czas obwąchać, spodoba ci się chłopak
Czasem zastanawiam się, czy to kiedyś się zmieni
I nie wierzę ci Pudyś, że jesteśmy skończeni
Jedna czwarta coś tam gada, chciała pogrążyć gnoja
Zwykła pizda Latkowska na rozkładówce Playboy'a
Grudzień - świąt nie lubię, a sylwester to jak wyrok
Bez balu na te święta, by się jakoś obyło
Najgłośniej na Jesiennej, bardzo gruby był balecik
Kolędy, koks i wóda, jeszcze nieraz tak odleci
Czas to gówno przepić w Nowy Rok wchodzę na bani
'06 skurwysynu spróbuj nastrój mi poprawić

Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Pierdolony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to skurwysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył
W końcu trzymasz mój materiał w dłoni i masz w nim życie.
Będziesz pamięciówy wystrzelał po nim tak jak po byłej.
Mam 21 wiosen, Jopel, a w sercu zimę.
W żyłach płynie breja z błotem, bo krew spiły ulice.
Za Jagiełłę na banknocie i 3 cyfry nad krzyżem.
Choć nie jeżdżę samochodem to i tak tankuję sporo.
Pizgam bro jak wersy co dzień, wieczorem jest wódka z colą.
Tak jak alkoholik solo walę highter z koniakówek.
Moja eks pizneła focha, bo traktuję ją jak kurwę.
Była nawet fajna foka, ale wisiał jej hamburger.
Dała zmacać się dla chłopa, dzisiaj chce mieć ze mną przyjaźń.
Wolę pionę zbić dla wroga niż czesać to co zabiła.
W rymach, całą prawdę kiram, bo mam dar władania słowem.
Choć nie zawsze się opyla, to i tak to kurwa zrobię.
Nie wiem na co czekasz ziomek, puść ten syf w swoim iPodzie.
Próbujesz w tym prawdy dociec? Ja też jestem na głodzie.

Będę pisał o miłości jak będę zakochany.
Będę pisał o wierności jak nie będę zdradzany.
Będę rzucał kurwami dopóki mnie to wkurwia.
Prawda przede wszystkim, tylko prawda kurwa.
Więc nie rób z siebie durnia, nie szukaj w tym Trueskul'u.
Wsadzam Ci chuja w usta rapem szczerym do bólu.
Nie mam skrupułów, więc nie próbuj mnie odchamić.
Podążaj za tą prawdą za mną w ten ląd nieznany...

W miejscu gdzie mieszkałem dawniej, bloki jak katakumby.
Patrzę na schody na klatce i co? I jestem dumny.
Choć z tych schodów zrzucał matkę ojciec mój jak robił burdy.
Skrzynka na listy w dziurki pod spisem lokatorów.
Co pamięta czasy Gierka, prośby składane Bogu.
Mam od serca kilku ziomów, reszta chce się pucować.
Bo nasz rap wciąż zwiększa zasięg jeśli fejmem jest nagroda.
To za słowa wolę papier bo co mi z takiego fejmu?
Szukasz mnie na naszej klasie, szmul zmiętoli chuja w ręku.
Nie zaskarbisz sobie skarbie miejsca w sercu samą cipką.
Wkurwiasz mnie gdy na poważnie pytasz mnie czy śpiewam hip hop.
Jestem tym artystą, który wkłada w to serce.
Jestem tym artystą, nie chcę być nikim więcej.
I mam w sobie tą werwę, do Verby mi daleko.
Choć o uczuciach kreślę rap poniekąd...

Będę pisał o miłości jak będę zakochany.
Będę pisał o wierności jak nie będę zdradzany.
Będę rzucał kurwami dopóki mnie to wkurwia.
Prawda przede wszystkim, tylko prawda kurwa.
Więc nie rób z siebie durnia, nie szukaj w tym Trueskul'u.
Wsadzam Ci chuja w usta rapem szczerym do bólu.
Nie mam skrupułów, więc nie próbuj mnie odchamić.
Podążaj za tą prawdą za mną w ten ląd nieznany...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo