Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Kobiety swoich mężczyzn mają czasem ciężki los
Faceci nie zawsze mają wielki post,
Chleją, zdradzają, nie wracają na noc,
I często ciężko jest zmienić w nich coś.
Kobiety swoich mężczyzn mają czasem ciężką misję
Gdy w grę wchodzi męskie ego i ambicje,
Wielu z nas chce mieć tę lepsza pozycję
I zapominamy o romantyzmie.

Czemu to tak mi ryje głowę, w sumie nie znamy się,
Powiedzieliśmy sobie gdzieś w przelocie ze dwa razy cześć,
Ty jesteś z moim ziomkiem ile lat już, z pięć?
Macie historie, na ścianie w salonie te parę zdjęć,
I co? Ja mam w to wejść i to zburzyć kopem
Powiedzieć Ci że twoje szczęście to fake, spuść wodę?
To nie jest mój interes, to jest mój człowiek.
I wiem że jeśli się odezwę będzie chuj z ziomem.
Koniec, cokolwiek zrobię i tak będzie źle.
Wolałbym wiedzieć mniej, widzieć mniej, to sumienie żre.
Nie umiem pieprzyć tego jak on pieprzy te dupy,
Nie wiem jak może koło ciebie leżeć bez skruchy,
A skurwiel umie to powtórzyć parę razy w miesiącu
Nie rzucił Cie, woli robić dalej szmatę ze związku,
To nie w porządku, to chore, on jest dalej z tobą,
A ja się głowię co powiem gdy staniesz obok.

Kobiety swoich mężczyzn mają czasem ciężki los
Faceci nie zawsze mają wielki post,
Chleją, zdradzają, nie wracają na noc,
Często ciężko jest zmienić w nich coś.
Kobiety swoich mężczyzn mają czasem ciężką misję
Gdy w grę wchodzi męskie ego i ambicje,
Wielu z nas chce mieć tę lepsza pozycję
I zapominamy o romantyzmie.

Wszystkich nas goni czas, biologiczny zegar nie chce chodzić wspak,
A presja rodzin każe nam wdrożyć sprawdzony plan,
Uśmiech jest często na fotach a w domach piekło, duchota,
Próbujesz zmienić lwa w domowego kota.
On znów się szwenda gdzieś po nocach z kumplem,
Do domu wraca Ci obita morda od której czuć wódkę.
Chciałabyś mieć bad boya co czytuje wiersze,
Szczerze, myślałaś że to potrwa wiecznie?
Wybacz mi, śmieszne to, znają na mieście go dobrze.
Myślałaś że po przysiędze on się wreszcie ocknie?
Okej, czasem wiara czyni cuda,
Lecz rzadko kiedy wtedy gdy sprawa się dzieje z winy fiuta.
Męska natura to jest ciężka rzecz,
A męska duma plus wóda równa się prawie pewna śmierć,
Niewielu z nas odpuszcza, my to mamy w sobie,
Często za byle gówna narażamy zdrowie.

Kobiety swoich mężczyzn mają czasem ciężki los
Faceci nie zawsze mają wielki post,
Chleją, zdradzają, nie wracają na noc,
Często ciężko jest zmienić w nich coś.
Kobiety swoich mężczyzn mają czasem ciężką misję
Gdy w grę wchodzi męskie ego i ambicje,
Wielu z nas chce mieć tę lepszą pozycję
I zapominamy o romantyzmie.

Dałaś mi serce, chciałbym Ci dać o wiele więcej
Mówię o domu rodzinie i bezpieczeństwie,
Lecz w mojej głowie pełno jest demonów
Każdy z nich szepcze "idź po tej ścieżce
Mimo klęsk wciąż widzę w Tobie zwycięzcę"
Dzień w dzień to samo, pieprze przegraną,
Wszechświecie wściekle cie zerżnę jak moją panią!
Ten bajzel mi wpisano w DNA,
Jestem wybrańcem, idę po wygraną, cenę znam
Jest wysoka, pcham się w to bagno nawet kiedy kocham
Dlatego sam bym się spod ziemi wykopał
I ponoć mam już umówioną wizytę u psychologa
Po co? Ma we mnie zabić ambicję bo jest chora?
Zostaw mnie, dzisiaj cię nie chce widzieć
Nie jestem z tych co patrzą w szkło telewizora przy piwie
To nie jest życie, przykro mi mam wyższe cele
I niszczę wiele. Odejdź zanim zniszczę Ciebie.

Kobiety swoich mężczyzn mają czasem ciężki los
Faceci nie zawsze mają wielki post,
Chleją, zdradzają, nie wracają na noc,
Często ciężko jest zmienić w nich coś.
Kobiety swoich mężczyzn mają czasem ciężką misję
Gdy w grę wchodzi męskie ego i ambicje,
Wielu z nas chce mieć tę lepsza pozycję
I zapominamy o romantyzmie.
[Gryby Mielzky]
Dzisiejsza wódka wchodzi mi jak Boot Camp Clik.
W sercu pustka, a frustrat chce ukraść mi kilka chwil.
Mówi jak płyta, czemu Szpady, nie Aptaun?
Czemu nie spyta jak zdrowie?
Woli zapytać znów Matka.
Hasła nie kumasz jeśli nie byłeś ze Mną
Zauważ, że nie jestem z tych, co tylko węszą za pęgą.
Tryby machiny nie jednego wciągną na zawsze.
Stojąc z boku pewny jesteś że to wieczne wakacje
Cztery dni w trasie jak postrzegam jako męczarnie.
Ale wybrałem to życie i nie zawsze jest łatwe.
Gdy patrzysz na Mnie mówisz - tyle wygrałeś.
Jak kiedyś wygram to nagram o tym pieprzony kawałek!
Nie mów mi jak zazdrościsz miejsca na którym jestem.
Bo mam dość tych, co mówią mi jak życie mam piękne
Niejednokrotnie chciałem by zakończył je stryczek.
Ty stoisz głuchy nawet nie chcesz słyszeć jak krzyczę dziś.

A Ty ciągle gdzieś, patrzysz przed siebie
I nie słyszysz, i nie słyszysz jak krzyczy!

Nie wiem czy jeszcze ludziom ufać mogę,
T..tylko emocje mówią prawdę dla mnie,
(Tu..tu..tu, tu jest problem)
K..krzyczę, choć zmieniasz w ciszę każdy mój wers,
Przecież nie będę płakać, z..zrobisz to jak chcesz

[Pezet]

Już nie emocje mówią prawdę
Dla Mnie to nie aktualne już
Nie przespane noce
Dla niej plany, dla niej zmiany za Mną
To kto jest z Nami zawsze wiemy gdy wpadamy w bagno
Lecz są też hieny ,które pójdą z Tobą tylko na dno
I dawno, nie jestem chłopcem lecz nie obce mi
Nie nawidzieć i kochać i czuć to mocniej niż
Trzymać w ręku ciężko zarobioną forsę
I co gorsze wtedy nie czuć nic
Bo mieć coś dziś nie znaczy mieć pieniądze
Jestem ojcem wiec trzymam życie w garści
I nie mam czasu na to, żeby wypić za to co Cię trapi
Tacy jak Ty co mówią dziś, że się sprzedałem
Są źli, a zarzekali się że życzą mi żeby się udało
Tak bardzo mało dało to, że wciąż krzyczałem
A Ty gdzie wtedy byłaś
Co jest kurwa? Nie słyszałaś?
Nic nie zostało i doszedłem tu po zgliszczach
Przez to uśmiecham się na zewnątrz
Płacze tylko w myślach

A Ty ciągle gdzieś, patrzysz przed siebie
I nie słyszysz, i nie słyszysz jak krzyczy!

Nie wiem czy jeszcze ludziom ufać mogę,
T..tylko emocje mówią prawdę dla mnie,
(Tu..tu..tu, tu jest problem)
K..krzyczę, choć zmieniasz w ciszę każdy mój wers,
Przecież nie będę płakać, z..zrobisz to jak chcesz

[Gruby Mielzky]

Wczorajsza wódka spływa po Mnie jak dzisiejszy deszcz
Siada mi trzustka, a miałem ustać
Ale wiesz jak jest.
Pragnę nie bluzgać, a na ustach ciężko mi o śmiech
Gdzie byłeś gdy na pysku wylądował pierwszy szew
No gdzie?!
W życiu łączyła jedna rzecz nas i była nią krew
Patrzę na zdjęcia, pęka mi serce
Chwil nie cofnę, wiem
Wszystko pamiętam dobrze,
Nie licz, że zapomnę czas
Jak Twarz chowałem w kołdrę
Słysząc ciągle – lepiej bój się wstać
Kurwa mać podrosłem trochę, umiem spojrzeć w twarz
Tracisz robotę, starzy umarli, u Mnie szukasz hajs
A zaklinałeś na Chrystusa, że zadusisz Nas
Nie masz tu czego szukać wiec się ucisz
Nie wrócisz do łask.
Wyrosłem sam wśród wilków
Obyś umarł w pizdu,
Brak litości z mojej strony i wiecznego odpoczynku
Gdy każdy z Nas między modlitwą już odliczał dni
Ty stałeś, lałeś w pysk chociaż wokoł krzyk dziś

A Ty ciągle gdzieś, patrzysz przed siebie
I nie słyszysz jak krzyczy
Nie żyć nie myśleć nie być nie istnieć
Na chwilę się zgubić
A kiedy będzie po wszystkim wtedy wrócić
Właśnie wtedy chciałbym wrócić

Tak czuję o tym myśląc
Kiedy bezsilność rujnuje we mnie wszystko
Niszcząc współczucie przyjaźń oraz miłość
Co wtedy robić gdy człowiek nie ma siły żeby wątpić
I tylko błądzi by znaleźć miejsce
Gdzie w końcu to się skończy
Spełnią się prośby o to aby na drugi dzień
Otworzyć oczy bez zmartwień
Żeby było inaczej
Proszę Cię Boże zrób to dla mnie
Zrób choć cokolwiek chociaż cierpienia zmniejsz
Bo swoje oczy już mam wyschnięte od łez
Zrozum
Bo swoje oczy już mam wyschnięte od łez
Kończę

Ja i ty w tym wszystkim nie jesteśmy razem
Takie jest życie i nic na to nie poradzę
Wobec ludzkiej krzywdy sam jestem bezsilny
Twój świat jest bezwzględny mój świat jest inny
Zmaga mnie bezsenność męczy poczucie winy
Bo na dobrą sprawę nic nie mogę zrobić
Nie mogę się pogodzić ta niemoc nie zna granic
Jak głupota ludzka obłuda zawiść
To nie pozwala mi żyć nie pozwala marzyć
Zdrowy na umyśle świadomy swoich czynów
Wierzę tylko w siłę jaką daje mi Bóg
Masz prawo a nie masz praw to jak sakrum i profanum
To jak nie odróżniasz dobra od zła i szach
Bo są ludzie wśród nas którzy mogą zniszczyć ciebie
I mnie siebie i cały świat

Znów to czuję znów coś ci mówię
Znów słowa trafiają w pieprzoną próżnię
Przez moment wysoko ciach ląduje w pizdu
Misterny plan w pizdu projekty w szponach realizmu
Wiesz jak jest siły na zamiary mierz
Tylko jak kiedy sił już brak
Próbuję pisać trafia mnie szlak
Brak słów tak znak ej [?] a jak
Opadają ręce znów bezsilność
Bezradność bezczynność pieprzyć przyszłość
Byle teraz choć na chwile gdzieś zniknąć
Schować się gdyby chociaż przyszedł sen
Znowu kurwa zasnąć nie mogę
Znowu widzę jak świta gdzieś nad Żoliborzem
Może jak zasnę to mi pomoże
Może jak wstanę wszystko będzie już dobrze

Wiele z nas miało te chwile i nadal miewa
Wiele przeszło te próby a wiele z nich jeszcze czeka
Czasem dobrze jest walczyć czasem dobrze czekać
Zaszyć się w ciemnym kącie i po prostu przetrwać
Nie masz wpływu na wszystko to strach cię wycięcza
Staraj się nie być sam to pomaga
Ja wiem jak
To dla was
Ja wiem jak
To dla nas
Ja wiem jak
Dla wszystkich to ważne
Ja wiem jak naprawdę
Mam nadzieję że to co czeka na mnie przetrwam
I wam życzę tego z całego serca
Boże pomóż to przetrwać
Łzę w oku Boże pomóż … pomóż …
Dla wszystkich pokój

Ej
Znasz to uczucie kiedy wiesz że nie ma rady
Gdy bezsilność uświadamiają te wszystkie obrazy
W których zbędna śmierć krzywda niewinnych ludzi
A inni jak szczury
a na ich zyskach tracą ci co nie mają już co tracić
telewizja pokazuje to codziennie legalne wałki
a w oczy brednie to jest pewne
jak to że świata nie naprawisz
a próbując wymiękniesz co najwyżej
a do tego moje skromne życie
z nim los wobec którego czasem bezsilnie
gdybym mógł zmieniłbym ten zależności system
bo najgorsze być wolnym i z przymusu stać bezczynnie

Tylko krople uderzające mocno o parapet
Świat za oknem moknie ja przez to okno się gapię
Chciałbym tyle zrobić ale niestety nie potrafię
To proste nie każdemu dane taką moc mieć
Teraz nie mogę nic zrobić
Mam taką opcje
Bezsilność mnie niszczy i tylko słyszę głos ten
Co podpowiada serce choć wiem mówi mądrze
Przeczekam to wszystko jutro inaczej na to wszystko spojrzę
(Pih)
Aha
Dokładnie
Pe I Ha Hukos
Ballada o nas samych
To morduje na ulicach
Ej

(Hukos)
Ja spotykam ich dwa razy w roku pracują w Warszawie
Pseudo-ziomy ze szkoły, farciarze z pierwszych ławek
Spotykam ich w klubach, sakramentalne pytanie
'Hukos czym się zajmujesz?' - Zajmuję się rapem
Liznęli w dupę stolicę, patrzą z politowaniem,
Jeszcze zmyję ten uśmiech na ich zarobionej japie
Sukces to hemoroidy od stołków w korporacjach
I gdy przez 12 godzin w jaja uwiera Cię garniak
Kiedyś młodzi gniewni, niedługo starzy wkurwieni
Bunt kończy się w momencie gdy bierzemy kredyt
25 letnie laski, kres emancypacji, tyka zegar biologiczny
Niedoszłe młode matki, szukają na siłę ojca swoich dzieci
Czy żyjemy tylko po to by powielić geny?
Choć opowiem Ci bajkę o straconej niewinności
Gdzie sex jest narzędziem rozliczania przeszłości

Ref. x2
Już nigdy Cobain nie doprowadzi do Nirvany
Tu gdzie żyjemy, tu gdzie umieramy
Jesteśmy różni, choć często tacy sami
To Ballada O mnie, o Tobie i o nas samych

(Pih)
Czas nas zahartował, nikt z nas nie boi się prawdy
Nie muszę dożyć starych lat by być sentymentalny
Dziś spisuję tamte czasy i lekko drży mi ręka
To jak spotkanie z eks, która nie była Ci obojętna
Pamiętasz ruch z tych piwnic, wiesz wysokość kolan
Dziś taki widok mają stamtąd ludzie zza okien w blokach
I muszę w to uwierzyć bo widzę ich twarze
Sam wiem czym jest kompromis w strefie marzeń
Od ojca usłyszałem, nie mów głupot lepiej milcz
Popełnisz kilka błędów, będziesz wiedział jak masz żyć
Więc słono przypłaciłem parę niepotrzebnych kursów
Życie to jazda ale z nogą na hamulcu
Wiesz, że mam racje, wystarczy podejdziesz do lustra
Dziś masz muchy w nosie i może gówno w ustach
Czas ludzi zmienia i radzę kopnij się w czoło
I schowaj ten pistolet naładowany wodą

Ref. x2
Już nigdy Cobain nie doprowadzi do Nirvany
Tu gdzie żyjemy, tu gdzie umieramy
Jesteśmy ludźmi, choć często tacy sami
To Ballada O mnie, o Tobie i o nas samych

(Hukos)
Puste doświadczenia, niczego mnie nie nauczyły
Dalej chodzę tylko z nożem na strzelaniny
Jeśli nigdy nie chlałeś jak psychopata przez dziewczynę
To znaczy nigdy z żadną tak na prawdę nie byłeś
Snuff to schron, bibułka, moja kochanka depresja
Wejdź napij się wina, usnę na Twoich rękach
Jeszcze kurwą od wiatru popękają usta
Obliżą się na mój widok, jak tylko Bóg da
Choćbyś drapał do krwi płaty martwego naskórka
Nie pozbędziesz się blizn, głęboko w sobie ich poszukaj
Los obchodzi się brutalnie z Marzycielami
To nie czas wielkich idei, to czas drobnych ciułaczy
Umazane błotem pióra anielskich skrzydeł
Kompromis tępi marzenia - wita dorosłe życie
Musisz kopnąć w dupę świat by Twój płacz był słyszany
To ballada o Mnie, o Tobie i o nas samych

Ref. x2
Już nigdy Cobain nie doprowadzi do Nirvany
Tu gdzie żyjemy, tu gdzie umieramy
Jesteśmy ludźmi, choć często tacy sami
To Ballada O mnie, o Tobie i o nas samych
Tak... o, o tak,
Ej, patrzą na mnie jakbym nie wiadomo kim był,
Jebane homogimby nie dogonią mnie nigdy,
Rap jest bronią, pierdolona pasją,
przekaż to ziomą i sprawdź co nie zgasło,
Idę na miasto, spotykam kumpla,
kiedyś nagrywał, dziś śmiga w rurkach,
To kurwa gigant, gej pierwsza liga,
typ nie wygląda, ale kontakt się urwał,
Pierdolony styl urban swag,
WWA stylówa się turla tak,
Wielki świat jak wycięci z żurnala,
mi w słuchawach napierdala rap,

x2
Jest rap zajawa gęsta kipi
z miejsca, gdzie nagrywamy te hity,
Ten stan nakręca ten sam bluźnierca
od 1 kHz, Hajjj...

Chodzę tak po WWA i patrzę,
rap w tej słuchawce, rap w tej słuchawce,
We mnie rap gra zawsze, grubo kaszle,
ze stylówą na zajawce i to jest ważne,
Tak że, możemy mieć beef czy pasztet,
wpierdole ich, robie to z czego znasz mnie właśnie,
Jest rap są sytuacje tak,
i ogień, który płonie w nas nie zgaśnie, Haa...
Oni patrzą na nas jak na świrów,
jesteśmy świrami niewolnikami rymów, dla nich..
Mamo patrz na co Twój syn wyrósł,
Polsko patrz na swych synów co są raperami,

x2
Jest rap zajawa gęsta kipi
z miejsca, gdzie nagrywamy te hity,
Ten stan nakręca ten sam bluźnierca
od 1 kHz, Hajjj...

Klasyczne hip-hopowe pierdolenie,
który to jest element w sumie nie wiem, o..
Pierdole całe to badziewie, Tede jedzie,
mam praktykę przecież, Ty tylko wiedzę,
ja wciskam - pressed - i lecę,
pizgam rap tak wychował mnie Esend,
Ty wiesz jak działa mpc, co to DSR
ja lecę w studiu przez SSL,
Jest rap, siedzimy u nas w bunkrze,
i fakt, imieniny mam pojutrze,
I mienimy sie jak pierdolony brylant,
hip-hopowy kombinat,
I Elliminati tu jest rap chłopaki,
i chuj mnie obchodzi jaki nosisz napis,
Bo rap to coś co wypełnia serce,
a nie te znaki co je masz na t-shirt'cie,
Bo moda na nie przejedzie z ty MC, później czy prędzej,
I nigdy więcej nie będzie,
zaginie po nim wszelki ślad,
właśnie tak, u nas na projekcie jest rap...

x2
Jest rap zajawa gęsta kipi
z miejsca, gdzie nagrywamy te hity,
Ten stan nakręca ten sam bluźnierca
od 1 kHz, Hajjj...

X5
Jest rap…
Jestem jak D-Flow, czytaj zbędne mi intro
Jeden na milion, pojawiam się jak statek widmo
To brudny hip-hop, w świecie intryg nieczystych chwytów
Miasteczko Twin Peaks, a nad nim krąży zły duch
To był mój wybór konsekwentnie iść swą ścieżką
P do N z kreską, wiarygodność, niezależność
Prawdziwość dla gry, bo nam nie jest wszystko jedno
Jak mój bullmastiff, po tym tracku stąpam ciężko
Miasta dziecko, PDG gawrosz, bez parcia na szkło
Obca mi zazdrość, bo to raczej damska cecha
Jak cię wkurwia to co widzisz, to po prostu nie patrz
W świecie paranoi na razie żyje bez lekarstw
Już nie trzepak, ławka, murek, ściepa na lunty
Dziś studio w szkle, 40-sto procentowy bursztyn
Szorstki mój styl, co pozostawia z łaków szczątki
Uliczny flowklor, chłopaku weź to podbij

To uliczny flowklor, Ry i WSRH
Robimy to, po to by, nie zwalniać tempa
To wszystko się tli i podnosi tętna
A ciebie znów mdli, uważaj by nie przegrać

To uliczny flowklor Ry i WSRH
Robimy to, po to by, nie zwalniać tempa
To wszystko się tli i podnosi tętna
A ciebie znów mdli, ucz się na własnych błędach

Wczoraj nie myślałem, o tym że będę stał tu gdzie stoję
To Ry, Sheller, Słoń oldboye, biorę co moje
Piję napoje po których miękną nogi twoje
Wyrzucam słowa z ust jak śmiercionośne naboje
To co jest dzisiaj może jutro zmienić się w proch
(Więc) wykorzystuję każdą chwilę by lepiej iść na wprost
Byleby głos docierał w niedostępne rejony
By ten który nimi karmiony był wyzwolony
To tony, sterty papieru, bo my trafiamy do celu
Ostrymi szpadami jak trzech muszkieterów
Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego
To główna zasada, to główne credo
Wysyłam w niebo słowa by spadły w twoim mieście
Jestem jednym z powodów przez które ziemia się trzęsie
Jestem żywym dowodem, że jeśli się chce to można
Pozdrowienia ślę i niechaj dotrą na twój obszar

To uliczny flowklor, Ry i WSRH
Robimy to, po to by, nie zwalniać tempa
To wszystko się tli i podnosi tętna
A ciebie znów mdli, uważaj by nie przegrać

To uliczny flowklor, Ry i WSRH
Robimy to, po to by, nie zwalniać tempa
To wszystko się tli i podnosi tętna
A ciebie znów mdli, ucz się na własnych błędach

Reprezentant Poznańskiego uniwersytetu wrzasku
Rap tak ciężki, że będziesz go musiał słuchać w kasku
Bez taniego poklasku i tandety jak Licheń
To szesnaście wersów, które rozpierdolą twoją psychę
Wieje zachodni wicher, styl pijanego mistrza
Twój łeb eksploduje głośniej niż armatni wystrzał
Wyszczam ci się do kuchennego zlewu
Jebać pop jesteśmy głosem pokolenia gniewu
Nadzieram pysk jak TeWu, pierdolę fałszywy chłam
Otwieram wrota piekieł jak banita siedem bram
W chuju mam, cały pseudo hip-hop który w radiu hula
Wszystkie pedalskie przyśpiewki o menstruacyjnych bólach
Każdy wers to kula robiąca dziurę w mózgu
Czysty hardcore jak Downhill na inwalidzkim wózku
Zamiast jaj i gustu masz cumshot na pysku
Przeładowanie strzał, idź stąd w pizdu

To uliczny flowklor, Ry i WSRH
Robimy to, po to by, nie zwalniać tempa
To wszystko się tli i podnosi tętna
A ciebie znów mdli, uważaj by nie przegrać

To uliczny flowklor, Ry i WSRH
Robimy to, po to by, nie zwalniać tempa
To wszystko się tli i podnosi tętna
A ciebie znów mdli, ucz się na własnych błędach
Nowy ład, nowy start, nowy kat, nowy fakt, nowy porządek świata

Cały ten nowy porządek ma wpływ na rozsądek
Na początek puszczą sondę, sterują wyglądem
Rządek do hipermarketu rozpoczął erę dekretu
Oto gra sekretu w nowej formie kabaretu
Znowu nowa sieć sklepów zachęca reklamami
Tak żywią się nami sterowani korporacjami
Karmią prawdami wysyłani w formie telewizyjnej
Zmienią pieniądz w sposób życia nastawiając konsumpcyjnie
Oszukać precyzyjnie to pojęcie strategiczne
Liczne głowy robią to psychologicznie
Spakowane, sprzedane, klient jest panem
Znane jak ten kit, wszystko jest nam dziś tak wciskane
Bo to jest

Nowy ład, nowy ład, nowy kat, i nowy porządek
Nowy świat, nowy świat, nowy start, i nowy początek
Jeden Bóg, jeden głód, jeden lud, jak jedna waluta
Jeden wróg, jeden wróg, ta, jeden wróg, bo jedna wojna wzbudza

To tacy ludzi u władzy oraz ludzi z kasy pracy
Coraz cieńsza klasa średnia, zostanie bogata, biedna
Jedna żeruje na drugiej, druga dla pierwszej luksusu
Haruje za pługiem, w długach żyje z przymusu
Szukasz plusów, same straty, by bogaty na tym
Budował se chaty, a ty waty rozbijasz na raty
Baty czujesz to harujesz, historia się powtarza
Bogaty rachunek przejmuje, tak zysk pomnaża
To zaraża, uważaj, to nowy odłam religii
Grunt z wieczystej biblii potwierdza luksus amfibii
Świat grób pieniądza płacąca zarabiająca
Jedna pławi się w luksusie, druga żyjąca w lamusie

Nowy ład, nowy start, nowy kat, nowy fakt, nowy porządek świata
Z pomocą demokracji dążą ci z organizacji
Do nacji globalizacji władcy to ściśli doradcy
Zacni anonimowi gotowi chcą człowiekowi
Zrobić z głowy mózgu pranie wkręcanie u kogo taniej
Organizowane międzynarodowe targi
Rzucają na twe barki swe marki, a to nie podarki
Cel światowej gospodarki zabrać żeby sprzedać
Stać na to bogatych, bo zabierane ma biedak
Weźmy rozda swoim, zaboli jednych, ukoi drugich
Stoi za tym loża trzymająca przepływ zboża
Wywołują wojny by samemu być spokojnym
To jest prastary ład świata, rządzi elita bogata

[x2]
Nowy ład, nowy ład, nowy kat, i nowy porządek
Nowy świat, nowy świat, nowy start, i nowy początek
Jeden Bóg, jeden głód, jeden lud, jak jedna waluta
Jeden wróg, jeden wróg, ta, jeden wróg, bo jedna wojna wzbudza
Czlowieku to jest Notes 3 czlowieku
Czlowieku greatest hits czlowieku
Sir Michu na bicie TDF na zeszycie takie zycie
2010 czlowieku wielkie joł com

Znowu pewnie będzie ze jestem chamem
że w tym momencie tym tekstem obrażam dame
znowu bedzie lament, znów bedzie rwetes
niech bedzie, pan Tede da wam pretekst
wszystkie Matki Teresy dziennikarstwa
bedą słać na mnie gesty za przesyt chamstwa
bo Tede coś po imieniu nazwał
dość, co to jest za gość prosze państwa
znow à propos dam choć morał jest ten sam
ta historia ma miejsce w świecie obcym wam
to hip hopowcy koncerty i wstrętny rap
dla starych bab to niedostępny świat
wiecie damulki co robią wasze córki?
traktują jak znaczek mnie i moich kumpli
filatelistki kolekcjonują raperów
każda chce wsadzić wszystkich do klaserów

Ref:
Jesteś mamą [ mamą]
jesteś tatą [ tatą] x2
a twoja córka to jest la la la la laachoon

Dla sportu biorą kogoś z supportu
wiekszość ziomków z frontu wyrosło z torfów
proste, raczej to dorosłe chłopy
i dostęp do nich jest utrudniony przez żony
zapomnijmy co jest teraz przypomnijmy melanż
jakieś 5 lat temu jak z charemu wybierasz
pamiętasz? blondyna, kosa, biały kozak
Gosia, chyba cały hip hop ją posiadł
gramy rózny rap i skaczemy do gardeł
a przez takie historie każdy z każdym jest szwagrem
i tak naprawdę, jeśli jesteś raperem
możemy być w kolekcji kolekcjonerek
jakby zrobić sympozjum i wymienić te ksywki
by wyszło na końcu że to te same dziwki
w ten sposób z łowców zmieniamy sie w ofiary
jesteśmy znaczkami ktore one zbierały

Ref:

Jeżeli Ci co ją mieli by nawinęli 16-stke
trzeba by to podzielić wedle ciemnej i jasnej
byłaby z tego nowa hip hop produkcja
i jak uniknąć słowa prostytucja
dobra nie ma co robić z tego filozofii
miała prawie każdego ale non profit
pani redaktor by nie nazwała jej dziwką
ta lala tylko dziękowała za hip hop
fanki nimfomanki już zamknęły ranking
nie są takie jak wtedy dziś to panie matki
młodsze koleżanki chodzą na balangi
nie wiesz po co ? To tak samo jak ich matki
wasze córki chcą górnej półki
są jak tamte, polują na mnie i kumpli
jestesmy jak znaczki, same białe kruki
jestem eksponatem a twoja córka groupie

Ref:
[Diox]
Nie dam się omotać, nie wejdę do klatki
Pod brawa klakierów nigdy nie chciałem tańczyć
Ty lubisz sztuczny uśmiech, ja wole gram prawdy
Gram bo mam wolę, nie po to gram by być fajny
Jak w starej szkole mam życiowe punch line'y
Umysł wolny jak wolę, więc piszę swoje szesnastki
Wychodzę z matni, król ma koronę HIFI
Usta pełne słów, ustaw słuch, włącz majk mi
Tyle dróg ile ludzi, ile błędów
Wielu zagubionych nie pozna dziś happy endu
Z natury nie castingu ja na ringu trendów gram
Ale mój team nie przypomina mi boysbandu
Wśród miliona opinii, złudnych wizji
Nudnych mutacji słów durnych głów
Wyciągam list prawdy jako kontrargument fikcji,
Która kapie zazdrosnym ludziom jak piana z ust

[Marysia]
Nie jestem więźniem opinii
Więźniem opinii nie jestem
Nie jestem więźniem opinii
Więźniem opinii nie jestem

[Hades]
Cokolwiek powiesz, podzielę to na trzy
Nie wierzę w twoje teorie, kruszę je w pył
Ale muszę z tym żyć, jestem twym niewolnikiem
Mam kulę przy nodze, lecz i tak to napiszę
Nie robię tego pod publikę,
Ale to ty chcesz żebym był trybem w machinie
Biorę na warsztat trochę liter
Wwiercam w nie przemyślenia o tym, jakie jest życie
Nie słyszę nic poza biciem serc z kamieni
Pracuję w strefie wysokich decybeli
Mało snu, za to mnóstwo nadziei
Wylewam poza mózg mój przez lufcik w celi
Chodzę na trening podnosić problemy
A strażnik cały czas uważnie mnie śledzi
Zakładam drelich i idę na robotę
Ucieknę stąd kiedyś, na razie wciąż kopię

[Marysia]
Nie jestem więźniem opinii
Więźniem opinii nie jestem
Nie jestem więźniem opinii
Więźniem opinii nie jestem

[Sokół]
Tylko po to robi rap wielu z nich
Bo widzi urojony błysk tych mokrych cip
Druga część chce być kimś, no a nikt
Nie da im więcej lukru niż jakiś gruby beef
Mówię ci - niby nic, oni są niewinni
Pierwsza płyta robi z nich tych więźniów opinii
Jeszcze inni chcą iść w słusznej linii
Nie dla samochodów, banknotów i willi
Nie byłoby to wcale dla nikogo dziwne
Gdyby nie brali sosu nawet za charytatywne
Walą w rynnę, szesnastki są czynne
24 na dobę pod telefonem, chcą być słynne
Inne wolą mieć piżamę w kanty
Ognisko na plaży, szanty, albo piknik country
Nie widziałem nigdy takiej nawet tyłem
Ale jak mogłem widzieć skoro nigdy tam nie byłem?
Kimkolwiek byś był albo kim byś nie była
Nie pozwól, żeby opinia ci nie pozwoliła
Masz dar od Boga, jeden kredyt w tej planszy
I własne zdanie, i to musi ci wystarczyć

[Marysia]
Nie jestem więźniem opinii
Więźniem opinii nie jestem
Nie jestem więźniem opinii
Więźniem opinii nie jestem
Jest 8 czerwca,
dziś zamykamy ten album.
Minął rok jak nagrywamy, ile to już kawałków ?
Policz, nie mam czasu nad tym się głowić,
takie są fakty.
Poza tym, co to mnie obchodzi.
Masz wynik ?
Dodaj 15 lekko licząc,
to właśnie tego na pewno nie usłyszą,
barany,
piszą po ścianach FUCK TEDE,
wiesz czemu ?
Ja też, ale o tym miało nie być, więc nie mów.
Kolesie, jak mnie słyszą,
to mówią :
-' Fuck Tede !
Skąd ty to wszystko bierzesz? '
- 'Kurwa, sam nie wiem ' .
Chyba mam to z siebie,
z resztą,
po co to wiedzieć,
a to, co słyszysz, to Tede 2010.

To miał być Wolomin II,
ale byś się pogubił,
my to robimy szybciej.
Ty jesteś na to za głupi.
' Fuck Tede '
brzmi bardziej światowo niż
' Się Bać '.
Przebacz,
tak bardzo marzeń spełniać się nie da
i tak wyobrażam sobie twarze heterów,
co pisali ' FUCK TEDE' ,
a teraz wiedzą czemu.
Patrz na pojebów wydymanych przez siebie samych,
skąd mogli wiedzieć, że dla nie dla siebie piszą ściany ?
My mamy backhand,
dziś zamykamy 'Fuck Tede' ,
a te barany ?
Ich dobijamy internetem,
wracamy,
16 dni do premiery.
TDF i Sir Michu tak samo jak wtedy.

Mam paru gości,
co na tą płytę do mnie przyszli,
jak pomyślisz,
to może być zimny prysznic.
Bo kiedyś,
to się mogło tobie tylko przyśnić,
a my to zrobiliśmy..
Fuck Tede !
Oto liryczny wandal z serca miejskiej dżungli
Hi - Fi Banda to ja i reszta moich ludzi
jest nas cała armia jak gwardia narodowa
nie walczymy w imieniu prezydentów lecz w imię słowa
Ci pierwsi wciąż chcą na nas polować
bo wątpią w słuszność naszych przekonać
przecież nieufność wypływa zobacz
ej nawet przedszkolak to wie
nie mów, że nie, bo niewiedza dziś wywołuje lęk
sęk w tym, że te ulice rozumieją teksty
hip - hop to już nie subkultura tylko ruch społeczny
to niebezpieczny fakt, bo te dzieciaki na blokach
kochają rap, a za parę lat to wasz elektorat
spróbuj to rozszyfrować i rozwiązać zagadkę
dlaczego młodzież nie chce głosować na Twoją partię
( bo mają dość )
nie chcą już spotów wyborczych oglądać
( bo mają wciąż )
w chuj kłopotów wy nie macie rozwiązań.

Ja nie wiem tego co Ty
wiem co robię nie wiesz to co my
styl Ha do I do eF I Człowiek
( Jak nie wiesz o co chodzi to weź się kurwa dowiedz ) / x2

To jest miejski luz pośród przecznic
głos spod powierzchni, który podnosi gwardię
z światłem zza mgłą to ostatni dzień,
żebyś oddał swój pierwszy głos
to nie akcja folklor daj
bardziej walcz o kraj
dość policji na ulicach miast, która chce proch i bicji
zamknięcia warstw, które nie mają tyle szczęścia, albo szans
żeby rozbić bank sam mam kilku ludzi
pośród pensji pcham od lat
w zgiełku presji, innych ludzi, kłamstw
to prosektorium łgarstw i audytorium prawd
pośród przechodniów, których wszystko mija tak jak wiatr ( uwierz )
żaden z nas nie niesie prawd ponad miarę swą
nie wierzy politykom szczerze walę to
szerze wiarę swą pośród kalek,
którym zamiast słuchu ktoś dał głos

Ja nie wiem tego co Ty
wiem co robię nie wiesz to co my
styl Ha do I do eF I Człowiek
( Jak nie wiesz o co chodzi to weź się kurwa dowiedz ) / x2

Postaw nas pod ścianę, pokaż nam dobry szlak
spuść pierdol, tylko tak, żeby nie został żaden ślad
w imię orła i prawd, którym przysięgasz jak
masz dobrą wiarę, że zarobisz parę groszy
i rząd kopsnie Ci mieszkanie
pytam od lat samego siebie, bo was
tak ciężko złapać za wsiaż i zapytać o szlak,
którym idziecie, wy prowadzicie nas tak,
żeby wyprowadzicie hajs za granicę
tego co kochamy, bo przecież kurwa macie plan
macie plan pierdolicie o nim wciąż
ale coraz mniej nas żyje w kraju, który ledwo trzyma pion

Ja nie wiem tego co Ty
wiem co robię nie wiesz to co my
styl Ha do I do eF I Człowiek
( Jak nie wiesz o co chodzi to weź się kurwa dowiedz ) / x2
Krótka chwila i nikt z nas tego nie zmieni
A życie kiedyś da Ci mocny znak by je docenić
I życie zmienić, pędzić gdzieś jak szaleniec
Po drodze mijając cienie pędzę tak że mijam siebie
Wśród kamieni na podwórkach kamienic
To życie które choć chcieli to nie mogli go wyplenić
Nowe nici tka, młyn losu mieli
Cały świat w to gra, niektórzy reguł zapomnieli
Daje wybór, niektórzy wciąż się boją życia
I skutki przyjmują jak robot
A oni- pani wolność, pan strach, wielu innych
Obok mnie pan fart, pan rozum by nie być naiwnym
Bliskich to wielka skrzynia z inspiracją do życia
To siła by nie popaść w bylejakość życia
I odpaść prosto w ramiona żalu
Wejść do jaskini i już nigdy nie wyjść z ukrycia

Mam jedno, wiele planów, mało czasu na życie
By odpocząć w swoim M-1 pałacu od życia
Na chwilę, chociaż tak by złapać oddech
I zebrać siłę zanim znów wywalę się na mordę
Ja mam pretensje do siebie jedynie
A życie ćpam je ostro i wstrzykuje sobie w żyłę
Dla życia praca non stop ty też rusz swój tyłek
Chciałem, mam, zdobyłem to co sobie wymyśliłem
W całej cudownej zagadkowości
To życie, które tak często bije bez litości
Tak, to samo pozwala ci mieć wszystko
Jeśli chcesz walczyć, pragniesz wygrać przyszłość
Pełne barw to paleta z emocjami
A życie najbliższych warte żeby zabić, zabrać
Nawet zgnić z tym piętnem w głowie, włożyć pętlę
Ale dobiec do granicy znaczeń słowa, człowiek

Nie mam rad, mam przykłady od życia
Ono powie ci - zapraszam do zabawy
Z życiem zapasy, ten sen sei wiele wymaga
Lecz to troska matki, poza tym sowicie wynagradza
Stań przed lustrem i sam się spytaj o życie
Wspomnij twarze, dziś nazwiska na pomnikach
To motyl, ja pielęgnuje je jak umiem
Chcę w nim słuchać serca nie polegać tylko na rozumie
Robię co umiem, nauczony patrzeć
A każdy moment równa się inspiracji
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo