Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Obraz szarej codzienności wyczytasz to z tych oczu
Nie poraz pierwszy idąc po stromym zboczu
Musze przetrwać nie zależnie od nikogo
Iść swoją drogą nie dać satysfakcji wrogą
Są tacy co pomogą sprostać wymogą
Przez ocean ludzkich brudów przejść suchą nogą
Niech będzie przestrogą dla warszawskich osiedli
Pieniądz i władza to wspólnicy przebiegli
Spytaj tych co polegli zawiedli siebie samych
Takie sytuacje nie należą do niespotykanych
Raczej coraz częściej oglądanych na ulicach tego miasta
Widać jak na dłoni każdy za czyś goni przed czymś ucieka
Wciąż nie wiem co mnie czeka niepewność jutra
Jak wzburzona rzeka staje się żywiołem
Już dawno to pojąłem teraz zabijam ciszę
Gniew słowa piszę pewnie już za to wiszę
W oczach społeczeństwa pierdole ich uznanie
Dla mnie najważniejsza rzecz to przetrwanie
I tak pozostanie już na zawsze

Ref. Muszę przetrwać nawet najgorsze dni
Włodi powiedz mi czy twoja czujność śpi
Nie bo muszę przetrwać po upadku wstać
Nigdy nie usłyszę sam sobie radź
Muszę przetrwać nawet najgorsze dni
Pele powiedz mi czy twoja czujność śpi
Nie bo muszę przetrwać po upadku wstać
Nigdy nie usłyszę sam sobie radź

Biorę jaram nie kaszlę
Przetrwać muszę najgorszą suszę skąpy los zmuszę
Da mi co chce dopiero ruszę jak się uda
Słyszę choć wokół obłuda
Toniemy w brudach na mordę kłuda
Myślenie skończyć do przegranych dołączyć
Nauczę się sączyć z życia źródła
Tylko się nie udław nie bądź łapczywy
Człowiek a prawdziwy przezorny w ruchach
Przetrwać po trupach plakaty na słupach
Ewenement się zbliża pełna głodnego micha
Spada ludzka pycha przetrwał czy zdycha
Zawsze coś za coś da się żyć jakoś
To co ma wartość tego się trzymaj
Pal zioło sztuki dymaj i nie zapominaj
Że nasze zadanie to historie z autobusu
Spisane na kolanie gwarantują nam przetrwanie
Jak masz uwagę na nie a jak je lekceważysz
Nie raz się poparzysz to krwawy sport jest
Co dzień nowy test władza pieniądze seks
Ale wiesz przetrwasz jak nie znasz słowa pas
Mój rap nie dla mas powtarzam jeszcze raz
Przetrwać to zbrodnia w afekcie
Ktoś ma obiekcję to tego przywykłem
Konflikty to zwykłe części życia
Którego się nie wyprę
Ref.

Elo 20 00 podziemie nie podlegam ocenie
Znów muszę przetrwać oddalić zagrożenie
Bo czai się za rogiem to walka z wrogiem
Produkcje są nałogiem jestem uzależniony
Coraz bardziej doświadczony nie bądź zdziwiony
Spójrz na to z tej strony
Zrozumiesz że umiejętność przetrwania
Motywuje nas do działania dlatego
Znów muszę przetrwać odnaleźć sposób
Jak uniknąć ciosu złośliwego losu
Bo nigdy nie wiesz co nie wiesz kto
Stanie ci na drodze niosąc z sobą falę niepowodzeń
Życie to nie film licz się z tym
Bo pogubisz się w nim
Zabłądzisz jak wielu wciąż szukających celu
W spalonych patentach
W stu procentach Twój los w twoich rękach
Żeby przeżyć musisz w to uwierzyć
Więc uważaj możliwości sobie stwarzaj
Teraz refren powtarzaj.

Od czasu gdy śmierć zabrała mego ojca
Matka też umarła jeszcze wcześniej niż on
Całe moje życie to jebane wielki dno
Teraz jestem sam
Na takie życie sram
Nie czas na gówna
Nie pierdol że coś kumasz
Nie oszczędzam zdrowia
Nie unikam nałogów
Przez następne przekręty
Przystwarzam sobie wrogów
Życie ha ha to pieprzony banał
Całą moją kasę szybko przepierdalam w kanał
Całonocne libacje kupa alkoholi
W taki właśnie sposób wykańczam się powoli
Bo kpie sobie z życia
I śmieje się ze śmierci
Dalsza egzystencja naprawdę już mnie męczy

Wasze życie niepodobne do mojego
Ja opowiem wam o swoim nie pytajcie dlaczego

Trudny dzieciak
Pierdolony zwyrodnieniec
Na wszystkich się odgrywam
Musicie o tym wiedzieć
Nie jest mi łatwo
I nigdy mi nie było
Nie miałem sielanki
Nie raz się ze złości wyło
Lecz nigdy nie uciekłem od zasranych problemów
Było ich dużo pozbyłem się wielu
Moje życie to stek nieporozumień
Dużo pomyłek nieudanych posunięć
Niedomówienia łzy znaki zapytania
Kłótnie w rodzinie konflikty od rana
Szkoła mnie nie chciała nie tolerowała
A moja dziewczyna ta dziwka się puszczała
Wszystko mnie obciąża nie daje zapomnieć
Nie pomaga tu alkohol nie umie wymazać wspomnień
Żal i smutek starczyłby dla bardzo wielu
Nie ściemniam nie przesadzam pierdolony przyjacielu
Ludzkie słabości to nie temat na piosenkę
Na takie gówno mógłbym ściemniać panienkę
Samobójstwo melancholia stan emocjonalny
Żyję na krawędzi ten ciężar jest ogromny
Modlę się nieraz do Tego na górze
By we wzburzeniu nie wyskoczyć
Z okna na podwórze
Może w innym wymiarze
Życie pokaże
Teraz zasuwam dalej tak jak umysł mi każe

Wasze życie niepodobne do mojego
Ja opowiem wam o swoim nie pytajcie dlaczego x2

Samotność rozterki nieopisana pustka
Zbyt długo już doskwiera znów otwieram usta
Jestem sam w tym bardzo dużym domu
Wsłuchuję się w tą ciszę i nie mówię nikomu
Że może mi źle że coś się ze mną dzieje
Zresztą od dawna nie mogę się porozumieć z przyjacielem
Muzyka jest jak pancerz czyni mnie twardym
Nie daje nic zapomnieć jestem bardzo uparty
Nikt mnie dobrze nie zna chyba tylko ja sam
Nie będę się rozczulał ja i tak na to sram
Nie mam zamiaru żalić się ulepszać świata
Chcę tylko miłości mej kobiety i brata
Rodzina harmonia podstawowe więzy
Bardzo dawno to straciłem
Myślę o tym bez przerwy
Drzwi się otwierają ja nie chcę uciekać
Nie będę się bronił prosił nie chcę też czekać
Na to co wkrótce w moim życiu się wydarzy
Do końca tego nie wiem czy się odważę
Żyć w tak młodym wieku jest tak samo jak umierać
Sam nie wiem co wybrać może jeszcze poczekać

Wasze życie niepodobne do mojego
Ja opowiem wam o swoim nie pytajcie dlaczego x2
Ej wy tam, to jest moja solowa płyta
bo to ten słów bandyta i ta praktyka na bitach nabyta
Wita was rymów tytan
a ty już wiesz, że ta technika jest jak pamięć o mitach
nigdy nie zanika, to jest ta bragga klika
i znów o drogę nie pyta elita
Ta myśl pokrzepia jak Biovital
bo to gra jak w remika, jak kostka rubika
logika, nie podrabialna jak flow Magika
A ty, nie bądŹ jak falsyfikat
innego rapera a tu klika
mój głos, donośny jak ryk silnika
Jak monolit pomnika twardy
moje rymy to bomby, jeśli twoje to petardy

[x2]
Jadę jak Schumacher, sztacham się szum machem
rymów szturm robię, zatem robię szum rapem
Mam na to swój patent, klimatem przesiąknięty
to ten typ i te patenty, znasz mnie

Powiedz ile to już lat brat, robimy ten rap
choć chcieliby, nie mogą nam tego zabrać
*****ne Taliby, rady nam nie daliby
choć bezwiednie powtarzają wychylylybymy
Oni mogą chodzić jak my, mówić jak my
ale nie są nami, wiesz kim są? falsyfikatami
*****ni, nawet jak będą mieli goldy pod katanami
zawsze będą przez nas rozszyfrowani, jak sen
Wczoraj rap, jutro rave, lubisz akcji schizę?
to lepiej weŹ jedŹ gdzieś na Ibizę
Albo podejdŹ bliżej, rym co nie zbańczy pojutrze
DGE tańczy hucznie, patrz i ucz się
To nagrywek król, mam kampanię jak Żywiec Zdrój
a pode mną wciąż dywangów, bywaj zdrów
Lecz ty nadal nie rozumiesz tematu chłopaku
musisz być mocno spoza klimatu

[x2]
Jadę jak Schumacher, sztacham się szum machem
rymów szturm robię, zatem robię szum rapem
Mam na to swój patent, klimatem przesiąknięty
to ten typ i te patenty, znasz mnie

A w nowym roku, jak sylwestrowe race
znów wybucha myśl, że przez ciebie tracę pracę
Bo jesteś super MC, jesteś wielce HC
a twoją płytę i tak wymienią na THC
Dzieci, ktoś wam czymś w głowach śmieci
zaledwie piszę rym, a już w rozgłośniach leci
A płacą za to, wciąż ci sami faceci
niedowidzący, a może ślepi jak Krecik
jujć, dla mnie lepiej już w ***** stąd pójdŹ
i lepiej nie smuć, nie nudŹ, nie marudŹ chłopie
Ja znam się na hip-hopie
a twojego gówna to nie da się słuchać nawet w klopie
Zorganizowałbym ci koncert w szopie
a na dożynkach każdemu wręczył kopię dema
(wiem, to była dobra ściema)
z ambitnego gówna nie ma przecież jak

[x2]
Jadę jak Schumacher, sztacham się szum machem
rymów szturm robię, zatem robię szum rapem
Mam na to swój patent, klimatem przesiąknięty
to ten typ i te patenty, znasz mnie
A, a w klubie, to co lubię
W klubie R.A.P, R.A.P
Dziś napizgać się chcę

Jeśli nie potrafisz ziomuś na koncercie ruszyć dupy
Chcesz stać jak te słupy, ukryty, jointem skuty
Bo zamiast zabawy jesteś tu w ramach pokuty
To skasuj nasze nuty, weŹ nie słuchaj, nie przychodŹ
Wydaj hajs na piwo, idŹ zabaw się z dziewczyną
Jeśli umiesz oczywiście, pokaż jaki z ciebie wzorzec
Może z ciebie jest kochanek słaby tak jak hip-hopowiec
I numero uno twój priorytet to pozory
Mówisz lubisz terrory, przebrany w szerokie *****y
Ty lubisz te klimaty, pity, biby, baty
Kobiety ich zalety, podniety, ten koloryt
Wywieszone jęzory z koleżkami masz tu sunie
Piękna co nie ginie w tłumie tylko się wyróżnia
Zgrabna ta nóżka, kusi widokiem pępuszka
Zagadaj ją słyszysz, przecież w gębie jesteś mocny
Podbij z nią na koncert, spal konkurencji mosty
To zabieg przecież prosty, bądŹ mężczyzna nie worek
Nie stój sztywno jak kołek, skumaj po co tu jesteś
Chcesz? przeżyjesz fiestę, nie chcesz? jesteś leszczem
Zamulony pizgasz fetę, ten syf masz za zaletę?
Twój urok osobisty nie podziała na kobietę
Nimfę czy nimfetkę, nie wnikam w preferencje
Dziś w klubie znaczę częściej, co dzień inne miejsce
Lubię być na koncercie gdy jest git atmosfera
Lepszy bal niż afera, człowiek wie wtedy, że żyje
Hip-hop to też zabawa, nie ma miejsca na chryje
To jest to co lubię w klubie, się z tematem nie kryję
Hip-hop to też zabawa, nie ma miejsca na chryje

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki

Mam tu do zrobienia z chłopakami kawał sztuki
Znaczna część nauki, a do tego jest zabawa
Często jest śmiesznie, często niebezpiecznie
Szukasz dymu *****ysynu, lepiej nie chciej, strzeż się
Te konflikty odwieczne, to dla nas nic nie znaczy
I ponownie mamy zwałę z miejscowych napinaczy
To wszystko tłumaczy, *****ę twoje jazdy
Tylko twoja to jest brożka, chcesz ujrzeć w nas gwiazdy
A my w siódmym niebie, setki life-ekty na scenie
Nie od dziś i ciśnienie, co nie spadnie jak u Pona
Daję z siebie wszystko w pocie czoła nie skonam
Nawet jeśli umęczony to z pewnością weselszy
Z faktu, że ludzie skandują z nami większość naszych wierszy
Łapy w górę, ludzie łapy, łapy w górę
Popierajcie i szanujcie wszyscy te hip-hop kulturę
To lubię, nie truję, tym odbiorcy nie zdołuję
Po przez bycie tym kim jestem się nie dowartościowuję
A moc którą czuję, energie przekazuję
Wprost do was od nas pozytywne wibracje
Wiem, że mam racje, że mamy u was wsparcie
Na starcie nie kłamię, dobrze wiesz nie przestanę
Rap jest tym lubię, tym co kocham, tak zostanie
(Rap jest tym lubię, tym co kocham, tak zostanie, kochanie)

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki

Spytasz po co o tym mówię? bo lubię, bo lubię
Całą płytę mógł bym nagrać o sytuacjach w klubie
Nie wykorzystam swej pozycji by mieć zyski
By wejść w tematy fikcji, by pomacać twe cycki
Tylko dlatego, że jestem tym kim jestem
Że jednym ręki gestem mógłbym w moment je przywołać
Przygadać, adorować, udać fajnego gościa
Grać po to, to obciach, chcesz się oprzeć na korzyściach?
Będąc znanym chcesz cos zyskać? to lubisz? ja mam dystans
Jak każdy artysta [?] sram na wizję
Na twego wizażystę, na bajer z teledyskiem
Nie dbam *****ysynu o tak zwany wizerunek
Bo go nie posiadam i zyskuję tym szacunek
A ty po co wrzucasz te suki na klipy?
Skoro żadnej z nich nawet nie wyliżesz *****y
Ja mam dość tej lipy w stylu macho rodem z wioski
Rym Częstochowski plus ludowy refren skoczny
U nas nowy hit z opcji pod tytułem życie
Autentyczny feeling słów, co mają pokrycie
Których słuchają ulice, osiedla w dużych miastach
Dopiero się rozkręcam, to dopiero namiastka
Skończę gdy krzykniesz basta! ratuj się ucieczką
Do swych zmyślonych spraw które nazwiesz kiedyś klęską (*****)

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki
[VNM]
Mojego flow myślałeś, że NSPC to kres,
Śmieję się z Ciebie geju do łez, V jedzie The Best.

[Verse 1]
Nowy król wszystkiego,
Twój król Niuskulu,
Zwija rapowe kurwy tu z bólu.
Jakby rój pszczół usiadł na chuj w ulu,
Tak to was boli, czuję to w chuj bólu.
Puszczam dym z jointa, chmura to cumulus.
Ty, mama cię woła, bujaj się już lulu.
Mów po polsku, nie kumam tych słów zulu,
Mów mi Jezus (co?), suko mi mów królu.
Ta, ciąg moich trójek długi jak cug żulów,
Jedyne co ty ciągniesz długo to chuj ciulu.
Kiedy jest dobre, jak frunie na lód tu lub,
Wtedy, kiedy jest potrójne jest cool chuju.
Dziś te dzieciaki nie czują tu trueschoolu,
A nie jeden trueschool król czuje, że w chuj urósł.
Ktoś słuchał jego albumu to cud,
Królów jest wielu, ale jeden rapuje tu król królów.

[Chorus]
Kiedy rap daje na bloki.
Tu gdzie hajs ginie w kreskach i w alko (VNM).
Kambek jak Dżej.
Fresh jak Prince Of Bel-Air
Twój rap to ex-rap.
Nowa szkoła.
V jedzie the best.
Te flow zrobi ci kurwa uśmiech Chelsea.

[Verse 2]
Wróciłem ta, to jak w tanich scenach z horroru,
Czekali na to z paznokciami w zębach na forum.
Hejterzy, niech dalej pierdolą, bo mi,
To jest potrzebne oni daja to promo za free.
Patrz na moją bliznę dobrze,
Moje flow, Ci na szyi taką piźnie w poprzek chłopcze.
Moje flow wulkan, chujnia Twoje flow kurwa,
Moje tu fruwa po podwórkach.
Ta, kto to VNM, ej to Ja.
Jadę tą grę do cna,
Zabieram jej O2.
Zabieram tlen, Ten prawie tu się dławi.
Jak to cię bawi, to weź tak sobie też nawiń.
Lata świetlne później dalej galaktyki,
Tam mnie znajdą typy od balistyki.

Ta, VNM tekst, kładę jak reks, bless,
Jadę Lex S, Ja będę The Next Best.

[Chorus]

[Verse 3]
Jestem na drodze po kwit,
Wiesz gdzie prowadzi to synu?
Ktoś wejdzie tu w nią, doprowadzi do dymu.
Podobno wszystkie drogi prowadzą do Rzymu,
Synu, moje wszystkie drogi prowadzą do rymu.
VNM, NSPC słabym kopy na gębę dał,
Biorę ten fejm, cash dopiero będę brał.
Mówisz mi - przed tobą zrobię tą pengę V,
Synu nie dopóki tu taki ogień ja będę grał. (Faaaał).
Track spala każdego, V wpada na niego,
Jak flara na niebo.
Ta, kto tak umie, kto tak frunie,
Tutaj ta twoja duma w gruz runie bo chuj umiesz.
Nowa szkoła, ty masz ziomek doła,
(VNM) ty to moj cash o mnie woła.
Under czy Main, gardzę tym ej,
Kambek jak Dżej, gram ok, dawaj ten fejm.

[Chorus]
[Pono]
Zet I Pe, elo

[Fu]
Dobre jest, dobre jest

[Pono]
Właśnie tak

[Fu]
Słuchaj Pono Syn Alka Pono

Ref.: [Pono]
To tabu, to temat zakazany
To nie dla nie kumatych ani nie dla wydyganych
To rany, które się goją, przed dokonanym faktem stoją
Ci co bólu się boją dla nich to będzie paranoją

[Pono]
To tabu z gradu słów, zółw za nagrany znów (ów)
W dowód zipów wartości, gotów?
To dowód odpowiedzialności za los kilku osób
To znak odporności na przeciwności losu
Fakt (fakt) to fakt głosu z bitem
Tabu kojarzy ci się z Zipem
Jestem rad, lecz Zip nie jest mitem
To tabu, to strefa cienia
To twe odbicie w lustrze tylko, że krótsze pole widzenia
Masz do czynienia z końcem, który odliczasz od początku
Jesteś w szoku i to jest w porządku według istniejących praw
Tak, według poglądów fal start, lecz nadszedł czas
By raz zaryzykować, by nie chować gniewu, by się wyładować
Tak, właśnie tak poznajesz tabu, kultura rapu cię uświadamia
Tabu to nie nagrania, teledyski przede wszystkim
To bliski ci znajomy, to sam ty tyle, że z ciemnej strony
Tabu z gradu słów, zółw za nagrany znów (ów)
W dowód zipów wartości, gotów?, to tabu!
To tabu z gradu słów, zółw za nagrany znów (ów)
W dowód zipów wartości, gotów?
W rzeczywistości żyjesz mówisz to przekleństwo
Poznajesz prawdę mówisz, że niewiedza to błogosławieństwo
Tak naprawdę to męstwo się liczy, odwaga
Jak życie ćwiczy, a prawda przyjdzie sama
Póki co bałagan na strychu, stragan przed oczami
Jak po kielichu do świtu melanż
Raz wygrałeś, licz na rewanż
Nie ma przebacz, nie lekceważ tabu
I tak przegrasz, nie zwyciężysz śladu, którym jest herezja
Antidotum to miejska poezja, kwestia miejsca
Interpretacji bez gwarancji co do racji
świat kombinacji, brak tolerancji wad wszystkich nie ukryję
Bo żyje jako człowiek i jako człowiek zginę
Na tabu winę zwalasz, na minę wpierdalasz
Trzymasz się z dala, to strach, to tabu ciach

Ref.

[Pono]
To tabu z gradu słów, zółw za nagrany znów (ów)
W dowód zipów wartości, gotów? To tabu!
To tabu, to wytykany strach przed nieznanym jak rap
Z góry uznany za przegrany, to strach przed ewentualnym błędem
Strach przed tym co będzie, strach przed niewiadomą
Dlatego tabu pozostaniesz ciemną stroną
Jak Zip, grono Zip, Pono Zip Skład to nasz świat
Żyjemy po swojemu dzięki czemu Pono, Fu, Koro, WWO
I jeszcze sporo pro gra o honor, program twój horror
To tabu!

[Pono]
Zet I Pe, elo
Właśnie tak, właśnie tak

[Fu]
Dobre jest, dobre jest
To tabu!
[Masło]
Widzę słońce, czuję, że jestem królem jak u Game'a,
to mija gdy ścieram się z tobą na schodach metra.
Wpadam w szklaną pułapkę to wciąż butelka wódki,
nic nie zmieniam gdy popijam nią ostatni Velbutrin.
My jak nocne miasta ćmy, wciąż okupujemy kluby,
zamiast ciebie wokół mnie, kobiety, dziewczyny i dupy.
Na co mi ciuchy z logiem typa na koniu grającym w polo,
kiedy dzień w dzień sam zmierzam się z anhedonią,
Z życia dawno już zrobiłem sobie tor do Grand Turismo,
słyszę głosy w mojej głowie jak Doom, wszędzie blisko.
Wszystko jedno czy stanie serce od wódki z Red Bullem,
czy na afterze u nieznajomej zarażę się jakimś gównem.
Tekst pijaka w telefonie jak Drake, sen na podłodze,
supermoce są niczym gdy tracę nad nimi kontrolę.
Wpadam w sztos, znów szukam swojej drogi do Indii,
nie mogę wrócić zza drugiej strony lustra Alicji.
Wypłukuję dni tygodnia w głowie ciągle mam ją,
wpadnij kiedyś poniszczyć się z nami, hotele, zło.
Zimno cola po melanżu nad ranem, piąta godzina,
potrzebuję uczucia... ale może być kokaina.
Ciągle szukam zaczepki pod klubem, wydzieram mordę,
Elektryczne Gitary śpiewają "nie pij Piotrek".
Potwory w głowie nie chcą się odczepić jak długi,
witam w klubie kolejna noc w jednym z miejsc zatrutych.

Refren:
[Masło]
Witam w klubie wpadnij kiedyś poniszczyć się z nami,
gdy tak łatwo stracić kontrolę nad supermocami,
która noc nam nie daje snu, jak HiFi,
my jak nocne miasta ćmy, butelka, kaptur, słuchawki.

[Chada]
Teraz tak...
Pewnie jak to usłyszysz weźmiesz i we mnie zwątpisz,
wszystko tu się zaczyna od pierwszej pięćdziesiątki,
później piję w chuj czasu, wie o czym mówię Pihu,
nie obywa się również bez innych specyfików.
Kurwa, sieję zniszczenie, nie pamiętam gdzie byłem,
jedno co mi tam świta to tylko, że piłem.
Ziomki wiedzą, że kurwa nie pierdolę się w tańcu,
wszystko to mnie sprowadza do klubu załamańców.
Pogubiłem w chuj hajsu i stoczyłem do zera,
każdy wkurwia się na mnie, bo tydzień nie odbieram.
W domu jak na melinie, czuję, że tracę zdrowie,
w kilka dni rozjebałem cztery średnie krajowe.
Może muszę się dobić czuję, że się rozsypię,
nie potrafię już chyba życia brać na logikę.
Znowu nie mogę zasnąć a nawet gdybym mógł,
to i tak szczerze mówiąc boję się swoich snów.
Zadzwoniłem do kumpla zwyzywałem od dziwek,
teraz ze mną nie gada w sumie mu się nie dziwię.
Cztery doby na gwiazdach HST i te ławki,
później dzwonię do byłych i płaczę do słuchawki.
Łzy przelewam na papier smutne nuty z głośników,
wspominamy te czasy, zapoznał mnie z nią Pihu.
No i kolejny szlug, kurwa, wiem że mam problem,
na tą chwilę napisałem wszystko co mogłem...
To kolejny wschód słońca nad moim kochanym miastem
A ja piszę mój pamiętnik jak swego czasu Scarface
Jak legendarny trackster trzymam rękę na pulsie
Prawdziwy rap z getta, nikt nie powie oszuście
Bo żyję tu gdzie wiarygodność jest podstawą
Do bycia prawdziwym w grze, bo ja gram w to jak Kaczor
Rozwalam kiepskie radio jak na haju zły porucznik
Przeciw komercyjnym gnidom, ryj ci gotów do tej kłótni
Pseudo DJ weź mnie lutnij, bo ja mam tu rację raczej
O*****ę was jak Cheswick o*****ił siostrę Ratchet

Jeszcze zaznaczę, że ten syf idzie na eksport
Towar pierwsza klasa jak stopy M. Bancroft
Posłuchaj tego weź no nie jednego niucha dziecko
Kopnę cię mocno w łeb, atakuję zdradziecko
To show jak u Machnitów Richie niczym zwierz na garach
Na serio na*****lam nie przebierając w ofiarach

Na serio, całkiem serio, wiedz, że to nie są żarty
Wszystkie rzeczy, które robisz w Poznaniu będąc martwym
Na serio, całkiem serio, nowa płyta, moje prawdy
Nie ma miejsca na herezję, jesteś miękki, trza być twardym

Moje życie jest jak film, a ta płyta niczym soundtrack
Nie chowam się po kątach to rap full kontakt spontan
Wypijmy do dna byle się nie zachlać nie dać
Nie zostawię moich Jeżyc jak Nicolas Cage Las Vegas
Koniec stylu życia gnoja, no chyba cię pogięło
Rap ratuje mnie jak narzeczony Czecha Nogackiego
Ja miałem wiele obaw, sama widzisz jak wyszło
Ja miałem zyskać z tobą, a ***** straciłem wszystko
Pieprzę cię *****o, cały ten burdel
Będziesz kochał jak Sucre życie nie będzie cukrem
I mogłabyś błagać to wiedz, że nie przybędę
Bo dziś wieczorem inna będzie mą Ewą Mendes
Na serio będzie nie długo nadejdzie
Wszędzie słychać to będzie, ty też w to wejdziesz
Tak długo w tej grze, pół mego życia
Na serio ta płyta to nowe solo Rycha

Na serio, całkiem serio, wiedz, że to nie są żarty
Wszystkie rzeczy, które robisz w Poznaniu będąc martwym
Na serio, całkiem serio, nowa płyta, moje prawdy
Nie ma miejsca na herezję, jesteś miękki, trza być twardym

To miasto w którym żyję często nie ma dla mnie serca
Miażdży jak wieczory z Psów Michała Lorenca
Ja nie zamierzam przestać, a przy tobie zrobię postęp
Nie handluję tym towarem jak Radosław Wolf, proste
W klubach idą nosy, małolaci żenią kosy
I lolity z talią osy chcą cię tu o bajer prosić
Zależy mi na życiu, ty przepłacasz, chcesz wydać
A tego co przemyca niczym Józef Trofida
Ja nie mogę se pozwolić na utratę tej kontroli
A zresztą to twój live rób jak chcesz, rób jak wolisz
Co z ciebie za dziewczyna, że aż tak się zeszmaciłaś
Wypinając dupsko niczym Bianca Bakija
Taki finał Na serio chcesz być moją narzeczoną
Powiesz o nas chłopakowi o rzesz ***** co za horror
Gdzie jest twój honor, godzisz w dobre imię kobiet
Polujący na raperów ty bezmózgi lachonie

[x2]
Na serio, całkiem serio, wiedz, że to nie są żarty
Wszystkie rzeczy, które robisz w Poznaniu będąc martwym
Na serio, całkiem serio, nowa płyta, moje prawdy
Nie ma miejsca na herezję, jesteś miękki, trza być twardym
Smut kryminal

Smut za smutem, a kiedyś niby sprytny
Gdy na tą samą nutę robisz swoje rytmy
Tyk-tyk ty kolego miałeś plan ambitny
Cóż z tego jeśli zapomniałeś w gębie brzytwy
Łamiesz się? chyba jesteś chopie z dykty
Tym ty nie okazujesz swojej ikry
Muli cię? lepiej wymień sobie filtry
Bawisz mnie tak, że składam się jak Wigry
I ty gry nie porównuj go gonitwy
Bo przybywa w niej malkontentów sitwy
Co od sentymentów jak do Unitry
Chcą swych procentów, a wkład dają mikry
I wiesz co? ja szczam na to na litry
Weź się lepiej odsuń, bo widok będzie przykry
Ty kry-ty krytyku jesteś na rap chytry
Tym przegrywasz wojny nim staniesz do bitwy
I pikował...

I pikował twój rap gdy wziąłem go na muszkę
Zanim padł strzał on siedział już pod łóżkiem
Czego szukał tam? nie wiem, załóż, że
Dobrze wiedział, gra nie idzie o pietruszkę
To nie sport, ale i tu bywa różnie
Bo kiedy jest tort każdy z niego sobie uszczknie
I słusznie lub nie, mniema, że jest tu Kopciuszkiem
Tudzież włóż tę lub tę i wyciąga nóżkę
I wiesz co? ja sram na taką służkę
A mam cela żebyś nie brał za pogróżkę
Puszczę juszkę, jestem na rap łakomczuszkiem
Więc strzelam w dziesiątkę nim nabiję muszkiet

[x4]
Powiem wam szczerze
Myślę, że dzisiaj są leszcze w grze
Lecz przeczę, że rzeczy są tylko złe
Wrzeszczę, że leszcze w grze...
Niektórzy chcą być tacy mądrzy i trochę się spinają
Inni są głupi jak chuj i nic na to nie poradzą
Jestem gdzieś pomiędzy, jestem głupiomądry
Głupiomądry, głupio-, głupio-, głupio-, głupiomądry
Zapytałem Boga czy szuka proroka (angaż)
Średnica twego oka wzrasta, pieprzona manga
Nie wiem, gdzie parkuje się anioła, pokaż hangar
Mówi mi Augiasz, syfu po sufit, B.O.K. to moja stajnia
per aspera ad astra , aport Łajka
W której klasie jesteś polskiego rapu, ty marsz do Laika
W tej pieprzonej grze ma się jaja albo jajka
Koliberka z Tic- Tacami zechce tylko saikofanka
Bisz struś, o, jak się boję, nie omiń mnie
Chwilo, ten czas jest mój, wbijam łeb w klepsydrę
Będę zapierdalał póki cię nie wyrwę
Z łap sezonowych łajz, co prawdziwość z nimi wciąż te psy drę
Po sukcesie niejeden tylko utył i zmarniał
Zajawka na rap stała się zbytnio utylitarna
Nie chcę się z nimi bratać, to oni ubili Abla
Orły zgołębiały, od kiedy ciepłe uwiły gniazda
Jestem Burneiką w opcji ćwiczenia umysłów
Oduczę tutaj wszystkie świnie kwiczenia truizmów
Złotą polską młodzież traktują jak chlewodawcę
W rap grze trzeba serca i rozumu – Bisz – chyba macie dawcę

Jestem głupiomądry, głup-, głup-, głupiomądry
Mówię jak jest, niech się (…), wczują mordy
Jestem głupiomądry, ej, niech się mordy głowią
Bisz to najgorszy raper z Polski – #oksymoron

Jestem głupiomądry, głup-, głup-, głupiomądry
Mówię jak jest, niech się (…), plują mordy
Jestem głupiomądry, ej, lecz nie chujogłowy
Pośrodku jest harmonia – #autobus dwuczłonowy

Cokolwiek o mnie myślisz to jedynie mniemanie
Wszędzie, gdzie coś oczywistego jest tam nie ma mnie
Jebać drogi na skróty, chcieli skusić mnie na nie
Jesteś pieprzoną podłą pizdą? HWDPPPP
Dla moralnych kręgosłupów cienkich jak włos informacja
Bisz poskręca wam na stałe je – #ondulacja
Jestem weteranem, wytrzyj mleko synek z nocha
Wiem, że jesteś głupkiem po twym jednym poście - #synekdocha
Nie obrażam się na hejty jak na chmury za deszcz
Ludzie pokłócą się nawet o gruzy wieży Babel
Historia toczy koła, potem znów ląduje w gównie
Czujesz litość dla ćmy na żarówce? Nie czuję również
Na narzekanie polecam tęgiego bata
Ktoś już dobrze ujął to – problemy pierwszego świata
Zbijam pięć z trzecim, odkładam na adopcję
Tu mam swoje emocje – pierdolić Kapadocję
Ludzie chcą czegoś więcej pracując w nadgodzinach
Lecz zwykle głupio inwestują hajs – #Mango Gdynia
Rewolucja chce twej głowy – #Maria Antonina
Stracisz ją dla mnie prędzej niż myślisz – #Bisz gilotyna

Jestem głupiomądry, głup-, głup-, głupiomądry
Mówię jak jest, niech się (…), wczują mordy
Jestem głupiomądry, ej, niech się mordy głowią
Bisz to najgorszy raper z Polski – #oksymoron

Jestem głupiomądry, głup-, głup-, głupiomądry
Mówię jak jest, niech się (…), plują mordy
Jestem głupiomądry, ej, lecz nie chujogłowy
Pośrodku jest harmonia – #autobus dwuczłonowy
Jest przekaz Michu , nie?
Przekaz w chuuuuj
Właśnie taaaaak
Elliminati , Pan TDF
Sir Michu człowieku
2013 , ooooooooo
Ta, ej:

Szedłem do pierwszej ligi rap
Jak jeszcze żyli tu Big i Pac, tak
Pieprze twój digi pack, what the fuck
Ty robisz na migi rap, trzym te bity
Staraj się dać rap nabity
Ten bragg i ten smak i ten styl niesamowity łap
Łapy tak jakbyś kajdanki miał
Morde zamknij, ogarnij Gangnam Style
Jestem z ekipy, ja i te moje Sir Michy i nie ma lipy
Nie jeden pojeb ma być cichy
Prosto z fabryki rap, to wygina
Nawyki mam, styl nawijki oryginał
Rozpierdalam, bo wciąż się tym jaram
Ty nawet nie słuchałaś mnie na tych nielegalach, wiem
Patrze w siebie głąb, wciąż jest tam wiara
A ja się staram zmienić coś, o!

Ref, x2
Sram ci w punchline
Jebie hashtag
Klepie hasz tak
Jedzie rap, kurde blaszka
Kurde bla bla
Styl się nagrał
A ty nie banglasz z tym? Wstyd!

Przekaz to przekaz o tym, że masz przekaz
Co ty nie wiesz? Kurwa na tym to polega
Tak to czekasz, polegasz na tym i tamtym
I wciąż powtarzane te same znane prawdy
Jebać tamtych, nie patrz tam gdzie nie trzeba
W lustrze odbity mówię do spojrzenia
Interesują mnie tylko ludzie stąd
którzy ze mną są tu od płyty S.P.O.R.T
4runner poszedł na złom, aby potem zmartwychwstać
A my mamy wyjebane, chuj w pół gwizdka, cóż
To Wielkie Joł, życie, freestyle + misja
I wyjebane w to co będziesz o nas myślał
Nie jedzie pancer, dywizja sunie w sumie
Czasy nie tamte, a oni w komisjach
Dlatego dziś tak pierdolić ich umiem
Bo u mnie rap to afrodyzjak

Ref, x2
Sram ci w punchline
Jebie hashtag
Klepie hasz tak
Jedzie rap, kurde blaszka
Kurde bla bla
Styl się nagrał
A ty nie banglasz z tym? Wstyd!

Bo tu jest boom na solidny zalew gówna
Chcą nam dorównać, są na katakumbach
Czas liczą im w sekundach, boom bap
Ale kurna, oni dalej chcą coś nam urwać
Cała rap gra woli, żebym nic nie nagrał
Masakra, mam pentagram od diabła
Widziałeś ten film, też dałeś się nabrać?
Sam go zmontowałem przecież, taka prawda
Iluminatus Tede, Elliminati
Ja wciąż nie wiem czy do ciebie coś z tego trafi
Szyby do dołu, followuj za mną
Sypnę Ci gadką, przygotuj banknot
Jeb nominał, to kostki domina
Mam ciekawostki i o nich wspominam
I to jest kombinat, nie krnąbrni tak
I od nich odbij, tu bombi Rap

Ref, x2
Sram ci w punchline
Jebie hashtag
Klepie hasz tak
Jedzie rap, kurde blaszka
Kurde bla bla
Styl się nagrał
A ty nie banglasz z tym? Wstyd!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo