Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref.
Wiesz, wciągam to do płuc i mielę, i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę, i mielę, i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale nie wiele, nie wiele, nie wiele chcą
Ci, którzy się na prawdę nim nie sztachnęli

Wiesz, wciągam to do płuc i mielę, i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę, i mielę, i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale nie wiele, nie wiele, nie wiele chcą
Ci, którzy przez miasto nie przeszli, tylko przebiegli

1. Onar
Zapach miasta ciągle w korkach, tak pachną kłopoty
Smażone kurczaki z KFC, plus papierosy
Plus jej lakier, i włosy, i balsam do ciała
Plus spaliny na ulicach dziurawych, Warszawa
Ktoś wpierdala kebaba i śmierdzi czosnkiem obok
Bezdomne dziecko siedzi z klejem i workiem
Jakiś pijak z gitarą gra melodie rzewne
Ma więcej talentu niż ci z Must Be The Music, to pewne
Banda studentów biegnie na poprawkę
Tamtemu umarła żona, wali wódę o dwunastej
Dzień w dzień już nie ma kaca, taka kara
Tak jak dziwki, która jest w ciąży i cały czas zarabia
Taryfiarze robią wałki pod lotniskiem, na centralnym
Chińskie budy, obce blachy, tu hustlerzy i banany
Ja to chłonę wszystko przez skórę, przez płuca
To jest chore, w oparach absurdów oddycham

Ref.
Wiesz, wciągam to do płuc i mielę, i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę, i mielę, i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale nie wiele, nie wiele, nie wiele chcą
Ci, którzy się na prawdę nim nie sztachnęli

Wiesz, wciągam to do płuc i mielę, i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę, i mielę, i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale nie wiele, nie wiele, nie wiele chcą
Ci, którzy przez miasto nie przeszli, tylko przebiegli

2. Paluch
Piję wyciskany sok, patrząc na bezdomnych
Ulica to ich dom, na pewno nie wymarzony
Gdzie popełnili błąd, pewnie myślą często o tym
Każdy drżącą dłoń wyciąga po parę złotych
Życie wysyła na front, nie daje żadnej broni
Gonią wymarzony ląd, lecz nie każdy go dogoni
Wielu miało boski plan, znam te historie
Przez tydzień mieli szmal, dziś całe życie mają w torbie
Ja tutaj żyję, na płytach daję miasta portret
W oparach absurdu, od tego gówna mam odme
Jedni umierają młodo, w walce o życie godne
Inni na osiemnastkę od ojca dostają Porsche
Tym drugim nie zazdroszczę, tym pierwszym dopinguje
To co zdobyte pracą cieszy sto razy dłużej
Kogo budzą koszmary, a kto spełnia swój sen
Życzę spokojnej nocy, kłaniam się z miasta P do N

Ref.
Wiesz, wciągam to do płuc i mielę, i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę, i mielę, i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale nie wiele, nie wiele, nie wiele chcą
Ci, którzy się na prawdę nim nie sztachnęli

Wiesz, wciągam to do płuc i mielę, i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę, i mielę, i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale nie wiele, nie wiele, nie wiele chcą
Ci, którzy przez miasto nie przeszli, tylko przebiegli

3. Sitek
Wczoraj oglądałem zdjęcia, brat
Nic już nie jest tak prawdziwe jak te zdjęcia, a
Tamte miejsca patrz, bloki miały inny kolor
I nie było tutaj fałszu, bo nikt nie wiedział co to
Za każdym razem kiedy wracam do tych wspomnień
Mogę je poczuć ale nigdy już nie dotknę
Mogę w minutę dotrzeć na starą dzielnię
Ale już trudniej będzie dostrzec w niej stary teren
Więcej nie zobaczę tych dziecięcych twarzy
Które mogły zrobić wszytko, dziś nawet nie chcą marzyć
Kto jest twoim przyjacielem? Ten kto bierze z tobą
Czy ten, z którym miałeś kwas bo cię chciał odciągnąć?
Zrobiliśmy kilka tatuaży na tych blokach
Nie, że jakieś tagi ale zostawiliśmy imiona
Wiele pojęć, niezrozumiałych ruchów odpycha
To jest chore, w oparach absurdu oddycham
My mamy bagi i nike'i jak Spike Lee jesteśmy braćmi
Choć nie łączy nas znak krwi, to po prostu w nas tkwi
Biali jak Brother Ali, czarni cali jak Ice-T
Spalamy na popiół te mic'i tak jak Jedi Mind Tricks
Tysiące kultur i wyznań, ściągam mundur i broń
Nie ważna jest religia, nie czuję buntu hip-hop w tej kwestii
Jesteśmy MC's nie ważne jaka skóra
Nullo Stara Piaskowa Góra, Trzeci Wymiar, Noo, ahh

A yo big mug, the kid bug, he loves street smartz
Flip any amount my hands are on like trampoline stars
Cheap cars pull up, jumping out with mask on
Stash gone, no reach? getting left with 2 cast arms

Product stays fresh in them glass jars
Dudes ain't hustling right? good reason to snatch yours
Staying on point and looking sharp like them cat claws
Tracks, be the place I eat (w)raps like snack bars

They say hip-hop is lost, could never find it's way
Al last ballot of the bullet, like Malcolm I serenade
Corner ciphers, basements, cellars, and block parties
Music was the outlet, others they chased poonany
Went from devils music to marketing corporate rhapsody
EA Sports commercials jingles come from Embass Canvancy
Penetrate his larynx, while my clutch remains unplugged

I po co kolo sapiesz? nie ważny kolor w rapie
Podobno jesteś homo sapiens, widzę, że sporo łapiesz
Ważny mikrofon, papier i słowo w rapie
Być sobą w rapie, mieć swoją magię nie fotografie
Możesz się jarać grą, albo nam zabrać tron
Możesz też złapać trop i możesz złapać pion
I pewnie możesz złamać kod, a potem złapać lot
A nie możesz złapać flow, jak zakrakać wron

Sheisty bombardment, black cops, re-con department
Is what gets called in, modern men blazin racism, saving face
Missing the case, religious crazy states
Manipulate candidates, go poly with ticks through hip-hop
We express, discuss from mistrust
Passed on by dick jocks, we're bound to lick shots
Noo Age sound we spit hot, ripping the blocks to shreads
Shocking heads with sicker styles
Than you would get from lead, nigga

Dla ciebie liczy się skóra i czy nosi długie srebro szyja
Nie kupuję tego gówna jak wielbłąd cygar
Po co się spinasz? życie to nie bitwa w Termopilach
Przyda się endorfina modna dziś jak splendor w Chinach
Nie zajedziesz na tym flow gringo, dalej niż w bok windą
Jak widzę glob nad nim rąk milion to hip-hop
Tu nie ważne są różnice, granice, kolor skóry
To prywatny koncert życzeń rap manufaktury

Racist is everywhere in cultural estates
No matter the place feeble minds breed hate
where was it written and who wrote the knowledge?
From what time frame? and from where'd they call it?
From a time of open minds kill all the hearsay
Only thing that matters is what we do here today
Weak have to swim firm stands on land
Struggles everywhere, but not in here man

I'm a MC, blaze mics despite the media
That's loke stereotypes so whenever I write
Words in the from of a rhyme put the meaning behind
Each line, each time on stage I'm blessed
Trzeci Wymiar Nato put that ass to the test
See the world is a mess so imma rep hip-hop till there ain't nuttin
Left right back at it the tounge flips automatic
Loose status if u dealin with us
To nie złudzenia
To chora rzeczywistość
Znów przesyła pozdrowienia
Dają do myślenia proste słowa
Czysta prawda w nich ukryta
Takie życie taka płyta
A zrozumieniem wszczyta
Tam gdzie źródło wiedzy a w nim
Życiodajna woda
Gorzkich chwil osłoda
Na życiowych schodach
Spragnionych sił kona
Przywróci wiarę może skróci cierpienia
To moment ukojenia
Chwila zapomnienia
W nim materialny rap
Niszczy pokolenia
To zły znak czas reakcji
Ewenement w takiej sytuacji
Kiedy może nie być Happy end'u
Bo za wiele błędów zło kusi
Takie życie tak być musi
Na co czekasz
Szybko idź to przekaz
Po co głupio pytasz komu
Wszystkim a w szczególności bliskim
Jak tańczysz to uważaj
Bo życiowy parkiet bywa śliski

Takie życie ziomek
Nie ustająca próba
Walcz o pozycje a zachować się ją uda
Pozorna nuda
Dla dzieciaków to zguba największa
Po dragi sięga i świat swój upiększa
Zajrzyj do wnętrza
Przepaść się powiększa
Rzeczywistość staje się coraz cięższa
Wilku zwycięża bo wiara moją mocą
Takie życie ludzie przychodzą i odchodzą
Wszyscy umrzeć muszą
Ci którzy się rodzą
Mimo woli bardzo boli
Gdy najbliżsi zawodzą
Po co z drogi schodzą przez siebie wyznaczonej
Takie życie ziomek chcesz siedz w psiarni pierdolonej
Nie wszystko stracone
Nadzieję jeszcze mam
Ja tu a ty tam
Enest nigdy sam
PG z nimi gram
Elo Pelson mnie zna
Tak takie życie ziomek musi się przyjąć
Takim jakim jest nie da się go minąć
Z porażki trza wyjąć nauczkę na przyszłość
Nie zawsze wygrywasz
Niestety tak wyszło
Zachowaj czystość
W kontakcie ze stoczoną myślą
Takie życie nie wszyscy tak myślą

Ref.: Takie życie na co dzień widać
Elo Elo Elo może Ci się przydać
Ewenement słychać że wiedzą jak jest życie
Słowo i jego lustrzane odbicie
Ulice ulice pełne czystych faktów
Desperackich aktów
Zerwanych paktów
Życie takie
Takie życie niestety
Z przodu wady
A gdzieś z tyłu zalety

Takie nieszczęście ktoś odszedł kogo znałem
Tuż obok w klatce się wychowałem
Tą samą piłkę kopałem z nim
W pamięci wszystkie wspólne chwile
Nawet cześć siema tylko
O nieobecnych mówić się nie zwykło
Wszystkim jest przykro
Co się stało
Matka płacze bo straciła syna
Czas rozpaczy tak jak seans się zaczyna
Pół roku pewnie minie nim dojdzie do siebie
Widziałem jak rzuca na grób syna glebę
Widziałem tez na pogrzebie
Jego kolegę
Wszyscy w oczach stała się tragedia
Głos o to nie dba
Serce to co innego
Żal serca matczynego w smutku pogrążonego
Takie życie wierze że Bóg tak chciał
Nie da się odwrócić nerwowy szał
Z bezsilności przeznaczenie jest na litości
Takie życie pokazuje znamienicie
Trzeba dalej brnąć na zły los klnąć
W garść się wziąć
Ta sytuacja ugniata me uczucia
Prawda to niepowtarzalna jazda
Jak pierwsza kokaina po stracie rodzina
Odchodzi goić rany
Czas pomoże goić rany
Takie życie czas pomoże goić rany

Ref. x3
Cokolwiek co spędza sen z powiek
wiesz tylko ty i nikt się nie dowie
ktokolwiek kto spędza sen z powiek
wiesz tylko ty nie żaden inny człowiek

nie możesz spać w nocy i masz zmęczone oczy
i myślisz wciąż o tym co jeszcze cię zaskoczy
czy się napatoczy na twą drogę ktoś niechciany
czy obejdzie się bez żalu, obejdzie bez zmiany?
żyjesz z dnia na dzień twój los ci jest nieznany
i myślisz jak zatrzymać czas nieubłagany
ten wyimaginowany świat dla szaraków
dla setek Polaków mijanych na deptaku
myślących po nocach o chlebie lub o maku
o dzieciach pobitych przez ojców łajdaków
pijaków myślących pół życia o promilach
ich życie się mierzy w kieliszkach, nie w chwilach
ich życie się toczy pod sklepem nie w willach
rodzinie świadomość ta snu nie umila
chwila
to są problemy odwieczne
niziny społeczne klimaty niebezpieczne
to czysta codzienność nie strefy bajeczne

cokolwiek co spędza sen z powiek
wiesz tylko ty i nikt się nie dowie
ktokolwiek kto spędza sen z powiek
wiesz tylko ty nie żaden inny człowiek

co nas rozprasza ? codzienne problemy
to to że kochamy i to że żyjemy
to to że pragniemy i chcemy luksusu
nie lubię lamusów, choć na nich się zarabia
nasza ekipa złudzeń ich pozbawia
i wcale nie namawia byś robił podobnie
nieważne czy w dresie, czy w kant nosisz spodnie
żyj jak ci wygodnie, ja po swojemu żyję
mam swoje zasady i z nimi się nie kryję
ziomek ma kłopoty ja rąk nie umyję
nie ważne czy pali czy pije gdzie żyje
jeśli jest w porządku to smacznie śpi nocą
ręcę się nie pocą i wstaje wyspany
też byłem załamany i z lekka przygnębiony
kłopoty z głupoty, kłopoty przez żony
nie bądź zdziwiony, każdy z nas miał problemy
to jest nasz świat o którym tylko my wiemy
tylko my wiemy

cokolwiek co spędza sen z powiek
wiesz tylko ty i nikt się nie dowie
ktokolwiek kto spędza sen z powiek
wiesz tylko ty nie żaden inny człowiek [x2]
Prawdziwy hip--hop człowieku wykluwa się na dnie serca
like drop the beat and put your hands up
to cię podkręca jak trzaski wosku blancior o 6 rano
jak Pęku i Radoskór nagrywki i brechty halo?
halo kolego dawaj temat
nawinę nowinę bez steru na minę gdzie rap jest a gdzie go nie ma
to nie wytapetowane topowe dupy dopadane na potupajach
nie mega wypady na Copa Cabanę , Kanary i na Bahamas
jeszcze nie, ha! ale planuję podbić świat
Panama, bataty na katamaranach i fotę na potem brat
zapadaj na battle do bitu tematy, bo to do kumatych freestyle
buczenia, wiwaty, punche, follow up'y, mush up'y i rapy z bliska
"sky is the limit.."
siły ciułaj, żeby to wygrać ziom
obudź się wstawaj, wiem, że jesteś gotów
gdzie ludzie i zajawa, tam szukaj hip-hopu

ref:
To Tu - znajdziesz hip-hop, styl, smak, technikę i szybkość
To Tu - odnajdziesz wiarę, jedną miłość, odwagę i talent
To Tu - znajdziesz osiedle, sztamy i kosy, cynki i brednie
To Tu - i nigdzie indziej, hip-hop tętni i czeka kiedy przyjdziesz

Prawdziwy hip-hop człowieku wykluwa się na dnie duszy
jak Salt n' Pepa stale pchaj ten temat , push it
zjadam pozestwo, jak Silvio kozy pod espresso
maestro ma niestrawność i będzie rzygać treścią
potagowane wagony nagony na chromy, kolory, szablony, murale
mamona na keny, panele i jamy, writerzy, bomberzy wandale
dekady na dekach, płytoteka, dj'e na czele tu są
dlatego nie czekaj, podpinaj jacka, chiki-yo!
aftery, befory, afery i spory , amory do woli i sex
nabory do politykierstwa? pff nie
"sky is the limit.."
siły ciułaj, żeby to wygrać ziom
obudź się wstawaj, wiem, że jesteś gotów
gdzie ludzie i zajawa, tam szukaj hip-hopu
Mogę tu umrzeć za ten rap, za ten hip-hop, za rytm ten
I choć sama śmierć w sobie jest pomyłką w zamyśle
Pojmując statystycznie, kto nas zechce uleczyć?
W rękach karty życia trzymam, tylko niepotrzebne skreślić
To powietrze mnie męczy, układ w mieście pajęczyn
Każdy problem, żyjąc z ludźmi to w projekcie się piętrzy
Ten stres i zaniedbanie powodują nerwy
Gdy budzę się nad ranem, czuję się niepotrzebny
Nie chcę skończyć jak kołek, czy w garniturze Hołek
Bo największe sukcesy to się odnosi pod stołem
Lolek na drogę, kop w dupę na zachętę
Czy zdążę wszystko nagrać, jeśli wkrótce odejdę
Te pretensje nie do mnie, nie wymięknę jak Always
Bo nawet gdy zwariuję, to nie wepchniesz mnie w kołnierz
Żyć oszczędnie, spokojnie, tak mnie nauczono w domu
Trzymając mic'a w dłoni walczę tu o honor ziomów
Za słowo do grobu, tu wiara w każdy wers
Bo szacunek ma do prawdy tylko ten co patrzy wstecz
Ten rap zamroził rtęć, jak i krew w twoich żyłach
Jeśli nie wiesz ile znaczy dla życia łakomych chwila

Sekundy do końca, wszystko tu traci kontrast
Przy stole się pytam czy to już ostatni obiad
Czy prowokacji korba i nieudany żart
Za te noce nieprzespane i wyuzdany skarb
To pochłania i co mam tak odejść tu bez pożegnania?
W kraju hipokrytów życie nie potrafi kłamać
Biorę ten bagaż, jak każdy w wyobraźni
Staram się te sprawy poukładać
W cierpliwość wyposażam każdy zmysł
Jeśli miałbym tu zniknąć to doprawdy nie dziś
Oddam wszystko by żyć, reagować na światło
Chłonąć planety cykl z ziemi i czerpać bogactwo
Dużo nie chcę, usiądź, wiem, że tu powietrze
Nie najświeższe, rozluźnij swoje mięśnie
Nieznane mi zaklęcie na stres, ale mam kwiaty
Co wyrównają straty, bo ważne, że jest pięknie
Nie muszę być bogaty i nie będę
Chyba, że szczęście odpłaci za ten pręgierz
Stać w kolejce do nieba, ta prawda zbyt okrutna
Mogę stać w tej kolejce i nie doczekać jutra
O, Młody M znów idzie kotku
Ten co ma tysiące ksywek kotku
Wiesz, ze znam ulice
Wiem, bo wiem, ze znasz kronikę
Tak, tak się żyje tutaj
Kręć to głośniej, odpal, łap dym w płuca
Łap dym w płuca
Tak jakby miało nie być jutra
Mało się zmienia
Co mogę powiedzieć
Mam lepsze bity i wokal w refrenie
Wielu woli nasze dobre brzmienie
Wielu zatrzymało się na ‘97
My nadal chcemy mieć więcej
Chodź nadal jak pije to nie chce trzeźwieć
Siła charakteru zweryfikuje resztę
Wkurwiamy ich jak wcześniej

Ref:
Raz trzymam takt przy celu
Dwa siła charakteru
Paść a nie puścić sterów,
Dwójka siła charakteru

O, czego chcesz ode mnie
Ja już wiem jak będzie
Mamy wąską przestrzeń
Taa, czuje to codziennie
Nie patrz mi na ręce
Tylko chce żyć lepiej
Wiesz, nie różnimy się zbytnio
Idziemy po swoje tylko z inną używką
Ej, w sumie słabo wyszło, dusza to nie związek
Nie wymienisz na inną
Jest tyle dup dających szybko
I tyle ran ile uczuć było pomyłką
Młody M, dziwko otwieram czystą
Zdrowie morda za lepszą przyszłość
Jak pisze to nie jest kurwa populizm
Jak pije to, bo się lubię znieczulić
Jak żyje to tak by nie oszczędzać skóry
Jak zginę to ze wspomnieniami z tych ulic

Ref:
Raz trzymam takt przy celu
Dwa siła charakteru
Paść a nie puścić sterów,
Dwójka siła charakteru
(O.S.T.R.)
15 lutego 1999,
miałem 19 lat i rap zginął z Big L'em
Te słowa nie opiszą, tu życia sztuki bro
Gdzie byłby flow, gdyby nie "Put It On"?
Oddałbym wszystkie wersy za jeden Magika
Dla życia, za życia by tym mógł rap oddychać
26 grudnia, był 2000 rok
i dlatego nienawidzę drugiego dnia Świąt
30 października 2002,
wiem nie wierzymy w nic co nie dotyka nas
Byle iść po swój skarb?, znaczy tlen oddałbym
Tu swój rap by mógł uczyć dalej Jam Master Jay
17 stycznia 2004,
płakałem ja jak i ten pierdolony przemysł
Miałem swój sen o Łodzi jak "Sen o Warszawie"
Oddałbym każdy pomysł by ożywić tu pamięć
10 luty 2006, byłeś przy tym
By wrócić życie J D, oddałbym wszystkie bity
Ile znasz przyczyn, by trwać w tym na zawsze
Jedna miłość, jedno życie, dedykowane prawdzie

Dawno temu wybrałem swoją drogę, to hip-hop
to całe moje życie na ten temat to wszystko
oddałbym za to serce, swój czas i talent
jedna miłość dla bitu, pod płynący alfabet /x2

(Peja)
Oddałbym swoją karierę, żeby zwrócić życie Guru
Oddałbym znacznie więcej, choć się nie spodziewam cudów
Prawdziwy hip-hop, przy nim ty nie umrzesz z nudów
Hip-hop nie umarł, mimo ciężkich czasów, spróbuj
Ten klimat tkwi w nas, nawet jeśli Nas zwątpił
Nagrał, "Hip-hop is dead", dla mnie nie ma takiej opcji
Tyle lat składam klocki, w logiczną całość wierzę,
że działania maja sens, pod tytułem rap gram szczerze
Nikt nam nie odbierze naszych marzeń, mówię prawdę
By nagrywać dobre krążki ten priorytet jest standardem
Zataić fakt ten - to domeną ignorantów
Pragną cię zdyskredytować w ogóle nie znając faktów
Ani tematów, na pohybel tym laikom
Którzy chcieliby muzykę na poziomie, lecz za friko
Traktują nasza twórczość jak bezwartościową rzecz
Bo ściągając nasza muzę, nic nie płacą za to lecz
Kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym większość ich zrozumie
za poświecenie pracy, oni zwrócą nam szacunek
ponoć mój wizerunek wywołuje poruszenie
tylko dlatego że nie mam wizerunku skumaj brzmienie
Skumaj znaczenie tych słów to co w nas drzemie,
jest wciąż niezrozumiałe dla tych niekumatych lebieg
Ty sprawdź wydarzeń przebieg dwie dekady w tym siedzę
ty chcesz czegoś się dowiedzieć spróbuj sprawdzić naszą wiedzę

Dawno temu wybrałem swoją drogę, to hip-hop
to całe moje życie na ten temat to wszystko
oddałbym za to serce, swój czas i talent
jedna miłość dla bitu, pod płynący alfabet /x2

(Jeru the Damaja)
Rhymes designed to make the young minds think,
As fast as you blink you find your arse back up in the clink,
We all know the cold flow is as fresh as a drink,
The cold world, I had that arse on the couch with a shrink.
Have no fear and constantly protect your harmless chains
And the chain is only as strong as its weakest link,
Sometime down the line you might run into a repeat
But just keep your mental cup filled up to the brim,
My rhymes manifested, like food ingested, but the mainstream seem to reject it,
But the realness wont be affected from Brooklyn to Poznan great minds connected.
The art coming straight from the heart and soul, systematic control says see the platinum or gold,
So check the data in my rhyme pattern, should I lep 'Pa!' glad so we wont fall.

Dawno temu wybrałem swoją drogę, to hip-hop
to całe moje życie na ten temat to wszystko
oddałbym za to serce, swój czas i talent
jedna miłość dla bitu, pod płynący alfabet /x2
W tym kraju jeden trup równa się 5 minut sławy,
Śledzi mnie ABW, już wiedzą kogo chcę zabić.
Nie wkładaj w usta słów, daj prawo autoryzacji.
Reporterskie flesze, jedyne strzały jakie padły.
Moje słowa dla ludu jak głos Sinatry dla mafii.
Karabin wymierzony w umysłowe szufladki.
Na koncertach mi salutuj, ułóż palce w pistolet.
Hukos idol morderców bo jestem publicznym wrogiem,
a nie głosem pokolenia, jak KRS chce być hip hopem.
Manifesty pisał Luther King, ja robię swoje.
Ziobro racja jestem z mafii - „Fama Familia”,
Teraz „Życie na podsłuchu”, po chuj mam iść do kina.
Opinia?, każdy ma swoją czytaj pani Szczypińska.
Ja morduje wersami, taka jest moja polityka,
I gdy staje za majkiem dupą trzęsie pół Polski,
Politycy wertują słupki popularności.

Ref.
Zobacz kto poruszył Polskę i kto trzyma pistolet,
jestem Hukos skurwysyny i robię swoje.
Zobacz kto poruszył Polskę i kto trzyma pistolet,
anatomia morderstwa, jestem publicznym wrogiem.

Białą kredą na asfalcie odrysowana głupota.
Obok łuska od kuli „Z pozdrowieniami od Hukosa”.
W kraju burza medialna, ja w domu jem ciepły obiad.
W mediach gadające głowy, granice wolności słowa.
Miałeś rację Łona, kraj ludzi o zamkniętych głowach.
Niedopałek papierosa wywołuje pożar.
Gotuje się moja Nokia, czy jeszcze mnie nie zamknęli?
Choć sami w celi schematów, ten strach im się udzielił.
Przez ten jeden dzień hip hop na ustach wszystkich.
Tym razem to nie blokersi, to terroryści.
Dla Wałęsy wąsy drgały szybciej niż zwykle.
Hukos jak kiedyś Kazik podkłada tej władzy szpilkę.
Hołdys się wypowiada, wybacz, że czas zabieram.
Ja tu tylko swoje gadam a skandal zwęszyły media.
Gdy wyciągam broń wiem jak jej użyć pamiętaj.
W tym kraju ja pociągam spust- anatomia morderstwa.

Ref.
Zobacz kto poruszył Polskę i kto trzyma pistolet,
jestem Hukos skurwysyny i robię swoje.
Zobacz kto poruszył Polskę i kto trzyma pistolet,
anatomia morderstwa, jestem publicznym wrogiem.
Bezimienni, Bezimienni trzy
Verba Veritatis cały czas Silesia rebela
dobre chłopaki, piona, piona, piona
jedziem jedziem jedziem

Podjąłem ryzyko i znam konsekwencje
od lat z bombatyką mam swoje miejsce
tu kręcę i żyje tu skręcam i pije
non stop na oriencie piona dobre ryje
osiedlowe familije gdzie rękę myje ręka
przyjaźni nie przecięta wstęga to potęga
nauczyła mnie ulica gdzie slow granica
a ludzie pokazali co to słowa bez pokrycia
to tak jak w rapie ściemniasz kurwo to wyłapiesz
jak robisz z mordy dupę to gówno masz na japie
bezimienni pacierz to rap na rejonach
tylu bezimiennych ilu chłopców na stadionach (piona)
dobra marka, sprawdź typów w kominiarkach
bezimiennych banda ty brat trzymaj farta
Ryjek, Ostry, Mara piona piona piona
bezimiennych rap rap rap na rejonach.

Każda jedna akcja ma swoje skutki
tak boli łeb od nadmiaru wódki
każde jedno słowo ma odbicie w życiu twoim
każdy zły czyn z powrotem się podwoi
a w życiu jak to w życiu od fałszywych kurw się roi
kogoś poniżyłeś przy okazji on Cię zgnoi (pamiętaj)
stara prawda taka, podkopując innych
prędzej czy później wpadniesz do podkopów innych
a nasz rap kumasz akcje i czyż nie jest taki
jeden psycho drugi anty ale kłócą się dzieciaki
tu sąd będzie jeden z drugim ci hejterzy co nam jadą
się wpisujesz ciebie boli nas nie rusza wiec uświadom
akcja akcja ma liryczna konsekwencja tak jak parzysz herbatę
i wyciskasz z niej esencje, w trybie ludzi zaufanych nie bądź czarna owcą
prędzej czy później będziesz im osoba obcą
to tak jak wypływać na szerokie wody
zawsze będzie ktoś hamował doczepiając kłody
mimo iż przyjmiesz wszystko na swa klatę
spróbują i tak, zrobić z ciebie szmatę.

Walnij w ścianę ona odda to nie żadna nowość
to nie skomplikowane jak jakaś rachunkowość
akcja jest przyczyna reakcja konsekwencja
ludzie robią potem myślą, a na końcu z żalu jęczą
nie musiałem być Newtonem żeby na ulicy zczaić
że wejdziesz komuś w odcisk to ci będzie chciał odpłacić
w dobrej ekipie biegałem na dobrego wyrosłem
w BT nie jedna wiosnę piona nie z jednym gościem

Szanowałem innych mnie tez szanowali
tak zostało aż do dziś nic układu nie zawali
Mara mnie nazwali nie dam splamić swojej ksywy
choć zawistni wyrastają jak po deszczu grzyby
coś ci wyjdzie chcą to zabrać już taka kolej rzeczy,
że niektórych kole w oczy ze u ciebie dobrze leci
nikomu źle nie życzę, bo to do człowieka wraca
a nie jeden pajac chciałby plany poprzewracać
Bezimiennych rap elegancko poziom trzyma
3 płyta a nie finał frajersko puszczam gina
żaden super glina tu tego nie wyśledzi
to sercem w podziemiu siedzi wciąż razem jak sąsiedzi
czy osobno 10 liter podpisani bezimienni
Piona Miku składzior BT ulicznym zasadom wierni
ulicznym zasadom wierni, zawsze!
Hustlerski system obczajam,
bo bywa w moich zwyczajach,
pamiętam czasy gdy na ławce mogłeś jointa zajarać,
to wtedy zgraja ta była napędem mojego życia,
to CZZK za zakrętem, panoszę się po chodnikach,
tu pierwszy telefon klikam, ustwaka, chłopaki znikam,
za kilkanaście minut z zaworem z powrotem zawitam,
uwaga psy na ulicach to tu orient się liczy,
pierdoli mnie to i znikam gdzieś przy bocznej ulicy,
tam patrol miejskiej policji jakiegoś pijaka ćwiczy,
spokojnie mijam ich mimo pełnych kieszeni liści,
odbieram chajs i po wszystkim, ferajna ciśnie na balet,
wakacje freestyle od tłok i przejmujemy salę,
robimy wódę i zamęt, bij dzide, rozstaw wokale,
kielony colą napełnij i jej i jej więcej nalej,
poznałem za małolata, miałem zadatki na klase,
dziś nadal rap mam we krwi chociaż zmieniły się czasy.

Ref. x2
Uważaj na siebie ziomuś gdy nocą wychodzisz z domu,
nie daj się złapać patrolom i z dala bądż od pogromu
nie każdy chajs jest wartego by się narażać na streecie,
weź trzymaj rękę na pulsie i orient miej na to liczę.

Nocne szlaki przez dzielnice, tu gdzieś za rogiem afera,
ulica świadkiem wydarzeń, wychodzę chajsy pozbieram,
odpale brona w plenerach, ogarnę kilka tematów,
dam rap z grubego pułapu, pozdrowie z boja wariatów,
za parę chwil na deptaku przetnę kolejną przecznice,
licho tu nie śpi za rogiem orient na farta nie liczę,
tu w bramie ktoś zaczął krzyczeć,
torebka poszła gdzieś w obieg,
za taki numer frajerze w końcu rozliczysz się z Bogiem,
telefon dzwoni, odbieram, ziomuś za gośkę nie mogę,
ustawka sztywna na zegar, fura zajeżdża mi drogę,
patrzę że swoi i wsiadam podwieście mnie na Kaliny,
odbiorę skreche twistera, daj łyka brakuje śliny,
gadka o niczym się klei w sumie się znamy od dawna,
kiedyś koks, teraz trawka, to nie hydro - zagadka,
pod nogami na plecak, pytam więcej niż paczka,
mówi że grubo więcej i wszystko podziałka,
fura wjeżdża na światła, w moment japa mu zbladła,
z tyłu psy, w furze jazz i kierowca bez prawka,
pomysł przydałby się ale klamka zapadła,
każdy z nas pali flanka krótka piłka, radiowóz,
wracam nawijam do ziomka,
weź plik banknotów przygotuj,
wyciąga portfel na premię,
pyta 600 stów będzie stykać,
skorumpowany skurwysyn nie daliśmy się wykiwać.

Ref. x2
Uważaj na siebie ziomuś gdy nocą wychodzisz z domu,
nie daj się złapać patrolom i z dala bądż od pogromu
nie każdy chajs jest wartego by się narażać na streecie,
weź trzymaj rękę na pulsie i orient miej na to liczę.
Za starych czasów, kiedy miałem jeszcze cienkie wersy
A w pasie byłem o wiele szerszy
Gdy na WF'ie mogłem ledwie śnić o obręczy
Mój cały kiepski styl zaczynały rozjebane Converse'y
To wtedy miałem w szafie ledwie ze dwie pary spodni
W tym jedne cienkie letnie, jedne zmięte, jak ogrodnik
Stąd do ikony mody miałem w chuj
Byłem wkurwiony i zakompleksiony, stój
Dzisiaj dobieram cały strój w pół godziny
Kiedy się bardzo spieszymy
I czyszczę MASSa magazyny, widzę w twarzach strach
Bo, choć się z żoną w szafach nie mieścimy, znowu biorę każdy łach
Czy to już stadium choroby?
Lubię znoszony t-shirt, ale chcę nowy
Chcę zdobyć świat, mam chory plan na lata
Nadchodzi Modzilla, zamontuj alarm w szafach

[x2]
Proste, man, zawsze jestem tam,
gdzie dobry szpan to dużo ubrań
Z-E-U-S dobrze wie co jest
w modzie, w modzie, w modzie, w modzie

Gdy wkładam Supry albo Air Revolution
Czuję się jakby wyszło słońce po burzy
Czy jestem próżny, pewnie trochę tak
Bo lubię dobre ciuchy i rap
Dobre buty mogą wiele dać, lecz nie kontakt z publiką
Lecz tak jak RH ja zakładam uniform na raz
Ty patrz jak się gra tutaj
Niby niewiele mi to da lecz lubię grać w dobrych butach
Czy śmigasz po NY czy po Bałutach, przy blokach
Wtajemniczeni patrzą na to, co masz na nogach
My stanowimy kontrast dla PRL
Komuna się skończyła, ziomal, koniec z szarym tłem
Noszę co chcę, tak, jak chcę, jak lubię
W kraju, gdzie stary dres to jest lans w klubie
W kraju, gdzie dbać o siebie znaczy być słabym
Dbam o siebie, a ty wkładaj te skarpetki w sandały

[x2]
Proste, man, zawsze jestem tam,
gdzie dobry szpan to dużo ubrań
Z-E-U-S dobrze wie co jest
w modzie, w modzie, w modzie, w modzie

Gdy wkładam moje nowe ADI Decade
Buggy w kolorze khaki, tamci wciąż czekają na fejm
Wacki szczekają, jak co dzień, tu się nic nie zmienia
Obiecywali nam cash, ale to obiecana ziemia
Znasz schemat, na metkach Pull'n'bear
Zara, Topman i Bershka, Polo i H&M
Już coraz mniej jem, znasz powody
Wiem, wiem, jestem uzależniony
Na obiad makarony z Biedronki, co dnia
Sokoli wzrok wyostrzony na sklepowe tła
Pieprzę internetowe propsy, zostawcie to dla siebie chłopcy
Nie kupię za to nawet spodni w promocji
Od wiosny do wiosny żyję
I patrzę zasmucony na odbicie w witrynie
Kiedyś zbuduję wielką willę poza miastem
Lecz nie dożyję kiedyś, jak nie wyjdę z tym paskiem

[x2]
Proste, man, zawsze jestem tam, gdzie dobry szpan to dużo ubrań
Z-E-U-S dobrze wie co jest w modzie, w modzie, w modzie, w modzie

OK, ten utwór jest dedykowany wszystkim dziewczynom które przygotowują się godzinami, dosłownie godzinami przed wyjściem. Wszystkim facetom, którzy przeglądają się w swych samochodach stojących na parkingach, wszystkim osobom takim jak ja. Nie oszukujmy się, jesteśmy tacy sami, trzymajcie się!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo