Popularne piosenki. Polski Hip Hop

(Diox)
Czasem chciałbym być wolny jak nad miastem ptaki
i łapie wolny oddech unosząc się nad blokami,
kurz osiada na laurach tych co przegrali,
w moich oczach blask trwa jak konsekwencja pracy,
Chciałbym unieść się jak one, poczuć w sobie moc,
Że w dowolnej chwili mogę odejść stąd,
Stanąć ponad grzechami, które rosną wciąż
i jak ptaki nad drzewami krążą z naszą krwią
widok miasta z lotu ptaka przeraża, bo
doskonale widoczną jest droga do cmentarza,
podobno wolność potrafi szlak odwracać,
więc głowę mam spokojną, powiewa biała flaga.
Tu gdzie niebo limitem nie czuje ograniczeń,
By unieść się zachwytem kroków chodnikiem,
Z atramentem na palcach, nadzieją w sercach,
Pióro, odwieczna walka bez krwi na rękach.

(Tomasina)
Spójrz w niebo, jaka niewykorzystana przestrzeń,
Wśród zwierząt widzę ptaki i gdzie jestem,
Ja, wśród marzeń co najwyżej
Bo kto by nie chciał wzbić się w powietrze,
Być tam,
Tak jak one czuć powietrza chłód, wiatr,
Przez moment być ponad tym wszystkim nad,
Taki czysty, nieskazitelny, wyrazisty,
pełny barw, zupełnie nie jak człowiek,
ludzie przykuli się do przyziemnych spraw,
czas się odmulić, wybrać ciepły kraj,
metaforą, nie domy ze szkła czy kart
bo marzenia można urzeczywistnić, a jak!
Ciężko się unieść bez skrzydeł,
Ciężej tym co nie wierzą w nic w ogóle,
Jakiś sprzeciw?
Nie, posłuchaj serca i uwierz,
Jak Keshi, zabiorę cię wyżej, wyżej.
Nie byłem nigdy gwiazdą klasy, koledzy mieli adidasy
Rodzicom było szkoda kasy, wiesz ile trzeba na to pracy?
Cztery paski w bluzie, tak jeden mam w bonusie, kurwa mać
marzył mi się świat, świat w którym znikną ludzie
Nie miałem super gadki do dziewczyn, byłem mniej fajny od reszty
Trochę za bardzo przycięty, daleko było mi do anoreksji
Słyszałem śmiechy za sobą, miałem problemy ze sobą
Myślałem przez parę lat, że wyleczy te kompleksy alkohol
Nie pomogło mi to - wcale! Świat wokoło psułem w szale
Do spokoju z każdym dniem miałem tylko coraz dalej
Musiałem znaleźć sens, zabrał mnie z tamtych miejsc dźwięk
Obudził we mnie talent i powiedział mi: "Leć"
Zmień swoje życie na lepsze, rozwiń te skrzydła na wietrze
Zostaw za sobą te szkolne korytarze, kompleksy i wreszcie
Weź się w garść! Zrozum ile jesteś wart
Walcz o swoje szczęście nawet jak niewiele daje Ci świat!"

REF :
Dlatego lecę dziś nad miastem jak ptak
Wysoko tak , wolny jak nigdy wcześniej
Zostawiam wam ziemskie więzienie i strach
Niesie mnie wiatr, ale być jedną z gwiazd nie chcę! [x2]

Nie szukałem drogi na szczyt , szukałem jej dokądkolwiek,
Ale w mig rośnie apetyt kiedy widzi się sny na horyzoncie.
Kto by nie chciał dotknąć nieba? Czuć się przez moment jak Bóg?
Wylecieć stąd jak rakieta, odwrócić się, spojrzeć w dół.
Kiedy pędzisz w górę czujesz tylko chłód w stawach,
Otacza cię mnóstwo chmur albo zimny jak lód granat.
Niby tyle gwiazd wokoło, wszystkie zachwycone są sobą.
Tacy jak ja mogą tylko patrzyć na ich blask stojąc obok.
Wszystko tu wygląda inaczej - po drugiej stronie lustra.
Niczego tu się nie złapiesz, w rękach zostaje pustka!
Czas płynie nieubłaganie, kiedy czasem wracasz do domu
To, o co toczysz tak walkę staję się grą pozorów.
U horyzontów zdarzeń wszystko traci kontury,
Ci którzy świecą najjaśniej blisko są czarnej dziury.
Czasem wystarczą sekundy, żebyś tam zgubił swe światło.
Trudno się leci do góry, ale też wrócić niełatwo.

REF :
Dlatego lecę dziś nad miastem jak ptak
Wysoko tak , wolny jak nigdy wcześniej
Zostawiam wam ziemskie więzienie i strach
Niesie mnie wiatr, ale być jedną z gwiazd nie chcę! [x2]

Wszystkie gwiazdy gasną - niszczy je cichy kat.
Giną nazwiska w dziennikach i przezwiska ze szkolnych lat.
W końcu wiele spraw już nie ma sensu i nie ma znaczenia.
Po dawnych kolegach z klas pozostaje ślad w klaserach
Na wyblakłych zdjęciach i tak już jest chyba ze wszystkim,
Gasną te światła na scenach, zapomina się teledyski.
Cóż, poszło i chyba już powoli łapię jak jest
Mój kosmos - nie tłumaczę bracie już na MySpace.
Nim to morze wkurwień i stres zmieni sztukę w komercję.
Może to rzucę jak Eis, hę? Czy to jest warte poświęceń, nie wiem
Goniłem swoje szczęście i grzęzłem coraz częściej w mule.
Kleiłem loop na pececie, zamiast wziąć samego siebie pod lupę.
Dziś czuje, że budzę się, przewartościowuję priorytety,
Resetuję grę, nie wiem kiedy wrócę - tyle miejsc muszę odwiedzić
Chcę się cieszyć życiem dziecka planety wśród gwiazd.
Nie wiem czy nie będzie mnie tydzień czy tu jestem ostatni raz.

REF :
Dlatego lecę dziś nad miastem jak ptak
Wysoko tak , wolny jak nigdy wcześniej
Zostawiam wam ziemskie więzienie i strach
Niesie mnie wiatr, ale być jedną z gwiazd nie chcę! [x2]
Kiedy patrzę w ich źrenice widzę własne odbicie
Wspomnienia które iskrzą jeszcze dziś oczy szklą
Mały pokój i ja modląc się za ciszą
Która była mi najbliższą rzeczą bliższą niż ona i niż on
Bliższą niż dom gdzie wyrosłem
Brak pieniędzy i alkohol niszczą proste
Ktoś powiedział mi opisz to opisuję
Nie wierzysz to spytaj moją siostrę ona też wie
Też pamięta boazerię na niej czerwień
Do dziś pewnie czeka aż ktoś kłótnie przerwie
Wiele razy uciekałem stamtąd uwierz znam to
Wiem co czuje dziecko myśli sobie biec bo
Jedyną myślą jest uciec stąd
Pamiętam późne popołudnie czwarte piętro
Im wyżej tym smutniej schody zamek kuchnię
Kiedy tak szedłem nieufnie patrząc czy alkohol cuchnie
Wiem jak boli i jak puchnie jeden Bóg wie o co były tamte kłótnie
Dziś nie pałam do nich gniewem lecz jednego jestem pewien
Ten dom to nie był eden ilu takich jak ja nie wiem
Nie dociekam lecz jako dziecko nie widziałem w nich człowieka wiedz to

ref.
A teraz śpij teraz śpij i zapomnij o tym
Co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś i
Pomyśl, że to sen, że to wcale nie działo się
Tak będzie lepiej śpij.

Drugie piętro w poniemieckiej kamienicy piękno ciszy zakłócone
Ktoś krzyczy to sąsiedzi z pietra
Mimo że byłem młody to pamiętam
Numer drzwi siódemka taka tam noc nie jedna
Jak ta ale do sedna
Spałem lulany przez mamę dopóki nie słyszałem różnych kłótni próżnych
Których nie rozumiałem czy to były omamy
Ze snu zerwany wlepiałem wzrok zaspany w mówiące ściany
Słyszałem głos kobiety nadęty facet krzyczał bez przerwy miał nerwy
Płacz dziecięcy niewyraźny choć tak ważny dla tysięcy rodziców
Tutaj był zbędny nie jak spirytus i goście
Ja owinięty w pościel myślałem bogu ducha winny malec po co komu łzy wylane
Pytanie za pytaniem przecież mogłem to być ja u mnie arkadia tam impra trwa
Huk szkła łamane krzesła słyszałem jak prosił lecz nikt nie przestał
Rano widziałem go pod brama z podrapana twarzą
Siedział na piłce pamiętam na rączkach sińce miał
Wspominam chłopca mieszkanie po nim to pustostan.

ref.
A teraz śpij teraz śpij i zapomnij o tym
Co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś i
Pomyśl, że to sen, że to wcale nie działo się
Tak będzie lepiej śpij.

Czarne opary nad miastem niczym mroczny zastęp zwiastowały burze
Jeszcze ja wpatrzony dłużej w taniec liści na wietrze
Oderwał mój wzrok chłopak w prującym się swetrze
Chciał schować się przed deszczem a światło latarni świeciło tuz nad nim
Zgadnij skąd spadły pierwsze krople
Widziałem sine policzki całe wilgotne na nich słone sople
A w nich utopione strach i smutek
Miałem zapytać po co nocą jak wyrzutek stoi pod drzewem
Lecz chyba zabrakło mi odwagi nie wiem
Cicho jak złodziej dalej siedziałem w samochodzie
I patrzyłem zza szyby na żywy obraz na bezbronne dziecko
I nikogo by strzec go na jego brudne dłonie i ubranie
Na zapłakane niewinne powieki miał wypieki pomimo chłodu
z powodu głodu zapadnięte policzki
Czemu nie wraca do domu
Jak myślisz?

ref.
A teraz śpij teraz śpij i zapomnij o tym
Co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś i
Pomyśl, że to sen, że to wcale nie działo się
Tak będzie lepiej śpij.
Nie wiem co z nami będzie, ale wiem jedno
Przy niej inne gwiazdy bledną
Dama nie ścierwo, tajfun nie drewno
Jesteś moją kokainą dziewczyno
Gdy ją widzę aż skacze mi tętno
Jak Bóg ją mógł uczynić tak ponętną
Uśmiech męką, rozstanie gehenną
Jesteś moją kokainą

Bo jej styl wiedzie prym jak białej wdowy dym
Ej weź powiedz im że chcę się rozkoszować nim
Ty pasujesz do mnie mała jak do tonicu gin
Ej daj się pokochać, przestań walić focha
Nie kupiłem ci kwiatów, ale ci napisałem rym
Nie odbierasz telefonu, nie otwierasz mi drzwi

Może po prostu oboje na zawsze skończymy
Bo kobieto wykończysz mnie ..

Ta kobieta mnie wykończy x8

Bo jej drugie imię to famme fatale
I rządzi tym wszystkim jak generał
Z zasady serce twarde jak stal
Mimo to poszukiwana jak święty Graal
Więc jeśli nie pech, choroba czy list gończy
Ja wiem na pewno, że ta baba mnie wykończy
I to nie jest wcale kwestia zerwanych łączy
Że nie możemy się dogadać kiedy gniew się włączy
Mimo że pamiętam jedne i drugie
Dobre i złe chwile przepalane szlugiem
Romantyczne spacery i te nocą po wódę
Wciąż nie wiem gdzie zgubiliśmy to co wywalczone z trudem
Późne wieczory i wczesne poranki na kanapie
Seks przy ostrym dance-hallu po kłótniach przy ciężkim rapie
Potem zaskoczenie, że to już na tym etapie
Chociaż żadne z nas nie przypuszczało że się na to złapię
Niestety nasza prawda dała się pokonać plotkom
Wiesz nie każde historie się tutaj kończą słodko
Dzisiaj powieszę na balkonie coś choćby zmokło
Tylko po to żeby znów nie patrzeć na jej okno...

[x8]
Ta kobieta mnie wykończy
[DonGuralEsko]
Znowu budzi się mój język by znowu zwyciężyć
Pełne auta towaru liczarki do pieniędzy
Gdzieś spomiędzy murów słów włóczędzy
Z Lufthansy do Benzy co palą w chuj benzyny
Intensywny Brud Boi sensytywny
Na ich inwektywy sram z mej perspektywy
Mam te spoko rymy i żaden loco nie powstrzyma mej lokomotywy
Choćby mu cierpły od koko tryby
Wzrok nieruchomy mam jak oko ryby
Paliłem haj z Maroko niby lecę wysoko niby ptak
Lecę wysoko niby ptak...
Ja upalam się rymami nie zachwycam się kitem
Między prawdą a Bogiem, między faktem a mitem
Dmucham z zachodnim wiatrem, nurkuję z bitem
Mówi ogniomistrz liter, alfabet mym dynamitem

[DonGuralEsko & Miodu]
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los

Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy nosi w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się, toczy, toczy się
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się, toczy, toczy się

[Miodu]
Proszę cię chodź, celebrujmy każdą z chwil
To nie był błąd, jesteśmy dokładnie jak ty
Masz głos, zamień teraz swój głos na krzyk
Ręce w górę, w imię życia chcemy żyć
Przez całe lata ludzie wbijają klin
Wciąż mają zatarg sami nie wiedzą z kim
Masz we mnie brata dopóki żyję tym
Pójdę razem z tobą jak w dym (posłuchaj syn)

Bourbaybay bourbaybay dla jednych tylko najba
Boso na trawie, dla drugich karaty, jacht i Maybach
Bourbaybay bourbaybay wszyscy porzućmy ból
Umarł król i niech żyje król i chuj w ból
BRA BRA tym napalonym mocno
BRA BRA wszystkim braciom i siostrom
BRA BRA od Poznania po Boston
Toczy się horoskop, mamy swój mikrokosmos

[DonGuralEsko]
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los

Nieważne czy to ponton, prom czy speedboat
Mówi Don DGE Blake Carrington
Wciąż płynę pod prąd wbrew trendom, hejtom
I wściekłym gębom, jadę z gawędą wciąż i trzymam tempo
Wciąż nie jest mi wszystko jedno
Chłopaki za mnie ręczą
Jestem legendą, szybuję jak w "Nad obręczą"
Gdzieś ponad tęczą - to tutaj brat
Jak Capone-n-Noreaga mam swój Dubai high
Bo mam flow wyższy od innych wieżowców
Szczególnie jeśli spalę trochę towcu
Robię nalot jakbym był w bombowcu
Kurwa dywanowy, chociaż lat nam przybywa nowych
Wciąż mam ten flow co urywa głowy
Mam ten pięciogwiazdkowy flow
Mistrz sztosu, boss bossów, Donkolosus

[DonGuralEsko & Miodu]
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los

Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los

[Miodu]
BRA BRA tym napalonym mocno
BRA BRA wszystkim braciom i siostrom
BRA BRA od Poznania po Boston
Toczy się horoskop, mamy swój mikrokosmos
Najtrudniej zobaczyć rzecz taką jest na prawdę,
sam się oszukujesz,
uważaj bo w cos wpadniesz,
nie zgadniesz, gdzie tkwiła przyczyna twojej klęski
nie oszukuj się, wiem ze za szczęściem tęsknisz,
życie nie pieści? proste!
więc popatrz na trzeźwo,
nie wmawiaj sobie głupot,
bo one nigdy prawdą nie będą,
przerwą będzie moment,
nie ufaj nerwom, omen
patrz dokładnie, a prawda będzie twoim tonem

Najtrudniej zobaczyć rzecz taką jest naprawdę, rozumiesz?
( rozumiem), naprawdę, najtrudniej, (w to) uwierz x2

Wyrzuciły ciebie morza fale? straciłeś jego łaski?
Nie zauważyłeś, wszedłeś na ruchome piaski
Chłodna analiza - bryza
Najtrudniej jest do błędu przed samym sobą się przyznać
Naiwne patrzenie na świat? Do czasu dobre
To fakt, Onar oko jest zawodne,
Zdarzenie, zdziwienie? uczy doświadczenie
Pamiętaj, nie wierz czemuś jak rzucone na to cienie
Nie widzisz, że to ludzka natura?
Nie przeżyje jak nie zrobi tobie koło pióra
Znajdziesz to wszędzie, ludzie różnego pokroju
Część co niedzielę wydeptaną drogą przekazuje znak pokoju
Życie wrogie, co chcesz robić na co dzień?
Doznawać porażek? mam dość takich wrażeń!
Rozszyfrowane twarze i gadka - skądś znam to
Nie wierzę im, bo to kłamstwo


Najtrudniej zobaczyć rzecz taką jest naprawdę, rozumiesz?
( rozumiem), naprawdę, najtrudniej, (w to) uwierz x2

Nie raz sam wmawiam sobie, że w następnej dobie co innego zrobię,
zapomnę o tobie, o przeszłości, od niej się uwolnię -
sam się oszukiwałem?!
chwila, wolniej...
Kto koło mnie jest? A kto powinien być?
Obok mnie nikogo, można tylko pięścią w ścianę bić!
Pomyśl nad sobą! Ja nad sobą myślałem! Okłamując się, co zyskałem?
Okłamujesz się, a wolisz rzeczywistość,
wątpisz w prawdę, w świata czystość,( nie dziwie się)
też mam tak,
rozgraniczenie - co urojenie,
a co prawda,
która czasem boli aż zanadto,
w to co wierzysz, to co widzisz,
nie zawsze równa się faktom,
zagadką nieraz prawda najłatwiejsza -
to co naprawdę boli, jest w głębi serca

Najtrudniej zobaczyć rzecz taką jest naprawdę, rozumiesz?
( rozumiem), naprawdę, najtrudniej, (w to) uwierz x4
Idę w świat by odnaleźć swe miejsce na ziemi,
Żyć się chce, nawet gdy ludzie w dobrych radach niemi.
Sami w sobie uwięzieni, ja dbam o wolność,
Czego szukam, krainy gdzie zwalczę ułomność.
Bo zatraciłem skromność a teraz chcę odzyskać,
Przyglądam się z bliska i co widzę zjawiska,
Ludzi opartych na zyskach, liczą na szczęście,
Tyrają coraz więcej, a życie na złość cięższe.
Gdzie ta miłość, o której mówi się tak lekko?
Wiadomo się upada, chce się upaść miękko.
Lecz podnieść idzie się nie prędko - taka reguła,
Czy przez to, że wciąż szukam odnajdę ten pułap?
Tu już nie ma odwrotu, krótka chwila na refleksje,
Świat dał mi już lekcję, z lekcji wnioski są kiepskie.
Więc chcę znaleźć swoje miejsce, w świat wyruszam,
Przewinienia skruszam, a czas nerwy wysusza,
By znaleźć większa pokusa niż w ogóle nie szukać,
Świat jest wielki i na wiele sposobów błędy wymusza.
Gdzie ta atrakcja która sprawia satysfakcję?
Wysyłam w konferencję swój świat jak w delegację.

Chciałbym odnaleźć swego świata kres,
Bym mógł poczuć czym tak naprawdę szczęście jest.
Chciałbym odnaleźć takie miejsce tu,
Gdzie w każdej chwili mógłbym powrócić znów.
Chciałbym odnaleźć swego świata kres,
Bym mógł poczuć czym tak naprawdę szczęście jest.
Chciałbym odnaleźć takie miejsce tu,
Gdzie w każdej chwili mógłbym powrócić znów.

To co było wczoraj jutro ponowi znaczenie,
Tego co było wczoraj jutro przecież nie zmienię.
Czy czekać na zbawienie czy wyjść mu na przeciw?
Podążam za przeznaczeniem więc wybrałem punkt trzeci.
Łódź, Szczecin, Berlin, Paryż, Waszyngton, Moskwa,
W każdym mieście, każdy zwrot zmienia swoją postać.
Ja chcę w Łodzi pozostać, szukając plusów u siebie.
Tu szanse największe bo o ulicy nic nie wiem.
Jest za wcześnie by mówić o tym, myśleć o tym,
Bo rzecz ta zakręcona jak na włosach papiloty.
Prosty motyw, co prostym nie będzie w praktyce.
Następna zasada - jak mam czym to się szczycę,
Chcę znaleźć szczęścia matryce i wciąż szukam.
Spostrzeżenia dukam, mój świat moja szalupa.
Przyjaciół grupa, co za cel wybrała ten punkt.
Odnajduję grunt gdzie niezrozumiały mój bunt,
Rośnie wartość jak funt, życia spokój,
W tym myślenia toku patrząc przez pryzmat hip-hopu.
Niby prosty nurt mimo jego wielkości,
Liczy się detalny hurt, co życie uprości

Chciałbym odnaleźć swego świata kres,
Bym mógł poczuć czym tak naprawdę szczęście jest.
Chciałbym odnaleźć takie miejsce tu,
Gdzie w każdej chwili mógłbym powrócić znów.
Chciałbym odnaleźć swego świata kres,
Bym mógł poczuć czym tak naprawdę szczęście jest.
Chciałbym odnaleźć takie miejsce tu,
Gdzie w każdej chwili mógłbym powrócić znów.
Nieważne ile ja lat mam
I jakie imię dane mi ziomek
Nieważny kolor skóry czy czapka
Nieważne tu też skąd pochodzę
Proszę cię Boże, ty mi pomożesz
Odgadnąć, co schowane w nas
Wiem, wobec zagrożeń to, kiedy mogę
Lubię też sobie zajarać hasz
Poczekaj zgasł
Dzięki ci ziomek za ten kilometr
Na którym taśma wydziela czas
Dzięki ci człowiek za to, że w moment
Można tu zmienić w ironię świat
Dzięki ci za to, że żyję, robię
W tym, co tu kocham Panie jak nikt
Dzięki ci za to, że imię twoje daje mi wiarę
A nie ten syf, nie tylko dziś
Dzięki ci za nas, dzięki ci za rap
Dziękuję za to, że mogę tu być
Żyć i się starać

Niektórzy ludzie mnie nienawidzą
a podają rękę kiedy z naprzeciwka idą
Reprezentuję żywioł, kanabinol, siebie, osiedle
by w końcu tu z rodziną żywot był jaki zechce
I dobrze wiem, matka mówiła mi - synu haruj
Wydałem siedem płyt, ziom w końcu stać mnie tu na Subaru
Wiesz nie dostałem darów, trzymam się z dala ekranu
i wszystko na kredycie tydzień w tydzień się weź zastanów
To jest życie, masz ofertę - wykręć numer, je zamów
jeśli kochasz życie, zamów życia milion kilogramów
To jedno na sto miasto, tu czuje zazdrość, sprawdź to
gdy gasną światła ktoś mi rysuje auto, znam go
Jest trupem, żadnej bajery nie kupię, skrót za skrótem
z tej dżungli trudno uciec, to prawa jak hazard
Bóg tu jest jako krupier, los sie powtarza, zagraża
nam serią tu wykluczeń, niektórzy ludzie
mi mają za złe, że po dwóch godzinach koncertu
nie chce im dać swej czapki z daszkiem
Nie licz na łaskę, nikt tego nie rozumie
że jeden kocha plastik, a ja hip-hop kulturę

[x2]
Some people are made of plastic
You know some people are made of wood

Niektórzy ludzie nie mogą znieść
że radzę sobie w życiu
Samemu zarabiając na chleb, wiem
Nie podoba się jak ubrany dziś człowiek jest
też nie ma co myśleć o tym, to psuje tlen
gdzie poruszam się, ej
Nie ma mowy żeby od tego uwolnił się trend
kiedy inni wyładowują na tobie gniew, stres
To tylko miasto gdzie każdy każdemu wytyka banknot
To jest pułapką, niektórzy nienawidzą mnie
bo tak wypadło znam to, każdy tu święty
Fani, co swych wybranych mają skitranych w MP3
To sępy, chuj z nimi, poklepywanie po plecach
Nie wykarmij rodziny, kpiny, pozwól wyleje to na vinyl
Czyny, jak idę z nimi kminisz drzwiami tylnymi
bo wszystko co ma, oddałem taśmę, znasz mnie
Hip-hop to moje życie, życie na cutach w Vestaxie
Z miastem zjednoczony w najniższych warstwach
Daj to na maxa brat, nie ma się czego bać
Pan jest z nami za każdym razem
gdy na tekst odpalam siuwaxa wariat
możesz nie lubić muzyki, jaka tu jest, ej
lecz zamknij mordę o mnie, bo nie wiesz, kim jestem

[x2]
Some people are made of plastic
You know some people are made of wood
Kiedyś było inaczej (ta), teraz jest inaczej
Kiedyś było inaczej (ta), kielecki park
Ludzie, których w tym momencie jest mi brak
Właśnie tak jest, a miało być tak pięknie
To dla przyjaciół za którymi tęsknie
Właśnie w tym sęk jest
Co tam się dzieje nie jest mi obojętne
Cała moja rodzina i wrogie mordy wstrętne
Miłość do ludzi, których tam zostawiłem
Z czasem bez was żyć się nauczyłem, no
Liryczny sentyment dopóki nie brak mi głosu
To dla was wszystkich, bliskich mi osób
Do przodu kurwa, krok za krokiem równam
Słuchaj to prawda, nie fałszywe gówna, ta

Refren:

A miało być tak pięknie
To dla wszystkich ludzi za którymi tęsknię
A miało być tak pięknie x2

Jak każdego roku u wszystkich tradycyjna
U mnie całkiem inna opowieść wigilijna
Za małolata połączony złotym krążkiem
Co po tym zostało, tylko łzy gorzkie (resztki
żalu)
A mówili nie martw się ziomalu
Kilka dni przed tym dniem zostałem sam jak paluch
Nie cofnę czasu, choć bym bardzo chciał
Co dla mnie przeznaczone było Bóg dał
Słyszałem jak matka mówi nie igraj z ogniem
Na miłość jest za wcześnie, nie dostaniesz jej
od niej
Nie słuchałem rad, choć robiło się chłodniej
Wtedy szybko płyną czas, teraz płynie wolniej
Na sali sądowej każdy kantem patrzył
Tacy młodzi, myśleliśmy, że jesteście starsi
Strzelali do mnie wzrokiem jak do tarczy
Nie będę więcej mówił (nie) już wystarczy

Powtózyć refren (2 razy)

Kiedyś było inaczej, teraz jest inaczej
Paluch:
Kochać i szanować nie musisz nic pierdol resztę na siebie licz,
Jak chcesz to napisz na życie diss
Ale nie płacz jak przegrasz ten beef
Jak chcesz to zmień się jak i pisz
Bądź kim chcesz jak się nie lubisz
Pamiętaj ziomków nie kupisz,
Zostaniesz sam jak z innych kipsz
Jak chcesz to ubierz mundur,
Idź pracuj na komendę
Nie zdziw się jak od ziomków dostaniesz Prosto na twarz flegme
Nic nie musisz więc za plecami pierdol brednie
Konsekwencje mogą boleć jak wbijane w oczy ciernie
Ty nie musisz nic więc nie szanuj ludzi
Pokaz jaki jesteś skurwiel i że masz życiowy luzik
Możesz już się nie obudzić chociaż napierdala budzik
Za późno na odwet sam się w swojej roli dusisz
Ty nie musisz nic więc sam rozwiąż swój problem
Jesteś narzędziem w ich rękach, bo jesteś kurwa młotkiem
Te wersy są proste więc do głowy mają dotrzeć
Rozpierdalam kajdany z mętalnej niewoli wyrosłem tej

Ref: 2x
Nie musisz nic
Ty rób co chcesz
I tak skończysz tak jak na to zasługujesz
Jak chcesz to grzesz
Nie chcesz spokojnie leż
To twoje życie siły na zamiary mierz

Kali:
Nie chcesz pić to nie pij
Nie chcesz jarać nie pal bo nie musisz nic
Nie daj się podkręcać bo najebany to nie zdziałasz nic
Cię pomielą pod celą stopklatka martwy życia bit
Zrozum że nie warto pierdol to bo to na wode pic
A idź w pizdu jak nie kumasz chłopaku nic
Niektórzy w letargu do końca swych dni tak będą śnić
Nie łapię cię za ramię ale wale ci z liścia na pysk
Ja się nacierpiałem nie idź w moje ślady zacznij żyć
Niech twe serce będzie jak kompas niech cię prowadzi idź
Nie daj sobą pomiatać nie daj sobie nigdy wmówić
Nie łam się dziewczyno niech twe oczy przestaną się szklić
Co się irytuje synek chyba pora by stąd iść
Skończ pierdolić że masz gorzej i że nie potrafisz nic
Niech te słowa do celu prowadzą jak ariadny nić
Pokoloruj swoje życie od nas w prezencie masz szkic
Nie musisz dziękować za nic bo przecież nie musisz nic

Ref: 2x
Nie musisz nic
Ty rób co chcesz
I tak skończysz tak jak na to zasługujesz
Jak chcesz to grzesz
Nie chcesz spokojnie leż
To twoje życie siły na zamiary mierz

Kali:
Ja nic nie muszę robię to co chce
Ja nic nie muszę robię to co chce
Ja nic nie muszę robię to co chce
Ty też kombinuj tak by nie znaleźć się na dnie
Ja nic nie muszę robię to co chce
Jestem sobą zawsze czy to noce czy to dnie

Ref: 2x
Nie musisz nic
Ty rób co chcesz
I tak skończysz tak jak na to zasługujesz
Jak chcesz to grzesz
Nie chcesz spokojnie leż
To twoje życie siły na zamiary mierz

Kali:
Ra pa pa pa pam Paluch Syntetyczna Mafia ejjj
Ra pa pa pa pam pam Kali Ganja Mafia ejjj
Ra pa pa pa pam Paluch Syntetyczna Mafia ejjj
Ra pa pa pa pam pam Kali Ganja Mafia ejjj
Ra pa pa pa pam Paluch Syntetyczna Mafia ejjj
Ra pa pa pa pam pam Kali Ganja Mafia ejjj
Ra pa pa pa pam Paluch Syntetyczna Mafia ejjj
Ra pa pa pa pam pam Kali Ganja Mafia ejjj
Beton jest szorstki jak nasze dłonie, chłodny jak usta kobiet
a historie które znam mijają się z Bogiem.
Sami mówimy o sobie choć nie ma o czym gadać
o szczyt walczysz latami w pół dnia z niego spadasz w dół.
Przesada w chuj pół na pół i dwa tyskie
nie ważne jakie problemy, za chwilę zapomnisz wszystkie je.
To wszystko czego chce ten dzieciak, tutaj na własnych śmieciach
tak żywot ten nam zleciał.
Na te piękności sprzed lat świat patrzy z wyrzutem
nikt już nie myśli o nich nawet, gdy myśli fiutem.
Po marzeniach został smutek, jedyny skutek tych marzeń
i pub, nasze własne centrum leczenia oparzeń.
Numer 2, z dala od wwa, serce śląska
gdzie przyszłość jak gleba jest ciemna i grząska, wiem.
Tu krótsze są promienie słońca,
jesteśmy inni, nikt nie pokochał nas do końca.

Dopóki jesteś tu ze mną to miejsce coś znaczy,
póki jeden z nas stoi reszta będzie z nim tańczyć
i nawet gdyby cały świat był nam wbrew (wiesz jak jest)
to nasza ziemia nasza matka i krew. x2
(nasza matka i krew...)

Słońce jest nisko jak my, wiatr chłodzi nasze skronie
gdyby świat nie był okrągły, to byłby jego koniec.
Szorstkie dłonie ścierają pot z czoła
doby są coraz krótsze, coraz ciężej im podołać.
Boga nie wołam już, wiesz? Mam zdarte gardło.
lux ex Silesia w tętnicach carbo
Artur mnie trzyma w pionie, inaczej bym poległ
upadki są coraz głośniejsze i dziwnie znajome.
Skronie pulsują, jak tych paru miast arterie
i dzieci ślepo wierne ślepo wierzą, w co niby pewne.
Niektóre chwile są piękne, to oddech nam daje
a ich wspominanie po latach staje się zwyczajem.
Ciśnienie nie ustaje wiesz, ono wzrasta
zamiast złotówek mamy w kieszeniach korony na kapslach.
Na pamięć znamy te miasta krew obija się o krtań
jesteśmy inni, nikt nie pokochał nas do końca.

Dopóki jesteś tu ze mną to miejsce coś znaczy,
póki jeden z nas stoi reszta będzie z nim tańczyć
i nawet gdyby cały świat był nam wbrew (wiesz jak jest)
to nasza ziemia nasza matka i krew. x2
(nasza matka i krew...)
Uaaa gdzie są kurwa pieniądze
Uaaa gdzie są kurwa pieniądze
Uaaa gdzie są kurwa pieniądze
Uaaa gdzie są kurwa pieniądze
Uaaa gdzie są kurwa pieniądze
Uaaa gdzie są kurwa pieniądze
Uaaa gdzie są kurwa pieniądze
Uaaa gdzie są kurwa pieniądze
Uaaa gdzie są kurwa pieniądze
Uaaa gdzie są kurwa pieniądze
Uaaa gdzie są kurwa pieniądze
Uaaa gdzie są kurwa pieniądze
Uaaa gdzie są kurwa pieniądze
Uaaa gdzie są kurwa pieniądze
Uuuaaaaaa
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo