Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Słuchaj tego chłopaku..

Dałem dwie dobre EPki, tamten rok miał być moim,
Ale nie był, bo wśród gości nie było twoich idoli.
Zabłądziłem wśród tych ulic, brudnych ulic,
Brudnych tak, że możesz brud przytulić, czujesz?
Okroiło nam się grono trochę,
Ale zżyliśmy się tylko z tymi, którzy wiedzą co jest grane.
Dzisiaj jest inaczej, bo jest ćpanie,
Niedziela, poniedziałek, wtorek w środę chlałem.
Nie pytaj mnie o pracę, nie mam pracy, nie planuję wstać nad ranem,
Nie mam planów, nie mam kasy, gram za frajer,
Ale wyłapałem kilka propsów i miło mi, zrozumiałem,
Że to już nie tylko sny i to już nie tylko my słuchamy i nie u nas w domach,
A w tym mieście jestem anonimem, a to kurwa szkoda.
Rok mija i mi chyba trochę przykro, mimo
Że kurwa nic w tym roku mi nie wyszło, czaisz?

Ref.
Rok mija, tamten rok miał być moim,
Ja w tym mieście jestem anonimem,
Nie spodziewaj się przewózki
Miał być krok wielki, ja znam tylko ćpuńskie historie,
Miałaś być tu ze mną, a to kurwa szkoda.

Rok mija, tamten rok miał być moim,
Ja w tym mieście jestem anonimem,
Nie spodziewaj się przewózki
Miał być krok wielki, ja znam tylko ćpuńskie historie,
Miałaś być tu ze mną, a to kurwa szkoda.

Nie spodziewaj się przewózki przez dzielnie mercem,
Znam tylko ćpuńskie historie i pęknięte serce w tle.
Bywało, że nie miałem co włożyć do garnka,
Ale miałem za co zaćpać i głód jakoś tam spadł,
Wiesz, nie ma zasad, tamten rok mi pokazał.
Nie ma zasad, tylko worki po dragach,
I musiałem zamknąć drzwi za sobą przy tym paląc mosty,
Teraz wiem, że nie ma żadnych szans już dla tej znajomości.
Rap, było spoko, dwie EPki w kilka miechów,
Miał być krok wielki, a ruszyłem tylko kilka metrów
W przód, przestałem radzić sobie z życiem
I zacząłem chlać co weekend
I umierać, miałem rzucić wszystko w pizdę ,
I u mnie nic nowego i usłyszysz to nie raz,
Mówią – widzę jak upadasz, odpowiadam – to nie ja,
Wiesz, rok mija i mi chyba trochę przykro,
Miałaś być tu ze mną, a nie kurwa wyjść stąd.

Ref.
Rok mija, tamten rok miał być moim,
Ja w tym mieście jestem anonimem,
Nie spodziewaj się przewózki
Miał być krok wielki, ja znam tylko ćpuńskie historie,
Miałaś być tu ze mną, a to kurwa szkoda.

Rok mija, tamten rok miał być moim,
Ja w tym mieście jestem anonimem,
Nie spodziewaj się przewózki
Miał być krok wielki, ja znam tylko ćpuńskie historie,
Miałaś być tu ze mną, a to kurwa szkoda.
Daj mi do reki ten mikrofon prawdziwy!!...hehehe
Jak forma Deus?
No zajebiście forma
Dobra jedziemy dawaj ten mikrofon...
Witam serdecznie w Fusznika świecie
weź na Fu! muzy przeciek majki lubi FU
dobrej muzy przeciek noon stop...sie rozwijam
w studio Schron na ulicy studio Prosto na
zajebistych koncertach na Be....(???)
zipskładowych melanżach tak było i tak będzie!

Ref:
Ja nie kończę bo jeszcze chce więcej,gdy
nawijam to patrz mi na ręce sam sobie jestem
innym mc OoOo daj mi mikrofon

Daj mi do reki mikrofon niech się dzieje co chce
a ja wciąż rozwijam nawijką swą.Na plecach
MaSS (?) są trenuje od małolata jak (?)
spytaj mego brata jak było w starych czasach
co sie robiło co sie odpierdalało jak sie rapu słuchało
Skąd sie płyty załatwiało pierwsze kroki w rytmie
rap stawiało co to jest teraz to chyba jest za mało
w porównaniu do tego co było wtedy gdy wykrztusił
z siebie nawijkę dla pożytecznej potrzeby i dalej,
żeby ruszyć z koksem. Nagrać pierwsze gotowce ustawić mikrofon więcej góry majki zrób więcej basu więcej hałasu w głowie cały słuch zasłupiał,jeszcze parę zipów parę osób to jest sposób by wydobyć z siebie cala prawdę esencję głosu i ciosu dodał pikantnego sosu do hiphopowy rym fusznika kosze ich i dalej biec i dalej idę pod słońce slow tysiące dalej szponce mam swój plan nigdy nie błądzę choć rachunki coraz większe. Grzywny rosnące życie drogie lecz kuszące kiedyś byliśmy brzdące a teraz w rapie sztuki wyrywające (?) pachnące oszałamiające w hh nagonce ja dalej sadze ze będzie dobrze w hh nagonce ja dalej sadze ze będzie dobrze ze będzie dobrze...

Daj mi do reki ten mikrofon prawdziwy rapowy
krok tak jak klon ludzi ze wszystkich stron zbiorę
w porę nasz hh jest jak miasto wieczorem. Cały czas
jednym tonem DeuS prosto ze śródmieścia. Piękna
ma dzielnica tak jak uroda niewieścia, bo (?)
mikrofonem śródmieścia ziemi pozwól ze wytłumaczę
jeśli wciąż nie czujesz chemii ulice kamienice chowają
swe tajemnice.W bitach biceps który pomaga utrzymać Ci ciężar pamiętaj na hardcorze musisz tu zawsze zwyciężać. Życia testach wyniosę pod chlapie(?) wypije cala krew łakiem (?) tak jak restart.
Rapsodia x2 dla każdego przechodnia w mym reku
mikrofon zdany sie zawsze prawie jak w ognia jak
zodiak w czytanym przeznaczenia krzyczy miasto:
POZNAJ PRAWDĘ BIEDĘ PRZYGLĄDAJĄC SIE
ALABASTROM!...

Co ja widzę składają rymy ulice składają
rymy dzielnice masz kłopoty chodź do mnie
na mownice reprezentuje 51kamienicę dalej hh
ćwiczę chodź lata liczę sprawy zasadnicze to
premie wydawnicze procenty sa kosmiczne my (?)
optyczne kwoty symboliczne budżety krytyczne
opóźnienia tragiczne lecz dobrze radzę (?) jak (?)
pierdolenie systemu żyj z własnym nakładem.Nie dać sie żywcem jak Osama Bin Laden przecież to (?) żaden z własnym nakładem. Masz w reku towar niebezpieczny, lecz skuteczny. Odejmę gwarancje hologram pożyteczny mojemu sercu bliski powiem tobie profesjonalizm przede wszystkim zaprzeczasz
suwerenności sugerujesz ze sie plujesz ze złości ze tobie nie wyszło ze frekwencje kurwa mialeś nisko
a przecież dałeś z siebie bardzo tak bardzo wszystko
a przecież mogłeś być tak bardzo blisko blisko ELO!

Jak nawinął Włodi mikrofon to narzędzie
jak zaprzeczysz temu jesteś kurwa w wielkim
błędzie. Słuchaj tego chłopak przekaz z pierwszej
reki. Zaciśnij szczęki nie mów do mnie dzięki. Lecz
wypij po fachu napiździają kolumny na śródmiejskim
dachu. Chcesz poruszać głową w rytm to ruszaj
nie rób obciachu.Wszyscy kumają jazdę na
warszawskim deptaku u góry chmara gołębi na dole
chmara dzieciaków. Pozdrawiam północ południe
śródmiejskich wariatów, biznesmenów, inwestorów
z tych samych klimatów gaz do dechy i ruszam
"Bit to przestrzeń, po której sie poruszam"!
To coś więcej niż Technix czy Vestax
lepszy niż setka, seks i recepta na sen przy insektach
to lek w nim energia ja wiem z nim nie przegram
Haem MH wiesz pan, bo nasza nawierzchnia tam gdzie maty z filcu
Mój DJ nie pęka, znajdziesz na tym mix'ku
tym wszystkim lalom skierowane jak fantom
na igłę co wyjście znajduje przez stantom
płynie funk co 7 cali łączy z K2
to bogactwo od detali na samplach
bo tak gra mój DJ od nas dla was hałas
dwa razy Vestax plus fader aparat
tu moc do maksimum podejdzie
ta skala, rozejrzę się zaraz, bo wiem
że ten alarm, pobudzi marmana, nalać kielon
i płynie fala dzieląc wizerunek na dwa
plus beat i gramy z prędkością światła
z nadgarstka na palcach lux kręci talerz
tu nasz czas nastał, tak gra DJ Haem
Aha, tak gra DJ Haem

Dwa Vestaxy i mikser, przecież znasz manewr
pewne jak to że najlepszy jest Haem
bo mix kręci sen a beat kręci break

165cm - niedużo lecz wystarczy
byś po imprezie z sali wyszedł martwy tańczysz
czy walczysz z browarem dziś
on daje wiarę, i rytm
to DJ Haem od płyt
pod beatem daje ten cykl
scratch'y mix deczy film twój nawet
sam dźwięk tylko tu się odnajdziesz
w rękach ładnych, sam wiesz jakiej
to twój wybór nie inaczej
macie konkret - tu na vinylach master
na tym joincie zawiniemy świat ten, jak nie
to gramofon i mikser zanim Haem wytnie
pod bębny czyste, przejrzyście scratch'e na misce
wplecie bo dziś jest ta noc
miasto z nami ma moc dzis bez granic
dlatego za dekami tex i dwa gramy
prawy scratch stąd lewy wstecz to
da sefeks, choć mamy gdzieś zło
damy kręcą to dla nich hip hop
i hip hop jeszcze raz hip hop
plus DJ Haem lata głowa jak Parkinson
to choroba ja chcę żyć z nią
by beat ten zachować z ambicją
te słowa związek mają żaden
bo ruch rodzi crap
a najlepszy jest Haem

Dwa Vestaxy i mikser, przecież znasz manewr
pewne jak to że najlepszy jest Haem
bo mix kręci sen a beat kręci break
Nie mam własnego wojska ani policji w kieszeni
Nie chodzi o to żeby ich zastrzelić
Nie mam samolotów, czołgów ani rakiet
Nie mamy karabinów tutaj nawet
Nie chcę nikogo zabić, chcę mówić to co myślę
Chcę żeby wolność była gratis w kraju przy Wiśle
Chcę żebyś ty mógł myśleć cokolwiek chcesz
Chcę by nikt nie mówił ci co robić
Czemu nie chcę żeby słuchano mnie w konspiracji
Życie nie musi być ciągłą walką nacji

Tysiące korporacji, urzędy i kanony
Umiem być sobą w świecie tym po*****onym
Nie chcę nawracać, nie jestem tym jedynym
Chcę tylko mówić to co chcę bez doktryny
Nie wierzę w teorię globalnego spisku
Wybacz mój głos to jedyna broń by to nazywać

Mój głos to jedyna broń
Mój głos to wszystko co mam
Mój głos to jedyna broń
Mój głos

Powtórzę mówiąc głośno moje słowa mają wagę
Chociaż może nie mam pleców no i piąstki raczej słabe
Mam blade pojęcie o tym co ma dziś najlepsze wzięcie
W świecie w którym o prostych sprawach mówi się z zacięciem
Wiem nie trudno stracić orientację w czasach grubych ściem
Bo tu każdy bohaterem jest historii z trzecim dnem
Bo tu każdy własną prawdę ma i doświadczenia złe
To nie omija ciebie i mnie

Mój głos to jedyna broń
Mój głos to wszystko co mam
Mój głos to jedyna broń
Mój głos

Ja wierzę wciąż, że odnajdziemy to po co idziemy
To co Babilon chce zabrać nam
Nasza wolność tu nie ma ceny popatrz dookoła
Bo ty nie jesteś tutaj całkiem sam
Ten przekaz jest bez żadnej ściemy tak teraz żyjemy
Ta muzyka rośnie w każdym z nas
Mimo że popełniamy błędy
Nie wątpię nigdy, każdy z nas ma boski dar

Mój głos to jedyna broń
Mój głos to wszystko co mam
Mój głos to jedyna broń
Mój głos

Wierz mi, dzień taki jak ten
Jest po to aby przerwać sen
Obudzić się, je
I nie oszukuj siebie sam
Życie to jest wszystko co masz
Więc szanuj je

Mój głos to jedyna broń
Mój głos to wszystko co mam
Mój głos to jedyna broń
Mój głos

Ja mówię już tak długo, ale nikt nie chce słuchać
Proszę was wyjmijcie palec z ucha
Babiloński system sieje zamęt, ciągle chciałby nas oszukać
Pozostaje w czoło się popukać
Yo więc jeśli słyszysz mój głos podnieś rękę
Jeśli słyszysz luty głos śpiewaj tą piosenkę
Bo muzyka reggae pozwala mierzyć się z lękiem
EastWest Rockers leczy ludzkie dusze dźwiękiem

Mój głos to jedyna broń
Mój głos to wszystko co mam
Mój głos to jedyna broń
Mój głos
Dzwoni zegarek wstaję, choć mi się nie chce
to ranek już, czy noc może trwa jeszcze
20 minut później biegnę, spierdolił eMPeK
ulice we mgle, asfalt pokryty rosą
na czas w pracy nie będę, zapierdalam piechotą
kałuże, błoto, upierdoliłem najki
nie mam służbowej Toyoty i nie noszę marynarki
jeżdżę na dekatowym i mam w uszach słuchawki
Ci ludzie, te przystanki nie powtarzalny klimat
poobdrapywane ławki z farby, skrecze na szybach
tu się zabijam by żyć, żyję by zabić na nowo
jak wszyscy co pochodzą z tej obiecanej ziemi
bezdomny, pielęgniarka, studentka i emeryt
złodzieje, przedszkolanka, handlarze i raperzy
ta reporterka z radia, ta matka i jej dzieci
ludzkie problemy i śmieci, miasto - Raj na Ziemi

Niewiele mogę zmienić, za dużo nie chcę
walczę o kwit w kieszeni jak Ty, a nie o szczęście
i chociaż marzy mi się miejsce, inne od tego
znalazłem raj na Ziemi i nie odejdę z niego x2

I choćbyś zmienił adres, sąsiadów, otoczenie
na dwa poziomu z gankiem, za miastem z ogrodzeniem
to jedno co jest ważne, nie zmienisz kurwa siebie
jesteś tylko człowiekiem, jak on popełniasz błędy
pijany od brandy czy od owoców lasu
wrócił do domu nietrzeźwy, bił matkę przy dzieciaku
kilka siniaków uda, że nic nie było
pozory mylą kurwa, są szczęśliwą rodziną
Jak dalej tutaj żyją, masz świadomość to piękne
jesteśmy niczym bestie, choć potrafimy kochać
wiemy co to jest szczęście, żyjąc wśród rozczarowań
słowa pisane pod pętle, to miejsce widzę z okna
poetycki obraz, tak czerniący i światła
też mam swój raj na ziemi, nadzieja nie zgasła
kiedyś dotrzemy tam oboje, ja i prawda
ta, ja i prawda

Niewiele mogę zmienić, za dużo nie chcę
walczę o kwit w kieszeni jak Ty, a nie o szczęście
i chociaż marzy mi się miejsce, inne od tego
znalazłem raj na Ziemi i nie odejdę z niego x4
Każdego roku i miesiąca i tygodnia i codziennie
W noce i we dnie - wolne i powszednie
Łapiąc przelotną myśl co przez okno
Wpada, by mnie dotknąć swą mocą przewrotną
Po chodnikach chodzą sami bezimienni
Czy chcą unikać tego, czemu zawsze byli wierni?
Choć nie widać jej i nie świeci jak fosfor
To prawda się wyda, wie o tym Pinokio
Ja nie zapomnę strof, ale czy ktoś zapamięta
Dla mnie rzecz święta, me życie to ta pętla
Widziałem sam jak niejeden z was płakał
Gdy Bóg brał Polaka co stał jak Barbakan
Bo ten co daje życie ile daje też śmierć
Na to patrzyłem, jakże mógłbym tego nie chcieć
Nie pomyślałem że tak bliski jest istotnie
Ten temat śliski jak mokre stopnie
Nie zauważam nic, póki nie minie bezpowrotnie
Pamięć postarza mnie i w końcu swego dopnie
Czy się narażam kiedy wyrażam fakt ten
Że każdemu zdarza się być ignorantem
To układnie wersów, gier słów i konkluzji
Jeden [?] drugiemu tylko bluźni
Co będzie później wie Sprawiedliwy
Wszystko zależy od perspektywy
Gdy płonie mały ognik to nikt go nie gasi
By zyskać wiele musisz czasem trochę stracić
Nie tylko brać lecz trwać też z innymi
Dodać wystarczy, że i szczęście ma swój limit
Nikt nie zna godziny i tak później czy prędzej
Życie, nie ty wybierze ci następcę
Więc niech pamięta serce, a przypomina słowo
O tych którzy byli tu przed tobą
Widzę idealny świat w moich snach, ty go nie znasz
Bo wokół bezwład, jak go widzieć bez wad
Gonię po miejscach w poszukiwaniu szczęścia
Nie widzę spięcia w zaciśniętych pięściach
Droga jest kręta, lecz jeśli masz potencjał
Pokonasz ciężar i będziesz zwyciężać
Musisz pamiętać, że klęska to lekcja
A męska decyzja to iść, a nie deptać
Nie lubię szeptać, bo szept rodzi plotki
Więc zamiast niej wolę tworzyć tekst zwrotki
Nie stawiaj stopni za błędy z przeszłości
Bo każdy popełnił tu ich wielkie ilości
Nie rzucaj kośćmi, bo los nie gra czysto
Da Ci zabłysnąć, byś mógł upaść nisko
Ja kocham hip-hop, bo jest przy mnie blisko
Znalazłem w nim swoje niebo, to wszystko

Nawet jeśli już bardzo Ci czegoś brak
Musisz wiedzieć, że niebo to własny świat
Twoje życie na zawsze zostawi ślad
Moje niebo to rap, moje niebo to rap

Nawet jeśli już bardzo Ci czegoś brak
Musisz wiedzieć, że niebo to własny świat
Twoje życie na zawsze zostawi ślad
Moje niebo to rap, moje niebo to rap

Widzę idealny świat, lecz nierealny tak, że
Nawet jeśli pragnę, to nigdy go nie znajdę
Proszę o szansę każdego dnia i mam cel
Przyciągać jak magnes, ludzi co znają prawdę
Rozkładam żagle, fale są dla mnie żadne
Bo z wiatrem popłynę jeszcze dalej niż rap ten
Słuchaj uważne, mów to co każe serce
I nie zadawaj pytań, jak nie chcesz wiedzieć więcej
Nie patrz na ręce, patrz za horyzont
By móc dojrzeć miejsce, gdzie inni nie idą
Bądź jak ogniwo z prawdą nierozerwani
Pokaż tym co nie widzą, że twój świat nie ma granic
Przestań ranić ludzi, co maja plany
Bo mimo wielu różnic jesteśmy tacy sami
Tylko wygrani nigdy się nie poddali
Ciągle szukają drogi i nie stracili wiary

Nawet jeśli już bardzo Ci czegoś brak
Musisz wiedzieć, że niebo to własny świat
Twoje życie na zawsze zostawi ślad
Moje niebo to rap, moje niebo to rap

Nawet jeśli już bardzo Ci czegoś brak
Musisz wiedzieć, że niebo to własny świat
Twoje życie na zawsze zostawi ślad
Moje niebo to rap, moje niebo to rap

Oho, wiesz, joł
To niebo dla mnie, dla Ciebie też
To niebo dla mnie, dla Ciebie wiesz
To niebo dla mnie, dla Ciebie też
To niebo dla mnie, dla Ciebie wiesz
To niebo dla mnie, dla Ciebie też
To niebo dla mnie, dla Ciebie wiesz
To niebo dla mnie, dla Ciebie też
Pieniądze to pojęcie względne dziś
Bez nich przez życie raczej każdemu ciężko iść
One ułatwiają egzystencję przecież
Zamiast płakać w tramwaju wolę płakać w mercedesie
Trzeba zachować ten dystans do pieniądza
Przestań na innych ludzi z góry spoglądać
Zapomniałeś śmietnikowcu skąd się wywodzisz
Teraz hajs lans już pajacu się wozisz
Ludzi nie poznajesz znów franka palisz
Wyjebane masz na tych, którzy Ci pomagali
Liczy się co w Twojej głowie, a nie co masz na sobie
Na równi powinien traktować się każdy człowiek
Pieniądze nie są celem, lecz tylko środkiem
Zrozumiesz to, kiedy w życiu się w końcu potkniesz
Mania zarabiania to ta kurewska żądza
Płaszczyć się tak poniżać dla pieniądza

Hajs hajs hajs światem rządzi
Hajs hajs hajs nie jeden zbłądził
Hajs hajs hajs jest wśród nas
Wokół tego obraca się cały ten świat... //x2

Chciało by się powiedzieć że najważniejsze jest zdrowie
Lecz nie mając hajsu, nie powie Ci tak żaden człowiek
Świat się zakręcił niesamowicie
Wyszła z mody miłość i przeciętne życie
Balety, hajs za hajs, najlepsze dziwki
Priorytety ludzi bez wartości ponad wszystkim
Wciąż myślisz, że hajs to nie jest szczęście
Ci, co mają go dużo, chcą mieć go jeszcze więcej
Brudzą swoje ręce, godność i sumienie
Brną w to dalej, napychając swoje portfele
Być synem piekarza, żadna przyszłość
Inni mieli dzianych starych, finansowo im pykło
Hajs dzieli ludzi, różni wszystkich
Jego brak na psychice zostawia trwałe odciski
Nie jeden splamił swoje dobre imię
Zostawiając problemy i długi swojej rodzinie

Hajs hajs hajs światem rządzi
Hajs hajs hajs nie jeden zbłądził
Hajs hajs hajs jest wśród nas
Wokół tego obraca się cały ten świat... //x2

Szmal zarobiony, wyśniony, wuchta mamony
Wciąż o nim marzą me ziomy
Nie mając żadnych szans zdobyć nawet tych paru złotych
Raport z ulic biedoty oraz ich reprezentant, który już nie chodzi głodny
Po krótce - szmal ważny jest, przyznam, mieć go trzeba
By żyć dobrze w tym kraju, spać spokojnie, się nie bać
Zdobyć swój kawał chleba, lecz nie za wszelką cenę
Sprzedasz brata jak Judasz, by przez chwile mieć lepiej
Musisz wiedzieć to cepie, że taki pieniążek śmierdzi
Widok pętaków mierdzi, dla nich hajs najważniejszy
Świat burżujów i dziwek z wyższych sfer, tych rozrywek
Wyruchają Cię dla zer, a Ty dalej klep bidę
Ale za to z mądrością, chociaż w podartych spodniach
Nie obdarty z godności jak fałszywi, brat poznaj
Smak satysfakcji, jeśli chcesz sobą pozostać
Zapamiętaj, że nie wszystko na tym świecie kupić można
Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop
Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop

Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop
Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop

Chcę więcej decybeli, weź te głośniki wywal
Z sensem klasę przelicz, bo to antyki chyba
Nie chcę pierdzeń na basie, wybacz nie rozumiem
Przy dwudziestkach dać max na chwilę Volumen
Kurwa mać, co za dureń, tego słuchać nie da się
Subwoofer, soprany i półka w małym fiacie
Samochód wart stówę, sprzęt dwa kółka bracie
Widziałeś te koła, masz i Kozia Wólka patent
Daj bitu głośniej i malucha rozkręć
Ja zostanę na ośce, bo tutaj to prostsze
Spal swoje membrany, wzmacniacz auto
Dziś jest poszukiwany full dwa max
Max radio laxach pancho, był magnat audio
Tu nastaw na sto decybeli tuner
To czas jest by bas pchał twardzieli do trumien
Tak jest

Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop
Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop

Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop
Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop

Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu

Trzymaj się z dala od ścian, gdy zaczną pękać
Jak konfidenci już przy pierwszych dźwiękach
Trzymaj się z dala od szyb, omijaj ostre powierzchnie
Albo wyłącz ten bit, bo szkło tu zmiesza się z powietrzem
Trzeba szaleńcem być żeby móc tego słuchać
Kim trzeba być by pisać pod to i mieć z tego ubaw?
To nie wpada do u-u-cha jak cała reszta
Od stóp do głów jak od stopy do werbla
To gówno robi huk na półpiętrach
Całymi wieżowcami to trzęsie jak epilepsja
Zobacz sam na osiedla, spójrz na budynki
W co drugim nie ma windy
Bo pierdolnęła jak bombka z choinki
I inny nikt nie zrobi tego za nas
W zasadzie to władze powinny za to nas ukarać
Od zaraz, bo taki hałas nastraja was do potyczek
To tak jak by przystawiać gnata za policzek

Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu

Pękają szyby w oknach, z nieba lecą cegły
Nie przerwiesz odtąd tej gry, ten bas wypala nerwy
To skala klęski i nie ważne czy srasz, łkasz
Czy zapierdalasz kreski, tą jazdę dał w astmach
Oho, czuje Kwaśniewski i każdy, co chciał dać
Najebanych niebieskich, ten dźwięk uderza w twarz na raz
Ej zamilcz [?] te drgania bolą
Pękają ściany, ulice zalane wodą
Tuż obok ludzie nie mogą dojść gdzie nad tym ta energia
Jak biura spadają na dół jak w jedenastym września
Pełno tu kurzu, brudu i sam wybrałeś drogę ziomek
Nie trzeba było wciskać play w magnetofonie, stop
Myślisz, że koniec? to nie da przycisk wróć tu
Bas plus nas dwu, tak zagłuszymy Łódź tu

Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Dylematy pytania i zagadki tematy rozwiązania szczere gadki to nie takie łatwe proste i przyjemne gdy warunki bezwzględne kierunki niepewne potrzeby przyziemne jak na to patrzę to myślę ze to jebnę i pobiegnę na koniec świata tam gdzie nigdy nie było zła to nie takie łatwe od dna się odbić marzenia gonić gdy są martwe bo przestałeś robić to co jest ważne w tym śmiertelnym świecie nieśmiertelny przekaz niesie rap piszę brat od tylu lat pisze dla siebie bo kocham ten rap pisze do ciebie jak widzę ten świat piszę bo cały czas wierze w nas piszę bo cały czas wierze w nas

Wiara nadzieja wciąż nie umiera miłość do ludzi których codziennie wspieram że nie jest lekko ty też wiesz nie od teraz przypomnij sobie stare lata szare osiedla dres adidasy czapka kolekcja miejska dżinsów nie miał dobrze pamiętam stary chlał mama płakała mimo że święta było jak było siostra brat nie wymiękał dla mnie rodzina jest najważniejsza jest jak świątynia to moja mekka dzięki nim wtedy i teraz w trudnych momentach idę do przodu choć nieraz wiem droga kręta szare ulice szare życie od dziecka każdy ma szanse i trzyma ją w swoich rękach wierzę w to szczerze i w 100% nie przegrał tylko ten kto walczyć nie chciał.

Nic tu takie proste nie jest sam dobrze wiesz co się dzieje nic tu takie proste nie jest mimo to my wciąż mamy nadzieję.

Nigdy nie pisałem zwroty dla sławy dla floty dla fury albo koki tak myślą idioci czysty krwisty rap znad Wisły przekaz prawdziwy więc oczywisty dlatego dzieciaki wciąż ćpają te rapy dlatego tak ciągle zależy nam na tym by w życiu niełatwym omijać schematy i ludzi co hajs przerobił na szmaty nie chcesz nie musisz nie słuchaj tego nie chcesz to odbij bo pseudo kolegów przyjaciół od wódy i koki w kredo zobaczysz gdy zakręt ile masz z tego kto poda ci rękę kto zaśmieje w twarz dam tyle szacunku ile sam dasz nie dam recepty na życie w marzeniach bo życie jest proste tylko tam gdzie nas nie ma

To nie łatwa muzyka co jest opium dla mas nie ogłupia do myślenia zmusza pomyśl sam bo jeśli nie myślisz to znikasz w tłumie który słucha patrzy ale nic nie rozumie to wygodne jest dla elity na szczycie co ma wpływ na to w jakim kraju żyjesz chcą byś był robotem i nie zadawał pytań pracował kupował konsumował zdychał przyjmujesz ten schemat z góry już przygotowany nie wiedząc że świadomość to początek dobrej zmiany ja wybieram jednak to co nie jest takie proste wiem że tylko dzięki temu mam szansę na postęp mam swoja drogę cały czas pilnuje kroku bo błędne przekazy łatwo potrafią zbić z tropu prawda jest pod syfem od dawna nam wpajanym choć to nie takie proste znaleźć ja miedzy wierszami

Nic tu takie proste nie jest sam dobrze wiesz co się dzieje nic tu takie proste nie jest mimo to my wciąż mamy nadzieję.

To nie takie proste żyć tu gdzie dorosłem budynki wyniosłe o charakterze bunkra ulicy sztuka przenika gruby beton ci co nie maja hajsu raczą się winem z feta kto wyżywi głodujących na ulicach kto odebrał im szansę normalnego życia wojsko i policja kto dał im prawo bycia tutaj obietnice rządu są jak czeki bez pokrycia choć to nie proste pokaz ile jesteś wart kto zszedł na manowce ten już został tam więc proszę cie zrozum to wreszcie brat życie nie musi być kara żywotem zza krat ale to nie trudne by wjebać się do puchy gdzie szpiedzy walą z dupy bez bąka skruchy kontroluj ruchy pozostań na oriencie przy odpalonym skręcie w oparach rzeżuchy

To nie takie proste jak wydawać by się miało każdy pojedynczy dzień jest w życiu batalią bitwą gdzie scenariusz piszę sobie nawet wtedy kiedy pogodzony jesteś z Bogiem pewnie nie wiesz ilu ludzi dzisiaj musisz przetrwać każdy dzień choć ich życie dusi puste oczy oczy nie patrzące w przyszłość przykra prawda oczy martwe a w duszy coś wyschło nie jest łatwo przełknąć niesłodki smak porażki zapomnieć bezboleśnie atrybutem garstki tylko głupiec nie uczy się na blędach OZNZ dla takich reprymenda dzień po dniu człowiek walczy wciąż swoje zobacz ile w społeczeństwie nie pisanych wojen weźmiesz sprawy w ręce czy będziesz siedział cicho Michrus Dix 37 i Kali finto.

Nic tu takie proste nie jest sam dobrze wiesz co się dzieje nic tu takie proste nie jest mimo to my wciąż mamy nadzieję.
Onar:
To nie moje pieprzone pięć minut, to moje pięć godzin,
Twoje bla bla bla, gówno mnie obchodzi.
Dziś jest moje, jestem jak pieprzony złodziej,
Kradnę Twój czas i uwagę i niczego się nie boję.
Jestem bezkarny, bo jestem dobry,
Inne albumy zostawmy, ten jest dobry.
Ja zapisuję kartki na dzień dobry,
Twoje zdanie w ogóle mnie nie interesuje - odbij.
Jestem w idealnym miejscu, bo wiem gdzie jestem,
Znam świadomość drogi, dzięki niej wiem gdzie będę.
Pierdolę szczyt, on jest dla próżnych,
Spadniesz na ryj, ja cały czas będę dla ludzi.
To nie wernisaż, to ogólnie dostęp na nawijkę,
Gram na chodnikach, to miejsce żeby się rozwijać.
Nie ma recepty na sukces naszych czasów,
Nie otworzysz drzwi, dopóki nie otworzysz zasuw.

Onar x Miuosh:
Jestem w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie,
I naprawdę wiem, że nie jestem tu przypadkiem.
I naprawdę chcę zrobić więcej niż chciałem,
I dojść tam, gdzie mnie nigdy nie widziałeś.

Jestem w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie,
I naprawdę wiem, że nie jestem tu przypadkiem.
I naprawdę chcę zrobić więcej niż chciałem,
I dojść tam, gdzie mnie nigdy nie widziałeś.

Miuosh:
Bo to nie moje pięć minut, tylko Twoje pięć lat,
Łatwo wypaczać w ten syf, trudno przerwać, to uzależnia.
Kątem oka widzę szczyt, nie ruszam się z miejsca,
Jestem tam, gdzie miałem być, tu gdzie miałem przetrwać.
Mówili, że miałem przegrać, u stóp się nabijał,
Gdy Janek rozkłada ręce, jak Chrystus nad Rio.
Jestem najlepszą chwilą ich marnej doby,
Lepiej nie mogłem trafić, więcej nie mogłem zrobić.
Świat ideałów nie obchodzi mnie, nie biegnę tam,
Jestem tym o czym mówię, żyję dopóki gram.
Sukces znam z opowiadań, z osiedla obok,
Wolę upadać i wstawać, ale z podniesioną głową.
Byłem z nim wszędzie, nie muszę szukać go,
Gdy pieprzą, że powtarzam się, niech przeżyją Cię w moich butach.
Znam swoje miejsce, pierdolę utarg,
Jestem w twoich głośnikach wtedy, gdy akurat tego słuchasz.

Onar x Miuosh:
Jestem w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie,
I naprawdę wiem, że nie jestem tu przypadkiem.
I naprawdę chcę zrobić więcej niż chciałem,
I dojść tam, gdzie mnie nigdy nie widziałeś.

Jestem w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie,
I naprawdę wiem, że nie jestem tu przypadkiem.
I naprawdę chcę zrobić więcej niż chciałem,
I dojść tam, gdzie mnie nigdy nie widziałeś.
Ta sama chwila - ktoś w samotności odchodzi
ta sama chwila - dziecko się rodzi
Teraz staruszkowie, kiedyś tacy młodzi
Byłeś wolny, teraz kraty
Miałeś pełno sina, potem same straty
Obok siebie biedny i bogaty
Kopałeś doły w drodze do sławy, sam wpadłeś
Spadłeś na dno, koniec zabawy
Od ssania kciuka do dorosłego wnuka
od zbrodni do nawrócenia, od wiary do potępienia
od pustej kartki do milionów słów, od Adama i Ewy do miliardów głów
Wszystko, co się wydarzyło musi mieć swe zakończenie
Wszystko, co się kończy zostawia wspomnienie
Czy pragniesz sławy, władzy i pieniędzy?
Czy mądrości, wiedzy, zrozumienia?
Pamiętaj, że wszystko się zmienia
nowe pokolenia, nowe marzenia - realne lub nie do spełnienia
Czy wspólnie świat się kręci, a miłość przemija?
Ktoś ratuje komuś życie, ktoś kogoś zabija
Rodzina pogrążona głęboko w żałobie
ale wkrótce gaśnie świeczka na twym grobie
Jesteśmy jak przelotni aktorzy w wiecznym przedstawieniu
Pojawiamy się, znikamy w radości lub w cierpieniu
tworząc jedną, wielką całość, która tworzy nas
Rozbijamy ją od środka, przeżeramy jak kwas
Zastanawiam się, dlaczego kradniesz, gwałcisz i mordujesz?
Może dlatego, że tak naprawdę nic nie czujesz
Chcesz wolności, ale pojąć co to znaczy cały czas nie umiesz
Chcesz zrozumienia, a sam innych nie rozumiesz
Teraz pewien sensu swoich ruchów, pewien swoich słów
Za 20 lat powiem tylko śmierci
początek i koniec, przemijanie
Niezbadane losy, nigdy nie wiesz, co się stanie
Tak jest i tak już pozostanie
Mimo to życie jest takie, jakim je uczynisz
Radość, gdy pomożesz, odpowiedzialność, gdy zawinisz
Leżąc na wznak, przykryty kocem
Czekam aż coś mi się przyśni
W pół śnie dryfuję po bezpiecznych wodach
Moich myśli, koniec dnia już za mną, za oknem czernieje
chłodna noc, owijam siebie mocniej w koc
Muszę stanąć oko w oko sam na sam ze sobą
Podsumować dzisiejszy dzień wewnętrzną rozmową
Monologiem, mojego ja, epilogiem
Do minionego dnia, prologiem do dalszego życia
Które nadal trwa, możesz wygrać, możesz przegrać
Ale najważniejsze aby przetrwać
Aby trwać w swoich postanowieniach, blaskach i cieniach
Na górze i na samym dnie czas mknie
Zrób z nim co zechcesz
Lecz pamiętaj, że i tak czeka cię grób
Pomyśl, zegar cichutko tyka
Życie przecieka ci przez palce, młodość szybko umyka
Jeśli nie zrobisz kroku w przód możesz to przeoczyć i umoczyć
Za kilkadziesiąt lat podliczyć liczbę zysków i strat
Zgarbiony w swym fotelu odczujesz jak szybko kręci się ten świat
Rzucony na szachownicę życia, mającą swój początek i swój koniec
Jak szachowy goniec, goniec na A7, goniec bije pionka, wieża bije gońca
Jeden nieprzemyślany ruch i doczekałeś się swojego końca
Żegnasz ziemię i ruszasz w stronę słońca
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo