Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Pokolenie autopromocji, wszystko chce tu i teraz
nie ma czasu na pieprzenie o cierpliwości
życie to bieg, kto nie biegnie umiera
nie ma czasu na zabawy w podchody, mamy tylko chwile na seks
albo w to wchodzisz albo cie tu nie ma, sorry
cały fejs już wie że jesteś eks
jesteś wyzwoloną kobietą jak przystało na nastolatkę
powiedz wszystkim poprzednim piętnastu partnerom też wklejałaś taką gadkę?
Masz zajawkę na grę w słoneczko? Chcesz słoneczko? Zaproszę tu paru kumpli
To że latasz z zadartą kiecką nie oznacza, że się kurwisz, luz chill
Nikt ci nie zabroni się puścić, cóż każdy tu chce żyć wygodnie
Daleko temu do prostytucji, to tylko czasem lód za spodnie
Facetom staje mózg w poprzek, masz swój okręt i jesteś na fali
Trudno tylko znaleźć w szkole takich kolegów co Cie nie dotykali

Ref.
STOP! Nie wiem gdzie zmierza ten świat, ale chyba to już nie mój kierunek
To mnie razi jak prąd, ja chyba znowu wolę iść pod prąd zamiast skakać w strumień
chyba nie czuje tego jak wy i nie potrzebuje tu już MTV
i Blu-Ray w miejscu tego DVD i nowej dupy co sobotę, a Ty?

Kiedyś miałeś jedną kasetę, każdy numer znałeś na pamięć
Teraz ściągasz jak popierdoleniec na raz całe dyskografie
I gigabajt po gigabajcie zapychasz dysk sam już nie wiesz czym
Tak z kilka lat by zajęło ci przesłuchanie choć raz twoich mp3.
Stary player cd kurzy się w kącie, a ty
spędzasz ponownie półtorej godziny przy kompie,
głowiąc się, co wyrzucić z ipoda. Mija dzień i się zmienia pogoda.
Trudno dobrać jest playliste. Mieścisz 55 płyt – chcesz wszystkie
Nie wyjdziesz stąd, bo nie wyjdzie to. Wciąż nie widzisz, że to dziwne, co?
Nie kojarzysz połowy ksywek, a co dopiero ich nowych nagrywek.
Dasz się pociąć za płytę roku, co? By ją zapomnieć za tydzień.
Też czasami myślę jak Ty i chce tych płyt. Najlepiej każdej i dzisiaj,
ale to jest wielki kit, uwierz mi. Na wszystko nam nie starczy życia

Ref.
STOP! Nie wiem gdzie zmierza ten świat, ale chyba to już nie mój kierunek
To mnie razi jak prąd, ja chyba znowu wolę iść pod prąd zamiast skakać w strumień
chyba nie czuje tego jak wy i nie potrzebuje tuż już MVP
i Blue Ray w miejscu tego DVD i nowej dupy co sobotę, a Ty?
Dziś zmienię swoje życie na lepsze,bo pieprze to wściekłe tempo.
Najpierw zjem obiad z rodziną, a na ten player płytę wrzucę tylko jedną
i wyjdę na zewnątrz, przejść się. Wciągnę powietrze do płuc i spojrzę w słońce
i wrócę się kochać z kobietą, która wie, że tylko dla niej tu jest miejsce koło mnie.

Dziś możemy mieć tak wiele, ale po co niby jest nam aż tyle?
Może czasem zamiast za wszelką cenę biec na przedzie lepiej zostać w tyle?
Podobno liczą się chwile tylko, bo podobno życie mija szybko.
Skoro tak, po co nam jeszcze większy pęd, jeszcze większy stres, i to wszystko?
Po co nam ten fałszywy obraz modelki z bulimią czy anoreksją,
wygładzonej przez photoshopa, zabijającej samoocenę dziewcząt?
Po co nam to chore tempo, co nie daję nam nawet już jeść z rodzinami?
Wszystko na wczoraj, wszystko prędko. Piekło będzie też z mikrofali?
A może piekło jest już tu, nadawane w HD "TV Belzebub"
My miotamy się w szale i sam nie wiesz już ile masz,
ale mówisz sobie: "więcej kup"
Facebook - widzisz ile w nim boga? To już kult, czy to tylko wygoda?
Czy musimy mieć wszystko? Zobacz. Może czasem ci wystarczy połowa.

Ref.
STOP! Nie wiem gdzie zmierza ten świat, ale chyba to już nie mój kierunek
To mnie razi jak prąd, ja chyba znowu wolę iść pod prąd zamiast skakać w strumień
chyba nie czuje tego jak wy i nie potrzebuje tuż już MTV
i Blue Ray w miejscu tego DVD i nowej dupy co sobotę, a Ty?
Dziś zmienię swoje życie na lepsze,bo pieprze to wściekłe tempo.
Najpierw zjem obiad z rodziną, a na ten player płytę wrzucę tylko jedną
i wyjdę na zewnątrz, przejść się. Wciągnę powietrze do płuc i spojrzę w słońce
i wrócę się kochać z kobietą, która wie, że tylko dla niej tu jest miejsce koło mnie.
Nie byłem nigdy gwiazdą klasy, koledzy mieli adidasy
Rodzicom było szkoda kasy, wiesz ile trzeba na to pracy?
Cztery paski w bluzie, tak jeden mam w bonusie, kurwa mać
marzył mi się świat, świat w którym znikną ludzie
Nie miałem super gadki do dziewczyn, byłem mniej fajny od reszty
Trochę za bardzo przycięty, daleko było mi do anoreksji
Słyszałem śmiechy za sobą, miałem problemy ze sobą
Myślałem przez parę lat, że wyleczy te kompleksy alkohol
Nie pomogło mi to - wcale! Świat wokoło psułem w szale
Do spokoju z każdym dniem miałem tylko coraz dalej
Musiałem znaleźć sens, zabrał mnie z tamtych miejsc dźwięk
Obudził we mnie talent i powiedział mi: "Leć"
Zmień swoje życie na lepsze, rozwiń te skrzydła na wietrze
Zostaw za sobą te szkolne korytarze, kompleksy i wreszcie
Weź się w garść! Zrozum ile jesteś wart
Walcz o swoje szczęście nawet jak niewiele daje Ci świat!"

REF :
Dlatego lecę dziś nad miastem jak ptak
Wysoko tak , wolny jak nigdy wcześniej
Zostawiam wam ziemskie więzienie i strach
Niesie mnie wiatr, ale być jedną z gwiazd nie chcę! [x2]

Nie szukałem drogi na szczyt , szukałem jej dokądkolwiek,
Ale w mig rośnie apetyt kiedy widzi się sny na horyzoncie.
Kto by nie chciał dotknąć nieba? Czuć się przez moment jak Bóg?
Wylecieć stąd jak rakieta, odwrócić się, spojrzeć w dół.
Kiedy pędzisz w górę czujesz tylko chłód w stawach,
Otacza cię mnóstwo chmur albo zimny jak lód granat.
Niby tyle gwiazd wokoło, wszystkie zachwycone są sobą.
Tacy jak ja mogą tylko patrzyć na ich blask stojąc obok.
Wszystko tu wygląda inaczej - po drugiej stronie lustra.
Niczego tu się nie złapiesz, w rękach zostaje pustka!
Czas płynie nieubłaganie, kiedy czasem wracasz do domu
To, o co toczysz tak walkę staję się grą pozorów.
U horyzontów zdarzeń wszystko traci kontury,
Ci którzy świecą najjaśniej blisko są czarnej dziury.
Czasem wystarczą sekundy, żebyś tam zgubił swe światło.
Trudno się leci do góry, ale też wrócić niełatwo.

REF :
Dlatego lecę dziś nad miastem jak ptak
Wysoko tak , wolny jak nigdy wcześniej
Zostawiam wam ziemskie więzienie i strach
Niesie mnie wiatr, ale być jedną z gwiazd nie chcę! [x2]

Wszystkie gwiazdy gasną - niszczy je cichy kat.
Giną nazwiska w dziennikach i przezwiska ze szkolnych lat.
W końcu wiele spraw już nie ma sensu i nie ma znaczenia.
Po dawnych kolegach z klas pozostaje ślad w klaserach
Na wyblakłych zdjęciach i tak już jest chyba ze wszystkim,
Gasną te światła na scenach, zapomina się teledyski.
Cóż, poszło i chyba już powoli łapię jak jest
Mój kosmos - nie tłumaczę bracie już na MySpace.
Nim to morze wkurwień i stres zmieni sztukę w komercję.
Może to rzucę jak Eis, hę? Czy to jest warte poświęceń, nie wiem
Goniłem swoje szczęście i grzęzłem coraz częściej w mule.
Kleiłem loop na pececie, zamiast wziąć samego siebie pod lupę.
Dziś czuje, że budzę się, przewartościowuję priorytety,
Resetuję grę, nie wiem kiedy wrócę - tyle miejsc muszę odwiedzić
Chcę się cieszyć życiem dziecka planety wśród gwiazd.
Nie wiem czy nie będzie mnie tydzień czy tu jestem ostatni raz.

REF :
Dlatego lecę dziś nad miastem jak ptak
Wysoko tak , wolny jak nigdy wcześniej
Zostawiam wam ziemskie więzienie i strach
Niesie mnie wiatr, ale być jedną z gwiazd nie chcę! [x2]
Nie musisz mówić mi, że jest ci ciężko, co z tego
Nic nie robisz, nie masz nic i nie zmieniasz niczego
Mówisz mi, że palenie zastępuje rzeczywistość
Wzbudzasz litość i czarno widzę twoją przyszłość
Czas pokazać zajebistość, a ty ciągle narzekasz
Nie masz miejsca w życiu, w dziwne trendy uciekasz
Stary nie ma co czekać
Rzeczywistość cię przerasta
Wybrałeś etap, w którym na sukces ci szansa zgasła
Po raz kolejny zonk i zamiast wziąć się do pracy
Znów nie masz racji, bez tego nie poczujesz kasy
Bo darmo nikt ci nie da, i zostaną marzenia
Zamiast narzekać zrób coś i zacznij świat swój zmieniać
Do zobaczenia (do zobaczenia)
Mówisz, że trudno się pokazać
Bezczynność wypala cię i nic się nie starasz
Chcesz płytę nagrać zaraz, nic nie przychodzi od razu
Nie otworzysz drzwi dopóki nie otworzysz zasuw
To za mało czasu
Powoli wchodź po swej drabinie
I konsekwentnie rób to co sobie założyłeś
Wiem, że jest trudno, lecz jeśli nie złamiesz schematów
Tylko przez lornetkę zobaczysz drogę do lepszych czasów

Ref.: Nie otworzysz drzwi dopóki nie otworzysz zasuw
Zrozum mnie dobrze, nie ma dróg na skróty, nie ma,
Daj sobie czas na poznanie prawdy
Zamiast narzekać rób coś i zacznij świat swój zmieniać x2

Czekasz na swoją szansę, ale nikt ci jej nie da
Dopóki nic nie zrobisz i sam sobie będziesz schlebiał
Nie dojdziesz do niczego nawet przez siedmiomilowe buty
Zrozum mnie dobrze, niema dróg na skrót, nie ma
Dosyć pieprzenia o tym co możesz zdobyć
Nie robisz nic, ale nadal myślisz, co by było
Gdyby to wszystko się inaczej ułożyło
Gdybyś, to dotknął z bliska, teraz żal ci dupę ściska
Widzisz, nie dla każdego tak bywa
Zrozumiesz to, kiedy rym sam w ustach będzie pływał
Poczekaj, daj sobie czas na poznanie prawdy
Wtedy będziesz wiedział
Że dla ciebie błyszczą się te gwiazdy
Że odbicie w lustrze żadnych kłamstw nie chowa
Spróbuj to znaleźć i rozpuszczać dalej w życie słowa
Czas ucieka, jak w klepsydrze piasek
Zobaczysz kasę, jak człowiek, który przywdział milion masek
Marzą się lepsze dni, one przyjdą z czasem
Wystarczy ruszyć dupę i pokazać klasę
To ten obrazek, który ja widzę stale
Trzeba to gówniane życie popchnąć dalej

Ref.

Kolejny wieczór narzekasz, ale nie masz podstaw
Przegrałeś, jeśli dupa do tej ławki ci przyrosła
I nie wstaniesz jeśli dalej będziesz ślepy
Starczy wiek ci zostanie i mentalność mazepy
Niestety, otwierasz oczy tylko na podniety dziwne
Myślisz naiwnie i sam sobie robisz krzywdę
Chcesz być primem, najpierw kup sobie pierwszą płytę
Dokładnie naucz się kleić sample z bitem
Oryginalność i praca to niech będzie twój priorytet
Nie od twarzy jak igła, z wosku dźwięki w nim wyryte
Zobacz chłopak, od razu lepiej czyż nie?
Potem powiesz spełniłem mego życia marzenia wszystkie
Po co iść na łatwiznę
Warto czasem złapać bliznę, od życia
By unieść ręce wraz z ostatnim gwizdkiem
Znowu zachodzi słońce jestem w jednym z miast,
stoję na peronie dworca, który mierzy czas,
wiem, że jesteś sama tak jak ja jestem sam
trzymam w ręku telefon numer doskonale znam
Numer sprzed lat, numer który wiele słyszał
obietnice bez pokrycia, które pękły jak klisza
przed oczami mam obrazy, których nikt nie widział,
ale wszystko to proch gdy na ziemię spada kryształ
myślę by zadzwonić wciskam pierwszą z cyfr
kilka lat życia mija, nim wybiorę drugą z nich
wszystko się przewija mija jak sekundowy film
mija czas, mijam ja, życie mija w kilka chwil
widzę Twoją twarz w obrazach naszej przeszłości
Twoje oczy, gdy mówiłem szczerze o miłości
Twoje oczy, gdy układaliśmy wspólnie plany
te w których nie było nienawiści i zdrady

Tak wiele mam Ci dziś do powiedzenia
Wiem, tamten czas minął bezpowrotnie
Tak być musiało, Ty najlepiej sama wiesz
Tamte dni to przeszłość, dziś to wszystko wraca..

Zanim wybiorę trzecią z cyfr w telefonie
wchodzę w kolejną dobę, puste serce jak peron
wypełniam je nadzieją, że kiedyś Ci opowiem
i wybaczysz mi wszystko między prawdą a betonem
każdy mój wers był dedykowany Tobie
w jej oczach widzę błysk, dziś sam nie wiem co niosę
upadki tak niskie, że nie dostrzegę okiem ich
patrząc na ziemię ze wstydu spuszczając głowę i
kolejne dwie wybieram ruchem z pamięci
cztery pięć sześć pięć cztery, świat się kręci
wiem ile nadziei zbudowałem przez lata
wiem ile zrujnowałem, widzę że świat zawraca
wiem ile trosk, łez, bólu wiele niosłem
zapiszę to na wosk(?) to Ty tworzysz historię
zanim wybiorę ostatnie dwie i zadzwonię
numer jeden, podpowiada książka w telefonie

Tak wiele mam Ci dziś do powiedzenia
Wiem, tamten czas minął bezpowrotnie
Tak być musiało, Ty najlepiej sama wiesz
Tamte dni to przeszłość, dziś to wszystko wraca..

Dzwoniłem wiele razy, nie raz z problemami
Twój głos dodawał mi zawsze nadziei i wiary
nadziei w lepsze jutro, wiary że damy radę
z lojalnym składem tylko Ty dałaś radę
ja nie koniecznie jak spinacz o siódmej rano
jestem z tych co późno zasypiają, późno wstają
Ten kac jest moralny, ten stan jest fatalny
ten plan, który miałem nie staje się triumfalny
przedostatnia cyfra, ja czuję się ostatni
gdy wybieram ostatnią to tonę na dnie jak statki
strach na pokładzie, gdzie jestem kapitanem
ja wziąłbym Cię za rękę i chętnie poszedł dalej
nie mam odwagi pytać czy mi wybaczysz
nie mam odwagi mam tylko strach w oczach
nie mam odwagi pytać czy mi wybaczysz
chcę Ci powiedzieć, że zawsze będę Cię kochał

Tak wiele mam Ci dziś do powiedzenia
Wiem, tamten czas minął bezpowrotnie
Tak być musiało, Ty najlepiej sama wiesz
Dziś to wszystko wraca.. Przepraszam..
Hemp Gru uderza jak z nieba grom
Na ten syf czekał niejeden ziom
To dla tych którzy wciąż pytają o nowe produkcje
Dla tych którzy ze mną pracowali na ten sukces
Co przyniesie jutro dowiem się już wkrótce
Budzisz się po wódce nie chcesz patrzyć w lustro
Na stole flacha pusta tak jak w bani pusto
Włóż to wyjdź na zewnątrz zobacz jak jest ślicznie
Wilk toksyczny niebezpieczny psychicznie
Ze skrętem klasycznie na zielonej diecie
Pozostaję człowiekiem w tym zatrutym świecie
Źle cię zrozumieją okrzykną prowodyrem
To cena którą płacę za prawdę ot tyle
Na szczęście chroni mnie opatrzność boża
Chcą mnie kontrolować lecz ja jestem poza
Naturalny chaj a nie żaden prozak
Na zawsze JLB
W moim sercu loża honorowa
Dla mych ludzi HG prawdziwe słowa
Czaisz temat za mną ekstraklasa
Trzymam prymat czujesz klimat
Oto sztuka nasza
Szanuj lub odejdź rapu cała masa
CHWDP dziwko ssij WDZ zaprasza

Właśnie tak
Hemp Gru joint WWO

Ref. x2
Wilku Wilku jest poza kontrolą
Bilon Bilon jest poza kontrolą
Sokół Sokół jest poza kontrolą
Hemp Gru joint w twoim oku solą

[tylko teksty.tk]

Nadszedł koniec tej zbiorowej hipnozy
Wokoło bandy ćpunów
Desperaci wpierdalają psychotropy
Przy bramie żul od rana dłubie kipie
Myśli jak tu wykręcić na kolejny likier
Ta świruje cnotę jest porządna
Masz flotę żądna
Zawijasz na hotel i za chwilę wraca
Do swojego gacha
Brud nuda i obłuda splazowana macha
Syf sfiksowana bania
W świecie gdzie rząd walczy o stołki
Ślizga się na ludzkiej krzywdzie
Rzuca tu śmiga
I będzie wciąż się migać
Aż chce się rzygać
Rzeczywistość groza
Jestem w środku a także i poza
Poza prawem wciąż poza kontrolą
Hemp Gru joint jest w twoim oku solą

Ref. x2
Wilku Wilku jest poza kontrolą
Bilon Bilon jest poza kontrolą
Sokół Sokół jest poza kontrolą
Hemp Gru joint w twoim oku solą

Największy syf to dać sobą sterować
Wiele rzeczy może cię kontrolować
Monitoring na ulicach
Badania na komisjach
Wódka szlugi oraz towar spokojna głowa
Jestem poza kontrolą bo sam się umiem opanować
Mowa niepodległy chłopak
Choć iluzją jest wolność stuprocentowa
Bo zawsze mogę być więźniem własnego słowa
Połowa ludzi dookoła to statyści
Wypełniają przestrzeń nie posiadają myśli
Myślą to co pomyśleć powinni
Oni boją się że ktoś przemyśli ich pomysły
Jestem poza tym komicznym układem
Dam radę ty wiesz co na to kładę
Wilku Bilon elo przybijamy grabę
Naturalnie i naprawdę na zawsze
Uzależnienie i kontrolą cudzą kocham
Mocno w dupę
Jednym ruchem zmieciemy dziadostwo
Na oriencie na gapę prosto
WWO HG elo Prosto
[ Chada ]
Jest nas dwóch, jeden uprzejmy i ułożony
Drugi nieprzystosowany, nieco wykolejony
Pierwszy dotrzymuje słowa i spójnie skleja zdania
Drugi często sie umawia, i nie oddzwania
Pierwszy omija melanże i trzyma od nich z dala
Drugi dzwoni do dilera, znowu odpala
Pierwszy wstaje już o świcie i idzie na siłownię
Drugi budzi gdy sie ściemnia, czuje sie podle
Pierwszy uda sie do studia i poodkurza kwadrat
Drugi poodkurza z lustra, znów nic nie nagra
Pierwszy kłania sie sąsiadom i stołuje jak ludzie
Drugi ciśnie z typem w windzie, jada w fast foodzie
Pierwszy odkłada pieniądze i wyświadcza przysługi
Drugi trwoni cały szelest, popada w długi
Pierwszy wieczorami z książką, pyta czy jesteś wolna
Drugi hamski i wulgarny, znów odpala yourporna

Jest nas dwóch, chyba wystarczy
Pierwszy odnosi sukcesy, drugi wraca na tarczy
Któryś budzi się na kacu, nerwowo pali szlugi
Zdaje się, że to ten pierwszy, a może to ten drugi
Jest nas dwóch, chyba wystarczy
Pierwszy odnosi sukcesy, drugi wraca na tarczy
Któryś prawi uprzejmośći i żyje pośród wierszy
Zdaje się, że to ten drugi, a może to ten pierwszy

[ Chada ]
Jest nas dwóch, jeden ma wsparcie i wierzy w Boga
Drugi znowu w pojedynkę odwiedza psychologa
Pierwszy pracuje nad płytą i bardzo stara
Drugi pójdzie się napiję, znów poużala
Pierwszy zadzwoni do matki i odwiedzi ją w święta
Drugi pójdzie w melanż z ziomkiem, nic nie pamięta
Pierwszy zagra dobry koncert i pozdrowi ekipę
Drugi znowu sie najebie, odstawi lipę
Pierwszy złoży Ci życzenia, jak trzeba przyzna rację
Drugi złoży, ale puste deklaracje
Pierwszy umie wyhamować i powiedzieć nie wolno
Drugi miewa z tym problemy, pierdoli skromność
Pierwszy weźmie Cię pocieszy i nie używa wyzwisk
Drugi jeszcze Cię pogrąży, utonie w hipokryzji
Pierwszy kiedy sie wywrócisz to powie, że współczuje
Drugi kurwa bez wahania podejdzie i sfauluje

Jest nas dwóch, chyba wystarczy
Pierwszy odnosi sukcesy, drugi wraca na tarczy
Któryś budzi się na kacu, nerwowo pali szlugi
Zdaje się, że to ten pierwszy, a może to ten drugi
Jest nas dwóch, chyba wystarczy
Pierwszy odnosi sukcesy, drugi wraca na tarczy
Któryś prawi uprzejmośći i żyje pośród wierszy
Zdaje się, że to ten drugi, a może to ten pierwszy

[ Pezet ]
Pierwszy życie ma uczciwe i zasady ma prawdziwe
Drugi idzie na łatwiznę, woli jakiś szybki biznes
Pierwszy pieprzy narkotyki, odstawił też alkohol
Drugi lubi złe nawyki, znowu włóczy się gdzieś nocą
Pierwszy jest dobrze ubrany, oczytany
Drugi trzeci dzień nachlany, no i przez to kurwa sam jest
Pierwszy jeszcze wierzy i wysoko mierzy
Drugi myśli, że mu się należy, co chce to bierze
Pierwszy niby lepszy, ale chyba jakiś mniej ciekawy
Drugi pisze lepsze wersy, ale robi to rzadziej
Pierwszy zapłacił rachunki, pozałatwiał wszystkie sprawy
Drugi znów popadł w długi, w klubie dłużej zabawił
Pierwszy kocha tą jedyną, do kina chodzą często
Drugi z drugą wali klina, albo odwiedzają sex shop
Niestety pierwszy jest tym drugim, a ten drugi pierwszym
I nawzajem się nie lubią, choć mieszkają w jednym

Jest nas dwóch, chyba wystarczy
Pierwszy odnosi sukcesy, drugi wraca na tarczy
Któryś budzi się na kacu, nerwowo pali szlugi
Zdaje się, że to ten pierwszy, a może to ten drugi
Jest nas dwóch, chyba wystarczy
Pierwszy odnosi sukcesy, drugi wraca na tarczy
Któryś prawi uprzejmośći i żyje pośród wierszy
Zdaje się, że to ten drugi, a może to ten pierwszy
Ciągle się przemieszczam,
uciekam przed słońcem i deszczem,
jeżdżę, nie wiem kiedy skończę nareszcie,
gdzie mieszkam, gdzieś tam w jakimś mieście,
jak królewna śnieżka za siedmioma, w swym królestwie. [x2]

Siema, egzystencjalny dylemat mam, nie mam
To jak w domu a nie tu czy tam, ściema.
Naszym domem ziemia, rzeczy stan zmienia, wielka niewiadoma istnienia.
To podróże, małe i duże, z aniołem stróżem, na górze, przy zmiennej koniunkturze.
Nadal służę, tej subkulturze, na własnej skórze to poczuj i nie trzyj oczu.
Kolejny wątek, gdzie tego początek,
przez ile dziesiątek kilometrów trwonię swój majątek.
Tak co piątek stanowię wyjątek, znów pyta rozsądek gdzie leży mój świata zakątek.
Dokąd zmierzam i skąd wracam, dróg nie skracam, w kółko praca.
Czasem przekraczam limit, czasem zbaczam, ale na czas zawracam.
Ile czasu na tym spędzę, pytanie pada coraz częściej.
Ja czym prędzej się przekręcę nim dowiem się gdzie moje miejsce.

Ciągle się przemieszczam,
uciekam przed słońcem i deszczem,
jeżdżę, nie wiem kiedy skończę nareszcie,
gdzie mieszkam, gdzieś tam w jakimś mieście,
jak królewna śnieżka za siedmioma, w swym królestwie. [x2]
Kiedyś było inaczej (ta), teraz jest inaczej
Kiedyś było inaczej (ta), kielecki park
Ludzie, których w tym momencie jest mi brak
Właśnie tak jest, a miało być tak pięknie
To dla przyjaciół za którymi tęsknie
Właśnie w tym sęk jest
Co tam się dzieje nie jest mi obojętne
Cała moja rodzina i wrogie mordy wstrętne
Miłość do ludzi, których tam zostawiłem
Z czasem bez was żyć się nauczyłem, no
Liryczny sentyment dopóki nie brak mi głosu
To dla was wszystkich, bliskich mi osób
Do przodu kurwa, krok za krokiem równam
Słuchaj to prawda, nie fałszywe gówna, ta

Refren:

A miało być tak pięknie
To dla wszystkich ludzi za którymi tęsknię
A miało być tak pięknie x2

Jak każdego roku u wszystkich tradycyjna
U mnie całkiem inna opowieść wigilijna
Za małolata połączony złotym krążkiem
Co po tym zostało, tylko łzy gorzkie (resztki
żalu)
A mówili nie martw się ziomalu
Kilka dni przed tym dniem zostałem sam jak paluch
Nie cofnę czasu, choć bym bardzo chciał
Co dla mnie przeznaczone było Bóg dał
Słyszałem jak matka mówi nie igraj z ogniem
Na miłość jest za wcześnie, nie dostaniesz jej
od niej
Nie słuchałem rad, choć robiło się chłodniej
Wtedy szybko płyną czas, teraz płynie wolniej
Na sali sądowej każdy kantem patrzył
Tacy młodzi, myśleliśmy, że jesteście starsi
Strzelali do mnie wzrokiem jak do tarczy
Nie będę więcej mówił (nie) już wystarczy

Powtózyć refren (2 razy)

Kiedyś było inaczej, teraz jest inaczej
To frikadelik /2x

ref: Jesteś lekiem na całe zło
nadzieją na przyszły rok

I nie ważne kto
Nie ważne co
zawsze znajdziesz lek
by zwalczyc zło

1. Gdy głupota z biedą juz cie mają
odwracasz się i patrzysz jak inni udają,
bzdury gadają,
chcą brać wszystko nic nie dają

Na koncertach krzyczysz
"więcej czadu"
bo szukasz zmian
ja też to uczucie znam
nie jesteś sam.
Szukasz leku ja ten lek tobie dam

to frikadelik/2x

ref: Jesteś lekiem na całe zło
nadzieją na przyszły rok

2. Skąd go brac i czym on jest
zajrzyj w siebie przecież wiesz pamiętasz
zazywałes go nie raz
może nie do końca siebie znasz
wiesz pomoze ci znajoma twarz.
Uśmiech i blask twoich ludzi których kochasz
piękno jest w tobie więc je pokaz
naturalnie, żyj szczerze ja w sztucznosć nie wierze
Pokaz siebie!
Ja od zawsze robie swoje
gdy na scenie stoje
zaznaczam sie w historii
jak wojna o Troje i kiedy w moim ręku jest mikrofon to
kocham to
robie to
to moj lek na całe zło

Kiedy publika rusza się jak powiew
wszyscy powtarzają słowo po słowie
wtedy wiem że żyje
i robie to co powienieniem
a każdy obcy teren jest moim terenem

ref: Jesteś lekiem na całe zło
nadzieją na przyszły rok

to frikadelik
Nieważne ile ja lat mam
I jakie imię dane mi ziomek
Nieważny kolor skóry czy czapka
Nieważne tu też skąd pochodzę
Proszę cię Boże, ty mi pomożesz
Odgadnąć, co schowane w nas
Wiem, wobec zagrożeń to, kiedy mogę
Lubię też sobie zajarać hasz
Poczekaj zgasł
Dzięki ci ziomek za ten kilometr
Na którym taśma wydziela czas
Dzięki ci człowiek za to, że w moment
Można tu zmienić w ironię świat
Dzięki ci za to, że żyję, robię
W tym, co tu kocham Panie jak nikt
Dzięki ci za to, że imię twoje daje mi wiarę
A nie ten syf, nie tylko dziś
Dzięki ci za nas, dzięki ci za rap
Dziękuję za to, że mogę tu być
Żyć i się starać

Niektórzy ludzie mnie nienawidzą
a podają rękę kiedy z naprzeciwka idą
Reprezentuję żywioł, kanabinol, siebie, osiedle
by w końcu tu z rodziną żywot był jaki zechce
I dobrze wiem, matka mówiła mi - synu haruj
Wydałem siedem płyt, ziom w końcu stać mnie tu na Subaru
Wiesz nie dostałem darów, trzymam się z dala ekranu
i wszystko na kredycie tydzień w tydzień się weź zastanów
To jest życie, masz ofertę - wykręć numer, je zamów
jeśli kochasz życie, zamów życia milion kilogramów
To jedno na sto miasto, tu czuje zazdrość, sprawdź to
gdy gasną światła ktoś mi rysuje auto, znam go
Jest trupem, żadnej bajery nie kupię, skrót za skrótem
z tej dżungli trudno uciec, to prawa jak hazard
Bóg tu jest jako krupier, los sie powtarza, zagraża
nam serią tu wykluczeń, niektórzy ludzie
mi mają za złe, że po dwóch godzinach koncertu
nie chce im dać swej czapki z daszkiem
Nie licz na łaskę, nikt tego nie rozumie
że jeden kocha plastik, a ja hip-hop kulturę

[x2]
Some people are made of plastic
You know some people are made of wood

Niektórzy ludzie nie mogą znieść
że radzę sobie w życiu
Samemu zarabiając na chleb, wiem
Nie podoba się jak ubrany dziś człowiek jest
też nie ma co myśleć o tym, to psuje tlen
gdzie poruszam się, ej
Nie ma mowy żeby od tego uwolnił się trend
kiedy inni wyładowują na tobie gniew, stres
To tylko miasto gdzie każdy każdemu wytyka banknot
To jest pułapką, niektórzy nienawidzą mnie
bo tak wypadło znam to, każdy tu święty
Fani, co swych wybranych mają skitranych w MP3
To sępy, chuj z nimi, poklepywanie po plecach
Nie wykarmij rodziny, kpiny, pozwól wyleje to na vinyl
Czyny, jak idę z nimi kminisz drzwiami tylnymi
bo wszystko co ma, oddałem taśmę, znasz mnie
Hip-hop to moje życie, życie na cutach w Vestaxie
Z miastem zjednoczony w najniższych warstwach
Daj to na maxa brat, nie ma się czego bać
Pan jest z nami za każdym razem
gdy na tekst odpalam siuwaxa wariat
możesz nie lubić muzyki, jaka tu jest, ej
lecz zamknij mordę o mnie, bo nie wiesz, kim jestem

[x2]
Some people are made of plastic
You know some people are made of wood
REF. Kiedy deszcz nie pada i wody coraz mniej ... co mówie na to ja... KONEWKA,
Kiedy kwiatki schną i czekon mówi hey, co mówie na to ja KONEWKA, (x2)

Mam konewke w rece lewej ,siedze pod drzewem i leje! leje! leje!
Słonce grzeje je! je! je! je!
Póki mam konewke jeszcze tak źle nie jest
Jestem tu po to żeby konewką chlusnąć,
Kwiatki nie uschna bo ja im kurwa nie dam uschnąć,
Bede sikał jak ze sikawki strażak
To jest konewka wiec uważaj!!!

REF. Kiedy deszcz nie pada i wody coraz mniej ... co mówie na to ja... KONEWKA,
Kiedy kwiatki schną i czekon mówi hey, co mówie na to ja KONEWKA, (x2)
W życiu nie biorę jeńców,wkurwia mnie ich głupota
Cepów zostawiam dla sepów,ich umysły gniją w blokach
Ci od powtarzania błędów dozgonnie mają tu lockout
na siłę nie szukaj leku,najpierw swoją dupę ocal
to nie kwestia egoizmu,boli mnie niektórych los
nie mieli szóstego zmysłu by zbudować szczęścia most
przekonani o tym że, upadek to ich wina
później dostrzegają tego który skrzydła im podcinał
znam te historie bo przeżyłem takie akcje
i bez wyrzutów sumienia chcę by mieli przejebane
życiowy beef, w żadnym wypadku w rapie
kiedyś policzek wyłapiesz ty fałszywy pseudo bracie
Twój największy przyjaciel,pierwszy wartości strażnik
trzymał kciuki żebyś odpadł w dupę tobie właził
dziś wpierdolę go w całości, bez wyrzutów sumienia
dla fałszu nie ma litości i to się nigdy nie zmienia

Ref.: x2
Dla tych co życzą mi źle, nie ma wyrzutów sumienia
jeśli zaciskasz pięść, nie mam wyrzutów sumienia
jeśli przelewasz krew, nie mam wyrzutów sumienia
ty z mojej drogi zejdź, u mnie zero zrozumienia

Gdyby broń była legalna niczym fono telegrafii
zamiast 300 minut, 300 kul z rewolwerem gratis
zabił byś braci, oddał wszystko za azyl
przez marzenia, pragnienia czy też zwykłą nienawiść
a gdyby głos z reklamy,zachęcał Cie do zbrodni
żebyś napierdalał w ludzi jak na Nintendo Donkey
kogo byś wykończył, kto tobie w oku zadrom
te słowa jak bomby sieją nie pokój w nas, kto
odważył by sie wstać broń przyłożyć do skroni
pistolet by rozwalić w chwilę połowę głowy
bezkarnie, bez praw, bez prasy i bez braw
w imię zemsty za prawdę, za braci i za kraj
twoje życie, twoje sprawy twój hajs
żaden z nas nie miał tyle co ty od starych na start
powiem tak, nie ma w życiu skrótów do nieba
jak widzę twoją mordę, nie mam wyrzutów sumienia

Ref.

Widzę syf na ulicach, brudny duchowy rynsztok
dzieci chcą być penerami w butach z białą łyżwą
porno od małolata, w chuju mieć swoją przyszłość
nawet za cenę wolności lepszego świata liznąć
patrzę na to wszystko, nie mam sumienia wyrzutów
i pierdole taki świat, gdzie życie zastępuje You Tube
korzystam z niego, robię Tobie pranie mózgu
przyciągam twą uwagę w klipach bez gołych biustów
i nie mam takiej misji, żeby prostować twe myśli
Twoja opinia mi wisi, jak się nie podoba wycisz
sumienie na off, skurwielom daję wycisk
obracam ich w proch, rozsypuje na ulicy
jeśli się znamy nie rób sobie ze mnie wroga
ja wiedziałem co jest pięć, już jako mało chłopak
tu prawo ustala pieść,a nie skurwysyny w togach
nie mam wyrzutów sumienia by wrogów eliminować
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo