Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ten Twój pies to niezły gnój!
wlazł do pokoju i podjeżdza stół
siedzi na kanapie
telewizor ma na full

Ten Twój pies to niezły gnóóój!

Twój pieees to niezły gnój!

Ten Twój pies to niezły gnój!
wlazł do pokoju i podjeżdza stół
siedzi na kanapie (siedzi na kanapie)
telewizor ma na full (telewizor ma na full)
Ten Twój pies to niezły gnój!

Twóój piees
Twóój piees
Twóój piees to niezły gnój!
Popatrz w moje oczy,
A zobaczysz w nich wszystko
Mały chłopak, piłka i boisko,
Moja matka, która była blisko
I modliła się o moją dobrą przyszłość
Szkoła, porażki i sukcesy, pochwały, nagany i inne ekscesy
2448 milicyjne pały
Moje plecy dosyć dobrze poznały
Negatywnych wiele doświadczeń
Bez przepraszam i bez wyjaśnień
Cios za ciosem, mina za miną,
Zdrada za zdradą, dziewczyna za dziewczyną
Uwierz proszę traciłem nadzieje,
Że moje życie się zmieni, że w końcu szczęściem powieje
W moją stronę i w problemach nie utonę

Życie piękne jest, trzeba tylko chcieć, mocno wierzyć w nie
Wciąż do przodu iść, każdą chwilą żyć, nie poddawać się

Popatrz w moje oczy, a zobaczysz w nich prawdę
Sytuacje kiedy byłem na dnie
Psychicznie zniszczony przez życie
I co z tego ziom, że byłem na szczycie ?
Złota płyta, dzień później ginie wariat
Rozpoczyna się seria czarna
Trzy miesiące później moja mama umiera
Wybieram dilera, nie obchodzi mnie kariera
Na Kanary uciekam odpocząć
Kiedy wracam psy mają na mnie oko
Prokurator, wezwania, przesłuchania
Na glebie wiele razy CBŚ się kłania
Potem widzę śmierć mojego ojca
Czarna seria nadal nie ma końca
Kazyk, Wasyl i reszta chłopaków opuszczają Kraków

Życie piękne jest, trzeba tylko chcieć, mocno wierzyć w nie
Wciąż do przodu iść, każdą chwilą żyć, nie poddawać się

Popatrz w moje oczy, a przeczytasz z nich wiele
Choć daleko moi przyjaciele
Chociaż z życiem ciągle się zmagam
A los często nogę mi podkłada
Jednak nie tracę wiary, zaciskam pięści
Idę do przodu, mimo złych wieści
W moim sercu noszę orędzie
Życie jest piękne, więc niech piękne będzie

Życie piękne jest, trzeba tylko chcieć, mocno wierzyć w nie
Wciąż do przodu iść, każdą chwilą żyć, nie poddawać się

Życie piękne jest, trzeba tylko chcieć, mocno wierzyć w nie
Wciąż do przodu iść, każdą chwilą żyć, nie poddawać się
1. Wjeżdżam do klubu, myślę tylko o koncercie
Teraz, slalom wśród tłumu, próbuje odnaleźć backstage
Mam dosyć szumu, szukam luzu, czuję napięcie
Przy barze Jack'a, setkę walę- rozluźniam mięśnie
Zróbcie przejście, nie czas na fotosesje
Nareszcie widzę wejście, wchodzę na backstage'u jeszcze gęściej
Czy jestem w innym mieście, czy kurwa mylę koncerty
Same obce ryje, tłok, ktoś w rogu dzieli koperty
Puszczają mi nerwy, agresja dziesięć, siła tysiąc
Jeszcze raz mnie klepnij, to zajebie- mogę przysiąc
Rozdrażniony do granic, szukam znajomych mi twarzy
Dym w oczy parzy, każdy smaży, tutaj miał być mój azyl
Nie czaję Waszej fazy, najebane przytulasy
Bardzo chętnie bym Was wrzucił do hydraulicznej prasy, tej
Rzadko mam nastrój na pozytywne jazdy
Chciałbym teraz spotkać Łonę, ziom to nic nie znaczy tej

Ref. Backstage, tutaj tani lans jest królem
Backstage, płynie taniej wódy strumień
Backstage, brak siedzących miejsc
Tutaj zawsze jest komplet, nie ma raperów- Backstage! x2

2. Szukam ucieczki, szybki do wyjścia powrót
Dla mnie klimat za ciężki, stado naćpanych chłopców
Na mym barku wisi typ i bełkocze do ucha
Jestem ziomkiem tego ziomka, kurwa przestałem słuchać
Wkurwiony przytakując chcę rzucić krzyczący ciężar
Pewnie gdybym kurwa chciał, to robiłby za plecak
Bardzo chujowo- tak oceniam sytuację
Przyciągam ich uwagę, na ucieczkę tracę szansę
Świecą tanim lansem, dupy z targową Pradą
Brak jakichkolwiek zalet jest ich jedyną wadą
Jebie jak miejski szalet typ z przepoconą pachą
Ma w bani niezły balet i zjarany jest ma mahoń
Zajmuje drugie ramię i drze mordę jak megafon
A ta z podjebaną Pradą to jego kochany lachon
Pasują do siebie, ten typ z tą marną lalą
Ich zapach to gorzała, mocz, pot i tani szampon

Ref. Backstage, tutaj tani lans jest królem
Backstage, płynie taniej wódy strumień
Backstage, brak siedzących miejsc
Tutaj zawsze jest komplet, nie ma raperów- Backstage! x2

3. Co jest kurwa, stoję tutaj sam jak Paluch
Ty pewnie teraz lejesz, ja w myślach nie miałem żartów
W oddali widzę scenę, tam pojawia się nadzieja
Od dziś to drugie imię mojego DJ'a
Daje znak, że zaczynamy i wyciąga mnie z opresji
Podwójnie nabuzowany ten koncert nie będzie lekki
Jebać backstage, na scenie robię rozpierdol
BeOeR on stage, przejmujemy cały sektor
PiH dzieciak Specyfik Sound Studio Jeszcze raz 2004 2004 dzieciak pierdole UMC wypuszczało hity Regularnie jak stolec Liber Doniu w remizach wszystkich Przekaz płaski jak biust kulturystki Przewiń to z powrotem do hiphopu Reanimacja oddychaj singiel roku Reaktywacja BMW reprezentantów Wiemy na pewno Smok nie rzucił blantów Gołota z Ruizem w plecy Bądź silny sercem my z tobą Peja niewinny Miałem nie poruszać tego wątku 2003 pamiętasz ze mną już wszystko w porządku Brak rozsądku trzeba było i na cyce Pierwszy kałomaż L do P zalał samicę Mes versus Mezo niech tylko zgadnę Chłopiec już wie śmierć może przyjść po niego nagle Endefis w UMC ląduje miękko Niemałe kłopoty z cerą ma Juszczenko To nie ten czas i miejsce choć było miło Na kwasie do każdego Samel może przyjść zimą KNT nie uciął a z płyt na uzębienie ugryźć Dziesięć milionów to nie jego przeznaczenie Kilka dni z ziomkami z tego się śmiałem Tymi dobrał się do Lerka Z hitu zrobił swój kawałek Czy wiedziałaś o moich rozmiarach Rywalizujemy z Burkina Faso W wydolności brawa Rywin ofiara NIKu poprawię krok Sistars spierdoliły świńskim truchtem z WJ Jest ich wielu siedmiu borowików Zupa nie widzieli Czy zapomnieli co robili u nas Upa Słuchaj uważnie to nie jest plotka W Kansas wykradziono matce z łona noworodka Monika Brodka sztuka całkiem fajna Chętnie bym ją poznał metodą Brajla 11 września moje oczy tylko na nią patrzą Kelis znów przez nią nie mogłem zasnąć Chciałbym żeby to był tylko zły sen Rick James nie zaśpiewa już na Mery Jane Brooklyn [?] zostawił fanom Odszedł Ojciec Chrzestny Marlon Brando 8 grudnia Dimebag Darrell miał damage w planach Ale dostał ołów w czapę od pantery fana Busha po raz drugi wybiera naród Alzar [?] puszcza gilotynę dżihadu Jej na wszystkich nerwy relacje dużo farby Swój 11 września przeżywa Madryt Od kurw w Iraku ginie Milewicz Śmiem wątpić czy znajdzie się ktoś Kto na frontach go zastąpi Jackson z chłopcami dalej brnie w te klocki Jak wywinąć się może uczyć go prałat Jankowski Samson wyrzucał śmieci Polska w szoku Poczekajmy do wyroku póki co krety roku Północna Osetia Biesłan Boga tam nie ma Tak wiele niewinnych dusz uciekło do nieba Dalej o zgonach więc może zatrzeć pióro Zmarł czerwony harcerz w dżinsowej kurtce Kuroń Zmarł Litwin Miłosz niech ktoś mi powie Dlaczego tego pochowano Na Skałce w Krakowie Powiernictwo pruskie to nie ich kurwa ziemia Oni mają jeszcze złote zęby naszych w kieszeniach Od odpowiedzialności wykręcił się jakoś Kulczyk Ziomka Selwa na psy sprzedały kurwy Na blokach cisza ale do nas należy jutro Wygramy jak z chorobą Kamil Durczok Krew Pot i Łzy to dla mnie życia sens Pornolandię na dwa miechy sparaliżowało Aids Maradonna przedawkował to co jak muzyka idzie w miasto Kubaskity połamał Fidel Castro Jay-Z skończył [?] blać Zaczął Beyonce manager tak Kochanek bez szans Nie gniewaj się Janek Paweł podpuszcza zużyty kondom W kiblu go spuszczam Swego nie znamy a cudze chwalimy Pierdolę - Wrocław ma najpiękniejsze dziewczyny Dzieciaki skandowały nam SOS Na backstage’u na ręce patrzył nam pies Haków smak pała to pała Słyszałeś o tsunami? To była fala Tuż przed gwiazdką Christmas Rappin W roli głównej ja i debiut roku Pyskaty Pe jak leszcz z ochroną, z eskortą do domu To był tylko przedsmak powiew terroru To koniec roku tak patrzę na nasz świat Magik nie wierzę minęło już 5 lat Przyznaję się bez bicia wyjechałem siny Po dilerze do dziś przed domem koleiny To uchaty Sylwester wódka i koks Anno domini 2004 stop
Ja pod nogi im pluję donGURALesko
Ja pod nogi im pluję

Od dzieciństwa chowani w kulcie strachu przed jutrem
Pouczani by z rozpaczy nie zaglądać w butle
Pouczani by nie uciekać w inne wymiary
Nie zostać spalonym jak w procesie o czary
Jak wielu mijanych na osiedlu
Puste oczy, niepewne kroki, wypalone powłoki
A ponad nimi bloki pochylone
Związek człowieka z betonem,
Glob globem, blok domem
Na betonowej ścianie kładę dłonie
Otaczają mnie kordonem, bo robię to co zabronione
Te jednostki zniewolone jak psy wyszkolone
Zwodzone przez mamonę pozostają uśpione
Obwarowani prawami mamią się złudzeniami
Rządu obietnicami, skrępowani zakazami
Poganiani nakazami, monitami, wezwaniami
Wyrokami w pierdlach zamykani, sparaliżowani
Dokarmiani pop rozrywkami w miejskich Zoo
Niestety umarły już ich priorytety

Ja pod nogi im pluję
Praktyk nie teoretyk
Ja pod nogi im pluję
Ja pod nogi im pluję- konfidentom, agentom
Szkiełowni rezydentom, premierom i prezydentom
Przekupnym posłom i senatorom
Co cały dzień boży siedzą i pierdolą- szmal biorą
W ukryciu jak Zorro ja pod nogi im pluję
Gural fałsz wyczuje i to nas różnicuje
Pod maską prawa schowani, skitrani
A ciągle pierdolą jacy oni zatroskani
O moje życie, moje zdrowie mój szmal przede wszystkim
I o marihuany listki nie wolno ich palić
To jest fuj to szkodzi, nie zgodzisz się z nimi?
Klawisz ci to wynagrodzi
Przez 3 lata jesteś bystry, przez 10 tak rząd uwalnia
Społeczeństwo od niebezpieczeństw
Ja pod nogi im pluję
Ja pod nogi im pluję
Ja pod nogi im pluję

Bystry pan Kaczyński przeprowadza czystki
Synu znowu chodzi mi tu o listki
Czemu tak złe dla nich są owoce ziemi
Błogosławieni co nie dotykają chemii
Bo ludzie nie wiedzą co drzemie w naturze
W tagu na murze, w dymu chmurze
Ja na górze patrzę, ludzie chleją, własne żony leją
Z dnia na dzień biednieją, mentalnie ubożeją
Władze się z tego śmieją i propagandę sieją
Ja pod nogi im pluje i niech to zrozumieją
Pieniądz i pieniądz, opłaty co miesiąc
Podatki, akcyzy, do lepszego świata wizy
Dewizy, obowiązki, zasadnicze służby,
Zawodowe związki, zakłady karne, służby penitencjarne
Areszty śledcze- podstępnym wietrze
Czasy mamy niebezpieczne
Ja pod nogi im pluję
pastelowe niebo, plastelinowa ciemnosc
czas pelni odpowiedni czas by uciec stad
plastikowe drzewa niema nieba niepojetosc
namalowany kreska swiat stanal przede mna

wszystko ma swoja druga strone, swoje odbicie
lustro odbija twe oblicze, a oblicze zycie
to zycie ma granice i cel obycie i analize
to zycie ma sens (rev. odbicie) widzicie roznice?
gdy lustro peknie ja wraz ksiezycem przechodze przez nie
bo odkrylem to miejsce gdzie wiecej widze
czuje poezje jak przelatuje wokol
co tu jest sensem - nie pojmuje lecz czuje tu spokoj
(rev. to miejsce) niedostepne dla twych oczu musisz to czuc
to miejsce niepojete ukryte gdzies na uboczu
to miejsce niepodlegle, jednak pelne pokus
moze cie uraczyc zatracic lub zabic (rev. kwestia wyboru)

pastelowe niebo, plastelinowa ciemnosc
czas pelni odpowiedni czas by uciec stad
plastikowe drzewa niema nieba niepojetosc
namalowany kreska swiat stanal przede mna

wyrylem inicjaly w drzewie nad rzeka marzen
upilem sie pragnieniem w stawie, ktorego juz nie zobacze
odkrylem to co zapomniane i niedostrzegane dane
przelane na papier w ziemi pochowalem
juz tam nie wroce, gdzies zapodzialem klucze
i nie powtorze tego dnia nie ujrze pastelowych wzgorz na gorze
plastikowych slow drzew strozem byc juz tego nie powtorze
chocbym nie wiem jak chcial uciec stad (rev. bo to byl blad)
ta strona zbyt barwna by babrac sie sensem
ta strona to magia, brak swiatla, cos wiecej
ta strona to barwa wrzechswiata ujecie
ta strona tak straszna, tak dziwna (rev. chce wiecej jej)

pastelowe niebo, plastelinowa ciemnosc
czas pelni odpowiedni czas by uciec stad
plastikowe drzewa niema nieba niepojetosc
namalowany kreska swiat stanal przede mna
Aha. 2008. Muzyka Ofensywna. To jest to (Hollyłódź) na co mówimy Bałódź styl. Liryczna krav maga. Mój ziom Dusza też tu jest.
~

Wszystko co robisz - na nic.
Bo ja nie rzucę tego - za nic.
Żeby to przerwać, musiałbyś mnie zabić.
Mówiłem to nie raz, nie dwa, bo to prawdziwe.
Chociaż ja sam nieraz nie mam siły,
Nie rzucam tego, idę.
Mnie nie dopada strach przed klęską.
Jeśli ci się wydaje, że się do mnie zbliżyłeś,
Czeka cie piekło - dziecko, prościej tego nie ujmę.
Przyszykuj się na walki ferwor.
Dzisiaj wracamy na pełnej kurwie.
Sznuruj pysk, stul japę. Szybko formatuj dysk,
Żebym się nie dowiedział co nagrałeś cichaczem,
Kiedy myślałeś, że to koniec.
Jesteś dalej frustratem, co?
My mamy dalej luz w sobie.
Król jest na tronie, znów płonie papirus.
Jeden na stu przeżyje tu. Reszta kończy na grillu.
Hollyłódź to miasto niespełnionych marzeń.
Jeśli zwątpiłeś w nas choć jeden raz,
Pokażę Ci, że jest inaczej.

[Ref.]
Pierdolę kiepski rap, pierdolę lekki strach.
Pierdolę tych, co nic nie widzą, tylko problem w nas.
Cokolwiek powiesz nam, ponownie w osiedlach
Słychać to coś, co cię unosi jak w snach. (x2)

Te wszystkie słabe dziwki, to ledwo chodzą.
A ja dla rozrywki wracam tu znów, by przebiec obok.
Gdy wam brakuje słów, ja mam sporo w zapasie.
I czuję się jak Bóg, bo gówno na mnie macie.
Nawet gdy gracie wszyscy tu, jako zespół,
Nie musi być nas dwóch, byście się nabawili kompleksów.
Bo kiedy w tym miejscu lecą nasze albumy,
To tu w powietrzu czuć smród waszej spalonej dumy.
Mój umysł pluje tym 24/h.
Czasami budzą mnie wersy, bo czasem śni mi się rap.
Ty przy tym ślinisz się jak wściekły pitbull,
Lecz zostaw to dla ziomków, ja nie dam się polizać po tyłku.
Pierdolę fałsz i za to mam szacunek ludzi.
Wiem ile jestem wart, po koncercie mi nie musisz mówić.
Nie musisz witać się, jak nie jesteś w tym szczery.
Pierdolę cie - Dziś mówię ci to ze sceny.

[Ref.]
Pierdolę kiepski rap, pierdolę lekki strach.
Pierdolę tych, co nic nie widzą, tylko problem w nas.
Cokolwiek powiesz nam, ponownie w osiedlach
Słychać to coś, co cię unosi jak w snach. (x2)
[x2]
Nie tylko niemi nie mówią, a głupi nie myślą
Nie tylko ściemy rujnują choć te ściemy wybudowały im przyszłość
Nie tylko ślepi nie widzą czasem widząc więcej niż my
Nie tylko głusi niewiele słyszą, skazani na instynkt

Siedzą pod przejściem na berzie, siedzą jak więzień
Myślą zmień się i trzęsie im się każdy mięsień
Zagubieni w sensie oni czekają na ten dzień
Którego nie będzie, są w błędzie
Ty albo ta co ma coś za co chętnie płacą
Jedna z tych co w samotności płaczą i pytają za co
Później, a na razie uśmiech
i jak najluźniej
Stoi na haju jak w półśnie

I ten co śpi na korytarzach co dzień pozory stwarza
Ci o zmęczonych twarzach na chorych fazach
Co marzą żeby w końcu Bóg im ten życiorys zmazał
To jak algorytm się powtarza ciche poddasza
Ten co wierzył w towcu kreski w koksu prestiż
Od sugestii wzorców miejskich
, w końcu jest nim
Jak Pacino, Marlon Brando czy De Niro w ojcu chrzestnym
Chodnik popisany farbą, idę nim po dworcu miejskim

Czy kiedykolwiek mijając ich obok kiwając głową
Wbijając w obojętność, która tak chodzi za tobą
Myślałeś nad ich historią, nad tym kto kim był i czemu tak?
Nie? ty też jak Green Peace nie lubisz zmian
Być może dom z rodziną wydarł mu ogień siłą
Zostawił w grobie miłość wtedy kiedy zamieniał wodę w wino
Lub stało się coś o czym nie masz pojęcia
Wiesz co? nie tylko ma się marzenia na zdjęciach
Inny to kurwy, kasyna, szampan i burdele
Telenowele, walki, czas oddany walkowerem
Świat brudny, żetony, karty, hajs w plikach

W tym dymie imię traci znacznie, znikasz
Zresztą bardzo dobrze wiesz prosto ustać to problem dziś
Inna ma w lustrach konkret diss na rękach komplet blizn
Wkrótce jej przywódcę pozna śmierci imię
Ty masz dom, dzieci, rodzinę, ona śmierdzi kominem

[x2]
Nie tylko niemi nie mówią, a głupi nie myślą
Nie tylko ściemy rujnują choć te ściemy wybudowały im przyszłość
Nie tylko ślepi nie widzą czasem widząc więcej niż my
Nie tylko głusi niewiele słyszą, skazani na instynkt

Bóg nie może zbawić wszystkich
Bóg może zabić, zniszczyć zostawić rany, blizny
Często brakuje odwagi by zdławić instynkt, nikt nie jest czysty
Na każdym rogu pułapki miejskiej mielizny
Od iskry do zgliszczy apokalipsy
W oczach Boga wszyscy jesteśmy skazani na instynkt
Nie każdy w walce ma charakter szachisty
Idąc po akordach życia jak palce pianisty
Wystarczy jeden błąd by biec pod prąd
Ilu wybiera krzesło na szyi z pętlą
Bo oddają lekką ręką własnym lękom los
Zostawiając piętno ucieczką w ciemną noc
Wydarzenia wokół nas kręcą się jak karuzela
Tak samo dobro jak i zło wraca jak bumerang
Niektórych zabrał czas, a innych melanż
Nie oszukasz tego brat co masz zapisane w genach
Śmiejemy się często z nich,
Dużo hajsu, puste życie,
Ale czasami jest tak,
Że jest to śmiech przez łzy...
Słowo ...słowo...

Urodziłem się w bloku, umrę
Takich jak ja podziemny krąg
Niewiele mam ale dzięki pracy własnych rąk
Ciebie nie mogę słuchać -wszystko z góry dostałeś
Sam w dupie byłeś, sam gówno widziałeś
Takie jak ty życiowe niedojdy
Uczepione dup starych jak te hemoroidy
Wasze horyzonty- zobaczyłeś, się przestraszyłeś,
Ciężki oddech miałeś, umierałeś.
Słyszysz wyraźnie czy uszy zatyka Ci wata?
Nie masz własnego balastu, bierzesz problemy świata
Z łatwością mówi, żeby zakasać rękawy,
Nie wiesz jakie to uczucie toczyć bitwę o przegrane sprawy
Gdy plany formy szkiców nie przybrały,
Budować a wątpliwej jakości materiały.
Życie jest przewrotne, a świat mały,
Tkwisz w urojeniach, uważaj nie takie mury pękały

Ref.x2
Życie, którym żyjesz - nie dla mnie
Alkohole, które pijesz - nie dla mnie
Miejsce, w którym mieszkasz - nie dla mnie
Ty i cała Twoja reszta - nie dla mnie

25 lat hartu - nabierasz karku,
Czas robić swoje, to koniec żartów.
Rozejrzeć się za hajsem, żeby mieć na parę ruchów.
Stary nie zrobił mnie palcem, nie wychował na puchu.
Nie nosiłeś moich butów, nie czujesz tej złości,
Obydwiema nogami w błocie rzeczywistości.
Kolejny dzień przemawia nowym językiem,
Minuty, godziny grubymi nićmi szyte
Raz jesteś kotem raz Hiobem, okręt niesiony falą,
Ciężkie chmury nad głową się zbierają.
Drzwi przed nosem złote klamki zamykają.
Studentki, koleżanki przed basenem,
Zażywają w [?] Słoneczne kąpiele
Pielęgnują ciało i willową atmosferę.
Pod krawatem geje wcierają olejek
Ci z kontami z szóstym zerem mają zaproszenie...

Ref.x2
Życie, którym żyjesz - nie dla mnie
Alkohole, które pijesz - nie dla mnie
Miejsce, w którym mieszkasz - nie dla mnie
Ty i cała Twoja reszta - nie dla mnie

Za mną lata 80-siąte, lata 90-siąte
Niejeden 13-sty pechowy piątek,
Niejeden przeprowadzony skryty plan,
Żeby najeść się, napić za ich szmal
Nie żyję tam dzieciaku, gdzie Ty chciałbyś żyć.
Żyję tu gdzie Ty żyjesz,
Fałszywe kurwy ich słowa jak pomyje,
Dobre intencje - w szprychy wkładane kije
Gardzą sobą nikt z nich życia swego nie lubi,
A trzymają się go jak tonące szczury.
Są wpływowi, mają chody,
Akcje, obligacje, produkcja , plony.
Nie raz przekręceni za dwa gramy palą grama,
Na werandzie socjeta rozjebana.
Ich hermetyczny świat plus 22 procent wat
Rachunek prosty, spalam mosty dla szmat...

Ref.x2
Życie, którym żyjesz - nie dla mnie
Alkohole, które pijesz - nie dla mnie
Miejsce, w którym mieszkasz - nie dla mnie
Ty i cała Twoja reszta - nie dla mnie
Yo, jak minął twój dzień?
12 godzin, złodzieje czasu

[x2]
Niechciani, nielubiani jak koszmary w snach
Zakazani jak dla karawany czarny szlak
Skazani by godzinami sami kradli czas
Złodzieje czasu

Godzina pierwsza to przedsmak, ta płyta uzależnia
Druga w trudach, w domu szukasz miejsca
Słuchasz trzecia, dopiero co się wkręcasz
Ten czas zleciał, jakby zabrał go morderca
Czwarta z życia wydarta godzina martwa
Z kąta do kąta plątasz się, piąta na zegarkach
Trwa walka
, szósta, 3W na słuchawkach
Masz sucho w ustach, bo za daleko szklanka
Godzina siódma, minęło pół dnia w myślach

Medytujesz na dywanie jak Budda w Indiach
Dobija ósma, twój pokój to bezludna wyspa
Dziewiąta jakoś późno przyszła
Dziesiąta się błąkasz, przesiąkasz od jointa
Przeglądasz, przeciągasz i zgrywasz na kompakt
Jedenasta, dzień dobiega końca
Dźwięk dzwonka od ziomka, czas nastał, dwunasta

[x2]
Niechciani, nielubiani jak koszmary w snach
Zakazani jak dla karawany czarny szlak
Skazani by godzinami sami kradli czas
Złodzieje czasu

Płynie wino w klatkach, kolejna noc, płyną ćmy do światła
Widok ławka, blok, buja jak na statkach
Pomimo lat brat ludzie giną na rogatkach
Inni gniją w izolatkach, życie idzie na romansach
To szansa dla niektórych, dla innych niemoc
Nad głową pali się neon, są jak kapitan Nemo
Dwadzieścia tysięcy mil miejskiej żeglugi
Chcieliby umrzeć jak Dean, a giną na szlugi
Bo ludzie szukają natchnienia tam gdzie na bank jego nie ma
Dzisiaj liczy się kariera, każdy chce dodawać zera
To świat pędu, względów i połamanych wersów
Lecz co raz trudniej znaleźć sens tu bez precedensu
W sieci absurdu jesteśmy jak wioska Kurdów
Oddalona tysiąc mil od pozostałych kultur
Złodzieje czasu reasumując brzmienie basu
To powrót do wartości z archaicznego lasu

[x2]
Niechciani, nielubiani jak koszmary w snach
Zakazani jak dla karawany czarny szlak
Skazani by godzinami sami kradli czas
Złodzieje czasu

W co oni wierzą, powiedz z czego się cieszą, powiedz
Jestem jak kieszonkowiec, zawodowiec, sam to powiedz
Otwieram sezon z 3W, powiedz fałszerzom rymu,
że zimny chirurg znów trudni się kradzieżą minut
Wkalkulowana w to wiara jak w planach Almodovara
Od pierwszych tagów na ścianach wrzucanych farbą Montana
Za oknem szaro od rana - nagroda albo to kara?
Idę z wyprawą po Graala i życz mi żebym go znalazł
Bo nim czas koniec odmierzy, przyjdą trzej kolekcjonerzy
Poszerzyć swą kolekcję o twoją kolekcję przeżyć
Nie pomoże tu kłamanie, układ planet, udawanie
Rozpocząłem układanie, płynie czas nieubłaganie
Tu gdzie bloki, pawilony, mamy zwrotki, plan i pomysł
Tu wyroki niewidomych są jak zwłoki zaginionych
Stań i pomyśl, jesteśmy jak Clyde i Boney, Rap Ikony,
Jak poszukiwacze skarbów na pustyniach Arizony

[x4]
Niechciani, nielubiani jak koszmary w snach
Zakazani jak dla karawany czarny szlak
Skazani by godzinami sami kradli czas
Złodzieje czasu
Raz się jest na dnie raz się jest na szczycie
Oto całe nasze popierdolone życie

Pytania odpowiedzi odpowiedzi znów pytania
Kolejny dzień już schodzi może kupić coś do chlania
Życie nie jest proste ciągle kopie cię po tyłku
Chciałbyś złapać oddech pożyć trochę bez wysiłku
Pytania odpowiedzi odpowiedzi znów pytania
Lęk o własne życie prawie wszystko ci przesłania
Człowiek się zmienia świat się szybko zmienia
Coraz młodsi palą piją i trafiają do więzienia
Z młodocianym alkoholikiem możesz napić się wódki
A potem skorzystać z usług starszej prostytutki
Trochę starszej bo przeszło trzynaście lat
Naprawdę już zwariował ten popierdolony świat
Pytania odpowiedzi odpowiedzi znów pytania
Wkurwiasz się w barze kiedy obserwujesz drania
Który właśnie się porzygał i okropnie śmierdzi
Nie masz nawet pojęcia jak ten skurwiel się męczy
Bo ty jesteś na szczycie a on jest na dnie
Ale role mogą szybko szybko odwrócić się
Więc nigdy się nie śmiej z zasrańca przegrańca
Bo gdy ciebie to spotka i obudzisz się z rańca
W jakiś pierdolonych krzakach w dodatku bez portfela
Wtedy sobie przypomnisz barowego menela

Raz się jest na dnie raz się jest na szczycie
Oto całe nasze popierdolone życie x2

Jeśli zbyt często palisz i zaglądasz do butelki
Jesteś zwykły skurwielu wkrótce robisz się zbyt miękki
Pijaństwo alkoholizm nazywaj to jak chcesz
To nic innego jak ucieczka sam dobrze wiesz
Ucieczka do świata brudnego zepsutego
Właśnie tak o tym mówią ci ze świata lepszego
Odrzucamy normy odrzucamy wartości
Świat na wielkiej fazie świat wielkiej szczęśliwości

Gdybyś tylko mógł ulepszyć nasz świat
Jednak twe ograniczenie pozwala widzieć świat zza krat
Sam je zbudowałeś nakreśliłeś gruby mur
Nie chcesz kontaktu zachowujesz się jak gbur
Twój świat się różni jest inny od tego
W którym żyją tacy ludzie którzy cały dzień chleją
Bieda ubóstwo to nieciekawy temat
Poranne picie wina taki już codzienny schemat
Żyjesz z tymi ludźmi mieszkają obok ciebie
Widzisz ich na co dzień i naprawdę cię to jebie
Jak już wspomniałem raz się jest na szczycie
Bo potem spadasz w dół i pierdolisz sobie życie

Raz się jest na dnie raz się jest na szczycie
Oto całe nasze popierdolone życie x2

Nie chcę byś patrzył na mnie tak jak teraz
Zdarza mi się wypić wpierdolić w kawałę nieraz
Lecz wszystko to gówno jakoś zawsze się kończy
Nie jestem taki groźny żeby słać za mną list gończy
Jestem podatny na różne używki
Na wódę likiery i zagraniczne trunki
Ile to razy mi się zdarzyło żeby zamiast iść do kina
Zupełnie bez kontroli urżnąłem się jak świnia
Zdarzyło się także że zupełnie bez celu
Chodziłem napizgany jak tych meneli wielu
Więc nie można powiedzieć że nie skończę tak ja oni
Przecież też byli na szczycie a teraz jest już po nich

Raz się jest na dnie raz się jest na szczycie
Oto całe nasze popierdolone życie x2
Nikt z nas nie wie czy wypije jedno czy trzy
Aha, tych zimnych piw!
Nie wiem gdzie kończy się wczoraj, a zaczyna dziś
Sam coś pijesz pewnie i ty
Rano wstanę pod kątem, dzięki Bogu jest piątek

Nie dawaj mi karty drinków, przecież wódka jest
Przecież przyszedłem tu pić, a nie sączyć Blackberry
Będziemy pić podwójną, aż wszyscy usną i rozpuszczą lód
Bo słońce wyjdzie jutro
Północ. Jeszcze parę godzin szaleństwa
Ale trudno, bo nogi odmawiają posłuszeństwa
Pierwsza. Jeszcze raz podwójną poproszę
Druga. Może pojedyncza z sokiem?
Trzecia. I tutaj zaczynają się schody.
Czwarta. Wskakujemy w ciuchach do wody.
Piąta. Wschód słońca już, jestem martwy
Szósta. Nie pamiętam jaki ciąg dalszy
Siódma. Dziś jestem nieosiągalny.
A jak ma być kac, to niech będzie – moralny.

Nikt z nas nie wie czy wypije jedno czy trzy
Aha, tych zimnych piw!
Nie wiem gdzie kończy się wczoraj, a zaczyna dziś
Sam coś pijesz pewnie i ty
Rano wstanę pod kątem, dzięki Bogu jest piątek
/2x

Pijani ojcowie w nocy walą w drzwi
Zabierzcie im wódkę i dajcie ją mi
Zakładam, że chlanie zmienia rodzinę w porażkę
Więc zakładam gumkę by nie założyć własnej
Wczoraj na przykład byłem na randce
Przyodziałem zbroje, wyczyściłem lance
Myślę: w rycerskim stylu do niej podbiję
A ona pierwsza: ”Prowadzę, nie piję!”
Dziewczyno, bez urazy, ale piecze cię cyc?
Po to prasowałem spodnie i dałem się strzyc?
Odstaw dyliżans i kupmy jakieś chlańsko
Trudno, ja opłacę zaraz miejski transport
Restauracje i kluby z fejmem
Piliśmy w bramach, w parkach, na ławce pod sejmem
Wpadł Stasiak, zjadł kebab, powiedział dowcip
Pjus świrował, powiedział, że chce ją wykopcić
Śmiała się, odstawiłem ją pod dom
Dżentelmen z Alkopoligamia.com
A dziś kac, szukam czegoś co go zwalczy
SMS od tej panny: ”Kiedy ciąg dalszy”?

Nikt z nas nie wie czy wypije jedno czy trzy
Aha, tych zimnych piw!
Nie wiem gdzie kończy się wczoraj, a zaczyna dziś
Sam coś pijesz pewnie i ty
Rano wstanę pod kątem, dzięki Bogu jest piątek

Znów jest piątek, czy też w co grasz?
Znów jest piątek, ważne żebym ja!
Mógł się napić, bo lubię taki stan
Znów jest piątek, a jutro pewnie kac
Wbijam na klawisz jak Chad Hugo, …
Też będę grał, ale rap z wódą
Bo mam z Rudą taką umowę, że chlam długo, dopóki mogę
Ty coś mówisz, ale ja nie słyszę
Za to mogę podnieść kolejny kieliszek
Już ich nie liczę, impreza jest w kuchni
Ja często ćwiczę, ty mieszasz trunki
Twoja twarz robi się prędko blada
To jest piątkowa degrengolada
Wiesz co? spadam, bo ledwo widzę
Wiesz co? Mam piątki przez cały tydzień

Nikt z nas nie wie czy wypije jedno czy trzy
Aha, tych zimnych piw!
Nie wiem gdzie kończy się wczoraj, a zaczyna dziś
Sam coś pijesz pewnie i ty
Rano wstanę pod kątem, dzięki Bogu jest piątek
/2x
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo