Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ja osłaniam miasto, Wiśnia się też blisko trzyma
Tu jest najlepiej, tu jest najlepiej
Wspólne zadanie miasto Poznań osłaniać
Tu jest najlepiej, tu jest najlepiej.

Poznań miasto moje, gdzie mam akcje swoje
Miasto złą sławą owiane, kto ma gadane
Sykuś, Wiśnia kontrolują membranę
Na dzielnicy akcje znane na Wilsonie
Jak przy żonie WKS strefie
Tu jest najlepiej na schodach pod sklepem
Hip-hop rośnie w siłę i powiększa się rodzina
ZDN THC RW i inaczej każdy myśli ale zgodnie raczy
Poznański hip-hop rozwija się stale
Ja zachodnią stronę ponad wszystko chwalę
I stale napierdalam jak świnia, taka o mnie opinia
I nie dziwi mnie to wcale bo browar za browarem walę
I trawką to wszystko przepalę a miasto noszę w sercu
Poznański wieszczu mieszczuch Wiśnios
Z Poznania własnym ciałem miasto osłaniam
I nie pozwolę byś na nas bluzgał
Mikrofon w ręku jak rózga
I za chuj ma ostro Cię uderzę
Gdzie Twoje miejsce, zaraz Ci pokażę
Roś na razie

Proste, po pierwsze to wiele rzeczy zniosłem
Dziwne sytuacje, sporo nauki wyniosłem
I nie bravissimo, nikt się nie napina
To nie żadna kpina, zgodna pyrów rodzina
Ja osłaniam miasto Wiśnia się też blisko trzyma
Jak w kilku zadyma dyssenne na wokalu
W ukochanym mieście jest już sporo nielegalów
Albo nielegali nie odmieniam to się chwali
I słucha, słucha, która kurwa głucha
Nie myśl że to jest fucha, tyrka to jest na street'cie
Mów po polsku a ulice, znowu jestem i krzyczę
Muzyka w sercu, efekt wszystkich przedsięwzięć
Czy to plac czy na spocie w klubach jesteśmy wszędzie
Trzy elementy dodać trzy sprawy uboczne
Jak na fecie nie spocznę po kanie jest mroczniej
Na wódzie odskocznie. pamiętasz stare czasy?
Projekt AA tutaj bardzo wiele znaczy
Zdrówko, zdrówko reszty nie będę tłumaczył,
Bo to pierdolę tak jak cover za pieniądze
Nawet jesli jest kritis to hamuję dzikie żądze
Żadna rewelka, to że Lopez mnie zawiodła
Są szersze biznesy, to Mariusz podpala lolka
Syki wie o co lotosz, wszystko si, znaczy spoko
Osłaniamy miasto przed rozbujanym idiotą
Drażliwe tematy zawsze są poruszane
Nie spocznę aż nie zdławię, sceny z ludźmi poprawię
Tu trzeba wiedzieć komu rękę podajesz
Z kim przy mikrofonie stajesz A Ty co? Robisz to?
Czy udajesz, udajesz co, co, co?

Wspólne zadanie miasto Poznań osłaniać.

Nowe powiązanie ja do SLU gangu dokładam swoje
Niepotrzebna mi broń, niepotrzebne mi naboje
Biorę co moje, robię swoje, wiem dobrze, gdzie korzenie moje
Nie do przesadzenia, to wszystko wyrasta
Na gruncie podziemia Twoje pierdolenia, nic tu się nie zmienia
Mam swoje marzenia dążę do spełnienia
Samego siebie zadowolenia i wyzwolenia
Ze schematu szarego społeczeństwa ja odstaję
I dobrze sprawę sobie z tego zdaję
Nie przestaję tylko rozwijam się dalej
I chłopaków wspieram stale
Gdy na ścianach widzę dzieła swoich ludzi
To w dumę obrastam, skład w stylu rasta
Bo zielony znak odróżnia, wyróżnia jak Nostradamusa wróżba
Przewidująco kto knuję, kontempluję
Swoje plany snuję i realizuję w swoim mieście
Są ludzi których zawsze szanuję, zawsze szanuję

Wszyscy z jednego ścieku, znam źródło leku
Pozdórkwa dla człowieków, tak wiem już koniec wieku.
18 12 99 i koniec millenium wyśnione
Jak PC Park płonę
To wszystko co urzekło tak jak nowy rekwon
I bal przedświąteczny, Syku niebezpieczny
Przede wszystkim waleczny jak Ryszard Lwie Serce
Ale nie w imię Boga zaciągam lejce.
Konie szalone.Ha! dosyć z freestylami
Doktor Paiger i luta bujanka ulicami
Nie z kobietami, biżuterią i szampanem
Raczej ściema w worku, mieć na pyzy i granie
Wspólne dogadywanie, spraw załatwianie
Braterskie zaufanie i dalej lecę
Tak jak chłopakami w jazzie
Mogę dużo powiedzieć nieważne czy w biedzie
Jedziesz, jedziesz maksymalnie wycięty
Przedłużony projekt, musisz być konsekwentny
W dążeniu do celu, ta efekt pamiętny
Czy piącha czy bania równowaga zachowana
Spora siła w umyśle tak jak w szerokich barach
Wspólne zadanie miasto Poznań osłaniać
Zła sława się ciągnie nie zamierzam przestawać
Nie jestem żadnym guru, nie robię za lidera
To wypowiedź szczera, nie udaję pioniera
Wiem ile w tym siedzę, nasi ludzie nas szanują
Dokonania oczekują, dolina zawistnym chujom
Nigdy nie zaistniejecie, bardzo dobrze o tym wiecie
Gadka o syf gadżecie, ja wiem kto ma pojęcie
Ciekawe kto odpadnie, hardcore jest wszędzie
Ja mówię nieładnie, bo wiem że Cię zabraknie
Sykol ma dwa światy, a jeden na raty
Prawdziwy realny - od wypłaty do wypłaty
Wyrywam bonhumaty kupię szamunek do chaty
Jeżyckie klimaty, nie blokowe rarytasy.
Zawsze może być gorzej, może być pusty stan kasy
A my jak dwa asy nie damy się przetrzepać
To nie jest marketing, chociaż pójdzie to na sprzedaż
Zawodowe podejście w tym dużym mieście
Rusza się coś nareszcie, miasto Poznań - uwierzcie
Wiele składanek jeszcze

Ja osłaniam miasto Wiśnia też się blisko trzyma
Tu jest najlepiej tu jest najlepiej
Wspólne zadanie miasto Poznań osłaniać.
ONAR
Wracam do treści jak do prawdy źródła,
Wspomnienia mogę zmieścić i spakować do pudła,
I upchnąć gdzieś w piwnicy, albo wrzucić na szafę,
Ale zawsze co robiłem synek nazywałem rapem,
Ty też tak nazywałeś chociaż było nie w twoim guście,
Później twoi idole zrobili z rapu kurwę,
Na ich niecne posyłki i jebane kaprysy,
Z bitów zrobili disco, a z tekstów napisy,
Nic niewarte slogany, puste ideologie,
Cały czas masz omamy i nie możesz ich zapomnieć,
Pierdol to, musisz zaufać treści,
Prawdziwe beefy są gdy jest prawdziwy rzeźnik,
Prawdziwa wołowina w prawdziwym kurwa mięsnym,
Im mniej wiesz tym lepiej śpisz, więc się prześpij,
Jak diler mogę sprzedać ci najlepsze sny,
Ale musisz mi zaufać i za mną iść

MIUOSH
Policz ile razy się zawiodłeś, na tyle ile w ogóle mogłeś,
Mówić prawdę o prawdzie to chyba naprawdę problem,
Za marne drobne sprzedali to co było dobre,
Uliczni celebryci dla których fetyszem portfel,
Ja trzymam formę, nie mówię ci o bzdurach,
Nie po to Bóg dał mi szansę bym zamienił się w szczura
Dla mnie to kultura, nie opcja na profit,
Nie muszę wyciągać z tego w czym nauczyłem się topić,
Słyszę co mówią bloki, ja czuję ich pragnienia,
To Śląska ziemia nauczyła mnie myślenia,
Mam coś do powiedzenia i to powiem, co mam zrobić to zrobię,
Choćby cała scena stanęła na głowie,
To opowieść o tym, co tu dzieje się w rzeczywistości,
Czym żyją ci skomplikowani i prości,
O tym co w sercach gości, co czuje człowiek,
Liczy się to co pozostawiasz po sobie,

Ref.
Koniec rapowania o melanżach i butach,
Nie chcę już o tym nawijać bo już nie chcę tego słuchać,
To nawijki o prawdziwych ludziach, ich uczuciach,
To powrót do treści, której możesz zaufać, /x2

ONAR
To powrót do treści jak powrót do przeszłości
Każdy człowiek to grzesznik bo chce poznać smak wolności,
Bo zakazany owoc ciągle krąży mi nad głową,
Mam coś, ale zawsze lepsze jest coś obok,
Szkoda, że nie podchodzimy tak do singli,
Ktoś zrobił mistrza, zrobię lepiej, za to wypijmy,
Odetchnijmy od współzależności, i tak jest lepiej niż kiedyś,
Wydawałem singiel, srało się z pół sceny,
Spuścili z tonu, możesz ich mieć za pół ceny,
Jebane hałtury sami wpadają w dół biedy,
Kiedy piszę tekst, to dostaję kurwa skrzydeł,
Nie podetniesz ich choćbyś miał najostrzejszą brzytwę,
Nie łapię się jej, chociaż nie znam głębokości,
Jebane dno jest po to żeby się od niego odbić,
I tak robiłem błędy ale nigdy sobie wbrew,
Czasem zaciskałem zęby i czułem tylko gniew,

PIH
Ich wszystkie teksty wyrzuć na śmietnik, porwij,
Tych koleżków znikąd bez własnej historii,
Są ślepi jak kret, a chcą żonglować ogniem,
Powrót do treści, mam prostą teorię,
Co się tak bujasz? masz chorobę sierocą?
Chujozo z lordozą to przyjdzie po ciebie nocą,
Bez wielkich prawd, bez ludzi tłumów,
To czysty hip hop bez medialnego szumu,
Dla moich bloków i dla tych ludzi paru,
Od piętnastu lat nawijka bez żadnego socjalu,
Z pilotem w dłoni źle mnie szukasz dzieciaku,
W tej telewizji nigdy nie będzie rapu,
Dla swoich jasne, w każdej słuchawce,
Padalce, robione palcem, przełączcie stację,
Nie ma miejsca dla ciebie, tam gdzie nawija Pihu,
Więc ucz się łaku pilnie obcych języków

Ref.
Koniec rapowania o melanżach i butach,
Nie chcę już o tym nawijać bo już nie chcę tego słuchać,
To nawijki o prawdziwych ludziach, ich uczuciach,
To powrót do treści, której możesz zaufać, /x2
To chwila prawdy, rachunek sumienia
To chwila prawdy, o tym, że czas bliskich zmienia
To chwila dla ludzi z mojego otoczenia
Nie bez znaczenia jest wiara w ludzkie dobro

Ludzie się modlą, ci sami ludzie podlą
Nie pamiętają co znaczą więzy krwi
Mnie już nic nie zdziwi, uraz we mnie tkwi
My jesteśmy mściwi, bo świat jest zły

Ludzi życzliwych na palcach jednej ręki
Zawiść zatacza coraz szersze kręgi
My ludzie przeciętni, do czego ten świat zmierza?
[?] bliŹniego nam nigdy nie żal
Na własne oczy dramat, historia ta sama
Jedno serce bije, nas nie uda ci się złamać
Dobrze jest tak jak jest, moja rodzina ma co jeść
Ty trochę szacunku chciałbyś mieć
Miłości też, tego nie kupisz nigdy od nas
Wzbudzasz tyle odraz, co to za najbliższy
Co w potrzebie nie podzieliłby się chlebem
Co to za najbliższy co nie szanuje nikogo, nawet siebie
Ja pokładam swe nadzieje w ludziach
Z którymi na co dzień radość i smutek dzielę
Niektóre słowa nigdy nie przejdą przez gardło
Czasem nie warto, los wystawia nas na próbę
Do celu idę traktem, wierzę, że nie na zgubę
Największym ryzykiem jest nie ryzykować
Nie przestanę kochać, tego co mam nigdy nie zamienię
Nędza żywota zawsze na własne życzenie
Stracone lata nigdy nie wrócą
Ci ludzie w życiu się nie obudzą
Szanuj się trochę, bo jesteś człowiek
Szanuj rodzinę, bo jest przy tobie

To chwila prawdy, rachunek sumienia
To chwila prawdy, o tym, że czas bliskich zmienia
To chwila dla ludzi z mojego otoczenia
Nie bez znaczenia jest wiara w ludzkie dobro

Ludzie się modlą, ci sami ludzie podlą
Nie pamiętają co znaczą więzy krwi
Mnie już nic nie zdziwi, uraz we mnie tkwi
My jesteśmy mściwi, bo świat jest zły

Od dwudziestu trzech lat żyję
Prawdy się nie wyprę, brudów nie zmyję
Pamiętasz słowa - zawsze pomogę - to było kiedyś
Bo dziś już nie mogę, nie chcę
Każdy obrał swoją drogę, znalazł miejsce lub złudzenia
Jedno jest pewne - czas bliskich zmienia
Z chwilą wytchnienia przechodzi złość
I tak mam dość trosk żeby rozpamiętywać pierwszą miłość
Prawdziwą przyjaŹń, moja rodzina zawsze będzie razem
Rzadko słowa lekceważę, odwzajemniam
Tak jak ty uczuciem darzę
To czas pokaże kto zostanie przy nas
Przy życiu trzyma wiara w lepsze jutro
Grunt to nie zdać się na losu pastwę
W hołdzie dobrym ludziom
Pamięć o was na zawsze...
Patrzę, nic co ludzkie jak na żywo
Tak jak ja z krwi i kości
Na ich twarzach chciwość, zasłaniają się prawem
Łykają sławę, wpajają nam wartości
Nie okazując przy tym żadnej litości
To wstyd, że mnie i ich nazywa się ludŹmi
Różni nas niebo i ziemia bez przebaczenia
Taki skutek jaka przyczyna
Moja wina, że godnie żyć chcę
Że wierzę w to, co podpowiada serce
Otwórz umysł, uwolnij refleksję
Szanuj życie ludzkie, pokój

To chwila prawdy, rachunek sumienia
To chwila prawdy, o tym, że czas bliskich zmienia
To chwila dla ludzi z mojego otoczenia
Nie bez znaczenia jest wiara w ludzkie dobro

Ludzie się modlą, ci sami ludzie podlą
Nie pamiętają co znaczą więzy krwi
Mnie już nic nie zdziwi, uraz we mnie tkwi
My jesteśmy mściwi, bo świat jest zły
Ruda na bar
Właśnie tak
Ruda na bar
Ruda na bar
podejrzany o rap
ruda kurwa dawaj na bar
ruda na bar
ruda na bar
Hey Bejbe nie ma co tak dłużej podpierać ścian,
kiedy patrze tak na Ciebie wiem, że dzisiaj nie będę sam,
chociaż żyła się napina
spławik stoi jak stał,
Ruda na bar,
Ruda na bar x2
Lubię patrzeć jak kusisz
i pobudzasz wyobraźnie,
gdy podgrzewasz atmosferę
tak że topi się parkiet,
lubię patrzeć na Ciebie mała
kiedy robisz to,
zapytam Cię jak Ludacris:
"How low can you go?"
pokaż mi co potrafisz
kiedy tak zabójczo tańczysz,
wiesz że podkręcam i to ostro
więc zaczynasz,
robisz to tak
bo wiesz że na Ciebie patrze
kuś mnie wzrokiem
wciągasz jak poker,
czekasz na moją reakcję
zamawiam drina,
barman black johnny walker, popijam łychę z lodem
i wracam do gry z powrotem,
patrze Ty wciąż na sali parkiet przecinasz w pół,
powiem Ci jak T-Pain
zajedź,w dół, w dół, w dół, w dół, w głowie mam własny film
cały czas myśli zryte,
prywatny pokaz w domu I'm in love with your sweeper dziewczynko zatańcz dla mnie
potem wezmę Cię do siebie,
kręci mi dupą suko rób to grubo tak aż oszaleje x5
Ruda na bar x4
Hey Bejbe...x2
Lubię kiedy bujasz uda(uda),
Twoja pupa robi cuda,
chuja pobudza mega zawodowo, dostajesz karę nie jadę ulgowo,
z Tobą ha! hardcorowo jedziemy,
bo wiemy czego naprawdę chcemy...
System w którym żyjemy kradnie moich ziomów
Wsadza za kraty, tak, raczej biednych niż bogatych
Bo nie mają nic dla tych, którzy dziś stanowią prawo
Koperty, raty, sterty kwitów, blaty
Kontra wokandy, kraty w oknach lub bilety do Anglii
I spierdolka, jeden pchał proch, drugi brał to
Trzeci lonty gonił, czwarty farta miał
Bo kwartał raz wyłapał choć na sankach gnał
To prawda, uważaj, jesteś pod lupą spojrzeń
Kamer, sklepów, kiosków - zamęt
Bój się bejów nie bój się Boga, wierz w swoją wiarę
Szlifuj ją jak diament za każdym razem
Kiedy stajesz z psem oko w oko to wiesz, że on wie
Że znajdzie się trzeci co potwierdzi jego słowo
Zarzekając się na honor, na dumę, na prawdę
Naprawdę, chuj w dupę policji na zawsze

Muzyka, rewolucja w tekstach na ulicach
Puste słowa w ustach polityka
Karmieni wciąż nienawiścią
Wyjdziemy z bram rozjebać cały ten chłam

Żyjemy pośród systemu, który próbuje nas pożreć
Działamy po swojemu choć nie zawsze zgodnie z rozsądkiem
Spokojnie, to, że używamy mikrofonów
Nie oznacza, że pierdolnę ci furę spod domu
(Cii...cii...nie mów nikomu) psy węszą po kryjomu
Jeszcze chwila i dobiorą się do telefonów
Niejeden powód mają, w końcu mamy sporo przygód
Nie ma jak biegać po mieście z głową na celowniku
Dość mitów, że policja chce bandytów ścigać
Mordercy na ulicach, a chłopaki w celach za splifa
Widać joint stwarza zagrożenie publiczne
Podczas gdy kokaina zasypuje telewizję
To czysty biznes, od razu widać jak na dłoni
System chce nas dojebać i jeszcze zarobić
Nie mogę się pogodzić z tym zaburzeniem wartości
Że mamy wymiar władzy zamiast wymiaru sprawiedliwości

Muzyka, rewolucja w tekstach na ulicach
Puste słowa w ustach polityka
Karmieni wciąż nienawiścią
Wyjdziemy z bram rozjebać cały ten chłam

Ten styl budzi u nich zgorszenie
Monitoring wszędzie, chcą wszystko wiedzieć
O mnie i o tobie ziomek, dlatego mało mówię jak dzwonię
Chuj, w sumie to mały problem
Jak to kiedy szperają w samochodzie
Nie jestem głupi żeby mieć w schowku worek
Alkomaty, testy, chcą mieć kontrole
Nic z tym nie zrobię, ten track to mój protest
Ta, przynajmniej mam pewność, że dotrze
Zapytaj Hukosa, oni boją się zwrotek
Wolność słowa, żałują pewnie trochę
Jak napierdalam na rząd i piętnuje głupotę
Co do tych zwrotek - zaczęło się na dobre
Młody M człowieku, w sercu noszę bombę
Przyjdzie ta pora to przyniosę eksplozję
Rewolucje, ten czas to już wkrótce
Zostaw ten świat sztuczny tak,
że trawa jest zielona tylko w grach
wróć do początku, zamiast betonu
poczuj budzący Cię wiatr.

Najpierw odstaw Red Bulla, którego pijesz z rana
papierosa, po którego sięgasz też nie zapalaj
Odpuść kawę, alkohol, nie skręcaj jointów,
wszystko jest dla ludzi, ale zacznij od początku
weź głęboki oddech, wypij wyciskany sok
wyłącz playstację, opuść betonowy blok
żyjemy tak nienaturalnie dzisiaj wszyscy
spróbuj całkiem oczyścić swoje zmysły
stań na ziemi, nie w air maxach, ale boso
dzień na trawie, a nie w zadymionym klubie nocą
po co? bo nie masz punktu odniesienia
czeka ziemia, nie materialne pragnienia
czas tak mocno w nas sie zakorzenia
zdejmij zegarek znajdź rytm zrozumienia
wyrzuć szum, opuść tłum, punkt widzenia się zmienia
jak analizujesz sens swego istnienia.

Wartości wypisane w sercu miej, nie na koszulkach
mądrość z duszy czerp nie tylko z podwórka
nie bądź pizda trzeba liznąć trochę życia,
ale do tego lizania się za bardzo nie przyzwyczaj
nie zniżaj się do poziomu dla idioty
postaraj się odcedzić sens od głupoty
odstaw telewizję słuchaj między wierszami
myśl samodzielnie zamiast powtarzać slogany
zalew genetycznej wszamy, reklamy i fast-foodów
spaliny i medialny szum dla tłumu
przez to coraz więcej żywych trupów
ich życie składa się już tylko z odruchów
czy Ty kiedykolwiek sobą byłeś choć przez chwile
jesteś produktem ubocznym świata, w którym żyjesz
mentalny rak pożera, wzorem są debile
ponownie witam was w rzeczywistości tyle.

Zostaw ten świat sztuczny tak,
że trawa jest zielona tylko w grach
wróć do początku, zamiast betonu
poczuj budzący Cię wiatr.
Ref.x2
To pieniądz skurwysyn mamona to dziwka
Możesz stracić wszystko albo wszystko zyskać
Uwielbiam karierę robisz w teledyskach
Kocham banknoty Co? Co?

Wtedy jak go zdobył po raz pierwszy
szybko kupił dużo mocno dzierżył.
Plecak pod ręką szedł ul. Piękną
mówili inni słyszał silni nie wymiękną
Zerknął jeszcze w lewo
przed wejściem do klatki
zamiast ręki skroń
wyczuła zimno klamki
Ułamki sekundy minuty godziny
tacy przyjaciele jego rodziny

Komponuje się z barem
rozpuszczona sezon the bitch
najbardziej pożądanym towarem przez wszystkich
wszędzie w objęciach tych których karmi w zimie
w Zakopcu w lecie w Jastarni.
Dziwka dążąca do megalomanii
jej pośladki jedynymi walorami
ta cipa Ci ciągnie i ciągle Cię mami
wiesz o co chodzi many-many-many

Ref.x2
To pieniądz skurwysyn mamona to dziwka
Możesz stracić wszystko albo wszystko zyskać
Uwielbiam karierę robisz w teledyskach
Kocham banknoty Co? Co?

Nawet najtwardszych zawodników
zmienia w niewolników
uzależnia bardziej od narkotyków
daje możliwość i do wygód przyzwyczaja
gdy jej nie ma bezsenność to ona daje pewność.
Jeden nie ma wcale inny cały harem
Traktują ją z pogardą
stawiają na piedestale
niektórzy poza nią świata nie widzą
zarazem każdy ją kocha
i wszyscy nienawidzą

Zimne oblicze spogląda ze środka
jak nie wiadomo to jego zamotka
bóstwo kawał papirus hologramem
często odwiedza też Copa Cabanę
Nie jestem fanem jego aż do tego stopnia
głupotą płonąć dla niego jak pochodnia
herby godła układy Las Vegas
jestem gotów spotkać go jeszcze nie raz.

Ref.x2
To pieniądz skurwysyn mamona to dziwka
Możesz stracić wszystko albo wszystko zyskać
Uwielbiam karierę robisz w teledyskach
Kocham banknoty Co? Co?

Szef wszystkich szefów
który nie jednego zmienił w strzępek nerwów
jeśli towarzyszy blefom że go brak
bo nie jeden kach będzie chciał mieć swój udział
stuprocentowo to wykluczam
i rzucam wyzwanie wszystkim durniom
co z zazdrości Ci go ujmą
chętnie w konsekwencji kielni
płótno pęknie sczyszczą Cię doszczętnie
chodź nie biegnie Foster za nim ślepo
wiem że z życiem ma wspólnego multum
więc nie chcę deptać grząskiego gruntu
lecz pamiętać nie wyznawać jego kultu

Szmalu dziędziora waluty zybli
Halsu floty dolców kwitu
Siana kapusty sałaty i sosu
Kabony beclu mamony szelestu

Ref.x2
To pieniądz skurwysyn mamona to dziwka
Możesz stracić wszystko albo wszystko zyskać
Uwielbiam karierę robisz w teledyskach
Kocham banknoty Co? Co?
Paluch, PTKWO

Pierwsza fajka, pierwszy buch,
Pierwsza wódka, pierwsza paczka,
Pierwsza dycha i butla.
Pamiętam to i pamiętają to wszyscy.
Jedni zostali z tym na bokach, drudzy trochę dalej wyszli.
Tych pierwszych trawią ulice tego miasta (Poznań),
Drudzy to ja i moich ludzi garstka.
Pamiętam też, podstawówka- siedemnastka.
Chodziłem tam ja i każdy kto tam dorastał.
Wtedy stała jedna wieża,
A pestka była w planach (nie było jej nawet).
To był betonowy raj dla graffiti na ścianach.
Chrobrego , moje osiedle na granicy miasta.
Dojazd do centrum to była wyprawa.
(Tej) cały mój świat, to boisko i podwórko.
(Tuu) dzisiaj inaczej, dzieciaki latają z lufką.
Głównie przez mieszkańców, osiedla tracą klimat.
Dzisiaj jak obcy, a kiedyś jak rodzina.

Ref. x2 :
Zmienia się świat i zmienia się data.
Zmienia nas życie i lecą lata.
Z nami zostają te same ksywy i ten sam rap (ee), który wciąż żywy.

Dziewięć, cztery, dziewięć, pięć i pierwsze CD w domu.
Polski rap leciał wtedy tylko w hip hallu.
Ja na tamte czasy znałem tylko Beastie Boys i Coolio (co?!).
"Dziesięcioletni chłopak" słuchałem tego w kółko.
Nie miałem pojęcia co to jest za kultura (ku**a mać).
Gdy jarałem się contrą na pegazusa,
Dzisiaj bezprzewodowo niczym play trójka.
Wracam do tamtych czasów, ty mojego rapu słuchasz.
Już wiesz co zawładnęło moim młodym sercem,
to rap i chciałem tego ciągle coraz więcej.
Ci co dzisiaj są na szczycie, pewnie już koncerty grali.
Rozwinęli to w kraju, za to szacunek dla nich.
Choć niektórzy, jak ku**y, sprzedali się po drodze,
To nadal są grupy, za których płyty hajs wyłożę (no raczej).
Parę lat temu poszukiwacze dobrych płyt,
Dzisiaj wszystko na serwerze w formacie MP3 (jebać to).

Ref. x2:
Zmienia się świat i zmienia się data.
Zmienia nas życie i lecą lata.
Z nami zostają te same ksywy i ten sam rap (ee), który wciąż żywy.

Kiedyś polski rap to dla mnie tylko miasto Poznań,
SLU, Killaz Group na kasetach od ziomka.
Legalna scena była jak dzisiaj podziemie,
Da Blaze ratajski styl rozpoznawalny wszędzie.
Aifam PC: "SPJ", "OKO Styl" klasyka,
(Flashback?, Rentgen?) to podziemia kronika.
Po tych latach nadal rozwój i tak o nas mów,
Zawsze bliżej podziemia, za to u słuchaczy plus.

Ref. x2:
Zmienia się świat i zmienia się data.
Zmienia nas życie i lecą lata.
Z nami zostają te same ksywy i ten sam rap (ee), który wciąż żywy.
A teraz dzieci wujek TDF i wujek Sir Michu zagrają Wam piosenkę o miłości.
Miłość to jest ważna rzecz.
Miłość kobiety do mężczyzny, miłość kobiety do hajsu tego mężczyzny, jego możliwości...

Ekstra ekstra, jadę po eksach w tekstach.
TDF bestia. TDF matkojebca.
Zobacz jak łatwo jest szufladkować.
Wrzucili mnie przed laty gdzieś do szuflady przez słowa.
Rap jest z serca, od Killa Hertza, w wersach.
Ja fakty stwierdzam, to nie wersal, potwierdzam.
Siadaj, to niepisana zasada pierwsza,
koleżka siada, słucha pana i nie wierzga (nie wierzga).
Zasada druga - wjeżdża panicz z flowem.
Dziś nie masz szczęścia. Wiesz, jak to ja pierdolę?
Trzecia zasada, uwaga - to troja, koleś.
Uwierz, mi to lata i jak to musi boleć.

Ref. (x4)
Jeb, jeb, jeb, jeb, jeeeeb!
Jeb, jeb, jeb, jeeeeb!

Całe zło-o-o na siebie biorę.
Ach!
Mam ten flo-o-ow z którym jestem Fiodorem.
Musisz złapać to jak zasięg w Orange.
Jak czasem ja I-Phonem jak jestem w studiu tu na dole.
Inni raperzy też czasem mówią o byłych
i co, że moje znane były, nic z tym nie zrobimy.
I co, że były dziewczyny, co chciały być znane?
Po to chapały pałę? To kurwy takie same!
Każdy kawałek rapu jest o kawałku życia.
Nie mamy braków tematów, bo mamy życia oblicza.
Mamy życie na bitach, mamy ścierwa na werblach.
Rap fakty stwierdza, nie da się tego przerwać.

Ref. (x4)
Jeb, jeb, jeb, jeb, jeeeeb!
Jeb, jeb, jeb, jeeeeb!

W świecie który znam raczej nie znajdziesz dziewic.
Raczej znajdzie Cię kurwa, co się chce przebić.
Tak już jest i nie zmienisz tego, na to nie licz.
Szmata jest szmatą od niedzieli do niedzieli!
Jeżeli masz wątpliwości, to kamień rzuć.
Ja biorę winę na siebie, jak zmienisz zdanie wróć.
Tak, jesteś jedną z tych rur, co oblewają się wąsem.
Te rzeczy mają miejsce właśnie tu - w Polsce.
Dla mnie ten cały rap jest wyrazów formą.
Kurwa, my z Jamą Zła tu nagrywamy porno.
Posłuchaj, mamy wolność i nam tak wolno.
A tamta kurwa niech się zajmie swoja torbą.

Ref. (x4)
Jeb, jeb, jeb, jeb, jeeeeb!
Jeb, jeb, jeb, jeeeeb!
Coraz bardziej technika idzie do przodu
Coraz więcej ludzi umiera z głodu
Coraz więcej narodów z idiotą na czele
Coraz bardziej dziś rozmija się z celem
Coraz bardziej niszczymy świat faunę i florę
Coraz bardziej brakuje dziś ludziom pokory
Ja po przekonaniu z każdym albumem
Że coraz więcej wiem, ale mniej rozumiem
Coraz bardziej ludzie ludziom okazują wrogość
Coraz bardziej dragi wypatrzają młodość
Przez co osobowość już nie ma żadnych wzorców
Coraz więcej bezdomnych w halach brudnych dworców
Coraz bardziej bezradny na ludzką głupotę
Bez bólu i wstydu zalewam się potem
Z natłokiem absurdów i brudnych korzyści
Podbijam do cienia by ocalić resztki myśli

Coraz bardziej oddalony od reszty
O prawdzie mojej teraz zapisany mój zeszyt
Coraz bardziej ten czuję niedosyt
Wrodzony instynkt jeszcze nie wystygł
To chore fanaberie, zmęczone umysły
Nasze karty zegarowe jeszcze nie zawisły
Nad miastem Wisły krzywe domysły
Pretensje do świata, bo marzenia prysły
Gdzie zbrodnia uznaje lojalność sadysty
Pokazujesz swą siłę, taki jesteś bystry?
Szybko skończysz brachu, układ jasny, czysty
Kiedy wiatr sprawiedliwy przewieje te izby
Oczyści brud i zło zostaną bezludne wyspy
Coraz bardziej [?] w uszach słychać gwizdy
Mnie to bulwersuje jak skradzione pomysły
Wielu takich śmieci zapełnia moje listy

Coraz bardziej z dala od fałszywego gówna
By móc go zdeptać z ziemią zrównać
Coraz bardziej ta morda nieufna
Papuga jest uczciwa i zawsze z gówna

Coraz bardziej z dala od fałszywego gówna
By móc go zdeptać z ziemią zrównać
Coraz bardziej ta morda nieufna
Papuga jest uczciwa i zawsze z gówna

Niby wszyscy coraz bardziej się staramy
By wśród naszych bliźnich znikły podziały
Chcemy by nasi bliscy stali się wyrozumiali
A sami tak mało od siebie wymagamy
Robiąc z siebie ideały często się zapominamy
Coraz bardziej zachwiany obraz realii
Coś nas trapi i nie umiemy sobie radzić
Z rodzinnych terapii korzystają młode matki
To żaden zaszczyt naszpikowane brukowce
Kłamstwami coraz bardziej kreują nasz portret
W medialnej wojnie sam nie pojmiesz co prawdą
Martwią mnie coraz bardziej ludzi którzy gardzą
Sami sobą, a swą marną wyobraźnią
Stwarzają konflikty pokoleń
To pole rażenia chytrych ludzi co bardziej wybitnych
Sadzają na tyłki w obawie przed konkurencją
To pretensjonalne, ale w tym kraju normalne
Coraz bardziej kraj podziałów i barier
Straconych karier, systemowe awarie
Póki co mym skarbem zdrowie, cenię je najbardziej

Coraz bardziej z dala od fałszywego gówna
By móc go zdeptać z ziemią zrównać
Coraz bardziej ta morda nieufna
Papuga jest uczciwa i zawsze z gówna

Coraz bardziej łatwiej pójść po trupach
Zawiesza się chciwość na betonowych słupach
Coraz bardziej na zewnątrz twarz szczęśliwa
A w duszy smutna gorycz okrutna
Coraz bardziej zachwiana władza absolutna
To hipoteza jest wręcz obłudna
Ofensywa zgubna chronologia brudna
Jak prawda żmudna i jej czuły dotyk
Przysłania całą mądrość jak twardy narkotyk
To chaotyczny motyw gdy huczą grzmoty
Świat otwarcie rzeczywistość wciąż zalewa
Nie krąży nigdy wtedy po wysokie drzewa
Napięcie wzrasta, ambicja uderza
Słychać cichsze szepty mądrego pacierza
Później wielki wstrząs jak z moździerza
To symbioza opinii z faktem się zderza

...Pętla się zaciska jak szczęki pitbulla...
...Coraz bardziej...
...Czas zapierdala czyja wina, czyja wina...
Najlepszą z moich opcji, zatrzymać się przy sobie,
czasem jestem szalony, gdy coś wkręcę se w głowę,
nawet jak widzę, ze koleś ma coś lepsze niż moje,
to pod żadnym pozorem nie pokaże, że zazdroszcze.
Ty masz coś, ja mam coś, co daje mi oryginalność,
stawiam krok, łapie krok, idę tam gdzie prowadzą,
skirsy normalnie wciąż, nie jara mnie neutralność,
świat mnie trenuje jak coach, bo nie ma nic za darmo.
Gdy jestem z Tobą, to czuje się jak w domu,
dziesięć lat wcześniej - wszystko nowe jest znowu,
wszystko świeże, pierwszy raz próbuję alkoholu,
potem z koleżankami nagi ganiam wokół stadionu.
Wracam do szkoły, do tych czarno białych zdjęć,
gdy byłem jeszcze młodszy i jeden miałem cel,
żeby któregoś dnia zamieszkać z Panią X,
ja mały brzdąc po pas, a Ona jak mała mi.
zbierałem hajs każdy, co mama dawała mi,
potem za jakiś czas za to kupiłem pani X
czekoladę, ale zjadłem z niej jeden pasek
i nim ją dałem to wyryłem na niej
'czy wyjdziesz za mnie?'
Pani X mnie wyśmiała i oddała ją mi,
zaprzestałem działania i było mi wstyd.
Powiedziałem o tym starym mając lat osiem
a oni mi : ' Darek, tyś jest chyba popierdolony'
gdzie te jebnięte pomysły i ludzie beztroscy?
młodzi i czyści myślący, że świat jest dobry.
zaczarowani życiem i nie koniecznie nocnym,
te miłości o które wszyscy byli zazdrośni?
Gdzie to jest, ej? (Gdzie to jest?)
Kiedyś złapałem zajawkę na deske po Tony Hawku,
zbierałem długo w rękę, mniej więcej po pół roku,
kupiłem pierwszą deskę i przywiozłem do domu,
ojciec zaraz na wstępie przywołał do porządku:
''pojeździj, ale spróbuj mi przyjść poharatany!'
-spoko będę uważny i z ziomkiem pojechali
na plac obok szkoły, chciałem nauczyć się skakać,
zrobiłem pierwszy 'Ollie' po niewielu upadkach.
Po godzinach myślę dość na dziś, już czas wrócić,
ażeby dotrzeć pod mój dom, to trzeba zejść z góry.
I mówi do mnie ziom: ''stawaj na deskę i śmigaj!',
a ta góra była wielka, z zakrętem, jak gigant.
Mówię, pierdolę, wolę zejść na nogach z dechą w łapie,
a koleś mówi, że zjechał w pierwszy dzień z takiej samej.
-'Weź nie cykaj dupy!'
-'Co?! Nie cykam w cale!'
-'A chuj.. i tak nie zjedziesz.'
-'A właśnie, że zjadę!'
I pojechałem, aż wyjebałem na samym dole,
ryjem tarłem w drogę, a deska była w rowie.
Jeszcze tak nie wyglądałem, wszystko było czerwone,
otwarłem drzwi i z deską w ręce stanąłem przed Ojcem.. pojechaliśmy na pogotowie..
Mamy to w sercach, i dajemy zastrzyk łakom
Jak Serbia, też będziemy walczyć o prawo
Do szczęścia i będziemy twardzi jak carbon
Wspomnienia- przy nich nawet diabły płaczą

Bo są miejsca, do których chcemy wrócić bardzo
Już dawno chcę w wierszach, odzyskać bogactwo
I wartość, którą zatraciłem przez niedbalstwo
Dziś mam to, co pozwala mi świecić tak jasno

Tu gdzie muzyke oceniają powierzchownie
Gnoje i rzucają mięsem jak nie jestes ich idolem
Mam z tego polew czasem, a czasem paranoje
Chcę naświetlić to w pore, jakbym był monitorem

Mam swoje miejsca, do których ciągle wracam
Choć świat się zmienia, a ja razem z nim dorastam
Nawet gdy wyjeżdżam, zostawiam cząstkę ciała
Pozytywna energia, mnie tutaj przywiązała

Nie mam nic do oddania, mimo to daje Ci wiarę
Która tkwi, w moich tkankach, a chcę Ciebie odnaleźć
Każdy zawsze rozpaczał, że nic tu nie dostaje
Nie masz prawa wymagać więcej niż Ty sam dajesz

Nie dostaniesz szczęścia jak nie doświadczysz trudu
I nie uwolnisz serca jak nie okażesz uczuć
Nie dostaniesz szczęścia jak nie doświadczysz trudu
I nie uwolnisz serca jak nie okażesz uczuć x2

ref.
Jeśli to ma być perfekt, to muszę dać więcej
Jeśli to ma żyć we mnie, to muszę znać sekret
Wiesz żeby zdobyć twierdzę, musisz zdobyć wieże
A by zdobyć człowieka musisz zdobyć jego serce! x2

Chcę stać się dzieckiem i wyzbyć się prawd mi wpojonych
Bo gdzieś między nimi jest ten, co zranił anioły
To jak wirusy w systemie, chuj wie skąd je przynosisz
Chcę się znowu narodzić, bo nikt nie rodzi się podły

Jestem z natury dobry, ale świat mi pokazał
Tu zawiść i wojny i jak wygląda szatan
Czas się uwolnić... wszystko wymazać
Szeroko się otworzyć i porozmawiać

Wszystko w porządalu ziomy, jestem wciąż tym samym
Wciąż uczę się być dobrym, lecz nie chodź w moje ślady
Ja mam też swoje wzory, a czasem górą są wady
Ale przy zbijaniu piony nigdy ręce mi nie drżały

Panie mam zdrowe sercę, co może czuć więcej
A hip-hop jest dzieckiem, które czeka na przeszczep
Chcesz? jutro odejdę, nie usłyszysz mnie więcej
Tylko powiedz mi szczerze, że mój rap jest kalectwem
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo