Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Te wszystkie moje inspiracje, godne pochwał akcje
Doprowadziły mnie w to miejsce na prywatną stacje
Mój wagon już czeka, peron osiemnasty
Widocznie tak musiało być, że zajmuje tor trzynasty
Ja jestem tu, byłem tu, i raczej będę długo
Jak zwykle wsiadam pewnie wybierając klasę drugą
Nie ważne, bo w dostatku życie wcale nie jest celem
Możesz być pusty władając pełnym portfelem
Mówią jestem frajerem, bo robię to o czym marzyłem
Miękkim chłopczykiem jeszcze nikogo nie skrzywdziłem
Dalej robię swoje chociaż wielu mnie opluwa
Nienawiść płonie w oczach całe życie im zatruwa
A ja jadę dalej i nie przejmuje się tym wcale
Przede mną całe życie za mną mały jest kawałek
Dlatego myślę stale bym mógł przeżyć jak najlepiej
Tą resztę krótkich dni, dam radę, drzwi zalepię

Za szybą znany świat ruszył z miejsca
Tak wciąż zmienny niczym ja
Niczym pogoda zmienny tak
Nie mogę stanąć wiem
Zrobię to cofnę się kolejny tracąc dzień
Tak ich niewiele dobrze wiem

Mam dom, rodzinę, kochającą mnie dziewczynę
Podstawowe argumenty mając je nigdy nie zginę
Mam kumpli, rozkminę czyli sprawy najważniejsze
Plan pierwszy zajęty całą resztę szczerze pieprzę
Pędzę przed siebie za oknem widząc świat rozmyty
Pędzę przed siebie za szybą ośnieżone szczyty
Kiedyś tam będę lecz najpierw wszystko tu załatwię
Wyruszę w to miejsce którego nie znajdziesz na mapie
Będę tam, bo w końcu każdy z nas tam trafi
W równej kolejce bez pchania się na afisz
Będę tam ale na razie jestem tutaj
Nie spieszno mi by odejść, choć kiedyś będę musiał
Wiem to staram się nie popełniać błędów
Wszystko tak, by nie żałować nawet krótkich momentów
Ciężko czasami jednak wiesz tak bywa
Doskonałość tak daleka, rzeczywistość zbyt fałszywa

Za szybą znany świat ruszył z miejsca
Tak wciąż zmienny niczym ja
Niczym pogoda zmienny tak
Nie mogę stanąć wiem
Zrobię to cofnę się kolejny tracąc dzień
Tak ich niewiele dobrze wiem

Na nowo myśli zbieram w jedną spójną całość
Wyznaczając swój kierunek własnej nauki gałąź
Życie - podręcznik jedyny z którego wciąż czytam
Który tak zaskakuje ten którego nie pożyczam
To moje prawo zabraknie stron napiszę nowe
Mają je wszyscy tak jak na karku głowę
Dążę do celu z taborem jadę wciąż przed siebie
W przedziale pustym prywatnym z napisem - dla ciebie
Znajome twarze za szybą uśmiechem mnie karmią
Błogosławieństwo najistotniejszym dla mnie karmą
Krytyka ważna jedynie szczera ma znaczenie
Całość w walizce podpisane jest wspomnienie
Ode mnie tyle choć to nie koniec jest podróży
Na chwile przymkną oczy widzę za oknem się chmurzy
Pozdrawiam kończę napisze wkrótce obiecuję
P.S. odpisz proszę co u ciebie, jak się czujesz?
Skumaj melo deklamacji to opowiem Ci o szkole ziomuś,
dam Ci kilka akcji, tylko nie rób tego w domu.
Nie wiem czy pamiętasz globus, kula z kontynentami,
dobra odmyła, na potyczkę w piłkę między tablicami,
nauczyciel w to naparzał z nami - tak między nami.
A wskaźnika tośmy używali do pizgania ściany,
raz żeśmy otagowali markerami cały kibel,
jakiś typek się dowalił i odwalił za to lipę.
I nie było już tak w pyte jak na lekcji na niemieckim,
jak gapiłeś się na jej bluzeczki wypatrując piersi.
Lepszy był angielski i ten koleś z mega grzywką,ta
miał wielki prestiż ale był homo i nie wyszło,
a najlepszy to był ten typ co węszył jak z komendy
czy jarałeś te faje z hajem jak wracałeś z przerwy.
Kurwa, stary nie poznaje siebie -
pamiętam tą akcję jak na przerwie napizgałem krzesłem w ławkę a szedł facet właśnie , znowu taca trzaśnie, z uszanowaniem pora
Wypierdalać na dywanik, na rozprawki dyrektora,
Jesteś pojebany typie ? Co ty walisz se po bani schitem ?
Dzwonimy do mamy , dawaj jebany dzienniczek.
Zebrania z rodzicami ta tego nie zliczę,
w pizdę z uwagami to Ja miałem przejebane życie :
"Mateusz trzaska drzwiami", "Molestuje szatniarkę" ,
"Mateusz jara cannabis i tłumaczy, że to nie twarde".
Zresztą nieważne. Stary dobra beka z polonistki,
zawsze chciała mnie ujebać, szkoda, że byłem za bystry,
ledwo mi dała podejść do matury - suka bura.
Zdałem na 9 5 %, teraz możesz ssać chuja !.
I niech buja się ta rura z LO od geografii,
masz farta penero, że nie mogłem do Ciebie trafić, jarzysz ?
A propo mapy to kumaty wie co zrobić,
Ja zawijam ją z szafy (ma wadę), na papier toaletowy.
Pozdrowić mogę tematy, wzory i debaty,
Ja pamiętam jak to robić, proste schematy albo się nie dasz albo schodzisz.
I dojadą Cie szmaty. Kumasz edukacji system ?
Skończysz na terapii kumasz ? z mózgiem ubranym w tornister,
czasem daje replay jak wspominam podstawówkę
kiedy jeszcze byłem hiper, mega, zajebistym uczniem.
To ważna chwila, klimat w tym okresie się zaczyna , klina
nabijanie w lufkę i jechanie na promilach.
Pierwsza dziewczyna, ta pierwsza suka co Cię zrobi w chuja
i będziesz Ją przeklinać szybciej niż zdążysz się zabujać, kumasz ?
To by mogli wkuwać na biologi, aktów zwłaszcza,
ale o tym to zapomnij mogę im do akwarium naszczać.
Nastaw uszy i lookaj, bo ten koleś od W-F'u jak Tupak
nawijał o dupach, po czesku nazywał się Fiutak,
był nawet spoko, akurat choć gadał bez sensu na wczuwce
co nie zmienia spektu, że zawsze miałem u niego szóstkę.
Dobra akcja była w sumie jak mnie wjebali w jasełka na święta.
Miałem być jakimś królem, czy tam chuj wie nie pamiętam.
Miałem gadać o Jezusie i największa beka z typów, typu
zajarałem skręta pięć minut przed w kiblu.
Przejebane bez kitu, niezła pizda weź przyznaj -
zapomniałem tekstu i poleciał pierwszy freestyle.
Albo dobra misja była z moją baby'e od chemii, wierz mi,
jak pięknie wstawiła ma pięć ndst na jednej lekcji.
może wydać się okrutne i w ogóle w kurwę huczne,
ale tak konkretnie byłem jej ulubionym uczniem, słusznie
Ale no wiesz jesteś dla mnie za stara, więc powiedzmy kolokwialnie,
rzeknę - spierdalaj.
A C2H5OH to Ja na chacie mam co dnia panie,
H do 2 do O to każdy ma dzień after w wannie.
Mogę wkuwać nałogowo to,
bynajmniej nie robię tego okresowo, tylko co najmniej co czwartek.
A środą nie pogardzę to a propo ćwiartek,
to ułamkiem dla mnie mnogość jedna-druga, razy trzy-czwarte.
Skumaj to na bit, całkiem wpływa to na bit fajnie.
Tak dobitnie machnę cyrklem w nieskończoną liczbę gardeł.
Mów mi Einsteinie. Propo tej fajnej edukacji,
jestem jak w Wolfenstein, jak Stalin po wojnie na libacji.
Przeklinam jak stara Hitlera, na sterydach za to,
To nie jest "Back in School" nazywaj to "Back in patol" !
Raz, dwa.
To jest Pelson, solo!
Molesta Ewenement!
Łoooł!
To jest tak brat! Warszawski styl!
jesteś tu?!

Ref. (x2)
Ej - to są moje wolne myśli.
Wiesz? Dla tych, którzy dziś tu przyszli.
Chcesz? Jeśli nie, to nic nie rób,
to Twoje życie, twoja kartka papieru.

Znów nagrywam rap pełen wiary i nadziei,
choć świat wokół to absurd jak w filmach Barei.
system karci gołębie, wybacza krukom,
elita bluźnierswto nazywa sztuką.
Góra, ustalili zasady kopertami,
cudze winy mają w oku, swoje za plecami.
Potyczkami na brudy pną się po szczeblach,
to festiwal obłudy? Raczej rezerwat.
Gubimy się wśród ludzi, szklanych prostokątów,
dokucza nam samotność, choć przyjaciele są tu.
Wyznaczamy okrąg, żyjemy wewnątrz,
gdy przetniemy linię, to się zmieni na pewno.
Nie rezygnuj z marzeń w obawie przed przegraną,
to samo mówię sobie co dzień rano,
Odnalazłem siebie, nie w tabletkach czy proszku,
to jest sztuczne niebo, pełne zdradliwych bożków.

Ref. (x2)
Ej - to są moje wolne myśli.
Wiesz? Dla tych, którzy dziś tu przyszli.
Chcesz? Jeśli nie, to nic nie rób,
to Twoje życie, twoja kartka papieru.

Znów nagrywam rap, wiesz brat? Bawię się rytmem,
a świat chce rozwiązać problemy konfliktem.
Super armie demonstrują siłę.
Idą na wojne żołnierze, giną cywile.
Przetarg w imię Chrystusa i Mahometa.
Ile baryłek ropy jest warte życie człowieka?
Nie szukam w tym sensu, bo go nie znajdę,
bardziej niż sens chcę znać prawdę.
Często szukając jej samej przegrywamy z lękiem,
nie chcemy jej znać, jeśli nie jest nam na rękę.
Tak walczymy sami ze sobą,
szukamy drogi do szczęścia, a szczęcie jest drogą.
"Świat zwariował" mówią ludzie, którzy są światem, oni pewnie już znają datę.
Dziś walczę o pokój i to jest mój apel,
bo stoimy na krawędzi, patrząc w krater.

Ref. (x2)
Ej - to są moje wolne myśli.
Wiesz? Dla tych, którzy dziś tu przyszli.
Chcesz? Jeśli nie, to nic nie rób,
to Twoje życie, twoja kartka papieru.

Znów nagrywam rap, choć go często miewam dość.
Nagrywam, potem Tobie to sprzeda ktoś.
moje serce mi mówi - dalej rób to Pelson,
a ekonomia krzyczy - weź rzuć to - często.
Najlepiej w przepaść, z jakiejś skarpy.
Rap gra, zagrajmy dziś w otwarte karty.
Rap gra tu trwa, nieustający wyścig
i niejeden wyparł się idei dla korzyści.
Dziś nie wystarczy, że wychował Cię beton, wiesz?
Żeby ludzie okrzyknęli Cie poetą.
nie każdy MC kto nagrywa na bity,
jak nie każdy napis na murze to graffiti.
Znam kozaków, wychwalają wersy,
a przed wyjściem na scenę zakładają pampersy.
Możesz kupić listę przebojów, wywiad,
lecz nie kupisz mojego szacunku, wybacz.

Ej!
Dzięki, dzięki ludzie!
Pokój!

Ref. (x2)
Ej - to są moje wolne myśli.
Wiesz? Dla tych, którzy dziś tu przyszli.
Chcesz? Jeśli nie, to nic nie rób,
to Twoje życie, twoja kartka papieru.
Smut kryminal

Smut za smutem, a kiedyś niby sprytny
Gdy na tą samą nutę robisz swoje rytmy
Tyk-tyk ty kolego miałeś plan ambitny
Cóż z tego jeśli zapomniałeś w gębie brzytwy
Łamiesz się? chyba jesteś chopie z dykty
Tym ty nie okazujesz swojej ikry
Muli cię? lepiej wymień sobie filtry
Bawisz mnie tak, że składam się jak Wigry
I ty gry nie porównuj go gonitwy
Bo przybywa w niej malkontentów sitwy
Co od sentymentów jak do Unitry
Chcą swych procentów, a wkład dają mikry
I wiesz co? ja szczam na to na litry
Weź się lepiej odsuń, bo widok będzie przykry
Ty kry-ty krytyku jesteś na rap chytry
Tym przegrywasz wojny nim staniesz do bitwy
I pikował...

I pikował twój rap gdy wziąłem go na muszkę
Zanim padł strzał on siedział już pod łóżkiem
Czego szukał tam? nie wiem, załóż, że
Dobrze wiedział, gra nie idzie o pietruszkę
To nie sport, ale i tu bywa różnie
Bo kiedy jest tort każdy z niego sobie uszczknie
I słusznie lub nie, mniema, że jest tu Kopciuszkiem
Tudzież włóż tę lub tę i wyciąga nóżkę
I wiesz co? ja sram na taką służkę
A mam cela żebyś nie brał za pogróżkę
Puszczę juszkę, jestem na rap łakomczuszkiem
Więc strzelam w dziesiątkę nim nabiję muszkiet

[x4]
Powiem wam szczerze
Myślę, że dzisiaj są leszcze w grze
Lecz przeczę, że rzeczy są tylko złe
Wrzeszczę, że leszcze w grze...
/Mówią o mnie w mieście
/Mówią o nim w mieście
/Co z niego za typ
/Wciąż chodzi pijany
/Wiecznie robi syf

Bemer:
Nie ważne jak byś zaczął to i tak wiem jak dziś skończę
Mimo mojego wieku mam słabość do pięćdziesiątek
Chociaż co wieczór mówię sobie że z tym kończę
To rano znowu budzę się przytulony do gorzkiej
Mówili mi ziom określ limit
Jestem tematem rozmów na pomarańczowej linii
Jebać biling nie potrzebuje opinii
żeby czuć się lepiej niż się czuje w tej chwili

Booryz:
Chyba, chyba mam Déjà vu znowu
Wiesz, wczorajszy wieczór zaczynałem w ten sam sposób też
Dziś liczę cash i nie wiem na co stać mnie
Wczoraj stoję słabo na nogach i na karcie
Chociaż wsparciem ziomali to po wczoraj też krucho
Co drugi chcę Cię wspierać chociaż chociaż w gębie tez ma sucho
Czekać długo nie ma na co bo się nic nie zmieni
Efekt podwoi się sam, gdy się podniesie do kieszeni

Miuosh:
Daj to w luft
Łyka cola lód nie przeciągaj
Alko monogamia tysiąc metrów od ronda
Katowice Ducha nie pijesz to nie słuchaj
Łyka biorę nie bucha z gwinta wale nie z bonga
To nie spontan to kolejny rytuał bo
Zanim znów na majka wejdziesz trzeba się ściulać ziom
Nie ważne czy cały dzień w dresie hulasz
Czy krawat i koszula wychyl i się nie rozczulaj

Refren:
Znowu okłamałem swoją rodzinę
Miało grzecznie być a znowu pije
Trzeba tutaj przecież jakoś żyć
Teraz my! Teraz my!
Trzeba pić, Trzeba pić, Trzeba pić

Znowu okłamałem swoją rodzinę
Miało grzecznie być a znowu pije
Trzeba tutaj przecież jakoś żyć
Teraz my! Teraz my!
Trzeba pić, Trzeba pić, Trzeba pić

Miuosh:
Wie-wie-wierz mi upadają alkotesty
Gdzie jako pasażer potem jak odpalą gaże
Robię festyn bar zawijam palce szyja i te gesty
Rano pewnie powiem że to przez płyn
Ziom to nie wstyd to ten styl z tych stron
Wóda, wino, gin łycha, wermut i bron
Płynąć twardo to płynąć pod prąd
A jak zostanie amol wetrzyj mi go w skroń

Bemer:
Mam 364 (??)
Przez jeden dzień odwiedzają mnie w szpitalu ziomy
Nie mylisz się cierpię na marskość wątroby
Ale jakby na to nie patrzeć to początek choroby
Tylko pomyśl ile jeszcze jest przed nami
Bo choć tyle się różnimy to w tej kwestii tacy sami
To trzech takich, którzy od bani do bani jak nabuzowani nie poznali do dziś ograniczeń granic ziomek.

Booryz:
Teraz ty pijesz, no i kurwa jak odmówić?
Życie dłuży, noc się gubi, a my dalej ziom w podróży
Znowu ranek zapowiada, że historia się powtarza
Leczę się tym, czym zatrułem i to napędza mi smaka:
Jedno, drugie, trzecie i tak do wieczora przecież
tylko dalej z tym nie lecieć skoro po tym coraz lepiej,
Skoro idę dalej to weź mi następnego nalej
Tylko ziom te detale, stale podnosimy skalę,

Refren:
Znowu okłamałem swoją rodzinę
Miało grzecznie być a znowu pije
Trzeba tutaj przecież jakoś żyć
Teraz my!
Trzeba pić, Trzeba pić, Trzeba pić
Znowu okłamałem swoją rodzinę
Miało grzecznie być a znowu pije
Trzeba tutaj przecież jakoś żyć
Teraz my!
Trzeba pić, Trzeba pić, Trzeba pić

/Mówią o mnie w mieście
/Mówią o nim w naszym mieście, słyszeliście to?
/Co z niego za typ
/Co to jest kurwa za koleś, jebany menel
/Wciąż chodzi pijany
/Teraz my, teraz my
/Trzeba pić, trzeba pić
Nie będę brodził w pomyjach, klimat nie sprzyja odpowiem,
Rządowy cyrk mi się przejadł, muszą spaść głowy jak co dzień,
Co może młodzież bez planów, przyszłości chociaż z dyplomem?
Europa stoi otworem, kapitalizm potworem,
To Ryszard C ma odpowiedź niczym taksówkarz De Niro
Bo polityka zabija, tyrany przeciwko świniom,
Ja to pierdolę, problemów mi nie ubywa, wciąż nowe,
Spadają na Twoją głowę jak rządowy Tupolew,
Życie mam swoje i dodam, też straciłem rodziców,
I zagrażało mi w życiu nazbyt wiele czynników,
Przeżyć to mały pikuś, korzystasz z ochrony BORU,
Ja bez obstawy na co dzień, na misji jak działacz KORU,
Obrywam za wolność słowa w tej postkomunie jak Kuroń,
Chcą internować, donoszą, bo walczę z cenzurą, którą,
Ponoć zniesiono i ziomom tłumaczę, że to nieprawda,
Bo bujam się po komendach i sądach, w tym kraju standard

Ten podły popis pajaców na kacu z poselską dietą,
Te polityczne przygłupy roznoszą w tym kraju fetor,
Siła robocza z maczetą, barykady, czas strajków,
Haniebny popis na żywo, dwa, cztery, siedem, Polska w chuj.

Ta polityczna kariera, czerwony dywan nic nie wart,
W większości to same zera, co mają sześć zer w portfelach,
Praca czy kierat? Afera, na czym opierasz teorię?
Bądź tu mądry ziomeczku, to nowy świata porządek,
Premier to szkodnik, prezydent to marionetka wyborów,
To Ci z opozycji tak mącą, kto ma rację? co z Polską?
Czy kiedyś dojdzie do skutku cokolwiek z obietnic? Wątpię,
Bo nowy rząd chce porządek wprowadzać po starym rządzie,
Tak od dwóch dekad ten burdel na kółkach z ulicy Wiejskiej,
Ministrze masz dużą pensję, wziąłeś w łapę za przekręt,
Kolejny absurd i dekret, zaczynam dyskredytować,
Rządzącym się nie spodobam, wypowiadam złe słowa,
Bomba gotowa z nawozów, zasiada w sejmie, senacie,
Tę kupę gówna wysadzę, tyle w temacie, bracie,
Polska w klimacie obsceny, to marne oceny, wiocha,
Ja Polskę kocham a oni Polskę rujnują, wynocha.

Ten podły popis pajaców na kacu z poselską dietą,
Te polityczne przygłupy roznoszą w tym kraju fetor,
Siła robocza z maczetą, barykady, czas strajków,
Haniebny popis na żywo, dwa, cztery, siedem, Polska w chuj.
A ja zakręcam kran
Niweczę ten wasz kretyński plan
Tajemniczy jak Tymiński Stan
Dla tych bliskich gram
Stąd ich pyski znam
Straty i zyski mam bo gram
To dla tych wszystkich pań
To dla tych śliskich spraw
W kieszeni listki mam
W głowie przebłyski mam, pizgam
I nie ma szans żaden skurwiel ze mną
Wtedy kiedy kroczę drogą ciemną
Dokąd idę? Idę po zwycięstwo
Ze mną bractwo, co ceni męstwo a nie cwaniactwo
Tu gdzie buractwo jak robactwo się pleni
Gural się nie leni, miłośnik zieleni
Masz to coś, to musisz to docenić
W kraju gdzie złość na codzień skrywa
Każdy przechodzień chyba
Jestem jak w wodzie ryba
Po bitach sobie pływam
Pierdolę zawiść, nic nikomu nie zazdroszczę
Nie mam to poszczę, ostrzę słów ostrze
Bujam stale czoło
I kroję rymy
I palę zioło
I doję płyny alko
Albo mówię co jest grane wkoło
Wzbudzam zamęt sobą
I wzbudzam lamęt mową
Technikę mam diamentową
Jak kamień pod wodą znikam
PDG Klika ze mną
Technika ze mną
Ja wnikam w sedno
Ja tak jak kamień pod wodą znikam
PDG Klika ze mną
Technika ze mną
Ja wnikam w sedno
Ja tak jak kamień pod wodą znikam
PDG Klika ze mną
Technika ze mną
Ja wnikam w sedno
Ja tak jak kamień pod wodą znikam
PDG Klika ze mną
Technika ze mną
To diamentowy Hann
To diamentowy Hann
To diamentowy Hann
Chropowato...
chropowato...
chropowato...
chropowato...

Ref.
Chropowato jadę bo wiem że warto,
życie to nie Placebo w chuju mam to,
jutro wciąż nieznaną kartą,
jadę pod prąd chyba zbyt dobrze znam to

Zapada wieczór noc tuli plątaninę ulic,
życie stawką w puli, ja nie dam się zamulić,
nie będę ogona kulił, nie dam się ogłupić
PDG DGE. nie mnie nie można kupić,
rap moim tonem, świat moim domem,
te noce to moje moce, nie wiem czy policzone,
za auta sterem, atmosferę chłonę, mam myśli szczere,
mam swoją drogę, idę w swą stronę,
bo podpisałem pakt z mikrofonem,
na bank nie utonę, chodź fatum bywa nieuniknione...

Ref.
Chropowato jadę bo wiem że warto,
życie to nie Placebo w chuju mam to,
jutro wciąż nieznaną kartą,
prę pod prąd już zbyt dobrze znam to

Kolejna noc, papieros, płynie prąd w membranę
i płyną chwile, niby inne a takie same,
wisi księżyc gdzieś ponad ulicami,
na nich ludzie omotani, niby inni a tacy sami,
za horyzontem majaczy jutro rano,
i niby jest inaczej a wciąż jest tak samo,
myśli plątanina wyścig po złote runo,
znalazłem szczęście i je zgubiłem trudno,
wiesz co chuj w to, chwile trwają krótko,
ludzie trwają krótko, smutki płyną z wódką,
PDG. to skrót yo, nie skończy się jutro,
bo nie od wczoraj trwa ma życiowa gra...ajjj,
palę high i coś mi mówi gadaj, nagrywaj
te swoje bragga, niech im opada dolna szczęka,
nie wymiękaj jak brudny hiphopu bękart
a przyszłość trzymaj w rękach,
w rękawach miej asy, miej w kiejdach trochę kasy,
nie narzekaj, nie czekaj na lepsze czasy,
niech dudnią basy, ja budzę betonowe lasy ze snu,
GURAL jest tu weź to stestuj,
gadam bez kompleksów, bragga bez podtekstu
uwaga, snuj wnioski z kontekstu,
z kodeksu wyciąg, mógłbym przysiąc,
własny pieniądz zawsze lepszy niż co miesiąc po tysiąc

Ref.
Chropowato jadę bo wiem że warto,
życie to nie Placebo w chuju mam to,
jutro wciąż nieznaną kartą,
jadę pod prąd jadę zbyt dobrze znam to

Słyszysz płynie czas, rysuję życia szkic,
nie ma nas, nie ma nic, ja nic nie rozumiem,
przyjmuję to tak jak umiem,
od narodzin do trumien, istnienia strumień płynie,
może minie, a może mi nie minie, siebie winie, ciebie winie,
na linie balans w hałasie cisza, w ciszy hałas,
mówią jutro się zbliża, i wczoraj jak balast ciąży,
sam, sara krąży, ego stara się nadążyć,
niewiedzą mądrzy, ci szybcy mogą nie zdążyć,
te stany przychodzą w nocy, te rany lubią się jączyć,
to nas łączy, ja lecę dalej trasą bez znaków życie miga tu,
pada deszcz mokną kurwy na Pigalaku,
na zegarku 12:30 prawie, gorzkie myśli trawie,
wokół szumi gawiedź...

Ref.x4
Możesz mi mówić, że ty wierzysz tylko w ludzi,
że jesteśmy tu tylko dzięki ewolucji.
Nie ma siły z chmur, są tylko siły natury,
a urodziny to nie cud, tylko rozmnażania skutki.
Nie przesadzasz raczej,
Stygmaty ojca Pio to bajka,
I że łzy płyną z posążku jak krew z palca.
Nie kuję nic w środku, jak widzisz zło tego świata.
To najlepszy dowód, bo jak On może na to pozwalać.
Gdybym był bogiem, mówisz , nie pozwoliłbym
im wejść na złą drogę i upaść jak grzesznicy.
Nie musiałbym ciągle, w skupieniu modlitwy,
Prosić o jej zdrowie i żeby przyjaciel nie pił dziś.
Pytasz, gdzie On był w sumie. gdy ojcu spadał cukier,
a w środku czułem największą w życiu pustkę.
Kilka dni najcięższych jak miała atak , najtrudniej,
te jej oczy pamiętałem jak patrzyły na mnie smutnie.
Pytasz o co chodzi, księża i ta pedofila,
a czarnej owcy to powiedz kto w rodzinie nie ma.
Z kościołem to kojarzę Boga ,a nie klecha.
Chodzę tam do Ojca nie dla ,,proszę księdza’’.

Mi chodzi o religię , bose stopy, modlitwę,
drogę golgoty , na niej śmierć za życie.
Ludzi gdzieś klękających na chwilę.
Podnieś z kolan bolących jakiś sens zanim zniknie. x2

Słuchaj, też wierzę w ludzi, to projekt duszy,
Choć słowo dziś znaczy mniej niż dzwonki z komórki .
Czasem zwątpić muszę , nie upadają głupcy,
obecność Boga poczujesz pewnie przy urodzinach córki.
Jeśli chodzi o świętych, jeden po jeziorze chodził,
teraz uczą dzieci o polskim papieżu na historii.
Mówisz, że zło jest tu i Bóg nic z tym nie robi,
ale to ludzie chcą się krzywdzić przez mordy i terroryzm.
Nie pozwoliłbym im upaść ,a On tak sądzisz.
To jak mam nauczać ducha i wspinać się powoli?
A w modlitwach mówisz , że nic nie dają prośby,
żeby ktoś cię słuchał musisz też dać mu dokończyć
Jesteś pewny, że cierpienia to kara za grzechy?
A z doświadczenia wiem, że są by coś docenić.
Nie ma dla ciebie go teraz, ale zabraknie Ci go kiedyś.
I krzykniesz przypadkiem: Boże brakuje mi twej ręki!
Mówisz, że zły jest kościół i kapłani , ale w samym środku
licz na Boga a nie na nich.
To trudna droga, co niedziele widzę te ławki
I kiedy spotkam tu ciebie, choćby pod trumny deskami.

Mi chodzi o religię , bose stopy, modlitwę,
drogę golgoty , na niej śmierć za życie.
Ludzi gdzieś klękających na chwilę.
Podnieś z kolan bolących jakiś sens zanim zniknie. x4
[Paluch]
Red Bull!
Poszło 0,7 butelka leci na parkiet
Teraz mamy dobrze, po wódeczce mamy szajbę
Wszystko kontroluję sprawnie podtrzymując fazę
Puszczam pawia w bramie, bo tak mam za każdym razem
Zostawiam kebab, teraz już mogę pić dalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow
Od wódki najebany, po Red Bullu pobudzony
Byłem zmęczony, teraz stoję tu jak nowy
Jak Rychu na pewniaku mieszam szampana z Red Bullem
Nie wiem czy to dobrze ale teraz nóg nie czuję
Pytam barmana: "ej, co mi doda skrzydeł?"
Po chwili znowu stoję z czerwonym drinkiem
Teraz lecę przy suficie i sram wszystkim na czoło
Wódkę z Red Bullem, napierdolę się dziś zdrowo

Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow

[Paluch]
Jedziesz furą całą noc, ej wypij 5 Red Bulli
Chyba nie umrzesz, ale trochę się wybulisz
Pijesz Red Bulla jak zapierdalasz na siłkę
A na wieczór dla relaksu do Red Bulla dolej Finkę
Nie daj się wyjebać tym, co smakują podobnie
Po baniaku Tigera mogę zasypiać wygodnie
Widzę typa na baletach, siedzi z Burnem przy stoliku
Z Burnem przy stoliku spalił bym się ze wstydu
Chwilę później przy barze dostaję łychę plus Colę (co?!)
Co patrzę na typa - mógł to zrobić nieświadomie
Więc otwieram puszeczkę, do drina wlewam zawartość
Dziwnie smakuje, trochę rożni się barwą
Ale kopie jak trzeba i czuję tą moc
Teraz już wiem - przechodzona będzie noc
Teraz już wiem - przechodzona będzie noc
Teraz już wiem, ej, ej, ej

Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow

[Bosski]
Ja nie jestem żadnym żulem choć piję banię z Red Bullem
Nie do zatrzymania, stoję murem, krzyczymy tu głośno chórem
Zapraszam na drugą turę, Bosski nie poległe dżule
Kiedy polana bania nie mulę, zabawa max tutaj w ogóle
Łycha, łycha, stara łycha i marycha to alternatywny plan
Gdy nie ma Red Bulla kicha
Sztycha, sztycha, tutaj nikt nie zgarnia sztycha
Kiedy wkręcamy tu tłum, nie ma na nas zawodnika
Co tam, co tam pierdolnąłeś z byka szota
Lecisz z nami tu na kota, język ci się trochę mota
A za barem rośnie kwota, pełen relaks - jest sobota
Czas szaleństwa, nie głupota i rozpierdalamy lokal

Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow

[Bosski]
Ja wódę tu piję, ja wódę tu piję
To kręci się dobrze dopóki tu żyję
Ja trzymam tu fason, nie rzygam, nie gniję
Nie chwieje, nie wieje jak kurwy pomyje
Ja wódę tu piję, ja wódę tu piję
Mieszam z Red Bullem i tego nie kryję
Bo kiedy Red Bulla dodajesz do wódy
To z szarawej Polski robią się Bermudy
Za daleki odlot, ciężki przekaz
Muzycznie to dla kumatych tych kategorycznie
To historia, słyszysz ją
Nie zapada w stan euforia, rozwinięta Z.I.P. teoria
Masz wybór tu jakby masz dostąpiennnia
Masz dobrą pozycję wybierasz abon srebrna folllia dwa
Cieszysz się coraz bardziej, przed siebie gna z czym
Takiego kroku nigdy nie podjął bym
Pierdoleni naiwniacy nie skończą z tym
Chłopak wybiera THC
Browar, sześciopak, zrzęd, pięć i osiem procent
Dobra postawa, nic na opak PHP
Znana ci kwestia stara
Przemyśl czy to męka czy to kara
Czy to prawda zawarta w chlebie, trzyma się ciebie
Jak na skórze dziara
Ważna nieustanna dobra wiara, w siebie
Bo jak nie nadajesz się to przystopuj
Nie dam rady dam se spokój
Zawsze mogę naprawić swój błąd
Chyba że nieodwracalny
Mimo to zawsze aktualny
Wtacza się w ciebie, jak świat wizualny
Za daleki odlot dla wszystkich nie kulisowych tylko normalnych
Co dla mnie żaden siuwaks nie krax nie grax przypuszczalny
Nie dla mnie tradycyjny, regularny
Nie ma mnie tu sen koszmarny
Myśląc tak suw konwencjonalny
Dla mnie temat przekonywalny
Po całości

Ref.
Znam odlot za daleki
Sam różne akcje miałem
Daj spokój z takim stanem
Daj spokój z takim stanem

Znam odlot za daleki minuta trwa wieki
Nie mogę w górze, utrzymać ciężkiej powieki
Znasz na to leki sześciocyfrowe czeki
Wtedy z gandzi opieki nie zostanę wyjęty
Przez społeczeństwo wyklęty za poparcie narkomiękkich
Odrzuć niepotrzebne lęki wiesz gdzie zaczynają się twe męki
Tam gdzie twarde zaciskają szpony
Uważaj będziesz odmurszony, poważnie zadłużony
Swej godności pozbawiony gonisz krople po srebrze
To w psychikę się wedrze
Potem żebrzesz mnie to nie dotyczy
Marihuana nie przeszkadza w niczym
Opanowałem sztukę palenia
Mój natury zew skrętów nie ma-pech
Są gdzie indziej u Koro Włodi trzech
On sam do nas przyjdzie
Do ludzi po przejściach ten kawałek stylu
Narkotycznego zejścia
Nie uważam się za ćpuna, choć hajs mi droższy od złotego runa
Może cię zgorszy gloryfikacja skuna

Ref.

Paranoja to ciśnienie to makabra uderzenie
Wciąga styl wciągasz mnie
Tracisz na tym w dekiel
Zaczepa zdziera wszystko z ciebie jak rzepa
Kontroluję swe zetknięcia ze stanem nadnormalnym
Za dużo bzdur to wzrost temperatur
Wkurwionych temperamentów cały zbiór
Nie krzywdź swego losu
Z przymusu wybieram ze stosu odpowiedni element ciosu
Żyję się raz to jest cenne jak cenny obraz
Albo odlatujesz albo trwasz
Zwróć uwagę że zdrowiem za to bekasz
W ciemności się szwendasz
Albo w życie grasz, albo cios w kalendarz
Wybór masz wybór masz

Za dalekie często niekontrolowane jazdy wygrzane
Do niczego nie porównywane
Przez przeszłość narkotyki lub inne rzeczy spowodowane
Sam różne akcje miałem daj spokój z takim stanem
Się z wirów krętu koszmaru wyrwałem
Dużo przemyślałem i zachowałem na przyszłość
Za dalekie odloty jeśli chodzi ci o ścisłość
Sam do siebie pretensje rość
Ty co cię pochłonęło zaśniesz albo już usnąłeś
Otwórz oczy i zastanów się weź, czy to pojąłeś
Twa dusza opętana czy to do serca sobie wziąłeś
Chora jazda wstrząs falą oczy brąz kolor oczopląs
No i wyobraźni stwór
To walka o przetrwanie niekończący spór
Za daleki odlot.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo