Popularne piosenki. Polski Hip Hop


[Miuosh]
Fejmhejter x5

[Verse 1: Onar]
Myślisz, że jesteś w grze, to masz wszystko dzieciak?
Mówię Ci bo jestem starszy, już wiem, że nie masz
Już wiem, że nie ma kwot których nie można przesrać
Każdy bardziej chciał, niż mógł błyszczeć na tych osiedlach
Od pucybuta do milionera, prawo dżungli
Zjadać słabszych, ale zawsze być głodnym i dumnym
Dla mnie zawsze niż biznes to bardziej było show
Jebać starych, wydawcę, tego i tamtego, paszoł won!
Mówił, że to szampan a to tanie wino, musujące
Mówił robisz hajs, a to były tylko mońce
Popalone mosty, smród spalenizny
Już Ci nie mówię weź to poczuj, bo mam po tym blizny
Poza tym kilka dobrych singli, z Tobą kilka zdjęć
Na szczyt wchodzimy razem, ale spadam sam, głuchy dźwięk
Po mnie tutaj został, sława zgasła jak znicz
Cii. Mnie już nie ma teraz Ty!

[Hook: Miuosh]
Nie ma na świecie rzeczy, którym nie ulegniesz
Jebać sławę, niech wszystkie jej dni będą przeklęte
Nie chcę żałować tego kim byłem i będę
To moja droga, moje słowa, wszystko jest zbędne
Nie ma na świecie rzeczy, którym nie ulegniesz
Jebać sławę, niech wszystkie jej dni będą przeklęte
Nie chcę żałować tego kim byłem i będę
To moja droga, moje słowa, fejmhejter

[Verse 2: Miuosh]
Mogliśmy wszystko mieć i chcieć dyskotek blask
Jebać czas, cannabis, whisky, ananas
Na ustach całych miast żyliśmy przez chwile
A kiedy trawił nas biznes, mawiali nam że to przywilej
Zostawiliśmy po sobie te parę płyt i tyle
Puste kluby, podrapane winyle
Sposoby na youtuby, ciche profile
Wygasaliśmy pięknie, stopniowo jak delete
Każdy znał moje imię, miałem dwa takie same
A zdarzały się chwile, że żadnego nie pamiętałem
Leciałem wyżej, niż miałem lecieć, dalej niż widziałem
Aż znienawidziłem to, co kiedyś tak kochałem
Brałem garściami to, czego nie da się oddać
Rap to coś więcej niż talent, trzeba mu jeszcze sprostać
Przechlałem wszystko co mi los dał
Próżność człowieku nie umiera, ona tylko zmienia postać

[Hook: Onar]
Nie ma na świecie rzeczy, którym nie ulegniesz
Jebać sławę, niech wszystkie jej dni będą przeklęte
Nie chcę żałować tego kim byłem i będę
To moja droga, moje słowa, wszystko jest zbędne
Nie ma na świecie rzeczy, którym nie ulegniesz
Jebać sławę, niech wszystkie jej dni będą przeklęte
Nie chcę żałować tego kim byłem i będę
To moja droga, moje słowa, fejmhejter
(Pono)
Kiedy rap był tak jak temat zakazany,
Cały ten medialny świat, świat chodził wydygany,
Kiedy rap tak jak kwiat zaczął się rozwijać,
Od razu było widać jak się w mediach
go zabija,
Kilka lat
temu rap był wrogiem systemu,
Dziś to fakt, fakt że rap siedzi na power-play'u,
Tak z dnia na dzień tak rap przeszedł do mainstream'u,
A wszystko się zaczęło tu od kilku prostych rymów,
Ruszył bum-bum zaczął się w okół medialny szum,
Na antenie tłum ocenia utwór po refrenie,
A sam przekaz stał się jak by teraz ludziom obcy,
Nagle wyskoczyli sezonowi hip-hopowcy,
Bunt się skończył sprawa ta stała się oczywista,
Że tak kolorowo to jest tylko w teledyskach,
A my dalej jak od lat nagrywać będziemy rap,
To dopiero Preludium to nie meta to start.

Ref.
To dopiero Preludium, to nie meta to start.x3

(Sokół)
Niektórzy patrzą na nas i myślą mieli
farta,
Jedna czwarta może wie jaka jest prawda,
Kruk w lodzie, cug w nosie, złota karta,
To nie może być cel, to marny standard,
Nie uzależniaj się od niego bo zwariujesz,
Jak spadnie, a życie
nic nie obiecuje,
Niektórzy myślą że osiągnęliśmy wszystko,
Ja czuję że to start i wciąż generuje przyszłość,
Mówiłem- nie poczuj się na szczycie schodów,
Bo wtedy nigdy już nie pójdziesz do przodu,
Nie przewidywalni jak na raperów,
Jednym żartem z Frankem zamietliśmy hitmejkerów,
Cały świat pudelka i autoreklamy,
Stał się taki mały, weszliśmy tu tylnymi drzwiami,
Tyle lat robimy ten rap Zip Skład
To dopiero Preludium to nie meta to start.

Ref.
To dopiero Preludium to nie meta to start.
Umiera wszystko, cała ta niby rzeczywistość
Na jedną chwilę wszystko przenika oczywistość
To jest to miejsce, gdzie testujesz swoją czystość
Gdzie rodzi się na nowo chwila prawdy, jej soczystość
Witaj chłopcze w świecie, w którym każdy jest fachowcem
Tacy wiedzą najlepiej, a my to zagubione owce
Witaj w świecie tu ważni pierwsi na mecie
Liczy się wygrana, a nie sam start w sztafecie
Radość się sprzedaje, smutek nie i to jest proste
Jeśli nie stoisz na podium, w miejscu oklasków masz chłostę
Witaj chłopcze, słuchaj lepiej byś był mistrzem
Nie wystarczy biegać szybko, tutaj musisz biec najszybciej
Nie ważne to, że poświęcasz swoje życie
Wierzysz i walczysz, pracujesz, żeby stać na szczycie
Tylko ty znasz tą cenę jaką przyszło płacić
By mieć szansę zwyciężać, by tej szansy nie stracić

Nie trzeba być pierwszym, a przynajmniej nie zawsze
Liczy się wiara, teraz tak na to patrzę
Liczy się siła, której nigdy nikt nie zatrze
Ojczyzna w sercu, zresztą była tam od zawsze
Nie trzeba być pierwszym, mam nadzieję, że to jasne
Należy walczyć, o tą walkę chodzi właśnie
Szacunek dla tych, którzy poświęcają życie
Dla swoich marzeń, oni od dawna są na szczycie

Codzienna walka z samym sobą, setki wyrzeczeń
Osamotnienie podczas startów, łzy radości na mecie
Narastające tempo, ciężka praca i wysiłek
Znakomite wyniki, dla nas radości chwile
Ogromne samozaparcie, chęć wygrania, wola walki
Orzeł w koronie na podium dla nas wielki zaszczyt
Czysta rywalizacja, skupienie na eliminacjach
Okres ciężkiej pracy i tak trudna koncentracja
Godne uwagi wyniki, broniąc barw i honoru
Niosą ciężar na swych barkach, nie brakuje im uporu
Niekończący wyścig z czasem, kontra wyniki najlepszych
Mordercze treningi po to, by być zawsze pierwszym

Nie trzeba być pierwszym, a przynajmniej nie zawsze
Liczy się wiara, teraz tak na to patrzę
Liczy się siła, której nigdy nikt nie zatrze
Ojczyzna w sercu, zresztą była tam od zawsze
Nie trzeba być pierwszym, mam nadzieję, że to jasne
Należy walczyć, o tą walkę chodzi właśnie
Szacunek dla tych, którzy poświęcają życie
Dla swoich marzeń, oni od dawna są na szczycie

Smak zwycięstwa, popłynęły łzy szczęścia
Już nic się nie liczy, słyszę bicie swego serca
Cisza, wracam myślami do tych chwil
Ile trzeba włożyć pracy, by najlepszym być
Ile trzeba łez, ile wylać krwi
Tysiące godzin pracy, trzysta poza domem dni
Ciągła koncentracja, mając upatrzony cel
Walczę, biegnę przed siebie w sercu czerwień i biel
Walczyć i wygrywać, ale zawsze fair play
Wiarą w własne siły spełniać najpiękniejszy sen
Walczyć ponad wszystko, gdy jest chwila zwątpienia
Pokonanie swych słabości to jest to, co się docenia

Nie trzeba być pierwszym, a przynajmniej nie zawsze
Liczy się wiara, teraz tak na to patrzę
Liczy się siła, której nigdy nikt nie zatrze
Ojczyzna w sercu, zresztą była tam od zawsze
Nie trzeba być pierwszym, mam nadzieję, że to jasne
Należy walczyć, o tą walkę chodzi właśnie
Szacunek dla tych, którzy poświęcają życie
Dla swoich marzeń, oni od dawna są na szczycie

Nie trzeba być pierwszym, a przynajmniej nie zawsze
Liczy się wiara, teraz tak na to patrzę
Liczy się siła, której nigdy nikt nie zatrze
Ojczyzna w sercu, zresztą była tam od zawsze
Nie trzeba być pierwszym, mam nadzieję, że to jasne
Należy walczyć, o tą walkę chodzi właśnie
Szacunek dla tych, którzy poświęcają życie
Dla swoich marzeń, oni od dawna są na szczycie
Dzień w dzień trace sens w rapie tu przez papier
Bo pies w rapie za wieś wacków mnie cash łapie
Jeb szmate ten tekst cały tu jest katem
Na wers kłade semtex VNM ex raper
Ex Te Er a VNM ma to na co czekała Ty cała ta gra
Napewno nie dla ciebie ten flash jest,
nie dla ciebie, jesteś gwiazdą?
Nie widze ciebie na niebie nie
Ktoś musi robić rap nie dla tv nie dla radia nie gotowe na moje cd media
Dupy sie drą mój sukces pachie jak Louis Vuitton
Dlatego twoja dupa lubi to flow
Talent z bloku na szlaku po czek chłopaku
Rozlało tu kilku krew na tracku
Nie jestem rasistą ale jaka równość?
Nigdy nie miałem sobie równych ty kurwo

Ref:
Kladz sie spac na ciebie nastał czas VNM ma na co czekała cała ta gra
Kazda z was kąpanych w blasku gwiazd myslala ze juz nie poloze nogi na gaz
Raz na max w ipodzie nastaw rap
Przypomnij sobie jak usłyszaleś go pierwszy raz
Kazda z was popowo rapowych szmat
Słodkich snów skurwysynu to jest rap

Predzej zobaczysz znow atak na Manhattan
Niż u nas na rotacji bedzie naprawde rap latał
A V na trackach jak as lata gdzie disco rap szmata nogi ma jak wata
Chca być jak Pac czy B I G, MVP VIP a co drugi z nich brzmi jakby
Tata na gwiazdke kupił mic mu
I buty gdyby tak dać mógł prócz Nike'ów IQ
Whiskey pij z lodem a pisz ogień
Albo pij wode i pisz blogi Ty idz z Bogiem
W Polsce od lat zapominaja co to jest rap
Fani nie błądzą sądzac ze ja moge go dać
Lece to git to że źle lece to kit
VNM flow Robson bit
Tu co który krzyczy ze jest królem ? Weź przestań
Biorę nóz i udowadniam że krew jest niebieska

Ref:
Kladz sie spac na ciebie nastał czas VNM ma na co czekała cała ta gra
Kazda z was kąpanych w blasku gwiazd myslala ze juz nie poloze nogi na gaz
Raz na max w ipodzie nastaw rap
Przypomnij sobie jak usłyszaleś go pierwszy raz
Kazda z was popowo rapowych szmat
Słodkich snów skurwysynu to jest rap

Pop bez beki, ścierwo to tnę w sękiI to tak strasznie,
że sam cierpię na flashbacki
Chuj w pop nawet za pieprzone maybacki
Każdy z nas sra na to jak kurwa tlen peki
Krew w sieci V weny na kleks leci
Matki raperów już dziś przestaną mieć dzieci
MP3 king, ja jadę nim na ich
Po koncercie niech pęknie telebim
Twój koleś jak Jay kładzie tu tekst płatnieI wiesz fajnie,
ale dla mnie to West Kanye
VNM flow jak rex, jak czerniak Peb, Henson,
bit, supreme jak primo.
Wierzę że skończą się pechowe dni, nastepny dzień otworzy nowy rozdział mi, wyjdę na ulice pełne rządzy krwi, tam gdzie prawda leży i cierpienie w blokach tkwi. Wierzę, że są inni. Dla siebie są źli, Sami sobie winni, wierzę, że poprawić się powinni, wyjść z ukrycia. A ten kto potrafi rozgryźć sztukę życia... Ona łapie mnie, zasada wierzę że... To Fusznika świat, na takim nigdy nie spocznie. Póki nie załatwie wszystkich spraw nie odpocznę. Przytnę dobry traf, nie zamulę się jak stary staw. Wierzę, że traf trafi w dziesiątkę. Że potrafię wierzyć, odegrać w życiu swoją rolę i wyznaczyć swoje pole działania, ustatkować się, usamodzielnić jak na jednej bierzni. Odrzucić spustoszenia moralne, rozważyć co jest wykonalne, na moje siły, a co nie. Wierzę, że zacznę, nigdy nie skończę, żyję dalej, nigdy nie zbłądzę, bo szczerze wierzę w siebie jak w brata od małolata. Polegać na doświadczeniu to nie strata, wiec jestem ja i w to wierzę.

Wierzę, że trudności dziś przezwyciężę i odnotuję premię, bo to miłość mym powietrzem, zen natchnienie czerpię. Wierzę, że śmierć końcem jest niekoniecznie. Że duszy życie wieczne, że ZIP to moje przeznaczenie. Powszedni Chleb tej historii zarzewiem jak drzewa korzenie. Wierzę, że kierując się sercem i rozumem przyniosę dumę matce i ojcu i koniec końców zwyciężę, w to wierzę. I taką mam nadzieję, jednakże to wiara mym orężem.

Refren pierwszy
Wierzę, że najważniejsze to że wierzę jest. Wierzę, że Ty w to wierzysz szczerze też. Wierzę, że wiara najważniejsza jest. Wierzę że... Wierzę że... Wierzę że...

Wierzę że ja żyję jak chcę. Ja nic nie muszę, dlatego mam czystą duszę. Nie zawsze było tak kolorowo. Nie zawsze było tak u mnie zdrowo. Wiara...

...Czyni cuda...

...Zawsze ją miałem. Na wiarę...

...Spokój ducha....

...Spokojnie czekałem. Wierzę...

...Że się uda...

...Że nikt mi nie odbierze to co mam to co kocham. Wierzę, że między nami będzie dobrze. Z Tobą i z ZIP, wierzę w moją ekipę. Może jeszcze lepiej być. Kocham życie, nie mam co kryć. Wierzę, że wszystko ułoży się tak jak chcę.

Wierzę w wiarę jaka jest. Wierzę w Ciebie, wierzę w siebie, wierzę, że Bóg tez jest w Niebie. Wierzę, że nie będzie źle, ziomek trzymaj się, pilnuj się. Będzie dobrze, byle kurwa w zgodzie. Nic nie mogę zrobić na tutejsze powodzie, Ty pomożesz, owszem ja pomogę też zawsze i Tobie. Umiesz prawdę mówić? Naucz się jej słuchać. Do niczego nie musisz się zmuszać. (Oby). Nikt nie będzie mówił Ci co masz robić. Wierzysz w co masz wierzyć? Doświadczenie swoje szerzyć chcesz, bo jak tu Żyć sam najlepiej wiesz, lecz pamiętaj, fałszywa skromność była i jest.

Refren drugi
Wierzę w radość, wierzę w miłość, wierzę w szczerość. Wierzę w dobroć, wierzę w przyjaźń a nie w pieniądz.
Refren pierwszy (ZIP Skład)
Wierzę, że najważniejsze to że wierzę jest. Wierzę, że Ty w to wierzysz szczerze też. Wierzę, że wiara najważniejsza jest. Wierzę że... Wierzę że... Wierzę że...

Wierzę, że będzie dobrze, jeśli tylko będziemy postepować mądrze. Wierzę w Ciebie Boże. Dzięki za życie jakie mam, bo mogłem mieć gorsze. Wierzę, że pomoże mnie ta myśl. Jutro i dziś wierzę w to, że wierzysz Ty w Tych ktorzy wierzą w swych. Wiarę dasz, że nie podzieli nas hajs? Ja w to wierze cały czas. Wierzę, że rozczarowanie nie zabierze mnie wiary w dobrych ludzi przez lambadziary. Wierzę w to co mówie, że kilka osób w tłumie to rozumie. Moja grupa czujnie, cierpliwie i rozważnie czeka na swój dzień. Wierzę w to, wierzę w nią.

Wierzę, że coś co trwało tyle lat nie da się zdmuchnąć tak jak domek z kart. Wierzę, że mimo wszystko mamy fart, że ktoś wierzy że ja jestem tego wart. Wierzę, że Ty też. Ty wiesz, że ja wiem, ja wiem, że Ty wiesz czego chcesz, wiec bierz jeśli wierzysz. Też wierzę, że Bóg jest. Wierzę, że Ty wierzysz w to co szerzysz. Wierzę w prawdę, że pośrodku leży. Nie błądzić będąc człowiekiem znaczy nie żyć.

Refren pierwszy

Wierzę, że będzie lepiej.

Wierzę, że...

Wierzę, że Bóg ma nas w opiece. Wierzę, że masz zaletę. Wierzę, że w niej się wyszkolisz. Choć nie świecę przykładem wierzę w ludzi dobrej woli. Wierzę że...

Damy radę razem

Przed złem się ochronić.

Wierzę, że skończy się prohibicja, a może to fikcja? Wierzę że zbierzemy się przy stole całym składem jak kiedyś.

Wierzysz w to?

Wierzę w to, bo chcę to przeżyć. Niezależnie jak wysoko mierzę, wierzę w to.

Wierzę w to, bo za daleko to już zaszło. Wierzę w to (wierzę w to) bo to jest dla mnie wszystko. Uwierzyłem, że potrafię, teraz zjednoczeni w rapie, wierzę że spotkamy się na kolejnym etapie razem.

Wierzę, że ZIP drugi album, pierwszy LP to nie czcze obietnice, nie stoimy w miejscu, wiara da nam siłę. Bez obawy, nic co ludzkie nie jest w stanie skruszyć tej podstawy ZIP.

Refren trzeci x2
Elo, Elo. Nieświadomi sie smieją. Z dnia na dzień ich szanse maleją. Z dnia na dzień, ja powracam na rejon z nadzieją...
[Wilku]
Wypełniamy pustkę dla nas to konieczne
WDZ, HG, WWA- strzeż się!
Chwila to są problemy odwieczne,
Niziny społeczne, klimaty niebezpieczne
To ta chwila gdy matka nie ma co dać dziecku zjeść
Wszystko przepiła, dalej poszła chlać i ma cię gdzieś
Inna wylewa łzy- to nie czas na skruchę
Małolat zjeżdża znów na puchę
Choć obity to dumny, bo pozostał z czystym duchem
Ziomki pod celą już częstują go buchem
Każdy kogoś traci- wszyscy muszą odejść
Masz pytania- życie ci odpowie na nie
Wiem co jest grane! Znam życia mroki- to jest to
Hemp Gru, Intouchable, WWO
I chcesz czy nie to także dotyczy cię
Znasz ten smak?-to życie, elo!

Dźwięk chwili, smak
Zapach chwili, kształt
Pamiętam, znam.Znasz?

[Sokół]
Czuje smak chwili, choć była bardzo krótka
Smak jak ciepła wódka z plastikowego kubka
Kto pił życia nektar- zna ten smak
To chwila, a pamiętasz jak pachniał wtedy świat
Znasz gęstość powietrza, odcień czerni
W tych momentach czapki z głów nawet niewierni
Nie liczni nie mają uczuć, bo je zabili
I zjedli zęby na pierdoleniu takiej chwili
Pamiętam!To nie Bahama- to na Banacha szpital
Ojciec na raka ze śmiercią się witał
Na korytarzu świetlico-kaplica
Pacjenci, penitenci- chęć życia
Kineskop w który chorzy patrzą gdzieś w głąb
Widząc tam coś, co jest daleko stąd
Więc choć, pomaluj mój świat- łzy w oczach
Byłem tam jako nastoletni chłopak
Popatrz!Jeszcze wcześniej zły moment mnie dopadł
Tbilisi- pierwszy czerwca, zabawa
Kolejka linowa w dzień dziecka się urwała
Byłem na dole, na szczęście nie na na górze
Widoku ciał jednak nie powtórze wam
Mam kilka chwil w życiu w których pamiętam smak powietrza
I niezapomnę ich choćbym chciał,
Chyba, że porzucę to w tych tekstach
Ciau, cześć, pa WWO, Hemp Gru, Intouchouble
[x2]
To tu nagrano dedykowano
Wszystkim *****ielom, moim drogim fanom

To mnie rozkręca i napędza jak metol
BRX promotor, hip-hop Kielce jak dotąd
To jest tak dobre, działa na mnie jak doping
Ścina z nóg jak Rocky motywuje nowe kroki
Lepsze niż propaganda wydawcy
Testosteronu zastrzyk co działa na mnie z mocą
Lepsze niż gibony w furach nocą
Dla nas rap pomocą dla mnie na pierwszym miejscu

Dedykując go fanom jestem tu
To jest tak dobry jak szczery uśmiech ziomów
Polifonia telefonów najnowszej generacji
Jak początek wakacji, dźwięk owacji na stojąco
Rap, robi się gorąco, tak zostanie na zawsze
Droższe dla mnie niż tantiemy wykonawcze
To jest tak dobre jak smak zwycięstwa
Ja kocham rap, bo to dla mnie sens ma

[x2]
To tu nagrano dedykowano
Wszystkim *****ielom, moim drogim fanom

To jest tak dobre jak henesi w butelkach
Jak piękna raperka, która zza ramienia zerka
To jak mikrofon pojemnościowy wypas
Jak dobre studio w którym wypoczywasz
To jak fura z twoich marzeń wycięta
Jak rap reprezentant w swoim numerze życia
To jak piękny piątek przebicia
Piłka dla kibica, telewizor dla widza
To jak najczystsza zatoka dla nurka
Jak prezydenta córka, jak z gibona chmurka
To jak Nokia 7 milionów 500
Jak Mercedes 600, jak dla Kielczan Kielce
To jak Polska dla Polaków
Tu nie ma porównania to co czuję do rapu
Tu nie ma porównania to co czuję do rapu
Tak, to co czuję do rapu

[x6]
To tu nagrano dedykowano
Wszystkim *****ielom, moim drogim fanom
To nie bloki to głośniki
Sam się kurwa przycisz
Na pytanie: jakie plany?
Odpowiadam: Stare chwyty!
Mam Stare płyty
Na nich James Brown cały czas krzyczy
Nosze to w bani
Jak dwie membrany, słyszysz?
Patrzę na nich - … niewolnicy
A my pięści ze stali, potrafimy się sprzeciwić
Nie ma co się dziwić
Nie warto się silić skoro ci co tutaj byli
Już to dawno spierdolili, finisz
Jesteś z nimi albo masz alibi
Owacje zbierał Einstein tak samo jak Mussolini
Czy ty też to widzisz w prostej linii?
Co?
Rzeczywistość leży na ulicy, ty ją depczesz butami brudnymi
Ludzie prawdziwi nie wyglądają jak Ibisz
NIE ma nic na niby
Jesteśmy żywymi więźniami opinii
Jesteśmy silni, szybcy i niebezpieczni
To my, mieszkańcy warszawskich osiedli

Popatrz,
Łatwo się zgubić, lecz my znajdziemy drogę
Bo to miasto jest chore
Lecz pójdziemy za nie w ogień
Sam stań przed wyborem
Ja wiem co powiem
Witam,
Na tych osiedlach, podwórkach, ulicach
Tu gdzie łatwo jest upaść, za to ciężko oddychać

My codziennie do bitów bujamy się po mieście
Mamy tu dużo szczytów
Bo wieżowce są wszędzie
Zdzieram podeszwą nawierzchnię na zewnątrz
Ejo, jesteś stąd?
Jak nie, to nie pierdol!
Ludzie wierzą w przyszłość, bo przeszłość to piekło
Tu, biedni nie tkną tego, w co bogaci wetkną chuj
Chyba, ze przyjdą W NOCY – JUŻ SIĘ BÓJ
Wezmą cię na kopy i twoje 100 tys. złotych …
Bo bunt zaraża serce, gdy rozum ma dosyć, wiec
Słuchaj naprawdę co mówią bloki
2011 gadają prorocy że serce zgaśnie,
Nie pierwszy raz sprzedają mi tą bajkę
Nie kupuje tego ale coś dziwnego centralnie dzieje się z tą planetą
Spójrz globalnie
Czyżby postęp zasłonił wyobraźnię?
Wbij sobie w oko śrubokręt to może dojrzysz prawdę
Pluje na chodnik śliną, rapem na kartkę
I mam dobry widok na złe miasto, znasz je
Miłość już dawno przestała być lekarstwem
Zaćpana nienawiścią umarła na klatce

Popatrz,
Łatwo się zgubić, lecz my znajdziemy drogę
Bo to miasto jest chore
Lecz pójdziemy za nie w ogień
Sam stań przed wyborem
Ja wiem co powiem
Witam,
Na tych osiedlach, podwórkach, ulicach
Tu gdzie łatwo jest upaść, za to ciężko oddychać
Zapadł zmrok zegar wskazywał za pięć minut północ.
Dziś zamiast Ginu Burbon na stylów jutro patrzę tak,
gdy zasnąć trudno, gdy zazdrość chce na własność jutro
patrzmy jak ucieka czas wśród walk o gówno.
Stoimy bezradni, jakby obok, jakby razem,
bez zbędnych słów znamy prawdę.
A z nami każde chwile uciekają w mrok,
patrz na nią tak jak nas, dziś czeka ją noc.
Wiesz, też mam uczucia, znam nawet te najwyższe.
Lecz, gdy patrzysz na mnie milcząc, ja też milczę.
Zamknę dziś więc oczy, byle do jutra.
Żyjmy wbrew głupim mottom typu „ życie to kurwa”.
Życie to frustrat, niszczy duszę i serca,
chcę coś powiedzieć, znów się duszę i zwlekam.
Więc stójmy tak w milczeniu, razem patrząc w gwiazdy.
Czasem mam marzenia, chciałbym tak po prostu zasnąć jak Ty.

Kiedy łza zamknie powiekę, ja znów stanę się człowiekiem.
Powiedz znasz mnie lepiej, powiedz prawdę 'zasnę wreszcie?'.
Spójrz mi w oczy, powiedz 'co jest na zło lekiem?'.
A jeśli jestem złem, powiedz chcesz mnie znać jeszcze?
Noc przecież młoda tańczmy w tę melodię.
Niech nasze Ciała wpadną w ciemność, już na zawsze.
Chcę spojrzeć w twoje oczy, jak to grzech niech spłonę.
Chociaż czasem nie mam siły, już naprawdę.
Zabierze nas ten taniec, do świata bez obaw.
Do świata bez Boga, choć ten świat mamy u stóp przecież.
Jesteśmy sami milczmy, zatańcz więc moja
ten jeden taniec dla mnie, bez słów jeszcze.
Bez snów wiem, że noc może być spokojna.
Wiem, gdy nie mogę zasnąć, wiem mogę dobić do dna,
wiem mogę skonać i zabrać tą samotność ze mną.
Czasem myślę, czas dorosnąć albo czas się cofnąć w ciemność.
Grubo ponad dekadę temu, było ciepłe popołudnie
Całą ich edukację znosiłem dość paskudnie
Lekcja plastyki, boombox stoi na ławce
Płochliwe myśli pierzchają po mojej czaszce
Zaraz się zacznie, wtedy nic nie przypuszczałem
Nic nie podejrzewałem, bo niby skąd wiedzieć miałem
Na całe życie przedłużyła się ta lekcja
I zaraziła mnie ta hip-hop infekcja
Ktoś nacisnął play, świat zawirował dookoła mnie
Lecę, bo chcę, a nie, bo życie jest złe
Poczułem to i w jednej chwili odebrałem
Najemny przekaz z czasów bębnów i piszczałek
I poleciałem, nienawidziłem i kochałem
Wierzyłem, nie dowierzałem, biegłem i upadałem
W staccato tony szarpną sercem raz po raz
Aż nie chce się wierzyć, wszystko zdarzyło się wczoraj

Wszystko zdarzyło się wczoraj
Wszystko zdarzyło się wczoraj, pamiętasz?

Pamiętam rwane oddechy, krzyki i ciepłe cycki
Zdarzyło się wczoraj jak Włodzimierz Kalicki
Styl zbójnicki pierwszego razu, pośrodku lasu
Młodego czasu, chcesz hałasować - hałasuj
Baju, baju, nad brzegiem Ruczaju, ucieczka z raju
Niczym Adam z oliwnego gaju, myśli na haju
Węże syczą i kuszą, tak robią, no bo muszą
Niech się uduszą, niech dławią się moją duszą
Niech mają, niech charczą, plują i spierdalają
Zabawię się jak człowiek-pająk z pszczółką Mają
Podobno ci, co tak mają, to już tak mają
Jak leżą i się czają nieomal nie oddychają
Tyle obrazów i wspomnień, PDG żołnierz
Nie lałem za kołnierz, pędziłem nieprzytomnie
Tyle o mnie, zamiast pytać dlaczego?
Mówiąc nieskromnie - nie żałuję niczego

To zdarzyło się wczoraj...
To wszystko zdarzyło się wczoraj

Wczoraj był pierwszy koncert, skłot Eskulap Club
Mam w Kazamaty, rap gram, bo znam się na tym
Ja kudłaty, durnowaty nie wiedziałem, teraz wiem
Bit dzień za dniem pompuje moją krew
Niegdyś marzenie, dziś norma jak oka mgnienie
Radość i przerażenie, zemsta i przebaczenie
W celi przebudzenie, ostatnie tchnienie, na łożu śmierci
Najważniejsi bywają ci najmniejsi
Życie szybkie jak strzał z dwururki, potem już było z górki
Pierwszy krzyk, pierwszy oddech mojej córki
Ciemna noc w lesie, moi kolesie na przelocie
Zamiast błąkać się kocie, spróbuj prawdy dociec
Dam ci wszystko, zarobisz krocie, na wszystko pora
Nie do wiary, wszystko zdarzyło się wczoraj

To zdarzyło się wczoraj
Zdarzyło się wczoraj
To zdarzyło się wczoraj
To wszystko zdarzyło się wczoraj

[x2]
To zdarzyło się wczoraj, aż trudno w to uwierzyć
Po pierwsze przeżyć, po drugie się nie sprzeniewierzyć
Po trzecie wierzyć i wątpić z całego serca
Obraz mego życia miga w stu megahercach
To zdarzyło się wczoraj, aż trudno w to uwierzyć
Po pierwsze przeżyć, po drugie się nie sprzeniewierzyć
Po trzecie wierzyć i wątpić z całego serca
Obraz niezmącony miga w stu megahercach

Miga w stu megahercach
Obraz mego życia miga w stu megahercach
1. KaeN
Myślę sobie, że to życie wielu nazwie gównem
Niestety tonę przyjacielu właśnie w gównie
Nie zapraszam Cię do niego, moje strasznie cuchnie
Wolę do Twojego, Twoje pachnie cudnie
Według Ciebie wybrał bardzo złą drogę głupiec
Co do Twojej drogi - jebać ją mogę w dupę
Przytemperowałbym ten za duży trochę tupet
Ty nie zatrzymasz siły, burzy, niosę zawieruchę
Widzę, że otacza puste bydło mnie
Coraz bardziej przeraża to widowisko w tle
Coraz bardziej się zaraża, idzie wszystko źle
Pozdrowienia dla Judasza, lecę szybko, mknę
Myślę, że matka natura zrobi czystki tu
Żadnego nie będzie szczura, tylko czysty stół
Nie dla niego lana bzdura, bo to bystry gnój
To nie z nim walenie w chuja, pośle wszystkich w chuj

Ref. x2
Czasem myślę, że stoję na placu sam
Że coraz więcej każdy chce, ale nie wiele każdy dał !

2. Fu
Uważaj na te kurwy co wszędzie węszą
Strzelają z ucha i wiecznie depczą
Tylko takim rurom trzeba łapki poobcinać
Takich pełno tutaj łazi, a przecież widać
Od razu po gębie poznaje sukinsyna
Śródmieście południowy styl, co Ty na to?
To o tym, że wkurwia mnie jebany kapo
Wie o tym KaeN i ziomuś Kamro
Nie damy się tej suce co ciągle wyje
A wiele takich tutaj w mieście tutaj żyje
Co sprzedadzą nawet swoją własną rodzoną matkę
Napisać kapo, przyczepić na plecach kartkę
Walnąć blachę na bok i wbić agrafkę
Myślę, że tacy żyć tutaj zawsze będą
To przecież nic więcej jak jebany traitor
Jak Juras za free sprzeda wszystko za nic
Jak Juchas pierdolę tych wszystkich drani
Odizolowani mają jakieś chore kompleksy
Myślę, że w tej kwestii jestem sceptyk
To do Was pysk szuje kieruję te teksty

Ref. x2
Czasem myślę, że stoję na placu sam
Że coraz więcej każdy chce, ale nie wiele każdy dał !

3. Zdycha
Czasem myślę że, wszystko zjebie się
Nie podołam nie, nie podołam nie, jebać to !
Każdego dnia nie chcę dotknąć dna
Bo moje DNA coś takiego w sobie ma
Że wiara w lepsze jutro zawsze była we mnie
Ja umrę bez niej, jak ona beze mnie
Wtedy będzie dawno po sprawie
Jadę z wiarą ramię w ramię, ramię w ramię
Pogoda ducha i sztywne zasady
Stale dają mi siłę by wspomnienia były miłe
Bym miał do czego wrócić, z uśmiechem na twarzy się obudzić
A ty defetysto popij swe smutki wódka czystą
I zamów sobie pogrzeb i krzycz "O mój Boże, jak tu źle"
Takich ludzi strzegę się, takich ludzi strzegę się
I jestem o tym święcie przekonany, że osiągnę wszystkie swoje plany
Bo zawsze myślę, że wszystko będzie git
Każdy problem znikł, każdy problem znikł

Ref. x2
Czasem myślę, że stoję na placu sam
Że coraz więcej każdy chce, ale nie wiele każdy dał !
Ref. Kupmy dziś parę piw,
zjarajmy razem ten spliff
i pijmy do dna (do dna, do dna, do dna!)
Nie ma chmur, nie ma ludzi wokół nas,
weź tu chwilę stój - idę się odlać.

Bo ten wieczór jest piękny i tylko nasz -
leci De La Soul, widzę, że też to znasz.
Mało jest dziś kobiet, które czują ten klimat,
wiem, że nie jesteś jedną z tych, co lubią się spinać.
To ta chwila, ten czas, ten moment,
na parkiecie błyszczy coś jak miliony monet -
to Ty i ja zatrzymani w czasie,
wiedz, że dziś w nocy tak szybko nie zaśniesz, ou!
Zamknij oczy, niech poniesie nas bit -
dziś tylko Ty i ja, poza tym nie istnieje nic.
Polećmy gdzieś stąd, gdzieś jak najdalej.
Nie ma ludzi, nie ma chmur - jest doskonale, ou!
Dwa ciała, cztery oczy, jeden rytm -
jaram się ja i jarasz się Ty.
Fajnie było Cię dziś poznać, teraz potrzymaj mi piwko,
a ja skoczę się odlać...

Ref. Kupmy dziś parę piw,
zjarajmy razem ten spliff
i pijmy do dna (do dna, do dna, do dna!)
Nie ma chmur, nie ma ludzi wokół nas,
weź tu chwilę stój - idę się odlać.

Nie ma co się spinać, jesteś fajna dziewczyna,
nie żadna (...), słodka jak malina.
Ou, zrób teraz bing-bong, wiem, że lubisz to robić,
nawet jak jedziesz windą!
Czuję, że masz to coś w sobie,
już wiem jak podsycić ten ogień -
wypijmy za zdrowie, wypijmy do dna.
Niebo pełne gwiazd - tylko Ty i ja.
Bo ten wieczór jest piękny i tylko nasz,
chodź, polecimy dziś w kierunku gwiazd.
Kiedy ruszasz się tak, wiem, że czujesz ten bounce -
mamy czas, wypijmy do dna.
Ten wieczór jest piękny i tylko nasz,
chodź, polećmy dziś w kierunku gwiazd.
Kiedy ruszasz się tak, wiem, że czujesz ten bounce -
mamy czas, wypijmy do dna.

Ref. Kupmy dziś parę piw,
zjarajmy razem ten spliff
i pijmy do dna (do dna, do dna, do dna!)
Nie ma chmur, nie ma ludzi wokół nas,
weź tu chwilę stój - idę się odlać.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo