Popularne piosenki. Polski Hip Hop

czy tez czujesz ta wiez? czy tez tworzysz z kims czesc?
czy tez tak masz ze wiesz ze znasz ze az to czujesz wrecz taa ty to przewidujesz wrecz

To rozumiesz, tolerujesz to po prostu, to siadasz, gadasz prosto z mostu-to SZCZEROSC! na luzie i nikt sie nie spina. Ten klimat jest jak w rodzinach, nierozlaczne spoiwa-to PRZYJAZN! bezinteresowna, czysta, nieskazona, spontaniczna, a nie wymuszona. Wlasnie ona swiadczy o tym jak kto na ciebie patrzy, jak nie marszczy nikt sie, to dziala to jak zastrzyk. Bo wiesz, ze to z serca, to z czystej zyczliwosci. To utwierdza cie w jakiej kto jest zazylosci. To SZACUNEK! To co powoduje ten stosunek, jak to, ze kazdy dba nawzajem o swoj wizerunek wiesz? Wiesz o co chodzi! Nic nie musisz, nic nie zmusza. To dowodzi, ze zbratala sie z dusza dusza taa..

czy tez czujesz ta wiez? czy tez tworzysz z kims czesc?
czy tez tak masz ze wiesz ze znasz ze az to czujesz wrecz taa ty to przewidujesz wrecz
czy tez czujesz ta wiez? czy tez tworzysz z kims czesc?
czy tez tak masz ze wiesz ze znasz ze az to czujesz wrecz taa ty to przewidujesz wrecz

Czy tez masz czlowieka, na ktorym mozna polegac, choc czasem jak dzieciak kazdy na cos ponarzeka? Masz czlowieka, ktorego darzysz zaufaniem, ktory, gdy co sie nie stanie to stanie z toba ramie w ramie? to LOJALNOSC! Jeden idzie za drugim, choc niejednemu gdzies zdarzylo sie po drodze pogubic. Lecz tu wrocic chce, rzucic cos, stara sie naprawic to. To dlatego go nie zostawisz. To BRATERSTWO! Na tym samym wozku jedziesz. Co by nie bylo, wiesz, ze nikt z was nie zawiedzie. Jedna MILOSC-to co to dusze polaczylo, zrodzilo sie i to wlasnie to stworzylo. Masz czlowieka, ze wiesz, ze jakby co poczeka, ze co by sie nie dzialo to los drogi wasze zbiega w jeden krok. To cos czego nie da sie tak zniszczyc, rozumiesz? To dotyczy tych najblizszych-to braterstwo, to braterstwo, to braterstwo...

czy tez czujesz ta wiez? czy tez tworzysz z kims czesc?
czy tez tak masz ze wiesz ze znasz ze az to czujesz wrecz taa ty to przewidujesz wrecz
czy tez czujesz ta wiez? czy tez tworzysz z kims czesc?
Ich sutki lepią się bardzo tu
Nie stały jednak na próżno
Czekając czy selekcja wpuści je znów
Ta błyszczy sukienką, ta bluzką
Jutro odda je w sklepie połowa tych dup
Jest tłok, więc idziemy kuchnią
Ociera o nie się cały tłum
Ktoś wyszedł już z czyjąś kurtką
Zostawił swoją, lepszą, więc luz
Te dwie odkurzyły lustro
Stykają się wilgotne wargi i biust
Pieszczotliwie mówi "ty kurwo"
I wciąga na szpilkach drugą na stół
Tu nigdy nie liczy się jutro
Gdzie bałwan? Śnieg prószy już

Oni chcą je mieć od tyłu
One chcą im zrobić dobrze
Oni chcą być w ich przełyku
One chcą mieć ich pieniądze
Znasz ten zapach?
Czuję w powietrzu cynamon
Czuję w powietrzu cynamon
Czuję w powietrzu... cynamon

Kolejka ustawia się równo
Drzwi są na kod, nie zagląda tu Bóg
One oddają się trunkom
A innym oddają ciepło swych ust
Wilgoć swych ud
Tak krótko, szybko mocno, mocniej... już
I nikt nie dziwi się rachunkom
Dopóki trzeźwość nie zwali go z nóg
Umiesz rozpoznać, że warto?
Przyjrzyj się się kartom, markom, zegarkom
Ona też lubi hardcore
Jest z dobrej rodziny, więc masz to za darmo
Weź ją dziś na swój balkon
Z widokiem na miasto, na całe gardło
Podejdź, umiesz, będzie łatwo ale...
Ona przyjaźni się z pederastą

Czuję w powietrzu cynamon
Czuję w powietrzu cynamon
Czuję w powietrzu... cynamon
Narkotyki rozpierdoliły głowy moim znajomym, niektórzy się podnieśli, niektórzy nie ( niektórzy nie, ooł )
na rogu hot-dog śmierdzi gównem, kiedy jest gorąco, paruje cały smród
smród stoi w mieście, mdli mnie, rozkłada mi łeb

Ty jesteś mój narkotyk, lecz raczej ciężki
miękkie narkotyki, ciągle nowe, zawracają głowę
Ty jesteś mój narkotyk, lecz raczej ciężki
bez Ciebie zwijam się jak pies, który dostał gumowym kablem

nasza sprawa, tu między nami, więc zaczyna śmierdzieć
jak hot-dog u tej starszej pani, co sprzedaje je z warzywami
za trzy złote bułka z błotem, bułka z błotem... ( ooo )

masz wypisane na twarzy 'dosyć'
na dłoniach pot, przetłuszczone włosy
nie, nie, nie, nie mów teraz w liczbie mnogiej
dosyć
masz wypisane na twarzy 'dosyć'
na dłoniach pot, przetłuszczone włosy
nie, nie, nie, nie mów teraz w liczbie mnogiej
dosyć
dosyć, dosyć... ( ooo )

a nie, nie, nie! oo... a nie, nie, nie, nie!

narkotyki rozpieprzają, urywają to i tamto
choć tęsknię za Tobą, to nie chcę, by wracało
choć niewiele z nas zostało
ksiądz nie ma żadnego przebicia
skacze mu grdyka od nocnego upojenia i przepicia
ściągam na siebie jakieś zasrane klęski
Ty jesteś mój narkotyk, lecz raczej ciężki!
wiem, jestem rozstrzepany, to prowadzi nas do klęski
Ty jesteś mój narkotyk, lecz raczej ciężki

masz wypisane na twarzy 'dosyć'
na dłoniach pot, przetłuszczone włosy
nie, nie, nie, nie mów teraz w liczbie mnogiej
dosyć, dosyć...
masz wypisane na twarzy 'dosyć'
na dłoniach pot, przetłuszczone włosy
nie, nie, nie, nie mów teraz w liczbie mnogiej
dosyć, ( dosyć )

a nie, nie, nie! oo... a nie, nie, nie, nie!

Ty jesteś mój narkotyk, lecz raczej ciężki...
miękkie narkotyki... ciągle nowe...
...zawracają głowę...
Ty jesteś mój narkotyk, lecz raczej ciężki...
... bez Ciebie zwijam się jak pies, który dostał gumowym kablem...
a nie, nie, nie... oo... a nie, nie, nie, nie...

masz wypisane na twarzy 'dosyć'
na dłoniach pot, przetłuszczone włosy
nie, nie, nie, nie mów teraz w liczbie mnogiej
dosyć ( nie, nie, nie )
a nie, nie, nie... oo... a nie, nie, nie, nie...
a nie, nie, nie, nie!
a nie, nie, nie... a nie, nie, nie, nie! f
To DGE ha! To DGE tak! La, la, la, la, la....
Go Poznań go, go Poznań go,
Go Poznań go, go Poznań go,
Go Poznań go, go Poznań go na końcu świata nawet poznasz to,
Tych rozwiązań moc,
Tych zobowiązań stos,
Sypie los ślepy,
Jedzie płyta pod sklepy.
Liczą się konkrety
Jak u kobiety duże uda,
Nie wątpię czy mi się uda
W ogóle, jak umrę w butach,
Kiedyś zrobię ostatni dwutakt i tak,
Nie odejdę przecież kurwa tak jak chutas i han.
Życia bilans to pół na pół,
Z bonga buch na dwóch
I tylko mrok i duch,
Bezimiennie to jak chłód i mrok we mnie,
Ten puls we mnie,
Co pulsuje niezmiennie, co pulsuje niezmiennie

Go Poznań go, go Poznań go,
Go Poznań go, go Poznań go,

To silniejsze niż złość
I to jest najważniejsze bo,
Każdego dnia wybieram mniejsze zło,
Choć dzisiejsze tło
Jest trochę inne niż to
Całkiem na początku,
Może nie całkiem w porządku.
Wiele wątków z biegiem lat w chuj się gmatwa,
Życia pułapka to jak ucieczka z Alcatraz.
Wiało sezonowo, zielono wiało,
Wiało na biało,
Fragmenty układanki poskładam w całość.
Choć bywało, że chciałeś się ustrzec
Odbicia w lustrze,
Bywało różnie
Lecz dobry duch strzegł (mnie zawsze)
Dziś piszę dedykację dla całej kliki,
Wierny pacjent ślepych losów kliniki x3

Go Poznań go, go Poznań go,
Go Poznań go, go Poznań go,

Stąd wyrastam GRU, Pią Pią rejony,
Ludzi tabuny złapane w iluzji szpony,
Te mikrofony
To bramy do innego świata,
Tak gramy, a brat wspiera brata,
A blaka blaka
Lecą lata,
Szacunek to moja wypłata,
Znają ten flow wśród miejskich watah,
I puszczają to na chatach,
Na fyrtlach i w samochodach.
Wszystko co mam to te słowa,
To moja droga.
Moja w tym głowa,
Żeby zdać ten test,
Nawet nieznaczny gest,
Się liczy,
A ty zacznij na siebie liczyć,
Żyjąc w moralnej dziczy,
Trzeba w siebie wierzyć i się wyćwiczyć.
A no bo to ten polski styl bycia,
Miejski tryb życia,
Nie mam nic do utracenia, trochę mam do ukrycia.
Na głowach du ragi,
Na nogach baggy,
W kiejdach dragi,
I długie w chuj balangi.
Kumple w Anglii,
Kumple w Reichu,
Życie nagli,
Wyjechali szukać wiatru dla żagli.
Robi wałki paru innych co zostało tutaj,
Jedni zmądrzeli, inni palą głupa,
Jedni walą z buta, inni jeżdżą furami,
Jedni żyją sami,
Inni parami, (sami)
Inni ciężko pracują na swój pieniądz,
I wiesz, co miesiąc
Mają legalny cash z tego.

Wiesz dlaczego? (DGE ha!)
Przyszedłem tutaj z kolegą. (Go Poznań!)

Go Poznań go, go Poznań go!
Go Poznań , go Poznań. x4

Wiesz co to jest ? Ze specjalną dedykacją dal mojego miasta i dla wszystkich moich ludzi rozsianych po całym globie.
DGE, El Polako,
Powinien żyć jako tako.
Jedna miłość.
Każdemu z was,
Każdemu z was życzę żeby mu się udało! Bree!
To DGE ha!
Raz... aha.... tu i teraz
aha... tu i teraz

Jestem trochę frajer,
Wiem, taki superfrajer
Taki jak ja nie ma,
Czego szukać u Ciebie, wiem
Jestem trochę rozmazany,
Choć patrzę Ci w oczy teraz
Nie mam super świecących gadżetów,
Którymi mógłbym Cię omamić,
Zaszumieć i zwabić, jak rybę na haczyk
Mam marną przynętę teraz
By złapać Cię na wędkę
By złapać Cię na wędkę
Nie mam błyszczących klejnotów,
Nie mam telefonu za 700 złotych,
Nie mam bajerów,
Nie mam ochoty, na to,
Na to czasu.
Jestem z tych frajerów,
Co i tak patrzy Ci nagrzany prosto w oczy
Sam siebie chcę czymś zaskoczyć

Popatrz ja tu właśnie teraz
Wyciągam w Twym kierunku ręce
By mieć Ciebie więcej tu i teraz
By mieć Ciebie aha
By mieć Ciebie więcej tu i teraz
By mieć Ciebie więcej
By mieć Ciebie więcej tu i teraz aha

A jestem trochę frajer wiem, taki superfrajer
Mam to na twarzy wypisane albo mi się tylko zdaje
Hej przegnasz nawet "cześć" mi nie mówisz
Chcesz mnie zgubić roztrzaskać na raz na dwa
Na raz na dwa bla bla bla ja nie chce tego słuchać
Mam ochotę dotknąć Twojej szyi
Wiem jestem trochę frajer teraz
Jestem trochę frajer teraz
Mam to na twarzy wypisane albo mi się tylko zdaje
Jestem trochę frajer aha teraz
Kupiłem wczoraj sobie czarne super okulary,
Które zasłaniają moje oczy
Teraz mogę trochę śmielej oszukiwać,
Tylko trochę, trochę

By mieć Ciebie więcej tu i teraz
By mieć Ciebie więcej
Tu i teraz
by mieć Ciebie więcej
Tu i teraz
by mieć Ciebie więcej

Jestem trochę frajer, wiem
Jestem trochę frajer,
A Ty olej Tych palantów,
Tych pewniaków, wiesz teraz.
Jestem singiel, co nagrywa single, wiesz
Nieco wytykany, chronią mnie teraz czarne pingle ....aha
Zbieram różne stare śmieci
Układam równo na półce...

By mieć Ciebie więcej
tu i teraz
By mieć Ciebie więcej
tu i teraz
By mieć Ciebie więcej
By mieć Ciebie więcej
tu i teraz
By mieć Ciebie więcej
tu i teraz
By mieć Ciebie więcej
tu i teraz

Ta ta ra ra ta ta ta ra ra
Ta ta ra ra ta ta ta ra ra
Ta ta ra ra ta ta ta ra ra

Tu i teraz
Mieć Ciebie więcej...
kiedy wchodzę na te bity, bujasz się jak paralityk przy tym
kumasz mnie to suma - a nie tralala hity
woka-la-lami na bity, mama dała mi deficyt, nawijki - milky way
jakie młode wilki ja to - Bill Gates.

lata praktyki dały mi sens
wyniki, sex i narkotyki to nie disney land
w pizde men, cisnę great wizje w net - tu locality
same wygi rap 3city z dopiskiem play

i kiedy wchodzę na te bity to się wiozę
dawaj lożę mi ty
lache łożę na te mity, zawsze gorzej jak wybity
no way - mnie to uraża, bo wyrażam typy
pro game, tabula rasa techniki

a płyty ciągle men, dobre wiem, komplement
to nie ten, że rośnie fejm, proszę cię, może zmień
spojrzenie na progres damn, o żesz game over
i Timothy mi dawaj takie bity to pierdolnę to meeen!

Ref. x2
kiedy na bit się wpierdalam - ty robisz - tralalalala
cała sala robi hałas - razy dwa
niech w obłoki sprzęt wywala - tralalalala
zanim zamknę oczy powiem - NARA

2.
i kiedy wchodzę na te bity, jak the beatles fatality mam
do bitu narkotyki dam, ty pity nam tu synu gnaj
za płyty man kombinuj hajs, do nilu po haj
na linie perpetum mobile, bo to płynie wyminie ten kraj

nawinę na minę ten szajs, tu mam chininę na ślinę
jak my space zginie kto winien bo wyje jak maine fhurer
a pije do wack-czyniestrw doktrynier co ma w tyle
te skille nie skmini mnie za chiny - debile

ty sprawdź, style na wylew ich mam
tyle, że wyle-by-wam wylewywać ile mam w żyle co chwile, sam
gubię się na tyle, że w ogóle z tym nie kryję się
i lubię jak to płynie, tak jak wódę kiedy rusza mnie

więc ruszaj przy tym tyłek, niech budynek buja się
chce słyszeć tu do chuja siłę typie, nie zamulaj się
od muła, jest nas tutaj przecież tyle, że nasuwa się fabuła
że to będzie pierdolona rzecz - kumasz?

Ref. x2
kiedy na bit się wpierdalam - ty robisz - tralalalala
cała sala robi hałas - razy dwa
niech w obłoki sprzęt wywala - tralalalala
zanim zamknę oczy powiem - NARA
Ref.
Ja pomagam, ty pomagasz,
Cuda które potrafimy razem sprawiać,
Rany goić szczęście dawać,
Obojętnym tu nie możesz pozostawać,
Ja pomagam, tu jak mogę
Bo wybrałem, ulicznego rapu drogę,
Jestem dla was, nie dla siebie,
Aby tu na ziemi, było nam jak w niebie

Bosski
Ulica ma siłę, zatem ja pomagam
Po to robię rap, na pytanie odpowiadam,
Egocentryzm i ego to lipa oraz biada,
Otwórz się dla innych i gdy trzeba to pomagaj,
Za Twoje uczynki, karma Ci zapłaci
Odda także krzywdy, zatem nie olewaj braci,
Ludzie o nas mówią "Ulica to bzdura,
zdegenerowanych chamów, pusta subkultura"
Lecz to tu jest prawda, tu brak hipokryzji
Tutaj sztucznie żyć nie możesz lub być kimś na niby
Rosną jak po deszczu grzyby, bracia w świecie zasad
Motor napędowy honor, szacunek i klasa

Ref.
Ja pomagam, ty pomagasz,
Cuda które potrafimy razem sprawiać,
Rany goić szczęście dawać,
Obojętnym tu nie możesz pozostawać,
Ja pomagam, tu jak mogę
Bo wybrałem, ulicznego rapu drogę,
Jestem dla was, nie dla siebie,
Aby tu na ziemi, było nam jak w niebie

Tadek
Pomóż drugiemu w potrzebie, a do Ciebie to wróci
Jeśli pomoc Twa pomoże, ból i biedę tu ukrócić
Na tym to polega, by każdy cokolwiek dał,
Jak policzysz to razem, to się zbiera gruby strzał,
Pomyśl, że linie ubóstwa, co raz więcej z nas dotyczy
Pomyśl, o tych których los przepełnia czarę goryczy
Zrób coś dla wspólnego dobra, bo każdego to dotyczy
Szczęścia które możesz stworzyć, nikt na pieniądz nie przeliczy
Tutaj mafia, elit nas pozbawia co dzień mnóstwa
Udogodnień w naszym życiu, a wielu cierpi z ubóstwa
Ale możesz tutaj sam, próbować ten świat zmienić,
Czasem wystarczy drzazgi wybrać z dna kieszeni

Ref.
Ja pomagam, ty pomagasz,
Cuda które potrafimy razem sprawiać,
Rany goić szczęście dawać,
Obojętnym tu nie możesz pozostawać,
Ja pomagam, tu jak mogę
Bo wybrałem, ulicznego rapu drogę,
Jestem dla was, nie dla siebie,
Aby tu na ziemi, było nam jak w niebie

Bosski
Ta muzyka daję siłę, moim rapem daję wiarę
Nie umieraj puki żyjesz, razem cieszmy się tym darem
Pozytywne nasze fale, rozprawiamy się z koszmarem,
By żyć ale smutku zalew, ciesz się życiem z nami stale

Tadek
Komuś wiecznie jest za mało, ktoś najmniejszy drobiazg ceni
Dużo pracowitych biednych, dużo zarobionych leni
Pomyśl co może dać szczęście, czas ucieka z każdym miechem
Może smutnych dzieci twarze, pokryjesz szczęścia uśmiechem

Ref.
Ja pomagam, ty pomagasz,
Cuda które potrafimy razem sprawiać,
Rany goić szczęście dawać,
Obojętnym tu nie możesz pozostawać,
Ja pomagam, tu jak mogę
Bo wybrałem, ulicznego rapu drogę,
Jestem dla was, nie dla siebie,
Aby tu na ziemi, było nam jak w niebie
[Koni]
Powiedz gdzie się podziały tamte prywatki, gdzie te tłumy ludzi i te spoko nastolatki, kiedyś kluby były pełne nawet przed weekendem, dziś wszyscy nagle potracili zajawki, z tamtych czasów zostały tylko migawki, ogrom wypitej wódki i wypalonej trawki, robiliśmy trzodę niczym wypuszczeni z klatki, gdy zamykali klub to okupowaliśmy ławki, dzisiaj już nic nie wygląda tak jak dawniej, z biegiem lat zniknęły stare przyjaźnie, parę osób na krzyż w klubie, pusty parkiet, w rogu paru szczonów nieśmiało buja karkiem, jakaś pinda w kącie świeci zadkiem, pewnie za paczkę fajek sprzedałaby własną matkę, na nosie okulary udaje panią profesor, uważa się za diament wygląda na dwa pięćdziesiąt, haha, wokół same ponure twarze, pojedynczy wykidajło pręży się przy barze, zgrywa cwaniaka i szuka mocnych wrażeń, choć w parze z dużą klatką idzie mały ptaszek.

(scratch)
Powiedz, gdzie się podziały tamte prywatki... bezpowrotnie minęły czasy beztroskiej balangi dziś... z tamtych czasów zostały tylko migawki... wolę z dystansem od baunsu trzymać się z boku.

[Hory]
Jak to gdzie podziały się tamte prywatki, dziś ziomy są ojcami a kumpele to matki, bezpowrotnie minęły czasy beztroskiej balangi, dziś każdy o rodziny swojej jutro się martwi tak, kiedyś zajawa na balety była wielka, chyba się nie przyzwyczaję do obrączek na znajomych rękach, dawniej środa Anka, czwartek blue, piątek raport, dziś do mego zioma jego synek woła tato, ej, tu zapytasz mnie gdzie tamten świat siedzi w nas ze wspomnieniami z tamtych lat a jak, dziś w klubach za chuj się nie odnajduję, brak klimatu a muzyki, nawet nie komentuje, gubię się w tłumie, dzisiejszej mody nie rozumiem, w ogóle wkurwiają mnie ci przypadkowi ludzie, wolę z dystansem od baunsu trzymać się z boku, unikam hałasu, lansu, ludzi na tłoku, cenie swój spokój cenię, szlachetne zdrowie, spędzam czas z moimi ludźmi w zaufanym gronie, robimy biznes, podajemy sobie dłonie, po ciężkim dniu pracy leci pad w obieg, witam i żegnam.
Z góry na dół, jak z jedenastego piętra,
Gdy znasz to uczucie pękniętego serca,
Dziś epopeją mieszkań krzyk i nienawiść,
Ludzie nauczyli żyć żeby zabić,
Ja chcę żyć żeby marzyć,
Ale wstyd mi za świat ten,
Bo więcej od nas znaczy
Już ten pit z tym podatkiem,
Nie ma winnych, no chyba, że my,
Porywa nas zysk i płoniemy jak ćmy
Kto mnie zdradził, że czuję ten niesmak,
To tak jakbym przywiązany był sznurem do krzesła,
Ale powiedz, kto przegrał? Ja, ty czy inni,
Jak i czy dziś zabił te myśli,
Uwierz, wstyd mi za ten czas, za to miejsce,
Ludzi wartości, bo ten świat zgubił serce,
Powieszeni na szelce, sto metrów nad przepaścią,
Czy to koniec, początek? Proszę, przerwij to bagno.

Nasze bogactwo to nie kieszeń, co pęka,
Raczej własna tożsamość, ślady pracy na rękach,
(Całe życie w nas ej, całe życie mam, wiem)
(Całe życie w nas ej, całe życie mam) x2

Z góry na dół, to nie winda z nieba,
Raczej nikt ci tu nie powie, jaki film ma w genach,
Dzisiaj styl się miewa i to zależy od ludzi,
Chociaż w prawdę taką nikt nie uwierzy, jak mówi,
Jesteśmy sami sobie winni, zawsze sto procent,
Jak Cappy, za nieprzespane noce wybacz mi,
Jesteś zatrutym owocem chorej wyobraźni bogów,
Czyli wszystkim tym, co ludzi drażni w barłogu,
Zawsze jest powód, choć nie ma wyjaśnień,
Tylko skrzydła, co prowadzą prosto z nieba na parter,
Ja się nie dam, bo walczę, póki krew w moich żyłach,
Z naszych serc nasza siła, każdy dzień, każda chwila,
Uwierz, wstyd mi, za ten czas, za to miejsce,
Ludzi wartości, bo ten świat zgubił serce,
Powieszeni na szelce, sto metrów nad przepaścią,
Czy to koniec, początek? Proszę, przerwij to bagno.

Nasze bogactwo to nie kieszeń co pęka,
Raczej własna tożsamość, ślady pracy na rękach,
(Całe życie w nas ej, całe życie mam, wiem)
(Całe życie w nas ej, całe życie mam) x4
[x2]
razem nam jest nie po drodze
otworzę zaraz drzwi i wychodzę, bo to nie zdrowe
bo tak dłużej nie mogę, ty chyba też, co chcesz to bierz
nie chcę widzieć cię więcej, to koniec, cześć

znowu tu stoisz z walizką
do której znowu spakowałaś wszystko
wyjdź stąd szybko, bo zaraz tu mnie trafi szlag
i rozpierdolę coś tu w drobny mak, daję słowo
dziś zastanawiasz się jak my mogliśmy być ze sobą, spoko
ja teraz myślę o tym też
ty zastanawiasz się jak dotąd mogłaś mnie znieść
wielka pani, wieczny PMS, wieczna kłótnia
nie do zniesienia po południu i do południa
weź nawet mnie nie wkurwiaj, weź mnie nie wkurwiaj bardziej
że druga taka głupia to się dla mnie nie znajdzie
bo znam cię za dokładnie na wylot
jest pierwszą lepszą by tu tego piekła nie było
to by się nie skończyło tak, co to za cyrk?
nie wiem jak to się stało, że się znaleźliśmy w tym
ty za sobą masz drzwi i jeśli chcesz to możesz w każdej chwili wyjść

[x2]
razem nam jest nie po drodze
otworzę zaraz drzwi i wychodzę, bo to nie zdrowe
bo tak dłużej nie mogę, ty chyba też, co chcesz to bierz
nie chcę widzieć cię więcej, to koniec, cześć

znowu stoimy pod drzwiami
znowu coś jest nie tak między nami
choć się kochamy mamy problem znów
i ja mam spakowany plecak i brak mi słów
i chcę uciekać jak dzieciak, bo mam już dość, tracę siły
czasem czuję, że się nienawidzimy
że to na niby, że nie ma nas, tylko to głupio przerwać
że mamy rację w tym co mówimy do siebie w nerwach
i teraz nie wiem sam, mam w głowie mętlik
chcę się wyplątać z tej pętli pomiędzy nami
gdybym coś zmienić mógł pomiędzy nami
to dziś bym wolał, żebyśmy się nigdy nie spotkali
mam dosyć tej jazdy, bo to jest chore
a między nami chemia jest jak między ogniem i wodorem
to się nie może udać, trudno
za sobą mam drzwi, już nie zobaczysz mnie jutro

[x2]
razem nam jest nie po drodze
otworzę zaraz drzwi i wychodzę, bo to nie zdrowe
bo tak dłużej nie mogę, ty chyba też, co chcesz to bierz
nie chcę widzieć cię więcej, to koniec, cześć

znów wychodzimy żeby wrócić
w tym pojebanym świecie co robi zwierzęta z ludzi
w tych pojebanych czasach gdzie wszystko trwa chwilę
szukałem cię przez lata i dzisiaj dla ciebie żyję
więc odstaw tą walizkę na bok
wiesz, że znów będzie tak samo
obok siebie, obudzimy się rano jak nam pisano
bo mnie wciągnie to bagno bez ciebie
choć czasem w bagnie podtapiamy siebie
chcę mieć tu codziennie obok mnie
bo nie obchodzą mnie te wszystkie dni, kiedy jest źle
gdy chcę uciekać albo kiedy to ty chcesz uciekać
ja wiem i ty to wiesz, że będziemy na siebie czekać
to coś o przeznaczeniach, których się nie rozłączy
kiedyś będą o nas pisali książki
o tej miłości co nie miała szans, o miłości w nas
o tym jak mimo przeciwności pokonała czas

[x2]
razem nam jest nie po drodze
otworzę zaraz drzwi i wychodzę, bo to nie zdrowe
bo tak dłużej nie mogę, ty chyba też, co chcesz to bierz
nie chcę widzieć cię więcej, to koniec, cześć
Ja mówię jak jest.. różni ludzie, różnie myślą.
Ja mówię jak jest..

Ile ludzi tyle win, nikt nie jest nieomylny
obudzi się w Tobie mistrz, jak pozwolisz żyć chwili
tego nie zabroni nikt - być tym prawdziwym
aby wytropić jak psy, kości fałszywych.
Mówię jak jest, to wypływa ze źródła
bo robię co chcę choć presja tutaj duża
nie wszystko można mieć, bo nie wszystko jest dla nas
a każdy bieg za snem niszczy kolana.
Jestem świadomy, że nie dotrę do wszystkich
choć zwrotki piszę się nie prościej niż myślisz,
mógłbym zrobić z nich książki i ciągnąć zyski
nawet gdy brak mi forsy (ej) to są pomysły.
Ja nie widzę niczego co mogło by mnie oblać
zobacz, nawet gdy niebo zrzuca koszmar
tego co mówi, że ma ciężko - dobije choroba
ja chcę cieszyć się jak dziecko, kiedyś z dokonań

Ja mówię jak jest i jak chciałbym by było
ale sam wiesz jak jest, różni ludzie różnie myślą
możesz to bierz, nim możliwości znikną
niech płynie z naszych serc jak najdłużej miłość. / x2

Idź w przód przed siebie, czuj puls, decyduj
i myśl tu, bierz pensję, kuj w łeb jak chirurg
choć mistrzów dziś jest więcej ale po paraliżu
bo z ich przysłów to też niesie tylko brak stylu
mogę być tu bo wiedz, że Twój strach nie popłaca
kształć styl swój i siebie bo co dałeś to wraca
gram, latam i wiem, że bezpiecznie nie polatam
ponad kumulusami wszędzie czekają wyzwania
i ryzyko straty - bez niego, bezsensu walczyć
jestem tu dla tych co chcą z zakrętu wyjść cali
to centrum prawdy, nie chce odwetu jak talip
chce leku co naprawi wszystkim na przekór, zawiść.

Ja mówię jak jest i jak chciałbym by było
ale sam wiesz jak jest, różni ludzie różnie myślą
możesz to bierz, nim możliwości znikną
niech płynie z naszych serc jak najdłużej miłość. / x2

Różni ludzie, różne myśli..
jest tyle wyjść ile dróg
bo zasługujemy wszyscy
na szczęście a nie na cud! / x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo