Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Możesz mi mówić, że ty wierzysz tylko w ludzi,
że jesteśmy tu tylko dzięki ewolucji.
Nie ma siły z chmur, są tylko siły natury,
a urodziny to nie cud, tylko rozmnażania skutki.
Nie przesadzasz raczej,
Stygmaty ojca Pio to bajka,
I że łzy płyną z posążku jak krew z palca.
Nie kuję nic w środku, jak widzisz zło tego świata.
To najlepszy dowód, bo jak On może na to pozwalać.
Gdybym był bogiem, mówisz , nie pozwoliłbym
im wejść na złą drogę i upaść jak grzesznicy.
Nie musiałbym ciągle, w skupieniu modlitwy,
Prosić o jej zdrowie i żeby przyjaciel nie pił dziś.
Pytasz, gdzie On był w sumie. gdy ojcu spadał cukier,
a w środku czułem największą w życiu pustkę.
Kilka dni najcięższych jak miała atak , najtrudniej,
te jej oczy pamiętałem jak patrzyły na mnie smutnie.
Pytasz o co chodzi, księża i ta pedofila,
a czarnej owcy to powiedz kto w rodzinie nie ma.
Z kościołem to kojarzę Boga ,a nie klecha.
Chodzę tam do Ojca nie dla ,,proszę księdza’’.

Mi chodzi o religię , bose stopy, modlitwę,
drogę golgoty , na niej śmierć za życie.
Ludzi gdzieś klękających na chwilę.
Podnieś z kolan bolących jakiś sens zanim zniknie. x2

Słuchaj, też wierzę w ludzi, to projekt duszy,
Choć słowo dziś znaczy mniej niż dzwonki z komórki .
Czasem zwątpić muszę , nie upadają głupcy,
obecność Boga poczujesz pewnie przy urodzinach córki.
Jeśli chodzi o świętych, jeden po jeziorze chodził,
teraz uczą dzieci o polskim papieżu na historii.
Mówisz, że zło jest tu i Bóg nic z tym nie robi,
ale to ludzie chcą się krzywdzić przez mordy i terroryzm.
Nie pozwoliłbym im upaść ,a On tak sądzisz.
To jak mam nauczać ducha i wspinać się powoli?
A w modlitwach mówisz , że nic nie dają prośby,
żeby ktoś cię słuchał musisz też dać mu dokończyć
Jesteś pewny, że cierpienia to kara za grzechy?
A z doświadczenia wiem, że są by coś docenić.
Nie ma dla ciebie go teraz, ale zabraknie Ci go kiedyś.
I krzykniesz przypadkiem: Boże brakuje mi twej ręki!
Mówisz, że zły jest kościół i kapłani , ale w samym środku
licz na Boga a nie na nich.
To trudna droga, co niedziele widzę te ławki
I kiedy spotkam tu ciebie, choćby pod trumny deskami.

Mi chodzi o religię , bose stopy, modlitwę,
drogę golgoty , na niej śmierć za życie.
Ludzi gdzieś klękających na chwilę.
Podnieś z kolan bolących jakiś sens zanim zniknie. x4
Ej wy tam, to jest moja solowa płyta
bo to ten słów bandyta i ta praktyka na bitach nabyta
Wita was rymów tytan
a ty już wiesz, że ta technika jest jak pamięć o mitach
nigdy nie zanika, to jest ta bragga klika
i znów o drogę nie pyta elita
Ta myśl pokrzepia jak Biovital
bo to gra jak w remika, jak kostka rubika
logika, nie podrabialna jak flow Magika
A ty, nie bądŹ jak falsyfikat
innego rapera a tu klika
mój głos, donośny jak ryk silnika
Jak monolit pomnika twardy
moje rymy to bomby, jeśli twoje to petardy

[x2]
Jadę jak Schumacher, sztacham się szum machem
rymów szturm robię, zatem robię szum rapem
Mam na to swój patent, klimatem przesiąknięty
to ten typ i te patenty, znasz mnie

Powiedz ile to już lat brat, robimy ten rap
choć chcieliby, nie mogą nam tego zabrać
*****ne Taliby, rady nam nie daliby
choć bezwiednie powtarzają wychylylybymy
Oni mogą chodzić jak my, mówić jak my
ale nie są nami, wiesz kim są? falsyfikatami
*****ni, nawet jak będą mieli goldy pod katanami
zawsze będą przez nas rozszyfrowani, jak sen
Wczoraj rap, jutro rave, lubisz akcji schizę?
to lepiej weŹ jedŹ gdzieś na Ibizę
Albo podejdŹ bliżej, rym co nie zbańczy pojutrze
DGE tańczy hucznie, patrz i ucz się
To nagrywek król, mam kampanię jak Żywiec Zdrój
a pode mną wciąż dywangów, bywaj zdrów
Lecz ty nadal nie rozumiesz tematu chłopaku
musisz być mocno spoza klimatu

[x2]
Jadę jak Schumacher, sztacham się szum machem
rymów szturm robię, zatem robię szum rapem
Mam na to swój patent, klimatem przesiąknięty
to ten typ i te patenty, znasz mnie

A w nowym roku, jak sylwestrowe race
znów wybucha myśl, że przez ciebie tracę pracę
Bo jesteś super MC, jesteś wielce HC
a twoją płytę i tak wymienią na THC
Dzieci, ktoś wam czymś w głowach śmieci
zaledwie piszę rym, a już w rozgłośniach leci
A płacą za to, wciąż ci sami faceci
niedowidzący, a może ślepi jak Krecik
jujć, dla mnie lepiej już w ***** stąd pójdŹ
i lepiej nie smuć, nie nudŹ, nie marudŹ chłopie
Ja znam się na hip-hopie
a twojego gówna to nie da się słuchać nawet w klopie
Zorganizowałbym ci koncert w szopie
a na dożynkach każdemu wręczył kopię dema
(wiem, to była dobra ściema)
z ambitnego gówna nie ma przecież jak

[x2]
Jadę jak Schumacher, sztacham się szum machem
rymów szturm robię, zatem robię szum rapem
Mam na to swój patent, klimatem przesiąknięty
to ten typ i te patenty, znasz mnie
Przedziwny swąd nagle miastem zawładnął
Jakby na miasto wielkie gówno spadło
A tu kapnęło mi coś w oknie nad uchem
Obudziłem się mokry jakbym spał pod kożuchem
Potąd mam już tych potwornych przypadków
Ewidentnie coś tu jebie, to nie zapach bratków

Jestem w potrzebie zaraz wiedzieć, co się dzieje
Otworzę okno, coś zobaczę, wiatr mi smród wywieje
Patrzę – a tu grupa gówniarzy
Siedzi na ławce i jakieś gówno smaży
Siwy dym, silny smród, siny ranek

Kto by chciał się raczyć, ten ma raczej przejebane
Pomyślałem, „co za syf tuż po nocy”
Niezłe gówno musi być, bo aż szczypie w oczy
Więc ubrałem się, co koń wyskoczy
Opierdolę tych gówniarzy, miałem sen proroczy
Patrzę a tam idą kumpla starzy, stary uśmiechnięty jakieś gówno ma na twarzy
Babka idzie obok, bez komentarzy, Gówno jak ozdoba chyba jej się podoba

Wszedłem do sklepu kupić cos na śniadanie
Reklamie gówna przypatruję się na ścianie
Łapie za chleb, jeb! I w kolejce staję.
Sprzedawca jakieś gówno ludziom wciąż sprzedaje
Co to?! Gówno błyszczy jak złoto
Może ja wydziwiam ale zadziwiam prostotą
W koło leży to to, namacalne

Młode gówno, obok stare jak rysunki skalne
Dość mam tego, mówię prosto
Konfrontacja ta zakończy się ripostą
Nie zakrztuszę się już ta ością
Zburzę gówno w murze jak tą ścianę nośną
Jak to zrobię? Powiem grzecznie, otóż ja ją wypierdolę własnoręcznie
Wielką dziurę w murze gówna
Czerwony Album to dla gówna będzie trumna
Posłuchaj tego jeśli wiesz o co biega
Pięć, dla każdego który gówno to dostrzega
Dab ci sens dał, nie będę się już więcej znęcał
I tak to zbyt gówniany temat żebym się rozkręcał!
Nie mam misji jak publiczna TV
i dokonuję wyborów, którym niejeden się dziwi
a czasem ja łapię myśli, jak mogłem
ale cóż, takie życie, mój wybór, mój problem
nie jak Puff i Biggie, bo to nie świat
w którym nosisz hajs walizkami, razem z lalą w mini
opowiadam ci historie spisane na serwetce w pociągu
lub przy biurku nad ranem
jeden pokój pełen książek, nic więcej
namiastka domu w wynajętej kawalerce
MTV bankowo takich Cribs'ów nie szuka
ale są ludzie, którzy słów stamtąd chcą słuchać
Funky Fresh jak dzieciaki na filmie
kolejny rok na scenie, Daniel Drumz jest przy mnie
czas za szybko mija, nim minie tak na dobre
to na płycie mogę sam go zatrzymać
i choć na chwilę być tam, gdzie chcę być
jedyna misja, by jak najwięcej przeżyć
łajdacki los ludzi, którzy mieli tupet
brać się z życiem za rogi, walczyć aż padną trupem
i gdzieś mam koalicję dobrych zdań
dobrej prasy, czerwony dywan pełen jest plam
w mediach z lat 90 powtórka
rap? rap ma się dobrze na podwórkach

świat to szansa na sukces, mówisz
szukam takich szans, przy których się nie pobrudzisz
czas plany studzi, wyobraźnia ogranicza
wychodzisz do ludzi, sumienie wszystko rozlicza
co słychać? los zlepiony w jedno
tak do końca świata lub póki sprawia przyjemność
pośród konkretów, które były marzeniami
życie wciąż w podróży gdzieś między słowami

nie chcę ci sprzedawać prawd o życiu
bo ich nie znam, znam miasto w godzinach szczytu
znam trochę rapu, lubię gruby bas do bitu
robię to co lubię, nie chcę żadnych zaszczytów
kiedyś też byłem idealistą jak ty
ale przegrałem ze sobą i zniszczyły mnie fakty
pamiętaj tylko, że każdy z nas kowalem sam dla siebie
a czasem jest za późno na zmianę
to Leszek K i jego zestaw doskonałych niedoskonałości
mix starca i dziecka, wieczna presja
ktoś mówi - bawić się przestań
a to moje życie, więc po co się wpieprzasz?
no cóż, niektórzy mają płytką wyobraźnię
nie rozumieją, nie traktują nas poważnie
albo odwrotnie, mówią on to pokolenie
nie wiem jak ty, ale ja mówię za siebie
nie pytaj o nią, ten nonsens cię otacza
gdy nie jest ci wszystko jedno, granic nie przekraczasz
po ulicach przeklętych miasta gwiazd ciemną nocą
na gumowych podeszwach śmigasz
mijasz twarze, niektóre idą z tobą
ty i ty, bo tylko na płycie jestem solo
gdyby nie ty, nie byłoby tu nas obu
dwa adaptery, ja gadam do mikrofonu

świat to szansa na sukces, mówisz
szukam takich szans, przy których się nie pobrudzisz
czas plany studzi, wyobraźnia ogranicza
wychodzisz do ludzi, sumienie wszystko rozlicza
co słychać? los zlepiony w jedno
tak do końca świata lub póki sprawia przyjemność
pośród konkretów, które były marzeniami
życie wciąż w podróży gdzieś między słowami
Wiesz, że na tych track'ach to jestem chyba już boss'em,
bo na mój rap niunie kręcą tyłkiem, na Twój? Nosem.
Młody - "proszę Cię mam już mętlik", wiem kotku,
ale nigdy nie składałem Ci obietnic.
Pieprzyć "dirty dancing", pieprzyć "milkyways'y", to nie rap dla pedałów,
ani raczej nie dla dzieci.
Choć te małolatki teraz, ile masz na oku? Chłopaku, po prostu przymknij oko,
jak się same proszą.
Na karku zimny pot, joł, hat, melanż, bit, mikrofon.
Wchodzimy na scenę - czuję, że dziś będzie ostro.
Mam tę narrację której tamci mi zazdroszczą, bo też piją whisky, ale
wychodzą przy tym tak prosto.
Już sam nie wiem do czego mogę się posunąć, życie to musi być więcej,
niż pieprzona cytryna i kubuk.
Póki co trzaśnijm zdrówko, póki nie zmądrzeje, kubuk - wiesz, że kocham Cię, ale to siedzi we mnie.

"To siedzi w nas - jak szósty zmysł, nic z tym nie zrobisz.
Na tych ulicach, które nadzieję kradną.
Mamy mało do stracenia, mniej czasu na rap.
Ląduje u mnie w parze - kolejny banknot."

Ej, Świr - daj mi bit podniosę im adrenalinę.
Bo pamietają mnie tak jak Orleand, Katrinę.
Synek, nie licz, że na wiele mam - proszę.
Wizję Buddy - siadasz na fama. Piętnaście na złotą płytę.
Czego oni chcą ode mnie?
Chłopie - daj spokój.
Nie mam czasu na dyskusję, tak nie zrobisz fortun.
Płytę? Kupisz przez szacunek , dla mnie to dużo.
Nie jesteś cwaniakiem jak masz ją za darmo jesteś..
Smutki idą z wódką, nie dbam o jutro.
Daj mi chwilę zaraz coś rozpiję będzie syto.
A Ty? Lubisz to suko, nie mnie, mój posłuch, mój feadback,
to że słucha tego trochę osób.
Znam takie jak Ty i w sumie mi to nie przeszkadza.
A Ty słuchaj jak gra Młody kup browar, albo szampana, albo nie wiem?
Zapal blanta, albo dawaj chociaż podbić piątkę, albo - nara..

"To siedzi w nas - jak szósty zmysł, nic z tym nie zrobisz.
Na tych ulicach, które nadzieję kradną.
Mamy mało do stracenia, mniej czasu na rap.
Ląduje u mnie w parze - kolejny banknot."
[Paluch]
Red Bull!
Poszło 0,7 butelka leci na parkiet
Teraz mamy dobrze, po wódeczce mamy szajbę
Wszystko kontroluję sprawnie podtrzymując fazę
Puszczam pawia w bramie, bo tak mam za każdym razem
Zostawiam kebab, teraz już mogę pić dalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow
Od wódki najebany, po Red Bullu pobudzony
Byłem zmęczony, teraz stoję tu jak nowy
Jak Rychu na pewniaku mieszam szampana z Red Bullem
Nie wiem czy to dobrze ale teraz nóg nie czuję
Pytam barmana: "ej, co mi doda skrzydeł?"
Po chwili znowu stoję z czerwonym drinkiem
Teraz lecę przy suficie i sram wszystkim na czoło
Wódkę z Red Bullem, napierdolę się dziś zdrowo

Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow

[Paluch]
Jedziesz furą całą noc, ej wypij 5 Red Bulli
Chyba nie umrzesz, ale trochę się wybulisz
Pijesz Red Bulla jak zapierdalasz na siłkę
A na wieczór dla relaksu do Red Bulla dolej Finkę
Nie daj się wyjebać tym, co smakują podobnie
Po baniaku Tigera mogę zasypiać wygodnie
Widzę typa na baletach, siedzi z Burnem przy stoliku
Z Burnem przy stoliku spalił bym się ze wstydu
Chwilę później przy barze dostaję łychę plus Colę (co?!)
Co patrzę na typa - mógł to zrobić nieświadomie
Więc otwieram puszeczkę, do drina wlewam zawartość
Dziwnie smakuje, trochę rożni się barwą
Ale kopie jak trzeba i czuję tą moc
Teraz już wiem - przechodzona będzie noc
Teraz już wiem - przechodzona będzie noc
Teraz już wiem, ej, ej, ej

Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow

[Bosski]
Ja nie jestem żadnym żulem choć piję banię z Red Bullem
Nie do zatrzymania, stoję murem, krzyczymy tu głośno chórem
Zapraszam na drugą turę, Bosski nie poległe dżule
Kiedy polana bania nie mulę, zabawa max tutaj w ogóle
Łycha, łycha, stara łycha i marycha to alternatywny plan
Gdy nie ma Red Bulla kicha
Sztycha, sztycha, tutaj nikt nie zgarnia sztycha
Kiedy wkręcamy tu tłum, nie ma na nas zawodnika
Co tam, co tam pierdolnąłeś z byka szota
Lecisz z nami tu na kota, język ci się trochę mota
A za barem rośnie kwota, pełen relaks - jest sobota
Czas szaleństwa, nie głupota i rozpierdalamy lokal

Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem, wódkę z Red Bullem nalej
Wódkę z Red Bullem pow pow

[Bosski]
Ja wódę tu piję, ja wódę tu piję
To kręci się dobrze dopóki tu żyję
Ja trzymam tu fason, nie rzygam, nie gniję
Nie chwieje, nie wieje jak kurwy pomyje
Ja wódę tu piję, ja wódę tu piję
Mieszam z Red Bullem i tego nie kryję
Bo kiedy Red Bulla dodajesz do wódy
To z szarawej Polski robią się Bermudy
[Pono]
Zet I Pe, elo

[Fu]
Dobre jest, dobre jest

[Pono]
Właśnie tak

[Fu]
Słuchaj Pono Syn Alka Pono

Ref.: [Pono]
To tabu, to temat zakazany
To nie dla nie kumatych ani nie dla wydyganych
To rany, które się goją, przed dokonanym faktem stoją
Ci co bólu się boją dla nich to będzie paranoją

[Pono]
To tabu z gradu słów, zółw za nagrany znów (ów)
W dowód zipów wartości, gotów?
To dowód odpowiedzialności za los kilku osób
To znak odporności na przeciwności losu
Fakt (fakt) to fakt głosu z bitem
Tabu kojarzy ci się z Zipem
Jestem rad, lecz Zip nie jest mitem
To tabu, to strefa cienia
To twe odbicie w lustrze tylko, że krótsze pole widzenia
Masz do czynienia z końcem, który odliczasz od początku
Jesteś w szoku i to jest w porządku według istniejących praw
Tak, według poglądów fal start, lecz nadszedł czas
By raz zaryzykować, by nie chować gniewu, by się wyładować
Tak, właśnie tak poznajesz tabu, kultura rapu cię uświadamia
Tabu to nie nagrania, teledyski przede wszystkim
To bliski ci znajomy, to sam ty tyle, że z ciemnej strony
Tabu z gradu słów, zółw za nagrany znów (ów)
W dowód zipów wartości, gotów?, to tabu!
To tabu z gradu słów, zółw za nagrany znów (ów)
W dowód zipów wartości, gotów?
W rzeczywistości żyjesz mówisz to przekleństwo
Poznajesz prawdę mówisz, że niewiedza to błogosławieństwo
Tak naprawdę to męstwo się liczy, odwaga
Jak życie ćwiczy, a prawda przyjdzie sama
Póki co bałagan na strychu, stragan przed oczami
Jak po kielichu do świtu melanż
Raz wygrałeś, licz na rewanż
Nie ma przebacz, nie lekceważ tabu
I tak przegrasz, nie zwyciężysz śladu, którym jest herezja
Antidotum to miejska poezja, kwestia miejsca
Interpretacji bez gwarancji co do racji
świat kombinacji, brak tolerancji wad wszystkich nie ukryję
Bo żyje jako człowiek i jako człowiek zginę
Na tabu winę zwalasz, na minę wpierdalasz
Trzymasz się z dala, to strach, to tabu ciach

Ref.

[Pono]
To tabu z gradu słów, zółw za nagrany znów (ów)
W dowód zipów wartości, gotów? To tabu!
To tabu, to wytykany strach przed nieznanym jak rap
Z góry uznany za przegrany, to strach przed ewentualnym błędem
Strach przed tym co będzie, strach przed niewiadomą
Dlatego tabu pozostaniesz ciemną stroną
Jak Zip, grono Zip, Pono Zip Skład to nasz świat
Żyjemy po swojemu dzięki czemu Pono, Fu, Koro, WWO
I jeszcze sporo pro gra o honor, program twój horror
To tabu!

[Pono]
Zet I Pe, elo
Właśnie tak, właśnie tak

[Fu]
Dobre jest, dobre jest
To tabu!
Lekcja geografii uwieczniona na lirycznej fotografii
zapraszamy na fil o krainie mafii,
wakacje 2000 Anno Domini,
północ to dziewczyny i Martini za liry
z brylantyny w dymie nikotyny
dookoła morza a po środku Apeniny
Południe to ruiny krainy kokainy
karabiny i plantacje
na Północy palmy i czyści turyści
na południu wyścig po wpływy i korzyści
dwa różne światy ale ta sama waluta
dwa różne światy ale ten sam pieprzony upał
Pamiętam: żegnali sie z biało-czerwonym szlabanem
transportowani Wanem idee forsy
do miejsca gdzie sezonowy zarobek oparty na plonach
tam obcokrajowcy zapakowani w wagonach
jak zapach Rabanne Paco kierowani taką
ekskluzywna wizją wierząc w powrót Grand Tourismo
nazwiesz to łatwizną? poharować trzy miesiące
aby w Polsce związać koniec z końcem
nie sadze bądź co bądź cel taki sam dla wszystkich
a juz na miejscu
wyładowani na placu Polacy czekając na ofertę pracy
podanej na tacy a w tumanach kurzu
podjeżdża karawan, czarne Volvo
wysiada(?)
poznaj to moje pole zasady proste liczy sie postęp
(?) sporządza raport, praca na akord,
od wody wara, a woda jak karat
w ustach Sahara a w tle czasu ofiara
prastara architektura która szeptała nam bez słow.
Arrivederci życząc nam spokojnych snów.

Pobudka przed świtem i na plantacje
gdzie pomieszane nacje, maszyny z Ukrainy
i naiwni Polacy, najtańsze Maroko
do najgorszej pracy,
czas sie dłużył jak w westernie spaghetti
porozrzucani po polu jak konfetti
w Sylwestra siesta w najgorszy upał jest tam
jedzie cysterna, do kąpieli w kasetonach
ciągnie sie kolejka, szczelna bo piekielna patelnia
pali okrutnie, przy wodopoju kłótnie,
południe już...
a prze gęsty, letni kurz i oślepiające słońce
widziałem postać dziewczyny
w pracy przy sorcie, złamane paznokcie,
brudna po łokcie, po szyi pot ciekł,
za nią na horyzoncie lśniący odcień
lakieru bordo Volvo, sunie do niej kolo wolno
z twarzą spokojna" Bonjorno, mam lepszą prace
zapłacę krocie, kąpiele w mleku
zamiast w błocie, masz minutę- czekam w samochodzie."
I zostały po nich ślady opon,
zafascynowana słoneczną Europą
napędzana własna głupotą
poszła naiwna za robotą.

Pora wytchnienia więc udajemy sie za trochę cienia
pod winoroślą gdzie atmosfera znośna
chwile potem komenda głośna:
koniec komfortu! siła robocza z importu
na pole tortur, jedni do zbioru drudzy do sortu
nie długo czas transportu a w kasetonach próżnia
i tak do późna, gdy wieczór nastał
spadła na nas łaska ruin miasta,
wąskie uliczki z brukowej kostki,
ciemne zaułki gdzie sie ginie za błahostki,
targowisko gdzie kupisz prawie wszystko,
pijalnie, ekskluzywne bary i kawiarnie,
a ponad tym latarnie
nie jedna nachalnie do kieszeni ci sie garnie
mówiąc: skarbie choć Bedzie fajnie
to co nielegalne tu legalnie,
co 100m jakieś auto pulsuje na resorach,
bo tu dobra dla Amora każda pora,
zrozum to dosłownie bo to nie metafora.
sceny, ojciec chrzestny, slums, Maroko,
płonące beczki, dziwki, Negri, spoko,
gramy w oko, wino, skwar i brudne spodnie,
wiesz jak jest- zarabiamy godnie,
nie wszystko złotem co sie mieni,
tam wartością czerwone kontenery,
nie jeden pod wpływem hipnozy
jechał tutaj po kokosy a zastawał obozy
w około syf, pod osłona nocy
uciekał bosy bo miał dosyć wrażeń tych.
[Masło]
Widzę słońce, czuję, że jestem królem jak u Game'a,
to mija gdy ścieram się z tobą na schodach metra.
Wpadam w szklaną pułapkę to wciąż butelka wódki,
nic nie zmieniam gdy popijam nią ostatni Velbutrin.
My jak nocne miasta ćmy, wciąż okupujemy kluby,
zamiast ciebie wokół mnie, kobiety, dziewczyny i dupy.
Na co mi ciuchy z logiem typa na koniu grającym w polo,
kiedy dzień w dzień sam zmierzam się z anhedonią,
Z życia dawno już zrobiłem sobie tor do Grand Turismo,
słyszę głosy w mojej głowie jak Doom, wszędzie blisko.
Wszystko jedno czy stanie serce od wódki z Red Bullem,
czy na afterze u nieznajomej zarażę się jakimś gównem.
Tekst pijaka w telefonie jak Drake, sen na podłodze,
supermoce są niczym gdy tracę nad nimi kontrolę.
Wpadam w sztos, znów szukam swojej drogi do Indii,
nie mogę wrócić zza drugiej strony lustra Alicji.
Wypłukuję dni tygodnia w głowie ciągle mam ją,
wpadnij kiedyś poniszczyć się z nami, hotele, zło.
Zimno cola po melanżu nad ranem, piąta godzina,
potrzebuję uczucia... ale może być kokaina.
Ciągle szukam zaczepki pod klubem, wydzieram mordę,
Elektryczne Gitary śpiewają "nie pij Piotrek".
Potwory w głowie nie chcą się odczepić jak długi,
witam w klubie kolejna noc w jednym z miejsc zatrutych.

Refren:
[Masło]
Witam w klubie wpadnij kiedyś poniszczyć się z nami,
gdy tak łatwo stracić kontrolę nad supermocami,
która noc nam nie daje snu, jak HiFi,
my jak nocne miasta ćmy, butelka, kaptur, słuchawki.

[Chada]
Teraz tak...
Pewnie jak to usłyszysz weźmiesz i we mnie zwątpisz,
wszystko tu się zaczyna od pierwszej pięćdziesiątki,
później piję w chuj czasu, wie o czym mówię Pihu,
nie obywa się również bez innych specyfików.
Kurwa, sieję zniszczenie, nie pamiętam gdzie byłem,
jedno co mi tam świta to tylko, że piłem.
Ziomki wiedzą, że kurwa nie pierdolę się w tańcu,
wszystko to mnie sprowadza do klubu załamańców.
Pogubiłem w chuj hajsu i stoczyłem do zera,
każdy wkurwia się na mnie, bo tydzień nie odbieram.
W domu jak na melinie, czuję, że tracę zdrowie,
w kilka dni rozjebałem cztery średnie krajowe.
Może muszę się dobić czuję, że się rozsypię,
nie potrafię już chyba życia brać na logikę.
Znowu nie mogę zasnąć a nawet gdybym mógł,
to i tak szczerze mówiąc boję się swoich snów.
Zadzwoniłem do kumpla zwyzywałem od dziwek,
teraz ze mną nie gada w sumie mu się nie dziwię.
Cztery doby na gwiazdach HST i te ławki,
później dzwonię do byłych i płaczę do słuchawki.
Łzy przelewam na papier smutne nuty z głośników,
wspominamy te czasy, zapoznał mnie z nią Pihu.
No i kolejny szlug, kurwa, wiem że mam problem,
na tą chwilę napisałem wszystko co mogłem...
Smut kryminal

Smut za smutem, a kiedyś niby sprytny
Gdy na tą samą nutę robisz swoje rytmy
Tyk-tyk ty kolego miałeś plan ambitny
Cóż z tego jeśli zapomniałeś w gębie brzytwy
Łamiesz się? chyba jesteś chopie z dykty
Tym ty nie okazujesz swojej ikry
Muli cię? lepiej wymień sobie filtry
Bawisz mnie tak, że składam się jak Wigry
I ty gry nie porównuj go gonitwy
Bo przybywa w niej malkontentów sitwy
Co od sentymentów jak do Unitry
Chcą swych procentów, a wkład dają mikry
I wiesz co? ja szczam na to na litry
Weź się lepiej odsuń, bo widok będzie przykry
Ty kry-ty krytyku jesteś na rap chytry
Tym przegrywasz wojny nim staniesz do bitwy
I pikował...

I pikował twój rap gdy wziąłem go na muszkę
Zanim padł strzał on siedział już pod łóżkiem
Czego szukał tam? nie wiem, załóż, że
Dobrze wiedział, gra nie idzie o pietruszkę
To nie sport, ale i tu bywa różnie
Bo kiedy jest tort każdy z niego sobie uszczknie
I słusznie lub nie, mniema, że jest tu Kopciuszkiem
Tudzież włóż tę lub tę i wyciąga nóżkę
I wiesz co? ja sram na taką służkę
A mam cela żebyś nie brał za pogróżkę
Puszczę juszkę, jestem na rap łakomczuszkiem
Więc strzelam w dziesiątkę nim nabiję muszkiet

[x4]
Powiem wam szczerze
Myślę, że dzisiaj są leszcze w grze
Lecz przeczę, że rzeczy są tylko złe
Wrzeszczę, że leszcze w grze...
Koleś chce być cool
jak Amerykanin
Moze myśli ze panny poleca za nim
Sznumer
Za nim masz działac jak dureń
Dobrze sie zastanów
Chyba nie jesteś ze Stanów
Jak rój Amerykanów
Na teledyskach Vivy
Straci zwykła pała a zyska prawdziwy
Tylko sam na siebie mam rózne wpływy
Przedstawiciel Sosnowiec jestem troche leniwy
Ja jestem HIP-HOPem a on On jest mna
Śmiać mi sie chce jak pacjenci sie drą
Zebym wreszcie przestał
Zamknął gembe
Właśnie, ze nie zamkne
Dalej rymować bede
Wszyscy zdziwieni
A ja nie wazne czy w sieni
Czy w windzie,
Czy w szkole,
Czy w ogole gdzie indziej
Rymuje
To dla mnie nie lada gradka
Zaden knebel moich ust nigdy nie zatka
Nic nie zdejmnie luznych gaci z mego zadka
To zajawka z serca i wiary godna gadka
Nie kolor okładka
Siema Bravo foto story
Chce byc prawdziwy
A nie stwarzac pozory
Statyści
Śmiać mi sie chce z takich koli
Statyści
Gdy ich widze serce mnie boli
Statyści
Z takich jak wy chce mi sie smiac
Statyści stać !
Statyści
Śmiać mi sie chce z takich koli
Statyści
Gdy ich widze serce mnie boli
Statyści
Z takich jak wy chce mi sie smiac
Statyści stać !
Hip-Hop-u nie nauczy cie kurs ani fakultet
Wykuc go jest jak zepsuc metalowa kulke
Nie chce być gwiazdorem, ani krytykiem
Ale statysa musi liczyć sie z ryzykiem
Ze, ktoś prawdziwy kiedys do niego zagada
Biada maskarada statysta dupa blada
Wtedy to dopiero bedzie wstyd
Wystarczy tylko jeden podchwytliwy chwyt
Czy Ty wiesz co to jest Hip-Hop w ogole??
Eeee Duze spodnie i koszule ?
Weż, weź robisz z Hip-Hopu wieś
Robisz nam przypał
Na takich jak wy bede wyzwiskami sypał
Mowie do Ciebie a ty "eeeyyyeee"
Z takich jak oni śmiać mi sie chce
Statyści
Śmiać mi sie chce z takich koli
Statyści
Gdy ich widze serce mnie boli
Statyści
Z takich jak wy chce mi sie smiac
Statyści stać !
Statyści
Śmiać mi sie chce z takich koli
Statyści
Gdy ich widze serce mnie boli
Statyści
Z takich jak wy chce mi sie smiac
Statyści stać !
Statyści
Ah wczoraj widziałem jednego
Z prawdziwa akcja nie miał nic wspolnego
Od matki na spodnie 300 złoty styka
Statysta ze statysta
Głupota sie sciga
Problem z tego wynika
Przymkne oczy na to
Tok myslenia
Styl bycia premiowany strata
Rodzine ma bogata
I przyszłość w jasnych barwach
Najlepsza panne spod solarium zarwał
Bo czuł sie pewnie
Duzo sobie wyobrazał
Statysta na mieście pozory stwarza
Niejedno krotnie tak sie ubrał bo modnie
Kazdy musi widziec
Ze kupił nowe spodnie
Jaki kroj
Z niego chyba niezły zboj
Prawdziwi do przodu
Ty statyso stój
Bede nagrywał gdy komputer kupie
Tak mówił nie jeden
Teraz na gierkach czupie
Mówich o Hip-Hop-ie a teraz ma go w dupie
Odłorzył go do kąta jak podniszczony rupieć
Nie wyszło mu w dwa miechy
Chciał podbić globus
Chciał by wszyscy widzieli jaki z nego łoboz
Jaki z niego madafaka gangsta rapakilas
Chciał zabłysnąc sławą
Jak Wioletta Wilas
Chwila, skąd ten koleś tutaj przylazł
Niech daja dyla Ci co maja słaby bilanz
Śmiać mi sie chce
Choc nie jestem stary wyga
Wyscig statyści,
Statysta ze statysta głupota sie sciga
Śmiać mi sie chce
Ale jaja
Widze statyste i serce mi sie kraja
Śmiać mi sie chce
Ale jaja
Widze statyste i serce mi sie kraja
Serce mnie boli
Chce mi sie śmiać
Statyści
Śmiać mi sie chce z takich koli
Statyści
Gdy ich widze serce mnie boli
Statyści
Chce mi sie śmiac z takich jak wy
Powtarzam ostatni raz
Staryści pryyy
Wybrałem ją z tłumu, mijając jej ekipę w kinie
Kilka miesięcy zanim poznałem jej imię
Czułem jej zapach tak intensywnie jakby stała przy mnie
Więc nie dziw się, że nie wiem o co chodziło w tym filmie
Emanowała namiętnością skroploną winem
Wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
Wciąż patrzyłem na nią żeby przed zakończeniem
Ukraść jej choćby jedno, krótkie spojrzenie
Ona co jakiś czas rozglądała się na boki
Jakby czuła, że tu jestem i chciała mnie wytropić
Ja z ciemności wyławiałem jej profil
Zanim znów spojrzy w ekran i ponownie swój wzrok w nim utopi
Wtedy nie miałem pojęcia, że to dopiero prolog
Do znajomości intensywnej prawie tak jak kolor jej paznokci
Które widziałem kiedy dłonią
Raz na jakiś czas obejmowała kubek z colą

Ref:
Pozwól, że opowiem ci o znajomości
Która trwa chociaż nie jest pewna swojej przyszłości
Jednak pozwala pisać mi teksty o miłości
Prawie tak intensywne jak kolor jej paznokci x2

Ty kiedy ją mijasz w alejach Starówki
Myślisz o jej czterech literach jakbyś pisał krzyżówki
Ja gdy widzę ją na skwerach zerkam ponad biodrówki
Chociaż nie gram gentlemana już od podstawówki
Widywałem ją już nieraz samą gdzieś pośród kamienic
Ale nigdy nie zrobiłem nic aby coś zmienić
Choć miałem w głowie obok niepewności
Kilka spojrzeń i kolor jej paznokci
Pod koniec roku na imprezie, której cel był słuszny
Miałem zrobić większy hałas niż pozwalał akustyk
I w klubie, który w poniedziałki zazwyczaj był pusty
Spotkałem ją nim pożegnałem 2008
Ale nie miałem zajawki na to, żeby niezwłocznie
Podbijać do niej tak jak to robili inni goście
Ja chciałem... kurwa, co ja chciałem? No zapominam ciągle
Ty, ale wydaje mi się, że wiesz co?
Że ja chciałem tylko patrzeć na jej paznokcie
I jak zwykle przez chwilę studiować ich odcień

Ref.
Pozwól, że opowiem ci o znajomości
Która trwa chociaż nie jest pewna swojej przyszłości
Jednak pozwala pisać mi teksty o miłości
Prawie tak intensywne jak kolor jej paznokci x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo