Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref.:
Sława zawsze coś za coś
Szacunek zawsze coś za coś
Uznanie zawsze coś za coś
Jeśli komuś uczynisz zadość
Przyjaźń zawsze coś za coś
Litość zawsze coś za coś
Miłość zawsze coś za coś
(nie mów że ja błądzę) x2

Coś za coś w tych czasach
To chyba klasyka na zdrowie utykasz
Lekarska praktyka nie masz ubezpieczenia
Nie masz leczenia
Nie zatamujesz krwawienia bez wynagrodzenia
Na co była przysięga o etyce zawodu
Gdy ktoś umiera na hospicjum kroku
To tak jak byś oddawał cudze życie Bogu
Bez walki pomocy i żadnych skrupułów
Tak jak za pieniądze kupisz siłę kilku durów
Coś za coś chcesz mieć lepsze wykształcenie
Jeden warunek napełnij cudze kieszenie
To nie przeraża w miarę bezinteresowność podważa
Polskie realia stwarza
Właśnie tak
Coś za coś na każdej ulicy w każdym mieście
Mała cena sławna tak dla każdego nareszcie
Dają bieżcie
To uczucie niż dawanie lepsze
Chłopaku dziewczyno hajs jest upadku przyczyną
Dają coś wyciągasz rękę w porządku
Gdy nie ma korzyści robisz miejsce dla rozsądku
Czy tak cię wychowali w chrześcijańskim obrządku
Nie mam pytań mnie też szatan kusi
Coś za coś chyba tak być musi

Ref.

Społeczne nic za gratis na reklamie napis
Na co się gapisz sprawdzić się kwapisz
Wcale nie tak pięknie CZC na wstępie
Włodi się nie zlęknie nie jeden wymięknie
Nie zostanę z długiem przysługa za przysługę
Nie dla hajsu po drugie chociaż mieć go lubię
Za to wszystko prawie i temat ten zostawię
Ciężko dźwięk zostanie tak tu w Warszawie
Tamten śpi ten czuwa życiem flaki se wypruwa
Inny na to spluwa przyjrzyj się z bliska
Tracisz bym ja zyskał czy moralność bliska
Bo ja chce zapłaty w całości nie na raty
Inaczej Włodi bogaty zdrada za zdradę
Lachy na to kładę z czystym sumieniem jadę
Ta świat ma wadę chyba się załamiesz
Nie wierząc się okłamiesz
Że za darmo dzisiaj tylko w ryj dostaniesz

Ref...

Jeszcze raz vide cull fide
Bo coś za coś zawsze ziomek
Co dzień na to patrze odkąd pamięcią sięgam przysięgam
Słuchaj otwarta życia księga w niej na białym czarno
Nie ma nic za darmo
Nie uciekniesz przed karmą zło posiało ziarno
Owocem czego jest rozczarować drzewo
Mało tego w korzeniach rodzi się nienawiść
Zazdrość zawiść przykładów nie zabraknie
Ludzie w chore umysły każdy łaknie tylko nakarmić zmysły
A gdzieś na dnie Wisły zobaczysz zwłoki w sercu ból głęboki
Znów zapłaczą żelbetonowe bloki
Utopiona pazernością to miłość do bliźniego
Pytasz dlaczego Pele Ci odpowie
Jedno kosztem drugiego ziomek
Nic nowego wiem racje są zawsze po stronie silniejszego
I co z tego znów nabrałeś w usta wody
Milczysz a milczenie jest oznaką zgody
Zgody która tworzy prawo
A ja mogę cieszyć się oskarżonych ławą
O to ci chodziło to bij sobie brawo
Bo nie tracę nadzieji dopóki oddycham
Widzę jak naród za narodem wzdycha
Wszędzie tylko bezrobocie bieda i ubóstwo
Tu pusty talerz a tam krocie i mnóstwo
Uświadom to sobie że oszustwo się szczerzy
Nikt nikomu nie ufa nikt nikomu nie wierzy
Ja mówię tylko to co na sercu mi leży
Swój na swego zęby szczerzy
Wojna wojna i jeszcze raz wojna
Każda minuta coraz bardziej niespokojna
Czas zapierdala albo płynie z wolna
Coś kosztem czegoś jak ze szlachem noc upojna
Dziwka zdolna do wszystkiego traci reputacje
Dla niektórych twój upadek jest jebaną satysfakcją

Ref. x2
Loopy, cuty, bity, teksty i skrzypce
Opowiem ci dziś, że szybciej niż przeciętny myślę
Cokolwiek nie prysnę, chyba, że okradnę bank
Wezmę rodzinę do Rio, w słońcu odnaleźć żar
Pozwól, odpalę rar, aby móc spojrzeć trzeźwo
Czy ludzie potrafią odczuwać jakąkolwiek przyjemność?
Jako człowiek to wiem coś o życiu, choć niewiele
To starczyłoby na niejedną książkę bestseller
Gdzie te wzorce w Kościele? już ich nie ma
Tylko zostaje modlić się do wódki i papieża
Dziś źrenice rozszerza widok z okien
Wystarczy rzucić okiem na tych, co idą pod blokiem
Z każdą chwilą w hip-hopie opisuję rzeczy jakich byłem świadkiem
Wychowałem się z wesołym diabłem, mam tą edukację
Na poważnie, to nie wiem na ile warte to wszystko
Nie chcę skończyć jak w Simplusie starter czy billboard
Trzymam gardę jak Kliczko, siłę nadrabiam dumą
Znany z tego stylu jak Osaka z sumo
Są ci, co nie lubią tego rapu - jebać ich
Jeśli nie ma muzyki - nie ma nic

Nieważne jaki czas wskazuje tu zegar
Ja w sercu mam Skill Mega, Londyn, Łódź i Amsterdam
Nie bujam się na felgach, wolę rytm, palce, pięty
Sekunda niczym hi-hat i stąd masz te bębny
To jest warte, by spędzić przy tym resztę swego życia
Lecz na ile jest to mądre, jeśli syn mnie zapyta
Co to bong jest? mam dzisiaj wiele wyrzutów sumienia
Bo wiem, że rzeczywistość nie zna skrótów do nieba
Bez uczuć się umiera, nawet utrzymując tętno
Jeśli w sercu ma być pusto, głucho, zimno, drętwo
Chodź przejedź się ze mną, zabiorę cię na koncert
Choć przez chwilę odpoczniesz od problemów na ośce
Tu wierzą w każde słowo nierozerwalne z rapem
Jak Lennon z Yoko Ono - to nie pieniądz a owoc
Ja odżywiam się zdrowo, czyli cebula plus czosnek
Nie muszę przez to wierzyć w marne cuda jak Coldrex
Wiem, że uda się dotrzeć nam aż po sam koniec
Bo co by się nie działo to na blokach dam ci ogień
Jeżeli jest dobro - to istnieje zło
Jeżeli jest światło - to istnieje mrok
Białystok - tu diabeł w oczy się śmieje
Beznadziejne miasto, które daje nadzieję

Popatrz temu światu w oczy
I że inaczej jest się zaklnij
Tu zbrodnia rośnie już w łonie matki
Harujesz? Próbujesz przeznaczenie zmienić?
Świat płacze z tobą, wiesz, bo sól jest łzami ziemi
Między palcami uciekła młodość już jej nie ma
Ideały zginęły gdzieś w samotnych marzeniach
Stoimy na rozstaju dróg, mamy ten sam problem
Nasz kraj nic nie daje a zabiera wolność, oddech
Patrząc przez negatyw nie zobaczysz pozytywu
Czy wyborem można nazwać jedyny wybór?
Szukasz wsparcia? Odpowiedź szybka, prosta -
To miasto o zamkniętych drzwiach i pustych oknach
Patrzysz w ekran - znów ktoś cię urabia
Prawdziwe kłamstwa i pseudo-matczyna postawa
Modli się o mannę, żeby z nieba spadła
A kolejny dzień przykłada ci nóż do gardła
Zaczynasz marsz ale nie właściwą nogą
Żal rośnie, rośnie karmi się sam sobą
Kierunek do piekła miał wyjść do nieba -
Nie ma przebacz krew i potok łez zalewa
Budujesz coś rękoma, inni tratują nogami
Przemyśl - i tak pójdziemy wszyscy do tej samej ziemi
Mamy bezimienne twarze, bo tutaj człowiek
Zapominany szybciej jest niż jego nagrobek
Krew, pot i łzy, życia kilka faktów
Wszystko kręci się wokół osi strachu
Kokon, oszust gdzie prawda jest jedna
Ta choroba to życie i jest dla nas śmiertelna
Wypalona planeta przeklętych ludzi - Ziemia
To koniec gdy chcesz powiedzieć jej do widzenia
Ciało młode by umierać, umysł za stary, by żyć
Ciężkie przemyślenia, nie ma z czym się kryć

Ref: Nie wiem (nie wiem) co mam powiedzieć ci
Życie (życie) krew, pot i łzy
Wytrzymasz, bo wiele może wytrzymać
Zdany sam na siebie chłopaczyna x2

Rzeczywistość pożądane kobiety zniewala
Upadły duch bierze daninę od ich ciała
Ideał sięga bruku los butem traktuje
Kończą jak dzielnica zrujnowane, skazane na zgubę
Zegar się nie zatrzymuje, nigdy nie cofa
Czas - tyka do przodu ciągle domaga się ofiar
Życie, powiesz? Życie to jest?
Dlatego picie może tu jest programowe
Kolejny syf zapalam, promień w mroku świeci
Rodzice nie powinni, a grzebią własne dzieci
Młodzi giną, starzy trzymają się życia
Dom dla wielu tam gdzie serce, serca biją na ulicach
Nagłówki gazet krzyczą przez chwilę
Prawo strzela później pyta, nie przyzna się do pomyłek
Policja ponad wszystkim jak boska ręka z ich strony
BCP - brak cech przestępstwa.

Ref: Nie wiem (nie wiem) co mam powiedzieć ci
Życie (życie) krew pot i łzy
Wytrzymasz bo wiele może wytrzymać
Zdany sam na siebie chłopaczyna x2

Aniele Boży stróżu mój,
Zawsze przy mnie stój
Rano, wieczór, we dnie, w nocy
Bądź obok mnie, potrzebuję pomocy
Nie pozwól bym się poddał,
Bo mam wszystkiego dosyć
Szukać pocieszenia u ludzi - daremny trud
Skąpstwo nie pozwala im otwierać ust
Fałszują melodię anielskiego chóru,
Że pragną mostów, nie chcą budować murów
Potrzebuję ciepła, trzymaj mnie za rękę
Będę szedł ciemną doliną, się nie zlęknę
Chcę w duszy czuć tylko spokój
Niech umysł uśpi mi nokturn
Złe myśli niech już odejdą
Pokój niech trwa całą wieczność
Póki co, serce mam zatrute
A uśmiech na twarzy bardziej gorzki niż smutek

Ref: Nie wiem (nie wiem) co mam powiedzieć ci
Życie (życie) krew pot i łzy
Wytrzymasz bo wiele może wytrzymać
Zdany sam na siebie chłopaczyna x2
Onar:
To nie moje pieprzone pięć minut, to moje pięć godzin,
Twoje bla bla bla, gówno mnie obchodzi.
Dziś jest moje, jestem jak pieprzony złodziej,
Kradnę Twój czas i uwagę i niczego się nie boję.
Jestem bezkarny, bo jestem dobry,
Inne albumy zostawmy, ten jest dobry.
Ja zapisuję kartki na dzień dobry,
Twoje zdanie w ogóle mnie nie interesuje - odbij.
Jestem w idealnym miejscu, bo wiem gdzie jestem,
Znam świadomość drogi, dzięki niej wiem gdzie będę.
Pierdolę szczyt, on jest dla próżnych,
Spadniesz na ryj, ja cały czas będę dla ludzi.
To nie wernisaż, to ogólnie dostęp na nawijkę,
Gram na chodnikach, to miejsce żeby się rozwijać.
Nie ma recepty na sukces naszych czasów,
Nie otworzysz drzwi, dopóki nie otworzysz zasuw.

Onar x Miuosh:
Jestem w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie,
I naprawdę wiem, że nie jestem tu przypadkiem.
I naprawdę chcę zrobić więcej niż chciałem,
I dojść tam, gdzie mnie nigdy nie widziałeś.

Jestem w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie,
I naprawdę wiem, że nie jestem tu przypadkiem.
I naprawdę chcę zrobić więcej niż chciałem,
I dojść tam, gdzie mnie nigdy nie widziałeś.

Miuosh:
Bo to nie moje pięć minut, tylko Twoje pięć lat,
Łatwo wypaczać w ten syf, trudno przerwać, to uzależnia.
Kątem oka widzę szczyt, nie ruszam się z miejsca,
Jestem tam, gdzie miałem być, tu gdzie miałem przetrwać.
Mówili, że miałem przegrać, u stóp się nabijał,
Gdy Janek rozkłada ręce, jak Chrystus nad Rio.
Jestem najlepszą chwilą ich marnej doby,
Lepiej nie mogłem trafić, więcej nie mogłem zrobić.
Świat ideałów nie obchodzi mnie, nie biegnę tam,
Jestem tym o czym mówię, żyję dopóki gram.
Sukces znam z opowiadań, z osiedla obok,
Wolę upadać i wstawać, ale z podniesioną głową.
Byłem z nim wszędzie, nie muszę szukać go,
Gdy pieprzą, że powtarzam się, niech przeżyją Cię w moich butach.
Znam swoje miejsce, pierdolę utarg,
Jestem w twoich głośnikach wtedy, gdy akurat tego słuchasz.

Onar x Miuosh:
Jestem w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie,
I naprawdę wiem, że nie jestem tu przypadkiem.
I naprawdę chcę zrobić więcej niż chciałem,
I dojść tam, gdzie mnie nigdy nie widziałeś.

Jestem w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie,
I naprawdę wiem, że nie jestem tu przypadkiem.
I naprawdę chcę zrobić więcej niż chciałem,
I dojść tam, gdzie mnie nigdy nie widziałeś.
Ta sama chwila - ktoś w samotności odchodzi
ta sama chwila - dziecko się rodzi
Teraz staruszkowie, kiedyś tacy młodzi
Byłeś wolny, teraz kraty
Miałeś pełno sina, potem same straty
Obok siebie biedny i bogaty
Kopałeś doły w drodze do sławy, sam wpadłeś
Spadłeś na dno, koniec zabawy
Od ssania kciuka do dorosłego wnuka
od zbrodni do nawrócenia, od wiary do potępienia
od pustej kartki do milionów słów, od Adama i Ewy do miliardów głów
Wszystko, co się wydarzyło musi mieć swe zakończenie
Wszystko, co się kończy zostawia wspomnienie
Czy pragniesz sławy, władzy i pieniędzy?
Czy mądrości, wiedzy, zrozumienia?
Pamiętaj, że wszystko się zmienia
nowe pokolenia, nowe marzenia - realne lub nie do spełnienia
Czy wspólnie świat się kręci, a miłość przemija?
Ktoś ratuje komuś życie, ktoś kogoś zabija
Rodzina pogrążona głęboko w żałobie
ale wkrótce gaśnie świeczka na twym grobie
Jesteśmy jak przelotni aktorzy w wiecznym przedstawieniu
Pojawiamy się, znikamy w radości lub w cierpieniu
tworząc jedną, wielką całość, która tworzy nas
Rozbijamy ją od środka, przeżeramy jak kwas
Zastanawiam się, dlaczego kradniesz, gwałcisz i mordujesz?
Może dlatego, że tak naprawdę nic nie czujesz
Chcesz wolności, ale pojąć co to znaczy cały czas nie umiesz
Chcesz zrozumienia, a sam innych nie rozumiesz
Teraz pewien sensu swoich ruchów, pewien swoich słów
Za 20 lat powiem tylko śmierci
początek i koniec, przemijanie
Niezbadane losy, nigdy nie wiesz, co się stanie
Tak jest i tak już pozostanie
Mimo to życie jest takie, jakim je uczynisz
Radość, gdy pomożesz, odpowiedzialność, gdy zawinisz
Leżąc na wznak, przykryty kocem
Czekam aż coś mi się przyśni
W pół śnie dryfuję po bezpiecznych wodach
Moich myśli, koniec dnia już za mną, za oknem czernieje
chłodna noc, owijam siebie mocniej w koc
Muszę stanąć oko w oko sam na sam ze sobą
Podsumować dzisiejszy dzień wewnętrzną rozmową
Monologiem, mojego ja, epilogiem
Do minionego dnia, prologiem do dalszego życia
Które nadal trwa, możesz wygrać, możesz przegrać
Ale najważniejsze aby przetrwać
Aby trwać w swoich postanowieniach, blaskach i cieniach
Na górze i na samym dnie czas mknie
Zrób z nim co zechcesz
Lecz pamiętaj, że i tak czeka cię grób
Pomyśl, zegar cichutko tyka
Życie przecieka ci przez palce, młodość szybko umyka
Jeśli nie zrobisz kroku w przód możesz to przeoczyć i umoczyć
Za kilkadziesiąt lat podliczyć liczbę zysków i strat
Zgarbiony w swym fotelu odczujesz jak szybko kręci się ten świat
Rzucony na szachownicę życia, mającą swój początek i swój koniec
Jak szachowy goniec, goniec na A7, goniec bije pionka, wieża bije gońca
Jeden nieprzemyślany ruch i doczekałeś się swojego końca
Żegnasz ziemię i ruszasz w stronę słońca
Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop
Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop

Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop
Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop

Chcę więcej decybeli, weź te głośniki wywal
Z sensem klasę przelicz, bo to antyki chyba
Nie chcę pierdzeń na basie, wybacz nie rozumiem
Przy dwudziestkach dać max na chwilę Volumen
Kurwa mać, co za dureń, tego słuchać nie da się
Subwoofer, soprany i półka w małym fiacie
Samochód wart stówę, sprzęt dwa kółka bracie
Widziałeś te koła, masz i Kozia Wólka patent
Daj bitu głośniej i malucha rozkręć
Ja zostanę na ośce, bo tutaj to prostsze
Spal swoje membrany, wzmacniacz auto
Dziś jest poszukiwany full dwa max
Max radio laxach pancho, był magnat audio
Tu nastaw na sto decybeli tuner
To czas jest by bas pchał twardzieli do trumien
Tak jest

Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop
Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop

Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop
Chcę więcej decybeli żeby był hit, bo
Chcę więcej decybeli żeby był hip-hop

Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu

Trzymaj się z dala od ścian, gdy zaczną pękać
Jak konfidenci już przy pierwszych dźwiękach
Trzymaj się z dala od szyb, omijaj ostre powierzchnie
Albo wyłącz ten bit, bo szkło tu zmiesza się z powietrzem
Trzeba szaleńcem być żeby móc tego słuchać
Kim trzeba być by pisać pod to i mieć z tego ubaw?
To nie wpada do u-u-cha jak cała reszta
Od stóp do głów jak od stopy do werbla
To gówno robi huk na półpiętrach
Całymi wieżowcami to trzęsie jak epilepsja
Zobacz sam na osiedla, spójrz na budynki
W co drugim nie ma windy
Bo pierdolnęła jak bombka z choinki
I inny nikt nie zrobi tego za nas
W zasadzie to władze powinny za to nas ukarać
Od zaraz, bo taki hałas nastraja was do potyczek
To tak jak by przystawiać gnata za policzek

Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu

Pękają szyby w oknach, z nieba lecą cegły
Nie przerwiesz odtąd tej gry, ten bas wypala nerwy
To skala klęski i nie ważne czy srasz, łkasz
Czy zapierdalasz kreski, tą jazdę dał w astmach
Oho, czuje Kwaśniewski i każdy, co chciał dać
Najebanych niebieskich, ten dźwięk uderza w twarz na raz
Ej zamilcz [?] te drgania bolą
Pękają ściany, ulice zalane wodą
Tuż obok ludzie nie mogą dojść gdzie nad tym ta energia
Jak biura spadają na dół jak w jedenastym września
Pełno tu kurzu, brudu i sam wybrałeś drogę ziomek
Nie trzeba było wciskać play w magnetofonie, stop
Myślisz, że koniec? to nie da przycisk wróć tu
Bas plus nas dwu, tak zagłuszymy Łódź tu

Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Zagłuszymy Łódź, zagłuszymy Łódź znów tu
Pod prąd - to kierunek w którym jadę
Pod prąd - masz tu Peję i Chadę
Pod prąd - styl życia, charakter
Pod prąd - bo tu nic nie jest łatwe
Pod prąd - to wyłącznie nasza wina
Pod prąd - nie dasz rady nas zatrzymać
Pod prąd - nie mamy nic do ukrycia
Pod prąd - to po prostu styl bycia

[Chada]
Czasami mam wrażenie, że mam beef z samym sobą
Środkowy palec ziomuś wciąż dedykuję wrogom
Co z tobą? ej, ej, daj sercu mocniej zabić
Stań oko w oko i poczuj tą nienawiść
Mówimy wprost zamiast szeptać za plecami (za plecami)
Chada i Peja jest sztama między nami (taa)
Wbijamy ***** w policję, wbijamy ***** w sąd
My na tym samy wózku wciąż jedziemy pod prąd (tak)
Teraz na ulicy a kiedyś w domu z żoną
Mam wy*****ne, *****ę to jak Pono
Mam honor, mam szacunek, mam zaufanie (zaufanie)
Nie pójdę na dno w to bagno jak kamień
Idę przez życie, chroń mnie dobry Boże
Ta gra jest dzieciaku jak zabawa nożem
Ostrożnie? nie, pod prąd, pełna *****
I znów melanż z Peją i znów film się urwał

Pod prąd - to kierunek w którym jadę
Pod prąd - masz tu Peję i Chadę
Pod prąd - styl życia, charakter
Pod prąd - bo tu nic nie jest łatwe
Pod prąd - to wyłącznie nasza wina
Pod prąd - nie dasz rady nas zatrzymać
Pod prąd - nie mamy nic do ukrycia
Pod prąd - to po prostu styl bycia

[Peja]
Często tak bywa Peja, Chada o tym gada
Życiowy zakręt pod prąd nie przesada
I moja dobra rada, a ***** z tym dydaktyzmem
Traktujesz to jak biznes to wyłapiesz na pizdę
Cudzych dup nie ruszę, ja do dymu, mnie nie zmuszaj
Do przodu rusza w żyłach krąży już bomba
Stadion to sprzeda a my wypijemy do dna
Niech żadna *****a do nas się nie upodabnia
Dobrze nas znacie SLU uliczny charakter
Na Mixtape Prosto jadę, za zakrętem dam radę
Pod prąd nasza spółka, rapu najwyższa półka
Nikt nie dorówna, *****ysyny to na temat
Czarny Jeam Beam napisany poemat
Na zawsze twardy syf i ten podkreślony temat
Tyle się zdarzyło, że ja nie ogarnę w moment
Bo tutaj nowy człowiek dowozi nam kolombę
Chada, Ryszard trauma to zaczyna cię boleć?
Pod prąd, zawodowiec, to Mixtape Prosto, ziomek

Pod prąd - to kierunek w którym jadę
Pod prąd - masz tu Peję i Chadę
Pod prąd - styl życia, charakter
Pod prąd - bo tu nic nie jest łatwe
Pod prąd - to wyłącznie nasza wina
Pod prąd - nie dasz rady nas zatrzymać
Pod prąd - nie mamy nic do ukrycia
Pod prąd - to po prostu styl bycia

[Chada]
Czasem mówiąc, że jest dobrze, wiem, że siebie oszukuję
Jestem jaki jestem, nieszczęście prowokuje
Piszę to co czuję choć szuje wciąż knują
Uliczne - nie ma zmiłuj, nic dodać nic ująć
Pod prąd (pod prąd) bo burzę mam we krwi
Prawdziwy syf z którego nikt nie kpi
Pod prąd (pod prąd) nie potrafię inaczej
Nie mówię pas, nie jestem takim graczem

[Peja]
Ty, który wchodzisz, weŹ pożegnaj się z nadzieją
Z przegrańców tu się śmieją, większość ogłupił pieniądz
Miasto bez litości chce wycisnąć nas jak *****ę
A ja z tym klimatem trzymam fason nigdy mate
Na życie mam tu patent, to ulica, dom i klub
Rap dla ziomów, dup, na spełnienie wszelkich snów
I znów pod prąd, samozwańczy lider - Ryszard
Ty chcesz dotrzymać kroku? żebyś mi tu nie dyszał (dyszał)

Pod prąd - to kierunek w którym jadę
Pod prąd - masz tu Peję i Chadę
Pod prąd - styl życia, charakter
Pod prąd - bo tu nic nie jest łatwe
Pod prąd - to wyłącznie nasza wina
Pod prąd - nie dasz rady nas zatrzymać
Pod prąd - nie mamy nic do ukrycia
Pod prąd - to po prostu styl bycia
Eldo
Czasami mam świadomość, że jesteśmy ważni dla kogoś
Dla tych co dorastają obok
Tych młodszych, którzy chcą uczyć się od nas
Którzy też chcą coś od świata dostać jak my
Móc mieć plany, coś innego niż ten schemat
Bo codzienność to jednostajny poemat
Tych samych chwil, szukają drogi gdzieś indziej
Widzą nas i słyszą naszą muzykę
Wiem to, nie jestem żadnym przykładem
Kimś innym niż oni, wiem to, ale co zrobić?
Że chcą jak my pisać, móc zostawić to miejsce
Znaleźć spokój i poznać w końcu czym jest szczęście
W końcu iść na swoje by coś zacząć
Nawet wbrew wszystkim chociaż słychać śmiech, docinki
Czuć w sobie ten smak spełnienia
Móc czuć jak tylko dzięki sobie coś się zmienia
Wiesz, wiem to, bo sam tak chciałem iść jak ty
I wciąż chodzę po ulicach tych jak ty
Wciąż robię rap, to sukces naszej pracy
Ze śmietnika świata sami podnieśliśmy te kwiaty

Pjus
Nie jestem gwiazdą, może nawet nie mam fanów
Rap nie dla szmalu, sztandarów i szpanu
Gdy patrzę z ekranu nie chcę być bogiem
Mój Boże niektórzy mają fobię, że się wożę
Ok, chcesz być jak ja - nie polecam
Popełniam błędy, a życie lubi dać do pieca
Ej, młody obiecaj, że też przestaniesz palić
Pamiętam ciebie i kolegów jak byliście mali
Szary beton się wali, my wciąż jesteśmy tutaj
Wszyscy od lat chodzimy w złodziejskich butach
Zobacz Piusa, pokazał swoją jaźwę w telewizji
A wiesz ja mam pracę, bo rap to pasja nie zyski
Chcesz być mną to bądź sobą wierz mi
Jaram się jak nawijasz mi swoje teksty
Jaram się jak zamiast iść na 48
Zapisujesz kartkę i mówisz z dumą w głosie
Że będziesz kimś, że teraz będziesz pisać
Bo latarnie to jedyne gwiazdy na ulicach
Motto na dzisiaj, na każdy dzień następny
Moje myśli na kartkach, moje serce to bębny
[WDOWA]
Nie chciałabym być niegrzeczna, ale pozwól, że zapytam gdzie jest twoja kobieta...
Nie chciałabym być niegrzeczna, nie wyglądasz przecież jakbyś przyszedł na melanż...
Nie chciałabym być niegrzeczna, znów stoję sama szok ogarnia sprawa
Nie chciałabym być niegrzeczna, ale co myślisz o tym byśmy zostali sami?
Nie chciałabym być niegrzeczna, przecież widzę jak patrzysz i nie da się ukryć...
Nie chciałabym być niegrzeczna, wiem, że wystałbyś żonę właśnie dla takiej sztuki...
Nie chciałabym być niegrzeczna,przecież to tylko flirt, a flirt to nie zdrada...
Nie chciałabym być niegrzeczna, ale wiem, że w twojej głowie już rozchylam kolana...

Mogę zdradzić Ci sekret...
Zmiękną Ci nogi, zapamiętasz tę noc...
Jeżeli tylko przyrzekniesz...
...że to zostanie między Tobą a mną!
Mogę wyznać Ci prawdę...
...jeśli tylko myślisz o tym samym co ja...
Ale czy to jest warte tego byś Ty nie mógl spać...

[PEZET]

Mógłbym spać z tym spokojnie, nie znasz mnie, uwierz mi,
patrzeć pewnie i przytomnie gdybym później spotkał Ciebie z nim.
Nie wiesz nic o mnie, powiem Ci: czekam w samochodzie przyjdź do mnie nie mów nic i zatrzaśnij drzwi!
Jeśli chciałabyś być niegrzeczna...
To przestań gadać i bądź bo nie przeszkadza mi on!
Jeśli chciałabyś być niegrzeczna...
masz jedną noc, a z nim buduj związek garaż i dom
A jeśli chcialabyś być niegrzeczna
poprowadź teraz między uda swoją dłonią moją dloń
Jeśli chcialabyś być niegrzeczna
Zrób to gdy obok tyłem do nas z moją żoną stoi on!
Chodźmy stąd i wyrzuty zostaw sobie na potem!
Ja i ty zupełnie jak ty z nim u Ciebie na sofie...
Milcz! Nie pytaj mnie o jutro
Jutro jak codzień obejrzysz sobie z nim film, weźmiesz gorącą kąpiel!

Moge zdradzić Ci sekret...
Jesli tylko przrzekniesz...
Moge wyznać Ci prawdę...
Ale czy to jest warte...

[PEZET][WDOWA]
Mogę zdradzić Ci sekret...
Zmiękną Ci nogi, zapamiętasz tę noc...
Jeżeli tylko przyrzekniesz...
...że to zostanie między Tobą a mną!
Mogę wyznać Ci prawdę...
...jeśli tylko myślisz o tym samym co ja...
Ale czy to jest warte tego byś Ty nie mógl spać...

Tego byś ty nie mógł spać...
Tego byś ty nie mógl spać...
Tego byś ty nie mógł spać...
Co jest 5, to szczecińska pieśń jest kurwa
Zaciśnięta pięść i dźwięk na podwórkach
Treść z jebnięciem jak Wezuwiusz wulkan
Przedsięwzięcie, temperatura, która wrogów wkurwia
Bo znów ja biegnę, kiedy każdy z nich truchta
A ty we łbie se utrwal to kopie jak wódka
To kręci reżyseria nieprzewidywana w skutkach
To nęci jak mężów swych żon na trasie kurwa
To pędzi jak po falach katamaran
Przecinamy tu fale jak należy więc się jaram
Wężu Głowa SZW Szczecinna aranż
Płyniemy, a łódź rytm na ścieżkach utrwala
W mig rośnie skala, wraz z nią moich ludzi chwała
Bij na alarm, Szweda bit ciśnie po garach
Głowa i Wężu na tych bitach napierdala klik
Patrz strzał, który frajerów odpala
Licz się z tym, że następny możesz być zaraz
Pełna jechana, masz zaszczyt czuć ją w membranach
Praca od rana plus z wieczora hulana
Czaisz co jest 5 to już wiesz o co kaman

[x2]
Ty wiesz co jest 5, gdy wrzucasz ten kompakt
To kolba, która grymas trzyma na mordach
W najlepszych sondach obracamy się w kraju
PMM nazajutrz w twoim klubie na haju

Z nami beef chcesz mieć - wyluzuj chłopcze
Gdy wjeżdżam na track twój skład wstrzymuje oddech
Jebnięcie konkret lapsom zamyka mordę
Na rap cyknij se opcje, bo ja mam ich tysiące
Nie wożę się jak debil co wydał chujowe demo
Na pozycję pracuję, od lat związany ze sceną
Na wokalach tenor wypas z niską bajerą
W Hollywood zostaw gwiazdorstwo, ulica jest domeną
Nie nawinę, że jest ciężko po raz enty w kawałku
To zarobiony hajs mój ciężar zrzuci z barku
26 na karku koniec żartów, nie absurd
Chcę robić rap aby klub trząsł się od oklasków
Szczeciński nastrój wrzucam na całej płycie
Słysząc nas masz wyczes na chuj mówisz o zgrzycie
To nie trzaski na bicie raczej zgrzyt twoich zębów
Pod klubem tracisz rachubę, dostałeś wpierdol
Grałeś miękko hmm to nie mój problem
Gram koncert, liczę forsę, ty zbieraj drobne
Po takiej kontrze twój skład znowu jest w kropce
Gram to gówno na blokach, tempo mam dobre

[x2]
Ty wiesz co jest 5, gdy wrzucasz ten kompakt
To kolba, która grymas trzyma na mordach
W najlepszych sondach obracamy się w kraju
PMM nazajutrz w twoim klubie na haju
Wiesz czasem bywa tak
że sam naprawdę nie wiesz dokąd zmierza twój świat
tysiące myśli słowa ranią tak ty na kolanach prosisz Boga
daj mi ten znak

Tom pierwszy rozdanie kart tysiące wierszy
Węszysz, gdy znajdziesz to będziesz lepszy
Szybciej wertujesz wciąż a czas ucieka
Musisz znaleźć, bo wiesz że na ciebie czeka
To tak naprawdę ta niezapisana karta
Prosta kreska, jeśli będziesz miał farta
Też to masz skacze jak płyta zdarta
Słyszysz ludzi wokół mówią nie znasz się na żartach
Z czego śmiać się, jakich wyborów dokonać
Uciekasz od tego zapisać życie w innych tonach
Jedyna myśl wciąż nie daje ci spokoju
Co masz zrobić żeby uciec z tego gnoju
Otoczyć się wiecznością planując wciąż na przyszłość
Pewny nadejścia jutra zupełnie inna rzeczywistość
Wiesz tak to jest wiesz czasem tak bywa
Trudno cieszyć się, kiedy obraz się rozmywa

Wiesz czasem bywa tak
że sam naprawdę nie wiesz dokąd zmierza twój świat
tysiące myśli słowa ranią tak ty na kolanach prosisz Boga
daj mi ten znak

Ile będziesz żył marzeniami weź się do roboty
Dzieciaki styrane rodzinne gabloty
Użalając się nad sobą nic nie osiągniesz chłopak
Zamykając się w sobie w obdrapanych miejskich blokach
Na życiowych kopach masz nauki setki tomów
Jednodniowi bohaterzy cztery spusty siedzą w domu
Każdy chce każdemu pomóc teoria teraz względna
Z zewnątrz jest porządku wewnątrz ukryta jest menda
Szansa przeszła przed oczami drugiej możesz nie dostać
Obowiązki praca czasem trudno temu sprostać
Bardzo wiele chcesz dostać a co w zamian oferujesz
Wirtualny świat bez fikcji wokół niego oscylujesz
Cieszę się tym, co mam mego życia każdą chwilą
Udowadniając debilom, że nie włada mną bilon
Nigdy nie jest za późno sprawdziło się planowanie
Zmarnowałeś dwie szansę trzeciej nigdy nie dostaniesz

Wiesz czasem bywa tak
że sam naprawdę nie wiesz dokąd zmierza twój świat
tysiące myśli słowa ranią tak ty na kolanach prosisz Boga
daj mi ten znak

Tom trzeci ostatnie rozdanie kart
Jak Tytanic właśnie teraz ty dotykasz dna
Sam już nie wiesz, co się dzieje gdzieś już runął twój świat
Brak pewności w tobie wszędzie widzisz milion wad
Jak okręt na morzu musisz złapać w żagle wiatr
Przecież musisz coś robić nie chcesz chyba w miejscu stać
Nie zapuszczaj korzeni tylko z całej siły walcz
Nie potrzebne są tu szable ani osłona tarcz
Na co stawiasz duże mury, co obleciał cię strach
On ma tylko duże oczy ty nie musisz sie bać
Więc zacznij na nowo nie ma czasu na strach
Jedno życie dostałeś teraz twoja szansa trwa
Unieś ręce wysoko i z przeciwnościami walcz
Przecież nie ma, na co czekać zobacz jak ucieka czas
Ludzie nie wiedzą, dokąd iść, bo nie ma czasu
Droga miała pokazać zysk, nie błąd kompasów
Kończy się zasób naszych chwil, to dla rodaków
Znaczy może tyle, co nic, to kwestia smaku
Zamiast żyć jak śmieć wożąc dupę w pałacach
Wolę mieć w życiu cel, choćbym miał zacząć od żebraka
Nie spłonę jak Manhattan, choć nie potrafię latać
Latam tu, kiedy bakam a wtedy nie potrafię płakać
Patrząc na mapę świata, gdzie szatan jak bumerang
Wraca na plakatach, tu w pomnożonych stratach
To atak a nie wybacza nikt, bo
Ludzie tylko o sobie myślą i ja też mam ten syndrom
Wiem, nie mam mordy Paris Hilton i dzięki Bogu
Pierdolić billboard, bo mniej mam wrogów
I pomału do przodu, mijam te same bloki
Z poprzedniej epoki, śmigam po nich jak Rocky
Każdy tu psioczy na nas, że w głowach tylko nam marihuana
Wiesz, mam taki zamiar, ale stać mnie tylko na grama
Więc zapalę później i tak, brat, spędzę pewnie całe popołudnie
Związany z łóżkiem, najwyżej usnę
Czy coś mnie ominie? Lechu zginie
Otworzę oczy i znów obudzę się w tym samym filmie
To czysty skandal, bynajmniej dziwne
Choć nie gra Janda, życie zapierdala bydłem

[x2]
Chciałbym się obudzić raz okupując tron
Mieć swój dom, basen i poczuć się jak ziom
Ale po co mi to w sumie?
Wiesz to niepotrzebne, bo żyję jak lubię

[zwrotka angielska]

Ej to mój świat, ja mam, wiesz, ten dar tu
Idę tędy, ale nie na skrót
Tego hajsu mogę być wyrobem jak reszta
Zamiast tego biorę to, co moje i spieprzam
Wolę tutaj mieszkać, wiesz, niż na Bali
Stać za mikrofonem niż ćpać koks w Miami
Mieć wybór jakiś, po co mi lans tu?
Mój styl to bugi, duża bluza plus kaptur
Nie w moim barku, ej, Don Perignon
Mam flow, gram ten rap, po to mi głos
Wiesz, tak żyję wciąż, to mi pasi choć na styk
Wolę mieć to coś i móc napić się z braćmi
Więc dalej ja w tym, brat, to jest opcja
Ej, nie chcę pałacy, bo ich nie ma teofka
Wiesz, wolę tu zostać, to łatwe
Tia, bo to, co mam jest skarbem
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo