Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Bezczel:
Leże tutaj sam sam sam w samotności
wrażenie mam jakbym leciał w otchłań ciemności
to skomplikowane jacy jesteśmy prości
anioły i demony walczą we mnie dwie skrajności
aniołowie strzegą za dnia diabeł kusi nocami
przewracam się z boku na bok i szpachluje sufit oczami
zimnego potu krople spływają mi po skroniach
stary różaniec trzymam mocno w dłoniach

Próbuję rozmawiać z Bogiem, lecz on mnie nie chce słuchać
bo kiedy on miał czas dla mnie, niestety mnie nie było mnie tutaj
patrze na wskazówki, one stoją w miejscu
ja uwięziony w dwóch światów obrotowym przejściu
każda sekunda to wieczność, kurtyna nocy
nie potrafię się wyrwać ze szponów nie mocy
rozchodzi się ciche echo w ciemnych agonii ulicach
brakuje tchu, snu nie mogę oddychać

Ref. x2
Jedne chcą mnie dusić, drugie reanimować
jedne chcą dręczyć mnie, drugie ratować
dobre chcą mnie chronić, złe zaciskają szpony swe
czuję ich obecność, anioły i demony

Słoń:
Ciężar myśli mnie przygniata, wolno zapadam się w łóżko
ledwo widzę na oczy, choć nadal nie mogę usnąć
nadal oddycham wódką, choć nie mam czym już rzygać
leże po ciemku jak w trumnie i przytula mnie strzyga
połykam coś na sen, bo to nieraz mi pomogło
ciśnienie gniecie mi czaszkę, jak ocean łódź podwodną
przez zasłonięte okno wpada jasny promień słońca
mam wrażenie, że zatracam z rzeczywistym światem kontakt

Sheller:
Zmęczony wzrok wbity w sufit, zimny pot, prąd w duszy ucisk
nie mogę siebie znieść a co dopiero ludzi
w głowie głos co nie umilkł, chory umysł, chore myśli
nie potrafię przestać niszczyć, ranię bliskich
autodestrukcyjny instynkt, podlewany wódką
łatwo stracić grunt ziom, choć może już za późno
nie mam kontaktu ze stwórcą, w pierś wbite szpony strzygi
w zakamarkach psychy uczę się jak nienawidzić

Ref. x2
Jedne chcą mnie dusić, drugie reanimować
jedne chcą dręczyć mnie, drugie ratować
dobre chcą mnie chronić, złe zaciskają szpony swe
czuję ich obecność, anioły i demony

Bezczel:
Lękowe stany przeważnie miewamy nocą
kiedy zostajemy sami z myślami, ręce się pocą
miliony myśli czarnych, kłębi mi się w głowie
niech najgorsza z nich nigdy nawet nie przyśni się Tobie
moja rodzina modli się o mnie codziennie,
a mi się zdarza zapominać, nie myśleć o nich zupełnie
zapłakana mama przez łzy mi powtarza 'proszę cię synu
weź bardziej na siebie uważaj, może się w końcu ogarniesz
zatroszczysz się o siebie, jeśli Ty nie
skończysz z wódką, to wódka wykończy Ciebie'
matki marnotrawnych synów mają najgorzej
gdy synowie płyną z prądem, a w okół pływają węgorze
ta droga w jedną stronę prowadzi do zatracenia
człowiek jest głupi, bo póki nie straci to nie docenia
robi się jasno już, budzi się miasto ze snu
światła miasta gasną tu, ja nie mogłem zasnąć znów
1. Peja:
Nie da się zaprzeczyć też robiłem złe rzeczy,
zachowywać się jak kretyn, zdarzyło się niestety
na cały świat złorzeczyć, gadać od rzeczy.
Nie potrafiąc się cieszyć potem, wstydzić się, peszyć
chociaż ludzką rzeczą grzeszyć, budzisz się gdy jest za późno
Gdy starania szły na marne gdy kłopotów znów mnóstwo.
Burdy pijackie, kłamstwa i cudzołóstwo
by ponownie odchorować zapatrzony w nowe bóstwo
oto konsekwencje życia bez przemyśleń na luźno,
oto co się będzie działo gdy już będzie za późno.
Źle oceniasz sytuacje to popłyniesz raczej szybko,
sam się krzywdzisz w zatraceniu, nazajutrz będzie Ci przykro
i wnet wyprzesz te refleksje mając do bliskich pretensje.
Skupiony na używkach i przypadkowym seksie,
dziś wieczór całkiem nieźle, uczta bogów na Olimpie,
dziś sto procent masz rozrywkę, jutro tonąc chwycisz brzytwę,
bierzesz udział w tej gonitwie, zastanawiasz się czy warto?
Znów na kacu roztrzęsiony, sam na sam z poranna ćwiartką,
bez wsparcia ojcze, matko za jakie grzechy cierpieć,
muszę ja, śmiertelnik w tym uzależnień piekle.

Ref. Kali:
Podaj mi dłoń, jeśli jesteś przy mnie,
sam w noce i dnie na dnie bezczynnie.
Nie mam siły już tak żyć,
w objęciach mroku gnić.
Podam Ci dłoń, kiedy będziesz przy mnie,
bo też byłem tam, moje sumienie winne.
Pomogę Ci z tego wyjść,
przestań śnić, zacznij żyć.

2, Peja
Przekraczając wszelkie normy, nie stosujesz ograniczeń.
Jak wypiję to krzyczę jak nie kirzę mam kurwice,
życie to nie koncert życzeń, jeśli gra pod twe dyktando,
miej świadomość że uczyni to, niezmiernie rzadko.
Wpadka za wpadką, człowiek uwierz, nie warto
przez utratę kontroli minąć się z życiową prawdą.
Czujesz, aż nadto ten niekorzystny bilans,
notujesz więcej strat niż zysków, to zabija.
Dostaniesz świra prędzej czy później, to pewne,
nie odzyskasz dawnego życia bo już poległeś.
Szczebel za szczeblem się pniesz, taka kariera
pod tytułem "Upadek, z którego się nie pozbierasz".
Zacząć od zera, wiem przeraża cię ten temat,
w walce o lepsze życie w czasie, gdy głód doskwiera
ty skup się lepiej tera, bo do szczęścia ci potrzebne siły
do pracy nad sobą by się wyrwać z uzależnień.
Czy to hazard, seks, miękkie bądź zdrów nie stań się fejkiem,
zapijanie wódą prochy, nie wygrają z twoim lękiem.
Chcesz by ściema górę wzięła, miałeś obrać drogę inną,
przestań się zatracać w końcu uznaj swą bezsilność

Ref. Kali
Podaj mi dłoń, jeśli jesteś przy mnie,
sam w noce i dnie na dnie bezczynnie.
Nie mam siły już tak żyć,
w objęciach mroku gnić.
Podam Ci dłoń, kiedy będziesz przy mnie,
bo też byłem tam, moje sumienie winne.
Pomogę Ci z tego wyjść,
przestań śnić, zacznij żyć.

3. Peja:
Czasy niewinności mamy dawno już za sobą,
dziś kolejne słowo, o tym że możesz na nowo wystartować,
wiedzę zdobądź, bilans sporządź, przestań krzywdzić
siebie bliskich co przetrwali pośród czystki.
Jeśli chcą wybaczą, wszystkich ran nie zabliźnisz,
podejmiesz dialog, już osiągasz korzyści.
Byli kumple i kieliszki teraz jestem sam lecz wszyscy
w czasie gdy ex-kompani, tak upadku swego bliscy.
Ja nie kreślę z listy ziomków, których znam połowę życia,
ale skreślać marzenia na to nie dam przyzwolenia.
Szans na przebudzenie nie masz, nie chcesz określić swych potrzeb,
postępujesz nierozsądnie, a myślisz że robisz mądrze,
a ja Cię Boże proszę, chcę byś ludzi mych ocalił,
gdybym wcześniej Cię chwalił też bym całkiem nie nawalił.
Ludzką rzeczą zbłądzić z błędów, wyprowadzić boską,
konsekwencja to mistrzostwo, nie chcę w życiu cierpieć, ot co.

Ref. Kali:
Podaj mi dłoń, jeśli jesteś przy mnie,
sam w noce i dnie na dnie bezczynnie.
Nie mam siły już tak żyć,
w objęciach mroku gnić.
Podam Ci dłoń, kiedy będziesz przy mnie,
bo też byłem tam, moje sumienie winne.
Pomogę Ci z tego wyjść,
przestań śnić, zacznij żyć.
K2
Dokładnie tak! PiH, Kajman
Chciałbym... powrót do tamtych czasów, do tamtych lat
Dużo się zmieniło
Pieprzony czas...

[Kajman]
Chciałbym kiedyś, jak kiedyś zawodził Szczepanik,
Po latach wrócić do wspomnień naszych, raz by wystarczył
Na chwilę się zapomnieć, pograć w piłę z kumplami
Stanąć między słupkami, w bramce między drzewami
Dziś wciąż tacy sami, choć nie stoimy pod blokiem
Nie gole strzelamy, tylko szparę między nogami
I odwieczny problem dzieciaków kim być żeby żyć godnie
I z rodzicami w zgodzie, jeżeli tylko są wciąż gdzieś
To jest bez sensu dzisiaj
Gdybym mógł się cofnąć w czasie, uniknąłby błędów Michał
Nikt by nie krzyczał, nie rozliczał,
Że wychowała mnie ulica, że w szkole lipa,
Że generalnie mają ze mną problem
Nie było fajnie gdy mama odkryła szufladę z ziołem
Kto by pomyślał, że dziś zaśnie spokojnie
Już nie wytyka palcem, choć czasem puka się po głowie
Czy dziś jest OK mama?

[Ola Zachariasz]
Wiem, że czujesz ciężar tych dni
Szukasz w głębi serca tych chwil
Nie zapomnisz ich, o nie (nie zapomnisz ich)
Tak jak my pomyśl o nich dziś

[Pih]
Wstaję z rana, myję zęby, podkrążone oczy
Przed lustrem po nocy, kurwa, kolejne siwe włosy
Nie wpieprzy mnie w kompleksy żadna franca
Bo pali mi muszkiet i mam twarde jajca
Czas... pamiętam jak idę do babci
Trzecie piętro, Mazowiecka, na stole kanapki
Siedzę w bezdennej wspomnień studni
Zamykam oczy, czuję zapachy z jej kuchni
I nic z tego już nie ma
Morze łez i tylko czarna ziemia
Pieniądze, sukcesy - idź w pizdu, się ogarnij
Nie chodzisz w moich butach, nie wiesz czego chciałbym
Gdzie się podziały te podwórka?
Te wszystkie dzieciaki siedzące na murkach
Już dawno zniknęło boisko, znajome ławki
A w ich miejscu dzisiaj - zatłoczony parking
Stare czasy, chcę lecieć do nich, puść mnie!
Przede mną piłka, bramka i na twarzy i uśmiech
Powrót do przeszłości, ktoś powie - płytę zmień
Kiedy o tym wspominam, mam przechlapany dzień
Dziś wielu spotykam... powiedzmy Ola
Jest piękną kobietą, i nie ma już twarzy konia
Słoneczny stok tamtych lat jeszcze raz
Być jak pierdolony Michael J. Fox

[Ola Zachariasz]
Wiem, że czujesz ciężar tych dni
Szukasz w głębi serca tych chwil
Nie zapomnisz ich, o nie (nie zapomnisz ich)
Tak jak my pomyśl o nich dziś

[Kajman]
Chciałbym kiedyś wrócić tu i ruszyć znów
Na te osiedla, żeby wybudzić ze snu je
Moje miasto czuję każdym atomem
Kiedy wracamy na przejścia, znów jestem ziomem
A co... prawie trzydzieści, z twarzy czterdzieści
Piętnaście we krwi i wciąż młody gniewny
Jest ten styl, który może ci się nawet nie śnił
Kilkunastu w branży, krew z krwi
A mówili, że upadniemy, hip-hop dla mnie to nie wszystko
Wielu z nich prysło tanią linią po lepszy byt ziom
Większy zysk, yo! Lepszy zysk, yo!
A hip-hop... niektórzy włosy na żel i disco
Wiem, został im tylko seks z tanią dziwką
I sen o lepszych czasach, gdy mieli wszystko
Chciałbym kiedyś... tylko, że nie da się

[Ola Zachariasz]
Wiem, że czujesz ciężar tych dni
Szukasz w głębi serca tych chwil
Nie zapomnisz ich, o nie (nie zapomnisz ich)
Tak jak my pomyśl o nich dziś
Nie jestem od nikogo lepszy, ani też nie jestem gorszy
Mówisz, że jestem nikim, bo nie mam tyle forsy?
Ej, co ty, nigdy nie będę się wywyższał
Nie zrobię z siebie cioty, no co ty
Jesteś dla mnie dziecinny
Może trochę inny, ale równy mej osobie
Cienias, Siwy, Cziken mówią o tym w tym utworze
Moja zasada - wszyscy inni, ale równi
Nie zmienisz tego nigdy, a narazie jesteś nudny
I głupi w swej ocenie, bo miałeś szybki start
Bo los dał ci tyle dobrych kart
Dla mnie i tak nic nie jesteś wart
Czekaj i patrz uważnie na ostatnie rozdanie
Bo możesz przegrać i dostać ostre lanie
Przestań mówić, że jesteś lepszy od innych
Bo ta opinia nic nie warta
Nie życzę ci tego, ale w następnym rozdaniu może być gorsza karta
I nie będziesz już Porsche tylko inna gorsza marka
A więc weź ten tekst do serca, bo nie mówię tego w żartach
Teraz narka, skromny gest, bo twa opinia nic nie warta jest
Ja to wiem, ty to wiesz, Siwy, Cienias też

[x2]
To nie zawiść, nie zazdrość, po prostu się bronię
Bo nie będę tolerował kpin w moją stronę
I ty wiesz też, nie pozwól sobie na to
Żeby ktoś kto ma więcej peklu nazwał cię szmatą

Żądza, bieda, potrzeba
Silny, słaby, głodny, syty
Lepszy, gorszy, co jest miernikiem?
Co pozwala wyżej stanąć nie tylko marząc
Nie tylko ważąc, ten ma więcej ten ma mniej
Siwus powie, tej, spójrz na siebie w lustro
Piękne, młode bóstwo, w głowie pusto, tłusto
Tłusto, ludzi mnóstwo, rusz to, ustąp, gustom ustąp
Lalki mokre, banknot wytarł swą przemyśl, przemyśl
Po co na nas plujesz, po co knujesz, po co trujesz
Po co dym, po co protestujesz, nie rozumiesz
Buntujesz, budujesz mur, między nami bunt, bunt
Groźba, prośba, postój, stój, stop
Ręce opadają, ci co mają mniej
Zaraz gorsi, prości, bo ubożsi
Weź się ocknij, pościj, odbij
Czujesz się lepszy od nas?
No to poznasz, poznaj co to pracuj na siebie
Co to pomóż w potrzebie, co to ból, co to trud
Co to głód, co to chód, co to bród, co to smród
Ty mądrala, ty do dołu głowa chwytasz?
Co zdziwiony, o nas słychać
Co zdziwiony, o nas czytasz
Bez przypinania sobie metek
Potrafiłem, wziąłem swoje, wziąłem swoje
Nie do zatrzymania, stoję, chronię swoje

[x2]
To nie zawiść, nie zazdrość, po prostu się bronię
Bo nie będę tolerował kpin w moją stronę
I ty wiesz też, nie pozwól sobie na to
Żeby ktoś kto ma więcej peklu nazwał cię szmatą

Ej powiedz mi, powiedz mu, powiedz wszystkim nam
Dlaczego z nas szydzisz, kpisz, nienawidzisz
Co masz takiego ty, czego nie mamy my?
Ah, bo ty mieszkasz w willi, a ja na blokowisku
Ty z dziewczynką przy ognisku, ja z kumplami na boisku
Widzę śmiech na twym pysku, duma przy mym nazwisku
Wiedz o tym zawsze będzie, jej się nie pozbędę
Widzę topisz się w radości z kumplem najarany luta
Chodź się pośmiejemy z tego w rozjebanych butach
Co tatuś kupił auto i kozaczysz? zimny łokieć
Patrzysz, obcinasz mnie jak idę po chodniku
Jebany eleganciku niewolniku banknocików
Zapisz sobie w notesiku słowo tolerancja
Udajesz ulicznika i gówno wiesz o życiu
Od małego ty chowany pod osłoną mamy, taty
Ty zabijesz, ja okradnę i tak mam bliżej kraty
Ty nie masz pojęcia co to znaczy żyć na raty
Pożyczyć pięć złoty na chleb od sąsiadki
Ja na szczęście tak nie mam, ale mówię to za innych
Więc zamknij się, słyszysz, nie ubliżaj, spójrz na siebie
Wuchta przydupasów wokół ciebie, bo masz pekiel
Żaden z nich to przyjaciel tylko zwykły zryty dekiel
Co ty chcesz mnie kupić? Cienki nie da się upić
Nie da się przekupić, trafiłeś pod zły adres
Szukaj sobie dalej pajacu swych pajaców
Ja wolę zostać tym z kim jestem i tym kim jestem
I dla ciebie całe życie mogę być kim zechcesz
Mogę być kim zechcesz

[x2]
To nie zawiść, nie zazdrość, po prostu się bronię
Bo nie będę tolerował kpin w moją stronę
I ty wiesz też, nie pozwól sobie na to
Żeby ktoś kto ma więcej peklu nazwał cię szmatą

...Brak mi słów na takie podejście...
...Tylko myślisz żeby inni mieli mniej...
...Przemyśl to chłopaku koniecznie...
never be remember
your words your life will fade away
so try to take this
if the were mean to be your life

your school around you
try to control they every step
it seems so crazy
destiny will always find it's glad
i know life hurts sometime
but it hurts more when is gone
to day the sky falls on your head
feels like a stacks in your chest

now I guees nothing will stop you
to take life in your hands
maybe you will find your way out
maybe now you understand x2

everyone's against you
you thing i promise you
dreaming life and nothing less
every situation cools our promise left
not everyone is worrying you
everyone wants to be one
its take so much more
what we fight is our world
i know it sounds crazy
please just listen to this words
you and me are just a love
so be prepared to stand to fight

now I guees nothing will stop you
to take life in your hands
maybe you will find your way out
maybe now you understand x2
Podobno są przestrzenie miedzy nami
urojone, ujarane me kochanie
przestrzenie pokonam 25 tramwajem
uruchamiam pozaziemskie przyciąganie ciał
przyciąganie ciał
przyciąganie ciał
przyciąganie ciał
przyciąganie ciał

Chciałem dostrzec jak najszybciej
lecz te układy scalone
kradną moja niesformatowana miłość
gdzieś tam w sieci mikroprocesorów
gdzieś tam w przestrzeniach nie poznane
gubią cały sens
gubią cały sens

Podobno są przestrzenie miedzy nami.....

Jadę, jadę
jestem gnojem,co nie może się doczekać
wyciągam portfel
kasuje bilet
nie ,nie ,nie to nie jest miłość
to wyczuwalne ,namacalne pod palcami
przyciąganie ciał
Takie porno dla egzaltowanych dam
Jedna Nas kochają drudzy nienawidzą, Często nas nie znając oceniają po tym Co widzą,
My to uliczni poeci, artyści, bandyci , dzieci,
Ulicy odlanej w betonie róży, kwiaty zła,
Diamenty, Szmaragdy, perły , kryształy,karaty aaa ,
To słowa zostawią na nich ślady jak stygmaty sprawdź ,
Piszemy o tym co na co dzień spotykamy TU ,
O tym te zwrotki , ta krew , i pot które wylewamy tu ,
Zwarci gotowi do walki młodzi zdeterminowani, zdemoralizowani ,
chuligani dla nich zamilcz jesteśmy wybrańcami, rewolucjonistami
Ci co z nami na lewo i prawo i sprawiedliwość wymierzamy sami
Twarda prawda codzienności prosa(bo) jak pisze wiersze to sąsiad wpierdala prozac
Wchodzę na bit by zabić nienawiść i zawiść nabij karabin rapu zabij krawii
Przecież tu Nie krew wylewam lecz atrament
ja tu zawsze byłem jestem artystą na amen

Ref.
Przez Jednych okrzyknięci artystami
Przez drugich nazywani bandytami zamilcz zamilcz
Nasi Fani Fani
To dla Nich Dla Nich
ten podwórkowy Hardcore gramy gramy
Przez Jednych okrzyknięci artystami
Przez drugich nazywani bandytami zamilcz zamilcz
Nasi Fani Fani
To dla Nich Dla Nich
ten podwórkowy Hardcore gramy gramy

Jedni nas kochają, drudzy nienawidzą ,
Czysto nas nie znając oceniają po tym co widzą,
Szydzą , drwią , Pierdolą głupoty
My to wariaci , pielgrzymi życia, talenty bez floty
Te Sztywne podmioty ponoszą łysy , szary dres
Stary dres jeden chuj czy frajer czy łysy pies
Od Dziecka Gniew w nas to Wojownicy z Wyboru
SBcka krew w was stado starych bachorów
Nie pierdol że nie mamy tu prawa tu oddychać
Błazny dla których słowa Rydzyka są ideą życia
Według nich jestem bandytą złodziejem, raczej
miejscowym buddystą artystą koneserem
i gdy robie bit społeczniaków to męczy niesamowicie
Ściska bania od rana (sub bass na ciezkim bicie)
Jedni nas nie trawią inni szanują oceniają z góry
przybijają piątkę albo prowokują

Ref.
Przez Jednych okrzyknięci artystami
Przez drugich nazywani bandytami zamilcz zamilcz
Nasi Fani Fani
To dla Nich Dla Nich
ten podwórkowy Hardcore gramy gramy
Przez Jednych okrzyknięci artystami
Przez drugich nazywani bandytami zamilcz zamilcz
Nasi Fani Fani
To dla Nich Dla Nich
ten podwórkowy Hardcore gramy gramy

Jedni nas kochają drudzy nienawidzą
Często nas nie znając oceniają po tym co widzą,
Co epizod winią nas za pasję i pracę
Ich skryte marzenia to żebym spoglądał za kratek (ej)
Karmione Podwórka rapem
A NIEKTÓRYCH WKURWIA TO
Kiedy patrze w moje oczy
sieją bzdury Furia zło
gdzie kto ? czemu co ?
Drugi blok to samo
Nienawidzą kochają
Rap uzależnia jak KETANOL
Dla których gramy już ( już )
Nas nie powstrzymają
Niech to Grają , Słuchają Ulice
Jedni mają za bandyte
Banite liter z bitem zbitych w całość
jak się budzą w nocy jedyne co budzą - żałość
Jedni desze i jeszcze
po co płakać nad losem
Krytyke kusze proszę
Jak Proszek iii nosem
Wnoszę w świeżość w grę
Nosze w Żyłach krew
BeeSTeOKaA Fabuła Luka NoN

TO podwórkowy hardkor
Tą grę Tworzą łzy
Tu nic nie przychodzi łatwo
Ulica drugą matką
To rewiry gdzie nikt nie zapuszcza się
z Pełną sakwą

podwórkowy hardkor
Spowiadam się przed Bogiem
Hej z długopisem kartką
Dla tych co zbyt wiele pragną
Nie wiedzą żę bogactwo jak bagno
ma spadek zasadzkom
Ciężko harowałem na to By żyło mi się lepiej
te nie przespane noce setki wyrzeczen pamiętaj
zdrowia ci nie zwróci hajsu pełna kieszeń
Dbaj o dobre imię Tego nikt ci nie odbierze
Skoro skorumpowani bez skrupułów mogą zabić
*****, daj mi karabin, jestem już sfrustrowany
tak jak Konami, że fani Pro Evo są piratami
ekran krwawi tuzami, bo ten kraj trawi nienawiść
Tak, jak El Zarkawi chcę zabić, krawędŹ dotykam stopami
obłęd pod powiekami, schowany w czerni Bandamy
to jak Mos Def New Danger
jak się jarasz płytami, spust klamy ściska palcami
Za każdy pusty slogan z ust twych Glocka nacisnę spust
ty skonaj, święta wojna, święta krowa
Huk narzędzie w rękach Boga i flaga biało-czerwona
lecz do połowy spuszczona, bo to żałoba narodowa
Ta, bo ten Pan we mnie dojrzał
żeby małego pojmać, porwać, gardło przestrzelić
Zdobędziesz fame, polski Sejm, jego 50 cent
Hukos bojownik idei, morderca elit
Pod kataną mam klamkę, ostrze moich oskarżeń
ty padniesz jak Olof Palme, krew na asfalcie, palancie
Namierzyłem twój biurowiec, naprzeciwko wieżowiec
Jedenastopiętrowiec, tam się na dachu położę
jak Leon Zawodowiec, jeden strzał, poznam odpowiedŹ
jak to patrzeć na świat poprzez dziurę w twojej głowie
Ta, panie prezydencie, uważaj, ta, jeszcze dziś to zrobię

[x2]
Ej, pan prezydent, ja dzisiaj zabiję go
bo pan prezydent w tym kraju to całe zło
jest głową państwa, więc jest wszystkiemu winien
Tak więc panie prezydent oglądaj się za siebie

Kordon niebieskich aniołów dba o m*****ność narodu
to pała przeciwko słowu, linią oporu jest rozum
zmienili w nazwie przedrostek, pałę na Tonfę
Polonezy na Hondę, Nysa, Volksvagen transporter
Została m*****ność, czyli Stalina oddech
Z oddali orient na Moskwę, kondomy grzechem - nonsens
Ale popieraj patologię, pokolenie dzieci głodne wyrośnie, zrobi rewoltę
Bo młodzi chcą mieć dzieci, lecz ich na nie nie stać
młodzi chcą się żenić, lecz nie mają mieszkań
A ja przemawiam do ślepca, czas immunitet odebrać
Zabiję prezydenta

[x2]
Ej, pan prezydent, ja dzisiaj zabiję go
bo pan prezydent w tym kraju to całe zło
jest głową państwa, więc jest wszystkiemu winien
Tak więc panie prezydent oglądaj się za siebie

Bo ten kraj jest jak kurara nie Guarana Light
bo nie pozwala nam zarabiać, chyba, że w dolarach jest hajs
Ziemia obiecana z Stanach, s*****laj
bo władza nikomu nie daje szans, ta, niestety
Chcesz wygonić z kraju młodych, Anglia da nam zarobić
Tu zostaną puste domu, puste szkoły, zapełnione kościoły
To PRL-u sieroty, ojciec dyrektor z ambony naucza, co mają robić
Młodzi *****ą wybory, obetnij im stypendia
głupich łatwiej popędzać, o chleb poproszą na klęczkach
Pamiętaj, ja się nie opamiętam, postanowiłem - zabiję prezydenta

[x2]
Ej, pan prezydent, ja dzisiaj zabiję go
bo pan prezydent w tym kraju to całe zło
jest głową państwa, więc jest wszystkiemu winien
Tak więc panie prezydent oglądaj się za siebie
YO!
Co to ma być ?
What the fuck is this man ?
Co nie my
ToNieMy
Co? To ToNieMy
My nie kłamiemy
Bo ToNieMy
W betonie my toniemy
Tym co nie potrafią współczuć
My nie współczujemy
Bo ToNieMy
Nie pojmujemy więcej niż zjemy
ToNieMy
Nie pojmujemy więcej niż chcemy
Bo ToNieMy możemy
To czego nie pragniemy
ToNieMy nie wątpimy
Mimo ToNieMy nie śnimy
Nie słyszymy, nie widzimy
ToNieMy to mówimy
ToNieMy Einsteiny, Beethoveny, Tuwimy
ToNieMy nie mierzymy
Bo ToNieMy nie trafimy
Bo ToNieMy Pfk
ToNieMy z całą elitą
ToNieMy incognito
ToNieMy finito

Czy ToNieMy?
My Nie ToNieMy
ToNieMy
My Nie ToNieMy
Czy ToNieMy?
My Nie ToNieMy
Jeszcze Raz
My Nie ToNieMy

ToNieMy jak głuchoniemy
Nie słyszymy czego nie możemy
Nie my jemy i pijemy
ToNieMy pragniemy
ToNieMy żyjemy
Nie my polemizujemy
Nie my pod powierzchnią ziemi
Nie przesiadujemy
Nie rejestrujemy
Nie nagrywamy
Nie wiemy co gramy
Nie toniemy bo pływamy
ToNieMy poziom trzymamy
ToNieMy ideę posiadamy
Nie my o nią dbamy
Ani się nie ubiegamy
Nie ToNieMy się staramy
My nie upadamy
My nie popełniamy błędów
Nie mamy skłonności ani zapędów
Do czynienia własnej powinności
Do wykonywania odpowiednich czynności
Nieświadomi własnej narodowości
Bez obecności osobowości
Nie my jesteśmy pełni wiarygodności
"Ej, ej, skołujcie jakiś bakens po znajomości"
Hę? My? Nie, no co ty?
My i kłopoty?
Nie brakuje nam ochoty do roboty
Przecież wyciskamy z siebie siódme poty
Nie w głowach nam psoty ani żarty
ToNieMy uczęszczamy na party
ToNieMy stosujemy używki
Nieczyste zagrywki
Nie mamy pojęcia co wkłada się do fifki
Nie my zieloni jak oliwki

Czy ToNieMy?
My Nie ToNieMy
ToNieMy
My Nie ToNieMy
Czy ToNieMy?
My Nie ToNieMy
Jeszcze Raz
My Nie ToNieMy

Się witamy gdy nie zaczynamy
I o nieuwagę nie my prosimy
Nie eF nie O nie Ka nie U nie eS
Składanie - rymy
ToNieMy wypływamy
ToNieMy żagle rozwijamy
ToNieMy bramy otwieramy
ToNieMy wszystkie klucze znamy
ToNieMy dżentelmeni
ToNieMy damy
ToNieMy chamy
Wiemy że nie toniemy
Bo ToNieMy toniemy
Ani ja, ani ty, ani my
Niewiele wiemy
Wiele nie rozumiemy
Czasu nie marnujemy
ToNieMy toniemy
Bo ToNieMy
My nie palimy, my nie pijemy
My się nie bijemy
ToNieMy klniemy
ToNieMy mamy z policją problemy
Kiedy to nie malujemy
Nie kombinujemy kiedy nie mamy mamony
Nie rozrabiamy
Bo się nie starzejemy
Nic nie wiemy
O jebaniu i się nie jebiemy
Starych nie potrzebujemy
Bo na życiu się nie znamy
Do budy nie chodzimy
W pracy się nie pokazujemy
Nie wysiadujemy w knajpach
I nic nie robimy bo nic nie umiemy
I w nic nie wierzymy
Nikogo nie pokonamy
Nikogo nie pokochamy
Bo my nie czujemy
I nigdy nie płaczemy tak jak
Nie oddychamy
ToNieMy poszukujemy
I ToNieMy odkrywamy
Że ToNieMy czegoś nie chcemy


Czy ToNieMy?
My Nie ToNieMy
ToNieMy
My Nie ToNieMy
Czy ToNieMy?
My Nie ToNieMy
Jeszcze Raz
My Nie ToNieMy

My Nie ToNieMy

My Nie ToNieMy

My Nie ToNieMy
To nie ptak, nie samolot i nie arka przymierza
Tak jak piorun w moje studio, tak ja w eter uderzam.
(Liroy) z mikrofonem w dłoni
Ja się nie ścigam, więc nikt mnie nie dogoni.
Taka ma zajawka, taki jestem jaaa
Ponoć każdy to wie, ponoć każdy mnie zna (hahaha).
Tak ... ponoć każdy mnie zna ...
0 4 1 znów odpala rakietę
Odwiedza planetę - Polska, wchodzę na orbitę.
Reprezentuje styl – klasyczny
(taak) jak Kielce – metafizyczny.
Proste. Jest motto me, życie moje to hmm
Muza. To życie me. Sprawdź to!
19 8 2 pierwsze nagranie
19 8 3 rymowanie
19 9 2 pierwsza płyta
mamy 1 9 9 9 kawał życia już zleciał
a taśma wciąż się zajebiście kręci.
Wciąż się zajebiście ma rodzina ma, kumple
Gdynia i Kielce. Nie powiem nic więcej bo ja

Jak Feniks z popiołów znów odradzam się na nowo
Jak Feniks z popiołów znów odradzam się bracie.
Jak Feniks z popiołów znów odradzam się na nowo
Jak Feniks z popiołów znów odradzam się ... jak Feniks.

Znów odradzam się jak Feniks, czyste mam myśli
Pierdole to co Tobie dzisiaj się przyśni.
Że jestem Twoim wrogiem, nic nie znaczę dla Ciebie
Stary uwierz, naprawdę mnie to jebie.
Bo ja, bracie, smarze sobie dźwięki
Jestem graczem, więc podziały Wasze dla mnie nic nie znaczą.
Nie gangsta, nie król, nie uzi.
Grać i rymować o to chodzi mi.
Więc wyluzuj stary, albo wypierdalaj
Korzenie moje to szkoła stara.
Nie Wu-Tang tylko Grandmaster Flash
Pierdolisz mnie? Ja pierdole Ciebie też.
Taka ma zajawka i takie mam klimaty
Kiedy ja się bawię, Ty szacujesz straty.
Mimo wszystko pokojowe mam nastawienie
Pokojowe me intencje wiec wszyscy w górę ręce
Na raz!

Jestem MC. Czy to lubisz czy nie.
Czy chcesz tego czy nie, stary jestem MC.
Jestem MC. Nawet jeśli mówisz nie.
Czy się zgadzasz czy nie.

Bafango część 2. znajdzie ten, kto szuka mnie.
Gdzie nie spojrzysz tam ja. Szybszy od asa.
Rok 82 to początek. Sugarhill gang tak się zaczęło.
Mamy rok 99. Nie przeminęło jak z wiatrem.
Lat siedemnaście i kocham coraz bardziej ten styl
Coraz bardziej go cenie.
Na nic nie zamienię jak w banku to masz.

Zbyt wielu fanów chce być MC.
Zbyt wielu MC chce pouczać innych.
I jest ich coraz więcej. Takie są realia.
Polska 99 walczą miedzy sobą
Zamiast zrobić cos dla siebie.
Mówisz o mnie brzydkie rzeczy
Że nie wiem co to hip-hop i te sprawy.
Pozwól choć raz, że Ci wytłumaczę stary
Kiedy ja po raz pierwsze zacząłem słuchać rapu
Ty w tym czasie na swe gówno mówiłeś papu.
Nie do wiary? A jednak to prawda. Taki fakt.
Tak, rok 82 to był dla mnie start, nowe narodziny
Więc schowaj swoje kpiny.
Liroy 99 czas na trzecie narodziny.

Stary, Jestem MC. Czy to lubisz czy nie.
Czy chcesz tego czy nie, stary jestem MC.
Jestem MC. Nawet jeśli mówisz nie.
Czy się zgadzasz czy nie.

Jestem MC. Czy to lubisz czy nie.
Czy chcesz tego czy nie, stary jestem MC.
Jestem MC. Nawet jeśli mówisz nie.
Czy się zgadzasz czy nie.

Stary, jestem MC.
Trzymaj gardę mam dla ciebie pogardę
Twoje dragi twarde, nasze słowa twarde
Zobaczymy co jest więcej warte

Podoba mi się to, co panowie mówią mi się podoba
Chodźmy bo będzie na nas jeszcze

[Kris]
Patrzę jak siedzisz, twój wzrok mocno zamglony
Twój umysł uwięziony w deszczach chemii wyniszczony
Robisz to by być zauważonym, za swojego postrzeganym
Masz coś z tego, że jesteś rozjebany jak atomu cząsteczka
Połknięta tabletka tak wyciągnięta zawleczka od granatu
Silna wola to atut najmocniejszy
Na dzień dzisiejszy i na świat teraźniejszy
Wątpię czy problem na haju lżejszy
Ale mózg mniejszy o kilka komórek
To go uzależnia szybciej niż jazda w formule
Szukasz czegoś, co zabawę ułatwia
Każdy czymś się załatwia, nie mówię, że potępiam
Bo sam w alkoholu się zagłębiam
Ale nie bez przerwy, nie muszę
Nie puszczają mi nerwy
Bo trzeba parę dni postoju na zmianę nastroju
Nie widzisz, że cofasz się w rozwoju

[Liber]
Do szkoły zmagając z kumplami na zebrania
Nie wezmą to reszta ich pogania brakiem swego zdania
Dzieciaki z podstawowych klas nie piją wódki
Wolą kwas, potem chodzą zakręceni
I śmieją się z nas dziadków
Będą śmiały się w twarz grupy dziesięciolatków
Że gramy w piłkę, że chodzimy na ryby na siłke
Oni widzą tylko melanż, normalność to dla nich feta
Nie powie rymem stary asceta
Zbierają walute, bo przyjedzie lekarz
Odebrany lek, źle, odebrany przekaz
Potem wlecze się kaleka, udaje człowieka
Hip-hopowa płytoteka, hip-hopowa dragonteka
Otwarta całą dobę, ruchoma apteka
A za nią w kolejkach młode grupy, tak podobne
Głodne tego co jest monotonne
Dlatego są dragi, nie raz ci uwagi nie zwrócę
Uważaj bo jeszcze tu wrócę
Wejdziesz w drogę to na glebę cię rzucę
A na razie cię podsunę po rade
Nie otwieraj się o przesadę

Ref.:
Trzymaj gardę mam dla ciebie pogardę
Twoje dragi twarde, nasze pięści twarde
Zobaczymy co jest więcej warte (zobaczymy, zobaczymy)
Zapewniam cię, twoje szanse marne (marne, marne)
Trzymaj gardę mam dla ciebie pogardę
Twoje dragi twarde, nasze słowa twarde
Zobaczymy co jest więcej warte (zobaczymy, zobaczymy)
Zapewniam cię, twoje szanse marne

[Liber]
Nie czuje się od nikogo lepszy
Ale gdy patrzę na stado tych wieprzy
Zrobię jeden wyjątek
Leje na was wrzątek (aaa)
Śmigus-dyngus
Jak wygląda początek, potrzebujesz dopingu?
Nudzisz się przy tanim winku?
Ekstaza, ekstazyna do tego zapalniczka i benzyna
Stare portfele wciąż przycina (kurwa)
Codzienna rutyna, jego zarobek
O niczym stale nie wie, bo jest snobek
Synalek opuścił żłobek
Wszedł na swoją drogę
Usłyszał produkcj hip-hopowe
Zrozumiał, że dragi są zdrowe
Że należy zgolić głowę
Syndromy typowe, jednakowe
Dla was ćpuny jeden prosty dwa sierpowe
Wiem, że odebrało wam mowę
Ale mówię prawdę, więc trzymaj gardę
Trzymaj gardę, trzymaj gardę

[Kris]
Wiele osób tak się kręci
Skałka z lekkości i nie chęci
To proste, umysłowi impotenci
Za lat kilka klasa śmieci
Nie bądź zaskoczony, gdy przeze mnie osaczony
Za wygłupy zostaniesz skarcony
Ja o prawdę walczę
Jeśli nie wystarczę to znajdę wsparcie
Dywizji natarcie
Zawsze są poszkodowani
Zaatakowani bo za cwani
Twardzi wirują jak naćpani
Później głowa na dół
Wiesz, nie zawsze mogę walnąć dla przykładu
Nie znamy układów gdy na plecy patrzysz
Dla nas jesteś nikim jeśli sam nic nie znaczysz
Nic nie znaczysz, nic nie znaczysz (to dla ciebie)

Ref. x2

Niektórzy ludzie nie znają granic
Nie znają granic i dlatego je przekroczą
Przyjdzie pora na to, bądźmy cierpliwi

Ref.
Projekt solowy Slums Attack czas odnowy
Nigdy przemijania taktycznego wycofania
WLZT kto to wie, ktokolwiek wie
FKPT mego rymu masa chce
Czy chcesz tego czy nie, grono ludzi słucha mnie
Nigdy innego wiesz kochają mnie
To nie próba mikrofonu ani kwestia sezonu
Oczekujesz mego zgonu gdzieś w domu po kryjomu
Nie potrafisz zrozumieć moich słów i mego tonu
Bo nie mam mocy atomu ani wielkiej siły gromu
Ale powiem Tobie jedno, stary wygar w samo sedno
Nie pierwszoroczniak na poziomie słabo średnio
Tylko jedno uderzenie decyduje w dużej mierze
W pojedynku o wygraną więc uważaj gdy uderzę
Do trzech razy sztuka więc po trzecie czas zapukać
Po demówce codzienności pogruchotane Twoje kości
Już na dobre czas zagościć w odsłonie numer 3
Co nie lubisz tych produkcji, słuchasz tego jesteś zły

Ofermo jedna durniu Ty to nieładnie wyzywać
Dobra dobra ja też mógłbym na Ciebie wygadywać a tego nie robię

Wytyczne Liryczne Założenia Taktyczne
Faktyczne Komiczne Przestrogi Tematyczne
Wytyczne Liryczne Założenia Taktyczne
Faktyczne Komiczne Przestrogi Tematyczne

Taki już jestem patrzę na wszystko krytycznie
A kto nie patrzy, każdy kto chce prawy doszukuje się
W moich, Twoim co nieznane intryguje
Fascynuje albo śmieszy ignorujesz swoje naprzód wyprowadzasz
Nawet myśli nie dopuścisz że ktoś lepszy jest w te klocki
Żal Ci dupę ściska wyższej szkoły gadka czysta
Bo życiowa i uliczna jesteś frajer no to pryskaj
Znikaj szans nie daję Tobie wielkich
Zapnij pasy, zapnij szelki
Ciężka jazda jest na maska tir morderca
Będzie kraksa tolerancja owszem zdarza się posłuchać
I polubić jedną na dziesięć produkcji
A samokrytyki Sykuś ma najwięcej styki żadne, oskarżenia przesadne
Słowa dosadne układy bardzo ładne i stabilne
Do 300 km zjawimy się w sile
Chcesz Gangsta Rapa w realnej oprawie przyjedź na WEST
Do światełka na zabawę zabawę
Robić się nie chce składam ręce w podzięce za to, że mogę
Że robię jeszcze więcej, że mogę komuś pomóc
Chociaż jestem w udręce rozerwane moje serce
Przez 3 lata może więcej obserwacji nie wakacji z pewnością
Nie lustracji ten komentarz daje sumę mych spostrzeżeń
Czy mam rację nie rymuję jak Seamon nie nazywaj mnie ofermą
Ja Peja w samo sedno to prawdziwe słowa
Wiesz co od dawna się przymierzam w 99 rok wymierzam
Precyzyjne ciosy atak z lutą jak cios kosy
Krytycy pogubią włosy jak na "Misiu" wiesz film o czym
W tym nie ma abstrakcji wytyczne bez rewelacji
Nie chce wzbudzać sensacji założenia pełne racji
Wschodnie czy zachodnie żyje i z pewnością nie zgaśnie
To normalne są klimaty na ulicy życie właśnie się zaczyna
O tej porze toczy się życie na dworze
Opowiadam co się dzieje w nieciekawym kolorze
Świat przedstawiam taki akurat jest dla nas i dla wszystkich
Którzy wiedzą co się dzieje zabić szarą rzeczywistość
Siwym dymem masz nadzieję te odbicia chcesz coś z życia wciąż pod prąd
Nic do ukrycia ciągła pogoń za pieniądzem
Zmusza do ryzyka i to nie show z nagrodami
Dla umysłu gimnastyka ile trzeba się namęczyć żeby mieć
Na wygody życia na rozrywki i muzykę w TV debil męczy
W weekend w rozjebanym disco party
A dziwkarze tańczą żarty wykreowane standardy
Wszystko jest gówno warte gówno warte
To wszystko przeminie hip-hop żyć będzie wiecznie
Założenie i wytyczne nie przepadną sami wiecie, sami wiecie, sami wiecie

Wytyczne Liryczne Założenia Taktyczne
Faktyczne Komiczne Przestrogi Tematyczne
Wytyczne Liryczne Założenia Taktyczne
Faktyczne Komiczne Przestrogi Tematyczne
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo