Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref.
Otwórz drzwi, wyjdź i nie wracaj z niczym
Świat bywa piękny gdy chcesz znaleźć pozytyw
Jeb czarny i szary i zobacz świat w kolorze
(nigdy nie jest tak źle by nie mogło być gorzej) x2

Bułgar
Jest dobrze, na prawdę morduchna
Wiesz, możesz wszystko, nie warto odpuszcza
Życie to jest wyścig, możesz go wygrać w cuglach
Tworzyć zamiast niszczyć to jest jedyny układ
Chuj tam, oj tam dziś walimy bronka
Za stare dobre czasy które u nas trwają co dnia
Zbrodnia, to jest kurwa zarżnąć talent
Zostawiłeś go jak rozum, gdy szedłeś na balet
Ale (ale) jakie znowu kurwa ale
Ja robię swoje dalej i pierdole gorzkie żale
Gorzko, to chcę słyszeć na weselu
więc rusz cztery litery, weź się w garść - trenuj
Nie znam sytuacji żebym nie mógł
Mogę wszystko, ogień człowieku
Puchar jest zawsze do połowy pełny
Bo zjadłem zęby w poszukiwaniu tęczy

Ref.
Otwórz drzwi, wyjdź i nie wracaj z niczym
Świat bywa piękny gdy chcesz znaleźć pozytyw
Jeb czarny i szary i zobacz świat w kolorze
(nigdy nie jest tak źle by nie mogło być gorzej) x2

Hades
Nie ma co narzekać, marudzić i pierdolić
Nie ma co się jebać, trzeba biegać powoli
Różne drogi, każda ma dwie strony
Nie daj się zdusić woli i bądź świadomy
Masz kolorowy wszechświat, otwórz okno
Nie wystarczy umyć szyby, żeby dostrzec kosmos
Patrzysz, widzisz czy zauważasz
Słuchasz, słyszysz, sam nie wiem bo za dużo gadasz
Trzeba działać, trzeba robić hałas, trzeba napierdalać
To pomaga bo magia to równowaga
Błagam ogarnij bałagan młody,
Chcesz być zdrowy, jak stoi winda wybierz schody
Ale najpierw się podnieś z podłogi, po co leżeć
Ja to Had, biorę długopis i piszę po papierze
A ty idź przed siebie i gryź korzenie,
jak wilk mięso, codzienność tu masz codziennie.

Ref.
Otwórz drzwi, wyjdź i nie wracaj z niczym
Świat bywa piękny gdy chcesz znaleźć pozytyw
Jeb czarny i szary i zobacz świat w kolorze
(nigdy nie jest tak źle by nie mogło być gorzej) x2

Ero
Moje życie moje szczęście jak mój hip-hop nigdy stop,
Przecież kurwa nie mam dziewięciu życ jak kot,
Mam co zjeść, mam gdzie spać, fajną prace i pasje,
Cieszy mnie każdy dzień i nie tylko wakacje.
Wiem kto ma racje ( ja) choć też się mylę,
Ten co zjadł wszystkie rozumy sam przeważnie jest debilem,
Łapię chwile i daje style pod bity,
Nie każdy dzień mam zły i widze w tym pozytyw.
Szczęścia nie policzysz tak jak nie pokroisz ...
Co dnia widzę ból i radość jakbym odbierał porody
I mam powody by nosić na twarzy uśmiech,
Mistrzowskiego syna, mój największy sukces.

Ref.
Otwórz drzwi, wyjdź i nie wracaj z niczym
Świat bywa piękny gdy chcesz znaleźć pozytyw
Jeb czarny i szary i zobacz świat w kolorze
(nigdy nie jest tak źle by nie mogło być gorzej) x2

Chada
Czasami ciężko znaleźć pozytyw gdy w około zamieć
Nadomiar złego twój komornik ponagla wezwanie
Ja znam to na pamięć i brne przez to z ekipą
Podczas gdy koleżka swój majątek inwestuje w syfon
Mam pieprzony papier, śmiało psu mogę dać w łapę
Mój bankomat bez problemu realizuje wypłatę
My mamy ten patent, dostrzegamy pozytyw
Chociaż memu życiu daleko do życia celebryty
Znam słowo krytyki, władają nimi dziś
Wszyscy leszcze których boli że należe do tej gry
Świat nie jest zły, to ludzie są jak hieny
A dodatku kurwa sami sobie go komplikujemy
Ja pieprze problemy biore to życie szturmem
Witamy słoneczne dni, żegnamy te pochmurne
Wiesz ja swoje urwe, naleze do elity
najważniejsze ziomuś to w tym wszystkim odnaleźć pozytyw
Gdy tylko jeden mówi szczerze to wiesz, że to... Z-E-U-S
Wińcie mnie! Jeżeli ktoś bywa problemem, to pewne, ziom... Z-E-U-S
Wińcie mnie! Jeżeli ktoś ma odwagę, żeby powiedzieć coś... Z-E-U-S
Wińcie mnie! Jak tamci łamią się, bracie, wiesz że da radę... kto? Z-E-U-S

Mówią mi "Z-E-U-S" ziomy
Jedni mi mówią "Jesteś kimś!", drudzy "Jesteś skończony!"
W tej paranoi sobą jestem co dnia,
A każda owca Dolly pierdoli, że umie zagryźć lwa... Ha!
Raperzy nie mają jaj
Wolą robić wtórny chłam, niż ryzykować jak ja
Pieprzony cham, fan łamania zasad,
Z którego nawet arafatka nie zrobiła wacka
To ja mam ten funk i mam ten vibe, i mam was gdzieś,
Jak szczytem waszej ambicji jest brzmieć jak w '95
Tak jest bezpieczniej, wiem - dla was
Dla mnie to cienkie, jak hater w barach
Spadam stąd, bo robię i gadam co nie wypada,
I nie układam się jak baran, w stadach.
I jak mam hajs, to nie gram dziada, w kraju zazdrości
Co woli... kłamstwa od szczerości.

Gdy tylko jeden mówi szczerze to wiesz, że to... Z-E-U-S
Wińcie mnie! Jeżeli ktoś bywa problemem, to pewne, ziom... Z-E-U-S
Wińcie mnie! Jeżeli ktoś ma odwagę, żeby powiedzieć coś... Z-E-U-S
Wińcie mnie! Jak tamci łamią się, bracie, wiesz że da radę... kto? Z-E-U-S

Ludzie są głusi i ślepi
Łykają każde miałkie gówno jak leci
A recenzenci pod wpływem tylko polskiej sceny,
W przypływie weny krytykują hip-hopowe refreny
Pieprzę ich!
Dziś rap gra w każdej klatce
Każdy ma milion rad i gra znawcę
Ja miałem zajawkę, PlayStation, i chciałem kleić dźwięki
Dziś nikt nie rusza bez koneksji i MPC-ki
Czas wbić to tępym do głowy,
Jak brak ci inwencji, to to cię wielkim nie zrobi,
Sorry, to jest do wszystkich tłuków,
Co chcieliby powiększyć rozmiar stopy rozmiarem butów
Mam serce czarne jak Hutu a białą gębę,
Pośrodku tłumu co wierzy, że trzeba trafiać w werbel
Wchodzę z akcentem, jakim chcę, kiedy chcę
Możesz mi mówić "Mój sensei w nawijce"

Gdy tylko jeden mówi szczerze to wiesz, że to... Z-E-U-S
Wińcie mnie! Jeżeli ktoś bywa problemem, to pewne, ziom... Z-E-U-S
Wińcie mnie! Jeżeli ktoś ma odwagę, żeby powiedzieć coś... Z-E-U-S
Wińcie mnie! Jak tamci łamią się, bracie, wiesz że da radę... kto? Z-E-U-S

Wiem co to presja, man, miesza rap we łbach nam
Ja background znam, ty widzisz ledwo pierwszy plan
Mam dosyć wiecznych skarg, ciężkich faz
Twardzieli co nie wytrzymali w tym tych pierwszych lat
Jeśli pretensje masz mieć do kogokolwiek,
To pomyśl ile zrobiłeś sam i oprzytomniej!
Może skończ longplay zamiast pierdolić o mnie,
Bo ja tu robię osiemnasty, ziom, i jestem w formie.
Jestem PRO bo mam sowity progres
I mam owocny rok, a ty co? Obfity okres?
Przy mnie wyglądasz jak pobity w kącie
Mogę jak sędzia cię odliczyć od dziesięciu w dół, goń się!
Bez sentymentu dla szuj idę do przodu
Zawzięty ze mnie chuj, co kładzie chuj na wrogów
Jak chcesz mnie uczyć hardcore'u i prawd o życiu...
Wyprowadź się gnoju od rodziców!

Gdy tylko jeden mówi szczerze to wiesz, że to... Z-E-U-S
Wińcie mnie! Jeżeli ktoś bywa problemem, to pewne, ziom... Z-E-U-S
Wińcie mnie! Jeżeli ktoś ma odwagę, żeby powiedzieć coś... Z-E-U-S
Wińcie mnie! Jak tamci łamią się, bracie, wiesz że da radę... kto? Z-E-U-S
Wiesz, że mam styl bezlitosny
Lubisz go bo jest ostry
Pytasz gdzie jest Gural
Gural jest u twojej siostry
I to jest prosty spontan
Droższy niż w chuj konta
Skuteczny jak karate full-contact
Taki mój flow mam
Taki muflon ma
Nie kupisz go nawet od Araba za wielbłąda
W uszach ciągnie się bit jak makaron Vavanti
A mi w CD już dwa dni gra Pan P
Jestem jak Al Bundy, chłopaków znam z Anglii
Podobno tam w Anglii ciągnę więc mokną ziomble
Rusza się jak ?, wchodzę na peryspokowo
Gadkę mam wyskokową, błysło słowo pliink
Jestem jak szczęk klink
Piszę jak Steven King
Albo jak ?
Co siedział tyle i nie pisał nic
Nic nie pisał
A mi to zwisa tak jak kita lisa
Nie od dzisiaj, chcesz to biegnij po sołtysa
Biegnij albo zostań i zblednij
Polski chleb powszedni
120 MC, wszyscy biedni
Wszyscy mętni, jacyś tacy pokitrani
Mają w bani mętlik, to rym dla osiedli
Ja budzę ich na pętli, tak jak żulik
Chcę żebyście to poczuli
Biegnę jak Carl Lewis
Ale bez dopingu i bez dancingu
Gram mecz na ringu
Usłyszysz mnie na nowym singlu synku

My robimy muflow, muflow, muflow style
My robimy muflow, muflow, muflow style

Ja najpierw łapię cię za serce
A jeśli pełna słów powaga nie pomaga
To jadę bragga bo to prawda naga
O tym, że przy mnie jesteś rapu łamaga
Jesteś wątły w chuj, masz w głowie bałagan
Ja mogę tak z tobą stale
Z tym tylko ale
Że jak mój kończy się rym to ja wjeżdżam na anale
Wjeżdżam, wjeżdżam na stare
Mogę powiedzieć, że jestes Marek
Przypierdolę ci, a ty dołączysz do innych kalek
Niepełnosprawni raperzy, żaden z was nie wierzy
Że to co szerzy jest jak kodeks żołnierzy
Jak morale, winna być twym priorytetem
Bo mój rap to nie opowieść pachnąca ?

My robimy muflow, muflow, muflow style
My robimy muflow, muflow, muflow style
To będzie historia dokładnie z życia wzięta
Tak tak tak tak do dziś ją pamiętam.
Zaprosili mnie kumple z mojej okolicy
Kraków Podgórze z mojej rodzinnej dzielnicy
Na imprezę, chyba urodziny.
Sami przyjaciele zero rodziny
Pomyślałem sobie och będzie się działo
Gdy spojrzałem na stół zupełnie mnie zatkało ,
Morze alkoholu jak łatwo wywnioskować
I nagle usłyszałem wszystkim dobrze znane słowa
Zdrowie po raz pierwszy panie i panowie
Po kilku razach zaszumiało wszystkim w głowie.
Muzyka na "ful", rozmowy, śmiech, przeplatane
Dziewczyny gdzie i z boku raczą się szampanem
sąsiadka z dołu pewnie w niezłym szoku
wali miotła w sufit , impreza w toku .

Ref. Boom Bang .... .... ....

Zdrowie solenizanta po raz pierwszy oczywiście
Oj chyba każdemu zrobiło się już mgliście.
Poczułem, że ktoś na mnie nieustannie patrzy się
A, że byłem wstawiony wzięło to mnie
I przysiadłem się do owej koleżanki
Moim jedynym celem były oczywiście sanki
Rozmowy o niczym. Ona cała szczęśliwa
Jakąś wizje miłości przede mną odkryła
Do pokoju obok mnie zaprosiła
I była dla mnie naprawdę bardzo miła
Ale reszta towarzystwa wciąż nam przeszkadzała
Więc wziąłem ją do siebie w celu analizy ciała
I z tego co pamiętam było odlotowo
Och mówię wam zupełnie młodzieżowo.
Była taka namiętna i starała się
Lecz po paru godzinach zmorzył mnie sen.

Ref. Boom Bang .... .... ....

Południe dwunasta przebudziłem się
Gigantyczny kac. Och jak suszy mnie
Nagle patrzę i własnym oczom nie wierze.
Ktoś mi wyniósł telewizor, video i wierze ,
Saper i komputer i parę innych rzeczy,
A gdzie moja kobieta może kaca leczy.
Szukałem po pokojach, w kuchni i w łazience,
Na balkonie, w toalecie trzęsły mi się ręce.
Była taka namiętna i była taka miła,
A ja prosty frajer wszystko mi zeszyła
Za jedn± głupi± noc straciłem wszystko co miałem.
Tak teraz śmieje się, a wtedy mało nie zemdlałem.
Chciałem ją znaleźć, ale jak sie okazało
Wzięli ją z dyskoteki, bo panienek było mało
Szukam jej do dziś, a wy chyba już wiecie,
Że nie można zaufać żadnej obcej kobiecie.

Ref. Boom Bang .... .... ....
Grubo ponad dekadę temu, było ciepłe popołudnie
Całą ich edukację znosiłem dość paskudnie
Lekcja plastyki, boombox stoi na ławce
Płochliwe myśli pierzchają po mojej czaszce
Zaraz się zacznie, wtedy nic nie przypuszczałem
Nic nie podejrzewałem, bo niby skąd wiedzieć miałem
Na całe życie przedłużyła się ta lekcja
I zaraziła mnie ta hip-hop infekcja
Ktoś nacisnął play, świat zawirował dookoła mnie
Lecę, bo chcę, a nie, bo życie jest złe
Poczułem to i w jednej chwili odebrałem
Najemny przekaz z czasów bębnów i piszczałek
I poleciałem, nienawidziłem i kochałem
Wierzyłem, nie dowierzałem, biegłem i upadałem
W staccato tony szarpną sercem raz po raz
Aż nie chce się wierzyć, wszystko zdarzyło się wczoraj

Wszystko zdarzyło się wczoraj
Wszystko zdarzyło się wczoraj, pamiętasz?

Pamiętam rwane oddechy, krzyki i ciepłe cycki
Zdarzyło się wczoraj jak Włodzimierz Kalicki
Styl zbójnicki pierwszego razu, pośrodku lasu
Młodego czasu, chcesz hałasować - hałasuj
Baju, baju, nad brzegiem Ruczaju, ucieczka z raju
Niczym Adam z oliwnego gaju, myśli na haju
Węże syczą i kuszą, tak robią, no bo muszą
Niech się uduszą, niech dławią się moją duszą
Niech mają, niech charczą, plują i spierdalają
Zabawię się jak człowiek-pająk z pszczółką Mają
Podobno ci, co tak mają, to już tak mają
Jak leżą i się czają nieomal nie oddychają
Tyle obrazów i wspomnień, PDG żołnierz
Nie lałem za kołnierz, pędziłem nieprzytomnie
Tyle o mnie, zamiast pytać dlaczego?
Mówiąc nieskromnie - nie żałuję niczego

To zdarzyło się wczoraj...
To wszystko zdarzyło się wczoraj

Wczoraj był pierwszy koncert, skłot Eskulap Club
Mam w Kazamaty, rap gram, bo znam się na tym
Ja kudłaty, durnowaty nie wiedziałem, teraz wiem
Bit dzień za dniem pompuje moją krew
Niegdyś marzenie, dziś norma jak oka mgnienie
Radość i przerażenie, zemsta i przebaczenie
W celi przebudzenie, ostatnie tchnienie, na łożu śmierci
Najważniejsi bywają ci najmniejsi
Życie szybkie jak strzał z dwururki, potem już było z górki
Pierwszy krzyk, pierwszy oddech mojej córki
Ciemna noc w lesie, moi kolesie na przelocie
Zamiast błąkać się kocie, spróbuj prawdy dociec
Dam ci wszystko, zarobisz krocie, na wszystko pora
Nie do wiary, wszystko zdarzyło się wczoraj

To zdarzyło się wczoraj
Zdarzyło się wczoraj
To zdarzyło się wczoraj
To wszystko zdarzyło się wczoraj

[x2]
To zdarzyło się wczoraj, aż trudno w to uwierzyć
Po pierwsze przeżyć, po drugie się nie sprzeniewierzyć
Po trzecie wierzyć i wątpić z całego serca
Obraz mego życia miga w stu megahercach
To zdarzyło się wczoraj, aż trudno w to uwierzyć
Po pierwsze przeżyć, po drugie się nie sprzeniewierzyć
Po trzecie wierzyć i wątpić z całego serca
Obraz niezmącony miga w stu megahercach

Miga w stu megahercach
Obraz mego życia miga w stu megahercach
1.(Hans)
Napiszę list otwarty do prezesa drogi mlecznej
czy może widział się z tym co obiecał nam życie wieczne.
Zarząd nic o tym nie wie, rada nadzorcza milczy
to skąd prosty człowiek ma wiedzieć czy może na końcu na coś liczyć. (2x)

2.(Deep)
Pustka , strach, samotność, dragi,
przemoc, śmierć, człowiek nagi.
Ogień, łzy, pieniądze, ropa,
władza, wpływy, bieda, pokarm.
Krew, gniew, bunt, ból,
walka, dni, cisza z chmur.
Miłość, wiara, piękno, usta,
zdrada, strach, samotność, pustka.

3.(Hans)
A co z życiem doczesnym, czy jest tam ktoś od tego ?
No bo ja jako pierwszy chciałbym żeby sypnął mi manną z nieba .
Otworzył fundusz zapomogowy pod nazwą "Bóg człowiekowi".
Kościołów jest już dość, niech w siedem dni dom mi stworzy. (2x)

4.(Deep)
Zaduch, zwątpienie, bezsens, słabość,
Czas, pełne goryczy osowiałe ciało, on ma dość.
Dół, pretensje, kęs nie do przełknięcia,
stres, depresja, nawet gdy śpisz w ciepła objęciach.
Niemoc, przemoc, na noc klin nasenny,
Podróż w głąb gdzie pali się żar gehenny.
Winy własne, cudze są we mnie,
Gdzie jesteś ? Szukałem pod kamieniem, w połamanym drewnie.

5.(Hans)
Blady jak opłatek i żałując już za jutro,
Między ciemnością i światłem stawiam siebie jako lustro.
Tam gdzie ludzkość jest duszno, tam gdzie bóstwo jest pusto,
Więc gdzie jest ten jedyny co ma moc zamieniania słów w czyny?
To czy klęknę czy nie klęknę jest mu idealnie obojętne,
Może lepiej dla mnie będzie gdy nie będę szukał na niebie,
I zajrzę w głąb, w swe wnętrze, by odnaleźć tam wiarę w siebie.
Moc bogów krąży z tym, który nie zna pojęcia litości,
Dostąpisz łaski gdy nigdy nie będziesz o nią prosić.
Wiatr jest niespokojny nie lubi takich opowieści,
Posłuchaj a zrozumiesz może odnajdziesz go jako pierwszy.
Ty weź uważaj, to wciąga, na nic nie zważaj,
Który się ociąga na drodze ze szpitala do cmentarza,
Zaraza to pieniądz, który rządzi ziemią,
Zaraża sto plemion swą złą alchemią.

Ty weź uważaj, to wciąga, na nic nie zważaj,
Który się ociąga na drodze ze szpitala do cmentarza,
Zaraza to pieniądz, który rządzi ziemią,
Zaraża sto plemion alchemią złą.

Mówią tam na blokach mieszka demon,
Od tych mieszkań stronią, są przesiąknięte złą wonią,
Jak gdyby złą wolą są taki budynki,
Będzię w nich śmierdziało, choćby nawet skuli tynki.
Mówią o nich szeptem, żartem albo wcale,
Co tam się wydarzyło – to nie mieści się w pale.
Dwudziesty pierwszy wiek, lecz niech ci się nie wydaje,
Długo zalegają w rubryce wynajem,
Starym zwyczajem mają własne powody, własne metody,
Nie igraj z ogniem człowieku młody,
Nawet Cyryl i Metody mieli problem z tym gównem,
Już nie wczoraj, a jeszcze przed jutrem.
Niektórzy młodzi, głupi idą w bardzo złą stronę,
Myślą – życie to film, tak jak Lśnienie z Nicolsonem.
Ze starymi prawidłami nieroztropnie się kłócić,
Zapominają, że to do nich wróci (to do nich wróci).

Ty weź uważaj, to wciąga, na nic nie zważaj,
Który się ociąga na drodze ze szpitala do cmentarza,
Zaraza to pieniądz, który rządzi ziemią,
Zaraża sto plemion swą złą alchemią.

Ty weź uważaj, to wciąga, na nic nie zważaj,
Który się ociąga na drodze ze szpitala do cmentarza,
Zaraza to pieniądz, który rządzi ziemią,
Zaraża sto plemion alchemią złą.

Wiesz co? Sam się dowiesz, snuję w gadce opowieść,
Podobno jest chłodno na całej klatce schodowej,
Powietrze morowe, zatęchłe i kwaśne w smaku,
Choć ciągle tam wietrzą i wietrzą i wietrzą.
Nawet starzy śledczy mają z nimi kłopot,
Mówią, że wpadli w popłoch, usłyszeli skrzydeł łopot.
Piekelny łomot, chciało się wrzasnąć „Na pomoc!”,
Co potem się zdarzyło, nie do końca jest wiadomo.
Wtedy zło głębokie przybiera formy cielesne. W aktach-
zbrodnia w afekcie, ze szczególnym okrucieństwem.
Kim jestem? Liści szelestem, który szedł przez drogi.
Oczy przylepiam do gwiazd, a nogi do podłogi.
Spinam ostrogi, lubisz takie mroczne zakamarki ?
Tacy jak ty to albo tchórze, albo niedowiarki.
Składają podarki tej przeciwnej stronie.
Co potem? (co potem?) ???, gdy przychodzi po nie (przychodzi po nie).

Ty weź uważaj, to wciąga, na nic nie zważaj,
Który się ociąga na drodze ze szpitala do cmentarza,
Zaraza to pieniądz, który rządzi ziemią,
Zaraża sto plemion swą złą alchemią. x3

Ty weź uważaj, to wciąga, na nic nie zważaj,
Który się ociąga na drodze ze szpitala do cmentarza,
Zaraza to pieniądz, który rządzi ziemią,
Zaraża sto plemion alchemią złą.

Mówią tam na blokach mieszka demon,
Mowią tam na blokach, tak mówią tam. x2
Na butach noszę kurz, w kieszeni niosę kurz
Palę go na pół z ziomalem jak Dr.Dre i Snoop
Chuj, że to nie apartament i nie ma dup
Przedtem było parę, tak, dla nas był zamknięty klub
Prawy, lewy but, prawy, lewy brzeg
A WW, wiesz cruise'uj tu, co? To nie Tom Cruise
Wolę podróż pośród wieżowców dziwko
Bo to żaden konkurs na wygląd
Jesteś kobietą, ja jestem mężczyzną
W pokoju twojej siory jak w hotelu Hilton
Wszystko jedno, chcę stąd wyjść, i to prędko
Kurz w powietrzu nie daje nam odetchnąć
Wróćmy w przeszłość pięć bloków dalej
Od sześć po północy do siódmej nad ranem
Napisałem wstecz ten tekst o Warszawie
Odebrałem telefon, poszedłem spać dalej...

To dlatego, że wschód mnie goni
Noszę kurz na butach, na ustach smak blokowisk
Znów zachodzi słońce w metropolii
Nie przyjeżdżaj tu jak masz objawy klaustrofobii
To dlatego, że wschód mnie goni
Noszę kurz na butach, na ustach smak blokowisk
Znów zachodzi słońce w metropolii
Nie przyjeżdżaj tu jak masz objawy klaustrofobii
Zapada zmrok, zaczyna się życie
Jakiś kundel na smyczy ciągnie [?]
Gdzieś z góry dochodzą odgłosy libacji
Jakiś frajer dostał kosą, miał pecha nie miał racji
Przyjechali łapacze, pogotowie, reporterzy
Chcą pokazać wszystkim ludziom jak kończą penerzy
Konkubina denata z tanim winem w ręce
Przedwczorajszy makijaż, cała trzęsie się w udręce
Tutejsi ludzie przechodzą bez reakcji
To dla nich normalne, tutaj pełno jest dewiacji
O naszej dzielnicy zapomniał nawet Bóg
Każdy frajer z obcą twarzą to twój naturalny wróg
Ścigamy wszystkich na prawdę bez litości
My po prostu kurwa nie lubimy tutaj gości
Czasami policją starszą nas mieszkańcy
Zapomnieli gdzie żyją kurwa pojebańcy
Dlaczego, dlaczego pytają mnie sąsiedzi
Dlaczego jesteś inny co kurwa w tobie siedzi?

Bo to Bronx, to Bronx inaczej Jeżyce
Jesteś cwaniakiem, spróbuj znaleźć tu dziewice
Bo to Bronx, skurwiele Bronx inaczej Jeżyce
Jesteś cwaniakiem, spróbuj znaleźć tu dziewice

Tam na winklu siedzi stary nałogowiec
Pije jabole już te same od lat
Zastawiła go żona, opuściła rodzina
Nic mu nie zostało oprócz pieprzonego wina
Tuż obok na parkingu dupiaste towary
Kupy skurwieli yo i stare mineciary
Ta dzielnica aż kipi żądzą nienawiści
Zapchane rynsztoki, krew płynie kanałami
Wypierdalaj stąd Białasie i nie przechodź tu pijany
Bo możesz dostać w ryj i zostać ojebany
Czasami wpadają do nas jakieś wynalazki
Naćpani narkomani i pijane laski
Lecz to nas nie przeraża kurwa w dupie to mamy
Znamy swoją siłę i kochamy przemoc
Hasz, trawa, szybka dziewczyna
Tania gorzała, jak nie ma to wina
W bramach stoją nieletnie prostytutki
Sprzedają swoje ciała za pieprzoną flachę wódki
Pod jedynką u Czecha jest nasza melina
Kupujemy tam najczęściej jego tanie wina
Upijamy się nimi do nie przytomności
Każdy ma po nich kurwa torsje i mdłości
Podrapane kamienice, zarzygane bramy
Okradzione samochody nie wychodzą z mody

Bo to Bronx, to Bronx inaczej Jeżyce
Jesteś cwaniakiem, spróbuj znaleźć tu dziewice
Bo to Bronx, skurwiele Bronx inaczej Jeżyce
Jesteś cwaniakiem, spróbuj znaleźć tu dziewice

Jest czas, że jedziemy na pieprzone odzyski
Zabieramy pieniądze, obijamy pyski
Małolaty walą sprzęty, my pięćdziesiony
Czasami też bywa samochód podpalony

Pierdolę rząd, prezydenta, ministrów, polityków
Zrobili z moich bliskich kurwa alkoholików
Nie będę się już więcej prosił i litował
Co moje wezmę siłą kurwa będę rabował
Bo życie to nie bajka, to kurwa twarda walka
Być pieprzonym twardzielem to dla nas normalka
Stary człowiek po śmietnikach buszuje jak pies
No powiedźcie politycy co to kurwa jest?
Bo to Bronx, to Bronx inaczej Jeżyce
Zapadł zmrok zegar wskazywał za pięć minut północ.
Dziś zamiast Ginu Burbon na stylów jutro patrzę tak,
gdy zasnąć trudno, gdy zazdrość chce na własność jutro
patrzmy jak ucieka czas wśród walk o gówno.
Stoimy bezradni, jakby obok, jakby razem,
bez zbędnych słów znamy prawdę.
A z nami każde chwile uciekają w mrok,
patrz na nią tak jak nas, dziś czeka ją noc.
Wiesz, też mam uczucia, znam nawet te najwyższe.
Lecz, gdy patrzysz na mnie milcząc, ja też milczę.
Zamknę dziś więc oczy, byle do jutra.
Żyjmy wbrew głupim mottom typu „ życie to kurwa”.
Życie to frustrat, niszczy duszę i serca,
chcę coś powiedzieć, znów się duszę i zwlekam.
Więc stójmy tak w milczeniu, razem patrząc w gwiazdy.
Czasem mam marzenia, chciałbym tak po prostu zasnąć jak Ty.

Kiedy łza zamknie powiekę, ja znów stanę się człowiekiem.
Powiedz znasz mnie lepiej, powiedz prawdę 'zasnę wreszcie?'.
Spójrz mi w oczy, powiedz 'co jest na zło lekiem?'.
A jeśli jestem złem, powiedz chcesz mnie znać jeszcze?
Noc przecież młoda tańczmy w tę melodię.
Niech nasze Ciała wpadną w ciemność, już na zawsze.
Chcę spojrzeć w twoje oczy, jak to grzech niech spłonę.
Chociaż czasem nie mam siły, już naprawdę.
Zabierze nas ten taniec, do świata bez obaw.
Do świata bez Boga, choć ten świat mamy u stóp przecież.
Jesteśmy sami milczmy, zatańcz więc moja
ten jeden taniec dla mnie, bez słów jeszcze.
Bez snów wiem, że noc może być spokojna.
Wiem, gdy nie mogę zasnąć, wiem mogę dobić do dna,
wiem mogę skonać i zabrać tą samotność ze mną.
Czasem myślę, czas dorosnąć albo czas się cofnąć w ciemność.
(Cira)
Koleżka wyszedł na rewir, drugi dyszke na sztuki dzieli,
Trzeci mnie odwiedził rzucił pomysł na remix, przewiń

(Bezczel)
Na rewirach , moi ludzie i ja , przyjaźń sprzyja
Mija czas , betonowy las, w nas siła
Zwijam batata za każdego brata w tarapatach,
Za beztroskie lata , za każdego wariata,
A tak w ogóle , aprobata za kulturę rap gra,
Pakt jak swatka swata, patrz jak pancze splatam,
Gadka wspak na faktach, traktat rap na ławkach,
Dawka wersów nagła, zasób słów na kartkach,
Szary lunapark, z prawem zatarg,
Kontratak ,tu brat za brata od małolata po latach,
Asfaltowa mata, mapa na niej bloki,
Mój długi i wysoki ,każdy blok ma swoje uroki,
Wdech głęboki ,wydech ,węch niebieskich dziwek,
Trzech radioli syren, jęk, pech, idę
Długa droga do przebycia, Zycie nie zachwyca,
O tym zwroty na dzielnicach, na dzielnice wbita i ta znajoma okolica (cisne!),
Trzecia przecznica, jedna druga kamienica,
Na ulicach policja (pierdolona!) nagona ustawiona, witamy na rejonach,
Piona dla każdego zioma co gibona winie w szponach,
Pozaszywani w domach o wieczorowych porach ,
Życie w betonowych borach z tajuchami na ogonach (kumasz?) hardcor tu masz,
Pod klatką u nas duma rozpierdala,
Poszwixxx tłumacz,
Nara

(Poszwixxx)
To ogród podrób ,polbruk przeżartych wątrób,
Podmuch podpuch, od nóg do głów,
Odwrót 180 stopni kropli smród hasanka,
Tak passat na sygnałach w oparach sra na kraka,
Cała klatera na papierach napiera teraz,
Zapal ,nie ma bata, zjebka kieszeń cała w tabletkach, bletkach, setkach ,
Łebka zawinęli z pod bloku, piszą protokół,
A my na dyszce, po pół , strzącham popiół,
Pokój,stój, luz, już tuż tuż,
Rusz na rejony, dalej ziomy, nalej, odpalaj batony,
Obczajaj balkony, okna z każdej strony,
Cztery korony, z rana rap w membranach,
Rap mam w planach, strach w kolanach ,
Rap to nie rzeczywistość wyimaginowana , wyemanuowana,
Obrana ta sama droga, elita, w razie potrzeb mam awaryjny plan i duplikat,
Więc skręć ej bacika,
Psy! Przypał, posypa rozsypał w rozsypce ekipa,
I ta radiola pomyka, przed oczyma znika(luz!)
Nie pytaj co miałem w kielni, dropsy i zipa La Coste'y i mitsubicha gramika,
Strachu mimika do licha, w narodzie drzemie pycha,
Nie wnikam, samokrytyka,
Sucha grdyka ,48 na piździe,
Choć wielu psów szczeka,a mało który gryzie .

(Cira)
Koleżka wyszedł na rewir, drugi dyszke na sztuki dzieli,
Trzeci tu nie usiedzi znowu leci na trening, czwarty na parter fartem się doczłapał
3/4 o mur oparte cicha jak szakal, piąty typ to tyry, to rutyny dotyk
Śpiący labirynt i pan rekiryk dla młodych
Pień uchwalna, tym co nieść chcą sztandar
Z napisem co ma krzyczeć japa na full WADNDAL
Sześć, siedem, osiem, dziewięć, dycha,
Co u nas słychać? Rap po rejonie płonie jak sucha marycha, ha!
Paru bracholi yo, pierdoli banał C do P, Edek, Bez, Poszwa i Banan
Nadal nie na Rivierach a na rewirach Fama Familia, Fabuła Front finito Cira
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo