Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Był piękny wiosenny dzień. Słońce wschodziło nad miastem rzucając promienie na okna komnat. W jednej z nich siedzieli oni. Najstarszy przeglądając swoją bogatą płytotekę nagle krzyknął: MAM! Pozostała trójka spojrzała na niego próbując odpowiedzieć sobie na pytanie co takiego znalazł ich przyjaciel. Chwilę później z dwóch starych głośników stojących po obu stronach monitora usłyszeli motyw, jakże przyjemne dla ucha pianinko, pomyśleli. Żaden z nich nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji i wbijając wokale do mokrofonów ciśniętego między najtańsze szaty szyte w zamku dziesięciolecia, które miały wyeliminować hałasy świata zewnętrznego. I tak nagrywali w chwilach wolnych od obowiązków dnia codziennego, borykając się z problemami technicznymi ich bardzo starego, kapryśnego komputera, który nie raz, nie dwa płatał im figle. Nie zniechęcało ich to wcale i ciężko pracowali nad swoim materiałem. Materiałem, który był dla nich spełnieniem marzeń. Marzeń o muzyce. Za namową swojego pazia.
Umperta don Kapetto, przystojnego Włocha. Przebił go jak go przy tym niebywale, jeździli, prezentowali swoją twórczość w wielu księstwach. Jednym z nich było Toronto słynące nie tylko ze smacznych pierników, ale i licznych festiwali. Tam poznali Albana.
Co drugi Polak pierwszemu życzy niech się wyjebie
Jeśli Ty umiesz liczyć to licz na siebie
Wtedy wszystko to co masz zawdzięczasz sobie
Spojrzyj w lustro na swą twarz i powiedz mogę
Wiem że są hieny, kurwy i zazdrośnicy
Brakuje im weny, werwy, nie błyszczą niczym
Są zawzięci ten ich męczy, który ma lepiej
Bo na końcu swojej tęczy chcieliby pekiel
Kopią dołki chcą byś wpadł
Bo nie pasuje im że patrzysz na ten świat
Który budujesz brat pierdol to
To zło powróci do nich Ty to co masz trzymaj
W swojej dłoni większość goni za tym
Czego nie może mieć
Łańcuchy i kraty nie zamkną serc
Mogą myśleć tak oni to już nie ważne
Nie złożymy nigdy broni to chyba jasne

[Ref.]
Mogą rzucać kłody pod nasze nogi
Mogą grać nie fair, chcąc nas dobić
Mogą każdego dnia stawać z nami w szranki
Ale nigdy nie odbiorą nam naszej woli walki

Każdy z nich jest maratończykiem
Na życia bieżni nie wiedząc ze jest tucznikiem w drodze do rzeźni
Prędzej czy później, wierz mi się pokapują i zawrócą
Bo ślepy los sprzyja głupim chujom
Ci którzy ciężko pracują wcale lub rzadko
Mają lepiej, a będzie lepiej jest stałą gadką
Ponadto gdy Tobie wyjdzie zyskujesz wrogów
Masz tajemnice? Powierz je tylko swemu Bogu
Na ogół ludzie to sępy, karmią się bólem
Są chyba zbyt tępi by spojrzeć w górę
Tkwią w jednym miejscu gdy ciasno i cuchnie
Srają we własne gniazdo i tona w gównie
Chcą walczyć z nami? To kpina
Jesteśmy samurajami od narodzin po finał
Mamy instynkt przetrwania i siłę
Każdy z nas będzie walczył dopóki żyje

[Ref.]
Mogą rzucać kłody pod nasze nogi
Mogą grać nie fair, chcąc nas dobić
Mogą każdego dnia stawać z nami w szranki
Ale nigdy nie odbiorą nam naszej woli walki
Nie wiem jak długo szedłem.
Właściwie teraz wydawało mi się, że od zawsze.
Każdy krok sprawiał mi ból.
Utrzymać tempo... lewa, prawa, lewa, prawa...
Nie oglądać się za siebie, nie patrzeć na boki.
Skupienie... lawa, prawa, lewa, prawa...
To nieodpowiedni czas na odpoczynek.
Podobno, gdy odczuwamy ból to dobry znak,
bo nadal tli się w nas iskra życia...
Jedna z setek nieprzydatnych teraz sentencji
przeczytanych za młodu w jakiejś powieści wojennej.
Maszeruj żołnierzu. Lewa, prawa, lewa, prawa...
W myślach pozdrawiałem mijających mnie na szlaku podróżników...
"Niech wam sama droga będzie celem"...
Ale wokół mnie nie było nikogo.
Zdany sam na Siebie, zdany ma własne pierwotne,
zazwyczaj głęboko ukrywane zwierzęce instynkty.
Powietrze pachniało żywiczną świeżością iglastych drzew.
Czułem głód.
Podobno prawdziwy głód jest wtedy gdy patrzysz na butelkę wódki,
jak na potencjalne źródło kalorii.
Ale nie miałem wódki. Ani nawet wody.
Z pazerną zazdrością układałem w myślach jadłospisy szczęśliwców,
którzy teraz są tam, gdzie jak za wszelką cenę pragnę dojść.
Niech nam sama droga będzie celem.
Wiele razy błądziłem, wiele razy wątpiłem w sens wędrówki.
Mityczne ciepło światła własnego domu.
W oddali zamajaczyła niewyraźnie jakaś postać.
Powtarzałem sonie maszeruj żołnierzu,
to nieodpowiedni czas na odpoczynek, lewa, prawa, lewa, prawa...
Popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy.
Zrozumieliśmy się bez słów.
Wygłodniałe, wilcze oczy pełne obaw, bólu i lęku.
Powiedział tylko: 'Czas ruszać w drogę kolego'. Miał rację.
Już nie bunkier, nie klita, na salonie dzisiaj witam
Leję koniak do kielicha, patrzę jak pod Żabką zdycha
Ten co nie ma spoko, a w kolekturze lotto
Cztery bańki są do wzięcia i to już teoretycznie
Ktoś zgarnął ostatnią kumulację, fantastycznie
Schodzę na ziemię i jak zawsze bezkrytycznie
To z mego okna widok, wiesz piździ nieprzeciętnie
To pogoda dla bogaczy, żyję tu w jeżyckim getcie
Siedem tłustych lat wiecie, bo ja wiem lekko nie było (ta)
Na lepsze się zmieniło, obiecałem wam nawinąć
A ten znów zbiera na wino, ta zniszczona amfetaminą
Co się stało z tą dziewczyną, z którą chciałem iść pod kino?
Zmiany są widoczne jak kwitnący, oni gorzej
Ci rdzenni mieszkańcy okolicy najwidoczniej
Się mają coraz gorzej, chociaż z klasą trzymam fason
Tu niejeden, a farmazon skrywa ich prawdziwe ja
Żyją marzeniami, które spełniam tylko ja
Widzę w nich tysiące niewykorzystanych szans
Ja tutaj mam wakacje, a czy ty masz na kolację?
Zmieni się na lepsze więc nawijam zanim zaśniesz
Lecz innego nic nie jestem w stanie tobie opowiedzieć
Bo tu zmiany niewidoczne, a ja kocham w tym siedzieć

Zmieni się na lepsze coś innego ci opowiem
Zmieni się na lepsze

Ref.: Zmieni się na lepsze coś innego ci opowiem
I zmieniło się na lepsze, dzisiaj jesteś moim wrogiem
Zmieni się na lepsze jak dla kogo Pe nawija
Zmiany są widoczne, jestem stąd, nie zapominam.

Marzę by zjeść obiad, a tu jeszcze siłka w planie
Myślę jakie panie przyjdą w piątek na performance
Która da natchnienie, o której nie zapomnę
I wspomnę o niej w tekście, w konkretnym kontekście
Przestawię tam miejsce, kocham rap, taki jestem
Znam się na kobitach, niewskazana [?]
Chcę kobiety wypas, lalki z getta, weź się przypatrz
Co z oczu mych wyczytasz, wiedz nie jestem durniem
Ja i ty z miernym skutkiem, słabo widzę tą spółkę
Ja mam swój habit, a ten jebany babich
W liczenie hajsu się bawi, nic nie zdoła naprawić
A ja czasem jak Momos, taxi nie autobus
Wyśmiewam tych kiepskich, nikt nie może ci pomóc
Zostaw to dziwko, nigdy nie zdobędziesz stylu
Nie będziesz miał skillu, nie będziesz miał tylu
Serii dziewczyn szczylu, chcesz na rap ze mną startować?
Możesz supportować, lecz nie moją klikę zobacz.

Ref.: Zmieni się na lepsze coś innego ci opowiem
I zmieniło się na lepsze, dzisiaj jesteś moim wrogiem
Zmieni się na lepsze jak dla kogo Pe nawija
Zmiany są widoczne, jestem stąd, nie zapominam.

Ja i [?] daj na rano, Peja nie jak Johnny B
Choć śpiewam wraz z nim, drę ryj, wiem jestem kimś
Kto potrafi się uporać z tym syfem dookoła
Choć napięty grafik na relaks przyszła pora
Byle do wieczora, koniak, woda i ręczniki
Już jestem cały dziki, dziś na scenie atak kliki
Dzikie wybryki, to ja zwierzę sceniczne
Mam na sali komplet i znów jest fantastycznie
Nie chcę fanatycznie, chociaż jest tu paru takich
Co wypruło by se flaki albo mi, ej chłopaki
Bierzcie te dziewczyny, które są jeszcze do wzięcia
Wyglądają pięknie jak modelki na zdjęciach
Patrz ta ma boskie ciało i usta jakich mało
A ty zerkasz nieśmiało, pocałować by się chciało
Rozgrzej ją tak jak rozgrzewa ją ta muza
Ruszaj do niej ruszaj, zobacz jak tą dupą rusza
Chyba, że bezczynność to jest twoje drugie imię
Dziś idę na pohybel, major, gross, lider
Twórca niezłych szyder, za ile mnie pokochasz?
Bezinteresownie? już zdołałem się zakochać.

Ref.: Zmieni się na lepsze coś innego ci opowiem
I zmieniło się na lepsze, dzisiaj jesteś moim wrogiem
Zmieni się na lepsze jak dla kogo Pe nawija
Zmiany są widoczne, jestem stąd, nie zapominam. [x2]
Właśnie tak.
Wszyscy jesteśmy popierdoleni.

1.Jak jesteś sam nieraz w potrzebie to nie wiesz na stówę,
kto chce Ci pomóc a kto liczy na zgubę.
Czas pokazuje kto Ci jest naprawdę bliski,
a kto przede wszystkim liczy na zysk i korzyści.
Nie jeden myśli jak tu kogo zniszczyć w nienawiści,
by robił wszystko by to zniszczyć.
W opowieści o treści a czego nie ma a co ma,
ile kto zarabia zastanawia niejednego z was.
Taki czas rarytas dla mas,
to hajs co nas zaślepił ile by nie było to by przepił.
Jak jakiś kretyn jak nie jeden kretyn,
co wszystko by zrobił dla okruchów złota.

Ref.
Nie jest lekko co przytłacza mnie,
ludzie chcą stworzyć sobie piekło dobrze wiem.
Po trupach by się przepchnąć inni nie obchodzą cie.
Tak często brat kradnie własnemu bratu życzy źle,
to mentalność chora,
ta mentalność jest zła dobrze o tym wiem.

2.Ktoś ma mieć dobrze skoro innemu źle,
nie to nie wchodzi w grę inny nie może mieć lepiej co nie.
Wystarczy ze się człowiekowi powodzi,
co by nie robił innym chodzi już o to by mu zaszkodzić.
Ta być duchem młody dochody,
To są powody co śmiecia mogą z osoby zrobić na różne sposoby,
tylko po to by miec od wszystkich więcej.
To przez ta chcieć każdy patrzy każdemu na ręce więcej,
w wyniku niedosytu już się nic nie liczy w życiu oprócz zdobyć aprofitum.
bez kitu - jak w wyscigu do szczytu karierowiczu,
w wyniku czego robią z siebie niewolników - bez kitu.

Ref.
Nie jest lekko co przytłacza mnie
ludzie chcą stworzyć sobie piekło dobrze wiem.
po trupach by się przepchnąć inni nie obchodzą cie
tak często brat kradnie własnemu bratu życzy źle
to mentalność chora
ta mentalność jest zła dobrze o tym wiem

3.Szczerze przez to ze kazdy dba tylko o siebie,
nikt nie jest pewien komu co dzisiaj odjebie
Nie przecież każdego coś drażni w tej swojej chorej wyobraźni,
lepiej uważnym być zacznij zanim z kimś się zaprzyjaźnisz.
Doraźny kontakt uśmiech ww sztucznej życzliwości,
przechwały do stały jak objawy próżności.
W świadomości podejrzliwość i złość wciąż kipi,
dzisiaj chciwość praktycznie już nikogo nie dziwi.
Ci życzliwi zjadani są przez ludzi chciwych,
sprawiedliwi dojeżdżani są nieuczciwych.
Niby to jest normalne tak zwane przystosowanie,
dla mnie centralne to jest mentalne pojebanie.

Ref. x2
Nie jest lekko co przytłacza mnie
ludzie chcą stworzyć sobie piekło dobrze wiem.
po trupach by się przepchnąć inni nie obchodzą cie
tak często brat kradnie własnemu bratu życzy źle
to mentalność chora
ta mentalność jest zła dobrze o tym wiem
Mija kolejny dzień kiedy zapada zmrok
Ja coś znowu spierdoliłem i znów wkurwia mnie to!
Wielu nie wie jeśli mi coś nie wyszło,
wstaje nowy dzień, mi znów kurwa jest przykro,
kolejny raz piłem i nie za swoje
kolejny raz kogoś poznałem, znów się boję,
bo te panny kiedy już się zwiążę
To zawsze kurwa mam z tym jakiś problem, czaisz?
Kolejny raz kiedy zaczyna zależeć,
Nie wiem, chyba to coś jest we mnie
Może to alkohol chociaż w miarę jest w porządku
Ale myślę, że odziedziczyłem to po ojcu,
Był okres kiedy ćpałem dużo wtedy,
Ale nie żałuje wiesz, każdy popełnia błędy
Przeżyłem więcej niż niejeden w moim wieku
Zrozum chociaż nie ma się co chwalić, cała prawda z bloku.
Pamiętam miałem też problemy z alkoholem
Piłem nie za swoje, miałem myśli żeby rzucić szkołę
I wiesz zostało z tamtych czasów trochę we mnie
Dalej mam te myśli, jeszcze czasem kogoś przekręcę
I wkurwia mnie to bo przez tamten okres
Są ludzie, którym dalej jestem krewien te pieniądze
Są ludzie, których nie chcę spotkać bo się wstydzę
Nie chcę patrzeć im w oczy po tym wszystkim co zrobiłem
Chodziły po osiedlu ploty, dalej chodzą,
Każdy wie jaki jest Bonus a ja wkurwiam się o to,
chociaż nie wiem skoro sam dałem powody
Czasem jest mi wstyd kurwa ale ciągle myślę o tym

Przyszedł czas, już czas najwyższy,
pokazać całą prawdę Niech to każdy usłyszy,
nie ma się czym chwalić Za to się wstydzę,
możesz myśleć o mnie różnie ale kurwa to przeżyłem
Każdy przypał, przekręt, porażkę,
pamiętam każdą akcję, nawet te nie tak ważne
Ile razy w nocy myślę o tym wszystkim,
szczerze to mam wyjebane na to co pomyślisz

Kiedyś nie obchodziły mnie uczucia innych
Potrafiłem zranić, myślałem, że jestem silny
Zawsze kolejny dzień był dobrym dniem
Kiedyś raniłem teraz wszystko jest przeciwko mnie
Staram się nie okazywać uczuć nigdy
i wiem, ze to wszystko mnie bardziej niszczy
I nic się nie zmieniło, latam za kasą,
bo powiedz jak bez hajsu mam kurwa trzymać fason
Mam te myśli rozkręcić dill pod blokiem
a tu nie jeden by kurwa pił pod blokiem
I najgorsze jest, że też się wciągam,
Chciałem się ogarnąc ale wciąż nie umiem dostrzec dobra
Nikt o tym nie wie, chciałem wszystko skończyć
Kartka, długopis, łzy napełniają oczy
Miałem dosyć, pisałem ostatni raz, wiesz
W końcu żeby nikt nie wiedział spaliłem tą kartkę
Było na niej więcej niż teraz słyszysz
Jednak wiesz, udało mi się ogarnąć myśli
Pamiętam jak mówiłem, przyszedł czas to pieprzyć,
ale widzisz, jednak rap jest silniejszy

Przyszedł czas, już czas najwyższy,
pokazać całą prawdę Niech to każdy usłyszy,
nie ma się czym chwalić Za to się wstydzę,
możesz myśleć o mnie różnie ale kurwa to przeżyłem
Każdy przypał, przekręt, porażkę,
pamiętam każdą akcję, nawet te nie tak ważne
Ile razy w nocy myślę o tym wszystkim,
szczerze to mam wyjebane na to co pomyślisz
Mam teraz twój słuch chodź ze mną zamień słowo
znam Cie z koncertów ale znowu chce pogadać z Tobą,
gdyby nie Ty pewnie jak pies swój bym ganiał ogon
pokazałeś mi ze newschool też tu zarabia sporo,
rok temu tu nie mam misji innej niż ta
chodzę do pracy wieczorem pisze a w weekendy gram,
ostatni rok zdarzeń ciąg widzę ten sam
minus, nie budzę się z budzikiem gdy chlam dwanaście
lat temu ten majk* Elbląg Niger i ja
dzisiaj każde miasto moje trzy litery zna,
przez to niejeden typek migrenę ma słowa
hejtera melodią dla moich uszu ladidadida,
ta, lecę tu wysoko gdzieś w niebie,
czy ten cash będzie tu kryptonimem? e-e
kiedy skończy się wszystko to wiesz nie wiem ale
za to wiem jedno mam wszystko to przez Ciebie

Ref:
Znaleźliśmy się w tłumie i po roku
czuję, że mnie rozumiesz i widzę że to kochasz
tak samo tu jak ja
tak samo tu jak ja
widzisz i nie zmieniła mnie tu ta flota
kiedyś nie lubiłaś mnie a widzę że to kochasz
tak samo tu jak ja
tak samo tu jak ja

Na antenie dalej antenę miele rozjebane podziemie
potem płonie nadziemie, VNM ewenement,
w weekendy z weteranami tutaj scenę dziele
ale tez niewielu z nich zostanie tutaj długo jak ja,
nie zniknę po to by wrócić tak jak Frugo tak jak,
wielu z nich kiedy tu odzyskała boom rap gra,
nie hejtuję bo nic na tym nie tracę za to tu
Tobie na zranione uszy daje na tracku Altacet
nie robię hitów po to by dać tu na max target
ja mam Ciebie Ty masz mnie razem wiemy że gram fajnie,
dopóki jestem z Tobą szczery wiem ze nie odejdziesz,
chyba, że zgubię flow ale taki dzień nie nadejdzie,
niezawodne promo, szeptany marketing,
powiedz o mnie ziomom wpadnie tu paru z nich
jest was więcej niż dwa stadiony narodowe,
szalone, typ z bloków pokonał taką drogę

Ref:
Znaleźliśmy się w tłumie i po roku
czuję, że mnie rozumiesz i widzę że to kochasz
tak samo tu jak ja
tak samo tu jak ja
widzisz i nie zmieniła mnie tu ta flota
kiedyś nie lubiłaś mnie a widzę że to kochasz
tak samo tu jak ja
tak samo tu jak ja

Dajesz mi szacunek masz go z powrotem ode mnie
wchodzę na Fb codziennie z nowym komentem,
gadamy o muzyce czy o czymkolwiek to pewne
usunąłem tylko dwóch spamerów tu bo to nam zbędne,
i spotykam Cie po roku na moim koncercie
zbijamy pionę wspominając gadkę to jest pieknę,
pamiętasz? W gwiazdach nic nie jest zapisane
wiec jak wierzysz we mnie to jestem Twoim fanem amen

Ref:
Znaleźliśmy się w tłumie i po roku
czuję, że mnie rozumiesz i widzę że to kochasz
tak samo tu jak ja
tak samo tu jak ja
widzisz i nie zmieniła mnie tu ta flota
kiedyś nie lubiłaś mnie a widzę że to kochasz
tak samo tu jak ja
tak samo tu jak ja
...Bez odwrotu strome stopnie schodów....
...Zdobyte, zdobyte to słowo zipa...
...Krok po kroku coraz wyżej się pnę...
...Coraz lepszy jak całe ZIP...

O to co mam dbam, o to co sam zdobyłem gram
I postawiłem to na typa stawiam całość na zipa
Płyta, ekipa Z I P mknie
Przez strome stopnie schodów,
Lipa nie wchodzi w grę gdzie
Na drodze bez odwrotu przechodzień
Jak co dzień szuka wyjścia z kłopotów,
Że gotów jest mówi mimo chodów co drugi się gubi
Los takich ludzie karać lubi
Kto nie jest głupi ten wie co robi,
Wie co to za wysokie progi
Bo patrzy pod nogi.
Wie, że bokiem drogi nie da rady przejść
Ja idę przez tę drogę choć mogę z niej zejść,
Za rogiem odbić, treść i zaciśnięta pieść to atut
By coś zdobyć by obić to pod bit rapu,
By tabu się nie bać, by nie spaść z pułapu
By iść do przodu bo życie mija,
Bo życie mija

[x2]
...Bez odwrotu strome stopnie schodów....
...Zdobyte, zdobyte to słowo zipa...
...Krok po kroku coraz wyżej się pnę...
...Coraz lepszy jak całe ZIP...

Rym ten tym sposobem niech uświadomi tobie
Co na tej drodze cię czeka
Strony obie monety to symbol człowieka
Co od biedy ucieka niestety do mety dobiega
Jest w plecy, nic nie ma śmierć owo żniwo zbiera
Na żywo, słowo Zipera start od zera na przesterach
Teraz naciera do przodu przez zamęt
Dzięki Bogu za talent w imię Ojca amen
Przed kolejnym rozdaniem gniew na rozsądek zamień
Z tym zdaniem się licz, do końca jak kamień
By żaden znicz się nie palił ,by nikt się nie powalił
Byś wrócił cały do domu, Źle nie życzę nikomu
Lecz pecha jak gromu się strzeż
Wierz w co chcesz, ale wszystko ma swój kres
Mą tarczą jest ekspres orient
Bo kto na wkręt się złapie ten w moment odpadnie
Choć prawie mu się udało jest na dnie
Wchodzisz śmiało, kto zgadnie ilu przegrało
Za trudne? Podpowiem
Zostało niewielu
Lub czy to droga bez odwrotu czy to droga do celu?
Nikt (nikt) tego nie wie

...To słowo zipa...
...Krok po kroku coraz wyżej się pnę...
...Coraz lepszy jak całe ZIP...

...Bez odwrotu strome stopnie schodów....
...Zdobyte, zdobyte to słowo zipa...
...Krok po kroku coraz wyżej się pnę...
...Coraz lepszy jak całe ZIP...

Wiadomo, że koło się kreci nęci
Chęci same nie wystarczą
Wygrywają ci co walczą
Tylko z podniesioną gardą
Masz szanse się przebić
Walcz twardo, walcz by zwyciężyć bo warto
I nawet gdy nie bardzo wiesz gdzie ta droga cię prowadzi
Chcesz czy nie musisz sobie radzić
W świecie gdzie możesz stracić lub cos zyskać
Dlatego walcz, walcz by wygrać
Szerokiej drogi
Nigdy nie modlę się, nie klęczę, nie klepie testamentu
czasem chcę porozmawiać ale bez oddźwięku
czasem wylewam myśli z siebie tak jak dziś kartkę
szkoda, nie widzę znaków kiedy w niebo patrzę
nie wierzę w kościół i powątpiewam w Ciebie często
jednak mimo wszystko kocham Cię za przeszłość
może życie bez przeszkód byłoby zupełnie nudne
chciałbym ułożyć wszystko sam jednak nie umiem
nie rozumiem czemu mogę mieć tylko nadzieję
chcę godnie żyć dobrze żyć to aż tak wiele?
chcę zdrowia, szczęścia, haisu, miłości, rodziny
i przyjemności a w przyjemności grzeszymy [taaa]
to bez sensu bo wiem że jestem dobry
i wiem że w mej rodzinie powinien dziś być dobrobyt
zasługują na to na coś więcej niż mają
na to żeby wiedzieć że marzenia się spełniają
ref:
Mam jedną sprawę całkiem osobistą
czasem już nie potrafię żyć z tą myślą
to czego pragną dla to dla mnie wszystko
Boże myślę że mogę nazwać to modlitwą...
x2
2.
Słowa proste jak drut, piję kładę flotę na stół
nie będę Cię przepraszał pewnie zrobię to znów
nie powiem Ci że teraz modlę się tu
prawda nie może być nie szczera wątpię już
wiesz co jeśli jesteś a wiesz to a z resztą
nie chodzi mi już o jestestwo
bo wiesz co?
wystarczy że doczesność wkurwia mnie tak
plus to że nowicjusze nadal robią gówno nie rap
Wiesz czas by każdy z nas swoje szczęście poniósł
po to by znowu zająć miejsce na podium
po to by znowu zagrać pierwsze skrzypce
nie po to by odbierać listy z puszki w skrzynce
nie po to żeby mieć problemy z czynszem
z flotą
i znowu myśleć szukać szczęścia nocą
Boże ludzie starzeją się marzenia nikną
ja chcę tylko swoim bliski zapewnić wszystko
ref:
Mam jedną sprawę całkiem osobistą
czasem już nie potrafię żyć z tą myślą
to czego pragną dla to dla mnie wszystko
Boże myślę że mogę nazwać to modlitwą...
x2
Chuj ci w dupę, już jesteś trupem.
Ha! Hadouken!
Kiedy ja mam bazookę robię to z hukiem, kiedy się skupię,
wtedy rozdupię ciebie na loopie profesjonalnie, werbalnie,
fenomenalnie, centralnie i minimalnie pojedziemy po kosztach.
Nikt nie odnajdzie poszlak no bo niczego nie będzie można znaleźć,
wcale robię to w szale robię to tak że ciebie rozwalę nikt cię nie pozna,
ale będą w szoku, dalej oto Fokus, spalę ci pół bloku skurwysynu,
daj spokój, no bo będę solą w twoim oku,
kiedy przybędę solo, blokuj działam w amoku.
Napierdalam jak pory roku - hokus pokus.
Stań, spójrz w otchłań mego wzroku,
mam już dość tańczenia wokół mnie i tych podskoków.
I kiedy będzie dym wtedy, kiedy będę musiał być w nim najebię im z tobą u boku,
poczuj z tobą u boku, poczuj.
Stań, spójrz w otchłań mego wzroku,
mam już dość tańczenia wokół mnie i tych podskoków.
I kiedy będzie dym wtedy, kiedy będę musiał być w nim najebię im z tobą u boku,
poczuj z tobą u boku, poczuj.
Jestem twoją aborcją tnę jak skrecze Decksa
Pierdolony skorpion w kołysce dla dziecka
Ludzka wiwisekcja w wykonaniu hien
Mocny zacisk obu dłoni z wolna zatrzymuje tlen
Alfons wiedźmy blair trzymam sukę na smyczy
Także kiedy wciśniesz play możesz usłyszeć jak krzyczy
Czerwony przycisk atomowe vademecum
Od zagłady wszystkich ludzi dzieli nas kilka sekund
W dwudziestym pierwszym wieku światem rządzi ogień
Jaram się korupcją, wojnami i głodem
Uderzenie w brodę kolana robią się miękkie
A kolejne cztery ciosy wyłamią z zawiasów szczękę
Zapraszam na pręgierz mikrofon i głośnik
To ci bezlitośni dziury w dłoniach od gwoździ
Possij zanim w czyny zamienimy groźby
Wciągam lekki proch utarty z twoich kości

Ref:
To są nienormalne produkcje,
To są nienormalne produkcje,
To są nienormalne produkcje,
To są nienormalne produkcje,
To są nienormalne produkcje,
To są nienormalne produkcje,
To są nienormalne produkcje,
To są nienormalne produkcje.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo