Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Muszę być skałą trwałą, co by się nie działo
Całą energię kierować na nią (na nią, na nią)
Muszę być skałą trwałą, co by się nie działo
Całą energię kierować na nią (na nią, na nią)
Muszę być skałą trwałą, co by się nie działo
Całą energię kierować na nią (na nią, na nią)
Muszę być skałą trwałą, co by się nie działo
Całą energię kierować na nią.

Widzę jak patrzysz i to sporo dla mnie znaczy
Ale nie jestem z tych graczy, którzy połykają haczyk
Dla byle przekąski - staniki, podwiązki
To grząski grunt, jaram polski skun
Bo gdy piszę o tym
To jakbym wypierdalał na ulicę trotyl
Jakbym utopił w Wiśle w chuj floty
Wiesz ? Tak po prostu
To dla serc, które biją w wieżowcu
Dla zamachowców, którzy chwytają za wolant
Bo każdy ma swoją misję, którą powinien wykonać
To o nas samych są te teksty
Coś o potworach, które drzemią w nas, choć żaden nie śpi
Nie rozszyfrujesz treści moich słów tak długo
Jak nie wyrwiesz się spod presji ludzi i tego co mówią
Mój świat od lat nie wygląda już tak samo
Tato, tak bardzo tęsknię za mamą
Muszę być skałą trwałą, co by się nie działo
Całą energię kierować na nią
Bo tak mnie nauczano
Od małolata zawsze powtarzał mi tata:
"Pamiętaj, synu, wszystko co dajesz w końcu wraca"
Czas spłacać długi, Małpa mówi
Nie wpadam po dwie sztuki w jacuzzi czy z wagi tuzin
Od teraz u Twoich ludzi to gówno budzi
Niepokój, mam ich na oku już od dawna się nie łudzi
Nikt wokół, to kwestia widoku, kwestia perspektywy,
Nie widzisz nic, gdy patrzysz z boku wszystko jest na niby
Jestem odporny na wpływy
Zza szyby, kiedy nagrywam rymy
Nie pytaj co by było, gdyby zabrakło mi siły
Jaki jest limit, chcę wykręcić wynik, by nikt
Nie lał śliny, ani chwili dłużej, skurwysyny
Od rośliny z moich jeansów łapy jak najdalej
Bo wybaczam wam brak skillsów, lecz nie brak dobrych manier
Za zaniedbanie Daniel sięgałby po szable
Wciąż to samo sranie w banie, każdy tu walczy o prawdę
Spytaj mnie, Skarbie, czemu tak dobrze się bawię
Grając w ciągu trzech lat dziesiąty koncert w Warszawie
Bo chciałem dawniej tego, co mam teraz
Chociaż nieraz mają za złe mi, że nie chodzi o melanż
I o dziwki, kajdany czy jakiś kurwa proszek
Ani o hajs, bo to byłby zbyt prosty wniosek

Muszę być skałą trwałą, co by się nie działo
Całą energię kierować na nią
Muszę być skałą trwałą, co by się nie działo
Całą energię kierować na nią
Muszę być skałą trwałą, co by się nie działo
Falom stawiać opór nocą, rano
Otwierać oczy śmiało, chociaż drży kolano
Nie zdejmuję z ramion, mamo
Nadbagażu, który z góry zwykle utrudniał mi slalom
Muszę być skałą, taki jest kanon
I chuj, że kropla od lat już w każdym z nas drąży kanion
Możesz mieć nawet dwa metry a i tak być małym człowieczkiem...

Mały człowieczek wciąż kitrał swe kompleksy
Wchodził szeroko jakby czuł się najlepszy
Zawsze kupował sex nie miał wspomnień z szybkich akcji
Z dziwnych miejsc ze swoją ex bo nigdy nie miał ex
Miał gest i souveniry dla silniejszych
Miał też cięty język i na oriencie zmysły
Jak wyczuwał słabość był pierwszy do robienia krzywdy
Mocno dbał o jej jakość i nie odpuszczał nigdy
Mały człowieczek kręcił swoją karuzelę
Cale życie udowadniał światu, że nie jest frajerem
Nie było celu bo tylko to było celem
Prawdy nie było też tylko totalne złudzenie
Wciąż próbował zachować twarz jakoś...
Lubił atakować by maskować własną słabość
Miał pogardę kurewską dla samego siebie w oczach
Bo kto nienawidzi świata sam siebie nie pokocha

Co ty komu tutaj chcesz udowodnić?
Od lat wielu, miesięcy, tygodni
Ten co robi to, na co ma ochotę
I ma za to sos dla ciebie tutaj jest niewygodny?
Nienawidzi go za to z musu
Nie ma oczu, nie ma ust, nie ma uszu
Mały człowieczek, metr pięćdziesiąt w kapeluszu

Co ty komu tutaj chcesz udowodnić?
Od lat wielu, miesięcy, tygodni
Ten co robi to, na co ma ochotę
I ma za to sos dla ciebie tutaj jest niewygodny?
Nienawidzi go za to z musu
Nie ma oczu, nie ma ust, nie ma uszu
Mały człowieczek, metr pięćdziesiąt w kapeluszu

Tropiciel fermentu, entuzjasta kpiny
Harcerzyk ulicy i listonosz złej nowiny
Wypociny wizerunku pochłaniały godziny
Nieważne kim był, ważne kim był w oczach innych
Mały człowieczek lubił słabość wykorzystać
Wszystkich zjebać by samemu twardo wypaść
Niszczyć lepszych kochał z nieopisaną pasją
Łapał ich za słowa by ukoić swoją zazdrość
Taka rasa - strażnik zasad w tamtych czasach
Był moment, że uśmiech kutasa wkurwiał całe miasto
A on był sprytny, jak nikt rozgrywał innych
Napuszczał ich na siebie sam stając się silnym
Mały człowieczek bał się świata niczym dżumy
Z tego strachu sam na huki brał tłumy
W kalendarz kopnął na serce
Kiedyś ściął się wreszcie,
Że zmarnował życie
Będąc wciąż małym człowieczkiem

Co ty komu tutaj chcesz udowodnić?
Od lat wielu, miesięcy, tygodni
Ten co robi to, na co ma ochotę
I ma za to sos dla ciebie tutaj jest niewygodny?
Nienawidzi go za to z musu
Nie ma oczu, nie ma ust, nie ma uszu
Mały człowieczek, metr pięćdziesiąt w kapeluszu

Co ty komu tutaj chcesz udowodnić?
Od lat wielu, miesięcy, tygodni
Ten co robi to, na co ma ochotę
I ma za to sos dla ciebie tutaj jest niewygodny?
Nienawidzi go za to z musu
Nie ma oczu, nie ma ust, nie ma uszu
Mały człowieczek, metr pięćdziesiąt w kapeluszu

Nie mów... Nie mów... Nie mów... Nie mów...
Nie mów... Nie mów... Nie mów... Nie mów...

Nie mów nigdy mi, że nie lubisz żyć
Nie mów nigdy, nie mów, że nie lubisz żyć
Nie mów nigdy mi, że nie lubisz żyć
Nie mów nigdy, nie mów, że nie lubisz żyć
Nie mów nigdy mi, że nie lubisz żyć
Nie mów nigdy, nie mów, że nie lubisz żyć
Nie mów nigdy mi, że nie lubisz żyć
Nie mów nigdy, nie mów, że nie lubisz żyć
Możesz mi mówić, że ty wierzysz tylko w ludzi,
że jesteśmy tu tylko dzięki ewolucji.
Nie ma siły z chmur, są tylko siły natury,
a urodziny to nie cud, tylko rozmnażania skutki.
Nie przesadzasz raczej,
Stygmaty ojca Pio to bajka,
I że łzy płyną z posążku jak krew z palca.
Nie kuję nic w środku, jak widzisz zło tego świata.
To najlepszy dowód, bo jak On może na to pozwalać.
Gdybym był bogiem, mówisz , nie pozwoliłbym
im wejść na złą drogę i upaść jak grzesznicy.
Nie musiałbym ciągle, w skupieniu modlitwy,
Prosić o jej zdrowie i żeby przyjaciel nie pił dziś.
Pytasz, gdzie On był w sumie. gdy ojcu spadał cukier,
a w środku czułem największą w życiu pustkę.
Kilka dni najcięższych jak miała atak , najtrudniej,
te jej oczy pamiętałem jak patrzyły na mnie smutnie.
Pytasz o co chodzi, księża i ta pedofila,
a czarnej owcy to powiedz kto w rodzinie nie ma.
Z kościołem to kojarzę Boga ,a nie klecha.
Chodzę tam do Ojca nie dla ,,proszę księdza’’.

Mi chodzi o religię , bose stopy, modlitwę,
drogę golgoty , na niej śmierć za życie.
Ludzi gdzieś klękających na chwilę.
Podnieś z kolan bolących jakiś sens zanim zniknie. x2

Słuchaj, też wierzę w ludzi, to projekt duszy,
Choć słowo dziś znaczy mniej niż dzwonki z komórki .
Czasem zwątpić muszę , nie upadają głupcy,
obecność Boga poczujesz pewnie przy urodzinach córki.
Jeśli chodzi o świętych, jeden po jeziorze chodził,
teraz uczą dzieci o polskim papieżu na historii.
Mówisz, że zło jest tu i Bóg nic z tym nie robi,
ale to ludzie chcą się krzywdzić przez mordy i terroryzm.
Nie pozwoliłbym im upaść ,a On tak sądzisz.
To jak mam nauczać ducha i wspinać się powoli?
A w modlitwach mówisz , że nic nie dają prośby,
żeby ktoś cię słuchał musisz też dać mu dokończyć
Jesteś pewny, że cierpienia to kara za grzechy?
A z doświadczenia wiem, że są by coś docenić.
Nie ma dla ciebie go teraz, ale zabraknie Ci go kiedyś.
I krzykniesz przypadkiem: Boże brakuje mi twej ręki!
Mówisz, że zły jest kościół i kapłani , ale w samym środku
licz na Boga a nie na nich.
To trudna droga, co niedziele widzę te ławki
I kiedy spotkam tu ciebie, choćby pod trumny deskami.

Mi chodzi o religię , bose stopy, modlitwę,
drogę golgoty , na niej śmierć za życie.
Ludzi gdzieś klękających na chwilę.
Podnieś z kolan bolących jakiś sens zanim zniknie. x4
/Mówią o mnie w mieście
/Mówią o nim w mieście
/Co z niego za typ
/Wciąż chodzi pijany
/Wiecznie robi syf

Bemer:
Nie ważne jak byś zaczął to i tak wiem jak dziś skończę
Mimo mojego wieku mam słabość do pięćdziesiątek
Chociaż co wieczór mówię sobie że z tym kończę
To rano znowu budzę się przytulony do gorzkiej
Mówili mi ziom określ limit
Jestem tematem rozmów na pomarańczowej linii
Jebać biling nie potrzebuje opinii
żeby czuć się lepiej niż się czuje w tej chwili

Booryz:
Chyba, chyba mam Déjà vu znowu
Wiesz, wczorajszy wieczór zaczynałem w ten sam sposób też
Dziś liczę cash i nie wiem na co stać mnie
Wczoraj stoję słabo na nogach i na karcie
Chociaż wsparciem ziomali to po wczoraj też krucho
Co drugi chcę Cię wspierać chociaż chociaż w gębie tez ma sucho
Czekać długo nie ma na co bo się nic nie zmieni
Efekt podwoi się sam, gdy się podniesie do kieszeni

Miuosh:
Daj to w luft
Łyka cola lód nie przeciągaj
Alko monogamia tysiąc metrów od ronda
Katowice Ducha nie pijesz to nie słuchaj
Łyka biorę nie bucha z gwinta wale nie z bonga
To nie spontan to kolejny rytuał bo
Zanim znów na majka wejdziesz trzeba się ściulać ziom
Nie ważne czy cały dzień w dresie hulasz
Czy krawat i koszula wychyl i się nie rozczulaj

Refren:
Znowu okłamałem swoją rodzinę
Miało grzecznie być a znowu pije
Trzeba tutaj przecież jakoś żyć
Teraz my! Teraz my!
Trzeba pić, Trzeba pić, Trzeba pić

Znowu okłamałem swoją rodzinę
Miało grzecznie być a znowu pije
Trzeba tutaj przecież jakoś żyć
Teraz my! Teraz my!
Trzeba pić, Trzeba pić, Trzeba pić

Miuosh:
Wie-wie-wierz mi upadają alkotesty
Gdzie jako pasażer potem jak odpalą gaże
Robię festyn bar zawijam palce szyja i te gesty
Rano pewnie powiem że to przez płyn
Ziom to nie wstyd to ten styl z tych stron
Wóda, wino, gin łycha, wermut i bron
Płynąć twardo to płynąć pod prąd
A jak zostanie amol wetrzyj mi go w skroń

Bemer:
Mam 364 (??)
Przez jeden dzień odwiedzają mnie w szpitalu ziomy
Nie mylisz się cierpię na marskość wątroby
Ale jakby na to nie patrzeć to początek choroby
Tylko pomyśl ile jeszcze jest przed nami
Bo choć tyle się różnimy to w tej kwestii tacy sami
To trzech takich, którzy od bani do bani jak nabuzowani nie poznali do dziś ograniczeń granic ziomek.

Booryz:
Teraz ty pijesz, no i kurwa jak odmówić?
Życie dłuży, noc się gubi, a my dalej ziom w podróży
Znowu ranek zapowiada, że historia się powtarza
Leczę się tym, czym zatrułem i to napędza mi smaka:
Jedno, drugie, trzecie i tak do wieczora przecież
tylko dalej z tym nie lecieć skoro po tym coraz lepiej,
Skoro idę dalej to weź mi następnego nalej
Tylko ziom te detale, stale podnosimy skalę,

Refren:
Znowu okłamałem swoją rodzinę
Miało grzecznie być a znowu pije
Trzeba tutaj przecież jakoś żyć
Teraz my!
Trzeba pić, Trzeba pić, Trzeba pić
Znowu okłamałem swoją rodzinę
Miało grzecznie być a znowu pije
Trzeba tutaj przecież jakoś żyć
Teraz my!
Trzeba pić, Trzeba pić, Trzeba pić

/Mówią o mnie w mieście
/Mówią o nim w naszym mieście, słyszeliście to?
/Co z niego za typ
/Co to jest kurwa za koleś, jebany menel
/Wciąż chodzi pijany
/Teraz my, teraz my
/Trzeba pić, trzeba pić
Nie zasługujesz na lato, gdy nie szanujesz zimy.
Ciężką pracą zdobędziesz wynik, nie mów, że nie masz siły.
Nie mów, że nie ma wody na pustyni, gdzieś musi być,
skoro inni przeżyli to musieli ją pić.
Musimy isć przed siebie nie tkwić w glebie jak kij,
nikt nie zrobi tego lepiej niż ty.
Pomyśl o tym. Po co pakować się w kłopoty?
Po pierwsze buty pójdziesz bosy, nie ma dróg na skróty, co ty.
Jesteś młody to masz silne nogi.
Zrozumiesz cel, ale tylko gdy docenisz sens drogi.
Nie mów, że masz tego dosyć, ja nigdy nie miałem.
Zły dotyk zostaje, zły długopis wbity w to co napisane.
Had Hades mam na imię,
wypij mój atrament jeśli Cie nie zabije.
To poczujesz moc i siłę, docenisz nasz wysiłek, tyle.
Powiedz mi wcześniej ile sam zrobiłeś.

Po pierwsze: Zasłuż na to co masz.
Po drugie: Na to o co toczy się gra.
Po trzecie: Pracuj, atakuj i walcz.
Inaczej nie masz zupełnie żadnych szans!

Po pierwsze: Zasłuż na to co masz.
Po drugie: Na to o co toczy się gra.
Po trzecie: Pracuj, atakuj i walcz.
Dzieciaku, przecież ten świat jest nasz!

Miesiące, tygodnie, dni, godziny, minuty.
Osiągniesz szczyt, nie dojdziesz tam nigdy na skróty.
Ten film się dłuży, ale to dobre kino.
To dopiero początek, ważne by mieć dobry widok.
Lepiej dzwonek w telefonie wyłącz, bo nie można tak.
Pogódź się z zimą zanim przyjdzie wiosna, brat.
Wszystko ma swój czas i miejsce,
chyba że zaginasz czasoprzestrzeń, by być gdzie zechcesz.
Mi to jest zupełnie niepotrzebne,
dopóki mam horyzont biegnę wściekle jak bizon przez prerię.
Każdy epizod ma swoją energię,
umiejętnie wyciągnij z niego esencję.
Ważne są lekcje, które przeszedłeś,
podejdziesz do nich z pokorą - zdobędziesz respekt.
Nogi bolą z każdym kilometrem,
biorę mikrofon, zaciskam zęby, zdzieram podeszwę.

Po pierwsze: Zasłuż na to co masz.
Po drugie: Na to o co toczy się gra.
Po trzecie: Pracuj, atakuj i walcz.
Inaczej nie masz zupełnie żadnych szans!

Po pierwsze: Zasłuż na to co masz.
Po drugie: Na to o co toczy się gra.
Po trzecie: Pracuj, atakuj i walcz.
Dzieciaku, przecież ten świat jest nasz!

Po pierwsze: Zasłuż na to co masz.
Po drugie: Na to o co toczy się gra.
Po trzecie: Pracuj, atakuj i walcz.
Inaczej nie masz zupełnie żadnych szans!

Po pierwsze: Zasłuż na to co masz.
Po drugie: Na to o co toczy się gra.
Po trzecie: Pracuj, atakuj i walcz.
Dzieciaku, przecież ten świat jest nasz!
[Młody M]
Wszystko opiera się na łupach,
skurwysyny pchają się po trupach,
mnie to nie rusza, to zła nauka,
biorę dym w płuca i rzucam rym w klubach
chcę robić cuda,
chociaż mówią "przeznaczenia nie oszukasz",
życie to sztuka, tak łatwo jest upaść,
czasem czuję się winny i wrzucam drobne do kubka,
nie ma chuja zabija nas wóda, to nie ma końca,
znów widzę jak dzieciak prowadzi pijanego ojca,
jak potoczy się jego historia? wie jeden bóg,
nie przekreślaj, nic nie uszlachetnia jak ból,
ta, bo istnieje tysiące rozwiązań,
a czasem w jeden moment odmienia się dola,
ja wierzę w to, morda musi nadejść wiosna,
morda wiesz też, że nadejdzie wiosna
i nie mówię tu o wysokości słońca,
mówię o czasach święta i pieniądza!

Bo to musi mieć sens, żyjemy na maks
chociaż życie jest złe, nie poddajemy szans
nim dopadnie nas stres, ja nie wybrałem kart,
ale wybiorę grę i nie poddam się! [za nic!]

[Insert]
Tu słyszysz "ziomuś obstaw" - Polska, wiesz jak jest,
Typy mają wciąż magnetowidy na VHS, inni DVD,
pozory mylą znasz temat, bo bramiarz wyjebał
komuś przez okno blue-Raya
i zaraz sprzeda go typ, więc nie ważne co masz dziś,
tu nikt nie da ci do pyska, raczej da ci na pysk,
musisz robić na szamę, to nie hard core, to norma,
inwestować warto w to co zwiększa wartość konta,
nie masz hajsu to masz nóż pod gardłem,
w każdym biznesie miękkie zostaną wyparte przez twarde,
jak beton, gdy znudzą się jointami i fetą,
by ktoś mógł jeździć betą, ktoś musi jeździć na detoks,
wspominam czasy jak czytałem "Dosdedos" i "Ślizg"
poleciał dobry spliff, dobry bit, dobre kilka piw,
dobry team, zgranych łbów, którzy tak jak ja
wierzyli, że wreszcie nadejdzie dobry czas,
zrób ten hajs tak by twoja narzeczona
nie dostała telefonu z psiarni, czy pogotowia,
chcesz dowodu? słyszysz dowód, będzie dobrze,
tylko idź do przodu, a nie w poprzek!

Bo to musi mieć sens, żyjemy na maks,
chociaż życie jest złe, nie poddajemy szans
nim dopadnie nas stres, ja nie wybrałem kart,
ale wybiorę grę i nie poddam się! [za nic!]

[Głowa]
Wdycham miejskie powietrze, OCB - jak O.S.T.R.
i nie odejdę stąd pod byle pretekstem,
co jest lepsze? ssać, ziewać, czy robić,
ten na górze osądzi, ja mam swoje powody,
ze strony na stronę, od prawej do lewej,
winyle na deki, hałas, nie może być lepiej,
tak robię muzykę, nie liczę na splendor,
za darmo nic nie dostałem, nie jest mi wszystko jedno
gdzie będę jutro, wiem, mam cel, idę,
coraz bliżej przeznaczenia, nie podetniesz skrzydeł,
nadal mam to we krwi, jak na pierwszym CD,
nie zabierzesz mi nic, daję wszystko z siebie,
Głowa - MC co niesie płomień prawdy przez street,
dla tych co muszą żyć i przejść to co my,
kiedyś nie wierzył nikt w moje lepsze dni,
a to wszystko ma sens, bo mam miłość dla gry.

[Młody M, Głowa, Insert, 2.0.1.1., S.Z.M. do W.W.A. i z powrotem, aha!]

Bo to musi mieć sens, żyjemy na maks,
chociaż życie jest złe, nie poddajemy szans
nim dopadnie nas stres, ja nie wybrałem kart,
ale wybiorę grę i nie poddam się! [za nic!]
Między prawdą a betonem, prawdą a betonem,
stoję ja, stoję ja z mikrofonem,
między prawdą a betonem, prawdą a betonem,
stoję ja, stoję ja z mikrofonem,

(Diox)
To z miasta W-WA - stołecznego centrum brudu,
przez stres, strach i płacz, który rodzi łzy cudu,
od gwintu do dna, od miłości w nienawiść,
pośród miliona twarzy ja - kochaj albo zabij,
milion przenośni jak z urodzin po śmierć,
od dzieci w dorosłych jak od śmiechu do łez,
czas jest niewygodny, niebezpieczny jest stres,
wokół zbyt wielu mądrych mi potrzebny jest sen,
i znów wychodzę z domu, żeby się przejść,
pośród miliona ślepców, którzy pędzą jak kret,
gnają za pengą - to finalnie ich cel,
ale śmierć dopadnie tak samo jak ślepców mnie,
wiem co przyniesie świt, kiedy patrzę w gwiazdy,
w jej oczach widzę błysk niosę kilogramy prawdy,
otwieram drzwi wchodzę w gąszcz wyobraźni,
Ty wejdź ze mną tam gdzie nie bawią nas błazny.

Między prawdą a betonem, prawdą a betonem,
stoję ja, stoję ja z mikrofonem,
między prawdą a betonem, prawdą a betonem,
stoję ja, stoję ja z mikrofonem,

(Hades)
Wychowany wśród betonu w dwóch miastach,
z domu wyniosłem to, co mówił ojciec i matka,
do dziś się sprawdza w trudnych sytuacjach,
że lepsza gorzka prawda niż słodkie kłamstwa,
tu, gdzie gruba warstwa betonu pod podeszwą,
demokrację masz stojąc w korku przed dwudziestą,
raj dla turystów dla tubylców piekło,
korporacje rosną tak samo jak przestępczość,
informacje kłamstwem śmierdzą,
nie mogę przełknąć tego, co inni chętnie zeżrą,
obojętność to norma, prawda,
wdeptana dawno w chodnik, bo nikt nie sprząta,
bezdomni na dworcach grafitti na pociągach,
kontra chłopcy w różowych japonkach,
to jest Polska - prawda przestała być istotna,
miłość za hajs jest prostsza.

Między prawdą a betonem, prawdą a betonem,
stoję ja, stoję ja z mikrofonem,
między prawdą a betonem, prawdą a betonem,
stoję ja, stoję ja z mikrofonem,

(RakRaczej)
Mam otwarte oczy ziomek tu gdzie lasy betonowe,
brak kasy kontra zarobasy łatwo stracić głowę,
ile szans masz powiedz, chcesz się łamać człowiek?
robią cię w jajo bez mrużenia powiek nawet,
ej, prawda beton mikrofon jadę,
na resztę kładę, bo tu tak muszę dać radę,
to mój rap może da mi jeść może da mi spać,
może w końcu będzie mnie na życie stać, kurwa mać sprawdź,
się napinam może żyłka mi pęknie,
dopóki robię, to co robię, robię konsekwentnie,
miejsce Polska nie elegancja Francja, co los da?
to trywialna prawda ale wiem, że można się wydostać,
pieprzona matnia system ta jedna karta,
rap na mur beton bania musi być twarda,
ziomek garda do góry broda,
a między prawdą a betonem stoję ja i moje słowa,

Między prawdą a betonem, prawdą a betonem,
stoję ja, stoję ja z mikrofonem,
między prawdą a betonem,
między prawdą a betonem, prawdą a betonem,
stoję ja, stoję ja z mikrofonem,
między prawdą a betonem, prawdą a betonem,
stoję ja, stoję ja z mikrofonem,
Wiesz, że na tych track'ach to jestem chyba już boss'em,
bo na mój rap niunie kręcą tyłkiem, na Twój? Nosem.
Młody - "proszę Cię mam już mętlik", wiem kotku,
ale nigdy nie składałem Ci obietnic.
Pieprzyć "dirty dancing", pieprzyć "milkyways'y", to nie rap dla pedałów,
ani raczej nie dla dzieci.
Choć te małolatki teraz, ile masz na oku? Chłopaku, po prostu przymknij oko,
jak się same proszą.
Na karku zimny pot, joł, hat, melanż, bit, mikrofon.
Wchodzimy na scenę - czuję, że dziś będzie ostro.
Mam tę narrację której tamci mi zazdroszczą, bo też piją whisky, ale
wychodzą przy tym tak prosto.
Już sam nie wiem do czego mogę się posunąć, życie to musi być więcej,
niż pieprzona cytryna i kubuk.
Póki co trzaśnijm zdrówko, póki nie zmądrzeje, kubuk - wiesz, że kocham Cię, ale to siedzi we mnie.

"To siedzi w nas - jak szósty zmysł, nic z tym nie zrobisz.
Na tych ulicach, które nadzieję kradną.
Mamy mało do stracenia, mniej czasu na rap.
Ląduje u mnie w parze - kolejny banknot."

Ej, Świr - daj mi bit podniosę im adrenalinę.
Bo pamietają mnie tak jak Orleand, Katrinę.
Synek, nie licz, że na wiele mam - proszę.
Wizję Buddy - siadasz na fama. Piętnaście na złotą płytę.
Czego oni chcą ode mnie?
Chłopie - daj spokój.
Nie mam czasu na dyskusję, tak nie zrobisz fortun.
Płytę? Kupisz przez szacunek , dla mnie to dużo.
Nie jesteś cwaniakiem jak masz ją za darmo jesteś..
Smutki idą z wódką, nie dbam o jutro.
Daj mi chwilę zaraz coś rozpiję będzie syto.
A Ty? Lubisz to suko, nie mnie, mój posłuch, mój feadback,
to że słucha tego trochę osób.
Znam takie jak Ty i w sumie mi to nie przeszkadza.
A Ty słuchaj jak gra Młody kup browar, albo szampana, albo nie wiem?
Zapal blanta, albo dawaj chociaż podbić piątkę, albo - nara..

"To siedzi w nas - jak szósty zmysł, nic z tym nie zrobisz.
Na tych ulicach, które nadzieję kradną.
Mamy mało do stracenia, mniej czasu na rap.
Ląduje u mnie w parze - kolejny banknot."
To niezależny hiphop ej ziomek znajdź fotel bo
lewi mc mogą stać pod mariotem flow
lepi wersem płyty bo to rap dał fenomen
wzrasta w epoce od miasta
łódź całą europe tron zwala z nóg znów
daj boże żebym zróg zwój
od słów stu myśle sobie zrób strumień i odpłyń
tak kopie mózg mój w konopii poczuj luz filozofii nie ma w tym
bo rap co poniektórym stał się równym kiblom
gdzie wasze gorące gówna mój prawdziwy hiphop
szczekać forsą by to tylko tempem zabłysnąć
wasze teksty powstaja chyba metodą invitro
wyjdź stąd zamknij pysk bo myśląc nie wiesz nic
a chcesz uczyć ulicą nocą nie przebiegłbyś
gdzie tu szczerość? Patent hajs na gości z kiepskich
i gwiazdy wasz popis dla samotnych dziewczyn
ej zakończymy festym lekkim won kolo stąd gong blacha i dzwon skłon
repeta na dąb noc, repeta i dzwon gong po walce
ten rap rozrywa lc jak ląd pierwiastek

uwolnij to w sobie to hiphop niezależny
raz dwa z tym jazzem uderzmy
trzy prestiż cztery pięć z bitem
sześć siedem osiem to nasz hiphop na życie
uwolnij to w sobie to hiphop niezależny
raz dwa z tym jazzem uderzmy
trzy prestiż cztery pięć z bitem
sześć siedem osiem to nasz hiphop na życie

to niezależny hiphop w nim jak joint nie zgasne
raz dla prawdziwych cos głos na taśmie
dwa bez wyjaśnień dla mike'a zawsze ziomek
trzy dla tych wszystkich co pala liscie
to jest niezależny hiphop lamy nie mylcie pojęć
bałuty rap gra masz plan tu żywce projekt
tu być chcę dobę w dobę non stop
złością niszczyć nerwy hmc słowem kończąc ich męke
bo myśli w głowie plonczą inwersję co jest podkurwy
kupione drobniakami wasi anfonsi wytwórni sa moimi dziwkami
zamilcz zanim sprawdzisz ten hiphop zanim zganisz nie wygną
tanim chłamem bo dziś moc jest z nami znów tu 220 wolt kręci włos
na niej mózg mój spór tu jest jeden co do niszczenia lc nie wiem jaki ma przebieg
bo było tego tyle ziom na ile znasz siebie tu niezależny hiphop
jebać media co masz problem czy mieć za zeta ekran przestań
bo to moc jest człowieka z osiedla
Zabrać wolności, rozdąć odpowiedzialności
Nie ma winnych i nie może być innych od nas;
Istnienie innych od nas nie ma przecież podstaw;
Będą nielegalni, palcami wytykani
Gryf stoi na straży, by nikt się nie odważył
Mówić wprost o rzeczach które są:
Homoseksualizm to nie jest choroba,
Aborcja nielegalna, i tak da się ją wykonać
Burdele są i każdy to wie,
Lecz legalizować prostytucji tutaj nie da się
Budżet lepiej łatać z kieszeni podatnika
Za te pieniądze byłaby tu Ameryka...
Zabrać innym, przecież sobie nikt nie weźmie
Weź mnie ze sobą, ja też chcę mieć nieźle;
Mieć służbowe auta, jak panowie posłowie
Czytać gazetę sobie w ławie sejmowej
Kupić sobie za pieniądze państwowe
Nowe dębowe meble urzędowe
Mieć dietę, a nie być na diecie
Być radnym, a nie być nieporadnym
Być ważnym, ale niezbyt odważnym
Myśleć indywidualnie, tylko nie formalnie
Tak jest bezpiecznie i tak jest bezkarnie
Oportuniści i konformiści odnoszą korzyści, bo są w oczach czyści
Wybudować pomnik, najlepiej papieżowi
Trzeba być mądrym, każdy mądry tak zrobi!
O Kościele, jak o zmarłym, mówić tylko dobrze
Dziewięćdziesiąt procent ludzi może cię poprze
Indywidualność jest jak choroba
Indywidualność jest tutaj tępiona
Jedynie słuszna ideologia i słuszne wyznanie
Jeden jedynie słuszny Kościół
Zlituj się nad nami, Panie
Ksiądz jest bezkarny, ksiądz jest święty
Wrogowie Radia Maryja niech będą przeklęci
Dziecko głoduje, nowy kościół się buduje
Dziecko głoduje, pan Premier współczuje
Niech umiera, proboszcz skasuje za pochówek
Niedrogo - pogrzeb w promocji, to nowość!
Trzy msze, liczone za zmarłego
W pakiecie abonament, jakby było mało tego
Trzy lata darmowego spoczynku wiecznego
Każdy wie, że każdy bierze w rękę
Każdy wierzący ma to na względzie
Dla każdego w rządzie to jasne jak słońce
W każdym gabinecie, u każdego senatora;
W każdym urzędzie nadeszła już pora
I w każdej kościelnej kancelarii parafialnej
Zamontujmy wszystkim kasy fiskalne!

Powiem liberalizm, kiedy przy mnie odpalisz to zioło
Kiedy zniknie stąd ZOMO
Powiem, że żyję w świeckim państwie
Kiedy stąd znikną wpływy watykańskie
Powiem logika, gdy zamiast pomnika
Zobaczę na ulicach, że nikt już nie zdycha
Powiem demokracja,
Gdy demonst* będzie miała ją faktycznie,
Nie teoretycznie, tak
Powiem, że prawda tutaj się liczy
Kiedy z mównicy znikną obłudnicy
Powiem, że żyję w państwie prawa
Kiedy ich wszystkich uda się skazać
Powiem, że przemoc** kończy przemowy
Kiedy z Polski znikną święte krowy
Powiem, że słowa mają tutaj wartość
Kiedy karalność obejmie podwójną moralność.

Państwo policyjne, państwo wyznaniowe
Masz tu wolność słowa, lecz uważaj na swą mowę...
Odstawiam na bok te wszystkie lyche sprawy
Zarzucam kurtkę i Śródmieście Warszawy wita mnie
Choć mało czasu, zawsze coś znajdę
By z koleżkami ruszyć na lokalną knajpę
W środku to samo, zawsze te same pyski
Ręka do góry i ogólnie cześć wszystkim
Mamy swój stolik co ma jedną nogę mniejszą
Wkładamy pod nią klapkę od szlugów zgiętą
Jak ktoś go zajmie to ewentualnie drugi
W rogu sali zawsze siedzi Adaś co ma długi
Pani Tereska przynosi po herbacie
Szefunio coś zagaja - jak chłopaki gracie?
Dzisiaj pas staruszku, nic nie mam
Wczoraj wyłożyłem się na trzech pod rząd rowerach
Pierdolę hazard, każdy to powtarza
Jak przegra, a jutro znów do tego wraca
Szczupła Lucyna niedostępna niczym zjawa
Niezłe imię w dwa tysiące siódmym, Warszawa
Ktoś za nią zerka przez ten dym, co i rusz
Niejeden już, chciał jej stamtąd zdmuchnąć kurz
Raz Bogdan, stróż, kupił jej bukiet róż
Taka świetlica, poczekalnia dusz
Weź lód krusz, daj tuzin szklanek barmanie
Maniek zrobił flaszkę, bo mu wszedł kupon na sześć baniek

Ta lokalna dziura, ta która dla żula to kolebka
Tu pełen wirtual hula, tutaj jest z nas setka
Tłum zamula, wkraczasz okular, zachodzi mgła tu jak rytuał
Formuła od rana lana jest do szkła pełna kultura ta
To jest natura tego miejsca, nie?
Niejeden akurat w tych murach swe życie przespał
To piedestał do pokera dobiera pan - starczy
Walczy aż w końcu do zera zaczyna maszyna karcić go
Nie starczy, to jak matka, krecha w zeszycie
Cała aż się marszczy, walczy tak przez całe życie
Picie, spanie, wstanie, zostaje granie i chlanie
Nie odstaje go ani na krok, kombatant powstanie
Co czekanie aż nastanie pro schyłek pomyłek
Bo granie na banie tego to za duży wysiłek
To jakby wziąć i żyłę sobie chlasnąć
To jakby poczekalnia dusz co chciałaby już zasnąć

To poczekalnia, gdzie wchodzisz by zabić czas
To przechowalnia, którą zaliczył każdy z nas
Póki wybranka nie da szczęścia ci w całości
Będziesz tu w oparach dymu gościł [x2]
[Paluch]
Red Bull!
Poszło 0,7 butelka leci na parkiet
Teraz mamy dobrze, po wódeczce mamy szajbę
Wszystko kontroluję sprawnie podtrzymując fazę
Puszczam pawia w bramie, bo tak mam za każdym razem
Zostawiam kebab, teraz już mogę pić dalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow
Od wódki najebany, po Red Bullu pobudzony
Byłem zmęczony, teraz stoję tu jak nowy
Jak Rychu na pewniaku mieszam szampana z Red Bullem
Nie wiem czy to dobrze ale teraz nóg nie czuję
Pytam barmana: "ej, co mi doda skrzydeł?"
Po chwili znowu stoję z czerwonym drinkiem
Teraz lecę przy suficie i sram wszystkim na czoło
Wódkę z Red Bullem, napierdolę się dziś zdrowo

Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow

[Paluch]
Jedziesz furą całą noc, ej wypij 5 Red Bulli
Chyba nie umrzesz, ale trochę się wybulisz
Pijesz Red Bulla jak zapierdalasz na siłkę
A na wieczór dla relaksu do Red Bulla dolej Finkę
Nie daj się wyjebać tym, co smakują podobnie
Po baniaku Tigera mogę zasypiać wygodnie
Widzę typa na baletach, siedzi z Burnem przy stoliku
Z Burnem przy stoliku spalił bym się ze wstydu
Chwilę później przy barze dostaję łychę plus Colę (co?!)
Co patrzę na typa - mógł to zrobić nieświadomie
Więc otwieram puszeczkę, do drina wlewam zawartość
Dziwnie smakuje, trochę rożni się barwą
Ale kopie jak trzeba i czuję tą moc
Teraz już wiem - przechodzona będzie noc
Teraz już wiem - przechodzona będzie noc
Teraz już wiem, ej, ej, ej

Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow

[Bosski]
Ja nie jestem żadnym żulem choć piję banię z Red Bullem
Nie do zatrzymania, stoję murem, krzyczymy tu głośno chórem
Zapraszam na drugą turę, Bosski nie poległe dżule
Kiedy polana bania nie mulę, zabawa max tutaj w ogóle
Łycha, łycha, stara łycha i marycha to alternatywny plan
Gdy nie ma Red Bulla kicha
Sztycha, sztycha, tutaj nikt nie zgarnia sztycha
Kiedy wkręcamy tu tłum, nie ma na nas zawodnika
Co tam, co tam pierdolnąłeś z byka szota
Lecisz z nami tu na kota, język ci się trochę mota
A za barem rośnie kwota, pełen relaks - jest sobota
Czas szaleństwa, nie głupota i rozpierdalamy lokal

Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow

[Bosski]
Ja wódę tu piję, ja wódę tu piję
To kręci się dobrze dopóki tu żyję
Ja trzymam tu fason, nie rzygam, nie gniję
Nie chwieje, nie wieje jak kurwy pomyje
Ja wódę tu piję, ja wódę tu piję
Mieszam z Red Bullem i tego nie kryję
Bo kiedy Red Bulla dodajesz do wódy
To z szarawej Polski robią się Bermudy
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo