Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[Gryby Mielzky]
Dzisiejsza wódka wchodzi mi jak Boot Camp Clik.
W sercu pustka, a frustrat chce ukraść mi kilka chwil.
Mówi jak płyta, czemu Szpady, nie Aptaun?
Czemu nie spyta jak zdrowie?
Woli zapytać znów Matka.
Hasła nie kumasz jeśli nie byłeś ze Mną
Zauważ, że nie jestem z tych, co tylko węszą za pęgą.
Tryby machiny nie jednego wciągną na zawsze.
Stojąc z boku pewny jesteś że to wieczne wakacje
Cztery dni w trasie jak postrzegam jako męczarnie.
Ale wybrałem to życie i nie zawsze jest łatwe.
Gdy patrzysz na Mnie mówisz - tyle wygrałeś.
Jak kiedyś wygram to nagram o tym pieprzony kawałek!
Nie mów mi jak zazdrościsz miejsca na którym jestem.
Bo mam dość tych, co mówią mi jak życie mam piękne
Niejednokrotnie chciałem by zakończył je stryczek.
Ty stoisz głuchy nawet nie chcesz słyszeć jak krzyczę dziś.

A Ty ciągle gdzieś, patrzysz przed siebie
I nie słyszysz, i nie słyszysz jak krzyczy!

Nie wiem czy jeszcze ludziom ufać mogę,
T..tylko emocje mówią prawdę dla mnie,
(Tu..tu..tu, tu jest problem)
K..krzyczę, choć zmieniasz w ciszę każdy mój wers,
Przecież nie będę płakać, z..zrobisz to jak chcesz

[Pezet]

Już nie emocje mówią prawdę
Dla Mnie to nie aktualne już
Nie przespane noce
Dla niej plany, dla niej zmiany za Mną
To kto jest z Nami zawsze wiemy gdy wpadamy w bagno
Lecz są też hieny ,które pójdą z Tobą tylko na dno
I dawno, nie jestem chłopcem lecz nie obce mi
Nie nawidzieć i kochać i czuć to mocniej niż
Trzymać w ręku ciężko zarobioną forsę
I co gorsze wtedy nie czuć nic
Bo mieć coś dziś nie znaczy mieć pieniądze
Jestem ojcem wiec trzymam życie w garści
I nie mam czasu na to, żeby wypić za to co Cię trapi
Tacy jak Ty co mówią dziś, że się sprzedałem
Są źli, a zarzekali się że życzą mi żeby się udało
Tak bardzo mało dało to, że wciąż krzyczałem
A Ty gdzie wtedy byłaś
Co jest kurwa? Nie słyszałaś?
Nic nie zostało i doszedłem tu po zgliszczach
Przez to uśmiecham się na zewnątrz
Płacze tylko w myślach

A Ty ciągle gdzieś, patrzysz przed siebie
I nie słyszysz, i nie słyszysz jak krzyczy!

Nie wiem czy jeszcze ludziom ufać mogę,
T..tylko emocje mówią prawdę dla mnie,
(Tu..tu..tu, tu jest problem)
K..krzyczę, choć zmieniasz w ciszę każdy mój wers,
Przecież nie będę płakać, z..zrobisz to jak chcesz

[Gruby Mielzky]

Wczorajsza wódka spływa po Mnie jak dzisiejszy deszcz
Siada mi trzustka, a miałem ustać
Ale wiesz jak jest.
Pragnę nie bluzgać, a na ustach ciężko mi o śmiech
Gdzie byłeś gdy na pysku wylądował pierwszy szew
No gdzie?!
W życiu łączyła jedna rzecz nas i była nią krew
Patrzę na zdjęcia, pęka mi serce
Chwil nie cofnę, wiem
Wszystko pamiętam dobrze,
Nie licz, że zapomnę czas
Jak Twarz chowałem w kołdrę
Słysząc ciągle – lepiej bój się wstać
Kurwa mać podrosłem trochę, umiem spojrzeć w twarz
Tracisz robotę, starzy umarli, u Mnie szukasz hajs
A zaklinałeś na Chrystusa, że zadusisz Nas
Nie masz tu czego szukać wiec się ucisz
Nie wrócisz do łask.
Wyrosłem sam wśród wilków
Obyś umarł w pizdu,
Brak litości z mojej strony i wiecznego odpoczynku
Gdy każdy z Nas między modlitwą już odliczał dni
Ty stałeś, lałeś w pysk chociaż wokoł krzyk dziś

A Ty ciągle gdzieś, patrzysz przed siebie
I nie słyszysz jak krzyczy
( Wergawer)
Kłamałem, co poniedziałek jeżdżę na golfa,
Dziś wszedłem na kawę, czekałem aż będziesz wolna,
I cholerna intuicja, czułem od dawna,
To fikcja nie magia, wieczność pryska jak bańka,
Kłamałaś, do domu nie jeździsz metrem,
To metroseksualny przekręt w BeeM-ce,
Lekkość już nie przeklnę Cię więcej,
Wyszedłem, obrączka w literatce po setce,
Kłamałem, w biurku trzymałem rewolwer
Nie prezent dla Ciebie, dobrze, że mam go w torbie,
Trzy kule, szykuję nam piękny pogrzeb,
Więc odbierz to jak prezent i przestań skomleć,
Kłamałaś, że nie kręci Cię seks w aucie,
Nie przestawajcie, teraz chcę na to patrzeć,
Ołów łamie czaszkę, poczuj krew i klękaj,
Pamiętasz? Razem na zawsze, razem do piekła.

To świat w którym szczerość więdnie
Kłamstwo trzyma w szponach
Wokół czają się fałsz i zdrada
Prawda jest najcenniejsza
Używa się jej oszczędnie.

(Małpa)
Biblia kłamie, tak samo jak Koran i Tora,
Kapłani zbierają armię terrorystów w kościołach,
Młodzież ucieka w pseudo proroków na forach,
Nie chcę filozofów, bo okłamują ich w szkołach,
Rodzice w domach pełnych miłości,
Dają nam życie w inkubatorach zamiast wolności,
Nam płynie pot po skroniach, bo już w młodości,
Wmawiają nam, że w naszych dłoniach jest los ludzkości,
Ja w twoich ramionach chcę odnaleźć przypadkiem
Wiarę w jutro, bo straciłem ją szybciej niż matkę,
Więc nie mów, że mnie kochasz na zawsze i zaśnij,
Jutro okłamiesz mnie po raz ostatni.

To świat w którym szczerość więdnie
Kłamstwo trzyma w szponach
Wokół czają się fałsz i zdrada
Prawda jest najcenniejsza
Używa się jej oszczędnie.

Zdaję sobie sprawę z tego, że to co było między nami
Było złożone bardziej niż origami,
A miasto spisało już kolejną z kronik łzami,
Ciągle zamiast na chronić rani,
Ty nosisz pod paznokciami coś więcej niż strzępki ekstaz
Zdrapane z moich pleców, gdy ci brak powietrza,
Nosisz kłamstwa, które chowałem gdzieś w podtekstach,
Chociaż niejeden raz prosiłaś mnie bym przestał,
Teraz wiem, pozostał nam już tylko niesmak
Po tych kłamstwach ukrytych w dyskretnych gestach,
Niech ten bas jak balsam koi ból przez moment,
Jutro okłamiemy się ostatni raz i koniec.
Ref:
Wchodzi większy rozmiar XXL
Chodzę w PLN’ach rozpoznaj
Wchodzi większy rozmiar XXL
I co kurwa, można?
/x2

Posłuchaj, to znowu kawałek o ciuchach jest,
skucha na mikrofonie tutaj
TasDeFleja, skumaj ten przejazd
dziś to ważne w co się ubierasz, wieeesz?

Ważne logo na bluzie jest, nie jej rozmiar
Ej lamusie, chodzę w PLN’ach rozpoznaj
Pan TDF, kojarzysz postać?
Liczysz, ze pomogę Ci właściwą drogę obrać? nie

Ja nie mam problemu jak ty z bluzką
Sam odpowiedz, czemu bluzka stała się przepustką
To twój styl, chodzisz tym by w ryj nie wyłapać
I że jestem dalej sam, prawda taka

Ref:
Wchodzi większy rozmiar XXL
Chodzę w PLN’ach rozpoznaj
Wchodzi większy rozmiar XXL
I co kurwa, można?
/x2

To ważne w pyte, kogo logo masz wyszyste
To więcej szans na wypadek, ausweise bitte
Jak na dzieli zatrzyma cię dzielnicowe celnik
Jesteś prawie pewny, że zęby są niebite

Mądrze powiedział kiedyś mój człowiek Chada
Że nie lubi lamusów, ale na nich się zarabia
I trwa ta podwórkowa maskarada
Rodzice będą kupować, my będziemy to sprzedawać

Do kanapek w domu był osławiony łosoś
Hardkorowcu pierdolony, nosisz to po coś
Bezczelnie kupujesz sobie wjazd na dzielnie
W nocy miej to widać, boisz się, że ktoś ci jebnie

Ref:
Wchodzi większy rozmiar XXL
Chodzę w PLN’ach rozpoznaj
Wchodzi większy rozmiar XXL
I co kurwa, można?
/x2

Pierdolnij sobie PLNY z błyskiem i w blasku,
Żeby nosić w glorii, z zaszczytem szyte po warszawsku
Masz je nosić po omacku, nie noś
Nie dostąpiłeś zaszczytu, nie rób wstydu PLN’om

Przemoc jest głupia, ale duma wielka
I nie odkipi u nas każda jedna literka
Nic nie kumasz, nie podszywaj się pod nas
Dziś są ważne napisy na bluzach, nie ich rozmiar

Boisz się chodzić w PLN’ach? Nie chodź!
Nie jedź z nami tym wózkiem, zapierdzielaj pieszo
Pamiętasz pierwszy miesiąc po beefie z Rychem?
Śmieszą mnie typ z typem co zmienili fabrykę

Lepiej schować PLNY, nie dostać po gębie
Prosta sprawa, wtedy nie wierzyli we mnie
Powrócili jak boomerangi na kolanach
I dziś to mają napisane na ubraniach

Ref:
Wchodzi większy rozmiar XXL
Chodzę w PLN’ach rozpoznaj
Wchodzi większy rozmiar XXL
I co kurwa, można?
/x2
Nie wiem jak długo szedłem.
Właściwie teraz wydawało mi się, że od zawsze.
Każdy krok sprawiał mi ból.
Utrzymać tempo... lewa, prawa, lewa, prawa...
Nie oglądać się za siebie, nie patrzeć na boki.
Skupienie... lawa, prawa, lewa, prawa...
To nieodpowiedni czas na odpoczynek.
Podobno, gdy odczuwamy ból to dobry znak,
bo nadal tli się w nas iskra życia...
Jedna z setek nieprzydatnych teraz sentencji
przeczytanych za młodu w jakiejś powieści wojennej.
Maszeruj żołnierzu. Lewa, prawa, lewa, prawa...
W myślach pozdrawiałem mijających mnie na szlaku podróżników...
"Niech wam sama droga będzie celem"...
Ale wokół mnie nie było nikogo.
Zdany sam na Siebie, zdany ma własne pierwotne,
zazwyczaj głęboko ukrywane zwierzęce instynkty.
Powietrze pachniało żywiczną świeżością iglastych drzew.
Czułem głód.
Podobno prawdziwy głód jest wtedy gdy patrzysz na butelkę wódki,
jak na potencjalne źródło kalorii.
Ale nie miałem wódki. Ani nawet wody.
Z pazerną zazdrością układałem w myślach jadłospisy szczęśliwców,
którzy teraz są tam, gdzie jak za wszelką cenę pragnę dojść.
Niech nam sama droga będzie celem.
Wiele razy błądziłem, wiele razy wątpiłem w sens wędrówki.
Mityczne ciepło światła własnego domu.
W oddali zamajaczyła niewyraźnie jakaś postać.
Powtarzałem sonie maszeruj żołnierzu,
to nieodpowiedni czas na odpoczynek, lewa, prawa, lewa, prawa...
Popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy.
Zrozumieliśmy się bez słów.
Wygłodniałe, wilcze oczy pełne obaw, bólu i lęku.
Powiedział tylko: 'Czas ruszać w drogę kolego'. Miał rację.
Kiedyś znałem koleżkę, co mieszkał piętro wyżej,
Wciąż opowiadał o piłce i składach w pierwszej lidze,
Najczęściej, nosił żółty T-shirt Borusii,
Włosy zcięte w milimetr i poplątane sznurówki,
Był wyższy od reszty kumpli z trzepaka,
Ja słuchałem Das EFX'a, on miał plakat Tupaca,
W tamtych czasach, prosta praca wypychała portfel,
Przyszły chude lata, kiedy odszedł jego ojciec,
Nie zapomnę, gdy stałem pod bramką,
Podszedł, powiedział "masz wciągaj nosem przez banknot" ,
Powiedziałem "nie" , odwróciłem się
i poszedłem, tyle że strach palił moje serce,
Jedni nie odmawiali bo bali się,
Inni go szanowali ale też ćpali biel,
Gdzie tu sens? Nie wiem, wiem, że szanuję tą naukę,
Nie boje się przeszłości, nie czuje lęku przed jutrem,
Strach, niekoniecznie rodzi respekt,
A prawdziwy szacunek to coś więcej.

Ref x2
Strach czy respekt, nie wiem co dla ciebie jest pierwsze,
Mniejsze zło albo dobro konieczne, weźmiesz co zechcesz.

Pamiętam pannę, mieszkała dwa piętra pode mną,
Dwa lata starsza, dwa razy bardziej wiesz co,
Każda moja koleżanka z zewnątrz,
Słuchała Nastukafszy, jarała się Molestą,
Pierwszy raz na vaxy zabrała mnie do siebie,
Nie było jej starszych, za to było palenie,
Nie poczułem wiele, bo miałem włączony instynkt,
A ona przypalone usta od fifki,
Najpierw pokazała płyty, potem cycki,
Stałem wbity, gdy zdejmowała jeansy,
Wracałem ze szkoły wychodząc od sąsiadki,
Wychodząc do szkoły, nie wychodziłem z klatki,
Tak mijały dni, ja mijałem je zanim,
Nie zacząłem się z tym zbyt oddalać od prawdy,
Więcej nie pamiętam, poza spojrzeniem matki,
Gdy dowiadywała się jakie odpierdalam jazdy,
Co mogłem myśleć mając 14 lat?
Jednocześnie, poznawałem respekt i strach.

Ref x2
siema, nadchodze, niech przygotuje się ziemia
Powracam po przejściach jak kometa halleya
Po chuj mi przerwa, bujam tym, bo dla mnie to pestka
I trzęsę ziemią dziewięć w skali richtera
Bo mam coś co daje mi moc, gdy płynie flow
Gdzie jest tron, bo czuje, że ktoś spadnie na dno
Płynę jak prom yo, płynę na front, bo ten rap to broń
Choć przyszedłem z nikąd, bo stworzyło mnie tło
Widze perspektywy, mimo że życie to fightclub
Gdy chodze po bitach, czuję sie jak w świecie karłów
Mam pancze w niewoli, i nie boję się przyszłości
Zmieniam myśli w zwrotki, o których nie zapomnisz
Jestem jak żołnierz, przebijam głowe, jak jabłko
To był atak z zaskoczenia jak na Perl Harbor
Jebie mnie jak na mnie patrzą, i tak mnie nie znają
A To takie prymitywne, mówić co inni gadaja

ref.
Niech rośnie temperatura
Niech rośnie temperatura
Daj głośniej i się pobujaj
Mimo że jest tutaj 40 stopni celsjusza

Za wszelką cenę trzymam ja rap jak szelki
Wlecisz tam w kontener, z resztą słabych MC
Jesteś mniejszy wiele, jak twój biały penis
Ja jak shell V power, wlewam Wam energii
Możesz dać mi wiare, załórz się o nerki
Że przebiłbym skale, gdybym się tu spręzył
Ty masz wielki talent, ja mam dar jak Darek
Śłyszysz dźwięki kamer, jestem wielkim bratem
Ciągle ludziom mówię tu jest rap wbity
Ponoć mój flow w klubie czuje nawet security
Nie dam usiąść dupie uwierz, napinaj żyłki
Mogę dużo dłużej tu biec, tak jak Kenijczycy
Wpadniesz do mnie, jak wrócisz to wyślesz mi propsy
Mam korbe, buja to dobrze,kluby i bloki
Mam zawsze ochote, chcę ciepła w soboty
A w tych klubach jest gorąco jakbym przeniósł się na zwrotnik

ref.
Niech rośnie temperatura
Niech rośnie temperatura
Daj głośniej i się pobujaj
Mimo że jest tutaj 40 stopni celsjusza
DIOX:
Nadal robię rap, robiłem, nie przestaję gadać
moje flow wciąż płynie , jak my po autostradach
konstruktywna myśl, jak czyn na tych podkładach
nie pociąga nas fikcja ani nie podnieca władza.
Moi ludzie widzę ich z bliska, gram w stadach
w sercu wciąż iskra tych co w penitencjałach
od wspomnień z boiska i szumu na podkładach
po koncert wśród tłumów , gram swoje nadal.
to jest niezmienne jak dziesięć przykazań
i cenne jak sam Osama za zamach
wciąż to samo, passa wciąż taka sama
tyle masz ile dasz, tak samo ważna jest praca.
Kręci się świat , ludziom w głowach się przewraca
ropa wciąż cenniejsza od miłości dla świata
bezcenny czas nadal nie chce zawracać
kusi szatan ty szanuj siostrę i brata.

ref:
Prawda ta sama będzie co wtedy była
zawsze w siebie wierz , póki krew płynie w żyłach
tak to ,że w to co robię wierzyć warto
przeznaczenie które stało się prawdą ( x 2 )

HADES:
znowu kładę majka w garść i zaciskam pięści
Hades Hi Fi plan od lat gram dla osiedli
dla ulic dzielnic i miast którym brak tlenu
dla moich i dla twoich ludzi nie dla papieru mordo.
(choć) Nie mam nic przeciwko temu by mieć pełne konto
(to) cienka linia między rapem a rzeczywistością
(wciąż) pod prąd idę non stop puść to głośno (ooooooooo)
dla ulic zlanych krwią przelaną za naszą wolność.
Składam hołd przodkom - kwestia honoru
nie wyboru , miej godność by dotknąć betonu
tyle spraw z pozoru wydaje się bezsensu
zdaj sobie sprawę ,że rap ma wiele aspektów.
Orientuj się lepiej, na braci patrz jak na siebie
szanuj siostry chodź część Cie wyjebie
bądź pewien, inaczej jeszcze pewnie się zdziwisz
pamiętaj , ta linia jest cieńsza niż myślisz

ref:
Prawda ta sama będzie co wtedy była
zawsze w siebie wierz , póki krew płynie w żyłach
tak to ,że w to co robię wierzyć warto
przeznaczenie które stało się prawdą ( x 2 )
Był zwykły szary dzień zwykłych szarych (podwórek)
Jeden z drugim na ubezpieczenie zdzwonowali (furę)
Turystki dwie, (które) robiły razem (wszystko w ogóle)
Nie gadają, jedna jest (celebrytką)
Druga zazdrości, bo pozostała (dziwką)
Wylała na Pudelku swoją żółć razy (milion w komentarzach)
Wyciąga przeszłość (brzydką) robi błędy (w wyrazach)
Pisze zła i (szybko), możemy upaść naprawdę bardzo (nisko)
Jak w życiu kierujemy się soczystą (nienawiścią)
(Zło) upominać lubi się jest (sadystą wciąż)
Przypomina jak zdobyłeś coś (nieczysto)
Podmywam wzrok, (uszy) płynącą stąd (muzyką)
Nie zaprzedałem (duszy), więc chcą bym siedział (cicho)
Buduję zamiast (burzyć), wstrząsam (dzielnicą)
Niektórzy to kochają, niektórzy (nienawidzą).

Nienawiść - (tak zostałem wychowany)
Mamy dobro i zło ustalamy proporcje
Miłość - (tak zostałem wychowany)
Mamy miłość i nienawiść ustalamy proporcje.

Nienawiść - (tak zostałem wychowany)
Mamy dobro i zło ustalamy proporcje
Miłość - (tak zostałem wychowany)
Mamy miłość i nienawiść ustalamy proporcje.
Sam już nie wiem kto kłamie kto ma jakie zadanie
Powiedz mi człowieku, czy rozumiesz przesłanie
Co znaczą te słowa, no podejdź weź zobacz
Dla mnie muzyka rapowa to nie żadna pieśń nowa
Nie przesłodzona gadka stylowa
Jak mam się hamować kiedy życie wciąż od nowa
Przysparza doła lawina kłopotowa
Powstrzymać niełatwo, trudno zahamować
Przez to wyrzucany gniew, to jakieś rozwiązanie
Każdemu się dostanie regularne nawarstwianie
Bardzo nie lubię funkcjonować w tym stanie
Normalnie, bo się nie da nieskoncentrowana ściema
Psycha klęka, mnie tu nie ma nie dla mnie taki temat
Dać radę trzeba i nieważne gdzie biegam
Niezależnie od warunków nie przechodzi bez echa
Odbija się zawsze temat realny nie gaśnie
Wierzę w to co robię, tak jak dzieciak wierzy w baśnie
Sposób logiczny nie łopatologiczny
Raczej szorstki niż śliczny, masz rację, że uliczny
W poszukiwaniu zdobyczy pozycji i szacunku
Każdy orze jak może bez utraty wizerunku
Wiem że na to liczysz bo każdy chce mieć lepiej
Ciebie też to dotyczy bo wiem że biedę klepiesz
To nie żadna nowość, życie zdąży dać Ci w kość
A wkurwionych rzesze w zamian dają złość
Nie jestem w tym sam, ja zabijam szarość dnia
Myślą słowem i uczynkiem wciąż odbijam się od dna

Zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
Zawsze odbić się od dna trzeba rade dać
Zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
Zawsze odbić się od dna, odbić się od dna

Łatwe numery to droga do kariery
Ja wolę przekaz szczery sami stwarzamy bariery
Separaty z wyboru, separaty z przeznaczenia
I nie zmienia się nic, wciąż te same marzenia
Od zaćmienia do zaćmienia ciągła pogoń za pieniądzem
Nie żebram o forsę chociaż śnię o Majorce
To pragnienia i żądze w chorym umyśle kipiące
Na siłę wspierające ujścia nie znajdujące
Frustracja jak towarzysz jest ze mną za dnia i w nocy
Nie szukam pomocy bo sam potrafię przeskoczyć
Wszystkie przeszkody to nie sportowe zawody
Bo stawka jest inna życie sprawa nienaiwna
Rymów nauka pilna, alternativ dla rozbojów
Pośród zmęczonych twarzy uruchamiam oldboyów
Nastrajam do życia przekazuję czas energii
Zawsze są jakieś rezerwy słucham jak spowiednik
Krótko Ci powiem nie wiem co to odpowiednik
Dla mnie, ja robię oryginalnie
Wiem że życie marne ale doceniam je zawsze
Gdy powstaje stan krytyczny, niebezpieczne zagrywki
Gdzie tu związek jest logiczny? dobre pytanie
I nie pytaj czy to dobrze że się komuś krzywda stanie
Nie dla mnie to zadanie ustosunkowywanie
Ani sprawa moralności, dawno rozrzucone kości
Tez poczucia wartości co drugi tak żyje
Na łeb, na szyję ten syf nas nie ominie
Jedno wiem. nikt nie zginie byle nie popełniać głupot
Trzymam się swoich rzeczy dla mnie ważny bitów stukot
Prawdziwa muzyka i prawdziwa niezależność
Wojna w przemyśle to przeszłość na licy teraźniejszość
Wiem że jest nas mniejszość ale parę osób wierzy
Trzeba dać radę, ludzie, trzeba jakoś przeżyć
W millenijnym szaleństwie nie pochłonie mnie ten syf
Podświadomość odporna to jest nasz muzyczny typ

Zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
Zawsze odbić się od dna trzeba rade dać
Zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
Zawsze odbić się od dna, odbić się od dna

Zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
Zawsze odbić się od dna trzeba rade dać
Zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
Zawsze odbić się od dna, odbić się od dna

Nie jest dziwne, trzeba radę dać nie ma przebacz
Byleby w tej grze nie przegrać, piwo nalane trzeba wypić
Przez obla pwn nagle zaszczycić, dobrze by ten moment uchwycić
Nie myślę że ze wstydu zapadłem się pod ziemię
Bym musiał nie być płomieniem a jestem i dam radę
Często żyję pond (prawem lub prawdę),nie mówię po to by zyskać sławę
Nie jestem super gwiazdorem byłem jestem i będę żywiołem
Sam nie wiesz gdzie spoczywa moje oko
Ja i mój styl pod ziemią głęboko
Co sądzisz o tym, co myślisz nie dbam o to
Tak jak król nie mam, zamieniam słowa w białe złoto
WRE zawsze będę walczył o to
Chłamu nie walę, kanę palę stale
A kapocha Chealse pola nie przestaje
Zjednoczony Poznań, nowe miasto-Rataje
Zawsze odbiję się od dna, zawsze radę daję.

Zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
Zawsze odbić się od dna trzeba rade dać
Zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
Zawsze odbić się od dna, odbić się od dna
Właśnie tak.
Wszyscy jesteśmy popierdoleni.

1.Jak jesteś sam nieraz w potrzebie to nie wiesz na stówę,
kto chce Ci pomóc a kto liczy na zgubę.
Czas pokazuje kto Ci jest naprawdę bliski,
a kto przede wszystkim liczy na zysk i korzyści.
Nie jeden myśli jak tu kogo zniszczyć w nienawiści,
by robił wszystko by to zniszczyć.
W opowieści o treści a czego nie ma a co ma,
ile kto zarabia zastanawia niejednego z was.
Taki czas rarytas dla mas,
to hajs co nas zaślepił ile by nie było to by przepił.
Jak jakiś kretyn jak nie jeden kretyn,
co wszystko by zrobił dla okruchów złota.

Ref.
Nie jest lekko co przytłacza mnie,
ludzie chcą stworzyć sobie piekło dobrze wiem.
Po trupach by się przepchnąć inni nie obchodzą cie.
Tak często brat kradnie własnemu bratu życzy źle,
to mentalność chora,
ta mentalność jest zła dobrze o tym wiem.

2.Ktoś ma mieć dobrze skoro innemu źle,
nie to nie wchodzi w grę inny nie może mieć lepiej co nie.
Wystarczy ze się człowiekowi powodzi,
co by nie robił innym chodzi już o to by mu zaszkodzić.
Ta być duchem młody dochody,
To są powody co śmiecia mogą z osoby zrobić na różne sposoby,
tylko po to by miec od wszystkich więcej.
To przez ta chcieć każdy patrzy każdemu na ręce więcej,
w wyniku niedosytu już się nic nie liczy w życiu oprócz zdobyć aprofitum.
bez kitu - jak w wyscigu do szczytu karierowiczu,
w wyniku czego robią z siebie niewolników - bez kitu.

Ref.
Nie jest lekko co przytłacza mnie
ludzie chcą stworzyć sobie piekło dobrze wiem.
po trupach by się przepchnąć inni nie obchodzą cie
tak często brat kradnie własnemu bratu życzy źle
to mentalność chora
ta mentalność jest zła dobrze o tym wiem

3.Szczerze przez to ze kazdy dba tylko o siebie,
nikt nie jest pewien komu co dzisiaj odjebie
Nie przecież każdego coś drażni w tej swojej chorej wyobraźni,
lepiej uważnym być zacznij zanim z kimś się zaprzyjaźnisz.
Doraźny kontakt uśmiech ww sztucznej życzliwości,
przechwały do stały jak objawy próżności.
W świadomości podejrzliwość i złość wciąż kipi,
dzisiaj chciwość praktycznie już nikogo nie dziwi.
Ci życzliwi zjadani są przez ludzi chciwych,
sprawiedliwi dojeżdżani są nieuczciwych.
Niby to jest normalne tak zwane przystosowanie,
dla mnie centralne to jest mentalne pojebanie.

Ref. x2
Nie jest lekko co przytłacza mnie
ludzie chcą stworzyć sobie piekło dobrze wiem.
po trupach by się przepchnąć inni nie obchodzą cie
tak często brat kradnie własnemu bratu życzy źle
to mentalność chora
ta mentalność jest zła dobrze o tym wiem
(Kobra Fataem)
Siemano Polska to Bezczel, Kobra - to Kobra i Bezczel
Czego chcesz jeszcze tu frajerów i fake'ów bezczeszcze
Jak jesteś leszczem to leż grzecznie i milcz dreszcze
I krzycz w przestrzeń, kwicz - choć lepiej milcz wreszcie .

(Bezczel Fabuła)
Ma nieść się dobra wieść po mieście, że Bezczel i Kobra
Pojawili się w mieście po to by wszystkich wreszcie tu ograć
I chodzą słuchy w mieście, że ponoć ich treść to obraz
Jak jesteś głuchy to weź się zwieść, albo się wreszcie odwal .

(Kobra Fataem)
Nie ma tu lipy to prawdziwy rap, oliwy dolewa werbel i bas
Wbijamy wokal i przemija czas, robimy tu hity - liczymy hajs
Pierdole rap w Polsce - chcemy robić rap na świecie
Chcemy Funty, Euro, Dolce - chcemy żyć jak ludzie przecież .

(Bezczel Fabuła)
Jak masz trochę rozumu dzieciaku to weź to sobie wyobraź
Że nas dwóch na tym tracku to jebana rzeź, krwisty koktajl
W rapie mam Medal Honoru, powinni mi dać jeszcze Nobla
Starsi koledzy tu boją się mówić mi: 'kurwa mać weź się dograj' .

Ref.:
To jest flowrider, flowrider, flow salą buja
(Flowrider, flowrider, flow salą buja)
Zejdź low bardziej, low bardziej, low alleluja
(Low bardziej, low bardziej, low alleluja) . [2x]

(Kobra Fataem)
Mówią, że w Polsce rap jest wtórny i nudny, bo nudzi durni
Tu gdzie dudni bas, a brudny rap jest kurwą i się skurwił
Raperzy to durni są, tylko - ćpać, chlać i ruchać
Mało pisać, mało grać - dużo zarabiać na ciuchach .

(Bezczel Fabuła)
Kiedy wbijamy się na bit to kurwa jest jebany banger
I kochasz to jak kurwa Sasha Gray jebany GangBang .

(Kobra Fataem)
To flowrider jak Con Carne to pali kichy
Jak temu co sprzedał tą Com karte za dwa kielichy .

(Bezczel Fabuła)
To wali po garach, opada kopara, ja lece jak taran a ty byś tak chciał
Na sali wiara ta sama przy barach i wszycho gitara ziom, ałł .

(Kobra Fataem)
Gdy wbijam dwójkę to wiesz, że to właśnie jest ta dwójka
Coś jak to, że Kobra, Bezczel to jest ta dwójka .

(Bezczel Fabuła)
Ejj, w rap grze z hipokrytami sztamy nie mamy
A z dobrymi typami za kulisami piony zbijamy, taa
Szacun mamy dla nich, taki jaki oni dla nas
Teraz cała sala naraz robi hałas .

Ref.:
To jest flowrider, flowrider, flow salą buja
(Flowrider, flowrider, flow salą buja)
Zejdź low bardziej, low bardziej, low alleluja
(Low bardziej, low bardziej, low alleluja) . [2x]

(Kobra Fataem)
AirMax'y mam tu brat, a Baggy zmieniłem na Loose Fity
Te New Ery na Snapy, tu Bragga - mamy luz wbity
I wbity na loop dajemy jak Luck Cluck Too Lute
I brudnym butem kopne Cię w brudną dupę .
I niby jest super, bo albumy z rapem sprzedają się coraz lepiej
Jak hot-dogi na Super Bowl
Mamy tu super flow, supeł na ozór
Chcesz chodzić w moich butach, ale na bank wrócisz boso .

(Bezczel Fabuła)
Moja muzyka mnie kocha i to jest jak miłość, na serio matczyna
Dla niektórych gwiazd kończy się czas, mi się dopiero zaczyna
Piłka w grze skurwiele, gram jak Del Piero
Finał - oddają to walkowerem, dla mnie 3:0
Machina ruszyła, każdym punchline'm głowy jak siekierą odcinam
Każdy mój punchline jest tym frajerom jak morfina
Jestem jak Heros - zaklinam i terror na serio zaczynam
Trafiam serio na serio ropierdol Hiroshima .
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo