Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Złość [?] która nie jest potrzebna
Wydostaje się na zewnątrz jak dym ze skręta
Nic, tylko pętla Achillesowa pięta
Głos z kolumny dopadnie każdego pacjenta
Więc pokaż innym, kim jesteś pokaż, pokaż
Nie zdradzaj przerażenia tylko w swoich oczach
Przez koszmar, który śnił ci się zawsze po nocach
To studnia bez dna, do której ty wpadasz
To, co złe kusi, więc to zawsze badasz
Zadajesz sobie pytania i odpowiadasz
Spójrz czy widziałeś swoją twarz w lusterku
To nie jest jedyny uśmiech dziecka na rowerku
To, co nieprzyjemną klikę w obliczach dźwięku
Więc podziękuj losowi, że masz, co jeść
Że masz co założyć, że masz gdzie spać
Że nie musisz kraść, że czysta jest twoja dusza
Bo sytuacja innych do tego zmusza
O 6 rano do pracy dzieciak rusza
Nic mu nie pozostaje oprócz jego rąk
To co życie mu daję wiara w Boga
Jedyne, w co wierzy to nie jest świat dziecinny
Każdego z nas świat jest przecież inny
Tak było w ulicy i jego segmenty
Zakazany świat nie dla każdego dostępny

Spójrz czy widziałeś swoją twarz w lusterku
To nie jest jedyny uśmiech dziecka na rowerku
Teraz mocno nie przyjemne ukryte w obliczach dźwięku
Za to, że żyjesz to Bogu podziękuj

Skazany na życie, dożywotnio
Śmiertelnicy mojej winy mi nie udowodnią
Moje winy zna jedyny i ostatni sprawiedliwy
Oto motto od sądów wszelkich
Pozostań wstrzemięźliwy, skazany na życie

Czy to ostateczny samosąd nie ależ skąd
Mam na to wzgląd odkąd idę pod prąd
Wprost wydarzeń splot chcąc naprawić błąd
Podaj dłoń i bliźniego chroń jak oka w głowie
Człowiek za wszystkie czyny sam odpowiesz
Samemu sobie jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie
I nigdy odwrotnie
Skazany na życie, pokonujesz stopnie
Mimo iż twój grunt pod nogami płonie
Niepochopnie swego dopniesz to nie utoniesz
W świata moczarach skazany na życie
Nagroda czy kara tu twoja wiara
To przetargowa karta chcesz się wycofać
Droga otwarta, lecz czy zachodu warta
To nie czwarta kwarta, lecz pierwsza tercja
Skazany na życie, ten wyrok to lekcja
Ja uczniem pilnym, duchem silnym
Między innymi winny i niewinny
Skazany na życie, od kiedy sam spłacam zaufania kredyt
Z pokorą przyjmując wszelki boski werdykt

Skazany na życie, dożywotnio
Śmiertelnicy mojej winy mi nie udowodnią
Moje winy zna jedyny i ostatni sprawiedliwy
Oto motto od sądów wszelkich
Pozostań wstrzemięźliwy, skazany na życie …

[x2]
Spójrz czy widziałeś swoją twarz w lusterku
To nie jest jedyny uśmiech dziecka na rowerku
Teraz mocno nie przyjemne ukryte w obliczach dźwięku
Za to, że żyjesz to Bogu podziękuj

Żyję w dymie, lirycznej zadymie
Zdany sam na siebie oficjalny żywot płynie
Skazani na to żeby wlać coś do gardła
Normalny człowieku tylko się nie zadław
Alkohol to eliksir prekursor diabła
Pytasz się o kraj, dlaczego taki smutny
Że czas nawijać tu sprawy które muszą wyjść na jaw
Jeszcze raz udajesz, że nie widzisz, co tak naprawdę się tu dzieję
Gdy wiatr zimny zawieje
Zgrozę sieję w twoich oczach tępy blask
Gdy w otchłani słyszysz rapu prawdy wrzask
Że dźwięk przekracza wciąż wszelkie granice
Bo takie historie spłodziły ulice
Tam gdzie adrenalina rozkręca życie
Gdzie biedni na krawędzi a bogaci na szczycie
Obiecane łatwe życie obraca się w słowa kłamstw
Odbicie, ludzie walczą jak dziś zwierzęta
Ból serca, głupi ziom znów się znęca
Następna ofiara znów jest przerżnięta
Żeby ta sugestia nie pozostała tobie obojętna

[x2]
Spójrz czy widziałeś swoją twarz w lusterku
To nie jest jedyny uśmiech dziecka na rowerku
Teraz mocno nie przyjemne ukryte w obliczach dźwięku
Za to, że żyjesz to Bogu podziękuj
Yo, jak minął twój dzień?
12 godzin, złodzieje czasu

[x2]
Niechciani, nielubiani jak koszmary w snach
Zakazani jak dla karawany czarny szlak
Skazani by godzinami sami kradli czas
Złodzieje czasu

Godzina pierwsza to przedsmak, ta płyta uzależnia
Druga w trudach, w domu szukasz miejsca
Słuchasz trzecia, dopiero co się wkręcasz
Ten czas zleciał, jakby zabrał go morderca
Czwarta z życia wydarta godzina martwa
Z kąta do kąta plątasz się, piąta na zegarkach
Trwa walka
, szósta, 3W na słuchawkach
Masz sucho w ustach, bo za daleko szklanka
Godzina siódma, minęło pół dnia w myślach

Medytujesz na dywanie jak Budda w Indiach
Dobija ósma, twój pokój to bezludna wyspa
Dziewiąta jakoś późno przyszła
Dziesiąta się błąkasz, przesiąkasz od jointa
Przeglądasz, przeciągasz i zgrywasz na kompakt
Jedenasta, dzień dobiega końca
Dźwięk dzwonka od ziomka, czas nastał, dwunasta

[x2]
Niechciani, nielubiani jak koszmary w snach
Zakazani jak dla karawany czarny szlak
Skazani by godzinami sami kradli czas
Złodzieje czasu

Płynie wino w klatkach, kolejna noc, płyną ćmy do światła
Widok ławka, blok, buja jak na statkach
Pomimo lat brat ludzie giną na rogatkach
Inni gniją w izolatkach, życie idzie na romansach
To szansa dla niektórych, dla innych niemoc
Nad głową pali się neon, są jak kapitan Nemo
Dwadzieścia tysięcy mil miejskiej żeglugi
Chcieliby umrzeć jak Dean, a giną na szlugi
Bo ludzie szukają natchnienia tam gdzie na bank jego nie ma
Dzisiaj liczy się kariera, każdy chce dodawać zera
To świat pędu, względów i połamanych wersów
Lecz co raz trudniej znaleźć sens tu bez precedensu
W sieci absurdu jesteśmy jak wioska Kurdów
Oddalona tysiąc mil od pozostałych kultur
Złodzieje czasu reasumując brzmienie basu
To powrót do wartości z archaicznego lasu

[x2]
Niechciani, nielubiani jak koszmary w snach
Zakazani jak dla karawany czarny szlak
Skazani by godzinami sami kradli czas
Złodzieje czasu

W co oni wierzą, powiedz z czego się cieszą, powiedz
Jestem jak kieszonkowiec, zawodowiec, sam to powiedz
Otwieram sezon z 3W, powiedz fałszerzom rymu,
że zimny chirurg znów trudni się kradzieżą minut
Wkalkulowana w to wiara jak w planach Almodovara
Od pierwszych tagów na ścianach wrzucanych farbą Montana
Za oknem szaro od rana - nagroda albo to kara?
Idę z wyprawą po Graala i życz mi żebym go znalazł
Bo nim czas koniec odmierzy, przyjdą trzej kolekcjonerzy
Poszerzyć swą kolekcję o twoją kolekcję przeżyć
Nie pomoże tu kłamanie, układ planet, udawanie
Rozpocząłem układanie, płynie czas nieubłaganie
Tu gdzie bloki, pawilony, mamy zwrotki, plan i pomysł
Tu wyroki niewidomych są jak zwłoki zaginionych
Stań i pomyśl, jesteśmy jak Clyde i Boney, Rap Ikony,
Jak poszukiwacze skarbów na pustyniach Arizony

[x4]
Niechciani, nielubiani jak koszmary w snach
Zakazani jak dla karawany czarny szlak
Skazani by godzinami sami kradli czas
Złodzieje czasu
Ref. Nawet kiedy teksty me dla ciebie nic nie znaczą There ll be always people that will say rock on ej a co jak na koniec rapu cię wsadza? Shit i will be loud even from the silent backrow

1. Its my life can be bright or dark shut up Chcesz je badać masz palec i stad spadaj This is why keep up to keep my balance Nagrywam wciąż sam nikt mi w tym nie pomagał I know you like hating it's the way it is Ale nie uważasz ze trochę w tym hipokryzji? You don't like me but you can't break my spirit Czyli byłem tu i będę no i jestem w tej chwili I really understand all those smart critics Jednak są też tacy co chcą wszystko spłycić suck it up i am gonna let you deal with it Nie moja wina że cię w szkole niedoszkolili Your brains low like low temperature - chilli Żeby mnie pokonać musisz brać steroidy Shutta fuck up and just stop bitchin Na takich jak ty mogę w nieskończeność się żywić

Ref. I nawet kiedy teksty me dla ciebie nic nie znaczą There ll be always people that will say rock on ej a co jak na koniec rapu cię wsadza? Shit i will be loud even from the silent backrow

2. What you want, what you need me to do? jestem tylko muzykiem nie robię żadnych cudów I am just the rapper none of that master voodoo pomyśl kto naprawdę na scenie cię uwiódł. i think you won't get what i explain to you grząsko wchodzę w masę tego ciemnego ludu. This is why, this is I, never say, goodbye i gram, i mam gdzieś chodzenie po wrogich gruntach I am so furious, they accuse me of rap betrayal nie jestem taki ze ktos maski mi przyklejal but you keep tellin' me there is no way out że nie robiłem tego tylko po to by się sprzedać.... I swear I ve never taken so much crap from people i nawet nie chce sie juz przeciwstawiać tym mitom I am so close to be legend it takes so little więc napewno nie będę siedział cicho.
[x2]
Nie tylko niemi nie mówią, a głupi nie myślą
Nie tylko ściemy rujnują choć te ściemy wybudowały im przyszłość
Nie tylko ślepi nie widzą czasem widząc więcej niż my
Nie tylko głusi niewiele słyszą, skazani na instynkt

Siedzą pod przejściem na berzie, siedzą jak więzień
Myślą zmień się i trzęsie im się każdy mięsień
Zagubieni w sensie oni czekają na ten dzień
Którego nie będzie, są w błędzie
Ty albo ta co ma coś za co chętnie płacą
Jedna z tych co w samotności płaczą i pytają za co
Później, a na razie uśmiech
i jak najluźniej
Stoi na haju jak w półśnie

I ten co śpi na korytarzach co dzień pozory stwarza
Ci o zmęczonych twarzach na chorych fazach
Co marzą żeby w końcu Bóg im ten życiorys zmazał
To jak algorytm się powtarza ciche poddasza
Ten co wierzył w towcu kreski w koksu prestiż
Od sugestii wzorców miejskich
, w końcu jest nim
Jak Pacino, Marlon Brando czy De Niro w ojcu chrzestnym
Chodnik popisany farbą, idę nim po dworcu miejskim

Czy kiedykolwiek mijając ich obok kiwając głową
Wbijając w obojętność, która tak chodzi za tobą
Myślałeś nad ich historią, nad tym kto kim był i czemu tak?
Nie? ty też jak Green Peace nie lubisz zmian
Być może dom z rodziną wydarł mu ogień siłą
Zostawił w grobie miłość wtedy kiedy zamieniał wodę w wino
Lub stało się coś o czym nie masz pojęcia
Wiesz co? nie tylko ma się marzenia na zdjęciach
Inny to kurwy, kasyna, szampan i burdele
Telenowele, walki, czas oddany walkowerem
Świat brudny, żetony, karty, hajs w plikach

W tym dymie imię traci znacznie, znikasz
Zresztą bardzo dobrze wiesz prosto ustać to problem dziś
Inna ma w lustrach konkret diss na rękach komplet blizn
Wkrótce jej przywódcę pozna śmierci imię
Ty masz dom, dzieci, rodzinę, ona śmierdzi kominem

[x2]
Nie tylko niemi nie mówią, a głupi nie myślą
Nie tylko ściemy rujnują choć te ściemy wybudowały im przyszłość
Nie tylko ślepi nie widzą czasem widząc więcej niż my
Nie tylko głusi niewiele słyszą, skazani na instynkt

Bóg nie może zbawić wszystkich
Bóg może zabić, zniszczyć zostawić rany, blizny
Często brakuje odwagi by zdławić instynkt, nikt nie jest czysty
Na każdym rogu pułapki miejskiej mielizny
Od iskry do zgliszczy apokalipsy
W oczach Boga wszyscy jesteśmy skazani na instynkt
Nie każdy w walce ma charakter szachisty
Idąc po akordach życia jak palce pianisty
Wystarczy jeden błąd by biec pod prąd
Ilu wybiera krzesło na szyi z pętlą
Bo oddają lekką ręką własnym lękom los
Zostawiając piętno ucieczką w ciemną noc
Wydarzenia wokół nas kręcą się jak karuzela
Tak samo dobro jak i zło wraca jak bumerang
Niektórych zabrał czas, a innych melanż
Nie oszukasz tego brat co masz zapisane w genach
Popatrz w moje oczy,
A zobaczysz w nich wszystko
Mały chłopak, piłka i boisko,
Moja matka, która była blisko
I modliła się o moją dobrą przyszłość
Szkoła, porażki i sukcesy, pochwały, nagany i inne ekscesy
2448 milicyjne pały
Moje plecy dosyć dobrze poznały
Negatywnych wiele doświadczeń
Bez przepraszam i bez wyjaśnień
Cios za ciosem, mina za miną,
Zdrada za zdradą, dziewczyna za dziewczyną
Uwierz proszę traciłem nadzieje,
Że moje życie się zmieni, że w końcu szczęściem powieje
W moją stronę i w problemach nie utonę

Życie piękne jest, trzeba tylko chcieć, mocno wierzyć w nie
Wciąż do przodu iść, każdą chwilą żyć, nie poddawać się

Popatrz w moje oczy, a zobaczysz w nich prawdę
Sytuacje kiedy byłem na dnie
Psychicznie zniszczony przez życie
I co z tego ziom, że byłem na szczycie ?
Złota płyta, dzień później ginie wariat
Rozpoczyna się seria czarna
Trzy miesiące później moja mama umiera
Wybieram dilera, nie obchodzi mnie kariera
Na Kanary uciekam odpocząć
Kiedy wracam psy mają na mnie oko
Prokurator, wezwania, przesłuchania
Na glebie wiele razy CBŚ się kłania
Potem widzę śmierć mojego ojca
Czarna seria nadal nie ma końca
Kazyk, Wasyl i reszta chłopaków opuszczają Kraków

Życie piękne jest, trzeba tylko chcieć, mocno wierzyć w nie
Wciąż do przodu iść, każdą chwilą żyć, nie poddawać się

Popatrz w moje oczy, a przeczytasz z nich wiele
Choć daleko moi przyjaciele
Chociaż z życiem ciągle się zmagam
A los często nogę mi podkłada
Jednak nie tracę wiary, zaciskam pięści
Idę do przodu, mimo złych wieści
W moim sercu noszę orędzie
Życie jest piękne, więc niech piękne będzie

Życie piękne jest, trzeba tylko chcieć, mocno wierzyć w nie
Wciąż do przodu iść, każdą chwilą żyć, nie poddawać się

Życie piękne jest, trzeba tylko chcieć, mocno wierzyć w nie
Wciąż do przodu iść, każdą chwilą żyć, nie poddawać się
Ref.:
To jest ten świat, mój świat, witam,
Pare słów o nim, krąg się zamyka.
Niektórzy walkowerem się poddają,
Witam cię tu gdzie pieniądze szczęście dają. 2x

[WOJTAS]
Kiedy zrozumiesz, że czas już najwyższy
pomóc przede wszystkim sobie i najbliższym?
Może dziś zacznij realizować plany,
Jak długo jeszcze będziesz na garze mamy?
Są obowiązki, którym trzeba sprostać,
nie raz zapracować na coś żeby dostać.
Musisz do tego dorosnąć, dojrzeć,
trzeźwo spojrzeć na swoją sytuację.
Pozostaw za sobą gówniarskie akcje,
agresję, złość, desperację.
Bądź cwany i nie wierz we wszystko,
Ktoś wredny może być blisko, orientuj,
Witaj w realnym świecie pełnym patentów
Na to jak przeżyć i nie stać się szmatą.
Masz motywację, napędowy motor,
dorośnij kurwa mać! - proszę cię o to.

[ZAJKA]
Witam ciebie w realnym świecie,
Pih w komplecie WYP3.
Stara szkoła rapu, błyszczące refleksje,
Nagraniowe sesje, kolejne koneksje.
Wyciskamy tą hardkorową ekspresję,
Jak na podeście ciężarowiec, czyste podejście.
Bez fałszu, fikcji, i ściemnionych zdarzeń,
WYP3 styl spełnionych marzeń.
Ta muzyka ponoć będzie długo jeszcze,
w moim mieście, twoim mieście.
Masz intuicję to chyba wiesz, że
Polskie rap płyty są coraz lepsze.
Hip hop zatacza coraz szersze kręgi,
Od paru ziomów do ogólnopolskiej potęgi.
Masz jak dziecko zdziwioną twarz,
Życie ma słodko - gorzki smak.
A my mamy swój twardy rap,
Realny jak realny jest ten świat.

Ref.:
To jest ten świat, mój świat, witam,
Pare słów o nim, krąg się zamyka.
Niektórzy walkowerem się poddają,
Witam cię tu gdzie pieniądze szczęście dają. 2x

[PIH]
Jak myślisz, że to banał - przełącz kanał,
Nam na loterii nikt losów nie rozdawał.
Nie jeden zbłądził, a od takich tu się roi,
Wczoraj pół - Bóg, dziś człowiek śmiertelnie chory.
Nic się nie zmienia, do napełnienia micha,
Podobnie jak wczoraj z tą różnicą, że dzisiaj...
Witam, radzę ci szczerze się ogarnij,
Nie ma tu miejsc dla pizd rodem z cieplarni.
Pochodną sukcesu jest nie rozłączny skandal,
Witam cię tu gdzie co drugi wandal.
Duma jak niewidzialna, kość usztywnia kark,
O siebie się martw, bo obejdziesz się smakiem.
Wycofasz się rakiem, odkrycie na wagę złota,
Tam gdzie kończy się odwaga zaczyna głupota.
Witam cię w takim a nie innym świecie brachu,
Nie wierz mu za chuj, nie słuchaj w uchu wirachów.
Nie na rękę tym co boją się własnego cienia,
Z myślą o tych co udają, sami są z kamienia.
Ziemia, Ziema witam, witam, przyjdź,
Sam zobacz, nas nie pytaj.

[BORIXON]
Mam głowę na karku i dwie garście spore,
Witam cię w moim świecie gdzie wieje hardkorem.
W miejscu w którym nikt nie jest moim sponsorem,
Gdzie opluwają klatki i wyginają poręcz.
W miejscu w którym mam przyjaciela, mam też wroga,
Gdzie brzmi mój własny osobisty slogan.
Masz intuicję? To pierdol policję!
Wielka szkoda, że dla niektórych to tylko moda,
A mój cały świat jest inny dziecko.
Ja naprawdę pierdolę prawie wszystko co jest na niebiesko.
Witam w świecie w którym żyję,
Mam za co jeść to jem, mam za co pić to piję.
Mam co brać to biorę pełną garścią,
Mam w dupie tych wszystkich co się cały czas marszczą.
Witam cię w świecie upadków i wzlotów,
Zapraszam do siebie jeśli jesteś na to gotów.

Ref.:
To jest ten świat, mój świat, witam,
Pare słów o nim, krąg się zamyka.
Niektórzy walkowerem się poddają,
Witam cię tu gdzie pieniądze szczęście dają. 2x
Noc Łódź Kaliska z dala od sokistów psiarni
Syczą farby trzeba zrobić tu outline'y
Na to daj mi moment fatcap jeden kolor
Choć nie jestem ome bo mieszkam przecież obok
To się biorę za walkę idzie ps ps jak hi-hat
Chcesz zarobić tysiaka to najpierw kurwo złap mnie
Nic nie jest tajne tu boogie noc świateł
Tu marihuana cie obudzi zapachem
Ten dym idzie z wiatrem
Jak krata za browcem
Za ten klimat i 80-te lata na ośce
To nie szata czy dolce zdobi nasz wizerunek
Dlatego nie patrz na mnie bo w oczach nie odfrunę
W tych blokach się czuje ten smak życia sztos
Nie ważne czy to Bridgestone, Bałuty czy Bronx
Stąd nie ucieknę choć hip hop już to zrobił
Za lans, dupy, sex i ten pierdolony snobizm
Na chuj mam się wozić i z czym mi pokażesz
Że w tekstach opisuje film swoich marzeń
Jeszcze zdążę się zestarzeć lecz nie w najbliższym czasie
Gdybym miał się urodzić jeszcze raz to tylko z Rapem

[2x]
Tam gdzie buty są stare,tam gdzie dupy są
Tam gdzie rap, to ten co chciałbyś poznać na pamięć
Cały czas wbijać w banię każdą linijkę wosku
Jeszcze raz daj mi Panie przeżyć ten Old School

To tym miejscem ja żyje, gdy puls daje gramofon
Z ulicy blues znów śle ten luz tu tym blokom
Z wyłączoną nokią dzięki brat za tą opcję
Zamykam oczy w głowie łączę funk z Nowym Jorkiem
Daj się zapomnieć przeżyć ten świat inaczej
Choć raczej nie pogadasz już o tekstach z grubasem
Tam mieć flow, styl i klasę pomyśleć co by było
By móc stać zaraz za Nasem i krzyczeć jedna miłość
Bas jak z Elnino rap po mieście w podziemiu
Dźwięk rozbity na pady SP-1200 E-mu
Afrogeniusz imię Adam po hebrajsku ziemia
Poprzez pokolenia w genach posiadam w banku brzmienia
Bez oklasków do nieba zabiera mnie mój umysł
Tam gdzie farba, aerozol ubiera wszystkie mury
Za ten Old School File, Pumpy, Air Force'y, Sofiksy
Daj Boże jeszcze raz tu przeżyć ten styl dziś

[2x]
Tam gdzie buty są stare,tam gdzie dupy są
Tam gdzie rap, to ten co chciałbyś poznać na pamięć
Cały czas wbijać w banię każdą linijkę wosku
Jeszcze raz daj mi Panie przeżyć ten Old School
Ja pod nogi im pluję donGURALesko
Ja pod nogi im pluję

Od dzieciństwa chowani w kulcie strachu przed jutrem
Pouczani by z rozpaczy nie zaglądać w butle
Pouczani by nie uciekać w inne wymiary
Nie zostać spalonym jak w procesie o czary
Jak wielu mijanych na osiedlu
Puste oczy, niepewne kroki, wypalone powłoki
A ponad nimi bloki pochylone
Związek człowieka z betonem,
Glob globem, blok domem
Na betonowej ścianie kładę dłonie
Otaczają mnie kordonem, bo robię to co zabronione
Te jednostki zniewolone jak psy wyszkolone
Zwodzone przez mamonę pozostają uśpione
Obwarowani prawami mamią się złudzeniami
Rządu obietnicami, skrępowani zakazami
Poganiani nakazami, monitami, wezwaniami
Wyrokami w pierdlach zamykani, sparaliżowani
Dokarmiani pop rozrywkami w miejskich Zoo
Niestety umarły już ich priorytety

Ja pod nogi im pluję
Praktyk nie teoretyk
Ja pod nogi im pluję
Ja pod nogi im pluję- konfidentom, agentom
Szkiełowni rezydentom, premierom i prezydentom
Przekupnym posłom i senatorom
Co cały dzień boży siedzą i pierdolą- szmal biorą
W ukryciu jak Zorro ja pod nogi im pluję
Gural fałsz wyczuje i to nas różnicuje
Pod maską prawa schowani, skitrani
A ciągle pierdolą jacy oni zatroskani
O moje życie, moje zdrowie mój szmal przede wszystkim
I o marihuany listki nie wolno ich palić
To jest fuj to szkodzi, nie zgodzisz się z nimi?
Klawisz ci to wynagrodzi
Przez 3 lata jesteś bystry, przez 10 tak rząd uwalnia
Społeczeństwo od niebezpieczeństw
Ja pod nogi im pluję
Ja pod nogi im pluję
Ja pod nogi im pluję

Bystry pan Kaczyński przeprowadza czystki
Synu znowu chodzi mi tu o listki
Czemu tak złe dla nich są owoce ziemi
Błogosławieni co nie dotykają chemii
Bo ludzie nie wiedzą co drzemie w naturze
W tagu na murze, w dymu chmurze
Ja na górze patrzę, ludzie chleją, własne żony leją
Z dnia na dzień biednieją, mentalnie ubożeją
Władze się z tego śmieją i propagandę sieją
Ja pod nogi im pluje i niech to zrozumieją
Pieniądz i pieniądz, opłaty co miesiąc
Podatki, akcyzy, do lepszego świata wizy
Dewizy, obowiązki, zasadnicze służby,
Zawodowe związki, zakłady karne, służby penitencjarne
Areszty śledcze- podstępnym wietrze
Czasy mamy niebezpieczne
Ja pod nogi im pluję
Wiesz o co chodzi?
Przyjęło się chyba tak w Polsce, że w ogóle ludzie chcą szufladkować tą całą twoja muzykę.
Mnie się pytają czy to jest horror rap, czy hardcore rap, czy psycho, gdzie jest ten dawny Miuosh, czy to trueschool, czy bounce. Stary ja nawet nie wiem co to jest ten trueschool, nie? Czy to chodzi o to że bit jest samplowany? Ważne jest to, żeby ludzie razem z sobą dorastali i rozumieli to co ty chcesz im powiedzieć. Nie ważne czy studiują, czy pracują, czy są z bloku, czy z dobrego domu, czy z ulicy. Ważne że to rozumieją. Ja robie to dla wszystkich, bo o to chodzi nie?

To nawet dla tych co dzień w dzień wdupiają fetę,
i do dziś im się wydaje że patos to ten czwarty muszkieter,
Ja każdy wers zawijam blete i ściągam bucha,
w płucach go miele i wypuszczam go w eter, posłuchaj.
Tych parę prawd, parę historii i miejsc, pare set brudnych serc,
których rytm określa herc - ja wiem.
Czasami zamiast się wspinać o wiele łatwiej jest zejść,
ja na kolanach, po kamieniach póki tylko jest sens.
Póki tylko jest powód, koncerty to alibi, dyskografia to dowód,
nie z Vivy i MTV, a zza szyb samochodów.
Daleko mi do szczytów, o wiele bliżej do grobu.
To ten nieznany na ogół i ten nie słuchany wszędzie,
chuj z tym, póki gram, wiem że jakoś to będzie, (ej)
bo znam swoje miejsce, to dla moich ludzi tutaj i wszędzie!

Stary, powiem Ci tak,
że w momencie kiedy zaczynałem słuchać tego całego rapu,
kiedy strażak puszczał mi te kawałki,
kiedy zaczynaliśmy to robić z Puqiem,
nawet sobie nie wyobrażałem tego,
że kiedyś będe w sytuacji, w której wydaje płyty, gram koncerty,
jeżdżę po całej Polsce, to było zupełnie inaczej.

Pamiętam koniec podstawówki, i te pierwsze rytmy,
pierwsze rapy na walkmanach, co cięły mózg jak brzytwy,
lenary, ery, Wzgórzaki i Kalibry,
pierwsza wódka i jointy, których nie zapomnę nigdy,
pamiętam PKCK MCF ALO Dziewiętnasty,
pierwszy mega, pierwsze w miarę szybkie laski,
pierwsze weekendy w Tychach,
na M się dało ten rap wdychać,
i po dziś dzień z Rzeszem okupuje tam ławki,
pamiętam Mikołów z przed tylu lat,
ja i dwóch, co jak brat kontra świat,
wiem, dzień za dniem, a za taktem takt,
na przekór całej stercie tych naciąganych prawd,
z czasem dorwał nas jad, ład, czasem pękam,
nawet przy najtwardszych dzwiękach,
wyłapałem jedno i do dziś to pamiętam,
im wyżej jesteś, tym droga bardziej kręta.

Bo to dla moich ludzi tutaj i wszędzie,
dzień za dniem, a za taktem takt,
póki jest powód, póki tylko jest sens.
(Intro)
Raz, dwa, raz, dwa, raz, dwa
Właśie tak, PIH, PMM
Z Białegostoku do Szczecina

Ref.
Wirus, to ta miejska choroba
To dźwięki muzyki, te miejsca i słowa
Wirus, możesz tego skosztować
Ale w objawach to bywa ciężkie, weź zobacz

Wirus, bez odwrotu droga
Księga ocalenia by móc ustać na nogach
Wirus, nam pozwala tu żyć
A tym co stracili wiarę nie pozostawia nic

1. [Głowa]
To rozprzestrzenia się jak w krwiobiego ebola
Hip-Hop i Victoria, nowa stara szkoła
Głowa na mnie woła ten kto bije mi pionę
Zwiastuje chorobę choć ma dni policzone
To nie koniec, widzę jak trzęsą się dłonie
Tym co chcięli bluździć bo spluną na skronie
Agonalny stan pali ciebie jak napalm
Do otwarcia ran ślad zostawił na lata
Teraz nie może w czuść iść, odszedł tlen, odszedł zryw
W serce nie pompuje krwi, w żyłach ścisk
Zabij lub daj żyć, nie pozbędziesz się blizn
Nie ma antidotum na to co robię dziś
Rwany rytm, oddech wraca ci z trudem
Cienka nić między tym co prawdą a co zatrute
Zetrze w pył, wyrzucę te słowa na ulicę
Epidemia globalna, rap to moje życie

2. [Pih]
Czu, czu, czujesz ten chory, chory oddech miasta
Nie pomoże ci maska, przenosi się przez asfalt
Metropolia nie śpi, odgłos karetki
Ten wirus replikuje się we krwi
Tak dla twojej informacji
Zostało ci kilka chwil, krótki okres inkubacji
Dzień sądny, na rauszu zataczając się idze przez ulicę oddział moich zombie
W zasadzie dzień jak każdy inny
Kiedy podpalamy kolejny punky filtracyjny
Całą bandą nadciągamy
Lepiej wyskocz przez okno i nie przeciągaj sprawy
Mów co chcesz, wiem swoje stary
Nie pomoże ci szczepionka z odwagi
Posmak roku ze słonecznego stoku
Kiedy nawijam robi się najkrótszy dzień w roku
Globalny styl, wibrujące pięści
Epidemia czerwonki u konkurencji
Ten wirus jak walec po drodze wszystko niszczy
Pih chroni kas apokalipsy

Ref.
Wirus, to ta miejska choroba
To dźwięki muzyki, te miejsca i słowa
Wirus, możesz tego skosztować
Ale w objawach to bywa ciężkie, weź zobacz

Wirus, bez odwrotu droga
Księga ocalenia by móc ustać na nogach
Wirus, nam pozwala tu żyć
A tym co stracili wiarę nie pozostawia nic

3. [Wężu]
To choroba która rozpszestrzenia się masowo
Od kąd jestem zarażony życie poznaję na nowo
Całe lata chorobowo, ponoć ciężki mam stan
I nie kontroluję tego kiedy odpierdala nam
Nie pamiętam nawet dnia kiedy zacząłem tak żyć
To trochę tak jakby wcześniej nie było nic
Jednym z głównych objawów był przekrwiony wzrok
Ciągłe tupanie nogą i bujanie się non stop
Wciąż kombinuję coś, audio system zajeżdżam
Co drugie słowo to kurwa albo spieprzaj
Sprawa jest ciężka, obserwacja w toku
Organom ścigania zarażony stawia opór
Zanim księga ocalenia czas zamieni w popiół
Skończę ją pisać potem zabiorę do grobu
Nie mam wyboru, PMM diagnoza bloków
Od kilkunastu lat uzależniony od hip-hopu.
Finiszuję na starcie, mówię o tym otwarcie
O tym mówię uparcie, mam wśród ludzi poparcie
W zatłoczonym klubie DJ płytami kręci
I każdy w tłumie wie kim jest ten MC
W tej kwestii bez konkurencji, to już wiadomo
To sprawiedliwy wyrok jak król Salomon
Idzie fala znów, buja cała sala, dywan głów
Napierdala gala słów na tip-top, bo ten typ to hip-hop
We własnej osobie, tak to robię
Pierdolę fobie, uświadom to sobie, sobie
To ten człowiek z betonowego buszu
Co puszcza rap w obieg dla twoich uszu
Dym palonego suszu tańczy ulotny taniec
Bitu pulsowanie powtarzane jak różaniec
A nie tanie granie dla mas
To dla was, nie dla mas ta gama mi dana
Udana, nadawana, grana

Liryczny wandal, muzyczny skandal
I oficjalna banda, pełna bandan
Nie zagłuszy nas propaganda
Tyraliera rapiera napiera, tempa nabiera teraz
Liryczny wandal, muzyczny skandal
I oficjalna banda, pełna bandan
Nie zagłuszy nas propaganda słów
Tyraliera rapiera napiera, tempa nabiera teraz

Oto ci malowali po klatkach
Dziś robię wandalizm na kartkach
Liryczny wandal, banda na blantach
Alko w szklankach, hardcore balanga
Jestem tu, żeby cię wkurwić
Ja, parę sztuk, kilku kumpli
Puścisz synku, ja tak jadę
Grupa trzymająca wagę
Kurwa, rapuję żeby wkurwiać
Teraz tak bombarduję podwórka
To mój tag zrobiony na bicie
Taa ziomek mikrofonem piszę
Mikrofony to puszki dla mnie
Słowa to końcówki na nie
Ciągle bombię, jestem w formie
Ziombel jeszcze usłyszysz o mnie
Nielegale ściągniesz usłyszysz
To jest ciągle w sprzętach, pamiętaj
Tak mówią, przeleć, jedź grubo
Tedunio - Bezele reprezentant
Bez cyrków, styl tu na fyrtlu
Tede, Gural do rytmu hula
GTW, PDG, WWA, yo

Liryczny wandal, muzyczny skandal
I oficjalna banda, pełna bandan
Nie zagłuszy nas propaganda
Tyraliera rapiera napiera, tempa nabiera teraz
Liryczny wandal, muzyczny skandal
I oficjalna banda, pełna bandan
Nie zagłuszy nas propaganda słów
Tyraliera rapiera napiera, tempa nabiera teraz

Ziom zmiana sztafety, żadne tanie bzdety
Nie zahamują niestety lotu Gurala komety
Od startu do mety mknę bez podniety
Co ciecie mamroczecie? O rety, tylko nie ty
Praktyk, nie teoretyk
Fakty, nie bzdety
I nie jak ty skurwysynu, kretyn
Znów mam wilczy apetyt, pierdolę trendy
Monety to nie mój fetysz, droga nie tędy
Jeden na sto
Jeden na tysiąc
Jeden na milion
Hip-hopu pastor z nową homilią
Wnioskuj, Gural rapuje po swojsku
I pierdoli reguły, bo nigdy nie był w wojsku
Po prostu polski trueschool, polski oldschool
Polski newschool, polska burza mózgów
Gural wrócił, jednych to cieszy, innych to smuci
Mnie to śmieszy, zapisuję kolejny zeszyt
A treść tej depeszy brzmi:
Jestem MC, co ma bit, rym, git styl
Jak zwą tak zwą, będę z płuc miecha dął
I nieubłaganie klął i nieubłaganie mówił yo
Te słowa podpisuję własną krwią
A waszą grę zastępuję własną grą
To jest flow niewiarygodny, a jednak godny wiary
To kultura, która hula jak zadymiona fura
pastelowe niebo, plastelinowa ciemnosc
czas pelni odpowiedni czas by uciec stad
plastikowe drzewa niema nieba niepojetosc
namalowany kreska swiat stanal przede mna

wszystko ma swoja druga strone, swoje odbicie
lustro odbija twe oblicze, a oblicze zycie
to zycie ma granice i cel obycie i analize
to zycie ma sens (rev. odbicie) widzicie roznice?
gdy lustro peknie ja wraz ksiezycem przechodze przez nie
bo odkrylem to miejsce gdzie wiecej widze
czuje poezje jak przelatuje wokol
co tu jest sensem - nie pojmuje lecz czuje tu spokoj
(rev. to miejsce) niedostepne dla twych oczu musisz to czuc
to miejsce niepojete ukryte gdzies na uboczu
to miejsce niepodlegle, jednak pelne pokus
moze cie uraczyc zatracic lub zabic (rev. kwestia wyboru)

pastelowe niebo, plastelinowa ciemnosc
czas pelni odpowiedni czas by uciec stad
plastikowe drzewa niema nieba niepojetosc
namalowany kreska swiat stanal przede mna

wyrylem inicjaly w drzewie nad rzeka marzen
upilem sie pragnieniem w stawie, ktorego juz nie zobacze
odkrylem to co zapomniane i niedostrzegane dane
przelane na papier w ziemi pochowalem
juz tam nie wroce, gdzies zapodzialem klucze
i nie powtorze tego dnia nie ujrze pastelowych wzgorz na gorze
plastikowych slow drzew strozem byc juz tego nie powtorze
chocbym nie wiem jak chcial uciec stad (rev. bo to byl blad)
ta strona zbyt barwna by babrac sie sensem
ta strona to magia, brak swiatla, cos wiecej
ta strona to barwa wrzechswiata ujecie
ta strona tak straszna, tak dziwna (rev. chce wiecej jej)

pastelowe niebo, plastelinowa ciemnosc
czas pelni odpowiedni czas by uciec stad
plastikowe drzewa niema nieba niepojetosc
namalowany kreska swiat stanal przede mna
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo