Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ychy, Ychy uwaga cytuje- "jestem Karramba , urodziłem się w najgorszej dzielnicy Krakowa podgrodzie jako młody człowiek byłem chuliganinem" taaaa " i zażywałem narkotyki, ale z tego wyrosłem " hyhyhyhy dobre albo inne bzdury "Karramba to nowa twarz w Polskim Deansie gra ostrego często wulgarnego Rappaa , naprawdę ma na imię Maciek" w sumie też na W . Jego hahahaha " piosenki są znakomite do zabawy radosnego podrygiwania i uśmiechania się przystojnych dziewczyn" no proszę albo to "jak rozpoczynaliście swoją raperską działalność zapytaliśmy lidera ...
Gazety kłamią nic nowego nie odkryłem do twojego mózgu zapinają kit , mit plotka rozchodzi się po świecie wcale tak nie powiedziałem jak było w gazecie napisane czy ty jesteś narkomanem pyta matka sąsiadka nie wiem co się dzieje pokazują mi gazetę ze wstydu czerwienieję i maże by cię dorwać pismaku . Karramba to nie zespół to po prostu moja ksywa dzielnica w której mieszkam Podgórze się nazywa , nie jestem ćpunem i nigdy nim nie byłem , mówi się chuliganem, a nie chuliganinem nie jestem kobietą i nie jestem liderem, nie śpiewam piosenek, bo jestem raperem jeszcze wiele innych bzdur piszą o mnie niestety kłamstwo i fałsz takie są gazety.
[zwrotka angielska]

Poczekaj parę chwil, Gural, S.P.O., Tee, Kamil
Robię hip-hop deal for real, trzeszczy vinyl
Omijam miny, nie mogę przestać, wiesz, że jest tak
Kręci się vestax, Chicago, WestSide
Nikogo nie znasz tu, daj mi pięć minut
Gural znowu wjeżdża w tłum i jutro jest nas stu
Kolejna sesja znów, bucha bierz na dwóch
Skurwiele przyjdą jutro i położą cash na stół
Nagrywam wszędzie tu, bo jestem w domu
Bandyta mikrofonu znowu robi rap dla milionów
Ziomuś mówi - król bez tronu, 5 Element man
Palę zielę nie sun, ze mną Elephant Tribe
To jak telekinetyka, dialektyka słów
A niedobrzy ludzie chcą zbudować wielki mur między nami
Płyną stada chmur nad głowami
Stada czarnych chmur nad blokami, jesteśmy tacy sami

To jest tłuste gówno, właśnie tak
To Hilltop studio, that's what's up
When you travel to Poland, właśnie tak
And I'm home when I rec., that's what's up

[zwrotka angielska]

To jest tłuste gówno, właśnie tak
To Hilltop studio, that's what's up

[zwrotka angielska]

[x3]
To jest tłuste gówno, właśnie tak
To Hilltop studio, that's what's up
When you travel to Poland, właśnie tak
And I'm home when I rec., that's what's up
Aha. 2008. Muzyka Ofensywna. To jest to (Hollyłódź) na co mówimy Bałódź styl. Liryczna krav maga. Mój ziom Dusza też tu jest.
~

Wszystko co robisz - na nic.
Bo ja nie rzucę tego - za nic.
Żeby to przerwać, musiałbyś mnie zabić.
Mówiłem to nie raz, nie dwa, bo to prawdziwe.
Chociaż ja sam nieraz nie mam siły,
Nie rzucam tego, idę.
Mnie nie dopada strach przed klęską.
Jeśli ci się wydaje, że się do mnie zbliżyłeś,
Czeka cie piekło - dziecko, prościej tego nie ujmę.
Przyszykuj się na walki ferwor.
Dzisiaj wracamy na pełnej kurwie.
Sznuruj pysk, stul japę. Szybko formatuj dysk,
Żebym się nie dowiedział co nagrałeś cichaczem,
Kiedy myślałeś, że to koniec.
Jesteś dalej frustratem, co?
My mamy dalej luz w sobie.
Król jest na tronie, znów płonie papirus.
Jeden na stu przeżyje tu. Reszta kończy na grillu.
Hollyłódź to miasto niespełnionych marzeń.
Jeśli zwątpiłeś w nas choć jeden raz,
Pokażę Ci, że jest inaczej.

[Ref.]
Pierdolę kiepski rap, pierdolę lekki strach.
Pierdolę tych, co nic nie widzą, tylko problem w nas.
Cokolwiek powiesz nam, ponownie w osiedlach
Słychać to coś, co cię unosi jak w snach. (x2)

Te wszystkie słabe dziwki, to ledwo chodzą.
A ja dla rozrywki wracam tu znów, by przebiec obok.
Gdy wam brakuje słów, ja mam sporo w zapasie.
I czuję się jak Bóg, bo gówno na mnie macie.
Nawet gdy gracie wszyscy tu, jako zespół,
Nie musi być nas dwóch, byście się nabawili kompleksów.
Bo kiedy w tym miejscu lecą nasze albumy,
To tu w powietrzu czuć smród waszej spalonej dumy.
Mój umysł pluje tym 24/h.
Czasami budzą mnie wersy, bo czasem śni mi się rap.
Ty przy tym ślinisz się jak wściekły pitbull,
Lecz zostaw to dla ziomków, ja nie dam się polizać po tyłku.
Pierdolę fałsz i za to mam szacunek ludzi.
Wiem ile jestem wart, po koncercie mi nie musisz mówić.
Nie musisz witać się, jak nie jesteś w tym szczery.
Pierdolę cie - Dziś mówię ci to ze sceny.

[Ref.]
Pierdolę kiepski rap, pierdolę lekki strach.
Pierdolę tych, co nic nie widzą, tylko problem w nas.
Cokolwiek powiesz nam, ponownie w osiedlach
Słychać to coś, co cię unosi jak w snach. (x2)
[Kris]
(nieważne) owszem, bo jeden to poprze
A drugi przyrówna do gówna
I uzna moje dzieło za najgorsze
Zrobiłem dobrze, najlepiej jak potrafię
Co najpierw styl?
Brak oryginalności, na czym mnie złapiesz?
Odbierasz nam, swoim ziomkom też zabierz
W swojej punktacji byłeś i jesteś
Wierny jednej nacji
Kto cię uczy myśleć, ten kto tobą trzęsie?
Czy ten co ma wzięcie
Słuchasz idola, i po co?
Każe ci krzyczeć, ty krzyczysz (krzyczysz)
Święta jego wola
Z taką głupotą nigdy się nie uporam
Więc wole ją olać KeeRIeS
Totalny ignorant
Tak dziś jak i wczoraj
Nie dam się oszukać i nie stracę ducha
Mam swój rozum nie muszę ich słuchać

Ref.: Nieważne co mówią, nieważne bo
(nieważne bo) tak i nie ważne co mówią bo
Nieważne co mówią, nieważne bo
(nieważne bo) nieważne co mówią
Tak i nie ważne bo x2

[Liber]
Jak zwierzę w sidłach osaczeni
Odrzuceni na margines, ale nigdy nie straceni
Tego wariantu nawet nie dopuszczam
Mimo, że istnieją różne gusta
Nie wszyscy się cieszą kiedy otwieram usta
Nieważne co mówią, nie uciekam od lustra
Czarna wróżba ze strony zawistnych
Ze źródła głupizny
Ci co wyruszają za tropem łatwizny
Chcieli nas wyjebać z bieżni
Dobrze, że byliśmy trzeźwi
Na tyle nie zależni, wierz mi łatwo było upaść
Tak jak udar łatwo dostać w upał
Jednak nasza grupa dzisiaj nadal jest grupą
Mimo ludzkiej niechęci zdołaliśmy wypełnić ten kupon
(słyszy cię tam kto?) są tacy co za to nas nie lubią
Mitomani, sami nie wiedzą o czym mówią

[MCN]
Różni są ludzie, naprawdę bardzo
Niektórzy patrzą na ciebie z pogardą
Bo zazdroszczą, że coś ci się udaje
Ja od reszty odstaje
Nie mieszam się z tłumem
Dlatego, że walczę nie pięścią a rozumem
Mam świadomość, że coś mam w głowie, że coś umiem
I do życia zdrowe podejście
Nie rozpycham się łokciami o miejsce
Mieć dobre wejście chciał by mieć każdy
Bo dobry start w życiu jest szalenie ważny
Możesz się śmiać, ale ciebie też to dotyczy
Chce zaistnieć tam gdzie słowo się liczy
I nieważne co mówią, nie ważne bo
Liczy się fakt, że wciąż robię to
A ty chciał byś słuchać, ale źle mówisz o tych
Co nie nagrywają jeszcze płyt złotych
I wiesz co najbardziej głupie jest w tym?
Że śmieje się z ciebie ktoś taki jak ty
On całe życie będzie gadał a my (a my)
Zrealizujemy nasze sny

Ref.

[Doniu]
Pędzę bo i tak wiem już dobrze
Co z zachodu warte, a co może
Skaleczyć, boleć i goić się latami
Choć jutra nie pewny z wczorajszymi wrażeniami
Ciągle tu stoję, chcesz to mnie sprawdź
Nie przez komórkę, ej powiedź w twarz
Poza obrazą na nic cię nie stać
Nie będę tłuk cię, jestem oszczędny w gestach
Gorsi od ciebie są ci na górze
Radni, bezradni fałszywi politycy
Puste wyszczekane kukły na mównicy
Których paplanina pokrycia nie ma w niczym
A media (co media) wykrzywiają nam psychikę
Może jesteś już TV niewolnikiem (ta)
No kogo ma słuchać młody człowiek jak ja
Słucham serca, Boga i muzyki rap

Ref. x2
Złap za broń, dziś nie można tak biernie stać
Złap za broń, nie możemy się wiecznie bać x2

Niech tą bronią nie będzie fałsz no i chciwość,
Miarą człowieczeństwa nie jest bilon i jego ilość.
Nie walczę o władzę i nie chcę za nią ginąć,
Nie pozwolę by mój mózg był drugą Palestyną.
Niech tą bronią będzie wiara i miłość - dajmy sobie to,
Niech połączy nas prawda i bliskość, a pokonamy zło,
Które tak bardzo zdominowało nasze umysły,
To te umysły wybudowały mur nienawiści,
Dlatego do tego doszedłem, żeby mieć czyste myśli
I nimi zburzyć mur by w końcu poczuć wolność.
Niech to zamieszka w twojej głowie.
Wolność - to jest ta ostatnia z wojen.

Złap za broń, dziś nie można tak biernie stać
Złap za broń, nie możemy się wiecznie bać x2

Znam takie miejsca, brat, gdzie diabeł się nie kłania ludziom,
Tu gdzie silniki od rana huczą, od rana budzą.
Dzieci życia się w bramach uczą,
Zobacz, by nie zwariować, te zdania nucą.
Podczas gdy kłamcy szampana studzą,
Ich posłańcy dla pana służą, kolana brudząc.
Kłamstwa to karma dawana głupcom,
Spójrz, tu naprzeciwko szatana Bóg, co
Nie może być wszędzie naraz,
Kiedy nie będzie nic, wtedy dana nam będzie wiara.
Jak na okręcie fala.
Mają zajęcie dla nas - na krawędzi balans.
Mówi to ten, co się z wami w jednym rzędzie znalazł.
Tu rośnie napięcie, balast
Żaden Białas nie jest narzędziem, zaraz, zaraz,
Jesteśmy równi? Powiedz, ilu z nas nigdy nie będzie w Dallas
Bo rzeczywistość nie pozwala?
Łap za broń, brata złap za dłoń,
Razem raźniej - czworo rąk to już wiatr na sztorm.
Chcą nam zabrać dom, wolność zabrać chcą
Byśmy widzieli ją jak za mgłą.

Złap za broń, dziś nie można tak Biernie stać
Złap za broń, nie możemy się wiecznie bać x2

To świat zdobyty famą i grą, stalą i krwią.
Wiarą zbudują dekalog później spalą ci dom.
Może ten padół dusz, anioł stróż przegrał w karty z diabłem,
A rano już ludzie wzięli szable i bagnet.
Podobno mało chce lud, jak twierdził Mao Tse-Tung.
Miarą tych słów, to to, że dziś karą jest bunt.
Idę z flarą przez tłum by zabić żałość i chłód,
Tylko po to by na końcu stanąć, przejść z flagą przez mur.
Oni nie mogą nas kupić, my nie weźmiemy w las głupich,
Choćbym miał randkę ze śmiercią odcięty od rap-sztuki.
Wiem, chcą nas zatrzymać - władza, tępy zew, miraż,
Ja będę szedł dopóki co tętni krew w żyłach.
Przez te miliony milionów, miliardy bilionów liczb,
Miliony milionów, miliardy, bilion straconych żyć.
To jak liczba pi - lecz dziś nie do wyliczenia.
Daty, kody, numery, kwoty, sekundy, zera.

Złap za broń, dziś nie można tak biernie stać
Złap za broń, nie możemy się wiecznie bać x4
Szukamy Słońca na Ziemi,
Joł, Szukamy Słońca na Ziemi,
Szukamy Słońca na Ziemi,
Joł, Vixen !
Rozpalić tłum, joł joł.

Ref. Szukamy słońca na ziemi, a nie nad nami,
Szukamy słońca na ziemi,
Tak samo ja jak i Ty chcemy coś zmienić, wszyscy na coś czekamy !
Szukamy słońca na ziemi, a nie nad nami,
Szukamy słońca na ziemi,
To moje światło, którym można się dzielić,
Potrzeba nam więcej promieni!

1. To teraźniejszość buduje przyszłość bez pytań,
A wdzięczność utworzy piękno na kompromisach,
Tu trzeźwość może odmulić jak w mordę pizda,
Chociaż żeby się obudzić, mówią, że trza się wyspać,
Jarasz się wczoraj, nie czujesz dzisiaj,
Ale to sprawa Twoja jak się rozliczasz,
Wszystkiego na raz nie będę chwytał, bo chcę oddychać,
Z resztą nie mam ośmiu rąk, bo co ja, ośmiornica?
Świecimy światłem, co źródło ma wewnątrz nas,
Piszę swą bajkę, bo półmrok nie daje mi spać,
Taką mam karmę, grać w kółko, upadać by wstać.
Mam czystą kartkę budząc się rano jak ptak,
Śnię swój sen nie nauczyłem się przegrywać,
Gram tą grę, bo tu mogę się się odkrywać,
Zgłębiam się w marzenia szyte na wymiar,
Spełniam je, jakbym miał lampę Alladyna.

Ref. Szukamy słońca na ziemi, a nie nad nami,
Szukamy słońca na ziemi,
Tak samo ja jak i Ty chcemy coś zmienić, wszyscy na coś czekamy !
Szukamy słońca na ziemi, a nie nad nami,
Szukamy słońca na ziemi,
To moje światło, którym można się dzielić,
Potrzeba nam więcej promieni!

2. Pojawiam się jak magik, by błyszczeć jak brokat,
Nie musisz mnie sadzić, bo wyrosnąłem z błota,
Puszczam się z wami tam gdzie nie stała stopa,
Mam fuksa chłopak, czasem jakbym trafiał w totka.
Czuje miłości stan, co się nie mieści w głowie,
To jest jak ciągły haj bez bletki bez komert,
Ci co pomogli nam, jesteśmy wdzięczni Ziomek!
Dzięki za propsy wam, dzięki za promocję,
Dzięki za komentarze, te złe i te dobre,
Że wierzycie w mój progres ze zwrotki na zwrotkę,
Widzimy się niedługo, chciałbym pogadać jeszcze,
Do zobaczenia wkrótce w Twoim mieście,
Podnosimy ręce, rozświetlamy cienie,
Odwracam świat jakbym przebiegunował ziemię,
Siła rośnie w nas, wynoszę track ponad zegar,
Bo nasze serca i rap zawsze świecą jak w Vegas.

Ref. Szukamy słońca na ziemi, a nie nad nami,
Szukamy słońca na ziemi,
Tak samo ja jak i Ty chcemy coś zmienić, wszyscy na coś czekamy !
Szukamy słońca na ziemi, a nie nad nami,
Szukamy słońca na ziemi,
To moje światło, którym można się dzielić,
Potrzeba nam więcej promieni!
Raz dwa trzy to my
Wspólne i w porozumieniu zawsze w podziemiu
Poprzestań na milczeniu trzymając się na dystans
Jak czytasz od nas wyrytas to w oczy kole
Pseudo rap pierdole se pozwolę nasze chęci są spore
Stołeczne służeżnia me do popisu pole
Czekam aż się zranisz i ranę tę posolę
Wrogów spore coraz większe grono a osiedla chłoną autentyk płytę
Mocno potwierdzoną nas znienawidzoną
My zawsze inaczej niż na to liczono
Ten syf może być na twym gardle nożem
Rzeczywistość tworzę nie ma tam Ciebie
To iszczy w gniewie wszystkiego nie wiem
Ale gdzieś to widziałem jak nie rapowałem
Mniej wrogów miałem mimo to przetrwałem
Do tego momentu bez większych przekrętów
Ewenement tu rap dobrze znany
Niechciany nielubiany tylko dla ziomków bo tylko ich mamy
O siebie dbamy z góry przegrany ten co niszczy nasze plany

Ref. To my niechciani nie lubiani
To my przez swoich szanowani, wspierani
To my jeszcze raz z wami nowymi produkcjami
Wielka siła w nas niechciani nielubiani
To my dzieciak słuchasz sam zdecydujesz czy nam dzisiaj zaufasz
Awe Ewenement x2

Pele:
Awe Ewenement jego najmłodszy element
Bez chemii bez anemii to czysta forma epidemii
Słyszana tylko w miejskim eterze zawsze szczerze
Pele Praga PLN
Życiowy tlen dla wszystkich tych co się duszą
Codzienna suszą i też przetrwać muszą
Silni jak nigdy do tej pory reprezentują brak skruchy i pokory
Przez to niechciani nielubiani znowu z wami tak my produkcja numer 3
I nasz brudny styl unikalny przekaz o zasięgu interkontynentalnym
Nigdy niepowtarzalnym za to często brutalnym jak teraźniejsze czasy
Opisz to na łamach pracy jebany leszczu taniej sensacji łasy
I tak nie zatrzymasz mnie jestem tego pewny bo wybrałem puchar srebrny

Ref. x2

Wlilku:
Tak to my lecz wszystkim nigdy dość
Pozostajemy tacy sami choć wciąż się zmieniamy
To dumni z tego, że na siebie zdani
Bóg w sercach naszych i na zawsze z nami
Niechciani nielubiani nie przejmuję się skurwysynami
Co innego w oczy co innego za plecami
Dziwko powód do radości dzisiaj daj mi
Nie raz z ziomkami palcami wytykani
Jebać to i tak jesteśmy niepokonani
Bo każdy z nas do swojego celu zmierza
Nikomu niczego udawadniać nie zamierzam
Czas pokaże jak będzie Ewenement uderza
Beznadzieja marzenia uśmierza
A kto nie dowierza sam spisuje się na straty
To my niszczymy projekt negatyw
Ostatnia szansa nim zejdę w zaświaty
Dobrze wykorzystać ją i nie czekać zapłaty
Żyć nie na raty dzieciak uzyskać pełnie Hen Gród
WDZ a światło we mnie

Ref. x2
Głos kraju mataczy - to my Polacy
Głos kraju bez pracy - to my Polacy
Tu żyjąc walczysz - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy
Bez wódki grymasy - to my Polacy
Stale bez kasy - to my Polacy
Wieczne cwaniaki - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy

Lubi nas niewielu, większość nienawidzi
Boją się wszyscy w szczególności Żydzi
Polak Cię okradnie, Polak Cię dopadnie
Polak nie popuści, gorsi to są tylko Ruscy
Mamy tu Meksyk o jakim nawet nie śnisz
Wierz mi to świat trzeci ale lubię własne śmieci
Teraz powtarzajcie dzieci to dla Was nowy wierszyk
Żaden madafaka nie podskoczy do Polaka
Wole polskie gówno w polu niż fiołki w Neapolu
Znasz ten bajer? Kto nie z nami ten frajer
Drążeni głęboko w gruncie wychowani na buncie
W nienawiści do wroga, w miłości do Boga
Fanatyzm niszczy ale bliższy jest mi kraj ojczysty
Każdy inny niższy, Ta! Nacjonalizm
W górę ręce kto jest z nami
Za wolność, za kraj ZIG Hans 52 gra
W gorę pięści, zawsze damy radę
Jak nie zgodnie z prawem, to lewą stroną jadę
Teraz też jest wojna kto kombinuje ten żyje
Taniej kupię, drożej sprzedam, to wódki się też napiję
No bo chlejemy za trzech, przecież wypić to nie grzech
Wóda jest, piwo Lech, małe mocne polskie też
Duży blef, mocny łeb, trzeba trzymać się
Wzmacniana herbatka za zdrowie dziadka
I zdrowie! Naszych polskich, pięknych kobiet
Zdrowie! Nasze, wasze, Centrum, RW,
Łyso, Nostar, Poznań, CDN, SBC,
D4E52SBN

Głos kraju mataczy - to my Polacy
Głos kraju bez pracy - to my Polacy
Tu żyjąc walczysz - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy

Lokalny patriota, Dębiec we mnie no pewnie
Tutaj każdy lubi jarać meksykańskie szlugi
W groszu jak co tydzień awantura, woogie boogie
Coco Jambo, Brazyliana Luta Libre Sambo
Porywczy jak wypici, widzisz Polaków w amoku
To się lepiej uspokój, stań z boku nie prowokuj
Bo po żołądkowej robię się nerwowy
Od siwuchy niekontrolowane ruchy
Duża dawka tego draństwa
Nieśmiertelność się załącza
To wykańczaaa..........
Ruszyła maszyna już nikt nie zatrzyma
Kto wejdzie pod koła ten uciec nie zdoła
Hola! I stąd za głupi błąd pod sąd
Każdy pamięta niedźwiedzia, długo będzie leżał
Co mu przyjdzie z żalu, nie ma tu konfesjonału
Następstwa Twoich czynów chwycą Cię za łeb synu
Chwycą Cię za łeb mimo że się piło, potem biło
Doświadczenie Cię zmieniło, konsekwencje nie giną
Dojrzeją jak wino, jak cień będą przy Tobie
A gdy nadejdzie czas upomną się o swoje
Upomną się o swoje...

Nie ma ładu, nie ma składu
Nie ma po nim nawet śladu
Tu jest chaos, zęby naostrz
Jeśli nie chcesz zlecieć na dół (lecisz na dół)
Polska dla Polaków, dla przekrętów i bydlaków
W centrum kontynentu łaków kraj
bierz, jedz i sraj jedną babcię
Patrzcie i mnie złapcie w kajdan zakujcie i wsadźcie
To nie bajda dobrze patrzcie
Jak opuszczam areszt
Kopert parę, mam tam swoją wiarę
Stoją, chronią talent mój, mój
Pospolity cwaniak robi gnój w chuj
Mówiąc po naszemu zapierdalam tu jak Emu po pustyni
Niby czemu nie mam czynić jak chce czynić
Jak chcesz mnie winić weź mi wyliż
To jest moja nora, jestem Polak mam baseballa
Jeśli coś mi nie przypasi
Tam gdzie nasi hej niech nie włazi żaden pedofil lub gej
To mnie razi, lepiej wiej
A w mej nienawiści także ateiści, szataniści
W łagrze możecie pozdychać
Jedna wiara Krzycha
Do jednych suczek wzdycham, do tych co najsłodsze
Te przy Wiśle, Warcie i przy Odrze
Bóg obdarzył szczodrze je powabem
Hans, Kris, Lix jadę
Jak podpadłem schowaj grabę
Zamiast się dogadać lepiej porwać się do szabel

Głos kraju mataczy - to my Polacy
Głos kraju bez pracy - to my Polacy
Tu żyjąc walczysz - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy
Bez wódki grymasy - to my Polacy
Stale bez kasy - to my Polacy
Wieczne cwaniaki - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy
To ostrzegawczy strzał click clack, a potem pif paf
Zanim nastąpi bitwa, sygnał żółty jak pigwa
To jest gonitwa, a tor się wije jak wąż,
Więc nie wyciągaj ręki po to, czego nie chciałbyś wziąć
Chyba, że kochasz hardcore
Stopa depcze margines
Zobacz , co może przynieść kontakt z własnym dżinem
Potrzyj swą lampę
Szast, prast, abrakadabra
Rozanielony raz dwa odnajdziesz diabła

I to w tą noc pochmurną
Wychodzę samotnie z domu kiedy wybija północ
Znowu nie pamiętam, co robiłem dzisiaj
Wiem tylko tyle że do lasu muszę iść sam, iść tam
A to nie łatwe jest w mieście
Dlatego wsiadam w samochód i jadę jak we śnie
Nikt nie dostrzeże moich oczu
Które nie widzą dalej niż na pół kroku
Otóż to nie jest dla mnie pierwszyzna
Widzisz, odbieram sygnał, on gra na moich zmysłach
I nic nie potrafię poczuć nadal
Jak długie lata trwa już ta maskarada
Kiedy przybywam na miejsce
Widzę w ścianie drzew dla mnie przejście
Nim idę aby spotkać swoje fatum
Kiedy przechodzę milkną głosy ptaków

To ostrzegawczy strzał click clack, a potem pif paf
Zanim nastąpi bitwa, sygnał żółty jak pigwa
To jest gonitwa, a tor się wije jak wąż,
Więc nie wyciągaj ręki po to, czego nie chciałbyś wziąć
Chyba, że kochasz hardcore
Stopa depcze margines
Zobacz , co może przynieść kontakt z własnym dżinem
Potrzyj swą lampę
Szast, prast, abrakadabra
Rozanielony raz dwa odnajdziesz diabła

To chyba jest coś we mnie
Siedzę na pniach kontemplując pełnię
Jestem gotowy, chyba już jestem gotów
Cóż.... z tej drogi nie ma powrotu
Między drzewami widzę ruch
Wytężam słuch, czuję krew, jest nas dwóch
Tracę świadomość, a ze mną coś się dzieje
I po chwili jestem już w innym ciele
Pędzę przed siebie przez las
Połykam przestrzeń, zgniatam czas jak łupinę
Te kilometry na godzinę
Dla mnie to trwa tylko tą jedną chwilę
Już widzę światła miasta
Czuję zapach i żądza we mnie wzrasta
Dziś jest ta noc, w którą zrobię to co muszę
Za długo cierpię katusze

To ostrzegawczy strzał click clack, a potem pif paf
Zanim nastąpi bitwa, sygnał żółty jak pigwa
To jest gonitwa, a tor się wije jak wąż,
Więc nie wyciągaj ręki po to, czego nie chciałbyś wziąć
Chyba, że kochasz hardcore
Stopa depcze margines
Zobacz , co może przynieść kontakt z własnym dżinem
Potrzyj swą lampę
Szast, prast, abrakadabra
Rozanielony raz dwa odnajdziesz diabła
Dura sex.. (taa)
Twardy sex..
Czy naprawdę tego chcesz ?

Na moje oko spoko, ma klasę, czym oddychać
Jak na imię ma pytam, proponuje kielicha
Komplementy od Rycha, przecież widzę, że jest spięta
Jest piękna, złapie haczyk, będę mógł przejść do sedna
U mnie czy u ciebie tylko uśmiecha się słodko
Mówi o szkole w południe, że ma egzaminy trudne
Spoko wypalam, uwiniemy się szybko
Zostawimy coś na sen, kilka godzin to wszystko
Ona nie jest tanią dziwką, nic z tych rzeczy, cedzi z wolna
Po to tylko bym zaprzeczył, to dziewczyna wyjątkowa
Inne mogą się schować bo z reguły to ona
Nie rozmawia z obcymi, a żeby się całować
Kilka minut później już u niej wiesz co zgadnij
Zrywam z niej majtki, ściskam piersi, pośladki
Smakuje słodkie wargi, patrzę jak ściąga mi slipy
Wkłada go w gorące usta, nie ma lipy, lecimy
Kładę ją na podłodze, bez zastanowienia wchodzę
Ona patrząc mi w oczy szepcze: "uważaj proszę".
Na co mam uważać i zapala sie kontrolka
Spóźniony alarm po alkoholu, jointach
Pewnie nie bierze pigułek, no tak juz rozumiem
W sumie niezła zabawa, najpierw palec w nią wsunę
W kieszeni w spodni durex, nawet cała paczka gumek
Lecz nie użyłem, smutek, martwić będę się potem
Teraz powtórzmy to kotek, bo ponownie mam ochotę
Na przypadkowy kontakt, pod wpływem głupoty
Już po wszystkim leżymy, jest strach o brak miesiączki
Mój strach temat rzeżączki, wraz z końcem przyjemności
To byłby mały pikuś, przygody efekt uboczny
Ale pamiętaj chłopak, że HIV jest niewidoczny
Że wirusowe C możesz teraz mieć
I całą resztę, co tam sobie chcesz
Wyrwać dziewczynę w klubie jaką prosta to rzecz
A potem kminić temat, o kurwa mam AIDS
Lepiej żyj ze świadomością, że ten błąd mógł cię zabić
Zastanów się chłopaku, dziewczyno chcesz sie zarazić?

Lubisz tak pogrywać, wykończy cię ten hazard
Gdy dopadnie cię zaraza, przegrasz jak Ofra Haza
Nie zamierzam ci przeszkadzać w tej zabawie tak się zdarza
Po wszystkim złapiesz więcej niż porannego kaca x2
Ponoć wszystko jest dobrze , dopóki kręci się pieniążek
Nic za darmo nie ma każdy wie
Mały hajs, duży problem .
Życie szybko staje się okropne
Lepkie ręce, ciężki chleb.
Ponoć wszystko jest dobrze , dopóki kręci się pieniążek
Nic za darmo nie ma każdy wie
Mały hajs, duży problem. Życie szybko staje się okropne
Lepkie ręce , ciężki chleb

Znasz swój pułap * ziom * , znasz swe miejsce
Zamknij pysk , brutto 1500
Szeroki uśmiech , szeroko ręce
Licz po cichu , jeśli liczysz na więcej
Wypluj serce, wyrzygaj honor
Nie śpij po nocach , naściemniaj ziomom
Po 3 miesiącach znowu weźmiesz kredyt
Żeby nie było biedy , i pójdziesz na zakupy z żoną
Pieprzyć zapie***** * co ? * , pieniądz to sedno
Jak coś masz kręcic , to tylko to jedno
Nędzo to piętno , hajs nabija tempo
Aż zrobi się zimno, mokro i ciemno
Lubisz smak whyski , lubisz podwyżki
Świat więcej ma wartości przez pryzmat statystyk
Lubisz ten Blichtr , smak potu i krwi
Szczury potrafią liczyć i liczą zyski

Ponoć wszystko jest dobrze, dopóki kręci się pieniążek
Nic za darmo nie ma każdy wie
Mały hajs, duży problem . Zycie szybko staje się okropne
Lepkie ręce, ciężki chleb
(x2)

Bo ziom to przymus , znowu na minus
Już 4-ty miesiąc z rzędu debet cię żre
To niczym wirus , od słów do czynów
Przychodzi moment , że zaj**** się chcesz
Żona chce kasy , ty chcesz się zaszyć
Mija epizod z życia kolorowej prasy
Ty dalej kłamiesz , zdanie za zdaniem
I tak zostanie , nie można puścić klasy
I nawet jakbyś znowu tyrał jak wół
Jakbyś każda złotówkę podzielił na pół
To ch** , ten świat wykrzyknął ci STÓJ
Stań przed lustrem i pluj
To gnój tych miast , to Tu na szczycie jest się raz
To honor znaczy w ch** mniej niż hajs
To tani lans szybkie życie , cichy pogrzeb
Póki kręci się pieniążek jest dobrze .

Ponoć wszystko jest dobrze, dopóki kręci się pieniążek
Nic za darmo nie ma każdy wie
Mały hajs , duży problem. Życie szybko staje się okropne
Lepkie ręce , ciężki chleb
Ponoć wszystko jest dobrze, dopóki kręci się pieniążek
Nic za darmo nie ma każdy wie
Mały hajs , duży problem . Zycie szybko staje się okropne
Lepkie ręce, ciężki chleb .
(Intro)
Raz, dwa, raz, dwa, raz, dwa
Właśie tak, PIH, PMM
Z Białegostoku do Szczecina

Ref.
Wirus, to ta miejska choroba
To dźwięki muzyki, te miejsca i słowa
Wirus, możesz tego skosztować
Ale w objawach to bywa ciężkie, weź zobacz

Wirus, bez odwrotu droga
Księga ocalenia by móc ustać na nogach
Wirus, nam pozwala tu żyć
A tym co stracili wiarę nie pozostawia nic

1. [Głowa]
To rozprzestrzenia się jak w krwiobiego ebola
Hip-Hop i Victoria, nowa stara szkoła
Głowa na mnie woła ten kto bije mi pionę
Zwiastuje chorobę choć ma dni policzone
To nie koniec, widzę jak trzęsą się dłonie
Tym co chcięli bluździć bo spluną na skronie
Agonalny stan pali ciebie jak napalm
Do otwarcia ran ślad zostawił na lata
Teraz nie może w czuść iść, odszedł tlen, odszedł zryw
W serce nie pompuje krwi, w żyłach ścisk
Zabij lub daj żyć, nie pozbędziesz się blizn
Nie ma antidotum na to co robię dziś
Rwany rytm, oddech wraca ci z trudem
Cienka nić między tym co prawdą a co zatrute
Zetrze w pył, wyrzucę te słowa na ulicę
Epidemia globalna, rap to moje życie

2. [Pih]
Czu, czu, czujesz ten chory, chory oddech miasta
Nie pomoże ci maska, przenosi się przez asfalt
Metropolia nie śpi, odgłos karetki
Ten wirus replikuje się we krwi
Tak dla twojej informacji
Zostało ci kilka chwil, krótki okres inkubacji
Dzień sądny, na rauszu zataczając się idze przez ulicę oddział moich zombie
W zasadzie dzień jak każdy inny
Kiedy podpalamy kolejny punky filtracyjny
Całą bandą nadciągamy
Lepiej wyskocz przez okno i nie przeciągaj sprawy
Mów co chcesz, wiem swoje stary
Nie pomoże ci szczepionka z odwagi
Posmak roku ze słonecznego stoku
Kiedy nawijam robi się najkrótszy dzień w roku
Globalny styl, wibrujące pięści
Epidemia czerwonki u konkurencji
Ten wirus jak walec po drodze wszystko niszczy
Pih chroni kas apokalipsy

Ref.
Wirus, to ta miejska choroba
To dźwięki muzyki, te miejsca i słowa
Wirus, możesz tego skosztować
Ale w objawach to bywa ciężkie, weź zobacz

Wirus, bez odwrotu droga
Księga ocalenia by móc ustać na nogach
Wirus, nam pozwala tu żyć
A tym co stracili wiarę nie pozostawia nic

3. [Wężu]
To choroba która rozpszestrzenia się masowo
Od kąd jestem zarażony życie poznaję na nowo
Całe lata chorobowo, ponoć ciężki mam stan
I nie kontroluję tego kiedy odpierdala nam
Nie pamiętam nawet dnia kiedy zacząłem tak żyć
To trochę tak jakby wcześniej nie było nic
Jednym z głównych objawów był przekrwiony wzrok
Ciągłe tupanie nogą i bujanie się non stop
Wciąż kombinuję coś, audio system zajeżdżam
Co drugie słowo to kurwa albo spieprzaj
Sprawa jest ciężka, obserwacja w toku
Organom ścigania zarażony stawia opór
Zanim księga ocalenia czas zamieni w popiół
Skończę ją pisać potem zabiorę do grobu
Nie mam wyboru, PMM diagnoza bloków
Od kilkunastu lat uzależniony od hip-hopu.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo