Popularne piosenki. Polski Hip Hop

ref
No bo ja mam to czego nie macie wy (wy)
I ładujemy tym broń, by pokazać wam styl (styl)
To razi jak prąd, i gryzę jak młody wilk (wilk)
Bo ja mam to czego nie ma tutaj nikt nikt nikt

Mówisz że przeszkadza ci za dużo dźwięków w bitach
Ziom nie gadaj, tylko pij, bo to jak afrodyzjak
Jak aparat, mrożę chwilę, mówię jeszcze z pełnym pyskiem
Bo zjadam scenę, jakbym kurwa nie jadł przez tydzień
Wyprzedzam ligę, o parę lat, ligalize that
Rosnę w siłę, bo widzę jak, idę jak strajk
To jest jak hazard, a ja umiem czytać z tych kart
Robisz minę, jakby strach w dupie zżerał Ci twarz
Teraz już patrz, ten rap jest cały z mięśni i rośnie
To horror na faktach tak jak blair witch procect
Im większy strongman, tym koniec będzie bardziej boleć
Kolej na spowiedź, chcesz świadka, czy sam to powiesz ?
Bujam tym konkret, i nie wychodzę z jakichś tam liści
Koleś spadam z nieba jakbym był archaniołem
I zwracam uwagę coś jakbym był z innej galaktyki
I mógłbym Cię pierdolić, jak ty mnie, gdy byłem nikim

ref
No bo ja mam to czego nie macie wy (wy)
I ładujemy tym broń, by pokazać wam styl (styl)
To razi jak prąd, i gryzę jak młody wilk (wilk)
Bo ja mam to czego nie ma tutaj nikt nikt nikt

Te rymy które słyszysz, są w limitowanej edycji
Bo tu każde kurwa słowo, to dla ciebie zimny prysznic
Gdy stoisz obok to jakbyś był od czyszczenia kibli
Wieje młodością jakby wszedł Bojan Krikic
Nie jestem bajtlem, a ty lepiej oprużnij swój pampers
Bo moje partie, są katem dla twoich zażaleń
Nie mam ochoty słuchać twoich niby zalet
Bo gdy ja wchodzę w bit to potrzebny jest ci nawiew
Każdy balet, kręci się jak karuzela
Mam mape w łapie, łapiesz, rap to moja cytadela
A Napędza mnie w rapie, to co kocham i marzenia
Bo żaden raper Ci nie powie za ile się sprzedał
Żaden problem dla mnie obliczyć swoje szansy
Ale nie gdy, ty siadasz już w pierwszej klasie z matmy
Jesteś kiepski i nawet nie wiesz ilu znam lepszych
Zrób to co należy, zostawiam ci broń i żyletki...

ref
No bo ja mam to czego nie macie wy (wy)
I ładujemy tym broń, by pokazać wam styl (styl)
To razi jak prąd, i gryzę jak młody wilk (wilk)
Bo ja mam to czego nie ma tutaj nikt nikt nikt
To ostrzegawczy strzał click clack, a potem pif paf
Zanim nastąpi bitwa, sygnał żółty jak pigwa
To jest gonitwa, a tor się wije jak wąż,
Więc nie wyciągaj ręki po to, czego nie chciałbyś wziąć
Chyba, że kochasz hardcore
Stopa depcze margines
Zobacz , co może przynieść kontakt z własnym dżinem
Potrzyj swą lampę
Szast, prast, abrakadabra
Rozanielony raz dwa odnajdziesz diabła

I to w tą noc pochmurną
Wychodzę samotnie z domu kiedy wybija północ
Znowu nie pamiętam, co robiłem dzisiaj
Wiem tylko tyle że do lasu muszę iść sam, iść tam
A to nie łatwe jest w mieście
Dlatego wsiadam w samochód i jadę jak we śnie
Nikt nie dostrzeże moich oczu
Które nie widzą dalej niż na pół kroku
Otóż to nie jest dla mnie pierwszyzna
Widzisz, odbieram sygnał, on gra na moich zmysłach
I nic nie potrafię poczuć nadal
Jak długie lata trwa już ta maskarada
Kiedy przybywam na miejsce
Widzę w ścianie drzew dla mnie przejście
Nim idę aby spotkać swoje fatum
Kiedy przechodzę milkną głosy ptaków

To ostrzegawczy strzał click clack, a potem pif paf
Zanim nastąpi bitwa, sygnał żółty jak pigwa
To jest gonitwa, a tor się wije jak wąż,
Więc nie wyciągaj ręki po to, czego nie chciałbyś wziąć
Chyba, że kochasz hardcore
Stopa depcze margines
Zobacz , co może przynieść kontakt z własnym dżinem
Potrzyj swą lampę
Szast, prast, abrakadabra
Rozanielony raz dwa odnajdziesz diabła

To chyba jest coś we mnie
Siedzę na pniach kontemplując pełnię
Jestem gotowy, chyba już jestem gotów
Cóż.... z tej drogi nie ma powrotu
Między drzewami widzę ruch
Wytężam słuch, czuję krew, jest nas dwóch
Tracę świadomość, a ze mną coś się dzieje
I po chwili jestem już w innym ciele
Pędzę przed siebie przez las
Połykam przestrzeń, zgniatam czas jak łupinę
Te kilometry na godzinę
Dla mnie to trwa tylko tą jedną chwilę
Już widzę światła miasta
Czuję zapach i żądza we mnie wzrasta
Dziś jest ta noc, w którą zrobię to co muszę
Za długo cierpię katusze

To ostrzegawczy strzał click clack, a potem pif paf
Zanim nastąpi bitwa, sygnał żółty jak pigwa
To jest gonitwa, a tor się wije jak wąż,
Więc nie wyciągaj ręki po to, czego nie chciałbyś wziąć
Chyba, że kochasz hardcore
Stopa depcze margines
Zobacz , co może przynieść kontakt z własnym dżinem
Potrzyj swą lampę
Szast, prast, abrakadabra
Rozanielony raz dwa odnajdziesz diabła
[Ref]
Chcieć a móc to różnica czysta jak źrenica
Ewenement widzi czego chce ulica
Chcieć a móć to różnica
Ewenement wie czego chce
Bo ja wiem czego chce

Krótko szybka decyzja
Czego chcesz precyzja
Jaka Twoja wizja
Warta Twego potu
Wyjście z kłopotu hajs dawaj gotów
sprawna likwidacja pecha
Wolność główna cecha
Włodi nie zaniecha
Brać swoje pełną garścią
włada naszą tarczą
Ewenement słowa karcą
Drogą do sukcesu ludzi z marginesu
Dzieciak bez stresu
Rób to co umiesz
Tylko mocno uwierz
A na pewno zrozumiesz
że wszystko można
Nie wszystko buduje
chciwość życie rujnuje
Ja rap produkuję
Człowiek chce to kupuje
Ty czego potrzebujesz
Dobrze wypić, zjeść
spokojne życie wieść
spełnić marzeń część
Dobrego zioła wbrud
na szyi złota
zaspokoi Twój głód
Gdy pieniądz kieszeń parzy
Uśmiech zmęczonej twarzy
Wszystko się zdarzy
dużo melanży
Problemy już mniejsze
jutro pewniejsze
Kobiety ciut łatwiejsze
To nie najważniejsze
Chcę by moja rodzina
Była zdrowa i silna
jeszcze kwestia inna
W sercu być powinna
proszę Boga by sprawił
By każdy ziom trafił
w cel jaki se postawił
Dla podsumowania
chęć posiadania
Ludziom zasłania

Długiej listy dalszy ciąg
Może chiałby nigdy już nie widzieć ją
Kiedy poszło o datę
Chorych dzieci spracowanych matek
Powiedz co ci się marzy
zdrowie, szczęście dostatek
Zabić monotonię, spod osiedlowych klatek
Czego chcesz ziomek czego?
Żeby zawsze szanowano twój przydomek
Powiedz czego chcesz, to ostatni dzwonek
Może chcesz wolności, zapomnieć o przeszłości
Nieważne nie
w byle jakiej kolejności
Dalej zabić strach, gdy przychodzi nocą w złych snach
Może marzy ci się zmiana roli
Może nie chcesz słuchać rapu, bo za bardzo boli
Więc powiedz czego chcesz
Przecież wiesz ty, i ty i ty też
Ziomek powiedz mi to
Chcesz mieć całą bez obrażeń
Znasz ryzyko lecz nie zmienisz biegu zdarzeń
Powiedz mi co jest szczytem waszych marzeń
Co co tak naprawde ma wartość dla ciebie
żyjesz w tym piekle
Może chciałbyś jeszcze w niebie
Czy zaazany owoc na zatrutym drzewie
Twoim życiowym celem
Czy fałszywym przyjacielem
Powiedz mi, masz coś jeszcze do zdobycia
Ziomek powiedz mi czego chciałbyś od życia
[elo Refren]
Czego chcesz
Nie wystarczy ci klatek schodowych przepych?
Czy dołączyć chcesz do bogatych tych,
Ich puste dusze, ja musze i TY też musisz
Okrasić, czy chcesz być tylko liczbą w statystyce?
Ja oddałem duszę tej muzyce
Czego chcesz krzycze
Pieniędzy- ja dobrze to rozumiem
Zmieszany z tłumem
ja czytam w waszych myślach
To zła droga
przeczytaj Biblię a będziesz bliżej Boga
a może właśnie to on co jest pewny
od gazet i TV
Twój pogląd jest mętny
Zwykle nie jesteś chętny innym pomagać
Do rozsądku przemawiać możesz tylko samemu
Nie wiem czemu, próbuje wogle ciebie naprawić
Możesz chcesz wziąc nóż i kobietę w ciąży zabić
Trudno jest zabić gniew, pobić go w sobie
Czego chcesz może tego- co ja robię
Czego chcesz teraz bez żadnych kosekwencji
Ograniczeń i żadnych pretensji
Czego chcesz teraz wszystko, na Twoją korzyść
Godna decyzja, godnie jutra dożyć
[Ref]
Wiku w grze, pytasz mnie czego chcę
Władza, pieniądze, sex czemu nie?
Szlak swój trę nie zatrzymując się
Czy każde za narkotyk, zbiera żniwo swe
Nie szanujesz się tymbardziej
Musisz być naćpany bo czujesz się źle
Jesteś przegrany, po uszy w tym gównie brniesz
Chcesz czego chcesz- zdychać w mękach
Straciłeś wątek, gubisz się w swych rękach
Jak wygląda świat na trzeźwo?- już nie pamiętasz
Ręka sama sięga, cienka nić pęka
Czego chcesz?- być spowrotem z nami
Hardcore- nie wszyscy są tacy sami
Chcieć można dużo, lecz ile życie da mi
Jeden Bóg wie, jak spotkanie z ziomalami
Co latami siedzą za kratami
Skuci kajdanami, wciąż żyją marzeniami
O wolności HWDP mówi to coś CI?
Ja rap jest ciężki jak poiwrót do rzeczywistości
jak ty którego nigdy nie masz dości
wtedy tu jak chada w podświadomości gości
wiesz czego chce LOJALNOŚCI skurwys..u
Dziewczynki ruszamy się, ruszamy się, ruszamy się
Fala, bauns, skład północny Toruń
Chcę cię widzieć cały czas

[x2]
Chcę to widzieć cały czas
Jak ci idzie mała lans
I nie możesz tego przestać
Mała jesteś w tym niezła (niezła)

Przed wejściem na scenę zapas tlenu uzupełniam
Piątki przybijam, dyszki rozmieniam
Kolejna jedna, klub, kolejka druga
Bujaj swą dupą, bujaj nawet jeśli jest gruba
Robi się gorąco, bo północny Toruń wrze
Płynie z nimi fala od B do U do euro P
Wiem, że liczni mają mnie za kutasa
I wiem, że na kutasa każda cipka łasa
Nie obchodzi mnie co robisz będąc w domu sama
Czy używasz vibreksa czy ze skórką banana
Czy jesteś już mamuśką, czy jeszcze małolatką
Będąc na imprezce daj pobujać się pośladkom

Maleńka zegnij się w pół, w pół
Zejdź leciutko w dół, dół
Ty jesteś tu, tu by rozpalić klub, klub
Ty jesteś tu, tu tylko dla mnie
Klaszcz mi, klaszcz mi, klaszcz mi dupcią ładnie
To jest rozdanie maleńka w tej talii jestem asem
Masz klasę i płyniesz, płyniesz z basem
Dotykam wzrokiem twojego ciała, czujesz?
I tylko ciebie widzę w zatłoczonym klubie, uwierz
Grzeczne dziewczynki idą do nieba, czaisz?
A te niegrzeczne tam gdzie chcą, więc walić
Chodźmy do ciebie, tam szampan popłynie
A potem głośno wykrzyczysz moje imię, ta

[x2]
Chcę to widzieć cały czas
Jak ci idzie mała lans
I nie możesz tego przestać
Mała jesteś w tym niezła (niezła)
[tylko tekstyhh.pl]
Bujam się, bujam się, bujam się po mieście
Wbijam się, wbijam się, wbijam się do klubu wreszcie (wreszcie)
Na pełny relaks, zapominam o reszcie
Tutaj jestem z łatwym hajsem (hajsem)
Popijam drinki z ajsem, PTP i babsko
W alkoholowym transie
A ty skarbie dla mnie dupcią zatrzęś (ta)
A ty skarbie dla mnie dupcią zatrzęś (ta)
Masz to czego innym dziewczynom brak
Ja patrzę tak na ciebie, to jakbym buchnął crack
Widzę jak cię jara północny Toruń pakt
Wiem na co masz ochotę, więc zróbmy to tak

Styl PTP to jest ten, który chcę (chcę)
Wiedz czemu wciąż mała na góry prze
Wszystkich ścian na maksa się strzeż
Daj się nieść i lepiej się streszcz (yo)
Bo miejsca dla ciebie mogą już nie mieć
Dziewczyny, które się nabawiły na balang
Pokaż dupą mi, że nie jesteś bez szans
Pokaż dupą mi, że jesteś najlepsza
Pokazałaś mi jak do parteru ty zjeżdżasz
Za to typy wokół nie mogą mnie zgęszczać (ta)
Lecz ja nie pozwalam tobie, nie
Nie pozwalam tobie przestać
Póki nie będziesz chciała się przespać

[x4]
Chcę to widzieć cały czas
Jak ci idzie mała lans
I nie możesz tego przestać
Mała jesteś w tym niezła (niezła)
[REF]
Przez te lata ona była ze mną
Nigdy nie mówiła nic, a szybko tu się zżyła ze mną
Nie jedno przeżyłem przez nią.
Wstydziłem się, gdy byłem szczylem przez nią.
I przez nią pewnie mam tę ambicję, by wyżej iść tam,
ponad ten standard, co życie zapisze mi
Muszę tu być lepszy od nich
Bo z początku miałem ciężej od nich, przez nią
Dzisiaj mi wszystko jedno.

1. Nie pamiętam swojej twarzy bez niej
Operacja 4 lata, berbeć
Sprzed niej te foty to obrazy rzewne.
Rymowałem o niej, parę razy wcześniej,
ale jeszcze nie tak. Pisząc to zaraz będę miał ciary pewnie.
Koloru, Twoje poliki, są wiśni,
gdy idziesz do podstawówki i jesteś inny, niż wszyscy.
Dziecko nie kmini żadnej winy, czy krzywdy,
którą może sprawić mówiąc "Ale krzywy masz zgryz".
Przyzwyczaiłem się i kiedy miał nowy dowcip pupil
Mówiłem "Krzywą buzię mieć wolę, niż być głupi".
Z biegiem lat, robiliśmy wspólnie z tego żarty,
ale i tak wtedy nie czułem się normalny.
To był czas, gdy zaczynałem kumać, że większość z Nas skończy tak samo
zamuleni monotonią i do roboty na rano.
A ja od startu byłem gorszy od nich.
Zdecydowałem, ze starać się będę mocniej od nich.
Stąd pewnie tu są te zwrotki.

[REF]
Przez te lata ona była ze mną
Nigdy nie mówiła nic, a szybko tu się zżyła ze mną
Nie jedno przeżyłem przez nią
Wstydziłem się, gdy byłem szczylem przez nią
I przez nią pewnie mam tę ambicję, by wyżej iść tam,
ponad ten standard, co życie zapisze mi
Muszę tu być lepszy od nich
Bo z początku miałem ciężej od nich, przez nią
Dzisiaj mi wszystko jedno.

2. Dobrze, że tak wcześnie raka dał we śnie podły mi los
Co, na studiach spotkałoby mnie to
pewnie skończyłbym z mostu.
W wieku dziewięciu rozkminiałem dziewczyny te
czy będę z nią, czy tylko na widok jej będę ślinił się?
Wyszło na to, że miałem gładko i do tego nieraz, to nawet nadto
mimo, że sam nie podbijałem z gadką
bo w razie fail'u miałbym wątpliwości jakieś
czy to przez brak gadki, czy brak kawałka kości w japie?
Może przez nią, gdy dorosłem zostałem narcyzem,
egoistą, nieraz dla czyiś córek byłem skurwysynem, taa.
I może przez nią rap każdy klub tutaj bujał ładnie
i może przez nią dziś w rapie tu nie ma chuja na mnie.
Dwadzieścia lat czekałem na możliwość rekonstrukcji ściętej żuchwy.
Myśląc o tym wypiłem rzekę wódki.
I teraz, kiedy mogę mówię "chuj w to"
chcę widzieć siebie, kiedy patrzę w lustro.

[REF]
Przez te lata ona była ze mną.
Nigdy nie mówiła nic, a szybko tu się zżyła ze mną.
Nie jedno przeżyłem przez nią.
Wstydziłem się, gdy byłem szczylem przez nią.
I przez nią pewnie mam tę ambicję, by wyżej iść tam,
ponad ten standard, co życie zapisze mi.
Muszę tu być lepszy od nich.
Bo z początku miałem ciężej od nich, przez nią
Dzisiaj mi wszystko jedno.
Setki powodów, by nienawidzić znowu
upaść, wstać, iść do przodu
lub przedwcześnie iść do grobu
jeszcze nie śpi powód, siedzę kreśli znowu
w końcu jestem gotów, nie da zliczyć się powodów
dla których wątpiłem i dalej wątpię
dlaczego żyję i czy koniec jest początkiem
to co ma siłę i to wszystko co jest wątłe
dlaczego piję ? i dlaczego z tym nie skończę
powodów są tysiące, też jestem nałogowcem
jak co trzeci z tej ziemi, powody nie są proste
a skutków nie zatrzemy i przemyśl
rozważ wszystkie za i przeciw, żadne z nich to nie banał
porażka i chwała, miłość, uczucia i chwała
przesadzam, albo czuje niedosyt
mam powody by nie myśleć tak jak inni
indywidualnie, z tego powodu silny
po mimo wad, czyńmy tak by innym nie było gorzej
aniżeli nam, niby to ten sam człowiek
ze zmianą w oczach bliskich nad tym się nie rozwodzę
ten temat jest śliski, czystki
porobiłem w swych szeregach, dlaczego mam polegać
skoro powodów nie ma i nie mam
dla Ciebie lub bez Ciebie kręci się Ziemia
dzień się budzi, noc umiera a ludzie wokół
zamiast dawać, chcą zabierać chcesz tego powód
bez odwrotu, słowa powiedziane ranią
kawałek po kawałku, tworzymy spójną całość
powodów jest nie mało, ku temu przy czym
przeszłość to jedna z przyczyn by w końcu się rozliczyć
wyciszyć się, odejść gdzieś, zapaść w sen
by w końcu się obudzić i przywitać nowy dzień
na spotkanie ze złem zawsze zabieraj dobro
dla jednych jesteś tłem, a dla innych odskocznią
podobno, miłość to uczucie ślepe
przeżyłem to tak mocno, że też mogę tak powiedzieć
nie chce wiedzieć co by było jeśli
będzie dobrze albo źle powodów ku temu są setki
Złap za broń, dziś nie można tak biernie stać
Złap za broń, nie możemy się wiecznie bać x2

Niech tą bronią nie będzie fałsz no i chciwość,
Miarą człowieczeństwa nie jest bilon i jego ilość.
Nie walczę o władzę i nie chcę za nią ginąć,
Nie pozwolę by mój mózg był drugą Palestyną.
Niech tą bronią będzie wiara i miłość - dajmy sobie to,
Niech połączy nas prawda i bliskość, a pokonamy zło,
Które tak bardzo zdominowało nasze umysły,
To te umysły wybudowały mur nienawiści,
Dlatego do tego doszedłem, żeby mieć czyste myśli
I nimi zburzyć mur by w końcu poczuć wolność.
Niech to zamieszka w twojej głowie.
Wolność - to jest ta ostatnia z wojen.

Złap za broń, dziś nie można tak biernie stać
Złap za broń, nie możemy się wiecznie bać x2

Znam takie miejsca, brat, gdzie diabeł się nie kłania ludziom,
Tu gdzie silniki od rana huczą, od rana budzą.
Dzieci życia się w bramach uczą,
Zobacz, by nie zwariować, te zdania nucą.
Podczas gdy kłamcy szampana studzą,
Ich posłańcy dla pana służą, kolana brudząc.
Kłamstwa to karma dawana głupcom,
Spójrz, tu naprzeciwko szatana Bóg, co
Nie może być wszędzie naraz,
Kiedy nie będzie nic, wtedy dana nam będzie wiara.
Jak na okręcie fala.
Mają zajęcie dla nas - na krawędzi balans.
Mówi to ten, co się z wami w jednym rzędzie znalazł.
Tu rośnie napięcie, balast
Żaden Białas nie jest narzędziem, zaraz, zaraz,
Jesteśmy równi? Powiedz, ilu z nas nigdy nie będzie w Dallas
Bo rzeczywistość nie pozwala?
Łap za broń, brata złap za dłoń,
Razem raźniej - czworo rąk to już wiatr na sztorm.
Chcą nam zabrać dom, wolność zabrać chcą
Byśmy widzieli ją jak za mgłą.

Złap za broń, dziś nie można tak Biernie stać
Złap za broń, nie możemy się wiecznie bać x2

To świat zdobyty famą i grą, stalą i krwią.
Wiarą zbudują dekalog później spalą ci dom.
Może ten padół dusz, anioł stróż przegrał w karty z diabłem,
A rano już ludzie wzięli szable i bagnet.
Podobno mało chce lud, jak twierdził Mao Tse-Tung.
Miarą tych słów, to to, że dziś karą jest bunt.
Idę z flarą przez tłum by zabić żałość i chłód,
Tylko po to by na końcu stanąć, przejść z flagą przez mur.
Oni nie mogą nas kupić, my nie weźmiemy w las głupich,
Choćbym miał randkę ze śmiercią odcięty od rap-sztuki.
Wiem, chcą nas zatrzymać - władza, tępy zew, miraż,
Ja będę szedł dopóki co tętni krew w żyłach.
Przez te miliony milionów, miliardy bilionów liczb,
Miliony milionów, miliardy, bilion straconych żyć.
To jak liczba pi - lecz dziś nie do wyliczenia.
Daty, kody, numery, kwoty, sekundy, zera.

Złap za broń, dziś nie można tak biernie stać
Złap za broń, nie możemy się wiecznie bać x4
KAMS::
Dejot rusza, skrusza, zmusza do jazdy
Choć nie posiada Mazdy RX7
To jestem pewien, że was przewiezie
Na okrągło w koncepcji stylu bongo
Winylowa ciągłość nigdy nigdy dość
Na srebrnym sprzęcie elity Bambus zapuszcza puyty
I oprócz tego jeszcze coś robi
Co zdobi jego twarz, czy to ha-sz sz sz?
Nie powiem.. tylko swoją głowę także ozdobię i zapowiem zbiórkę,
Bo oto mam rurkę, jak kto woli – bibułkę
Proszę sznurkiem.. Zapalimy na spółkę..
Dla mnie i dla pani tematy seksualne i klimaty
Lecz nie spadam do chaty
I nikt tu nie rządzi i nikt tu nie mąci,
Nie za karę – poszedłby w kącik, rozmyte kolory
Kończę.. sorry

MAG::
DJ grzej puyty, stuff już nabyty, nabity.. wokół kobiety i typy z ekipy
Zapowiada się wieczór znakomity, jestem za tym? A ty?

KAMS::
Niewyżyty

MAG::
Spoko.. OK. spoko dla oka lokal
W towarzystwie bracha

KAMS::
Raha i Foka

MAG::
Co tam masz, pokaż?

KAMS::
Powala jak knock-out

MAG::
To ja na razie out, bo długa i szeroka zawisła nade mną chmura

KAMS::
Ej Magik!

MAG::
Co? Aha. Teraz twoja tura
W tle bit Premiera gra, a nie Stachura
Zabawa trwa

KAMS::
na 102

MAG::
a nie na hura.
tu nikt nie szumi, bo tu nikt nie szura
tu pełna kultura i nie ważne jest która

KAMS::
O kurczę, chyba rozbiła się rura

MAG::
No trudno, mam drugą, więc nie będzie nudno
Pewno trafiłeś w samo sedno
w worku dno, a mnie wszystko jedno
tu wszyscy bawią się póki polegną..

KAMS, MAG, STRAHO::
Dejot rusza czarne puyty
Na srebrnym sprzęcie elity
Zielony skręt jest zbity
I każdy kolor rozmyty

STRAHO::
Wszystko jasne, KPW
Elita jest tu, nareszcie powraca, więc ciesz się
Ktoś prosi mnie na stronę
Choć jeszcze nie skończone są kwestie
Którymi zaśmiecam przedmieście
I wrzeszczę wciąż na równi z deszczem
Tych wyliczanek, rymowanych układanek
Z panem Sebastianem i panem Radkiem
Zrobimy wpadkę na prywatkę, na zieloną chatkę
Pif-paf w płuco traf, unikaj gaf, dobrze sprawdź stuff
mm.. i baw się bez obaw do bólu, przecież tu jest jak w ulu
stary, postuluj o wydanie asortymentu
karmę obecnych tu klientów
kolumny muszą grać, Dejot, nie wyłączaj sprzętu
niech siła wzmacniacza przytłacza słuchacza
niech szmata się rozkracza dla dobrego ściemniacza
cze.. zabawa na 102, hip-hop gra, na na na
tak jak Rahim, czyli ja, wszyscy cieszą się ha ha
dookoła opary, browary, towary, spisz na miary stary
Przyjedź, z ucieszonym rykiem wyjedź stąd
[zwrotka angielska]

Poczekaj parę chwil, Gural, S.P.O., Tee, Kamil
Robię hip-hop deal for real, trzeszczy vinyl
Omijam miny, nie mogę przestać, wiesz, że jest tak
Kręci się vestax, Chicago, WestSide
Nikogo nie znasz tu, daj mi pięć minut
Gural znowu wjeżdża w tłum i jutro jest nas stu
Kolejna sesja znów, bucha bierz na dwóch
Skurwiele przyjdą jutro i położą cash na stół
Nagrywam wszędzie tu, bo jestem w domu
Bandyta mikrofonu znowu robi rap dla milionów
Ziomuś mówi - król bez tronu, 5 Element man
Palę zielę nie sun, ze mną Elephant Tribe
To jak telekinetyka, dialektyka słów
A niedobrzy ludzie chcą zbudować wielki mur między nami
Płyną stada chmur nad głowami
Stada czarnych chmur nad blokami, jesteśmy tacy sami

To jest tłuste gówno, właśnie tak
To Hilltop studio, that's what's up
When you travel to Poland, właśnie tak
And I'm home when I rec., that's what's up

[zwrotka angielska]

To jest tłuste gówno, właśnie tak
To Hilltop studio, that's what's up

[zwrotka angielska]

[x3]
To jest tłuste gówno, właśnie tak
To Hilltop studio, that's what's up
When you travel to Poland, właśnie tak
And I'm home when I rec., that's what's up
Hades:
Miałem jedenaście lat, trenowałem dzień w dzień,
Na boisku, gdzie cień rzucała nam sp,
Rzucałem ze starszymi w spodniach 2XL,
Rozmiar ubrań nie deck decydował, kto jest skate,
Też chciałem taki mieć, tata mówił nie, nie, nie,
Jak 7 Łez, więc trzy miechy zbierałem cash,
Okazało się, że nie ma rozmiaru,
I dobrze, bo kupiłem pierwszy tape Wu-Tang Clan-u,
Puszczałem rap na kurwie przez okno z góry na dół,
Gdy, starsi kumple zmieniali się w narkomanów,
Ja też, z tym, że oni dla szpanu ćpali amfę,
A ja w tym czasie napisałem pierwszy rym na kartce,
Zaraziłem się rapem, olałem basket,
I pokochałem hip hop jak własną matkę,
Potem dowiedziałem się jak to działa – piona Maras,
Taki właśnie był starter, nara…

Ref.:
Writer, b-boy, dj, mc,
Hip hop zaraża, a my mamy go we krwi,
Beatbox, publiczność, dobrzy producenci,
Dziś to więcej, niż 4 elementy, /x2

W.E.N.A.:
Miałem trzynaście lat pod podeszwą pierwszą deskorolkę,
Często mokłem, złamałem ją w deszczu skręcając kostkę,
Nikt nie uczył mnie, jak się robi blanty,
Wiedziałem jak skręcić taśmę, żeby grała w moim hi fi,
Wbrew woli matki dni spędzałem poza domem,
Spaliłem pierwszy mikrofon, miałem usta poparzone,
Nie zapomnę smaku tamtych osiedli,
Jak usłyszałem pierwszy werbel od razu mnie uzależnił,
Pamiętam pierwszy rym lepiej od pierwszego seksu,
Baterie noszę w spodniach do dziś, nie bez podtekstów,
Nawdychany zapachem aerozolu,
Jedyne, co ciekło ze sreber to out line moich chromów,
Psy wpadały do domu o czwartej rano,
Chyba mogłem być łatwiejszym dzieckiem – przepraszam mamo,
Lecz to nałóg – kruszę myśli prosto do bletek,
Zaciągam się samplem, wydmuchuję słowa i lecę wzwyż…

Ref.:
Writer, b-boy, dj, mc,
Hip hop zaraża, a my mamy go we krwi,
Beatbox, publiczność, dobrzy producenci,
Dziś to więcej, niż 4 elementy, /x2

Diox:
Ja pamiętam te czasy 7 Łez i z Ferrari,
Jak audycje Pol Fader na kasetach z Radiostacji,
Pamiętam WFD – To Ma Pływać koncert z Pragi,
Tak samo jak CH.C.W.D, gdy Noon był w Grammatik,
Stawiałem pierwsze tagi, latałem z koleżkami,
Jarałem się rapami totalnie jak pojebany,
Nagrywałem to na taśmę – robiłem sam składaki,
Dj Honda, Nas, Beastie Boys, Jadakiss,
Poraził mnie energią B-Real z Cypress Hill,
Hello, my name’s Dr. Green,
Gdy, K 44 leciało mi na kompakcie,
Joka cofał tracki jak analogową taśmę,
Pamiętam tą zajawkę W.S.Z., C.N.E.,
DJ Feel-X z Gib Gibon, jeszcze Dab i T.D.F.,
Ja rażony rapem przez rodzimą scenę,
Jak HaiHaier nie jestem kurwa biznesmenem…

Ref.:
Writer, b-boy, dj, mc,
Hip hop zaraża, a my mamy go we krwi,
Beatbox, publiczność, dobrzy producenci,
Dziś to więcej, niż 4 elementy, /x2

Fokus:
Dzięki niej, mam tu niczym król dżungli lew,
O eL I eN Ka eL U Zet i eF,
Moje rymy to ciężkie skurwysyny jak wiesz,
To nie blef, a ta muzyka weszła mi w krew,
Ta muzyka to rap – tak zarabiam na chleb,
Nie bądź głupi jak but, bo to proste jak drut,
Hip hop – nic nie było od tak, hop siup,
I na tip top od lat nie znając nut cipko,
Nie podskoczy nikt, bo ja zjadam ich dupą,
Lecę jak London Newton, czyli dla nich za szybko,
Saluto, byłem jak wrak, mówili mi utoń,
Podała mi dłoń – pokochała me dłuto,
Powiedziała spójrz w toń, ich już dawno wykuto,
Pokaż im, co jest czym, resztę zostawmy loop'om.
I tak kocham ją nad życie z każdą minutą,
Zaliczam się do Katowiczan, jest to tam i tu to, jest…
Prohibit:
Jeśli kiedykolwiek postawiłeś na mnie krzyżyk,
Dziś wracam zamazać skutek Twoich przyczyn.
Mimo tego, ostatni raz wybaczam Tobie,
bo na końcu naszych wad, stoi zawsze człowiek.
Większość chce udowadniać swoją wielkość,
w tym zakłamaniu mijają codzienność.
Ja żyje obok Ciebie i żyłem cały czas,
chociaż nie pamiętam kiedy byłeś tu ostatni raz.
Czas - totalnie zamyka nam rozdziały,
Łzy powysychały, zastygły rany,
co było między nami - zapominamy.
Dziś ostatni raz tu wracam, by rozliczyć się z wami.
Adijos! Spalcie błagalne listy pierwsi,
Ostatni raz mówię - kocham was wszystkich.
Pierwszy i ostatni raz mówię - kocham was wszystkich.

Bezkarnie czas płynie między palcami
I nikt nie wie, co się może skończyć dziś
I nikt nie wie, dokąd jutro trafimy.
Jeśli to ostatni numer - coś opowiem Ci.. x2

Vixen :
Kiedy byłem na starcie, człowiek życzył mi dobrze,
Wiedząc dobrze, że marnie idzie mi z tym hip-hopem.
Dziś mam jebaną pasję, w fonografice krążek
I ten sam kurwa pacjent, mało co mnie nie pożre.
Chciałbym spakować torbę, wyjechać w nieznane
Przed tym powiesić portret w mym pokoju na ścianie.
By nie zacierać wspomnień związanych ze mną mamie,
Bo ona szła by w ogień za mną jak żadna z kobiet.
Problem nie tkwi w innych, on jest w mojej głowie.
Bo może uzależniłem się od tego, co powiesz,
Nawet wielcy mistrzowie, co dziś idą za ciosem,
Kiedyś pójdą po drodze z pierwszą pizdą pod okiem.
Nie kalam moich zmagań, wiem co widzą masy,
Ta gra wymaga starań, by nie stracić klasy,
Ja upadam by wstawać, wstaję by walczyć.
A walczę by stawać zawsze obok wygranych.
Nie liczę już na Ciebie, bo ode mnie odejdziesz
później czy wcześniej zostawisz z ciepłym sercem.
Ja jestem i będę tutaj, i tu się spełnię,
Choć nie wiem ile jeszcze, dostane szans na szczęście.
Może to ostatnia z nich?
Może to już?
Może dziś przestanę się okłamywać, w brodę pluć?
że nie potrzebuje nic od Ciebie, choć chcę Cię tu,
Z Tobą żyć, pozostaje mi tylko liczyć na cud.
Mówię sobie że ostatni raz wchodzę w ten bezsens,
choć w ogóle w to nie wierzę bo dobrze znam siebie.
Liczyć mogę że coś zmienię, to jest może fundamentem,
bo gdy tracisz nadzieje - tracisz powietrze.

Bezkarnie czas płynie między palcami
I nikt nie wie, co się może skończyć dziś
I nikt nie wie, dokąd jutro trafimy.
Jeśli to ostatni numer - coś opowiem Ci.. x2
Jesteśmy stąd, ziom, jesteśmy non-stop,
Przygotowani–w coraz lepszej formie,
Właśnie w taki sposób tworzymy historię,
Tworzymy muzykę nie tylko przez sentyment,
To jak piąta strona świata-ósmy kontynent,
Eksperyment.
Wprowadzamy Cię w ten niepowtarzalny klimat.
Trzymaj część naszego prywatnego życia-w rymach siła.
Tak właśnie myślę na wyspie bogów.
Że czasami lepiej wiedzieć mniej, niż wiedzieć za dużo.
Przeszłość jak wielki kamień, którego nie da się przesunąć.
Kiedyś to, co wydawało się daleko, tak na prawdę było blisko.
Bo kiedy nie miałem już nic do stracenia-dostałem wszystko
Kiedy przestałem być tym kim byłem.
Wreszcie spotkałem samego siebie.
Szok! Ten bit, ten styl, i nasz flow.
Dźwięk jak cień jest.
Ale go nie dotknie to kilkaset słów.
To jak przebłyski wiosny w środku zimy.

Ref:
To jest kilkaset słów, kilkaset prawd,
które opowiadam Tobie,
prawdy szczypta w każdym słowie,
które puszczam w obieg.
Kilkaset słów, kilkaset prawd,
To jest o mnie i o Tobie,
prawdy, fałszu po połowie.
To reguły jakie znam.

Masz na tej płycie kilkaset słów,
Kilkaset snów oprawione w rymach,
Życie jest piękne, tylko zacznij tak rozkminiać,
Obierz kierunek-ja znalazłem go w rymach,
Zacząłem opisywać, co wokół mnie się dzieje,
Zrealizowane sny i niespełnione nadzieje,
Czasem łza się kręci w oku, czasem się śmieje,
Gdy siadam łapie bucha i słucham,
Tych kilkuset słów, co Cię teraz rusza,
To nie jest kawałek, byś się przy nim wzruszał,
Znajdź swoją piątą stronę świata i tam ruszaj,
Czasu nie cofniesz-to przesądzona sprawa,
Spróbuj się odnaleźć i niech ci gra gitara,
Zaciśnij pięści-chce słyszeć dobre wieści,
Ten krążek jest o mnie i o tobie-wierz mi!

Ref:
To jest kilkaset słów, kilkaset prawd,
które opowiadam Tobie,
prawdy szczypta w każdym słowie,
które puszczam w obieg.
Kilkaset słów, kilkaset prawd,
To jest o mnie i o Tobie,
prawdy, fałszu po połowie
To reguły jakie znam.

Kilkaset słów często słabsze jest niż cisza,
A dwa potrafią opisać sens życia,
Nie ma reguł, nie ma recepty,
Nie ma co zajeżdżać się, żeby być pierwszym,
Weź oddech, poczuj spokój w tym beacie,
Stul mordę, jak masz psuć innym życie,
Żal mi Cię, jeśli słowa są najważniejsze,
Ja mam myśli, emocje i serce,
Na prawdzie opieramy swoją sekcję,
Oficjalnie chuj wbijam w cudze obiekcje,
Zakręcisz się, jak małolatka na lodach,
Jak pierdolony Hugh Grant w gorzkich godach,
I nie potrzeba kilkuset słów tutaj, chłopak,
Motyle łowią same w siatę się-weź popatrz,
Na tyle powiązane ruchy też są, chociaż
Zawsze możesz trafić w bingo na blokach.

Ref:
To jest kilkaset słów, kilkaset prawd,
które opowiadam Tobie,
prawdy szczypta w każdym słowie,
które puszczam w obieg.
Kilkaset słów, kilkaset prawd,
To jest o mnie i o Tobie,
prawdy, fałszu po połowie
To reguły jakie znam
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo