Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Yo, ta, jeszcze raz

Hasz, #Danuta "Stenka" jak pada punch w tych piosenkach
Ty klękasz, ta nuta piękna jest, lubisz Boom bap?
Tylu dziś ludzi mówi "Król wrócił, kurwa"
Jednym singlem przetarłem oczy sceny
Niedziwne, Elliminati, oczyszczenie
Trzyj pingle, nerwowo zmieniaj kontakty
Od takich jak ty chcę hajs i zachwyt
Książę w Nowy Jorku #Eddie Murphy
Nieoczekiwana zmiana miejsc #Eddie Murphy
Edit martwi ich i są martwi dziś
TDF opanował ich przeglądarki
Przewidywalni są jak rymy w ich kawałkach, yo
Skurwysyny, z wiatrakami walka to
Nie starczy alka co ma zalać smutek im
I chuj im w dupę, martwi się szalony gimb

Wiedziałem że tak będzie ej
To było pewne jak Harlem Shake w Sharm El Sheikh
Mówili że umarłem ej
Ja zgarnę drugi Rookie of the Year

Hip-hopowcy dziś dają propsy nam
Wczoraj nie było ich, propsy od obcych mam
Nie ma opcji man, mam promocji plan
Kumplowi kopsnij nocnik, bo z emocji szcza
Jeden strzał na dwunastu kornerach
Bastuj, cholera, to już nie komera
To tylko zwiastun był tego co cię czeka
Ty znowu check in rób, na chuj był check out
Czekaj, ubliżałeś gdzieś w komentach?
Tamto całe zapomnę, ale ciebie zapamiętam
Nie lubię lamusów, ale na nich się zarabia
To święta prawda ej, pozdrowienia Chada
Fotoradar, sława, i chuj wykładam na to kim jestem dla was
Miś na Krupówkach, jasne, wiem no
Dziś to miś robi zdjęcie ze mną

Wiedziałem że tak będzie ej
To było pewne jak Harlem Shake w Sharm El Sheikh
Mówili że umarłem ej
Ja zgarnę drugi Rookie of the Year

Nie nagrywam o hejtach, mam patent na nich
Japę zamykam rapem, to będą moi fani
A ty bierz łopatę, kop sobie norę
Jedyne co ci mogę kopsnąć - czarny worek
Zacofani, za co fani ich cenią
Zacofani, za co brali ich pieniądz
Nic nie zmienią dywagacje na temat
Z włączonym Caps'em nawet
Taka jest ta scena
I 2 13, właśnie, kąsasz
17 lat po MOP Squad
A ty się dąsasz jak to nie jest boom bap
I coś mi tam burkasz, to jest właśnie Polska
To miał być Hip-Hop, igrzyska MC
Jest pizda, festiwal piosenki studenckiej
I jeśli będzie tak dalej, to nie chcę brać w tym udziału więcej
Podnieś ręce

Wiedziałem że tak będzie ej
To było pewne jak Harlem Shake w Sharm El Sheikh
Mówili że umarłem ej
Ja zgarnę drugi Rookie of the Year
Gniesz się od presji, nie wiesz jak się jeździ,
a jeśli tak, to nie jeździsz, to kurewski mainstream jest.
Ile mieści piec, tyle dorzucam.
Kapsztyle mogą do mnie coś pretensji mieć.
A ja płynę gdzieś i jestem główny nurt.
Są takie rzeczy, wiesz. O tym nie mówmy tu.
To co robię bu jest, kapujesz?
Tak tu jest, głup tego nie czuje, ups.
Czujesz się urażony, bene.
Popierdolony Tede skażony PLNem.
Pierdolony ewenement na lokalną skalę.
W sumie nie wiem, ale dawno się nim stałem.

Ref.(x2)
Jak to jest twój film, choć to jest mainstream.
I jak czujesz ten bit i mnie w nim.
To płyń! To płyń! To płyń! To płyń!

Jestem awangardą dla awangardy,
a wam w gardło chuj wkładam twardy.
Nie obchodzi mnie w waszych oczach awans.
To nie to party, po co mnie zapraszasz.
To się nazywa zła sława.
To się nazywa Warszawa.
Marzysz, żeby być mainstream,
a na razie to giniesz w szumie miejskim, spadaj!
Świeży raperzy chcieliby tu być, więc jebią.
Do bitu pitu-pitu, z zeszytu mi tu klepią.
Ręce się do kwitu lepią im.
Jestem złym z mainstreamu, oni siepią kwit.

Ref.(x2)
Jak to jest twój film, choć to jest mainstream.
I jak czujesz ten bit i mnie w nim.
To płyń! To płyń! To płyń! To płyń!

Ryj zamknięty w trueschoolowej pętli masz.
I masz, masz. i masz ten klimat.
Tutaj mainstream tętni rap, kiraj, fuck.
Tu nie ma sampli z winyla, tak.
Byście przylukali te Akai.
Byście płakali, wala się jak stare Atari
w kurzu. Płynę na fali, wyluzuj.
Na sali bywalcy stali bez intruzów.
Walić rap dla gimbusów.
I tak jesteśmy asłuchalni dla ich uszu.
Nie mamy dla nich uczuć, niech płyną, kurde.
Skaczą za burtę. Płyniemy z nurtem.

Ref.(x4)
Jak to jest twój film, choć to jest mainstream.
I jak czujesz ten bit i mnie w nim.
To płyń! To płyń! To płyń! To płyń!
[ WALDEMAR KASTA ]

Wiesz o co chodzi, wiesz o co chodzi Yo!

Yo! Wiesz o co chodzi ?
Możesz mi to wynagrodzić,
lecz nie możesz mi zagrozić zioom
budowałem to przybywam by zebrać plon,
powracam by odebrać tron a ty?
Czas nastał cziki blaaauu! Waldemar Kasta,
ze mną don zachodnich stron i flooo
Gdy Matheo nadaje ton ta narkotyczna woń broni skroń
Cziki blauu! Padł strzał, jak zwał tak zwał,
ta muzyka co w głośnikach mieć bym się bał
Owszem nie zaszkodzi, wiem że słuchają młodzi,
pamiętaj nie musisz w to dalej wchodzić.
Ale jedziesz dalej, jeśli jesteś ze mną
płacisz szmalem, rap ten nie na daremną
Jeśli mnie szanujesz kupujesz kolejny tom
www kasta matheo com

Wiesz, wiesz, wiesz o co chodzi Yo!....
Wiesz, wiesz, wiesz o co chodzi Bo!....

[ MATHEO ]

A ja mam swój rodowód muflonów korowód,
ruszył znowu pomyśl z jakiego powodu,
By bękarty sceny, łamacze kodów,
przez tylu przeklęty ciągle jedziemy do przodu,
Pomału opanowujemy kraj, jak lód z lądolodów
a ty lepiej sobie to zakoduj dziwko
Albo bądź jednym z wrogów, stoją tam w rogu
i szykują się by rzucić się ze schodów
Gdy robimy krok inni próbują dotrzymać nam kroku
patrząc na nas a nie na to co wokół
My odkrywamy teren, po czym każdy po nim biega
zobacz w końcu na czym różnica polega
Urządzają polowanie na swoje 5 minut wiesz,
nasze 5 minut było będzie i jest (i jest)
Wiesz o co chodzi Yo!
sam wiesz to zresztą jeśli wiesz czym jest rap
to się nie gap tylko tego loopa łap

Wiesz, wiesz, wiesz o co chodzi Yo!....
Wiesz, wiesz, wiesz o co chodzi Bo!....

GURAL

Lepiej swój zbieraj fajans
robią rap kaci najazd
i jest ich więcej niz braci Wayans
Siedzę w studiu na krześle,
jak marynarz na bocianim gnieździe
i nareszcie jest nie zle (a ty, a ty)
póki nie jest za późno nasz nowy mixtape kup ziom
skąd on tą vixe znów wziął(wiesz o co chodzi yo)
Słyszysz, słyszysz?
nie jesteś pimp jestes pimpuś
lepiej se idź już, albo ten bit puść (bo bo)
bo w tym bicie jest czeluść, nie lubisz nas?
nie lub, to bez sensu i bez celu skurwielu(bo ja)
krytykę pieprzę równo,
wciąż robie lepsze gówno bo wierze w lepsze jutro
I do roboty wplatam flow porowaty, zdarty,
sporo warty glos chropowaty
I każdy kolo marny ...
I kolo chaty wale marlboro blanty i co?
Świat schodzi na psy
Razem z nim ty
Wierzysz mi?
Policzone są twoje dni
Wiesz jak jest
Tu chodzi o moją troskę
Bo niezbadane są wyroki boskie
Więc rób co chcesz
Pod uwagę bierz
Możliwości
Przyczynowo-skutkowe zależności
Trwa pościg
Za kasą, pozycją, dupami
Gdzie ludzie rozminęli się z wartościami
Tego nie wiem, ale
Spróbuj dać im palec
Kto jest kto przekonasz się doskonale
Hipokryci
Dla mnie daremnie ukryci
Ich dewizy
Szydercze oczka, uśmiech Mona Lisy
W głowach schizy
Wynikiem mej ekspertyzy
Sprawdź kto kogo teraz ujmuje w ryzy
Oto nadchodzi Magik
Z języczkiem uwagi
Robię ci kiełbie we łbie
Nie gorzej niż dragi
Pożycza ode mnie kwotę
Mówi, że odda potem
Ze mnie robisz idiotę?
Robiąc z siebie idiotę
No to kwita
Oto w nowym świecie cię wita
eM A Gie I Ka
I Paktofonika
Masz jakieś ale?
Się zmachałeś?
Albo spadłeś z byka
Coś czyka Cię, drapie
Coś cię dotyka
Lub fatalnie
Upośledzony emocjonalnie
Mówię ci legalnie
Sterowany zdalnie
Teraz siadaj - ja wykładam
W ciszy słuchaj
Bynajmniej
To nie poezja dla ucha
Aha, u-cha-chany
Ja bo sprawa krucha
Próżnego kłamczucha
Co wyzionął ducha
Już dawno
Rób co chcesz
Byle nie pójść na dno
Rób co chcesz
Wiesz i nie żałuj, no!

- To był przypadkowy kumpel
- Przypadkowy kumpel Cie po dupie macał. Spoko
- Jezus Maria nooo...

Dwa tysiące loopy
Dwa miesiące zupy
W taki upał każda głupia dupa da ci dupy
Spójrz, ej, na jej ruchy
Ujrzyj
Jak się męczy
Weź ulżyj jej
Sprawdź jak jęczy
Pod tobą
Takie potem nie płaczą, to dobrze
Owszem, właśnie dałeś zgwałcić się kobrze
O Boże, to że była taka łatwa
Raz to nie wina twa
A dwa to pułapka
Może głupia dupa ta od trzech tygodni w ciąży
Lata, na tatę faceta szuka taka szmata
Ja tam
Co chcę mam
Nie chcę więcej niż chcę sam
Zgniatam a nie zjadam
Owoce jak Adam
Znam
Obiekty westchnień
Przez sugestie
Z Cosmo
Zamienione w bestie
Więc ostro
Zaczytani w CKM-ie
Chuj, że ściema na ściemie
Gdzieś tam odpowiedź drzemie
Ja wizerunek zmienię swój
Nie żałuj
Pewne siebie ruchy
Zapewniają co noc na noc dupę do poduchy
Więc
Rób co chcesz
Może wieczór ze świecami
Lecz zadowolona będzie suka skuta kajdankami
Dopiero
Hetero ja a ona bi więc da mi
Z koleżankami
Nie mam wyboru
Myśli się jajami wtedy nie? no te
Zajebała mi z numerami
Ważnymi komórkę
A jej dziurkę ciurkiem wytrychami
Jej śluzem upaćkani
ślusarze jak ja pojebani
Wiesz co
Kurwa ci mówi, że dziś da ci za nic
Też coś
Wierz w co chcesz
Rób co chcesz
Dup co chcesz
Zresztą
Ja mogę gadać
A ty i tak pójdziesz swą ścieżką

O, o, otóż to
Poznajesz ją
I serca K.O.
Czeka cię bo
Zadurzony po
Uszy swe o
Każdej porze to
Pozytywne flo
Wszystko inne w tło
Dziennie planów sto
Słodkich akcji gro
W końcu wkładasz go
Boli
Nie słuchaj bo pierdoli
Nie jesteś pierwszym
Którego szkoli
Tak zadowoli
Cię niezmiernie
Pieprz to
Ocknij się, bo skończysz miernie
Wiesz to
Że trzeba podchodzić biernie
Rozczarowany?
A przyrzekała żyć wiernie
Na chatę wpada
Siada
Opowiada
Ciniu!! Zdrada?!
Och, to przesada!
Spadaj
Mała moja rada
Twe tłumaczenie mi nie odpowiada
Więc słuchaj a nie gadaj
Dlaczego tak a nie inaczej?
Jak to dlaczego?
Chciałaś tego, wybrałaś
Wczuj się w pokrzywdzonego
Jak to dlaczego?
Chciałaś tego, wybrałaś
Zrozum pokrzywdzonego
Na drogę całus
Przez życie pedałuj
Rób co chcesz, myśl
Niczego nie żałuj
Rób co chcesz, wiesz?
Niczego nie żałuj
Rób co chcesz, bierz
Niczego nie żałuj
Rób co chcesz, niczego nie żałuj
(Chciałeś, wybrałeś) P
(Chciałaś, wybrałaś) L
Ej, w dupę mnie pocałuj wiesz!
[Czarny Furiat]
Nie ma tego złego,ty już o tym wiesz,
Nie ma tego złego,przecież tego chcesz,
Też się uczysz,na własnych błędach,
Oliwy do ognia,nie będziesz dolewał.
Nie ma tego złego,co na dobre by nie wyszło,
Żyć tu przyszło,pełno piersią oddycham,
Żadna pycha,jak Sido idą drogą wojownika,
Od zawsze pamiętam,co,z kim,i gdzie słychać.
Rosy lata,w setkach dni,
Uśmiechy i łzy,w setkach chwil,
Mam to zapisane,jak Memonik pod czaszką,
Od zawsze na zawsze,rap dominacją.
Nie poddawaj się,gdziekolwiek mnie słuchasz,
Nigdy nie zniewolą ducha,choćbyś szedł w łańcuchach,
W życiu piękne,są tylko chwilę,
Bóg jak diller,jego pierzaści goryle.
Nie jeden wariat,ma w metryce ósmą milę,
Nie jestem święty,też miałem te momenty,
Myślałem przeklęty,jest Furiata los,
Nie ma tego złego,fatum dostało w nos.

Ref.2x
To napad,stawka większa niż życie,
Rabunek,kradnę na własny rachunek,
Szacunek,mają u mnie ci co walczą,
Lepsza śmierć na tarczy,niż bieda pod tarczą.

[Bonus RPK]
Rok jeden,dziewięć,osiem,dziewięć,to data moja,
Droga nie sfornego gnoja,dla którego rap to zbroja,
Jak miałem problemy,znajdowałem ujście z muzie,
To był czas gdy chodziłem,w szerokich spodniach i bluzie.
Taa,od początku hip hop,w mojej duszy grał,
Chciałem kręcić się na głowie,robić breakdansowy szał,
Chciałem jeździć tak na desce,by wykręcić każdy trick,
Chciałem malować graffiti,jakiego nie tworzył nikt.
Jednak dziś dobrze wiem,co wtedy było pisane mi,
Myśli przelewane,na kartkę i bit,
Za nim doszedłem do tego,co chce robić i kim być,
Próbowałem sił,i nie próbowałem się z tym kryć.
W końcu nadszedł bunt,głupi olewałem wszystko,
Ubiór zmieniłem na dres,miałem problemy z policją,
W moim życiu gości stres,za to dał mi doświadczenie,
Dzięki temu każdy wers,niesie mocną wiarę w siebie.
Ziom pierwsze moje ślady,w dwa tysiące cztery,
Dla koleżków bez komery,BGU przekaz szczery,
Wtedy też kurwy zawistne,oczerniały moje serce,
Teraz wiem,im wyżej jestem,tym jest ich więcej.
Teraz wiem że,stałem się,ikoną dla dzieciaków,
Dla pokoleń małolatów,głodnych prawdziwego rapu,
Dziś napadam na koncertach,cała sala ręce w górę,
Chcesz to walcz,idź po swoje,albo przyjmuj życie z bólem.

Ref.2x
To napad,stawka większa niż życie,
Rabunek,kradnę na własny rachunek,
Szacunek,mają u mnie ci co walczą,
Lepsza śmierć na tarczy,niż bieda pod tarczą.

[Czarny Furiat]
Moi ludzie są lądem,w lini prostej do napalmu,
Szukamy okazji,jak rekiny złe pokarmu,
Orient,ekspres rusza,łap się poręczy,
Oczy dookoła,inaczej ktoś cię wyręczy.
W państwie pokoju,wojna wciąż trwa,
Każda branża wie,że toczy się gra,
Lewy prosty,seria,Furiat,Bonus RPK-a,
Miarą sukcesu,niech na fejsie mnie zna.
Na jakim etapie jesteśmy,nie piszą serwisy,
Na twarzy rysy bruzdy,lecz błysk oka,
Czarny Furiat,zapowiada mrok proroka,
Narodził się dawno temu,księże w blokach.
Nigdy nie żył na pokaz,la vida loca,
Typowy swojski chłopak,życie bez kompa,
Chwycił za mikrofon,przed wami stąpa,
Niesie plecak siebie,w plecaku bomba.

Ref.2x
To napad,stawka większa niż życie,
Rabunek,kradnę na własny rachunek,
Szacunek,mają u mnie ci co walczą,
Lepsza śmierć na tarczy,niż bieda pod tarczą.
A ja mam zajebiste życie, choć bywam na celowniku,
jak na łysej czaszce Sinéad O'Connor logo publiców,
i tak nawija Rychu szereg popełnionych błędów,
cechuje każdego z nas, nie uciekam od problemów,
codziennego dnia, mi mówili mi co za kwiat,
pieprzyć ten dziwaczny świat, nie pozbawiony wad,
jeszcze bardziej hardcorowy niż wstecz te kilka lat,
a ja widzę że u ciebie po staremu bez zmian,
chciałaś być wampem jak Cindy Lauper przed laty,
a skończyłaś jak szmaty, oddając ciało na raty,
widzę ludzkie dramaty, ty nie raz z obitą mordą,
jak w zawodowcu piękna żona Paula Belmondo,
polegasz na moim słowie, na słowie kiepskim polegnie,
co napierdala te brednie bez skillu, dziś oberwie,
ty się od razu podpalasz niczym (?),
w słusznej sprawie zadziałam,
tak więc wacki wypierdalać,
hip - hop nie banał choć banan puszcza to w furze,
hip - hop kulturze wciąż służę, oby najdłużej.

Ref.
Nadal na celowniku bo mamy wuchtę wyników,
to całkiem nowe oblicze, trzy razy światło i Sykuś,
dla was to mały pikuś nowy materiał dwójeczka,
to całkiem nowe oblicze od rycha peji i decksa. x2

Mówisz że twardo pogrywam, na tym nie poprzestanę,
bo przedstawiam to życie, jak (?),
ludzie za grosz tyrają, nie mają z czego odłożyć,
widzę nędzę na Jeżycach spotkałem ją też w Detroit,
przyjmujesz pozerskie pozy, mam ciebie serdecznie dosyć,
jak Sarkoziego u wodzy z paryskich przedmieść koleżko,
pora zrezygnować wiesz co, polityczna bestio,
twój bezsensowny program jest pierdoloną klęską,
manipulanci fałszują szafują i to bezbłędnie,
a to ja mam zakazany ryj i taką samą piosenkę,
niczym ekipy Barrios, nucimy przekaz dla ulic,
Ty uprawiaj populizm użyj represji, cenzury!
By przekaz stłumić Ty czekasz chcesz bym ryj stulił od zaraz,
Bo władza boi się ludzi, którzy wciąż robią hałas,
a dla was apel jak gangsta, rychu jest gangsta margines,
chcą mnie zaszufladkować żywią nadzieje że zginę.

Ref.
Nadal na celowniku bo mamy wuchtę wyników,
to całkiem nowe oblicze, trzy razy światło i Sykuś,
dla was to mały pikuś nowy materiał dwójeczka,
to całkiem nowe oblicze od rycha peji i decksa. x2
Nie mów nikomu pssssyt
To nowa płyta, ej ty tam idź się zapytaj kto jest na bitach
Nie mów nikomu psssssyt
Niosę plytę, tajniki gry tej poza zeszytem
Nie mów nikomu, psssyt
No nowa plyta niebawem będziesz znał na pamięć każdy cytat
Nie mów nikomu, psssyt
Niosę płytę, te patenty ukryte, te kombinacje z liter.

Szad:
Halo halo - na chwile staje, zaczynam dialog - pada zadanie,
tak nagrano za rok nie dalej.
Chowam telefon z ktorym sie nie rozstaje,
to bylo zdaje sie gdzies miedzy kwietniem a majem.
Od tego czasu ide chodnikiem z tym nosnikiem
w kieszeni caly moj dobytek, niose plyte.
Na schodach dzieci bawia sie rozpuszczalnikiem
jakby to byl to diabla likier - czuje sie zakladnikiem
tych sampli w loopach na amplitudach,
tych kabli w kupach, a ten czas nagli tutaj,
ponad nim grupa tu najwazniejszy rap i ubaw,
ej wpadnij tutaj poczuj ten smak dni, sluchaj.
Ja wiem po co niose to co niose no i dokad.
Wiem po co niose ta hipnoze i dla kogo.
jeden szczeka, ze to przekaz, ktorego nie rozumie,
drugi z ciekawoscia czeka - ja juz wiem jak to smakuje.

Nie mow nikomu pssssyt
To nowa plyta, ej ty tam idz sie zapytaj kto jest na bitach
Nie mow nikomu psssssyt
Niose plyte, tajniki gry tej tej poza zeszytem
Nie mow nikomu, psssyt
No nowa plyta niebawem bedziesz znal na pamiec kazdy cytat
Nie mow nikomu, psssyt
Niose plyte, te patenty ukryte, te kombinacje z liter.

Pork:
Najpierw wrzucam sprzet, ten sprzet to Alpina,
kluczyk, sprzeglo, bieg, w tle syczy turbina.
Auto wydaje dzwiek jak krew krazy obieg paliwa,
ruszam - mam jeden cel nim utone w spalinach.
Spadaja krople na szyby, woku rozmyty swiat
jak po dawce morfiny, w schowku ukryty rap,
bedziesz krawcem opinii - tego co wioze,
wioze ci plyte - czytaj caly moj dobytek .
Wisi nad miastem mgla, dzis swiat pod blaskiem lamp,
dzis wioze wam ten stuff to jest jak blantem rajd,
jak doktor Frankenstein dalismy temu imie,
to plynie, gramy to w teamie jak w Counterstrike.
Moglbys obrobic brat nawet najwiekszy bank,
lecz by to zdobyc nie potrzebujesz Mastercard,
to cos jak bilet na najlepszy thriller w wypasionym kinie,
kazdy sampel, track, sprawdz ta plyta zyje.

Nie mow nikomu pssssyt
To nowa plyta, ej ty tam idz sie zapytaj kto jest na bitach
Nie mow nikomu psssssyt
Niose plyte, tajniki gry tej poza zeszytem
Nie mow nikomu, psssyt
No nowa plyta niebawem bedziesz znal na pamiec kazdy cytat
Nie mow nikomu, psssyt
Niose plyte, te patenty ukryte, te kombinacje z liter.

Null:
Na drogach conversy, sciera podeszwy czas.
Obieram kat szerszy, niose krwiozerczy rap.
Wbity flow w wersy, trzeszczy po kompresji bas.
Przygotowany do zemsty nie robie tego pierwszy raz.
Jestem dosadny, dokladny, jak platny morderca,
niose compact dysk, to rap styl prosto z serca.
Bronimy prawdy, prawdziwi dla gry,
soliradny rap team na cd, bogaty w artefakty.
Niose to na Polnoc przez moj glos w dzwiekach,
zostawiam moj los, spojnosc w waszych rekach.
Poludnie - to jest technicznie az brudne,
to nasza praca miedzy styczniem a grudniem.
Niose to na Wschod zaspokoic glod rapu,
Niose to na Wschod, a nie do hollywood brachu.
Ostatnia z drog to Zachod po zakurzonym tracku
gra tu trzech chlopakow chlopaku po fachu.

Nie mow nikomu pssssyt
To nowa plyta, ej ty tam idz sie zapytaj kto jest na bitach
Nie mow nikomu psssssyt
Niose plyte, tajniki gry tej poza zeszytem
Nie mow nikomu, psssyt
No nowa plyta niebawem bedziesz znal na pamiec kazdy cytat
Nie mow nikomu, psssyt
Niose plyte, te patenty ukryte, te kombinacje z liter.

Pork -> Null - > Szad
To praktyka nabyta na bitach wita stylem i ta witaminami nabita plyta szyta rymem
To praktyka nabyta na bitach nie syndykat z Chile (3w czytaj)
Bez pytan trojwymiarowa doborowa nowa płyta zyje
Wybacz brat, ale nie jestem super stary jak Adidas
Mie mam platyny jak Coldplay i viva la vida
Ale czy mi się przyda to w tej chwili by grać tu
Niczym walizka winyli i napój kiwi do skanku
Może być schłodzony kaktus, wchodzi dobrze na co dzień
Od tej baby co spod lady trzepie gołdę na lodzie
Choć ten syf to błogosławił pewnie Mojżesz na głodzie
Bo nie idzie się nie napić, jak i spojrzeć co w wodzie
To ten projekt czytaj blok, jak masz szansę uciekaj
Czterdzieści metrów ZOO, tu się kaszle od lekarstw

Przez tą złość dla człowieka to jak koszmar
Dlatego dymem zatruci jesteśmy od środka
Zostać tu znaczy tyle co w życiu się poddać
Bo zanim przyjdzie noc to światło zgasi gołda
Alko pompuje aorta, taka jest ponoć prawda
Nie trzeba mieszkać tu by wiedzieć gdzie owoc diabła
Jeśli nadejdzie szansa, aby móc stąd się wyrwać
Zapomnieć o slumsach i tym M2 bez kibla
Brat skorzystam choćby dla syna bracie wierz mi
Choć nawet gdy ucieknę blok pozostanie we krwi

Chciałbym dostać tą szansę by to zmienić
Dać ludziom raj zamiast bloków i kamienic
To jest w nas, aby wierzyć w co nieosiągalne dotąd
Chyba, że tu zamiast szczęścia ślepych odnajdzie Mołotow
Hej, to tylko beton dla okrojonej grupy sufit
Podłoga, ściany i przyklejone uszy
Uczy życie pokory zwłaszcza tych wyszczekanych
29 lat usłyszę bij albo zabij
Dziś mam swoją oazę, z okien oglądam jezioro
Nie budzą mnie alarmy z kolejną auto-szkodą
To przez zazdrość ponoć i nienawiść na zabój
Ze stu aut pod blokiem zawsze trafiało na mój
Jednych dosięga nabój, a chcieli zacząć z jutrem
Bo ktoś z Londynu mówił, że za pracą idzie sukces
Mówisz kochamy unię, brat, ty mi nie pierdol
I tak z nas każdy płaci tu za litr mleka euro
Może stąd ta pazerność looknie do nas, to się świeci
Myślisz, że jesteśmy lepsi jak widać po nas przepych
Ten hajs cię nie uleczy raczej narobi wrogów
Chociaż każdy jakby mógł wyrwał by nogi Bogu
Powód to rzeczywistość, brak szansy dla najlepszych
Nawet gdy się zdołasz wyrwać te slumsy mamy we krwi
Jestem raperem i robię yo yo,
Ja mam swój styl i zajebisty flow
A oni wciąż chcą bym słowa swe ciął
I zagrał ten show nawet gdybym się zgiął

Więc pizgam,
Patrz, bo jestem rapu wokalista
Iskra sypie się z mojego paleniska
Pryskaj, jeśli nie chcesz tego widzieć z bliska,
Wyspa - tutaj ja wynurzam mój batyskaf

I pływam, zapamiętaj jak się nazywam
Abra D.A.B córki rodzicom porywam
Zabiorę je w podróż jak czarodziejski dywan,
Zestrugam na wiórki i we mgle rozpływam więc

Brata będzie miał już ze mnie każdy Tatar
A tak, nie lubi mnie mama ani tata
Prawda, za wszystko należy się zapłata ale
Rata za te lata mała jest jak Katar

Więc płacę ale też sam trzymam tacę
Za długo jest tak żeby mogło inaczej
Raczej nabiera to dla mnie nowych znaczeń
Facet ja Ci zaraz wszystko wytłumaczę, ja...

Jestem raperem i robię yo yo,
Ja mam swój styl i zajebisty flow
A oni wciąż chcą bym słowa swe ciął
I zagrał ten show nawet gdybym się zgiął

Więc pizgam,
Jestem królem mego wysypiska,
Mój smród jak kruk zatacza koliska
Iskaj się jeśli Cię gryzie artysta
Pyska daj i nie czekaj na wyzwiska, bo ja...

Gadam, słuchaj mnie jak Ewy Adam
Tysiąc słów mam i je w ustach układam
Błagam, nie mów tylko, że to jest bałagan
Bragga to mego stylu promenada

Więc hulam po papierze, bo to moja bulla
Zapisany tam styl ma warstwy jak cebula
Ciulam bo mam pokera a nie fula, a Ty
Króla chcesz doskonałego jak kula

Ale nie ma, jest tylko bajka na temat jak
Brał kij i rap, bił jak Kozaków Jarema
Siema! A więc ten rap to już denat?
E tam, skoro właśnie ja w ręku grę mam, bo ja...

Jestem raperem i robię yo yo,
Ja mam swój styl i zajebisty flow
A oni wciąż chcą bym słowa swe ciął
I zagrał ten show nawet gdybym się zgiął

Więc pizgam,
Bo ja jestem złoty medalista
Piękne dzięki z pierwszej ręki za takie igrzyska
Zyskam, bo dla mnie to zabawa czysta
I miska śmieje się jak morda do kieliszka

Więc chlupnij, tylko sam nie zaczynaj kłótni
Zamknij w sobie chama jak Emila do drewutni
Lutni nie potrzeba kiedy bas mi dudni
Luknij, może ktoś mnie dziś zatrudni, bo ja...

Jestem raperem i robię yo yo,
Ja mam swój styl i zajebisty flow
A oni wciąż chcą bym słowa swe ciął
I zagrał ten show nawet gdybym się zgiął
(Słuchaj) Ja nie gram tu od dekady, ten rap robię sześć lat
Bo gdy rap miał złote lata ja przyszedłem na świat
Dopiero kiedy był już w Polsce, ja zacząłem go grać
Ale wtedy miałem ziomek całe dwanaście lat
Stary czuje tą jazdę i wiem, że nie jestem kiepski
Bo wklejam jak plaster słowa w łeb Twojej kobiety
I co że srałem w pampers gdy ty pisałeś wersy
Jak ty tam pozostałeś, a ja kurwa jestem świeży
Musze Ci wbić do dupy, że Ciebie nikt nie kupi
Ja będę żył dla nuty, nie znaczę nic bez muzy
Jestem tym kimś co mówi, zakręty tnij jak Schumi,
Kręcę swój film już długi i mnożę tym swe punkty
Nie chcę być drugi koleś, na tym rapie mam plomby
Robię coś co jest dobre, a ty dajesz mi propsy
Ty też zrób coś konkret, nie mów nic kumplowi
Bo nie ocenią Cię po słowie, ale po tym co zrobisz

Ref.
Nie oceniajcie mnie za tracki
Bo nie ocenia się za słowa
Choć dziś o prawdę trzeba walczyć
To zrozum ziomek, że miłość to miłość, a wojna to wojna

Zaczynałem od zera, nie miałem nic prócz marzeń
Nikt mi nie obiecywał nic, gdy stałem na starcie
Bez sprzętu, bez ludzi, ale w sercu miałem pasję
Bez stresu, który budzi stosy negatywnych wrażeń
Pamiętam niezłą banie, po ćwierć litra na dwóch
A dziś na imprach, pije się ponad litra na dwóch
Wtedy ten bardziej błyszczał, kto miał więcej dup
Jeden z drugim się ścigał i byli zimni jak lód
Czasem potrzebny jest ból, by zrozumieć pewne rzeczy
Na własnej skórze czuć, by móc naprawić swe błędy
Po to mam mózg, żeby móc nie być tylko przeciętnym
A jak chcesz być jak król, najcięższy musi być trening
Nie usiedzę w miejscu ziomek, bo muszę się przemieszczać
Gdybyś śledził mnie wzrokiem to chyba dostałbyś zeza
Raz na wozie raz pod wozem, w sumie to mnie napędza
Im niżej jestem na dole, tym więcej mam do osiągnięcia

Ref.
Nie oceniajcie mnie za tracki
Bo nie ocenia się za słowa
Choć dziś o prawdę trzeba walczyć
To zrozum ziomek, że miłość to miłość a wojna to wojna
Ref. x2
Bo my mamy to coś, coś co do nas przyciąga was
to coś co tworzy pod sceną ten rąk las
To coś co charakteryzuje każdego z nas
to czas byście poznali to coś.

Koni
Przecież dobrze wiesz, że my mamy to coś
wiesz, że hip hop wciąż przenika nas na wskroś
On płynie po ośkach tego nigdy dość nam
pomimo, że niejeden próbuje zrobić na złość nam.
Mam to coś od czego ty bujasz karkiem
mam tą moc przyciągania was na parkiet
Mam brudny styl niesłodki jak cukierek
jak Gural mam ten luz co mnie wypycha przed szereg.
Tej ja po prostu mam to we krwi
jestem tu nadal, choć inni dawno polegli
Mam ten zapał on ciągle we mnie płonie
gonię za szczęściem aż potem ociekają skronie.
To nie walka odlot my jedziemy pod prąd
robimy swoje ty weź nie ufaj plotkom
Siejemy popłoch w tle PDG godło
ten bit, ten rytm, ten styl ostry jak szywodło.

Ref. x2
Bo my mamy to coś, coś co do nas przyciąga was
to coś co tworzy pod sceną ten rąk las
To coś co charakteryzuje każdego z nas
to czas byście poznali to coś.

Rafi
Masz tu dwóch zawodników indywidualistów
w dyscyplinie rapu multimedalistów
Na koncercie tworzą falę krzyków i pisków
w klubie stale robią balet nie tylko dla zysku.
Ten bit co kiszki skręca nas napędza
masz tu na nim Degustatora i Szaleńca
chociaż żaden z nas nie wygląda na młodzieńca
to nie jesteśmy tutaj po to, żeby się oszczędzać.
Po waszych rumieńcach widać, że jest dobrze
mamy majka tak jak kowboj kolt przy biodrze
Wchodzimy na scenę dajemy z siebie wszystko
bo mamy to coś co rozpala jak ognisko.
I skończ, bo klikasz głupoty na nasz temat
dobrze wiesz o tym, że w tle PDG emblemat
Moim drugim domem scena ty będziesz znak odbierać
jak antena cóż innego wyjścia nie ma.

Ref. x2
Bo my mamy to coś, coś co do nas przyciąga was
to coś co tworzy pod sceną ten rąk las
To coś co charakteryzuje każdego z nas
to czas byście poznali to coś.

Koni
Mam głowę na karku chodzę jak w zegarku
i wyjebane na tych wszystkich niedowiarków mam
To pizga w łeb jakbyś przypalił z bonga
mamy to coś co was do nas przyciąga.
Mam poparcie tu na blokowiskach
znowu pizgam rap a prima vista
Mam do siebie dystans nie będę się gonił
mam ten pamiętnik szaleńca jak Ozi.

Rafi
Dzisiaj będę nieskromny wbijam w to a co mi tam
działam na serca jak kardiobiovital
W to mi graj czy jestem na scenie czy w kabinie
mój rym płynie po polskiej krainie jak po winie.
Bo mam to coś tego czegoś mam wuchtę
ty biegniesz sprintem ja wyprzedzę ciebie truchtem
"Przepraszam pana, a kim jest ten gość?"
To R.A.F.I co ma we krwi to coś.

Ref. x4
Bo my mamy to coś, coś co do nas przyciąga was
to coś co tworzy pod sceną ten rąk las
To coś co charakteryzuje każdego z nas
to czas byście poznali to coś.
Polak potrafi, kto temu zaprzeczy?
Dla Polaka nie ma nie do wykonania rzeczy
Twardy charakter i silne ręce
Słowiańska dusza i wielkie serce
Kto da więcej? Trwa licytacja
Nie zabiła go komuna i nie zmieni demokracja
Połowa w kraju, połowa na wakacjach
Pięknie rozkwita emigracja
Jak następna stacja drogi krzyżowej
Dla narodu, w krainie polityki moherowej.

Ktoś powiedział - ”Polak potrafi”
On uwierzył, bo wiarę miał
Ojczyznę i Boga w sercu
A dłonie jak stal

Polak potrafi,wedle powiedzenia
Dla Polaka nie ma sprawy nie do załatwienia
Polak ma ambicje, Polak ma marzenia
Na marzeniach wychowane pokolenia
Jak zorganizować to, czego pod ręką nie ma
Kombinatorka drogą do zbawienia
Darmowe, cyrkowe przedstawienia
Klaunów na arenie politycznej
W mojej ojczyźnie kochanej platonicznie
...a tak miało być ślicznie...

Ktoś powiedział - ”Polak potrafi”
On uwierzył, bo wiarę miał
Ojczyznę i Boga w sercu
A dłonie jak stal
Ktoś pokazał drogę do celu
On poszedł, tak jak stał
Z ojczyzną i Bogiem w sercu
I zdobył, co chciał
Polak potrafi, Polak umie
Polak nie zginie w tłumie
Polak ponarzeka i zaszlocha
Ale jaka by nie była, Polskę kocha.

Ktoś powiedział - ”Polak potrafi”
On uwierzył, bo wiarę miał
Ojczyznę i Boga w sercu
A dłonie jak stal
Ktoś pokazał drogę do celu
On poszedł, tak jak stał
Z ojczyzną i Bogiem w sercu
I zdobył, co chciał.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo