Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Wjeżdża ten bit i wiesz już co się święci.
Jak pierdolony kac, zapadam ci w pamięci.
Jak to się kręci, to wszystko dzięki Bogu.
Ten fak z pewnością irytuje moich wrogów.
Byle do przodu, mam powód by napisać,
że cała ta wasza krytyka, po prostu mi zwisa.
Chada powrócił i znów nawija Ziomek,
to antidotum na te kurestwo za mikrofonem.
Nie składam broni, wychodzę w waszą stronę
najlepszy styl, noszę tu dumnie jak koronę!
I nie mów co mam mówić - i tak cię nie posłucham.
To słownik w którym nie występuje słowo skrucha .
Powiedz mi coś czego nie wiem i zadedykuj Ziomkom
mam wersy pisane dla tych ulic grubą czcionką,
Jak nie wiesz co jest cięte to wróć do Procederu.
Ten syf to kwintesencja mego charakteru.

Ref.
Wracam do gry, zaklinam się na Boga,
tu nie ma opowieści o drogich samochodach.
Dziś przychodzę do ciebie i przynoszę złe wieści,
wciąż nawijam ten rap o niepokornej treści.
Wracam do gry, zaklinam się na Boga,
tu nie ma opowieści o drogich samochodach.
Dziś przychodzę do ciebie i przynoszę złe wieści,
nie zawaham się brat kiedy przyjdzie się zemścić.

Mogę zginąć dla idei, zabij mnie za HIP-HOP.
Takim jak ty skurwysynom , wychodzę na przeciwko.
Gaszę światło nadziei, daję chwilę zwątpienia.
Ziomuś wracam do gry, nie mam nic do stracenia.
Tu niewiele się zmienia - wciąż to samo na blokach.
Gorzka wódka, rozboje, już nie wspomnę o prochach!
Patrzę sercem dzieciaku, ciągle idę na skróty.
Marny raper, dobremu cały czas czyści buty!
W przeciwieństwie do ciebie, sam piszę te szesnastki,
lepiej rzuć ten mikrofon i przyklęknij do laski!
Pieprzę wasze oklaski, masz tu rap bez skrupułów.
Nie pamiętam już dzieciak jak to jest żyć bez bólu.
Nie oszukasz oszusta, pewnie teraz się złościsz,
Masz tu syf który pieprzy wszystkie te uprzejmości.
Znów ku twojej rozpaczy - jutro wbijam do studia,
nagrać rap który pewnie znowu z gównem cię zrówna.

Ref...
Wracam do gry, zaklinam się na Boga,
tu nie ma opowieści o drogich samochodach.
Dziś przychodzę do ciebie i przynoszę złe wieści,
wciąż nawijam ten rap o niepokornej treści.
Wracam do gry, zaklinam się na Boga,
tu nie ma opowieści o drogich samochodach.
Dziś przychodzę do ciebie i przynoszę złe wieści,
nie zawaham się brat kiedy przyjdzie się zemścić.

Bogaty zasób pochlebstw raczej się nie przyda,
gdy słyszę ten wasz chłam - po prostu chce się rzygać (bleee xd).
Te nędzne wersy nie robią tu wrażenia,
bardzo przykro mi lecz lądujecie w przedział zapomnienia!
Co ty możesz o mnie wiedzieć!? Pieprzę twoje zdanie!
Nie ma sprawy - mogę pierwszy podnieść i rzucić kamień!
A ty chłopak orientuj i nie zadaj ze szmatą,
której dziecko co tydzień innemu mówi - Tato!
Ciągle szczerze, dosadnie - a ty znowu bezradny.
Włączasz START i już wiesz że to ta chwila prawdy.
Jakie szczyty show-biznesu,nie dla mnie taki pułap.
Wciąż pamiętam o zasadach, układach i regułach.
Już nie jeden się pogrążył - wbił sobie samobója.
Do ilu bramek grasz? No powiedz mi do chuja!
Bóg już dawno zdecydował, wciąż żyję i oddycham
I nie ma granic mój szacunek którym darzę Piha!!!

Ref...
Wracam do gry, zaklinam się na Boga,
tu nie ma opowieści o drogich samochodach.
Dziś przychodzę do ciebie i przynoszę złe wieści,
wciąż nawijam ten rap o niepokornej treści.
Wracam do gry, zaklinam się na Boga,
tu nie ma opowieści o drogich samochodach.
Dziś przychodzę do ciebie i przynoszę złe wieści,
nie zawaham się brat kiedy przyjdzie się zemścić.
Czasem w życiu podejmując szybką decyzję
Nie zważając na jej zdradliwe konsekwencje
Masz do siebie po fakcie póŹniej pretensje
Nie wiesz czy to jest słuszne, walisz tą lekcję
Sam nie wiem, czy jestem na tyle silny
Żeby za wszystkie swoje błędy czuć się winny
Czasem mogę polegać tylko na sobie
Czasami pokutować dzień zamknięty ciepłymi łzami
Zaciśnięte pięści, radość, szczególnie bliscy
Są w moim sercu bezgranicznie chyba wszyscy
Bo potęga słowa tkwi w tym co robię
Urodzeni, by istnieć w moim sercu w cudzysłowie
Rodzina majestat życia to chińskie przysłowie
Chroń wszystkich, bądŹ bliski dla bliskich
Wystaw dłoń, bądŹ jak tarcza, trzymaj pociski
Chroń mnie Boże, Aniele pomóż moim bliskim

[x2]
Wiele jeszcze przed nami, pokonuję drogę
O ile więcej za nami, tego nie powiem

Takie momenty jak ten, budzą wspomnienia, budzą sen
Budzą zmysł, spowolnienia przywołują tamten dzień
Świat się zmienia, tak jak pragnienia zmienia chęć samospełnienia
Oprócz zdjęć pozostały wspomnienia
Stare dzieje, z których czasem człowiek się śmieje
To co z czasem przeminęło czasem wspomnienie przywieje
Tak jak przeszłość, ilu najbliższych z nią odeszło
Co ci będę mówił, przecież sam najlepiej wiesz to

Przychodzą, odchodzą, umierają i się rodzą
Dzięki Bogu są i jest pięknie jak nie zawodzą
To się zdarza, czasem człowiek się naraża
Wiara uczy wybaczać, po pierwsze o rodzinę zadbać
Po drugie przyjaŹni nie definiuję
Najszczerszą przyjaŹń się czuje (ja to czuję)
Nie oszukuję i mówię, nie uszczęśliwisz wszystkich
Przede wszystkim bądŹ bliski dla bliskich

[x2]
Wiele jeszcze przed nami, pokonuję drogę
O ile więcej za nami, tego nie powiem

Miałem sen, że jestem w za*****istym świecie
Miałem wszystko czego chcę, jeśli mnie rozumiecie
Permanentny zachód słońca, kobiety jak marzenie
Kolory, wyraziste odcienie i nasycenie
Wszystko za friko, gratis i tylko dla mnie
Było ciepło, fajnie, palma przy palmie
Błękitne, miękkie fale na fioletowym tle
A małe, białe kraby chodziły bokiem gdzieś
Pomarańczowe ptaki latały parami
Adriana Lima i Gisele nago z owocami
Cały kalendarz Pirelli uśmiechnięty do mnie mile
Serce mi stanęło, spocony się obudziłem
Bo zrozumiałem jaki byłem tam samotny
A bez was bliskich taki raj jest nieistotny
Wolę z wami w szarym tym betonie być
Razem odnajdziemy plażę żeby lepiej żyć

[x2]
Wiele jeszcze przed nami, pokonuję drogę
O ile więcej za nami, tego nie powiem

Mam to na co zasłużyłem, wiem o tym
To wiele dla mnie znaczy
Wyrządziłem komuś krzywdę - niech Bóg mi wybaczy
Chronię to co zostało, by reszty nie stracić
Dla rodziny i dla bliskich
Dla wszystkich tych co grają główne role w moim życiu
To szacunek, miłość, wiele tych słów
Wiele jeszcze przed nami, a ty bądŹ zdrów

[x4]
Wiele jeszcze przed nami, pokonuję drogę
O ile więcej za nami, tego nie powiem
Dziś jestem twój, pozwolę byś mnie uwiodła
masz super styl, podobnie biust i biodra
w tych nowych spodniach prezentujesz się bosko
jak chcesz, kolejnym razem zrobimy to z twoją siostrą
chociaż na co dzień prowadzasz się z tamtym leszczem
gdy tylko jestem obok, traktujesz go, jak powietrze
znów mnie zapraszasz, ja sprzeciwów nie zgłaszam
i wiem, że nikt nikogo nie będzie z rana przepraszać
cieszmy się chwilą, chodźmy do łóżka
wiem, że nie jesteś tą, co z byle kim się puszcza
pierdolmy sen, ta noc należy do nas
tych kilka drinków i tylko ja i ona
jesteś słodka, jak snickers, błyszczysz dowcipem
dziś z przyjemnością wyliżę twoją .........
jutro zapewne się złapiesz z tamtym pedałem
i dobrze, bo ja nie chcę dziewczyno nic, co na stałe

Ref.
Nie pokocham Cię, nie zaproszę na kolację
weź wybij sobie z głowy wspólne wakacje
pewnie się wściekasz na całą sytuację
lecz w razie, jakby co wiesz, w której mieszkam klatce / x2

Wyglądasz ślicznie, gdy oblizujesz usta
dziś nasze cyfry, to dziewiątka i szóstka
swym wyuzdaniem trafiłaś w moje gusta
i całe szczęście skarbie nie jesteś jakiś pustak
usiądź wygodnie i weź się mną poczęstuj
zbędne czułości po prostu są nie na miejscu
dla Ciebie Chada, Ty myślisz o mnie non-stop
nie słuchasz wcale tego, co mówi Ci twój horoskop
jutro zapewne oblejesz ciężki egzamin
w zamian za seans za zamkniętymi drzwiami
bez zahamowań, bo w końcu nikt nie widzi
wkładam tam dłoń i wiem, że się nie wstydzisz
w pokoju my, w głośnikach moi bracia
Ty milczysz, lecz czujesz, że gotuje Ci się w gaciach
Taki już jestem, to leży w mojej naturze
więc zapamiętaj proszę, że nie chcę nic, co na dłużej

Ref.
Nie pokocham Cię, nie zaproszę na kolację
weź wybij sobie z głowy wspólne wakacje
pewnie się wściekasz na całą sytuację
lecz w razie, jakby co wiesz, w której mieszkam klatce / x2

Ty mówisz "Chada", ja wiem, co masz na myśli
pragniesz czułości, dostajesz zimny prysznic
znam mowę ciała, chcesz żebym Cię przeleciał
rozłóż więc nogi na za piętnaście trzecia
wszystko ze smakiem, więc nie mów dzięki
po prostu weź przyklęknij i użyj ust i ręki
zamykasz oczy, ja rozpętuję burzę
tylko pamiętaj, że nie chcę nic na dłużej
i jeszcze raz na serio to traktuję
Ty zawsze możesz wpaść pozmagać się z mym chujem
jak oczekujesz wyznań, jesteś w tym dobra
weź podejdź bliżej i zrealizuj program
nie lubię słowa "nie", lecz zapach twego ciała
już taki jestem, a co sobie myślałaś?
teraz chodź bliżej i pocałuj mnie tutaj
po tym, co widzę wnoszę, że jesteś mocno zepsuta

Ref.
Nie pokocham Cię, nie zaproszę na kolację
weź wybij sobie z głowy wspólne wakacje
pewnie się wściekasz na całą sytuację
lecz w razie, jakby co wiesz, w której mieszkam klatce / x2
Refren x 2
Elo, Elo. Nieświadomi sie smieją. Z dnia na dzień ich szanse maleją. Z dnia na dzień ja powracam na rejon z nadzieją, ze moda nie ogłupi wszystkich.

(Jędker)
Sztuka odchamia, moda omamia, dźwignią reklama. Mózgu prania sposoby i wszystkich ogarnia nowa mania hip hopowej mody, czy stary czy młody. Kolejna kalkomania tego co gdzie indziej modne. Życie skromne i godne wybieram nie techno trans. Popieram tych co mają dystans, nie zważają na przeszkody. Jak widzę billboardy, na nich uśmiechnięte mordy w pieknym świecie, rzeczywistość koloryzowana, sami wiecie, im przysłania... Na pewno nie spocznę, nie dam z mej muzyki robić reklam w stylu proszków do prania, czy innego gówna, jak polska droga nigdy nie bedzie równa. Bardzo trudna sztuka przetrwania...

(Sokół)
Dobrych koncertów grania...

(Jędker)
Długotrwałych przygotowań...

(Sokół)
Cierpliwości...

Lojalności...

(Sokół)
Pozytywnych zachowań.

(Jędker)
Moda, koniunktura, wieczny pościg.

Refren x1

(Sokół)
Elo, elo nieświadomi się śmieją jak ty. Czego pederasto szczerzysz te kły? Przewrotny jak chorągiew na wietrze - moda to ten wiatr. Pełna nieświadomość...

(Jędker)
...że coś jest nie tak.

(Sokół)
Kto nie dokonuje wyboru, ten jest martwy, czy chociaż raz zastanawiałeś się nad tym? Twoje wesele, to będzie koktail party, bo taki sposób jest ostatnio popularny. Z internetu opowiadasz modne żarty, dzięki temu jesteś fajny, a przede wszystkim łatwy w zrozumieniu w swoim otoczeniu dla tych co jak charty biegną za modą. Ile jest warty ten styl razem z tobą i całą twą załogą? "Stary spoko" - pierdolone powiedzonka modne. Miedzy prawdą a Bogiem, w globalizacji dobie każdy człowiek uczestniczy w tym, uświadom to sobie, sobie. Samy mamy kilka par jeansowych spodni, sportowe buty, czy to oznacza, ze jesteśmy kurwa modni?

(Jędker)
Odbij!

(Sokół)
nie daj sie zakręcić w druga stronę, bo zaden z chłopaków nie zarzuci chodaków jak doktor Lubicz. Kimałeś? Najwyższy czas by sie obudzić.Taka moda, by nie wierzyć w Boga, tylko w metki i loga. Przyciąga blask kolorowych opakowań. Nie tędy droga, czeka ich ostry skręt, wkurwia mnie ten trend. A ty weź zmień image, bo wyliczyli że się sprzedasz...

refren x2
Idąc, idąc ulicą ludzie patrzą jakby mnie już
znali
Pewnie wszyscy chętnie w mordę by mi dali
Ale za co?? Czy przeszkadza komuś, że ja żyję
Ile stracą jak przeżyję jeszcze kilka lat
Kiedyś skończą się te męki, kiedyś powiem szach
mat
I pokonam moje lęki zachowując się jak kat

Będę bił, oczy podbijał, będę gwałcił i zabijał
Ale za to będę na spokojnie ludzi mijał

Nie poznajesz mnie?? Ja tak samo nie poznaje
siebie!!
Aż w głowie mi się jebie od tych ludzi i od Ciebie
Oni mówią, że ja jestem mocny tylko w gębie
I są w błędzie !! A słowo to jest moje narzędzie

Idąc ulicą ludzie w moją stronę spoglądają
Coś do mnie mają i do zrozumienia mi to dają
Naprawdę marzę by zniknęły te fałszywe twarze
Ja im pokażę nawet sam sobie poradzę!!
Bo mam władzę !!
W ręce mam mikrofon i z nim sobie poradzę
Gdy mikrofon trzymam nieziemskie rymy sadzę
Leszczy coraz więcej ale nie dam się tej pladze!!
Bo mam władzę!!!!!!!!!

Będę bił, oczy podbijał, będę gwałcił i zabijał
Będę bił, oczy podbijał, będę gwałcił i zabijał
Ale za to będę na spokojnie ludzi mijał
Ale za to będę na spokojnie ludzi
mijał x2

Idąc ulicą ludzie nie przerwanie za mną patrzą
Jak przechodzę cicho są, później za plecami kraczą
Nie chcą widzieć tego na co patrzą (nie wiem)
Być może słowo dla mnie toczą zapierdalam dalej
po swym torze
Ja odbijam ich niewierne twarze normalny chłopak
czasem marze
Może jestem jakiś inny, bo dziwnie ubrany? Głowa
łysa?
Wyglądam jak skazany?
Coś Ci powiem jestem normalny choć kaptur mam na
głowie
Dlaczego widzisz wroga w mej osobie, ja nic Ci
nie robię!!
Ja spokojnie idę sobie dalej!!
Rymy płyną z mojej głowy stale, ja wszystko inne
walę!!

W telewizji wciąż skandale, a ty co??
Przypierdalasz się do mnie bo mam szerokie spodnie
Mi jest tak wygodnie, ty mówisz że to jest nie
modnie
Gówno Cię to obchodzi , tak będę kurwa chodzić!!
Niewiedza kłamstwo rodzi patrz na siebie!!
Ja trzymam mikrofon, tobie się we łbie jebie!!
Ja mówię prawdę, Ty okłamujesz siebie
Daj spokój człowieku nie prorokuj!!
Jak mnie nie znasz to nie plotkuj!!

Będę bił, oczy podbijał, będę gwałcił i zabijał
Będę bił, oczy podbijał, będę gwałcił i zabijał
Ale za to będę na spokojnie ludzi mijał
Ale za to będę na spokojnie ludzi
mijał x2

Idąc ulicą ludzie prawie zawsze mnie wkurwiają
Ja na nich sram ale oni również na mnie srają!!
Posłuchajcie !! Święty spokój mi dajcie!!
I na nerwach mi nie grajcie!! Co się patrzysz
palancie !!
Mój widok w Twoich oczach jest tak bardzo
niedorzeczny
Jestem niebezpieczny jak margines społeczny
Myślisz, że wydałem sam na siebie wyrok
ostateczny??
Bo jestem gówniarzem i nic w życiu nie osiągnę!!
Za mną, po mnie możesz myśleć to co chcesz
Przecież wiesz nie obchodzi mnie to wcale
Twoje zdanie o mnie walę!!
Ganje palę i palić nie przestanę,
Piję z chłopakami, nie żulami pod sklepami!!
A ty co?? Bronisz się mendami, Kenego straszysz
psami,
A na mnie wyskakujesz z kolegami!!
Nie mogę tego znieść, kiedyś ujrzysz moją pięść
Nie pokonasz nas bo nas łączy
więź!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Będę bił, oczy podbijał, będę gwałcił i zabijał
Będę bił, oczy podbijał, będę gwałcił i zabijał
Ale za to będę na spokojnie ludzi mijał
Ale za to będę na spokojnie ludzi
mijał x2
Czuję się, jakbym spadał, rozpaczliwie łapiąc myśli
One nie dają mi gruntu, jeźdźcy apokalipsy
Moje zmysły w hipnozie uśpione
Głuchoniemy, skamieniały, ślepo patrzę na podłogę, ziomek
Muszę wyjść stąd, ściany i postacie teraz są dla mnie zbyt blisko
Chcę popierdolić wszystko
Zniknąć, prysnąć, ulotnić jak kamfora
Ale muszę dumnie żyć tu, gdzie Sodoma i Gomora
Na chwilę chowam emocji ile zdołam,
By wybrać butelkę do góry głowa, trzy słowa
Twarz znajoma kładąc resztę, chyba widzi, że mam doła
Nie potwierdzam tego gestem, ból wycieka w oczodołach
Czuję, że konam, choć z ran krew nie broczy
Czemu ciągle oddycham, chociaż świat się dla mnie skończył?
Nie da mi ukojenia promyk słońca tego dnia
Nie da mi ukojenia światło księżyca tej nocy

Czuję, że już nie ma sensu,
Już nie ma o co walczyć
Niesiony przez goryczy smak powracam na tarczy
Wiem, co to znaczy już
I czemu tak się dzieje
Że ktoś znika z tego świata na własne życzenie
Muszę przestać, otrząsnąć, opamiętać
Pędzę przed siebie
Obłęd mierzony w kilometrach
Butelka coraz bardziej lekka
Na dodatek mnie dobija z radio nostalgiczna piosenka

Przed sobą klękam
I nie umiem się już podnieść
Ile razy można,
Ile razy można przyjąć ciosy godnie?
To ostatni raz
To ostatnia łza
To ostatnie "do widzenia"...
Bo dla mnie nic nie ma już
Czuję mrok, to dom zabłąkanych dusz
Serce jak nóż
Głęboko wbite to, co kochałem najbardziej
Ta rana sie nie goi, tylko boli jeszcze bardziej

To ostatni raz, do góry głowa
To ostatnia łza, do góry głowa
Wiem co to znaczy już
To ostatnie "do widzenia"
Kiedy nie będzie lekko
Stawiaj czoło inwazji
Powiedz nie takie piekło
Pokonaliśmy w Azji

Kiedy nie będzie lekko
Stawiaj czoło inwazji
Powiedz nie takie piekło
eLUCe pokonał w Azji

Patrząc na Pudziana zachciałem wrócić do dawnej formy
Do przebudzenia minus trzysta trzy
Kiedy niepokorny
Toczyłem wojny
Kwadrotricepsy
Zdobiły mnie jak Norwegię fiordy
Zatem wtem zebrałem w sobie pospolite hordy
I tempem w mig nowe szorty
Na dyskę, siłkę i korty
Już widzę czorty
Zanoszące się piskiem
Jedyna podnosi mi nogę żeby pokazać mi myszkę
Mogę
Więc rzucam jej dyszkę
Odbiję na siłowni
Gdzie noszę własne hantle
Więc dali mi zniżkę
(Dwa zyle)
Dwa zyle bo dwa zyle ale te dwa zyle
Także karmą...
A kiedy idę robić tylko pompki
Wchodzę tam całkiem za darmo
Pakuję, pije czarną
Z dwoma łyżkami soli
W myślach jak zwykle dźwięki harmonilnej trioli
Przekładam na holizm
Wtedy nagle jak jajo w imadle
Lub nagle jak tęcza pojawia się Chuck Norris
Tęczak Noriz?
Nie, nie tęcza ino jak tęcza Chuck Norris
Małpi krateka sokoli demon
Kładący na matę
On to dobrowolnie demonstruję siłę
Drąc drogą ceratę
Spojrzał na mnie jak bym był skrzatem
I zarzucił takim oto tematem:

Z półobrotu w klatę
Otrzyma i zejdzie jak lody latem
Każdy kto nikczemnie kpił ze mnie
I mego karate
Wybiłem już miliardy szyderców gardzę tym światem
Zatem zdzielę was mej pięści batem
Zemsta strażnika straszniejsza niż Vader
I te jego rakietki choćby technologi HD

To wycedził i rzucił się na mnie jakby był gadem
Gonił mnie zaciekle przez lata i dekady
Bo nagadałem gdzieś że to on
Dzięki temu że ma układy
Pisze dla Strasburgera
Żarty do Familiady
Gonił mnie więc tak jak codzienne opłaty
Gonił aż dopadł pod mym domkiem
I wycedził
Zjem Cie jak kromkę
Choć znam twe wyczyny w pojedynkach
Z Wietkongiem
Cztery miesiące chowałeś się pod wodą
O-dy-dychając przez słomkę
Urzekające

Jesteś kozak i masz moce
Ale i pecha bo dziś stoisz na mej drodze
Wchodzę
I już nie uratuję Cię twa filozofia trzeciego palca
W lewej nodze

Ooo...
Notojamunato
Srodze
Kiedy puszczę wodzę
Wiedz że ziemia d-r-zy g-dy nadchodzę
Jestem twardy i giętki jak trener na jodze
Kamienie cewką rodzę
Znam piekła noce
Ocet w oko ci
Załatwimy to walką
Jesteś Seagala kalką
A ja od szarej masy odstaje jak balkon
Będe więc twego mózgu pralką
A pranie trwać będzie długo boo...
Zażywam Calgon

Kiedy nie będzie lekko
Stawiaj czoło inwazji
Powiedz nie takie piekło
Pokonaliśmy w Azji

Kiedy nie będzie lekko
Stawiaj czoło inwazji
Powiedz nie takie piekło
eLUCe pokonał w Azji /x2

Mówie, mówie mu walcz
Awanturniku
On pada w uniku
Mówie nie panikuj
Elucerymoninja ma szable w słowniku
Doładowane taktakiem iq
Figididab magii magików
I technik bez liku
Tu kick tam kicków kilka plików
Sto na minutę tików
Butem uderzam w plik koralików
Te obijają go lecz sytuacja
Kompliiikuję się
Kiedy ten połyka kilka piguł
I twardnieje jak lód lub drut
U mnie tylko natura na heroinę
To bym napluł fuu
Mówie mu zażywasz
Przegrywasz jak z Brisem smród
Wtedy dopada mnie jego but
Srrruuut!

W takich chwilach mówię sobie:

Kiedy nie będzie lekko
Stawiaj czoło inwazji
Powiedz nie takie piekło
Pokonaliśmy w Azji

Kiedy nie będzie lekko
Stawiaj czoło inwazji
Powiedz nie takie piekło
eLuCe pokonał w Azji
[N.A.S.]
Yo skurwysyny wy głupie kutasy
Wy kurwy jebane wy dwa madasy
Poznań Jeżyce wy głupie chuje
Wy głupie kurwy księża burżuje
Poznań Poznań Grunwald i Jeżyce
To dwie najbardziej pojebane dzielnice
Jeżeli tu wejdziesz ty głupi chuju
To musisz wiedzieć że tu kurwa nie żartują
Liroy Liroy ten jebany muthafucka
Może mi skoczyć na snacka – zwierzaka
Ta jego rozjebana kielecka ekipa
...Może szukać gówna na poznańskich śmietnikach...
Jeżeli się pokażesz ty jebana kurwo
Będziesz miał mordę obitą równo
Poznańskie giwery rozpierdolą ci maskę
A kieleckie świnie obciągną ci laskę
Twoja żona – kurwa jest jebaną penerą
Ciągnie chuja wszystkim poznańskim gangsterom
Liroy Liroy muthafuckin MC’s
Za ten pozerski tekst rozpierdolę ci ryj
Poznańskie disco – polo jest bardziej inteligentne
Niż ty głupi chuju i całe Kielce
I nie chodzi mi tutaj o jebaną zazdrość
Żeś sobie płytę z kolegami nagrał
Chodzi mi o to że jesteś pozerem
Jesteś pozerem a nie gangsterem
Z prawdziwym rapem nie masz nic wspólnego
Chyba że black metal jest podobny do reggae
Hardcor’owe gówna gangsterski rap
To dwie odmienne kurwa sprawy
Powiem ci krótko ty głupi chuju
Przebrała się miarka koniec zabawy
Dopadnie cię gangsterski syndykat
Ty jebany chuju ty jebany skurwysynu
Za tę profanację które odpierdalasz
Spotka cię solidna kurwa kara
Spalimy ci chałupę rozjebiemy twoją żonę
Zabijemy ci dziecko i zgwałcimy siorę
Ty głupi głupi i jebany skurwysynu
Naprawdę mnie dziś wkurwiasz i mam dość tego syfu
Słuchaj sobie dalej Beastie Boys i Scooby
Scooby Yabba Doobie kto cię zrobił ty chuju?
Twój ojciec pener twoja matka kurwa
Cała twoja ekipa wpierdala gówna
Nie pierdol mi tutaj o wolności rasowej
Bo i tak ciebie chuju nożem zapierdolę...
[Peja]
Komercja komercja to mnie właśnie irytuje
Bawi się w to Liroy ten p mały chujek
Sprzedaje swoje gówno każdemu i wszędzie
Więc szykuję swój pistolet bo niedługo już tak będzie
Zamierzam to zmienić a gdy zacznę to robić
Nie będzie tłumaczeń już nie zdążysz się obronić
Czy ty myślisz LIroy’u że jesteś może wielki
Że ja jestem twom fanem i że kocham twe piosenki
Niestety tak nie jest a prawda jest taka
Że mam ochotę zmieszać cię z błotem
I całą tę kurwa kielecką hołotę
Liroyek Liroyek kupa gówna mały gnojek
Wszyscy macie wtyki ale ja się nie boję
I co czy nadal czujesz się taki dumny i wielki
Czy śmiejesz się czy wkurwiasz gdy słuchasz tej piosenki
Ta twoja płyta to zwykła gimela
Masz metr dziesięć wzrostu i zgrywasz twardziela
Więc wal się na ryj i dziwka twoja stara
Przy twoich tekstach można ciąć komara
Słuchaj gnoju mnie uważnie
Gówno wciskasz nierozważnie
Że masz fiuta i dwie ręce
Coś tam brzęczysz w swej piosence
Lecz ten pysk niewyszczekany
Już powinien być skopany
Tak tak scyzoryku przecież kosą nas straszysz
Tylko co chuju zrobisz gdy pistolet zobaczysz
Bo Slums Attack to nabojka co się nie pierdoli
Z miejsca położy ganem takich jak ty gnoi
Słuchajcie manele i kieleckie śmiecie
Myślicie MOŻE SOBIE że w rapie panujecie
Wzgórze pedałów i Liroy ten karzeł
Uważajcie skurwysyny ja wam wszystkim pokaże
Tak tak to ja the Muthafuckin Kid
Czy jest ci dupku głupio czy czujesz chociaż wstyd
You playing baby you playing mutha’fed
Ja chuligan z Lecha Poznań rozpierdolę ci łeb
Nie nie nie niedoczekanie
Oberwiesz po ryju ty skurwiały baranie
Pojechałem do Kielc i dymu szukałem
Ale kurwa w środku nocy nic tam nie zdziałałem
Nikogo tam nie było bo scyzoryk to fikcja
Lecz ja jeszcze tutaj wpadnę i przelecę wasze stare
Stanę się waszym nocnym koszmarem
No powiedzcie scyzoryki gdzieście kurwy byli
Kiedy myśmy z kolejarzem w Kielcach rządzili
No powiedzcie scyzoryki gdzieście kurwy byli
Kiedy myśmy z kolejarzem w Kielcach rządzili
Zayka Voytas Radoskoor i inne gówna
Myślicie chyba śmiecie że nikt wam nie dorówna
Ale prawda jest taka i prawda jest jedyna
Że macie mnie przed sobą najlepszego skurwysyna
Przerastam was o wieki wy jebane kaleki
Wasze scooby – dygrish gówna to jakieś śmieszne bełkoty
I co wy na to chuje hardcor'owskie cioty
Yeah muthafucka glade on your ass
Liroy i Kielce co to kurwa jest?
Czuję się jak drzewo, które stoi w szczerym polu
Górą ciągle targa wiatr kiedy korzeń trzyma z dołu
Czasem ja to nie ja lecz żywioły te pospołu
Jeden mówi pas, drugi woła dołóż

Czuję się jak ryba, która złapała się na haczyk
Ale jeszcze o tym nie wie, a więc nie zaczęła walczyć
Jednak wystarczy moment i zrozumie durna,
Że ostatnia szansa to się urwać

Czuję się jak precel, który ma ciasto wokół dziury
Ale przez to każdy dzieciak woli go od buły
Wiesz jak, to jest odmianą na codzienną nudę
Co tak osłodzi Ci smak życia jak nie cukier puder?

Czuję się jak kowboj gdy wyciąga broń na szelest
Po czym zdaję sobie sprawę, że nic złego się nie dzieje
Oczy i uszy też nie zawsze mówią prawdę
Jak zgadnę co jest naprawdę ważne?

Czuję się jak hipochondryk gdy wystawiam się na sądy
Cały ten tłum jest żądny abym był im podobny
Ja mam nie pozwolić za nic się obwiniać jednak
Czasem jest tak, że boli mnie opinia jedna

Czuję się jak pielgrzym bo mam przebieg całkiem niezły
Jestem ciągle w trasie, od niej ma się tylko przerwy
Przez ten sposób życia ja czuję się jak Cygan
A tam kaj mieszkoł za bajtla teraz tylko bywam

[O.S.T.R.]
Czuję się jak ten, któremu żebra rąbali siekierą
Wzrasta powoli od detali ta niemoc
I nawet jakby mi grozili giwerą
Utrzymam z dala od rodziny przemoc

Czuję się jak wers, któremu ktoś nie poświęcił czasu
Jakby mu nie wystarczył inteligencji zasób
Jak masz mi tu wypisywać treści z plakatów,
Jesteś bliski swojej śmierci na traku

Czuję się jak bit, któremu sample odmówiły brzmienia
Tylko fałsz, brak tonacji, o czym mówimy teraz?
To nie Estrada Studio co Ci nowiny sprzeda
Talentu Ci nie dam na urodziny, przebacz

Czuję się jak źle dopasowany hi-hat do bębnów
To tak jakbym nosił sztangę na sercu
Jeśli cykacz napierdala, nie tańczę - to wiesz już
Bracie to chała niczym pancze bez pieprzu

Czuję się jak Akai, w którego ktoś napierdala ręką
Bo ciężko mu dopasować brejka pod tempo
Co będzie dalej jak to przedsmak koleżko
Lepiej napierdalać przestań, się przeszkol

Czuję się jak ten, który utracił słuch, wzrok i mowę
Ty też się zamknij, nie kalecz, człowiek
[BILON BPP]
Nie jeden drań z mojego osiedla, to poczciwa gęba ,myśl jedna choć ciemna,
jak się uwolnić z Getta ,jak człowiek ma przetrwać,
nie dać demonom spętać ,pomagać a nie nękać,
Jak brachu jak? ,pytają mnie ziomale ,
90-siąte hip-hop na naszej dzielni stale,
Wszyscy ręce w górę ,jak jedna armia chwały,
od Puławskiej do alej, z emoka dziś na Queens,
nie funkcjonuje dis ,za to jest w mordę liść,
choć inne miejsca ,a te same problemy,
hip-hop ma nas łączyć a nie murami dzielić,
oni by chcieli byś my wszyscy się pocięli,
nie dam tej satysfakcji ,choć mieli by mnie zdzielić,
hip-hop non stop i niech nikt nie zapomina,
kolejną granice z brygadą dziś rozbijam,
z gangiem od DiiL'a od serca nawijam,
patrz i się ucz ,w tym drzemie cała siła,
pamiętasz Klucz? to dzisiaj ta rozkmina,
Koniec ,twój ruch ,ja wjeżdżam już na finał,
jeden świat ,jeden rap ,a ty się ziomal trzymaj !

REF:
Te podwórka te bramy ,wszystko ma historię swoją,
osiedlowa saga ,wciąż tu trwa,
Tu gdzie kryminalny syf ,sprawiedliwości brak,
walcz by wygrywać ,by wygrywać
Hip-hop ma nas łączyć a nie murami dzielić,
Hip hop present again,
osiedlowe akcje ,co można o nich powiedzieć,
trzeba być z nami robić to żeby wiedzieć,

[CORMEGA] (BRAK - NIE DAŁEM RADY WYŁAPAĆ)

REF:
Te podwórka te bramy ,wszystko ma historię swoją,
osiedlowa saga ,wciąż tu trwa,
Tu gdzie kryminalny syf ,sprawiedliwości brak,
walcz by wygrywać ,by wygrywać
Hip-hop ma nas łączyć a nie murami dzielić,
Hip hop present again,
osiedlowe akcje ,co można o nich powiedzieć,
trzeba być z nami robić to żeby wiedzieć,

[WILKU WDZ]
Robię ten rap ,by od siebie dać coś młodym,
gram czysto ,nie chcę niczyjej szkody,
Ziomy na osiedlach sami regulują sprawy,
czasem ,nie zgodnie z prawem ,czasem dla głupiej zabawy,
Kiedyś pod blokiem na ławce cała ekipa,
dziś dzieci ,kłopoty i z pieniędzmi lipa,
ten chla ,tamten ćpa ,znasz te wersy ,pamiętasz?
Tylko głupiec nie chce uczyć się na cudzych błędach,
Te podwórka ,te bramy ,wszystko ma historię swoją,
dziś ze szkła i stali ,choć rany się nie goją,
Pamiętamy dni chwały i nie damy się omamić,
mamy to w genach ,będziesz musiał nas zabić,
Stara dzielnica ,nowe twarze ,styl zostaje,
nie szukaj pomocy i nie łykaj bajek,
starszy człowiek pcha dalej ,swój wózek ze złomem,
nie dał rady ,pożegnał się ze swym domem,
Mokotów w mym sercu i na przed ramieniu,
pozdrawiam ludzi o czystym sumieniu,
Zostawiam po sobie ,te słowa ,mój projekt,
żaden gnojek nie wyciągnie łap po moje.

REF:
Te podwórka te bramy ,wszystko ma historię swoją,
osiedlowa saga ,wciąż tu trwa,
Tu gdzie kryminalny syf ,sprawiedliwości brak,
walcz by wygrywać ,by wygrywać
Hip-hop ma nas łączyć a nie murami dzielić,
Hip hop present again
osiedlowe akcje ,co można o nich powiedzieć,
trzeba być z nami robić to żeby wiedzieć,

Hemp Gru , Braterstwo,
spełniajcie swoje marzenia,
bo chcieć znaczy móc, (ELO)
Gdy wypluwam z siebie słowa znika bon ton
Kali F.I.R.M.A. a nie Sean Paul
Zapnij pasy bo latam wyżej niż Concorde
Dla prawdziwych wita , dla łaków homonto
By odnaleźć mnie człowieku zbędny Tom Tom
Jak nie łapiesz tego rytmu to się ciąg Son
To uliczna partykuła, spod wkurwionego pióra
Szanuje mnie ulica, gardzi tym prokuratura
Kolejna chmura, wznoszę się na wyższy pułap
Kolejny postulat, z myślą nie o tronie króla
Gruba pula w gula temu co mu to nie hula
Nie jednego ura bura krocze zdobi się kula
Taki nie zakuma słów które na tych bitach turlam
Pasuje tu jak ulał jak do Bradzkiej Turnau.

Ref.
Kali, Kali, Kali, Kali, Kali, Kali
Tak ten co na non stopie pali, pali
Nie prowadzę po pijaku płynę na dymu fali
Lolek się tli
Kali, Kali, Kali, Kali, Kali, Kali
Tak ten co nie poda ręki policji
Nie ma, nie ma, nie ma, nie ma takiej siły
Do końca mych dni

Ja nie robię tej muzyki dla kiwki
Nie dla hajsu, sławy i głupiej dziwki
Palę lolki, nie wodorosty z fifki
I mam wyjebane na podejrzane używki.
Jadę na relaksie bez przypinki
Ale tam gdzie gram płoną budynki
Moje słowa w furach, na ustach i na murach
Jestem tutaj będę bratku nie zamulam
Masz tu rap co wygina kraty w murach
Dobrych chłopaków leczy a kreatury uczula
Nie do zatrzymania kula dla tego ciula
Co mu matula nie wytłumaczyła że na honor się nie lula
Kumasz ten przekaz nie dla wszystkich
Styl unikalny jak mych palców odciski

Ref.
Kali, Kali, Kali, Kali, Kali, Kali
Tak ten co na non stopie pali, pali
Nie prowadzę po pijaku płynę na dymu fali
Lolek się tli
Kali, Kali, Kali, Kali, Kali, Kali
Tak ten co nie poda ręki policji
Nie ma, nie ma, nie ma, nie ma takiej siły
Do końca mych dni
Czasem myślę, czy to wszystko ma sens
czy warto się silić, tworzyć nowy wers,
pozostać tym, kim się jest w rzeczywistości,
poddać się nieznanej przyszłości.
Tak jak ludzie prości pełni honoru i godności,
żyć swoim życiem dążąc do doskonałości
doceniać rzeczy powszechne i uznane,
wierząc mocno, że jest się losu panem,
to co było mi dane, już wykorzystane
i co dalej czy mam szansę jeszcze
gdy widzę fałszywe słowo składane w podzięce,
tekturowych postaci z każdym dniem coraz więcej,
złe wibracje i tysiące kłopotów,
czy nas zaszufladkują czy zrobią z nas idiotów,
zrujnują w sekundzie wszystko to co ma cenę,
chwila zwątpienia, gdy umierają me korzenie
sam już nie wiem, po co było to wszystko,
czy warto było wychodzić na boisko
i narażać się na krytykę ogółu,
zamiast siedzieć cicho wychylać się z tłumu,
podkreślając swoją niezależną egzystencję,
czasem widzę jak mi patrzą na ręce.

Czasem widzę rzeczy,

Czasem widzę rzeczy, których nie chciałbym widzieć,
oczekując aby następny dzień mógł ulgę przynieść
ze wszystkich moich ruchów jakąś naukę wynieść,
i tym, którzy we mnie wierzą wstydu nie uczynić,
chyba było warto, ale nie ma się co winić,
poświęcając sam siebie z całej mocy silić,
uważając ciągle na to, aby się nie pomylić,
w momentach przerażenia sam nad sobą się pochylić,
powoli się uczę nie ufając układom,
jak człowiek z życia wzięty liryczny desperado,
sam tworzę swe wartości, sam kreuję swoje zwrotki,
teraz się nauczyłem, że cel uświęca środki,
że trzeba być prawdziwym nie stać z kłamstwem na ustach,
aby móc patrzeć w oczy i nie wstydzić się odbicia z lustra,
wszystkie sprawy w życiu to decyzja własna,
a co to mnie obchodzi, że ktoś bierze mnie za błazna,
choć los ustawił nas na różnych polach szachownicy,
ołowiane żołnierzyki i prawdziwi zawodnicy,
co się dla mnie liczy i przy jakich czuwam wrotach,
w których słowach tworzy się ma kolejna rota,
wiem, że przyszłość jest niepewna,
jak wróżba z kart tarota,
może będę wysoko, albo trafię wprost do błota,
nie potrafię tego zgadnąć, rozpoznać swych obliczy,
nie mogę utrzymać duszy, która o wolność krzyczy.

W otoczeniu szarych bloków stoję ja - mały człowiek,
a setki myśli wypełniają moją głowę, czasem myślę,
czy to wszystko się opłaca, czy nie na darmo jest ta praca,
gdy śmiejecie się wy, nie mówcie mi, bo dzisiaj głuchy jestem,
swoje lata pracowałem łącząc muzykę z wersem,
stare czasy były piękne i to bardzo,
a teraz jest inaczej trenując życiową wartość
pośród ocen tych,
co nie znają robię swoje,
sam z prawdy sztandarem na barykadzie stoję
-sam i nikogo nie ma z boku,
nie zwolnię kroku, by zmęczony życiem zasiąść przy Bogu,
nie wiem, czy koniec życia tego nie jest blisko,
może zamiast walczyć można rzucić to wszystko,
robić nie hip hop, tylko w discopolo tańczyć, czasem myślę,
czy warto z każdym dniem walczyć,
zawsze, bo od kasy ważniejsze jest życie szczere,
wśród słodziutkich słówek nigdy nie zagubić siebie,
nieraz było tak, że lądowało się na glebie,
ale był ktoś, kto rękę dawał ci w potrzebie,
czasem patrzę na to dumnym pewnym wzrokiem,
razem do przodu robiąc do przodu nowy krok za krokiem,
lecz casem czuję się sam w tym świecie całym
1 7 8 L do K człowiek mały 1 7 8 L do K człowiek mały
czasem, czasem, czasem......
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo