Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[Ras Luta]
Nasi ludzie kochają ten styl,
Dlatego ludzie wciąż chcą płynąć z tym
Pokonując ten miejski tłok,
To jest o tych, co przed szereg robią krok.

[Nullo]
Jestem trzydziestolatek, czas mija, nagina maszyna,
Ja dalej nawijam, nabijam na pale, wyginam te bity na każdym kanale,
Czy to to ten flow w rapie? zabija, dobija tematem
Podbija tę chatę, ja kładę debatę na matę katem kto tu, a kto wackiem?
Nigdy nie marnuj na próżno kul, bo Nullo ma kuloodporny styl
I turbo technikę, co migiem zamieni hejterów hordy w pył!
W tym przekaz wylewam, jak wody Nil, co mordy katuje, jak Holyfield,
To dobry dill, bo gdy tego słuchasz to masz chory film!
To abrakadabra makabra na majkach wydarła formę z gardła,
Ta klamka zapadła na pseudo-raperów, których marna zazdrość zżarła.
Niech oferma nie tyka się berła, bo łatwo oberwać z armii armat,
Armageddon jak Wermacht w nerwach rozpierdolę ten cały jarmark!
3W, jak wjedzie na bicie, to wiecie, kto w tym wiedzie prym!
Niedowiarku gadałeś na mieście 3W to leszcze, to teraz drżyj,
Bo dostosowany, to stosowany trójwymiarowy styl, skill,
Co działa, jak woda na młyn, a więc giń, albo płyń z nim!

[Ras Luta]
Ooo oooo ooooo - Trzeci Wymiar i Luta pozostaną tutaj wciąż!
Ooo oooo ooooo - tu nie liczy się utarg, więc całej ulicy to włącz!
Ooo oooo ooooo - gdy hula ta nuta, dookoła braci krąg!
Ooo oooo ooooo - słuchaj - wołają wciąż - ooo ooo ooooo!

[Pork]
Więc uwaga na pana, co wpada na chama, napada na beat,
Jak fama napada na łamach pism, rymów skala zapala, zostawia na falach dym!
Ala ma kota, Pork ma dystyngowany styl,
Gdy z tym wchodzę na beat, ludzie mówią: "przejebane"!
Odmierza rymy zegarek, zrobili badanie, że trybi to dalej, więc ssij mi tu pałę,
Lecimy to dalej jak Speedy Gonzales, to limitowane z kabiny wokale,
Godziny podane, już kipi morale, łowimy te fale, wchodzimy taranem,
Tu rymy towarem, sławimy kompanię 3W Zdolny Śląsk!
Jestem Pork, Pores, Porkinson, więc milczeć dziwki!
Szybkie nawijki, linijki, gibki, trójwymiarowy tryptyk.
Pamiętasz płytę "Cztery pory rapu" w cztery pory roku?
Flow, wciąż spadamy na łaków stadami tracków, walimy jak Tong Po!
Jestem dostosowany, dostosowany, ziom, ziom!
Jestem dostosowany, dostosowany, ziom, ziom!
Ponad dekadę ja palę te faje, rozdaję karty na stół,
3W ponad dekadę nadaje to stale, wydaje czwarty album!

[Ras Luta]
Ooo oooo ooooo - Trzeci Wymiar i Luta pozostaną tutaj wciąż!
Ooo oooo ooooo - tu nie liczy się utarg, więc całej ulicy to włącz!
Ooo oooo ooooo - gdy hula ta nuta, dookoła braci krąg!
Ooo oooo ooooo - wołają wciąż - ooo ooo ooooo!

[Szad]
Siemano, wita Cię pan maszyna! Chora nawijka się sama zaczyna!
Zabieram te ciała, jak biała lawina, nadaję na żywo, jak Al-Jazeera,
Mała kabina, jak lampa Alladyna, w środku się pali jak naftalina,
Paplanina, parafie płoną, jak Kartagina!
Zamalowujemy otoczenie na czarno, nie robimy tu tego na darmo,
A kiedy gadamy, gadamy na dane tematy, debaty - tak żeby dotarło,
Mówili nam, że to Danse Macabre, mimo że tutaj się nie pali głupa,
Gdyby tu decydowali o meczu, to stówa, że na bank zjebaliby dwutakt!
Robię to, no bo to kocham, nie lubię i pomimo tego, że palę konopie
I stale to robię, to słowa nie gubię, z wieczora jaranie na rano kupię.
Rano zawinę gibona na drugie, podpalę kabinę, piroman na loopie,
Bo wiara mi tupie, że chciała osłupieć, wpierdalam z hukiem, spada im cukier!
Wyrywam kręgi w kręgosłupie, filozofować, jak sowa nie lubię,
Szczęki od ręki wyrywam z włókien, nogi, ręcę rwę, jak z kukieł!
Robię to, no bo to kocham, nie lubię, a oni to czują, jak kopa na dupie,
Dlatego tu ględzę, jak żona nad uchem, za wieloma łażę, jak wrona za krukiem!

[Ras Luta]
Ooo oooo ooooo - Trzeci Wymiar i Luta pozostaną tutaj wciąż!
Ooo oooo ooooo - tu nie liczy się utarg, więc całej ulicy to włącz!
Ooo oooo ooooo - gdy hula ta nuta, dookoła braci krąg!
Ooo oooo ooooo - wołają wciąż - ooo ooo ooooo!

Ooo oooo ooooo - Trzeci Wymiar i Luta pozostaną tutaj wciąż!
Ooo oooo ooooo - tu nie liczy się utarg, więc całej ulicy to włącz!
Ooo oooo ooooo - gdy hula ta nuta, dookoła braci krąg!
Ooo oooo ooooo - wołają wciąż - ooo ooo ooooo!
Bezimienni, Bezimienni trzy
Verba Veritatis cały czas Silesia rebela
dobre chłopaki, piona, piona, piona
jedziem jedziem jedziem

Podjąłem ryzyko i znam konsekwencje
od lat z bombatyką mam swoje miejsce
tu kręcę i żyje tu skręcam i pije
non stop na oriencie piona dobre ryje
osiedlowe familije gdzie rękę myje ręka
przyjaźni nie przecięta wstęga to potęga
nauczyła mnie ulica gdzie slow granica
a ludzie pokazali co to słowa bez pokrycia
to tak jak w rapie ściemniasz kurwo to wyłapiesz
jak robisz z mordy dupę to gówno masz na japie
bezimienni pacierz to rap na rejonach
tylu bezimiennych ilu chłopców na stadionach (piona)
dobra marka, sprawdź typów w kominiarkach
bezimiennych banda ty brat trzymaj farta
Ryjek, Ostry, Mara piona piona piona
bezimiennych rap rap rap na rejonach.

Każda jedna akcja ma swoje skutki
tak boli łeb od nadmiaru wódki
każde jedno słowo ma odbicie w życiu twoim
każdy zły czyn z powrotem się podwoi
a w życiu jak to w życiu od fałszywych kurw się roi
kogoś poniżyłeś przy okazji on Cię zgnoi (pamiętaj)
stara prawda taka, podkopując innych
prędzej czy później wpadniesz do podkopów innych
a nasz rap kumasz akcje i czyż nie jest taki
jeden psycho drugi anty ale kłócą się dzieciaki
tu sąd będzie jeden z drugim ci hejterzy co nam jadą
się wpisujesz ciebie boli nas nie rusza wiec uświadom
akcja akcja ma liryczna konsekwencja tak jak parzysz herbatę
i wyciskasz z niej esencje, w trybie ludzi zaufanych nie bądź czarna owcą
prędzej czy później będziesz im osoba obcą
to tak jak wypływać na szerokie wody
zawsze będzie ktoś hamował doczepiając kłody
mimo iż przyjmiesz wszystko na swa klatę
spróbują i tak, zrobić z ciebie szmatę.

Walnij w ścianę ona odda to nie żadna nowość
to nie skomplikowane jak jakaś rachunkowość
akcja jest przyczyna reakcja konsekwencja
ludzie robią potem myślą, a na końcu z żalu jęczą
nie musiałem być Newtonem żeby na ulicy zczaić
że wejdziesz komuś w odcisk to ci będzie chciał odpłacić
w dobrej ekipie biegałem na dobrego wyrosłem
w BT nie jedna wiosnę piona nie z jednym gościem

Szanowałem innych mnie tez szanowali
tak zostało aż do dziś nic układu nie zawali
Mara mnie nazwali nie dam splamić swojej ksywy
choć zawistni wyrastają jak po deszczu grzyby
coś ci wyjdzie chcą to zabrać już taka kolej rzeczy,
że niektórych kole w oczy ze u ciebie dobrze leci
nikomu źle nie życzę, bo to do człowieka wraca
a nie jeden pajac chciałby plany poprzewracać
Bezimiennych rap elegancko poziom trzyma
3 płyta a nie finał frajersko puszczam gina
żaden super glina tu tego nie wyśledzi
to sercem w podziemiu siedzi wciąż razem jak sąsiedzi
czy osobno 10 liter podpisani bezimienni
Piona Miku składzior BT ulicznym zasadom wierni
ulicznym zasadom wierni, zawsze!
Rozglądam się
Zagubiony sam
Nie wiem po co i gdzie
Zasłonięte twarze
Polską nam we mgle
Tu blask słońca a tam cień
Co znowu przyniesie mi jutrzejszy dzień

Bloki bloki bloki
Kamienice wszędzie widze
Tłoki tłoki wiesz jak jest
Życia w mieście
Każdy spieszy się
Nie wie dokąd zmierza
Czy to ostatnia wieczerza
Ludziom nie żal kochać życia
Jak papieża tak trzeba
To Polaka obowiązek
To jest konkretny związek
Czy to odpowiada ci
To co we wszystkim tkwi
Czy to odpowiada mi
To co widze dziś
Lub co widziałem wczoraj
Raz słyszałem zawsze ludzi
Trzeba dopiąć wszystko na ostatni guzik
Żeby dopiąć się natychmiast
Niepotrzebnych zbudzić
Ide ze sztosem
Jak za ciosem
Mortal Kombat
Z czasem polepszony format
Sam napędowy jak disel
Wprowadzam swój porządek ławkach
Fidel Castro identyko maiestro
Lepiej nie ulegać sugestią
Nie powtarzać jak dyktafon
Nie za dużo metafor

Rozglądam się
Zagubiony sam
Nie wiem po co i gdzie
Zasłonięte twarze
Polską nam we mgle
Tu blask słońca a tam cień
Co znowu przyniesie mi jutrzejszy dzień x2

Skazany jesteś na wpływ otoczenia
Kontroluj bo to zmienia wrażenia
Wieje życie daje i odbiera
To co znikneło już nie powróci
Nadziei ci nie zwróci
Taki twój los który jest nieznany
Jesteś skazany jak na Szołszenk
Czy ktoś do czegoś doszedł
Wtedy musi się podzielić z innymi
Kawałkiem chleba
Który źyzna gleba
Którą deszcz podlewa
Czysta woda która spada z nieba
Jak wodospad niagara spadł
Płynie i nie zawraca
To wywiera z naszej koniunktury
Takie rządzą prawa natury
Szeroki jak rzeki brzegi
I kontury łatwo kamandury
Spokojne życie wiec móc
To trzeba chcieć
Niemiłe wspomnienia znieść wiec
Na wstęp
Jak nie kumasz wtedy czujesz wstręt
Nadlatuje znikąd jak sęp odręb
Samotne tułaczki
Pchanie taczki
Bez sensu do przodu
Bez powodu
I nieważne kto co ma
Respektum to krótka duma
Od zajebania rymów
Jak wokół dymu
Od groma
Jak dżemajka koma
Tysiące kilometrów stąd jak oklahoma

Rozglądam się
Zagubiony sam
Nie wiem po co i gdzie
Zasłonięte twarze
Polską nam we mgle
Tu blask słońca a tam cień
Co znowu przyniesie mi jutrzejszy dzień x2

[Koro]
Boiska przejścia podziemne
Ulic skrzyżowania ronda
Na to spoglądam
Wiedząc że sie nie poddam
Temu co wpajają jemu
Miastu memu
Ja bez ograniczeń
Mnie zapętla wśród obliczeń
Tu wciąż ćwicze
Tak aby następnego dnia było łatwiej
Iść dalej dać miłość bliskim
Rozdać szczęście wszystkim
Ludziom dobrej woli
Głupie głupoty przegoni
Dobra myśl
Wczoraj jutro dziś
tak

Rozglądam się
Zagubiony sam
Nie wiem po co i gdzie
Zasłonięte twarze
Polską nam we mgle
Tu blask słońca a tam cień
Co znowu przyniesie mi jutrzejszy dzień x2
Dylematy pytania i zagadki tematy rozwiązania szczere gadki to nie takie łatwe proste i przyjemne gdy warunki bezwzględne kierunki niepewne potrzeby przyziemne jak na to patrzę to myślę ze to jebnę i pobiegnę na koniec świata tam gdzie nigdy nie było zła to nie takie łatwe od dna się odbić marzenia gonić gdy są martwe bo przestałeś robić to co jest ważne w tym śmiertelnym świecie nieśmiertelny przekaz niesie rap piszę brat od tylu lat pisze dla siebie bo kocham ten rap pisze do ciebie jak widzę ten świat piszę bo cały czas wierze w nas piszę bo cały czas wierze w nas

Wiara nadzieja wciąż nie umiera miłość do ludzi których codziennie wspieram że nie jest lekko ty też wiesz nie od teraz przypomnij sobie stare lata szare osiedla dres adidasy czapka kolekcja miejska dżinsów nie miał dobrze pamiętam stary chlał mama płakała mimo że święta było jak było siostra brat nie wymiękał dla mnie rodzina jest najważniejsza jest jak świątynia to moja mekka dzięki nim wtedy i teraz w trudnych momentach idę do przodu choć nieraz wiem droga kręta szare ulice szare życie od dziecka każdy ma szanse i trzyma ją w swoich rękach wierzę w to szczerze i w 100% nie przegrał tylko ten kto walczyć nie chciał.

Nic tu takie proste nie jest sam dobrze wiesz co się dzieje nic tu takie proste nie jest mimo to my wciąż mamy nadzieję.

Nigdy nie pisałem zwroty dla sławy dla floty dla fury albo koki tak myślą idioci czysty krwisty rap znad Wisły przekaz prawdziwy więc oczywisty dlatego dzieciaki wciąż ćpają te rapy dlatego tak ciągle zależy nam na tym by w życiu niełatwym omijać schematy i ludzi co hajs przerobił na szmaty nie chcesz nie musisz nie słuchaj tego nie chcesz to odbij bo pseudo kolegów przyjaciół od wódy i koki w kredo zobaczysz gdy zakręt ile masz z tego kto poda ci rękę kto zaśmieje w twarz dam tyle szacunku ile sam dasz nie dam recepty na życie w marzeniach bo życie jest proste tylko tam gdzie nas nie ma

To nie łatwa muzyka co jest opium dla mas nie ogłupia do myślenia zmusza pomyśl sam bo jeśli nie myślisz to znikasz w tłumie który słucha patrzy ale nic nie rozumie to wygodne jest dla elity na szczycie co ma wpływ na to w jakim kraju żyjesz chcą byś był robotem i nie zadawał pytań pracował kupował konsumował zdychał przyjmujesz ten schemat z góry już przygotowany nie wiedząc że świadomość to początek dobrej zmiany ja wybieram jednak to co nie jest takie proste wiem że tylko dzięki temu mam szansę na postęp mam swoja drogę cały czas pilnuje kroku bo błędne przekazy łatwo potrafią zbić z tropu prawda jest pod syfem od dawna nam wpajanym choć to nie takie proste znaleźć ja miedzy wierszami

Nic tu takie proste nie jest sam dobrze wiesz co się dzieje nic tu takie proste nie jest mimo to my wciąż mamy nadzieję.

To nie takie proste żyć tu gdzie dorosłem budynki wyniosłe o charakterze bunkra ulicy sztuka przenika gruby beton ci co nie maja hajsu raczą się winem z feta kto wyżywi głodujących na ulicach kto odebrał im szansę normalnego życia wojsko i policja kto dał im prawo bycia tutaj obietnice rządu są jak czeki bez pokrycia choć to nie proste pokaz ile jesteś wart kto zszedł na manowce ten już został tam więc proszę cie zrozum to wreszcie brat życie nie musi być kara żywotem zza krat ale to nie trudne by wjebać się do puchy gdzie szpiedzy walą z dupy bez bąka skruchy kontroluj ruchy pozostań na oriencie przy odpalonym skręcie w oparach rzeżuchy

To nie takie proste jak wydawać by się miało każdy pojedynczy dzień jest w życiu batalią bitwą gdzie scenariusz piszę sobie nawet wtedy kiedy pogodzony jesteś z Bogiem pewnie nie wiesz ilu ludzi dzisiaj musisz przetrwać każdy dzień choć ich życie dusi puste oczy oczy nie patrzące w przyszłość przykra prawda oczy martwe a w duszy coś wyschło nie jest łatwo przełknąć niesłodki smak porażki zapomnieć bezboleśnie atrybutem garstki tylko głupiec nie uczy się na blędach OZNZ dla takich reprymenda dzień po dniu człowiek walczy wciąż swoje zobacz ile w społeczeństwie nie pisanych wojen weźmiesz sprawy w ręce czy będziesz siedział cicho Michrus Dix 37 i Kali finto.

Nic tu takie proste nie jest sam dobrze wiesz co się dzieje nic tu takie proste nie jest mimo to my wciąż mamy nadzieję.
(To się liczy)

Ta melodia prezentem dla ludzi szanowanych
Przeze mnie kochanych, choć czasem poniewieranych
Wiem, ideał, ale to nie ja, twórca to nie jego dzieła
Wiem ile jestem wart dzięki mym rodzicom
Za męki, lata udręki, miłość, zawsze spracowane dłonie
Mimo barier i zachowań dziwnych
Szanuję was po wieki chociaż wydaję się zimny
Przyjaciele co bez was - szkoda słów
Wiecie na co liczyć, Doniu to szacunek nie głód
Powiem jeśli boli, jeśli nie to śmiech
Temu z kim pracuję, robię hip-hop innym na siłowni też
Teraz wiesz z kim masz do czynienia
Sumieniem mały chłopiec silny duchem dla innych
Za mgłą pełen fundamentów niewidocznych czasem
Ale trwałych postumentów

Szanuję tych co działają z przekonaniem
W duchowej zgodzie wykonują swe zadanie
Szanuję bliskich moich życia towarzyszy
A ty szanuj swoich, bo to się liczy

Szanuję tych co działają z przekonaniem
W duchowej zgodzie wykonują swe zadanie
Szanuję bliskich moich życia towarzyszy
A ty szanuj swoich, bo to się liczy

Zobojętnienie wobec innych znieczulone spojrzenie
Ja ci tak nie powiem, bowiem to co dobre cenię
Szacunek o tym będzie przemówienie
Na życia arenie czy na hip-hopowej scenie
Zrozumienie to podstawa, to oparcie
Tak na mecie jak na starcie
Bez tego jedziesz jak na jednej narcie
Dojedziesz tylko w skrajnym przypadku
A w ostatku doznajesz upadku, siądźmy przy opłatku
Pierwszy skrawek łamię dla rodziny
Dziękuję za wszystko, przepraszam za złe czyny
Myślę, że czujecie, wiecie czym jest dla mnie ta robota
Teraz pora na Kichota, będziesz coraz lepszym producentem
Oby tak dalej, a to zwróci się z procentem
Dla wszystkich nie fałszywych zwracam się z dobrym akcentem
Poważanie ostrzegam przed zakrętem
Zrozumienie jest rozwoju napędem (niech tak będzie)

Szanuję tych co działają z przekonaniem
W duchowej zgodzie wykonują swe zadanie
Szanuję bliskich moich życia towarzyszy
A ty szanuj swoich, bo to się liczy

Szanuję tych co działają z przekonaniem
W duchowej zgodzie wykonują swe zadanie
Szanuję bliskich moich życia towarzyszy
A ty szanuj swoich, bo to się liczy

Są osoby których nikt nie zastąpi
Choć się zdarzało, że zaczynałem wątpić
Małe nieporozumienia i gotów przeciw wystąpić
Jak głupi, skreślając to czego nie można kupić
Próbuję swój gniew trochę stłumić
Bo czuję lecz nie umiem tego wymówić i bliskim podziękować
Może kiedyś będę żałować
Na razie nie przestaję się buntować
Dlatego szanować nie jest mi łatwo
Nie cofnę słowa które kiedyś padło, a było prawdą
Też bym pragnął drogę życia mieć ładną
Obecnie to zagadka o niebezpiecznych wypadkach
Chcę zapomnieć o kłamcach i zdrajcach
Prawdziwych przyjaciół policzę na palcach
Niestrudzeni w walkach płacili drogo
Teraz ja nie pozwolę ich wrogom na żarty
Chyba, że martwy (chyba, że martwy)

Szanuję tych co działają z przekonaniem
W duchowej zgodzie wykonują swe zadanie
Szanuję bliskich moich życia towarzyszy
A ty szanuj swoich, bo to się liczy

Szanuję tych co działają z przekonaniem
W duchowej zgodzie wykonują swe zadanie
Szanuję bliskich moich życia towarzyszy
A ty szanuj swoich, bo to się liczy

Szanuję tych co działają z przekonaniem
W duchowej zgodzie wykonują swe zadanie
Szanuję bliskich moich życia towarzyszy
A ty szanuj swoich, bo to się liczy

Szanuję tych co działają z przekonaniem
W duchowej zgodzie wykonują swe zadanie
Szanuję bliskich moich życia towarzyszy
A ty szanuj swoich, bo to się liczy
Naser:
Mam te kody dostępu , wpadam w centrum zamętu ,
jak Dark Man nie czuje lęku mam dar człowieku
i power dla mnie mury są z tektur metrów parę
dzieli mnie od marzeń odległych Niegdyś jak Neptun
. Nie czaisz Moich tekstów wracaj do lektur
po suszy nadchodzi czas deszczu i burzy
. Ty wiesz ze mam wersy niczym kody dostępu
trafiam jak piorun w drzewo pod którym chciałeś się ukryć.
Zmieniam Cluby rap wypalony jak cegła
Vixen i Naser masz tu trzeźwy materiał
. Nie wypał z deka ostatnie lata ale nie spałem
wracam teraz zapan brat z bratem
.Ideał ze mnie żaden raczej idealista
opisać nie opisane to moja chora ambicja
, otwieramy bramy kody dostępu zgodnie z planem
trafiając w moje łapy delektuj sie tym rapem .
Ref:
Mamy Co Chcieliśmy x 2
Trzeba wierzyc nie kumasz moich tekstów to wracaj do lektur
KODY Dostępu !!
Vixen:
Doszedłem tutaj z buta szybko jak Hayabusa
Pedze jak Kuzaj kumam bo mam dobry pułap
Tępa Kula kulam słowa jestem jak pioruny w chmurach ,
Włączam sygnał jak ambulans by mnie było słychać kumasz ?!
Dostałem swoje cyfry otwieram nimi drzwi
w które wchodzą tylko Vip'y Jestem Nim !
Daje wam tlen jak nikt gdy dzis wchodzę na Street !
Mam promien jak Nikt ! Daje Płomień mój Styl !!
Mam Formę przekształcam sie jak transformers
by skakać coraz wyżej jak skate border
, rozwijam wrodzony talent jak Harry Potter
Rozdaje Bank słów jak hajs totolotek!
Wbijam Cie w fotel gdy przyśpieszam (adrenalina)
wbijam kod dostępu długi jak limuzyna
Ty sie topisz jak cyna w słowach bez pokrycia
To pranie mózgu co cie złamie jak Titanica !!
Ref
Massey:
Full eksperymentuj się orientuj z zakrętu zamętu antidotum kody dostępu
Skrętów masa nie wygasa pomysłów lista
Naciskam , tu pizgam na pizgach i nie na wyspach
Tylko swoje cały czas napieram
napieram nadzieram nadzieram napieram napieram
teraz oryginalny styl bezcera
nie raz słysze "Hujowy rap " Wolał bym usłyszeć cisze
Dyszec nie zamierzam odświeżam pamięć
Wiem co jest grane Zbadane opisane zesłane z góry
słuchają mury kaptury szczury łapią łapią ten Vocal
mam kody dostępu do rapu to Nokaut !
Mam Liryczny wpierdol niczym bejsbol na kolanie
nagranie przesłanie zbadanie granie odkrywanie rapu
mam szyf cyfer dzieli sie pół na pół
dla ziomków znajomków i nie dobrych chłopaków !!
1. Miasto moje niby wyrwane ze snu
Krocząc jego ulicami myślę czemu mieszkam tu
Czemu jest ono inne choć na pozór takie samo
Czemu je właśnie widzę otwierając oczy rano
Wstaje dzień następny w mieście które dobrze znam
Tutaj się zaczęło stanąłem u życia bram
Ten sam widok za oknem od lat obserwuje
Pytasz jak jest w moim mieście
Mówię dobrze się tu czuje
Chociaż w ramach zamknięty w cieniu bloków pozostaje
Motyw życia codziennego który radość mi daje
To nie wpis w dowodzie w rubryce miejsce zamieszkania
To są moje wspomnienia przed którymi się nie wzbraniam
Każdy ma takie miejsce tak to wszystko ustawione
Po to się urodziłem żeby stać w jego obronie
Zakochany w swoim świecie choć narzekań wciąż miliony
Zakochany w swoim mieście przez swą miłość zniewolony

Ref.:Cały czas spędzam tu w mieście gdzie
Znajomych ludzi tłum
Gdzie ten sam szum i te same ulice villowe osiedla
Niebezpieczne dzielnice
Błyszczące samochody i zmarnowane pyski
Goniące za kasą by przeliczać tylko zyski
To nie moja wina że mieszkam tu w mieście w którym
Brakuje snu.

2.Moje miasto nie śpi tempo zmienia co chwile
Jak ten chłopak nad kartką co pomysłów ma tyle
Moje miasto mym aniołem moje miasto moje plany
Z nim związany od lat sercem cały czas oddany
Wszystkie oblicza miasta tworzą całość tej struktury
Obok siebie tętnią życiem piękne domy szare mury
Tutaj żyć jest wygodniej mówią tacy wykształceni
Spróbuj nie paść na pysk gdy deficyt masz w kieszeni
Brak tu reguł prócz wolności prócz zazdrości bezgranicznej
Może nie wygodniej ale na pewno logiczniej
Wszystkie smutki i radości biją w sercu tego miasta
To niejedna głupia sprawa która czasem mnie przerasta
Głośniej słychać tę muzykę która tętni w miejskim smogu
Za to co posiadam mam cały czas dziękuje Bogu
Przepełniony radością z czasem miłości czas nastał
Przynależność i wiara siłą mojego miasta

Ref.:Cały czas spędzam tu w mieście gdzie
Znajomych ludzi tłum
Gdzie ten sam szum i te same ulice villowe osiedla
Niebezpieczne dzielnice
Błyszczące samochody i zmarnowane pyski
Goniące za kasą by przeliczać tylko zyski
To nie moja wina że mieszkam tu w mieście w którym
Brakuje snu

3.Płonie niebo nad miastem a noc krew żyłach ścina
Niespokojne moje miasto opisane w prostych rymach
Obserwuje z daleka kocham jego tajemnice
Zamyślony idę dalej mijam kolejne ulice
Stary rynek, nowy rynek i znajomych twarzy tyle
Tu się urodziłem tu najlepsze życia chwile
Zakazane ukochane miejsce w którym nie jest jasno
Ukochane miasto kiedy część chce mieć na własność
Cały czas tu spędzam obserwując jego zmiany
Sercem cały czas z tym herbem cały czas jemu oddany
Cały czas tu mieszkam tu stawiałem pierwsze kroki
I nie duże piękne domy a wysokie szare bloki
Koloseum atrakcji kiedy nocą podróżuje
Wysłuchałeś pierwszej zwrotki to już wiesz jak się tu czuje
Krocząc jego ulicami obserwuje miasta zmiany
Zimny browar tuż po zmroku dalej idę z chłopakami

Ref.:Cały czas spędzam tu w mieście gdzie
Znajomych ludzi tłum
Gdzie ten sam szum i te same ulice villowe osiedla
Niebezpieczne dzielnice
Błyszczące samochody i zmarnowane pyski
Goniące za kasą by przeliczać tylko zyski
To nie moja wina że mieszkam tu w mieście w którym
Brakuje snu
Słuchaj tego chłopaku..

Dałem dwie dobre EPki, tamten rok miał być moim,
Ale nie był, bo wśród gości nie było twoich idoli.
Zabłądziłem wśród tych ulic, brudnych ulic,
Brudnych tak, że możesz brud przytulić, czujesz?
Okroiło nam się grono trochę,
Ale zżyliśmy się tylko z tymi, którzy wiedzą co jest grane.
Dzisiaj jest inaczej, bo jest ćpanie,
Niedziela, poniedziałek, wtorek w środę chlałem.
Nie pytaj mnie o pracę, nie mam pracy, nie planuję wstać nad ranem,
Nie mam planów, nie mam kasy, gram za frajer,
Ale wyłapałem kilka propsów i miło mi, zrozumiałem,
Że to już nie tylko sny i to już nie tylko my słuchamy i nie u nas w domach,
A w tym mieście jestem anonimem, a to kurwa szkoda.
Rok mija i mi chyba trochę przykro, mimo
Że kurwa nic w tym roku mi nie wyszło, czaisz?

Ref.
Rok mija, tamten rok miał być moim,
Ja w tym mieście jestem anonimem,
Nie spodziewaj się przewózki
Miał być krok wielki, ja znam tylko ćpuńskie historie,
Miałaś być tu ze mną, a to kurwa szkoda.

Rok mija, tamten rok miał być moim,
Ja w tym mieście jestem anonimem,
Nie spodziewaj się przewózki
Miał być krok wielki, ja znam tylko ćpuńskie historie,
Miałaś być tu ze mną, a to kurwa szkoda.

Nie spodziewaj się przewózki przez dzielnie mercem,
Znam tylko ćpuńskie historie i pęknięte serce w tle.
Bywało, że nie miałem co włożyć do garnka,
Ale miałem za co zaćpać i głód jakoś tam spadł,
Wiesz, nie ma zasad, tamten rok mi pokazał.
Nie ma zasad, tylko worki po dragach,
I musiałem zamknąć drzwi za sobą przy tym paląc mosty,
Teraz wiem, że nie ma żadnych szans już dla tej znajomości.
Rap, było spoko, dwie EPki w kilka miechów,
Miał być krok wielki, a ruszyłem tylko kilka metrów
W przód, przestałem radzić sobie z życiem
I zacząłem chlać co weekend
I umierać, miałem rzucić wszystko w pizdę ,
I u mnie nic nowego i usłyszysz to nie raz,
Mówią – widzę jak upadasz, odpowiadam – to nie ja,
Wiesz, rok mija i mi chyba trochę przykro,
Miałaś być tu ze mną, a nie kurwa wyjść stąd.

Ref.
Rok mija, tamten rok miał być moim,
Ja w tym mieście jestem anonimem,
Nie spodziewaj się przewózki
Miał być krok wielki, ja znam tylko ćpuńskie historie,
Miałaś być tu ze mną, a to kurwa szkoda.

Rok mija, tamten rok miał być moim,
Ja w tym mieście jestem anonimem,
Nie spodziewaj się przewózki
Miał być krok wielki, ja znam tylko ćpuńskie historie,
Miałaś być tu ze mną, a to kurwa szkoda.
Miuosh
Widzę jak słońce opada po blokach
Deszcz się mieni jak brokat, a ja wciąż tak samo mocno to kocham
27 lat, Śląsk, środkowa Europa
Moja matka i krew, mam stąd bliżej do Boga
Nie będę chować twarzy, cofać słów
Ocieram te same łzy co Ty, za każdy mały cud tych dni
To dla moich braci, dla moich sióstr
Ja wrosłem w to miejsce, bo dorosłem tu
Widzę jak słońce pnie się po ścianach, świat pachnie inaczej z rana
A ja wciąż tyle kroków mam w planach
Widzę jak spokój znów przepijają tu na chama
A cały opór tanich pokus rzuca nas na kolana
Życie tutaj to komediodramat - innego nie znam
Mamy czerwone oczy, brudne ręce i serca
Nade mną niebo płonie, obok mnie wszechświat
Ja wrosłem w ten beton, jestem częścią tego miejsca

Ref.: Ja wrosłem w to miejsce, to miejsce jest mną
To miejsce mnie wybrało, ja wybrałem je na dom
Jestem stąd, po ostatnie uderzenia serca
Moja wolność, moja woda, moje niebo, moja gleba
Ja wrosłem w to miejsce, to miejsce jest mną
To miejsce mnie wybrało, ja wybrałem je na dom
Jestem stąd, po ostatnie tchnienie w płucach
Wrosłem w to, jest mi dobrze, nigdzie się nie ruszam.

Onar
Jestem częścią tego miejsca brat, elementem układanki
Bóg rozsypał jak pionki nas, na szachownicy Warszawy
Te same sprawy, all day, everyday
Głos jak papier ścierny zdarty, cały dzień, każdy dzień
Jestem jak samotne drzewo, pośrodku podwórka
Wydaję słodkie owoce, tylko wtedy, kiedy impuls mam
Wszystko szybko tu przemija, zaraz lato, zaraz zima
Kończy i zaczyna, zaraz minie nasza przyjaźń
Za oknem kwitnie bez, już nie wytrę twoich łez
Gdzieś na ursynowskich klatkach został tylko nasz śmiech
I ta niewinność, naiwność bezkresna
Ile dałbym za charakter czysty jak pierwsza łza dziecka
Jestem częścią układu, metalem ciężkim na tablicy
Piętno bloków mam na sobie, zatruwam bliskich
Zapuściłem korzenie pośród płyt chodnikowych
Pośród płyt kompaktowych szukaj moich, aha
Daj mi do reki ten mikrofon prawdziwy!!...hehehe
Jak forma Deus?
No zajebiście forma
Dobra jedziemy dawaj ten mikrofon...
Witam serdecznie w Fusznika świecie
weź na Fu! muzy przeciek majki lubi FU
dobrej muzy przeciek noon stop...sie rozwijam
w studio Schron na ulicy studio Prosto na
zajebistych koncertach na Be....(???)
zipskładowych melanżach tak było i tak będzie!

Ref:
Ja nie kończę bo jeszcze chce więcej,gdy
nawijam to patrz mi na ręce sam sobie jestem
innym mc OoOo daj mi mikrofon

Daj mi do reki mikrofon niech się dzieje co chce
a ja wciąż rozwijam nawijką swą.Na plecach
MaSS (?) są trenuje od małolata jak (?)
spytaj mego brata jak było w starych czasach
co sie robiło co sie odpierdalało jak sie rapu słuchało
Skąd sie płyty załatwiało pierwsze kroki w rytmie
rap stawiało co to jest teraz to chyba jest za mało
w porównaniu do tego co było wtedy gdy wykrztusił
z siebie nawijkę dla pożytecznej potrzeby i dalej,
żeby ruszyć z koksem. Nagrać pierwsze gotowce ustawić mikrofon więcej góry majki zrób więcej basu więcej hałasu w głowie cały słuch zasłupiał,jeszcze parę zipów parę osób to jest sposób by wydobyć z siebie cala prawdę esencję głosu i ciosu dodał pikantnego sosu do hiphopowy rym fusznika kosze ich i dalej biec i dalej idę pod słońce slow tysiące dalej szponce mam swój plan nigdy nie błądzę choć rachunki coraz większe. Grzywny rosnące życie drogie lecz kuszące kiedyś byliśmy brzdące a teraz w rapie sztuki wyrywające (?) pachnące oszałamiające w hh nagonce ja dalej sadze ze będzie dobrze w hh nagonce ja dalej sadze ze będzie dobrze ze będzie dobrze...

Daj mi do reki ten mikrofon prawdziwy rapowy
krok tak jak klon ludzi ze wszystkich stron zbiorę
w porę nasz hh jest jak miasto wieczorem. Cały czas
jednym tonem DeuS prosto ze śródmieścia. Piękna
ma dzielnica tak jak uroda niewieścia, bo (?)
mikrofonem śródmieścia ziemi pozwól ze wytłumaczę
jeśli wciąż nie czujesz chemii ulice kamienice chowają
swe tajemnice.W bitach biceps który pomaga utrzymać Ci ciężar pamiętaj na hardcorze musisz tu zawsze zwyciężać. Życia testach wyniosę pod chlapie(?) wypije cala krew łakiem (?) tak jak restart.
Rapsodia x2 dla każdego przechodnia w mym reku
mikrofon zdany sie zawsze prawie jak w ognia jak
zodiak w czytanym przeznaczenia krzyczy miasto:
POZNAJ PRAWDĘ BIEDĘ PRZYGLĄDAJĄC SIE
ALABASTROM!...

Co ja widzę składają rymy ulice składają
rymy dzielnice masz kłopoty chodź do mnie
na mownice reprezentuje 51kamienicę dalej hh
ćwiczę chodź lata liczę sprawy zasadnicze to
premie wydawnicze procenty sa kosmiczne my (?)
optyczne kwoty symboliczne budżety krytyczne
opóźnienia tragiczne lecz dobrze radzę (?) jak (?)
pierdolenie systemu żyj z własnym nakładem.Nie dać sie żywcem jak Osama Bin Laden przecież to (?) żaden z własnym nakładem. Masz w reku towar niebezpieczny, lecz skuteczny. Odejmę gwarancje hologram pożyteczny mojemu sercu bliski powiem tobie profesjonalizm przede wszystkim zaprzeczasz
suwerenności sugerujesz ze sie plujesz ze złości ze tobie nie wyszło ze frekwencje kurwa mialeś nisko
a przecież dałeś z siebie bardzo tak bardzo wszystko
a przecież mogłeś być tak bardzo blisko blisko ELO!

Jak nawinął Włodi mikrofon to narzędzie
jak zaprzeczysz temu jesteś kurwa w wielkim
błędzie. Słuchaj tego chłopak przekaz z pierwszej
reki. Zaciśnij szczęki nie mów do mnie dzięki. Lecz
wypij po fachu napiździają kolumny na śródmiejskim
dachu. Chcesz poruszać głową w rytm to ruszaj
nie rób obciachu.Wszyscy kumają jazdę na
warszawskim deptaku u góry chmara gołębi na dole
chmara dzieciaków. Pozdrawiam północ południe
śródmiejskich wariatów, biznesmenów, inwestorów
z tych samych klimatów gaz do dechy i ruszam
"Bit to przestrzeń, po której sie poruszam"!
Pierwszy rym, pierwszy dźwięk, pierwszy hymn, pierwszy sens
Po dziś dzień niesie mnie bit i rym, pierwszy wers
Kiedyś gdzieś pierwszy tekst, żeby być, trzeba chcieć
Pierwszy kęs życia, które mogę teraz wieść
Wierzę, że pierwszy gest zmienił mnie, ma to sens
Pierwszy dzień ważny jest jak kobiety pierwszy jęk
Piję, jem pierwszy raz, pierwszy szlug, pierwszy trzask
Pierwsze tabsy, kradzież w wieku kilkunastu lat
Pierwszy tlen zbudził mnie by przedstawić mi świat
Pierwszy dźwięk, zmusił mnie by mym światem był rap

Żyję wiem to jak sen, każdy kolejny takt
Jest niepowtarzalny tak jak każdy pierwszy raz
Pierwsza gra, pierwsza noc, pierwszy koncert i moc
Pierwszy haj, pierwsza wojna, pierwsza feta i koks
Nie uświęca środków cel, przemawia do was życie
Dobrze zastanówcie się nim pierwszy raz coś zrobicie

[x2]
To wpływ ma na was już do końca
Szczecin zaprawia, kolejny raz Polska
PMM dla was, nie pierwszy kompakt
S.Z.N. dawaj, tak powstaje historia

Pierwsza uliczna afera, poemat styli, bajera tu
PMM'y w [?] zaczynaliśmy od zera
Pierwszy raz w studiu i melanż, teraz to kolejny album
Pierwszy rap w którym realia pokrywają się z prawdą
Pierwszy przekręt i banknot, pierwszy koncert i orient
Pierwszy rozkminiony temat jak wieść życie spokojne
Nie idę nigdzie po prośbę, ten świat należy do mnie
Pierwszy raz wierzę mocniej, że żyć tu da się godnie
Wśród tysiąca wspomnień, wśród ludzi, których kocham
Pierwszy raz, mówię wam, nie zaczynamy od nowa
Pierwszy rap, pierwszy towar, pierwsza miłość i ona
Pierwszy raz, mówię wam, ziom, uda się, dokonam
Nie musisz tonąć w pokłonach wystarczy wiara, człowiek
Bo tu skąd my jesteśmy często rozmawia się z Bogiem
Ten rap, żywy ogień wbija w fotel od zaraz
Jedna miłość, jedna scena, moi ludzie i hałas

[x2]
To wpływ ma na was już do końca
Szczecin zaprawia, kolejny raz Polska
PMM dla was, nie pierwszy kompakt
S.Z.N. dawaj, tak powstaje historia

Pierwsza butla pod szkołą z załogą poszła se w koło
Na haju bujając głową w zeszycie spisałem słowo
Za starszych ludzi namową pierwszy tryb poza kontrolą
Pierwsza ekipa, zrozumiałem, że iść nie można solo
Pierwszy donos, spotkanie mego buta z lamusa głową
Pierwszy raz ktoś utonął w oceanie długów
Pierwsze baty z ludźmi od niepisanych umów
Nabyta wiara przez zajawkę brata do albumów
Nagrywanych nie dla tłumu, dla ludzi na bloku
Pierwsza zawijka, protokół, zakłócony rodzinny spokój
Pierwszy strach przez ten fakt, nienawiść pierwsza w oku
I odwrotnie pierwszy sens, pierwsze wkładanie
Pierwszy raz koleżanka obudziła mnie śniadaniem
Pierwszy raz usłyszałem - dzieciaku szlifuj talent
Przez tych sytuacji parę mam w sobie tą wiarę
Pierwsza zwrota wita się z legalem, jedziemy dalej

[x2]
To wpływ ma na was już do końca
Szczecin zaprawia, kolejny raz Polska
PMM dla was, nie pierwszy kompakt
S.Z.N. dawaj, tak powstaje historia
Lepszy towar niż na Jamajce ziom
Jaki stuff, masakra człowieku, dzwoń do Paxona
Ej dzwoń do Paxona

- Halo, Paxon?
- Ta
- Mamy taki stuff, że nie uwierzysz ziom
- Ej dobra, to wpadamy do Bardachy, w końcu są bakacje

Pełen chill, z nieba się leje żar.
Gorący jak grill unosi się ganji czar.
Piękniejszy od lilij, my żyjemy dla tych chwil.
Jaramy z naszymi ziomami aż do utraty sił.
Pełen chill, z nieba się leje żar.
Gorący jak grill unosi się ganji czar.
Piękniejszy od lilij, my żyjemy dla tych chwil.
Jaramy z naszymi ziomami aż do utraty sił.

To są bakacje, bucha bierze tu każdy pacjent, owacje
Ziomy odbierają na moim paśmie, masz mnie
Kiedy blanty wprowadzają baśnie - czuję wyraźnie man
Nie ma mnie z wami, kiedy bucha nie wezmę rano
Poznałeś mnie, więc poznałeś moją tożsamość
I nie będę normalny, gdy nie wezmę bucha w płuco
Ja będę sobą, kiedy ziomy to pokruszą

Kiedy odpalam blanta mija mi chandra
Tworzę ten soundtrack lajt man, dymi się z majka
Wrocławska Jamajka, po parkach baka fajka
Oczy na zapałkach, pełne płuco na bakacjach
Spokojnie jak ambient dalej palę gandę
Mam bandę, co rapsy robi nienagannie
Nie na handel, nienachalnie, macha walnę
Zapodam koleżce, niech spokojnie się sztachnie

Rozkrusz to teraz, zroluj i zapal
To chillout nie spina, kolumbijski katar
Tyle słońca nareszcie, kręci się mini bat
My rządzimy na mieście jak Pablo Escobar
Mała podwijaj kiecę, lecę, zawijam lole jak precel
Fazy hycel, smaży się sznycel
Kiedy znikają ulice nie męczę się tylko
Kręcę i krzyczę: zmieńmy w tęczę te szare ulice!

Pełen chill, z nieba się leje żar.
Gorący jak grill unosi się ganji czar.
Piękniejszy od lilij, my żyjemy dla tych chwil.
Jaramy z naszymi ziomami aż do utraty sił.
Pełen chill, z nieba się leje żar.
Gorący jak grill unosi się ganji czar.
Piękniejszy od lilij, my żyjemy dla tych chwil.
Jaramy z naszymi ziomami aż do utraty sił.

Na dworze upał, Ty weź się z nami upal
Nie wal głupa, krusz to w palcach, bo to gruda krucha
Każdy ma uśmiech od ucha do ucha, tu każdy sztacha bucha
To tłusty ciur, nie żadna podpierducha
Posłuchaj ziom, nie zapomnij o bletach
Stuff pokitrany po kiermanach i skarpetach
Pełna peta, już na starcie nie wiem gdzie jest meta
Ze wzrokiem kreta cieszę mordę, jak na kabaretach
Ej! W płucach kat morderca, rym prosto z serca
Zobacz co nas napędza: bity kozackie Dziada jak S klasa Merca
To NDK na bakacjach i Wice Wersa

Jaraj, jaraj, jaraj, albo spierdalaj
Na każdym letnim festiwalu psów cała fala
Pozbyli się gunów i są przebrani za fanów
A Ty patrz na swe kroki i omijaj wyroki
To bakacje Wice Wersa, NDK
Ziomy mają dobre topy, palę z nimi i ja
Cały rok bakamy potem tune'y nagrywamy
A w bakacje na grubo się opierdalamy

Zaszczyciło słońce na horyzoncie
Dajcie mi bonga i skręćcie po joincie
Wygodnie usiądźcie w Bardachy porcie
Chcę widzieć uśmiech na każdej mordzie
Bo to są bakacje, więc czas na biwak
Chłopaki mają ciur i siedzą na skrzynkach piwa
Pogoda na kozaku podobna do bidżiffa
Słuchaj tego chłopaku, bo bania sama się kiwa

Pełen chill, z nieba się leje żar.
Gorący jak grill unosi się ganji czar.
Piękniejszy od lilij, my żyjemy dla tych chwil.
Jaramy z naszymi ziomami aż do utraty sił.
Pełen chill, z nieba się leje żar.
Gorący jak grill unosi się ganji czar.
Piękniejszy od lilij, my żyjemy dla tych chwil.
Jaramy z naszymi ziomami aż do utraty sił.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo