Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Nie byłem nigdy gwiazdą klasy, koledzy mieli adidasy
Rodzicom było szkoda kasy, wiesz ile trzeba na to pracy?
Cztery paski w bluzie, tak jeden mam w bonusie, kurwa mać
marzył mi się świat, świat w którym znikną ludzie
Nie miałem super gadki do dziewczyn, byłem mniej fajny od reszty
Trochę za bardzo przycięty, daleko było mi do anoreksji
Słyszałem śmiechy za sobą, miałem problemy ze sobą
Myślałem przez parę lat, że wyleczy te kompleksy alkohol
Nie pomogło mi to - wcale! Świat wokoło psułem w szale
Do spokoju z każdym dniem miałem tylko coraz dalej
Musiałem znaleźć sens, zabrał mnie z tamtych miejsc dźwięk
Obudził we mnie talent i powiedział mi: "Leć"
Zmień swoje życie na lepsze, rozwiń te skrzydła na wietrze
Zostaw za sobą te szkolne korytarze, kompleksy i wreszcie
Weź się w garść! Zrozum ile jesteś wart
Walcz o swoje szczęście nawet jak niewiele daje Ci świat!"

REF :
Dlatego lecę dziś nad miastem jak ptak
Wysoko tak , wolny jak nigdy wcześniej
Zostawiam wam ziemskie więzienie i strach
Niesie mnie wiatr, ale być jedną z gwiazd nie chcę! [x2]

Nie szukałem drogi na szczyt , szukałem jej dokądkolwiek,
Ale w mig rośnie apetyt kiedy widzi się sny na horyzoncie.
Kto by nie chciał dotknąć nieba? Czuć się przez moment jak Bóg?
Wylecieć stąd jak rakieta, odwrócić się, spojrzeć w dół.
Kiedy pędzisz w górę czujesz tylko chłód w stawach,
Otacza cię mnóstwo chmur albo zimny jak lód granat.
Niby tyle gwiazd wokoło, wszystkie zachwycone są sobą.
Tacy jak ja mogą tylko patrzyć na ich blask stojąc obok.
Wszystko tu wygląda inaczej - po drugiej stronie lustra.
Niczego tu się nie złapiesz, w rękach zostaje pustka!
Czas płynie nieubłaganie, kiedy czasem wracasz do domu
To, o co toczysz tak walkę staję się grą pozorów.
U horyzontów zdarzeń wszystko traci kontury,
Ci którzy świecą najjaśniej blisko są czarnej dziury.
Czasem wystarczą sekundy, żebyś tam zgubił swe światło.
Trudno się leci do góry, ale też wrócić niełatwo.

REF :
Dlatego lecę dziś nad miastem jak ptak
Wysoko tak , wolny jak nigdy wcześniej
Zostawiam wam ziemskie więzienie i strach
Niesie mnie wiatr, ale być jedną z gwiazd nie chcę! [x2]

Wszystkie gwiazdy gasną - niszczy je cichy kat.
Giną nazwiska w dziennikach i przezwiska ze szkolnych lat.
W końcu wiele spraw już nie ma sensu i nie ma znaczenia.
Po dawnych kolegach z klas pozostaje ślad w klaserach
Na wyblakłych zdjęciach i tak już jest chyba ze wszystkim,
Gasną te światła na scenach, zapomina się teledyski.
Cóż, poszło i chyba już powoli łapię jak jest
Mój kosmos - nie tłumaczę bracie już na MySpace.
Nim to morze wkurwień i stres zmieni sztukę w komercję.
Może to rzucę jak Eis, hę? Czy to jest warte poświęceń, nie wiem
Goniłem swoje szczęście i grzęzłem coraz częściej w mule.
Kleiłem loop na pececie, zamiast wziąć samego siebie pod lupę.
Dziś czuje, że budzę się, przewartościowuję priorytety,
Resetuję grę, nie wiem kiedy wrócę - tyle miejsc muszę odwiedzić
Chcę się cieszyć życiem dziecka planety wśród gwiazd.
Nie wiem czy nie będzie mnie tydzień czy tu jestem ostatni raz.

REF :
Dlatego lecę dziś nad miastem jak ptak
Wysoko tak , wolny jak nigdy wcześniej
Zostawiam wam ziemskie więzienie i strach
Niesie mnie wiatr, ale być jedną z gwiazd nie chcę! [x2]
Kiedyś było inaczej (ta), teraz jest inaczej
Kiedyś było inaczej (ta), kielecki park
Ludzie, których w tym momencie jest mi brak
Właśnie tak jest, a miało być tak pięknie
To dla przyjaciół za którymi tęsknie
Właśnie w tym sęk jest
Co tam się dzieje nie jest mi obojętne
Cała moja rodzina i wrogie mordy wstrętne
Miłość do ludzi, których tam zostawiłem
Z czasem bez was żyć się nauczyłem, no
Liryczny sentyment dopóki nie brak mi głosu
To dla was wszystkich, bliskich mi osób
Do przodu kurwa, krok za krokiem równam
Słuchaj to prawda, nie fałszywe gówna, ta

Refren:

A miało być tak pięknie
To dla wszystkich ludzi za którymi tęsknię
A miało być tak pięknie x2

Jak każdego roku u wszystkich tradycyjna
U mnie całkiem inna opowieść wigilijna
Za małolata połączony złotym krążkiem
Co po tym zostało, tylko łzy gorzkie (resztki
żalu)
A mówili nie martw się ziomalu
Kilka dni przed tym dniem zostałem sam jak paluch
Nie cofnę czasu, choć bym bardzo chciał
Co dla mnie przeznaczone było Bóg dał
Słyszałem jak matka mówi nie igraj z ogniem
Na miłość jest za wcześnie, nie dostaniesz jej
od niej
Nie słuchałem rad, choć robiło się chłodniej
Wtedy szybko płyną czas, teraz płynie wolniej
Na sali sądowej każdy kantem patrzył
Tacy młodzi, myśleliśmy, że jesteście starsi
Strzelali do mnie wzrokiem jak do tarczy
Nie będę więcej mówił (nie) już wystarczy

Powtózyć refren (2 razy)

Kiedyś było inaczej, teraz jest inaczej
[Pih]
To z krwi i kości rap nawijka do bitu
Tu szept dzieciaku ma siłę krzyku
Słowa ode mnie dla ciebie prosto z serca
Choć nie mam już duszy i twarzy dziecka
To rap z krwi i kości cieszy i boli
Nie opuści cię nigdy w doli i niedoli
Bez obłudy rap trudno o to w tych czasach
Za garść srebrników nie da ci pocałunku judasza
To codzienność stres za stresem nerwy
Wersy wyłowione wprawione w koronę perły
Ten rap jest o mnie o tym, co robię
Tobie nie powie, co jest między prawdą a Bogiem
Tak jak nie zrobi tego martwy noworodek
Ten rap to życie, które kończy się zgonem
To krew i kości idziesz ich śladem
Przez podwórka klatki złą sławą owiane
Będziesz słyszał z samochodów
latem
O tym, że życie wyciska człowieka jak szmatę
Jedyny w swoim rodzaju z bloków klimat
Czasem nie zdołasz naporu łez powstrzymać
Ten rap to wytrwałość niszczy i burzy
To zapał, którego nic nie może ostudzić
Liczę na to, że ten rap ciebie obudzi
Z krwi i kości mowa słowa do ludzi

[Żułf]
Proste z krwi i kości jestem jak rap
Z tekstu bitu z sampla skrecz też
Każdy inny ja też inny jestem
Nie wrzeszcz tylko klimat jest ten
Lub podobnie
Prawdziwy dwa cztery na dobę sobą
Swoje robię tak jak inni, jeśli mogą
Sobie pozwolić na ten luksus

Prosto z ust do ustu
Wojny bez spluw spustów
Stos bluzgów
Luz tuż przed zmrokiem
Twarze z okien znają mnie jaki jestem powiem
Sobą we własnej osobie
Tylko swoje robię
Tylko ze swoimi tylko
Jaki jestem pytasz ich milkną

To z krwi i kości rap
Ten rap to my
Chada, Fenomen, Pih
Dla dzieciaczyn
Jeszcze jeden prawdziwy klasyk [x2]

[Chada]
Każdego dnia wspinam się po życia schodach
Najważniejsza sprawa to ze swoimi zgoda
Czasami w gniewie odwracam się od Boga
To gorzkie słowa, za które płacę słono
Czy ty człowieku wiesz co to jest honor
Znasz to uczucie to dla ciebie klasyk
Podkręć basy takie czasy tu nastały
Twoje głośniki ten rap będą grały
Teraz się dziele tą karta z notesu
Dla ludzi z marginesu dla tych z krwi i kości
Bo tutaj życie nie uznaje litości
To dla ciebie dzieciak każdy to przyzna
To nasza ojczyzna
Tu strach, że cię złapią
Jebane społeczniaki, co na ręce się gapią
Oni dziś toną a my na powierzchni
Chada proceder ciemnej strony zwierzchnik

[Ekonom]
Przedstawiamy świat z perspektywy takich ludzi jak my
Pozbawiony jest iluzji to są fakty
To, na co patrzysz to jak byś sam teraz stał w obliczu prawdy
To jakby życie chciało skłamać, ale ktoś je na tym nakrył
Ty widziałeś wszystko to, to o tym piszesz to nadaje sens muzyce i ożywia
takty
To, na co liczę jak ty
To szczerość przekazu, bo sens jest
Tylko wtedy w rapie, kiedy wkładasz w niego serce
I dla mnie w tym temacie innej drogi nie ma wiedz, że
Nawet, jeśli inna istnieje to ja ją pieprzę
Od zawsze teraz w studiu kiedyś tam na ławce
O tym świecie mówić zawsze o tym tylko, na co patrzę
Życie wystawia na próby stwarza różne sytuacje
Już nie jeden się pogubił ma problemy własne
Dla wielu ludzi właśnie przedstawiam jedyna wersję
To jest rap z krwi i kości dosyć wers za wersem

To z krwi i kości rap
Ten rap to my
Chada, Fenomen, Pih
Dla dzieciaczyn
Jeszcze jeden prawdziwy klasyk
[DonGuralEsko]
Znowu budzi się mój język by znowu zwyciężyć
Pełne auta towaru liczarki do pieniędzy
Gdzieś spomiędzy murów słów włóczędzy
Z Lufthansy do Benzy co palą w chuj benzyny
Intensywny Brud Boi sensytywny
Na ich inwektywy sram z mej perspektywy
Mam te spoko rymy i żaden loco nie powstrzyma mej lokomotywy
Choćby mu cierpły od koko tryby
Wzrok nieruchomy mam jak oko ryby
Paliłem haj z Maroko niby lecę wysoko niby ptak
Lecę wysoko niby ptak...
Ja upalam się rymami nie zachwycam się kitem
Między prawdą a Bogiem, między faktem a mitem
Dmucham z zachodnim wiatrem, nurkuję z bitem
Mówi ogniomistrz liter, alfabet mym dynamitem

[DonGuralEsko & Miodu]
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los

Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy nosi w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się, toczy, toczy się
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się, toczy, toczy się

[Miodu]
Proszę cię chodź, celebrujmy każdą z chwil
To nie był błąd, jesteśmy dokładnie jak ty
Masz głos, zamień teraz swój głos na krzyk
Ręce w górę, w imię życia chcemy żyć
Przez całe lata ludzie wbijają klin
Wciąż mają zatarg sami nie wiedzą z kim
Masz we mnie brata dopóki żyję tym
Pójdę razem z tobą jak w dym (posłuchaj syn)

Bourbaybay bourbaybay dla jednych tylko najba
Boso na trawie, dla drugich karaty, jacht i Maybach
Bourbaybay bourbaybay wszyscy porzućmy ból
Umarł król i niech żyje król i chuj w ból
BRA BRA tym napalonym mocno
BRA BRA wszystkim braciom i siostrom
BRA BRA od Poznania po Boston
Toczy się horoskop, mamy swój mikrokosmos

[DonGuralEsko]
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los

Nieważne czy to ponton, prom czy speedboat
Mówi Don DGE Blake Carrington
Wciąż płynę pod prąd wbrew trendom, hejtom
I wściekłym gębom, jadę z gawędą wciąż i trzymam tempo
Wciąż nie jest mi wszystko jedno
Chłopaki za mnie ręczą
Jestem legendą, szybuję jak w "Nad obręczą"
Gdzieś ponad tęczą - to tutaj brat
Jak Capone-n-Noreaga mam swój Dubai high
Bo mam flow wyższy od innych wieżowców
Szczególnie jeśli spalę trochę towcu
Robię nalot jakbym był w bombowcu
Kurwa dywanowy, chociaż lat nam przybywa nowych
Wciąż mam ten flow co urywa głowy
Mam ten pięciogwiazdkowy flow
Mistrz sztosu, boss bossów, Donkolosus

[DonGuralEsko & Miodu]
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los

Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los

[Miodu]
BRA BRA tym napalonym mocno
BRA BRA wszystkim braciom i siostrom
BRA BRA od Poznania po Boston
Toczy się horoskop, mamy swój mikrokosmos
[Boski]
Na niewąskim kiczu znów wypływa nowa gwiazda
Ekstradowa miazga pragnie stać się sławna
Niech idzie do diabła ten łeb bananowy
Poziom zerowy ChWD do połowy
Co najwyżej klaka, na pewno nie szczere brawa
Totalna klapa mimo to medialna sława
Widzi to Kraków, brzydzi się tym Warszawa
I kolejna schodzi gwiazda całkiem niemrawa

[Sokół]
Zjadłbyś gówno żeby tylko móc być w telewizji
Trudno inaczej jest się wybić z prowincji
Chciałbyś być na mega - posterze w Popcornie
Złóż sam siebie w trzy tygodnie
Są gamonie co aż pocą się ich dłonie
Jak wyobrażają sobie, że ich rozpoznają obcy
Dziwne to dla mnie jak chłopcy co se doprawiają cycki
Być sobą przede wszystkim

Ref.[Kali]
By słynnym być, nie ważne nic
Robisz kicz by zdobyć listy szczyt
By sławnym być nie ważne nic
Byleby usłyszeć pisk głupich pizd

By słynnym być, nie ważne nic
Lansujesz swój pysk i nie wiesz co to wstyd
By sławnym być, nie ważne nic
Zamiast muzyki sprzedajesz byt

[Tadek]
Wole incognito niż palcami wytykany
Lepiej w wąskim gronie, bo psy zniszczą twoje plany
Lepiej w dobrym stylu jak chcesz być szanowany
Lepiej trzymaj fason, a nie ciśnij by być znanym
Hiphopolowcy - przez was hip-hop podrabiany
Pogardą dla was ten kawałek zakrapiany
Do wiejskich bazarów wasz styl dopasowany
W waszą muzykę i w was wszystkich wbijamy

[Jędker]
Szczerze, pierdolę mydlaną operę
Szczerze, na dole nie znaczy być zerem
Przyjdzie dzień gdy medialne dziwki wymiękną
Powrót do korzeni, pętla, sedno
Jedno jeszcze chciałem dodać
Wiśniewscy rapu możecie się pakować
Karierę, sprzedajność, prywatność zachować
Odrzucam medialność, nie dam się sprowokować

ref.[Kali]
By słynnym być, nie ważne nic
Robisz kicz by zdobyć listy szczyt
By sławnym być nie ważne nic
Byleby usłyszeć pisk głupich pizd

By słynnym być, nie ważne nic
Lansujesz swój pysk i nie wiesz co to wstyd
By sławnym być, nie ważne nic
Zamiast muzyki sprzedajesz byt

[Sokół]
Marzy ci się zabalować z Olivierem
Chciałbyś robić karierę, być Paschalskiej partnerem
Kurwa nie wiem jak masz zwichrowany dekiel
Mam gdzie indziej granice przypału, tego jestem pewien
Wiesz ile warta jest prywatność?
Szybko gaśnie ten kto świecił zbyt jasno
Chcesz być słynny? chcesz być gwiazdą?
Ja jestem inny, bo normalny - znasz to?

[Kali]
Chcesz wedrzeć się w ramiona sławy
A nie wszystko złotem co świeci się
Chcesz błysku fleszy, bananowej enklawy
Pamiętaj medal ma strony dwie, głupcze
Twoim celem panteon sławy
Po trupach do celu byleby przebić się
Chcesz zdobyć tron tylko po co nie wiesz sam

Ref.[Kali]
By słynnym być, nie ważne nic
Robisz kicz by zdobyć listy szczyt
By sławnym być nie ważne nic
Byleby usłyszeć pisk głupich pizd

By słynnym być, nie ważne nic
Lansujesz swój pysk i nie wiesz co to wstyd
Być sławnym być, nie ważne nic
Zamiast muzyki sprzedajesz byt

[Boski]
Firma nie sprzedała się, nie sprzeda się nigdy
Na poziomie, ziomie non-stop nielegalne rytmy
Nie w głowie nam o sławę chore gonitwy
Firma jest już legendą, słowa ostre jak brzytwy
Z WWO potęgą, wkraczamy do bitwy
Z tanimi lanserami, których umysł płytki
Nie sukcesu, a wartości ludzie panują nad wszystkim
Dla ludzi wartości sukces jest oczywisty

[Jędker]
Pierdolę schematy, bariery, kraty, mury
Kocham nagrywać, na bogato używać
Maniury, szczerze - nie martwię się niczym
Szczerze - ostatnia dyszka, nie szukam przyczyn
Papierki potrzebne, do diabła są niczym
W porównaniu kim jesteśmy w tym równaniu
Całe pokolenia rosną na naszym zdaniu
Słuchasz draniu? słyszysz draniu

Ref.[Kali]
By słynnym być, nie ważne nic
Robisz kicz by zdobyć listy szczyt
By sławnym być nie ważne nic
Byleby usłyszeć pisk głupich pizd

By słynnym być, nie ważne nic
Lansujesz swój pysk i nie wiesz co to wstyd
By sławnym być, nie ważne nic
Zamiast muzyki sprzedajesz byt
Nieważne ile ja lat mam
I jakie imię dane mi ziomek
Nieważny kolor skóry czy czapka
Nieważne tu też skąd pochodzę
Proszę cię Boże, ty mi pomożesz
Odgadnąć, co schowane w nas
Wiem, wobec zagrożeń to, kiedy mogę
Lubię też sobie zajarać hasz
Poczekaj zgasł
Dzięki ci ziomek za ten kilometr
Na którym taśma wydziela czas
Dzięki ci człowiek za to, że w moment
Można tu zmienić w ironię świat
Dzięki ci za to, że żyję, robię
W tym, co tu kocham Panie jak nikt
Dzięki ci za to, że imię twoje daje mi wiarę
A nie ten syf, nie tylko dziś
Dzięki ci za nas, dzięki ci za rap
Dziękuję za to, że mogę tu być
Żyć i się starać

Niektórzy ludzie mnie nienawidzą
a podają rękę kiedy z naprzeciwka idą
Reprezentuję żywioł, kanabinol, siebie, osiedle
by w końcu tu z rodziną żywot był jaki zechce
I dobrze wiem, matka mówiła mi - synu haruj
Wydałem siedem płyt, ziom w końcu stać mnie tu na Subaru
Wiesz nie dostałem darów, trzymam się z dala ekranu
i wszystko na kredycie tydzień w tydzień się weź zastanów
To jest życie, masz ofertę - wykręć numer, je zamów
jeśli kochasz życie, zamów życia milion kilogramów
To jedno na sto miasto, tu czuje zazdrość, sprawdź to
gdy gasną światła ktoś mi rysuje auto, znam go
Jest trupem, żadnej bajery nie kupię, skrót za skrótem
z tej dżungli trudno uciec, to prawa jak hazard
Bóg tu jest jako krupier, los sie powtarza, zagraża
nam serią tu wykluczeń, niektórzy ludzie
mi mają za złe, że po dwóch godzinach koncertu
nie chce im dać swej czapki z daszkiem
Nie licz na łaskę, nikt tego nie rozumie
że jeden kocha plastik, a ja hip-hop kulturę

[x2]
Some people are made of plastic
You know some people are made of wood

Niektórzy ludzie nie mogą znieść
że radzę sobie w życiu
Samemu zarabiając na chleb, wiem
Nie podoba się jak ubrany dziś człowiek jest
też nie ma co myśleć o tym, to psuje tlen
gdzie poruszam się, ej
Nie ma mowy żeby od tego uwolnił się trend
kiedy inni wyładowują na tobie gniew, stres
To tylko miasto gdzie każdy każdemu wytyka banknot
To jest pułapką, niektórzy nienawidzą mnie
bo tak wypadło znam to, każdy tu święty
Fani, co swych wybranych mają skitranych w MP3
To sępy, chuj z nimi, poklepywanie po plecach
Nie wykarmij rodziny, kpiny, pozwól wyleje to na vinyl
Czyny, jak idę z nimi kminisz drzwiami tylnymi
bo wszystko co ma, oddałem taśmę, znasz mnie
Hip-hop to moje życie, życie na cutach w Vestaxie
Z miastem zjednoczony w najniższych warstwach
Daj to na maxa brat, nie ma się czego bać
Pan jest z nami za każdym razem
gdy na tekst odpalam siuwaxa wariat
możesz nie lubić muzyki, jaka tu jest, ej
lecz zamknij mordę o mnie, bo nie wiesz, kim jestem

[x2]
Some people are made of plastic
You know some people are made of wood
Idę w świat by odnaleźć swe miejsce na ziemi,
Żyć się chce, nawet gdy ludzie w dobrych radach niemi.
Sami w sobie uwięzieni, ja dbam o wolność,
Czego szukam, krainy gdzie zwalczę ułomność.
Bo zatraciłem skromność a teraz chcę odzyskać,
Przyglądam się z bliska i co widzę zjawiska,
Ludzi opartych na zyskach, liczą na szczęście,
Tyrają coraz więcej, a życie na złość cięższe.
Gdzie ta miłość, o której mówi się tak lekko?
Wiadomo się upada, chce się upaść miękko.
Lecz podnieść idzie się nie prędko - taka reguła,
Czy przez to, że wciąż szukam odnajdę ten pułap?
Tu już nie ma odwrotu, krótka chwila na refleksje,
Świat dał mi już lekcję, z lekcji wnioski są kiepskie.
Więc chcę znaleźć swoje miejsce, w świat wyruszam,
Przewinienia skruszam, a czas nerwy wysusza,
By znaleźć większa pokusa niż w ogóle nie szukać,
Świat jest wielki i na wiele sposobów błędy wymusza.
Gdzie ta atrakcja która sprawia satysfakcję?
Wysyłam w konferencję swój świat jak w delegację.

Chciałbym odnaleźć swego świata kres,
Bym mógł poczuć czym tak naprawdę szczęście jest.
Chciałbym odnaleźć takie miejsce tu,
Gdzie w każdej chwili mógłbym powrócić znów.
Chciałbym odnaleźć swego świata kres,
Bym mógł poczuć czym tak naprawdę szczęście jest.
Chciałbym odnaleźć takie miejsce tu,
Gdzie w każdej chwili mógłbym powrócić znów.

To co było wczoraj jutro ponowi znaczenie,
Tego co było wczoraj jutro przecież nie zmienię.
Czy czekać na zbawienie czy wyjść mu na przeciw?
Podążam za przeznaczeniem więc wybrałem punkt trzeci.
Łódź, Szczecin, Berlin, Paryż, Waszyngton, Moskwa,
W każdym mieście, każdy zwrot zmienia swoją postać.
Ja chcę w Łodzi pozostać, szukając plusów u siebie.
Tu szanse największe bo o ulicy nic nie wiem.
Jest za wcześnie by mówić o tym, myśleć o tym,
Bo rzecz ta zakręcona jak na włosach papiloty.
Prosty motyw, co prostym nie będzie w praktyce.
Następna zasada - jak mam czym to się szczycę,
Chcę znaleźć szczęścia matryce i wciąż szukam.
Spostrzeżenia dukam, mój świat moja szalupa.
Przyjaciół grupa, co za cel wybrała ten punkt.
Odnajduję grunt gdzie niezrozumiały mój bunt,
Rośnie wartość jak funt, życia spokój,
W tym myślenia toku patrząc przez pryzmat hip-hopu.
Niby prosty nurt mimo jego wielkości,
Liczy się detalny hurt, co życie uprości

Chciałbym odnaleźć swego świata kres,
Bym mógł poczuć czym tak naprawdę szczęście jest.
Chciałbym odnaleźć takie miejsce tu,
Gdzie w każdej chwili mógłbym powrócić znów.
Chciałbym odnaleźć swego świata kres,
Bym mógł poczuć czym tak naprawdę szczęście jest.
Chciałbym odnaleźć takie miejsce tu,
Gdzie w każdej chwili mógłbym powrócić znów.
(Diox)
Czasem chciałbym być wolny jak nad miastem ptaki
i łapie wolny oddech unosząc się nad blokami,
kurz osiada na laurach tych co przegrali,
w moich oczach blask trwa jak konsekwencja pracy,
Chciałbym unieść się jak one, poczuć w sobie moc,
Że w dowolnej chwili mogę odejść stąd,
Stanąć ponad grzechami, które rosną wciąż
i jak ptaki nad drzewami krążą z naszą krwią
widok miasta z lotu ptaka przeraża, bo
doskonale widoczną jest droga do cmentarza,
podobno wolność potrafi szlak odwracać,
więc głowę mam spokojną, powiewa biała flaga.
Tu gdzie niebo limitem nie czuje ograniczeń,
By unieść się zachwytem kroków chodnikiem,
Z atramentem na palcach, nadzieją w sercach,
Pióro, odwieczna walka bez krwi na rękach.

(Tomasina)
Spójrz w niebo, jaka niewykorzystana przestrzeń,
Wśród zwierząt widzę ptaki i gdzie jestem,
Ja, wśród marzeń co najwyżej
Bo kto by nie chciał wzbić się w powietrze,
Być tam,
Tak jak one czuć powietrza chłód, wiatr,
Przez moment być ponad tym wszystkim nad,
Taki czysty, nieskazitelny, wyrazisty,
pełny barw, zupełnie nie jak człowiek,
ludzie przykuli się do przyziemnych spraw,
czas się odmulić, wybrać ciepły kraj,
metaforą, nie domy ze szkła czy kart
bo marzenia można urzeczywistnić, a jak!
Ciężko się unieść bez skrzydeł,
Ciężej tym co nie wierzą w nic w ogóle,
Jakiś sprzeciw?
Nie, posłuchaj serca i uwierz,
Jak Keshi, zabiorę cię wyżej, wyżej.
Paluch:
Kochać i szanować nie musisz nic pierdol resztę na siebie licz,
Jak chcesz to napisz na życie diss
Ale nie płacz jak przegrasz ten beef
Jak chcesz to zmień się jak i pisz
Bądź kim chcesz jak się nie lubisz
Pamiętaj ziomków nie kupisz,
Zostaniesz sam jak z innych kipsz
Jak chcesz to ubierz mundur,
Idź pracuj na komendę
Nie zdziw się jak od ziomków dostaniesz Prosto na twarz flegme
Nic nie musisz więc za plecami pierdol brednie
Konsekwencje mogą boleć jak wbijane w oczy ciernie
Ty nie musisz nic więc nie szanuj ludzi
Pokaz jaki jesteś skurwiel i że masz życiowy luzik
Możesz już się nie obudzić chociaż napierdala budzik
Za późno na odwet sam się w swojej roli dusisz
Ty nie musisz nic więc sam rozwiąż swój problem
Jesteś narzędziem w ich rękach, bo jesteś kurwa młotkiem
Te wersy są proste więc do głowy mają dotrzeć
Rozpierdalam kajdany z mętalnej niewoli wyrosłem tej

Ref: 2x
Nie musisz nic
Ty rób co chcesz
I tak skończysz tak jak na to zasługujesz
Jak chcesz to grzesz
Nie chcesz spokojnie leż
To twoje życie siły na zamiary mierz

Kali:
Nie chcesz pić to nie pij
Nie chcesz jarać nie pal bo nie musisz nic
Nie daj się podkręcać bo najebany to nie zdziałasz nic
Cię pomielą pod celą stopklatka martwy życia bit
Zrozum że nie warto pierdol to bo to na wode pic
A idź w pizdu jak nie kumasz chłopaku nic
Niektórzy w letargu do końca swych dni tak będą śnić
Nie łapię cię za ramię ale wale ci z liścia na pysk
Ja się nacierpiałem nie idź w moje ślady zacznij żyć
Niech twe serce będzie jak kompas niech cię prowadzi idź
Nie daj sobą pomiatać nie daj sobie nigdy wmówić
Nie łam się dziewczyno niech twe oczy przestaną się szklić
Co się irytuje synek chyba pora by stąd iść
Skończ pierdolić że masz gorzej i że nie potrafisz nic
Niech te słowa do celu prowadzą jak ariadny nić
Pokoloruj swoje życie od nas w prezencie masz szkic
Nie musisz dziękować za nic bo przecież nie musisz nic

Ref: 2x
Nie musisz nic
Ty rób co chcesz
I tak skończysz tak jak na to zasługujesz
Jak chcesz to grzesz
Nie chcesz spokojnie leż
To twoje życie siły na zamiary mierz

Kali:
Ja nic nie muszę robię to co chce
Ja nic nie muszę robię to co chce
Ja nic nie muszę robię to co chce
Ty też kombinuj tak by nie znaleźć się na dnie
Ja nic nie muszę robię to co chce
Jestem sobą zawsze czy to noce czy to dnie

Ref: 2x
Nie musisz nic
Ty rób co chcesz
I tak skończysz tak jak na to zasługujesz
Jak chcesz to grzesz
Nie chcesz spokojnie leż
To twoje życie siły na zamiary mierz

Kali:
Ra pa pa pa pam Paluch Syntetyczna Mafia ejjj
Ra pa pa pa pam pam Kali Ganja Mafia ejjj
Ra pa pa pa pam Paluch Syntetyczna Mafia ejjj
Ra pa pa pa pam pam Kali Ganja Mafia ejjj
Ra pa pa pa pam Paluch Syntetyczna Mafia ejjj
Ra pa pa pa pam pam Kali Ganja Mafia ejjj
Ra pa pa pa pam Paluch Syntetyczna Mafia ejjj
Ra pa pa pa pam pam Kali Ganja Mafia ejjj
Dobre to wasze ziółko chłopaki
Kozak kurwa bez kitu bo

Ref.
Się jara dziewczyno się jara chłopaku
To czysta Marycha bez odoru maku
Bez odoru wojny o zajebistym smaku
Włoszczyzna Holandii o mistrzowskim zapachu

Się jara od nocy do rana to trawa
Znów zawijam lolka z grama
Czacha ciężka ale jest gitara
Kocham ten stan kiedy się najaram
Wiesz jak ostry chaj pobudza do działania
Likwiduje szarość na boisku gała
Joint i sport to nie odłączna para
Nie zabroni nigdy tlić mi żadna pała
Reprezentuję radosny futbol
Radosny rap nie komercyjne gówno
Ty powiesz dziś bingo jak powiem ci pudło
Trudno żebym równo miał sufit ułożony
BPP to jest świr czy jesteś zaskoczony
Ze starego Mokotowa płynie gadka z loży
Jeśli było źle to wszystko się ułoży
Tymczasem z Bogiem palaczy pozdrawiam
JLB dranie piątka szufla strzała

Ref. x2
Się jara dziewczyno się jara chłopaku
To czysta Marycha bez odoru maku
Bez odoru wojny o zajebistym smaku
Włoszczyzna Holandii o mistrzowskim zapachu (x3)

Smażę borcham bakam palę
Turlam kręcę roluję dalej
Jointy filis fifa bongo
Moi ludzie jarają na okrągło
Nigdy dość mam to coś
Co niektórych dusi
Krztusisz się prychasz kaszlesz
Musisz oko naciesz
Patrz i wąchaj skręć jointa
Tak pęka następna piątka
Złap bucha śmierdziucha
To lepsze niż antybiotyk
Jesteś nastukany nie rób z siebie niemoty
Leniwy skurwysynu weź się do roboty
WDZ Hemp Gru prawdy dotyk
Floty brak nie ma za co wejść do klubu
Razem z nami spróbuj zajebistego ziółka
Dopadła cię zamułka i opadły ci klapy
Skun plus bibułka nie każdy tak potrafi
Już wiesz co to znaczy szyty w THC puste
Obalam mity nie milcz z miejsca rusz się
Od rana bania napufana zielonym kruszcem
Marihuana czyści kiermany puste
Nie muszę namawiać wciąż powtarzam w kółko
Pal ziółko pal ziółko pal ziółko
Nie namawiam lecz powtarzam w kółko
Pal ziółko pal ziółko pal ziółko

JLB to są bracia moi
Moje ręce same rwą się do turlania joi
Śmieszny papieros który myśli me koi
Zioło w bibułce z tytoniem wymieszane
Wiesz co jest grane mordy narajane
Owocem z zielonego drzewa
Wiem ile nam trzeba
Wiem to najlepiej
Skręt po skręcie coraz mocniej klepie
One tu nie gasną zwiedzam swoje miasto
Znajduję się w sklepie bo mi w mordzie zaschło
Nasze biedne państwo potrzebuje legalizacji
Nie mam racji wielu to powie
Lecz jeszcze więcej osób potwierdzi moje zdanie
Prawdą chcę palić se legalnie
A nie się kitraj w bramie
Złapią cię z gibonem i sanki dostaniesz
Biorą nas za ćpunów zwykłe oczernianie
Palimy sobie trawkę i niech tak zostanie
Zioło było jest i będzie jarane
Zioło było jest i będzie jarane
Elo

Ref. x2
Się jara dziewczyno się jara chłopaku
To czysta Marycha bez odoru maku
Bez odoru wojny o zajebistym smaku
Włoszczyzna Holandii o mistrzowskim zapachu (x3)

/Wszyscy razem dookoła zanurzeni w dymie
Wciąż jaranie i jaranie
Miła woń spłonął joi/
To frikadelik /2x

ref: Jesteś lekiem na całe zło
nadzieją na przyszły rok

I nie ważne kto
Nie ważne co
zawsze znajdziesz lek
by zwalczyc zło

1. Gdy głupota z biedą juz cie mają
odwracasz się i patrzysz jak inni udają,
bzdury gadają,
chcą brać wszystko nic nie dają

Na koncertach krzyczysz
"więcej czadu"
bo szukasz zmian
ja też to uczucie znam
nie jesteś sam.
Szukasz leku ja ten lek tobie dam

to frikadelik/2x

ref: Jesteś lekiem na całe zło
nadzieją na przyszły rok

2. Skąd go brac i czym on jest
zajrzyj w siebie przecież wiesz pamiętasz
zazywałes go nie raz
może nie do końca siebie znasz
wiesz pomoze ci znajoma twarz.
Uśmiech i blask twoich ludzi których kochasz
piękno jest w tobie więc je pokaz
naturalnie, żyj szczerze ja w sztucznosć nie wierze
Pokaz siebie!
Ja od zawsze robie swoje
gdy na scenie stoje
zaznaczam sie w historii
jak wojna o Troje i kiedy w moim ręku jest mikrofon to
kocham to
robie to
to moj lek na całe zło

Kiedy publika rusza się jak powiew
wszyscy powtarzają słowo po słowie
wtedy wiem że żyje
i robie to co powienieniem
a każdy obcy teren jest moim terenem

ref: Jesteś lekiem na całe zło
nadzieją na przyszły rok

to frikadelik
Najtrudniej zobaczyć rzecz taką jest na prawdę,
sam się oszukujesz,
uważaj bo w cos wpadniesz,
nie zgadniesz, gdzie tkwiła przyczyna twojej klęski
nie oszukuj się, wiem ze za szczęściem tęsknisz,
życie nie pieści? proste!
więc popatrz na trzeźwo,
nie wmawiaj sobie głupot,
bo one nigdy prawdą nie będą,
przerwą będzie moment,
nie ufaj nerwom, omen
patrz dokładnie, a prawda będzie twoim tonem

Najtrudniej zobaczyć rzecz taką jest naprawdę, rozumiesz?
( rozumiem), naprawdę, najtrudniej, (w to) uwierz x2

Wyrzuciły ciebie morza fale? straciłeś jego łaski?
Nie zauważyłeś, wszedłeś na ruchome piaski
Chłodna analiza - bryza
Najtrudniej jest do błędu przed samym sobą się przyznać
Naiwne patrzenie na świat? Do czasu dobre
To fakt, Onar oko jest zawodne,
Zdarzenie, zdziwienie? uczy doświadczenie
Pamiętaj, nie wierz czemuś jak rzucone na to cienie
Nie widzisz, że to ludzka natura?
Nie przeżyje jak nie zrobi tobie koło pióra
Znajdziesz to wszędzie, ludzie różnego pokroju
Część co niedzielę wydeptaną drogą przekazuje znak pokoju
Życie wrogie, co chcesz robić na co dzień?
Doznawać porażek? mam dość takich wrażeń!
Rozszyfrowane twarze i gadka - skądś znam to
Nie wierzę im, bo to kłamstwo


Najtrudniej zobaczyć rzecz taką jest naprawdę, rozumiesz?
( rozumiem), naprawdę, najtrudniej, (w to) uwierz x2

Nie raz sam wmawiam sobie, że w następnej dobie co innego zrobię,
zapomnę o tobie, o przeszłości, od niej się uwolnię -
sam się oszukiwałem?!
chwila, wolniej...
Kto koło mnie jest? A kto powinien być?
Obok mnie nikogo, można tylko pięścią w ścianę bić!
Pomyśl nad sobą! Ja nad sobą myślałem! Okłamując się, co zyskałem?
Okłamujesz się, a wolisz rzeczywistość,
wątpisz w prawdę, w świata czystość,( nie dziwie się)
też mam tak,
rozgraniczenie - co urojenie,
a co prawda,
która czasem boli aż zanadto,
w to co wierzysz, to co widzisz,
nie zawsze równa się faktom,
zagadką nieraz prawda najłatwiejsza -
to co naprawdę boli, jest w głębi serca

Najtrudniej zobaczyć rzecz taką jest naprawdę, rozumiesz?
( rozumiem), naprawdę, najtrudniej, (w to) uwierz x4
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo