Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[x2]
razem nam jest nie po drodze
otworzę zaraz drzwi i wychodzę, bo to nie zdrowe
bo tak dłużej nie mogę, ty chyba też, co chcesz to bierz
nie chcę widzieć cię więcej, to koniec, cześć

znowu tu stoisz z walizką
do której znowu spakowałaś wszystko
wyjdź stąd szybko, bo zaraz tu mnie trafi szlag
i rozpierdolę coś tu w drobny mak, daję słowo
dziś zastanawiasz się jak my mogliśmy być ze sobą, spoko
ja teraz myślę o tym też
ty zastanawiasz się jak dotąd mogłaś mnie znieść
wielka pani, wieczny PMS, wieczna kłótnia
nie do zniesienia po południu i do południa
weź nawet mnie nie wkurwiaj, weź mnie nie wkurwiaj bardziej
że druga taka głupia to się dla mnie nie znajdzie
bo znam cię za dokładnie na wylot
jest pierwszą lepszą by tu tego piekła nie było
to by się nie skończyło tak, co to za cyrk?
nie wiem jak to się stało, że się znaleźliśmy w tym
ty za sobą masz drzwi i jeśli chcesz to możesz w każdej chwili wyjść

[x2]
razem nam jest nie po drodze
otworzę zaraz drzwi i wychodzę, bo to nie zdrowe
bo tak dłużej nie mogę, ty chyba też, co chcesz to bierz
nie chcę widzieć cię więcej, to koniec, cześć

znowu stoimy pod drzwiami
znowu coś jest nie tak między nami
choć się kochamy mamy problem znów
i ja mam spakowany plecak i brak mi słów
i chcę uciekać jak dzieciak, bo mam już dość, tracę siły
czasem czuję, że się nienawidzimy
że to na niby, że nie ma nas, tylko to głupio przerwać
że mamy rację w tym co mówimy do siebie w nerwach
i teraz nie wiem sam, mam w głowie mętlik
chcę się wyplątać z tej pętli pomiędzy nami
gdybym coś zmienić mógł pomiędzy nami
to dziś bym wolał, żebyśmy się nigdy nie spotkali
mam dosyć tej jazdy, bo to jest chore
a między nami chemia jest jak między ogniem i wodorem
to się nie może udać, trudno
za sobą mam drzwi, już nie zobaczysz mnie jutro

[x2]
razem nam jest nie po drodze
otworzę zaraz drzwi i wychodzę, bo to nie zdrowe
bo tak dłużej nie mogę, ty chyba też, co chcesz to bierz
nie chcę widzieć cię więcej, to koniec, cześć

znów wychodzimy żeby wrócić
w tym pojebanym świecie co robi zwierzęta z ludzi
w tych pojebanych czasach gdzie wszystko trwa chwilę
szukałem cię przez lata i dzisiaj dla ciebie żyję
więc odstaw tą walizkę na bok
wiesz, że znów będzie tak samo
obok siebie, obudzimy się rano jak nam pisano
bo mnie wciągnie to bagno bez ciebie
choć czasem w bagnie podtapiamy siebie
chcę mieć tu codziennie obok mnie
bo nie obchodzą mnie te wszystkie dni, kiedy jest źle
gdy chcę uciekać albo kiedy to ty chcesz uciekać
ja wiem i ty to wiesz, że będziemy na siebie czekać
to coś o przeznaczeniach, których się nie rozłączy
kiedyś będą o nas pisali książki
o tej miłości co nie miała szans, o miłości w nas
o tym jak mimo przeciwności pokonała czas

[x2]
razem nam jest nie po drodze
otworzę zaraz drzwi i wychodzę, bo to nie zdrowe
bo tak dłużej nie mogę, ty chyba też, co chcesz to bierz
nie chcę widzieć cię więcej, to koniec, cześć
Bogactwo sława i wspaniała zabawa x4

Osiągasz sukces zarabiasz pieniądze
Spełniasz swe marzenia zaspokajasz żądze
Czy tego oczekuję hmm niech pomyślę
Przecież nie zaistniałem jeszcze w muzycznym przemyśle
Więc nie pierdol mi tutaj że robię coś dla kasy
Nie ściemniaj skurwysynu że chcę trafić muzą w masy
Bo nie robię hautury nie odpierdalam szopki
Więc profity będą cienkie a ja będę zbierał drobne
Biedny skurwysyn jest lepszy od dzianego
Bo nie ma gówna z mózgu tak jak ty tutaj kolego
Kadilaki, drogie kurwy i bogaty wystrój durny
To marzenie każdego zarobić chcącego
Jeśli jesteś zwykłym leszczem to dopuszczą cię wszędzie
Będziesz grał wielkie imprezy
Tylko rób tak jak frajerzy
Którzy całe życie się za kaskę sprzedają
Śpiewają podskakują tak jak inni im zagrają
Nie popierdoleńcu ja tak kurwa nie potrafię
My razem z Born Juices tworzymy liryczną mafię
Kontrowersja kontrowersja na to nie ma tutaj miejsca
Slums Attack and Born Juices to bandycka jest profesja
Zajawka srawka czkawka i chichawka
My nie gramy old school Hip-Hop więc nie kocha nas Warszawka
Kąpiele w szampanie całodobowe chlanie
Tuziny gołych cipek nigdy dość nam tych rozrywek
Lecz branża jest nie dla nas i branża jest śmierdząca
Jeśli nie wiesz o co chodzi to posłuchaj bracie Bolca

Bogactwo sława i wspaniała zabawa x4

Czysta łatwizna komercja jest obślizgła
Naiwna dupa tego zero mózgu mającego
Lego powinien sobie frajer poukładać
I swoją dupę wszystkim wysprzedawać
I siadać i gadać tak jak mu zagrają
Przecież jego płyty nieźle się sprzedają
On nie myśli nie czuje nie wącha nie próbuje
Daruje temu co się chyba nic nazywa
Nagrałeś demo chcesz wydać swoją płytę
Twe myśli i marzenia chcą być wprost niesamowite
Zużyte możliwości twej kapeli cierpliwości
Myślisz coś się ruszyło jesteś pełny swej radości
Miłości czułości w ten materiał wpakowałeś
Stanąłeś na nogi jestem dumny pomyślałeś
Bo wiedziałeś co nagrałeś w dupę kopać się nie dałeś
Rano wstałeś bo musiałeś po wytwórniach się szlajałeś
Chciałeś ale chyba nie wiedziałeś
Że nie w tą branżę stary się dostałeś
I w żywe oczy dostałeś w okno gola
Bo teraz jest moda na prostego rock'n'rolla
Big Macki Johny Wacker przez słomkę Coca-Cola
Dla ludzi z tej branży już do końca taka dola
Pieniądz w ich rękach nie ma żadnej wartości
Mdłości z tego wszystkiego mnie ogarniają
Spasione mordy w drogich wózkach zasiadają
Ale my dobrze wiemy że racji nie mają
Mają ale chyba tylko pustkę w głowie
Dowie się ten tylko kto jest w naszej osobie
Jedno tylko mogę powiedzieć ci że to wszystko to
Czysta łatwizna komercja jest obślizgła
Naiwna dupa tego zero mózgu mającego
Lego powinien sobie frajer poukładać
I swoją dupę wszystkim wysprzedawać
I siadać i gadać tak jak mu zagrają
Przecież jego płyty nieźle się sprzedają
On nie myśli nie czuje nie wącha nie próbuje
Daruje temu co się chyba nic nazywa

Bogactwo sława i wspaniała zabawa x4

Przybywam przechodzę mijam cię nadchodzę
Nie myślę o pierdołach jestem na dobrej drodze
Wychodzę na czoło moi bracia są wokoło
Nie potrzebuję nic więcej
Jest mi z tym dobrze i wesoło
Ty mówisz reprezentuj zwróć uwagę
Ja reprezentuje szanuje tylko dobrych eMCe
Cała reszta to chuje
Żałuję tylko tego że mało jest dobrego
Że większość idiotów myśli że stoję po stronie złego
Branżowa podkowa a pod nią twoja głowa
Reszta się nie liczy taka kultura Hip-Hopowa
Branża rock'n'rollowa o kurwa
Jaka pusta głowa to nie moja mowa
Ja nie kumam tego słowa
Szacunek dla eMCe
No wiecie za znaczek na kasecie
Lepszego nie znajdziecie
Wszystko jest przekręcone wiosna jest po lecie
Porozumienie ponad podziałami jak w mielonym kotlecie
Który mamy rok rok 1997 a gdzie jest 8 99 09 1
Pytam Ciebie odpowiadasz nie wiem
A ja ci odpowiem jesteś zwykłym przyjebem
Uliczna strona nie jest po to żeby niszczyć
Jest po to by budować myśleć czuć i zajebiście rymować

Słucham czuje rymuje za to wszystko cena
Za to wszystko siano beceluje
Mam Jaguara jeździ nim moja szpara
W basenie przed domem kąpią się dziwki
Każda z fasonem ja po środku jak superman stoję
Nikogo się nie boję na szyi złoto na rękach złoto
Nagle co to czar pryska budzisz się
I do starej poduszki ryj przyciskasz złością tryskasz
Tak to sen inny jest prawdziwy dzień
W stare buty i koszulę dajesz nura
Idziesz na miasto się pobujać
Szare mury krajobraz ponury
Rymujesz coś zmienić próbujesz
Szukasz dla siebie miejsca
Próbujesz wyrwać się z bloku getta
Masz swój styl bycia życia rymowania
Siano nie zmieni twego bytowania
Jebie gazety telewizję sztuczne kreowania smarowania
Dziwek ruchania do zmian namawiania
Ciarki Liroya w studiach kowboja
Jebie to dokładnie nie jestem na dnie
Uliczna strona Kielc cię dopadnie
Born Juices giwerą rymu do ciebie wygarnie

Bogactwo sława i wspaniała zabawa x4
Kilka wersów miałeś bystrych jak chuj,
Czasem chce pogadać z ojcem ale milczy jak grób
Trzymam kurs, Ty sie ucz jak sie wraca,
Zeby wkurwić tych co postawili hajs na dzieciaka
Nie było mnie chwile, w Twoim głosie krzywda wielka
Prawda jest jedna, ja mam plecy, Ty masz plecak.
I wyśmiewam Ci ksywe nie chorobe nie no przestań
Czytałem gdzieś tam że stulejka jest bolesna.
Proponowali klipy ale po chuje pchać w ten beef tu
Jestem raperem, nie produktem marketingu
Step? Wyczuł hajs, setki reklam na plecy,
Więc tylko zmieniasz pozy za szkłem jak manekin.
Ej, w sumie sie zgadza, jesteś kolorowym chłopcem
Ciekawe o czym nagrasz płyte kiedy już dorośniesz
Rzuć rap, pisz biografie,
Bo kolejny numer o mnie zasilił Ci dyskografie
To jest Szczecin, za moim słowem idą moje pięści,
Ten beef skończysz jako treningowy worek w rzeźni
Chuj w odpowiedzi, się wystrzelał szczeniak kurwa
Zabrakło amunicji w palcach teraz strzelaj z dupska
Ty koncerty nie grasz, kobiety nie znasz
Kumpla chuj tak Cie jara że wrzucasz do sieci zdjęcia
Te posty, przestań, co Ty wiesz o intelekcie ?
Masz wkurwienie na twarzy i skurwienie na fejsie.

A tak sie robi refreny kurwa ! Yo, posłuchaj...

Chcesz być jak my ? Ale nie masz jak, nie masz jaj
Nie wystarczy... Sie przebierać za jebać rap,
Więc wystaw pysk... ale nie masz szans, nie ta gra,
Ręcznik na ring.. i tak klękaj nas przepraszaj

Chcesz być jak my ? Ale nie masz jak, nie masz jaj
Nie wystarczy... Tylko szczekać tak, nie ta gra
Lecisz na ryj...

Twój one shot, pomyślałeś 'Będę Bonsonem'
Nagram coś tak jak on, tylko pod swoim domem
Świruje gracza, wraca po czterech latach
I pajac skarał słuchacza wersami o materacach.
Za dużo bluzgów, mama w domu, miałeś przypał
Za wiele nie skumałeś, pewnie wciąż musiałeś ściszać
Argumenty, punch'e, gdzie masz, bo wciąż ich pragnie
Chuj, dupa, cycki - naga prawda o Twoim rapie
Moi kumple? Uwierz, nie chcesz obrazić
Przy wymianie butelek, weź wymień flow przy okazji
Co to za bitewny raper, co w dissie prosi o wpierdol
My zostaniemy lata, ci kolorowi polegną
Z domu wyszedłem sam, a Ty najpierw zarób hajsy
Bo na razie zarobiłeś w twarz na utrzymaniu matki,
Mówisz o związkach, może najpierw wyjdź na prostą
Kogo rzuciła panna gdy go wyśmiał Bonson ?
Jeśli każesz pluć w twarz to sie kiedyś może stać
Jak Cie spotkam to dopiero będziesz krzyczał 'To nie ja!'
Możesz klęknać przy nas, wtedy liźniesz troche fejmu
Bo sie zapowiadasz gorzej niż Twój koncert w Ełku,
Ty nie masz wersów więc to dla mnie na tyle
Powiedziałem na płycie to co Ty na mnie nawiniesz
Wysranym przypadkiem chciałeś być młodym wilkiem,
Sulin, dałeś dupy z zegarkiem na playlist'cie

Chcesz być jak my ? Ale nie masz jak, nie masz jaj
Nie wystarczy... Sie przebierać za jebać rap,
Więc wystaw pysk... ale nie masz szans, nie ta gra,
Ręcznik na ring.. i tak klękaj nas przepraszaj

Chcesz być jak my ? Ale nie masz jak, nie masz jaj
Nie wystarczy... Tylko szczekać tak, nie ta gra
Lecisz na pysk... ej lecisz na ryj
Lecisz na pysk..

Chcesz być jak my ? Ale nie masz jak, nie masz jaj
Nie wystarczy... Sie przebierać za jebać rap,
Więc wystaw pysk... ale nie masz szans, nie ta gra,
Ręcznik na ring.. i tak klękaj nas przepraszaj

Chcesz być jak my ? Ale nie masz jak, nie masz jaj
Nie wystarczy... Tylko szczekać tak, nie ta gra
Lecisz na pysk...
Podałem dłoń, by nie upadł
Ziomuś grał na uczuciach
Krewił sos, ścigał ktoś
Więc uciekł bo musiał
Drugi złożył donos
Psy go chronią
Suchą nogą przeszedł grunt
W którym inni utoną
Stracił honor został solo chuj z nim,
dziś zapija smutki aż zerwie się film
Te lata pokazały mi kto ma charakter
Kto w ogień wszedł za bratem
Kto był tu przypadkiem
Czas odcisnął swój ślad na naszych twarzach
W oczach dalej mam szczerość,
tylko rzadziej wybaczam
Przyjaźń to nie hazard
nie kazał jej nikt zastawiać
I nie zbawią fałszu i kłamstwa Ściemnione prawa
Ja nie muszę udawać żeby zyskać respekt
Być kimś kim nie jestem by zdobywać więcej
Wiem że często nie śpisz dosięga Cie strzyga
Nerwowo na ulicy przez ramie patrzysz, to finał

On ufał mu jak nikt nikomu nigdy wcześniej
Od małolata razem się wychowali na mieście
Tam spisywali kwestie, ustalali podejście
I nie spodziewał się nikt tego co nadejdzie
Bezszelestnie nocą przemierzali street
Żyjąc w rytm historii które widział tylko świt
Ich uliczny styl napędzał to miasto
Czysty zysk do wszystkiego mieli dostęp łatwo
Gdy jeden z nich znikł każdy myślał "Jak to?"
Cały towar razem z nim, co dokładnie zaszło?
Nić pękła razem z tym, matce w gardle zaschło
Kiedy zobaczyła ich, siedziała ze sprawcą
Ulica nie wybacza braku szacunku do gry
On wiedział o tym wtedy, pamięta to do dziś
Tu nie pomoże nic i nawet więzy krwi
Nie są w stanie wskrzesić tego co umarło w nich
Kobiecie kazali wyjść, z oczu płynęły łzy
płacząc zarzekała się że jakoś wszystko odda im
Tu życie jest jak film, znam finał tej historii
Witamy państwa na pokładzie naszych linii lotniczych
Lot będzie trwał 2 godziny 45 minut
Mamy nadzieję, że dolecicie spokojnie
zapiąć pasy w miejsce przeznaczenia
Nie skromny syf tak, wykupione macie wczasy właśnie na tej wyspie

Nie skromny syf, dzisiaj All Inclusive
I nie będzie mi wstyd jak chcę zrobię hit
Przelot, już lecę, na pokładzie są hece
X.O. Hennesy, wiecie kto rozkręca imprezę
Biba pod palmą, wypijmy za tamto
Rum z Colą, Fantą plus Smirnoff z wkładką
Zbyt często nie rzadko, to jest niezłą gratką
Nie skurwiel z posadką tylko ze slumsów szczeniak
Twe szanse oceniam, czy zdobędę tę panią
Tak patrzę sobie na nią no i wołam - siamano
Sympatyków mało [?] czas wygrzać
Póki młody korzystać, wiem, że nie każdego stać
Ja nie będę się śmiać i wypiję wasze zdrowie
Też kiedyś nie mogłem, nic nie miałem - pokój człowiek
Tak całe życie sobie nic nie robić tylko leżeć
Nażreć się do syta, mieć co palić, w to nie wierzę
Trzeba zapierdalać, by to wszystko móc opłacić
Mówi o mnie kilku - jak ten skurwiel się bogaci
Za swoje mam to wszystko teraz możesz się wkurzyć
Ale życie chcę brać tylko w systemie All Inclusive
Za swoje mam to wszystko teraz możesz się wkurzyć
Ale życie chcę brać tylko w systemie All Inclusive

Tak, tak, właśnie tak
All Inclusive...

Przyjmij to do wiadomości nigdy już nie będę pościł
Dla nędzy brak litości syf eliminuje sprawnie
Swe sprawy ogarnę i gdy czas jest to się bawię
Usypane mam na ławie czasem nastrój se poprawie
Przy wzmocnionej kawie w towarzystwie pięknych kobiet
To nie jest fajne życie lecz niestety bardzo drogie
Nie będę się tobie tłumaczył, żem rozrzutny
Że wydaję euro, funty, nawyki? jesteś smutny
Bo ja nie jestem butny? Rycha pycha nie pożarła
Nadal brak tu lansu chociaż lubię rozgardiasz
Jay M.D. Remy Martin, pół serio pół żartem
Z koleżką nie palantem na kwadracie trwa impreza
A osiedle plotkuje, a policja mnie namierza
A zazdrośni się wkurwiają, a ta suka nie dowierza
Że ze mnie kawał zwierza, nie odmawiam pacierza
Tylko All Inclusive mówię ci - to wam polecam

All Inclusive...

Full opcja radosna tak prosta, że aż czasem
Myślę, że to wszystko się nie dzieje sie naprawdę
Wtedy szczypię się w ryja i dziękuję za to sobie
Bo prawić standard życia możesz prawie zawsze, gnojek
Często tak mówią, lecz za moje imprezują
Nie stawiam byle sukom, byle szujom
Pejowce częstują, tak już było lata wcześniej
Kiedy mój starszy brat rozpierdalał swoje czesne
Kieszonkowe te kwestie nikt z nas nigdy nie był skąpy
Że po szkodzie człowiek mądry to normalne ale szalej
Zdarza się przejebać kwoty, których nie wymienię
Talent mam do wydawania, mam do zarabiania
Wiem w co się uwikłałem, a, że chciałem to wydałem
Najbardziej zarobiony raper w III RP
I w IV też tak będzie, a jak nie to będzie pech

All Inclusive...

Jak wylądujemy to już będzie pełna pizda
All Inclusive, właśnie tak
kiedy wchodzę na te bity, bujasz się jak paralityk przy tym
kumasz mnie to suma - a nie tralala hity
woka-la-lami na bity, mama dała mi deficyt, nawijki - milky way
jakie młode wilki ja to - Bill Gates.

lata praktyki dały mi sens
wyniki, sex i narkotyki to nie disney land
w pizde men, cisnę great wizje w net - tu locality
same wygi rap 3city z dopiskiem play

i kiedy wchodzę na te bity to się wiozę
dawaj lożę mi ty
lache łożę na te mity, zawsze gorzej jak wybity
no way - mnie to uraża, bo wyrażam typy
pro game, tabula rasa techniki

a płyty ciągle men, dobre wiem, komplement
to nie ten, że rośnie fejm, proszę cię, może zmień
spojrzenie na progres damn, o żesz game over
i Timothy mi dawaj takie bity to pierdolnę to meeen!

Ref. x2
kiedy na bit się wpierdalam - ty robisz - tralalalala
cała sala robi hałas - razy dwa
niech w obłoki sprzęt wywala - tralalalala
zanim zamknę oczy powiem - NARA

2.
i kiedy wchodzę na te bity, jak the beatles fatality mam
do bitu narkotyki dam, ty pity nam tu synu gnaj
za płyty man kombinuj hajs, do nilu po haj
na linie perpetum mobile, bo to płynie wyminie ten kraj

nawinę na minę ten szajs, tu mam chininę na ślinę
jak my space zginie kto winien bo wyje jak maine fhurer
a pije do wack-czyniestrw doktrynier co ma w tyle
te skille nie skmini mnie za chiny - debile

ty sprawdź, style na wylew ich mam
tyle, że wyle-by-wam wylewywać ile mam w żyle co chwile, sam
gubię się na tyle, że w ogóle z tym nie kryję się
i lubię jak to płynie, tak jak wódę kiedy rusza mnie

więc ruszaj przy tym tyłek, niech budynek buja się
chce słyszeć tu do chuja siłę typie, nie zamulaj się
od muła, jest nas tutaj przecież tyle, że nasuwa się fabuła
że to będzie pierdolona rzecz - kumasz?

Ref. x2
kiedy na bit się wpierdalam - ty robisz - tralalalala
cała sala robi hałas - razy dwa
niech w obłoki sprzęt wywala - tralalalala
zanim zamknę oczy powiem - NARA
Cała historia świata w jednym punkcie się splata
Źle odczytana księga przez jakiegoś wariata
Zła ta jest wersja szlachetnego kultu
Który stał się narkotykiem dla ślepego tumultu
Jeśli znasz całą prawdę, zacznij wnet nauczać
Zacznij odrzucać narzuconą wolę
Pozorne duszy ukojenie mitologiczne opowieści
Robią na każdym wrażenie, tam gdzie
Ekstremalne punkty karne fakt to nieistotny
Mała rewolucja, to punkt zwrotny
Widzisz moją twarz, jak płaszczysz się fałszywie w świątyni
Kiedy niosłeś ofiary, stałeś z nimi-ślepymi
W końcu widzisz moją twarz chwili
Największego uniesienia ty jesteś człowiek nieświadom istnienia

x4
Przyjmując wartości które przez nich są dane
Zostaniesz niewolnikiem, a oni będą panem
Łapczywie czekając pod chłam szczytowym gradem
Już jedziesz na swój pogrzeb żałobnym karawanem
Joł, pierdol się, kurwa ty, ej

To pomysł rodem prosto z placu Zbawiciela
Szacun, jeździłem samochodem, rondo, nie wbiłem tam na melanż
Przekmine teraz miej, schowaj na chwilę hejt
Zarobiłeś dziś już chłopie opuściłeś już swój other space
Zrzucasz gajer, wracasz do rapgry na chwilę
Patrz ile ja w tym zrobiłem, i nagle prawdy jest tyle
I jeden synek na siłę chce być tu Mackelmore,
ma grzywę, ma tatuaże man i nie ma tego czegoś
Tacy jak on mnie hejcą, ale mnie nie rusza ich hejt
Sennheiser na uszach i puszczam w bit muzykę
Uwielbiam ją, ona tańczy dla mnie #Weekend
Uwielbiam joł, tą ekipę

Ref:
Ja uwielbiam Joł
Uwielbiam Joł
Uwielbiam Joł, Joł, Joł
x2

Wszystko jest stanem umysłu, zdejmij cudzysłów, aj
Nie widzę większego zysku niż WuJot z tego ma
Czując tempo czaj, jeżeli hajs biorę
Nie dla idei robię, idea dziś to Orange
Idea dziś to chore, schody, ty to poręcz
Wspinam się dzięki tobie, toruj drogę mi toporem
Zrozumiałem i to w porę jaki d to bitom w głowę
Robię tu z ekipą Hip-Hop Wielkie Joł, to jest tak światowe
Ci wielbią joł, Ci nie cierpią nas
Ci mówią cierpko o nas, temu brak słowa, patrz
Ci mówią średnio o nas,
Ci maja cienko, ciki bang bang
Ten siedzi cichy bo wie że nadejdzie dzień kiedy znów na szczycie będę

Ref:
Ja uwielbiam Joł
Uwielbiam Joł
Uwielbiam Joł, Joł, Joł
x2

Rap ze stemplem. WJ emblem, mówią:
chuj ci w bęben, chuj ci werble, chuj ci w gębę
Zapisuję nową księgę, chociaż się skończyłem przedtem
Rozjebałem przy Esende, znów wróciłem na osiedle
Tyłem biec mogę więc, wiesz, i tak dobiegnę
Zapamiętaj to, Wielkie Joł jest wielkie, permanentnie
Wielbię Joł, na wieki wieków, amen, zusammen,
i mam wyjebane we wszystkich tych co sieją zamęt
Wielkie Joł - logotyp złoty
ziom, mam mikrofon i robię zło tym
Złoty dotyk, to zwroty do tych co
Unoszą dwie wiktorie nad głowę z logiem Wielkie Joł

Ref:
Ja uwielbiam Joł
Uwielbiam Joł
Uwielbiam Joł, Joł, Joł
x2
[Kisiel]
Przychodzę na ten świat niczym ptak jak Andre
Trzy tysiące lat w klatce, więc mam chandrę
Niewolnicy w piramidach pergaminy palą
Czasem wątpię myśląc, że syn boży to faraon
Oddaję cześć temu z tronu, mówił po polsku
Nowinę przybędzie nieść mi z ust gołąb-ców
Inni biskupi Rzymu mieli brudne myśli
Zmieniali strony biblii tylko dla własnych korzyści
Jestem dowodem światłości, jestem jak funkcja cieni
Latam wysoko ale karmę znajduję na ziemi
Ptaki niebieskie na niebie ich krew nie będzie błękitna
Cierpię, rozkładam złamane skrzydła
Wszystko zależy od Ciebie jutro kolejna bitwa
Walcz mimo tego, że wolność wpadła w sidła
Istnieją dwie możliwości widzenia świata
Z perspektyw robaka lub z lotu ptaka

[Cira]
Zatrzepotały skrzydła na niebo skłoni biło Słońce
Promień pokoju płynął po oliwnej gałązce
On poderwał się do lotu, przeciął powietrze
Bez odwrotu wietrze nieś mnie
Gołąb Jutra usiadł mi na ręku, pełen lęku
Szukał dźwięku tak bym nie leciał po ciemku
Trwał, pytał czemu stoję w miejscu
Czemu jestem nieswój Ty wątku nie zgub
Słuchaj Gołąb Jutra utrapiony odleciał
Zgarnął ostatnie ziarno w moich odpowiedziach
Powiedział nie lękaj się czerpać wiary z obłoków
Daj mi na to słowo ja dam Tobie pokój
(Diox)
Idę przez klub, widzę w chuj sztuk co błyszczą,
Alkohol, noc, typy tu gubią rzeczywistość,
To nasz świat, wybraliśmy go sami,
Przechodzę, skręcam, za dechami widzę Kebsa,
Strobo mi miga, jak w oczach reszta sali,
Obok ktoś pali skręta, nasi ludzie są z nami,
Bufetowa napierdolona jak szpak,
Zamiast lać po kielonach, leje wódę na blat,
Ma niezłe cytryny, ale nie wydaje reszty,
Jak kurwy, szmaty, automaty, bandyty,
Litry i bataty obcinają mnie barany,
Dwóch mocno spiętych grają, że luzacy,
To jest tak - gruby pal na patelni,
I samotna sztuka przy barze, co chce kiełbasę
Ja, tracę ją z oczu, teren znaczę tagiem
Zawijam na backstage, palę, łapię równowagę.

Refren (sample)
Teraz idzie dla tych wszystkich
Którzy wiedzą co jest grane (Uciuany giecik - PCP)
Ty wiesz, że będzie melanż
i powrót nad ranem (Ty wiesz że - Molesta)
Jedni - spoko, drudzy mają tu żale
Bo do tego mam talent (Ja sie wcale nie chwale - K44)
Za kołnierz się nie wylewa (Stoprocent 2 - Sobota)
Od rana do nocy 24/7 melanż (40 %- PiH)
... wolę z dymem (Ja sie wcale nie chwale - K44)
DJ - tylko strzel

(Hades)
Tylko my tak umiemy rozjebać bibę,
Organizator obrzygał kibel,
Bramka opyla ostatni bilet,
Właściwie to nie słyszę co gadasz,
Macham łbem, że niby wiem o co chodzi, spierdalam
Ogień chce ode mnie jakaś naćpana lala,
Rozlała tu pół Malibu, a dwóch patrzy na nas,
Błagam barmana, żeby coś nalał
Bo poziom alkoholu we krwi opada jak Niagara,
DJ robi aua, a ja rozpoznaje ten styl,
Hip-hop, funky soul, żadne R&B
Najebany typ potrącił łokciem ramię,
Nagle zgrzyt, pizda, aha - fajnie, fajnie,
Ktoś słabnie, myślę upadnie na mnie,
Prostopadle, jak świerk na wycince w tajdze,
Miałem rację, pacjent miał zwarcie w bańce,
Blanta siostro, czas na reanimację.

Refren:
Teraz idzie dla tych...

(Diox)
Zaraz wbitka na scenę więc spadam,
Krótka piłka, muzyka, barman mi nalał,
Żołądek, szlug, blanty, gdzie popita?
Idę grać, kurwa mać, nie pytaj mnie co słychać,
Gruby bas, nasi ludzie pod sceną,
Nadszedł czas, to nasz czas, nasz sezon,
Kto tak gra, pomyśl nad odpowiedzią,
Bez względu czy mówisz joł czy mówisz elo,
To Hifi Banda wdziera się w stereo,
Gramofony, mikrofony, systemy lecą jak metro,
Dziękujemy swetrom, pseudo inteligentom,
I psom, co chcą ciąć sos, za flow z potencją,
To jest show jak Bill Cosby w sobotę,
Organizator liczy ludzi na sali i flotę,
My liczymy na after, niekoniecznie hotel,
Nie musi być pięć gwiazdek,
I tak zrobimy swoje.

Refren:
Teraz idzie dla tych wszystkich...

(Hades)
Po koncercie poszedłem po bletkę,
Po drodze ktoś podbił po podpis i beczkę,
Potem pobiegłem po schodach pod backstage,
Pierdolnąć browar, pokaszleć po skręcie,
Had, lubi podładować baterie,
Gdy padł, wkłada butelkę , gwintem w gębę,
Hajs, dawaj bo ta zaraz będzie empty,
Pustą kielnię mam jak pustelnię pustelnik,
Bejbi, bejbi tyłeczek masz wielki,
Za dużo wędlin, japa jak żaba Kermit,
Zbieraj chłopaka, niech zwiewa spod DJ-ejki,
Bo to nie dyskoteka, niech nie zamawia piosenki,
DJ to DJ, MC to MC,
Hip do hop rozpierdolimy wam bębenki,
Jak King-Kong pół dzielni, jak układ słoneczny Kopernik,
To styl H do I do FI.
Z góry na dół, jak z jedenastego piętra,
Gdy znasz to uczucie pękniętego serca,
Dziś epopeją mieszkań krzyk i nienawiść,
Ludzie nauczyli żyć żeby zabić,
Ja chcę żyć żeby marzyć,
Ale wstyd mi za świat ten,
Bo więcej od nas znaczy
Już ten pit z tym podatkiem,
Nie ma winnych, no chyba, że my,
Porywa nas zysk i płoniemy jak ćmy
Kto mnie zdradził, że czuję ten niesmak,
To tak jakbym przywiązany był sznurem do krzesła,
Ale powiedz, kto przegrał? Ja, ty czy inni,
Jak i czy dziś zabił te myśli,
Uwierz, wstyd mi za ten czas, za to miejsce,
Ludzi wartości, bo ten świat zgubił serce,
Powieszeni na szelce, sto metrów nad przepaścią,
Czy to koniec, początek? Proszę, przerwij to bagno.

Nasze bogactwo to nie kieszeń, co pęka,
Raczej własna tożsamość, ślady pracy na rękach,
(Całe życie w nas ej, całe życie mam, wiem)
(Całe życie w nas ej, całe życie mam) x2

Z góry na dół, to nie winda z nieba,
Raczej nikt ci tu nie powie, jaki film ma w genach,
Dzisiaj styl się miewa i to zależy od ludzi,
Chociaż w prawdę taką nikt nie uwierzy, jak mówi,
Jesteśmy sami sobie winni, zawsze sto procent,
Jak Cappy, za nieprzespane noce wybacz mi,
Jesteś zatrutym owocem chorej wyobraźni bogów,
Czyli wszystkim tym, co ludzi drażni w barłogu,
Zawsze jest powód, choć nie ma wyjaśnień,
Tylko skrzydła, co prowadzą prosto z nieba na parter,
Ja się nie dam, bo walczę, póki krew w moich żyłach,
Z naszych serc nasza siła, każdy dzień, każda chwila,
Uwierz, wstyd mi, za ten czas, za to miejsce,
Ludzi wartości, bo ten świat zgubił serce,
Powieszeni na szelce, sto metrów nad przepaścią,
Czy to koniec, początek? Proszę, przerwij to bagno.

Nasze bogactwo to nie kieszeń co pęka,
Raczej własna tożsamość, ślady pracy na rękach,
(Całe życie w nas ej, całe życie mam, wiem)
(Całe życie w nas ej, całe życie mam) x4
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo