Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Nie mam misji jak publiczna TV
i dokonuję wyborów, którym niejeden się dziwi
a czasem ja łapię myśli, jak mogłem
ale cóż, takie życie, mój wybór, mój problem
nie jak Puff i Biggie, bo to nie świat
w którym nosisz hajs walizkami, razem z lalą w mini
opowiadam ci historie spisane na serwetce w pociągu
lub przy biurku nad ranem
jeden pokój pełen książek, nic więcej
namiastka domu w wynajętej kawalerce
MTV bankowo takich Cribs'ów nie szuka
ale są ludzie, którzy słów stamtąd chcą słuchać
Funky Fresh jak dzieciaki na filmie
kolejny rok na scenie, Daniel Drumz jest przy mnie
czas za szybko mija, nim minie tak na dobre
to na płycie mogę sam go zatrzymać
i choć na chwilę być tam, gdzie chcę być
jedyna misja, by jak najwięcej przeżyć
łajdacki los ludzi, którzy mieli tupet
brać się z życiem za rogi, walczyć aż padną trupem
i gdzieś mam koalicję dobrych zdań
dobrej prasy, czerwony dywan pełen jest plam
w mediach z lat 90 powtórka
rap? rap ma się dobrze na podwórkach

świat to szansa na sukces, mówisz
szukam takich szans, przy których się nie pobrudzisz
czas plany studzi, wyobraźnia ogranicza
wychodzisz do ludzi, sumienie wszystko rozlicza
co słychać? los zlepiony w jedno
tak do końca świata lub póki sprawia przyjemność
pośród konkretów, które były marzeniami
życie wciąż w podróży gdzieś między słowami

nie chcę ci sprzedawać prawd o życiu
bo ich nie znam, znam miasto w godzinach szczytu
znam trochę rapu, lubię gruby bas do bitu
robię to co lubię, nie chcę żadnych zaszczytów
kiedyś też byłem idealistą jak ty
ale przegrałem ze sobą i zniszczyły mnie fakty
pamiętaj tylko, że każdy z nas kowalem sam dla siebie
a czasem jest za późno na zmianę
to Leszek K i jego zestaw doskonałych niedoskonałości
mix starca i dziecka, wieczna presja
ktoś mówi - bawić się przestań
a to moje życie, więc po co się wpieprzasz?
no cóż, niektórzy mają płytką wyobraźnię
nie rozumieją, nie traktują nas poważnie
albo odwrotnie, mówią on to pokolenie
nie wiem jak ty, ale ja mówię za siebie
nie pytaj o nią, ten nonsens cię otacza
gdy nie jest ci wszystko jedno, granic nie przekraczasz
po ulicach przeklętych miasta gwiazd ciemną nocą
na gumowych podeszwach śmigasz
mijasz twarze, niektóre idą z tobą
ty i ty, bo tylko na płycie jestem solo
gdyby nie ty, nie byłoby tu nas obu
dwa adaptery, ja gadam do mikrofonu

świat to szansa na sukces, mówisz
szukam takich szans, przy których się nie pobrudzisz
czas plany studzi, wyobraźnia ogranicza
wychodzisz do ludzi, sumienie wszystko rozlicza
co słychać? los zlepiony w jedno
tak do końca świata lub póki sprawia przyjemność
pośród konkretów, które były marzeniami
życie wciąż w podróży gdzieś między słowami
Nie zasługujesz na lato, gdy nie szanujesz zimy.
Ciężką pracą zdobędziesz wynik, nie mów, że nie masz siły.
Nie mów, że nie ma wody na pustyni, gdzieś musi być,
skoro inni przeżyli to musieli ją pić.
Musimy isć przed siebie nie tkwić w glebie jak kij,
nikt nie zrobi tego lepiej niż ty.
Pomyśl o tym. Po co pakować się w kłopoty?
Po pierwsze buty pójdziesz bosy, nie ma dróg na skróty, co ty.
Jesteś młody to masz silne nogi.
Zrozumiesz cel, ale tylko gdy docenisz sens drogi.
Nie mów, że masz tego dosyć, ja nigdy nie miałem.
Zły dotyk zostaje, zły długopis wbity w to co napisane.
Had Hades mam na imię,
wypij mój atrament jeśli Cie nie zabije.
To poczujesz moc i siłę, docenisz nasz wysiłek, tyle.
Powiedz mi wcześniej ile sam zrobiłeś.

Po pierwsze: Zasłuż na to co masz.
Po drugie: Na to o co toczy się gra.
Po trzecie: Pracuj, atakuj i walcz.
Inaczej nie masz zupełnie żadnych szans!

Po pierwsze: Zasłuż na to co masz.
Po drugie: Na to o co toczy się gra.
Po trzecie: Pracuj, atakuj i walcz.
Dzieciaku, przecież ten świat jest nasz!

Miesiące, tygodnie, dni, godziny, minuty.
Osiągniesz szczyt, nie dojdziesz tam nigdy na skróty.
Ten film się dłuży, ale to dobre kino.
To dopiero początek, ważne by mieć dobry widok.
Lepiej dzwonek w telefonie wyłącz, bo nie można tak.
Pogódź się z zimą zanim przyjdzie wiosna, brat.
Wszystko ma swój czas i miejsce,
chyba że zaginasz czasoprzestrzeń, by być gdzie zechcesz.
Mi to jest zupełnie niepotrzebne,
dopóki mam horyzont biegnę wściekle jak bizon przez prerię.
Każdy epizod ma swoją energię,
umiejętnie wyciągnij z niego esencję.
Ważne są lekcje, które przeszedłeś,
podejdziesz do nich z pokorą - zdobędziesz respekt.
Nogi bolą z każdym kilometrem,
biorę mikrofon, zaciskam zęby, zdzieram podeszwę.

Po pierwsze: Zasłuż na to co masz.
Po drugie: Na to o co toczy się gra.
Po trzecie: Pracuj, atakuj i walcz.
Inaczej nie masz zupełnie żadnych szans!

Po pierwsze: Zasłuż na to co masz.
Po drugie: Na to o co toczy się gra.
Po trzecie: Pracuj, atakuj i walcz.
Dzieciaku, przecież ten świat jest nasz!

Po pierwsze: Zasłuż na to co masz.
Po drugie: Na to o co toczy się gra.
Po trzecie: Pracuj, atakuj i walcz.
Inaczej nie masz zupełnie żadnych szans!

Po pierwsze: Zasłuż na to co masz.
Po drugie: Na to o co toczy się gra.
Po trzecie: Pracuj, atakuj i walcz.
Dzieciaku, przecież ten świat jest nasz!
Ej wy tam, to jest moja solowa płyta
bo to ten słów bandyta i ta praktyka na bitach nabyta
Wita was rymów tytan
a ty już wiesz, że ta technika jest jak pamięć o mitach
nigdy nie zanika, to jest ta bragga klika
i znów o drogę nie pyta elita
Ta myśl pokrzepia jak Biovital
bo to gra jak w remika, jak kostka rubika
logika, nie podrabialna jak flow Magika
A ty, nie bądŹ jak falsyfikat
innego rapera a tu klika
mój głos, donośny jak ryk silnika
Jak monolit pomnika twardy
moje rymy to bomby, jeśli twoje to petardy

[x2]
Jadę jak Schumacher, sztacham się szum machem
rymów szturm robię, zatem robię szum rapem
Mam na to swój patent, klimatem przesiąknięty
to ten typ i te patenty, znasz mnie

Powiedz ile to już lat brat, robimy ten rap
choć chcieliby, nie mogą nam tego zabrać
*****ne Taliby, rady nam nie daliby
choć bezwiednie powtarzają wychylylybymy
Oni mogą chodzić jak my, mówić jak my
ale nie są nami, wiesz kim są? falsyfikatami
*****ni, nawet jak będą mieli goldy pod katanami
zawsze będą przez nas rozszyfrowani, jak sen
Wczoraj rap, jutro rave, lubisz akcji schizę?
to lepiej weŹ jedŹ gdzieś na Ibizę
Albo podejdŹ bliżej, rym co nie zbańczy pojutrze
DGE tańczy hucznie, patrz i ucz się
To nagrywek król, mam kampanię jak Żywiec Zdrój
a pode mną wciąż dywangów, bywaj zdrów
Lecz ty nadal nie rozumiesz tematu chłopaku
musisz być mocno spoza klimatu

[x2]
Jadę jak Schumacher, sztacham się szum machem
rymów szturm robię, zatem robię szum rapem
Mam na to swój patent, klimatem przesiąknięty
to ten typ i te patenty, znasz mnie

A w nowym roku, jak sylwestrowe race
znów wybucha myśl, że przez ciebie tracę pracę
Bo jesteś super MC, jesteś wielce HC
a twoją płytę i tak wymienią na THC
Dzieci, ktoś wam czymś w głowach śmieci
zaledwie piszę rym, a już w rozgłośniach leci
A płacą za to, wciąż ci sami faceci
niedowidzący, a może ślepi jak Krecik
jujć, dla mnie lepiej już w ***** stąd pójdŹ
i lepiej nie smuć, nie nudŹ, nie marudŹ chłopie
Ja znam się na hip-hopie
a twojego gówna to nie da się słuchać nawet w klopie
Zorganizowałbym ci koncert w szopie
a na dożynkach każdemu wręczył kopię dema
(wiem, to była dobra ściema)
z ambitnego gówna nie ma przecież jak

[x2]
Jadę jak Schumacher, sztacham się szum machem
rymów szturm robię, zatem robię szum rapem
Mam na to swój patent, klimatem przesiąknięty
to ten typ i te patenty, znasz mnie
[Pono]
Zet I Pe, elo

[Fu]
Dobre jest, dobre jest

[Pono]
Właśnie tak

[Fu]
Słuchaj Pono Syn Alka Pono

Ref.: [Pono]
To tabu, to temat zakazany
To nie dla nie kumatych ani nie dla wydyganych
To rany, które się goją, przed dokonanym faktem stoją
Ci co bólu się boją dla nich to będzie paranoją

[Pono]
To tabu z gradu słów, zółw za nagrany znów (ów)
W dowód zipów wartości, gotów?
To dowód odpowiedzialności za los kilku osób
To znak odporności na przeciwności losu
Fakt (fakt) to fakt głosu z bitem
Tabu kojarzy ci się z Zipem
Jestem rad, lecz Zip nie jest mitem
To tabu, to strefa cienia
To twe odbicie w lustrze tylko, że krótsze pole widzenia
Masz do czynienia z końcem, który odliczasz od początku
Jesteś w szoku i to jest w porządku według istniejących praw
Tak, według poglądów fal start, lecz nadszedł czas
By raz zaryzykować, by nie chować gniewu, by się wyładować
Tak, właśnie tak poznajesz tabu, kultura rapu cię uświadamia
Tabu to nie nagrania, teledyski przede wszystkim
To bliski ci znajomy, to sam ty tyle, że z ciemnej strony
Tabu z gradu słów, zółw za nagrany znów (ów)
W dowód zipów wartości, gotów?, to tabu!
To tabu z gradu słów, zółw za nagrany znów (ów)
W dowód zipów wartości, gotów?
W rzeczywistości żyjesz mówisz to przekleństwo
Poznajesz prawdę mówisz, że niewiedza to błogosławieństwo
Tak naprawdę to męstwo się liczy, odwaga
Jak życie ćwiczy, a prawda przyjdzie sama
Póki co bałagan na strychu, stragan przed oczami
Jak po kielichu do świtu melanż
Raz wygrałeś, licz na rewanż
Nie ma przebacz, nie lekceważ tabu
I tak przegrasz, nie zwyciężysz śladu, którym jest herezja
Antidotum to miejska poezja, kwestia miejsca
Interpretacji bez gwarancji co do racji
świat kombinacji, brak tolerancji wad wszystkich nie ukryję
Bo żyje jako człowiek i jako człowiek zginę
Na tabu winę zwalasz, na minę wpierdalasz
Trzymasz się z dala, to strach, to tabu ciach

Ref.

[Pono]
To tabu z gradu słów, zółw za nagrany znów (ów)
W dowód zipów wartości, gotów? To tabu!
To tabu, to wytykany strach przed nieznanym jak rap
Z góry uznany za przegrany, to strach przed ewentualnym błędem
Strach przed tym co będzie, strach przed niewiadomą
Dlatego tabu pozostaniesz ciemną stroną
Jak Zip, grono Zip, Pono Zip Skład to nasz świat
Żyjemy po swojemu dzięki czemu Pono, Fu, Koro, WWO
I jeszcze sporo pro gra o honor, program twój horror
To tabu!

[Pono]
Zet I Pe, elo
Właśnie tak, właśnie tak

[Fu]
Dobre jest, dobre jest
To tabu!
To kolejny wschód słońca nad moim kochanym miastem
A ja piszę mój pamiętnik jak swego czasu Scarface
Jak legendarny trackster trzymam rękę na pulsie
Prawdziwy rap z getta, nikt nie powie oszuście
Bo żyję tu gdzie wiarygodność jest podstawą
Do bycia prawdziwym w grze, bo ja gram w to jak Kaczor
Rozwalam kiepskie radio jak na haju zły porucznik
Przeciw komercyjnym gnidom, ryj ci gotów do tej kłótni
Pseudo DJ weź mnie lutnij, bo ja mam tu rację raczej
O*****ę was jak Cheswick o*****ił siostrę Ratchet

Jeszcze zaznaczę, że ten syf idzie na eksport
Towar pierwsza klasa jak stopy M. Bancroft
Posłuchaj tego weź no nie jednego niucha dziecko
Kopnę cię mocno w łeb, atakuję zdradziecko
To show jak u Machnitów Richie niczym zwierz na garach
Na serio na*****lam nie przebierając w ofiarach

Na serio, całkiem serio, wiedz, że to nie są żarty
Wszystkie rzeczy, które robisz w Poznaniu będąc martwym
Na serio, całkiem serio, nowa płyta, moje prawdy
Nie ma miejsca na herezję, jesteś miękki, trza być twardym

Moje życie jest jak film, a ta płyta niczym soundtrack
Nie chowam się po kątach to rap full kontakt spontan
Wypijmy do dna byle się nie zachlać nie dać
Nie zostawię moich Jeżyc jak Nicolas Cage Las Vegas
Koniec stylu życia gnoja, no chyba cię pogięło
Rap ratuje mnie jak narzeczony Czecha Nogackiego
Ja miałem wiele obaw, sama widzisz jak wyszło
Ja miałem zyskać z tobą, a ***** straciłem wszystko
Pieprzę cię *****o, cały ten burdel
Będziesz kochał jak Sucre życie nie będzie cukrem
I mogłabyś błagać to wiedz, że nie przybędę
Bo dziś wieczorem inna będzie mą Ewą Mendes
Na serio będzie nie długo nadejdzie
Wszędzie słychać to będzie, ty też w to wejdziesz
Tak długo w tej grze, pół mego życia
Na serio ta płyta to nowe solo Rycha

Na serio, całkiem serio, wiedz, że to nie są żarty
Wszystkie rzeczy, które robisz w Poznaniu będąc martwym
Na serio, całkiem serio, nowa płyta, moje prawdy
Nie ma miejsca na herezję, jesteś miękki, trza być twardym

To miasto w którym żyję często nie ma dla mnie serca
Miażdży jak wieczory z Psów Michała Lorenca
Ja nie zamierzam przestać, a przy tobie zrobię postęp
Nie handluję tym towarem jak Radosław Wolf, proste
W klubach idą nosy, małolaci żenią kosy
I lolity z talią osy chcą cię tu o bajer prosić
Zależy mi na życiu, ty przepłacasz, chcesz wydać
A tego co przemyca niczym Józef Trofida
Ja nie mogę se pozwolić na utratę tej kontroli
A zresztą to twój live rób jak chcesz, rób jak wolisz
Co z ciebie za dziewczyna, że aż tak się zeszmaciłaś
Wypinając dupsko niczym Bianca Bakija
Taki finał Na serio chcesz być moją narzeczoną
Powiesz o nas chłopakowi o rzesz ***** co za horror
Gdzie jest twój honor, godzisz w dobre imię kobiet
Polujący na raperów ty bezmózgi lachonie

[x2]
Na serio, całkiem serio, wiedz, że to nie są żarty
Wszystkie rzeczy, które robisz w Poznaniu będąc martwym
Na serio, całkiem serio, nowa płyta, moje prawdy
Nie ma miejsca na herezję, jesteś miękki, trza być twardym
[Masło]
Widzę słońce, czuję, że jestem królem jak u Game'a,
to mija gdy ścieram się z tobą na schodach metra.
Wpadam w szklaną pułapkę to wciąż butelka wódki,
nic nie zmieniam gdy popijam nią ostatni Velbutrin.
My jak nocne miasta ćmy, wciąż okupujemy kluby,
zamiast ciebie wokół mnie, kobiety, dziewczyny i dupy.
Na co mi ciuchy z logiem typa na koniu grającym w polo,
kiedy dzień w dzień sam zmierzam się z anhedonią,
Z życia dawno już zrobiłem sobie tor do Grand Turismo,
słyszę głosy w mojej głowie jak Doom, wszędzie blisko.
Wszystko jedno czy stanie serce od wódki z Red Bullem,
czy na afterze u nieznajomej zarażę się jakimś gównem.
Tekst pijaka w telefonie jak Drake, sen na podłodze,
supermoce są niczym gdy tracę nad nimi kontrolę.
Wpadam w sztos, znów szukam swojej drogi do Indii,
nie mogę wrócić zza drugiej strony lustra Alicji.
Wypłukuję dni tygodnia w głowie ciągle mam ją,
wpadnij kiedyś poniszczyć się z nami, hotele, zło.
Zimno cola po melanżu nad ranem, piąta godzina,
potrzebuję uczucia... ale może być kokaina.
Ciągle szukam zaczepki pod klubem, wydzieram mordę,
Elektryczne Gitary śpiewają "nie pij Piotrek".
Potwory w głowie nie chcą się odczepić jak długi,
witam w klubie kolejna noc w jednym z miejsc zatrutych.

Refren:
[Masło]
Witam w klubie wpadnij kiedyś poniszczyć się z nami,
gdy tak łatwo stracić kontrolę nad supermocami,
która noc nam nie daje snu, jak HiFi,
my jak nocne miasta ćmy, butelka, kaptur, słuchawki.

[Chada]
Teraz tak...
Pewnie jak to usłyszysz weźmiesz i we mnie zwątpisz,
wszystko tu się zaczyna od pierwszej pięćdziesiątki,
później piję w chuj czasu, wie o czym mówię Pihu,
nie obywa się również bez innych specyfików.
Kurwa, sieję zniszczenie, nie pamiętam gdzie byłem,
jedno co mi tam świta to tylko, że piłem.
Ziomki wiedzą, że kurwa nie pierdolę się w tańcu,
wszystko to mnie sprowadza do klubu załamańców.
Pogubiłem w chuj hajsu i stoczyłem do zera,
każdy wkurwia się na mnie, bo tydzień nie odbieram.
W domu jak na melinie, czuję, że tracę zdrowie,
w kilka dni rozjebałem cztery średnie krajowe.
Może muszę się dobić czuję, że się rozsypię,
nie potrafię już chyba życia brać na logikę.
Znowu nie mogę zasnąć a nawet gdybym mógł,
to i tak szczerze mówiąc boję się swoich snów.
Zadzwoniłem do kumpla zwyzywałem od dziwek,
teraz ze mną nie gada w sumie mu się nie dziwię.
Cztery doby na gwiazdach HST i te ławki,
później dzwonię do byłych i płaczę do słuchawki.
Łzy przelewam na papier smutne nuty z głośników,
wspominamy te czasy, zapoznał mnie z nią Pihu.
No i kolejny szlug, kurwa, wiem że mam problem,
na tą chwilę napisałem wszystko co mogłem...
Koleś chce być cool
jak Amerykanin
Moze myśli ze panny poleca za nim
Sznumer
Za nim masz działac jak dureń
Dobrze sie zastanów
Chyba nie jesteś ze Stanów
Jak rój Amerykanów
Na teledyskach Vivy
Straci zwykła pała a zyska prawdziwy
Tylko sam na siebie mam rózne wpływy
Przedstawiciel Sosnowiec jestem troche leniwy
Ja jestem HIP-HOPem a on On jest mna
Śmiać mi sie chce jak pacjenci sie drą
Zebym wreszcie przestał
Zamknął gembe
Właśnie, ze nie zamkne
Dalej rymować bede
Wszyscy zdziwieni
A ja nie wazne czy w sieni
Czy w windzie,
Czy w szkole,
Czy w ogole gdzie indziej
Rymuje
To dla mnie nie lada gradka
Zaden knebel moich ust nigdy nie zatka
Nic nie zdejmnie luznych gaci z mego zadka
To zajawka z serca i wiary godna gadka
Nie kolor okładka
Siema Bravo foto story
Chce byc prawdziwy
A nie stwarzac pozory
Statyści
Śmiać mi sie chce z takich koli
Statyści
Gdy ich widze serce mnie boli
Statyści
Z takich jak wy chce mi sie smiac
Statyści stać !
Statyści
Śmiać mi sie chce z takich koli
Statyści
Gdy ich widze serce mnie boli
Statyści
Z takich jak wy chce mi sie smiac
Statyści stać !
Hip-Hop-u nie nauczy cie kurs ani fakultet
Wykuc go jest jak zepsuc metalowa kulke
Nie chce być gwiazdorem, ani krytykiem
Ale statysa musi liczyć sie z ryzykiem
Ze, ktoś prawdziwy kiedys do niego zagada
Biada maskarada statysta dupa blada
Wtedy to dopiero bedzie wstyd
Wystarczy tylko jeden podchwytliwy chwyt
Czy Ty wiesz co to jest Hip-Hop w ogole??
Eeee Duze spodnie i koszule ?
Weż, weź robisz z Hip-Hopu wieś
Robisz nam przypał
Na takich jak wy bede wyzwiskami sypał
Mowie do Ciebie a ty "eeeyyyeee"
Z takich jak oni śmiać mi sie chce
Statyści
Śmiać mi sie chce z takich koli
Statyści
Gdy ich widze serce mnie boli
Statyści
Z takich jak wy chce mi sie smiac
Statyści stać !
Statyści
Śmiać mi sie chce z takich koli
Statyści
Gdy ich widze serce mnie boli
Statyści
Z takich jak wy chce mi sie smiac
Statyści stać !
Statyści
Ah wczoraj widziałem jednego
Z prawdziwa akcja nie miał nic wspolnego
Od matki na spodnie 300 złoty styka
Statysta ze statysta
Głupota sie sciga
Problem z tego wynika
Przymkne oczy na to
Tok myslenia
Styl bycia premiowany strata
Rodzine ma bogata
I przyszłość w jasnych barwach
Najlepsza panne spod solarium zarwał
Bo czuł sie pewnie
Duzo sobie wyobrazał
Statysta na mieście pozory stwarza
Niejedno krotnie tak sie ubrał bo modnie
Kazdy musi widziec
Ze kupił nowe spodnie
Jaki kroj
Z niego chyba niezły zboj
Prawdziwi do przodu
Ty statyso stój
Bede nagrywał gdy komputer kupie
Tak mówił nie jeden
Teraz na gierkach czupie
Mówich o Hip-Hop-ie a teraz ma go w dupie
Odłorzył go do kąta jak podniszczony rupieć
Nie wyszło mu w dwa miechy
Chciał podbić globus
Chciał by wszyscy widzieli jaki z nego łoboz
Jaki z niego madafaka gangsta rapakilas
Chciał zabłysnąc sławą
Jak Wioletta Wilas
Chwila, skąd ten koleś tutaj przylazł
Niech daja dyla Ci co maja słaby bilanz
Śmiać mi sie chce
Choc nie jestem stary wyga
Wyscig statyści,
Statysta ze statysta głupota sie sciga
Śmiać mi sie chce
Ale jaja
Widze statyste i serce mi sie kraja
Śmiać mi sie chce
Ale jaja
Widze statyste i serce mi sie kraja
Serce mnie boli
Chce mi sie śmiać
Statyści
Śmiać mi sie chce z takich koli
Statyści
Gdy ich widze serce mnie boli
Statyści
Chce mi sie śmiac z takich jak wy
Powtarzam ostatni raz
Staryści pryyy
To pociąg zwany pożądaniem, popatrzcie tylko
Mknie na sam szczyt, nikt z pasażerów w tył nie patrzy
Kto jeszcze czeka ze wsiadaniem?
Kto się marszczy, kto wybrzydza?
Chcecie zostać na tej stacji?
To pociąg zwany pożądaniem, możesz mieć wszystko
Najlepsze żarcie, kobiety, ciuchy, świetlaną przyszłość
Nie stój tak i nie udawaj, że nie masz ochoty
Chcesz zostać tu i uprawiać trainspotting?

Jest tylko w jedną stronę pociąg, innych stron nie ma
Chcesz być biedakiem, nikim, to od razu skocz w przepaść
Nie wahaj się, nie zastanawiaj się dokąd jechać
Jest tylko w jedną stronę pociąg, innych stron nie ma
Będą pluć na ciebie dopóki nie staniesz ponad
Nimi, a kto wyznacza wartość poza nimi?
To, co naprawdę cenne, pamiętaj, mierz w złotych
To pociąg zwany pożądaniem, dla nich trainspotting

Nie starcza czasu na poezję jak u Marysi na seks
Szybkie, ostre życie uprawiam – bitch i lateks
Ta suka dominuje mnie totalnie
Żyć inaczej nie da się, chyba że przekaże ci spadek dziadek z USA
Za dzieciaka miałeś ją gdzieś i plułeś jej w ryj
Dzisiaj chcesz w nią wejść, słyszysz „weź, wyjdź”
Oto dorosłość, motto jej to „bądź cząstką systemu”
W którym bycie sobą rozumie dość wąsko się
Witam cię w rzeczywistości jak Sokół
Młodość jest jak papieros, ten smak – popiół
Bukowski robi nocki dzisiaj przez to „Faktotum”
Czeka wciąż na palec Boga, a dostaje fuck losu
Czytaj dużo książek, lecz nie trać z oczu realiów
Słowa nie oddadzą bólu czy smrodu fekaliów
Życie to pociąg w jedną stronę ziomek, wiedz o tym
Jak nie załapiesz się zostanie ci trainspotting

Jest tylko w jedną stronę pociąg, innych stron nie ma
Chcesz być biedakiem, nikim, to od razu skocz w przepaść
Nie wahaj się, nie zastanawiaj się dokąd jechać
Jest tylko w jedną stronę pociąg, innych stron nie ma
Przepraszamy, że droga do nieba prowadzi przez piekło
By ktoś jęknął z rozkoszy ktoś musi klęknąć
Pisał już Szekspir o tym, nie wiedzą miernoty, to
Pociąg zwany pożądaniem, dla nich trainspotting

Na bramie tego piekła cytat – Dante
W ogniu złapiesz nawet jak nie umiesz czytać – pande-
-monium, wyjścia już nie widać jak już znajdziesz w środku się
Nie pytaj tu o drogę, jesteś w klatce, ziomku
To nie jest nawet wyścig, to szczurzy kołowrotek
Jak wygrywa ktoś, to nigdy nie ty – totolotek
Wszyscy tu głoszą niemy sprzeciw przeciw władzy, sprawdźcie
Ale z chujem w gębie dosyć ciężko śpiewać „Marsyliankę”
Mówią „hajs macht frei”, mówię „nein, danke”
By nadążyć za tym gównem muszą ćpać amfę
Co tutaj robię? Mówią, że tu jest ta szansa
By osiągnąć sukces, muszę tylko duszę dać w zastaw
Pociąg już ruszył, ja przeżuwam chuja, żywot szczura
Moja dusza wyraża się w cyfrach na fakturach
Za oknem migają chwile, czuję tylko gniew do nich
To nie życie, to w innej perspektywie trainspotting

Jest tylko w jedną stronę pociąg, innych stron nie ma
Nie daj się wjebać w to gówno, lepiej już skocz w przepaść
Wciąż wahaj się i zastanawiaj się dokąd jechać
Życie to w jedną stronę pociąg, ty ją wybierasz
Ziomuś, nie musisz mówić mi, że tu nie jest lekko
Prawda, że droga do nieba prowadzi przez piekło, ale
Przejdziesz przez nie jak nie sprzedasz się za pięć złotych
Gdzie jadą inni nie patrz nigdy – jebać trainspotting
Ja reprezentuję Poznań na cały świat
Ja reprezentuję siebie, towar to rap
Ja reprezentuję Aifam, odczuwam dumę
Ty jeśli się jarasz to okaż szacunek [x2]

Reprezentuję Poznań znowu w najlepszej formie
Piątkowo Aifam, witamy ciebie ponownie
Biuro ochrony rapu, ej, prezes powrócił
Znowu z bloków dla boków i dla wszystkich dobrych ludzi
To jest wokół mnie, to jest podziemie moje
Znam to dobrze już resztę sobie dopowiedz
To podziemie Poznań, rap żyje na ulicach
Uliczny styl wizytówką Aifam klika
Podziemny mainstream ***** nic o tym nie wiem
Jestem dla ciebie gwiazdą to *****nij się w dekiel

Normalny chłopak, chcesz podbij na kielona
Nie nagram z tobą rapu, ale przybita piona
Więc witaj w moich stronach i odbieraj przekaz
***** twardy przekaz, nie mięciutki jak airmax
Jadę dalej z tym rapem, tego nigdy nie mam dość
Bo kocham to robić i wyładowuje złość

[x2]
Ja reprezentuję Poznań na cały świat
Ja reprezentuję siebie, towar to rap
Ja reprezentuję Aifam, odczuwam dumę
Ty jeśli się jarasz to okaż szacunek

Wiesz kim jestem? jestem Mrokas z Aifam
Wiesz co tu robię? robię tutaj skandal
Reprezentuję moją wiarę, oni mnie
Ja tym szczycę się, bo wiem, że to ma duży sens
Muzyka rap - usta miasta
Muzyka rap - ucho ulic
Rap muzyka od bogactwa po żuli
To fala dźwięków - obserwacja miejskiej kultury
W której dorastasz, cały czas nabierasz nawyki
Teraz pod ten bit reprezentant Aifam kliki
Mrok nad miastem teraz w Palucha klimacie
Ty wiesz, że to konkretny rap na pełnym etacie
Biuro i papier plus muzyka moją pasją
Ja reprezentuję miasto Poznań, moje miasto
Moje miasto, A.I.F.A.M.

[x2]
Ja reprezentuję Poznań na cały świat
Ja reprezentuję siebie, towar to rap
Ja reprezentuję Aifam, odczuwam dumę
Ty jeśli się jarasz to okaż szacunek

Renomowany styl z dzielnicy na bokach
Z Poznania, z Polski to centralna Europa
Poziomem życia bliżej nam do Ukrainy
Ale poziomem rapu ze światem na równi stoimy
Tak to my tworzymy tą sztukę ulicy
Ja reprezentuję ją, jak kościół zakonnicy
To moja religia, teksty moja modlitwa
Nazywaj to rap, a nie Koran czy Biblia
Lecz nadal pieniądz jest bogiem i to się nie zmienia
Ja rozmieniam hajs, a ty się na drobne rozmieniasz
Chcesz się sprzedać, zapomniałeś o korzeniach
Jak one zapomną o tobie to twój rap przepadł
Masz parę clipów i myślisz, że to wyczyn?
A dla mnie wyczyn to sprzedać milion tej płyty
Rozróżnij pojęcia duża sprzedaż a komercja
Ja reprezentuję to co płynie prosto z serca

[x2]
Ja reprezentuję Poznań na cały świat
Ja reprezentuję siebie, towar to rap
Ja reprezentuję Aifam, odczuwam dumę
Ty jeśli się jarasz to okaż szacunek
A, a w klubie, to co lubię
W klubie R.A.P, R.A.P
Dziś napizgać się chcę

Jeśli nie potrafisz ziomuś na koncercie ruszyć dupy
Chcesz stać jak te słupy, ukryty, jointem skuty
Bo zamiast zabawy jesteś tu w ramach pokuty
To skasuj nasze nuty, weŹ nie słuchaj, nie przychodŹ
Wydaj hajs na piwo, idŹ zabaw się z dziewczyną
Jeśli umiesz oczywiście, pokaż jaki z ciebie wzorzec
Może z ciebie jest kochanek słaby tak jak hip-hopowiec
I numero uno twój priorytet to pozory
Mówisz lubisz terrory, przebrany w szerokie *****y
Ty lubisz te klimaty, pity, biby, baty
Kobiety ich zalety, podniety, ten koloryt
Wywieszone jęzory z koleżkami masz tu sunie
Piękna co nie ginie w tłumie tylko się wyróżnia
Zgrabna ta nóżka, kusi widokiem pępuszka
Zagadaj ją słyszysz, przecież w gębie jesteś mocny
Podbij z nią na koncert, spal konkurencji mosty
To zabieg przecież prosty, bądŹ mężczyzna nie worek
Nie stój sztywno jak kołek, skumaj po co tu jesteś
Chcesz? przeżyjesz fiestę, nie chcesz? jesteś leszczem
Zamulony pizgasz fetę, ten syf masz za zaletę?
Twój urok osobisty nie podziała na kobietę
Nimfę czy nimfetkę, nie wnikam w preferencje
Dziś w klubie znaczę częściej, co dzień inne miejsce
Lubię być na koncercie gdy jest git atmosfera
Lepszy bal niż afera, człowiek wie wtedy, że żyje
Hip-hop to też zabawa, nie ma miejsca na chryje
To jest to co lubię w klubie, się z tematem nie kryję
Hip-hop to też zabawa, nie ma miejsca na chryje

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki

Mam tu do zrobienia z chłopakami kawał sztuki
Znaczna część nauki, a do tego jest zabawa
Często jest śmiesznie, często niebezpiecznie
Szukasz dymu *****ysynu, lepiej nie chciej, strzeż się
Te konflikty odwieczne, to dla nas nic nie znaczy
I ponownie mamy zwałę z miejscowych napinaczy
To wszystko tłumaczy, *****ę twoje jazdy
Tylko twoja to jest brożka, chcesz ujrzeć w nas gwiazdy
A my w siódmym niebie, setki life-ekty na scenie
Nie od dziś i ciśnienie, co nie spadnie jak u Pona
Daję z siebie wszystko w pocie czoła nie skonam
Nawet jeśli umęczony to z pewnością weselszy
Z faktu, że ludzie skandują z nami większość naszych wierszy
Łapy w górę, ludzie łapy, łapy w górę
Popierajcie i szanujcie wszyscy te hip-hop kulturę
To lubię, nie truję, tym odbiorcy nie zdołuję
Po przez bycie tym kim jestem się nie dowartościowuję
A moc którą czuję, energie przekazuję
Wprost do was od nas pozytywne wibracje
Wiem, że mam racje, że mamy u was wsparcie
Na starcie nie kłamię, dobrze wiesz nie przestanę
Rap jest tym lubię, tym co kocham, tak zostanie
(Rap jest tym lubię, tym co kocham, tak zostanie, kochanie)

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki

Spytasz po co o tym mówię? bo lubię, bo lubię
Całą płytę mógł bym nagrać o sytuacjach w klubie
Nie wykorzystam swej pozycji by mieć zyski
By wejść w tematy fikcji, by pomacać twe cycki
Tylko dlatego, że jestem tym kim jestem
Że jednym ręki gestem mógłbym w moment je przywołać
Przygadać, adorować, udać fajnego gościa
Grać po to, to obciach, chcesz się oprzeć na korzyściach?
Będąc znanym chcesz cos zyskać? to lubisz? ja mam dystans
Jak każdy artysta [?] sram na wizję
Na twego wizażystę, na bajer z teledyskiem
Nie dbam *****ysynu o tak zwany wizerunek
Bo go nie posiadam i zyskuję tym szacunek
A ty po co wrzucasz te suki na klipy?
Skoro żadnej z nich nawet nie wyliżesz *****y
Ja mam dość tej lipy w stylu macho rodem z wioski
Rym Częstochowski plus ludowy refren skoczny
U nas nowy hit z opcji pod tytułem życie
Autentyczny feeling słów, co mają pokrycie
Których słuchają ulice, osiedla w dużych miastach
Dopiero się rozkręcam, to dopiero namiastka
Skończę gdy krzykniesz basta! ratuj się ucieczką
Do swych zmyślonych spraw które nazwiesz kiedyś klęską (*****)

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki

Dziś w klubie to co lubię, mieć nieŹle w czubie
Gapić się na cycki, na piękne kobitki
To forma rozrywki jak lodowate drinki
Na tematy klubowe Rycha Peji rozkminki
DONIU:
Granice eliminują tylko tych ospałych (sprawdź to, kręć to)
to dla każdego inne piekło (piekło).
Przemyśl to, choć system wciąż kuleje
u nas nadzieje mieć, niewinnych dla nich nie ma lekko.

Wciąż ciągła walka o pokój, lepsze jutro (lepsze jutro).
Myślą, mięśniem, czynem, mówmy krótko.
Razem jesteśmy w stanie ruszyć z posad głazy.
Don, Drużyna A, Liber, Kris - brońmy szansy dziś.

LIBER:
(Dziś) ten, jutro tamten jest pierwszy, dzierży berło.
(A my) w ciemno idziemy drogą codzienną.
Zgrają partię, nową partię a naród szarpie
i niewielu z nich mówi o zwycięskiej szarfie.

Reszta patrzy na teatrzyk, reszty się strzeżcie,
walczymy razem dziś o szczęście.
I przy Dnieprze niech to słowo wesprze was,
pozdrowienia z Polski - Drużyna A.

KRIS:
Zrzucę jarzmo tych co mnie drażnią
narzucając mi niewolę każdą.
Wolę własne pasmo chyba to jest jasne,
że nie zgasło światło w sercu.

Przez kłamstwo oszczerców, oni stoją na kobiercu
z diabłem i mówią mu, że padłem im do stóp.
Jednak próg w mojej dłonie mówi,
że mam dług w stosunku do nich,
bracia - Bóg nas chroni, sprawy słusznej.

Jeśli teraz nie naprawisz czegoś,
nie zrobisz tego później (nie zrobisz później).

REF.
Razom nas bahato, nas ne podołaty /x4

DUŻE PE:
Przy mikrofonach nie myślę o milionach,
ja myślę o tym czego jeszcze można dokonać, wiesz.
Nie muszę tu zarobić tyle co Comarch,
natomiast chcę ratować życie jak Monar.

Gdy na salonach dzielą świat na strzępy,
te dźwięki budzą lęki u Łukaszenki.
Białoruś - bądźcie następni.
Zbiry - zkrótce się skończą wam
dioksyny i tiry.

HANS:
Na razie pełni wiary w tych którście wybrali
dla nich stali w mrozie, w pomarańczowym kolorze.
Ja jestem sceptykiem - mój kraj tego wymaga,
głośnym krzykiem na płycie swój sprzeciw wyrażam.

Ideały się depcze, słowa wielkie zapomina,
dla małych spraw wiecznie prywata, układ (świnia).
Realizm prosto z Polski - to dla was Ukraina,
lepiej miejcie na oku to co u was się zaczyna.

Polityku jedenz drugim, pamiętajcie małych ludzi,
bo bez nich żaden z was nigdy nie byłby taki duży.
Nie zapominajcie nigdy, bo lud nigdy nie zapomni,
za kłamstwa, krzywdy przyjdzie czas że się upomni.

Bo razom nas bahato - to daje nam odwagi,
i nas ne podołaty, bo nie dacie nam rady
(Nas ne podołaty, bo nie dacie nam rady)

REF.
Razom nas bahato - jest nas wielu.
Nas ne podołaty - nas nie pokonacie! /x4

MEZO:
Pełen blask, zdeterminowany tłum,
te obrazki pokazują siłę demokracji.
Fałsz zmusza do reakcji ludzi,
by przerwać bezwład, zrzucić ucisk.

Uścisk dłoni, poparcie w walce
te wartości nie są dla nas martwe.
Jest nas wielu, mamy oczy otwarte
i na starcie jesteśmy gotowi na starcie

w miejscach gdzie nie ma miejsca na wolność
gdzie normą jest życie na codzień ze zbrodnią.
Nie powstrzyma nas siła dyktatur, to siła rapu
przeciwko sile strachu.

OWAL:
Razem jest nas wielu, więc nas nie pokonacie
nawet jak wyschnie pisak i spłonie papier.
Władam rapem na etacie własnym, szukam satysfakcji,
świat ułożony jest z mozaiki.

Odkryj nowe miejsca jak Marco Polo,
możesz zbudować potęgę jak rodyjski kolos.
Możesz działać solo albo działać razem,
ale za granie solo świat policzy ci marszem.

Dwójka - dokładam swój element blisko,
poznaj moje zdanie, zmień mi zdanie szybko.
Jedna wiara w przeności i jako symbol,
jutro już na serio, niech twe usta krzykną.

REF.
Razom nas bahato, nas ne podołaty /x4
Razom nas bahato - jest nas wielu.
Nas ne podołaty - nas nie pokonacie!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo