Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref:
Wierzę i ja, że stanie się tak,
któregoś dnia znowu będzie jak kiedyś.
Wierzę i ja że któregoś dnia,
stanie się tak, nie tracę nadziei.
Któregoś dnia tak kiedyś powiedziałam sobie,
zrobię co kocham, raczej kocham to co robie.
Któregoś dnia wierzyłam ze będzie pięknie,
tego się trzymam i nigdy nie wymięknę.
I wiem:

1. Biloń
Któregoś dnia, będzie dobry balet (elo),
spotkamy się znów na tej samej fali,
z bandą ziomali słychać nas z oddali,
zabójczy śmiech, w bawełnę ubrani.

Dill rewolucja co mi najwyższy dał,
to ludzi wsparcie bo cóż bym zrobił sam,
z JLB drań, bilet z emokah bram,
dziś syn i ojciec, pokornie chodzę spać.

(Dawaj ziomuś!)

2. Wilku
Któregoś dnia znów familia będzie razem,
znajome twarze za wasze zdrówko smażę,
wie o tym tylko ten kto bliskich stracił,
przez czyjś zbyt długi jęzor takie czasy,
któregoś dnia ta nadzieja mnie nie opuszcza,
pakiet w kiermanie, legalnie łapie buszka,
Coffee Shop na dzielni, (mmm) było by pięknie,
tak czy siak ziom zaraz coś pęknie.

Ref:
Wierzę i ja, że stanie się tak,
któregoś dnia znowu będzie jak kiedyś.
Wierzę i ja że któregoś dnia,
stanie się tak, nie tracę nadziei.
Wiem, Bóg dał mi talent, dał mi nadzieje,
więc ciągle idę dalej,
powiedział mi któregoś dnia zobaczysz światło
i zrób co kochasz, uwierz naprawdę warto.

3. Biloń
Któregoś dnia zajmę się odpoczynkiem,
dziś nie odpoczywam, dbam o swa rodzinkę.
Kto mam mi dać jak sam sobie nie wezmę,
waleczne serce, po trupach nie pędzę.
Fason to świętość tak jak ziomka żona,
trzeźwy czy pijany musisz warzyć słowa.
Ja nasze melanże wspominam zajebiście,
do następnego on i tak sam do nas przyjdzie.

4. Wilku
Któregoś dnia podejmiesz decyzje,
pójść na łatwiznę czy pokazać charyzmę.
To co wybierzesz, bądź świadom już dzisiaj,
będzie mieć wpływ na jakość Twego życia .
Któregoś dnia, wcześniej czy później to zrozumiesz,
każdy jest częścią systemu, ziom uwierz.
Nie myli się tylko ten co nic nie robi,
sen sam się kończy, gdy dzień nadchodzi.

Ref:
Wierzę i ja, że stanie się tak,
któregoś dnia znowu będzie jak kiedyś.
Wierzę i ja że któregoś dnia,
stanie się tak, nie tracę nadziei.

Kóregoś dnia znowu zatańczę z Wami wiem to,
Kala pamięta i wierzy na pewno,
i mimo wszystko choć nie będzie tak jak kiedyś,
któregoś dnia tak się stanie, gdy wierzysz.

Ref:
Wierzę i ja, że stanie się tak,
któregoś dnia znowu będzie jak kiedyś.
Wierzę i ja że któregoś dnia,
stanie się tak, nie tracę nadziei.

(Rysiek Riedel)
Któregoś dnia rzucę to wszystko,
i wyjdę rano niby po chleb,
wtedy na pewno poczuję się lepiej,
zostawię za sobą ten zafajdany świat.
Jedno jest życie jesteś raz na tym świecie
Sprawdź Jeden Osiem
Grupę, którą prawda niesie
Pamiętaj dobre chwile i wyrzuć złe momenty
Cały czas przed siebie omijając zakręty
Tylko ty i te kilka lat, które jest przed tobą
Twardo stoisz na nogach wchodzisz z uniesioną głową
Przegrywasz wiele razy, lecz tak to ustawione
po to się urodziłem żeby stać tu z mikrofonem
wykorzystam każdą szansę aby spełnić swe marzenia
mało czasu pozostało wszystko tak szybko się zmienia
nie oglądaj się za siebie to co było przeminęło
jeszcze wiele przed tobą jeszcze nic się nie zaczęło
jeszcze wiele lat przed nami zobaczymy jak to będzie
przecież życia nie spędzę cały czas na kolędzie
wiele rzeczy spróbowałem jeszcze więcej chce spróbować
w walce z życia problemami głowy ja nie będę chować
jestem jednym z tych chłopaków którzy mają swe zasady
postaw na nas a nie przegrasz zamykamy już zakłady
czasem są takie dni że już widzisz własną zgubę
dzień za dniem cię pogrąża i wystawia cię na próbę
do góry podnieś ręce i powiedz kto jest lepszy
przeżyj życie swe dobrze bo tak łatwo wszystko spieprzyć
szukaj swego życia celu i miej przyjaciół wielu
oni zawsze ci pomogą jechać właściwą drogą.

Raz tylko na tym świecie jesteś
Więc przeżyj życie swoje jak tylko zechcesz
Idź do przodu i nie oglądaj się za siebie
Bo nie patrząc za siebie dalej dojedziesz.

Teraz widzisz ze bez sensu jest czekanie
Wciąż mówienie, co ma się stać to się stanie
Swoich łez po raz kolejny wylewanie
Tak uparcie wciąż na nowo próbowanie
To wszystko teraz kończy się
To wszystko teraz przestaje męczyć mnie
Bo wiem, że w końcu trafie w takie miejsce
W miejscu tym będę zupełnie sam i padnie pytanie
Jakie wspomnienie mam
Nie chce wtedy ściemniać, wymyślać, kombinować
Nie chce wtedy ubierać w piękne słowa
Chce wykrzyczeć prawdę nic po kątach nie chować
Że chciałem tylko żyć a nie wegetować
Było tyle momentów, w których czułem się szczęśliwy
W tym miejscu jak w niebie szary człowiek poczciwy
I prosiłem na kolanach niech to nie kończy się
Ale było inaczej znów rozczarowało mnie
Teraz wracam do przeszłości odradzam się na nowo
Czekam, co przyniesie życie walcząc z uniesioną głową
Dostałem szansę i nie mogę jej zmarnować
Ciągle szukać sensu życia karty losu znów tasować
Myśleć o tym czy wszystko uda się czy wyjdę na prostą
Czy pogrążą mnie
Nie chce bać się ciszy, którą wokół siebie mam
Nie chce bać się myśli, wśród których jestem sam
Nie chce wciąż marnować czasu na marzenia niespełnione
Chce zachłysnąć się życiem moja pięść na mikrofonie.

Raz tylko na tym świecie jesteś
Więc przeżyj życie swoje jak tylko zechcesz
Idź do przodu i nie oglądaj się za siebie
Bo nie patrząc za siebie dalej dojedziesz.
Kojarzysz, Rysiek, co taksówką wiózł Janinę,
Dupę miał Marysię?
Nie żyje.
Jego sąsiad, co śmigał na ksywce Mirek,
Był centralnie świrem.
Nawąchany w sztosie, kose wziął i zrobił z niego filet.
Mirka pieczara była ponura dosyć.
Na lustrze, na Bruce Lee posypane nosy.
Dwuletnia córka płacze, lecą pornosy.
Jej matka, Marta, chciała uciec, ale groził.
Mirek od ojca pojął bytu istotę:
Brać co się da, bo chuj wie, co będzie potem.
Dwunastolatka brał zgred na robotę.
Widzisz tą Skode? I wymontowali fotel.
Ich życie było beznadziejne jak Cichopek ,
Aż wkurwił się na matkę ojciec i chwycił za młotek.
Kontynuował Mirek żywot u swych ciotek.
Nie miały mocy go ogarnąć, ani trochę.
Do swojej Marty Mirek też mówił kotek,
A dał ją wyruchać za 5 toreb i kapotę.
Skończył się towar, a on chciał coś ugotować.
Rozłożyła nogi, nie mówiąc ani słowa.

Proszę obudź mnie za jakiś czas,
Bym mogła nie czuć wstrętu.
I spraw, bym w ciszy mogła jak najdłużej spać,
Czyszcząc emocje w sercu.
A wstając mogła poznać inny, nowy, lepszy świat.
Ja tego chce...

Mirek nie miał kiedy skończyć podstawówki,
Bo śmigał od małego na metę po półlitrówki.
Nie jest też nad wyraz czuły dla dwuletniej córki,
Mówi "Nie drzyj mordy, bo cie zamknę do lodówki.".
Miał gdzieś podjechać tego dnia na Białołękę,
Wiec uderza naprzeciwko do sąsiada, co jest cierpem.
Akurat Rysiek mieszkał z nim judasz w judasz.
Dopiero zjechał i już nigdzie się nie uda.
Kopsnał zadzwonić Mirkowi, bo mu padł kredyt.
Mirek wybiera numery 6,4,4...
Zamawia cierpa i jest git jeszcze wtedy,
Aż głos z centrali wróży kres Ryśka kariery.
Chcieli potwierdzić zgodność nazwiska,
Nazwiska Marty z telefonu Ryśka.
Nie pytał Mirek o przyczynę, znał skutek,
Zadając mu 43 rany kłute.
Na pogrzeb przyszło pół prawego brzegu,
Marysia z Martą płakały w dwuszeregu.
Sędzia miał ciężki młotek, przybił ćwiarę.
Na cała sale Mirek Marcie śpiewał w szale:
Jesteś spalona, mówię ci, zawsze nią byłaś...

Proszę obudź mnie za jakiś czas,
Bym mogła nie czuć wstrętu.
I spraw, bym w ciszy mogła jak najdłużej spać,
Czyszcząc emocje w sercu.
A wstając mogła poznać inny, nowy, lepszy świat.
Ja tego chce...
Zwykłe sprawy zwykłe rzeczy toczy się życie
La pompa na płycie
Nikt nie mędzi, nie truje, nawet ten, co golas
Jesteś w porzo, biegasz, no to przyłącz się do nas
Najważniejsze czujne oczy, sprawnie zawiązane buty
Jak stal zahartowani przedstawiciele luty
Proste, proste, nic mnie już nie zdziwi
Wszyscy na krzywy, ale zawsze szczęśliwy
Na przekór losowi, twardzi, hardcorowi
Szalej z ulicy nas zdobi a nie rodzaj utopi
Zgrabiałe łapy, parujące oddechy
Zmuszeni do roboty by przepychem się pocieszyć
Chociaż na jeden wieczór w dolinie kurewskiej na przekór
Powtarzam, bo to ważne, z frajerem się nie drażnię
Wolę przypierdolić w paszczę niż na słowa się siłować
Chociaż silna jest mowa to tamtego wieczora
Była palma twardogłowa nikt powstrzymać nas nie zdołał
Zawsze te same odbicia do pewnego momentu
Sporo było elementów, destrukcyjnych patentów
Przy wdechu i w lewie zachowywać się jak w chlewie
Proste z kurwą jedziesz, psu się sadzisz, wciąż złem siejesz
Zaskoczenia element wspólnie i w porozumieniu
Nawija większość jeleniów, nie mów mi o przebaczeniu
Przyjrzyj się mojemu wkurwieniu, potem pomyśl o sumieniu
W końcu się doigrasz sprzedawczyku tak nie wygrasz
Biedy sobie napytasz i tak wiem jak się nazywasz

Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa

Wiem lepszy świat się marzy chciałbym dużo go zobaczyć
Byłem w paru miejscach nie zapomnę, co to znaczy
I zawsze ucieknę chociaż na parę chwil
Zniknę jak szybki Bill, pokonam wiele mil
Potem powrót na ulicę, czyli czar pryska
Ha Jeżycka znowu się wciska
Pozdrawiam blokowiska zbuntowane ludziska
A klimatyzacja zbędna, ten sam syf, co zawsze
Świat, w którym posiadam troski i radości własne
I dalej odważnie z podniesioną głową
Z życiem się nie szarpać tylko przeżyć jest załogą
Odtwarzać płyty w klubie, bo to kurwa lubię
Przy bitach podłubie jakiś cel mieć w życiu uwierz
Charakterystyczny krok w ulubionej bluzie
W odróżnieniu od innych wyróżniam się w tłumie
W najlepszych ciuchach nie w gównianej podróbie
Nie żebym się śmiał, bo wiem, że wielu niema
Bo szatę zdobi człowiek a nie szata człowieka
Przecież nikt tu nie narzeka tak twierdzi ekak
Kto zarobi to biega ciuch na lucie nie do bani
Większość pele w pele kani w Fubu poubierani
Na imprezie rozpoznani przez dupy rozchwytywani
Za wredziznę postrzegani, bo w pół świadku zabiegani
Każdy chce mieć lepiej, znaczyć coś, być na fali
Kto zaradny ten się chwali zawsze będą szanowani
Mieć pozycje 10 skali nie nawalić to się chwali

Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa

Luźne zwrotki tak jak luźne tematy luźne gatki dla kumatych
Wypije teraz za tych i za tych co nie mogą zawsze odlewam
Old schoolowa ceremonia nikt nie powie że nie trzeba
Kto poszedł do nieba a kto smaży się w piekle
Za dużo myślących, zagrzały się dekle
1000 słów na minutę odprawiłem swą pokutę
Pozdrawiam Krites Borute i fikcyjną masz lutę
Dla niewtajemniczonych będzie niezła paranoja
Syki wie, więc maken dodał aż tak przyładował
Z lękami się nie chował tylko z problemem sparował
Bo dusza wojownicza szacunek dla oblicza
Poznań premierę odliczał cudzysłów tu zalicza
Dalej będę krzyczał nikt tu nigdy nie przeliczał
Lecki sparzył się i ryczał hahahahahaha
A Syku rył się ze śmiechu prosto przed siebie
Bez zbędnego pośpiechu
Pozdrawiam entuzjastów przyśpieszonego oddechu
Kolekcjoner emocji w tej kwestii niema spocznij
Zwykłe życie bezradności daj spokój weź coś ty
Może jesteśmy prości ale dalej po całości
Żyjemy wszyscy razem w mocnej zażyłości
Z muzyką, z ulicą klimat smutku i radości
Z biedą i ciemnością nocy, ze smrodem codzienności
Niema lekko dla stagnacji bez litości
Egzekwuje barwy życia wkurwia kolory szarości

Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa
Dziś mogę ci dać, dziś mogę ci dać
Dobra, dobra, dobra, dziś mogę dać ci inny flow

Dziś mogę ci dać dopracowane braggadacio flow
Forteca beat, ale nie Kocioł-cioł
To młody Joter beat southside ciął
WWA, Toruń trzęsą grą
Chcesz rozkręcić turnus na dissy?
Możemy zacząć już dzisiaj
I patrz jak kilku durniów skończy w kostnicy
Skąd mam pozycje, słyszałeś mój nie jeden kick diss
Ale do wygranej przyczynia się to
Że moje życie jest o wiele bliżej ludzi niż PiS
Sygnał średnio mnie budzi, prędzej huk armat i kawa
Nie ćpam od lat, nie odbija mi warszawska palma
Nie wydaję hajsu na kremy, żele, kurwa nie o tym marzę
Bo kiedy mam ochotę na nawilżenie japy Bella Ragazza siada mi na twarzy
Mój wóz psuje się czasem, rachunki zatykają skrzynkę, wiesz?
Ale to nie powód bym miał nie nazywać się tak dumnym pimpem, wiesz czemu?
Bo nie mam długów, czekam aż one mają długi u mnie
Lubią je spłacać, świadczyć swe usługi u mnie
Bo mam łagodną powierzchowność, twarz dość pogodną
I dlatego łatwiej tracą poczucie czasu, pytają kiedy znalazły się pod kołdrą

[x2]
Mój flow do twych drzwi
Dostarczam wam mój nowy flow żeby odmulić ciebie, ciebie, ciebie i ją
Twój tron jeszcze śpi
Ty obudź ich, bo młody Typ, Adaś z southside flow [?]

Z polskim rapem jest jak z cipką niezbyt świeżej dziwki
Może mieć fajne stringi, ale pod nimi przykra niespodzianka stinky pinky
Mają miękkie serca i miękkie tyłki, zero konfliktów, zero rozgrywki
To jest dobre dla gry, na chuj te rozkminki
Jak jestem wkurwiony to piszę linijki,
wypełniam 101 Compendium
Walczyłem o swoje kiedy większość z was walczyła o stypendium
Dzięki temu mogę nazwać się cwaniakiem, mam brudny hajs
Ale cisza o tym, to nie moja droga krzyżowa life
Robiłem to i robię, pierdolę wasz odbiór
Świat stoi otworem, ładuję w ten otwór
Jestem drobnym willcem ale styl mam potwór
WWA, Moko i czytam pierwowzór
Mój człowiek to kończy dzieło
Mój człowiek ma flow jak kameleon
Mes to Ten Typ, Ciech to Ten Cham
Możesz wybrać kogoś innego dziwko jeśli gustujesz w impotentach

[x2]
Mój flow do twych drzwi
Puk-puk-puk pukam, otwórz je
To WWA, nowy Mes i Ciech
Twój tron jeszcze śpi
Zróbcie hałas pach, pach, pach
Jakby palił się dach, dach

Zmieniam kobiety jak rękawiczki
Więc flow wypadałoby nie wiem, jak kurtki?
Tak mam, nie interesuje mnie chór przytakiwaczy
Choćby nawet wygrywał mi chórki
Co jest podziemie?
Nie trzeba wam beef'ów, trzeba deadlineu (co jest podziemie?)
X kawałków do dnia Y sprawdzi twoją wydajność
Ciech, Małolat, Pjus, Stasiak, Blef powydawali płyty
Ze mną to minimum 6 powodów by uwiarygodnić ten przytyk
Bo to był każdy jeden głodny rapu łysy skurwiel kiedyś
Nie narzekał w sieci, musiał swoją drogę do studia przebyć

[x2]
Mój flow do twych drzwi
Dostarczam wam mój nowy flow żeby odmulić ciebie, i ciebie, i ciebie i ją
Twój tron jeszcze śpi
Ty obudź ich, bo młody Typ, Adach z southside flow i hetera beat

alkopoligamia.com, mamy już rok
W automacie Mercedes 300, CL
Mknie po asfalcie, a gdzie jedziemy nie wiem
Noc szara a w radio Piotr Skała
Ja o rapie gadam, a za szybami śpiąca Warszawa
I gdy widzę białe koszule w TV
Wiem, że gdy nosiłem iwy ty nosiłeś piramidy
Remont to u klienta lub w domu możesz mieć
Ja pamiętam jak Paul Sally miał kurtki 65
Koszule 65 teraz bluzy 5G
Bo to nie '95 i świat zmienił się
To zero-dwa-dwa.com

Zero-dwa-dwa od początku życia mój dom
Rondo, ona gaz wciska ostro
Paf, paf, pes, wyrzucam splifa za okno
W zakręt ostro, obok Powązki
Przy piekarni gdzie nie ma chleba
Choć sporo tam mąki

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu
Słuchając rapu pędziliśmy przez miasto
Teraz świat jest inny, miasto inne, ty i ja
Wsiadamy, zapalam splifa, włączam rap

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu
Słuchając rapu pędziliśmy przez miasto
Teraz rap jest inny, miasto inne, ty i ja
Wsiadamy, zapalasz silnik, włączam rap

Klik, klik to z zapalniczki, splif zapłonął
Silnik pst-pst, splif za okno, my dalej drogą combo
Miejskie tagi to hieroglify jak w common, bo
Obok rajd na dwa pasy, my prawym prawie na luzie
Bo w prawym lustrze widzę lodówę, ziom
Przykitraj lonta, tam masz kompakt, puść to głośniej
Jedziemy w Polskę na koncert, mamy eskortę
Psy na ogonie i pięć sztuk, które spłonie tam i z powrotem
Eldo, Diox dany drums, lecimy trasą
Bogaci w szacunek ludzi tych, którzy tym płacą
Hajs? hajs to wolność za pracę, ty musisz to skumać
Bo w przeciwnym wypadku nie będzie nas u was
U nas noc, żółte światła, spokój, jest dobrze
Splif w dłoni, non-stop orient, to dobry nawyk
Eldo, Diox, nocny rajd ulicami Warszawy

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu
Słuchając rapu pędziliśmy przez miasto
Teraz świat jest inny, miasto inne, ty i ja
Wsiadamy, zapalam splifa, włączam rap

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu
Słuchając rapu pędziliśmy przez miasto
Teraz rap jest inny, miasto inne, ty i ja
Wsiadamy, zapalasz silnik, włączam rap

Zbiegam po schodach, myślę co się zmieniło
Słucham Buckshot'a, myślę kiedy ten czas minął
Od czasu w wresy, rymy, zwrotki i słowa
Koncertów Grammatik maestro edytoriał
Klipów na VHS oglądanych u Juzka
Ledwo zdałem maturę, ze studiów wylali Juzka
Dzwonię do Juzka, ustalam wyjazd na koncert
Jedziemy do studia nagrać kolejny longplay
Nie żałuję, bo nie umiem, nie zapominam i nie pamiętam
Swoją przyszłość buduję
A rap? dobre płyty wciąż wychodzą
Chociaż media nie widzą, chociaż media się wstydzą
Grać muzykę trochę inną niż ta łatwa
Rapera co nagrywa reklamy dla McDonald'a
Halo tak tak północ spoko gra, wpadaj
WeŹ samochód, ja wezmę jointy i rap

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu
Słuchając rapu pędziliśmy przez miasto
Teraz świat jest inny, miasto inne, ty i ja
Wsiadamy, zapalam splifa, włączam rap

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu
Słuchając rapu pędziliśmy przez miasto
Teraz rap jest inny, miasto inne, ty i ja
Wsiadamy, zapalasz silnik, włączam rap

Posłuchaj, pamiętasz wiatruczas? szans już brak
By tamten czas powrócił, choć w blaskach
Świateł miasta nas nuci one-mice, my gramy
Żółte światła, miga nam świat przed oczami
To liga gigant lub liga tych co przegrali
Wybrali gigant na ulicach miasta, to zero-dwa-dwa
Dycha po dwa-dwa zawijam w palcach, oddycham tym
Gdy mijam tych, których zabija czas jak Amstaff
Film płonie, dłonie wybijają rytm, bas gra
Ten bas wyniósł nas ponad asfalt ulic miasta
Którego honor krwią splamiono, to duma państwa
Którego mapę znamy na pamięć, my
Diox i człowiek, który ukradł ci alfabet dziś
Jedziemy tam gdzie nie było nas dotąd
Jedziemy dać wers na bit, możemy dać ci słowo
GRM, Eldo, Hi-Fi, Diox bankowo
[Bonus RPK]
Elo wita BGU jestem z RPK załogi,
swój dla swoich, swoim nie rzucam pod nogi,
pierdolonej kłody, żadne kurwa rogi,
wiesz o co chodzi, nikt się złoty nie urodził.
Ale kurewstwa nie lubię, się nie gubię, wiem co mówię,
jeśli masz dobrego ziomka, szanuj jego, jego dupę,
jak zrozumiesz tą naukę wtedy będziesz elegancki,
jak nie to cię pogonię, pajacu zgadnij.
Kto ma teraz rację, ja czy ty,
postępowaniem złym tylko wyłapiesz na kły,
w dymce mgły, kłęby, młyn, leci z tym,
to na razie, spierdalaj w swoją mańkę bochomasie.
Sram na świnie które myślą tylko o kutasie,
o kasie i nic nie kumają w tym przekazie,
szanuję kobiety co szanują same siebie,
to właśnie doceniam u was najbardziej.

Ref.2x
Wiem kto jest kim ty się nie dziw,
mówię o tym co w głowie mi siedzi,
zapoznaj rym co zamiata kurewstwo,
to słowa szczere ode mnie koleżko.

[Miku]
Umarł król, nikt nie znalazł tronu,
MDM, Kafar, Bonus, orient na kameleonów,
full kondonów, gra oskarowe role,
myślą że to film, każdy chce być gwiazdorem.
My wiemy kto jest kim, bez ściemy dobry dill,
Śląsk, Warszawa, podwórkowy styl, piona,
shoot a coop to kill nie tylko na cugach,
wiesz kto umarł, nie wiesz gdzie jest zguba.
Sprawa druga, ten rap to nie podróba,
co w głowie mi siedzi do majka wypluwam,
ty się nie dziw że Ciemna Strefa cię pożera,
Silesia rebela, dobrych wariatów wspiera.
Pełno dobrych chłopaków na ulicach złych,
MDM, RPK, Dix, razem przez ten syf,
zawsze warto być człowiekiem chodź tak łatwo zejść na psy,
my wiemy kto jest kim, ale czy wiesz ty?

Ref.2x
Wiem kto jest kim ty się nie dziw,
mówię o tym co w głowie mi siedzi,
zapoznaj rym co zamiata kurewstwo,
to słowa szczere ode mnie koleżko.

[Mara]
Dziś już wiem kto jest kim chociaż to pojąłem z czasem,
nikt nie jest ideałem, każdy nosi w sobie skazę,
chociaż niektórzy tak wielką że czuję odrazę,
fałszywi przyjaciele takich ludzi ci odradzę.
Ściemnione przyjaźnie na potrzeby nagrywania,
kto fałszywe głosi zdania, z czasem wyjdzie brud do prania,
inna poryta bania, ujebała sobie w planach,
ciągłe ludzi oczerniania dla oklaskiwania.
Przez swoich przydupasów i tych co chuja wiedzą,
marne szyfrowane disy, trochę mi tu śmierdzi nędzą,
zawiść ludzka nie zna granic nawet wrogom źle nie życzę,
każdy ma na co zasłużył tak weryfikuje życie.
Wychowani na błędach, MDM, Ciemna Strefa,
sekcja Silesia, my nie popadamy w letarg,
wciąż buja styl gula i z tego jestem dumny,
Bonus, Kafar, Miku, Mara, to dla kurew gwóźdź do trumny.

Ref.2x
Wiem kto jest kim ty się nie dziw,
mówię o tym co w głowie mi siedzi,
zapoznaj rym co zamiata kurewstwo,
to słowa szczere ode mnie koleżko.

[Kafar Dix37]
Dziś wiem kto jest kim, kto stoi u mojego boku,
kosztowało mnie to parę chwil i skasowanych telefonów,
wiedz że progu waszych domów mój but nie przekroczy,
chyba że przyjdę po was którejś warszawskiej nocy.
Ty pierdolony zdrajco czy mogłeś wtedy zasnąć,
gdy z kłamstwem na ustach szedłeś przez miasto,
sprzedałeś ziomka, straciłeś wartość,
pewnych spraw kurwo nie cofnie banknot.
Nadeszła burza i przyjaźni maszty,
gdy szalejąc tu zło wrogo łamała jak zapałki,
ale dzięki niej w koło pospadały maski,
i w oczach niektórych zaświeciły się hajsy.
To ostatnie wersy dla tych którzy pomogli,
dla tych których kroki w moją stronę poszły,
jednego bądźcie pewni, Kafar nie zapomni,
toast za wasze życie, pozostańcie zdrowi.
[1 Wers].
Jedno pytanie do wrogich mord
Ile zostało nam jeszcze lat?
Nie jara mnie twój pijany wrak,
zginiesz chłopie zostaniesz sam
Biore do serca ostatnio dużo
bo dźwigam na plecach doświadczeń bagaż
I nie chce mi się z tobą gadać
bo kłamiesz i nie chcesz przestać kłamać
wsiadam w fure jade osiedlem
widze koleżków mam ich na dłoni
jeden mija mnie czarną E-Klasą
drugi tam stoi wygląda jak Zombie
nie raz się staczam schodze na parter
przechylam butle ale mam przewage
Bo budze się tu gdzieś wysoko
i umiem złapać równowage
Rap nie umarł w moim wypadku
taka jest prawda i nie jest to żartem
parenaście latek temu postawiłem na jedną karte
znam tu wiele charakterów
starłem się z nimi na ostro, tak?
że teraz jadąc sobie tą furą
myśle, że miałem zajebisty fart
jade do studia, wejde tam sobie
zasiąde wygodnie odpale szluga
nagram wokale, wypije herbate
pogadam z ziomkiem o dupach i długach
musze odebrać za chwile kogoś
więc żegnam się i nie mam czasu
nie mam hajsu musze zadzwonić
odpalam trzy listkową kurwe.

[Ref].
[x2]
Znowu teraz chce przebić głową mur
wyrwać się z tąd na jakiś czas i mieć w huj
chce mieć high life ziomuś
chce się wyrwać z tego syfu
wreszcie zdobyć się na to za wszelką cene
zrobić to bez kitu.

[2 Wers].
Tu w moim mieście bez przyszłości
piją wódke i robią bydło
i musiał bym długo iść
żeby spotkać tych którym to już zbrzydło
tankuje auto, podbija typek
znam jego jaźwe wygląda jak śmierć
mógłby coś mieć, błysnąć na chwile
ale on tylko chce Złoty Pięć
przy drugim dystrybutorze wesoło
jego rówieśnik, miły bananek
to lepsze paliwo leje, dokłada
i kiwa mi ręką na powitanie
jebany kontrast który na co dzień
mamy tu głęboko w huju
każdy myśli tylko o sobie
płace i ruszam, koniec postoju
rap nie umarł w mojej mieścinie
trzyma go kilku ludzi za ryja
chcą się nachlać kurwa tym rapem
i chodzić najebani jak świnie
musisz mieć oczy w koło głowy
bo los bywa tu raczej podły
i masz problem jak nie masz czegoś
w czym jesteś naprawdę dobry
Sukinsyny chcą się kosić
nie ma przyjaźni to gra pozoru
szare gówno to nasze życie
aż prosi się by nabrać kolorów
...dociskam jebany gas ziomuś
jeden joint znikam stąd
by zapierdalać znowu.

[Ref].
[x2]
Znowu teraz chce przebić głową mur
wyrwać się stąd na jakiś czas i mieć w huj
chce mieć high life ziomuś
chce się wyrwać z tego syfu
wreszcie zdobyć się na to za wszelką cene
zrobić to bez kitu.
K2
Dokładnie tak! PiH, Kajman
Chciałbym... powrót do tamtych czasów, do tamtych lat
Dużo się zmieniło
Pieprzony czas...

[Kajman]
Chciałbym kiedyś, jak kiedyś zawodził Szczepanik,
Po latach wrócić do wspomnień naszych, raz by wystarczył
Na chwilę się zapomnieć, pograć w piłę z kumplami
Stanąć między słupkami, w bramce między drzewami
Dziś wciąż tacy sami, choć nie stoimy pod blokiem
Nie gole strzelamy, tylko szparę między nogami
I odwieczny problem dzieciaków kim być żeby żyć godnie
I z rodzicami w zgodzie, jeżeli tylko są wciąż gdzieś
To jest bez sensu dzisiaj
Gdybym mógł się cofnąć w czasie, uniknąłby błędów Michał
Nikt by nie krzyczał, nie rozliczał,
Że wychowała mnie ulica, że w szkole lipa,
Że generalnie mają ze mną problem
Nie było fajnie gdy mama odkryła szufladę z ziołem
Kto by pomyślał, że dziś zaśnie spokojnie
Już nie wytyka palcem, choć czasem puka się po głowie
Czy dziś jest OK mama?

[Ola Zachariasz]
Wiem, że czujesz ciężar tych dni
Szukasz w głębi serca tych chwil
Nie zapomnisz ich, o nie (nie zapomnisz ich)
Tak jak my pomyśl o nich dziś

[Pih]
Wstaję z rana, myję zęby, podkrążone oczy
Przed lustrem po nocy, kurwa, kolejne siwe włosy
Nie wpieprzy mnie w kompleksy żadna franca
Bo pali mi muszkiet i mam twarde jajca
Czas... pamiętam jak idę do babci
Trzecie piętro, Mazowiecka, na stole kanapki
Siedzę w bezdennej wspomnień studni
Zamykam oczy, czuję zapachy z jej kuchni
I nic z tego już nie ma
Morze łez i tylko czarna ziemia
Pieniądze, sukcesy - idź w pizdu, się ogarnij
Nie chodzisz w moich butach, nie wiesz czego chciałbym
Gdzie się podziały te podwórka?
Te wszystkie dzieciaki siedzące na murkach
Już dawno zniknęło boisko, znajome ławki
A w ich miejscu dzisiaj - zatłoczony parking
Stare czasy, chcę lecieć do nich, puść mnie!
Przede mną piłka, bramka i na twarzy i uśmiech
Powrót do przeszłości, ktoś powie - płytę zmień
Kiedy o tym wspominam, mam przechlapany dzień
Dziś wielu spotykam... powiedzmy Ola
Jest piękną kobietą, i nie ma już twarzy konia
Słoneczny stok tamtych lat jeszcze raz
Być jak pierdolony Michael J. Fox

[Ola Zachariasz]
Wiem, że czujesz ciężar tych dni
Szukasz w głębi serca tych chwil
Nie zapomnisz ich, o nie (nie zapomnisz ich)
Tak jak my pomyśl o nich dziś

[Kajman]
Chciałbym kiedyś wrócić tu i ruszyć znów
Na te osiedla, żeby wybudzić ze snu je
Moje miasto czuję każdym atomem
Kiedy wracamy na przejścia, znów jestem ziomem
A co... prawie trzydzieści, z twarzy czterdzieści
Piętnaście we krwi i wciąż młody gniewny
Jest ten styl, który może ci się nawet nie śnił
Kilkunastu w branży, krew z krwi
A mówili, że upadniemy, hip-hop dla mnie to nie wszystko
Wielu z nich prysło tanią linią po lepszy byt ziom
Większy zysk, yo! Lepszy zysk, yo!
A hip-hop... niektórzy włosy na żel i disco
Wiem, został im tylko seks z tanią dziwką
I sen o lepszych czasach, gdy mieli wszystko
Chciałbym kiedyś... tylko, że nie da się

[Ola Zachariasz]
Wiem, że czujesz ciężar tych dni
Szukasz w głębi serca tych chwil
Nie zapomnisz ich, o nie (nie zapomnisz ich)
Tak jak my pomyśl o nich dziś
Jazda ty Wilku powiemy chłopaczynom jak to wtedy było
Co łysy dostał bęcki poszliśmy go pomścić a tu nas psy nawinęły

Warszawski Ursynów ta rzecz tu się dzieje
Jesienny wieczór wiatr chłodny wieje
Brechy w dłoniach jestem z całą ekipą
Idziemy obić mordy jakimś typom
Przez podwórka i ulice pozdrawiam załogę
Wtem psy zajeżdżają nam drogę
Nic zrobić nie mogę choćbym bardzo chciał
Pada strzał strz bał łał, łał
*****ny pies z pistoletem w ręku
Chce bym się bał
Ja nie czuję lęku i nie czuję strachu
Z rękoma na głowie a twarzą w piachu
Odczuwam dumę bo pieprzę całe zgromadzenie
Społeczeństwo dla którego jestem zagrożeniem
Jestem chuliganem i już się nie zmienię
Moi ludzie dobrze mnie znają
Stoję z moim kumplem skuty choć nie fają
Wszyscy na w***** czekają choć dostają nie pękają
Matka tak uczyła mnie morda nie szklanka nie zbije się
Zaciskam zęby bo dobrze o tym wiem
Że zawsze i wszędzie policja *****na będzie
Jesteś w błędzie jeśli myślisz inaczej
Pała to pała raczej, raczej
Wiesz o czym mowa praw***** słowa
WWDZ chłopak z Mokotowa i od nowa
Mamy tu piętnastu typów uzbrojonych w bejsbole
Proszę wszystkie jednostki
Zacznę od momentu gdy leżałem na ziemi
Z szalonym Wilkiem kajdanami złączeni
Trwało to chyba nie wiem piętnaście minut
Na plecach czułem policyjny but
Zimna jak lód była ulica
Wokół moi ludzie i znajoma dzielnica
Społeczeństwo akcją policji się zachwyca
Na tylne siedzenie zostali rzuceni
Wiem że nie wrócimy stamtąd zadowoleni
Cieszy mnie to że na meczach pomszczeni
Bo tam to my jesteśmy górą gradowa chmura
Z deską w ręku żegnam się z kultura
Jestem pod mendownią opon pisk
Na przywitanie dostaję w pysk
W głowie błysk gumą po karku
Lepiej zwala z nóg niż lufa przy barku
Mały pokój kraty i stara lamperia
Czuje ciosy pna plecach
W ich oczach histeria
Choć nie jestem gangsterem policja stresuje
Uzdolniony chuligan o tym rymuje
Nienawiść to jedno co czuję frustruje mnie ta cała sytuacja
To jest prawdziwa osiedlowa akcja
Potwierdzi to Hemp skład Kacza i Fundacja
Dwudziesty ósmy dzień wrześniowy
By nienawidzić policji miałem powód nowy
Dobra to wszystko
Nienawidzę policji
Ja też.
Po koncercie chcesz nas zabrać na wódkę
Twoja dziewczyna z uśmiechem unosi miniówkę
Chłopaczyna chce z nami wysmażyć lufkę
Ochrona klubu chce sobie zrobić zdjęciówkę
Dwie turystki pokazują cycki
Na których mają już markerem grube tagi wszystkich
Koleżka z boczary podbija, że pozdrawia człowiek
Z którym ciężkie miechy, ten gibał w Tarnowie
Zdziwiony podchodzi gość w koszulce z orłem w koronie
Którego znowu ktoś wkręcił, że ze mną gadał na Gronie
Nie mam Grona chłopaczyno i nigdy nie miałem
Więc pogoń tą pałę co podszywa się pode mnie stale

Na zaplecze idziemy dalej przez salę
Kiedy wchodzimy tam widzę after jak w karnawale
Zadzwonić do dziewczyny chciałem, że zaraz jadę
Ale na*****la bit i na*****ne wokale
Więc wychodzę przed klub, żeby coś było słychać
Ktoś przekopał koleżkę, leży i ledwo oddycha
Psy dyskutują z właścicielem lokalu
Kolejne jadą na sygnale, nie słyszę nawet sygnału
Dobra trudno, napiszę jej SMS'a
Deszczu zawija samar, ale się ktoś na nim wiesza
Podchodzą w kółko pytają co z tamtą, co u tamtego
Zadzwoń na informację jak jesteś ciekaw kolego
Pomału tracę cierpliwość, chcę wracać już do Warszawy
Gościu mnie bierze na litość, że jechał tu aż z Iławy
Ktoś chce kolejne zdjęcie, ja już nie mam nastroju
Naćpany ktoś mówi coś z prędkością naboju
Mam dość, chcę odpocząć, mam wy*****ne
I tak na końcu będzie, że to ja jestem chamem
Bo z nikim nie piłem wódki i nie zajarałem
Ale nie jestem twój, jestem swój i tak zostanie

Jestem swój, dla ciebie jest ta muzyka
Od***** się od mojego życia
Jestem swój, nie twój, żyję tu dla siebie
Nikt w prywatne życie mi się nie w*****ie
Jestem swój, weź się do tego przyzwyczaj
Od***** się od mojego życia
Jestem swój i ***** tutaj jest do odkrycia
Od***** się od mojego życia

Idę do pracy na kacu max, udała się najba
Stoję na pasach, patrzę jak s*****la mi tramwaj
Deszcz pada, co za żenada
Na łeb kapie, a w japie sucho jak Newada
Biorę taxę, nie chce moknąć dalej
Cierp chce pogadać, ale dziś może mnie cmoknąć w pałę
Klnie na pogodę, czeka kiedy coś powiem
A mówię tylko jak Mes i Blef - aha
I otwieram te drzwi, wchodzę do pracy jak Public Enemy
Wśród ubranych jak Kennedy
Ziomek mówi, że się znów spóźniam i *****
Była dobra zabawa, mówię, ty lepiej popraw krawat
Siedzę na kompie, łeb na*****la
Mówię nie, idę po czwartą kawę zaraz
A każdy czegoś chce ode mnie, to sieć chamów
Dzwonią do mnie z Dubaju, Anglii, Amsterdamu
Wy*****laj, proszę, dla mnie co drugi typ
To dziś z robotą śmiga jakby coś tarał nosem
Ale dobra, jest piąta, wychodzę
Marzę by w busie nikogo nie spotkać po drodze
*****, tylko nie ona, nie rozumiem
Nie chodzę już z nią na studia, myśli, że obchodzi mnie co u niej
Pyta - co u ciebie? masz już funclub?
Ja w głowie liczę pozostałe siedem przystanków
I wysiadam, wchodzę do domu
Żeby nie było tam alkoholu, Boże dopomóż
Niunia wyjmuje wino, mówi - zagramy w scrabble
Jedyne słowo jakie kiedyś bym ułożył to upadłem
Kochanie proszę, powiem ci coś
Na dziś wrażeń w mojej głowie już dość
Jeszcze dzwoni Ciemny, wpadaj stary, jest niezły gnój
Ale dziś jestem niczyj, jestem swój

Jestem swój, dziś mnie o nic nie pytaj
Od***** się od mojego zrycia
Jestem swój, nie twój, dziś zdycham dla siebie
Nikt na skacowany łeb mi się nie w*****ie
Jestem swój, dziś się do tego przyzwyczaj
Od***** się od mojego zrycia
Jestem swój i ***** tutaj jest do odkrycia
Od***** się od mojego zrycia
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo