Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Dziś jestem twój, pozwolę byś mnie uwiodła
masz super styl, podobnie biust i biodra
w tych nowych spodniach prezentujesz się bosko
jak chcesz, kolejnym razem zrobimy to z twoją siostrą
chociaż na co dzień prowadzasz się z tamtym leszczem
gdy tylko jestem obok, traktujesz go, jak powietrze
znów mnie zapraszasz, ja sprzeciwów nie zgłaszam
i wiem, że nikt nikogo nie będzie z rana przepraszać
cieszmy się chwilą, chodźmy do łóżka
wiem, że nie jesteś tą, co z byle kim się puszcza
pierdolmy sen, ta noc należy do nas
tych kilka drinków i tylko ja i ona
jesteś słodka, jak snickers, błyszczysz dowcipem
dziś z przyjemnością wyliżę twoją .........
jutro zapewne się złapiesz z tamtym pedałem
i dobrze, bo ja nie chcę dziewczyno nic, co na stałe

Ref.
Nie pokocham Cię, nie zaproszę na kolację
weź wybij sobie z głowy wspólne wakacje
pewnie się wściekasz na całą sytuację
lecz w razie, jakby co wiesz, w której mieszkam klatce / x2

Wyglądasz ślicznie, gdy oblizujesz usta
dziś nasze cyfry, to dziewiątka i szóstka
swym wyuzdaniem trafiłaś w moje gusta
i całe szczęście skarbie nie jesteś jakiś pustak
usiądź wygodnie i weź się mną poczęstuj
zbędne czułości po prostu są nie na miejscu
dla Ciebie Chada, Ty myślisz o mnie non-stop
nie słuchasz wcale tego, co mówi Ci twój horoskop
jutro zapewne oblejesz ciężki egzamin
w zamian za seans za zamkniętymi drzwiami
bez zahamowań, bo w końcu nikt nie widzi
wkładam tam dłoń i wiem, że się nie wstydzisz
w pokoju my, w głośnikach moi bracia
Ty milczysz, lecz czujesz, że gotuje Ci się w gaciach
Taki już jestem, to leży w mojej naturze
więc zapamiętaj proszę, że nie chcę nic, co na dłużej

Ref.
Nie pokocham Cię, nie zaproszę na kolację
weź wybij sobie z głowy wspólne wakacje
pewnie się wściekasz na całą sytuację
lecz w razie, jakby co wiesz, w której mieszkam klatce / x2

Ty mówisz "Chada", ja wiem, co masz na myśli
pragniesz czułości, dostajesz zimny prysznic
znam mowę ciała, chcesz żebym Cię przeleciał
rozłóż więc nogi na za piętnaście trzecia
wszystko ze smakiem, więc nie mów dzięki
po prostu weź przyklęknij i użyj ust i ręki
zamykasz oczy, ja rozpętuję burzę
tylko pamiętaj, że nie chcę nic na dłużej
i jeszcze raz na serio to traktuję
Ty zawsze możesz wpaść pozmagać się z mym chujem
jak oczekujesz wyznań, jesteś w tym dobra
weź podejdź bliżej i zrealizuj program
nie lubię słowa "nie", lecz zapach twego ciała
już taki jestem, a co sobie myślałaś?
teraz chodź bliżej i pocałuj mnie tutaj
po tym, co widzę wnoszę, że jesteś mocno zepsuta

Ref.
Nie pokocham Cię, nie zaproszę na kolację
weź wybij sobie z głowy wspólne wakacje
pewnie się wściekasz na całą sytuację
lecz w razie, jakby co wiesz, w której mieszkam klatce / x2
Posłuchaj, chodź ze mną, chociaż zupełnie nie wiem dokąd
Chodź ze mną, by sens nadać życia krokom
Ze mną ku słońcu, może gdzieś nad przepaść ze mną
Po szczęście albo po szaleństwo w ciemność ze mną
Marsz długi jak Mao, marsz niemal w nieskończoność
Za ręce, by razem iść ku losowi nawet spłonąć
Chociaż na chwilę pomóż mi iść, nie będzie lekko
Tą drogą cierni może ku krawędzi, chodź ze mną
Do obiecanej ziemi wierzę, że ten marsz coś zmieni
Idź, idź...i nawet pod wiatr idź ze mną
By w przyszłość bezczelnie patrzeć
Wyciągnąć środkowe palce chodź ze mną
Choć nic nie mogę Ci obiecać
Na fart nie ma co czekać, uwierz w to
I chodź choć nie znam celu drogi uczyń to
Sam dla siebie zmień coś
Podnieś pierwszy raz w życiu rękę
I chodź ze mną gdzieś, sam nie wiem dokąd jeszcze

(Obudź mnie...) x2

Weź moją dłoń, uwierz mi, odrzuć swój strach
Chodź ze mną gdzieś, nawet na drugą stronę lustra
Uwierz mi, widziałem tamten świat, jest piękny
To nasze przeznaczenie choć obaj jesteśmy ślepi
Raz w życiu rzucić wszystko, wszystko
Chodźmy do światła by wygrać lepszą przyszłość
Chodź powoli jak dziecko po omacku w ciemność
Naszych grzechów by spojrzeć prosto w oczy diabłu
W meduzę naszych pożądań, by stać się kamieniem
Nie boisz się, przecież życie jest sennym marzeniem
Idź śmiało naprzód, po co strach masz, naprzód na wróg
By owoc z drzewa urwać, w twarz zaśmiać się światu
Tak donośnie bezczelnie, raz odrzucić kanon, reguły
Lecz świadomie by czystym obudzić się rano
Ten świat nie ma sumienia, ten świat nie chce się zmieniać
On swoje dzieci zjada by karmić swoje pragnienia
Jeśli zapragniesz znowu uciec zawołaj mnie a będę
Ruszymy gdzieś choć sam nie wiem dokąd jeszcze...
(Pójdziemy razem)

( Obudź mnie...) x4

Chce lecieć jak na skrzydłach wolności nad ziemią
Chce lecieć nad światem życie zostawić pode mną
Swój strach, łzy troski by promień światła ogrzał
Serce, które zwątpiło w istnienie dobra
Ulecieć ponad wszystko prosto w objęcia aniołów
Lub spłonąć na popiół w jego litości ogniu
Odzyskać wiare straconą, odzyskać radość
By móc w spokoju odejść, spokojnie na zawsze zasnąć

( Obudź mnie...) x4
L.U.C:
Kminienie tkwi w nich jak pestka w wiśni
toż to sztafeta myśli ślini umysły
tych minipociesznych dusz,
więc wymyślili już kurz, nóż, tusz,
biuro, piuropusz, łóżko, bukiet róż, muszkiet, puszkę,
szkółkę, perukę, bułkę, pieluszkę, w sklepie pietruszkę,
Abaradabra, brawa, paragraf krawat i muszkę
szkło, szklankę, ciuszki, suszki, szkalunki,
podarunki, gumki, skansen, seanse, tańce,
malunki trunki, kina, mięs,
wina gatunki, kokaina, dres i pocałunki w kajdanki,
firanki w obrazki w paski, lampki, laski, minetki, skarpetki,
bletki, karetki, bajki, metki, wlepki, baletki,
szajki, paletki, napletki Nike
Już imieniny Majki,
która w majtki wkłada sobie niezapominajki, fajki, kinkiety,
pety, kasowniki, bilety, rety !
ona ma tam kible, bibeloty, omlety, berety, tapety w planety,
wentyle, lunety, motyle, rolety w monety,
tony, balony, galony, fotony, parapety i torpedy kwantowe,
wiersze, msze, szepty, mgławice, widzę głowicę atomowe,
flety, talony, naloty bombowe, zawodowiec Leon, potem spowiedź,
ksiądz powie po słowie i znowu na głowie neon, tron prąd,
freon, kron, kąt, plon, sto ton, grom, kąt, swąd rąk,
prom, ponton, trąd na brodzie ma młodzież, życia
szpon, ukłon, dzwon, zgon. No to czarna odzież..

[4x]
Kminienie tkwi w nich jak pestka w wiśni
toż to sztafeta myśli slini im umysły
Hiperkonsumpcja nie posiada mety
rośnie jak penis a wraz z nią apetyt
toż to psychomateriomarionety

RAH:
Te bzdur tony skradły im pomysł (na co?)
na składanie myśli w sposób znikomy
w cztery strony spadły korony (na co?)
na słony widok z butów sterczącej słomy.
Domy zamieniły się w centra,
magazynowe piętra istny spektakl opętań
Mieszkania przesiąknięte co do milimetra,
gdzie tonący w niezbędnikach pełen metraż
zmierz jak skaczą tętna na widok piękna
każdy to potentat w drodze do szczęścia
a gadżet, ma to pokaże,
jak nie, leży on w sferze jego marzeń
Na badziew też ma chrapkę w zasadzie
i kapkę jest w stanie przyjąć od losu w darze
Na razie zwierz ma łapkę na ladzie
i gadkę w stylu - chce mieć więcej na składzie

[3x]
Kminienie tkwi w nich jak pestka w wiśni
Toż to sztafeta myśli ślini im umysły.
[Jędker, Jaźwa]
Sł. Jędker, Jaźwa

-Kurwa, wiesz co mam dosyć tej roboty. Wyłączam to.
Jaźwa, włącz telewizor.

"Warszawa, Łódź, Gdańsk, Szczecin, Wrocław, Kraków, Poznań"

-Czekaj, czekaj....

" Wiadomość z ostatniej chwili. W wielu miastach Polski doszło do zamieszek. Ludzie wychodzą na ulicę.
Powiedzmy sobie szczerze, to rewolucja!"

-Ty, o co chodzi, patrz..
-Ty, co jest?
-Ty Jedi to się dzieje naprawdę...
-Dawaj Jaźwa wyłączam to, wychodzimy stąd!
-Ty to jest kurwa rewolucja, na ulicę! Dawaj, dawaj.....
Wjeżdża ten bit i wiesz już co się święci.
Jak pierdolony kac, zapadam ci w pamięci.
Jak to się kręci, to wszystko dzięki Bogu.
Ten fak z pewnością irytuje moich wrogów.
Byle do przodu, mam powód by napisać,
że cała ta wasza krytyka, po prostu mi zwisa.
Chada powrócił i znów nawija Ziomek,
to antidotum na te kurestwo za mikrofonem.
Nie składam broni, wychodzę w waszą stronę
najlepszy styl, noszę tu dumnie jak koronę!
I nie mów co mam mówić - i tak cię nie posłucham.
To słownik w którym nie występuje słowo skrucha .
Powiedz mi coś czego nie wiem i zadedykuj Ziomkom
mam wersy pisane dla tych ulic grubą czcionką,
Jak nie wiesz co jest cięte to wróć do Procederu.
Ten syf to kwintesencja mego charakteru.

Ref.
Wracam do gry, zaklinam się na Boga,
tu nie ma opowieści o drogich samochodach.
Dziś przychodzę do ciebie i przynoszę złe wieści,
wciąż nawijam ten rap o niepokornej treści.
Wracam do gry, zaklinam się na Boga,
tu nie ma opowieści o drogich samochodach.
Dziś przychodzę do ciebie i przynoszę złe wieści,
nie zawaham się brat kiedy przyjdzie się zemścić.

Mogę zginąć dla idei, zabij mnie za HIP-HOP.
Takim jak ty skurwysynom , wychodzę na przeciwko.
Gaszę światło nadziei, daję chwilę zwątpienia.
Ziomuś wracam do gry, nie mam nic do stracenia.
Tu niewiele się zmienia - wciąż to samo na blokach.
Gorzka wódka, rozboje, już nie wspomnę o prochach!
Patrzę sercem dzieciaku, ciągle idę na skróty.
Marny raper, dobremu cały czas czyści buty!
W przeciwieństwie do ciebie, sam piszę te szesnastki,
lepiej rzuć ten mikrofon i przyklęknij do laski!
Pieprzę wasze oklaski, masz tu rap bez skrupułów.
Nie pamiętam już dzieciak jak to jest żyć bez bólu.
Nie oszukasz oszusta, pewnie teraz się złościsz,
Masz tu syf który pieprzy wszystkie te uprzejmości.
Znów ku twojej rozpaczy - jutro wbijam do studia,
nagrać rap który pewnie znowu z gównem cię zrówna.

Ref...
Wracam do gry, zaklinam się na Boga,
tu nie ma opowieści o drogich samochodach.
Dziś przychodzę do ciebie i przynoszę złe wieści,
wciąż nawijam ten rap o niepokornej treści.
Wracam do gry, zaklinam się na Boga,
tu nie ma opowieści o drogich samochodach.
Dziś przychodzę do ciebie i przynoszę złe wieści,
nie zawaham się brat kiedy przyjdzie się zemścić.

Bogaty zasób pochlebstw raczej się nie przyda,
gdy słyszę ten wasz chłam - po prostu chce się rzygać (bleee xd).
Te nędzne wersy nie robią tu wrażenia,
bardzo przykro mi lecz lądujecie w przedział zapomnienia!
Co ty możesz o mnie wiedzieć!? Pieprzę twoje zdanie!
Nie ma sprawy - mogę pierwszy podnieść i rzucić kamień!
A ty chłopak orientuj i nie zadaj ze szmatą,
której dziecko co tydzień innemu mówi - Tato!
Ciągle szczerze, dosadnie - a ty znowu bezradny.
Włączasz START i już wiesz że to ta chwila prawdy.
Jakie szczyty show-biznesu,nie dla mnie taki pułap.
Wciąż pamiętam o zasadach, układach i regułach.
Już nie jeden się pogrążył - wbił sobie samobója.
Do ilu bramek grasz? No powiedz mi do chuja!
Bóg już dawno zdecydował, wciąż żyję i oddycham
I nie ma granic mój szacunek którym darzę Piha!!!

Ref...
Wracam do gry, zaklinam się na Boga,
tu nie ma opowieści o drogich samochodach.
Dziś przychodzę do ciebie i przynoszę złe wieści,
wciąż nawijam ten rap o niepokornej treści.
Wracam do gry, zaklinam się na Boga,
tu nie ma opowieści o drogich samochodach.
Dziś przychodzę do ciebie i przynoszę złe wieści,
nie zawaham się brat kiedy przyjdzie się zemścić.
Czasem w życiu podejmując szybką decyzję
Nie zważając na jej zdradliwe konsekwencje
Masz do siebie po fakcie póŹniej pretensje
Nie wiesz czy to jest słuszne, walisz tą lekcję
Sam nie wiem, czy jestem na tyle silny
Żeby za wszystkie swoje błędy czuć się winny
Czasem mogę polegać tylko na sobie
Czasami pokutować dzień zamknięty ciepłymi łzami
Zaciśnięte pięści, radość, szczególnie bliscy
Są w moim sercu bezgranicznie chyba wszyscy
Bo potęga słowa tkwi w tym co robię
Urodzeni, by istnieć w moim sercu w cudzysłowie
Rodzina majestat życia to chińskie przysłowie
Chroń wszystkich, bądŹ bliski dla bliskich
Wystaw dłoń, bądŹ jak tarcza, trzymaj pociski
Chroń mnie Boże, Aniele pomóż moim bliskim

[x2]
Wiele jeszcze przed nami, pokonuję drogę
O ile więcej za nami, tego nie powiem

Takie momenty jak ten, budzą wspomnienia, budzą sen
Budzą zmysł, spowolnienia przywołują tamten dzień
Świat się zmienia, tak jak pragnienia zmienia chęć samospełnienia
Oprócz zdjęć pozostały wspomnienia
Stare dzieje, z których czasem człowiek się śmieje
To co z czasem przeminęło czasem wspomnienie przywieje
Tak jak przeszłość, ilu najbliższych z nią odeszło
Co ci będę mówił, przecież sam najlepiej wiesz to

Przychodzą, odchodzą, umierają i się rodzą
Dzięki Bogu są i jest pięknie jak nie zawodzą
To się zdarza, czasem człowiek się naraża
Wiara uczy wybaczać, po pierwsze o rodzinę zadbać
Po drugie przyjaŹni nie definiuję
Najszczerszą przyjaŹń się czuje (ja to czuję)
Nie oszukuję i mówię, nie uszczęśliwisz wszystkich
Przede wszystkim bądŹ bliski dla bliskich

[x2]
Wiele jeszcze przed nami, pokonuję drogę
O ile więcej za nami, tego nie powiem

Miałem sen, że jestem w za*****istym świecie
Miałem wszystko czego chcę, jeśli mnie rozumiecie
Permanentny zachód słońca, kobiety jak marzenie
Kolory, wyraziste odcienie i nasycenie
Wszystko za friko, gratis i tylko dla mnie
Było ciepło, fajnie, palma przy palmie
Błękitne, miękkie fale na fioletowym tle
A małe, białe kraby chodziły bokiem gdzieś
Pomarańczowe ptaki latały parami
Adriana Lima i Gisele nago z owocami
Cały kalendarz Pirelli uśmiechnięty do mnie mile
Serce mi stanęło, spocony się obudziłem
Bo zrozumiałem jaki byłem tam samotny
A bez was bliskich taki raj jest nieistotny
Wolę z wami w szarym tym betonie być
Razem odnajdziemy plażę żeby lepiej żyć

[x2]
Wiele jeszcze przed nami, pokonuję drogę
O ile więcej za nami, tego nie powiem

Mam to na co zasłużyłem, wiem o tym
To wiele dla mnie znaczy
Wyrządziłem komuś krzywdę - niech Bóg mi wybaczy
Chronię to co zostało, by reszty nie stracić
Dla rodziny i dla bliskich
Dla wszystkich tych co grają główne role w moim życiu
To szacunek, miłość, wiele tych słów
Wiele jeszcze przed nami, a ty bądŹ zdrów

[x4]
Wiele jeszcze przed nami, pokonuję drogę
O ile więcej za nami, tego nie powiem
Ref.: [Jędker]
Nie masz głowy do nich
Nie jesteś kurwa biznesmenem
Co, nie jesteś z WWA tak jak WWO x2

[Sokół]
Takie czasy, bo to Polska, nie pierdolona globalna wioska
Tylko centrum Warszawy ulica Marszałkowska
Znów z buta załatwiam sprawy
Tutaj, a to nie miasto zabawy
Nie centrum kultury, tylko centrum biznesu
Nie da się tu żyć i nie robić interesów
W biurowcach sekretarki dbają o swych prezesów
Na osiedlach szelest dresów, hiphop
Wszystko szybko, czas stop jak w agenturze
Płać będzie dłużej, płać od ręki wszystko mogą dać
Płać jak chcesz jechać, nie czekać chuj wie na co
Jak ci wszyscy co nie płacą, ale za co, władzo
Wciąż wydatki, skąd wziąć pieniądze na leki dla biednej matki
Chuj w dupę liderom rządzących partii
Płać podatki i tak sam będziesz się martwił
Wiesz pan, przecież bywa różnie (kryzys)
Ma się rozumieć jak Syzyf musisz umieć tyrać
Wciąż zostając z niczym, albo dawać i przyjmować blat
Tak od lat układanka układów, różnych warstw
Czy nasze dzieci też w tym wyrosną?
Jak zwyciężysz, to będzie zawodowstwo
Musisz wierzyć mocno w siebie, w szczęście, w Boga
Tak jak ja i moja załoga
Przed życiem się nie schowasz
Od dawna już próbuję wam przekazać
Że nie ma co narzekać i wciąż o tym gadać
W tobie siła i w twoich własnych układach
Rada, prawdziwi przyjaciele to największy skarb
Nie przydupasy jak masz hajs, bo to garb
Ja zdobywałem ich nie mająąc nic, dlatego wiem, bez ściem
Dzień za dniem kocham żyć, chociaż żyję tak, a nie inaczej
Jeszcze będzie czas, ciągły wyścig z czasem
ZIP wciąż razem, z Jędkerem, Ponem
Felipem, Fu, Mieronem, Jaźwą i Korasem
To Polska, tymczasem mi płacą, ja płacę
Nie płaczę nad sobą, tylko nad innymi
WWO na zawsze z vinyli

Ref.

[Sokół]
Interesy nie rozbiją mojej grupy
Nie damy się zakręcić jak podstawione słupy, nie
Doskonale wiem gdzie moje miejsce
Zaliczę etap i sięgnę po więcej
Moje ręce trzymam jednak przy sobie
Czemu, zapytaj kogoś, kto ma dobrze w głowie
Może ci odpowie, jak jest dobry człowiek
Interesy nie są łatwe, powiem tobie
A ty mi powiedz, czy to tylko złudzenia
Że punkt widzenia się zmienia zależnie od stanu w kieszeniach?
(Wrogie spojrzenia warszawiaków specyfika)
źle życzą sobie nawzajem ludzie na chodnikach
Boże, ocal moich bliskich od całego tego zła
Podczas kiedy akurat nie będę mógł ocalić ja
Zdejmij maskę, pokaż swą prawdziwą twarz
Interesy zaślepiły wielu, nie pierwszy raz
Elo, miłość, przyjaźń, dobre słowo
Tego nauczyłem się żyjąc hardkorowo
Pieniądze nie są moim celem, ale mi pomogą
Bo bardzo chujowo jest
Całodobowo nie mieć za co zjeść i gdzie spać
Odkryję nowy świat jak już mnie będzie na to stać

Ref...
Cały ten rap! Pytasz jak to robię? Jak?!
Ski Skład Blaze nie od dzisiaj dany znak!
Cały ten rap! Pytasz jak to robię? Po co?
Gadam jak dyktuje serce przy tym rąk sobie nie błocąc!

Cały ten rap! Pytasz jak to robię? Jak?!
Ski Skład Blaze nie od dzisiaj dany znak!
Cały ten rap! Pytasz jak to robię? Po co?
Gadam jak dyktuje serce przy tym rąk sobie nie błocąc!

Czy zamknięte powieki każdy z nas widzi to samo
W nocy gdy zasypiam i gdy wstaje co dzień rano!
Ile razy w życiu mogą zawieść nas durne idee
Przywódcy, poglądy tak od zawsze już się dzieje
Prywatne ambicje i nie nasycona chciwość
Pazerność, zachłanność, podwójna moralność
W systemie trój podziału władzy to elementarna wartość
W tym mam upatrywać życia swego przyszłość
Podążyć za stadem by się ustabilizować
Pogodzić się z losem aby dać się napiętnować
Dostać swoją działkę i nabrać w usta wody
Mam swoje powody aby wiecznie być głodnym
Kto jest bez winny niech pierwszy rzuci kamień
Nie ma takich ludzi pewne jak w pacierzu amen
Zrobimy tu zamęt by zyskać uznanie
Lecz to nie pierwsze miejsce zajmuje w moim planie
Rap to bron na której trzymam dłoń wycelowaną w skroń
Zrozumiesz teraz to, że nie ma żartu bo zbyt wielu słucha go
A jeszcze więcej zacznie, rap niech codziennie
W tym kraju słychać będzie wszędzie
Niech codziennie słychać będzie wszędzie

Ciemno już i nim nowy dzionek wzejdzie
Tak masz racje będziemy wszędzie
Mistyczny rap dla chłopaków działa jak zaklęcie
I w chuj motywacja, liryczny sparing
Po lewej ty jako numer na wyzwaniu
Po prawej wredny nochal biurokracja
Glon dzielny i tedy obłęd
Prosto z centrum park bomba prowokacja
Masz tu na ten przykład
Teraz razem Blaze Ski Skład

Już w komplecie na konkrecie
Daro mix tape w części trzeciej
Ten rap to władzo żądny
W krwawej wendecie
Staje pod wezwaniem opętany
Pierwszym oddechem
Odeszli na długo by wrócić
Silniejsi niż przedtem
Dalsze losy, dwojga mistycznych
Według starych zasad, starych wytycznych
Bo to się nie zmienia, mych myśli tok, mój styl mówienia
Więc jedno słowo do Ciebie garniturku
Uważaj na to jak uderza spodku
Kolejne pokolenie buntu
Ty będziesz tu więc się przymierz
Chce to widzieć jak na dno popłyniesz
I poczujesz jaki smak ma, życie w marginesie
Z jednej strony szacunek z drugiej przerażenie niesieUciekasz?
To nic nie da, szczęście, bogactwo chwilowe
Wieczne niepowodzenie, bieda!

Wychodzi na to, że ten przegrany ten kto się nie sprzeda
Niemoralne propozycje jak czegoś nie podłapiesz czeka cię gleba
zjedzą cię jak coś podłapiesz tym bardziej nienawidzą, zjedzą cię
będziesz spijał swoją lurę, pierdole to, stoję z boku
ze mną WRE wredne ruje, Poznańskie pitbulle
Top Glon sądzisz że kto? Złodziej mistyczny? Umysł wulkaniczny
Czasem jak Charli Chap komiczny, [?] demoniczny
Mówią, że trochę psychiczny
No jak zadowolony?
To ja pełen wigoru twój ukochany wróg publiczny
Twój ukochany wróg publiczny

Rychu Ochódzki, bakteria, wkurwia, wnerwia
Cały ten rap, nowa część, nowa seria
Do mainstreamu rezerwa, wiem, że nie popełnię błędu
On zniknie jak problem potrzeb pierwszego rzędu
Zimny bruk, cień podwórek, ten bit, ten rap wraca
Do mych bliskich się zwracam, a fałszywce mają kaca
I niech będzie potępiony pseudoraper jak Rosja
Mój szalony rap jak czeczeńska riposta
Czas na battle od podstaw weź w spokoju mnie zostaw
Bo wybuchnę, zegar tyka – Terrorym taktyka
Chcesz się śmiać? weź komika bo tu dramat się rozgrywa
Ja dla moich ludzi jak swingowo w Harlemie
Jak Bix Bajderback przedwcześnie nie odejdę!
Bo dojrzały wiek osiągnął, nadal gadka twarda
I bez bodygarda, dla judaszy pogarda
Nic nie wiesz a masz farta, jeszcze się odwróci karta
Pindo koniec kariery, gdy na raz gasną światłą!
Nic się nie zmieniło nadal na tej samej ścieżce
Klatki, bramy, kluby, okolice niebezpieczne
Niewyczerpane źródło inspiracji odwiecznej!
Czym jest rap? Czym jest rytm?
Czym muzyka? Poczuj wstyd!
Licz na zbyt, sprzedaż płyt
Termin goni termin – wstyd!
Ja z uczuciem ja J – live super naturalny przekaz
To rap co urzeka, środek wyrazu - Czekać!
Jeszcze nie skończyłem to dopiero rozgrzewka!
Błogosławię majka, płyty, dźwięk i człowieka,
Który nigdy w życiu na mnie jak pies nie naszczeka!
Bo na każdego z Was w życiu jeszcze szczęście czeka!

Cały ten rap! Pytasz jak to robię? Jak?!
Ski Skład Blaze nie od dzisiaj dany znak!
Cały ten rap! Pytasz jak to robię? Po co?
Gadam jak dyktuje serce przy tym rąk sobie nie błocąc!

Cały ten rap! Pytasz jak to robię? Jak?!
Ski Skład Blaze nie od dzisiaj dany znak!
Cały ten rap! Pytasz jak to robię? Po co?
Gadam jak dyktuje serce przy tym rąk sobie nie błocąc!
Nie musisz być bogaty żeby mieć wszystko,

nie jeden juz poważnie zapętlony,

nie musisz być biedny żeby nie mieć nic,

nie umiesz szczęścia zauważyć spójrz na ludzi chodzi o nich.

Tej ekipie nie potrzeba złota dla otuchy.

Zamiast świecić wole wykonywać ruchy,
mieć coś czego nie da się zdjąć,
mieć moc nawet doły sam sądź,
błogosławiony bądź jak rozwijasz ducha,
do okoła wszyscy tylko hajs chcą naruchać.
Słuchaj, ja sam do ducha drzwi wciąż tylko pukam,
wciąż nie mam czasu żeby w wiatr się wsłuchać
Jak ta kapucha zdominowała świat, jest wszędzie spadek, vat, pensja, podatek
ludzie zamiast ubrań chcą na sobie nosić szmalec,
chuj w krój obwińmy sie wielkim dolarem,
moim bliskim nie potrzeba złota by być silnym,
jestem normalny, czyli dla wielu inny.
Po tamtej stronie nie będzie depozytu,
ciężko będzie temu który pojmie to dopiero na finiszu,
mistrzu, przecież ja też chce pieniędzy, lecz w swojej równowadze do duchowej wiedzy
w tym świecie bez obu tych rzeczy ciężko przeżyć,
hajs łatwo sprzeniewieżyc a duszę spieniężyć.

Nie musisz być bogaty żeby mieć wszystko,

nie jeden juz poważnie zapętlony,

nie musisz być biedny żeby nie mieć nic,

nie umiesz szczęścia zauważyć, spójrz na ludzi chodzi o nich.
Sprawdź - dla ziomów nawijał Lerku
Pezet, Stasiak, Pjus, Junoumi
Ajron na bicie, to jest życie
Sprawdź to, to jest to
Junoumi, dla ziomów only
Ej, dla tych ziomów najlepszych - sprawdź nas
Ej, szary beton pieprzyć - sprawdź to

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

To miasto niszczy mnie, zatruwa mnie jak strychnina
Szybki sex, plączą myśli się jak wiklina
Za niski serw, rzeczywistość ścina jak Agassi
Mój śliski dres, adidasy, siła w nas jak w Kadafim
Chwila, kryminał ten nadział nas na widelec
Raz - naszą ideę, dwa - świat zaczął by bieleć
Gdyby nie to, że za lekko gram w to
Byłbym dziś stąd daleko już dawno
Wiesz, patrzyłbym gdzieś na Pacyfik lub tańczył na Haiti
Wiem, że patrzysz w moje oczy, widzisz w nich pacyfki?
To ten sam rap, to samo życie i wciąż ten sam sezon
A wolałbym, by płonął joint dziś w San Pedro, yo
To beton szary wiem, że to nie to stary
Patronat portali, płyta - żaden rekord stary
Chce się stąd wyrwać, pieprzyć szary beton
Viva Las Vegas, hey mummy, neony świecą

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Czarna muzyka ja trzymam srebrny mikrofon
A białą ręką piszę wersy jak nikt dotąd
Chwyć myśl z tych tekstów jak Ariadny nić złotą
A ja szybko jak foton wezmę cię ku wyższym lotom
Tam gdzie blokom koloru nie dodaje tylko siding
Życie to kolor slajdu dobry smak jak sam bit
Wciąż te same dni, Ursynów [?] Saint-Denis
Spełniamy sny kolorem bijąc szary styl
Ruszamy w rytm rapu pieprząc ten beton
Za szare twarze myśli ten tekst jest wendetą
To zimny prysznic atak koloru fergią
Ej yo, palimy szarość lepiej niż inferno

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Pieprzyć szary beton, bunt kolejne pokolenie
Teraz hip-hop jest receptą, rock'n'roll już nie jest
Czas pokolorować swój świat każdy swoją kredką
Ja z mikrofonem zrobię Sajgon, Meksyk albo Vietkong
Czas zwalczyć nudę, walczyć z szarością i brudem
Wiem to przychodzi z trudem lepiej liczyć się z cudem
Tak jest łatwiej - iść przez życie bez zmartwień
Zimą okupować klatkę, a w lato na ławce
Delektowanie się piwem - Tyskie, Lech albo Żywiec
W życiu gdzie świat rozrywek jest brakującym ogniwem
Mało odwagi, ten świat nas stłumił nie zabił
Musimy sobie poradzić, sami na siebie skazani
Rap jest naszą bronią, to nasza duma i honor
To nadaje kolor codziennym horrorom
To on w naszych sercach zajmuje miejsce pierwsze
To miejskie szczęście, szary beton pieprzę

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Pieprzyć szary beton
Państwo policyjne,
Królestwo policyjne,
Draństwo policyjne,
Kurestwo policyjne,
Pałki policyjne,
Wałki policyjne,
Planery policyjne,
Afery policyjne,
Łapówy policyjne,
Lodówy policyjne,
Łapanki policyjne,
Kajdanki policyjne,
Zatrzymania policyjne,
Przeszukania policyjne,
Przesłuchania policyjne,
Wymuszenia policyjne,
Pobicia policyjne,
Nadużycia policyjne,
Bezkarność policyjna,
Brutalność policyjna,
Bezprawie policyjne,
Sprawy policyjne,
Układy policyjne,
Tajniaki policyjne,
Cwaniaki policyjne,
Sprzedawczyki policyjne,
Chłopczyki policyjne,
Jebnięci konfidenci
Chuje policyjne...

Pięć - dwa cm CH-W-D-P
Pięć - dwa cm dla nich CH-W-D-P
Pięć - dwa cm CH-W-D-P
Pięć - dwa cm dla nich CH-W-D-P

Zabij mnie za tą piosenkę,
Za mój rap
Zabij mnie za koszulkę

Mamy tradycje jebać policje,
Mamy tradycje jebać policje,
Mamy tradycje jebać policje,
Mamy tradycje jebać policje.
Zakładam kaptur, choć nie lubię bluz z kapturem
Wchodzę do fury, choć nie bulę za tą furę
Potem wychodzę z niej i patrzę na to miasto
To jest nasz dzień, taki jest nasz dzień, sprawdź to...

Wiem, że ten dzień jest moim dniem ze snu

Ty wiesz co mam do powiedzenia, kiedy mówię ci (mówię ci)
Ja mam to w sobie, czego ty nie możesz teraz mieć (nie możesz mieć)
W tej chwili właśnie otwierasz przede mną swoje drzwi (swoje drzwi)
Wraz z tymi wersami nadchodzą lepsze dni (nasze dni)

Ty wiesz co mam do powiedzenia, kiedy mówię ci (mówię ci)
Ja mam to w sobie, czego ty nie możesz teraz mieć (nie możesz mieć)
W tej chwili właśnie otwierasz przede mną swoje drzwi (swoje drzwi)
Wraz z tymi wersami nadchodzą lepsze dni (nasze dni)

Nasze dni gdzieś zapisane w gwiazdach
Nasze życie, nasza droga, nasza pasja
Armagedonu termin wyznacza ktoś po raz kolejny
Przeżyliśmy ich kilka, o tym już wiemy
Wiemy, wiemy na czym stoją nasze stopy
Większość wyjechała do zachodniej Europy
Szukać lepszych dni, lepszej perspektywy
Ten świat pełen pokus, nie jest na niby
Co by było gdyby wszystko można mieć od razu
Chciałbym mieć od razu zarys takiego obrazu
Chciałbym nasze dni zaliczyć do najlepszych dni na świecie
To są nasze dni, to są nasze dni przecież
Wychodzę przed dom i widzę swój ogród
A w nim swoje drzewa, które sadziłem tu
I po krótkiej chwili wykonuję obrót
I już wiem, że ten dzień jest moim dniem ze snu

Ty wiesz co mam do powiedzenia, kiedy mówię ci (mówię ci)
Ja mam to w sobie, czego ty nie możesz teraz mieć (nie możesz mieć)
W tej chwili właśnie otwierasz przede mną swoje drzwi (swoje drzwi)
Wraz z tymi wersami nadchodzą lepsze dni (nasze dni)
[tylko tekstyhh.pl]
Ty wiesz co mam do powiedzenia, kiedy mówię ci (mówię ci)
Ja mam to w sobie, czego ty nie możesz teraz mieć (nie możesz mieć)
W tej chwili właśnie otwierasz przede mną swoje drzwi (swoje drzwi)
Wraz z tymi wersami nadchodzą lepsze dni (nasze dni)

Zakładam kaptur, choć nie lubię bluz z kapturem
Wchodzę do fury, choć nie bulę za tą furę
Potem wychodzę z niej i patrzę na to miasto
To jest nasz dzień, taki jest nasz dzień, sprawdź to
Jem śniadanie, które może być kolacją
Dla reszty może być nawet późną kolacją
Moje oczy są nawigacją w tym mieście
W którym trzeba liczyć się z każdą sytuacją
To są nasze dni, każdy z nich ma swoją wartość
Nasze dni, nie mamy czasu na zazdrość
Mamy czas na lepszą jakość, z nią jedziemy do przodu
Obserwując te ulice z okien samochodów
To są nasze dni, nasze chwile ukochane
Dla mnie nie są takie same, to jest nam dane
Tą są nasze dni, z których zbieramy piękne chwile
To są nasze dni, tyle, tyle

Ty wiesz co mam do powiedzenia, kiedy mówię ci (mówię ci)
Ja mam to w sobie, czego ty nie możesz teraz mieć (nie możesz mieć)
W tej chwili właśnie otwierasz przede mną swoje drzwi (swoje drzwi)
Wraz z tymi wersami nadchodzą lepsze dni (nasze dni)

Ty wiesz co mam do powiedzenia, kiedy mówię ci (mówię ci)
Ja mam to w sobie, czego ty nie możesz teraz mieć (nie możesz mieć)
W tej chwili właśnie otwierasz przede mną swoje drzwi (swoje drzwi)
Wraz z tymi wersami nadchodzą lepsze dni (nasze dni)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo