Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Wychowałem się tu gdzie tysiące dzieciaków
Nie dla każdego, ale dla mnie to atut
Tu setki tematów do robienia rapu
Takich jak ja wielu wychowanków
Z ludźmi w świat, jak miliony Polaków
W roli Lewy i ekipa nokautów
Wyspy są wasze, pozdrawiam chłopaków
Wracajcie do kraju z milionem funciaków
Druga sprawa - dom rodzinny
Choć coraz rzadziej w nim się widzimy

Kto jest winny, nie chcę wiedzieć
Zostają spotkania przy niedzielnym obiedzie
Co do miłości - nic się nie zmienia
Mam swą jedyną - na życie pewniak
Teraz własny dom, wyścig po hajs
Ale na robienie rapu zawsze znajdę czas

[x2]
Bomba za tych, którzy już odeszli stąd
Piona dla tych, którzy nadal z nami są
Zdrówko tych, którzy już niedługo wrócą
Ja wiem, że gdzie indziej jest ostateczny sąd

Parę lat wstecz pamięcią sięgam
Grupa dzieciaków do życia chętna
Każdy coś robił, sporty uprawiał
Futbol, zapasy, boisko i mata
Dzisiaj dorośli, każdy na swoim
Niektórzy nieobecni, bo ktoś ich zagonił
Nie ktoś tylko nikt, prosta zasada
Zwykłe zero nawet w oczach sąsiada
Jesteś lojalny to z tobą się bratam
Mój krąg zaufania to klika Aifam
Od kilku lat z nimi gadam, gadam
Pierwszy kawałek Skandal Vandal
Ostatnio BOR działa nadal
Jesteś za nami to jointa pal
Ktoś cię opluje to w mordę wal
Myślałeś, że ja kończę, a to jest mój start

[x2]
Bomba za tych, którzy już odeszli stąd
Piona dla tych, którzy nadal z nami są
Zdrówko tych, którzy już niedługo wrócą
Ja wiem, że gdzie indziej jest ostateczny sąd

Piona dla wszystkich, którzy są przy mnie
Razem z nimi twardo przez życie
Zdrowie za tych, których coś zatrzymało
Zmrożona seta rozgrzewa gardło
Bomba spalona za tych co odeszli
Nie ma was tu, na zawsze w pamięci
Trzy proste rzeczy dla wszystkich mi ważnych
Bomba, piona, zdrowie, spotkam się z każdym

Bomba za tych, którzy już odeszli stąd
Piona dla tych, którzy nadal z nami są
Zdrówko tych, którzy już niedługo wrócą
Ja wiem, że gdzie indziej jest ostateczny sąd

[x8]
Bomba, piona, zdrówko
Ja pamiętam to zbyt dobrze by postawić teraz na tym krzyżyk
kiedy jedyny problem to, to jak się wyżyć
Im bliżej dowodu tym dalej od forsy
Im dalej od zawodu tym bliżej do torsji
Kilka nadziei wsiąkło z bełtem w chodnik
Kumple mieli duże plany, miałem większe od nich
Dziś, włożyli swoje serce w dom gdy
Ja włożyłem to serce w głośnik i
Wciąż pamiętam tamten czas, gdy mówiłem nieraz
Dom, rodzina lepszy hajs nie jeszcze nie teraz
Gdy cały ten świat trwoniliśmy na melanż
I żaden z nas nie wiedział co to kariera
A teraz wiem już, dobrze wiem lecz szczęście łapie za kostki
Gdy cały świat krzyczy mi w twarz weź dorośnij
Coś Ci powiem, być może dziś upadnę znów brat
Ale gdy mnie złożą w grobie to z uśmiechem na ustach

Więc wypijmy za ten świat który nie chce nas teraz
Za ten bit, za ten rap co opętał nas nieraz
Za kobiety, które znasz a nie chcą Cię teraz
I za nie przespane noce gdy opętał nas melanż
Więc wypijmy za ten świat który nie chce nas teraz
Za ten bit, za ten rap co opętał nas nieraz
Za kobiety, które znasz a nie chcą Cię teraz
Ja wciąż upadam aby zacząć od zera

Wciąż upadam aby powstać choć świat odbiera mi bliskich
Czuję to w kościach bo czas ucieka jak Seabiscuit
Dziś z zrobiliśmy kilka kroków naprzód
A powinniśmy napluć w mordę światu nie cofnę czasu
Kilka Dam nie chce znać nas dziś już
Kilku z nas wciąż woli stać na winklu
Kilku ominęło ta trauma słowo
Lecz co roku musimy im stawiać nowy znicz nad głową
Ten czas ucieka jak rzeka, nie mogę go dogonić
Wciąż dalej nieba niż piekła stworzymy tam Olimp
Ja to ten dzieciak z przedmieścia co myślał jak zbroić
Czekał w wypiekach na lekcjach żeby w końcu ten świat zdobyć
Dziś wiem, że nie było mi to dane
Ale zrobiłem co mogłem żeby się śmiać nad ranem
I pewnie upadnę jeszcze nie raz i wierz mi
Że nie kupie tamtych lat za żaden hajs wierz mi

Więc wypijmy za ten świat który nie chce nas teraz
Za ten bit, za ten rap co opętał nas nieraz
Za kobiety, które znasz a nie chcą Cię teraz
I za nie przespane noce gdy opętał nas melanż
Więc wypijmy za ten świat który nie chce nas teraz
Za ten bit, za ten rap co opętał nas nieraz
Za kobiety, które znasz a nie chcą Cię teraz
Ja wciąż upadam aby zacząć od zera
[ Buka ]
znowu upadam i wstaję, co mi daje moc by dalej dojść
poznajesz te naje? nadaję dalej detale te wciąż
planetę walę odpalę lepiej te rakietę flow
niedbale highem w eter, impetem jak fire ball

whats the metter, 3 lata after, rap ten
forever love jak werter, makbet
flow tak cięte składnie, nie przypadkiem, sprawdź mnie
nie przepadnie dźwięk, tnie nie padnie w bagnie

wkręt, opanował moje dwie armie pragnień
wulgarnie wdarł mnie na tower momentalnie - ćpaj mnie
zoba nowa mowa fajnie mota fenomenalnie
my lova, dowalaj mnie przez kable

punch-liner, moje pierdolone flow krzyczy:
patrz na mnie! słyszysz - kszt kszt - sprawdź jee -
bany nie? jak on to robi - skrajnie
gdańsk na aimie, nie ściszysz go daj PLAY

Ref.
prawie dekada znów płonie biała flaga - nadal, nadal, nadal
estakada z podziemia zagłada - nadal, nadal, nadal
ponad dekada znów ziemia drży w posadach - nadal, nadal, nadal
ty walcz jak ja walczę punche w twarz BRAGA - nadal, nadal, nadal

[ Mati ]
znów rozpościeram skrzydła i wznoszę się ponad horyzont
wspaniały widok od lat tu ma babilon mam
i odcinam się chwytam miecz znam zaklęcie
ścinam głowy systemowej hydrze jednym cięciem

like a fucking angel immortal stylem władam
magia czarna jak noc zapada mrok
i nie biorę jeńców dla pokonanych biada w proch
obracam glob mind controll kill'em kill'em all!

undergroundu moc mam black bragga plaga rap
jak nieprzewidywalna szarańcza nadciągam ja
maestro doznań, arie na emocjach
gram tu ballady od dekady niesiona melodia

euforia owija cię jak wąż paladyna
grot asassina wbijam i zabijam
jak lord anakina bomba i hiroszima
a ty? - lina i szyja wina niczyja seeya

Ref.
prawie dekada znów płonie biała flaga - nadal, nadal, nadal
estakada z podziemia zagłada - nadal, nadal, nadal
ponad dekada znów ziemia drży w posadach - nadal, nadal, nadal
ty walcz jak ja walczę punche w twarz BRAGA - nadal, nadal, nadal

[ K2 ]
ty sprawdzaj to bo gotów jestem
jak pilotów kadra do odlotu w przestrzeń
dzieci pomiotu diabła, flow najlepsze leci do narodu
po kablach blok rozpieprzę ci tym flow!

sprawdź to i posłuchaj tego bo to ma feeling
i ma klimat do tego jak mililitry tequili men
mati, k2 i bukarini to granat i bazuka i minigun
- nie stawaj nam ognia linii, beng beng! beng!

ponad dekadę to kładę, z podkładem
jadę ja to jak auto przez autostradę
spada te low gradem bomb ci na dom, chatę
ja mam atom w łapie i detonator - łapiesz?!

patrz skurwysynu, to kolejne minuty nuty
muzyki co głośniki pali kawalinami tu
sprawdź to, mówię tobie sprawdź to flow
bo znów tu zwala z nóg ta fala słów

Ref.
prawie dekada znów płonie biała flaga - nadal, nadal, nadal
estakada z podziemia zagłada - nadal, nadal, nadal
ponad dekada znów ziemia drży w posadach - nadal, nadal, nadal
ty walcz jak ja walczę punche w twarz BRAGA - nadal, nadal, nadal
czy tez czujesz ta wiez? czy tez tworzysz z kims czesc?
czy tez tak masz ze wiesz ze znasz ze az to czujesz wrecz taa ty to przewidujesz wrecz

To rozumiesz, tolerujesz to po prostu, to siadasz, gadasz prosto z mostu-to SZCZEROSC! na luzie i nikt sie nie spina. Ten klimat jest jak w rodzinach, nierozlaczne spoiwa-to PRZYJAZN! bezinteresowna, czysta, nieskazona, spontaniczna, a nie wymuszona. Wlasnie ona swiadczy o tym jak kto na ciebie patrzy, jak nie marszczy nikt sie, to dziala to jak zastrzyk. Bo wiesz, ze to z serca, to z czystej zyczliwosci. To utwierdza cie w jakiej kto jest zazylosci. To SZACUNEK! To co powoduje ten stosunek, jak to, ze kazdy dba nawzajem o swoj wizerunek wiesz? Wiesz o co chodzi! Nic nie musisz, nic nie zmusza. To dowodzi, ze zbratala sie z dusza dusza taa..

czy tez czujesz ta wiez? czy tez tworzysz z kims czesc?
czy tez tak masz ze wiesz ze znasz ze az to czujesz wrecz taa ty to przewidujesz wrecz
czy tez czujesz ta wiez? czy tez tworzysz z kims czesc?
czy tez tak masz ze wiesz ze znasz ze az to czujesz wrecz taa ty to przewidujesz wrecz

Czy tez masz czlowieka, na ktorym mozna polegac, choc czasem jak dzieciak kazdy na cos ponarzeka? Masz czlowieka, ktorego darzysz zaufaniem, ktory, gdy co sie nie stanie to stanie z toba ramie w ramie? to LOJALNOSC! Jeden idzie za drugim, choc niejednemu gdzies zdarzylo sie po drodze pogubic. Lecz tu wrocic chce, rzucic cos, stara sie naprawic to. To dlatego go nie zostawisz. To BRATERSTWO! Na tym samym wozku jedziesz. Co by nie bylo, wiesz, ze nikt z was nie zawiedzie. Jedna MILOSC-to co to dusze polaczylo, zrodzilo sie i to wlasnie to stworzylo. Masz czlowieka, ze wiesz, ze jakby co poczeka, ze co by sie nie dzialo to los drogi wasze zbiega w jeden krok. To cos czego nie da sie tak zniszczyc, rozumiesz? To dotyczy tych najblizszych-to braterstwo, to braterstwo, to braterstwo...

czy tez czujesz ta wiez? czy tez tworzysz z kims czesc?
czy tez tak masz ze wiesz ze znasz ze az to czujesz wrecz taa ty to przewidujesz wrecz
czy tez czujesz ta wiez? czy tez tworzysz z kims czesc?
On mówi wprost do niej doba za dobą
Ona widzi że on mówi gdzieś dokładnie obok
On prawdopodobnie rzeczywiście sobą jest
Ona wie że to słową ją zwiodą gdzieś
On metodą chce ją zjednać milknie jak spowiednik
Więc ona otwiera się na chwilkę przed nim
A on biedny słucha i nie słyszy nic mimo starań
Ona to widzi i słabnie jej wiara
On myśli zaraz przecież to język ten sam
Ona także widzi więzy gdzieś tam
I gdyby sprężyć się tak w myśli on to może przynieść pomoc
Ona też tak myśli a ja myśle gdzie metronom?
To ponoć on na 4/4 zwykł nudzić ją
Ona zaś na 3/4 mówi doń
jak papugi bo
ten dialog będzie martwy
póki razem nie przemówią na 7/4
Nie będę mówił jak jest Źle, bo jak jest Źle to każdy widzi
drodzy państwo w tym państwie większość państwa nienawidzi
mówią - a za co kochać? za ten brud i ubóstwo?
Nikt nie kradnie, bo duża bańka to już nie oszustwo
kradną ci co przy*****ą stówę komuś z kasy
a panowie zarobasy muszą podjechać czymś do kasy
i na wczasy ich pensje ośmiokrotnie większe
od tych przeciętnych, jest pięknie, państwo coraz biedniej
tylko czekać aż to pęknie, bo już nie wytrzyma system
kto przed kim klęknie, przecież trzeba kochać ojczyznę
proste tylko co ona daje w zamian?
szczerze? gówno to to co ma dla nas
wszystko jest w planach, ciągle słyszę w telewizji
plany, zmiany w planach 2008 rok czyżby?
Może ktoś już nie doczeka, bo nie wytrzyma z głodu
na własnej skórze nie chciałbyś badać kruchości lodu
żyjąc z godziny na godzinę, czy się uda?
A jeden z drugim *****ysynem toną w aferalnych długach
jedni śmigają po klubach, inni szukają po kubłach
Polska 2004 *****

[x2]
ten kraj to jest po prostu Polska
w tym kraju możesz ukraść, nigdy dostać
odwrócony do góry nogami raj
ten kraj, ten kraj, ten kraj, yo

Ej, Polska tutaj każdy musi iść do wojska
Ej, Polska jest czasem jak choroba morska
zrzygasz się, ale zaraz będziesz chciał znowu
i tak dopóki nie dotkniesz nogą pewnego lądu
ale ci szarzy ludzie nie mają już nadziei
brak jakichkolwiek uciech, ten kraj ich bezpowrotnie zmienił
szare twarze, szare postacie w szarych prochowcach
szarość marzeń tonie w szarych blokowcach
tylko praca i praca, z której nic się nie ma
zniszczeni ludzie, to ten piękny kraj ich tak z*****ł
mamy papieża, wódkę, tym się możemy szczycić
a nikt nie mówi o rzeczach, za które mamy się wstydzić
pan prezydent, premier, ministrowie, kto rozkrada?
każdy mówi na drugiego, że przez niego ten bałagan
rada, która składa się z oszustów po wyrokach
ustanawiają sprawiedliwość, czy to nie lekkie faux-pas?
Puste słowa, które tylko brzmią górnolotnie
Popatrz na swoje życie zamiast mówić jakie mam spodnie
Jesteś zadowolony z niego, dlaczego pytam
A tak po prostu, bo twój płacz tonie w krzykach

[x4]
ten kraj to jest po prostu Polska
w tym kraju możesz ukraść, nigdy dostać
odwrócony do góry nogami raj
ten kraj, ten kraj, ten kraj, yo
Znowu następny dzień daje powód mi by zebrać myśli
i zapytać o to Ciebie sie znów.
Znowu kolejny rok będę czekał aż odpowiesz mi,
choć pewnie nie odpowiesz mi aż po grób.
Znowu następny dzień daje powód mi by zebrać myśli
i zapytać o to Ciebie sie znów.
Znowu kolejny rok będę czekał aż odpowiesz mi
po co ja jestem tu.

Wdech łapię, ale mimo to łapie papier
i wyrzucam powietrze z którym żyję na bakier.
Mam dość już, też byś tego miał dość gościu.
Chodź tu, pokażę Ci co to zapieprz.
Żyjąc pośród kurew, studentek, łatwych dziurek,
wierząc ślepo w kulturę, już ledwo tak potrafię.
Kręcąc koniunkturę, goniąc pieniądze,
które przeganiają kaska chmurę już sam nie wiem co tracę.
Ej mam, już nie wiem sam ile można ślepo brnąć w ten twój plan.
Dzień za dniem daje coraz więcej nam takich treści.
Uwierz mi, coraz trudniej jest mi jakieś zmieścić.
Na części podziel mi rodzinę, na części.
Za dwadzieścia lat bez wiary weź się zemści.
Ja stoję tu, ja czekam na twój ruch znów.
No pokaż co naprawdę Cię kręci.

Znowu następny dzień daje powód mi by zebrać myśli
i zapytać o to Ciebie sie znów.
Znowu kolejny rok będę czekał aż odpowiesz mi,
choć pewnie nie odpowiesz mi aż po grób.
Znowu następny dzień daje powód mi by zebrać myśli
i zapytać o to Ciebie sie znów.
Znowu kolejny rok będę czekał aż odpowiesz mi
po co ja jestem tu.

Podobno miałeś na mnie plan, tak mi opowiadałeś kiedyś,
wtedy jeszcze ze mną gadałeś, wtedy.
A ja jak kretyn wierzyłem w twoje szepty
i byłem gotów oddać im się bez reszty.
Wierz mi, aż twój głos nagle zniknął
i nawet nie było mi specjalnie przykro.
A wszystko wokół nabrało nagle tempa,
Z początku dobrze, bo z początku nie pękasz,
aż przy dźwiękach mijających lat za szybami
zacząłem zastanawiać się nad tym co stało się z nami
i czemu nie zarzucasz mnie tymi planami więcej,
a głowa ciąży mi już prawie tak jak ręce.
I nie wiem sam czy przy tym tempie chcę
przeżyć tutaj jeszcze choć jeden dzień.
Bo mam już dosyć, już prowadzą mnie inne głosy,
a kolejne dni zaskakują jak ciosy.

Znowu następny dzień daje powód mi by zebrać myśli
i zapytać o to Ciebie sie znów.
Znowu kolejny rok będę czekał aż odpowiesz mi,
choć pewnie nie odpowiesz mi aż po grób.
Znowu następny dzień daje powód mi by zebrać myśli
i zapytać o to Ciebie sie znów.
Znowu kolejny rok będę czekał aż odpowiesz mi
po co ja jestem tu.
Narkotyki rozpierdoliły głowy moim znajomym, niektórzy się podnieśli, niektórzy nie ( niektórzy nie, ooł )
na rogu hot-dog śmierdzi gównem, kiedy jest gorąco, paruje cały smród
smród stoi w mieście, mdli mnie, rozkłada mi łeb

Ty jesteś mój narkotyk, lecz raczej ciężki
miękkie narkotyki, ciągle nowe, zawracają głowę
Ty jesteś mój narkotyk, lecz raczej ciężki
bez Ciebie zwijam się jak pies, który dostał gumowym kablem

nasza sprawa, tu między nami, więc zaczyna śmierdzieć
jak hot-dog u tej starszej pani, co sprzedaje je z warzywami
za trzy złote bułka z błotem, bułka z błotem... ( ooo )

masz wypisane na twarzy 'dosyć'
na dłoniach pot, przetłuszczone włosy
nie, nie, nie, nie mów teraz w liczbie mnogiej
dosyć
masz wypisane na twarzy 'dosyć'
na dłoniach pot, przetłuszczone włosy
nie, nie, nie, nie mów teraz w liczbie mnogiej
dosyć
dosyć, dosyć... ( ooo )

a nie, nie, nie! oo... a nie, nie, nie, nie!

narkotyki rozpieprzają, urywają to i tamto
choć tęsknię za Tobą, to nie chcę, by wracało
choć niewiele z nas zostało
ksiądz nie ma żadnego przebicia
skacze mu grdyka od nocnego upojenia i przepicia
ściągam na siebie jakieś zasrane klęski
Ty jesteś mój narkotyk, lecz raczej ciężki!
wiem, jestem rozstrzepany, to prowadzi nas do klęski
Ty jesteś mój narkotyk, lecz raczej ciężki

masz wypisane na twarzy 'dosyć'
na dłoniach pot, przetłuszczone włosy
nie, nie, nie, nie mów teraz w liczbie mnogiej
dosyć, dosyć...
masz wypisane na twarzy 'dosyć'
na dłoniach pot, przetłuszczone włosy
nie, nie, nie, nie mów teraz w liczbie mnogiej
dosyć, ( dosyć )

a nie, nie, nie! oo... a nie, nie, nie, nie!

Ty jesteś mój narkotyk, lecz raczej ciężki...
miękkie narkotyki... ciągle nowe...
...zawracają głowę...
Ty jesteś mój narkotyk, lecz raczej ciężki...
... bez Ciebie zwijam się jak pies, który dostał gumowym kablem...
a nie, nie, nie... oo... a nie, nie, nie, nie...

masz wypisane na twarzy 'dosyć'
na dłoniach pot, przetłuszczone włosy
nie, nie, nie, nie mów teraz w liczbie mnogiej
dosyć ( nie, nie, nie )
a nie, nie, nie... oo... a nie, nie, nie, nie...
a nie, nie, nie, nie!
a nie, nie, nie... a nie, nie, nie, nie! f
[Koni]
Powiedz gdzie się podziały tamte prywatki, gdzie te tłumy ludzi i te spoko nastolatki, kiedyś kluby były pełne nawet przed weekendem, dziś wszyscy nagle potracili zajawki, z tamtych czasów zostały tylko migawki, ogrom wypitej wódki i wypalonej trawki, robiliśmy trzodę niczym wypuszczeni z klatki, gdy zamykali klub to okupowaliśmy ławki, dzisiaj już nic nie wygląda tak jak dawniej, z biegiem lat zniknęły stare przyjaźnie, parę osób na krzyż w klubie, pusty parkiet, w rogu paru szczonów nieśmiało buja karkiem, jakaś pinda w kącie świeci zadkiem, pewnie za paczkę fajek sprzedałaby własną matkę, na nosie okulary udaje panią profesor, uważa się za diament wygląda na dwa pięćdziesiąt, haha, wokół same ponure twarze, pojedynczy wykidajło pręży się przy barze, zgrywa cwaniaka i szuka mocnych wrażeń, choć w parze z dużą klatką idzie mały ptaszek.

(scratch)
Powiedz, gdzie się podziały tamte prywatki... bezpowrotnie minęły czasy beztroskiej balangi dziś... z tamtych czasów zostały tylko migawki... wolę z dystansem od baunsu trzymać się z boku.

[Hory]
Jak to gdzie podziały się tamte prywatki, dziś ziomy są ojcami a kumpele to matki, bezpowrotnie minęły czasy beztroskiej balangi, dziś każdy o rodziny swojej jutro się martwi tak, kiedyś zajawa na balety była wielka, chyba się nie przyzwyczaję do obrączek na znajomych rękach, dawniej środa Anka, czwartek blue, piątek raport, dziś do mego zioma jego synek woła tato, ej, tu zapytasz mnie gdzie tamten świat siedzi w nas ze wspomnieniami z tamtych lat a jak, dziś w klubach za chuj się nie odnajduję, brak klimatu a muzyki, nawet nie komentuje, gubię się w tłumie, dzisiejszej mody nie rozumiem, w ogóle wkurwiają mnie ci przypadkowi ludzie, wolę z dystansem od baunsu trzymać się z boku, unikam hałasu, lansu, ludzi na tłoku, cenie swój spokój cenię, szlachetne zdrowie, spędzam czas z moimi ludźmi w zaufanym gronie, robimy biznes, podajemy sobie dłonie, po ciężkim dniu pracy leci pad w obieg, witam i żegnam.
Raz... aha.... tu i teraz
aha... tu i teraz

Jestem trochę frajer,
Wiem, taki superfrajer
Taki jak ja nie ma,
Czego szukać u Ciebie, wiem
Jestem trochę rozmazany,
Choć patrzę Ci w oczy teraz
Nie mam super świecących gadżetów,
Którymi mógłbym Cię omamić,
Zaszumieć i zwabić, jak rybę na haczyk
Mam marną przynętę teraz
By złapać Cię na wędkę
By złapać Cię na wędkę
Nie mam błyszczących klejnotów,
Nie mam telefonu za 700 złotych,
Nie mam bajerów,
Nie mam ochoty, na to,
Na to czasu.
Jestem z tych frajerów,
Co i tak patrzy Ci nagrzany prosto w oczy
Sam siebie chcę czymś zaskoczyć

Popatrz ja tu właśnie teraz
Wyciągam w Twym kierunku ręce
By mieć Ciebie więcej tu i teraz
By mieć Ciebie aha
By mieć Ciebie więcej tu i teraz
By mieć Ciebie więcej
By mieć Ciebie więcej tu i teraz aha

A jestem trochę frajer wiem, taki superfrajer
Mam to na twarzy wypisane albo mi się tylko zdaje
Hej przegnasz nawet "cześć" mi nie mówisz
Chcesz mnie zgubić roztrzaskać na raz na dwa
Na raz na dwa bla bla bla ja nie chce tego słuchać
Mam ochotę dotknąć Twojej szyi
Wiem jestem trochę frajer teraz
Jestem trochę frajer teraz
Mam to na twarzy wypisane albo mi się tylko zdaje
Jestem trochę frajer aha teraz
Kupiłem wczoraj sobie czarne super okulary,
Które zasłaniają moje oczy
Teraz mogę trochę śmielej oszukiwać,
Tylko trochę, trochę

By mieć Ciebie więcej tu i teraz
By mieć Ciebie więcej
Tu i teraz
by mieć Ciebie więcej
Tu i teraz
by mieć Ciebie więcej

Jestem trochę frajer, wiem
Jestem trochę frajer,
A Ty olej Tych palantów,
Tych pewniaków, wiesz teraz.
Jestem singiel, co nagrywa single, wiesz
Nieco wytykany, chronią mnie teraz czarne pingle ....aha
Zbieram różne stare śmieci
Układam równo na półce...

By mieć Ciebie więcej
tu i teraz
By mieć Ciebie więcej
tu i teraz
By mieć Ciebie więcej
By mieć Ciebie więcej
tu i teraz
By mieć Ciebie więcej
tu i teraz
By mieć Ciebie więcej
tu i teraz

Ta ta ra ra ta ta ta ra ra
Ta ta ra ra ta ta ta ra ra
Ta ta ra ra ta ta ta ra ra

Tu i teraz
Mieć Ciebie więcej...
To DGE ha! To DGE tak! La, la, la, la, la....
Go Poznań go, go Poznań go,
Go Poznań go, go Poznań go,
Go Poznań go, go Poznań go na końcu świata nawet poznasz to,
Tych rozwiązań moc,
Tych zobowiązań stos,
Sypie los ślepy,
Jedzie płyta pod sklepy.
Liczą się konkrety
Jak u kobiety duże uda,
Nie wątpię czy mi się uda
W ogóle, jak umrę w butach,
Kiedyś zrobię ostatni dwutakt i tak,
Nie odejdę przecież kurwa tak jak chutas i han.
Życia bilans to pół na pół,
Z bonga buch na dwóch
I tylko mrok i duch,
Bezimiennie to jak chłód i mrok we mnie,
Ten puls we mnie,
Co pulsuje niezmiennie, co pulsuje niezmiennie

Go Poznań go, go Poznań go,
Go Poznań go, go Poznań go,

To silniejsze niż złość
I to jest najważniejsze bo,
Każdego dnia wybieram mniejsze zło,
Choć dzisiejsze tło
Jest trochę inne niż to
Całkiem na początku,
Może nie całkiem w porządku.
Wiele wątków z biegiem lat w chuj się gmatwa,
Życia pułapka to jak ucieczka z Alcatraz.
Wiało sezonowo, zielono wiało,
Wiało na biało,
Fragmenty układanki poskładam w całość.
Choć bywało, że chciałeś się ustrzec
Odbicia w lustrze,
Bywało różnie
Lecz dobry duch strzegł (mnie zawsze)
Dziś piszę dedykację dla całej kliki,
Wierny pacjent ślepych losów kliniki x3

Go Poznań go, go Poznań go,
Go Poznań go, go Poznań go,

Stąd wyrastam GRU, Pią Pią rejony,
Ludzi tabuny złapane w iluzji szpony,
Te mikrofony
To bramy do innego świata,
Tak gramy, a brat wspiera brata,
A blaka blaka
Lecą lata,
Szacunek to moja wypłata,
Znają ten flow wśród miejskich watah,
I puszczają to na chatach,
Na fyrtlach i w samochodach.
Wszystko co mam to te słowa,
To moja droga.
Moja w tym głowa,
Żeby zdać ten test,
Nawet nieznaczny gest,
Się liczy,
A ty zacznij na siebie liczyć,
Żyjąc w moralnej dziczy,
Trzeba w siebie wierzyć i się wyćwiczyć.
A no bo to ten polski styl bycia,
Miejski tryb życia,
Nie mam nic do utracenia, trochę mam do ukrycia.
Na głowach du ragi,
Na nogach baggy,
W kiejdach dragi,
I długie w chuj balangi.
Kumple w Anglii,
Kumple w Reichu,
Życie nagli,
Wyjechali szukać wiatru dla żagli.
Robi wałki paru innych co zostało tutaj,
Jedni zmądrzeli, inni palą głupa,
Jedni walą z buta, inni jeżdżą furami,
Jedni żyją sami,
Inni parami, (sami)
Inni ciężko pracują na swój pieniądz,
I wiesz, co miesiąc
Mają legalny cash z tego.

Wiesz dlaczego? (DGE ha!)
Przyszedłem tutaj z kolegą. (Go Poznań!)

Go Poznań go, go Poznań go!
Go Poznań , go Poznań. x4

Wiesz co to jest ? Ze specjalną dedykacją dal mojego miasta i dla wszystkich moich ludzi rozsianych po całym globie.
DGE, El Polako,
Powinien żyć jako tako.
Jedna miłość.
Każdemu z was,
Każdemu z was życzę żeby mu się udało! Bree!
To DGE ha!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo