Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Idę przez miasto jak przez pole bitwy
Tu nienawiść i zazdrość tną wszystkich jak brzytwy
Tu wzajemny szacunek jest tylko pozorny
A ślady wojny dojrzysz gdy spojrzysz na mordy
Tu wszystkie chwyty są dozwolone
Ten wyścig szczurów nigdy się nie skończy bo jest w obrotowym kole
Na szczęście przechodzę przez pole minowe
I już widać mój dom, na ulicy przyjaźń
Wchodzę na górę i otwieram lokum
W środku są Koras i Sokół - pokój

Przekraczam próg i witam się z ziomkami
Tu żaden wróg nie usiądzie między nami
I tu nikomu nie muszę patrzeć na ręce
Nikt nie wbije mi noża w plecy, tym bardziej w serce
Wiem, że chronią nas grube mury przyjaźni
I wierzę, że Jezus mieszka między braćmi
Ty też, jeśli chcesz możesz tu wejść
Usiąść z nimi przy stole, jednak zapamiętaj, że
Jak nie wchodzisz w brudnych butach na czystą podłogę
Tak by wejść do pokoju zostaw całe zło za progiem

To pokój z widokiem na wojnę jest
Jeżeli chcesz możesz przyjść to do mnie
Tu przyjaźń, spokój i szacunek jest
Pozwól, że ci uświadomię
Tu drzwi są zawsze otwarte, ale adres
Znają osoby naprawdę zaufania warte
Z natury dobre i godne
To dla nich jest pokój z widokiem na wojnę

To pomieszczenie, w którym wykluczam zagrożenie
Tu spokój i szacunek to nie złudzenie
Tu nie ma potrzeby walczyć o mienie, więc z orężem tu nie przyłaź
Tym pomieszczeniem jest pokój i przyjaźń
Nie jest tak wszędzie, mamy stąd widok na wojnę
Tam nie ma skrupułów, nic nie jest bezinteresowne
Ludzie nie znają granic, bo tak jest im wygodnie
Zawiść, gwałt, premedytacja, zbrodnie
To gołym okiem widać, od tego chce się rzygać
Jest jedna zasada - brak zasad, chwytasz?
Jeśli tak, jeśli chcesz możesz tu wejść, ale bez gniewu
Warunek, trzymać się reguł, które są w obiegu
Stąd dobrze widać ten syf, co jest na zewnątrz
Ale tu od tego można odetchnąć
Bez wrogów, szczerze, godnie i spokojnie
To właśnie jest pokój w widokiem na wojnę

To pokój z widokiem na wojnę jest
Jeżeli chcesz możesz przyjść to do mnie
Tu przyjaźń, spokój i szacunek jest
Pozwól, że ci uświadomię
Tu drzwi są zawsze otwarte, ale adres
Znają osoby naprawdę zaufania warte
Z natury dobre i godne
To dla nich jest pokój z widokiem na wojnę

Po tym pokoju nie rozglądam się nerwowo
Poczucie bezpieczeństwa mam tu całodobowo
Nikt nikogo nie testuje i nie sprawdza
Nikt nie próbuje nikomu nic udowadniać
Jest nas tu trzech, ale może być nas więcej
Wszystko zależy od ciebie, chyba, że nie chcesz
Żyć w pokoju nami, sam decyduj bracie
My tylko zapraszamy, to wy wybieracie
Gdy wychodzę z pokoju zakładam pancerz
Na zewnątrz nie ma spokoju w ciągłej walce
Ludzie nie lubią się nawzajem choć to dziwne
Lubują się w tym, by innym robić krzywdę
To żadna nowość jest dla mnie, znam ten syf
Ale mam go dość, chciałbym normalnie tu żyć
Więc jeśli wejdzie tu gość, będzie spokojnie i szczerze
Mamy stąd widok na wojnę gdzie trzeba nosić pancerze
Czasami żeby tam wyjść mnie życie zmusza
Na zewnątrz muszę chronić duszę i uczucia
Nie czuję strachu i pytam tylko w spokoju
Jaka by była ludzkość i jak by żyła w pokoju

To pokój z widokiem na wojnę jest
Jeżeli chcesz możesz przyjść to do mnie
Tu przyjaźń, spokój i szacunek jest
Pozwól, że ci uświadomię
Tu drzwi są zawsze otwarte, ale adres
Znają osoby naprawdę zaufania warte
Z natury dobre i godne
To dla nich jest pokój z widokiem na wojnę

To, z widokiem na wojnę
Chodź, przyjdź tu do mnie
To, szacunek
Chodź, to ci uświadomię
letletletletlet lollipop x4

Ref:
Kochanie przecież znasz (znasz, znasz)
Co znaczy lollipop (lollipop, lollipop)
delektuje cie ten smak
o tym kolejny jest track
właśnie tak lollipop (lollipop, lollipop) x2

1.
Chodź tutaj bliżej pokaż mi jak liżesz
języczkiem dotykasz całego jeszcze wyżej
robisz mu rewizję trzymając go w ustach
słodki lollipop skarbie i uśmiechnięta buźka
widzę - grasz w pierwszej lidze
przez takie kobiety jak ty to czasami się wstydzę
miliony zbliżeń kiedy masz go w rękach
moja panienka i lollipop wymięka
wiesz jak jest kiedy mam ten Kesh bejbe
nowator - bling bling de on el ef laybel
poczekaj, tylko zdejmę folię z tego chupa - chupsa
i letletletlet lollipop
(w twoich ustach)

Ref:
Kochanie przecież znasz... x2

2.
Kiedy ma zły humor skarbie spróbuj lollipop
kiedy na dworzu upalnie spróbuj lollipop
kiedy nuda wieje wokol spróbuj lollipop
właśnie tak lollipop lollipop

Chodź tutaj bliżej pokaż mi jak liżesz
języczkiem dotykasz całego jeszcze wyżej
robisz mu rewizję trzymając go w ustach
słodki lollipop skarbie i uśmiechnięta buźka

Hola hola masz szpile i koła
przez takie panny jak ty oszalał by nawet Pisonar
coca cola i whisky - nadeszła pora
polizałaś już lizaka no to
(w telefonie)

Ref:
Kochanie przecież znasz..

lelelelelelelele lollipop x4

Ref:
Kochanie przecież znasz... x2
STRAHO:
strach pomyśleć, że Rah się tak leni
strach pomyśleć, że Mag się tak leni
strach pomyśleć, że Fo się tak leni
strach pomyśleć, że Squad się tak leni

wszyscy śnią, wszyscy smacznie śpią
Rah ręka posuwa myszkę swą
Trzy kawy wy-pi-te
Słuchawy w łeb wbi-te
I w dodatku cechą tą trafiony w spadku
Dawno po północy, ja mam to w zadku
Zatopiony w dźwięków dostatku
Do sił ostatku, z bety upadku
Tik-tak, dzwonek, budzik, luzik
Wstaje, co mi pozostaje?
Iść za zwyczajem. (Smacznego, brat)
Dzięki, nawzajem
Zaraz się najem i na misję się udaję
W usta faję, Rah, mach w płuco daję
Noga po nodze na drodze staje
I pędem do biura, a tam pełna kultura
Pod ręką komóra, na parkinku fura
Dyrektywy od Chief’a
Nura w kangura, po hurtowniach tura,
W końcu godzina która
Pozwala na to, by pójść do domu, no to rura
Tam obowiązki, nie cierpię ich, są jak tortura
Stała procedura, mamo, nie mam czasu dziś akurat
Bo w pokoju .... przegrzewa się aparatura

Tak
Dla ciebie to robię .. uświadom to sobie
Na lenia w chorobie.. wiem jak dogodzić tobie
Jeśli kolor - to zieleń
Jak buty - to stare
Słyszysz bit? - to Emade
Jeśli scratch'e - to Haem
Jak maszyna - to Akai
Jeśli skrzypce - Yamaha
Jak potrawa - to tatar
Jeśli napój - Herbata
Mój kraj - to Polska
Mój bohater - Kajko
Mój fart - nie do totka
Mój skarb - to nie auto
Moja twierdza - to studio
Moje brzmienie - surowe
Mój materiał - to płótno
Noszę pastele przy sobie
Jak batonik - to Bounty
Jak znajomi - to blanty
Dla łakomych - podatny
Jak masz dzwonić - to z karty
Jeśli styl - to Tabasko
Jak w klubie - to nocą
Jak mix - to z Holandią
Jeśli trunek - alkohol
Moja pasja - to wiersze
Moje życie - muzyka
Moja szansa - to dźwięk
Moje chwile - na bitach
Jeśli mówić - to mądrze
Jak przeklinać - to wściekle
Dlatego nie odejdę stąd pod byle pretekstem!

Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd pod byle pretekstem! [x4]

Jeśli sweter - to w paski
Jeśli deszcz - to Warszafski
Jeśli z petem - to z ganji
Jak dreszcz - to od sampli
Jeśli bluza - to kaptur
Jak dżinsy - to baggy
Jak koszula - to z Rajchu
Jak kicksy - Jordany
Moje hobby - to książki
Mój sport - Koszykówka
Moje zwrotki - szesnastki
Mój sort - kosi z nóg nas
Mój alfabet - jak morsa
Mój testament - jak rozkaz
Mój atrament - więc zostaw
Masz w zestawie - ten podkład
Jak wytwórnia - to Asfalt
Jak tworzywo - to sztuczne
Jak problemy - to Mafia
Jeśli żywioł - nie w trójkę
Jeśli beatbox - to Zorak
Jak styl wolny - to Ostry
Jak konsola - to Xbox
Jak Pro Evo - to włącz mi
Mój nastrój - to chillout
Mój azyl - kabina
Mój rap - to z winyla
Mój głos - to oryginał
Jeśli pisać - to prawdę
Jak nagrywać - to z sercem
Dlatego nie odejdę stąd pod byle pretekstem!

Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd pod byle pretekstem! [x4]

Projekt Ostry Emade - czyli rap w jeden weekend
Dla siebie, dla żon, braci, ziomów i liter
Ryjemy psychike jak tussipect z redbullem
Jeśli jesteś hejterem to pocałuj mnie w kule
No to 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2 jeszcze 1
Mamy skarb jak piraci, czyli syndrom w orkiestrze
Dlatego nie odejdę stąd pod byle pretekstem...

[sprawdź ten scratch!]

Nie odejdę stąd, nie odejdę stąd, nie odejdę stąd pod byle pretekstem.. [x4]
Głos praw*****j ulicy, Prosto
Kimś jestem, kto
Kimś jestem, kto
Kimś jestem, kto

[x2]
Kimś jestem, kto wie, o co chodzi, poznałem ulice
Kimś jestem, kto wie skąd pochodzi, nie chce być na szczycie
Kimś jestem, kto potrafi kochać, nienawidzić życie
Dawno wracam stamtąd, gdzie ty dopiero idziesz

Jestem tym kimś, kto wierzy w to
Że ma czas by zmienić coś, by zmienić coś
Jestem tym kimś, kto chce podążać prosto
Bo do tej pory w moim życiu ostro
Jestem tym kimś, kto ma zasady
Nimi się kieruję, jestem gitem rozumiesz

Jestem tym kimś, kto pieniądze ma za nic
Bo nie dają szczęścia, lecz mogą mnie zabić
Jestem tym kimś, kto ukochanych dwoje ludzi stracił
R.I.P. dla mojej babci
Jestem tym kimś, kto zawiódł wielu
Zawsze w mej pamięci, wybacz przyjacielu
Jestem tym kimś, kto chciał być zły
*****, siedzi to we mnie do tej pory
Więc spójrz w moje oczy, one odbiciem duszy
Umiesz z nich czytać, słuchać nie musisz

Rozterki, zwątpienie lepiej zostaw dla leszczy
Jeśli chcesz być coraz lepszy zaciśnij pieści
Wierz mi, jedyne granice są w twojej głowie
Więc ***** paranoje i pamiętaj przysłowie
Im więcej potu na treningu tym mniej krwi na ringu
Tak, ten rap formą dopingu
Jeśli czegoś bardzo chcesz to to zdobędziesz
Masz tylko jedno życie, więc dawaj, jedziesz

Jedziesz przed siebie, bo tak wypada
Życie jak sport tego wymaga
Jedziesz z tym *****, niech twa garda nie opada
Jeden głupi błąd i nagle wypadasz
Podnoś się szybko i jedziesz z tym dalej
Kto zamula frana ten w tyle zostaje
Nikogo nie stać na takie opóźnienia
Idź za ciosem mistrzu, dasz radę, bez wątpienia

Jedziesz
Jedziesz, jedziesz

Co dzień odzywa się głód co z nóg zrywa jak cud
Odżywam bym zrobić coś mógł jak pług wżynam się w próg
Bym mógł go podnieś, bym mógł (bym mógł) być niezależnym
To Bóg tak chciał, że nasz cel stał się zbieżny
Nie ja pierwszy ze Służeźni usiadłem do tych wierszy
Bóg nas zwierzchnik obdarzył też tym resztę dzielnic
Byś mógł spełnić swoje sny, byś los wziął w swoje ręce
Tak jak normalne chłopaki, nie żadne odmieńce

Jestem normalny czyli dla wielu inny
SŁŻ rap dzielnica przodownik dziedziny
Czas na solo album Jędker - czas na prawdę
Jak z WWA, WWO, ZIP na zawsze
Papieski krzyż czy wyścigową trawkę
Obdrapaną klatkę, mój dom, 13, graffiti
Czeczenię, Pekin szarość i nędzę
Normalne chłopaki, nie żadne odmieńce

[refren francuski]

Ej, man, chciałeś tego więcej to mam
To Raggamuffin, które potrafi leczyć cię z ran
Bo nie dla mafii, tylko dla tych, których tu znam
Belleville fuffaruffi woził się dziś jak cham
Ej, man dosyć porachunków i fam
Niewiele ci to da, że będziesz czuł się jak pan
Kiedy twoje serce liczy złota kolejny gram
Ty zostaw to za sobą, masz tu klucze do bram
Ej, man jak Junior Stress znam taki stan
Jak Grizzlee wiem, że czasem potrzebujemy zmian
Nie sam, ze mną jest tu Jataman
I mam na to konkretny plan
Ja wiem, oni tu kradną ci czas
Ja wiem i razem ze mną tu możesz dosięgnąć gwiazd
Nie dygniemy nigdy, dobrze wiesz, że nie masz racji
Dzień fifla Glon i Sykuś syk, syk
Zjednoczony Poznań, Decks, Peja, PC Park
Tak bezimiennie inny świat, poznańskie granie na pierwszym planie
Chcesz czy nie, tak też zostanie
Tak ma być, Lutawhuiklik

SprawdŹ fascynację, gdy skończę przyznasz rację
Mam przy sobie oblanację, wjeżdżasz teraz w luty stację
My cię odbieramy, posłuchaj czy to znany
To klub znacza kruszy ściany, od zawsze tak biegamy
Szary krajobraz kochamy, kopii brak, ciągły trop kany
Listy pełne uwielbienia, niewiele to zmienia
0 603 mam ci coś do powiedzenia
Nie próbuj nas powielać, na nic twoje skojarzenia
Klika luty nie budkam, nie pasuje - do widzenia
Teraz trochę o sobie, małolat ma swobodę
I to w podwójnym znaczeniu, szacunek w pierwszym podejściu
Wiem coś o tym, bo to jest tu
Nikt tu nie musi udawać chcesz pytanie nam zadać?
My nie gwiazdy estrady, bujany nie od*****lamy
Światło daję dla odmiany, a my rapów słuchamy
Mocne wielkopolskie chlamy, każdy kiepski już wyśmiany
Utwór na lato olany, hardcore w Poznaniu jest grany
Na ulicach uprawiany, wiem na gorsze idą zmiany
Tego nie przeczytasz w prasie, tutaj żyje się inaczej
Orientuj się bracie, bo zostaniesz golas, płaczesz?
Nikt ci łez tu nie pokaże, kto pomoże to przyjaciel
Przysługa za przysługę, ja tym samym się odznaczę
Każdy więcej chce od życia, byle czym się nie zachwycam
Ale doceniam wszystko, bieda biła mnie blisko
Mam full lekcji na przyszłość, ochłap może znaczyć wszystko
Analizowanie zdarzeń, nieraz nie przychodzi łatwo
Jeden błąd i światło zgasło, na ulicy wciąż ciasno
To walka o wpływy, czarny mrok wypełnia miasto
Wychylam się gdy warto, w obronie staję twardo
Twardość jest tu rzeczą ważną, żeby przetrwać walkę własną
W centrum zainteresowań na językach durnych gapiów
Stało się, no trudno, ja tu żyję i wiem jedno
W świetle reflektorów pewno powiem niejedno
Na przekór gówniarskim tekstom superhardcore'owym MC'om
Co flowują gadkę błędną, bo gówno o życiu wiedzą
Ja widziałem już wiele, jeszcze dużo przede mną
Gibą biało ręki bierz to, bierz to, bierz to, bierz to
Bierz to jak chcesz, atakował Peja wesz
Teraz już wiesz, ja widziałem swoje też

[x4]
I widziały swoje, widziały swoje, widziały swoje
Zdegenerowane oczy moje, oczy twoje

Czy widziały swoje zdegenerowane oczy moje
Widziały tylko albo aż tyle
Tyle o ile sięgam pamięcią w te chwile
Dawno przed Whuiiluta stylem
Za młodu odkryłem, nie pierwszy zaznaczam
Chore istnienie koło zatacza, życie bije plaskacza
Jeden błąd, chwila nieuwagi wystarcza
By z gracza jak złośliwego zwierzyną zostać
Jak tej sytuacji nagle sprostać
Trudno z tej pułapki się wydostać, mam na to sposób
Wspólna luta siedmiu osób, nieustanna walka z przeciwnością losu
Dzień za dniem, dzień za dniem, podświadomości wojna trwa
Dobro przeciw siłom zła, tak ja wiem żyje się ciężko
Tak ja staram się by nie przypieczętować tego klęską
By z tej walki wyjść zwycięsko, do celu po trupach
Tu ukryta moja luta na siedem pysków skuta
Na zawsze hardcore nuta

Mef i Mientha moja powieka na pół przymknięta
Bo to any, any, many, many reprezentant
Praw***** gówno, tak jak THC'u zabójcza substancja
Nie myl pojęcia, każda luta coraz bardziej zabójcza
Poznańska nuta tworzy kompozycję
Ustaw się i przyjmij pozycję
Nadchodzi wściekle roz*****na ekipa, pojawia się i znika
Nie ma przeciwnika to przecież Lutawhui produkcje
Dobrze wiesz czego w Poznaniu się słucha
Slums Attack, Blaze, Anymaniak, Luta

Ruszamy z Lutą do walki, więc przyjmuję mikrofon
Jak Ibisz schował topór i zbroję, co siedmiu to nie dwoje
Najważniejsze są w hardcore biznesie podboje
I to żeby u swoich ludzi mieć dobrze i zmieścić się w tonie
By w końcu móc spokojnie odebrać laury i usiąść na zasłużonym tronie
Jak super szczur przeżyłem dwa lata ale dalej swoich racji bronię
Chociaż wszystko wokoło w mieście złodziei i w kłamstwie tonie
A ja wszystko spokojnie obserwuję, od kany nie stronię
Bo u nas tak było i będzie, że lepkie paluchy na ulicy są wszędzie
Kiedy nagle w końcu wyjdzie, że to pułapka
I przykładowo kończysz biedą albo na grabkach
Ale i tak dalej życie na wiksie alko i pieprzonych sikawkach
A wzrok koncentrujesz na demonicznych kotach wariatkach
Dlatego czasem na widoku człowiek stary, że ciebie to nie cieszy
Chociaż wszędzie gdzie się pojawiamy i tak nigdy nie jest jasno od flash'y
A my dalej wymuszamy pierwszeństwo jak na brykach pieszy
Oczy widziały upadki i wzloty bajeczne jak bat w życiu pierwszy
Ekipa cały czas kreuje i popłynę uliczno rymo-wierszy

[x4]
I widziały swoje, widziały swoje, widziały swoje
Zdegenerowane oczy moje, oczy twoje

Moje miasto złą sławą owiane, złą sławą owiane
Tak Południowe Centrum Park, tylu ludzi
Milenium Gand skład tyle lat, anyroz*****ny świat
Co miało przetrwać, przetrwało
WRE lekcja trzy paluchy oznaczały i nadal oznacza
Tak ma być, tak już będzie, czerwone maniakalne oczy
Nowy staw siedzi głęboko pod gruntem i nie daje się zaskoczyć
Razem możemy wszystko przeskoczyć
Kto ocali, kto zaskoczy, zdegenerowane oczy moje, oczy twoje

Mamy do czynienia z zawodnikiem nowym

Zdegenerowane oczy moje, widziały swoje
Nie list przeboje tylko zielone naboje i podziemne granie moje
Twoje mózgu zwoje oto zdanie moje, poparcie spore
Wilson Park reprezentant drażnić przestań nas PC Park, SLU Gang
Znasz to, słuchaj to, pamiętaj to, zrozum to nie żadne zło
Tylko naszego życia tło
Raz, dwa, trzy i znowu my - Lutawhuiklik i ja
Każdy tu to zna, rap gra nie podwinięta nogawka
Tylko prawdziwa gadka wolno-mikrofonowa [?]
Dobrych sto, poznaj, to jest to, gdy na scenie słów objawienie
Jak nieba ciężkie zachmurzenie albo słońca zaćmienie
Poczuj to totalne rozluŹnienie
W przyszłość spojrzenie i otrzeŹwienie, zdziwienie, zdziwienie

[x4]
I widziały swoje, widziały swoje, widziały swoje
Zdegenerowane oczy moje, oczy twoje
Znam to życie, od soboty, do soboty
Mam tą płytę, a za płytę parę złotych
Nie zapierdalam do roboty na piątą,
Tak, jak mi nie zapierdala dużo floty na konto
Ot co, gdy ziomy kopcą, na luzie,
Ktoś bierze swój phone i wykręca mój numer
Mnie nie interesuje zwykle "Co i jak?"
Prosty rachunek - miałem koncert grać, robić hajs
No i mam, kolejny raz: debet na koncie,
Ciśnienie, wkurwienie i pianę na mordzie
Miało być prościej, miał być luz,
Emerytalne składki, opłacany ZUS... I chuj!
Cały plan mój znów tu szlag trafił
Nie jestem z U2, nie chcę fur jak Puffy,
Lecz nie chcę się też martwić o jutro
Gdy patrzę w kiermany jest smutno

Każdego dnia wydaję ha-ha-ha-hajs!
Ty, tak jak ja, wydajesz ha-ha-ha-hajs!
Nie wiem jak nam to się wciąż udaje,
Bo każdego dnia pusto mam w kiermanie
Może jest inny świat za oceanem,
Ja wciąż niewiele mam i wciąż mi niewiele zostaje

Znowu mi zagląda bida w kieszeń
Organizator wyrok wydał SMS-em
Pieprzę, trzeba wytrzymać presję
Może bym więcej miał, gdybym zaliczał sesje
Przeszły jedne studia... drugie studia...
Dziś mogę wbijać się prawie codziennie do studia
Lecz gdzie jest, kurwa, moja fura i willa?
Ta gra jest okrutna i obłudna jak Miriam
I znowu śmigam po ulicach wkurwiony,
A oni pierdolą mi, że "jestem zarobiony"
I może lepiej jest gadać z ambony, bo często
Czuję się jakbym tutaj grał za bony do Teslo
Ludzie prawdy nie chcą, co chcą widzą,
A to podjeżdża groteską i goryczą
Pozory, ziom, przychody nam wolno rosną
Masz dobry rok? Byś coś kopsnął!

Każdego dnia wydaję ha-ha-ha-hajs!
Ty, tak jak ja, wydajesz ha-ha-ha-hajs!
Nie wiem jak nam to się wciąż udaje,
Bo każdego dnia pusto mam w kiermanie
Może jest inny świat za oceanem,
Ja wciąż niewiele mam i wciąż mi niewiele zostaje

Huczy sieć, tu jest wiecznie afera:
"Kto tu jest OK ?", "kto się sprzedał?"
Jebać to bratku! Chcesz faktów?
To jest kwestia czternastolatków
Chcę hajsu ziomek, jak każdy z nas
Nie dla lansu, na prąd, wodę i gaz
Jebać lapsów, co mają kieszonkowe nadal,
A chcą nam tu pokazać "Jak się nie sprzedawać"
Wypierdalaj, bo wiesz gówno o życiu,
I myślę, że nadal zostawiasz gówno w nocniku
Masz pusto w czajniku, jak podobni tobie
Nie szczędzi bluzgów rój hipokrytów
Co jest? Robię to, co należy do mnie
I dzień i noc, a ty i tak to ściągniesz!
Chcesz kraść co należy do mnie, koleżko?
Uważaj, bo jestem pod kreską

Każdego dnia wydaję ha-ha-ha-hajs!
Ty, tak jak ja, wydajesz ha-ha-ha-hajs!
Nie wiem jak nam to się wciąż udaje,
Bo każdego dnia pusto mam w kiermanie
Może jest inny świat za oceanem,
Ja wciąż niewiele mam i wciąż mi niewiele zostaje
Każdego dnia wydaję ha-ha-ha-hajs!
Ty, tak jak ja, wydajesz ha-ha-ha-hajs!
Nie wiem jak nam to się wciąż udaje,
Bo każdego dnia pusto mam w kiermanie
Może jest inny świat za oceanem,
Ja wciąż niewiele mam i wciąż mi niewiele zostaje
DAB:
Szybciej Gut bo tu baby robią rwetes
Stoi sut będzie stał fiut jest pretekst
Pomysłów nie zabraknie mi jak bletek
Ten roots łączy dzielnice jak Łokietek
Duży kaliber, ja pociągam za cyngle
Patrz na mnie bacznie jak kujon przez pingle
Wykładam rap rozdaje jak cuksy Gierek
Zdejmuje sztruksy i zakładam uniwerek
Chcesz się zapisać? Plan na dzisiaj
Technika rolacji, kamuflacja przemytnicza
Kolokwium o opium wredne jak liszaj
Jak zazwyczaj bez praktyki nie zaliczam
Czesne, ja nie płace, chętnie wezmę
Gaża, dobre warunki dla niej stwarzam
Pensje, o to zawsze są pretensje
Spal je, tylko rozwój liczy się finalnie.

Ref.
Nasz rap jest dużym chłopcem
Urodzonym tam ale wychowanym w Polsce
Ignoranci mają go za czarną owcę
Ale owca daje rade widać ją na łące
Twój syn zarywa całe noce
bo na zabitej wiosce ma do rapu dostęp
Twoja córka wydaje twe pieniądze
I bawi się moim poligamicznym dzwonkiem

DAB:
Rap to nie zabawa już, to nauka
Uczą o nim w szkole plus dają słuchać
Będzie jeszcze większy blues, tylko pukać
Fiskus cieszyć się będzie, a pies wszędzie niuchać
Hip-hop kultywuje praktykę poddańczą
Coraz lepsze pipy na mym teledysku tańczą
No co? Trzeba żyłkę mieć gospodarczą
Konkurencji klipy zakopuje na mym ranczo
A ty nie bądź taki sztywny, baunsik
Kiedyś byłeś piwny teraz jestes balauntansik
A ja jestem pan, podwajam dystansik
Patrz jak zagajam i zgarniam finansik
Docent ty to sobie sam lepiej oceń
Masz za mało stylu to ci dam trochę na procent
Doceń, bo nie wszystko złoto co migoce
Tylu słabych MC, słabych jakby pili ocet

Ref.
Nasz rap jest dużym chłopcem
Urodzonym tam ale wychowanym w Polsce
Ignoranci mają go za czarną owcę
Ale owca daje rade widać ją na łące
Twój syn przy kompie zarywa całe noce
bo na zabitej wiosce ma do rapu dostęp
Twoja córka wydaje twe pieniądze
I bawi się moim poligamicznym dzwonkiem

JOKA:
Bo to jest początek, gdy byłem małych chłopcem
Gdy byłem małym chłopcem to wszystko było proste
Konsekwentny postęp w schodzeniu na manowce
Zrobiłem procę, strzeliłem do typa na drodze
Taki był początek psychorapu w Polsce
Potem dorosłem, to moje co z domu wyniosłem
Dla wszystkich ślepych naboje miałem tylko ostre
Strzelałem tak jak pąki na wiosne
Bum bum w samą dziesiątkę
Miałem kolegów z nimi wiecznie na wybiegu (tak)
I paru wrogów po drugiej stronie globu
Robiłem rap a mówili o mnie łobuz
bo szerokie miałem spodnie i strzygłem się na globus
A gdy już byłem duży postanowiłem mury burzyć
Zmienić prawo żeby móc sobie zakurzyć
Do walki z wiatrakami ruszyć, tak możesz mówić
Ale miałem granat w ręku i odwagę by go rzucić

Ref.
Nasz rap jest dużym chłopcem
Urodzonym tam ale wychowanym w Polsce
Ignoranci mają go za czarną owcę
Ale owca daje rade widać ją na łące
Twój syn przy kompie zarywa całe noce
bo na zabitej wiosce ma do rapu dostęp
Twoja córka wydaje twe pieniądze
I bawi się moim poligamicznym dzwonkiem
Samotność to stan umysłu, nawet jeśli wokół Ciebie jest wielu
pamiętaj, nie każdy skoczy za Tobą w ogień, do celu
idziesz często przez najtrudniejszy szlak
na tym szlaku jesteś sam, wtedy trafia Cie szlag
bo słowo 'brat' często jest nadużywane
ilu z deklarowanych, tak, już dawno dało plamę
Co? dobrze to znasz, ja też dobrze to znam
kilka obietnic ma wartość, reszta to zwykły spam
wrzucam je do kosza, od razu kasuję z dysku
mówiłeś "pysku" a później dałeś mi po pysku
przyjaciel z chęci zysku, to standard nieodzowny
a prawdziwy przyjaciel jest bezinteresowny
i będzie przy Tobie bez względu na sytuację
do samego końca tchu, do ostatniej kropli krwi, wiesz, że mam racje
więc lokuj akcje tylko w wartościowych spółkach
i pierdol ten cały burdel na kółkach!

Ref:
Ilu przyjaciół miałeś wokół siebie ziomek?
Ilu odeszło, gdy bywało trochę gorzej, ziomek?
Nie mów mi "ziomek", bo gdy przyjdzie próby chwila
Odwrócisz się na pięcie i zapomnisz co to przyjaźń (x2)

Niczym karabin, słowami się bawi, naprawi tą scenę
bo zawiść to dla nich, jedyny cel, zanim rozkmini akapit
ja będę już dalej ziom!
I nie obchodzi mnie zdanie ogółu
bo taką płacę cenę za wyróżnianie się z tłumu
to co robię jest dobre i do ludzi dociera
oni są słabi tak jak anegdoty Strasburgera
wiem co to znaczy stracić wolność, Boże uchroń od błędów
kiedy ciężar samotności doprowadza do obłędu
pseudo koledzy, pamiętam to dobrze
nie pamiętałeś o mnie kiedy miałem źle, nie pamiętaj kiedy mam dobrze
ja mam się dobrze, bez takich ludzi u boku
okroiłem listę znajomych i teraz są w szoku
myślałeś, że co? że zapomnę o wszystkim
nigdy nie zapomnę, zostało tych kilku bliskich
to moje pyski, z nimi wychylam whiskey
przyjaźń po deskę grobową, choć nie znam ich od kołyski

Scratch’e:
Mówiłeś pysku, a później dałeś mi po pysku
Wiadomo przecież prawdziwych poznajemy w biedzie
Ilu przyjaciół miałeś wokół siebie ziomek?
Nie znam Cię ziomuś.
Dobrze to znasz? Ja też dobrze to znam
Ilu z deklarowanych tak już dawno dało plamę
Wiadomo przecież prawdziwych poznajemy w biedzie

Ref:
Ilu przyjaciół miałeś wokół siebie ziomek?
Ilu odeszło, gdy bywało trochę gorzej, ziomek?
Nie mów mi "ziomek", bo gdy przyjdzie próby chwila
Odwrócisz się na pięcie i zapomnisz co to przyjaźń (x4)
Mów co Chcesz co o mnie myślisz
dopisz też do czarnej listy
to już jest zamknięty dystryk
Dobrze wiesz Nic nie znaczysz
Mów co Chcesz co o mnie myślisz
dopisz też do czarnej listy
to już jest zamknięty dystryk
Dobrze wiesz twoje zdanie się nie liczy

Tak tak tak tak .Oceniaj a to przecież twoja domena
tak szkoda że brak Ci dystansu że doszło do dysonansu
Tak tak tak tak Krytykuj a trzymaj się stereotypów
tak szkoda że brak tolerancji i tak nie prowadzisz tu sankcji
Tak tak tak tak ignoruj nie warto psuć sobie humoru
tak szkoda że brak Ci szczerości daleko do doskonałości

Tak tak tak tak..(..mm..)
Tak tak tak tak..(..ooł..)
Tak tak tak tak ..(..łuuł..)
...Daleko do doskonałooości...

Mów co Chcesz co o mnie myślisz
dopisz też do czarnej listy
to już jest zamknięty dystryk
Dobrze wiesz Nic nie znaczysz
Mów co Chcesz co o mnie myślisz
dopisz też do czarnej listy
to już jest zamknięty dystryk
Dobrze wiesz twoje zdanie się nie liczy

Tak tak tak tak Oceniaj ja nie mam zamiaru się zmieniać
Nic ujać nic dodać
Tak tak tak tak Krytykuj nie da to żadnych wyników
To po mnie spływa jak wodaa

Patrzysz na mnie i co widzisz powiedz
możesz ujać to w jednym słowie
ja wiem że i tak mylisz się
mów co chcesz i komu chcesz prosze
ja żadnej sprzeciwów nie wnosze
bo wcale wcale wcale nie znasz mnie ..

Mów co Chcesz co o mnie myślisz
dopisz też do czarnej listy
to już jest zamknięty dystryk
Dobrze wiesz Nic nie znaczysz
Mów co Chcesz co o mnie myślisz
dopisz też do czarnej listy
to już jest zamknięty dystryk
Dobrze wiesz twoje zdanie się nie liczy
Ref.:
Nie wszystko jest takie łatwe
Pozory traktuj jak pułapkę
Masz zagadkę weź rozpoznaj co jest fałszem, a co faktem
Nie wszystko od razu widać we wszystkim iluzja zdradliwa
Wiem, że życie bardzo lubi oszukiwać

Pozory, które mnóstwo osób stwarza
Na co dzień wredne skurwysyny, a w niedziele do ołtarza
Z trudem PL 81, Feno wszyscy chórem
Pozory, nimi głowy se nie truje
Czujesz jestem typem człowieka
Mam coś powiedzieć wale prosto z mostu
Po co czekać, no po co
Inni ludzie mają się łudzić
Jestem wolny od pozorów, rąk nie muszę brudzić
Zgubić się wśród ideałów i przekonań
Raczej nie plusy i minusy, dużo doznań
Pamiętaj, że pozory nie zawsze kłują w oczy
Pilnuj się, żeby cię nikt nie zaskoczył

Ref.
Nie wszystko jest takie łatwe
Pozory traktuj jak pułapkę
Masz zagadkę weź rozpoznaj co jest fałszem, a co faktem
Nie wszystko od razu widać we wszystkim iluzja zdradliwa
Wiem, że życie bardzo lubi oszukiwać

Wiele rzeczy obok nas
Widzisz je przez cały czas
Myślisz, że je znasz a to atrapa
I naprawdę ciężko jest się w tym połapać
I odnaleźć fałszu ziarno
W rzeczywistości, w której dawno nic za darmo nie ma
Wiele rzeczy zwykła ściema
Ludzie kopią się w problemach
Przez pozory naprawdę często wszystko się pierdoli
Trudno, myślałeś, że trafisz do celu, było pudło
Tak jak w statkach, tak jest w bardzo wielu sytuacjach
Coś wygląda normalnie, w rzeczywistości to pułapka
Omijać je, to tylko jest w teorii proste
W praktyce trening czyni mistrza w każdym rzemiośle
Więc się uczę zbierać do kolejnych drzwi życiowych klucze
Chce się nimi posługiwać tak jak rzeźbiarz swoim dłutem
W końcu nie wiem, jako młody uczeń patrząc na świat chory
Czy uda mi się wygrać czy to może też pozory?
Czy to może też pozory?

Ref.
Nie wszystko jest takie łatwe
Pozory traktuj jak pułapkę
Masz zagadkę weź rozpoznaj co jest fałszem, a co faktem
Nie wszystko od razu widać we wszystkim iluzja zdradliwa
Wiem, że życie bardzo lubi oszukiwać

Pozory, pozornie wielu ludzi wiele rzeczy pierdoli
Ale tylko pozornie, bo gdy zostają sami
Ukrywają swoją twarz za swoimi dłoniami
Zasypując się myślami nad tematami
Które mimo tego, że dokładnie ich się tyczą
Twierdzą twardo, że o nich nie myślą
Z nimi się nie liczą w ogóle, jak myślisz jak mogłeś
Teraz na nich patrz, uliczny zabijaka
W domu w rękaw matki płacz, w szkole kujon
A wieczorem skurwysyny płacz (płacz) płacz (płacz)
Bo cie skrócę o łeb, teraz to pojąłem
Oni się boją pokazywać to co naprawdę czują
Bo nie wiedzą czy dobrze reagują
Odbierają, różne rzeczy odpierają
Pomoc nie zaprzeczysz, taka kolej rzeczy
Powiedź dokąd to prowadzi, sam na pewno nie dasz rady
Nie dasz rady, nie dasz rady

Ref.
Nie wszystko jest takie łatwe
Pozory traktuj jak pułapkę
Masz zagadkę weź rozpoznaj co jest fałszem, a co faktem
Nie wszystko od razu widać we wszystkim iluzja zdradliwa
Wiem, że życie bardzo lubi oszukiwać

Człowiek stwarza pozory, boi się, że życie przegra
Udaje twardego, choć nie jedna chwila wredna w życiu jego była
I jakiś etap zakończyła
Chociaż wewnętrznie kipi cały czas jak gejzer
To na zewnątrz nie da się go przejrzeć na wylot
Pozory mylą i z tą świadomością wszyscy ludzie żyją
Coś kryją w sobie, a na co dzień
Tyle pułapek jest ukrytych w każdej dobie
Że nie można ich zobaczyć za pierwszym spojrzeniem
Niech to będzie ostrzeżeniem, przypomnieniem o nich
Pozory, pamiętaj o nich, to przed nimi się obronisz
To przed nimi się obronisz

Ref.
Nie wszystko jest takie łatwe
Pozory traktuj jak pułapkę
Masz zagadkę weź rozpoznaj co jest fałszem, a co faktem
Nie wszystko od razu widać we wszystkim iluzja zdradliwa
Wiem, że życie bardzo lubi oszukiwać
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo