Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Nasenne tabletki, tabletki nadzienne...
Bezsenne są noce, dni beznadziejne.
Chwiejne nastroje, rozstrojone myśli, blednące blaski, gasnące błyski.
Sprały się kolory, marzenia zszarzały.
Splendor jest chory, stary i spłowiały.
Przyszłość płonie w gorączce, niknie w dymie.
Pewność ma zerwane mięśnie, traci siłę.
Silna wola jest wątła.. I słaba coraz bardziej
Woła o pomoc, a i tak wiadomo, że skończy w barze..
Uniesienia są już tylko etylowe, a spełnienia krótkie i przypadkowe..
Nie potrafisz się posklejać, jesteś w częściach.
A zamiast serca krwawi Tobie tylko kawał mięsa...
Uczucia wyschły, złudzenia prysły,
A żar zgasł, zduszony w popielnicy.
Strach się zakrada, rozsądek milczy...
Łzawy deszcz pada, samotność niszczy...
Szklanka- Możesz ją czule dotknąć,
Napełnić z uczuciem, ogrzać to i połknąć.
I papieros.. To co dzień jedyny ogień, który grzeje Twoje dłonie,
Muska usta i otula dymem.. Piąta, szósta- z godziny na godzinę,
Czas rozwleczony wisi na zegarze,
Snuje się leniwie jak gęsty dym w pustym barze.
Spadłeś z dachu swych własnych pragnień,
Ale nie złamałeś karku chociaż czujesz, że jesteś na dnie..
Wiesz co...? Powinieneś sobie przmyśleć to wszystko...hehehe
Pamiętaj... Wiesz co...

Pamiętaj o tym, że... Ciemność służy tylko do przykrycia,
Wszystkich jasnych stron życia.
Bo... Nie jest tak źle!
Nie jest tak źle!
Nie jest źle!
Nie jest tak źle!
Zawsze, może być gorzej...
I... Nie jest tak źle!
Nie jest tak źle!
Nie jest tak źle!
Nie jest tak źle, Nie jest tak źle!
Pamiętaj, o tym że- ciemność służy tylko do przykrycia, wszystkich jasnych stron życia.

Znowu dół (znowu dół),
Znowu nic mi się nie chce (znowu, nic mi się nie chce)...
Wciąż bym tylko spał... (ta.. tylko spał.)
Twardym, chemicznym snem... (chemicznym snem.. o tak.)
Wokół dym.. (wokół dym..) Ósma godzina w studiu.. (Po co ja tyle tu siedzę...? Boże..)
10 Lat już gram..(10 lat..)
Powiedz mi- co z tego mam?
(No co...? Chyba nic.. A czas płynie.. i wszystko jakoś tak się ślimaczy...)
Na koncie nie mam zer, lecz zero..(zero!)
Los nieustannie jest dla mnie sknerą.(ta!)
CV nie to, by rozbić bank (bank..)
Zaraz trzydziestka mi spadnie na kark (haha!)
I płynę tak, dryfuję w mrok..(mrok!)
Choć nie jestem sam, zawodzę non stop.(ta!)
Ta, wieczny leń i cham.. (cham!)
To jedyny ja, jakiego znam.(ja!)
Jezu, co za żal.. Tych szkolnych lat, obróconych w bal (bal!)
Tych mądrych rad, rzuconych w kąt (kąt...)
Za krótki wzrok, by przyznać błąd...
I zmarnowanych szans (zmarnowanych szans...)
Muszę je trawić co dnia. (co dnia.)
Ale wiesz co...? Chyba nie jest tak źle... Zawsze może być gorzej...

Pamiętaj o tym, że... Ciemność służy tylko do przykrycia,
Wszystkich jasnych stron życia.
No bo... Nie jest tak źle!
Nie jest tak źle!
Nie jest źle!
Nie jest tak źle!
Zawsze, może być gorzej.
I... Nie jest tak źle...
Nie jest tak źle!
Nie jest tak źle!
Nie jest tak źle, Nie jest tak źle! Nie jest tak źle, Nie jest tak źle!
Pamiętaj, o tym że- Zawsze może być gorzej.
I- Nie jest tak źle! Nie jest tak źle! Nie jest tak źle!
Pamiętaj o tym, że ciemność służy tylko do przykrycia, wszystkich jasnych stron życia.
[Jopel]
1. Kiedyś Cię okradałem tato, za to przepraszam,
i bez względu czy wybaczasz wciąż to chujowo się z tym czuję.
Dałeś mi utrzymanie tato, za to dziękuję,
za szansę na edukacje chociaż się nie edukuję.
Nawet nie wiesz co czułem, kiedy przy mnie biłeś matkę
nienawiedzę Ciebie tato i to za to dokładnie.
Nie pamiętać? Nie łatwe. A wybaczać? Tym bardziej.
Zawsze chciałem Ci powiedzieć to mam teraz okazję.
Martwe – intencje, które nie żyją,
zawsze byliśmy, jesteśmy i będziemy rodziną.
Miłość – pomimo tego co było.
Wzmacnia co nie zabiło, a co odeszło pierdolę.
Gorzkie słowa i krzywdy. Nigdy nie było wczoraj.
Przeszłość potrafi niszczyć, przeszłość uczy budować.
Przeszłość nawet się zgliszczy co zostało po wczoraj.
Gdy wczoraj nie było nigdy i nigdy nie było wczoraj.

Ref: Niechlubna przeszłość jak woda zmącona.
Przeszłość niechlubna, to czyny świadczą o nas.
Prawda bywa gorzka, prawda bywa słona.
Dla lepszego jutra, nigdy nie było wczoraj. /x2

[PIH]
2. Dzwonię do Ciebie raz po raz, chociaż pora chora.
Odłożona źle słuchawka, martwych rzeczy zmowa.
Chcę tylko przekazać te proste słowa,
do góry głowa, od nowa nie było wczoraj.
To co się dzieje w naszych domach.
Zobacz, awantury, brudy po nich cisza grobowa.
Przegrywa jutro z wczoraj. Widzisz sam karty,
ten układ nieraz zabija nawet martwych.
I tak przysypie nas wszystkich ziemia.
Co znaczy czający się po kątach, niedomówienia.
Życie nam przejdzie, gdzieś blisko obok
jeśli zabierzemy w przyszłość wczoraj ze sobą.
Nie możesz zapomnieć, proszę Cię przestań
masz rację, życie łamie nam wszystkim serca.
Tylko bliscy są w stanie nas zranić, zobaczysz,
oni odejdą będzie za późno by przebaczyć.
Weź powietrze w płuca, odstaw zawiść,
nienawiść zostaw na istotne sprawy.
Człowiek z drugim się zejdzie, musisz być ponad.
Wczoraj nie było nigdy, nigdy nie było wczoraj.

Ref: Niechlubna przeszłość jak woda zmącona.
Przeszłość niechlubna, to czyny świadczą o nas.
Prawda bywa gorzka, prawda bywa słona.
Dla lepszego jutra, nigdy nie było wczoraj. /x2

[Jopel]
3. Nie pytaj -na to trzeba czasu by zrozumieć,
po prostu lżej mi jakoś kiedy o tym wszystkim mówię.
Ból i radość, sam ten kontrast tu odczułem.
Stare rany nie rdzewieją chociaż ich nie rozdrapuję.
Rozumiesz? Przeszłość z nikim się nie mija,
czasem prościej zapominać by móc wziąć ten drugi oddech.
Bo czas mija, błędy uczą i odwrotnie.
Jutro nie rozkminiam wczoraj- czasu przecież już nie cofnę.
[Emiila]
Jeśli miałabym zacząć jutro od nowa
wolę skończyć dziś wszystko bez słowa
wiem,że nie mam czego żałować
jeśli mam to nie chcę się o tym nigdy przekonać
radość życia poprawiam drugą setką.
to co mnie kręci to duża prędkość
pewnie przechylę kolejną zresztą
jak mam się wykończyć to przed 30

bo Tu nie czeka na mnie nic,nie czeka na mnie nikt
I Już wiem,że mogę isć,wiem
Bo tu nie czeka na mnie nic , nie czeka na mnie nikt
I Już wiem,że mogę isć,wiem

[Lilu]
Czas przestać obiecywać ,że może od jutra
Jak chcesz wiedzieć co u mnie to dolej do kufla
Jeśli chcesz ze mną potem gdzieś ukraść moment
To może być wódka z lodem
Nie czytam życiorysów wolę tworzyć swój
więc żyję każdy moment w jakości Q
Nie będę pościć bo nie byłabym Lilu
A jak mam się wykończyć to w wielkim stylu
Wyszłam na plus więc mogę przestać dodawać
Nie jestem biznesmenem ale wiesz co się zgadza
Resztę daj za nas na stół

Bo Tu nie czeka na mnie nic,nie czeka na mnie nikt,
I Już wiem,że mogę iść,wiem-wiem,że mogę iść stąd
tu nie czeka na mnie nic , nie czeka na mnie nikt
I Już wiem,że mogę iść,wiem,że mogę iść stąd

Mieć do czego wracać i mieć dokąd iść
Całe życie skracam drogi, liczę dni
Pójdę dalej może , coś mnie czeka tam
Oddam to co mam, mam nowy plan

Iść stąd Iść stąd
Iść stąd
Wiem ,że mogę iść stąd
Iść stąd,wiem,że mogę iść stąd

Bo tu nie czeka na mnie nic
Nie czeka na mnie nikt
I już wiem,że mogę iść
Bo tu nie czeka na mnie nic
Nie czeka na mnie nikt
I już wiem,że mogę iść
I już wiem,że mogę iść stąd
[Buka]
Kiedy zakładam skafander, wyskakuję przez piętro czwarte
Czujesz, ulatuje dym jak tętno po traumie
Paranormalnie jak alien na elewator
Wbijam z punch linem skręcić kark Clark Kentom

To super, wiem to, moce mam skrajne kiedy runę
Powiedz Mount Everestom, by nie przestawały patrzeć w górę
Zresztą, to miej ten zaszczyt w ogóle
Kiedy sunę tu na sam szczyt tune lunę no sekundo une

I potrafię odjarać zapałki błyskawicą
Nawet w oceanie podczas walki z ośmiornicą
I potrafię myślą rozbijać metal
Nawet jak piję czystą przez blisko 5 miecha

Batman to mój Robin, Xena mi aerobik robi
Obi-Wan Kenobi szkolił ją by miała połyk dobry joł
Skilla od Yody każdy wziął i dostał swoje bronie
Ja dostałem majka w dłoń i zostałem super ziomem

[Majkel]
Po po poznaj Majkela, super bohatera
Pierwszego kierego wyjebali z Marvela
Rysownik nieraz musiał swe szkice skreślić
Bo wciąż wypuszczałem dymki, ale bez treści

Żeby bezcześcić komiksy w ten sposób
Za karę na ziemi pomagam ofiarom losu
Opary sztofu czynią mnie super chopem
Jak pijemy z Hancockiem, wkurwiam ludzi punk rockiem

Leci z okien, za nim John Hancock
Za nimi ja z peleryną czerwono czarną...
Lecimy w miasto, wytępić pajaców
Tak to ja! Usunąłem krzyż spod pałacu

Posłuchaj chłopaku, bo po to ta nuta
Na dźwięk mego imienia - ucieka nawet Buka
Lód się topi, a pustynia chce zakwitnąć
Busz się robi cywilizowany jak Clinton

Prawie bingo... ale jednak...
Pechowy super ziom, feralna imprezka
I nie chcą mi wybaczyć te świnie w mediach,
Że my wtedy tak popili tego dziewiątego kwietnia

[Bu]
Leję na gadżety, od płaszcza po maski
Bo staję się niewidzialny, kiedy wkraczam do akcji
Nieodmiennie patrzę na wszelkie pojazdy
Bo latam szybciej od światła oraz sram na urok stacji

Co do Matki Natury, moja każe o nią dbać mi
Więc przerabiam odpadki na niezbędne dodatki
Pragną mnie Indianki, Azjatki, czekoladki
Bo całusem uruchamiam niekończące się orgazmy

Mej Słowianki, tak wyjątkowo cenie korzenie,
Że dawni oprawcy zaczęli oddawać ziemie
Choć nie zgadzam się z moherem, pomagam starzikom
Może w zamian przestaną ufać legalnym bandytom

Co chcą walczyć z banitą, czyszczącym ich sejfy
By wznosić obiekty nauki i sportu na setki
Lecą paletki, za perły do mikrofonu
A to za sprawą bitu i pozostałych super ziomów

[Buka]
To nie jest ptak
To nie jest samolot
Rakieta kosmiczna, to nie jest obłok
O FUCK to nie bohater
To po prostu super ziom
To nie jest ptak
To nie jest samolot
Rakieta kosmiczna, to nie jest obłok
O FUCK to nie bohater
To po prostu super ziom

[Metrowy]
Raz usiadłem sobie na skraju księżyca, przyczaj
Obok Małego Księcia i jego róży, dobry zwyczaj
Mówi mi się przywitaj, zapytaj, co słychać?!
Taki prikaz od furgających po bitach

Mam pińcet gram wykurwistego szuwaxu boo
Tego właśnie potrzebuje super ziom - jak ja
Czyli czego? Su su super relaxu

Super człowiek, to super odpowiedź
Na super pytanie - dokąd pędzi tyle owiec?
Co się tyczy kobiet, jedno na pewno wiem
Kiedy jęczy ci w nocy - na bank nie warczy w dzień

Rzucam cień na zło i na koniec powiem jeszcze
Buduj słowami, podtrzymuj gestem
Rozświetlaj oczami, przemawiaj sercem
Bo ostatecznie - ty też nim jesteś

[Skorup]
Gdy dudni subwoofer zmieniam się w ziomka super
Zakładam turban i wbijam w latający kufer
Super Trooper - Abba, Abba Ojcze
Robię swoje chopie i nigdy nie jojczę

Skończę jak każdy, choć żyję inaczej
Czy jestem fajny, no kurwa... raczej!
Się nie patrzę co tam szepczą inni
Gonię łajdaków i bronię niewinnych

Zwinny jak gepard, zdolny jak Geppert
Gdy lecę, ludzie myślą, że widzą rakietę
A tu zwykły sweter, czapka, jakieś szorty
Uwaga lecę! Milkną w piekle czorty

Zwiedzam porty, śpiewam szanty w tawernach
Zawsze wierny muzyce, ona też mi wierna
To nie serial, jestem super ziomem, serio
Beat jest moim koniem, a wyobraźnia prerią

Jedną rzecz yoł, dodam na koniec
Ty też możesz zostać super ziomem ziomie
Tylko wyobraź to sobie sobie
Tylko wyobraź to sobie sobie

[Buka]
To nie jest ptak
To nie jest samolot
Rakieta kosmiczna, to nie jest obłok
O FUCK to nie bohater
To po prostu super ziom
To nie jest ptak
To nie jest samolot
Rakieta kosmiczna, to nie jest obłok
O FUCK to nie bohater
To po prostu super ziom
Refren:
Sekundy, minuty zatrzymaj się na moment
Zobaczysz zepsuty świat banknotów i monet (x2)

1. Szad:
Co dziesięć sekund człowieku miliardy w obiegu miliony w biegu
Szczegół, że bez reguł jak w Black - Jacku
Co dziesięć sekund biliony oddechów miliony uśmiechów
Tony grzechów - tyle momentów pod znakiem błędów z tyłu
Tyle momentów za plecami i ich tylu
Tyle poświęceń dla nich poszło na nic, nie ma zmiłuj zrozum
Cywilizacja - mas umiera,
Rywalizacja - nas pożera,
Regeneracja - czas zabiera,
Stabilizacja - klas umiera
Degeneracja generacji w aglomeracjach miast zaciera blask istnienia w nas nadzieja

2. Nullo:
Co dziesięć sekund nie jeden funt służy za przekup
Tupanie stóp i głosów szum słychać z marketów
Multum gestów słów protestu manifestów jest tu jak opadów deszczu
Wiesz już co dziesięć sekund na bezdechu ciągle w pośpiechu
Z miejsca do miejsca zmiana kwestia podejścia nie ta sama
Upodobania na nowe doznania nie ma ustabilizowania
Co dziesięć sekund to czas nas pogania

3. Pork:
Co dziesięć sekund ginie samarytanin przez życia sparing
Co dziesięć sekund z biedaka Carincton
Stąd poglądów weryfikacja bo banknotów rotacja na tysiące kont
Taka to ta generacja dotąd wychowana na błędach pokolenia
By nie iść pod prąd, a fortuna milionera zdradza właściciela i zamyka się krąg
Wszystko się zmienia w dziesięć sekund jak kobiety w blond - niestety
Co dziesięć sekund autorytety kreują świata portrety
Ukazując wady i zalety świata zepsutej monety

Refren:
Sekundy, minuty zatrzymaj się na moment
Zobaczysz zepsuty świat banknotów i monet (x2)

4. Szad:
Co dziesięć sekund jakaś zryta jak płyta
pokryta do syta nabita po jelita na kermita seniorita margaritta
przyprawia o rogi swojego Karlita a gdy tak w szczytach zgrzyta
rozkładając kopyta Karlito i tak pyta czy inna Lolita też woli tak
wbija nita nie kumając że to transwestyta i są kwita
Co dziesięć sekund na tym globie przytrafia się innym to co przytrafia się
tobie

5. Pork:
Co dziesięć sekund w obiegu fama że od rana pijana
Że wczoraj nie była sama zalana szła po szampana
Wypolerowana ona i jej amant banał
Bo co dziesięć sekund pęka wybudowana zaufania tama
Na minimalne cząstki a zawirowane związki giną przez podwiązki
To zalążki prawdy które mówią jaki jest człowiek
Jego motto to puszczać kłamstwo w obieg

6. Nullo:
Co sekund dziesięć ktoś czuje niechęć więc wciąga krechę
Odbite echem niesie się w eter co sekund dziesięć
Kolejne kłamstwo znasz to z radio, no i z gazet
Tym razem co dziesięć sekund reality - show w TV
Dejavu na wizji alibi dla winnych
A niby to demokracja gówno nie racja, tu rządzi dynastia
Dokonywana masowa dyskryminacja
Yo!

Refren:
Sekundy, minuty zatrzymaj się na moment
Zobaczysz zepsuty świat banknotów i monet (x2)
Czasem mam jazdę zapomnieć o wszystkim
Kupić bilet donikąd i spakować walizki
odnaleźć nową przestrzeń ta mnie dusi czasem
ale chyba czasem tak być musi
Czasem sie zamykam nie ma mnie dla nikogo
wsłuchuje w cisze i nie kiwam wtedy głową
Zamykam w sobie by móc sie otworzyć
I rozmawiam z tym który to wszystko stworzył
Czasem mam akcje, patrze za okno
a tam deszcz pada i ulice mokną
Wtedy boję sie o jutro przeraża mnie niepewność
choć nieraz mówiłem jest mi wszystko jedno
Czasem czuje sie tu jak outsider
twojej recepty na życie nie chce, sam znajdę
Znam prawdę o sobie i konsekwencje
wiem nie zbuduje nic bez poświeceń.

Wciąż wierzę w ludzi jak Vienio
nawet gdy czasem widzę jak pozmieniał ich pieniądz
Tak na nich patrze i nie wierzę oczom
ja nie muszę mieć za co żyć muszę mieć po co
Chce dać im szanse daje im słowa
bo sam mogę kiedyś tej szansy potrzebować
Może jutro spojrzę w lustro spytam
Czemu zawiódł instynkt górę wzięła pycha
Czy jesteśmy tu by karmić ego
a może świat potrzebuje nas bardziej niż my jego
Męczy mnie ignorancja i hipokryzja
Choć nie jestem święty muszę to przyznać
Czasem pokusy uśmiechają sie zdradziecko
Ja pod presją bezradny jak dziecko
Pocą sie dłonie już nie jestem odważny
Wiem to moja cena za dar wyobraźni

I tak siedzę sam a z oknem moknie Praga
To jest ten moment by ze sobą porozmawiać
Tysiąc myśli, wątków w głowie bałagan
Czasem myślę że nie zdążę i tego nie poukładam
Ej nie chce już odkładać do jutra
A codzienność stawia pod ścianą i krzyczy zrób tak
Czasem czuje że trzyma mnie w szponach
Wtedy chciałbym mieć siłę być ponad
Jak mnie widzi świat to bez znaczenia
Gdy bardziej niż opinii boję sie sumienia
I teraz gdy stoję z nim oko w oko
wiem nie ucieknę bo nie ma dokąd
Zbieram resztki uczuć tyle ich zostało
I ponoszę klęskę chcąc je złożyć w całość
Przegrywam dziś , lecz nim minie sto dni
Wrócę tu i wygram by to sobie udowodnić
Tysiąc pięćset sto gwiazd

Dam ci tysiąc pięćset sto gwiazd
Dam ci tysiąc pięćset sto gwiazd
Przechwycę, zerwę tysiąc pięćset sto gwiazd
Przechwycę, zerwę tysiąc pięćset sto gwiazd
O dam ci tysiąc pięćset sto gwiazd
Dam ci tysiąc pięćset sto gwiazd
Tysiąc pięćset sto gwiazd
Tysiąc pięćset sto gwiazd

Nie! Nie! Nie chcę tutaj żadnych gwiazd!
Ja chcę purpurowy rower!
Byś zabrał mnie na ramie
Tam gdzie sobie świeci
Tysiąc pięćset sto gwiazd
Tam gdzie sobie świeci
Tysiąc pięćset sto gwiazd
Tam gdzie sobie świeci
Tysiąc pięćset sto gwiazd

Wiec zakładam seledynowy kask
Ty chwycisz mnie przypadkiem
Przypadkiem chwycisz mnie za pas
Lecimy sobie na dobranoc tam, gdzie
Tysiąc pięćset sto gwiazd

Dam ci tysiąc pięćset sto gwiazd

Tysiąc pięćset sto!
Tysiąc pięćset sto
Tysiąc pięćset sto
Pójdźmy dziś wieczorem do Knajpy Upadłych Morderców,
Wypaliła się naiwność, nie gadajmy o szczęściu.
Weźmy stolik w kącie sali, będziemy na swoim miejscu,
Tacy jak my już nie siadają w przejściu.
W tej knajpie nie gra orkiestra, wszystko jest inne,
Piwo pachnie dzieciństwem, a czas biegnie tu szybciej.
Biegnie czas na miłość, gdy w oczach tylko zaraza,
Jej definicja postać iksa w naszych równaniach.
Ja i Ty wiemy już, ten świat nie działa,
piękne dusze są zamknięte, w brzydkich ciałach.
Nie wskazujmy innych, zżółkłym od papierosów palcem,
historię piszą zwycięzcy, tak było zawsze.
Trzeba czasu by zrozumieć, bardzo lubię milczeć z Tobą,
oni z byt wielką wartość nadają słowom.
Jedno co wiemy na pewno, to są dwie strony lustra,
W knajpie upadłych morderców doczekamy jutra.
Nie jestem fachowcem od spraw polityki
Bo być nim nie muszę, aby skumać to że
Niebawem tu wszyscy będą mieszkać na dworze
W ruch pójdą noże to wina tych sępów
Bo tym krajem rządzi banda piździelców
Za nasze koniak, schabowy na talerzu
My chiński przysmak ze spożywczego sklepu
Za równą zetkę chodź walniemy setkę
Na poprawę humoru to taka komedia z domieszką horroru
Teraźniejszy obraz, niektórzy na widok monety mają orgazm
Z jednej strony to nie dziwi, z drugiej to przykre
Że tak potrafi o nas, z człowieka zrobi dziwkę
Rozpętać burzę, ludzie w kolekturze
Z nadzieją i planami operują tu cyframi
Marna szansa na wygrane, lecz nie tracą wiary
Tego czego człowiek pragnie, a mieć nie może
To mówi, że nie odda tego jak to osiągnie
Ale potem zapomina i jest odwrotnie
Człowiek docenia dopiero jak coś straci
A przedtem gardzi, lub nie zwraca uwagi
Rujnuje życie, dziś alkohol i dragi
Chore dzieci, bo chore matki to sprawa prosta
Człowiek z kobiety zrobi dziwkę, z faceta osła
Niewiele nam trzeba aby upaść nisko
Chwalmy Rydzyka, chwalmy ponad wszystko
Dajmy mu na nowe auto i na burdele
Ukłon dla polityków, zrobili wiele
Fajne te dziwki, opróżniają portfele
Od lat obiecują nam, że będzie lepiej
Po prostu jest super, a tak na serio to chuj wam w dupę
Tak sprawa wygląda 200 WBU i Kobra

[x2]
Nie mów, że tak nie jest tu, że się nie zgodzisz tu
Z tym co mówię chociaż masz prawo do własnego zdania tu
I nikt ci nie ma prawa odebrać go tu

(właśnie tak, 2008, WBU, Kobra, lecisz)
[tylko tekstyhh.pl]
Wolni myślą i słowem, nie wystawię dupy na mękę
Póki jeszcze karabiny są dla nas nazbyt ciężkie
Póki jeszcze mamy głos wykrzyczymy prawdę
Bym do siebie nie miał żalu, że bez walki się poddałem
Z wiarą w Boga, pierdolę Boga wiedz ziomuś
Kiedy go potrzebowałem to skurwysyn mi nie pomógł
To wiara w siebie, w siłę, własne możliwości
Bo gdyby istniał Bóg nie mógłby na to pozwolić
Co o tym sądzisz? wiara kluczem do fortuny
Wpajanie steków bzdur, człowiek głupi z natury
Człowiek kupi te bzdury, zaślepiony życie wieczne
A gdyby one było i tak spaliłbyś się w piekle
Jak każdy zdechniesz zakopany w ciasnej trumnie tu
Nic nie warty kolejny uległy skurwiel tu
Jak WBU Kobra ma swoje zdanie
Nikt nie będzie nam dyktował nic i niech tak zostanie już

[x2]
Nie mów, że tak nie jest tu, że się nie zgodzisz tu
Z tym co mówię chociaż masz prawo do własnego zdania tu
I nikt ci nie ma prawa odebrać go tu
[x2]
Kiedy ja opuszczę ten świat
Kiedy ja opuszczę ten świat
Kiedy ja opuszczę ten świat
Oby ślady moich stóp były nadal tu

Myślę o śmierci wtedy czuję się gorzej
Te myśli, wierz mi, sprawiają, że wciąż tworzę
Jesteś tam Boże, czyśmy tu sami?
Niebo w kolorze stali groźnie milczy z oddali
Boję się nieraz, że wszystko co jest
To tylko tu i teraz, to tylko lud i ziemia
To tylko bród skąpany w grzechach i trud skopany w mękach
Duch w nas umiera, jedyny bóg to pieniądz
I nawet w świątyniach oddają cześć jemu
A rzeźby milczą nie wiedzieć czemu
Niech krzyczą, bo milcząc nie dadzą rady temu
Wciąż wiszą tam i widzą, jesteś to przemów
To wszystko martwe symbole jak każde
Zimne pomniki pod które dla publiki
prominenci polityki napełniają wieńcami kwietniki
Wszystko w blasku fleszy i przed obiektywem
Wszystko dla poklasku, cieszyć lud swym narodowym zrywem
Kiedy masz wiarę wszystko to ułatwienie
Gdy ramię w ramię razem idziesz po rozgrzeszenie
Lecz kiedy wątpisz i chcesz pod prąd iść nie tam gdzie tłumy
Wygrywasz walkę, bo otwierasz swój umysł
Sieję w sercach niepewność, sączę sceptycyzm w umysły
Miejsce zajmuje względność, skoro wątpisz to myślisz
Zostawię ślad choćby taki tylko
Że ten rap otworzy usta i umysły tym co milczą

[x2]
Kiedy ja opuszczę ten świat
Kiedy ja opuszczę ten świat
Kiedy ja opuszczę ten świat
Oby ślady moich stóp były nadal tu

Nie ma nic prócz niesmaku po mendach
namacalnych blizn po błędach
schizofrenii myśli
nienawiści i miłości bliźnich
hipochondrii w genach
wejdę w tych nędzników zacny poczet
którzy rozlewali szansę, potem wypijali ocet
to wiem na 100% mam rodzinę, dla której bym zginął
nie jestem młokosem
dzięki niej ten czas dawno przeminął
szedłem, jak mówiło idź
wcześniej się nie liczyło nic
pusty heroizm, tylko egoizm
chciałem to wszystkim wpoić
teraz dobrem zło zwyciężam i przemierzam stepy w męce
w progi wiecznego królestwa idę z rozkrwawionym sercem
niosę list na kartce
ludziom złu wiernym jak matce
niosę nie dla bram zbawiennych
tylko dla nikczemnych
nie mam nic prócz testamentu wierszy
w ogień za nie pójdę pierwszy
do nieba po bruku taki koniec logika mi wieszczy
lecz póki żyję, żyję po to by umilić sobie tutaj pobyt
nie schylać głowy, pieniądz zdobyć, zabrać przemocą mu dobrobyt
romantyczne wzloty są dla głupców, życie da im w dupę
altruistą być w tym świecie to jak być żyjącym trupem
musisz być świadom, że zranią cię zdradą by uciekać
choćbyś był święty wredne kundle zawsze będą szczekać
kiedy przyjdzie po mnie ten zegarmistrz światła purpurowy
stanę dumnie jak na apel zmarłych zwarty i gotowy
chwycę dłoń co jest mi światem
jeszcze raz w oczy popatrzę
i odejdę, nie wiem gdzie, na zawsze

[x2]
Kiedy ja opuszczę ten świat
Kiedy ja opuszczę ten świat
Kiedy ja opuszczę ten świat
Oby ślady moich stóp były nadal tu
Wiesz kto ma ogień, nie podchodź dalej, stój
Wiesz kto ma ogień, paliwa jest full
Wiesz kto ma ogień, ręce w górze trzyma tłum
2002 PiH'u solo, pocisz się, że *****

Wiesz kto ma ogień, nie podchodź dalej, stój
Wiesz kto ma ogień, paliwa jest full
Wiesz kto ma ogień, ręce w górze trzyma tłum
2002 PiH'u solo gorące, że *****

Boisz się alarmów, P.I.H. solo album
15 sekund przed końcem będziesz w*****lał valium
Pokazać co mam, gorące, że *****, sprawdź mnie
Czwarty wers, oddaj cześć, jak halie selasie
Myśli stoją w ogniu, stłumić się ich nie da
Wersy jak owoce zatrutego drzewa

Spróbuj zerwać, stoisz w nerwach
Trzymasz swego *****a w zębach
Taką twarz jak twoja widzę w boys-bandach
Liczę tylko na siebie, zabijam się dla cyfry
Za każdym razem tandecie daje zimny prysznic
2RX nadal górą
Wyciskam tym razem, lekko odbijamy jak enduro
Pod stopami roztopiony asfalt
Kalejdoskop świateł, panorama konkret miasta
Jedziesz ze mną, hazard, czyją trzymasz stronę?
Co ma spłonąć nie utonie, pytasz kto ma ogień

Wiesz kto ma ogień, nie podchodź dalej, stój
Wiesz kto ma ogień, paliwa jest full
Wiesz kto ma ogień, ręce w górze trzyma tłum
2002 PiH'u solo, pocisz się, że *****

Wiesz kto ma ogień, nie podchodź dalej, stój
Wiesz kto ma ogień, paliwa jest full
Wiesz kto ma ogień, ręce w górze trzyma tłum
2002 PiH'u solo gorące, że *****

Nawet nie wiesz kiedy słuchasz zwrotek mego ghostwritingu
Krzyżowy ogień wersów, *****y zamiast przecinków
Jeden P.I.H. na koncie ogień featuringów
Nowy materiał w masteringu
Wkrótce WWW, od za*****nia linków
Bezsenne miasto reprezentowane na ringu
Krew się gotuje, płonie jak spirytus
Słowa zaciskają pętle, mutują jak wirus
Rzeczywistość chce zapisu
Podmuch, rap roz*****la jak jujitsu
Ognia się wystrzegaj, chcesz to zgasić, brak ci tchu
Zamknij oczy, wdychaj, zabiorę cię podczas snu
Teraz, teraz twój spokój szybko z dymem poszedł
A *****iłeś oczami, spuszczałeś się nosem
Powietrze przesiąknięte, odcięte drogi z powrotem
Wyjścia zamknięte, pytasz skąd jest ogień

Wiesz kto ma ogień, nie podchodź dalej, stój
Wiesz kto ma ogień, paliwa jest full
Wiesz kto ma ogień, ręce w górze trzyma tłum
2002 PiH'u solo, pocisz się, że *****

Wiesz kto ma ogień, nie podchodź dalej, stój
Wiesz kto ma ogień, paliwa jest full
Wiesz kto ma ogień, ręce w górze trzyma tłum
2002 PiH'u solo gorące, że *****

W ogniu osiedli, klubów, ulic, dzielnic
Ludzi operujących tych dla nich znanym kodem
Zsynchronizowane czasy, każde miasto spłonie
Jedno po drugim w reakcji łańcuchowej
Tam gdzie dym tam jest ogień
Poparzenia, omdlenia na koncertach trzeci stopień
Non-stop trawi, jest co raz bliżej
Twardo bez kompromisu *****ony dizel
Dotknij płytę, widzisz PiH'a z VIP'em?
Dziury na backstage'u rozpalone, wykapany Bejrut
Czerpią ze źródła gdzie nie ma szajsu
Tak zwane wkładki friko bez hajsu
Spalone żywcem przez siły wyższe
Wiedzą kto gdzie w czym jest tutaj mistrzem
Kto ma formułę, kto ma metodę
Niech dziury wiedzą, że P ma ogień

Wiesz kto ma ogień, nie podchodź dalej, stój
Wiesz kto ma ogień, paliwa jest full
Wiesz kto ma ogień, ręce w górze trzyma tłum
2002 PiH'u solo, pocisz się, że *****

Wiesz kto ma ogień, nie podchodź dalej, stój
Wiesz kto ma ogień, paliwa jest full
Wiesz kto ma ogień, ręce w górze trzyma tłum
2002 PiH'u solo gorące, że *****
Wychowany w brudnej rzeczywistości lat 80
Nie chcę skończyć jak zaprogramowany przez system robocik
Praca-dom, dom-praca po kilkanaście godzin
Kobieta którą kocham ma przed wcześnie się postarzeć
Piętno życia odciśnięte zmarszczkami na jej twarzy
Czy tak ma to wyglądać z tym mam życie kojarzyć
Dlatego inny tor obieram wiesz w słowach nie przebieram
To i tak zabawa trwa od wieczora do rana
Częste hasło kana kana problemy egzystencjonalne z rana
Przechodzą przez głowę myśli, które męczą
Przecież życie jeszcze młode z życiem zawrzeć ugodę
Iść tym samym co miliony torem daj spokój to chore
Gdzie zabawa, odprężenie, relaks, beztroska sielanka
Chcę poczuć, że żyję czy tak wiele wymagam
To na czym tak bardzo nam zależy
Frajerom z wyższych sfer do znudzenia się powtarza
Uroki życia jeden, drugi ma to w dupie nie docenia
Wszystko ma na co ochotę bierze
Nie zastanawia się że innym trudniej
Że trzeba harować żeby chociaż się ubrać
Zapewnić sobie byt i mam się różnych zajęć
Nieznane mi hasło wstyd jest kraść
Kiedyś stary mi powtarzał ale często się zdarza
Wałkowanie się powtarza i nie zmienia to niczego
Egzystencja mnie zmusza do przodu ruszam i myślę
Każdy dzień jak plan działania
W tym rzecz jak przeżyć w trudnych chwilach
Pewnie wiesz jak to jest jak na wojnie
Kto przyjaciel, a kto skurwiel ja wiem dobrze
I dlatego bardzo dumnie podchodzę do wszystkiego
Do zjawiska nieznanego Syki wie
Pieniądz leży na ulicy nie odkrywam tajemnicy
To wie każdy zły czy dobry dla społeczeństwa niewygodny
Wciąż nowych przygód głodny
Pod prąd kursujący na ulicy się kręcący
W klimacie przebywający wszystkim znany i nieobcy
W kłopocie pomagający od życia wymagający
Więcej niż mógł dostać (Sykusia oddała się postać)
Widzisz mam cię wiem że skupiłeś uwagę
Nie mam podniosłego tonu tu nie chodzi o powagę
Chociaż temat niewesoły tak życiowy bliski tobie
Bieda zawsze taka sama zapamiętaj to sobie
Więc oddaje to co robię może twoją półkę zdobię
To kawałek mego życia to nie grzeje, nie zachwyca
Wciąż dolina się zaczyna kiedy skończy coś się ruszy
Może będzie jeszcze gorzej, jeszcze gorzej, jeszcze gorzej
Że zostanę na ulicy wszyscy rówieśnicy wyczyn
Pokończyli ogólniaki, uniwerki, biznes fraki
W pogoni za sukcesem dla dumnych rodziców
Spełniają oczekiwania według ukierunkowania
Ekonomia, zarządzanie, prawo zawsze jest do zdania
Jednak nie dla mnie ja zdaję dziś z gadania
Szkoła życia edukacją, wiem co to miłość wiem co zazdrość
Wiem jakie wartości dają mi stabilność
Co jest wadą, a co zdradą gdzie lojalność ulicy prawo
Bo poznałem to dawno i nie muszę o tym gadać
Nieraz wystarczy spojrzenie żeby wiedzieć co się dzieje
Kto jest człowiek, a kto kurwa to zostawię dla siebie
Uniwersalne wartości dla niektórych śmieszne mrzonki
Udawać, że rozumiesz jest dla ciebie najprościej
Nie rozumiesz nie poczujesz głupi uśmiech kalkulujesz
U mnie zero stopni w kuchni w szczycie zimy tak radośnie
Atak Slums'ów ma podstawy żeby o tym kurwa gadać
I, że produkcja ma okładkę, że legalnie leży na półce
Nie czyni mnie lepszym od innych dodam tylko pokrótce
Najlepszy MC ja dziwię się wielce
Na chuj to drukujecie? reklamować chcecie?
Nieraz jest to żenujące tak jak 96 nie skończę
Zbliża się już 99 umiejętności podnoszę
Bo w miejscu nie stoję tutaj postęp się dzieje
Wiem o czym chcę mówić, że wysłuchasz mam nadzieję
Jednak nie, nie za bardzo się przejmuję
Co kto myśli, mówi, radzi kilku ludzi
Małe grono nie chce nikogo obrazić
Ale ten kto zna i to wie
Najlepiej to odbierze oni wiedzą, ja to wiem

Żyje tym co mam, a jeśli jest tego niewiele
Nie przejmujcie się mną, pokój z wami przyjaciele
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo