Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ludzie nie wiedzą, dokąd iść, bo nie ma czasu
Droga miała pokazać zysk, nie błąd kompasów
Kończy się zasób naszych chwil, to dla rodaków
Znaczy może tyle, co nic, to kwestia smaku
Zamiast żyć jak śmieć wożąc dupę w pałacach
Wolę mieć w życiu cel, choćbym miał zacząć od żebraka
Nie spłonę jak Manhattan, choć nie potrafię latać
Latam tu, kiedy bakam a wtedy nie potrafię płakać
Patrząc na mapę świata, gdzie szatan jak bumerang
Wraca na plakatach, tu w pomnożonych stratach
To atak a nie wybacza nikt, bo
Ludzie tylko o sobie myślą i ja też mam ten syndrom
Wiem, nie mam mordy Paris Hilton i dzięki Bogu
Pierdolić billboard, bo mniej mam wrogów
I pomału do przodu, mijam te same bloki
Z poprzedniej epoki, śmigam po nich jak Rocky
Każdy tu psioczy na nas, że w głowach tylko nam marihuana
Wiesz, mam taki zamiar, ale stać mnie tylko na grama
Więc zapalę później i tak, brat, spędzę pewnie całe popołudnie
Związany z łóżkiem, najwyżej usnę
Czy coś mnie ominie? Lechu zginie
Otworzę oczy i znów obudzę się w tym samym filmie
To czysty skandal, bynajmniej dziwne
Choć nie gra Janda, życie zapierdala bydłem

[x2]
Chciałbym się obudzić raz okupując tron
Mieć swój dom, basen i poczuć się jak ziom
Ale po co mi to w sumie?
Wiesz to niepotrzebne, bo żyję jak lubię

[zwrotka angielska]

Ej to mój świat, ja mam, wiesz, ten dar tu
Idę tędy, ale nie na skrót
Tego hajsu mogę być wyrobem jak reszta
Zamiast tego biorę to, co moje i spieprzam
Wolę tutaj mieszkać, wiesz, niż na Bali
Stać za mikrofonem niż ćpać koks w Miami
Mieć wybór jakiś, po co mi lans tu?
Mój styl to bugi, duża bluza plus kaptur
Nie w moim barku, ej, Don Perignon
Mam flow, gram ten rap, po to mi głos
Wiesz, tak żyję wciąż, to mi pasi choć na styk
Wolę mieć to coś i móc napić się z braćmi
Więc dalej ja w tym, brat, to jest opcja
Ej, nie chcę pałacy, bo ich nie ma teofka
Wiesz, wolę tu zostać, to łatwe
Tia, bo to, co mam jest skarbem
Chwila ciszy, tego potrzebuję od dnia
Nikt nie krzyczy bo niemoc cechuje tu wrzask
Święty spokój daj mi jak do lolka ogień
Korzystasz z wyobraźni? To chodź, coś Ci opowiem
Miałem 15 lat, ze 100 przyjaciół, marzenia
Teraz mam ich 10 ale marzeń nie zmieniam
Ziemia kręci się non stop, widzisz klątwę tych lat
Chcesz ją cofnąć? Nie znaczy, że się cofnie i czas
Kiedyś ludzie mieli jedną twarz, jeden honor
Dziś żyjąc na kredyt każdy sra na to słowo
Byle przeżyć, ile warta jest twarz?
Jaką miarą to zmierzysz jeśli biednemu wiatr?
Pierdol ideologię, to dotyka naiwnych
Jeszcze wierzysz w cokolwiek? Polityka to zniszczy
Nieistotne kim jesteś z zawodu, powód?
Bo to postęp i serce porusza nas do przodu
Daj mi lornetkę, jak w telewizor patrz
Widziałem będąc dzieckiem za horyzontem raj
Też go widzisz? Ten raj to dla wiedzy alibi
Gdybym nie potrafił gadać rapował bym na migi
Ta chwila onieśmiela
Od dziecka na trackach pływam, jak ryba mam skrzela
Jeśli świat tak umiera to my razem z nim
Póki co mózg otwieram na tok zdarzeń by żyć

Chwila ciszy, tego potrzebuje mózg mój
Grunt to karmić w ciszy skunem w muzie gust swój
Kunsztu nie kruszcu kwestia
Podejdź bliżej, a opowiem Tobie co w nas mieszka
Mówię nas, bo wyrażam za bliskich
To co mówiliby za mnie gdyby mieli te skillsy
Mając 15 lat wiesz gówno o życiu
Albo wiesz o nim za dużo i Ci trudno żyć w szyku
Przecież plan swój ma każdy, gdy uciekają lata
Dochodzimy do prawdy kto miał słomiany zapał
Dzieci Czarnobyla, nam kreatywność matką
Co szansą by poznać rzeczywistości wartość
Zagadką była przyszłość przy zmianie ustroju
Wielu upadło nisko choć mieli z diabłem sojusz
Produkt co jest w stanie nam pomóc to fikcja
Pomóż, jak możesz Panie dar wykorzystaj
Ale jak wierzyć w krzyż kiedy niszczy sentyment?
Poddany wycenie każdy krzyża centymetr
Nie ubliżaj, sam widzę ile w nas świadomości
Pościg, pragnienie by sen uwiarygodnić
Dorośnij - te sny się tu nigdy nie spełnią
Jeśli miłości nie oddasz swoim bliskim na pewno
Od dziecka do teraz świat moim nałogiem
Póki co mózg otwieram, więc znajdź spokój człowiek
Ej, ej

Witaj w miejscu gdzie życie w szczęściu to przywilej
Musisz się zatrzymać i pomyśleć choć przez chwilę
co mnie napędza i daje mi siłę
to co mnie napędza sprawia, że żyję
Miłość do rapu już od paru dobrych wiosen (wiesz?)
Piszę nowy tekst, bo napędza mnie bit z moim głosem
kocham wbić się do studia, zrobić tam porządek
jak tego nie robię mam ze sobą problem
Czuje się źle, jest mi źle, jestem podkurwiony
a wystarczy coś nawinę i jak nowonarodzony
Napędza mnie taki bit jak ten po prostu skurwiel
nie dbam o barwę głosu i czy wyglądam schludnie
kolejna nagrywka od nas dla was, sprawdź to
Zawsze nagrywam jak kiedyś ten pierwszy raz z zajawką
ej znów jest piątek, znów koncert, wyjeżdżam
Te miasta, w nich kluby, to mnie napędza
wbijamy się na scenę, brawa dla nas, światła na nas
ten brud, pot, syf, dym, hałas
ludzie, ręce w górze, powtarzają nasze wersy
tylko rap i ten klimat tak może mnie napędzić
Tylko rap i ten klimat tak może mnie napędzić
Tylko rap i ten klimat tak może mnie napędzić
Tylko rap i ten klimat, tylko rap i ten klimat
Tylko rap, tylko rap, tylko rap i ten klimat

[x2]
Ci ludzie, te miejsca, to, to mnie napędza
Ten rap, bicie serca, to, to mnie napędza
Zwycięstwa i przejścia, to, to mnie napędza
To, to mnie napędza, to, to mnie napędza

Są rzeczy dzięki którym rozwijam skrzydła
dzięki nim wiem, że moje życie to misja
100% zajawki z tych podwórek z których jestem
nie mam tak, że się budzę i myślę, że to bezsens
kiedy mija mnie dobra fura na lśniących felgach
a w środku leci moja płyta to mnie napędza
wybijam z klubu gdzie DJ grał nasz ostatni singiel
z ziomkiem miały te w baniak, dupy kręciły tyłkiem
wbijamy się do jednej z warszawskich taryf
a w radiu nasz singiel bez cenzury jest na fali
jebać, że jest pierwsza w nocy, ode mnie to nie zależy
ale prawdziwy rap jest po północy, musisz mi uwierzyć
taksówkarz coś kojarzy i pod wąsem nuci refren
niejeden ziom tej nocy przy tej płycie wciągnie kreskę
nie lubił mnie, teraz mnie szanuje, jak mnie spotka
powie, że przesłuchał, że produkcja jest dobra
napędza mnie to jak dzieciaki z tych boisk
słuchają na bomboxach tego, który obok nich stoi
pytają o nowe rzeczy, czy w klipach będzie Ursynów?
To miejsce mnie napędza jak żadne inne w życiu
potrzebne mi jest wsparcie i bitu pętla
to wszystko sprawia, że żyję i mnie napędza
Wiesz, ej, to, to wszystko sprawia, że żyję i mnie napędza

[x2]
Ci ludzie, te miejsca, to, to mnie napędza
Ten rap, bicie serca, to, to mnie napędza
Zwycięstwa i przejścia, to, to mnie napędza
To, to mnie napędza, to, to mnie napędza
Eldo
Czasami mam świadomość, że jesteśmy ważni dla kogoś
Dla tych co dorastają obok
Tych młodszych, którzy chcą uczyć się od nas
Którzy też chcą coś od świata dostać jak my
Móc mieć plany, coś innego niż ten schemat
Bo codzienność to jednostajny poemat
Tych samych chwil, szukają drogi gdzieś indziej
Widzą nas i słyszą naszą muzykę
Wiem to, nie jestem żadnym przykładem
Kimś innym niż oni, wiem to, ale co zrobić?
Że chcą jak my pisać, móc zostawić to miejsce
Znaleźć spokój i poznać w końcu czym jest szczęście
W końcu iść na swoje by coś zacząć
Nawet wbrew wszystkim chociaż słychać śmiech, docinki
Czuć w sobie ten smak spełnienia
Móc czuć jak tylko dzięki sobie coś się zmienia
Wiesz, wiem to, bo sam tak chciałem iść jak ty
I wciąż chodzę po ulicach tych jak ty
Wciąż robię rap, to sukces naszej pracy
Ze śmietnika świata sami podnieśliśmy te kwiaty

Pjus
Nie jestem gwiazdą, może nawet nie mam fanów
Rap nie dla szmalu, sztandarów i szpanu
Gdy patrzę z ekranu nie chcę być bogiem
Mój Boże niektórzy mają fobię, że się wożę
Ok, chcesz być jak ja - nie polecam
Popełniam błędy, a życie lubi dać do pieca
Ej, młody obiecaj, że też przestaniesz palić
Pamiętam ciebie i kolegów jak byliście mali
Szary beton się wali, my wciąż jesteśmy tutaj
Wszyscy od lat chodzimy w złodziejskich butach
Zobacz Piusa, pokazał swoją jaźwę w telewizji
A wiesz ja mam pracę, bo rap to pasja nie zyski
Chcesz być mną to bądź sobą wierz mi
Jaram się jak nawijasz mi swoje teksty
Jaram się jak zamiast iść na 48
Zapisujesz kartkę i mówisz z dumą w głosie
Że będziesz kimś, że teraz będziesz pisać
Bo latarnie to jedyne gwiazdy na ulicach
Motto na dzisiaj, na każdy dzień następny
Moje myśli na kartkach, moje serce to bębny
Dziś mogę ci dać, dziś mogę ci dać
Dobra, dobra, dobra, dziś mogę dać ci inny flow

Dziś mogę ci dać dopracowane braggadacio flow
Forteca beat, ale nie Kocioł-cioł
To młody Joter beat southside ciął
WWA, Toruń trzęsą grą
Chcesz rozkręcić turnus na dissy?
Możemy zacząć już dzisiaj
I patrz jak kilku durniów skończy w kostnicy
Skąd mam pozycje, słyszałeś mój nie jeden kick diss
Ale do wygranej przyczynia się to
Że moje życie jest o wiele bliżej ludzi niż PiS
Sygnał średnio mnie budzi, prędzej huk armat i kawa
Nie ćpam od lat, nie odbija mi warszawska palma
Nie wydaję hajsu na kremy, żele, kurwa nie o tym marzę
Bo kiedy mam ochotę na nawilżenie japy Bella Ragazza siada mi na twarzy
Mój wóz psuje się czasem, rachunki zatykają skrzynkę, wiesz?
Ale to nie powód bym miał nie nazywać się tak dumnym pimpem, wiesz czemu?
Bo nie mam długów, czekam aż one mają długi u mnie
Lubią je spłacać, świadczyć swe usługi u mnie
Bo mam łagodną powierzchowność, twarz dość pogodną
I dlatego łatwiej tracą poczucie czasu, pytają kiedy znalazły się pod kołdrą

[x2]
Mój flow do twych drzwi
Dostarczam wam mój nowy flow żeby odmulić ciebie, ciebie, ciebie i ją
Twój tron jeszcze śpi
Ty obudź ich, bo młody Typ, Adaś z southside flow [?]

Z polskim rapem jest jak z cipką niezbyt świeżej dziwki
Może mieć fajne stringi, ale pod nimi przykra niespodzianka stinky pinky
Mają miękkie serca i miękkie tyłki, zero konfliktów, zero rozgrywki
To jest dobre dla gry, na chuj te rozkminki
Jak jestem wkurwiony to piszę linijki,
wypełniam 101 Compendium
Walczyłem o swoje kiedy większość z was walczyła o stypendium
Dzięki temu mogę nazwać się cwaniakiem, mam brudny hajs
Ale cisza o tym, to nie moja droga krzyżowa life
Robiłem to i robię, pierdolę wasz odbiór
Świat stoi otworem, ładuję w ten otwór
Jestem drobnym willcem ale styl mam potwór
WWA, Moko i czytam pierwowzór
Mój człowiek to kończy dzieło
Mój człowiek ma flow jak kameleon
Mes to Ten Typ, Ciech to Ten Cham
Możesz wybrać kogoś innego dziwko jeśli gustujesz w impotentach

[x2]
Mój flow do twych drzwi
Puk-puk-puk pukam, otwórz je
To WWA, nowy Mes i Ciech
Twój tron jeszcze śpi
Zróbcie hałas pach, pach, pach
Jakby palił się dach, dach

Zmieniam kobiety jak rękawiczki
Więc flow wypadałoby nie wiem, jak kurtki?
Tak mam, nie interesuje mnie chór przytakiwaczy
Choćby nawet wygrywał mi chórki
Co jest podziemie?
Nie trzeba wam beef'ów, trzeba deadlineu (co jest podziemie?)
X kawałków do dnia Y sprawdzi twoją wydajność
Ciech, Małolat, Pjus, Stasiak, Blef powydawali płyty
Ze mną to minimum 6 powodów by uwiarygodnić ten przytyk
Bo to był każdy jeden głodny rapu łysy skurwiel kiedyś
Nie narzekał w sieci, musiał swoją drogę do studia przebyć

[x2]
Mój flow do twych drzwi
Dostarczam wam mój nowy flow żeby odmulić ciebie, i ciebie, i ciebie i ją
Twój tron jeszcze śpi
Ty obudź ich, bo młody Typ, Adach z southside flow i hetera beat

alkopoligamia.com, mamy już rok
Miuosh
Widzę jak słońce opada po blokach
Deszcz się mieni jak brokat, a ja wciąż tak samo mocno to kocham
27 lat, Śląsk, środkowa Europa
Moja matka i krew, mam stąd bliżej do Boga
Nie będę chować twarzy, cofać słów
Ocieram te same łzy co Ty, za każdy mały cud tych dni
To dla moich braci, dla moich sióstr
Ja wrosłem w to miejsce, bo dorosłem tu
Widzę jak słońce pnie się po ścianach, świat pachnie inaczej z rana
A ja wciąż tyle kroków mam w planach
Widzę jak spokój znów przepijają tu na chama
A cały opór tanich pokus rzuca nas na kolana
Życie tutaj to komediodramat - innego nie znam
Mamy czerwone oczy, brudne ręce i serca
Nade mną niebo płonie, obok mnie wszechświat
Ja wrosłem w ten beton, jestem częścią tego miejsca

Ref.: Ja wrosłem w to miejsce, to miejsce jest mną
To miejsce mnie wybrało, ja wybrałem je na dom
Jestem stąd, po ostatnie uderzenia serca
Moja wolność, moja woda, moje niebo, moja gleba
Ja wrosłem w to miejsce, to miejsce jest mną
To miejsce mnie wybrało, ja wybrałem je na dom
Jestem stąd, po ostatnie tchnienie w płucach
Wrosłem w to, jest mi dobrze, nigdzie się nie ruszam.

Onar
Jestem częścią tego miejsca brat, elementem układanki
Bóg rozsypał jak pionki nas, na szachownicy Warszawy
Te same sprawy, all day, everyday
Głos jak papier ścierny zdarty, cały dzień, każdy dzień
Jestem jak samotne drzewo, pośrodku podwórka
Wydaję słodkie owoce, tylko wtedy, kiedy impuls mam
Wszystko szybko tu przemija, zaraz lato, zaraz zima
Kończy i zaczyna, zaraz minie nasza przyjaźń
Za oknem kwitnie bez, już nie wytrę twoich łez
Gdzieś na ursynowskich klatkach został tylko nasz śmiech
I ta niewinność, naiwność bezkresna
Ile dałbym za charakter czysty jak pierwsza łza dziecka
Jestem częścią układu, metalem ciężkim na tablicy
Piętno bloków mam na sobie, zatruwam bliskich
Zapuściłem korzenie pośród płyt chodnikowych
Pośród płyt kompaktowych szukaj moich, aha
To nie była miłość, jak w "Przeminęło z Wiatrem",
Ty miałaś duży biust, a ja miałem sałatę.
Impreza u chłopaków, potem wziąłem cię na chatę.
Wtedy nie wiedziałem, że pierdolę zwykłą szmatę.

O 8:00 na rynku - knajpa, impra no i poszło,
Nowa sytuacja - wydawała się być prostą.
Szkoła, potem rynek, a wieczorem czas dla ciebie,
Tak ładnie pierdoliłaś, że jest ci jak w niebie.
Moim kumplom ciekła ślina na widok twojej dupy,
Przyspieszał puls i sztywniały fiuty!
Rozumem nie grzeszyłaś, za to nadrabiałaś ciałem,
Jedno jest pewne, nigdy Cię nie kochałem!
Na wierną sukę ostro Cie tresowałem,
Jak prywatną prostytutkę, tak cię traktowałem
Miałem rację, bo byłaś głupią dupą.
Głupią, pierdoloną i niewyżytą suką!

Pocałuj mnie w dupę, jak gówno poczuj się,
Bo ze wszystkich sił ja dzisiaj pierdolę cię!
Teraz upijam się i robię to co chcę,
Mam zajebistą kobietę, reszta pierdoli mnie!

Zadymy, interesy, policja i problemy,
Do wyjaśnienia sprawy miałem zniknąć, bez ściemy.
Zerwać kontakty na góra dwa miesiące,
Poczekać aż ciśnienie zacznie być malejące.

Wróciłem. "Vatos Locos" powitanie,
Chłopaki pamiętali o Whiskaczu i szampanie.
Kurewsko było miło, dla chłopaków uznanie.
Dziękówa za przyjęcie i za zajebiste panie.
Nazajutrz się meldujesz, witasz fałszywymi łzami,
Pierdolisz, że tęskniłaś za wspólnymi chwilami,
Zapomniałaś o jednym - nie tańczysz z frajerem,
Więc gówno Ci pomoże udawanie szczerej!
Chłopaki mi donieśli o twoich krzywych ruchach,
Zła kobieta z Ciebie, głupia pierdolona suka!
I nie ma zmiłuj, dlatego bujaj się mała.
I tak mi się znudziłaś, a więc – wypierdalaj!

Pocałuj mnie w dupę, jak gówno poczuj się,
Bo ze wszystkich sił ja dzisiaj pierdolę cię!
Teraz upijam się i robię to co chcę,
Mam zajebistą kobietę, reszta pierdoli mnie!

Dzień po dniu, wciąż Telefon napierdala,
Zbyt głupia by zrozumieć, co to znaczy wypierdalaj!
Aż zjawia się twój stary - koleś całkiem wporzo,
Nic do niego nie mam, ale to ci nie pomoże.
Stary zgęszcza mi temat, że najadłaś się tabletek
Że w jego zestawie brakuje kilku żyletek
I, że poszłaś w pizdu, nie wie gdzie, mówię – rynek,
Bo to magiczne miejsce, dla głupich blondynek.
Zabrakło odwagi aby podciąć sobie żyły,
Jedynie tabletki zajebiście Cię zmuliły
Toksykologia, psychiatra i spierdalaj!
Poczuj się jak gówno i trzymaj sie z dala.
To nie była miłość jak w "Przeminęło z Wiatrem",
A więc stary uważaj, co bierzesz na chatę,
Lepiej każdą laskę z góry traktuj jak szmatę,
One nie kochają Ciebie, tylko Twoją sałatę.

Pocałuj mnie w dupę, jak gówno poczuj się,
Bo ze wszystkich sił ja dzisiaj pierdolę cię!
Teraz upijam się i robię to co chcę,
Mam zajebistą kobietę, reszta pierdoli mnie!

Do you wanna fuck, babe?
Do you wanna fuck, tonight?
Do you wanna fuck, babe?
Do you wanna fuck, tonight?
Do you wanna fuck, babe?
Do you wanna fuck, tonight?
Do you wanna fuck, babe?
Do you wanna fuck…?
Co jest 5, to szczecińska pieśń jest kurwa
Zaciśnięta pięść i dźwięk na podwórkach
Treść z jebnięciem jak Wezuwiusz wulkan
Przedsięwzięcie, temperatura, która wrogów wkurwia
Bo znów ja biegnę, kiedy każdy z nich truchta
A ty we łbie se utrwal to kopie jak wódka
To kręci reżyseria nieprzewidywana w skutkach
To nęci jak mężów swych żon na trasie kurwa
To pędzi jak po falach katamaran
Przecinamy tu fale jak należy więc się jaram
Wężu Głowa SZW Szczecinna aranż
Płyniemy, a łódź rytm na ścieżkach utrwala
W mig rośnie skala, wraz z nią moich ludzi chwała
Bij na alarm, Szweda bit ciśnie po garach
Głowa i Wężu na tych bitach napierdala klik
Patrz strzał, który frajerów odpala
Licz się z tym, że następny możesz być zaraz
Pełna jechana, masz zaszczyt czuć ją w membranach
Praca od rana plus z wieczora hulana
Czaisz co jest 5 to już wiesz o co kaman

[x2]
Ty wiesz co jest 5, gdy wrzucasz ten kompakt
To kolba, która grymas trzyma na mordach
W najlepszych sondach obracamy się w kraju
PMM nazajutrz w twoim klubie na haju

Z nami beef chcesz mieć - wyluzuj chłopcze
Gdy wjeżdżam na track twój skład wstrzymuje oddech
Jebnięcie konkret lapsom zamyka mordę
Na rap cyknij se opcje, bo ja mam ich tysiące
Nie wożę się jak debil co wydał chujowe demo
Na pozycję pracuję, od lat związany ze sceną
Na wokalach tenor wypas z niską bajerą
W Hollywood zostaw gwiazdorstwo, ulica jest domeną
Nie nawinę, że jest ciężko po raz enty w kawałku
To zarobiony hajs mój ciężar zrzuci z barku
26 na karku koniec żartów, nie absurd
Chcę robić rap aby klub trząsł się od oklasków
Szczeciński nastrój wrzucam na całej płycie
Słysząc nas masz wyczes na chuj mówisz o zgrzycie
To nie trzaski na bicie raczej zgrzyt twoich zębów
Pod klubem tracisz rachubę, dostałeś wpierdol
Grałeś miękko hmm to nie mój problem
Gram koncert, liczę forsę, ty zbieraj drobne
Po takiej kontrze twój skład znowu jest w kropce
Gram to gówno na blokach, tempo mam dobre

[x2]
Ty wiesz co jest 5, gdy wrzucasz ten kompakt
To kolba, która grymas trzyma na mordach
W najlepszych sondach obracamy się w kraju
PMM nazajutrz w twoim klubie na haju
Puszczam to na full, żeby nikt nie podsłuchał (ajj !)
Puszczam to, szepcząc Ci do ucha,
bo chciał/chciałabyś się dowiedzieć czym jest życia sztuka,
nie mogę Ci powiedzieć przestał/przestałabyś szukać,
zresztą czek łam tu, nie po to jestem tutaj,
niczego nie nauczę z nauk, nauczek nauka.
Jestem tu po to by stać nie upaść,
a nie z konia spaść oszukać dać się i palić głupa.
Jeszcze jestem tu po to by brać garściami,
to co świat mi da mi,
brać jak powietrze płucami,
o nic nie pytać, unosić się falami życia,
jak krew żyłami, to tajemnica do odkrycia (ta !)
Od początku muszę tego słuchać?
Ta, musisz.
Dobra, niech tak będzie...
Muszę tego słuchać.
Ja tego muszę słuchać!

[Magik]
Gdybam gdyby to nie było na niby x2
Gdyby, gdyby to nie było na niby
Gdyby świat cały
Obrósł w niebieskie migdały
Gdyby Magik był doskonały
Gdyby podziały gdzieś się podziały
Gdyby ryby głos też miały
Kaktusy na dłoniach by wyrastały
Gdyby po Ziemi stąpały ideały
Biały byłby czarny
A czarny biały
Indywidualnie na życzenie upały
Wciąż smakowały te same specjały
Minerały każdej skały
Szlachetne jak kryształy
A wszystkie kabały
To tylko kawały
Gdyby czyn był godny chwały

[Fokus]
Gdyby Fokus nie był tak zarozumiały
Gdyby wrony nie krakały
Gdyby kozy nie skakały
Gdyby tak psy nie gryzły
Koty nie drapały
A komary nie wkurwiały
Gdyby dyskojeby tak się nie rzucały
Gdyby równiejsze z równymi równać chciały
Gdyby nowe hip- hopowe kluby powstawały
Gdyby foki w klubach tych dupami wywijały
A ekipy rymowały
A się nie napierdalały
Gdyby składy tak jak mówią reprezentowały
Gdyby z pióra słowa dosłowne spływały
Gdyby w Gie O Pe zwykłe deszcze padały
Gdyby szyby i kominy mnie nie otaczały
A kraina Niby-Niby
Gdyby kromki spadały odwrotnie
Gdyby przerzutnie pociągały mnie okropnie
Gdyby rymy się składały wielokrotnie
Gdyby hip- hopowe głowy dostawały stopnie
A stopnie wystawiane by nie były pochopnie
Gdyby u mnie na oknie stały
Kwiaty paproci i niebieskie migdały
Gdyby ich cechy się uzupełniały

[Rahim]
Gdyby cudowne sny się sprawdzały
Gdyby Rahim zbierał pochwały
Gdyby problemy zmieniały się w banały
Gdyby z wszystkich treści morały wypływały
Gdyby partnerki partnerów swych kochały
Gdyby oczy nie płakały
A usta się wciąż śmiały
Gdyby powracały piękne chwile
I trwały
Gdyby lepsze czasy nastały
Gdyby kawki nie padały
Gdyby pały nie ścigały
Gdyby składy hip- hop grały
Przy tym nie dawały chały
Gdyby gazy nie wybuchały
A pożary nie wyniszczały
Gdyby wody nie zalewały
Kataklizmy nie istniały
Gdyby bratnie dusze się wspierały
I sobie ufały
Gdyby rymy tylko na wolno powstawały
Gdyby farby nie zaciekały
I na murze nie matowiały
Gdyby wielkie nominały
Każdą kieszeń oblężały
Na plakatach by widniały
Pfk inicjały
No a konfesjonały
By innowierców pochłaniały
Gdyby wszelkie bariery pozanikały
Gdyby żadne serduszka nie pękały
Gdyby kary winnych spotykały
Gdyby każdy był wyrozumiały
Polityki wredne gęby polityki,
Polityki wredne gęby
Nie dotykam, nie tykam polityki
Wrednej gęby polityki
Polityki wredne gęby polityki,
Polityki wredne gęby polityki
Nie dotykam, nie tykam
Wrednej gęby polityki.

Kuleje, utyka wielka polityka
Słowa puste jak pusta kartka w moich notatnikach
Wszystko kręci się wokół sztucznego języka,
Którego nie rozumiem, nie umiem wytłumaczyć.
Wiem, o co chodzi, ale wiem o co chodzi
O stołki, stołeczki, taborety, pieniądze...
Wiem, o co chodzi, wiem, o co chodzi...
Mam ci wierzyć, ja nie wierzę jestem zmęczony
W pocie czoła, smrodzie, kiedy ty wjeżdżasz na salony.
Na salony wjeżdżasz z hukiem
Masz dyplom ukończenia czy jesteś samoukiem
Wjeżdżasz zawsze z hukiem
Huczy w uszach od wszystkich tych bzdur na raz
Huczy w uszach od wszystkich tych kłamstw na dwa
Na dwa polityka stop cofnij
Efieszet tego nie dotyka, tego nie dotyka...
Polityka

Polityki wredne gęby polityki,
Polityki wredne gęby polityki
Nie dotykam, nie tykam
Wrednej gęby polityki
Polityki wredne gęby polityki,
Polityki wredne gęby polityki
Nie dotykam, nie tykam polityki
Wrednej gęby polityki

A polityki
A jeden dwa jeden dwa Peteero
Nie masz planu polityku, potrzebny ci jest plan
By zmieniać świat, najpierw zmień się sam.
Zadajesz sobie pytanie "dlaczego?"
Dlaczego masz tak mało,
Dlaczego masz tak mało
Tak dużo ci się chce
Dlaczego inni mają, a ty ciągle nie.
Powiedz mi, powiedz mi
Kiedy będziemy sobie ufali
Bo wy się kończycie, a my nadal będziemy trwali
Póki krew krąży w naszych żyłach,
Mięśnie są jak ze stali,
Póki powietrze mamy w płucach
Będziemy nim oddychali.
Państwo o nas nie dba, nie
My będziemy teraz bawić się,
Falujemy w rytm muzyki
Nie chcemy żadnej polityki, nie
Nie chcemy żadnej polityki,
Jesteście jak sekta
Nic nigdy nie wychodzi na światło dzienne.
Budujecie domy za granicą
Zostawiacie państwo biedne.
Jesteście tacy jak ci, co wam płacą.
Kiedy jedni kryją drugich
Nigdy nie tracą, nigdy nie tracą.
Byliście na lekcji demagogii
Nie było was na lekcjach myślenia
Co nam potrzebne jeśli nie ma korzenia
Bez silnego korzenia
państwo dąży do samozniszczenia.
Dajcie nam coś, choćby nadzieję,
Prognozy rosnące.
Jestem tu sam, a może obok są tysiące.
Ja nie straszę, alarmuję was twardogłowi
I w pogoni za stołkami
Wszystko zrobić gotowi.
Powoli każdy myśli padają ciche słowa
Na moje oko to wygląda jak bomba zegarowa.

Polityki, nie tykam polityki
Polityki, polityki, polityki
Polityki ha, ha.


Zabij mnie glino, bo schwytać mnie nie dasz rady na niczym.
Legalne życie przeszkodą byś mógł rzec leżysz i kwiczysz
Tak zwany bełkot prawniczy zapewnia mi pewność siebie,
dziś bezpiecznie się czuję we własnej skórze w tym mieście,
mimo korupcji kurewstwa upadku zasad, nie wnikam
jesteśmy na celownikach, mam opinie malika
RPS vono terrorem SLU klika nie fikaj,
z pogardą do krawężnika i śledczych od zawsze wybacz.
Zachowam pogodę ducha, nawet gdy zaczną wkurwiać,
jebane psy chcą przeszukać ,bo myślą że towar hukam.
Skąd oni biorą tych młodych ponoć zdolnych adeptów.
Smarują informatorom chujom, nie wiedzą i węszą,
pod eskulapem w przebraniu, bo dziś koncert z ferajną,
a te barany trzepanie urządzą może coś znajdą,
pierdolić tę kryminalną sekcje palantów to manto,
bo kradną dzieciakom towar dla swoich potrzeb siemanko

Wymachujesz kajdankami. Jebany gliniarz. A ja mam cię za niedojdę
Psie jeb się.
To policyjny pościg chcą pozbawić cię wolności.
Podejrzany tutaj każdy. Trzymamy się razem

Gdy pies dzierży gnata w łapach, nie śmieszy jak Axel Foley,
kiedy szmaciarz prowokuję, weź skurwysyna olej,
jeszcze przyjdzie twoja kolej i wtedy wykrzykniesz olej
jestem dorosły koleś lecz nadal psy pierdole,
bo gliniarz i prokurator byli fajni w serialu,
a w realu temat spędza sen z powiek tak wielu braciom,
pakują do kryminału za damski, to żadna nowość,
bo konkurencji nie znoszą ponoć zarzutów mnogość.
Gówno mają i sami są gównem, echo pentego roznoszą po mieście fetor,
jesteśmy anty dlatego,
jebać ich przemoc działania na szkodę nie będę milczkiem,
gdy pies wchodzi bez nakazu by zajrzeć ci w popielniczkę,
a on wrobił cię pobił pierdolony acid king ty dałeś mu wszystko,
imprezowałeś z nim, brak litości dla glin i ta szpetna psiarska gęba
zawija cię ze świto z twego prywatnego rendla

Wymachujesz kajdankami. Psie jeb się. A ja mam cię za niedojdę.
Psie jeb się.
To policyjny pościg chcą pozbawić cię wolności.
Psy niszczą młodych ludzi zmuszając ich do zeznań

Kręcę koncerty i Dżemy ty kręć afery spierdalaj,
spokojny jak Dalaj Lama, jak po dwóch gramach jarania
mój styl nie szajs, to nie chajs, jest nice choć czasem smuf,
czasem rymuje szybciej czasem wolniej
bądź znów, to całkiem nowe oblicze jak wynik znajdzie się cud,
nie wpadnę w cug bo czuwa bóg choć bym dawno mógł
rozpocząć wszystko od nowa,
nie dla mnie browar ćma barowa rymów dawka fachowa,
choć to nie (...?) łap towar, jak Ice T jestem busher'em z tego w zasadzie słynę,
że policzyłem z nim ciała na pierdolonym brooklynie.
Jestem "Cup Killer" i gline dawno znienawidziłem
997 dla kurew klasyka synek. Mam swój klan jestem ex,
jak w sagach dobrze jest, radykalny jak malkolm i pies jak DMX,
oto kolejny tekst, że władza nam wciąż przeszkadza,
jebana psiarnia zawadza nie skończę się tak wyrażać,
z psami nie wchódź w układy,
przenigdy nie współpracuj z pierdoloną policją
niech każdy to skuma, bo nie lubię się powtarzać,
po co by nie mógł pomiatać mną żaden jebany gliniarz
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo