Popularne piosenki. Polski Hip Hop

2009
My robimy te (my), my robimy te (my)
My robimy te (my), my robimy te (my)
My robimy te

My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, wszystkich nas
My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, dla klubów i dla ulic

My robimy te manewry znów tutaj
Płonie klub, płonie dach, płonie twoja dupa
Płonie twoja kreska, słuchasz GuralEska
P do N i kreska, my nie możemy przestać

Trenujemy karkiem i na tą samą modłę
Ty zamiataj parkiet jakbyś miała w dupie miotłę
Ściany wilgotne od potu, ja dotknę cię z boku
Istotnie, mój flow mknie wam w oku
Słyszysz mocne bębny
To ta ekipa, która budzi śpiące królewny
Dla tych co lubią szorstkie trendy, to te swojskie gęby
Po ciemku widzisz, widzisz coś? nie widzisz nic

My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, wszystkich nas
My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, dla klubów i dla ulic

My robimy te manewry tu, tej
Podejdź tu, a potem w dół zejdź
Pełen klub i trudno tu przejść
To gnój w chuj, druga część
Tak to robimy ja, ziomek i ziomek
To my świecimy jak miliony monet (czaisz?)
Ej moment, chyba mój ziomek miał cię
Dobra, chuj z tym, będę brał cię w aucie
Dobra, chuj z tym, że mnie chcesz, bo Tede
Wiesz, że masz wzrok posłanki Beger
Już nie masz sucho, lubisz to suko
Naturę budzisz jak kręcisz dupą
Ta atmosfera to manewry dwa, ta
Wiem, jestem pewny, teraz da
Bo właśnie tak rozbiera cię rap
To taki melanż, którego ci było brak, suko

My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, wszystkich nas
My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, dla klubów i dla ulic

Ty zejdź teraz niżej to ja podejdę bliżej
Gdy ten song gra dla ciebie DJ
Gdy ten song słyszysz trzęsie się twoja dupa
I nie masz wątpliwości co to za grupa tutaj
My robimy te manewry bez przerwy
Mamy w chuj werwy, czasem działamy na nerwy
Lepiej uruchom swe rezerwy na raz (na raz)
I na dwa zrób tu hałas
To Szopen rapu, słyszysz grube dźwięki
Porywacze ciał rzucają hity od ręki
Dla tych co nigdy nie wymiękli gramy te piosenki
Podkręcaj ciągle to i nie bądź cienki, co?

[x2]
My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, wszystkich nas
My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, dla klubów i dla ulic
Cokolwiek co spędza sen z powiek
wiesz tylko ty i nikt się nie dowie
ktokolwiek kto spędza sen z powiek
wiesz tylko ty nie żaden inny człowiek

nie możesz spać w nocy i masz zmęczone oczy
i myślisz wciąż o tym co jeszcze cię zaskoczy
czy się napatoczy na twą drogę ktoś niechciany
czy obejdzie się bez żalu, obejdzie bez zmiany?
żyjesz z dnia na dzień twój los ci jest nieznany
i myślisz jak zatrzymać czas nieubłagany
ten wyimaginowany świat dla szaraków
dla setek Polaków mijanych na deptaku
myślących po nocach o chlebie lub o maku
o dzieciach pobitych przez ojców łajdaków
pijaków myślących pół życia o promilach
ich życie się mierzy w kieliszkach, nie w chwilach
ich życie się toczy pod sklepem nie w willach
rodzinie świadomość ta snu nie umila
chwila
to są problemy odwieczne
niziny społeczne klimaty niebezpieczne
to czysta codzienność nie strefy bajeczne

cokolwiek co spędza sen z powiek
wiesz tylko ty i nikt się nie dowie
ktokolwiek kto spędza sen z powiek
wiesz tylko ty nie żaden inny człowiek

co nas rozprasza ? codzienne problemy
to to że kochamy i to że żyjemy
to to że pragniemy i chcemy luksusu
nie lubię lamusów, choć na nich się zarabia
nasza ekipa złudzeń ich pozbawia
i wcale nie namawia byś robił podobnie
nieważne czy w dresie, czy w kant nosisz spodnie
żyj jak ci wygodnie, ja po swojemu żyję
mam swoje zasady i z nimi się nie kryję
ziomek ma kłopoty ja rąk nie umyję
nie ważne czy pali czy pije gdzie żyje
jeśli jest w porządku to smacznie śpi nocą
ręcę się nie pocą i wstaje wyspany
też byłem załamany i z lekka przygnębiony
kłopoty z głupoty, kłopoty przez żony
nie bądź zdziwiony, każdy z nas miał problemy
to jest nasz świat o którym tylko my wiemy
tylko my wiemy

cokolwiek co spędza sen z powiek
wiesz tylko ty i nikt się nie dowie
ktokolwiek kto spędza sen z powiek
wiesz tylko ty nie żaden inny człowiek [x2]
Refren:
Sekundy, minuty zatrzymaj się na moment
Zobaczysz zepsuty świat banknotów i monet (x2)

1. Szad:
Co dziesięć sekund człowieku miliardy w obiegu miliony w biegu
Szczegół, że bez reguł jak w Black - Jacku
Co dziesięć sekund biliony oddechów miliony uśmiechów
Tony grzechów - tyle momentów pod znakiem błędów z tyłu
Tyle momentów za plecami i ich tylu
Tyle poświęceń dla nich poszło na nic, nie ma zmiłuj zrozum
Cywilizacja - mas umiera,
Rywalizacja - nas pożera,
Regeneracja - czas zabiera,
Stabilizacja - klas umiera
Degeneracja generacji w aglomeracjach miast zaciera blask istnienia w nas nadzieja

2. Nullo:
Co dziesięć sekund nie jeden funt służy za przekup
Tupanie stóp i głosów szum słychać z marketów
Multum gestów słów protestu manifestów jest tu jak opadów deszczu
Wiesz już co dziesięć sekund na bezdechu ciągle w pośpiechu
Z miejsca do miejsca zmiana kwestia podejścia nie ta sama
Upodobania na nowe doznania nie ma ustabilizowania
Co dziesięć sekund to czas nas pogania

3. Pork:
Co dziesięć sekund ginie samarytanin przez życia sparing
Co dziesięć sekund z biedaka Carincton
Stąd poglądów weryfikacja bo banknotów rotacja na tysiące kont
Taka to ta generacja dotąd wychowana na błędach pokolenia
By nie iść pod prąd, a fortuna milionera zdradza właściciela i zamyka się krąg
Wszystko się zmienia w dziesięć sekund jak kobiety w blond - niestety
Co dziesięć sekund autorytety kreują świata portrety
Ukazując wady i zalety świata zepsutej monety

Refren:
Sekundy, minuty zatrzymaj się na moment
Zobaczysz zepsuty świat banknotów i monet (x2)

4. Szad:
Co dziesięć sekund jakaś zryta jak płyta
pokryta do syta nabita po jelita na kermita seniorita margaritta
przyprawia o rogi swojego Karlita a gdy tak w szczytach zgrzyta
rozkładając kopyta Karlito i tak pyta czy inna Lolita też woli tak
wbija nita nie kumając że to transwestyta i są kwita
Co dziesięć sekund na tym globie przytrafia się innym to co przytrafia się
tobie

5. Pork:
Co dziesięć sekund w obiegu fama że od rana pijana
Że wczoraj nie była sama zalana szła po szampana
Wypolerowana ona i jej amant banał
Bo co dziesięć sekund pęka wybudowana zaufania tama
Na minimalne cząstki a zawirowane związki giną przez podwiązki
To zalążki prawdy które mówią jaki jest człowiek
Jego motto to puszczać kłamstwo w obieg

6. Nullo:
Co sekund dziesięć ktoś czuje niechęć więc wciąga krechę
Odbite echem niesie się w eter co sekund dziesięć
Kolejne kłamstwo znasz to z radio, no i z gazet
Tym razem co dziesięć sekund reality - show w TV
Dejavu na wizji alibi dla winnych
A niby to demokracja gówno nie racja, tu rządzi dynastia
Dokonywana masowa dyskryminacja
Yo!

Refren:
Sekundy, minuty zatrzymaj się na moment
Zobaczysz zepsuty świat banknotów i monet (x2)
Widzisz to w moich oczach,
kiedy pól litra wódki, wypada z lodówki,
to serce krwawi, ciężko je zabić,

W górze szkła wódka, pierdolę gorzkie żale,
gorzką walę, pełna lodówka, kac z kacem wstanę,
na wszystko chuj kładę.x2

Muzyka bloków, wojna i pokój,
płynie w furach, zgubiłeś dziewczynę?
zakład, że jest u nas?,
mamy lot nad miastem jak nad kukułczym gniazdem,
osiedle, szyk, jak piję to nie kaszle.
Ta gra mnie wzywa, połówka, znowu prawie,
Chrystusowy wiek, nie proszą o dowód,
przedzieram sie przez klub, polo oblewam kolą,
trudno, nie skomlę jak wiejska baba nad trumną,
czas posypać, jednoręki bandyta, to jak wrzucenie
inserta, zawsze od serca, setka, drżąca ręka,
przy rozdaniu, nie ma tu leszczy którzy kurczą się w praniu.
hajsu pełna kieszeń, zatrzymaj resztę,
ma nad górną wargą meszek, takich nie bierzcie,
marzenie o wielkim szmalu, to jej nie przejdzie,
chcesz ją zabrać na parkiet, ona myśli o giełdzie.

W górze szkła wódka, pierdolę gorzkie żale,
gorzką walę, pełna lodówka, kac z kacem wstanę,
na wszystko chuj kładę.x2

Ściskasz banknot tak długo aż się zesra w dłoni,
gaszę cię jak kiepa, odbija jak Berlusconi,
czas spierdala jak Kubica, poliż bolid,
nie ma że boli, nasz skład to hedonizm,
życie jest chwilą, dni szybko płyną,
jutro może być już nie tak, gdy psy dojdą,
do pólpiętra, nemiroff w stakanach,to zapamiętaj,
najebmy się dziś zdrowo na sovieta,
przed nami 70 dziewic, dziwki, jedyne co mogę czuć,
to ich lady speed stick,mam swoje szczęście,
więcej mi nie trzeba i lęk wysokości,
nie muszę iść do nieba.
Tyle wypito dziś rumu i coli,
kumla jak była tak jest w niewoli,
na wieki wieków amen, to jest porażką
w pięciu typa modlić się nad jedną flaszką.

W górze szkła wódka, pierdolę gorzkie żale,
gorzką walę, pełna lodówka, kac z kacem wstanę,
na wszystko chuj kładę.x2

tu wszyscy piją, piją, wiesz jaki jest człowiek,
niektórzy chcą zapomnieć, inni przypomnieć sobie,
Dzin wydostał się z butelki i to ma sens,
na dnie oni znajdą ratunek S.O.S,
To czego mi życzysz, nie zdarzy się wkrótce,
TGV wśród trzustek jak piekła na przepustce,
trzymam się w pionie, chcę dalej żyć,
ten kto nie ma wrogów nie wart jest nic,
stul pysk, to PE I HA, A do A do ostatniego dnia,
i takie życie nigdy mi nie zbrzydnie,
aż zrobią mi od ramion do mostka nacięcie "Y"
daleko do rana, pije aż skonam, EKG - linia pozioma,
alkoholikom we wszystkich domach, aż skonam,
EKG - linia pozioma.

W górze szkła wódka, pierdolę gorzkie żale,
gorzką walę, pełna lodówka, kac z kacem wstanę,
na wszystko chuj kładę.x2
zwykle jestem optymistą , pełnym wiary w przyszlosc
odnalezc dobre strony chce nawet jesli cos nie wyszlo tak po mojej mysli, umarlo
a zdaza sie z samej gory spasc na dno
jestem optymista , wiem, to pewne
jedna z tych rzeczy we mnie, ktore sa niezmienne
bo cala reszta jest kwestia podejscia
az nadchodzi dzien, kiedy wszystko sie miesza, wiesz
widzialem ja tylko kilka sekund, tam, stala niewinna, taka warta grzechu
sam juz nie wiedzialem czy mam podejsc do niej
czulem krew sie gotuje , az twarz cala plonie
myslalem, snem jest, a jednak byla prawda
caly klub kobiet, dla niej konkurencja marna
jedna z tych co w moment mysli kradna
zniewalaja wzrok, juz nie uciekniesz w strone zadna

krec mnie, krec mnie, zakrec tym co najlepsze masz kochanie
krec mnie, krec mnie, dobrze wiesz jak to krecic masz
krec mnie, krec mnie, zakrec tym co najlepsze masz kochanie
krec mnie, krec mnie, dobrze wiesz jak to krecic masz

zaczela krecic krecic, ruchem bioder necic
plonie caly swiat, az w termometrach braknie rteci
plone caly ja, ogarnia cialo czesc po czesci
pozadania zar, okielznac go, zacisnac piesci
kreci, kreci, wie jak mnie zachecic
idealna tak, kazdym calem ciala neci
na krawedzi, czuje , stoje na krawedzi
jeden krok i raz na zawsze wzrok uwiezi
uczuc deszcz, goracy deszcz, ulewa
zmoknac chce, tym razem chowac sie nie trzeba
kusi mnie, podchodze, aniol prosto z nieba
kruszy serce tak jak by to byla kreda
dotknij, dotknij, wyszeptala patrzac w oczy
skosztuj mnie , dla Ciebie morze mam rozkoszy
choc ten jeden raz, zatancz ze mna , tak
raz zrozumiesz, ze caly swiat to ja

krec mnie, krec mnie, zakrec tym co najlepsze masz kochanie
krec mnie, krec mnie, dobrze wiesz jak to krecic masz
krec mnie, krec mnie, zakrec tym co najlepsze masz kochanie
krec mnie, krec mnie, dobrze wiesz jak to krecic masz

krec mnie, krec mnie, zakrec tym co najlepsze masz kochanie
krec mnie, krec mnie, dobrze wiesz jak to krecic masz
krec mnie, krec mnie, zakrec tym co najlepsze masz kochanie
krec mnie, krec mnie, dobrze wiesz jak to krecic masz
Powraca przekaz, dzieciak pierdol syf
Szemrane radiostacje vivę, mtv
Najważniejszy zawsze głos bloków
Dla lamusów wór pokutny i popiół
Powraca przekaz leszczy męczy kac
Na zawsze pogarda, jak aleja gwiazd
Tu gdzie wszystkiego nie kupi twój pieniądz
Brutalna leksyka, przemoc rodzi przemoc

W dłoni trzymasz butelkę, tabletki nasenne
Siedzisz po turecku w domu, brodę opierasz o strzelbę
Nie wiedziałeś, że dożyjesz tych dni
Gdy ostygniesz twoje ciało opuszczą wszy
Nie muszę być pijany by mówić prawdę, feler?
Milczenie jest złotem? tylko srebro szczere
Zakazany owoc, tracisz resztki rozsądku
Weźmiesz to na połyk i przemycisz go w żołądku
Wstrzymujesz oddech, dłonie obcują z oryginałem
Zdzierasz folię, otwierasz jak zamek worka z ciałem
Rap gra? przestała być grą
Od kiedy karmię was własnym mięsem i krwią
To ten czas, popatrz, rap total, potwarz
Dla kurew, które czuwały już przy moich zwłokach
To jest jak pierwsza kostka domina
„ciągłe pytania dlaczego tak przeklinam"
Z marginesu prosto do self-made man'a
Tu gdzie nikt nic nie dał a każdy chce zabierać
Prime time, jupitery zabłysną
Wrogom się przebacza ale wtedy gdy zawisną

Powraca przekaz, dzieciak pierdol syf
Szemrane radiostacje vivę, mtv
Najważniejszy zawsze głos bloków
Dla lamusów wór pokutny i popiół
Powraca przekaz leszczy męczy kac
Na zawsze pogarda, jak aleja gwiazd
Tu gdzie wszystkiego nie kupi twój pieniądz
Brutalna leksyka, przemoc rodzi przemoc

Pokój ludziom dobrej woli, ludziom złej woli wojna
I niech się wreszcie to co ma stać stanie
Kochana mamo bądź o mnie spokojna
Spoczynek wieczny racz im dać panie
Dziś fanatyk kamuflow we wszystkich domach
Uzbrojonej po zęby jak pieprzona Oklahoma
Hekatomba, milczy sonar
Jak generał wizytuję zgliszcza wroga
W Polsce jest kilku króli, los się do nich nie uśmiecha
Patrzę na to z góry, Peiha cesarz
(Pod koniec dnia, podchodzi do mych drzwi)
Haile Selassie rapu, może być nie miło
Z warg sromowych twojej dziwki zrobię sobie brelok
Bez nerwów obserwuj kadr po kadrze
Pseudo gwiazdy zajebię każdej konstelację
To tylko posmak przyszłego terroru
Siad płaski, rozkaz, to ruch oporu
Te znane twarze i ich codzienne maski
Mędrców, filozofów z bożej łaski
Cicha pustynia to ich bezimienny grób
Tam sępy roznoszą ścierwo po rozstajach dróg

Powraca przekaz, dzieciak pierdol syf
Szemrane radiostacje vivę, mtv
Najważniejszy zawsze głos bloków
Dla lamusów wór pokutny i popiół
Powraca przekaz leszczy męczy kac
Na zawsze pogarda, jak aleja gwiazd
Tu gdzie wszystkiego nie kupi twój pieniądz
Brutalna leksyka, przemoc rodzi przemoc

Kiedy pchasz się na afisz a nie znaczysz nic
Gwóźdź jest po to żeby wbić
Większość rapu w Polsce na wodę pic
Gwóźdź jest po to żeby wbić
Kiedy włączam tv i znów widzę ten syf
Gwóźdź jest po to żeby wbić
Tu gdzie miejsca brak na twe babskie łzy
Gwóźdź jest po to żeby wbić

W kolejce do ssania chuja stoi Manifa
Brutalna leksyka, nie przepraszam za styl bycia
Ubliżanie łakom, spędzanie snu z powiek
To coś więcej niż na kacu pociąg do wstrętnych kobiet
Są jak Lisa Sparxxx, ta brudna szmata
Smutni jak jej pizda po biciu rekordu świata
Do klasyków im daleko, dziś opcja standard
3/4 na legalu to pierdolony skandal
Rap wandal, przy tym większość jest jak s lambda
Peiha bez zmian, w drodze jest już krew i plazma
Brutalna Leksyka, video, audio
Coś czego leszcze nigdy nie ogarną
Bloków mentalność, nawijka szczera
Szczyt zera to nie mieć hejtera
Peiha z białostockiej dzielnicy
Jedna z macek ośmiornicy

Powraca przekaz, dzieciak pierdol syf
Szemrane radiostacje vivę, mtv
Najważniejszy zawsze głos bloków
Dla lamusów wór pokutny i popiół
Powraca przekaz leszczy męczy kac
Na zawsze pogarda, jak aleja gwiazd
Tu gdzie wszystkiego nie kupi twój pieniądz
Brutalna leksyka, przemoc rodzi przemoc
Ref.
Uuu... 4 ściany
Tu rozmawiam ze zmarłych duchami
Diabelski rodowód ma to abecadło
One zbliżają się do mnie, zaciskają jak imadło
Uuu... 4 ściany
Na nich moich myśli aktogramy
To jest jak nóż i gardło
One zbliżają się do mnie, zaciskają jak imadło

1.
Sztywny gorset tego świata krępuje płód
Matki krwawe łono owija kolczasty drut
Podróż serpentyną słów w krainie nostalgii
Paleta mistrza, gdzie słowa są jak barwy
Pióro jak brzytwa na twoich sutkach suko
Scena, obraz jak spod pędzla Saturno Butto
Nie mieszaj Piha z wódką, jak nie jesteś silny
Uważaj! Bo wyhuśtasz się na pięciolinii
Ja nazywam to plastyką, ty tylko rapem
Oko w oko z chorą psychiką, nożem do cięcia tapet
Krwawa łaźnia, kat instrumenty stroi
Luka Rocco Magnotta obsługuje nasz stolik
Szpikulec do lodu w dłoni, chirurga talent
Magiera po prawicy, bit skrojony jest na miarę
Optyka na życie, pieprzony efekt halo
Kartka jest jak lustro, w niej widzę swą doskonałość

2.
Wiesz, że sypiam z kartką, czuję ją dłonią
W jednym łóżku miłosny trójkąt z nią i moją żoną
Wersy jak tworzywo, ja, czempion perwersji
Metoda Braille'a, jak zimna glina lepią się do ręki
Siedzę jak w pieprzonej celi, bo w tych ścianach
W tej skorupie jest tyle rozczarowania
To jest jak klatka, loch, moja głowa
Tu konam, nie znajdę nigdy zbawienia w tych urojeniach
Znów diabeł się dobija, do drzwi mojej jaźni puka
Ten skurwysyn wie dokładnie, gdzie mnie szukać
Nieraz tu byłem, znam ten karcer
Powstrzymuję się przed płaczem, bo nie chciałbym żyć inaczej
Jestem jak wampir uwięziony przez światło
Krwi w stalówce nie może zabraknąć
Transmisja na żywo, gdy kreślę zdania juchą
Po chwili milczenie, somnambuliczny stupor

3.
Od bloku odrywa się pokój, wokół kosmos
Z góry widzę przeznaczenie - człowieka samotność
Treść rozpiera czaszkę...14-0-8
Przegrasz tu życie w noc bez zegarków i okien
Wsłuchuję się w głos ludzi, którzy tu byli
Śmiech, radość, płacz, ich krzyki
Czułem ich ciepło, za dłoń trzymałem
To głosy ludzi, których kiedyś spotkałem
Dożywocie, są na zawsze tu, za karę
Nocy zasłona, która jest dla nich jak areszt
Czarnych wdów harem tka mi szaty z mory
Choćbym chciał, nie wydostanę się z chorej głowy
W twoje przerażone oczy wbijam pistoletem zszywki
Tych ran nie złapiesz nawet grubymi nićmi
Cisza bezludnej wyspy, spotkaj się z Pihem
Tu poję cię rozpuszczalnikiem, ćwiartuję na brykiet
Sukces rodzi wrogów, wiesz, odkąd pamiętam
Tak jest odkąd utrwaliłem pierwsze nagrywki na kasetach.
Pierwsze plotki przez niedomówienia na osiedlach
Kaset już nie ma, ale ludzi tak łatwo się nie zmienia
To się przenosi w genach, nieświadomie drogą płciową,
to kolejne pokolenia, zakażone tą chorobą
Nie pomoże tu neurolog, bo to gówno siedzi za głęboko
To tendencja do chlania ja jak masz nie jest spoko
jak ją masz, wkurwiasz się, chociaż nie wiesz na co nawet
Twoja twarz, pusty śmiech w takich jak ty tracę wiarę
To jest takie polskie, to zabiera mi optymizm
czyjś sukces sprawia, że czujemy się nieszczęśliwi
To szerokość geograficzna, hartowane charaktery
historia specyficzna, ustrój wielu ściągnął uśmiech szczery
Wielu to kukły w chocholim tańcu.
Tylko, gdy ktoś upada pada czują pozytywny nastrój.

Wiem, mój sukces to powód, że nie sypia mój wróg
zawsze ktoś ma jakiś problem
Ja chcę robić swoje, niezależnie od nikogo
iść swoją drogą, nie dać satysfakcji wrogom

Co jest miarą sukcesu ciągle szukasz odpowiedzi
Czy siedzieć na hajsie, czy tym hajsem mieć się z kim dzielić
w coś wierzyć, w coś więcej niż tu i teraz
musisz znaleźć receptę na szczęście czyjejś, nie da się powielać
możesz podrobić na nim podpis i pieczątkę
ale życie Cię rozliczy z każdym niezamkniętym wątkiem
z każdym spalonym mostem, z mniejszym, większym kłamstwem
do sukcesu dąż, ale nie po trupach bo to tego nie warte
Ty tego nie znajdziesz w młodzieżowych poradnikach
Pochyl się nad miastem, przyłóż ucho do chodnika
jest zasada- jak masz dużo to się dziel, nigdy nie chwal
bo w wrogach zazdrość pełza jak jebany pędrak
jak nie widzą, to dobrze, bo co z oczu to z serca
wolisz być cichym bohaterem czy cichym zdrajcą jak Maleszka
Witać się, tylko ze szczerym uśmiechem
a nie ze szczerą chęcią, żeby komuś nie było lepiej

Wiem, mój sukces to powód, że nie sypia mój wróg
zawsze ktoś ma jakiś problem
Ja chcę robić swoje, niezależnie od niczego
Iść swoją drogą, nie dać satysfakcji wrogom
śliwa RPS taa, jedziemy

Jaram szluga za szlugiem przede mną stos kartek
Skupiam się maksymalnie by znów przelać na nie prawdę
Brzydzę się fałszem w tej szesnastce go nie znajdziesz to ja
Miejski poeta która ma swój własny świat
Pełen pozytywnych myśli, choć często zimny prysznic
Pozbawia mnie uśmiechu i staje się tragiczny
Statyczny i znów się pojawiają schody
Mimo to że są ambicje i w chuj pomocnych dłoni
Muszę gonić jak każdy bo w końcu nie tylko ja
Walczę o lepszą pozycję jak niejeden brat
I tak, toczy się koło od lat nie dając chwili
Wytchnienia, tylko rap, zmienia wyraz mej miny
Często gorzkiej, zmartwionej, totalnie wkurwionej
Wtedy lepiej skurwysynu nie, nie wchodź mi w drogę
Dzisiaj robię co mogę, bym mógł spokojnie zasypiać
Ostatnią deską ratunku, jest bez wątpienia muzyka

Ostatnią deską ratunku jest dla mnie muza
Odpalam bit i chwytam pióro gdy się wkurzam
Wówczas nie czuję bym chciał czegokolwiek więcej
Bo wiem, że scena i studio to dla mnie miejsce

Ostatnią deską ratunku jest dla mnie muza
Odpalam bit i chwytam pióro gdy się wkurzam
Wówczas nie czuję bym chciał czegokolwiek więcej
Bo wiem, że scena i studio to dla mnie miejsce

Kopnę cię w dupę jak wyczuję że coś knujesz za plecami
Mam nie zawodny węch, nie trzymam z frajerami
Prześladował mnie pech, już od samej podstawówki
Dziś uśmiechnął się los, spójrz na sklepowe półki
Nie muszą znów nawinąć o swej autentyczności
Bo na ulicach jest głośno o mej osobowości
Tutaj dowiesz się wszystko bo kundle lubią poszczekać
Dzięki muzie postrzegają mnie tu jako człowieka
Który robi co kocha, robi to na pełen etat
I swej duszy nie sprzedał, zobacz, przejdź przez ten etap
Rap to nie jest z mlekiem kaszka jak nawinął Ricardo
Chcesz w tym gównie być kimś? zasad trzymaj się twardo
Ostatnią deską ratunku jest dla mnie muza
Rytmiczny bit to właśnie to co mnie pobudza
Kiedy czuję że mam wenę oka nie zmrużam
Bo wiem że przyjemność i korzyść z tego duża

Ostatnią deską ratunku jest dla mnie muza
Odpalam bit i chwytam pióro gdy się wkurzam
Wówczas nie czuję bym chciał czegokolwiek więcej
Bo wiem e scena i studio to dla mnie miejsce

Ostatnią deską ratunku jest dla mnie muza
Odpalam bit i chwytam pióro gdy się wkurzam
Wówczas nie czuję bym chciał czegokolwiek więcej
Bo wiem że scena i studio to dla mnie miejsce

Ostatnią deską ratunku jest bez wątpienia muzyka
Pomaga, klika, rodzina, z nimi dzień nowy zaczyna
Gdy ukochana dziewczyna, u mego boku się śmieje
Odrzucam fałsz i pragnienie, czynienia źle ,choć czasem dzieje
Się coś czego nie chcemy, nadciąga znów czarna chmura
Nastrój obniża akurat i mroczny niczym drakula
A w planach miałem zabawę, ponura aura otacza
To nie rozpaczam, nie tęsknie, do polanego łyskacza
Dawno przestałem się staczać, rzucam z pisklęciem zaklęcie
U Rycha w gnieździe, uwierzcie, nadzwyczaj jest dziś bezpiecznie
Bywały tragedie greckie, (dziś) sporna kwestia to pestka
By złodziej przestał mnie mękać, nastrój umieszczam w tekstach
Jestem już starym kocurem, co czuje że dużo przeszedł
Na szczęście się doczekałem, lepszych czasów i przeczę
Niektórym tekstom z przeszłości, że mam złe życie i nie chcę
Zmieniać niczego na lepsze, to było o mojej klęsce

Ostatnią deską ratunku jest dla mnie muza
Odpalam bit i chwytam pióro gdy się wkurzam
Wówczas nie czuję bym chciał czegokolwiek więcej
Bo wiem e scena i studio to dla mnie miejsce

Ostatnią deską ratunku jest dla mnie muza
Odpalam bit i chwytam pióro gdy się wkurzam
Wówczas nie czuję bym chciał czegokolwiek więcej
Bo wiem że scena i studio to dla mnie miejsce.
Czasem mam jazdę zapomnieć o wszystkim
Kupić bilet donikąd i spakować walizki
odnaleźć nową przestrzeń ta mnie dusi czasem
ale chyba czasem tak być musi
Czasem sie zamykam nie ma mnie dla nikogo
wsłuchuje w cisze i nie kiwam wtedy głową
Zamykam w sobie by móc sie otworzyć
I rozmawiam z tym który to wszystko stworzył
Czasem mam akcje, patrze za okno
a tam deszcz pada i ulice mokną
Wtedy boję sie o jutro przeraża mnie niepewność
choć nieraz mówiłem jest mi wszystko jedno
Czasem czuje sie tu jak outsider
twojej recepty na życie nie chce, sam znajdę
Znam prawdę o sobie i konsekwencje
wiem nie zbuduje nic bez poświeceń.

Wciąż wierzę w ludzi jak Vienio
nawet gdy czasem widzę jak pozmieniał ich pieniądz
Tak na nich patrze i nie wierzę oczom
ja nie muszę mieć za co żyć muszę mieć po co
Chce dać im szanse daje im słowa
bo sam mogę kiedyś tej szansy potrzebować
Może jutro spojrzę w lustro spytam
Czemu zawiódł instynkt górę wzięła pycha
Czy jesteśmy tu by karmić ego
a może świat potrzebuje nas bardziej niż my jego
Męczy mnie ignorancja i hipokryzja
Choć nie jestem święty muszę to przyznać
Czasem pokusy uśmiechają sie zdradziecko
Ja pod presją bezradny jak dziecko
Pocą sie dłonie już nie jestem odważny
Wiem to moja cena za dar wyobraźni

I tak siedzę sam a z oknem moknie Praga
To jest ten moment by ze sobą porozmawiać
Tysiąc myśli, wątków w głowie bałagan
Czasem myślę że nie zdążę i tego nie poukładam
Ej nie chce już odkładać do jutra
A codzienność stawia pod ścianą i krzyczy zrób tak
Czasem czuje że trzyma mnie w szponach
Wtedy chciałbym mieć siłę być ponad
Jak mnie widzi świat to bez znaczenia
Gdy bardziej niż opinii boję sie sumienia
I teraz gdy stoję z nim oko w oko
wiem nie ucieknę bo nie ma dokąd
Zbieram resztki uczuć tyle ich zostało
I ponoszę klęskę chcąc je złożyć w całość
Przegrywam dziś , lecz nim minie sto dni
Wrócę tu i wygram by to sobie udowodnić
Pójdźmy dziś wieczorem do Knajpy Upadłych Morderców,
Wypaliła się naiwność, nie gadajmy o szczęściu.
Weźmy stolik w kącie sali, będziemy na swoim miejscu,
Tacy jak my już nie siadają w przejściu.
W tej knajpie nie gra orkiestra, wszystko jest inne,
Piwo pachnie dzieciństwem, a czas biegnie tu szybciej.
Biegnie czas na miłość, gdy w oczach tylko zaraza,
Jej definicja postać iksa w naszych równaniach.
Ja i Ty wiemy już, ten świat nie działa,
piękne dusze są zamknięte, w brzydkich ciałach.
Nie wskazujmy innych, zżółkłym od papierosów palcem,
historię piszą zwycięzcy, tak było zawsze.
Trzeba czasu by zrozumieć, bardzo lubię milczeć z Tobą,
oni z byt wielką wartość nadają słowom.
Jedno co wiemy na pewno, to są dwie strony lustra,
W knajpie upadłych morderców doczekamy jutra.
Tysiąc pięćset sto gwiazd

Dam ci tysiąc pięćset sto gwiazd
Dam ci tysiąc pięćset sto gwiazd
Przechwycę, zerwę tysiąc pięćset sto gwiazd
Przechwycę, zerwę tysiąc pięćset sto gwiazd
O dam ci tysiąc pięćset sto gwiazd
Dam ci tysiąc pięćset sto gwiazd
Tysiąc pięćset sto gwiazd
Tysiąc pięćset sto gwiazd

Nie! Nie! Nie chcę tutaj żadnych gwiazd!
Ja chcę purpurowy rower!
Byś zabrał mnie na ramie
Tam gdzie sobie świeci
Tysiąc pięćset sto gwiazd
Tam gdzie sobie świeci
Tysiąc pięćset sto gwiazd
Tam gdzie sobie świeci
Tysiąc pięćset sto gwiazd

Wiec zakładam seledynowy kask
Ty chwycisz mnie przypadkiem
Przypadkiem chwycisz mnie za pas
Lecimy sobie na dobranoc tam, gdzie
Tysiąc pięćset sto gwiazd

Dam ci tysiąc pięćset sto gwiazd

Tysiąc pięćset sto!
Tysiąc pięćset sto
Tysiąc pięćset sto
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo