Popularne piosenki. Polski Hip Hop

On zwykły przeciętny chłopak.
Kiedyś wzorowy później żył na opak
wnerwiał go stan rzeczy czas życia nawet go męczył.
Więc chciał się światu odwdzięczyć za wszystkie troski.
przelewając je na kartkę wyciągał wnioski
nagrywał kawałki źle odebrane przez innych
więc zmuszony do walki o szacunek nie miał szans na ratunek.
kompletnie zrezygnowany.
niby miał jakieś plany ale ciągle problemami dobijany
nie mógł odbić się z dna własnego doła monotonia dom szkoła.
ile ty byś tak wytrzymał?
z jednego był dumny, wspaniała rodzina ale czegoś brakowało.
nigdy nie jest tak jak by się chciało. życie w Nim się wypalało,
ponad 17 lat to trwało. to jego lata. wiem że mało z perspektywy,
ale wcale źle mu się nie działo. Nawet pojawiła się pewna szansa na przyszłość.
Nagrywki na lepszym sprzęcie ale rzeczywistość zadziałała , wszystko wycofała,
zniszczyła. zostały gruzy, ale nadal wierzył w tworzenie muzy
wciąż miał nadzieje. Tylko ona mu została nie wiedział co się dzieje.
(tylko ona mu została nie wiedział co się dzieje).

Refren:
Masz siłę to walcz, jeśli musisz to płacz. Szukaj szczęścia w tych łzach.
Znajdziesz spokój, w swoich snach na rozdrożu dwóch dróg czai się tam Twój
wróg. Wybierz jedną abyś móógł. kochać znów..

Pewnego dnia, zwyczajnego jak każdy.
Była pewna godzina, nie ważne. Nowa wiadomość od nieznajomego także
zaczęły się rozmowy... Poważnie.
Oni chcieli bliżej się poznać. byli z jednego osiedla, ale nigdy wcześniej się nie widzieli. tragedia trochę dziwna, ale mniejsza o to. Ona 3 lata młodsza,
on nie był idiotą. Nadeszła w końcu ich chwila spotkania,
spodobali się sobie, później były odwiedzania. Ich znajomość szła dalej. imprezowali razem czuli się dobrze. On w końcu stawał się szczęśliwy. pomyślał że w życiu nie musi być tak źle.
Od 5 lutego oficjalnie razem. ona miłość mu wyznała. był dla niej żywym obrazem. on ucieszony że ma dla kogo żyć. Zaczął o niej myśleć. nocami śnić.
bezustannie. Pojawiła się "miłość nic z jego strony". Po paru dniach on w nią tak zapatrzony, cudownie spędzone walentynki zakochani w sobie.
pogrążeni w miłosnej chorobie. Świat dla nich nie istniał.
Tylko ona i on. Chcieli być razem na zawsze. w przyszłości stworzyć wspólny dom.
Jak na to patrze idealna para. on w niej ona w nim zakochana ...

Refren:
(Masz siłę to walcz, jeśli musisz to płacz...)

Ich miłość nadal rozkwitała, byli sobie wierni .
Ona się nie bała, bo miała go przy sobie. W nieszczęściu czy w chorobie.
zawsze mogli liczyć na siebie. przeżywali chwile razem . czuli się jak w niebie. minęło trochę czasu. minął rok, półtora.
Ona skończyła gimnazjum . On z liceum się uporał.
Nadal szczęśliwi, bo nadal razem.
Wszyscy im zazdrościli byli przykładem drogowskazem dla innych
jak żyć powinni, wciąż młodzi, niewinni. Ich świat
to wyspa bezludna. Lato, egzaminy na studia. po raz kolejny
rzeczywistość z niego zadrwiła. to był koniec cywila dostał,
wezwanie na szybkie szkolenie
i rozkaz na wysłanie do Iraku brali młodych chłopaków,
bo konflikt zaostrzony. Mężowie zostawiali swoje żony
i on ją zostawić był zmuszony.
Zrozpaczony. Następnego dnia ona też się dowiedziała,
nie wyobrażali sobie życia na odległość.
Jedna chwila trwa dla nich wieczność, szaleństwo
tylko płacz i łzy. On wyjechał już za parę dni nie mogli przestać
myśleć o sobie, gdy jeszcze był w Polsce dzwonili do siebie,
w każdej dobie. ale poleciał do Iraku. Istne piekło.
Bez życia znaku do niej. Ona do Niego pisała listy dnia każdego.
Niestety - Nie dochodziły.
Siódmego dnia służby 13 godziny. zajechał mu drogę, samochód pułapka.
Już nigdy nie wróci do domu. Ona została sama, 16 latka.
(Już nigdy nie wróci do domu . Ona została sama 16 latka)

Refren:
Masz siłę to walcz x2
[x2]
Wszystkie osiedla połączone w chmurze
rock'n'roll umarł, teraz rap jest tu królem
wszystkie osiedla połączone życiem
to się dzieje naprawdę, nic pod publikę

Słyszysz ten dźwięk? ej, ziom to nie kobza
mnie nie obchodzi zodiak, za zdrowie daję ognia
to nie Grek Zorba, flesz chwyciła Minolta
e, szpieg prośba, co nie swoje zostaw
dziś my zamknięci w raju podupadłym jak Irak
po nas na pewno nie zapłacze dziś Argentyna
prawda na pergaminach, zwinięta w rulon
niszczy ból tych, co czują jak działa Pavulon
witaj w Łodzi, krainie zmartwień
chuj się wozisz, tu każdy kradnie
sam wiesz jak jest, chyba, że oczu nie masz
opartych na systemach, nie dosięgnie emblemat
w kolorze fosfor, fokstrot Polsko w nogach
wąsko idzie, bo to słodko żyć jak na filmie
dziś to możliwe, dźwięk podbija decybel
w tym mam alternatywę jak ty pod wiatr idę

[x2]
Wszystkie osiedla połączone w chmurze
rock'n'roll umarł, teraz rap jest tu królem
wszystkie osiedla połączone życiem
to się dzieje naprawdę, nic pod publikę

Żyję z dnia na dzień, dzień dniu nie równy
dniem dnia nie zwalczysz, bo noc ścieli trumny
ujmy szukaj w trudnych sytuacjach zgubnych
dudni bęben, to nie Kongo
to dno, co dopiero przejdzie po nas
ludzki dysonans w koneksjach jak makaroniarz
mnie nie pokonasz nigdy i chuj jak koneksji nie mam
sam odpowiadam za wszystkie krzywdy
i nie ucieknę tylnim, tak jak Baksik
wyznaję rasta nie marksizm partii
z tym wstanę z martwych kolejnym wersem
sensem, treść chce wejść, gdzie przejść się niby nie da
to łódzka bieda, miłość, której nie sprzedam
bałucka wiedza i zapchany przedział, tramwaj
którego byś tramwajem nie nazwał przy zdrowych zmysłach
to jest pewne jak to, że styl W to freestyle
korzystaj póki siły w nogach
bo życie masz jedno, a talent od Boga
aha, a talent od Boga (zawsze o tym pamiętaj)

[x2]
Wszystkie osiedla połączone w chmurze
rock'n'roll umarł, teraz rap jest tu królem
wszystkie osiedla połączone życiem
to się dzieje naprawdę, nic pod publikę
Czy sami tak chcieliście? czy to wymowy głupota?
Każdy z was rap kochał? czy rozmowy o kwotach?
Filozofii utopia, bo hip-hop zgubił sens w tym
Po pierwsze nie dla sławy, po drugie nie dla pieniędzy
Rozumiesz? nie gram by mieć szyk czy względy
Nie mam nic, co wyróżniałoby mnie ponad przeciętnych
I to tyle na ten temat, mam się wozić w teledysku?
W pożyczonych BM'ach, nie po to by kariera miała cel
Srać karierę jeśli to co pokazujesz światu nie oddaje ciebie
Wróć, bo ginie hip-hop, a miało być tak pięknie tu
Chuj wciął imprezy i ślad wydanych zysków
Bo jak ziom ma wierzyć w słowa pijanych artystów?
Czy mamy tak iść, ku wywijaniu tyłków
Małolatek odwalonych na szmaty z teledysków?
Co poza tym? pomysłów, jak na liście życzeń
Polska nie Brooklin, by błyszczeć jak Jupiter
Nie jednego tu stłukli, choćby za lepsza brykę
Ziomek życie, tu się w bogactwa nie wierzy
Sprzedaliście hip-hop, teraz oddajcie kredyt

Liczyły się rymy, flow, sample, teksty, bity
Dziś liczy się show, znaczy dla tępych cipy, czyli kurwy
To zaoferować w czasach trudnych głodnemu
Nic nie mów! jesteś pierdoloną częścią systemu
Od złotówek do jenów, dla partii czy Bravo
Ten kto płaci ten ma
Bo dziś hajs jest podstawą, która działa, tak dobrze
Zmienia mózg, zmienia wzrok, zmienia ideologię
Tak hip-hop zachorował na złotą gorączkę
Prosto ze Złotych Gór, jak znasz tą historię
Jeden grosz na szczęście, może się przyda
To ten rap, którego firmy bały się wydać
Mam się czuć winny? chyba nigdy!
Bo w rapie widzę miłość, a nie liczby, czaisz?
Nie chcę liczyć na to, co mi da Zaiks
Za nic nie dam się omamić
Hajs spłonie, ty zostaniesz z niczym
Ja będę miał wolny czas w głowie
Tak to jest Bałuty Teofilów
Za tym jedna miłość, jeden cel, dla świrów klasyk
To jest hip-hop nie disco, pierdol klimat
Tylko czekam na duet Lerek - Mandaryna
Gniesz się od presji, nie wiesz jak się jeździ,
a jeśli tak, to nie jeździsz, to kurewski mainstream jest.
Ile mieści piec, tyle dorzucam.
Kapsztyle mogą do mnie coś pretensji mieć.
A ja płynę gdzieś i jestem główny nurt.
Są takie rzeczy, wiesz. O tym nie mówmy tu.
To co robię bu jest, kapujesz?
Tak tu jest, głup tego nie czuje, ups.
Czujesz się urażony, bene.
Popierdolony Tede skażony PLNem.
Pierdolony ewenement na lokalną skalę.
W sumie nie wiem, ale dawno się nim stałem.

Ref.(x2)
Jak to jest twój film, choć to jest mainstream.
I jak czujesz ten bit i mnie w nim.
To płyń! To płyń! To płyń! To płyń!

Jestem awangardą dla awangardy,
a wam w gardło chuj wkładam twardy.
Nie obchodzi mnie w waszych oczach awans.
To nie to party, po co mnie zapraszasz.
To się nazywa zła sława.
To się nazywa Warszawa.
Marzysz, żeby być mainstream,
a na razie to giniesz w szumie miejskim, spadaj!
Świeży raperzy chcieliby tu być, więc jebią.
Do bitu pitu-pitu, z zeszytu mi tu klepią.
Ręce się do kwitu lepią im.
Jestem złym z mainstreamu, oni siepią kwit.

Ref.(x2)
Jak to jest twój film, choć to jest mainstream.
I jak czujesz ten bit i mnie w nim.
To płyń! To płyń! To płyń! To płyń!

Ryj zamknięty w trueschoolowej pętli masz.
I masz, masz. i masz ten klimat.
Tutaj mainstream tętni rap, kiraj, fuck.
Tu nie ma sampli z winyla, tak.
Byście przylukali te Akai.
Byście płakali, wala się jak stare Atari
w kurzu. Płynę na fali, wyluzuj.
Na sali bywalcy stali bez intruzów.
Walić rap dla gimbusów.
I tak jesteśmy asłuchalni dla ich uszu.
Nie mamy dla nich uczuć, niech płyną, kurde.
Skaczą za burtę. Płyniemy z nurtem.

Ref.(x4)
Jak to jest twój film, choć to jest mainstream.
I jak czujesz ten bit i mnie w nim.
To płyń! To płyń! To płyń! To płyń!
[Peja]
Cały czas żrecie, cały czas puchniecie
No co wy kurwa wiecie o wiecznym życiu na diecie
Co nie rozumiecie, że brakuje na potrzeby
Że nie starcza do pierwszego, do dnia następnego
Czy cię to przeraża, czy może tylko śmieszy
Że zdesperowany człowiek za kromkę chleba zgrzeszy
Prawo dżungli ma znaczenie tutaj decydujące
Estamblishment się byczy i struktury rządzące.
Oni mają pieniądze, bo za nimi są jednostki
Bajki na przedmieściach miast, krajobraz naszej Polski
Kraj miodem, mlekiem płynący, tak wkurwiony, że świruje
Widzę jeden wielki burdel, przeciw temu się buntuje
I nie mam na to wpływu, w pojedynkę nic nie zdziałam.
A świadomość tego jeszcze gorzej na mnie działa
Lecz wzroku nie odwracam gdy wyrasta przede mną
Obraz nędzy jak piekło, które pochłonęło większość
Mieszanego społeczeństwa urobionego po pachy
Renciści, emeryci coś tam otrzymują z łachy
Spytaj mnie dlaczego temat mnie interesuje
Każdy z nas się zestarzeje, dadzą to co wypracujesz
Nie wiele tego w zamian, patrzę- kroi mi się serce
Pytam kto ten budżet w rozkaz, dalej dziurę w brzuchu wiercę
Wiem jak zrobić by mieć więcej bez fałszywej dyplomacji
Tyle pomylonych akcji bez możliwości reklamacji.
Mimo braku akceptacji mówię: veto!
Sporo racji ma w tej kwestii, jeszcze wiele sugestii
Nie da się poskromić bestii, tak jak zażądać amnestii
Dla wszystkich tych biedaków, których wykoleił system
Jak policjant nie zniknę po haśle jestem bo myślę.

Ref.: Na tajnych kompletach w konspiracji daję lekcje
Zakazane piosenki z wiedzy o społeczeństwie
Tylko cicho, żeby nikt się nie dowiedział
Gdyby rap był zbrodnią dożywocie bym siedział.

Nie możecie po prostu doprowadzić do takiej sytuacji,
Że w pewnym momencie zaczniecie to wszystko akceptować.
Po prostu.

[Peja]
A w muzycznym przemyśle też nie było rarytasu
Zbyt wielu psich kutasów z apetytem jak łasuch
Na siebie licz, słyszysz, od najmłodszych lat czuwając
Jak przetrwać się naucz, zła od dobra odróżniając
Nie interpretuj do potrzeb, nie tłumacz że tak wyszło
Właściwą drogę wybierz, uwierz masz przed sobą przyszłość
Kształtuj osobowość, odnajdź pozytywne wzorce
Pamiętaj o książce a będzie dzieciak dobrze
Nabytą wiedzę wykorzystuj jak potrafisz
Nie daj się człowieku propagandom osłabić
Tak naprawdę są słabi jak ten cały ich socjal
Godność swoją ocal w kolejce bezrobocia
Nie wystarczy, że posłuchasz, musiałbyś mnie usłyszeć
Nie bez powodu piszę, kolejny raz przerywam ciszę.
Lecz osądzić się nie dam, rym jak granat bez zawleczki
Jestem niebezpieczny, psiarnia zbiera akta w teczki,
Które pęcznieją z dnia na dzień, jestem werbalnym przestępcą
Z techniką złowieszczą Peję wszystkim wam obwieszczą
Całą prawdę, tylko prawdę tak mi Bóg dopomóż
Wzięty na celownik agentury jesteś ze mną, pomóż
Przekazywać prawdę dalej, te Peji jedną lekcję
Zakazane piosenki z wiedzy o społeczeństwie.

Ref.:
Na tajnych kompletach w konspiracji daję lekcje
Zakazane piosenki z wiedzy o społeczeństwie
Tylko cicho, żeby nikt się nie dowiedział
Gdyby rap był zbrodnią dożywocie bym siedział.
Znów na koncert w teren ruszamy pełną parą
całą chmarą banda buja całą salą
któryś tam tańczy z jakąś lalą
a noon zalicza slalom
bo już chyba wlał nie więcej w galon

mało
Dziewięć luf
mało
Dziesięć luf
mało
dzisiaj pęknie chyba z siedem stów

jedna lala prosi bym ją zabrał na noc
jestem zrobiony jak ta lala
dziesięć luf mało

Kurwa!! Nie chce myśleć co będzie rano
yo lala błyszczysz jak Co mi odpierdala

Mamo: śpiewam i tańczę jak palant
wóda-bar
wóda-bar
parkiet-gitara

jeszcze lufę jeszcze flaszkę jeszcze musze
patrzę na nią Jeszcze drinka jeszcze kufel

miga strobo już nie jestem sobą
patrzę znowu pezet noon- gościu z głową-skąd ze znowu

od melanży do melanży
tutaj tak każdy
wódka tekla w tej branży
druga setka tekla jest zawsze
kurwa przestań mieliśmy być poważni

mija piętnaście minut
poszło piętnaście drinów
siedzę przy barze i patrzę jak się zacznie wyginać
jezu ale wtedy zacznę wywijać
wóda-bar
wóda-bar
parkiet-tekila

patrzę pije noon robi postępy
do chodzenia już używa nóg i jednej ręki
myślę: jeszcze z siedem luf i jestem miękki
jeszcze? Już jestemi wydam wszystkie tęgi
patrzę wracam wzrokiem na panienki
któryś tam w pobliżu już odpieprza dirty dancing
kiedy pije i widzę ją czuje ze jestem wielki
ale nie wstaje moje nogi są jak żelki

wóda- bar
parkiet- nie odpada
pewnie już wygląda jak bym chlał tutaj od rana

siedzę patrzę idzie do mnie tamta lala
i wiesz ta lala to jest moja panna

od melanży do melanży
tutaj tak każdy
wódka tekla w tej branży
druga setka tekla jest zawsze
kurwa przestań mieliśmy być pozwani

od melanży do melanży
tutaj tak każdy
wódka tekla w tej branży
druga setka tekla jest zawsze
kurwa przestań mieliśmy być poważni
[x8]
Powiedz, gdzie jest hajs tu?
Dziwko, wie heisst du?

Mam to szpiegowskie gówno jakbym był skaramangą
Jem mango na ranczo z moją kochanką
Na tym traku, kawałku jadę na janku
Bo mam to w chuju chłopaku, siedzę na ganku
Lepszy jest hajs z rapu, czy hajs z banku?
Rozświetlam mrok blinkiem w moim zegarku
Masz ciary na karku, ta, a mi ten dar Bóg dał
Diabeł nie zabrał, to operacja kocia prawda
Każdy szuka gdzie jest hajs tu

Rośnie betonowy las tu, dudni bas w chuj
Ja dam to miastu, leśny pastuch z dynasti PDG Piastów
Palę jak grass, tu mam ksywę na pasku
To rym majstrów, dym z jointów i flow z bloków
Zachodni wiatr wieje z boku, procedura w toku
Jak myszy sokół to bystry wypatruje monet
A traci ten co niedostępny ma abonent

[x8]
Powiedz, gdzie jest hajs tu?
Dziwko, wie heisst du?

Pełne szklanki, narkotyki, bryki i dewiantki
Ten nienormalny styl jak jebany Lech Pękalski
Tu chodzi o pekiel, wychodząc za sobą drzwi zamknij
Najwidoczniej nie jesteś z mojej bajki
Popijam haj nim, a ty powiedz gdzie jest hajs mój
Popraw mi nastrój, jak tamci nie chcę kraść tu
Jak haszysz sprawdź ten track leci fest przez życie
P do W do S rap serc odkupiciel
Po pierwsze dla kuzynów, dla kultury i dla peklu
Po drugie ignorantom, hipokrytom zakaz wstępu
Efektu nie psuj, zrób to przede wszystkim głośno
To szelma mieszczu, czasem bywa niewąsko
Pozdrawiam Pią Pią, tych szukających skarbów
Tu od kantów, tych co pekiel mają z handlu
PDG kampus, to nad nami czuwa Pan Bóg
Powiedz, gdzie jest hajs mój, dziwko, wie heisst du?

[x8]
Powiedz, gdzie jest hajs tu?
Dziwko, wie heisst du?
[tylko tekstyhh.pl]
A ja wiem gdzie jest i wpiszę to w rejestr
Tak jak ciebie dziwko, co się z hajsem dzieje
Wpiszę twoją kradzież, kradzież mojej floty
Bo mówisz, że robisz rap i kradniesz mi banknoty
Ty i jak ty, kmioty obniżycie loty
Bo już odpaliłem pod waszą dupą trotyl
Czemu na nasz rynek ty palisz czy się ciągniesz
Sheller, ja i Gural żądamy od was zwroty
Patrz co właśnie co się będzie dziać teraz synu
Oczyszczamy eter z ciebie i tych skurwysynów
Bo szlag mnie trafia, jestem jak hal gdy się wkurwiam
Oddawać hajs, bo jak taran was z ziemią zrównam
Będę bezczelny, będę chamski, niesmaczny
Sram na was, a cała Polska na to patrzy
Wiecie co jest, nas trzech tu jest
Wam to wystarczy by mieć przejebane

[x8]
Powiedz, gdzie jest hajs tu?
Dziwko, wie heisst du?
Yo, ta, jeszcze raz

Hasz, #Danuta "Stenka" jak pada punch w tych piosenkach
Ty klękasz, ta nuta piękna jest, lubisz Boom bap?
Tylu dziś ludzi mówi "Król wrócił, kurwa"
Jednym singlem przetarłem oczy sceny
Niedziwne, Elliminati, oczyszczenie
Trzyj pingle, nerwowo zmieniaj kontakty
Od takich jak ty chcę hajs i zachwyt
Książę w Nowy Jorku #Eddie Murphy
Nieoczekiwana zmiana miejsc #Eddie Murphy
Edit martwi ich i są martwi dziś
TDF opanował ich przeglądarki
Przewidywalni są jak rymy w ich kawałkach, yo
Skurwysyny, z wiatrakami walka to
Nie starczy alka co ma zalać smutek im
I chuj im w dupę, martwi się szalony gimb

Wiedziałem że tak będzie ej
To było pewne jak Harlem Shake w Sharm El Sheikh
Mówili że umarłem ej
Ja zgarnę drugi Rookie of the Year

Hip-hopowcy dziś dają propsy nam
Wczoraj nie było ich, propsy od obcych mam
Nie ma opcji man, mam promocji plan
Kumplowi kopsnij nocnik, bo z emocji szcza
Jeden strzał na dwunastu kornerach
Bastuj, cholera, to już nie komera
To tylko zwiastun był tego co cię czeka
Ty znowu check in rób, na chuj był check out
Czekaj, ubliżałeś gdzieś w komentach?
Tamto całe zapomnę, ale ciebie zapamiętam
Nie lubię lamusów, ale na nich się zarabia
To święta prawda ej, pozdrowienia Chada
Fotoradar, sława, i chuj wykładam na to kim jestem dla was
Miś na Krupówkach, jasne, wiem no
Dziś to miś robi zdjęcie ze mną

Wiedziałem że tak będzie ej
To było pewne jak Harlem Shake w Sharm El Sheikh
Mówili że umarłem ej
Ja zgarnę drugi Rookie of the Year

Nie nagrywam o hejtach, mam patent na nich
Japę zamykam rapem, to będą moi fani
A ty bierz łopatę, kop sobie norę
Jedyne co ci mogę kopsnąć - czarny worek
Zacofani, za co fani ich cenią
Zacofani, za co brali ich pieniądz
Nic nie zmienią dywagacje na temat
Z włączonym Caps'em nawet
Taka jest ta scena
I 2 13, właśnie, kąsasz
17 lat po MOP Squad
A ty się dąsasz jak to nie jest boom bap
I coś mi tam burkasz, to jest właśnie Polska
To miał być Hip-Hop, igrzyska MC
Jest pizda, festiwal piosenki studenckiej
I jeśli będzie tak dalej, to nie chcę brać w tym udziału więcej
Podnieś ręce

Wiedziałem że tak będzie ej
To było pewne jak Harlem Shake w Sharm El Sheikh
Mówili że umarłem ej
Ja zgarnę drugi Rookie of the Year
Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo

Baletudo na to stawiam z ziomkiem wyraźnie rozmawiam jesteś dobra do nas dawaj nie przestawaj nie zaświecisz z nami jak polarna zorza lwwl hardcore loża baletudo akcja parkiet wejście pierwsze chwile piękniejsze ziomkom w moim mieście życze lamusom crossobery ćwicze jade baletudo na przeciw monotoniom nudom zawiścią obłudą spalona chacjata baletudo balety konkrety tańczące kobiety kręci pozytywna adrenalina baletudo wersu Marcina

Tam masz czarny pas baletudo zawsze ma czas na upojenie wódą wszyscy z nas to lubią teraz zgasną światła dałaś mi noc a mówiłaś że nie jesteś łatwa poczułaś moc [ ? ] gmatwa w bani jeszcze nie basta chociaż już pijani z powodem na sali gdzie moi kompani o tam gdzie joint się pali dobra to gra Baletudo Baletudo nie jest zgubą dla mnie Blemia z pragnienia do baru się garnie dziś nie skończe marnie dziś Krzyś ma siłę narazie nie odmawiam (nie) dalej pije

Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo

To dźwięk dźwięk to ping ping to bring bring orientalny drink tu prosto z wazelinki ziom to nasz dom baletudo walka z nudą skąd przed akcją zgon udo się albo nie udo joł mój skład się pali coraz bardziej zimną wódke wlewam w gorący gardzieł nikt nie odmawia każdy twardziel każdy walczy tam przy barze na starcie jest Blemia jest Rudek mój ziomek jest Wojtyna Jacek Vazkez i Norek Pawlaczyna jest Marcin i Tomek wśród cytryn lodu i wystających słomek

Kto najlepiej kręci dupą tu z dziewczyn postawi jej whisky doleje do niej pepsi postawi wszystkim szampan za freeko nie jestem tu z kliką jestem z dj'em normalnie się zyję normalnie się dzieję baletu-tu-do dla nich wszystkich kocham was teraz tak na swój sposób każdą grupe mam odważną szlifują parkiety kochają kobiety Lwwl przepych nie mam czasu na nic więcej niestety

Baletu-tu-do pojęcia dla dziwek na scenie tutaj ma podziemie Lwwl to cenie zapraszam wszystkie na kręcenie potem jest dzwonienie i jeżdżenie po rewirze mego miasta

Baletudo 2004 Lwwl Kielce człowieku sprawdź to

Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo
Ratatata... Dziadzia charata rymy rohatyną,
to jest Baal z grubą zwierzyną z grubą rozkminą,
te rymy miną, te mury runą, te runy grzmią,
płoną łuną, te dupy drżą, chmury fruną.
I ryje północ, tu każdy młokos pije z dumą,
weź się nie unoś, tu wszystkie wierzby o tym szumią,
tu krąży pieniądz, tu księżyc jeszcze nowy miesiąc,
chłopaki szyją co umieją, wiatry wieją,
a w PDG jo, wciąż gna z nadzieją w lepsze jutro,
żydzi stąd wieją, z tą epopeją brną na brudno,
myśli szaleją, te mury kryją wiele bólu,
jak kameleon wtopiony kurwa w wyścig szczurów,
jak akordeon, nagrywam mixtape ku pokrzepieniu,
dziś z Mathaleo, wysyłam miłość siedząc w cieniu,
gramy w stereo, błyszczeć jak neon naszym celem,
niech zrozumieją, że to tych plemion, to nie eden.

Ref. x2
Ten świat jest nasz, odsłoń twarz,
pora spojrzeć prawdzie w oczy,
szansę masz, teraz jest czas, żeby się zjednoczyć,
jesteś jednym z miliona, takich jak ty co raz więcej,
więc krzycz i wyrzuć w górę ręce.

Robię wokół siebie chlew, mam na to zlew...
Już taki ze mnie oblech, ty masz z tym problem? To dobrze,
chuj ci w mordę, tym co jest dla ludzi dobre,
robimy kontrę, mówi Dj Dziadzior hombre,
ja ciągnę wątek i znów jest piątek, nowy początek,
robię porządek, ten styl parzy, jak wrzątek,
każdy zakątek, każde osiedle, każdy przylądek,
oddycha rapem, to jak rzeź niewiniątek,
rymy palące, parzące czystym gorącem,
ostrożnie wrzące, wiążące znów koniec z końcem,
ponaglające, niepokojące, piękno - pieniądze,
brat bratu wilkiem, chociaż pod tym samym słońcem żyją,
wsiadaj na kuter, zatop jego, siebie i swój smutek,
gniew - przyczyna, rap to skutek, jadę z mym PDG skrótem,
wszyscy krzyczą super, gdy puszczam rymy w eter,
a ty masz tylko swój komputer i swój sweter.

Ref. x2
Ten świat jest nasz, odsłoń twarz,
pora spojrzeć prawdzie w oczy,
szansę masz, teraz jest czas, żeby się zjednoczyć,
jesteś jednym z miliona, takich jak ty co raz więcej,
więc krzycz i wyrzuć w górę ręce.

Noszę to w sercu dla innowierców i dla ulic,
to o tym miejscu, kto tu jest król, kto jest królik,
kto się zamulił, kto ugiął kark i kto umilkł,
kto się zagubił, kto znalazł drogę, na nią wrócił,
kto się nawrócił, kto zwątpił, kto się przewrócił,
kto upadł, wstał i cieszy się choć się smucił,
kto krzyczał ale ucichł, kto własną duszę zbałamucił,
kto to czuje niech ręce w górę wyrzuci.

Ref. x4
Ten świat jest nasz, odsłoń twarz,
pora spojrzeć prawdzie w oczy,
szansę masz, teraz jest czas, żeby się zjednoczyć,
jesteś jednym z miliona, takich jak ty co raz więcej,
więc krzycz i wyrzuć w górę ręce.
bek bek bek bek bek
Człowieku
Dasz wiare ? Wyszło słońce w końcu
Nagrywamy tak aha o, o

Mam się spinać lubie dobry klimat
Spalam co mam do końca poprawiam łykiem piwa
Siedze na tych ławkach zawsze z kapturem na głowie
Lubie swoje osiedle chociaż zaden ze mnie HardCorowiec
Spoko pierdole wszystko co mialem dzisiaj zrobic
Czas ucieka a marzenia trzeba przecież gonić
Nie kryje cięzko jest w lato usiedzieć na chacie
Dla tego częściej stołuję się w centrum na kebabie
Tu poruszamy się wygodne buty nie samochód
Świeca , łyżwą zapisuję się od roku
Jeśli mam presować to tak żebyś się nie zmęczył
Bo nie idzie uczenie przyjemniego z pożytecznym
Kurwa
Każdy z piątków wygląda tu tak samo
Bo wychodzę i wracam dopiero rano
Na koniec
Uważaj ziomuś bo życie zbyt szybko zleci
Będziesz odpowiadał na pytania skąd biorą się dzieci

Ref:
Ten kawałek musi mieć chwytliwy refren ale napije się piwa i po nim bekne (beeek)
Pierdole reszte
Ciezkie jest zycie w miescie
W nim tytyskie z leszkiem ty mówie Ci człowiek
Warka jasne pełne czy mocne dębowe
Heineken i żywieckie Ty to twoje zdrowie
i wywypij moje jak ja pije twoje
A Żubr? Żubr czai się za rogiem

oooo ta , 2008 kurwa

W ten zwykły ciepły letni Białostocki dzień
Razem z piwem siadam w cień
Pucek weź płyte zmień
Pojechał bym na sex do niej
Ale nie mam nic na koncie
Bo zamiast na tak-taka
Wydałem hajs na browce
Konkret
To nie porozmawiasz z niunią
Trudno daj otwieracz i tak mam dobry humor
I lubie sobie splunąć przy fajku i browarze
Tak jak bym pluł na świat w słonecznym okularze
Wtedy gdy grilla smaże
Czy jestem na osiedlu boisko wspólnych klatek
Czy w pubie w jakimś centrum
Bo lubie tych procentów smak i gaz i piane
Może być na dwa palce jak w tamtej reklamie
I żaden balet
Nerwy koić pełen lajcik
Trzy blachy i dalej 40 groszy kaucji
Dodatek do Fistacji , chipsów albo ziemnych
Wypijmy za błędy i po co te nerwy
Dupa mnie rzuciła, komp jebie się bez przerwy
Nie podpisane teksty mam koperty w skrzynce
Telefony czynsze
W pizde na mej głowie
eeeej
Lizne sobie Browek

Ref:
Ten kawałek musi mieć chwytliwy refren ale napije się piwa i po nim bekne (beeek)
Pierdole reszte
Ciezkie jest zycie w miescie
W nim tytyskie z leszkiem ty mówie Ci człowiek
Warka jasne pełne czy mocne dębowe
Heineken i żywieckie Ty to twoje zdrowie
i wywypij moje jak ja pije twoje
A Żubr? Żubr czai się za rogiem

[Komar]
Moja komórka Ej się oddzywa się latem
Latem ? To zaproszenie z moim wyświetlaczem
Na każdy dzień tygodnia bu..dzi mnie to wstane
Jaka to melodia? wiem co tu jest grane
Przybije z browarem ja jedzie na trans
one z pięciu jeden Wypiją na miejscu
Rozepną te kody uśmiechną czulę
Upał rozumiesz też rozepnij koszule
I weź swoją niuuuunie gdzieś pod parasolem
Obserwowany przez tych którzy są samochodem matorem czy autobanem
wszystko Ci jedno
Choć czas z czasem na bilet dopijesz napewno
I wiem to jak to kusi nas my mamy czas jak mamy hajs
I wiesz co choć słońce zachodzi gdzieś
Trzymam zapalniczki kapsel jakby to był dzień

[Jopel]
Bez kitu men masz tu dobrych zawodników
I bekam wiesz prawie po każdym łyku
I siuku
Też mi kurwa życ nie daje
Spuszczam ciśnienie pod krzakiem i
I pije dalej
Wyrzuć zegarek wyłącz telefon i w teren
Dlatego żyje i umieram jak jeden siedem

[screech]
Na rynku pilismy i wojnie kultura
piwko drugie piwko trzecie piwko
Zimny browar i temperatura
Na rynku pilismy i wojnie kultura
piwko drugie piwko trzecie piwko
Rozgrzany asfalt
My na zgrzanych ławkach

Ref
Ten kawałek musi mieć chwytliwy refren ale napije się piwa i po nim bekne (beeek)
Pierdole reszte
Ciezkie jest zycie w miescie
W nim tytyskie z leszkiem ty mówie Ci człowiek
Warka jasne pełne czy mocne dębowe
Heineken i żywieckie Ty to twoje zdrowie
i wywypij moje jak ja pije twoje
A Żubr? Żubr czai się za rogiem
A ja mam zajebiste życie, choć bywam na celowniku,
jak na łysej czaszce Sinéad O'Connor logo publiców,
i tak nawija Rychu szereg popełnionych błędów,
cechuje każdego z nas, nie uciekam od problemów,
codziennego dnia, mi mówili mi co za kwiat,
pieprzyć ten dziwaczny świat, nie pozbawiony wad,
jeszcze bardziej hardcorowy niż wstecz te kilka lat,
a ja widzę że u ciebie po staremu bez zmian,
chciałaś być wampem jak Cindy Lauper przed laty,
a skończyłaś jak szmaty, oddając ciało na raty,
widzę ludzkie dramaty, ty nie raz z obitą mordą,
jak w zawodowcu piękna żona Paula Belmondo,
polegasz na moim słowie, na słowie kiepskim polegnie,
co napierdala te brednie bez skillu, dziś oberwie,
ty się od razu podpalasz niczym (?),
w słusznej sprawie zadziałam,
tak więc wacki wypierdalać,
hip - hop nie banał choć banan puszcza to w furze,
hip - hop kulturze wciąż służę, oby najdłużej.

Ref.
Nadal na celowniku bo mamy wuchtę wyników,
to całkiem nowe oblicze, trzy razy światło i Sykuś,
dla was to mały pikuś nowy materiał dwójeczka,
to całkiem nowe oblicze od rycha peji i decksa. x2

Mówisz że twardo pogrywam, na tym nie poprzestanę,
bo przedstawiam to życie, jak (?),
ludzie za grosz tyrają, nie mają z czego odłożyć,
widzę nędzę na Jeżycach spotkałem ją też w Detroit,
przyjmujesz pozerskie pozy, mam ciebie serdecznie dosyć,
jak Sarkoziego u wodzy z paryskich przedmieść koleżko,
pora zrezygnować wiesz co, polityczna bestio,
twój bezsensowny program jest pierdoloną klęską,
manipulanci fałszują szafują i to bezbłędnie,
a to ja mam zakazany ryj i taką samą piosenkę,
niczym ekipy Barrios, nucimy przekaz dla ulic,
Ty uprawiaj populizm użyj represji, cenzury!
By przekaz stłumić Ty czekasz chcesz bym ryj stulił od zaraz,
Bo władza boi się ludzi, którzy wciąż robią hałas,
a dla was apel jak gangsta, rychu jest gangsta margines,
chcą mnie zaszufladkować żywią nadzieje że zginę.

Ref.
Nadal na celowniku bo mamy wuchtę wyników,
to całkiem nowe oblicze, trzy razy światło i Sykuś,
dla was to mały pikuś nowy materiał dwójeczka,
to całkiem nowe oblicze od rycha peji i decksa. x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo