Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Niektórzy chcą być tacy mądrzy i trochę się spinają
Inni są głupi jak chuj i nic na to nie poradzą
Jestem gdzieś pomiędzy, jestem głupiomądry
Głupiomądry, głupio-, głupio-, głupio-, głupiomądry
Zapytałem Boga czy szuka proroka (angaż)
Średnica twego oka wzrasta, pieprzona manga
Nie wiem, gdzie parkuje się anioła, pokaż hangar
Mówi mi Augiasz, syfu po sufit, B.O.K. to moja stajnia
per aspera ad astra , aport Łajka
W której klasie jesteś polskiego rapu, ty marsz do Laika
W tej pieprzonej grze ma się jaja albo jajka
Koliberka z Tic- Tacami zechce tylko saikofanka
Bisz struś, o, jak się boję, nie omiń mnie
Chwilo, ten czas jest mój, wbijam łeb w klepsydrę
Będę zapierdalał póki cię nie wyrwę
Z łap sezonowych łajz, co prawdziwość z nimi wciąż te psy drę
Po sukcesie niejeden tylko utył i zmarniał
Zajawka na rap stała się zbytnio utylitarna
Nie chcę się z nimi bratać, to oni ubili Abla
Orły zgołębiały, od kiedy ciepłe uwiły gniazda
Jestem Burneiką w opcji ćwiczenia umysłów
Oduczę tutaj wszystkie świnie kwiczenia truizmów
Złotą polską młodzież traktują jak chlewodawcę
W rap grze trzeba serca i rozumu – Bisz – chyba macie dawcę

Jestem głupiomądry, głup-, głup-, głupiomądry
Mówię jak jest, niech się (…), wczują mordy
Jestem głupiomądry, ej, niech się mordy głowią
Bisz to najgorszy raper z Polski – #oksymoron

Jestem głupiomądry, głup-, głup-, głupiomądry
Mówię jak jest, niech się (…), plują mordy
Jestem głupiomądry, ej, lecz nie chujogłowy
Pośrodku jest harmonia – #autobus dwuczłonowy

Cokolwiek o mnie myślisz to jedynie mniemanie
Wszędzie, gdzie coś oczywistego jest tam nie ma mnie
Jebać drogi na skróty, chcieli skusić mnie na nie
Jesteś pieprzoną podłą pizdą? HWDPPPP
Dla moralnych kręgosłupów cienkich jak włos informacja
Bisz poskręca wam na stałe je – #ondulacja
Jestem weteranem, wytrzyj mleko synek z nocha
Wiem, że jesteś głupkiem po twym jednym poście - #synekdocha
Nie obrażam się na hejty jak na chmury za deszcz
Ludzie pokłócą się nawet o gruzy wieży Babel
Historia toczy koła, potem znów ląduje w gównie
Czujesz litość dla ćmy na żarówce? Nie czuję również
Na narzekanie polecam tęgiego bata
Ktoś już dobrze ujął to – problemy pierwszego świata
Zbijam pięć z trzecim, odkładam na adopcję
Tu mam swoje emocje – pierdolić Kapadocję
Ludzie chcą czegoś więcej pracując w nadgodzinach
Lecz zwykle głupio inwestują hajs – #Mango Gdynia
Rewolucja chce twej głowy – #Maria Antonina
Stracisz ją dla mnie prędzej niż myślisz – #Bisz gilotyna

Jestem głupiomądry, głup-, głup-, głupiomądry
Mówię jak jest, niech się (…), wczują mordy
Jestem głupiomądry, ej, niech się mordy głowią
Bisz to najgorszy raper z Polski – #oksymoron

Jestem głupiomądry, głup-, głup-, głupiomądry
Mówię jak jest, niech się (…), plują mordy
Jestem głupiomądry, ej, lecz nie chujogłowy
Pośrodku jest harmonia – #autobus dwuczłonowy

Od czasu gdy śmierć zabrała mego ojca
Matka też umarła jeszcze wcześniej niż on
Całe moje życie to jebane wielki dno
Teraz jestem sam
Na takie życie sram
Nie czas na gówna
Nie pierdol że coś kumasz
Nie oszczędzam zdrowia
Nie unikam nałogów
Przez następne przekręty
Przystwarzam sobie wrogów
Życie ha ha to pieprzony banał
Całą moją kasę szybko przepierdalam w kanał
Całonocne libacje kupa alkoholi
W taki właśnie sposób wykańczam się powoli
Bo kpie sobie z życia
I śmieje się ze śmierci
Dalsza egzystencja naprawdę już mnie męczy

Wasze życie niepodobne do mojego
Ja opowiem wam o swoim nie pytajcie dlaczego

Trudny dzieciak
Pierdolony zwyrodnieniec
Na wszystkich się odgrywam
Musicie o tym wiedzieć
Nie jest mi łatwo
I nigdy mi nie było
Nie miałem sielanki
Nie raz się ze złości wyło
Lecz nigdy nie uciekłem od zasranych problemów
Było ich dużo pozbyłem się wielu
Moje życie to stek nieporozumień
Dużo pomyłek nieudanych posunięć
Niedomówienia łzy znaki zapytania
Kłótnie w rodzinie konflikty od rana
Szkoła mnie nie chciała nie tolerowała
A moja dziewczyna ta dziwka się puszczała
Wszystko mnie obciąża nie daje zapomnieć
Nie pomaga tu alkohol nie umie wymazać wspomnień
Żal i smutek starczyłby dla bardzo wielu
Nie ściemniam nie przesadzam pierdolony przyjacielu
Ludzkie słabości to nie temat na piosenkę
Na takie gówno mógłbym ściemniać panienkę
Samobójstwo melancholia stan emocjonalny
Żyję na krawędzi ten ciężar jest ogromny
Modlę się nieraz do Tego na górze
By we wzburzeniu nie wyskoczyć
Z okna na podwórze
Może w innym wymiarze
Życie pokaże
Teraz zasuwam dalej tak jak umysł mi każe

Wasze życie niepodobne do mojego
Ja opowiem wam o swoim nie pytajcie dlaczego x2

Samotność rozterki nieopisana pustka
Zbyt długo już doskwiera znów otwieram usta
Jestem sam w tym bardzo dużym domu
Wsłuchuję się w tą ciszę i nie mówię nikomu
Że może mi źle że coś się ze mną dzieje
Zresztą od dawna nie mogę się porozumieć z przyjacielem
Muzyka jest jak pancerz czyni mnie twardym
Nie daje nic zapomnieć jestem bardzo uparty
Nikt mnie dobrze nie zna chyba tylko ja sam
Nie będę się rozczulał ja i tak na to sram
Nie mam zamiaru żalić się ulepszać świata
Chcę tylko miłości mej kobiety i brata
Rodzina harmonia podstawowe więzy
Bardzo dawno to straciłem
Myślę o tym bez przerwy
Drzwi się otwierają ja nie chcę uciekać
Nie będę się bronił prosił nie chcę też czekać
Na to co wkrótce w moim życiu się wydarzy
Do końca tego nie wiem czy się odważę
Żyć w tak młodym wieku jest tak samo jak umierać
Sam nie wiem co wybrać może jeszcze poczekać

Wasze życie niepodobne do mojego
Ja opowiem wam o swoim nie pytajcie dlaczego x2
To pociąg zwany pożądaniem, popatrzcie tylko
Mknie na sam szczyt, nikt z pasażerów w tył nie patrzy
Kto jeszcze czeka ze wsiadaniem?
Kto się marszczy, kto wybrzydza?
Chcecie zostać na tej stacji?
To pociąg zwany pożądaniem, możesz mieć wszystko
Najlepsze żarcie, kobiety, ciuchy, świetlaną przyszłość
Nie stój tak i nie udawaj, że nie masz ochoty
Chcesz zostać tu i uprawiać trainspotting?

Jest tylko w jedną stronę pociąg, innych stron nie ma
Chcesz być biedakiem, nikim, to od razu skocz w przepaść
Nie wahaj się, nie zastanawiaj się dokąd jechać
Jest tylko w jedną stronę pociąg, innych stron nie ma
Będą pluć na ciebie dopóki nie staniesz ponad
Nimi, a kto wyznacza wartość poza nimi?
To, co naprawdę cenne, pamiętaj, mierz w złotych
To pociąg zwany pożądaniem, dla nich trainspotting

Nie starcza czasu na poezję jak u Marysi na seks
Szybkie, ostre życie uprawiam – bitch i lateks
Ta suka dominuje mnie totalnie
Żyć inaczej nie da się, chyba że przekaże ci spadek dziadek z USA
Za dzieciaka miałeś ją gdzieś i plułeś jej w ryj
Dzisiaj chcesz w nią wejść, słyszysz „weź, wyjdź”
Oto dorosłość, motto jej to „bądź cząstką systemu”
W którym bycie sobą rozumie dość wąsko się
Witam cię w rzeczywistości jak Sokół
Młodość jest jak papieros, ten smak – popiół
Bukowski robi nocki dzisiaj przez to „Faktotum”
Czeka wciąż na palec Boga, a dostaje fuck losu
Czytaj dużo książek, lecz nie trać z oczu realiów
Słowa nie oddadzą bólu czy smrodu fekaliów
Życie to pociąg w jedną stronę ziomek, wiedz o tym
Jak nie załapiesz się zostanie ci trainspotting

Jest tylko w jedną stronę pociąg, innych stron nie ma
Chcesz być biedakiem, nikim, to od razu skocz w przepaść
Nie wahaj się, nie zastanawiaj się dokąd jechać
Jest tylko w jedną stronę pociąg, innych stron nie ma
Przepraszamy, że droga do nieba prowadzi przez piekło
By ktoś jęknął z rozkoszy ktoś musi klęknąć
Pisał już Szekspir o tym, nie wiedzą miernoty, to
Pociąg zwany pożądaniem, dla nich trainspotting

Na bramie tego piekła cytat – Dante
W ogniu złapiesz nawet jak nie umiesz czytać – pande-
-monium, wyjścia już nie widać jak już znajdziesz w środku się
Nie pytaj tu o drogę, jesteś w klatce, ziomku
To nie jest nawet wyścig, to szczurzy kołowrotek
Jak wygrywa ktoś, to nigdy nie ty – totolotek
Wszyscy tu głoszą niemy sprzeciw przeciw władzy, sprawdźcie
Ale z chujem w gębie dosyć ciężko śpiewać „Marsyliankę”
Mówią „hajs macht frei”, mówię „nein, danke”
By nadążyć za tym gównem muszą ćpać amfę
Co tutaj robię? Mówią, że tu jest ta szansa
By osiągnąć sukces, muszę tylko duszę dać w zastaw
Pociąg już ruszył, ja przeżuwam chuja, żywot szczura
Moja dusza wyraża się w cyfrach na fakturach
Za oknem migają chwile, czuję tylko gniew do nich
To nie życie, to w innej perspektywie trainspotting

Jest tylko w jedną stronę pociąg, innych stron nie ma
Nie daj się wjebać w to gówno, lepiej już skocz w przepaść
Wciąż wahaj się i zastanawiaj się dokąd jechać
Życie to w jedną stronę pociąg, ty ją wybierasz
Ziomuś, nie musisz mówić mi, że tu nie jest lekko
Prawda, że droga do nieba prowadzi przez piekło, ale
Przejdziesz przez nie jak nie sprzedasz się za pięć złotych
Gdzie jadą inni nie patrz nigdy – jebać trainspotting
A, a w klubie, to co lubię
W klubie R.A.P, R.A.P
Dziś napizgać się chcę

Jeśli nie potrafisz ziomuś na koncercie ruszyć dupy
Chcesz stać jak te słupy, ukryty, jointem skuty
Bo zamiast zabawy jesteś tu w ramach pokuty
To skasuj nasze nuty, weŹ nie słuchaj, nie przychodŹ
Wydaj hajs na piwo, idŹ zabaw się z dziewczyną
Jeśli umiesz oczywiście, pokaż jaki z ciebie wzorzec
Może z ciebie jest kochanek słaby tak jak hip-hopowiec
I numero uno twój priorytet to pozory
Mówisz lubisz terrory, przebrany w szerokie *****y
Ty lubisz te klimaty, pity, biby, baty
Kobiety ich zalety, podniety, ten koloryt
Wywieszone jęzory z koleżkami masz tu sunie
Piękna co nie ginie w tłumie tylko się wyróżnia
Zgrabna ta nóżka, kusi widokiem pępuszka
Zagadaj ją słyszysz, przecież w gębie jesteś mocny
Podbij z nią na koncert, spal konkurencji mosty
To zabieg przecież prosty, bądŹ mężczyzna nie worek
Nie stój sztywno jak kołek, skumaj po co tu jesteś
Chcesz? przeżyjesz fiestę, nie chcesz? jesteś leszczem
Zamulony pizgasz fetę, ten syf masz za zaletę?
Twój urok osobisty nie podziała na kobietę
Nimfę czy nimfetkę, nie wnikam w preferencje
Dziś w klubie znaczę częściej, co dzień inne miejsce
Lubię być na koncercie gdy jest git atmosfera
Lepszy bal niż afera, człowiek wie wtedy, że żyje
Hip-hop to też zabawa, nie ma miejsca na chryje
To jest to co lubię w klubie, się z tematem nie kryję
Hip-hop to też zabawa, nie ma miejsca na chryje

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki

Mam tu do zrobienia z chłopakami kawał sztuki
Znaczna część nauki, a do tego jest zabawa
Często jest śmiesznie, często niebezpiecznie
Szukasz dymu *****ysynu, lepiej nie chciej, strzeż się
Te konflikty odwieczne, to dla nas nic nie znaczy
I ponownie mamy zwałę z miejscowych napinaczy
To wszystko tłumaczy, *****ę twoje jazdy
Tylko twoja to jest brożka, chcesz ujrzeć w nas gwiazdy
A my w siódmym niebie, setki life-ekty na scenie
Nie od dziś i ciśnienie, co nie spadnie jak u Pona
Daję z siebie wszystko w pocie czoła nie skonam
Nawet jeśli umęczony to z pewnością weselszy
Z faktu, że ludzie skandują z nami większość naszych wierszy
Łapy w górę, ludzie łapy, łapy w górę
Popierajcie i szanujcie wszyscy te hip-hop kulturę
To lubię, nie truję, tym odbiorcy nie zdołuję
Po przez bycie tym kim jestem się nie dowartościowuję
A moc którą czuję, energie przekazuję
Wprost do was od nas pozytywne wibracje
Wiem, że mam racje, że mamy u was wsparcie
Na starcie nie kłamię, dobrze wiesz nie przestanę
Rap jest tym lubię, tym co kocham, tak zostanie
(Rap jest tym lubię, tym co kocham, tak zostanie, kochanie)

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki

Spytasz po co o tym mówię? bo lubię, bo lubię
Całą płytę mógł bym nagrać o sytuacjach w klubie
Nie wykorzystam swej pozycji by mieć zyski
By wejść w tematy fikcji, by pomacać twe cycki
Tylko dlatego, że jestem tym kim jestem
Że jednym ręki gestem mógłbym w moment je przywołać
Przygadać, adorować, udać fajnego gościa
Grać po to, to obciach, chcesz się oprzeć na korzyściach?
Będąc znanym chcesz cos zyskać? to lubisz? ja mam dystans
Jak każdy artysta [?] sram na wizję
Na twego wizażystę, na bajer z teledyskiem
Nie dbam *****ysynu o tak zwany wizerunek
Bo go nie posiadam i zyskuję tym szacunek
A ty po co wrzucasz te suki na klipy?
Skoro żadnej z nich nawet nie wyliżesz *****y
Ja mam dość tej lipy w stylu macho rodem z wioski
Rym Częstochowski plus ludowy refren skoczny
U nas nowy hit z opcji pod tytułem życie
Autentyczny feeling słów, co mają pokrycie
Których słuchają ulice, osiedla w dużych miastach
Dopiero się rozkręcam, to dopiero namiastka
Skończę gdy krzykniesz basta! ratuj się ucieczką
Do swych zmyślonych spraw które nazwiesz kiedyś klęską (*****)

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki
Pomimo to, pomimo to
Are you ready?

Pomimo wad oczywistych człowieczeństwa
Ja odważnie patrzę w paszczę szaleństwa
Pomimo, że czasem przyjdzie upaść nisko
Ja będę grał mimo wszystko, mimo wszystko
/2x

Gural
Niech się dzieje wola boska
Zapalimy zielonego papieroska
Uwolnimy słów wodospad
Znów chłostam, rymami głów, dywan, powstań
Kręcę film, mi należy się Oscar
Moja życie moja troska
Nie salutuje na rozkaz
Mam bilet w jedną stronę, jak Gienek Loska
Czuwa nade mną Matka Boska
Czarna, piękna ziemia, częstochowska panna
Byłoby smutnie gdyby nie skakał kózka
Jestem na ludzi ustach,
Nie dyskutuję z nimi o gustach
Płynie kapusta strumieniem szerokim
Reprezentuje serc armię, reprezentuje bloki
Po kim to mam, mnie nie pytaj
Po prostu mam
Robię ten prosty rap, po prostu gram
Zadaje kłam tym skurwysynom
Tacy jak my zawsze będą
I nigdy nie wyginą - boy!

Pomimo wad oczywistych człowieczeństwa
Ja odważnie patrzę w paszczę szaleństwa
Pomimo, że czasem przyjdzie upaść nisko
Ja będę grał mimo wszystko, mimo wszystko
/2x

Rafi
Ciągle szukam miejsca zwanego Arkadią
Choć to bagno, trwam w nim
I nadaje, jak radio
Pomimo tego, że kłamią i kradną
Jedni spadną
Ja się staram by z nimi nie spaść na dno
I zawsze ze mną jest muzyka
Siedzi mi na ramieniu, szepcze do ucha
I palcami pstryka
Każdy pstryk to jeden cud
I czuje ciepło pomimo tego,
Że wokół przejmujący chłód
Już zawsze będziesz mnie słyszał, królu złoty
Pomimo tego, że ploty popychają ploty
Mimo tego, że cień na szczęście kładą kłopoty
Pomimo tej wszechobecnej ludzkiej głupoty
Głód, zbrodnie, wojny, krew na ulicach
I panująca ogólna znieczulica
I choć niestety czasem nad dobrem zwycięża zło
Nadzieja w nas będzie trwać pomimo to

Pomimo wad oczywistych człowieczeństwa
Ja odważnie patrzę w paszczę szaleństwa
Pomimo, że czasem przyjdzie upaść nisko
Ja będę grał mimo wszystko, mimo wszystko
/2x

Pomimo, że pada deszcz - ja widzę tęczę
Pomimo, że wysnułem szereg tez – wszystkie błędne
Pomimo, że przelałem morze łez – dalej pędzę
Kocham blokowy jazz i dalej go grać będę
/2x

[Skrecze]
Jedni spadną, ja się staram by z nimi nie spać na dno
Kwestia wyboru, i tak Bóg osądzi
Nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być gorzej
Niech się dzieje wola boska, boska
Zapalimy zielonego papieroska, papieroska
To jest właśnie styl stu królów

Pomimo wad oczywistych człowieczeństwa
Ja odważnie patrzę w paszczę szaleństwa
Pomimo, że czasem przyjdzie upaść nisko
Ja będę grał mimo wszystko, mimo wszystko
/4x
Zostaw Mnie, nie kuś, nie mów nie wołaj,
Daj skołatanym myślom odpocząć już pora,
Oddaj choć moment nie widzisz że tonę,
Pozwól Mi usnąć, chcę wyrwać się koniec,
Nie chcę już (o nie) Me oczy zmęczone,
Tętno zbyt szybkie, wysycham płonę,
Jak gąbka chłonę, choć nie chcę bo cierpię,
Boli Mnie serce, łeb pęka (weź Mnie)
Wiesz, nie odejdę daj chwile wytchnienia,
Chwila nie zmienia, Twego stanu skupienia,
Bez znieczulenia zabijasz Mnie,nie mam,
szans na obronę, więc wracam pochłonę,
wszystko co oddasz, Mnie zmusić nie można,
do znienawidzonych doznań rozczulasz, jak można
tak żyć, weź Mnie zostaw daj spokój w końcu,
nie odbieraj wszystkiego, Ja nie chcę tego,
zbyt wiele złego, nie chcę być Twym kolegą,
proszę Cię kurwa błagam nie rób Mi tego.

Są chwile gdy samotnie spadam w dół,
to są dni kiedy nie mam sił, świat pęka w pół,
nikt nie wiem kim jestem, dokąt idę czy jeszcze,
Dziś samotny stoję przez Tobą,
ciągle jeszcze żyje, wierzę i jestem .

Budzę się z krzykiem spocony w rozpaczy,
wciąż przerażony, wołasz tak czy inaczej,
złe duchy zna Cię, gdy Twój przyjaciel
znasz te stany po ciemku sam w chacie ,
ręce się trzęsą, dreszcze, gorączka ,
w oczach znów rozpacz ratować nie można,
wszystko Cię straszy, Ty znów majaczysz,
znów słyszysz głosy chcesz zagłuszyć je patrzysz,
nerwowo spoglądasz i kolejny kopniak ,
to już nawet nie działa wszystko w środku Ci siada ,
wiesz że się nie nadasz zawodzisz ,nic nie zdziałasz ,
i znów rozczarowania szlochem dusisz ból na raz ,
serwujesz piekło, szumi mi w głowie ,
uśmiechasz się lekko czujesz pulsujące skronie,
ponownie toniesz, idziesz na dno to koniec ,
przez cały czas milczysz, nazwę to monologiem,
już się nie boję nic mnie nie czeka ,
smutny finał człowieka który zapada w letarg ,
proszę pozwól Mi żyć, ja chcę żyć chce doczekać ,
wódko pozwól mi żyć, to ode mnie ten przekaz.

Są chwile gdy samotnie spadam w dół,
to są dni kiedy nie mam sił, świat pęka w pół,
nikt nie wie kim jestem, dokąd idę czy jeszcze,
Dziś samotny stoję przed Tobą,
ciągle jeszcze, żyje, wierzę i jestem ..
Jest przekaz Michu , nie?
Przekaz w chuuuuj
Właśnie taaaaak
Elliminati , Pan TDF
Sir Michu człowieku
2013 , ooooooooo
Ta, ej:

Szedłem do pierwszej ligi rap
Jak jeszcze żyli tu Big i Pac, tak
Pieprze twój digi pack, what the fuck
Ty robisz na migi rap, trzym te bity
Staraj się dać rap nabity
Ten bragg i ten smak i ten styl niesamowity łap
Łapy tak jakbyś kajdanki miał
Morde zamknij, ogarnij Gangnam Style
Jestem z ekipy, ja i te moje Sir Michy i nie ma lipy
Nie jeden pojeb ma być cichy
Prosto z fabryki rap, to wygina
Nawyki mam, styl nawijki oryginał
Rozpierdalam, bo wciąż się tym jaram
Ty nawet nie słuchałaś mnie na tych nielegalach, wiem
Patrze w siebie głąb, wciąż jest tam wiara
A ja się staram zmienić coś, o!

Ref, x2
Sram ci w punchline
Jebie hashtag
Klepie hasz tak
Jedzie rap, kurde blaszka
Kurde bla bla
Styl się nagrał
A ty nie banglasz z tym? Wstyd!

Przekaz to przekaz o tym, że masz przekaz
Co ty nie wiesz? Kurwa na tym to polega
Tak to czekasz, polegasz na tym i tamtym
I wciąż powtarzane te same znane prawdy
Jebać tamtych, nie patrz tam gdzie nie trzeba
W lustrze odbity mówię do spojrzenia
Interesują mnie tylko ludzie stąd
którzy ze mną są tu od płyty S.P.O.R.T
4runner poszedł na złom, aby potem zmartwychwstać
A my mamy wyjebane, chuj w pół gwizdka, cóż
To Wielkie Joł, życie, freestyle + misja
I wyjebane w to co będziesz o nas myślał
Nie jedzie pancer, dywizja sunie w sumie
Czasy nie tamte, a oni w komisjach
Dlatego dziś tak pierdolić ich umiem
Bo u mnie rap to afrodyzjak

Ref, x2
Sram ci w punchline
Jebie hashtag
Klepie hasz tak
Jedzie rap, kurde blaszka
Kurde bla bla
Styl się nagrał
A ty nie banglasz z tym? Wstyd!

Bo tu jest boom na solidny zalew gówna
Chcą nam dorównać, są na katakumbach
Czas liczą im w sekundach, boom bap
Ale kurna, oni dalej chcą coś nam urwać
Cała rap gra woli, żebym nic nie nagrał
Masakra, mam pentagram od diabła
Widziałeś ten film, też dałeś się nabrać?
Sam go zmontowałem przecież, taka prawda
Iluminatus Tede, Elliminati
Ja wciąż nie wiem czy do ciebie coś z tego trafi
Szyby do dołu, followuj za mną
Sypnę Ci gadką, przygotuj banknot
Jeb nominał, to kostki domina
Mam ciekawostki i o nich wspominam
I to jest kombinat, nie krnąbrni tak
I od nich odbij, tu bombi Rap

Ref, x2
Sram ci w punchline
Jebie hashtag
Klepie hasz tak
Jedzie rap, kurde blaszka
Kurde bla bla
Styl się nagrał
A ty nie banglasz z tym? Wstyd!
Obraz szarej codzienności wyczytasz to z tych oczu
Nie poraz pierwszy idąc po stromym zboczu
Musze przetrwać nie zależnie od nikogo
Iść swoją drogą nie dać satysfakcji wrogą
Są tacy co pomogą sprostać wymogą
Przez ocean ludzkich brudów przejść suchą nogą
Niech będzie przestrogą dla warszawskich osiedli
Pieniądz i władza to wspólnicy przebiegli
Spytaj tych co polegli zawiedli siebie samych
Takie sytuacje nie należą do niespotykanych
Raczej coraz częściej oglądanych na ulicach tego miasta
Widać jak na dłoni każdy za czyś goni przed czymś ucieka
Wciąż nie wiem co mnie czeka niepewność jutra
Jak wzburzona rzeka staje się żywiołem
Już dawno to pojąłem teraz zabijam ciszę
Gniew słowa piszę pewnie już za to wiszę
W oczach społeczeństwa pierdole ich uznanie
Dla mnie najważniejsza rzecz to przetrwanie
I tak pozostanie już na zawsze

Ref. Muszę przetrwać nawet najgorsze dni
Włodi powiedz mi czy twoja czujność śpi
Nie bo muszę przetrwać po upadku wstać
Nigdy nie usłyszę sam sobie radź
Muszę przetrwać nawet najgorsze dni
Pele powiedz mi czy twoja czujność śpi
Nie bo muszę przetrwać po upadku wstać
Nigdy nie usłyszę sam sobie radź

Biorę jaram nie kaszlę
Przetrwać muszę najgorszą suszę skąpy los zmuszę
Da mi co chce dopiero ruszę jak się uda
Słyszę choć wokół obłuda
Toniemy w brudach na mordę kłuda
Myślenie skończyć do przegranych dołączyć
Nauczę się sączyć z życia źródła
Tylko się nie udław nie bądź łapczywy
Człowiek a prawdziwy przezorny w ruchach
Przetrwać po trupach plakaty na słupach
Ewenement się zbliża pełna głodnego micha
Spada ludzka pycha przetrwał czy zdycha
Zawsze coś za coś da się żyć jakoś
To co ma wartość tego się trzymaj
Pal zioło sztuki dymaj i nie zapominaj
Że nasze zadanie to historie z autobusu
Spisane na kolanie gwarantują nam przetrwanie
Jak masz uwagę na nie a jak je lekceważysz
Nie raz się poparzysz to krwawy sport jest
Co dzień nowy test władza pieniądze seks
Ale wiesz przetrwasz jak nie znasz słowa pas
Mój rap nie dla mas powtarzam jeszcze raz
Przetrwać to zbrodnia w afekcie
Ktoś ma obiekcję to tego przywykłem
Konflikty to zwykłe części życia
Którego się nie wyprę
Ref.

Elo 20 00 podziemie nie podlegam ocenie
Znów muszę przetrwać oddalić zagrożenie
Bo czai się za rogiem to walka z wrogiem
Produkcje są nałogiem jestem uzależniony
Coraz bardziej doświadczony nie bądź zdziwiony
Spójrz na to z tej strony
Zrozumiesz że umiejętność przetrwania
Motywuje nas do działania dlatego
Znów muszę przetrwać odnaleźć sposób
Jak uniknąć ciosu złośliwego losu
Bo nigdy nie wiesz co nie wiesz kto
Stanie ci na drodze niosąc z sobą falę niepowodzeń
Życie to nie film licz się z tym
Bo pogubisz się w nim
Zabłądzisz jak wielu wciąż szukających celu
W spalonych patentach
W stu procentach Twój los w twoich rękach
Żeby przeżyć musisz w to uwierzyć
Więc uważaj możliwości sobie stwarzaj
Teraz refren powtarzaj.
Przedziwny swąd nagle miastem zawładnął
Jakby na miasto wielkie gówno spadło
A tu kapnęło mi coś w oknie nad uchem
Obudziłem się mokry jakbym spał pod kożuchem
Potąd mam już tych potwornych przypadków
Ewidentnie coś tu jebie, to nie zapach bratków

Jestem w potrzebie zaraz wiedzieć, co się dzieje
Otworzę okno, coś zobaczę, wiatr mi smród wywieje
Patrzę – a tu grupa gówniarzy
Siedzi na ławce i jakieś gówno smaży
Siwy dym, silny smród, siny ranek

Kto by chciał się raczyć, ten ma raczej przejebane
Pomyślałem, „co za syf tuż po nocy”
Niezłe gówno musi być, bo aż szczypie w oczy
Więc ubrałem się, co koń wyskoczy
Opierdolę tych gówniarzy, miałem sen proroczy
Patrzę a tam idą kumpla starzy, stary uśmiechnięty jakieś gówno ma na twarzy
Babka idzie obok, bez komentarzy, Gówno jak ozdoba chyba jej się podoba

Wszedłem do sklepu kupić cos na śniadanie
Reklamie gówna przypatruję się na ścianie
Łapie za chleb, jeb! I w kolejce staję.
Sprzedawca jakieś gówno ludziom wciąż sprzedaje
Co to?! Gówno błyszczy jak złoto
Może ja wydziwiam ale zadziwiam prostotą
W koło leży to to, namacalne

Młode gówno, obok stare jak rysunki skalne
Dość mam tego, mówię prosto
Konfrontacja ta zakończy się ripostą
Nie zakrztuszę się już ta ością
Zburzę gówno w murze jak tą ścianę nośną
Jak to zrobię? Powiem grzecznie, otóż ja ją wypierdolę własnoręcznie
Wielką dziurę w murze gówna
Czerwony Album to dla gówna będzie trumna
Posłuchaj tego jeśli wiesz o co biega
Pięć, dla każdego który gówno to dostrzega
Dab ci sens dał, nie będę się już więcej znęcał
I tak to zbyt gówniany temat żebym się rozkręcał!
Kolejny hit twórców ,,Do Rytmu"
Prosto z najciemniejszych zakamarków Jamy Zła!
Trzech gości, przynajmniej sześć możliwości,
Tylko jeden cel - Twoje spełnienie.
Łysy Anioł, Tede, Sir Michu
and najlepszy lektor from New Africa - Hee Yeah.
Specjalnie dla Ciebie z nowym wyzwaniem
Weź się nim zajmij, take care of him, ladacznico!

Sir Michu:
Yeah, listen to me, posłuchaj mnie,
Let mi explain, wytłumaczę Ci.
Księżyc w nowiu
Wyleciałem na miasto dziś,
Nocny wiatr
W skrzydłach pióra stroszy mi,
Ku Tobie lecę
Piękna moja... dziwko,
Spełnisz me zachcianki,
Choć nie jesteś złotą rybką.
Pulsujące berło
Weźmiesz w swój zdolny ryj,
A ja tak jak lubisz
Do tego zanucę Ci
(Weź się nim zajmij, take care of him,
Zajmij się nim, I said it before take care of him)

Ref:
Weź się nim zajmij,
Zajmij się nim (take care of him, girl)
Jesteśmy fajni (we so good)
Cały nasz team,
Weź ssij.

Tede:
Popatrz,
On stoi tu sam (he's alone)
Czeka na Twoje usta,
Dokładnie tak!
Ty masz go ssać (suck it, girl)
O, rób tak (let's do it!)
I ssaj go, ssaj.
Wiem,
Może wyjść, że w ryj się nie mieści (he's to big)
Dokładnie tak,
Ale Ty możesz wziąć go ręką
I czule go pieścić (take it girl).

Ref:
Weź się nim zajmij,
Zajmij się nim (take care of him, girl),
Jesteśmy fajni (we so good)
Cały nasz team,
Weź ssij.

Jedna płyta, jeden gość i w chuj gości:
Sir Michu, Łysy Anioł i reszta, bo nie pamiętam,
Ale zajebisty kawałek dla Ciebie dziewczyno!
Siedzisz tam w domu? Nie? Nie ściemniaj, widzę tam Ciebie w domu.
No zdejmuj, no zdejmuj te ciuszki mmmm.
Nie! Nie zdejmuj! Poczekaj, puszczę Ci ten kawałek!
[VNM]
Mojego flow myślałeś, że NSPC to kres,
Śmieję się z Ciebie geju do łez, V jedzie The Best.

[Verse 1]
Nowy król wszystkiego,
Twój król Niuskulu,
Zwija rapowe kurwy tu z bólu.
Jakby rój pszczół usiadł na chuj w ulu,
Tak to was boli, czuję to w chuj bólu.
Puszczam dym z jointa, chmura to cumulus.
Ty, mama cię woła, bujaj się już lulu.
Mów po polsku, nie kumam tych słów zulu,
Mów mi Jezus (co?), suko mi mów królu.
Ta, ciąg moich trójek długi jak cug żulów,
Jedyne co ty ciągniesz długo to chuj ciulu.
Kiedy jest dobre, jak frunie na lód tu lub,
Wtedy, kiedy jest potrójne jest cool chuju.
Dziś te dzieciaki nie czują tu trueschoolu,
A nie jeden trueschool król czuje, że w chuj urósł.
Ktoś słuchał jego albumu to cud,
Królów jest wielu, ale jeden rapuje tu król królów.

[Chorus]
Kiedy rap daje na bloki.
Tu gdzie hajs ginie w kreskach i w alko (VNM).
Kambek jak Dżej.
Fresh jak Prince Of Bel-Air
Twój rap to ex-rap.
Nowa szkoła.
V jedzie the best.
Te flow zrobi ci kurwa uśmiech Chelsea.

[Verse 2]
Wróciłem ta, to jak w tanich scenach z horroru,
Czekali na to z paznokciami w zębach na forum.
Hejterzy, niech dalej pierdolą, bo mi,
To jest potrzebne oni daja to promo za free.
Patrz na moją bliznę dobrze,
Moje flow, Ci na szyi taką piźnie w poprzek chłopcze.
Moje flow wulkan, chujnia Twoje flow kurwa,
Moje tu fruwa po podwórkach.
Ta, kto to VNM, ej to Ja.
Jadę tą grę do cna,
Zabieram jej O2.
Zabieram tlen, Ten prawie tu się dławi.
Jak to cię bawi, to weź tak sobie też nawiń.
Lata świetlne później dalej galaktyki,
Tam mnie znajdą typy od balistyki.

Ta, VNM tekst, kładę jak reks, bless,
Jadę Lex S, Ja będę The Next Best.

[Chorus]

[Verse 3]
Jestem na drodze po kwit,
Wiesz gdzie prowadzi to synu?
Ktoś wejdzie tu w nią, doprowadzi do dymu.
Podobno wszystkie drogi prowadzą do Rzymu,
Synu, moje wszystkie drogi prowadzą do rymu.
VNM, NSPC słabym kopy na gębę dał,
Biorę ten fejm, cash dopiero będę brał.
Mówisz mi - przed tobą zrobię tą pengę V,
Synu nie dopóki tu taki ogień ja będę grał. (Faaaał).
Track spala każdego, V wpada na niego,
Jak flara na niebo.
Ta, kto tak umie, kto tak frunie,
Tutaj ta twoja duma w gruz runie bo chuj umiesz.
Nowa szkoła, ty masz ziomek doła,
(VNM) ty to moj cash o mnie woła.
Under czy Main, gardzę tym ej,
Kambek jak Dżej, gram ok, dawaj ten fejm.

[Chorus]
Tak to znowu ja, Onar ten sam jedyny
Ładuj to do grajka i jadymy
Przed siebie po pijaku czy na trzeźwo
Bujamy blokami, wymięka każde ścierwo
Nie masz co ronić krokodylich łez
Chcesz mnie dogonić, rap jest jak bieg
Jestem pierwszy na setkę, jeden na milion
Blok to za małe miejsce dla nas dwóch więc wyjdź stąd
Ja wjeżdżam bez pytań przez okno, przez drzwi
Bez zbędnych zaproszeń stawiam kropkę nad i
Bez zbędnych ceregieli, telefonów, telegramów
Nawijam ze słuchawek, głośników, ekranów
I czy dzielisz proszek czy odbijasz denko
Czy kłócisz się z matką, czy dymasz się z panienką
I czy jest u ciebie melanż czy chill'ujesz i masz spokój
Wiedz jedno - dziś jestem w twoim bloku

[x2]
Dziś jestem w twoim bloku, dziś jestem w twoim bloku
Ktoś na pewno słucha mojej płyty w twoim bloku
Dziś w twoim bloku jestem, dziś w twoim bloku jestem
Gówno mnie obchodzi czy chcesz tego czy nie chcesz
[tylko tekstyhh.pl]
Tak to znowu ja ten monotematyczny raper
Ciągle o blokach, jasne, wjeżdżam na twoją chatę
Biorę to na klatę, ty weź gumę, bo u ciebie lekki kapeć
Weź się wyluzuj, jesteś sztywny jak parapet
A ja wjeżdżam na twój blok nawet przez dziurkę od klucza
A jak robić rap, ty mnie nie pouczaj
Słyszysz dzwonek do drzwi
Ktoś ci przyniósł moją nową nawijkę, wysłuchaj to przymus
Jesteś gruby jak Ruda czy gruby jak Budda
Jak mi się uda to wejdę nawet przez judasz
Kumasz? możesz nawet schować się do szafy
Założyć mamy kieckę i ogolić pachy
To nie strachy na lachy nic strasznego jak piła
Ty jakbyś posypał pasiaki, dzisiaj się nie przekimasz
Historia zawiła, idź krok po kroku
Wiedz jedno - dziś jestem w twoim bloku

[x4]
Dziś jestem w twoim bloku, dziś jestem w twoim bloku
Ktoś na pewno słucha mojej płyty w twoim bloku
Dziś w twoim bloku jestem, dziś w twoim bloku jestem
Gówno mnie obchodzi czy chcesz tego czy nie chcesz
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo