Popularne piosenki. Polski Hip Hop

FU
Nie chce słyszeć jak wypowiadasz się na codzień
Jak nie wiesz o co chodzi to weź się kurwa dowiedz
Chce słyszeć słowo "tak" a utrudniasz to właśnie Ty
W życiu zawsze coś za coś nie zaprzeczysz mi
Wysypać się na gałęzi, na której siedzisz
Ty w morde kopane stale non stop bredzisz
Te słowo często słysze w życiu na trzy litery
Nie chce do starości żyć tym słowem jak emeryt
Nie ze mną te numery brat, mnie to nie bierze
Człowieku zły słyszysz? Ja w siebie wierze
Gdy słysze słowo nie odwracam się ide dalej
Czekam tylko przez chwilę jak usłyszę nalej (polej!)
Czasami idę ulicą załatwić pare spraw
A ktoś mówi mi nie, coś już jest nie tak
Czasem mam chytry plan wiesz co jest grane
Gdy usłysze słowo nie masz pozamiatane

Chcę usłyszeć słowo tak
A nie słyszeć słowo nie
Ty już wiesz dlaczego taki jestem przez cały dzień
Wiesz, jak słowo "nie" zmienia nasze nastroje
Więcej pokory ludzie róbmy dalej swoje X2

CHADA
Nie próbuj mi zaprzeczyć
Poddawać podwątpliwość
Tej nawijki z którą już 15 lat ide na żywioł
Te wasze wersy brzmią jakoś trefnie
Nie powiększy się grono aniołów kiedy wkońcu zdechniesz
Ja mam się dobrze, nic się nie zmienia
To jakby sekret waszego niepowodzenia
Nikogo nie zgrywam pisząc to dla ulicy
To nie kurwa absurdy wyjęte spod spódnicy
Damskie tu się nie liczy łańcuch wieszam na drzewie
Twoje słońce, o kurwa ale ona ma przebieg
My robimy ten rap co ma największy zasięg
Gdy to słyszysz, to czujesz jakbyś kąpał się w kwasie
Pewnie chciałbyś coś ugrać ale nie masz perspektyw
Wręczam komplet napoi do rosyjskiej ruletki
Ja bez pustych obietnic tutaj jak mało który
Ide ziomuś odporny na te życia tortury

Chcę usłyszeć słowo tak
A nie słyszeć słowo nie
Ty już wiesz dlaczego taki jestem przez cały dzień
Wiesz, jak słowo "nie" zmienia nasze nastroje
Więcej pokory ludzie róbmy dalej swoje X2

FU
Chodzę po tym jak po szkle gołymi stopami
Spotkałem kumpla był z jakimiś typami
To towarzystwo drani w ząbek czesani, przybujani
Żampoł Gotie koszuli na Armani
Szybko mówią nawąchani bo był niezły bar i
To hipokryzji świat gdzie każdy w chuja wali
Na każdym kroku ktoś ma problem i głupa pali
Ja na luzie se rapuje ziom to siedzi w bani
To nie dociera do mnie jak Hannibalizm
To epicentrum WWA i jego realizm
Tu nie jeden gamoń nie jeden numer odwalił
Ma zryty berecik zakręcony jak rogalik
Nie zaprzeczysz typie bo wiem jedno
Jak wystrzelony pocisk trafiam w samo sedno, napewno
I wyłącznie jest to twoją zasługą
Bo chciałeś mnie wykiwać kurwo jedna z drugą!

BRAHU
Nie mów że nie da rady
Odbijam takie rady
I pierdol tą butelke nie wyskoczy z niej Alladyn
Omijaj barykady nie ulegaj presji jak Nielsen Leslie
Weź to na miękko bo to nie Wrestling
Podcinają skrzydła Ci co nie widzą nieba
Zapatrzeni w dół tylko by się tylko nie wyjebać
Żaden nie dostrzega szans, które w okół los kitra
Łątwiej ponarzekać i opierdolić litra
Wiem jak jest dawno stawiłem kres
I nastawiłem się na pas mocy daje sens
Tobie radzę też nie stać, do przodu biec
Wiesz jak to zrobić więc wiedz że to uda się
Świat jest Twój, więc na co kurwa czekasz
Przestań narzekać otwórz czachę na przekaz
Nie ma co zwlekać Czas jak leszcz ucieka
czas jak leszcz ucieka, czas jak leszcz ucieka

Chcę usłyszeć słowo tak
A nie słyszeć słowo nie
Ty już wiesz dlaczego taki jestem przez cały dzień
Wiesz, jak słowo "nie" zmienia nasze nastroje
Więcej pokory ludzie róbmy dalej swoje X2

Nie zaprzeczysz mi bo wiem jedno
Jak wystrzelony pocisk trafiam w samo sedno X4
STRAHO:
strach pomyśleć, że Rah się tak leni
strach pomyśleć, że Mag się tak leni
strach pomyśleć, że Fo się tak leni
strach pomyśleć, że Squad się tak leni

wszyscy śnią, wszyscy smacznie śpią
Rah ręka posuwa myszkę swą
Trzy kawy wy-pi-te
Słuchawy w łeb wbi-te
I w dodatku cechą tą trafiony w spadku
Dawno po północy, ja mam to w zadku
Zatopiony w dźwięków dostatku
Do sił ostatku, z bety upadku
Tik-tak, dzwonek, budzik, luzik
Wstaje, co mi pozostaje?
Iść za zwyczajem. (Smacznego, brat)
Dzięki, nawzajem
Zaraz się najem i na misję się udaję
W usta faję, Rah, mach w płuco daję
Noga po nodze na drodze staje
I pędem do biura, a tam pełna kultura
Pod ręką komóra, na parkinku fura
Dyrektywy od Chief’a
Nura w kangura, po hurtowniach tura,
W końcu godzina która
Pozwala na to, by pójść do domu, no to rura
Tam obowiązki, nie cierpię ich, są jak tortura
Stała procedura, mamo, nie mam czasu dziś akurat
Bo w pokoju .... przegrzewa się aparatura

Tak
Dla ciebie to robię .. uświadom to sobie
Na lenia w chorobie.. wiem jak dogodzić tobie
Znam to życie, od soboty, do soboty
Mam tą płytę, a za płytę parę złotych
Nie zapierdalam do roboty na piątą,
Tak, jak mi nie zapierdala dużo floty na konto
Ot co, gdy ziomy kopcą, na luzie,
Ktoś bierze swój phone i wykręca mój numer
Mnie nie interesuje zwykle "Co i jak?"
Prosty rachunek - miałem koncert grać, robić hajs
No i mam, kolejny raz: debet na koncie,
Ciśnienie, wkurwienie i pianę na mordzie
Miało być prościej, miał być luz,
Emerytalne składki, opłacany ZUS... I chuj!
Cały plan mój znów tu szlag trafił
Nie jestem z U2, nie chcę fur jak Puffy,
Lecz nie chcę się też martwić o jutro
Gdy patrzę w kiermany jest smutno

Każdego dnia wydaję ha-ha-ha-hajs!
Ty, tak jak ja, wydajesz ha-ha-ha-hajs!
Nie wiem jak nam to się wciąż udaje,
Bo każdego dnia pusto mam w kiermanie
Może jest inny świat za oceanem,
Ja wciąż niewiele mam i wciąż mi niewiele zostaje

Znowu mi zagląda bida w kieszeń
Organizator wyrok wydał SMS-em
Pieprzę, trzeba wytrzymać presję
Może bym więcej miał, gdybym zaliczał sesje
Przeszły jedne studia... drugie studia...
Dziś mogę wbijać się prawie codziennie do studia
Lecz gdzie jest, kurwa, moja fura i willa?
Ta gra jest okrutna i obłudna jak Miriam
I znowu śmigam po ulicach wkurwiony,
A oni pierdolą mi, że "jestem zarobiony"
I może lepiej jest gadać z ambony, bo często
Czuję się jakbym tutaj grał za bony do Teslo
Ludzie prawdy nie chcą, co chcą widzą,
A to podjeżdża groteską i goryczą
Pozory, ziom, przychody nam wolno rosną
Masz dobry rok? Byś coś kopsnął!

Każdego dnia wydaję ha-ha-ha-hajs!
Ty, tak jak ja, wydajesz ha-ha-ha-hajs!
Nie wiem jak nam to się wciąż udaje,
Bo każdego dnia pusto mam w kiermanie
Może jest inny świat za oceanem,
Ja wciąż niewiele mam i wciąż mi niewiele zostaje

Huczy sieć, tu jest wiecznie afera:
"Kto tu jest OK ?", "kto się sprzedał?"
Jebać to bratku! Chcesz faktów?
To jest kwestia czternastolatków
Chcę hajsu ziomek, jak każdy z nas
Nie dla lansu, na prąd, wodę i gaz
Jebać lapsów, co mają kieszonkowe nadal,
A chcą nam tu pokazać "Jak się nie sprzedawać"
Wypierdalaj, bo wiesz gówno o życiu,
I myślę, że nadal zostawiasz gówno w nocniku
Masz pusto w czajniku, jak podobni tobie
Nie szczędzi bluzgów rój hipokrytów
Co jest? Robię to, co należy do mnie
I dzień i noc, a ty i tak to ściągniesz!
Chcesz kraść co należy do mnie, koleżko?
Uważaj, bo jestem pod kreską

Każdego dnia wydaję ha-ha-ha-hajs!
Ty, tak jak ja, wydajesz ha-ha-ha-hajs!
Nie wiem jak nam to się wciąż udaje,
Bo każdego dnia pusto mam w kiermanie
Może jest inny świat za oceanem,
Ja wciąż niewiele mam i wciąż mi niewiele zostaje
Każdego dnia wydaję ha-ha-ha-hajs!
Ty, tak jak ja, wydajesz ha-ha-ha-hajs!
Nie wiem jak nam to się wciąż udaje,
Bo każdego dnia pusto mam w kiermanie
Może jest inny świat za oceanem,
Ja wciąż niewiele mam i wciąż mi niewiele zostaje
Nie dygniemy nigdy, dobrze wiesz, że nie masz racji
Dzień fifla Glon i Sykuś syk, syk
Zjednoczony Poznań, Decks, Peja, PC Park
Tak bezimiennie inny świat, poznańskie granie na pierwszym planie
Chcesz czy nie, tak też zostanie
Tak ma być, Lutawhuiklik

SprawdŹ fascynację, gdy skończę przyznasz rację
Mam przy sobie oblanację, wjeżdżasz teraz w luty stację
My cię odbieramy, posłuchaj czy to znany
To klub znacza kruszy ściany, od zawsze tak biegamy
Szary krajobraz kochamy, kopii brak, ciągły trop kany
Listy pełne uwielbienia, niewiele to zmienia
0 603 mam ci coś do powiedzenia
Nie próbuj nas powielać, na nic twoje skojarzenia
Klika luty nie budkam, nie pasuje - do widzenia
Teraz trochę o sobie, małolat ma swobodę
I to w podwójnym znaczeniu, szacunek w pierwszym podejściu
Wiem coś o tym, bo to jest tu
Nikt tu nie musi udawać chcesz pytanie nam zadać?
My nie gwiazdy estrady, bujany nie od*****lamy
Światło daję dla odmiany, a my rapów słuchamy
Mocne wielkopolskie chlamy, każdy kiepski już wyśmiany
Utwór na lato olany, hardcore w Poznaniu jest grany
Na ulicach uprawiany, wiem na gorsze idą zmiany
Tego nie przeczytasz w prasie, tutaj żyje się inaczej
Orientuj się bracie, bo zostaniesz golas, płaczesz?
Nikt ci łez tu nie pokaże, kto pomoże to przyjaciel
Przysługa za przysługę, ja tym samym się odznaczę
Każdy więcej chce od życia, byle czym się nie zachwycam
Ale doceniam wszystko, bieda biła mnie blisko
Mam full lekcji na przyszłość, ochłap może znaczyć wszystko
Analizowanie zdarzeń, nieraz nie przychodzi łatwo
Jeden błąd i światło zgasło, na ulicy wciąż ciasno
To walka o wpływy, czarny mrok wypełnia miasto
Wychylam się gdy warto, w obronie staję twardo
Twardość jest tu rzeczą ważną, żeby przetrwać walkę własną
W centrum zainteresowań na językach durnych gapiów
Stało się, no trudno, ja tu żyję i wiem jedno
W świetle reflektorów pewno powiem niejedno
Na przekór gówniarskim tekstom superhardcore'owym MC'om
Co flowują gadkę błędną, bo gówno o życiu wiedzą
Ja widziałem już wiele, jeszcze dużo przede mną
Gibą biało ręki bierz to, bierz to, bierz to, bierz to
Bierz to jak chcesz, atakował Peja wesz
Teraz już wiesz, ja widziałem swoje też

[x4]
I widziały swoje, widziały swoje, widziały swoje
Zdegenerowane oczy moje, oczy twoje

Czy widziały swoje zdegenerowane oczy moje
Widziały tylko albo aż tyle
Tyle o ile sięgam pamięcią w te chwile
Dawno przed Whuiiluta stylem
Za młodu odkryłem, nie pierwszy zaznaczam
Chore istnienie koło zatacza, życie bije plaskacza
Jeden błąd, chwila nieuwagi wystarcza
By z gracza jak złośliwego zwierzyną zostać
Jak tej sytuacji nagle sprostać
Trudno z tej pułapki się wydostać, mam na to sposób
Wspólna luta siedmiu osób, nieustanna walka z przeciwnością losu
Dzień za dniem, dzień za dniem, podświadomości wojna trwa
Dobro przeciw siłom zła, tak ja wiem żyje się ciężko
Tak ja staram się by nie przypieczętować tego klęską
By z tej walki wyjść zwycięsko, do celu po trupach
Tu ukryta moja luta na siedem pysków skuta
Na zawsze hardcore nuta

Mef i Mientha moja powieka na pół przymknięta
Bo to any, any, many, many reprezentant
Praw***** gówno, tak jak THC'u zabójcza substancja
Nie myl pojęcia, każda luta coraz bardziej zabójcza
Poznańska nuta tworzy kompozycję
Ustaw się i przyjmij pozycję
Nadchodzi wściekle roz*****na ekipa, pojawia się i znika
Nie ma przeciwnika to przecież Lutawhui produkcje
Dobrze wiesz czego w Poznaniu się słucha
Slums Attack, Blaze, Anymaniak, Luta

Ruszamy z Lutą do walki, więc przyjmuję mikrofon
Jak Ibisz schował topór i zbroję, co siedmiu to nie dwoje
Najważniejsze są w hardcore biznesie podboje
I to żeby u swoich ludzi mieć dobrze i zmieścić się w tonie
By w końcu móc spokojnie odebrać laury i usiąść na zasłużonym tronie
Jak super szczur przeżyłem dwa lata ale dalej swoich racji bronię
Chociaż wszystko wokoło w mieście złodziei i w kłamstwie tonie
A ja wszystko spokojnie obserwuję, od kany nie stronię
Bo u nas tak było i będzie, że lepkie paluchy na ulicy są wszędzie
Kiedy nagle w końcu wyjdzie, że to pułapka
I przykładowo kończysz biedą albo na grabkach
Ale i tak dalej życie na wiksie alko i pieprzonych sikawkach
A wzrok koncentrujesz na demonicznych kotach wariatkach
Dlatego czasem na widoku człowiek stary, że ciebie to nie cieszy
Chociaż wszędzie gdzie się pojawiamy i tak nigdy nie jest jasno od flash'y
A my dalej wymuszamy pierwszeństwo jak na brykach pieszy
Oczy widziały upadki i wzloty bajeczne jak bat w życiu pierwszy
Ekipa cały czas kreuje i popłynę uliczno rymo-wierszy

[x4]
I widziały swoje, widziały swoje, widziały swoje
Zdegenerowane oczy moje, oczy twoje

Moje miasto złą sławą owiane, złą sławą owiane
Tak Południowe Centrum Park, tylu ludzi
Milenium Gand skład tyle lat, anyroz*****ny świat
Co miało przetrwać, przetrwało
WRE lekcja trzy paluchy oznaczały i nadal oznacza
Tak ma być, tak już będzie, czerwone maniakalne oczy
Nowy staw siedzi głęboko pod gruntem i nie daje się zaskoczyć
Razem możemy wszystko przeskoczyć
Kto ocali, kto zaskoczy, zdegenerowane oczy moje, oczy twoje

Mamy do czynienia z zawodnikiem nowym

Zdegenerowane oczy moje, widziały swoje
Nie list przeboje tylko zielone naboje i podziemne granie moje
Twoje mózgu zwoje oto zdanie moje, poparcie spore
Wilson Park reprezentant drażnić przestań nas PC Park, SLU Gang
Znasz to, słuchaj to, pamiętaj to, zrozum to nie żadne zło
Tylko naszego życia tło
Raz, dwa, trzy i znowu my - Lutawhuiklik i ja
Każdy tu to zna, rap gra nie podwinięta nogawka
Tylko prawdziwa gadka wolno-mikrofonowa [?]
Dobrych sto, poznaj, to jest to, gdy na scenie słów objawienie
Jak nieba ciężkie zachmurzenie albo słońca zaćmienie
Poczuj to totalne rozluŹnienie
W przyszłość spojrzenie i otrzeŹwienie, zdziwienie, zdziwienie

[x4]
I widziały swoje, widziały swoje, widziały swoje
Zdegenerowane oczy moje, oczy twoje
Raz dwa raz dwa patrz jak robię wjazd ja reprezentuję państwa oraz te miasta
Abra de A be to me imię nie zapomnij nie zapomnisz ty zapamiętają i potomni
Ej yo nie bądźmy tacy znowu skromni jesteśmy zdolni punkt dla nicponi
Nie chodzi o nic co nie widać jak na dłoni ani oni ani my nie osiągniemy hegemonii
Tuche! Kiedy ja poruszę hardkor skruszę animuszem twoją kopię wartko
Zmuszę byś dłużej ślęczał nad swą kartką buszek Baku Baku reprezentuj hardo
A jak! Picu picu chlastu chlastu mam nastrój ale nie mam płuc jedenastu
Więc zbastuj jeśli nie dostrzegasz kto wlazł tu głuptasku mam to napisane na pasku

D.A.B czy jakoś takoś jak go zwą
Bo to jest on

Dobra jadę z tym tematem własnym rapem od lat podpisany mam na to cyrograf
Szatyn zobacz jak ja wchodzę na tym biorę co najlepsze i skręcone w baty
Pater Noster pozdro w Polskę niosę wiele wiosen jestem rapu komandosem
Nuć pod nosem idę ze śpiewem na ustach nawet typy na wózkach nie usiedzą
Na swych dupskach Spytasz jak to? Powiem szyderap yo szy szy szyderap ziom
Na rozumy machniom bo co pokaże to ma suma zdarzeń więc gram dalej
Ale nie jak nasi piłkarze Wiesz jak taki słowny kiermasz mażę wcześniak
Ciągle się przedrzeźniać każe Jej smak dla mnie to jest ekstrakt marzeń wczesna
Także ta cielesna stażem Jadę szyfrem nie wiem czy to sprytne ale kręcę czeski film
Jak już zwykłem Raczej nie wytnę tego co dobitne niepochlebne łyknę a odetnę lipne bo
By widzieć lipę niepotrzebne okulary zrobimy stypę kiedy dorwę jej namiary
A ty złam się za torbę i mierz cipy na zamiary Ej yo dAb jesteś głupi! Tak tak tak twój stary

D.A.B czy jakoś takoś jak go zwą
Bo to jest on
Bum, grzmot i błyskawica
Porządki na ulicach
Początki burzy i podróży życia
Stoję na środku placu cały brudny od grzechu
Zaczyna siąpić, nie mogę wątpić, człowieku
Zmaga się wiatr, znajduję twarz
Pierwsza kropla ląduje na obliczu, oblicze to Polska
Niemrawy rząd, jak i skąd zabrać tupolewa
Degrengolada, wicher, pada, polska ulwa
Wyrodna matka, zabawa dzieckiem jak lalką
Znudzona rzuci w kąt, odpadnie główka, matko
Faszyzujący ciul, nie Polak, narodowiec
Bananem w murzyna, jaka drużyna, jaki sportowiec
Rozdarcie bibli, samozapłon w telewizji
Karetki dla wybranych i prowizje od prowizji
Nie jestem mesjaszem by brać to na siebie, wiesz?
Jestem Polakiem ze stada, niech pada deszcz

Polska ulewa – moknie naziol, moknie lewak
Moknie rząd, moknie ksiądz, moknie pedał
Moknie antifa, moknie twój ulubiony raper
Mokniesz ty, moknę ja, co rzuca krople na papier
Polska ulwa – moknie naziol, moknie lewak
Moknie każdy blok, mokną drzewa
Moknie antifa, moknie twój ulubiony raper
Mokniesz ty, moknę ja, co rzuca krople na papier

Bum, grzmot i błyskawica
Porządki na ulicach
Parlamentarny dom płynie dzisiaj
Nie Platformy i PIS-u,
Ptwornych lisów wobec pokornych widzów
Upiorny biskup niech odda pobory w pizdu
Oporny fiskus, ogromy zysku, niech im stanie w pysku
Graffiti na systemowym obelisku
Kultura polityczna to wyświechtany frazes
Tylko się przekrzykują, negują i plują jadem
Niech pada kwaśny deszcz na księży pedofili
Satany za sutanną, co się nawzajem kryli
I oberwanie chmury na pijanych oprawców
Domowych katów, co potrafili wszytko zatruć
Niech topią się we łzach, co poniżają starców
Odbiorą nagrodę - siarkę na piekielnym krańcu
Zostanie suchy ten, co cicho ubolewa, jeden ze stada
Niech pada polska ulewa

Polska ulewa – moknie naziol, moknie lewak
Moknie rząd, moknie ksiądz, moknie pedał
Moknie antifa, moknie twój ulubiony raper
Mokniesz ty, moknę ja, co rzuca krople na papier
Polska ulwa – moknie naziol, moknie lewak
Moknie każdy blok, mokną drzewa
Moknie antifa, moknie twój ulubiony raper
Mokniesz ty, moknę ja, co rzuca krople na papier

Ostatnie osiem kropel leci na moje serce
Niech obmyje grzechy minie przepych zostanie miejsce na
Kwiat nadziei niech chwasty Utracjusza
Co marzy o lataniu a nie da rady się ruszać
Jak umiesz pływać nie bój się wypaść za burtę
Żeby rzeka miłości niosła cię ze swoim nurtem
Ty podnieś ręce w górę (krzycz) Kochamy Polskę
Kończę burze, oczy mróże, wychodzi słońce

Polska ulewa – moknie naziol, moknie lewak
Moknie rząd, moknie ksiądz, moknie pedał
Moknie antifa, moknie twój ulubiony raper
Mokniesz ty, moknę ja, co rzuca krople na papier
Polska ulwa – moknie naziol, moknie lewak
Moknie każdy blok, mokną drzewa
Moknie antifa, moknie twój ulubiony raper
Mokniesz ty, moknę ja, co rzuca krople na papier
Jak na zwolnieniu płynie leniwie obraz
czy zapłacę drogo czy kogoś Bóg mi nie porwał
Jak fotograf błyskam tu, leży walizka tam
ślady po piskach opon, sekunda po, kłopot
Standardowo, sztandarowo stoi wróg
stuletni pień co zdobi wąski łuk
jednej z wolskich dróg, huk przerywa dialog
nie wierzyliśmy a nagle żyjemy wiarą
Bo chwila po wszystkim to jest jedyny walor
w obliczu kruchości i z nowych wartości lepimy kanon
Topimy uzbieraną porcję charyzmy, wszystko do pizdy
klepsydry powoli przyniosą blizny
Sekunda po, wszystko to milknie, staje się cyrkiem
Po tej samej linii płynie wkoło cyrkiel...

[x2]
Zaraz po, sekunda po
Gaśnie światło i łatwo zapomnieć gdzie i co
Na chwilę ujrzeć to co omijamy
I dalej ruszyć, a cel nieznany

Nie jesteśmy ze stali, to minuta po tragedii
Czuć paraliż, ci co żyją się rozbiegli zaczynając Boga chwalić
Widać krew, słychać jęk gdzieś w oddali
kręg pewności pękł i znów czujemy się mali
Kolejny monument wyrósł jak grzyby po deszczu
Pomnażając sumę [?] miejsce kolejnego dreszczu
Dla obserwatorów tych horrorów pozostanie złożyć wieniec
Kilka sporów z Bogiem, takie było przeznaczenie
Konsekwencja, zbrojna interwencja rodzi kontrę
Co było mądre co niemądre pozbawione jest istoty po sekundzie
Płacimy za głupoty, nic nie ujdzie nam na sucho
Sądny dzień, aż dojdzie do tego, że ujrzymy swoją kruchość
Jak cień przyglądasz się wybuchom
Łapiesz tlen, na prędkości trudno zmienić trend
A tu jedna chwila zatrzymała pęd ku nicości

[x2]
Zaraz po, sekunda po
Gaśnie światło i łatwo zapomnieć gdzie i co
Na chwilę ujrzeć to co omijamy
I dalej ruszyć, a cel nieznany

Pokornie słucham ludzi choć mnie dusi grad historii
Obcych, przyjaciół, ten się zawiódł, inny boi
Ona znów ma innego, on zdradził, ona jego
Jeszcze inny miał wypadek, zabił, mnie pytasz dlaczego?
Nie wybieramy kar, marzymy wciąż o prezentach
Nie widzimy szczęścia choć przed nosem się pałęta
Obwiniamy wokół ludzi zamiast zajrzeć w samych siebie
W naszej jurysdykcji lepszy świat dla mnie, dla ciebie
Widzę małe dzieci na oddziałach pod kroplówką
Niewidome, po chemii, przed kończącą się wędrówką
I nie pytam się o sens, bo to życie sensu nie ma
Trzeba biec samemu, nadać mu, obalić schemat
Chwycić moment, dać od siebie siłę, wiarę
Pracę, czas, energię, wszystko, masz bonusa jak masz talent
Świat się zatrzymuje tylko po to byś zrozumiał
Że sam decydujesz czy go ruszyć będziesz umiał

[x2]
Zaraz po, sekunda po
Gaśnie światło i łatwo zapomnieć gdzie i co
Na chwilę ujrzeć to co omijamy
I dalej ruszyć, a cel nieznany
Ref.:
Nie wszystko jest takie łatwe
Pozory traktuj jak pułapkę
Masz zagadkę weź rozpoznaj co jest fałszem, a co faktem
Nie wszystko od razu widać we wszystkim iluzja zdradliwa
Wiem, że życie bardzo lubi oszukiwać

Pozory, które mnóstwo osób stwarza
Na co dzień wredne skurwysyny, a w niedziele do ołtarza
Z trudem PL 81, Feno wszyscy chórem
Pozory, nimi głowy se nie truje
Czujesz jestem typem człowieka
Mam coś powiedzieć wale prosto z mostu
Po co czekać, no po co
Inni ludzie mają się łudzić
Jestem wolny od pozorów, rąk nie muszę brudzić
Zgubić się wśród ideałów i przekonań
Raczej nie plusy i minusy, dużo doznań
Pamiętaj, że pozory nie zawsze kłują w oczy
Pilnuj się, żeby cię nikt nie zaskoczył

Ref.
Nie wszystko jest takie łatwe
Pozory traktuj jak pułapkę
Masz zagadkę weź rozpoznaj co jest fałszem, a co faktem
Nie wszystko od razu widać we wszystkim iluzja zdradliwa
Wiem, że życie bardzo lubi oszukiwać

Wiele rzeczy obok nas
Widzisz je przez cały czas
Myślisz, że je znasz a to atrapa
I naprawdę ciężko jest się w tym połapać
I odnaleźć fałszu ziarno
W rzeczywistości, w której dawno nic za darmo nie ma
Wiele rzeczy zwykła ściema
Ludzie kopią się w problemach
Przez pozory naprawdę często wszystko się pierdoli
Trudno, myślałeś, że trafisz do celu, było pudło
Tak jak w statkach, tak jest w bardzo wielu sytuacjach
Coś wygląda normalnie, w rzeczywistości to pułapka
Omijać je, to tylko jest w teorii proste
W praktyce trening czyni mistrza w każdym rzemiośle
Więc się uczę zbierać do kolejnych drzwi życiowych klucze
Chce się nimi posługiwać tak jak rzeźbiarz swoim dłutem
W końcu nie wiem, jako młody uczeń patrząc na świat chory
Czy uda mi się wygrać czy to może też pozory?
Czy to może też pozory?

Ref.
Nie wszystko jest takie łatwe
Pozory traktuj jak pułapkę
Masz zagadkę weź rozpoznaj co jest fałszem, a co faktem
Nie wszystko od razu widać we wszystkim iluzja zdradliwa
Wiem, że życie bardzo lubi oszukiwać

Pozory, pozornie wielu ludzi wiele rzeczy pierdoli
Ale tylko pozornie, bo gdy zostają sami
Ukrywają swoją twarz za swoimi dłoniami
Zasypując się myślami nad tematami
Które mimo tego, że dokładnie ich się tyczą
Twierdzą twardo, że o nich nie myślą
Z nimi się nie liczą w ogóle, jak myślisz jak mogłeś
Teraz na nich patrz, uliczny zabijaka
W domu w rękaw matki płacz, w szkole kujon
A wieczorem skurwysyny płacz (płacz) płacz (płacz)
Bo cie skrócę o łeb, teraz to pojąłem
Oni się boją pokazywać to co naprawdę czują
Bo nie wiedzą czy dobrze reagują
Odbierają, różne rzeczy odpierają
Pomoc nie zaprzeczysz, taka kolej rzeczy
Powiedź dokąd to prowadzi, sam na pewno nie dasz rady
Nie dasz rady, nie dasz rady

Ref.
Nie wszystko jest takie łatwe
Pozory traktuj jak pułapkę
Masz zagadkę weź rozpoznaj co jest fałszem, a co faktem
Nie wszystko od razu widać we wszystkim iluzja zdradliwa
Wiem, że życie bardzo lubi oszukiwać

Człowiek stwarza pozory, boi się, że życie przegra
Udaje twardego, choć nie jedna chwila wredna w życiu jego była
I jakiś etap zakończyła
Chociaż wewnętrznie kipi cały czas jak gejzer
To na zewnątrz nie da się go przejrzeć na wylot
Pozory mylą i z tą świadomością wszyscy ludzie żyją
Coś kryją w sobie, a na co dzień
Tyle pułapek jest ukrytych w każdej dobie
Że nie można ich zobaczyć za pierwszym spojrzeniem
Niech to będzie ostrzeżeniem, przypomnieniem o nich
Pozory, pamiętaj o nich, to przed nimi się obronisz
To przed nimi się obronisz

Ref.
Nie wszystko jest takie łatwe
Pozory traktuj jak pułapkę
Masz zagadkę weź rozpoznaj co jest fałszem, a co faktem
Nie wszystko od razu widać we wszystkim iluzja zdradliwa
Wiem, że życie bardzo lubi oszukiwać
Ciesz się życiem, ciesz, ciesz, ciesz się życiem
Rutynę ćwiczycie? spójrz na siebie, szkoda mi cię
Ciesz się życiem, ciesz, ciesz, bo jest tylko jedno
Nasze słowa, szczera prawda, wiemy to na pewno

[WoŹny]
Powierzchnia lustrzana, na niej postać mi znana
Zastanawiam się jaka przyszłość jest mi pisana
Czy potoczy się szczęśliwie, czy założę rodzinę
Czy w pogoni za pieniądzem popadnę w rutynę
Jak na razie na koncie wiele chwil szczęśliwych
Chociaż nigdy nie zapomnę tych momentów zdradliwych
Wszystkich ludzi fałszywych trzymanych w oddali
Pozdrowienia dla przyjaciół, którzy ze mną zostali
Są dni przynoszące szczęścia chwile
Oby takich pod dostatkiem, żeby żyło się milej
Robię tak, by omijać tarapaty
Wolę cieszyć się życiem, z chłopakami chłonąć baty
WZI i WoŹny jeden cel sobie stawia
Doskonalić słowa, które do was wymawia
Ciesz się życiem, ciesz, ciesz, bo jest tylko jedno
Moje słowa, szczera prawda i to wiem na pewno

[Ekonom]
Tyle spraw wokół mnie, a ja stoję w środku świata
Obok zmęczeni ludzie pracujący długie lata
Wielka dla nich strata, zatracają swe wartości
Obojętni na świat, w ich oczach nie ma już radości (nie ma)
Za pieniądzem poszli z wyboru i z konieczności
Kariera, myśli, że jest przed nim, ale złą drogę wybiera
I nic nie dociera, taki człowiek w ciągłej walce
Obudzi się, okaże się, że jest już starcem
Dzień ucieka przez palce, a on samotnie siedząc w kinie
Ogląda swe życie, które i tak go ominie
Wciąż popadając w rutynę traci wszystko, a szkoda
Bo w moim życiu każdy dzień to jest przygoda
To wspaniała nagroda, jeszcze raz to zaznaczę
Chociaż jeden dzień jest wypełniony śmiechem, drugi płaczem
Zawsze na to baczę (tak) szukam szczęścia w każdej chwili
Jak wy tego nie znacie musicie się wysilić
Zrobić sumienia biling, zastanowić się nad sobą
Bo moim zdaniem życie jest wielką nagrodą
Szczerej radości dobą, a przynajmniej tak chciałbym je widzieć
Chłopak nie łam się, przecież zawsze jakoś idzie
Lepiej żyć w dumie, a nie w wstydzie, to przecież proste
Mam swoje wartości, bo do tego dorosłem
Dzisiaj potrzebny jest postęp, uczucia dobra w życia męce
Chłopaki bierzcie swój świat w swoje ręce

Ciesz się życiem, ciesz, ciesz, ciesz się życiem
Rutynę ćwiczycie? spójrz na siebie, szkoda mi cię
Ciesz się życiem, ciesz, ciesz, bo jest tylko jedno
Nasze słowa, szczera prawda, wiemy to na pewno

[Hao]
Uśmiechasz się skrycie, wstydzisz się tego?
Nienawidzisz tego, że coś sprawia ci przyjemność
Widzisz czyjeś szczęście, ból czujesz w oczach
Cofając się lat kilka, widzisz, miało być na opak
Chłopak małoletni kiedyś siódma godzina
Gdzie pobudką zaczynasz, szkoła, spanie, rutyna
Smutna mina, chociaż po latach pracy
Dochapał się kołaczy, co? biedę klepie
Brak szerzy roznostkach, każdy wie to najlepiej
Żal mi cię, nie wiesz co daje nam życie
Przy byle okazji czuję się znakomicie
Choćby dobra pogoda jak zimna woda daje efekt
Rano wstając sił dodając, wiarę dając
Lecz wszystko nie jestem pesymistą tylko optymistą
Tylko dzięki temu radość jest blisko
Podzięki każdemu wszystkim znajomym pyskom
Podzięki WoŹnemu za to, że obok mnie krzyczy
Dla Miexona, że mogę dalej swój styl ćwiczyć
Fenomen dzięki za nagrywkę, którą robię
I dzięki dla kobiet, ciesz się, ciesz, ciesz się, ciesz

[Żółf]
To zachowanie psa zwraca na siebie uwagę
Z czego się śmiejesz, bo nie zasługujesz na powagę (proste)
Stoję z nim oko w oko i lachę na niego kładę
Bo on dobrze wie co znaczy nasze ChWDP
I nic zrobić nie może, to piękna chwila
Mój Boże o więcej takich chwil proszę ciebie, proszę
Bo od ciebie mogę je mieć, tego jestem pewien
A powiedz co ciebie cieszy, ładna pogoda?
Bo do pracy milsza droga i na spacer
A mnie jarają na meczu Legii race
Właśnie to mnie grzeje
Jak prosto w twarz wrogowi się śmieje
Bo on leży, przegrał, a jeszcze w to nie wierzy
To najbardziej cieszy (tak) i jeszcze piękna chwila
Gdy dziewczyna się peszy, czas umila
Z nią rozmowa, słodkie słowa, ty to kapisz
A nie zauważasz czego w puencie na roboczy afisz
Urodzajny w profity, a duchowo siły tracisz
Więc zauważ może w końcu czego kosztem się bogacisz

Ciesz się życiem, ciesz, ciesz, ciesz się życiem
Rutynę ćwiczycie? spójrz na siebie, szkoda mi cię
Ciesz się życiem, ciesz, ciesz, bo jest tylko jedno
Nasze słowa, szczera prawda, wiemy to na pewno

Ciesz się życiem, ciesz, ciesz, ciesz się życiem
Rutynę ćwiczycie? spójrz na siebie, szkoda mi cię
Ciesz się życiem, ciesz, ciesz, bo jest tylko jedno
Nasze słowa, szczera prawda, wiemy to na pewno
Słońce krwawe zachodzi, z nim reszta nadziei

Ile to już lat płynie taka filozofia ?
Dotyk anioła złoty taka anegdota.
Uczę się na błędach i czasem łapie kota
ile jeszcze razy dostanę od życia kopa ?
Biegnę dalej, czuję wolność jak antylopa chłopak.
Ja też czasem zrobię tak, coś na opak.
Niejedna wtopa w życiu, ale szukam spokoju
w dobrym nastroju wstając rano myśląc pozytywnie.
lecz czasem nie dam rady złapać za tą dźwignię
również pragnę, uwierz żeby było dobrze
choć nie zawsze to wychodzi chcę myśleć mądrze
nie muszą się niczym przejmować, cudować, rezygnować z czegoś
poświęcić to dla idei tym brakujące ogniwa gdym je zakleił
czasem jestem jak ten pociąg który się wykoleił ,
lecz po upadku wstaje powierzę lepsze jutro. Człowieku.

Zawsze jest nadzieja w nas bo jedno życie, przecież znasz to.
Kochaj wiesz że warto.
Bądź swego serca sumieniem, twojej duszy ukojeniem.
Graj w to ! Wiesz że warto

Pierwsza się rodzisz i ostatnia umierasz
co dzień do działa skrzydła rozpościerasz
wciąż przecierasz szlaki tak od draki do draki
podboje i upadki (nie poddawaj się bez walki)
słyszę w sercu szept i znów wstaję w szramki
anielskich huwców ty wyciągasz mnie z pułapki
wojny samobójców, nie zawsze szczera
pełna złudzeń matko głupców (nawet wyliczysz)
głuk nie zgiełk, zwątpienia wszystkich mówców
z tobą wypiję za wszystkie moje błędy
tobie jestem wdzięczny za wszystkie happy end'y
jesteś ze mną (wiem, wiem) jestem z tobą
dziś niosę twoje światło z twą osobą
słowa jak promienie, beznadziejni poskromieniem
sam wiesz FUshi jak to się dzieje
tylko człowiek, człowiekowi może dać nadzieje.

Zawsze jest nadzieja w nas bo jedno życie, przecież znasz to.
Kochaj wiesz że warto.
Bądź swego serca sumieniem, twojej duszy ukojeniem.
Graj w to ! Wiesz że warto

Ile to już lat Felipe dajemy radę
z małym, średnim, większym życiowym nakładem
z porażkami, sukcesami, ze wszystkim razem
z problemami małego i dużego formatu
korzystaj z życia, to był nasz atut
ile razy słysząc słowo 'mordo poratuj'
choć już się ma z tamtych lat kumpli, wariatów
każdy przecież poszedł swoją życiową drogą
niektórzy dali sobie rade niemal z nikogo
zaczynali od zera, ruszając w pogoń za dobrym życiem
z prostując tym wymogą, które życie nam serwuje
od początku żyjąc gdzieś w jakimś zakątku świata
gdzie los nam wszystko sprawiedliwie spłaca
układając sobie życie ze swoją kobietą
budując ważny fundament twardy jak beton.

Zawsze jest nadzieja w nas bo jedno życie, przecież znasz to.
Kochaj wiesz że warto.
Bądź swego serca sumieniem, twojej duszy ukojeniem.
Graj w to ! Wiesz że warto
Ok. Kawałek jest dla tej jednej, żeby byle "lodzia" nie pomyślała że to dla niej jestem "słodziak"...

Wiem, często jestem zwykłym chamem.
Nie piszę, nie dzwonię, później przesrane mam.
Spotykamy się, znów masz dystans do mnie,
I znowu z mozołem musimy sobie przypomnieć.
Nie jestem "pindolem" w różowym swetrze.
Zarośnięta morda jak zwykle, a ja to pieprzę.
Jeżdżę Bandytą, on też jest brudny,
Ale oboje nie jesteśmy aż tak paskudni.
Bywa że jestem pierdolonym gentlemanem.
Tego chce pełen luz, tym się cenie.
Teatr, kino, spoko znam klasykę .
Mówią mi że jestem wykształconym Dominikiem.
Jak trzeba to szyk, reprezentuję godnie.
Tylko, czasem zapomnę, gdzie komórka, a gdzie spodnie.
Pocieszam innych jak Ciebie tym "słodziakiem".
Halo, spóźnię się sorry, zarabiam w pubie.

Halo kochanie, znów rozmawiasz ze swoim draniem.
Halo kochanie, byłem, taki jestem, taki zostanę. [x2]

Uparty jak osioł, do błędu się nie przyznam.
Są dni gdy przeklinam, jak szalony terrorysta.
Martwię się o Ciebie, gdziekolwiek jesteś.
Choć zdarza mi się co dzień, samemu być w innym mieście.
Wczoraj: Poznań, Rzeszów, dziś jutro w Gdyni,
Wszędzie z ekipą z czarnej "Audi'ny".
Choć jej już nie ma, wiem, pamiętam, kim dla nas był Przem,
Ej "pozdro" dla Ziętka.
Nie martw się proszę, wrócę na stówę.
Hej, znów się uśmiechnę, to nie jest trudne,
A po drugie:
W środę Alcatraz, nasz będzie parkiet,
No może z przerwą na spotkanie z Bartkiem.
Bez kitu, każdy powinien mieć taki azyl
Czy robisz "hardcore", malujesz obrazy, czy na giełdzie bijesz [bręgi..?]
Nie ważne, za taki azyl dzięki,
Halo kochanie dzięki (jeszcze raz dzięki).

Halo kochanie, znów rozmawiasz ze swoim draniem.
Halo kochanie, byłem, taki jestem, taki zostanę. [x4]

(No cóż, niestety na razie taki będę jaki byłem,
Na razie niewiele się zmieniłem, zresztą wszyscy wiedzą.
Stary głupi debil!
de-de-debil Doniu, wyrwany z bastionu.
Sprawdź to bo warto jak powstaje rap nad Wartą.
Ale to już w innym kawałku dawałem.
Peace Liber Doniu please,
Po-po-po-pozdro.)
Jesteśmy jak szarańcze co? Jest nas wuchte(jesteśmy)
Jesteśmy jak szarańcze, wszystko mamy w dupie
Jesteśmy jak szarańcze co? Jest nas wuchte
Jesteśmy jak szarańcze, wszystko mamy w dupie
Mamy w dupie jak szarańcze co? Jest nas wuchte(jesteśmy)
Jesteśmy jak szarańcze, wszystko mamy w dupie
Jesteśmy jak szarańcze, wszystko mamy w dupie
w duuuuuuududududupie!
Przestań męczyć bułke
Lepiej daj mi bibułke
Bo wyjme dwururke
Okiem łypne jak Mickey Rourke
Przestań męczyć bułke
Lepiej daj mi bibułke
Bo wyjme dwururke
Okiem łypne jak Mickey Rourke
Przestań męczyć bułke
Lepiej daj mi bibułke
Bo wyjme dwururke
Okiem łypne jak Mickey Rourke
Przestań męczyć bułke
Lepiej daj mi bibułke
Bo wyjme dwururke
Okiem łypne jak Mickey Rourke
Przestań męczyć bułke
Lepiej daj mi bibułke
Bo wyjme dwururke
Okiem łypne jak Mickey Rourke
Wzrokiem Ala wyruchałem twoją córke
Zjadłem jej bułke
Nie wskoczysz na moją półke
Zajmuje cała to jest mój przywilej ten
Ten mixtape dociera szybciej niz DHL
Szybciej niż diler i chuj tylko ile
Skurwiele są ciekawi co zajebie za chwile
Dotrze szybciej niż diler i chuj tylko ile
Skurwiele są ciekawi co zajebie za chwile
Dotrze szybciej niż diler i chuj tylko ile
Skurwiele są ciekawi co zajebie za chwile
Skurwiele są ciekawi co zajebie za chwile(skurwiele)
Skurwiele są ciekawi co zajebie za chwile
Skurwiele, skurwiele, skurwiele....ja, ja, ja
Ja mam ten rym taniec który tańczysz ty
To ten taniec pojebaniec co ci zmarszczy brwi
To ci parszywi co są źli przyszli tu dziś
A ci chujowi usłyszeli wyszli przez drzwi
Ja mam ten rym taniec który tańczysz ty
To ten taniec pojebaniec co ci zmarszczy brwi
To ci parszywi co są źli przyszli tu dziś
A ci chujowi usłyszeli wyszli przez drzwi
Ja ma ten rym wiesz co dzi? Te kocie ruchy
Wiesz co dzi? Gural nadchodzi
Nie czuje skruchy
Nie czuje tremy, my zwiastujemy problemy
Rymy bardziej pojebane niz kraj w którym żyjemy
Dziś splądrujemy, splądrujemy wam kuchnie
Dziś splądrujemy, splądrujemy wam kuchnie
Dziś splądrujemy, splądrujemy wam kuchnie
Jesteśmy jak szarańcze, wszystko mamy w dupie
Mamy ten syf, mamy styl, mamy ten dryl. Ty wchodzisz w dryf gdy my wchodzimy w rytm, co?
Mamy ten syf, mamy styl, mamy ten dryl. Ty wchodzisz w dryf gdy my wchodzimy w rytm, co?
Mamy ten syf, mamy styl, mamy ten dryl. Ty wchodzisz w dryf gdy my wchodzimy w rytm, co?
Mamy ten syf, mamy styl, mamy ten dryl. Ty wchodzisz w dryf gdy my wchodzimy w rytm, co?
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo