Popularne piosenki. Polski Hip Hop

(Wkomponowałem się w pozytywny nastrój)
Idealnie (właśnie tak)
Idealnie (dobrze słyszysz)

Tak ja znam Cię, mieszkam w obok klatce,
Zawsze, gdy przechodzę tędy, mam nadzieję, że przypadkiem,
Spotkam czekoladkę, która płynie sobie gdzieś,
I nie minie mnie bez ‘cześć’, rozpoczniemy krótką gadkę,
Spojrzenie ukradkiem, potem znak
– Czy Ty jesteś Abradab z Kalibra?
– Tak, a Ty chyba Toni Braxton z okładki...
Uśmiech urósł jak podatki, tematy posypały się jak płatki śniegu.
Wygrywa ten, kto ma przewagę w przedbiegu.
Oczarowała mnie i bez żadnych reguł przyjąłem to,
I to za dobrą monetę, rozumiesz to, bo wisienka jest na deser.
A te detale, tak delikatne jak dynamit, co pokonałyby duchownego ze stali,
Dopadły mnie, rozgrzały jak szynkę w toście,
Zapadłem się w nią jak w miękką pościel.
I szybko minął, godzina za godziną, zaklęcia płyną,
I czas nie raz już się nam zawinął...
Po pierwsze, po drugie i po trzecie także,
Zgadza się czy po piąte się okaże.
To fakt, fakt, że zdaża się życie bez marzeń,
Ja marzeniami zarażam, żyje i stwarzam,
I konsekwentnie słucha jak tętnie, nie zraża się,
A ja zarażam się jej pięknem, bo to, co w sobie ma to czysta magia,
Możesz ją poczuć, wiedz, że lubię tak jak z entuzjazmem,
artefakty w dłoni trzymasz, potrzyj to, jest jak lampa Aladyna,
Kiedy Dżin wyskoczy, ujrzysz go na własne oczy,
On spełnia życzenie, bo moc w nim drzemie,
I gdy robi się tak sennie, kiedy, oczy zamykam, myślę dobrze, że nie znika.

Idealnie
Osobą być tą samą, kiedy kładę się wieczorem, kiedy wstaję rano.
Idealnie
Osobą być tą samą, kiedy wstaję wieczorem, kiedy kładę się rano.
Idealnie
Osobą być tą samą.
Idealnie
Osobą być tą samą, kiedy wstają na widowni, kiedy kładą mi siano.
Idealnie
Idealnie
Idealnie
Osobą być tą samą, kiedy kładę się wieczorem, kiedy wstaję rano.
Idealnie

Ej, ej, ej,
Stop, stop, stop,
Koniec z tym pozytywem, teraz trochę hardcore’u.
Wszedłem na górę K2 , nie wiedząc co na niej zastam
znalazłem plecak ze spadochronem leżał i czekał aż ja
oddam skok w przepaść jak ptak frunąć mogę lub spaść
w dole gdzieś tam dobrze koniec znam.

Moja matka Ziemia czule całuje mnie na do widzenia
czuję że już tu nie wrócę, więc się żegnam nie czekaj pa
odchodzę być może teraz polecę do nieba
jeśli na koncertach będziesz mnie wspierał i gardło zdzierał jak ja
czy czujesz ten ból? (jak ja) Ocean snów
i marzeń morze krople potu *na sto głów* jak ja?
*Dużo* specjalnie pod wiatr jak mówią łza- nie chcę tak
żegnam Was już wiem, nie załatwię wszystkich pilnych spraw (ta...)

A wilki krążą pod spodem
trzymają mnie linki cienkie jak stringi w piątek
nie chcę tak skończyć Boże, spadam na gałęzie w lesie
proszę przyślij kogoś po mnie.

Żyjesz dla tych kilku chwil i nie kupisz ich za nic
moja krew kapie na śnieg i wyczuł ją już wilk
skacz, walcz to szansa by żyć
musisz iść swoją drogą z uniesioną głową idź.

Więc zacinam linki - skaczę
nożem chce wyrżnąć watahę
pragnę zwyciężyć, przeżyć
i wrócić bez większych obrażeń
nie mam dziś więc wielkich marzeń
boli noga, i tak spadłem
chyba poszła kostka
prosta łąka (co za koszmar)

Walczę by żyć, czasem by iść jestem jak kamień
co głazem chce być, wybić im kły czy zetrzeć w niepamięć (w pył)
nie jestem zły lecz rządzi prawo krwi i amen
opadam z sił nagle, ostrze wilk łapie w pysk psiakrew
szanse żeby to przeżyć ciągle maleją
to jest jasne jak słońce dla mnie, choć już robi się ciemno
przecież w zapasie mam jedną racę
odpalę ją bo mnie tu w końcu zjedzą
nim zapadnie mrok to wiem na pewno
chcę żyć , lecz czy potrafię iść
jak by K2, spadający liść, co na dnie sterty śpi
to moje życie, nie film, wycie wilków i łzy
tej nocy krzyk nie pomoże, będę walczył do utraty sił
nikt mnie nie usłyszy, tylko Ty , mówię do Ciebie
bo to Ty tutaj jesteś wilkiem , ja tylko spadłem na ziemię
naturalnie chcesz walczyć , ja rozpłynąć jak powietrze
obojętnie, być świadectwem prawdy - o nas samych przecież....

Każdy ma swoją drogę na szczyt tak jak każdy ma swój krzyż...
i dobrze się zastanów co zrobisz jak już na nim będziesz...
bo to jest mój prototyp
Nie chce znać szczegółów
Ale chciałbym jedno-
To, że będzie kiedyś ze mną dobrze
Mieć tą pewność
Wiem, że wszystko jet już z góry przesądzone, niby
Bo jeśli pójdę w drugą stronę
Czyżby tak być miało ?
Co sie stało, że się nie udało
Co spowodowało, że poszło lepiej
Pewność siebie ?
Czy ta kradzież w sklepie a może jej brak
Co będzie jeśli ....
Przyszłość jest jak fama na łuku
Myslę jak to się skończy
Czy po jednym buchu, czy kolejnym
Jutra jestem pewny tylko tyle
Że poniedziałek po niedzieli, wtorek po nim
A czy będe hajs trwonił
Czy odłoże, czy bedzie w ogóle
Może nie, kto to wie
Gdzie on jest ?
Mój scenariusz, kto go pisał ?
Ty nie wariuj, coś usłyszał
To zapisał na nim
Czy bedą wciąż swoim sami ?
Czy sami będą ? Czy z nami, ze mną ?
Niby wszytsko jest to w losu rękach
Ale czasem wybierają gdzie mam iść wymiękam
Przyszłość tak niepewna jak nieznana droga jest tak (jest tak...)

[Ekonom]
Nieznana przyszłość
Jak horyzont, który trzeba odkyć
Nieznany jak kolejny dzień,
Ląd do którego dążysz
Nasza droga przez nieznajomy teren
Przez wszytsko co jest nam blisko, co jest dla nas celem
To samo życie, nie bestseller
Tutaj autorem może los być
To ty stoisz za sterem
Uważaj, żeby się nie rozbić
Wiele takich historii pisała przyszłość
Znienacka ginąć przyszło
I tak nic nie przewidzisz,tak już wyszło
Niepewność ,lęk
Chciałbyś wiedzieć więcej wiem
W tym jest lęk, nie przewidzisz jaki jutro bedzie dzień
Nie wiesz co przeznaczone jest dla ciebie
Nie znasz koleji losu
Kto ma sposób, żeby życia nie przegrać
Widzisz świat jakim jest,
Tak to jest, codzienne życie
Tak samo jak ja, wy wszyscy tutaj tkwicie
To jest jak temat tabu
O którym nie mówicie
Przyszłość jak nurtujące, niezbadane tajemnice
Wigor:
Bądź mądry i wtocz ten głaz na sam szczyt,
trzeba mieć pare w łapach i olej w głowie, to żaden mit.
Tylko nasza intencja, żelazna konsekwencja,
dają nadzieję na to, że w końcu będzie git.
Chcemy realizować się, i spełniać swoje sny,
szczęściu trzeba pomóc wiem, reszta to już tylko my.
W rękach mamy swoje dni, uwierz użyjemy ich,
by w końcu złapać za chabety ten właściwy rytm.
Zamiast rzucać swe marzenia w przepaść, by ze zmęczenia nie paść,
rzućmy głaz, by na dobre przepadł.
Dziś nie czuję już psychicznego obciążenia,
może dlatego, że separuję utrapienia.
Człowiek z czasem zagląda w rozum coraz dalej,
a świadomość przypomina, nie żyjemy za karę.
Uwierz wiem co znaczy przejebany kryzys,
któż z nas nie miewał, choć na krótki czas, na drugie Syzyf.

Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się,
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy.
Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się,
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy.

KaeN:
Coraz lepiej się układa, załamanie znika,
coraz więcej się wymaga, planowanie życia.
Przeczucie tego, że to co złe powoli mija,
masa złudzeń, dopada Cię niedoli chwila.
Moja skóra to poczuła wiele razy już,
wiele razy tu, objął moje plany kurz.
Byłem pewny, że w końcu dotykam marzeń,
nagle znowu z góry spadł Syzyfa kamień.
I tak w kółko i w kółko życie uczy mnie,
znowu pudło mi smutno robi w duszy się.
Źle się działo, bo byłem egoistą, i ,
jakby należało się na świecie wszystko mi.
Widziałem winę wszędzie, tylko nie w samym sobie,
poznałem przyczynę, czasem mało mamy w głowie.
Może nigdy się nie uda, żebym wtoczył kamień na szczyt,
wiara czyni cuda, każda próba dla mnie zaszczyt.

Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy
Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy

KaeN:
Nieważne co by się działo,
nieważne, ile przeszkód by się pojawiło.
Na naszej drodze, dopóki mamy zdrowie,
możemy wszystko, możemy wszystko zmienić.
Zacząć od nowa, nie ma rzeczy niemożliwych,
i tylko śmierć może nas zatrzymać (tylko ona).
Mamy jedno życie (jedno),
i to od nas zależy jak je przeżyjemy, zrozum.
Prywatnie poniosłem i nadal ponoszę serię porażek,
to jest mój pierdolony kamień Syzyfa.
We mnie mam muzykę, która daje mi siłę i wiarę (kocham to),
w pogoni za marzeniami, trzymam je przy życiu, ty matole.
Zrozum, wierzę, że każdy z nas w końcu wtoczy,
ten kamień na sam szczyt, z Bogiem.

Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy
Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy
Ale ty zajebiście pachniesz...
Uwielbiam twój głos.. chodź...
Odwróć się...
Przytul mnie...
Tyłeczek.. tak.. masz najlepsze ciało na świecie...
No to wejdź we mnie.
Chodź tu.. chodź...
Jesteś moim panem.. Rób ze mną co chcesz!

Nigdy Nie Zrozumiem Kobiet
Nigdy Nie Zrozumiem Kobiet

Patrzę na Ciebie jak coś śnisz nago śpiąc
czuję na sobie rano zapach twój wciąż
pięknie wygląda twój tyłeczek jak leżysz na brzuchu
siedzę na krześle obserwując Cię bez ruchu
patrze na Ciebie jak tak jesz uśmiechnięta
słucham jak mówisz mi o pracy i prezentach
ładnie wyglądasz jak wycierasz sobie usta
kelner butelkę zabrał bo była pusta
niechcący Cię budzę herbatę sobie mieszając
odwracasz się na plecy, rozchylasz uda ziewając
za chwilę wstajesz i podchodzisz do mnie bez ubrania
uwielbiam w Tobie ten twój brak skrępowania
zjedliśmy, śmiejemy się z kogoś obok
wstydliwie pokazujesz go ruchem głową
wyglądasz ślicznie, te oczy to skarb
twoja nieśmiałość dodaje Twym policzkom barw

Ref. Miałaś ze mną już tyle orgazmów
a nigdy nie zjedliśmy razem niczego...
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Zjadłaś ze mną już tyle obiadów
a nigdy nie byliśmy w łóżku dlaczego...
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet

Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet

Odwiedzasz mnie nocą, wchodząc rozbierasz się z ochotą
zbędny jest względny słowotok, odwiedzasz mnie właśnie po to
za słowo się oddam... spełniamy najskrytsze fantazje
odwiedzasz mnie zawsze kiedy masz najmniejszą okazję
cenię twą pasję, jestem pod wrażeniem chwili
słucham uważnie, sam nie chciałbym się pomylić
tak jak zawsze rozmowa obiad umili
i to bez względu na to co byśmy zamówili
w jednej chwili jesteś naga, układasz się sama siadasz
wiesz że tak nie wypada, odwaga jednak pomaga
mi to odpowiada choć znów kończy się tak samo
znów nie zjedliśmy razem, znów wyszłaś wcześnie rano
Mógłbym tak słuchać Cię całymi godzinami
każde z nas wie, że jednak jest coś między nami
i gdy tak jemy wciąż się zastanawiamy
że mimo że tego chcemy to wciąż razem nie sypiamy

Ref. Miałaś ze mną już tyle orgazmów
a nigdy nie zjedliśmy razem niczego...
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Zjadłaś ze mną już tyle obiadów
a nigdy nie byliśmy w łóżku dlaczego...
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet

Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet

Smakuje?
Pyszne.. jak zwykle.
Masz coś w kąciku ust.
...
To może wpadniesz do mnie dziś na chwilę?
Nie... nie nie nie raczej nie. nie mogę
no cóż.. to może jeszcze wina?
mhm:)
[x2]
My i wy wyrwani, my i wy ze złej strony znani
My i wy wyrwani, my i wy kulturze tej oddani

To wy, to dzięki wam to co słyszycie
To my na uszach waszych i na bicie
To wy dajecie siłę do robienia
To my na wspólnych bibach od korzenia
W ramach symbiozy jak lód boży
Zapakuj dziś ten szyk, ten bit na wozy
Butla skwierczy, zgoda płynie w zgody dymie

Nie raz z*****ne sny na łamach jednej gry
Zobaczysz lepsze dni gdy na łamach jednej gry
My i wy na byt skazani, rytmem miasta napędzani
Zwykle ze złej strony znani, rzadko z dobrej ujawniani
A oto dobre motto dla człowieka, bądź człowiekiem
Dla człowieka żeby on z kolei kiedyś miał ciebie za człowieka
Czasem nerw skacze, ciało ból spieka
Bądź człowiekiem dla człowieka
Bo nigdy nie odgadniesz, nie, co cię dzisiaj czeka

[x2]
My i wy wyrwani, my i wy ze złej strony znani
My i wy wyrwani, my i wy kulturze tej oddani

Hey, yo niezależnie od pory chory wyrwany show
My w plenerze wspólnej wierze pokojowej atmosferze
Po niżej swej nie stoisz nie czuj się gorszy tą kulturę tworzysz
Niech piszą w artykule, akustyk podkręć na full, ej
Werble trafiają jak w cel kule
Nigdy nie zamulę, to dla was szaleństwo
Ulica wita po oczach poznaje swojego [?]
Dziękuję za zrozumienie, jesteście moim natchnieniem
Spełniacie moje marzenie, orientacja podziemie
Tam korzenie Śląsk, wschód południe, zachód północ
Krzyczcie młodzi, prawda zwycięży nie zawodzi

W miejskim autobusie singiel gra
Słuchają miasta szpony papu znad przyszłości hardcore rapu
Masz prawo szanować, masz prawo nienawidzić, masz prawo
Dobrej wartości garniesz, nazywasz ją sławą
Za dziesięć lat zrozumiesz co było ważne
Czy to miało sens, po prostu skryjesz nóż za kredens
Nawijasz, nawijasz bez fałszu nawijać sztuką jest
W samotności litra nie spijać
W pięciu na jednego bójki nie wszczynać
Tworzymy jedną kulturę, dochodzi to do ciebie?
Nie oprowadzaj skłóconych po rozpalonym niebie
My i wy wychowani na słowiańskim chlebie, dochodzi to do ciebie?

[x2]
My i wy wyrwani, my i wy ze złej strony znani
My i wy wyrwani, my i wy kulturze tej oddani

Tak to my, my robimy dobry syf
A wy popelinę, po prostu zwykły wstyd
Daj mi ten bit, a polecę i pojadę
Tych co się sprzedali na tym popowym podkładzie
My i wy znacie te różnice i widzicie
Nie siła w polityce tylko w naszej rap muzyce
Ulicznej stylistyce, oto basy, bity, blendy
Kiepskim zamknę gęby na rap stawiam i trendy
Od zawsze na zawsze TeWu też znają tą jazdę
Rap działania ważne *****ć komercyjny pasztet
I patyka tym w paszczę, którzy w moim pięknym mieście
Sprzedali się za marne frajerskie ecie-pecie
I wy już dobrze wiecie ze to o was chodzi ciecie
Jesteście zwykłe śmiecie, nie ma was w rapowym świecie
Poznań, ja w nim jestem, ja w nim żyję, tekst za tekstem
Jak z poznańskim czerstwem, który znów stał się pretekstem
Robię rap i tu jestem, R to znaczy rap nie bezsens
A w patyki w ryjach róbcie tani hit, komercje
I się pieprzcie i się pieprzcie
My i wy to dwie odmienne kwestie
I się pieprzcie i się pieprzcie
My i wy, *****ysyny, odmienne kwestie

[x2]
My i wy wyrwani, my i wy ze złej strony znani
My i wy wyrwani, my i wy kulturze tej oddani
Zamiast siedzieć i myśleć za co kupie szczęście,
Ja będę robić rap nawet jak utniesz mi rece,
Nie potrafię nic więcej, chociaż żyje bez granic,
Nawet bez rak w MPC-e bit wbije stopami.
Możesz spalić mi dom tak, ze studia nie odzyskam,
Wtedy następna płytę nagram, kurwa, na skrzypcach,
Bo nie smakuje nic jak krew na tych strunach,
od 8 godzin gry uwierz ból prosi o spuna.
To ten freestyle, co w moim mózgu czuwa jak buldog,
Od ceremonii mistrza czysta wóda lub burbon,
Za zdrowe i luz co daje nam odetchnąć,
Za serce, jego stan, stale utrzymane tętno.
Możesz odciąć prąd, nas nie zatrzyma nic,
Bo nawet bez prądu będę nawijać pod beatbox
I chodź zabija hip hop tymi dziwkami i hajsem,
To nie zabija w nas tej zajawki na zawsze.

Ref.Za te bębny, popękane membrany,
Za te breaki, wersy podkładane na nich,
W każdej pętli, bez granic, świat na jaki patrze,
Możesz zabić hip hop ale nie to co jest w nas, wiesz. x2

Nie potrzebuje płuc, oddech daje mi koncert,
Jestem tylko hypemanem, propsu sobie zaoszczędź,
Za ten szacunek na ośce, honor, dumę, krew,
Podnieś kieliszek w gore, żeby zabić ten stres.
Pierdol gniew, ty lepiej odpuść sobie,
Nie który nosi przecież, kurwa, wąsów jak Smoleń,
To mój hip hop prawdziwy i szczery,
Dla rodziny, przyjaciół, resztę sobie przemysł,
Gdybym miał życie przeżyć jeszcze raz – to tak samo,
W tych dźwiękach moja miłość, tożsamość,
Tak to zaprogramowano, ulice tętnią rapem,
Ten rap daje mi sile, nadzieje i prace.
To 25 latek panoramy na dwójce,
Daj ten track na ogol, żeby zagłuszyć ta kurwę,
To nie jest trudne, basem gości spal,
Moja miłość, moje życie, Bałuty i rap.

Ref.Za te bębny, popękane membrany,
Za te breaki, wersy podkładane na nich,
W każdej pętli, bez granic, świat na jaki patrze,
Możesz zabić hip hop ale nie to co jest w nas, wiesz. x2

[„skretche, bity, wersy, talenty z klubu na podwórku,
Jedni robią głupoty a my robimy trueschool.”
„Prawdziwym śmiechem się ostatni śmieje.”]
(Pono)
Kiedy rap był tak jak temat zakazany,
Cały ten medialny świat, świat chodził wydygany,
Kiedy rap tak jak kwiat zaczął się rozwijać,
Od razu było widać jak się w mediach
go zabija,
Kilka lat
temu rap był wrogiem systemu,
Dziś to fakt, fakt że rap siedzi na power-play'u,
Tak z dnia na dzień tak rap przeszedł do mainstream'u,
A wszystko się zaczęło tu od kilku prostych rymów,
Ruszył bum-bum zaczął się w okół medialny szum,
Na antenie tłum ocenia utwór po refrenie,
A sam przekaz stał się jak by teraz ludziom obcy,
Nagle wyskoczyli sezonowi hip-hopowcy,
Bunt się skończył sprawa ta stała się oczywista,
Że tak kolorowo to jest tylko w teledyskach,
A my dalej jak od lat nagrywać będziemy rap,
To dopiero Preludium to nie meta to start.

Ref.
To dopiero Preludium, to nie meta to start.x3

(Sokół)
Niektórzy patrzą na nas i myślą mieli
farta,
Jedna czwarta może wie jaka jest prawda,
Kruk w lodzie, cug w nosie, złota karta,
To nie może być cel, to marny standard,
Nie uzależniaj się od niego bo zwariujesz,
Jak spadnie, a życie
nic nie obiecuje,
Niektórzy myślą że osiągnęliśmy wszystko,
Ja czuję że to start i wciąż generuje przyszłość,
Mówiłem- nie poczuj się na szczycie schodów,
Bo wtedy nigdy już nie pójdziesz do przodu,
Nie przewidywalni jak na raperów,
Jednym żartem z Frankem zamietliśmy hitmejkerów,
Cały świat pudelka i autoreklamy,
Stał się taki mały, weszliśmy tu tylnymi drzwiami,
Tyle lat robimy ten rap Zip Skład
To dopiero Preludium to nie meta to start.

Ref.
To dopiero Preludium to nie meta to start.
Oni tak chcą
[x2]
Oni tak chcą (oni tak chcą)
Oni tak chcą (oni tak chcą)
Tego oni tak chcą (tak chcą)
Właśnie stąd ten flow się wziął

Zrozumie ten co trenuje życiowy downhill
Katuje rampy, co palił trampki
Dziś ma lęk i zwiedza central parki
Co lubi w felgach ranty, w kręgach blunty
Ten, co robi bańki jak Gerda zamki, pierdoli ranking
Skumają to w kapturach chamy, w furach klany
Ziom za biurkiem, ten co zostawia na murach tagi
I ten co ma dom bunkier, S-Klasę pod podwórkiem
Ten z Westaxem za kurtkę
Co pcha hurtem i dba o burdel ziom
Ten co furtek milion miał, rapu dinozaur
Ten co browar, wódę, wino chlał, sam - minotaur
Ten co pomimo lat, kocha ten rap dramat
Z armat na track, na bank popiera ten pakt yo
Zrozumieją ci, ci - inni niż wszyscy
Co niby nie powinni byli nimi iskrzyć
Zrozumie liść gry
Ci po dwóch stronach Odry, Wisły
Co przeżyli klątwy, z bliskim pompy i zyski

Zrozumie to otwarty na to, nie chuja warty matoł
Ten co w odkryte karty gra to prawdy amator
Zrozumie kombinator, ten co bombi wagon
Ci co piją strongi i pijane czcionki jadą
I ten co wątpi co dzień, ten drobny złodziej
Który idzie jak po mokrym lodzie, szary przechodzień
Zrozumie ten, co go mija w samochodzie
To samo co dzień, byleby być ze sobą w zgodzie
I ten co w cieniu murów baka, ma w chuju zakaz
Jak Zulus Czaka, w biurku zapas bo mu pomaga
Ten co odróżnia twarz biedaka
Zrozumie ten, co kocha gdy nie gaśnie bragga, właśnie tak
Zrozumie Belg, Jamajczyk, Duńczyk, Włoch, Kubańczyk
Koreańczyk, Niemiec, Grek czy Irlandczyk
Polak, Hiszpan, Szwed a potem Portugalczyk
Słowa kwit i czek, zrozumie kto tu tańczył

[x2]
Oni tak chcą (oni tak chcą)
Oni tak chcą (oni tak chcą)
Tego oni tak chcą (tak chcą)
Właśnie stąd ten flow się wziął

Ej, zrozumie to rymów programista
Brudnych słów terrorysta
Turysta i fan twista
Zrozumie to bokser i gwardzista
Zrozumie też spiker, makler
Ktoś kto zawsze ma w kieszeni marker
Easy-rider, koleś który kroi pajdę
Ten który nie musi a kradnie
Zrozumie to sprzedawca towca
Na oriencie przyczajona postać
Czarna owca, przyłapana na gotowcach
Student - nocny maruda, ktoś kto wierzy w cuda
Ci z braci nisko na udach, gdy leje się wóda
I ci baunsujący w klubach
Na nożów grubas, na nożu gruda
I jej właściciel,
Jestem jak Hart Wie Keitel
Czyściciel, myśliciel, chrzciciel
Co czyha na twe życie
Ten co o świecie już po spirycie - pijak
I ten któremu życie mija nijak
Zrozumie w tłumie ten, co w sumie sumienie ma czyste
Zrozumie w dumie, ten kto umie unieść niepowodzenia wszystkie
Zrozumie dumnie ten, kto rozumie u mnie ten flow
Gdy rapuję pluję treścią jak Main Flow
Sklej to, nie musisz mówić mi Memento
Wiem to ten flow jak Rekwon, budowałem konsekwencją
Na przekór dobrym chęciom, bywało ciężko
Zrozumiesz to na pewno, gdy zaufasz moim wersom
Zrozumie to Bóg, cały lud Abrahama
Zrozumie to przyjaciel, wróg bez zawahania
Treść tych słów zrozumie szaman
Król, dama, ci w turbanach
Naszych ludzi cała karawana w bandanach
Zrozumie to w parku białas, a nie gringo na Bahama
Czarnuch w stanach, co nie grywa w bingo na Kajmanach
3WKasta, bez iluzji szarlatana
To dziecko fuzji, nowy rapu Dalai Lama

[x2]
Oni tak chcą (oni tak chcą)
Oni tak chcą (oni tak chcą)
Tego oni tak chcą (tak chcą)
Właśnie stąd ten flow się wziął
Po raz kolejny twoje piękne rumieńce dziś pokocham
kiedy tu wrócisz z pracy w koszuli, ciemnej sukience i pończochach
zrobiłem obiad, czeka na ciebie w kuchni
co, znowu piłaś w pracy? nie, znowu Ci nie wierze, chuchnij
lubię cię rozśmieszać, to uwydatnia twoje dołeczki
poza tym za to ty później pozwolisz mi posmakować twojej, hmm
ale to gdy zasłonimy atłasowe kotary
w ogóle jest rachunek za telefon, don't worry I got it
w ogóle to zawiasy w desce od kibla są bolączką
już drugi miesiąc, hee, nie jestem złotą rączką
ale naprawiłem je dla Ciebie, nie mów tego nikomu
wkurwiała już mnie reklama "zostań bohaterem w swoim domu"
nie śmiej się, wiem że i tak jesteś dumna tak ze mnie
że wieczorem będziesz we mnie się wtulać bezwiednie
a ja kocham gdy to robisz nawet wtedy
gdy robimy to codziennie, kocham Cię, ale kiedy

Przychodzi weekend to dzwonie po kumpli
trzeba tu wyjebać całe morze tej wódki
jedna, druga, ósma, niech on zapakuje tutaj worek pół uncji
jebła, bomba, i znów idziemy tak sami wszyscy na miasto
masz to, tylko nie wysyp tego na raz
żeby żaden z nas tutaj szybko nie zasnął
szerokimi ulicami popierdalamy w okoliczne bary
jeden, drugi, ósmy, kurwa mać jak zajebiście stary
drzemy japy najebani i stukamy tam kieliszkami
jak Bang Bang Bang Bang

Dziś w pracy mój szef miał urodziny, nalał każdemu kubek burbonu
i tylko non stop przy biurku myślałam co ze mną zrobisz kiedy wrócę do domu
a ty zrobiłeś obiad, chcesz bym utyła jak Fiona?
lepiej się ciesz chłopcze, że zupa nie była za słona
lubię Cię rozśmieszać, śmiesznie marszczysz skronie
i wiem, że to twój afrodyzjak, w łóżku później tak strasznie płoniesz
w ogóle dziś dzień babci, nie wiesz? zawsze to zjebiesz
nie martw się, już wysłałam jej kartkę za Ciebie
mimo że jestem roztrzepana możesz na mnie liczyć
speaking of which, przyniesiesz do kuwety piach z piwnicy?
naprawiłeś kibel? to wspaniale
ale nie działa mi prostownica, nie będe mogła włosów układać w fale
ale i tak wiesz, jestem dumna z Ciebie
tak dumna, że dziś wieczorem znowu będę się wtulać w Ciebie
i wiem, że ty kochasz gdy to robię, nawet wtedy
gdy robimy to codziennie, kocham Cię, ale kiedy

Przychodzi weekend to dzwonię po siksy
trzeba tu wyjebać całe morze tej whisky
jedna, druga, ósma, niech ona zapakuje tutaj worek, pół dyszki
jebła, bomba i znów jedziemy tak same wszystkie do miasta
masz to, tylko nie wysyp tego na raz
żeby żadna z nas tutaj szybko nie zgasła
szerokimi ulicami tu poginamy po okolicznych barach
jeden, drugi, ósmy, kurwa mać jak zajebiście, stara
znów piszczymy najebane i stukamy tam kieliszkami
jak Bang Bang Bang Bang

Dlaczego tak jest, dlaczego tak jest?
nie chcemy żeby między nami tu wynikła wojna
więc dlaczego tak jest? dlaczego tak jest?
że pijemy oddzielnie, kiedy do tanga potrzeba przecież tylko dwojga
kochamy się wciąż, kochamy się wciąż
nie od dziś już swoje weekendowe znamy potrzeby
i nadal kochamy się wciąż, kochamy się wciąż
nie chcemy tego zniszczyć za żadne skarby, dlatego kiedy

Przychodzi weekend, to budzę Cię, bejbi
trzeba tu wyjebać jakąś lufę tej JD (Jack Daniels)
jedna, druga, ósma, niech ktoś samare tutaj kurwa napełni
jebła, bomba, i znów jedziemy taksówką razem na miasto, masz to
tylko nie wysyp tego na raz, żeby żadne z nas tutaj zaraz nie padło
szerokimi ulicami tu poginamy przez okoliczne pijalnie
jedna, druga, ósma, kurwa mać jak zajebiście, kochanie
całujemy się najebani i stukamy się kieliszkami
jak Bang Bang Bang Bang

-ha, nie wczuwaj się, to pijackie love story
nie próbuj tego w domu.. V!
Bo to jest bragga z podwórek!
Bo tutaj Hukos jest królem!
Podejdź to jadem opluję!
Ja dobrze jadę, Ty czujesz,
całe podziemie wtóruje! x2

Tutaj Hukos jest królem! Ta!
Tutaj Hukos jest królem!


To bragga z blokowiska
Koty wpierdalają Whiskas
Bo szczur wita was wita
Z kopyta do schroniska
Wkurwienie kapie mi z pyska
Tym co ma tupet jak Kobi(?)
Kopie dupę dla gnoi
Weź mnie pod lupę jak Kobi(?)
Minutę szybszy po groby(?)
Robię, padają ikony(?)
Ty tylko w głowę zachodzisz
Że jeszcze Onet nie trąbi
W Polsce się w końcu narodził
Raper równy Nasowi
Zapłatą piona bracholi ta
O ja pierdolę, to chore
moi z dzieciństwa idole
co roku musta grać projekt.
Ich dzieci głodne są w szkole,
a ja gdzie indziej zarobię.
Będę jak ghost face reconem(?)
czyli bulletproof world hajs(?)
pojmał sztukę w niewolę
Będę jak martin(?)
Dla mnie to jakby splunąć
Takie marzenia nie runą
Bo ja to living(???)
Łamię konwencję tym chujom
jak Kuroń swoją koszulą
Prosty pod oko
Tylko wokół kto afroman w koto gna(?)
bo tam grali, jazz brali.
Ja złamię zasady sprawdź.
Hukos i Che Guevara,
rewolta obali was!
Królowie rapu nastał czas
oddać koronę i szmal,
to jest game over jak
flogger na commodore(?)
Walę, zmiażdżę wam kark
z purpurą popłynie szajs,
detronizacja, sprawdź, ta!

Bo to jest bragga z podwórek!
Bo tutaj Hukos jest królem!
Podejdź to jadem opluję!
Ja dobrze jadę, Ty czujesz,
całe podziemie wtóruje! x2

Tutaj Hukos jest królem!
Hukos jest królem!

Sprawdź naszą pracę,
to nasz patent, fałszu krater
ja wyhaczę, a perkaty tak jak Butterbean(?)
Hukos zdzira z pankracem(?),
z charyzmą jak Luter King.
Mam swoją grupę w tym,
a królom rapu butem w ryj!
Hukos na lubię płyń,
na 10. dogram, że chcę się dobrać
dogram dobra i jak
Drogba tworze własną legendę.
I nie będę boskim błędem
w owczym pęcie, ziom.
Stanę pod Boski sąd,
xxx przejmuje tron!(?)
Bo Hukos wypluwa kule,
bo Hukos wojuje szurem!
Ryj zaknebluję dla kurew,
zakręcę im z hajsem kurek.
Od dzisiaj Hukos jest królem,
powtarzaj, ta!
Hukos jest królem!
Hukos jest królem! Ta!

I to jest pierwsze i ostatnie ostrzeżenie
z podziemia dla ludzi, którzy poczuli się zbyt pewnie!
Sprawdźcie to, rewolucja nadejdzie ze wschodu,
ta, sprawdź to, Hukos!

Ref:
Bo to jest bragga z podwórek!
Bo tutaj Hukos jest królem!
Podejdź to jadem opluję!
Ja dobrze jadę, Ty czujesz,
całe podziemie wtóruje! x6

Tutaj Hukos jest królem!
Hukos jest królem!
To jest kurwa pierdolone trzęsienie ziemi, wsiadam na rower sprawdź to!

Okej, znowu wsiadam na rower, jestem jak Globetrotter Grover.
Liryczny rewolwerowiec, tylko ja i mój rower, mój towiec. (x2)

[donGURALesko:]
Mówią, że będzie wojna, dzwoni DJ SOINA (Kiedy wojna?), Gural nawiązuje kontakt.
To jak wchodzisz w Montag, wychodzisz w Sonntag
Nie wiem, kto za to płaci, kto posprząta...
Mijam miejski absurd, Dzwoni Samsung, Dzwoni Abdul.
Mówi że ma dobry bamboo, w kieszeni parę mam stów, to parę dam mu..
Worek, Rower, Lolek no i pal to!
Kontra banda: System, kontra Pan Bóg, Nosa mam jak bym był ze Scottland landu...
Motam ten rym na pół, idzie dostać szału!
Świat zapierdala, a ja se lecę pomału.
Mijam znajome bloki, ławki i murki.
I koleżkę co z bagażnika żeni kurtki.
Bajer krótki, rześki umysł, odkręca kurki.
A potem siano otwiera furtki.
Luci z nieba nie leci, znam skrócik,
Patrze idą dwie Moniki Belucci.
Huj Ci chuci jak sądze ucisz swoje żądzę, one robią to za pieniądze.
Ojj, skręcam pod "Szpady Biuro" , zakupić Sprite'a
a żulówę wieszam na kierę i niech się majda.
Jest czwarta, a o piątej muszę kurwa, spierdalać.
Dzisiejszy dzień to jakieś kosmiczne jaja.

Okej, znowu wsiadam na rower, jestem jak Globetrotter Grover.
Liryczny rewolwerowiec, tylko ja i mój rower, mój towiec. (x2)

[QLOP:]
Mam teraz grama, z rana zjaram sam.
I znana i zgrana, gdzie jest gram lub dwa.
Piona, dycha, tona. To na raz mówię wam.
Jeśli chodzi o grass, jestem studnią bez dna.
Plan mam, się znam, rozpoczyna się ta gra.
Gnam tam gdzie się da.
Na GT, po GT-a, jak w GTA.
Szybkie telefony: "bla-bla, aha"
oto QLOPEL, znany teren przemierzam.
Gdzie nie "Interere", nie zamierzam ci się zwierzać.
wiesz, jak też mam: Joya i Leszka, to bywa tak czasem, że się zawieszam.
Ale zawieszka, choćby i ciężka, to tak naprawdę,
Widok poszerza, czaisz, że nie czujesz, to weź se to namaluj.
To ja tu pedałuje i "unikasz pedałów", poprawiam nastrój!
A im "Zakaz wjazdu!" i nie pierwszy raz tu!
Ten "Biały Rastuch", jak znów, to ja znów!
Świnie dostają orgazmu, czaisz?
Kręcę, rozpalam, koniec marazmu!

Okej, znowu wsiadam na rower, jestem jak Globetrotter Grover.
Liryczny rewolwerowiec, tylko ja i mój rower, mój towiec. (x2)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo